Issuu on Google+

Odbicia lustrzane wtorek, 23 lutego 2010 19:11 Noc minęła tak szybko... .Tylko nos usprawiedliwiała mnie od wszystkich dziwnych zjawisk. Obudziło mnie szczekanie psa gdzieś niedaleko. Była godzina 5 rano. Kiedy zobaczyłam pierwsze promienie słońca na ścianie ogarnął mnie jeszcze większy smutek. Trzeba było wstawać. Karolina szybko zdjadła śniadanie i pojechała do pracy. Godziny bez niej były bardzo nudne. Przeważnie siedziałam w swoim pokoju i czytałam jakieś gazety. Bywały dni, że nie znajdowałam dla siebie zajęcia. Nie wychodziłam z pokoju- nie lubiłam kiedy Sarah była przy mnie. Zdawało mi się, że odizolowałam ją od siebie. Trzeba było przyznać, że Sarah była dziwną osobą. Nie była zła ale też nie przejawiała radości. Kiedy czasem wracałam z kuchni lub łazienki zawsze dziwnie się na mnie patrzyła. Kiedy byłam na dworze przyglądała się mnie z okna. Po jakimś czasie odkryłam jej "obecność" w moim życiu. Poza tym ciągle wydawało mi się, że ma dziwny układ oczu. Niby taki sam jak każdego, jednak coś w nich było. I tak mijały tygodnie- dzień za dniem. Wlokły się bardzo wolno i nie umiem wytłumaczyć dlaczego. Jednak za każdym dniem wlokło mi się to samo pytanie- czy w tym domu poza nami mieszka ktoś jeszcze? To pytanie nie dawało mi spokoju. Wciąż obmyślałam najrozmaitrze rozwiązania co do ów naszej pierwszej jak zarazem najdziwniejszej nocy spęczonej w nowym domu. Także Sarah po tym zaczęła być podejżliwa. Nie była już taka otwarta jak na naszym pierwszym spotkaniu. Powoli zaczęłam rozgryzać jej dziwny charakter. Prawdopodobnie miała w planach, że kiedyś możemy ją podejżewać o dziwne przypadki. A więc to dlatego na początku obdarowywała nas prezętami ! Żeby najzwyczajniej odwreócić nam uwagę. Ja jednak i myślę, że też Karolina nie damy się łatwo przekupić. Sarah właśnie siedziała w salonie na kanapie i przeglądała jakiś szmatławiec. Lubiła tak spędzać czas, lecz myślę, że nie czyta go dosłownie. Prawdopobnie myśli o mnie i o Karolinie tak ja myśle o niej. Wyszłam ze swego pokoju i wydałam do niej chyba pierwsze słowo od tygodnia, które nie brzmi "tak" lub "nie". W głowie kręciły mi się plany co do nowej pracy. Wiedziałam, że nie mogę krzątać się po swoim pokoju nic nie robiąc. Myślałam już od dawna o karierze muzycznej. Szłam już prosto do drzwi gdy nagle Sarah gwałtownie zatrzymała mnie w progu. Zaczęła zagadywać. -Dokąd idziesz ?-spytała -Do kinoteatru -Po co idziesz do kinoteatru o tej porze? Zwykle chodzi się tam po zmroku a nie teraz! -Wiem, ja idę tam się zatrudnić. -Podobno płacą tam niską cenę, jak jesteś początkowa to zatrudniają cię tam do szorowania podłóg. Zależy jakie wykształcenie. -Ja mam bardzo wysokie. Ukończyłam studia muzyczno-artystyczne i już nie raz było o mnie słychać. -Aaaa, no to na pewno szorować nie będziesz. -Ok, to ja lecę, powiedz Karolinie jak przyjdzie że czekam na nią w mim pokoju o 20 -Ok Zamknęły się drzwi. Przez całą drogę myślałam. Ciągle po głowie chodziły mi jej słowa "...jak jesteś początkowa to zatrudniają cię tam do szorowania podłóg". Pomimo to, że później zaprzeczyła liczyło się mocno te zdanie. Nie dawało mi spokoju przez całą "wyprawę" do kinoteatru. Co jeśli mnie nie zatródnią ? Wkońcu stanęłam przed budynkiem. Cała się trzęsłam ale szybko uspokoiłam się. Nagle przystałam. Zaczęłam mówić do siebie po cichu jabym poskramiała moje splątane myśli: - O, słyszę znajomą nutę, tak to muzyka z mojego ulubionego filmu ! W tym momencie poczułam jakbym była odłączona od reszty świata. Nie patrząc na nic zaczęłam śpiewać to samo, co leciało w kinoteatrze. Zupełnie zapomniałam, że jestem spóźniona. Nagle z budynku wyszła pewna kobieta. Była bardzo wysoka i szczupła. Włosy miała koloru czarnego, sięgające aż do pasa. -Czy to ty tak pięknie śpiewasz ?-spytała. Nagle poczułam w siebie gorycz. Przecież do właścicielka tego całego budynku, czyli moja przyszła szefowa ! Zaczęłam się usprawiedliwiać: -Oj, przepraszam za spóźnieie, miałam być w środku ale się zamyśliłam. Byłam zdziwina. Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech: -Nie przejmuj się, milej nawet posiedzieć na świeżym powietrzu. Powiedz mi coś o sobie. -Mam na imię Maria i ukończyłam studia muzyczno-artystyczne. -Masz jakieś wyróżnienia ? -Tak, już od najmłodszych lat niosła mnie muzyka, tak samo jest też w dniu disziejszym. -Wieżę ci, masz pewnie te same uczucia co ja. -Naprawdę ? -Oczywiście, zaczynałam podobnie jak ty a teraz jestem kierowniczką tego całego budynku.


