Page 1

Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa U

N I W E R S Y T E T

M

K

I K O Ł A J A

O P E R N I K A

NUMER 1/9

GAZETA

SOBOTA

BEZPŁATNA

8 MARCA 2014

WWW.KLAMRA.UMK.PL

AKADEMICKIE CENTRUM KULTURY

I

SZTUKI OD NOWA

TEATR W POLSCE DOSTAŁ JAKIEJŚ DZIWNEJ WIBRACJI O kondycji współczesnego teatru, idealnym plakacie Klamry, muzyce oraz o tym, czy religia lub wykształcenie mogą ograniczyć artystę z profesorem Leszkiem Mądzikiem, założycielem Sceny Plastycznej KUL, rozmawiała Małgorzata Strzyżewska. W 2006 roku grał Pan spektakl Bruzda w kościele. Dobrze i bezpiecznie czuję się w świątyni. Człowiek czasami ma wnętrza, które wyzwalają pewien komfort tych tematów, które przeżywamy. Bruzda była takim spektaklem, że zawsze, gdy ją gram, staram się, żeby to była świątynia. Czy musiał Pan zmienić sztukę ze względu na miejsce? Odpukać, nie. Graliśmy w świątyniach w różnych miejscach świata, ale nie było tego zagrożenia, choć można było mieć obawy, że spektakl się nie odbędzie. Gramy go już długo, od 2006, a swą premierę miał właśnie w kościele, w Kazimierzu Dolnym. Potem był Lublin i spektakl wędrował. Oczywiście graliśmy też w salach. Organizatorzy nie zawsze mieli kontakt z władzami kościelnymi. Za to Pan kontakt z kościołem miał już wcześniej, kończąc Katolicki Uniwersytet Lubelski. Dało mi to pewien komfort, bo byłem eksternistycznym studentem, niestacjonarnym. Wybierałem, czego chcę posłuchać i jakie dzieła sztuki obejrzeć. To mi dużo dało, bo zaszczepiłem się tym, co mnie nadal pasjonuje, a co

FOT.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

kiedyś odkryłem na studiach. Średniowieczem, barokiem… to takie moje pasje. Studiując w tak komfortowej formule, jednocześnie robiłem teatr. Czy już wtedy muzyka była dla Pana szalenie istotna? Tak. Kiedyś powiedziałem i się tego trzymam, że jest krwiobiegiem spektaklu. Daje życie, witalność. Nie wyobrażam sobie tego teatru bez muzyki. W pewnym sensie żałuję, że nie potrafię jej sam robić! A miałbym wszystko w ręce! (śmiech) Ale dzięki temu poznałem wspaniałych ludzi. Wbrew wszystkiemu muzyka jest dla mnie pierwszą ze sztuk – jest najbardziej abstrakcyjna oraz wszechobecna. Najintensywniej i najszybciej potrafi wejść w człowieka i wyzwolić poczucie rytmu. Pracowałem z całą plejadą artystów: z Koniecznym, Kaczmarkiem, Gintrowskim, Dudziak, Stańko… Wybiera Pan ulubionych kompozytorów? Rzeczywiście. Im bardziej przeczuwam twórcę, znam jego muzykę i jego samego, tym mniej musimy sobie mówić, co mamy zrobić. Jak z dwojgiem ludzi – jeśli się czują, rozumieją, to nie muszą sobie udowadniać swojego uczucia.

1

A jak wygląda porozumienie wykładowcy na ASP ze współczesną młodzieżą? Da się ich okiełznać? Już w tym słowie ‘okiełznać’ kryje się pewien niepokój. Mam jedną metodę: chcę ich zdobyć nie przez presję i naukowy wykład, dydaktykę i pedagogikę. Po prostu chciałbym, żeby poczuli, że mnie coś fascynuje i wtedy może oni w to wejdą. Jeżeli zobaczą, że jestem w tym szczery i nie ma tam fałszu, że się z tym spajam i poświęciłem temu tyle lat życia, to uwierzą, iż jest w tym sens i jakaś wartość. Oczywiście przygotowujemy różne projekty i czytamy, ale patrzymy na to przez fakt, że autor to ktoś, kto poświęcił całe życie teatrowi. Jak odniósłby się Pan do tezy, że artystą najlepiej być, nie kończąc żadnych szkół, bo to wtłacza w ramy? W tym roku podjąłem wykłady jako profesor ASP w Warszawie, a 46 lat temu mnie ta uczelnia nie przyjęła. Nie chcę uogólniać, ale ja jestem przykładem tego, że klamra się zamknęła i wróciłem inną drogą. Bez studiów czyniłem swą powinność wobec sztuki i w pewnym momencie ona została dostrzeżona – na kanwie tego nadano


Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa

mi tytuł profesora. Szajna mi kiedyś powiedział: „Dobrze, że cię nie przyjęli, bo pewnie urobiliby cię na jakąś swoją modłę profesora, albo mógłbyś tam zginąć”, choć to nie jest zasada. Są też wybitni twórcy, którzy skończyli studia. Myślę, że w moim przypadku to zagrożenie by było, bo ja mam większą wolność, gdy jestem sam. To jak w Samotności Schulza. W Lustrze, które do niej nawiązuje, pojawia się komentarz z offu. Słowo? Tego jeszcze w Scenie Plastycznej KUL nie było. Tak! Pierwszy raz w historii. Ale Jerzy Radziwiłowicz, którego głos słyszymy, ma w sobie taką wibrację i taką dźwięczność, że zamieniła mi się ona prawie w plastykę, choć słyszymy też, o czym mówi. Nie wiem, czy inny aktor by mi takie oczekiwania spełnił i czy bym się tego głosu odważył użyć. Może trzeba było zrobić w sobie taki wyłom, a nie blokować się do końca, że się nigdy nie odezwę. Przyszła pora, że trzeba było to zrobić. Dążenie ku śmierci, które w Pana rozmowach i spektaklach wielokrotnie powraca… i to bez pesymizmu. U mnie nie ma pesymizmu. Jedno, co mnie cieszy, jeżeli w tym temacie można w ogóle mieć radość, że dotykając tematu odchodzenia, śmierci, przemijania, czasu, nie chcę wywołać w widzu depresji, lęku, strachu. Chcę mu tylko uświadomić, że to część tajemnicy o nas samych. Na to musi być zgoda, trzeba znaleźć w sobie przeczucie, że to… może nie wartość, bo to niebezpieczne słowo, ale pewna logika istnienia. Jest na to sposób? Materią jest teatr. Na to składa się wiele elementów. Zawsze mówię, że chciałbym mieć widza dla siebie. Żeby on miał wrażenie, że tylko ja z nim jestem, jesteśmy we dwoje. Ciemność jest mi w tym bardzo pomocna i przyjazna. Kiedyś powiedziałem, że noc, to nie jest noc złoczyńców. Może być cudownym miejscem na spotkanie.

W naszym życiu noc daje jakieś ukojenie, szansę spotkania, intymności. W różnych sferach – mistycznych

FOT.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

i erogennych. Ale jest nam przyjazna, bo wytrąca te rzeczy, które są obok. Nie skupiamy się na tym, co nas wokół kokietuje, tylko na tym, na co jesteśmy skazani w tym momencie. Ja, obnażając fragmenty światła, kieruję widza tylko tam, gdzie chciałbym, żeby on podążał. Jak, pod wpływem swoich doświadczeń, oceniłby Pan kondycję współczesnego teatru polskiego? Jest dobrze, czy może coś nie gra? Mam wrażenie, że teatr w Polsce dostał jakiejś dziwnej wibracji. Trudno to powiedzieć, choć przeczuwam, o co chodzi. Z jednej strony sieje w sobie taki niepokój, że wprowadza rodzaj dramaturgii, która czasami przedkłada język nad treść. Mówiąc inaczej, szuka takiej formy i takiego rodzaju wrażliwości, które idą w kierunku sensacji, skandalu, wybryku, szoku. Upraszcza problem. Wiadomo, że każdy jest złożony i może się zaplątać w wiele kłopotów, ale mam wrażenie, że symbolika,

2

która się dzisiaj pojawia, od razu kierunkuje i przez to pozbawia zajrzenia głębiej. Zauważenia tego, co się w nas dzieje. Boję się, że mogą być też w polskim teatrze przypadki takie, że najpierw zastanawiają się, jak widza zdobyć, a potem czym. Szukają języka, lecz jeszcze nie wiedzą, o czym chcą mówić. Współczesnemu widzowi trudno się odnaleźć bez narracji i fabuły. A w Pana teatrze jest coś fascynującego, co przykuwa uwagę. Aktorzy przypominają żywe rzeźby, fotografie. Uprzedmiatawiam aktora, a ożywiam rzecz martwą. Tu się dzieje cała gra. Wywołuję sytuację, która pozwala mi poruszony temat bardziej obnażyć. Gdyby miał Pan ponownie zrobić plakat Klamry, to jakby wyglądał? Gdy robi się plakat do filmu, to najpierw ogląda się film, a później robi plakat. To byłaby najlepsza sytuacja – zrobić go po Klamrze! Ale to jest absurd w tej sytuacji, prawda? Niemniej jednak moje skojarzenie z Klamrą, zawsze to czuję, to trwałość, która jest wieczna. Klamrę pamiętam jeszcze z poprzedniej epoki. Byliśmy w innym ustroju, innej rzeczywistości. Klamra była zawsze swoistym kryształem, pełnią w trudnej rzeczywistości. Była szlachetna, bardzo witalna. Miała fanów. Byli tu twórcy i ci, którzy śledzili ich twórczość. W tym pejzażu i tamtej scenerii, bo teraz się ona zmieniła, Klamra się zagnieździła. To gniazdo dla mnie zostało z tamtych lat, więc gdybym miał robić taki plakat teraz, to zrobiłbym spatenowane gniazdo z dziwnym śpiewającym ptactwem. Klamrę czytam szerzej, również przez to, co robi się w muzyce. Patrzę na ten festiwal historycznie. Jest dla mnie trwałą wartością, która nie oparła się różnym nawałnicom.


Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa

CZŁOWIEK PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA Scena Plastyczna KUL otworzyła 22. Alternatywne Spotkania Teatralne KLAMRA spektaklem Lustro - inspirowanym twórczością literacką i plastyczną Brunona Schulza, a w szczególności jego opowiadaniem Samotność.

sceny w danym momencie spektaklu. Wykorzystanie aktorów w maskach obok kukieł, które w półmroku ciężko jest odróżnić od ludzi, pokazuje złudzenia i zmniejsza indywidualizm bohaterów. Lustro w pełni oddaje nastrój i problematykę całej twórczości Brunona Schulza i wywołuje silne emocje u odbiorców spektaklu, ponieważ przedmiotem rozważań jest emocjonalność człowieka - jego lęki, obsesje, ograniczenia, poczucie samotności, ale także ludzkie marzenia i nadzieja. Leszek Mądzik wykorzystał również wizje

ETIUDA MROKU, SENNYCH MAR I LUDZKICH TĘSKNOT Spektakl Lustro Sceny Plastycznej KUL w reżyserii Leszka Mądzika rozpoczyna ciemność. Następnie słychać przejmującą muzykę skrzypiec, przy wtórze której wyłania się przestrzeń, a z niej na pozór martwa materia, ożywająca z kolei jako

Charakterystyczną cechą Sceny Plastycznej KUL jest brak słowa w spektaklach i uwypuklenie przez to roli ruchu, muzyki, światła oraz scenografii, poszukując plastycznych i estetycznych możliwości przekazania istotnych treści. W Lustrze pojawia się jednak fragment opowiadania Samotność czytany „z offu” przez Jerzego Radziwiłowicza. Powoduje to spersonalizowanie bohatera i zwiększenie roli aktora względem reszty tworzyw teatralnych, w przekazaniu idei. Inscenizacja Leszka Mądzika wywołuje w odbiorcy ciągłe napięcie, poczucie niepokoju i wyczekiwania. Już od samego początku widz zostaje zatopiony w ciemności i ciszy, czekając na pierwsze dźwięki muzyki, która także wywołuje niepokój i wzmaga wyczekiwanie na dalszy rozwój spektaklu. Odczucia te potęguje cała budowa przedstawienia. Celebracja gestów i ruchu aktorów, statyczność uzyskana przez konstrukcję i powolny ruch scenografii. Rytm spektaklu jest zdeterminowany przez muzykę autorstwa Piotra Klimka. Aktorzy poruszają się zgodnie z dźwiękami, jakby one nimi sterowały. Spektakl składa się z kształtów, które wyłaniają się z ciemności i za chwilę w niej znikają. Światło wskazuje nam fragmenty, które mamy obserwować, nie dając nam możliwości widzenia innych części

FOT.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

plastyczne oraz estetykę rysunków Brunona Schulza. Bardzo wyeksponowana scena erotyczna wykorzystuje motyw z prac artysty (mężczyzna wijący się przy nagich kobiecych nogach). Spektakl Sceny Plastycznej KUL, dzięki dogłębnej znajomości twórczości i życia Brunona Schulza przez Leszka Mądzika oraz fascynację i podobne postrzeganie świata, jest hołdem dla postaci i twórczości Schulza. Lustro skłania także do refleksji, czy i my nie pozostajemy zamknięci wśród naszych lęków i czy nie wystarczą marzenia i nadzieja na zmianę naszego obecnego położenia.

