Issuu on Google+

2012 I wrzesień I NEON I


12 2 0 1 2

WRZESIEŃ

NR

OD REDAKCJI MARTA FORTOWSKA Dawno już tak nie siedziałam, nie wiedząc, co napisać. Wypadłam z obiegu, wstępniaki wyszły mi z krwi, o ile kiedykolwiek w niej były. Po jednym napisanym zdaniu - dwie minuty przerwy - idę obrać pomidor ze skórki. Potem zaglądam do zeszłorocznego wrześniowego numeru i patrzę, co w nim napisałam - coś tam o powrotach nowych sezonów ulubionych seriali na antenę telewizyjną. Mogłabym napisać, że siedzę jeszcze jedną nogą w wakacjach, ale nie byłoby to prawdą. Koniec sierpnia nie skłania mnie do żadnych refleksji, właściwie nawet nie mam na nie ochoty, kiedy dookoła tyle ciekawych rzeczy. No i jeszcze ten pomidor - stoję w kuchni, kroję go na kawałki i zastanawiam się, czemu piszę tak nieistotne rzeczy we wstępniaku otwierającym nowy numer po przerwie wakacyjnej? Pomidor. Z tego, co pamiętam, jest taka zabawa, żeby na każde zadane pytanie odpowiadać „pomidor" właśnie. Mój starszy brat zawsze ze mną wygrywał, a ja wciąż pytałam "dlaczego ty zawsze ze mną wygrywasz?", po to tylko, żeby usłyszeć "jeśli nie umiesz przegrywać, to nie graj." Dopiero po latach można wyciągnąć z takiego zdania coś dla siebie.

A już tak całkiem na poważnie, dobrze, że wrócił wrzesień. Neonowe szeregi zasili kilka nowych twarzy, mam nadzieję, że znowu ruszymy z takim zapałem, jaki towarzyszył nam w pierwszych miesiącach działalności i że jeszcze niejeden numer przed nami. Niezmiennie również wciąż mamy zamiar męczyć bydgoszczan pytaniami o to, „co autor miał na myśli?" w Poezji na bruku - wypatrujcie nas więc na ulicach, ponieważ zdarza się nam mieć ze sobą cukierki w nagrodę!

REDAKCJA

Nakład: 120 egz..

GRUPA LITERACKA „NEON” Redaktor naczelna: Marta Fortowska Skład: Katarzyna Dobucka Okładka: Dawid Zawadzki Grafiki: Natalia Durszewicz, Ola Sobczak Korekta: Tomasz Dziamałek Redaktorzy: Maciej Bukowski, Piotr Charchuta, Natalia Durszewicz, Tomasz Dziamałek, Katarzyna Dobucka, Paulina Dzwończak, Hanna Engel, Mateusz Guzowski, Sonia Jankowska, Joanna Kloska, Wojtek Nowak, Kasia Ostaszkiewicz, Karolina Rakowska, Ola Rulewska, Maciej Senska, Szymon Szeliski Kontakt e-mail: grupaneon@vp.pl Druk: "RAFGRAF" - usługi biurowe, Rafał Tonder, ul. Chodkiewicza 21, 85 - 093, Bydgoszcz, tel. 514 529 032

www.grupa-neon.blogspot.com www.facebook.com/grupaneon www.inkaustus.pl www. najlepszeksiazki-neon.blogspot.com 2 I NEON I wrzesień I 2012


POEZJA Umyj mi głowę SZYMON SZELISKI

umyj mi głowę bo sam nie mogę mam ręce drętwe a myśli długie jak zło czarne brudzą włosy, rosną marnie dbaj o moją głowę tul ją, niańcz to jedyna rzecz którą lubię w sobie trzymaj z dala od gilotyn i szubienic niech się w oczach niebo mieni szepcz do ucha piękne słowa niech się śmieje głowa moja nie kop jej jak piłki bo żyłki karm raz na ruski rok gęsty sok wąsa pilnuj bardzo niech będzie nad wargą stopy do czoła przykładaj może wtedy zniknie wada kołtuny rozczesuj palcami zanurzaj ją między piersiami zimą czapkę nakładaj w kinie popcorn wkładaj kochaj ją aż zgasną zorze bo jak nie Ty kto jej pomoże?

*** [burzą się pomniki] MARTA FORTOWSKA

burzą się pomniki te najstarsze – od słów i na czym będą teraz siedzieć zwykłe szare rynkowe gołębie?

