Page 1

Nr 22/2012 maj 2012 - ISSN 1508-1877 - www.nowaczeladz.pl

Zimny prysznic

Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że czas populistów bezpowrotnie minął wraz z niesławnym odejściem Andrzeja Leppera. Zapewne jest wiele takich miast czy nawet całych rejonów w naszym kraju, gdzie polityczni bajkopisarze nie mają już żadnych szans, ale nie można do nich zaliczyć Czeladzi. Tutaj wyborcy, dość jednoznacznie, zdecydowali o odrzuceniu konsekwentnej, długofalowej i skutecznej strategii rozwoju na rzecz pustych obietnic i stagnacji. Wielu obserwatorów życia samorządowego zadaje sobie pytanie - jak to możliwe, że w Czeladzi, mieście będącym synonimem sukcesu, mieszkańcy zdecydowali się na tak gwałtowny zwrot? Dlaczego, pomimo dynamicznego rozwoju we wszystkich dziedzinach i kierunkach, jego autorowi pokazano czerwoną kartkę? Cóż ty były-bur-

mistrzu zrobiłeś czeladzianom, że skazali cię na polityczny niebyt? Analizując na chłodno - wydaje się to dziwne. Gospodarcza Brama Śląska z Centrum Handlowym M1, zrewitalizowane Stare Miasto, najlepszy w regionie stan sieci wodno-kanalizacyjnej, wzorcowo zmodernizowane wszystkie placówki oświatowe, systematycznie unowocześniana substancja mieszkaniowa, bogate życie kulturalne, … wydawałoby się same sukcesy, a tu - niespodzianka. Wystarczyło rzucić trochę błota, troszeczkę arogancji, ciut kłamstewek i zamiast rzetelnej oceny dokonań - absolutna negacja. Zamiast dalszego rozwoju - totalny odwrót na każdym polu. Czyżby czeladzianie nie dostrzegli przemian cywilizacyjnych we własnym mieście? Czyżby uznali je za szkodliwe lub zbyt uciążliwe? A może, po prostu, nie nadążali za nimi? Doprawy trudno to dziś ocenić. Jedno jest pewne - czas

ponad prawem ...i rusztowaniem

kazuje się, że prawo nie obowiązuje wszysto ciekawe, niemal identycznie zachowuje się O kich. Są równi i równiejsi. Do grupy równiej- Cinny lokalny polityk Mariusz Kozłowski (obecszych z pewnością należy otoczenie pani Teresy nie lewica, kilka lat temu PiS). Najwyraźniej, to Kosmali. Po serii oszczerstw pod adresem Marka Mrozowskiego Sąd Okręgowy w Katowicach wydał 24 listopada 2010 roku postanowienie nakazujące przeprosiny (INs 316/10). Postanowienie postanowieniem, ale prawo musi stać po stronie obecnej władzy. Do dzisiaj nie zostało ono wykonane i wszystko na to wskazuje, że jeszcze to trochę potrwa. Co ciekawe tzw. Przyszłość Czeladzi brnie dalej z pomówieniami i kłamstwami, bazując na słabości polskiego sytemu egzekucyjnego. Swoją drogą, nie jest to dobry sygnał wychodzący od ludzi sprawujących władzę. Oznaczać on może to, że i w innych sprawach prawo stosuje się instrumentalnie. Dla przypomnienia publikujemy poniżej fragment postanowienia, które miało zostać opublikowane w Dzienniku Zachodnim.

immanentna cecha niektórych samorządowców o zbliżonym rodowodzie. Pan Mariusz jest też urzędnikiem, i to szczebla powiatowego, i też powinien spełniać wysokie standardy moralne. Wychodzi jednak na to, że tak jak jego dawna partyjna koleżanka ma podobny stosunek do prawa i nie zamierza poddać się egzekucji wyroku Sądu Okręgowego w Katowicach z dnia 24 września 2011 roku (IC 507/10) oraz Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 9 marca 2012 roku (IACa 1040/11). Pan Mariusz zobowiązany został do złożenia przeprosin przed głównym wydaniem wiadomości TVS. Został zobowiązany, ale nie po to jest prawomocny wyrok, aby go wykonywać. Aby mu w tym pomóc publikujemy fragment wyroku, tak dla przypomnienia.

Jako Komitet Wyborczy Wyborców „Przyszłość Czeladzi” przepraszamy pana Marka Mrozowskiego, kandydata na burmistrza miasta Czeladzi za rozpowszechnienie nieprawdziwych informacji na łamach publikacji „Przyszłość Czeladzi” w wydaniu z listopada 2010 roku, w artykule „Pełna lista kandydatów na burmistrza Czeladzi”, obraźliwych i godzących w jego dobre imię.

Przepraszam pana Marka Mrozowskiego, byłego burmistrza Czeladzi, za moją dotyczącą baneru na budynku byłego kina „Uciecha” w Czeladzi wypowiedź, mogącą sugerować, że to na jego zlecenie i za publiczne pieniądze na przylegającym do budynku miejskim terenie postawiono rusztowanie zasłaniające mój przekaz do mieszkańców. Mariusz Kozłowski, były wicestarosta powiatu Będzińskiego.

refleksji nadchodzi. Jeszcze tylko dokończenie tego, co zostało rozpoczęte przez byłego burmistrza: ulica Gdańska i związana z nią kanalizacja w ul. Staszica i Mysłowickiej, pełnowymiarowe boisko MCKS oraz ul. Letnia, a czas niedogodności nareszcie dobiegnie końca. W nowej erze spokoju inwestycyjnego i powszechnej niemocy czeladzianie zatęsknią zapewne do tego co było, ale czy stracony czas da się wtedy nadrobić? Krzysztof Majewski

W numerze:

GMINNA KASA - CZAS ROZLICZEŃ

Wiele się mówi na temat gminnych finansów. Właśnie nadchodzi okres rozliczenia za rok ubiegły, a pani Burmistrz nie umie się zdecydować, czy gminna kasa jest w dobrym stanie czy złym. Jeśli też masz wątpliwości. Czytaj str. 4.

PORAŻENI, CZY TO KONIEC MARZEŃ O ELEKTROWNI ?

Lotem błyskawicy obiegła Czeladź niesamowita informacja, że nie będzie rewitalizacji kopalni Saturn. Pomimo, że miasto otrzymało wielomilionowa dotację z Unii Europejskiej wcześniejsze plany legły w gruzach. Zdaniem obecnych władz ich realizacja jest niemożliwa ze względu na błędy projektowe. Zdaniem opozycji - władza nie radzi sobie z najprostszymi tematami, a Elektrownia przerosła jej możliwości. Jak jest naprawdę? Czytaj str. 5.

FINAŁ CZY ZAKRĘT W SPÓŁDZIELCZOŚCI MIESZKANIOWEJ

Ciemne chmury zbierają się nad głową prezesa Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Szeroki front „protestantów” zwiera szyki. Dokąd zmierza największy zarządca mieszkań? Czytaj str. 6.

CZELADŹ ALE JAKA?

Każdy z nas chce mieszkać w ładnym i bezpiecznym otoczeniu. Po to wybieramy Radę Miejską i burmistrza, aby dążyli do stałej poprawy wizerunku Czeladzi. Skąd jednak mają oni wiedzieć, co robić? Aby im pomóc proponujemy cykl dyskusyjny Czeladź ale jaka? Czytaj str. 8.

