Page 1

„Pan Antoni, czyli ostatni zjazd do Nadarzyna” Warszawo! Stolico Polski, nasza ostojo! Gardzą Tobą ci, którzy Boga się nie boją! Nawet w szczytu godzinach, kiedyś zatłoczona, cudna nam się jawisz, tak pięknie oświetlona. Gdy w autobusie ścisk jak w maluczkim domu, gdy nijak się poruszyć, ni dychać nikomu, kiedy ruch na ulicach, gdyś jest zatłoczona, niech przybędzie tutaj ma dusza utęskniona do blokowisk obleśnych, do parków zielonych, szeroko nad zatrutą Wisłą rozciągnionych, do murów malowanych sprayem rozmaitem, do miejsca, gdzie melanży nie kończysz przed świtem. A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą Marszałkowską - którzy byli, dobrze to wiedzą. Śród tego krajobrazu, przed kilkoma dniami, wdały się oto w kłótnię pewne starsze damy. Chwilami było ostro, trochę niebezpiecznie, starszawe kobieciny walczyły niegrzecznie o tron najjaśniejszy w autobusie dorodnym mowa o skajowym siedzeniu niewygodnym. Tragiczna historia niewinnie się zaczęła, gdy wchodząc do busa Pani Józia krzyknęła: "Tamto wolne miejsce, drodzy tutaj zebrani, należy się Józi - czyli mnie- starszej pani". I rzuciła się biegiem, mimo lat na karku. Toreb miała tyle ile bab na jarmarku! W swym szaleńczym pędzie trąciła sześć osób, a troje z nich zmarło w tajemniczy sposób. Już prawie Józia miejsce pod oknem zajęła, gdy obok pani Stenia złowieszczo chrząknęła. Tobołów jeszcze więcej niż Józia trzymała, jednak szybciej pędziła, bowiem była mała. "Za nic nie dam jej zająć ciepłego fotela, ja poderwę cudnego spod okna mistera!" sapała pani Stenia, już cała zsiniaławszak nie od dziś wiadomo, iż nerwowa cała, pchnęła Józefinę, ta od razu upadła, a sama obok pięknego pana zasiadła. Ów przecudny młodzieniec to Kopeć Antoni, lat osiemdziesiąt trzy, potrójnie rozwiedziony. W tej jednak chwili Antek ujrzał Urszulkę zgrabną i bez żylaków panią cud-damulkę.


Włosy gencjaną, za to brwi węglem zrobione - taką Pan Antoni chce mieć kolejną żonę! Dlatego postanowił z miejsca zwalić Stenię i oddać swej Urszuli skajowe siedzenie. Jednym ruchem mięśni swoich do cna zwiotczałych zepchnął Stenię na ziemię w sposób godny chwały. Chwilę później jej miejsce zajęła Urszula i puściła mu oko - zaszczyt godny króla. Wtedy Antoni porwał Urszulę w ramiona! Nie na długo, bo wsiadła jego była żona, którą lat czterdzieści temu zdradził z krawcową. Krzyczała - "Dla mnie umarłeś, stałam się wdową, chociaż nią nie byłam! Jesteś przebrzydłym draniem gdyż pogardziłeś małżeńskim moim staraniem." I do Ulki zdziwionej zwróciła swe lico: "Uciekaj od niego, ty stara pudernico! Wkrótce wszystko, co masz także tobie zabierze. Bądźże rozsądna, w mądrość twoją ja wierzę". Kiedy była żona tak głośno sepleniła, z całego tu gwaru Stenia się zbudziła. Spojrzała na starca, dźwignęła się do góry, złapawszy się błyszczącej w autobusie rury. Z kieszeni swej kastet dobyła niezawodny i zdzieliła Antosia z uśmiechem pogodnym. Na dodatek później podniosła lewą nogę i sprawiła, że starzec zaliczył podłogę. Antek zakwiczał, cały zwinął się z cierpienia, Stenia tryumfowała - " Ty draniu z więzienia!" Depcząc ciało Antosia, doszła do fotela i spoczęła na miejscu, ku któremu brnęła. Uśmiech satysfakcji zawładnął jej wargami, zwiotczałego Antosia przykryła torbami. W tejże chwili wstała cała wielce mściwa Józia z tobołami, jakże urodziwa. Zapałała zemsty i mordów krwawych żądzą: "Pewnie ułaskawią mnie, którzy starców sądzą." Złapała więc swój tobół najcięższy z możliwych, zamachnęła się na Steni moher sędziwy. Ta zaraz zemdlała, z krzesła się zsunęła, Józia ku drzwiom najbliższym lekko ją popchnęła. Usiadła pod oknem, ujrzała pomnik Króla, natenczas obok zasiadła pani Urszula. Cztery przystanki dalej wysiadły już razem i poszły pomodlić się pod świętym obrazem.


Słońce już zaszło, wieczór bardzo był pogodny, wreszcie zakończył się ciąg nieszczęść niewygodny. Niebiosa są bezchmurne, piękne, a w Wiśle pływają opróżnione butelki po czystej. Warszawa nadal nie śpi, sobie przypomina autobus 304 - ten do Nadarzyna. I ja także w nim byłam, bacznie to śledziłam, com widziała i słyszała, w Wordzie umieściłam.

Pan Antoni, czyli ostatni zjazd do Nadarzyna  

Trzynastozgłoskowiec.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you