2012 I wrzesień I NEON I 3


W domu najlepiej JOANNA KLOSKA

brud osiadł na firankach a woda kapiąca z kranu przez sitko przepływa w przezroczystym i schudłam ostatnio wieszane na biodrach spodnie schodzą o dziwo razem z majtkami bo się bały same zostać puchną uszy od natrętnego że jestem jeszcze za mała

4 I NEON I wrzesień I 2012


Nadzieja OLA RULEWSKA

a może jednak błyśniesz ciebie zobaczę w filiżance kawy nad ranem może jednak... nieśmiało wypełniam się pożyczonym zdaniem i milczę że to moje może mocniej zadrżysz moim słowem i kolorowy świat najlepiej malujesz? jednak... nie spłoszę siebie samej chcesz chodź ze mną cichutko sobie pośpiewamy

Obawa OLA RULEWSKA

strącę cię machnięciem ręki sama ze strachu że odejdziesz zamknę przed tobą drzwi głośno trzasnę futryna zapłacze z obawy że to nie ty nie spojrzę i nie powiem zapach przypnę na smycz bo może jesteś tylko złodziejem a najbardziej boję się siebie tego że w końcu cię odtrącę ze strachu

2012 I wrzesień I NEON I 5


Erzbeth

Z CYKLU KRWAWE WIERSZE

PIOTR CHARCHUTA

6 I NEON I wrzesień I 2012

Patrząc w lustro Widzę siebie Wielką Panią Czachtic zamku Widzę siebie Będąc młodą Młodą będę Poprzez wieki Gdy w rozkosznych Z krwi kąpieli Smaku skóra Ma nabierze mocy Będę pławić się W Karminie I w zapachu Śmierci dziewic Będę żyć Smakując juchę Będę kochać me kobiety Będę gwałcić moich mężczyzn Będę młoda krwawą śmiercią Będę nosić woń szaleńczą Kocham ból Zadawać innym Kocham śmierć Istot niewinnych "Dajcie miód! Zanurzcie dziewkę! Niech od złych Owadów zdechnie! A jej krzyki Mą radością I jej zbędną Tożsamością!" Spojrzysz W oczy Me szalone Czarcim Wrzaskiem Potępione Dusza ma Jest zapomniana Padnij przed obliczem Pani Jam Batorych Rodu córa Byłam dziwką Nadsadyego Teraz jestem Dziwką śmierci Wiecznym głodem Pochłonięta I do Piekieł żywcem wzięta


Wierszyk z wprowadzeniem MACIEJ SENSKA

Strumień Świadomości. Wyrwane z Nicości, urywki Radości. Zniekształconej Miłości. Kochać to nie znaczy zawsze to samo Power. Mogę Ci donieść, że na froncie baczny zwiadowca dostrzeże jutrzenkę wyłaniającą się na horyzoncie spośród mgły. To nic, że ten zwiadowca może dostać kulę w łeb. On musi donieść, że widzi jakąś nadzieję. Że widzi zbawienie, nawet jeśli go tam nie ma. On nie może pozwolić, by reszta zwątpiła. Armia musi uwierzyć w siebie. Światłość w ciemności świeci. Ciemność Jej nie ogarnia.

wierszyk.

Wracając do punktu wyjścia. Znów sam pośród tylu spraw. Coraz bardziej świadomy. Wiem, że mama mnie kocha - jestem Jej największym skarbem. W całej reszcie świata sam. Nowy człowiek, wciąż, cały czas, cały czas. Pośród upadków, odpowiedzialny mężczyzna. Nie możesz tonąc, ratować tonących. Uratuj się sam, by pomóc umierającym. Nie zbawisz świata już zbawionego Nie odrzucisz jarzma - koniecznego - narzuconego. W swym świecie, zawsze będziesz sam. Jak każdy, kto posiada swój świat. Jak człowiek, bo człowiekiem jest każdy. o ironio, głupoto, dziękuję Ci czasie patrzący z refleksją. nie spłycaj. Bez wyjątkowości na siłę, bądź sobą - to wystarczy. Zawsze jest facet, co niesie Cię na swych plecach. Ogarnij górę lodową, nie sam wierzchołek. Odpowiedz na pytanie sobie: czego chcesz. Postaw jasne cele. Cel, by znaleźć cele. Trzymaj się granicy wyznaczonej w jaśnicy. I nie pisz Człowiek zrobił. Pisz: ja zrobiłem. Ja robię, ja żyję, ja .. nie umrę. i zacznij pracować Misiu nad sobą - najwyższa pora. 2012 I wrzesień I NEON I 7


Porażka JOANNA KLOSKA

niepowiedzenie nie może dawać spokoju z tytułu kiedyś się do myśli wpada garść zeschłych niezapominajek bo chciał (chciałam nie zauważać) zaleczyłam następne poczucie winy ale wszystkie się kleją nie udało się zapaść na niedowidzenia mimo że patrzę i żegnam do ojca matki (by się łatwiej żyło) na bieżąco wypaczane w snach cieknie mi od noża wciąż nie wiem kto umoczył

8 I NEON I wrzesień I 2012


Moja piosenka SONIA JANKOWSKA

Promieniu słońca, który z samego rana przeczesujesz mokre rzęsy westchnieniem W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj mnie dziś Liściu co przysiadłeś zmęczony długim lotem Pocieszenie świadomości - nie-samotności W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj mnie dziś Smaku słodkiego i aromatycznego ukojenia Który co dzień smakuje inaczej w czerni swej barwy W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj mnie dziś Burzo nade mną skłaniająca swą boskość natury Mrucząc, śpiewając, krzycząc w blasku swej chwały W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj mnie dziś Zapachu zboża, brzozo w upale południa Gdy całuję korę i źdźbło między palcami W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj mnie dziś Ty szalony z wyrwanymi włosami I krzykiem rozdzierającym usta, Aniele Stróżu Mój W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj mnie dziś I Ty we wszystkim w czym tkwisz i w niczym Co stoisz przy mnie nawet gdy śpię W ciemności nieprzeniknionej - nie opuszczaj dziś mnie...