1


Pierwszy w historii protest czeladzkich urzędników

W

e wrześniu 2011 r. mieszkańców zadziwiły informacje szeroko podawana przez media że w czeladzkim magistracie doszło do protestu urzędników. Powodem ich protestu było nierówne traktowanie pracowników przez burmistrz Teresę Kosmalę. Okazało się, że w urzędzie o poziomie zarobków nie decyduje staż pracy oraz posiadane kwalifikacje, ale znajomości i układy. W ten sposób pracownicy, którzy w urzędzie zdobywali doświadczenie przez kilka lat, nagle dowiedzieli się, że zarabiają o wiele mniej niż osoby zatrudnione kilka tygodni wcześniej. Jeden z pracowników Wydziału Spraw Obywatelskich wywiesił kartkę z napisem: „3300 my też chcemy tyle zarabiać”, aby zwrócić uwagę

na nierówne traktowanie. 3300 zł wynagrodzenia otrzymali bowiem nowo przyjęci pracownicy, stawka ta jest największą możliwą z dopuszczalnych, podczas gdy urzędnicy z kilkuletnim doświadczeniem otrzymują ledwie połowę tej

Skałka skruszona

Z

espół Szkół nr 2 w Czeladzi, czyli popularna Skałka, z dniem 1 września br. przestanie istnieć. To nie jest dobra wiadomość dla naszego miasta. Decyzją władz powiatu nasz potencjał edukacyjny zostanie ograniczony do jednej jedynej szkoły średniej. Nie jest to pierwsza próba likwidacji szkoły. Działania podjęte, w poprzedniej kadencji samorządu zakończyły się fiaskiem. Tym razem, poza radnymi Platformy Obywatelskiej, nikt nie sprzeciwił się destrukcji czeladzkiej oświaty. Wszystko poszło o brakujące w budżecie szkoły 300 tys. zł. Kwota w stumilionowym budżecie powiatu niewielka, ale jak się okazało wystarczająca, by zdecydować o tak drastycznym kroku. Co ciekawe, ani władze będzińskie, ani czeladzkie nie usiadły nawet do rozmów, by choć próbować ratować szkołę z takimi tradycjami. W tej sytuacji 24 marca 2012 roku lewicowa większość w Radzie Powiatu bez trudu rozbiła platformianą mniejszość i likwidacja stała się faktem. Na sesji byli obecni przedstawiciele Skałki, ale władza miejska nie była zainteresowana sprawą. W tej sytuacji uchwała przeszła niezauważona. Samorządowcy lubią się chwalić, jak coś zbudują. Wypisują wówczas, że za ich kadencji zrobiono to, czy tamto. Teraz przyszedł taki czas, że też warto zapamiętać i uwiecznić stosowną tablicą. KM

2

kwoty. Ponadto nowi urzędnicy zostali przyjęci z pominięciem procedury konkursowej dotyczącej obsadzania stanowisk w samorządzie. Sprawa ma także drugie dno, bowiem jak się okazało, nowi pracownicy są także bliskimi kolegami wiceburmistrza ds. komunalnych Jakuba Szurdygi. Burmistrz Kosmala uważa, że powodem szybkiego awansu i wysokiego wynagrodzenia nowych pracowników jest ich... „uniwersyteckie wykształcenie”. Ciekawe, że inni pracownicy nie związani układem znajomości z władzami mimo... uniwersyteckiego wykształcenia nie mogą liczyć na tak szybką ścieżkę awansu. Jak powiedziała sama burmistrz Kosmala, nie

ocenia wszystkich pracowników jednakowo. W tym wypadku jest to wyjątkowo widoczne, że istnieją różne standardy nie tylko oceny, ale przede wszystkim premiowania. RW

LIKWIDACJA SKAŁKI NASĄPIŁA W ROKU 2012, KIEDY: STAROSTĄ BĘDZIŃSKIM BYŁ CZELADZIANIN KRZYSZTOF MALCZEWSKI CZŁONKIEM ZARZĄDU POWIATU BYŁ CZELADZIANIN I ABSOLWENT SKAŁKI MARIUSZ KOZŁOWSKI NACZELNIKIEM WYDZIAŁU OŚWIATY W STAROSTWIE BYŁ CZELADZIANIN JERZY GRAD BURMISTRZEM MIASTA BYŁA TERESA KOSMALA ZASTĘPCĄ BURMISTRZA DS. SPOŁECZNYCH BYŁA TERESA WĄSOWICZ CZEŚĆ ICH PAMIĘCI, WDZIĘCZNI WYBORCY

Schody donikąd d prawie roku schody przed czeladzkim O Urzędem Miasta przybrały nową wyrafinowaną formę. Pośrodku ciągu komunika-

cyjnego pojawiła się pusta, ogrodzona przestrzeń. Nowy zamysł architektoniczny? Nowy wizerunek? Nie to tylko konstrukcja tymcza-

sowa. Tymczasowa, ale trwała, a wszystko to w trosce o bezpieczeństwo mieszkańców, Jak twierdzi pracownik MZGK konstrukcja może spokojnie przetrwać nawet kilka lat. Remont schodów wyceniono na 300.000 zł, zaś wygrodzenie barierkami to tylko 1.000 zł – oszczędność widoczna jest gołym okiem. Jak mówią władze Czeladzi w 2011 roku pieniędzy na remont nie udało się znaleźć, pozostaje tylko mieć nadzieję, że tak wielką i sztandarową inwestycję uda się przeprowadzić w 2012, a pieniędzy podobnie jak na zatrudnianie kolejnych doradców i asystentów nie zabraknie. RW

CZYN PRAWIE SPOŁECZNY

ubiegłym roku zorganizowano czyn praW wie społeczny, czyli ochotniczo-przymusową akcję zbierania papierków przez urzędni-

ków czeladzkiego magistratu. - To nie nasz zakres obowiązków, nie od tego jesteśmy – mówili urzędnicy i część z nich udała się na jednodniowe urlopy. Pozostali zamiast marnować czas podatników za biurkami musieli ruszyć w teren. Tyle tylko, że inicjatorzy tej akcji zapomnieli chyba, iż mamy XXI wiek, a obowiązkiem urzędników jest dbanie o sprawy mieszkańców, a nie oczyszczanie miasta z odpadków, do tego przeznaczone są inne służby. Sens akcji nakreślił młody wiceburmistrz Czeladzi, pamiętający czasy PRL chyba tylko z filmów i opowieści babuni, toteż i wyjaśnienia były bardziej nowoczesne: - Przecież wiadomo, że w całym urzędzie pracownicy tracą w ciągu dnia dużo więcej czasu niż teraz. Trzeba by policzyć ile zabierają im te wszystkie fejsbuki i demotywatory. Pozorowane działania porządkowe trwały tylko pół godzinki, bo i śmieci specjalnie nie było. Może brakowało odpowiedniego nastroju z lat minionych? Może zabrakło też rozpostartych czerwonych flag, pieśni na ustach i hasła; „A co TY zrobiłeś dla swojej burmistrz?” Zamiast tego po krótkim prawie czynie społecznym, na polu walki ideowej pojawiły się grille i kiełbaski, a jednak nowe władze pamiętają, że po ciężkiej pracy należy się rozrywka. RW


NA SKRÓTY - ALEJA RODÓW ROZEBRANA

to już jest, że gdy jedni budują, to drudzy Tga akburzą. Czeladź pod tym względem nie odbieod normy. Takie przynajmniej można odnieść

wrażenie obserwując to, co się działo wokół Alei Rodów Czeladzkich na Zapłociu. Jej uporządkowanie było jednym z elementów zakończonych etapów rewitalizacji Starówki. Założenie było proste. Totalny bałagan w rejonie pomiędzy ul. Kombatantów i Pieńkowskiego, miał zostać przekształcony w teren parkowy. Pod koniec ubiegłej kadencji główne założenie zostało zrealizowane i dawne wysypisko wszystkiego zbędnego zmieniło swe oblicze nie do poznania. Oceny mieszkańców - jak zwykle rozbieżne. Jedni - zadowoleni, inni - już mniej. W gronie tych drugich znalazł się właściciel zakładu wulkanizacyjnego, który swoje krytyczne uwagi postanowił przelać w czyn. Na przełomie lat 2011/12 postanowił rozwalić część Alei, by tym sposobem zrobić sobie przejazd na skróty od strony ul. Kombatantów. Co ciekawe, to zdecydowane działanie zyskało przychylność władz miejskich. Nagle nie liczył się interes społeczny, zgodność z planem zagospodarowania, czy procedury administracyjne. Najważniejszy okazał się prywatny interes. Na nieszczęście dla niego sprawa zbulwersowała mieszkańców i zainteresowała radnych. Ci próbowali interweniować, ale bez większego skutku. Gdy jednak wydawało się, że nowy „porządek”, z błogosławieństwem wanie wyjaśniające i przymuszono winowajcę do udział czeladzkich urzędników w całym zamiepani burmistrz, zostanie utrwalony, sprawą za- przywrócenia stanu pierwotnego. Postępowanie szaniu. Miejmy nadzieję, że i to się wyjaśni. interesowała się prokuratura. Wszczęto postępo- toczy się jednak dalej, gdyż nie wiadomo, jaki był Krzysztof Majewski

