Page 1


intro

666 the number of the beats! Szósty numer Kilofa poświęcamy przede wszystkim Unsound’owi. Co nieco o koncertach, nieprzespanych nocach i hektolitrach wypitej kawy. Po dwu tygodniowej rekonwalenstencji wracamy z nowymi siłami. W końcu listopad jak mało, który miesiąc przepełniony jest po brzegi świetnymi koncertami. Dlatego dostajecie od nas szczegółowy rozkład jazdy, by przypadkiem niczego nie przeoczyć. Szczególnie polecamy dwa wydarzenia, którym patronujejmy: Kobieca Transsmisja oraz warszawskie koncerty Valleys i Mary Ocher. Dodatkowo dorzucamy 3 nowe rubryki i odświeżamy 18 ton o linki do utworów. Dobra, to byłoby chyba na tyle P.S. Na fotografii redaktor Zofia panikująca na widok martwego gołębia ZAKSZ

ZAŁOGA: Ala Pacanowska Zofia Łękawska-Orzechowska Kaja Kozina Szymon Zakrzewski Grzesiek Bucholski Radek Oksiuta Mariusz Jewuła

LOGO & OKŁADKA: Michał Zakrzewski


W NUMERZE 5 STRONA

3

A

11 STRON

18 TON

NA O R T S

Y S EW

PŁYTY NA U K I N Z C SWIE

N

13 STRONA

23 STRONA

KONCERTOW Y ROZKŁAD JAZDY

PATRONAT: KOBIECA 19 ST RONA A J IS M S TRANS KONC ERT: N A I N ECHE : T RO T A S C N 27 O R T A P LEYS HER C L O A V ARY 63 STR &M A N ONA O R T 29 S PRZER : A J C A L WA W E R REKLA D 47 STRONA N U O S MACH N U N E E W L RECENZJ A V I FEST 59 S

TRON

KINIA

NEW

A

RNIA

61 STRONA

EVENT: IDEA FIX FEST2 NEW

NA

55

O STR

O K Y

W

I

N PA


Do obecnego składu Ars Cameralis w składzie: Twin Shadow, Efterklang, Tinariwen, Mark Lanegan dochodzą: Tindersticks, Brygada Kryzys oraz Ravi Coltrane. Koncerty beda przeważnie w Katowicach w terminie 7-30 listopada. Pojedyncze bilety jak i karnety już w sprzedazy

Coś w trawie piszczy, ze Łąki Łan wydaje swój 3 album. „Armanda” trafi na półki sklepowe 6 listopada. Teraz pozostało tylko czekać, na funkowe brzmienia od Paprodziada i reszty zespołu

Nasz ukochany

Toro y Moi za-

KILOFO

powiedział właśnie nowy album ! Premiera „Anything in Return” przewidziana jest na 22 stycznia przyszłego roku.

Młodzi zabrali się za klasyki Philip Glassa z okazji jego 75 urodzin. Lista artystów wygląda zniewalająco: Amon Tobin, Nosaj Thing, Beck, Pantha Du Prince, Dan Deacon czy też Jóhann Jóhannsson. Koniecznie przesłuchajcie!

3

Blur ZNOWU KONCERTUJE!

Brytyjczycy zostali już ogłoszeni na przyszłoroczną edycję Rock Werchter oraz cudowną Primaverę. Czekamy na Polskę !


FIDLAR wrzuca kolej-

ny nowy kawałek i przy okazji podaje trochę info odnośnie nadchodzącego wydawnicatwa. 13 kawałków od Kalifornijczyków ukaże się 22 stycznia 2013. Jak dla mnie najbardziej wyczekiwany przyszłoroczny debiut.

Björk zapowiedziała

nowy krążek z remixami. Na wydawnictwie pod tytułem „Bastard” znajdą się przerobione kawałki z zeszłorocznej Biophili. Za utwory zabrali się m.in. Matthew Herbert, Death Grips, Alva Noto, Hudson Mohawke, These New Puritans czy arabski wezyr sceny Omar Souleyman.

OWE NEWSY

Ducktails czyli

Matthew Mondanile z Real Estate przymierza się do wydania kolejnego solowego albumu. Premiera planowana jest na 29 stycznia i ukaże się z ramienia Domino Records. Przy nagraniach do „The Flower Lane” pomagał mu między innymi Oneohtrix Point Never czy Cults.

Po zeszłorocznym świetnym debiucie Unknown Mortal

Orchestra przyszedł czas na drugi krążek. Album będzie

zatytułowany rzymską dwójką i wyjdzie nakładem Jagjaguwar. Dla wszystkich niezaznajomionych z UMO polecamy sprawdzić psychodeliczne dźwięki na pierwszej płycie lub pobrać dwa single z nadchodzącego wydawnictwa.

4


18 TON KAMP!

„BREAKING A GHOST’S HEART”

PRIMUS

„TRAGEDY’S A’ COMIN’”

LISTA, LISTA, LISTA PRZEBOJÓW

W oczekiwaniu na debiutancki longplay odgrzebujemy starocie. Oj, poszłoby się na koncert! A tu jeszcze prawie 2 miesiące… Z.Ł.O

Pierwszy singiel z albumu wydanego w tamtym roku przez Primusa po dwunastu latach przerwy. Jak to u Lesa bywa, szalona kompozycja z zakręconym groovem basowym, nieprzewidywalnymi solówkami gitarowymi oraz synkopową perkusją. Do tego duża dawka humoru, ale tekst jak zawsze „o czymś”. G.B.

AUGUST BURNS RED „CUTTING THE TIES”

5

Nie obraziłbym się gdyby zaczęli właśnie tym kawałkiem . Najpierw budujący napięcie, szybki riff, łagodne wejście screamu, a potem mocne uderzenie perkusji idealne do hardcore’owego pogo na wstępie, zapowiadającego niezapomniane chwile i kontuzje. R.O


RANVIR BASSI „FOREVER”

Chyba najpiekniejsza perełka jaka kiedykolwiek znalazłam. Utwór typowo jesienny, idealny na smutno-nostalgiczne, zimne wieczory z herbatą. Aż nie wierzę, że ten zdolny Pan z tym niesamowitym kawałkiem zdobył ledwo ponad trzysta wyświetleń. K.K.

GIRLS

Kawałłek o tym, że życie i tak jest beznadziejne, więc może by go tak trochę umilić czasem spędzonym w gronie przyjaciół. Muzycznie i lirycznie mistrzostwo Christophera Owensa S.Z

DUM DUM GIRLS

Jak to zwykle u tych dziewcząt: hipnotyzujący wokal i energiczne gitary. Na jesienne spadki energii jak znalazł!! A.P.

„HELLHOLE RATRACE”

„SEASON IN HELL”

6


18 TON ZEUS

„ZNASZ MNIE”

CŒUR DE PIRATE „COMME DES ENFANTS”

DEVENDRA BANHART „SANTA MARIA DA FEIRA”

Noooo! W końcu jakiś konkurent Typa Mesa się szykuje! Świeży kawałek od Zeusa to to, czego do dawna brakowało mi w polskim rapie A.P.

W ostatnich tygodniach ciężko mi wyrzucić z głowy francuskie piosenki, zwłaszcza te autorstwa młodej Béatrice. „Comme des enfants” zaczarowuje od pierwszej sekundy i jest tak piękne, że ciężko K.K. Devendra zawsze spoko! Kocham tego pana całym sercem i choć towarzyszy mi przez cały rok, to jesienią lubimy się jeszcze bardziej niż zwykle. Może i jestem trochę chora na jego punkcie, ale co w tym dziwnego? Ten głos, ta broda, mmm… Z.Ł.O

7

LISTA, LISTA, LISTA PRZEBOJÓW


ANDY STOTT „NUMB”

SWEET LIZARD ILLTET „RAT FUNK”

Miękki, zmysłowy głos ubrany w zadymiony sample na prostym, fabrycznym bicie. Kwintesencja najnowszego albumu Stott’a: „Luxury Problems”. S.Z.

Singiel z jedynej niestety płyty tego zespołu, wydanej w 1992 roku. Stylistycznie bardzo przypomina początki RHCP, czyli ostry Funk w punkowym klimacie. Cięzkie granie gitar, przeplatających się z wyraźnym, zadziornym brzmieniem basu, bujającą grą perkusji oraz „niechlujnym” wokalem. Definicja muzyki lat 90! G.B.

VEIL OF MAYA

„ENTER MY DREAMS”

Jest to kawałek, w którym to tak charakterystyczne dla VoM mieszanie wszystkiego jest szczególnie wyraźne. Chaotyczna perkusja, ostre wejścia fenomenalnego fry screamu i niepokojąca gitara tworzą niezwykły klimat, który na koncercie może wywołać świetne wrażenie. R.O.

8


18 TON SONGS: OHIA

„BLUE FACTORY FLAME”

ICE CHOIR

„I WANT YOU NOW AND ALWAYS”

THE MACCABEES „LEGO”

9

LISTA, LISTA, LISTA PRZEBOJÓW

Jasona Moline odkrywam na nowo. Już nie na kultowym Magnolia Electric Co. , a młodszym „Didn’t It Rain”. Songwriterska perfekcja przepełniona melancholią. S.Z.

Macie ochotę na trochę rytmicznego elektropopu? Jeśli tak, to zdecydowanie jest to piosenka dla was!. A.P.

Wraz z nadejściem jesiennych dni często powracam myślami i słuchawkami do ciepłego (co z tego, że mało udanego) Open’era oraz jednego z najlepszych koncertów festiwalu- The Maccabees. Ponowne odsłuchanie Color In It- znalezienie fantastycznego „Lego”. MUM SAID NO TO DISNEEEYLAND!. K.K.