2012 I wrzesień I NEON I 9


O śnie MACIEJ BUKOWSKI

Noc utożsamiam z Absolutem dusz bez ciał gdy niemal knock down odbiera mi sen że trwał w świecie mój spokój a czasem żal mam tylko w świt kolejny krok i ten mit że zazdrosny Hypnos wytrącił mnie z objęć pięknej Selene.

10 I NEON I wrzesień I 2012


*** [nos potrzyj o mój] MARTA FORTOWSKA

nos potrzyj o mój i zetrzyj go w wiór niższe piętro poczeka rozchyl oczy i spójrz jak z ust moich kurz w twoje usta ucieka głos zwolnij i chód i mów na mnie głód co nie chce już dłużej wciąż zwlekać

2012 I wrzesień I NEON I 11


PROZA

Z ŻYCIA WIKTORII MACIEJ BUKOWSKI Wiktoria była siedmioletnią dziewczynką o pokrytej nielicznymi piegami twarzy i szczerbatym uśmiechu. Jej brązowe oczy iskrzące się uroczo w dziecięcej radości stale wypatrywały bajkowych kadrów, które w beztroskim sercu rozbudzały nadzieję na odnalezienie choć skrawka odrębnego świata. Bo przecież za każdym zaułkiem zatłoczonej ulicy mogły znajdować się drzwi do klubu magii, a na końcu każdej górskiej pieczary mogła czekać brama wyśnionej krainy, gdzie z nieba sypie gwiezdny pył, a bujne lasy zamieszkiwane są przez różnej maści baśniowe stwory. Często istoty te przedzierały się do normalnego świata, a dowody swej obecności pozostawiały na każdym niemal kroku. Wszelkie hałasy przebijające się przez nocną ciszę powodowane były przez przebiegłe chochliki, którym zawsze udawało się ukryć w czas przed wzrokiem wytrwałej tropicielki. Małe, nieregularne stopnie na skałkach za domem służyły pracowitym gnomom do wdrapywania się na kępki mchu, które najpewniej służyły im za posłanie. Raz nawet zdołała odkryć podziemne królestwo zalane ciemnym jak smoła jeziorem, którego tafla połyskiwała przedzierającym się przez kamienne sklepienie światłem. Okrzyknęła się zaraz odkrywczynią nowej krainy, a przekonania tego nie były w stanie rozwiać puste butelki i foliowe opakowania, które w wielu miejscach porzucili okazjonalni turyści. Ponieważ, jak rozumowała, pod ziemię nie mogły docierać promienie słoneczne, świetlne refleksy na gładkiej powierzchni akwenu musiały pochodzić z jego dna. Bez wątpienia żyły tam istoty magiczne, które pod wodą budowały domy z kamienia, a całą swą osadę rozświetlały jasnymi lampionami. Mała Wiki z całego serca pragnęła poznać tych tajemniczych mieszkańców jeziora, ale rozsądek podpowiadał jej, że nie powinna narażać się na niebezpieczeństwo

12 I NEON I wrzesień I 2012

kontaktu ze zdradziecką wodą. Siadywała więc na krawędzi niewysokiego brzegu i wpatrywała się uważnie w ciemną taflę z nadzieją ujrzenia jednej z głębinowych istot, która akurat wynurzyłaby się z powodu ciekawości świata lub chęci zaczerpnięcia odrobiny powietrza. Często próbowała sprowokować je kamykami, których chlupot odbijał się kilkukrotnie od wilgotnych ścian pieczary. Niestety, zawsze przy pozyskiwaniu amunicji mocno brudziła ubranie, na co jej mama cholernie się gniewała. — Przez ciebie dostanę cholery, dziecko! — krzyczała na widok jej umorusanej sukienki. — Ile razy już powtarzałam, żebyś nie chodziła do tej jaskini? A jeśli wpadniesz do wody i się utopisz? Co wtedy zrobię? Wiktoria chciała powiedzieć: „Nie utopię się”, ale mając w pamięci reakcję matki na podobne słowa, ograniczyła się do cichego: — Przepraszam. — Na co mi twoje przeprosiny, jeśli mnie nie słuchasz? — rugała ją dalej. — Jeśli jeszcze raz dowiem się, że tam polazłaś, dostaniesz miesięczny szlaban na wychodzenie z domu. Zrozumiano? Pokiwała posłusznie głową, z żalem porzucając marzenie o spotkaniu jednego z głębinowców. Matka na widok jej przygnębionej miny spuściła z tonu i pogłaskała ją po rozwianych włosach. — Nie gniewaj się na mamusię, słoneczko — przemówiła ciepło. — Ja się po prostu o ciebie martwię. Bądź grzeczną dziewczynką i nie wchodź więcej do tej jaskini. Dzięki łagodniejszemu brzmieniu głosu rodzicielki zrobiło się jej lżej na sercu. Spojrzała w górę, na zmęczoną twarz matki i


