Page 1

STOP! Nie przegap! wystawy trwające:

STOP! Nie przegap! wystawy trwające:

czerwie

pn

c 2010

wt . s r 1 cz 2 7 pt 3 8 so 14 9 4 n 15 10 5 21 1 11 6 1 6 2 2 1 7 2 28 23 18 13 2 2 9 13 1 4 9 .0 30 25 6. 18 20 . 2 19 06. (18. 6 . 27 20 06. (17. 00) .0 (P 00 (1 6 2

• od 21.05.2010, godz. 11.00|Filia nr 1 w Piotrowicach|ul.Jankego 136 „Śląskie straszki - bohaterowie legend, bajek i przywiarek” - wystawa prac laureatów ogólnopolskiego komkursu malarskiego. To już druga edycja imprezy podczas której dzieci i młodzież ilustrują postacie z śląskich legend, podań, baśni. Na konkurs nadesłano w tym roku wyjątkowo dużo prac dojrzałych, specyficznych, a jednocześnie przenikniętych klimatem tej ziemi, na której powstawały opowiadania mitologiczne. Jest to zjawisko ciekawe, gdyż zadania ilustrowania podjęli się ludzie z całej Polski. Wystawa czynna do września 2010.

• od 13 czerwca | Filia nr 4 w Podlesiu | ul.Sołtysia 25 Wystawa prac Grupy Malarskiej i fotografii Eweliny Soja Od kilku lat rozwija się w MDK „Południe” kurs rysunku i malarstwa. Grupa skupia osoby w różnym wieku i różnych doświadczeniach artystycznych, od młodzieży licealnej, kandydatów na studia artystyczne po ukształtowane już osobowości twórcze. Łącznikiem jest chęć doskonalenia swoich umiejętności, wymiana doświadczeń oraz poszerzanie wiedzy o sztuce, pomagające na bardziej świadomą twórczość. Wartością nadrzędną dla uczestników kursu jest tradycyjna płaszczyzna obrazu czy rysunku, stająca się dziś w świecie zdominowanym przez komputer, niczym nie zastąpioną wartością, coraz bardziej poszukiwaną. Wśród wystawiających swoje prace wyróżnić można: zadziorne rysunki Agnieszki Serwach, tegorocznej maturzystki, mocne malarstwo Sylwii Gwóźdź, dojrzałe prace Anny Winiewicz inspirowane amerykańskim hiperrealizmem, czy pełne ekspresji rysunki i obrazy Magdaleny Tomczyk. Na wystawie będzie można obejrzeć przepiękne pejzaże Andrzeja Oźmina, portrety i kwiaty Alicji Mazurkiewicz-Niedballa, subtelne rysunki Agnieszki Kilisz i Katarzyny Grossman, charakterystyczne akwarele Dominiki Rusakiewicz i zdyscyplinowane portrety Andrzeja Cieślika. Z młodszych można wymienić wyjątkowo uzdolnioną młodziutką Dominikę Krauz, pasjonatkę fotografii Justynę Soja i Piotra Sieronia. Grupa do tej pory działająca w Piotrowicach od września swoje piątkowe spotkania przenosi do Podlesia, a jej otwarta formuła pozwala na ciągłe przyjmowanie nowych uczestników.

o ) 1 . 5. (1 .00) (Pi dles 26 06 7. i o .0 ( 0 Pi tro e) 6. (17. 0) od (P otro wice 00 (1 „G 28 i ) 7 r .0 ) 6. .00) (Pi otro wice Wa upa r ) w o m Ak s i cj (Pio trow ce) „MN zta alar a t J i t sk y M W c r „L at owic e) W iecz I 20 pis a i o ar 1 ó a e) Ju 0 r r w Ka szta Kul ” fin skie sty mi b na eś a t t a ł u y re ci So pi ry H kon t e ja s „ 20 ” 10 Drze arsk iszp kurs ” u ań ie wo wy li sk , st te ie a aw ra j ga a ck da i ” eg o

www.mdkpoludnie.com

STOP! Nie przegap! spotkania, festiwale, festyny, projekcje:

• od 23.05.2010, godz. 16.30|Filia nr 1 w Piotrowicach|ul. Jankego 136 „Pejzaże polskie” - wystawa malarstwa Edyty Rutkowskiej W jej pracach najistotniejsza jest przyroda – ciepłe i chłodniejsze tony. Czerpie z tradycji realizmu i impresjonizmu. Obrazki te są łagodne i „wydobywają” z rzeczywistości to, co znajome – urokliwe stateczki, drewniane chałupy, wodospady, jeziora, kwiaty. Edyta Rutkowska jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Laureatka wielu nagród i wyróżnień, wystawiała swoje prace w kraju i za granicą. Artystka urzeczona pięknem tego świata, stara się zatrzymać i unieśmiertelnić nie tylko jego formę, ale i „przekontemplowane” treści. W języku Jej obrazów widać zamysł, rodzaj dystansu do własnych uczuć i wrażeń. Ta „kontrola” nadaje malarstwu Edyty Rutkowskiej cień nostalgii i filozoficznej głębi. Wystawa czynna do września 2010.