BANG GANG „IT’S ALLRIGHT”

THE DEVIL WEARS PRADA „SURVIVOR”

TAB TWO

„LET IT FLOW”

Potworny smęt prosto z Islandii. Choć jest mega dobijający, lubię się nim pokatować od czasu do czasu. W końcu mamy jesień, a więc sezon na smutne piosenki w pełni. Z.Ł.O

Jeden z najbrutalniejszych utworów TDWP, a jednak i tutaj po mistrzowsku udało im się wtrącić cleen wokal Jeremy’ego, który według mnie w „Survivor” prezentuje się najlepiej w całym dorobku formacji. Kompozycja doskonała, ukazująca wszystko to, co chłopaki robią najlepiej. R.O.

Najpopularniejsza kompozycja, jednej z najważniejszych „grup” acid-jazzowych. Kawałek skupiony na grze trąbki Joo Kraus’a a także jego świetnym rapie i prostym ale bujającym temacie basowym Helmuta Hattlera. Do tego świetnie przemyślane, oszczędne,nadające formę tej kompozycji klawisze, tworzą z „Let it Flow” utwór który można słuchać G.B.

10


PŁYTY NA ŚWIECZNIKU CZYLI CZEGO SŁUCHA SIĘ W REDAKCJI W TAK ZWANYM MIĘDZYCZASIE...

Animal Collective Strawberry Jam

Istnieje ścisły związek pomiędzy spożywaniem węglowodanów a poziomem serotoniny w mózgu, wiesz? Na poziom serotoniny moim zdaniem tak samo jak węglowodany wpływa słuchanie dobrych płyt! Podejdź więc do swojej półki z płytami, weź Strawberry Jam. Włącz “For Reverend Green” i ustaw na repeat. Połóż się na kanapie i pomyśl o miłych momentach z przeszłości, ale też o tym co czeka Cię przyjemnego w przyszłości. Pozwól serotoninie działać! Ok., wiem, gadam jak pieprzona czarodziejka, ale serio, ta płyta TAK działa! ALA

11

Youth Lagoon The Year of Hibernation

Wrzesień 2011- amerykanie wydają jedną z piękniejszych płyt roku. Teraz sentymentalnie powracają do moich słuchawek. Duża dawka pozytywnych uczuć i pięknych dźwięków zawsze mile słyszana.

KAJA

The Velvet Underground

The Velvet Underground & Nico Warto sobie przypomniec klasyki od Lou Reed’a, Johna Cale’a i Nico pod producenkim okiem Andy Warhola. W szczgólności, że albumowi stuknęło właśnie 45tka! Nie pamiętam kiedy ostatni raz jarałem sie „Femme Fatale” czy „Venus in Furs”, ale zawsze kiedy wracam do albumu z bananem na okładce cieszę się każdym kawałkiem na nowo. ZAKRZ


Jazzanova

Illumination Chillout gwarantowany. Ma już swoje lata, jednak wciąż wybitnie reprezentuje nowoczesny jazz i zawiera w sobie to, co w nim najlepsze. Idealnie pasuje jako delikatne tło do gorącej herbatki z przyjaciółmi w chłodne, jesienne wieczory.

RADEK

Danger Mouse and Sparklehorse Dark Night of The Soul Świetny duet więc i płyta genialna. Gościnnie same sławy: Iggy Pop, The Flaming Lips, Julian Casablancas i wiele, wiele innych. Z tej mieszanki wyszło coś naprawdę niesamowitego, dlatego ciągle wracam do tego albumu. Jeśli nie znacie przesłuchajcie koniecznie!

ZOŚKA

Incubus S.C.I.E.N.C.E Drugi album kalifornijskiej grupy i chyba najciekawsza ich propozycja. Dużo niebanalnych pomysłów, a instrumentaliści wykonali kawał świetnej roboty, ale jak to w Incubusie bywa, najbardziej błyszczy wokal Brandona Boyda. Album jednak polecam bardziej wymagającym słuchaczom.

GRZESIEK

12


KONCERTOWY R JOHN CALE

ARS CAMERALIS

6 XI SOSNOWIEC, TEATR ZAGŁĘBIA 30zł 50zł

TWIN SHADOW

ARS CAMERALIS

8 XI KATOWICE, JAZZ CLUB HIPNOZA

35zł 50zł

NATU 11 XI KRAKÓW, LIZARD KING

25zł 30zł 13


ROZŁAD JAZDY BEACH HOUSE

+HOLY OTHER

11 XI WARSZAWA, STODOŁA 99zł 110 zł

KIM NOWAK 11 XI KRAKÓW, KLUB STUDIO 35zł 40zł

KOBIECA TRANSSMISJA PATRONAT 14 XI/23 XI START: KRAKÓW,

KLUB ROZRYWKI 3

KARNET: 60zł 14


KONCERTOWY R AFRO KOLEKTYW +CRAB INVASION

15 X 15 XI

KRAKÓW, ROTUNDA 130zł 299zł 20zł 25 zł

FINK 15 XI WARSZAWA, STODOŁA 77zł

JESSIE WARE 16 XI WARSZAWA, 1500 M2 80zł 15


ROZŁAD JAZDY VALLEYS PATRONAT 16 XI WARSZAWA, POWIĘKSZENIE 20zł 25zł

MARY OCHERPATRONAT 17 XI WARSZAWA, CAFE KULTURALNA 20zł 25zł

LAO CHE +UL/KR

17 XI KRAKÓW, KLUB STUDIO 35zł 40zł 16


KONCERTOWY R SASCHIENNE 17 XI

KRAKÓW, PROZAK

15zł 30zł

25zł

MARIA PESZEK 18 XI

KRAKÓW, KLUB STUDIO

40zł 50zł 30zł

TINDERSTICKS

ARS CAMERALIS

17 18XI XI CHORZÓW, TEATR ROZRYWKI 40zł 60zł 30zł 110zł 17


ROZŁAD JAZDY REBEKA 24 XI KRAKÓW, PROZAK 10zł 20zł

ARIEL PINK’S HAUNTED GRAFFITI

24 XI WARSZAWA, HYDROZAGADKA 59zł 65zł

ARCHIVE 27 XI KRAKÓW, ŁAŹNIA NOWA 110zł 120zł 18


NIECHĘĆ

„Aśka, a ty w ogóle słuchasz jazzu?” Czwartek to taki moment w tygodniu, kiedy mamy już całkowicie dość pracy, a do weekendu dzieli nas ten cholerny piątek. Jeżeli do tego dojdzie jesienna aura, to nie ma nic lepszego jak schować się pod potrójną warstwą pierzyny i sączyć gorącą herbatkę przy jakimś smęcie w telewizji. Nie inaczej było w dniu występu warszawskiego kwintetu.

19


MAGAZYN KULTURY / 11.10.2012

Wizja jazzowego koncertu w uroczym kameralnym Magazynie Kultury okazała się o wiele silniejsza. Cały przemarznięty po 40 minutach w komunikacji miejskiej dotarłem do Kolanka. A tutaj tłok! No tak zapomniałem, przecież Kraków żyje nocą! Fajne uczucie przedzierać się między stolikami zaaferowanymi rozmową. Jeszcze bardziej cieszy fakt, że przez przypadek czy też nie, ludzie przychodzą posłuchać jazzu w dosyć awangardowym wykonaniu. No dobra, to teraz do szczęścia tylko łyk Pilsnera i już zasiadam przed samą sceną.

Niechęć zaczęła jak na debiucie od „After You”. Uwielbiam ten wstęp, głośny saksofon i trzask talerzy od razu wprowadza gorzki posmak. Na żywo brzmi jeszcze intensywniej. Ja już odpłynąłem, a przede mną przecież ponad godzina koncertu. Gdy ucichły wszystkie instrumenty do mikrofonu dorwał się Rafał Błaszczak. Przywitał się z licznie zebraną publiką i zapowiedział „Prozaka”. Utwór idealny na aktualną porę roku. W tym jak i przez kolejne kawałki, główną rolę odgrywały klawisze i perkusja.

20


Podczas każdej przerwy gitarzysta serwował nam liczne anegdotki. Raz o złapanych kapciach podczas drogi do Krakowa, czy o przygodach z policją. Urocze wstawki Rafała przeplatały się z kolejnym odpalanym papierosem. Dym Lucky Strike’ów w pełni wpasował się w atmosferę całego koncertu. Po zagraniu już większości jazzowych kompozycji czas przyszedł na chyba najpopularniejszego „Taksówkarza”. Na żywo równie hałaśliwy jak na słuchawkach. Kontrastowo zestawiony z jesienną depresją.

Wydawałoby się, że już koniec, ale na szczęście Niechęć podzieliła się z nami paroma świeżynkami. Na pierwszy ogień poszedł utwór napisany przez Tomasza Wielechowskiego. Utrzymany w klimacie dotychczasowego repertuaru, spokojnie mógłby się znaleźć na następnym krążku zespołu. Drugi kawałek to wariacje na basie autorstwa Stefana Nowakowskiego. Brzmiały ok, ale bez jakiegoś zachwytu. Jazzowy kwintet całość podsumował tytułową kompozycją „Śmierć w Miękkim Futerku”, tym razem już nie tak delikatną jak na albumie.