obejmując rękami jej talię, wtuliła twarz w okolice pępka. — Już dobrze — pocieszyła kobieta. — Idź teraz do dziadka, to ci opowie jakąś ciekawą historię, a mamusia zrobi w tym czasie kolację. Wiktoria ochoczo kiwnęła głową. Lubiła rozmowy z dziadkiem. On jako jedyny zdawał się rozumieć, że na wyciągniecie ręki istnieje magiczny świat pełen niesamowitych istot i zjawisk. Zresztą o wielu z nich sam jej opowiadał. Dlatego też uwielbiała przesiadywać u niego w pokoju, mimo iż nie pachniało tam zbyt ładnie, a postarzałe wyposażenie sprawiało wrażenie nudnego muzeum z niemodnymi eksponatami. Jednak sam dziadek nie był już taki nudny. Z pokaźnym brzuchem podtrzymywanym przez ciasne szelki, białą brodą i okrągłymi okularami wyglądał zupełnie jak święty Mikołaj. Wiktoria często wyobrażała sobie, że dziadek naprawdę pełni rolę świętego i w którejś z łuszczących się szaf chowa czerwony strój oraz czapkę z białym pomponem. Doszło nawet do tego, że w noc przed ostatnią Wigilią Bożego Narodzenia czuwała pod drzwiami jego pokoju, lecz niestety nie usłyszała nic poza głośnym chrapaniem przerywanym krótkimi chrząknięciami. Sprawiło to jej ogromny zawód, ale w najmniejszym stopniu nie mogło rozwiać afektu do zawsze uśmiechniętego staruszka. Kochała jego żywiołowe opowieści, w których często zmieniał głos i robił zabawne miny, doceniała każdy moment, w którym pocieszał ją po sprzeczce z matką, ale przede wszystkim uwielbiała go za to, że każdą jej relację o magicznych stworzeniach przyjmował z rozszerzonymi w przejęciu oczami i w przeciwieństwie do innych dorosłych wierzył każdemu jej słowu. Dziwiło ją jedynie, dlaczego zawsze częstuje ją kostkami cukru, jakby nie mógł kupić normalnych cukierków, czemu tak rzadko wychodzi z domu, chociaż ze wzruszeniem opowiada o podróżach swojej młodości, oraz z jakiego powodu przy każdej wzmiance o babci markotnieje i odwraca wzrok ku niebu za oknem. Wiktoria nie mogła tego zrozumieć, ale mama powtarzała, że starzy ludzie mają swoje dziwactwa, więc i ona poprzestała na tej konkluzji. Wystarczyło jej, że kochała go całym swym dziecięcym sercem i ze szczerą radością przeżywała każdą minutę w jego towarzystwie. Jednak w jej krótkiej pamięci wyraźnie obecny był okres, gdy poczciwego staruszka

bała się jak obcego człowieka. Trzy lata wcześniej mieszkała w dużym mieście. Nie znała jego nazwy, ale w jej głowie zachowały się wspomnienia wysokich budynków z ciemnej cegły, zaśnieżonych ulic i ciągnących się w sznurku samochodów. To był jedyny moment w jej życiu, kiedy mogła zobaczyć ojca. Matka bardzo często o nim opowiadała, ale sama Wiktoria pamiętała jedynie wysokiego mężczyznę w ciemnozielonym mundurze, który pojawiał się w domu raz na jakiś czas, a wtedy przytulał ją tak mocno, że na chwilę brakowało jej tchu. Później to samo robił z żoną, jednak trwało to o wiele dłużej, a uścisk ramion mimo mniejszej siły sprawiał wrażenie o wiele intensywniejszego. Jednak któregoś dnia zamiast sierżanta Mrockiego do drzwi zapukało dwóch mężczyzn w mundurach o identycznej kolorystyce. Powiedzieli, że ojciec nie wróci już z misji gdzieś w odległym kraju, co na kilka miesięcy pogrążyło matkę w skrajnej rozpaczy. Wiktoria pamiętała, że to był bardzo smutny okres, w którym dominowały uczucia pustki i żalu. Później razem z matką przeprowadziła się w góry. Wysoki dom z sosnowych bali, z każdej strony otaczająca go przyroda oraz strome, porośnięte drzewami skały natychmiast pobudziły wyobraźnię małej dziewczynki. Wprawdzie początkowo czuła się niepewnie, bała się zgubić w iglastym lesie, a porywczy wiatr potrafił przerazić ją swym wyciem, ale prędko wszelkie niepokoje ustąpiły miejsca zachwytowi i rozhasanej swobodzie. Po roku wiedziała o każdym strumyku w okolicy, wdrapała się na wszystkie dostępne głazy oraz poznała wielu przemiłych sąsiadów. Często jeździła z matką do położonego nieopodal miasta, w którym niedługo miała rozpocząć naukę. To wszystko sprawiało, że była szczęśliwa. Nawet matka, choć zapracowana, zdawała się wyjść z depresji i na powrót cieszyć się życiem. Jednak nie wszystko było bajkowe. Niedługo po wprowadzeniu się do górskiej willi usłyszała z ust dziadka opowieść o żyjących w borze za szopą rabolach. Nie nazywały się one przyjemnie i jak utrzymywał dziadek, wygląd również miały straszliwy. Żywiły się ponoć małymi dziećmi, które po zapadnięciu zmroku wchodziły nieopatrznie w las, ale na szczęście nie były w stanie wyjść poza linię drzew. Na podwórzu więc Wiktoria była bezpieczna. I choć często nie