LOKACJA BEZ UDZIAŁU MIASTA CORAZ DROŻSI

ok bieżący, to rok wielkiego jubileuszu 750-lecia miasta. W Polsce 750 lat to wiek kilkudziesięciu R najstarszych miast. W ich gronie jest też Czeladź. Zazwyczaj taka rocznica jest okazją do promocji i o niewiarygodne, ale pomimo ogólneogólnego świętowania. Wszędzie tak jest, ale nie u nas. Choć niebawem stuknie połówka roku, trudno T go nurtu oszczędzania na wszystkim, się dopatrzeć jakichś rocznicowych imprez. Poza zmianą logo nic się nie dzieje. Z tym większym zaintepani burmistrz nie zamierza oszczędzać resowaniem odnotować należy kolejną inicjatywę Klubu Rodów Czeladzkich. 26 kwietnia w Odeonie odbył się wieczór poświęcony lokacji miasta. Prezes Danuta Walczak, jak zawsze, perfekcyjnie przygotowała spotkanie. Głównym punktem programu była prelekcja Marka Mrozowskiego, który szczegółowo opisał proces powstawania miast, odnosząc się przy tym do grodu nad Brynicą. Dla utrwalenia przekazanej wiedzy każdy z gości otrzymał okazjonalną broszurę. Wieczór uświetniły występy Anny Piech, Elżbieta Szwej oraz zespół „Pod Kluczem”, którym pełna sala zgotowała owację. Sponsorami, obok organizatorów, byli: Czeladzka Spółdzielnia Mieszkaniowa, Dominik Penar oraz Marek Mrozowski. Władze miejskie odmówiły współfinansowania i nie zaszczyciły swą obecnością jubileuszowej imprezy. Może nie wiedzą, że Czeladź kończy 750 lat? AB

...MSZA Z OKAZJI LOKACJI RÓWNIEŻ kolei 8 maja w kościele św. Stanisława odbyła się msza odpustowa nawiązująca do wielkiego juZ bileuszu 750-lecia miasta. Nie była już ona tak uroczysta, jak ta sprzed dwóch lat. Celebrował ją ks. prof. Mariusz Trąba wspólnie z proboszczem ks. Jarosławem Wolskim. Mszę uświetnił swym występem chór Ex Animo ze Świętochłowic, który przybył na zaproszenie byłego burmistrza Marka Mrozowskiego. Władze miejskie w uroczystej mszy nie uczestniczyły. Co ciekawe również tradycyny już jarmark św. Stanisława musiał się także obejść bez wsparcia ze strony miasta. Wystarczy przypomnieć sobie jak ta sama impreza wyglądała dwa lata temu i porównac z tegoroczną. Pewnie zreflektują się jesienią, a może i nie. AB

na sobie i swoich najbliższych współpracownikach. Co ciekawe, z uporem maniaka wciąż powtarza, jakaż to jest oszczęd-

na, ale fakty mówią za siebie. Według sprawozdań GUS w porównaniu z pierwszym kwartałem 2010 roku, dzisiaj pracuje o dziesięciu pracowników więcej i ich stan stale rośnie. Obecnie czeladzki magistrat zajmuje prawie 145 urzędników w przeliczeniu na pełne etaty. Mało tego. Porównując marzec 2010 z marcem 2012 okazuje się, że kierownictwo Urzędu zarabia o 50% więcej niż „rozrzutna” poprzednia ekipa. Oczywiście dla pani Kosmali fakty się nie liczą i zapewne jeszcze długo rozpowszechniać będzie legendy o swym cnotliwym i bogobojnym życiu. Prawda jednak ma jedną zaletę, jak oliwa, z czasem sama wypływa. Jak widać na powyższym zdjęci na pewnych aspektach władzy nie warto w opinii burmistrz Kosmali oszczędzać. Remont jej gabinetu był jedną z poważniejszych iwestycji w 2011 r. i pochłonął przeszło 20 tys. zł, ważne żeby władza miała wygodne i komfortowe wrunki do pracy KM

3


Autoprywata burmistrz Teresy Kosmali

media informują o tym jak to burmistrz Lwegookalne Czeladzi Teresa Kosmala korzysta ze służboauta do celów prywatnych. Urzędowy Peu-

nicy, media wspominały już w 2011 r. Widać że ten czas niczego nie nauczyła pani Teresy, która powinna stać na straży interesów mieszkańców geot praktycznie każdego wieczora znajduje się miasta, a nie korzystać z przywilejów władzy. za bramą na posesji Kosmali. O takim podejściu Pani Kosmala i jej urzędnicy wyliczają o ile to do samochodu, który opłacają wszyscy podat- obecnie wydaje się mniej na utrzymania służ-

A JEDNAK MOŻNA!

bowych samochodów, jednak wyliczenia te są niewiele warto, bo dziennik pojazdu, który ma poświadczać rzekome oszczędności od ponad miesiąca uznany jest za... zaginiony i niedostępny dla mieszkańców i dla radnych. Kiedy się odnajdzie trudno powiedzieć, jest bowiem głęboko ukryty, jak twierdzą urzędnicy Kosmali w: „samochodzie i na chwilę obecną nie jest dostępny”. Na ponawiane zapytania o dziennik w końcu Kosmala udzieliła odpowiedzi że w okresie 20112012 nie było żadnych (!!!) wyjazdów służbowych. W związku z powyższym sprawa została skierowana do prokuratury. Okazało się, że sprawą korzystania z samochodu w sposób niezgodny z przeznaczeniem zainteresowały się także organy kontroli skarbowej. Zgodnie z interpretacją Fiskusa, osoba która korzysta z auta służbowego poza zadaniami związanymi z pracą powinna zostać z tego tytułu obłożony dodatkowym podatkiem. Podatek wylicza się od cen obowiązujących w danym mieście za wynajęcie podobnego auta na taki czas, jaki rzeczywiście był wykorzystywany do celów prywatnych. Prywatne używanie auta tylko w weekendy daje dodatkowy dochód w wysokości 600 – 1600 zł. Czy pani burmistrz odprowadza stosowny podatek? Kontrola prowadzona przez Urząd Skarbowy pozwoli odpowiedzieć na to pytanie. Pomijając kwestie prawno-finansowe pojawi się pytanie czy pani burmistrz nie wstyd tak traktować mieszkańców, zwłaszcza w kontekście składnych obietnic o oszczędniejszym i mniej wystawnym traktowaniu swojego urzędu? RW

d wielu lat mieszkańcy Piasków domagali się O budowy ogólnodostępnego szaletu w centrum dzielnicy. Niestety, na ich prośby władze sa-

morządowe pozostawały głuche. Co prawda poprzedni burmistrz udostępnił ubikację w Trafficu, ale po zamknięciu lokalu przez obecne władze stała się ona niedostępna dla ogółu mieszkańców. Ta skandaliczna sytuacja nie mogła trwać wiecznie. Nic też dziwnego, że znająca jak nikt potrzeby dzielnicy Teresa Kosmala w swym programie wyborczym postawiła na szybką realizację publicznej kloaki. Sukces wyborczy zmobilizował ją tym bardziej. Nikt jednak nie spodziewał się, że znajdzie tak tanie i tak niekonwencjonalne rozwiązanie odwiecznego problemu Piasków. Zapewne z okazji kolejnej rocznicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej w centrum dzielnicy, na dotąd niewykorzystywanym pustym placu przed Lidlem, bez przecinania wstęgi i okolicznościowych wystąpień, bez zaangażowania środków budżetu miasta - zmaterializował się odwieczny sen