21


Niechęć koncertowo jest równie pociągająca jak na debiucie. Psychodeliczny charakter w jazzowym instrumentarium przykuwa uwagę nie tylko fanów gatunku. Zapewne po czwartkowym koncercie większość złapię chęć, by odkurzyć starą półkę z płytami Davisa czy Coltrane’a. Tytułowa Aśka jak się potem okazało nie słucha jazzu, a przecież jazz fajny jest. Najwyższy czas zaszczepić w ludziach trochę kultury słuchania muzyki. Pop raduje się Brodką i Izą Lach, w elektronice wielkie oczekiwanie na album Kamp!, a o Niechęci wciąż trochę za mało. Więc na zadanie domowe od Zaksza dostajecie do przesłuchania album jazzowy, najlepiej ten z Wytwórni Krajowej ;) Wchodzicie na stronę: http://www.wytworniakrajowa.pl/misja.html pobieracie „Śmierć w Miękkim Futerku”, a jeżeli wam wpadnie w ucho płacicie według własnego uznania. Zasada naprawdę fair, bo przecież chodzi o to byśmy wszyscy słuchali dobrej muzyki Szymon Zakrzewski

22


KOBIECA TRANSSMISJA +

Czwarta edycja jednego z najciekawszych w Polsce festiwali prezentujących różne dziedziny sztuki tworzonej przez kobiety odbędzie się w dniach 13 – 23 listopada. W programie znajdą się koncerty, warsztaty, pokaz kobiecego kina, performance, a także – po raz pierwszy – konferencja „Kobiety w Biznesie. Lokalne wyzwania, europejskie szanse”pod patronatem Przewodniczącej Rady Miasta – Małgorzaty Jantos. Ważnym elementem festiwalu znów będą warsztaty, m.in. wokalny, free style rappingu czy „Baby do garów”, na którym będzie można zapoznać się z nietypowymi instrumentami perkusyjnymi.

23


BALLADY I ROMANSE Duet sióstr Wrońskich, Zuzanny (autorki tekstów) i znanej z Pustek Basi, jest jedną z sensacji przełomu dziesięcioleci. Zuza pisze świetne teksty, Basia śpiewa, obie komponują. Zabłysnęły płytą „Ballady i romanse” nagraną w… kuchni Zuzy. W nagraniach piosenek brały udział również sprzęty domowe. 2011 rok przyniósł świetną płytę „Zapomnij”, tym razem nagraną w prawdziwym studiu nagraniowym. Na scenie pomagają im koledzy, m.in. z Pustek.

DREKOTY „Drekoty są zjawiskiem, jakie zdarza się raz na kilka lat” – pisał dziennikarz Gazety Wyborczej. 16 listopada, a więc w dniu koncertu „Kobiecej Transsmisji”, ukaże się ich debiutancki album „Persentyna”, jedna z najbardziej oczekiwanych polskich premier końca tego roku. Drekoty istnieją od 2011 r., ale mają już na koncie sukcesy – nagrodę na Festiwalu Gramy 2011, a ich nagrania ukazywały się na kompilacjach „Offensywa 2” i „Sealesia 2”. Na czele zespołu stoi perkusista i pianistka Ola Rzepka (wcześnie współpracowała m.in. z Budyniem, Pogodno czy The Complainer), a grupę współtworzą Magda Turłaj (klawisze, skrzypce, wokal) i Zosz Chabiera (skrzypce, wokal).

MAJA KLESZCZ Maja Kleszcz i Wojciech Krzak poznali się 10 lat temu w Kapeli Ze Wsi Warszawa. Z zespołem zjeździli niemal cały świat występując na tak renomowanych scenach jak Roskilde czy Glastonbury. Byli odpowiedzialni za płytę „Infinity”, która zdobyła Fryderyka. Od 2005 roku tworzą IncarNations i mają na koncie płyty „Radio Retro” (2010) i „Odeon” (2012). Pierwszą „Polityka” uznała „płytą roku”, druga stałą się jednym z największym muzycznych wydarzeń roku obecnego. Na obie płyty teksty napisał Bogdan Loebl, legendarny poeta zespołu Breakout. Wspaniały głos Mai krytycy porównują do Billie Holiday i Amy Winehouse. Występ na Transmisji jest pierwszym oficjalnym koncertem IncarNations w Krakowie!

24


YOU’RE ONLY MASSIVE Ten elektroniczno-eksperymentalny duet z Irlandii powstał w 2007 roku, ale od 2008 roku rezyduje w Berlinie. W ich muzyce znajdziemy elementy hip hopu i alt rocka, electro i popu. Recenzenci o ich debiutanckim wydawnictwie „The Fourth Quarter Mixtape vol I & II” pisali, że innowacyjne, z niewiarygodnym i elegancko rapującym wokalem oraz pomysłowym brzmieniem i świetnymi beatami. Na koncertach You’re Only Massive jest jeszcze lepsze.

TRANSLOLA Wyjątkowa mieszanka rock’n’rollowego temperamentu i słowiańskiej wrażliwości. Istnieją od 2008 roku i właśnie wydały swoją debiutancką płytę. Oczywiście również znalazły się na niej piosenki Janki Diagilewej, niezależnej rosyjskiej poetki i pieśniarki, którą Translola uwielbia i promuje w naszym kraju. Przez cztery lata dziewczyny dały około dwustu koncertów, nie tylko w Polsce, ale też w Niemczech, Irlandii i w Rosji. W Krakowie są już gwiazdą, czas na podbój całego kraju. Liderką jest Ewa Langer, współtwórczyni Kobiecej Transsmisji.

LUCRECIA DALT Z zawodu jest geotechnikiem, z zamiłowania twórczynią surrealistycznych impresji muzycznych. Jest wschodzącą gwiazdą sceny barcelońskiej. Debiutowała albumem „Congost” w 2011 r . Niedawno wydała drugą płytę „Commotus” (po łacinie oznacza „zaniepokojony”), na której przeważają minimalistyczne i niepokojące kompozycje napędzane przez emocje związane z kryzysem jaki dotknął Hiszpanię. Na scenie pojawia się tylko w towarzystwie komputerów, sampli, mikrofonu i gitary.

25


IVA NOVA Inspirują sięsłowiańskąmuzyką ludową, ale nadały jejosobisty charakter. Te panie grają bardzo mocno i dlatego nie oczekujcie,tradycyjnego rosyjskiegofolku. Ichekspresja dźwiękujestdziewczęcaizabawna, ale też kobieca idumna. Kiedyakordeonistkauderza w klawisz, sprowadzasen orosyjskiej wsi, agdy jedna zgitarzystek uderza w strunęprzenosi nasz powrotemdo wielkiego miasta. Dziewczyny twórczoeksperymentują zinnymi stylami.Ichkoncerttomieszanka utworówlirycznychi wybuchowych. Od 2002 rokujeżdżą po Rosji i całej Europie.

PAULINA BISZTYGA BALLADY I ROMANSE DREKOTY

Charyzmatyczna i nietuzinkowa. Poetka, malarka, kompozytorka, pieśniarka, dziennikarka (pracuje w Radiu Kraków), organizatorka (współtworzy Kobiecą Transsmisję). W każdej z dziedzin odnosiła sukcesy – zdobyła m.in. Nagrodę Artystyczną Miasta Torunia im. Grzegorza Ciechowskiego czy stypendium im. Marka Grechuty. Ma na koncie trzy płyty „Nie ma co się bać” (2000), „Proste jest prawo miłości” (2007) i „… z miłości” (2009). Od pierwszej płyty towarzyszy jej wirtuoz instrumentów basowych – Roman Ślazyk. Dlatego też na albumie „… z miłości” znalazły się utwory stworzone tylko za pomocą ludzkiego głosu i instrumentów basowych.

JOANNA SŁOWINSKA Pierwsza dama polskiego folku, zainspirowana polską i słowiańską muzyką tradycyjną we współpracy z Fedkowicz Noise Trio, jedną z najciekawszych awangardowych formacji młodego pokolenia. Zderzenie pierwotnej energii wokalnej z elektronicznym i drum’n’bass’owym brzmieniem. Teksty współczesne i tradycyjne. Kompozycje autorskie i obrzędowe pieśni rytualne. Puls tradycji, energia nowych technologii.

26


valleys

Zespół składający się ze

współpracujących już od dawna Marca St. Louisa and Matildy Perks. Swój debiutancki album “Sometimes Water Kills People” wydali w 2009 roku, by zaraz po tym wsiąść do dużego Volvo Combi z rocznika 1986 i ruszyć w trasę. W jej trakcie zagrali z: Mogwai, Future Islands, DIIV, Wild Nothing, Suuns, Besnard Lakes, Low, Herman Dune, Fleet Foxes, MGMT, Yeasayer, Vetiver, Castanets i Wooden Stars. Od tamtego czasu zespół wydał też dwa single: "Stoner" i "River Phoenix" oraz napisał muzykę do belgijskiego filmu "Za murami", który prezentowany był na tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym.

Valleys łączą charakterystyczne dla muzyki lo-fi intymność i prostotę ze śmiałymi eksperymentami, elementami psychodelicznego folku i nie dającymi spokoju melodiami. Proste brzmienia gitary i przejmujący śpiew przesiąknięte są dream-popowymi teksturami analogowych syntezatorów i oszczędnych uderzeń perkusji. Zestawiając światło i cień, ciepło i chłód, melancholię i nadzieję, Valleys odkrywają muzykę z wyciszonym skupieniem oddającym charakter przepełnionych refleksją, długich

16 XI 2012 17 XI 2012

27

zim ich rodzinnego Montrealu. Jak w padającym na opustoszałe ulice śniegu, jest w ich muzyce piękna tajemnica pełna siły i wrażliwości. Ciężko ją rozwikłać, można tylko próbować przysłuchiwać się, jak w bezgłośne noce rozpływa się w oddali. Valleys byli jedną z rewelacji tegorocznego festiwalu POP Montreal, w ramach którego zagrali trzy świetnie przyjęte koncerty. Prezentowali tam głównie nowy materiał z drugiej płyty zespołu, która ukaże się w lutym 2013 w wytwórni Kanine Records.