MARZENA JOBCZYŃSKA 3

ludzka postać. Wprowadzeni zostajemy tym samym w nieostrą, oniryczną, afabularną rzeczywistość, wypełnioną efemeryczną muzyką, mglistymi barwami oraz swoistą niemożnością. W przestrzeni tej każde działanie skazane jest bowiem na niedokończenie, zupełnie jak w sennym marzeniu – nie ma prawa zaistnieć, realnie dopełnić się i rezonować skutkami. Ten stan rzeczy dotyczy również widza. Mocno impresywna gra świateł i barw, osadzona na granicy mroku, uniemożliwia mu dokładniejsze dostrzeżenie prezentowanych obrazów, znalezienie konkretu w wystawianych sekwencjach. Musi on poddać się sensualnemu oddziaływaniu, na jawie zaktualizować percepcję senną.


Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa

Bohater umieszczony został przez Mądzika w przestrzeni budzącej skojarzenia z obecnym w Schulzowskim opowiadaniu „zamurowanym” pokojem, przetykanym elementami przywołującymi z kolei na myśl (również nie bez znaczenia, jeśli chodzi o prozę Schulza) karnisze. Prezentowany w tle fragment opowiadania mówi o nieudolnych próbach skomunikowania się człowieka z samym sobą, skazując go na tytułową Samotność. Problem ten znajduje w spektaklu swoją inscenizację. Bohater, otoczony i de facto podtrzymywany przez znamienne dla twórczości Schulza, ogromne i budzące grozę ptaki, próbuje spojrzeć w swe lustrzane odbicie en face. Działanie to, zgodnie z wyartykułowaną wyżej poetyką spektaklu, nie może dojść do pełnego skutku. Następuje

bowiem, niczym niemotywowany wcześniej, przeskok do następnego scenicznego działania.

FOT.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

Spektakl podejmuje również, charakterystyczny dla prozy Schulza, motyw femme fatale – bezwzględnej dominacji kobiety nad mężczyzną. Przyodziana w futro dama przebiera w biżuterii, ignorując zaloty ściągających z siebie kolejne maski starców,

depcząc leżącego u jej stóp głównego bohatera. Scena zaczyna przedstawiać tym samym opowieść o ludzkich namiętnościach, tęsknotach, zaledwie tylko zarysowanych i, rzecz jasna, skazanych na niespełnienie. Próżno dopatrywać się w działaniach tych finału, jakiegoś wyrazistego rozwiązania. Sekwencje obrazów istnieją tak, jak istnieją nasze myśli, sny i uczucia. Pojawiają się na chwilę, by poruszyć, skłonić do kontemplacji, a następnie znikają, pozostawiając cień wspomnienia.

BARTOSZ ADAMSKI

MARCIN: Moje pierwsze wrażenie związane jest z kwestią techniczną. Skoro istnieje w „Od Nowie” nowa sala, którą organizatorzy zaprezentowali nam jako niezwykle komfortową, to dlaczego, aby obejrzeć spektakl, musieliśmy zmieniać miejsce i znajdować się na samej górze dość skomplikowanie zorganizowanej widowni, z której niewiele widać. Dotyczy to zwłaszcza tych scen, które rozgrywały się na dole. Jeśli chodzi o sam spektakl, to uważam go za niezmiernie ciekawy. Lubię bowiem przedstawienia, w których mamy do czynienia z grą świateł i dźwięku. Niestety, nie jestem jednak w stanie kompletnie wypowiedzieć się na ten temat, gdyż, jak wspomniałem wcześniej, po prostu nic nie widziałem.

ZASŁYSZANE ANNA: Spektakl wywarł na mnie duże wrażenie i muszę przyznać, że był trochę przerażający. MARCIN: Podobało mi się wykorzystanie światła i straszne maski aktorów. EWA: Jestem miłośniczką kina, dlatego też spektakl Lustro przypadł mi do gustu, gdyż podziałał na moją wizualną wrażliwość. Brakowało mi jednak konkretnego finału, wyraźnego znaku, że „to już koniec”, ukłonów osób występujących na scenie.

PARTNERZY:

REDAKCJA NACZELNA: Daria Szczecińska, Katarzyna Wiśniewska

ZESPÓŁ REDAKCYJNY: Bartosz Adamski, Katarzyna Czernic, Witold Filar, Magdalena Górska, Alicja Gruszka, Marzena Jobczyńska, Jan Karow, Łukasz Radoliński, Sylwia Rybacka, Michalina Seklecka, Joanna Siemieńczuk, Anna Staszak, Małgorzata Strzyżewska, Daria Szczecińska, Paulina Tchurzewska, Katarzyna Wiśniewska ZDJĘCIA: Michał Kołosowski KOREKTA: Małgorzata Strzyżewska SKŁAD: Katarzyna Czernic WYDAWCA: BAR OD NOWA

Wydarzenie jest współfinansowane ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz budżetu Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

4

Klamrowa Gazetka Festiwalowa nr 2/9  

Niedziela, 9 marca 2014