tak wielu pokoleń piaszczan. Powstał pierwszy let. Miejmy nadzieję, że ten wiekopomny sukces publiczny i bezpłatny, komfortowy i spełniający znajdzie naśladowców. A malkontentom mówiwszystkie normy sanitarne, wyłącznie z polskich my stanowczo - a jednak można! materiałów i na bazie naszej narodowej myśli WC Picker technicznej, ogólnodostępny dzielnicowy szasię pod uwagę to, że ujawniają się one ze znacznym opóźnieniem i skutkują negatywnie w bardzo długim okresie. Tak nie robi się oszczędności. Bramę Śląska, które powinny wpłynąć jeszcze w Po drugie, po raz pierwszy w historii czeladzkieroku 2010, a zasiliły budżet roku następnego w go samorządu sięgnięto po wypracowany przez wysokości 4.053.028 zł. Gdyby tą kwotę doliczyć gminną spółkę zysk. Zamiast korzystny wynik do planu dochodów, to ich wysokość wyniosłaby finansowy Zakładu Inżynierii Komunalnej prze97.024.416 zł. kuć w inwestycje, pani Burmistrz wybrała wariant Po roku okazało się, że budżet został wykonany zbędnego zapłacenia podatków i zasilenia kwoniemal idealnie. Dochody osiągnęły 97.476.005 tą 470.000 zł kasy miejskiej. To bardzo niedobry zł, zaś wydatki 97.563.782 zł. Można zatem dziś sygnał, kiedy zamiast modernizacji sieci wodnozapytać panią Teresę Kosmalę, gdzie te niedosza- kanalizacyjnej finansuje się bieżącą działalność. cowania? Gdzie braki środków na nauczycielskie Pomimo ograniczania inwestycji wrósł też dług płace? Gdzie się podziała ta cała katastroficzna miasta i na koniec roku wyniósł on 42.467.259 wizja? Niestety wypowiedzianej lawiny pomó- zł. Zadaje to kłam rozpowszechnianym informawień już nikt nie ma nawet zamiaru cofać. Błoto cjom, że pani Burmistrz spłaca zadłużenie. Owzostało rzucone i na tym koniec. szem spłaca, ale równocześnie je zwiększa. Analizując ubiegłoroczny budżet należy jednak Z dobrych informacji należy wyszczególnić stozwrócić uwagę na kilka elementów, które nie bar- sunkowo duży dochód pozyskany ze środków dzo pasują do „oszczędnościowego” wizerunku unijnych (17.987.434 zł). Świadczy to najlepiej o obecnych władz. Po pierwsze, w drugiej połowie dobrym przygotowaniu budżetu oraz rzetelnym roku odnotowany został dość szybki wzrost wy- opracowaniu dokumentacji projektowej. Niestenagrodzeń całej strefy budżetowej, który wyniósł ty, akurat tego nie można zaliczyć jako sukcesu 1.311.597 zł. To dużo, tym bardziej jeśli weźmie obecnych władz.

GMINNA KASA - CZAS ROZLICZEŃ

bejmując urząd burmistrza miasta Teresa O Kosmala obwieściła światu, że nie ma nic wspólnego z budżetem przygotowanym przez

poprzednika. Według jej słów budżet nie zabezpieczał podstawowych potrzeb Czeladzi. Był zły, ale ona nie była w stanie go już zmienić. Będzie go realizować, ale już wie, że koniec będzie tragiczny. Krótko mówiąc, pani burmistrz odziedziczyła bagno i to na dodatek ze złośliwym wodnikiem Szuwarkiem. Minął rok i ta sama pani burmistrz wpadła w samozachwyt. Dziś twierdzi, że co prawda budżet był straszny, ale dzięki jej wytężonej pracy zrealizowany został niewiarygodnie dobrze. A jak jest naprawdę? Oceńmy sami. Były burmistrz Marek Mrozowski przygotowywał budżet dla siebie. Trudno zatem się spodziewać, że zastawiał pułapki dla swego potencjalnego następcy. Założył zatem, że dochody osiągną wysokość 92.971.388 zł, a wydatki 100.520.936 zł. Budżet nie ujmował dochodów z tytułu dotacji na Gospodarczą

4


PORAŻENI, CZY TO KONIEC MARZEŃ O ELEKTROWNI? L otem błyskawicy obiegła Czeladź niesamowita informacja, że nie będzie rewitalizacji kopalni Saturn. Pomimo, że miasto otrzymało wielomilionową dotację z Unii Europejskiej wcześniejsze plany legły w gruzach. Zdaniem obecnych władz ich realizacja jest niemożliwa ze względu na błędy projektowe. Zdaniem opozycji - władza nie radzi sobie z najprostszymi tematami, a Elektrownia przerosła jej możliwości. Jak jest naprawdę? W roku 2008 dyrektor Zakładu Budynków Komunalnych Krzysztof Malczewski oraz jego zastępca Maciej Bednarczyk zlecili wykonanie dokumentacji projektowej na renowację budynku dawnej kopalnianej elektrowni i zagospodarowanie jej na galerię sztuki współczesnej. Zadania podjęła się grupa projektantów, która ostro zabrała się do roboty i pod koniec roku zlecenie zostało zrealizowane. Przewidywano, że Elektrownia zostanie przebudowana przy udziale środków unijnych, stąd też nie przystąpiono do natychmiastowej realizacji, ale czekano na ogłoszenie przez Urząd Marszałkowski właściwego konkursu. Marszałek przekładał kilkakrotnie termin naboru wniosków. Ostatecznie z początkiem 2010 roku zaczęto pracować nad sporządzeniem wymaganej dokumentacji. Już pod koniec kadencji, w listopadzie 2010 roku, burmistrz Marek Mrozowski złożył wypełniony wniosek, który został poddany weryfikacji. Marszałkowscy urzędnicy zauważyli w dokumentacji pewną wadę. Otóż w projekcie i kosztorysie inwestycyjnym projektanci wymienili nazwy własne niektórych materiałów, co mogło skutkować cofnięciem dofinansowania. Można w tym miejscu zapytać, dlaczego doświadczeni projektanci zrobili taką gafę? Otóż odpowiedź jest prosta. Podając nazwy materiałów nie trzeba już wymieniać wszystkich ich parametrów, takich jak wytrzymałość, ścieralność, mrozoodporność, … Nie ma dwóch zdań, jest to ewidentnie prostsze. Pracownicy marszałka doradzili jednak, co w takim przypadku należy zrobić. Okazało się, że sprawa jest równie banalnie prosta i można ją rozwiązać na dwa sposoby. Po pierwsze, wystarczy dopisać w zestawieniu materiałów i kosztorysie inwestorskim, przy nazwach własnych dwóch słów - „lub równorzędne”. Jest też jeszcze prostszy sposób. Wystarczy to samo sformułowanie wpisać do tzw. specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Warunki zamówienia ustala się dopiero przed ogłoszeniem przetargu, a zatem bez problemu można było to zrobić w późniejszym terminie. Tak też planowano zrobić. Wiosną 2011 roku burmistrz Teresa Kosmala obwieściła światu „swój” wielki sukces. Oto czeladzka Elektrownia otrzymała dofinansowanie w wysokości 10.247.634 zł. Sukces ogromny, bo i konkurencja była ogromna. Pomimo, że to poprzednik złożył wniosek pierś do orderu wypięła pani Kosmala. W lipcu zabrano się ostro do pracy. Przede wszystkim należało uaktualnić kosztorysy, przygotować przetarg, no i wprowadzić do dokumentacji wspomniane dwa słowa - „lub równorzędne”. Koordynatorem działań została Lena Wardenga, następczyni Krzysztofa Malczewskiego na fotelu dyrektora ZBK. Pomimo ogromnego zapału i wiary w końcowy sukces, praca zespołu pod przywództwem pani

Leny nie kleiła się. Wciąż dochodziło do nieporozumień na linii Urząd Miasta - Zakład Budynków Komunalnych. Nie widać też było jakiegoś konkretnego postępu prac przygotowawczych. A czas sobie biegł i termin rozpoczęcia robót zaczął się zbliżać niebezpiecznie. W grudniu 2011 roku pani Burmistrz postanowiła zamknąć Elektrownię dla zwiedzających. Był to bardzo niepokojący sygnał, który wobec obietnic rychłej inwestycji, zbagatelizowano. Na początku roku zdano sobie sprawę z tego, że pani Lena nie jest w stanie inwestycji zrealizować. Cóż zatem robić? Nie można przecież dopuścić do kompromitacji. Przejrzano papiery i wniosek nasunął się sam nazwy własne materiałów. To nic, że istnieje stosowne orzecznictwo sądów; to nic, że marszałkowscy urzędnicy powiedzieli swoje; to nic, że najważniejsza jest specyfikacja istotnych warunków zamówienia; najważniejsze, że jest punkt zaczepienia. Aby zacząć kampanię należało uwiarygodnić zbrodnię. Pani Lena zleciła zatem krytyczną opinię w katowickiej firmie Probud. Firma, co prawda, wywiązała się z zadania, ale nie była dość wiarygodna. Potrzebny był niepodważalny autorytet. Prezes Probudu miał poważny problem, ale udało mu się go rozwiązać. Udał się do rzeczoznawcy i biegłego sądowego Juliana Hryniewickiego, powołał się na wspólną znajomą, a ten nie oglądając ani projektu, ani kosztorysu inwestorskiego, przybił swą wielką okrągłą pieczęć i złożył podpis pod opinią wykazującą liczne nieprawidłowości w dokumentacji, której nie widział. Stało się - jest dowód na przekręty byłej władzy i powód odstąpienia od rewitalizacji Elektrowni. Na początek pani Lena zwolniła dyscyplinar-