WARSZAWA, POWIĘKSZENIE KRAKÓW, ROZRYWKI 3


mary ocher Moskwiczanka z urodzenia,

mieszkanka Berlina z wyboru. Songwriterka, reżyserka, fotografka, poetka - przygodę z muzyką zaczęła jako jedenastolatka. Przyjaciółka Molly Nilsson, tak jak ona niestrudzenie podróżuje. Z grupą Mary and The Baby Cheeses zjeździła całą Europę, ale ostatnio preferuje występy solowe. W 2008 roku nagrała płytę "War Songs" z trzynastoma apokaliptycznymi folkowymi pieśniami o wojnie i dyskryminacji. Kolejną płytę, która ukaże się wkrótce, Mary Ocher nagrała z legendarnym King Khan'em w jego Moon Studios. Jak widać nawet z tej krótkiej notki, Mary nie planuje zbyt wiele... jedynie światową dominację!

16 XI 2012 17 XI 2012

KRAKÓW, ROZRYWKI 3

WARSZAWA, CAFE KULTURALNA

28


Ciągłe śledzenie ogłoszeń kolejnych artystów, nowych koncertowych lokalizacji, przesłuchiwanie wszystkich, nawet tych najmniej znanych i zgoła uznawanych za mało ważne, pozycji w line-upie- festiwal, na który z niecierpliwością i niekrytą fascynacją czekałam cały rok w końcu nadszedł. Zachwycił jak się spodziewałam? Nie do końca. Zmęczył- to przede wszystkim. Spojrzenie na Unsound osób, które przyjeżdżają do Krakowa i których jedynym zajęciem jest koncertowanie, uczestniczenie w panelach dyskusyjnych oraz ewentualne zgłębianie topografii miasta z Wawelem z pewnością różni się od odbioru tych, którzy wydarzenia muzyczne muszą pogodzić z codziennymi obowiązkami. To był ciężki tydzień, ciężki, a zarazem niezwykły. Nie ulega wątpliwości, że żadna z aktualnie istniejących w Polsce imprez nie ma takiego klimatu, ani takiej unikalności i niepowtarzalności. Występy w industrialnym Muzeum Inżynierii Miejskiej, sakralnym kościele św. Katarzyny, cudownym Muzeum Manggha, czy kultowym Hotelu Forum były czymś, co nie zdarza się codziennie, a bez wątpienia na długi czas wpisuje się w pamięć. Zimna, surowa, a w sobotę nawet mglista, atmosfera, patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, idealnie pasowała do obranej na ten rok tematyki „The End”. Ta może nie była słyszalna i widoczna we wszystkich momentach festu, jednak dość często bijąca od większości mrocznych, brutalnych i apokaliptycznych brzmień, które gęsto unosiły się nad Kazimierzem i jego okolicami. Niekiedy trudna w odbiorze eksperymentalna muzyka elektroniczna z pogranicza dark ambientu, dubu, czy idm usłyszana w wersji live wprawiała mnie w zachwyt, innym razem wykańczała i pogłębiała senność. Jednak z pewnością jestem bogatsza o nowe doznania audio i video, których nie brakowało. Unsound Festival, ku zaskoczeniu, nie jest perfekcyjny, choć i tak stworzony na światowym poziomie, do którego powinny równać inne, polskie eventy. Poziomie, który rozsławia Kraków w całej Europie. Warto było wypić tysiąc kaw i jeszcze więcej napojów energetycznych, żeby przeżyć coś tak nietypowego. Kaja.

32


Nigdy nie byłam fanką twórczości Stephena O’Malleya. KTL, czy Sunn O))) zawsze było jedynie „ok”.Po niedzielnym koncercie otwierającym Unsound Fest wiele się nie zmieniło. Amerykanie zaprezentowali typowe dla siebie miażdżące drony w mrocznym klimacie. Jednak to nie Oni byli głównym punktem występu, a raczej film, do którego stworzyli oprawę muzyczną. „Wschód Słońca”, bo taki był jego tytuł, to czarno-białe dzieło powstałe w 1927 roku. Opowiada uroczą historię trójki bohaterów- małżeństwa oraz kochanki, próbę topienia, nawrót miłości, wypadek wywołany nagłą burzą (którego wynik zmieniony na bardziej tragiczny dałby o wiele lepszy efekt!). Urzekające perypetie, często nijak pasujące do brutalnych dźwięków zespołu, wykreowały niepowtarzalne widowisko audiowizualne, które zaskakiwało zmiennością akcji, jak i brzmienia. Udane rozpoczęcie festiwalu, które bez obrazu kinowego z pewnością by takie nie było. Aha, jeszcze jedno- już nigdy nie będę się śmiała z zatyczek do uszu rozdawanych przy wejściu. Nagłośnienie w Muzeum Inżynierii Miejskiej było niesamowite. Kaja.

33

fot. anna spysz

KTL


PIĘTNASTKA Wtorek miał być jednym z mocniejszych dni festiwalu – przynajmniej tak mi się wydawało. Przed koncertem rozgrzałem się 3 filiżankami herbaty i lekko spóźniony zszedłem posłuchać Piętnastki. Pomimo, że zespół grywał na niejednym letnim festiwalu, to po raz pierwszy miałem okazje zobaczyć projekt Piotra Kurka na żywo. I jak? Byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Ciekawe i zróżnicowane loopy oraz zrytmizowanie utworów perkusją nie pozwalały zostać słuchaczowi obojętnym. Publika siedząca po turecku i tak bujała się w rytm muzyki. Największe zaskoczenie i chyba najbardziej profesjonalny występ wieczoru. Polacy bez dwóch zdan zjedli tego dnia przereklamowane gwiazdy z zagranicy. Zaksz

34


Stylistycznie rodzynek tegorocznej edycji Unsound. Przed samym festiwalem znów obudził się we mnie indie boy, więc nieubłagalnie oczekiwałem nadejścia wtorku. Po świetnym koncercie Piętnastki mój apetyt na Ducktails był jeszcze większy. Na scenę wszedł lekko speszony Matthew. Wziął gitarkę na kolana i zaczął koncert. Pierwszy utwór całkowicie mnie odprężył. Można było zamknąć oczy i przenieść się gdzieś na cichą, słoneczną plażę. Taki bezstroski relaks w środku tygodnia okazał sie bezcenny. Od tego momentu gitarzysta Real Estate postanowił pobawić się w DJ’a. Gitara poszła na bok, a pierwsze skrzypce grał... MacBook. Ani to nie był house wysokich lotów, ani nie tego oczekiwałem po tym występie. Niestety przez kolejne pół godziny koncertu ogladaliśmy już Amerykanina za ekranu laptopa. Publika wstała i próbowała tańczyć, ale Matthew puszczał jakieś mdłe brzmienia, co skońcyło się masową migracją. Pomimo całej mojej miłości do twórczości Ducktails udałem się na zewnątrz z resztą Zaksz

35

fot. anna spysz

DUCKTAILS


JULIA HOLTER Nie zdawałem sobie sprawy jaki ten koncert będzie piękny. Od chwili pierwszego dźwięku zaniemówiłem na kolejne 20 minut. Nieskazitelnie delikatna i czysta barwa głosu Julii w połączeniu z krakowskim kwartetem smyczkowym stworzyła jedną, nierozłączną całość. Znaczącym elementem występu było jego miejsce. Sakralna atmosfera oraz doskonała akustyka Kościoła Św. Katarzyny dodała perfekcyjnego brzmienia utworom. Wokalistka zaśpiewała zaledwie trzy piosenki: „World”, „Sharper White” oraz „Why Sad Song?”. Trochę szkoda, że wsytęp trwał niespełna pół godziny, jednak i tak jestem szcześliwy, że mogłem brać udział w czymś tak doskonałym. Zaksz

36


Jeden z niewielu projektów pod szyldem Tri Angle, który nigdy nie potrafił mnie sobą zafascynować. Poszłam na koncert The Haxan Cloak, w końcu to cudowny trójkątny label, jednak nie spodziewałam się niczego specjalnego. Tak bardzo się myliłam. Młody Bobby Krlic zaprezentował całą gamę niesamowitych, nadzwyczajnych dźwięków, które kompletnie mnie zaczarowały… Chociaż może lepszym słowem byłoby: spiorunowały? Przeraziły? Bo występ muzyka był zbiorem generowanych, mrocznych, przytłaczających i groźnych dźwięków, które zmroziły swoją czystością. Rozchodziły się stopniowo, wypełniając słuchacza lekkimi drganiami, by potem uderzyć mocniej i wywołać problemy ze złapaniem tchu. Występ, który był niezwykłą, ciemną, ambientalną podróżą, nawiązującą do angielskich okultyzmów, po której można było nabrać zupełnie nowego spojrzenia na twórczość Brytyjczyka, twórczość zdecydowanie niecodzienną, intrygującą, piękną. Kaja.