2012 I wrzesień I NEON I 13


śniejsze życie wydaje się błyskawicą.

Gdy dociągasz do trzydziestki, całe wcze-

mogła zasnąć, obawiając się przekroczenia przez złe istoty magicznej granicy lasu, przy każdej nadarzającej się okazji, zżerana palącą ciekawością, rzucała im śmiałe wyzwanie. Po zachodzie słońca stawała przy skraju świerkowego boru i wpatrując się uważnie między skąpane w mroku drzewa, układała usta w dzióbek i nawoływała: — Łuhuu… łuhuu… Kiedy do jej uszu dobiegały dziwne dźwięki i szelesty, ze zmrożonym sercem czmychała w popłochu do domu. Jednak mimo adrenaliny powtarzała te zaczepki wielokrotnie i za każdym razem przekonywała się o niezbitej obecności dzieciożernych straszydeł. Wkrótce zamarzyła o tym, aby stać się dorosłą kobietą i móc wejść do lasu bez najmniejszych obaw przed ostrymi jak brzytwa zębami raboli. Gdy dociągasz do trzydziestki, całe wcześniejsze życie wydaje się błyskawicą. Wiktoria czuła podobnie. Przeszła przez wszystkie szczeble edukacji, ukończyła z wyróżnieniem szkołę wyższą, znalazła pracę, awansowała, poznała pierwszą miłość, potem drugą, aby w końcu zatracić się w tej prawdziwej. W kącikach jej oczu pojawiły się nikłe zmarszczki, a na serdecznym palcu zaręczynowy pierścionek. Ponownie zamieszkała w mieście, gdzie przyszła na świat, i zaczęła odwiedzać grób ojca. To wszystko zdawało się być jedynie migawką w pędzącym naprzód życiu, więc nie dziw, że beztroskie dzieciństwo odeszło gdzieś daleko w niepamięć. Jednak pewnego dnia odległe wspomnienia wróciły wraz z bolesną wiadomością. — Wiki, do ciebie! — zawołał z dołu Remigiusz. Wiktoria siedziała ze skrzyżowanymi nogami na łóżku w sypialni i w skupieniu malowała paznokcie. Usłyszawszy głos narzeczonego, odłożyła na szafkę flakonik z lakierem i odkrzyknęła: — Dzięki! Machając gwałtownie prawą dłonią, lewą sięgnęła po bezprzewodową słuchawkę. — Halo — zakomunikowała swoją obecność. Z głośnika rozbrzmiało mocne pociągnięcie nosem.

14 I NEON I wrzesień I 2012


— Wikuś… — usłyszała łamiący się głos. — Mama? Co się stało? Po chwili spowodowanego szlochem milczenia matka przemówiła ponownie: — To dziadek. Umarł dzisiaj w nocy. Twarz Wiktorii zastygła z lekko rozchylonymi ustami. Po jej policzkach natychmiast spłynęły pierwsze łzy. — Zadzwonię później — wyszeptała. — Wikuś, przyjedziesz? — zapytała w desperacji matka. Lecz Wiktoria wcisnęła już czerwoną słuchawkę. Telefon upadł na beżową pościel, a jej dłonie w rozpaczliwym geście zakryły usta. Jej ciałem zaczęły wstrząsać spazmy, zaś na kołdrę masowo skapywały słone krople. Wiktoria pochyliła się i zawyła cicho. Wspomnienie dziadka pogrążyło ją w jeszcze większym żalu. Nie widziała go od czterech lat. Tyle czasu skupiała się wyłącznie na własnym życiu. Teraz nie mogła sobie tego wybaczyć. Do sypialni wszedł Remigiusz. Ujrzawszy płaczącą ukochaną, natychmiast wszedł na łóżko i objął ją czule. — Co się stało, Wiki? — zapytał cicho. Ona nie odpowiedziała. Całą swą rozpacz wypłakiwała w jego ramię. Sosnowa willa nie mieściła tylu gości od dobrych kilkunastu lat. Atmosfera była kontemplacyjna, przepełniona smutkiem. Goście prowadzili mało rozmów, a jeśli już to przyciszonymi głosami. Co chwilę ktoś podchodził do żałobnie ubranej kobiety i składał jej szczere kondolencje. Ona przyjmowała je z lekkimi kiwnięciami głowy i przygaszonym, wbitym w ziemię wzrokiem. Wiktoria wchodziła do środka z niezwykle ciężkim sercem. Czuła się tak, jakby sama była winna śmierci dziadka. Przez jej głowę przelatywała masa myśli. Każde miejsce, przez które przejeżdżali, górski krajobraz za szybą samochodu, sosnowa willa i jej staromodne wnętrze – wszystko to budziło zagrzebane w codzienności wspomnienia. Całą drogę milczała,