Telefon i telewizor nie dla Seniorów kazuje się, że pensjonariusze czeladzkiego O Seniora, który od zeszłego roku stał się DPSem muszą zrezygnować - jak podają media - z

sobie nic do zarzucenia, bo jest jak sam mówi „menadżerem placówki odpowiadającym za jej finanse”. Wniosek jest prosty najlepiej oszczędzać luksusów... telewizor czy telefon w pokoju. na pensjonariuszach. Nie tylko mieszkańcy Se- Nawet w więzieniu jest lepiej. Tam mają kom- niora uważają sytuacje za złą, wśród fachowców putery i telewizory. Nam tu przyszło chyba tylko z branży padają nawet sformułowania o niehupoumierać - mówi 87-letnia pani Zofia. manitarnym traktowaniu. Obecne władze Czeladzi najwidoczniej uwaNiedawno okazało się także, że zastrzeżenia, żają, że tego typu zbytki nie są konieczne w do jakości wyżywienia ma Sanepid. Widać że kłodomu pomocy społecznej. Podobnie dyrektor poty w Seniorze się piętrzą, tylko dla obecnych DPS, który bezkrytycznie twierdzi, że nie ma władz miasta nie są to żadne problemy.

nie pana Macieja Bednarczyka, obwiniając go o wszelkie niegodziwości. Później rozpoczęto ofensywę medialną. Obok byłych dyrektorów ZBK winą obciążono zespół projektowy, pracowników Wydziału Rozwoju Urzędu Miasta, nie zapomniano również o byłym burmistrzu. Media chętnie podjęły temat porażającej afery i wbrew oczywistym faktom z lubością powtarzały ujawnione rewelacje. Punktem kulminacyjnym była konferencja prasowa zorganizowana w Urzędzie Miasta. W obronie zagrożonej Elektrowni wystąpili radni. Próbowali nawet przeforsować stosowną uchwałę wzywającą władze miejskie do wzięcia się do roboty, zamiast szukania dziury w całym. Pierwsze podejście się nie udało. Zwołano zatem specjalną sesję, która poza chaotyczną wymianą zdań i oszczerstw nie przyniosła niczego. Gdy jednak radni zaczęli panią Lenę dopytywać bardziej precyzyjnie i powoli zbliżali się do prawdy, ta poczuła się zmęczona i nie była już w stanie odpowiadać na pytania. W tej sytuacji sesja skończyła się na niczym. Dzisiaj pani Teresa Kosmala i jej koleżanka Lena Wardenga już wiedzą, że są odpowiedzialne za utratę dotacji unijnej na Elektrownię i obiekty towarzyszące w łącznej kwocie 13.432.606 zł. Co jest przyczyną? Niedbalstwo? Niechęć do pracy? Niewiedza? Dyskredytacja projektów byłego burmistrza? To trudno jeszcze ocenić. Faktem jednak jest, że ktoś dopuścił się potwierdzenia nieprawdy w dokumentach, które miały być żelaznym dowodem niemocy. Sprawa ta będzie przedmiotem zainteresowania Prokuratury i raczej nic się nie da już zrobić by sprawie ukręcić łeb. Pan Julian Hryniewicki dzisiaj żałuje, że podpisał w ciemno dokument, który spowodował tak wiele szkód. Przeprasza i chce zadośćuczynić pokrzywdzonym. Obie panie już o tym wiedzą i próbują coś zrobić. Na początek pani Lena wycofała się z zarzutów wobec Macieja Bednarczyka. Przyznała, że wyrzucenie z pracy było bezpodstawne. Podjęły też próbę kolejnego przedłużenia terminu rozpoczęcia realizacji zadania. Marszałek obiecał pomoc. Podjęto rozmowy z zespołem projektowym w sprawie uaktualnienia dokumentacji. W końcu zaczęło się coś dziać. Tylko, czy na działania nie jest już za późno? Czy mamy jeszcze czas z otrząśnięcia się z porażenia głupotą? Czas pokaże. Wojciech Maćkowski

5


FINAŁ CZY ZAKRĘT W SPÓŁDZIELCZOŚCI MIESZKANIOWEJ ? Rozmowa ze Sławomirem Święchem prezesem Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej - Panie prezesie na początek trochę historii z początków pracy obecnego zarządu? - W 1994 r. kiedy po prawie trzech latach kierowania spółdzielnią przez jednego z liderów grupy członków walczących o zmiany wszystkiego, rada nadzorcza po odwołaniu prezesa ogłosiła pierwszy w pełni profesjonalny konkurs na to stanowisko. Ciekawostką jest że odwołany wówczas prezes Andrzej Świątek posiada nie tylko doświadczenie samorządowe, ale i szlifuje swe umiejętności jako doradca obecnej burmistrz przed kolejną reelekcją na wymarzone od lat stanowisko, z utratą którego nie pogodził się do dziś.

lokatorom, że pełna własność mieszkania to nie tylko przywilej i towar do zbycia, bez pytania o zgodę spółdzielni, ale i niebezpieczeństwo egzekucji za niespłacone zobowiązania, nie wobec spółdzielni ale innych wierzycieli ( banki, telefonia komórkowa, urząd skarbowy itp. ) aż do zlicytowania lokalu przez sąd i czynności komornicze w imieniu nowego właściciela. Nie spotkałem się w pełnych euforii komentarzach prasowych, po uchwaleniu ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych w 2000 r. ani jednego artykułu wyjaśniającego, iż najbezpieczniejszą dla członków spółdzielni formułą zamieszkiwania jest posiada-

Sytuacja w połowie lat dziewięćdziesiątych była niezwykle trudna, Wielomiesięczne zaległości w opłatach za dostarczane ciepło, horrendalne wydatki z kasy spółdzielni na wymianę sieci c.o. na osiedlu Musiała, czy innowacyjny, z premią za wniosek racjonalizatorski, pomysł likwidacji wentylacji mechanicznej w budynkach na osiedlu Piłsudskiego na grawitacyjną, co zapoczątkowało, zawilgocenia i zagrzybienia wielu mieszkań. Kiepskie wyniki finansowe, bieżące problemy w terminowych płatnościach za dostawy, spłacie kredytów inwestycyjnych, czy proces sądowy za nieprawidłowości poprzedników przy rozliczeniach wkładu budowlanego to tylko podstawowe problemy w jakie „wdepnął” nowy zarząd. Stabilizacja nie nastąpiła od razu. Przyjęliśmy politykę grubej kreski oddzielającej nas od poprzedników. Osiągnęliśmy zrównoważoną i stabilną sytuację finansową rokującą pomyślnie na najbliższe lata działalności. - Od przypomnienia realiów lat 90 - tych przeskoczyliśmy do działań podejmowanych ostatnio. Jak w tym czasie kształtował się status lokatora czyli członka spółdzielni? - W tej materii przeżyliśmy wspólnie z mieszkańcami prawdziwą rewolucję. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych status praw do posiadanych mieszkań zróżnicowany był na lokatorskie i własnościowe prawo do posiadanego lokalu. Tylko własnościowe, często po przekształceniu z lokatorskiego za niemałe pieniądze, pozwalało dysponować prawem zbywalnym na rynku wtórnym. To ciekawe, ale w toku dalszych przekształceń własnościowych, rządzący rękami ustawodawcy, ułatwiając przekształcenia mieszkań aż do pełnej własności, w żadnym komentarzu nie pokusili się na uprzytomnienie

nie spółdzielczego prawa do lokalu. I proszę nie sądzić że jestem przeciwnikiem zmian własnościowych, ale mieszkańcom należy się informacja rzetelna i prawdziwa. W latach 2007-2011 ponad 2000 mieszkań przekształciliśmy w pełną własność regulując stan prawny prawie wszystkich naszych terenów i budynków. - Czy wkrótce mimo stabilizacji spółdzielczości mieszkaniowej powstaną wspólnoty? - Kolejnym epokowym założeniem ustawodawcy było wprowadzenie rozwiązania, że w chwili gdy w nieruchomości budynkowej będzie przewaga właścicieli, mogą oni swój budynek przekształcić w samorządną wspólnotę mieszkaniową. Ta forma zarządzania budynkiem, w którym zamieszkują członkowie spółdzielni ma być wkrótce remedium na „wszelkie spółdzielcze zło”. Tym złem jest jakoby samowola i nepotyzm prezesów lub wadliwe zarządzanie, w zależności jaki tabloid opisuje te grzechy. W każdej branży i sektorze gospodarki są godni uznania liderzy i osoby przypadkowe do wyeliminowania, ale uogólnianie i teza, że zarządzający w „ spółdzielczej mieszkaniówce” to relikt przeszłości i gniazdo zepsucia, to bezmyślność. - Brzmi to groźnie i złowieszczo, ale jakie panują obecnie nastroje w zrzeszeniu spółdzielczym, po kilku już latach w pełni demokratycznej sytuacji, z kluczową rolą walnego zgromadzenia w spółdzielni po wprowadzeniu zmian w statucie spółdzielni w 2009 r.? - Pierwsze walne zgromadzenie w naszej spółdzielni odbyło się we wrześniu 2009 r. Poprzedziły je próby dyskredytowania zebrania przedstawicieli jako najwyższego organu spółdzielni oraz uznawanie za nielegalne zebrania grupy członkowskiej osiedla Ogrodowa. Podważana