• 19.06.2010,godz.11.00 | Filia nr 1 w Piotrowicach | ul.Jankego 136 Finał XI edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Miłość niejedno ma imię” Ostatnia przed zmianą konwencji edycja ogólnopolskiego konkursu literackiego „Miłość niejedno ma imię” była rekordowa pod względem ilości nadesłanych prac. Jury przeczytało i oceniło ponad 300 utworów literackich, z których wybrano trzy najlepsze. 19 czerwca laureatom zostaną rozdane nagrody pieniężne oraz tomiki zawierające najlepsze konkursowe utwory. • 20.06.2010,godz.17.00 | Filia nr 1 w Piotrowicach | ul.Jankego 136 Wieczór Kultury Hiszpańskiej W programie: „Wielobarwna Hiszpania” – wykład dr Eweliny Szymoniak z Zakładu Hispanistyki Uniwersytetu Śląskiego, Studio Tańca Flamenco „El Paso” z Katowic – Izabela Dąbrowska, Katarzyna Prządo, Federico Garcia Lorca – w oryginale: recytuje Joanna Spyr, utwory tradycyjnego flamenco w wykonaniu zagrają: Grzegorz Skiba – gitara, Miachał Czachowski – kajon.

• 26.06.2010,godz.17.00 | Filia nr 1 w Piotrowicach | ul.Jankego 136 Występ kabaretu „Drzewo, a gada”.

biuletyn mdk „południe”

kierunek południe czerwiec 2010


Rozmowa „KP”

Ojciec i syn – dwie strony tej samej monety Z Alojzym Lysko rozmawia Izabela Ochman

A

lojzy Lysko – pisarz i publicysta, polityk, wieloletni kierownik artystyczny Zespołu Folklorystycznego „Bojszowianie”, zapalony działacz na rzecz krzewienia kultury śląskiej. Z niezwykłą pasją tworzy bajki oparte na śląskich podaniach. Mnóstwo w tych utworach przeróżnych dziwnych stworów: straszków, beboków, utopców, meluzyn. Wystąpił w filmie Mariusza Malinowskiego „Dzieci Wermachtu”, gdzie opowiedział o sobie samym. Obnażył tam przed widzami swoje najczulsze strony, najboleśniejsze wspomnienia. Wciąż mieszka w nim mały chłopiec czekający na ojca, który przymusowo wcielony do Wremachtu, ginie na froncie wchodnim. IO: Jak wyglądało Pana życie codzienne, kiedy dorastał Pan, jak się domyślam, raczej w żeńskim gronie? Dużo mówi się o dzieciach Wermachtu – pokoleniu napiętnowanym, któremu najpierw odebrano dzieciństwo, a potem uprzykrzono młodość, kiedy już po wojnie niemal obarczono je winą za to, że ich ojcowie poginęli akurat w takich, a nie innych warunków AL: Od kiedy pamiętam moja mama musiała wziąć na siebie obowiązki typowe męskie, gdyż ojciec był właścicielem i gospodarzem dużego gospodarstwa. Wielokrotnie byłem świadkiem scen, kiedy nie starczało jej sił np. na oranie pola, ale nie znalazł się nikt, kto by pomógł. Niektórzy doradzali, żeby sobie chłopa znalazła, ale przecież takowych podczas wojny nie było. Wychowywała mnie mama i babcia, dlatego bardzo pragnąłem męskiego towarzystwa, raz nawet obmyśliłem plan zeswatania mamy. Przychodził do nas taki sąsiad, sporo od mojej rodzicielki młodszy, ale ja jako dziecko musiałem najwyraźniej nie widzieć różnicy wieku i ciągle jej powtarzałem: „Mamo, weź sobie tego Augusta, to będzie dobry mój tata”. Ona jednak ciągle czekała na ojca, tak dziesięć lat czekała, bo z tej cholernej Syberii ludzie jednak wracali. Pamiętam taką sytuację, jak cudem z Syberii powrócił sąsiad – Sosna – on miał pięcioro synów. Byli to moi starsi koledzy. I teraz, proszę sobie wyobrazić: on wraca i ja widzę tę wielką radość moich kolegów. Jeden z nich trzyma go za rękę, drugi go gdzieś tam trzyma za nogę. Ja w odruchu spontaniczności złapałem go za kciuk stopy, bo również chciałem poczuć się synem i mieć trochę radości z tego faktu, że oto ojciec wrócił... Pana ojciec co prawda wracał na przepustki, ale nie może Pan tego pamiętać. A może ma Pan jakieś mgliste wspomnienie ojca? Muszę niestety przyznać, że byłem za mały i wspomnień z ojcem nie mam. W jaki sposób Pana rodzina dowiedziała się, że ojciec już nie wróci? Nigdy się tego nie dowiedzieliśmy, właściwie całe moje dzieciństwo można nazwać niekończącym się czekaniem. W ciągu tych dziesięciu lat oczekiwania mama musiała załatwić dwie procedury rozwodowe: jedną kościelną, drugą cywilną. Nie bardzo rozumiem, czyli jednak miała już kogoś na oku? Pod koniec tych dziesięciu lat zdarzyła się taka sytuacja, że umarła żona człowieka, którego moja mama znała. Po rocznej żałobie, która na Śląsku jest przyjęta, On wziął moją mamę za żonę i został moim, bardzo zresztą dobrym, ojczymem. Jednak między mamą a nim była taka umowa cicha, o której ja się dowiedziałem dużo później, mianowicie ustalili, że jeśli ojciec wróci, to ten ślub staje się nieważny. To musiało być wyjątkowo ciężkie psychicznie dla tego mężczyzny? To była z pozoru taka formalna gadka, ale ona miała charakter wiążący, więc nie było to dla niego łatwe. Jako dorosły mężczyzna, już po śmierci mamy, brałem ojczyma na takie męskie rozmowy i widziałem, że przez te wszystkie lata żył w ciągłej niepewności. O losach ojca nie wiedzieliśmy nic aż do roku 1965, kiedy to przyszła z Berlina wiadomość, że w czasie odgruzowywania ulicy Rikerstrasse pod . . 9, zostały znalezione dotąd nieznane akta Wermachtu. Było tam numerem napisane, że Alojzy Lysko, bo mój tata nazywał się identycznie jak ja, zginął 14 stycznia 1944 roku podczas nagłego ataku Rosjan we wsi Jamki na Zachodniej Ukrainie.