37

fot. JOANNA ‚FROTA’ KURKOWSKA

THE HAXAN CLOAK


TIM HECKER/ DANIEL LOPATIN

Zazwyczaj po tygodniu przechodzi cała euforia i czar. Nabieramy innego, świeżego, bardziej rzetelnego spojrzenia na całe wydarzenie. Upłynęło już 9 dni od koncertu w kościele św. Katarzyny, a ja nadal nie potrafię wyrzucić z głowy sylwetek Heckera i Lopatina, nadal, przypominając sobie piękno ich występu, czuję dziwne kłucie w okolicach serca, nadal mam ciarki na myśl o tym, co wykonała dwójka geniuszy muzyki ambient. To chyba oznacza, że już spokojnie mogę obwołać Ich występ najlepszym, jaki miałam okazję usłyszeć i zobaczyć, a na pewno najlepszym podczas całego Unsound Festu. Sama lokalizacja - monumentalna, cudowna świątynia w sercu Kazimierza - była niezwykła, przytłaczała swoim klimatem i niecodziennością. Niepozorni muzycy, zupełnie różni- co wywołało uśmiech na wielu twarzach, od pierwszego dźwięku sprawili, że ciężko było się poruszyć, że zapominało się o oddychaniu. Perfekcyjna elektronika groźnie wypełniała przestrzeń katedry wprawiając w drgania ciężkie kolumny i witraże. Gęsta, enigmatyczna, sakralna atmosfera wlewała się w każdego wywołując niemy zachwyt i fascynację. Eksperymentalne i intrygujące połączenie typowych, mrocznych sampli Oneohtrix z czystością przywołującą na myśl drone z „Ravedeath, 1972” Tima dały oryginalny efekt, który poraził swoim dopracowaniem oraz idealnym dopasowaniem do tematu tegorocznej edycji krakowskiego festiwalu. Jeśli rzeczywiście tak wygląda koniec, to może już nadejść. Kaja.

38


Maskotka tegorocznej edycji festiwalu. Na tyle skuteczna, że pół Polski zaczęło się interesować co to takiego ten Unsound? Hype był na tyle duży, że większość ludzi zapewne wydała te 50zł na wejściówki, tylko po to by zobaczyć Sashe Grey live. Jakie musiało być ich zażenowanie po pierwszych 15 minutach koncertu. Sasha coś tam miksowała, puszczała, ale cały występ wpadłł strasznie niemrawo. W całym Muzeum Inżynieri panował mrok, jedynie wizualiacje i krótkie filmiki oświetlały twarze artystów. I tutaj też zawód. Można było oczekiwac jakiś prowokacyjnych klipów, a dostaliśmy smętne drzewka i płączącą gwiazdę porno. aTelecine zagrał na żywo pierwszy raz i z pewnością nie poświecę im czasu raz drugi. Zaksz

39

fot. JOANNA ‚FROTA’ KURKOWSKA

ATELECINE


EVIAN CHRIST Pod tym pseudonimem ukrywa się 22 latek z UK - Joshua Leary. Jego kariera zaczęła się od 8 kawałków na youtube, które po paru tygodniach obiegły większości opiniotwórczych portali muzycznych. Zainteresowanie Evianem na Unsoundzie było tym większe. Na 15 minut przed koncertem scena w Manggdze zapełniła się po brzegi. Pierwszy raz podczas festiwalu był faktycznie ścisk. Joshua przyszedł jak gdyby nigdy nic w szarym dresiku i spokojnie zaczął koncert. Z minuty na minutę impreza się rozkręcała. Brytyjczyk wykorzystywał rozmaite rapsy z prostymi samplami. Może nie był to szczyt prędkości Araabmuzika, czy też mistrzostwo Clamsa Casino. Jednak nie można odmówić, że Evian nie wiedział jak przypodobać sobie publikę. Po 20 minutach koncertu euforia sięgnęła zenitu, kiedy to pod nogami ludzi, podłoga zaczęła się uginać - dosłownie. Zdecydowanie największy SWAG tegorocznej edycji! Zaksz

40


Świetna płyta „Mala in Cuba” wywołała wizję koncertu idealnego, co z rzeczywistością nie miało zbyt wiele wspólnego. Bardzo słaby, jeśli nie powiedziećbeznadziejny, początek rozczarował do tego stopnia, że wyszłam przed połową, aby nie zepsuć sobie do końca opinii o dubstepowej legendzie. Wróciłam po 20 minutach i doznałam pozytywnego zaskoczenia. Muzyk się rozkręcił, występ ewoluował, a nad publikom unosił się gęsty duch elektronicznej Jamajki. Udana końcówka, podczas której bas wprawiał w ruch podłogę, a apokaliptyczne dźwięki uderzały o ściany Hotelu Forum, pozwoliła zapomnieć o pierwszych, nieudanych kawałkach i wyrównać bilans na zero, co w rezultacie dało poprawny występ. Kaja.

41

fot. JOANNA ‚FROTA’ KURKOWSKA

MALA


VESSEL Piękna perełka Tri Angle, świeżo po wydaniu debiutu, który jest jedną z najlepszych płyt roku. Koncert, do którego odliczałam dni, który miał być niezapomniany, zamiast, którego dostałam jedynie poprawny występ pozbawiony klimatu. Miło jest umieć rozpoznać i nazwać poszczególne kawałki, co w przypadku unsoundowych artystów bywa bardzo ciężkie. Dały o sobie znać godzinny spędzone z albumem „Order of Noise”, który w wersji live nie prezentuje się tak niezwykle i idealnie. Nie było drgania i osłupienia, jak na The Haxan Cloak, atmosfery i hipnozy towarzyszącej utworowi Lache, niebanalności, która urzekła na płycie - zero zaskoczenia, małe rozczarowanie. Był Vessel- niepozorny, bez butów, w białych skarpetkach, który nadal jasno świeci wśród artystów TAR i pozostaje ikoną tegorocznej jesienni. Z niecierpliwością czekam na Jego kolejny przyjazd do Polski, podczas którego, mam nadzieję, zmieni moje postrzeganie Go, jako artystę nie radzącego sobie na żywo. Kaja.

42


Jeden z najbardziej wyczekiwanych występów tegorocznej edycji Unsound Festivalu. Niecodzienny duet, o enigmatycznej nazwie zagrał w pokoju drugim, który swoimi świetnymi koncertami wygrał sobotę w Forum. O 1.30 stanęliśmy przed pierwszym, a zarazem jedynym dylematem całego tygodnia- Kuedo vs. Nguzunguzu. Po dwóch, mało sprzyjających późnej porze, ciężkich utworach Brytyjczyka zdecydowaliśmy się na znaną z Taurona formację. Początek nie zapowiadał się najlepiej, momentami zastanawiałam się, czy nie wrócić na Teasdalego. Jednak z kolejnymi kawałkami było co raz lepiej, chyba nikt nie stał bez ruchu (co o tej godzinie, po sześciu dniach niewyspania było zadziwiające). Mieszanka uk funky, dubstepowe dźwięki, głęboki house i laid-backowe r’n’b w wersji live prezentowało się mniej ambitnie, niż w słuchawkach-może to przez częste remixy popularnych szlagierów, które z kolejnymi minutami stawały się męczące i nieco tandetne. Dobra impreza, lecz muzycznie spodziewałam się czegoś więcej- wyszłam czując niedosyt. Kaja.

43

fot. ANNA SPYSZ

NGUZUNGUZU


SLAVA Niepozorny Rosjanin mieszkający w Nowym Jorku. Ma już na swoim koncie własny label Moment Sound, wydaje także w oficynie Lopatina - Software. Jego ostatnia EPka „Soft Control” kliamtem bardzo zbliżona do nowego, delikatnego krążka Andy Stotta. Slava przyjechał na Unsound z DJ-setem, więc nie wiedziałem czego zbytnio się po tym występie spodziewać. Jednak Rosjanin zaoferował wszystko to czego u Cooly G zabrakło. Nie dało się ustać w miejscu. Zróżnicowany i rytmiczny set idealnie wpasował się w hasło festiwalu „Zatańczysz ze mną jeszcze raz”. Od tego momentu wixa w Hotelu Forum zaczęła się na dobre! Zaksz

44


Na „Playin’ Me” trafiłem dość późno, ale przy okazji Unsoundu nadrobiłem muzyczne braki. Debiut z naklejką Hyperdub po prostu uwodzi. Ciepłe brzmienia z przyjemną barwą Cooly G miały rozgrzać publikę w hotelu Forum. Niestety spory zawód. Merrisa śpiewała czysto i chłopaki na bębenkach nawet dawali radę, ale czegoś zdecydowanie zabrakło. Liczyłem na jakąs wielką imprezą, w końcu tyle się mówiło o tym jak to Cooly wywija na scenie. Nie wywijała, ani też nie rozkręciła publiki swoimi kawałkami. Ogromny potencjał zmarnowany. Na szczęście Slava zrekompęnsował przeciętny występ dziewczyny z Brixton. Zaksz

45

fot. JOANNA ‚FROTA’ KURKOWSKA

COOLY G


ANNA SPYSZ

SZA/ZA/ZE Jak na początku tak i na końcu mogliśmy posłuchać na żywo soundtracku do wybranych klasyków. Tym razem za ścieżkę dźwiekową zabrało się trio Szamburski, Zakrocki, Zemler. Jazzowe kompozycje dopełniały krótkometrażowe filmy Themersonów. Połączenie film+muzyka wypadło tym razem dużo lepiej niż na otwierającym koncercie KTL. Zespół bez problemu wpasował się w proste animacje czy też poważną tematykę okupacji. Duży plus za dobór repertuaru. Twórczość Themersonów to klasa sama w sobie. Dodając do tego niepowtarzalny klimat Synagogi Tempel w towarzystwie muzyki live otrzymujemy bardzo dobre podsumowanie dziesiątej edycji festiwalu. Było zabawnie, poważnie czasem nieprzewidywalnie. Ten wystep miał dużo większy urok niż późniejszy koncert Demdike Stare. Mistrzem ostatniego dnia Unsoundu zostaje Paweł Szamburski, który w przerwach z wielkim poświęceniem tłumaczył na angielski co się zaraz będzie działo na scenie;) Zaksz