6

była również legalność kadencji i uchwały rady nadzorczej. Prym w przekonywaniu iż patent na poprawę złej sytuacji ma grupa „czynnych i aktywnych spółdzielców” wiodą członkowie osiedla Ogrodowa - Janina Jaros i Krystyna Piwowarczyk wspomagane przez Irenę Owczarz z osiedla Musiała. Kuriozalnie, członek spółdzielni, dzisiejszy ekspert wielu niezadowolonych zaskarżyła ważność uchwały rady nadzorczej dającą możliwość uzyskania bardzo korzystnej pożyczki na docieplenie wytypowanych budynków. Pomimo przegrania sprawy sądowej trwa w swych przekonaniach i uważana jest bezkrytycznie za eksperta problematyki spółdzielczej. Kolejne zwoływane zgromadzenia uwidaczniają zwiększoną aktywność naszych członków. I nawet niedogodności warunków obradowania w hali MOSIR-u nie zrażają wielu członków do udziału. W latach 2010 i 2011 przy obecności ok. 250 członków więcej emocji wzbudzały wybory prezydium i komisji oraz absolutorium dla zarządu niż istotne zagadnienia wyników ekonomicznych spółdzielni. - Czy pełna demokracja w życiu spółdzielni nie jest stanem długo oczekiwanym? - Aktywność i zaangażowanie to stan oczekiwany w ruchu spółdzielczym, szkoda tylko, że przykładowo, głosem jednej z uczestniczek obrad, radnej SLD Ireny Owczarz, na łamach Trybuny Czeladzkiej, działania organizacyjne i wnioski płynące z oceny dotychczasowych spotkań, odbierane są jako wyraz walki z demokracją i zamach zarządzających na prawa członkowskie. Osobiście jestem zdania, że spółdzielnia licząca ponad 5500 członków powinna posiadać statutową możliwość obradowania w formie walnego zgromadzenia podzielonego na osiedlowe części, bo tylko wtedy autentyczna demokracja osiedlowa ma szansę przebić się w wielości spraw omawianych na ogólnym walnym zgromadzeniu w tematach wielu uczestników zupełnie nie interesujących. Niepokojącym zjawiskiem jest łączenie kwestii nastrojów i ocen panujących w środowisku naszych spółdzielców z wysokością opłat czynszowych i wprowadzanych zmian wynikających z inflacji i potrzeb remontowych. W naszej spółdzielni taka zmiana następuje od czerwca br. po raz pierwszy od 2008 r. a wysokość odpisu na remonty zmieniamy po podwyżkach w 2003 r. Malkontenci szukający sposobności do eskalacji społecznych nastrojów zacierają już ręce na możliwość krytyki przy wprowadzeniu niezbędnych zmian opłat za mieszkanie. - Przed nami kolejne oczekiwane walne zgromadzenie, co przyniesie członkom spółdzielni w trudnych materialnie warunkach życia i zamieszkiwania na spółdzielczych osiedlach? - Cieszy mnie sukcesywny wzrost zainteresowania członków działalnością i wynikami finansowymi oraz planami remontowymi spółdzielni w aspekcie funkcjonowania i problematyki poszczególnych nieruchomości budynkowych. Niepokoi natomiast to, iż znaczna część uczestniczących to członkowie przypadkowi, nakłaniani do udziału w ostatniej chwili, nie świadomi faktu, że obrady walnego zgromadzenia to nie okazja do okazywania tylko swych emocji i frustracji, ale istotne dla funkcjonowania spółdzielni wydarzenie określające jej kierunek funkcjonowania na kolejny rok, a w przypadku wyborów rady nadzorczej to istotny układ relacji z zarządem spółdzielni na kolejne 3 lata. Oby rozwaga i kompetencje przeważyły nad emocjami i populizmem. - Czy zatem dla spółdzielców ważniejsze okażą się dokonania czy tylko puste obietnice? - Wierzę że spółdzielcy dokonają mądrego wyboru i będą potrafili właściwe ocenić sytuacje. Już raz wielu dało się nabrać populistom zarówno w spółdzielni jak i w mieście, myślę że kolejny raz tak się nie stanie. Rozmawiał Adam Woźniak


PRZYSZŁOŚĆ CZELADZI WEDŁUG TERESY KOSMALI

eresa Kosmala idąc do wyborów posługiwała się bezprzykładną krytyką poprzednika, kłamstwem i dłuTpowoli gą listą obietnic. Mija właśnie półtora roku od wyborów. Krytyka okazała się bezpodstawna, kłamstwa wychodzą na światło dzienne, a obietnice … No właśnie, co z obietnicami ? Czy są realizowane? A

jeśli tak, to czy przynoszą pozytywne zmiany? To pytania, na które ma dać odpowiedź zapoczątkowany właśnie cykl artykułów. Oczywiście, każdy z nas będzie miał swoje zdanie na temat realizacji jej programu. Zapewne trudno będzie wypracować jakiś wspólny mianownik. Nie mniej jednak warto poddać weryfikacji składane obietnice polityków, którzy za niedługo znów będą nas kusić kolejnymi. Warto też skonfrontować je z obietnicami innych, którym wyborcy nie dali wiary. Zacznijmy od przypomnienia założeń programu wyborczego Teresy Ewy Kosmali. Składał się on z pięciu punktów: 1. Dobre zarządzanie miastem i jego instytucjami 4. Infrastruktura 2. Rozwój przedsiębiorczości i zmniejszenie bezrobocia 5. Kultura i oświata 3. Warunki mieszkaniowe Ponadto w wyniku porozumienia z Teresą Wąsowicz przyjęte zostały dodatkowe postulaty, które w roku 2010 zdawały się wręcz oczywistymi. Zacznijmy zatem od początku, czyli od punktu o numerze jeden.