alojzy lysko podczas otwarcia wystawy pokonkursowej „śląskie straszki - bohaterowie legend, bajek i przywiarek”. Piotrowice, 21.05.10. Co wniosła w Pana życie ta spóźniona wiadomość? Ja byłem wtedy bardzo aktywny zawodowo, choć tęsknota za ojcem i ciekawość jego losu nadal we mnie żyły, nie były to kwestie pierwszoplanowe. Jednak kluczowej rzeczy nie zaniedbałem – pisania – bez przerwy prowadziłem pamiętnik. Przykładałem się do tego zajęcia szczególnie silnie w obliczu takich okoliczności, jak wigilia jego urodzin, dzień zaduszny. Moment w którym poznałem okoliczności śmierci taty stał się niesamowitym impulsem do podążania jego śladami, do odkrywania kolejnych etapów jego drogi. Tak jak kiedyś nie znałem dobrze Ukrainy, to teraz mogę przyznać, że o Ukrainie wiem więcej niż o Polsce. Zgłębiał Pan geografię i historię, ale co się działo w sferze przeżyć duchowych. Domyślam się, że tam musiało dziać się najwięcej, gdyż jest Pan człowiekiem o ogromnej wrażliwości – artystą. Przywiązywałem dużą wagę do symboliki, np. kiedy szedłem na spacer to nigdy nie na Zachód, zawsze na Wschód i powtarzałem sobie w myślach: „co krok, to jestem tato bliżej Ciebie”. Pewnego dnia poczułem także potrzebę, żeby mieć takie miejsce, gdzie by ojciec był w sposób wyjątkowy obecny, chciałem mieć jego grób i taki grób znalazłem, nie miało znaczenia, że pochowany był tam inny człowiek, dbałem o ten nagrobek, składając tym samym hołd mojemu tacie. Ten grób stał się celem wszystkich tych moich medytacyjno – wspomnieniowych spacerów i właśnie tam miała miejsce pierwsza iluminacja, jakiej w życiu doświadczyłem. Było to uczucie jakbym ojca widział, jednak nie wzrokiem, byłem pewien jego obecności, rozmawiałem z nim, ale nie miałem odwagi się odwrócić. Scena z Biblijną nutką Jego życie było pełne tragizmu i na mnie to odbiło się głębokim echem. Jest w mojej duchowej więzi z ojcem coś szalenie patetycznego. On dostał się w sidła bez wyjścia. Myśmy mieszkali 3 km od obozu: zaryzykować i odmówić pójścia do wojska, to tak jakby sprowadzić śmierć na całą rodzinę. Więc wyruszył w tę straszną drogę. Po latach postanawia Pan poznać bliżej trasę, którą On przebył. Jak ten pomysł się narodził i dojrzewał? Pewnego dnia przemyśliwałem swoje życie i dotarło do mnie, że tyle rzeczy już napisałem, dla siebie, dla ludzi…A postać ojca jest tak słabo zaznaczona w mojej twórczości, że zapragnąłem napisać coś, wcielając się w Jego ducha, wczuwając się w to doświadczenie wojny. Wysłałem do Niemiec taki rozpaczliwy list, brzmiało to mniej więcej tak: „mam już tyle, a tyle lat, wzięliście mi ojca, nigdy go nie znałem, to teraz mi przynajmniej napiszcie gdzie służył, w jakich miastach stacjonował, jak się nazywała ta dywizja, dowódcy, jakie miejsca przechodził”. Odpisali, że moja prośba będzie spełniona, a za miesiąc przyszła do domu taka wielka, gruba teka. I tak powstały zapiski z 667 dni, które On spędzał na froncie, jest to trylogia,