46


UNSOUND RECKI

MALA „Mala In Cuba”

4/5

ubstepowy prekursor wydaje prawdziwie, jak sama nazwa wskazuje, kubański album, którego egzotyczny klimat nie opuszcza nawet na chwilę. Mala decyduje się na nieco ambitniejsze i bardziej unikalne brzmienia, niż mogliśmy usłyszeć w poprzednich projektach legendy. Prezentuje niespodziewanie głębokie i mroczne dźwięki. W 14 nowych kawałkach, pozostając przy charakterystycznym, wyraźnie słyszalnym, uderzającym basie, bazuje na prostych, podobnych do siebie rytmach, co daje efekt bardzo spójnego dzieła. Całość przesycona jest klasycznym dla muzyka, ciemnym, jamajskim duchem, który bije od brudnych uderzeń bębna. Te co jakiś czas zostają zaskakująco przerywane przez partie instrumentów akustycznych. Oryginalna, ciepła elektronika ujmuje swoją płynnością oraz różnorodnością. Świeże, niesamowicie dobre oblicze dubu. Kaja Kozina

47


iezwykła kolaboracja stworzona specjalnie na potrzebę krakowskiego Unsound Festivalu. „Instrumental Tourist” to dzieło, które jednym słowem można opisać jako „piękne”. Charakterystyczne dla Lopatina syntetyzatorowe drony zmieszane z przejrzystym, rażącym płynnością ambient Heckera, przywodzą na myśl ścieżkę dźwiękową pasującą do filmów Tarkowskiego, czy Bergmana. Całość przesycona jest smutnym, enigmatycznym, momentami apokaliptycznym klimatem, który wprawia w nieco depresyjny nastrój. Mistrzowie awangardowej elektroniki wspinają się na wyżyny i wydają album będący niespotykanie wciągającą, mroczną i surową historią. Niemal godzinna msza, geniusz. Pozycja obowiązkowa na jesienne, zmęczone rutyną wieczory przepełnione ogólną niechęcią.

TIM HECKER & DANIEL LOPATIN

„Instrumental Tourist”

5/5

Kaja Kozina

VESSEL „Order of Noise”

5/5

olejne cudowne dziecko Tri Angle Records. Trudno wyobrazić sobie lepszy debiut. Order of Noise to eksperymentalne techno na najwyższym poziomie- poziomie wyższym, niż można by się spodziewać.Vessel jest twórcą niecodziennym, wykreował coś zupełnie unikatowego, mrocznego, paraliżującego swoją perfekcją i apokaliptycznością dźwięków. Mistrz Pro Tools w świeżym, intrygującym albumie łączy ze sobą głębokie dub sample z delikatnym, progresywnym ambient oraz ciężkim housem. Syntetyzator, groźne hałasy, szumy, trzaski, czystość brzmienia, która wybija się spod ciemnych partii-to wszystko przeszywa do szpiku kości, tworzy trącony idealnością, przygnębiający gęsty klimat. Specyficzny, pojawiający się tylko w niektórych utworach daleki krzyk lub wokal, a niekiedy jedynie jego ledwo słyszalny pogłos, uwydatniają niepokojącą atmosferę i podniosłość rytmów. Longplay, który bez wątpienia jest jedną z najpiękniejszych perełek trójkątnego labelu. Kaja Kozina

48


RECKI RECKI

GRIZZLY BEAR „Shields”

5/5

e, he, uwielbiam kiedy pojawiają się nowe albumy misiaczków. Bo po tych kolesiach z Brooklynu po prostu nie można spodziewać się czegoś kiepskiego, czy nawet odrobinę słabego( no ale jeśli wydaje ich Warp no to sorewicz, o czy my mówimy). Tak jest też z albumem Shields. Idealne melodie, dopieszczone z niebywałym pietyzmem piętrowe wprost aranżacje, z fletami i smyczkami w tle, ciekawe przegłosy, ukochane już wokale (ojj, tak wymęczyłam Veckatimes, że głos Rossena poznałabym na końcu świata) to tylko kilka spośród charakterystycznych cech nowego krążka Grizzly Bear. Najbardziej jednak uwielbiam w nich to, ze w nosie mają trendy, modę, cały czas robią po prostu swoje, i cholera, z każdą kolejną płytą robią to coraz lepiej. Po pierwszym odsłuchu płyta może się wydawać skromna, ascetyczna. Ale ja radzę zapuścić sobie Shields zdecydowanie głośniej, a zobaczycie prawdziwe bogactwo i masę pracy, jaką muzycy włożyli w to, żeby jak zwykle idealnie dopieścić słuchacza. Moje ulubione utwory z płyty to mocarne, lekko folkowe Sleeping Ute i delikatne, jednak przejmujące Sun In Your Eyes ( jedna z lepszych piosenek jaką słyszałam kiedykolwiek). Misie dostają ode mnie, z czystym sercem, piąteczkę. Teraz tylko czekam, aż przyjadą do Polski, bo bardzo chciałabym usłyszeć te kawałki na żywo, najlepiej na Offie, scena leśna, niebo pełne gwiazd.. . Ala Pacanowska

49


iecie co? Tom Krell to czarodziej muzyki. Nagrał kolejną cudowną płytę, nie wiem jak on to robi, ale jest taki trochę, hmmm..bezbłędny? I nie będę się rozwodzić tutaj nad szczególnymi cechami poszczególnych kawałków, nie będę oceniać który najlepszy, nie będę wytykać jakichś mikro potknięć. Bo to nie jest ważne. Najważniejsze jest to, co poczułam kiedy pierwszy raz usłyszałam tą płytę i co siedzi w mojej głowie do dziś. Od pierwszego dźwięku byłam zaintrygowana, a później było już tylko coraz ciekawiej, byłam coraz bardziej przejęta i zauroczona tym, co słyszałam. Dla mnie ta płyta jest chyba najlepszym towarzyszem jesieni, a głos Toma koi i odsuwa ode mnie wszystkie stresy i problemy. Ja pokochałam ten krążek i tego też wam życzę.

HOW TO DRESS WELL „total loss”

4.5/5

Ala Pacanowska

MUMFORD&SONS „Babel”

0/5

rytyjczycy stworzyli album, który swoją beznadziejnością i bezpłciowością przewyższa każde wydawnictwo powstałe w ciągu ostatniego roku, który wywołuje mdłości, którego przesłuchanie do końca jest tytanicznym wysiłkiem. Babel to tandetna, nic sobą niereprezentująca, country papka. Muzycy, niestety nieudanie, silą się na folkowe dźwięki. Zamiast nich dostajemy godzinny, ciągnący się w nieskończoność, popowy koszmar. Identyczne, wszystkie tak samo słabe, utwory są niemal nie do odróżnienia. Kiczowate, „ostre” bandżo, które na tej płycie zamienia się w główną gwiazdę, momentami jest bliskie zagłuszenia bezbarwnego jodłowania słodkiego, romantycznego wokalisty. I te tkliwe teksty, które na pewno ujmują serce każdej niezależnej „trzynastki”- ach! Kaja Kozina

50


RECKI RECKI ewnie każdy z was ma jakiś zespół, który darzy szczególnym sentymentem i ciągle do niego wraca. W moim przypadku są to Muchy. Nasza przyjaźń trwa już blisko 5 lat, czyli tyle, ile minęło od premiery ich genialnego debiutu - „Terroromansu”. W tym czasie miało miejsce wiele zawirowań. Panowie zostali okrzyknięci nadzieją polskiej sceny alternatywnej i stanęli przed ciężkim zadaniem – testem drugiej płyty. Jak to zwykle bywa, „Notoryczni debiutanci” nie zebrali już tylu pozytywnych recenzji co poprzednik, jednak o Muchach zaczęło się robić coraz głośniej. Chyba niestety nie tam, gdzie powinno. Starzy fani zaczęli się odwracać, a w zespole zaczęły się dziać dziwne rzeczy: problemy z wydawcami, słaba trasa, odejście Maciejewskiego – wszystchcecicospowiedziec ko nie tak. Zaczęto z góry spisywać trzeci album na straty. Pojawił się pierwszy singiel „Nie przeszkadzaj mi bo tańczę”, a zaraz po nim „Zamarznę”. Niestety ani jeden, ani drug,i nie porzucił na kolana. W końcu przyszedł wrzesień, a z nim premiera „chcecicospowiedziec”. Po pierwszym przesłuchaniu byłam bardzo rozczarowana, postanowiłam nie słuchać tej płyty nigdy więcej. Tydzień później się złamałam, z nadzieją, że może jednak zrozumiem, co Muchy chcą mi jeszcze powiedzieć. Od początku uderzyło mnie, że album jest bardzo nierówny. Każda piosenka idzie swoją drogą, nie licząc się z resztą. Nie ma tutaj spójnej całości. „Nie przeszkadzaj mi bo tańczę” sprawia wrażenie jakby zostało doklejone w ostatniej chwili, losowo wrzucone w płytę, choć to niby od tego utworu wszystko się zaczęło. Dużo tutaj eksperymentów, niepotrzebnych sztuczek, choć muzycznie o wiele prościej niż poprzednio. Do tego te wzruszające, moralizatorskie teksty pana Wiraszko, które do tej pory tak mnie zachwycały, a teraz zaczynają irytować („a wy kochajcie się wbrew popytom na samotność” – wtf?!). Mam wrażenie, że zespół, jeszcze bardziej niż fani, chciałby wrócić do czasów sprzed 5 lat. Pokazuje to kolejny odgrzebany utwór „Nie Mów”, tak jak „Kołobrzeg – Świnoujście”, o wiele lepiej brzmiący w swojej pierwotnej formie. Nie wiem czy to za duże oczekiwania, czy to całe gwiazdorstwo, ale Muchy znalazły się w ślepym punkcie i choć może chcieliby nam powiedzieć dużo innych rzeczy, to właśnie to na „chcecicośpowiedzieć” słuchać najbardziej. Nie oznacza to jednak, że nie przyjdę na ich najbliższy koncert z pakietem samolotów z papieru i nie wyrecytuję wszystkich tekstów. Z sentymentami trudno wygrać…