DOBRE ZARZĄDZANIE MIASTEM I JEGO INSTYTUCJAMI ramach tego kierunku gwarantowano zmniejszenie kosztów administracji w tym obniżkę pensji burmistrza i diet radnych. No i co? No i nic. W Pensja burmistrza jest na tym samym poziomie, co poprzednika. Jedyną różnicą jest niższy dodatek z tytułu stażu. Spowodowane jest to jednak jedynie tym, że pani burmistrz do tej pory nie dostarczyła jakichkolwiek dowodów wcześniejszej pracy. Jak to możliwe? Zapewne wyjaśni to spodziewany audyt Najwyższej Izby Kontroli. Poza tym - brak zmian, nie licząc oczywiście gwałtownego wzrostu zatrudnienia i to z pomijaniem ustawy o pracownikach samorządowych. W strukturze Urzędu Miasta pojawił się dodatkowy zastępca burmistrza, doradcy i asystenci. Co oni robią? To niestety też trudno dociec, gdyż w zasadzie jedynie dublują funkcjonujących już urzędników. Oszczędności dotyczyć też miały ograniczenia kosztów administracyjnych instytucji miejskich. Niestety na haśle się skończyło. Jak dobitnie wykazał niedawny reportaż TVN instytucje miejskie puchną od pociotków i ludzi nowego układu. To wszystko kosztuje i odbija się na wydolności całego systemu gminnej administracji. Teresa Kosmala obiecywała odpowiedzialną i kompetentną pracę wszystkich urzędników. Trudno powiedzieć, że dzieje się lepiej, skoro zrezygnowano z systemu jakości ISO, który stał na straży sprawności, przewidywalności i działalności zgodnej z prawem naszej administracji. W to miejsce pojawił się bałagan organizacyjny, brak terminowości postępowań administracyjnych i woluntaryzm decyzyjny. Czy tak ma wyglądać praca wszystkich urzędników? Raczej nie. Za poprzedniej władzy Czeladź wyróżniana była za nowatorskie wdrożenia w zakresie administracji. Dzisiaj urzędnicy o wysokich kwalifikacjach są eliminowani. Ich miejsce zastępują amatorzy, osoby przypadkowe, znajomi znajomych, … Administracja „po nowemu” staje się bezwładnym aparatem biurokratycznym odwracającym się od mieszkańca. A miało być tak pięknie. Poprzedni burmistrz dość często spotykał się z mieszkańcami, by konsultować swe pomysły. Według Teresy Kosmali było to stanowczo za mało. Stąd postulat, by konsultować z mieszańcami wszystkie ważne dla mieszkańców sprawy i projekty. Trzeba przyznać, że piękna idea przyświecała pani Teresie. Szkoda tylko, że tak szybko o niej zapomniała. Dziś decyzje podejmowane są nocą w zaciszu burmistrzowskiego gabinetu. Jeśli konsultowane, to z osobami zaufanymi. Czy tak miało być? Czy to było treścią pustej, jak się okazało, obietnicy? Być może w związku z tym wyborczym postulatem miał związek ten dodatkowy wynikający z porozumienia z Teresą Wąsowicz, czyli rozwoju aktywności mieszkańców. Skoro konsultacje z założenia miały być fikcją, to aktywność mieszkańców jest jedyną formą obrony. Ważnym punktem programu wyborczego Teresy Kosmali było zmniejszenie zadłużenia miasta poprzez racjonalne wydawanie pieniędzy. Słuszny kierunek, pod warunkiem, że nie ograniczony do działań werbalnych. Tymczasem obecna władza oszczędza widowiskowo. Opóźnia włączanie oświetlenia ulicznego, ogranicza wydatki na kulturę, wycofuje się z inwestycji, … ale w budżecie tego jakoś nie widać. Cóż zatem się dzieje? Oszczędności widać w realu, ale wskaźniki ekonomiczne mówią zupełnie coś innego. Analiza budżetu miasta wykazuje jednoznacznie - nowa władza nie oszczędza. Dla picu dokonuje aktów pozorowanych. Dobrym przykładem jest tu oświetlenie uliczne. Wyłączanie oświetlenia daje efekty. W tym problem, że niższe niż koszty zatrudnienia doradcy do spraw oszczędności. Czy to można nazwać racjonalnym wydawaniem pieniędzy? Odpowiedź nasuwa się sama. Poprawa kondycji finansowej miasta polegać miała między innymi na pozyskiwaniu nowych źródeł dochodu. Problem w tym, że nie dość, iż tych źródeł nie ma, to utracono te stare. Dość skutecznie wystraszono japońskich inwestorów z Komatsu, czy grupy Mazak. Być może pani Teresa, tworząc program, myślała o teściu swego zastępcy, ale życie pokazało, że nie jest to osoba godna zaufania. Swoją drogą, czy można budować program na obietnicach kogoś, kto nie umie zrobić porządku nawet na terenie własnej posesji? Jako kuriozum można potraktować obietnicę zwiększenia ilości punktów Poczty Polskiej w mieście. Nie wiadomo, czy Teresa Kosmala nie widziała, że dostawa listów nie jest zadaniem własnym gminy, czy też sama chciała zająć się nową działalnością gospodarczą, ale wyszło, jak wyszło - nowej poczty nie ma. Co więcej, pani burmistrz nie zrobiła niczego, aby to zmienić. Dlaczego? Bo Teresa Kosmala idąc do wyborów posługiwała się bezprzykładną krytyką poprzednika, kłamstwem i długą listą obietnic. Adam Woźniak

TYLKO OBIECYWAŁA OSZCZĘDNOŚCI CZYLI W GRONIE PRZYJACIÓŁ ednymi ze sztandarowych punktów prograJszenie mu wyborczego Teresy Kosmali były zmniejkosztów administracji (obniżka pensji

burmistrza i diet radnych) oraz ograniczenie kosztów administracyjnych instytucji miejskich. Na papierze brzmi to pięknie i dumnie, jednak w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Już na samym początku Kosmala powołała dwóch wiceburmistrzów, poprzednik - Marek Mrozowski miał tylko jednego zastępcę. Do tego rozpoczął się proces zatrudniania doradców i asystentów. O ile w poprzednich kadencjach w ogóle nie było tego typu stanowisk, słusznie uznawanych za typowy przerost urzędniczej kadry, obecnie jest już 3 doradców i 1 asystent, którzy łącznie kosztują podatników, każdego roku blisko 100 tys. zł. Do tego dochodzi także znaczna liczba osób zatrudnionych na stanowiskach urzędniczych lub pomocniczych, w większości przypadków nabory prowadzone były z pominięciem przepisów ustawy o pracownikach samorządowych (nakazuje ona prowadzenie

konkursów). Tematem tym zainteresowała się już Najwyższa Izba Kontroli, która jeszcze w tym roku ma dokonać kontroli tego problemu. Ilość pracowników urzędu i jednostek podległych rośnie w zastraszającym tempie, bez liczenia się z jakimkolwiek rachunkiem ekonomicznym i rozsądnym podejściem. Jeżeli w 2010 r. w urzędzie zatrudnionych było 140 osób to w maju 2012 liczba ta wzrosła już do 151 (!!!) osób. Podobnie sytuacja wygląda w jednostkach organizacyjnych miasta. Niestety to jeszcze nie koniec niepokojących informacji. Media ostatnio głośno mówią o nepotyzmie, jaki pojawił się w mieście za sprawą Teresy Kosmali. Temat podejmowały zarówno media lokalne jak i ogólnopolska telewizja TVN. Przykładowo w urzędzie zatrudnienie znaleźli koledzy viceburmistrza Szurdygi Jakub Sz. i Tomasz W., brat dyrektora ZBK Leny W. - Marek W. prowadzi działalność związaną ze sprzątaniem w gminnej spółce, w ZBK zatrudniona jest Ewelina Ł. bliska krewna wiceburmistrz Wąsowicz, kuzynka doradcy burmistrza Andrzeja Ś. - Wioletta B-Cz. znala-

zła zatrudnienie w miejskim muzeum, sam wiceburmistrz Szurdyga jest z kolei zięciem Stefana G. głównego sponsora kampanii Kosmali. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo takich powiązań, jak podają media jest znacznie więcej. W 2011 r. koszty płac w administracji samego urzędu wzrosły do kwoty 7,355 mln zł czyli o ponad 160 tys. zł w porównaniu z rokiem 2010. Koszty utrzymania najwyższego kierownictwa urzędu w czasach burmistrza Mrozowskiego (burmistrz, zastępcy, sekretarz, skarbnik, doradcy i asystenci) kształtowały się na poziomie 683.983,08 zł podczas gdy w roku 2011 za czasów Teresy Kosmali wyniosły już 921.853,38 zł i były o ponad 237 tys. zł wyższe. Jeżeli brać pod uwagę program wyborczy Teresy Kosmali i jej obietnice o tańszej, sprawniejszej i wolnej od powiązań administracji obecna sytuacja jest naprawdę szokująca, a wszystko wskazuje na to, że liczba osób zatrudnionych w administracji będzie nadal wzrastać podobnie jak koszty jej funkcjonowania. RW

7


O

CZELADŹ ALE JAKA ?