przecierając co chwilę i tak już zaczerwienione oczy, a narzeczony ze wskazaną subtelnością nie zadręczał jej żadną rozmową. Gdy przeszli przez wysoki hol, aby wejść do salonu, zatrzymała się w progu. Na widok matki serce w niej zamarło. Czuła się winna. Kobieta w głębokiej czerni zauważyła córkę i zbliżyła się do niej powoli. Wiktoria nie wytrzymała natłoku emocji i wybuchła dotkliwym płaczem. — Przepraszam — szepnęła. Jej matka zmarszczyła w żalu brwi i odparła: — Miał już dziewięćdziesiąt dwa lata. W końcu musiał… — urwała, a po jej twarzy potoczyły się łzy. Wiktoria rzuciła się jej na szyję i na głos dała upust swemu bólowi. — Przepraszam, że nie było mnie tak długo. Przepraszam. Tak żałuję — mówiła, przerywając spazmami. Matka odsunęła ją delikatnie i chwyciwszy w dłonie jej twarz, przetarła mokre policzki kciukami. — Nigdy nie miałam ci tego za złe. On też nie miał. Widocznie taki już los zapomnianych starców. A ty wyrosłaś na wspaniałą kobietę. Naprawdę, jestem z ciebie dumna, córeczko. Wiktoria złapała ją za dłonie i dalsze emocje przekazała w spojrzeniu. Kroczyła powoli przez podwórze i przyglądała się skałom, po których swego czasu wspinały się pracowite gnomy. Uśmiechnęła się do siebie przez łzy i postanowiła jeszcze tego samego dnia udać się do jaskiniowego jeziora. Zatrzymała się za szopą, przy skraju iglastego boru, który wiele lat temu wzbudzał w niej niepokój. Stała prosto, wpatrując się w przestrzeń między drzewami, aby po chwili ułożyć usta w dzióbek i zawołać ze smutkiem: — Łuhuu… łuhuu… Nikt jej nie odpowiedział. Po jej policzkach spłynęły jeszcze dwie łzy, lecz szybko przetarła je wierzchem nadgarstka i uniosła wzrok na bezchmurne niebo. — One nigdy nie istniały, prawda, dziadku? Tylko wiatr zaświszczał między wysokimi pniami świerków.

2012 I wrzesień I NEON I 15


JIAN MATEUSZ GUZOWSKI

Deszcz, zimny deszcz na młodej twarzy. Myśli jak sen, jak wspomnienie, jak pierwsze wspomnienie, które zabiera was z powrotem do dzieciństwa. Myśl, że to właśnie od tej chwili zaczyna się wasze życie, bo wszystko, co wydarzyło się do tej pory jest tak odległe, że dziecinny umysł nie może tego pamiętać. Spojrzenie na ręce. Na chude kościste dłonie, które już długo nie trzymały niczego do jedzenia. Jedno pytanie: Skąd ja się tutaj wziąłem? Po co tu jestem? Czym lub kim jestem? Chłopiec przetarł ręką po długich, czarnych włosach, które były całe pozlepiane od brudu. Siedział na ziemi, a wokół niego zaczynały się robić kałuże. Na sobie miał tylko białą przepaskę na biodra, która była cała upaćkana błotem. Gdy tak przejeżdżał dłonią po włosach, jego ciało przeszył ogromny ból. A na ręce pojawiła się krew. Spojrzał na nią ze strachem i zaciekawieniem jednocześnie; z zainteresowaniem, jakie może dotyczyć tylko nowo widzianych rzeczy. Dotknął jeszcze raz tego miejsca, które przyprawiło go o tyle bólu. By wreszcie zrozumieć, że jego głowa została w jakichś okolicznościach rozbita. Postanowił wstać, ponieważ zimny deszcz zaczął się wzmagać. Lecz słabe ciało nie potrafiło utrzymać się w pionie. Na szczęście z pomocą przyszła ściana drewnianego budynku. Posuwając się przy niej, szedł do przodu. Gdy doszedł do jej końca, poczuł się jakby odkrył nowy ląd. Do tej chwili jego świat to tylko on sam. Teraz widział dziesięciu ludzi stojących w kole trzymających w rękach długie lśniące miecze. Lecz to nie one zaprzątały jego myśli, a wyprostowany człowiek, którego miecz nadal spoczywał w pochwie przy jego boku. Na pierwszy rzut oka wyglądało to, jakby centralna postać nie zamierzała się