MUCHY „

2/5

Zofia Łękawska-Orzechowska

51


akiś czas temu, recenzowałem płytę Johna Zorna z jednego z jego projektów, mianowicie „The Moonchild Trio”. Album był genialny tak jak chyba wszystko do czego przyłoży rękę ten niesamowity artysta. Dla mnie jest już formalnością ocenienie dzieł Johna. Z „Rimbaud” nie było inaczej. Krążek pojawił się jakieś dwa miesiące po wspomnianym już albumie „The Moonchild Trio”. Tym razem mamy do czynienia z czymś kompletnie innym. Oczywiście dalej jest to muzyka mocno eksperymentalna i na pewno nie jest przeznaczona dla każdego. Instrumentarium mocno skupione jest na instrumentach klasycznych ale znajdziemy tutaj różnego rodzaju sample. Album podzielony jest na cztery utwory, a każdy z nich stworzony jest w kompletnie innym klimacie. Pierwszy to bardzo kolorowy utwór chociaż w dosyć mrocznym klimacie w którym na pierwszy plan wychodzi flet, klarnet i skrzypce. Do tego mamy ciężkie pianino oraz kotły z różnego rodzaju przeszkadzajkami. Druga z kompozycji to „A Season In Hell”, Jest bardzo mroczny utwór oparty na różnego rodzaju samplach oraz grze instrumentów perkusyjnych. Zresztą sama nazwa mówi wszystko. Dalej mamy „Illuminations”, według mnie najlepszy z utworów. Jest to trochę free-jazzowy i bebopowy, bardzo gwałtowny kawałek. Przez około dziesięć minut jesteśmy przygotowywani do szalonego finału. Ostatni utwór to „Conneries” w bardzo klasycznym dla Johna Zorna stylu. Obłąkane krzyki oraz frazy grane na saksofonie, to właśnie dzięki temu rozpoznajemy jego muzykę. Cały album jest wspaniałym dziełem i polecam go każdemu kto lubi niebanalne tematy muzyczne. Ja na pewno jeszcze nie raz wrócę do „Rimbaud”, ale już z niecierpliwością czekam na kolejny krążek Johna Zorna.

JOHN ZORN „Rimbaud”

5/5

Grzesiek Bucholski

52


RECKI RECKI złowiek wixa - tak można podsumować faceta z tą nieokiełznaną czupryną na głowie. Jednak jeżeli prześledzimy dokładnie dotychczasową karierę GLK to znajdziemy wiele ciekawych smaczków. Oprócz rozkręcania kalifornijskich imprez Low and Theory, Gaslamp jest odpowiedzialny za dwa wyśmienite albumy: Gonjasufiego „A Sufi and A Killer” i Flying Lotusa „Los Angeles”. Z resztą na codzień bliski kumpel obu tych panów. Na swoim koncie ma także udział w kultowej audycji Mary Anne Hoobs oraz dwie EP’ki: My Troubled Mind i Death Gate. To tyle tytułem wstępu.

THE GASLAMP KILLER „Breakthrough”

4/5

Z dotychczasową twórczością Gaslamp Killera miałem nie lada problem. EP’ki nie miały do końca własnego charakteru, a na koncertach większym priorytetem była impreza, niż własna twórczość kalifornijczyka. Breakthrough to uchwycenie pewnego momentu, przełom w jego karierze. GLK gromadzi wszystkie dotychczasowe inspiracje i definiuje swój własny styl.

Po krótkim intro głos zabiera Gonja i odpływamy wraz z jego głosem. Gaslamp to dusza towarzystwa, więc znajdziemy jeszcze sporo gości. Dobór ludzi na płycie to swoisty majstersztyk. Ukazuje on pewne etapy jego kariery, a zarazem tworzy coś nowego. Mnóstwo brzmień i ten wiodący turecki klimat. Gdzieś na półmetku Breakthrough artysta robi sobie jaja i wrzuca definicje słowa „fuck”. Przeurocze i przemyślane - dokładnie w jego stylu. Potem znów kojący głos Gonjasufiego i kolejna porcja wyszukanej elektroniki z rzeszą gości na featuringu. Za kwintesencję debiutu uznałbym utwór „Nissim”. Daleko wschodnie brzmienie gitary Amira Yaghmaia w połowie zyskuje taneczny charakter na wstawce Gaslampa. Kalifornijczyk odrobił lekcję i nagrał bardzo dobry krążek. Oczywiście z pomocą przyjaciół, ale przecież wszystko zostaje w rodzinie. Szymon Zakrzewski

53


o przełomowym krążku „Cosmogramma” mogł pozwolić sobie na wszystko. Tym większa była moje ciekawość, co tym razem FlyLo zaprezentuje. Na „Until the Quiet Comes” już nie znajdziemy mocnych rytmów, serii instrumentów i tak zintesyfikowanych tekstur. To delikatne, przyjemne, momentami soul’owe oblicze własciciela Brainfeeder. Na płycie usłyszymy parę wybitnych osobistości: Erykah Badu, Laure Darlington, Thundercata czy Thom Yorke’a, którzy idealnie uzupełniają ciepłe brzmienie nowego wydawnictwa. Flying Lotus w wywiadzie dodał, że ten krązek to dziecięce nagranie dla najmłodszych by zaczęli marzyć. Może dzieciakiem już nie jestem, ale i tak rozpływam się przy nowym albumie FlyLo.

FLYING LOTUS „until the quiet comes”

4/5

Szymon Zakrzewski

ONEOHTRIX POINT NEVER & RENE HELL

„Music For Reliquary House / In 1980 I Was a Blue Square”

3.5/5

d ponad roku z niecierpliwością czekamy na następny, po Replice, album Lopina. Zamiast nowego, solowego wydawnictwa dostajemy to kolejne, świetne kolaboracje muzyka m.in. z Timem Heckerem. Tym razem Oneohtrix spotyka równego sobie geniusza- Witschera, aka Rene Hella. Daniel- mistrz ambientalnych dźwięków w swojej części nie tworzy nic nowego, zaskakującego, jednak nadal jest to dobre, utrzymane w nowatorskim, niepokojącym i typowym dla niego klimacie. Partia Jeffa opiera się na mało ciekawych modulowanych, fortepianowych brzmieniach, co w zamyśle ma nawiązywać do dwudziestowiecznej muzyki klasycznej. Ciężko ocenić album, najlepiej wyciągnąć średnią z tego co powstało pod ręką Lopina oraz z tego co spłodził Witscher. W tym przypadku będzie to około 3,5. Kaja Kozina

54


WYKOPANI TU

ŁAGODNA PIANKA agodna Pianka. Fajnie brzmi, co nie? Zespół ten, o jakże uroczej nazwie, tworzy czterech chłopków z Podkarpacia ( gdzie najpopularniejszą dziedziną muzyki jest niestety dalej ta weselna). Dlatego właśnie szacunek dla nich, że w zatęchłej atmosferze południa naszego kraju udało im się stworzyć coś świeżego i nietuzinkowego. No właśnie, pora wyjaśnić, dlaczego Łagodna Pianka jest właśnie taka fajna. Ano, przy pierwszym zetknięciu z ich utworem (był to bodajże ‘Słoń’), od razu poczułam, że ci faceci to cztery skondensowane kule energii i

55

niewyczerpanych pomysłów. Ich utwory to po pierwsze MELODIE, po drugie teksty( zero grafomaństwa – rzadko spotykane zjawisko w polskiej muzyce), a po trzecie zabawa! Ostatnio chłopcy wydali swój pierwszy oficjalny singiel o wdzięcznym tytule „30 minut wieczorynki” i równie wdzięcznym teledysku, gdzie pierwszoplanowe role grają pluszaki, zabawki i mini instrumenty (dzieciństwo!). Jest to pierwszy zwiastun płyty, która mam nadzieje ukarze się jak najszybciej ( can’t wait!). Sprawdźcie ich, naprawdę warto! ALA PACANOWSKA