d władzy samorządowej wymaga się jasnej wizji rozwoju miasta. Ta wizja powinna być proponowana przez ugrupowania w trakcie kampanii wyborczej i oceniana przez wyborców. Tyle teoria. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Wyborcy nie oceniają programów i ich możliwości realizacyjnych, ale w swych decyzjach kierują się schematami lub emocjami. Program, czy wizja powinny być spójne i obejmować całokształt zadań stojących przed samorządem. To wymaga dobrego przygotowania, wiedzy i systematycznego, wieloletniego działania. W ponad dwudziestoletniej historii czeladzkiego samorządu jedynie Marek Mrozowski przedstawił i realizował swój autorski program dla miasta. Jego wizja przyszłości ewaluowała, ale bazowała na materiale badawczym zawartym w Strategii Rozwoju przyjętej przez Radę Miejską w roku 1995. Ów materiał był wynikiem szeroko zakrojonych konsultacji społecznych oraz analizie mocnych i słabych stron miasta opracowanych przez pracowników Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Wizja i strategia winny wybiegać daleko do przodu. Wizja wiąże się ze stanem oczekiwanym. Jest celem, do którego zmierzamy. Stąd jej perspektywa czasowa jest dość odległa. Strategia dotyczy horyzontu czasowego bliższego, nie mniej jednak kilkunastoletniego. Tylko naiwnym laikom wydaje się, że kilkuletnie programy operacyjne mogą zastąpić wizję i strategię. Programy operacyjne wyrażone w postaci Wieloletniej prognozy finansowej stanowią jedynie doprecyzowanie zapisów strategicznych. Obecnie obowiązującą jest Strategia Rozwoju Miasta Czeladź z roku 2004 ze swymi dziesięcioma programami i perspektywą czasową do roku 2015. Nikt jej nie zmienił, ale prawda jest taka, że powoli przechodzi do historii i obecna władza nie zamierza jej kontynuować. Co prawda nie próbuje nawet przedstawić swojej wizji miasta, ale starą poddaje systematycznej krytyce. W zasadzie to jesteśmy świadkami czegoś niebywałego - „rozwoju” w niewiadomym kierunku. Pani Teresa Kosmala przedstawiła w okresie kampanii wyborczej swój program, który jednak trudno porównać do wizji czy strategii. Z resztą i on nie jest realizowany. Dziś to już widać wyraźnie, że był jedynie lepem na wyborców. Coś trzeba było napisać, to się napisało. W szeregach obecnych władz samorządowych nie ma też nikogo, kto mógłby jakąś wizję zaproponować. Owszem, krytykantów jest wielu, ale wizjonerów za grosz. Czas biegnie szybko i już niebawem rozpocznie się nowa kampania. Pojawią się obietnice kandydatów i zapewne trudno będzie się z nich dowiedzieć dokąd chcą podążać ich twórcy. My chcemy Państwu zaproponować wizję bazującą na obowiązującej Strategii. Zapraszamy do dyskusji na www.czeladz-forum.com.pl. Może wspólnymi siłami uda się nam stworzyć nową jakość, która przemieni nasze miasto w nową Czeladź.

STARE MIASTO

roku 750-lecia Czeladzi dyskusję o jej przyW szłości wypada rozpocząć od Starego Miasta. Jest ono jednym z naszych atutów. We

wschodniej części Aglomeracji Katowickiej brak jest drugiego takiego miasta, które zachowało swój pierwotny średniowieczny układ urbanistyczny. Mało tego, tylko w Czeladzi mamy do czynienia z ciągłością kulturową od zarania do współczesności. Prace nad rewitalizacją rozpoczęte zostały jeszcze w pierwszej kadencji samorządu. Przygotowano wówczas pierwsze opracowania (prof. Zbigniew Białkiewicz) oraz przygotowano plan zagospodarowania. W drugiej kadencji prace koncepcyjne kontynuowano, a koordynował je Marek Mrozowski ówczesny zastępca burmistrza. W trzeciej kadencji zainteresowanie opadło. Objęcie urzędu burmistrza przez Marka Mrozowskiego oznaczało, że Stare Miasto będzie rewitalizowane, co ciekawe nawet wbrew woli Rady Miejskiej. Pomimo oporu radnych SLD burmistrz zlecił koncepcję zagospodarowania (prof. Andrzej Kadłuczka), projekty techniczne, a następnie złożył wniosek o pieniądze unijne. Gdy dofinansowanie zostało przyznane, radni ulegli presji i przyjęli program do realizacji. W latach

2005-10 trwały intensywne prace inwestycyjne, których łączna wartość wyniosła około 25 mln zł. Proces rewitalizacji miał być kontynuowany w następnych latach. Jednak nowy „brak wizji” nie przewiduje już ciągu dalszego. Ba, w rejonie staromiejskim ograniczone zostały do minimum imprezy kulturalne. Ożywienie tej części miasta staje się dziś już historią. Okazuje się jednak, że większość mieszkańców docenia przemiany, jakie się tam dokonały. Trwa wciąż, oczywiście żywa dyskusja nad słusznością przyjętej koncepcji zagospodarowania, ale my wolelibyśmy raczej mówić o tym, co przed nami Zdaniem obecnych władz samorządowych rewitalizacji nie należy kontynuować, gdyż jest ona niepotrzebnym zbytkiem. Odmiennego zdania jest były burmistrz - Marek Mrozowski: - Rewitalizacja jest wieloletnim procesem. Same inwestycje w infrastrukturę nie dadzą jeszcze oczekiwanego efektu. Zanim Stare Miasto zacznie żyć własnym życiem trzeba je systematycznie wspomagać. Inaczej za kilka lat może się okazać, że cel nie zostanie osiągnięty już nigdy. O to raczej nam nie chodzi, zatem należałoby wrócić do działań zapoczątkowanych w poprzedniej kadencji i starać się zrealizować nakreślone wówczas zadania. Projekty już są, sposoby finansowania też, a zatem do dzieła. Krzysztof Majewski

MAREK MROZOWSKI

NAJLEPSZYm BURMISTRZEM

ortal czeladz.org.pl przeprowadził sondaż wśród internautów. Jego celem było P wyłonienie najlepszego burmistrza ery samorządowej w Czeladzi. Zwycięzcą rankingu okazał się Marek Mrozowski, który ten urząd sprawował w latach 2002-2010.

Tego można było się spodziewać, gdyż był to najlepszy okres w krótkiej historii naszego samorządu, a i wcześniejsza działalność laureata była chwalebna. Zaskoczeniem jednak jest absolutne zdystansowanie przez niego pozostałych uczestników rankingu. Jest to tym bardziej ciekawe, że nie tak dawno przegrał on rywalizację z obecną władającą. Teresa Kosmala uzyskała zaledwie 11% głosów. Wygląda na to, że czas refleksji już nadszedł. Gratulacje za te 65% i pozdrowienia dla pana burmistrza Marka Mrozowskiego.

8

W kilku słowach: Wojciech, mieszkaniec Starego Miasta Pamiętam ten smród przed moim domem wydobywający się z kanalizacji. Jak ciśnienie spadało smród był nie do wytrzymania, trzeba było zamykać okna. Teraz już nie ma tego problemu. Dzięki inwestycjom mam też doprowadzony gaz. Teraz żyje się tu lepiej. Krystyna, pracownik banku. Szkoda mi tych drzew. Pamiętam, jak byłam dzieckiem, często buszowałam tu z koleżankami przy fontannie. Nie przeszkadzały mi nawet wrony, które zlatywały się wieczorem z całej okolicy i brudziły wszystkich siedzących na ławkach. Czasami było to nawet śmieszne. Teraz jest ładnie, ale czegoś tu brakuje. Barbara, niegdyś mieszkanka Rynku. Za mało zieleni. Stare drzewa były chore, rozumiem to, ale dzisiaj ich mi brakuje. Może doczekam, jak te platany urosną. Może też ta kostka się trochę zeszlifuje. Zdzisław, mieszkaniec Sosnowca. Ładne miejsce, ciekawe, popołudniami takie spokojne. Tylko te budynki takie odrapane. Choć niektóre widać, że odnowione. Coś z tym trzeba zrobić. No i brak jakiejś kawiarni. Zbyszek, student. Nic się nie dzieje. Szkoda gadać. Miało być tak dobrze, a wyszło, jak wyszło. Rzadko tu przychodzę, bo nie ma po co. Może trochę muzyki, jakiś koncert, ogródek piwny*, a tu nic. Aby deptać pod górę tylko po to, by zobaczyć paru smakoszy, to się nie opłaca, szkoda czasu. * w międzyczasie otwarto ogódek piwny

Maryla, młoda matka. Przychodzę tu z dzieckiem, bo lubi pobiegać, a tu jest spokojnie. Szkoda tylko, że nie realizują tego co było zaplanowane. W zasadzie nie wiem dlaczego. Przydałaby się jakaś cukierenka i więcej tych urządzeń do zabawy. Grzegorz, mieszkaniec Piasków. Myślę, że czeladzki rynek jest ciekawym rozwiązaniem może nie wykończonym, ale na pewno dobrym pierwszym krokiem. Wymaga dalszych zmian, ale przez ostatni rok kompletnie zaniedbanym. Na Piaskach niewątpliwie brakuje takiego miejsca.

PLATFORMA SAMORZĄDOWA

NOWA CZELADŹ ISSN 1508-1877 Rejestr Dzienników i Czasopism pozycja Pr 2475 www.nowaczeladz.pl email: nowaczeladz@gmail.com Redaktor naczelny: Wojciech Maćkowski Nakład: 5000 egz. Druk: Polskapresse Sp. z o.o. ul. Baczyńskiego 25 A 41-203 Sosnowiec

Nowa Czeladź  

Platforma Samorządowa NOWA CZELADŹ

Advertisement