w której pojawiają się nie tylko Jego wspomnienia, ale też innych żołnierzy, jak również historie fikcyjne. Ma ona postać dziennika żołnierskiego, ale z niewielką ilością elementów reportażowych. Zaeksperymentowałem literacko. W tej książce zamieszone są listy wielu żołnierzy górnośląskich. Przez lata zbierał je Pan. Co łączy te wszystkie wyznania? Przede wszystkim to, że Oni pisali w swoim języku, który ja nazywam śląszczyzną. Pojawiają się tam bardzo ciekawe konstrukcje składniowe. Nie odebrałem tym tekstom ich naturalności, bo to spora wartość, jednak niektóre z nich przeszły tzw. obróbkę literacką. Ale najciekawsze jest to, że niektóre z listów mojego ojca adresowanych do mamy po prostu wymyśliłem, gdyż było to konieczne dla spoistości tekstu. Stanąłem bowiem przed dziwną sytuacją: z dostępnego mi materiału zbudowałem swego rodzaju „tablicę Mendelejewa” i nie dało się zatuszować faktu, że w wielu punktach historia, którą opisuję jest jednak mocno wybrakowana. Jak doszło do takiej sytuacji? Kiedy mama załatwiała te wszystkie rozwody, powiedziano jej, że musi udokumentować śmierć ojca. Ona odpowiadała, że nie dostała z Niemiec żadnej informacji. W końcu kazali jej dostarczyć list, z którego treści wynika, że tam były ciężkie walki. Najcenniejsze listy które posiadała, dała tym wszystkim ludziom jako corpus delicti. Większości z tych listów nigdy już nie ujrzałem, bo władze komunistyczne przetraciły je. Natomiast część z nich wpadła cudownym zbiegiem okoliczności w moje ręce. W roku 2003 zadzwonił do mnie proboszcz z mojej parafii, powiedział, że znalazł jakieś listy i wszystko wskazuje na to, że są to listy mojego ojca. Wśród tych listów jest jeden szczególnie cenny, bo ostatni O czym mówi? Proszę Pani, ja znam go prawie na pamięć. Zacytuję Pani fragment: „Dzisiej jest tako piekno niedziela Matki Bożej Różańcowej, ciepło, świeci słoneczko, a jo tu leża w ruskim polu. Wybocz mi moja kochana żono, że Ci mało pisza, ale jak jo musza każdy dzień 20 kilometrów uciekać po bagnie, Marasie, to mi się na wieczór niczego nie chce. A wyglądom, żebyś mnie nie poznała – zmaraszony jak ropucha. Ale mnie ino jedno cieszy, że każdy dzień jest żech bliżej chałupy. Dałby Bóg żebych jo móg jeszcze do wos wrócić.” No i z każdym dniem był bliżej chałupy, ale nie tej, o której wtedy myślał.• Rozmawiała Izabela Ochman

warto nas odwiedzić w lipcu: • akcja lato w mieście 20 10 Zapraszamy ws zystkie dzie ci do udział „Południe” pr u w atrakcja zygotował w ch jakie MDK ramach tegoro ście”: cznej akcji „Lato w mie-

a Bieruń - ferm autokarowe w - Skansen, . zó .. or • Wycieczki ch Ch ny , in ów ele groda żubr dzianek, i wi Pszczyna - za śnych Niespo Le rk Pa oń strusi, Ustr

• Gry, zabawy , konkursy Pracownia ko mputerowa, bi lard, tenis zjonistą, ba stołowy, spot jkowe kino.. kanie z ilu.

.. i teatralne. • Warsztaty rzeźbiarskie , ne cz ty as Warsztaty pl

Kierunek Południe | czerwiec 2010  

Biuletyn onformacyjny MDK "Południe" w Katowicach.