HANIA STACH ewnie niektórzy z was się zastanawiają skąd kojarzą to nazwisko. Tak, tak, to ta słodka dziewczyna z drugiej edycji Idola. Nigdy nie byłam jakąś fanką tego programu, ale dzięki niemu jednak na światło dzienne wyszło kilka prawdziwych perełek, takich jak np. Brodka czy Hania Stach właśnie. Ta druga mniej znana, ale wymiata na podobnym poziomie. Panna Stach robiła w życiu różne dziwne rzeczy, jak np. śpiewanie w chórkach Natalii Kukulskiej czy użyczanie swojego głosu po-

staci z High School Musical, no ale cóż, z czegoś trzeba żyć. Na koncie ma dwie płyty, jedną z 2004 roku, drugą z 2012(he he, trochę się obijała), jednak mnie bardziej zainteresowała ta nowsza, zatytułowana ‘Moda’. Hania proponuje nam tutaj rytmiczny pop, okraszony bardzo miłym głosem (naprawdę dziewczyna ma bardzo ciekawą barwę). Jednak wokalista dalej się nie wybiła, bo nie są to przeboje z serii ‘Ewa farna śpiewa o serze topionym’, ale raczej wywarzone kawałki, trochę jakby w

stylu lat osiemdziesiątych. Ostatnio jednak piosenkarka tupnęła nóżką i nagrała naprawdę mocny kawałek ‘I Want To Love You’. Dobra produkcja, mocno chwytliwy refren, ładny, energiczny teledysk. Serio, za granicą byśmy się nie powstydzili! Polecam posłuchać Hani, bo to naprawdę jedna z niewielu odskoczni od całego tego bałaganu w polskiej muzyce rozrywkowej. ALA PACANOWSKA

56


WYKOPANI TAM

MS MR zisiaj karierę robi się na Tumblr’ze. Przynajmniej tak z powodzeniem swoją zaczęła para MS (Lizzy Plapinger) oraz MR (Max Hershenow). Około rok temu wrzucili swój pierwszy kawałek do sieci. Od tego momentu za remixy ich utworów zabrali się mi.in Twin Shadow czy Charlie XCX . Brzmi nieźle, ale nie ma co się dziwić MS MR to przemyślany twór pod każdym względem. Estetycznie jak i muzycznie. Nowojorski duet brzmieniem łudząco przypomina Florence, ale ich kawałki pozbawiona są tej taniej radiowej maniery. Tutaj bardziej

57

króluje przemyślany pop, jak sami określają: glitch pop. Miesiąc temu wydali EP’kę: Candy Bar Creep Show i naprawdę wpada w ucho! Jeżeli kogoś drażni Florencja to polecam przesłuchac dwa ostatne kawałki: „Dark Doo Wop” taki lekki odpowiednik dziewczyn z Warpaint oraz „Ash Tree Lane” coś w stylu spokojnej, kobiecej wersji „Run” zespołu Vampire Weekend. W takim razie odsyłam na Tumblr zespołu i życzę miłego słuchania SZYMON ZAKRZEWSKI


SIC ALPS o dobra trochę przesadziłem z tymi wykopanymi, bo Sic Alps istnieje od dobrych 10 lat i ich pierwsze nagrania pamiętają kasety czy też winyle. Na koncie mają 4 świetne, studyjne albumy i dziesiątki mniejszych wydawnictw. Nie zmienia to faktu, że o chłopakach z San Francisco nie mówi się za dużo, a grają zajebiście. Przypominam o nich z okazji ostatniego krążka, zatytułowanego po prostu Sic Alps. Ich muzyka łączy garage rockowe klimaty Ty Segalla, psychodelie dobrze nam

znaną z płyt Tame Impala, songwriterskie kawałki spod znaku Bill Callahana oraz klasyczny indie rock od Girls. Taka mieszkanka razem wypada cholernie dobrze. Całość mogłaby sie wydawać nieokrzesana, ale Kalifornijczycy mają rockową klasę godną kultowego Velvet Underground. Słuchanie polecam zacząć od najnowszego albumu zespołu, chłopaki zawarli w nim wszystko co w Sic Alps najlepsze SZYMON ZAKRZEWSKI

58


KINIARNIA

TAIKA WAITITI ORZEŁ KONTRA REKIN

Czasami dobrze jest trochę pochorować. Dwa tygodnie siedzenia w domu to świetna okazja żeby nadrobić książkowe i filmowe braki. Któregoś wieczoru mój mózg zaczął odmawiać posłuszeństwa więc zaczęłam szukać czegoś lżejszego, żeby dać mu trochę odpocząć. Wpadł mi w oko tytuł „Orzeł kontra rekin”. Opis brzmiał zachęcająco, więc czemu nie?

Nowozelandzki reżyser Taika Waititi stworzył historię o dwojgu samotnych ludzi, słabo przystosowanych do życia w społeczeństwie, których losy splatają się ze sobą. Może i brzmi to dosyć banalnie, ale nie z takimi bohaterami! Ona - nieśmiała romantyczka, żyjąca w swoim świecie. On - fan gier video, stroniący od ludzi. Oboje mało lubiani, nie grzeszący urodą. Trudno stwierdzić, które z nich jest większym frajerem.

59


Ich przygoda zaczyna się w fast foodzie. Tutaj Jarrod wręcza pracującej na kasie Lily zaproszenie na imprezę pod hasłem „przebierz się za swoje ulubione zwierze”. Choć zaproszenie nawet nie jest dla niej, Lily, już od dłuższego czasu podkochująca się gburowatym Jarrodzie, nie może przepuścić takiej okazji. Razem ze swoim bratem, równie zaburzonym jak ona, postanawia się tam pojawić. Tutaj losy Lily – rekina i Jarroda – orła krzyżują się już na dobre. Jednak wspólne życie dwóch tak różnych zwierząt wcale nie jest proste…

„Orzeł kontra rekin” to historia o dwóch nieudacznikach, potrzebujących miłości jak wszyscy inni, w prześmiesznym wydaniu. Nie jest to jednak kolejne głupkowate love story. Reżyser ubogacił film zabawną animacją, w której ogryzek znajduje bratnią duszę w… zgniłym jabłku. Warto zwrócić uwagę na świetny soundtrack, który akurat idealnie trafił w moje preferencje (Devendra Banhart!). Nawet się nie spodziewałam, że to będzie jedna z lepszych komedii jakie ostatnio oglądałam, a tu proszę! ZOFIA ŁĘKAWSKA ORZECHOWSKA

60


EVENT: IDEA FIX FEST 2

Gdzieś w połowie września wymyśliły-

śmy z przyjaciółkami, że 23 wybierzemy się na Idea fix fest, festiwal modowo-kulturalno-rozrywkowy organizowany przez sklep Idea Fix w naszym ukochanym Krakowie. Jako, że takie wydarzenia nie zdarzają się w naszym mieście jakoś bardzo często, to byłyśmy bardzo ciekawe co nas tam czeka(pierwsza edycja festiwalu jakoś nas ominęła). Dla mnie dodatkową atrakcją okazała się oprawa muzyczna wydarzenia, bo z tej okazji do Krakowa zawitali Newest Zealand , Chino i Buenos Bros, więc nic, tylko pójść i posłuchać.

61


Nie powiem, nie poszłyśmy tam z jakimś super pozytywnym nastawieniem, ale tym milsze było nasze rozczarowanie. Pogoda nam sprzyjała, więc najpierw usiadłyśmy przy piwku i posłuchałyśmy bardzo fajnego koncertu Newest Zealand, którzy zaserwowali nam idealne melodie na słoneczne popołudnie, naprawdę super! Później postanowiłyśmy zwiedzić halę pełną stoisk różnych bardzo ciekawych ludzi. Byli wśród nich młodzi projektanci, ludzie zajmujący się designem, malarstwem. Przy okazji na festiwalu można było wziąć udział w różnych konkursach z ciekawymi nagrodami, np. w konkursie badmintona(how cool!).

Ogólnie spędziłyśmy dzień baaaardzo miło, porozmawiałyśmy z wieloma inspirującymi ludźmi, obejrzałyśmy pokazy mody, posłuchałyśmy dobrej muzyki. Oby więcej takich wydarzeń w Krakowie, a my już szykujemy się na przyszłoroczną edycję festu! Ala Pacanowska

62


PRZERWA W REKLMACH 02.11 / 18:10 09.11 / 14:05 PSYCHOZA

REŻ. ALFRED HITCHCOCK

03.11 /01:00 10.11 /22:00 „SENS ŻYCIA WEDŁUG MONTY PYTHONA”

02.11 /22:10 AŻ POLEJE SIĘ KREW

REŻ. PAUL THOMAS ANDERSON

04.11 /17:45 05.11 /11:45 MIASTECZKO PLEASANTVILLE

03.11 /01:00 WYŚNIONE MIŁOŚCI

REŻ. XAVIER DOLAN

05.11 / 18:25 TAM, GDZIE ROSNĄ POZIOMKI

REŻ. GARY ROSS

REŻ.INGMAR BERGMAN

07.11 /22:30

08.11 /22:25

08.11 /20:20

ZŁE WYCHOWANIE

KONIEC ROMANSU

HALA ODLOTÓW

REŻ. TERRY GILLIAM

REŻ. PEDRO ALMODOVAR

63

REŻ. NEIL JORDAN


03.11 /20:25

04.11 /03:40

„DROBNE CWANIACZKI”

INSPIRACJE: BILL MURRAY

05.11 /09:50

06.11 /02:00 10.11 /00:25

REŻ. WOODY ALLEN

WSZYSTKO JEST ILUMINACJĄ

REŻ. LIEV SCHREIBER

MOJE WŁASNE IDAHO

REŻ. GUS VAN SANT

09.11 / 23:40

11.11 /02:25

ZWIĄŻ MNIE

„KLĄTWA SKORPIONA”

REŻ. PEDRO ALMODOVAR

REŻ. WOODY ALLEN

64

KILOF VI  

Kopalnia dobrej muzyki !