16 I NEON I wrzesień I 2012

nawet bronić przed napastnikami. Dopiero po chwili zauważył, że tylko ta wyprostowana postać ma twarz. Dumną młodą twarz o zimnych, szarych oczach. Postać ta była ubrana w niebieskobiałe kimono. Długie włosy tego człowieka splątane były w kitkę, która zwisała mu prosto na plecach. Ludzie otaczający go ukryli swoje twarze i ciała w czarnych chustach i przylegających ściśle strojach, spod których lśniły tylko czerwone oczy. Wtedy dziecko zdało sobie sprawę, że jest w stanie nazwać wszystko, co go otacza, a nie pamięta niczego sprzed pięciu minut. Lecz teraz nie było czasu, by o tym wszystkim myśleć, gdyż po chwili cały jego świat wzbogacił się o ruch. Dwóch zamaskowanych ludzi rzuciło się na dumnego młodzieńca, który po prostu zniknął pod cięciami ich mieczy, by w tym samym momencie pojawić się za ich plecami. W czerwonych oczach napastników nie zdążył się nawet narodzić strach, gdyż w mgnieniu oka stracili głowy, które teraz turlały się po błotnistej ziemi. Pozostała ósemka zrobiła krok w tył. Uniosła wysoko swoje miecze i ruszyła z głośnymi okrzykami na młodego człowieka, który co chwila znikał i pojawiał się, zadając śmiertelne ciosy przeciwnikom, którzy padali na ziemię. Dosłownie po sekundzie wszyscy ubrani na czarno napastnicy leżeli martwi na ziemi. Coś zaczęło się rodzić w młodym, brudnym chłopcu, który do tej pory oglądał tą scenę niczym widz w teatrze. Czując przypływ energii, ustał na obie nogi i już chciał podejść do zwycięskiego młodzieńca, gdy z błota wynurzyła się kolejna czarna postać, której młodzieniec w niebieskim kimonie musiał nie zauważyć i stojąc teraz plecami do napastnika, był na przegranej pozycji. Zrozumiał, że ta dziesiątka była tylko przynę-


tą, by on stanął w tym właśnie miejscu. Wziął głęboki oddech, spojrzał w niebo jakby chcąc po raz ostatni poczuć deszcz na twarzy, na której oprócz kropli pojawiła się akceptacja. Jakby pogodził się ze śmiercią. Po sekundzie spoważniał i chcąc nie dawać satysfakcji z zwycięstwa swojemu przeciwnikowi, postanowił chwycić za broń, i dokonać niemożliwego. Gdy zaczął się obracać, ujrzał opadający miecz, a wraz z nim jego przeznaczenie. Gdy śmierć była już tak blisko, na scenie pojawiło się nowe życie. Brudny, mały chłopiec postanowił być tarczą młodzieńca, który nie dowierzał w to, co widzi.

Cięcie przeszyło powietrze, a cały impet ciosu padł na chłopca, którego klatka została rozcięta na wskroś, a młodzieniec nie zawahał się ani na chwilę i przebił swoim mieczem napastnika, który z niedowierzaniem na twarzy upadł martwy. Chłopiec leżał teraz na ziemi, nie czując ogromnego ciepła na klatce, lecz lodowaty dotyk na dłoniach i stopach. Po chwili młodzieniec znalazł się nad dzieckiem, trzymając go za głowę i mówiąc: - Nie poddawaj się … Bądź silny… Nie umieraj…

2012 I wrzesień I NEON I 17


SAMOTNOŚĆ PAULINA DZWOŃCZAK

Samotność. Tak to ja. Wróciłam. Znowu. Spodziewałeś się, prawda? Już się nie wysilaj i tak dzisiaj nie uśniesz. I nie rób takiej miny, myślałam, że już się na mnie poznałeś. Przecież możemy zostać przyjaciółmi. Możesz zamykać oczy, ja i tak tutaj będę. Przecież mnie czujesz. Mój zimny oddech, którzy mrozi wszystko wokół. Mroźny dotyk, który przyprawia cię o dreszcze. Jestem wszędzie, nawet między tobą a ubraniem, cokolwiek zrobisz i tak się nie ogrzejesz. Nie próbuj przede mną uciec. Zresztą, gdzie ty chcesz uciec? W krainę snów? Przecież dobrze wiesz, że odebrałam im wszelkie kolory. Masz do wyboru szare sny lub szarą rzeczywistość. Po co się męczyć skoro i tak wyjedzie na to samo? A te zdjęcia na ścianach? Powiedz mi, PO CO CI TO? Wspomnienie dawnych czasów? Piękna chwila zamknięta w kolorowym kadrze, żeby dodać trochę ciepła do zimnego wnętrza? A może... ty się łudzisz, że im na tobie zależało?! Błagam cię. Jestem jedyną osobą, której na tobie zależało. Dlaczego płaczesz? Wytłumacz mi dlaczego. Bo smutno? Bo żal? Daj spokój. Twoje łzy i tak nikogo nie obchodzą. Marnujesz tylko siły. I zdrowie. I czas. Jak jutro wytłumaczysz rodzicom znowu zapuchnięte oczy? Wiesz, że mam rację. Nie bój się, nie zostawię cię samego. O, zobacz, już świta! Do zobaczenia jutro.

18 I NEON I wrzesień I 2012


PRĘDZEJ. JAZZ/YASS MACIEJ SENSKA

Jestem Wstało słońce. Jak na filmach. Jak w Afryce. 30 sekund, przyśpieszenie, chmury przesuwają się. Bladoniebieski. Pomarańczowy. Amarant. Nowy dzień gotowy nad Bydgoszczą. Wyglądam przez okno z jedenastego piętra na całkiem nowy rozdział. Chapter one. Moje miasto. Wychodzę na szeroki parapet okalający moje mieszkanie z trzech stron. Marzenia, żeby zamiast Focusa, bloków, Biziela, wzgórza Wolności, stadionów Zawiszy i Polonii, bazyliki i Urzędu Miasta widzieć pod sobą tylko las. By budynek był ogromnym głośnikiem, który roztacza muzykę na ten cały las. Delikatną. Jak powiew wiatru. Ale jest Miasto. Wdycham zimne, poranne powietrze, wypuszczam parę wodną z ust. Dzień dobry. Kocham Cię. Przede mną wszystko; za sobą zostawiam tylko to, co trzeba zostawić; nie zastanawiam się znów nad formą, treść płynie prosto z palców na klawiaturę. Muzyka, muzyka. Zawsze, gdy to czytasz, włącz muzykę,

włącz. Płyń. Dryfuj właściwie. Donikąd. Wracam do pokoju, zamykam okno. Wkładam jakieś ciuchy. Są dwie możliwości S; – najnormalniej, najprościej, tak prosto, że zgrzytają zęby – dresowe spodnie i brązowe koszulki. Oraz opcja A ; - opcja butów z cholewą i reszty rzeczy jak najbardziej do siebie pasujących w swym niedopasowaniu, zgrzewających się jak folia z połową wygolonej głowy. Winda w dół. I przed siebie. Nie czas tu na refleksje. Nie czas nawet na słuchawki na uszach. Czas tu na Wprowadzenie. Na nową Jakość Słów. Gdy czujesz dreszcz podniecenia, wyrzucasz z siebie najlżejsze westchnienia. Odrzucasz głód nikotynowy, oczyszczasz z głowy zimny pot i słuchasz jazzu. Pauza. Nie słuchasz.

2012 I wrzesień I NEON I 19


OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA MI N

R O B I

A Ł OS ZE WS K I MIRON BIAŁOSZEWSKI (1946-2010) oprac. JOANNA KLOSKA

zakłóceniach i błędach językowych, mowie potocznej czy dziecięcej szukał nowych środków do wyrażania rzeczywistości. Nieustannie wypróbowywał lingwistyczne granice, wykraczał poza literackość i pokazywał otaczający świat w formie, w jakiej nikt jeszcze tego nie robił.

Do dziś jest uznawany za jedną z najwybitniejszych postaci literatury polskiej wieku dwudziestego. Urodził się 30 lipca 1922 roku w Warszawie, gdzie również zmarł w roku 1983. Znaleziono go klęczącego obok łóżka.

Przyjaciele do dziś wspominają go jako człowieka ciepłego, otwartego do ludzi, niewymagającego. Ci, którzy go odwiedzali, mówili, że pracował leżąc w łóżku. Zupełnie bez skrępowania przyjmował gości w piżamie. On po prostu żył swoją twórczością. Obserwował różne modele życia, ale miał swój własny.

Zawsze był outsiderem, nie przystawał do żadnych grup literackich, nie uczestniczył też w życiu politycznym. Sposób pisania znacznie wyróżniał go spośród innych twórców. Interesowały go bowiem głównie możliwości języka, stąd poezja Białoszewskiego często nazywana jest lingwistyczną. Na języku jednak nie poprzestawał, gdyż interesowały go też nowe znaczenia i świeże spojrzenie jakie wyłaniają się z tych eksperymentów przeprowadzanych na słowie. W

Oprócz poezji parał się również prozą. Kilka jego książek zostało wydanych już pośmiertnie. Pracował też jako dziennikarz w „Kurierze Codziennym” czy „Wieczorze”, a także współpracował z pismami dla dzieci i młodzieży. Miał także swój teatr, początkowo Teatr na Tarczyńskiej, później po jego rozpadzie, Teatr Osobny we własnym mieszkaniu. Ten ostatni współtworzyli z nim: malarz Ludwik Hering oraz aktorka i malarka Ludmiła Murawska.

20 I NEON I wrzesień I 2012

Zdjęcie: http://i.pinger.pl/pgr79/d69bbb9e0004367b4f4e451f/


Miesicznik Literacki NEON - wrzesień 2012