-Czyli, że ja... -Tak, możesz podobnie rozwijać swą karierą jak ja. -Moim celem jest podzielenie się swoją twórczością z innymi. -Czyli, że jednak czymś się różnimy. Ja chciałam być szefową tego całego stowarzyszenia a ty chcesz dawać ludziom muzykę. -Właśnie, a teraz przejdźmy do rzeczy. Czy mogę tu pracować ? Wszystkie papiery zostały oczywiście złożone. -Tak, zaczynasz od dziś. Zapomniałam Ci powiedzieć jak mam na imię, przepraszam. -Nic nie szkodzi... -Jestem Rachel (czyt. Rejczel) -Ok, a na którą mam przyjść? -Nie przychodzisz, dawaj koncerty. -Słucham ?! -Jesteś na najwyższym stopniu. -Ale...ale ja przecież zaczynam dopiero! -Wiem, widzę w tobie coś co nie daje mi spokoju. Ta wewnętrzna siła w tobie jest bardzo silna i o to mi właśnie chodzi. Spotykamy się jutro o tej samej porze, dobrze ? -Dobrze, na pewno będę. Dziękuję. Po tej rozmowie byłam wielce zdziwiona ja i ustatysfakcjonowana. Wracałam do domu. Już w progu zastałam Sarah, króra najwyraźniej na mnie czekała. O co jej mogło teraz chodzić? Zaczęła: -Chyba pora na to abym ci opowiedziała co nieco w NewWorld. -Masz czas mi wszystko tłumaczyć ? -Jasne, ja mam dużo czasu. A przede wszystkim chciałam cię przeprosić za wczoraj, trochę mnie poniosło. -Nic nie szkodzi, to moja wina... -Nie obwiniaj siebie, i tak wiem, że to ja zawiniłam. -No niech ci będzie. -Mam pytanie. Cóż mam uczynić abyś czuła tu się swobodnie. Masz za mały pokój? Czego ci tu brakuje, że zachowujesz się jakbyś była skałą? Tylko powiedz szczerze. -Wiesz, to tródne pytanie i obawiam się, że nie znam na nie odpowiedzi. -Coś ze mną nie tak ? -Nie- zaprzeczyłam gwałtownie -to moja wina. Po prostu się nudzę tutaj. Nie martw się, już znalazłam sobie zajęcie. -Czy wybaczysz mi to, abym odwołała swoją opowieść na jutro? Zapomniałam zupełnie, że dziś miałam się wybrać do miasta. Lodówka jest prawie pusta a ktoś mósi zapełnić zapasy żywności. -Pomóc ci? -Nie,dziękuję. Sama propozycja z twojej strony jest bardzo miła, ale dam sobie radę sama. -Dobrze. -Będę za około 2 godziny. Cześć. -Cześć. Nie miałam odwagi powiedzieć Sarah co tak na prawdę czuję. Boję się jaka mogłaby być jej reakcja na moją szczerą odpowiedź. No cóż, godziny mijały a Sarh nie wracała. Wkońcu wybiła godzina 16 i Karolina wróciła zmęczona do domu. Ponoć myślałam, że dziennikarstwo jest łatwym zawodem. Myliłam się i Karolina była na tym żywym dowodem. Nastała noc. Chyba dziś po raz pierwszy zaczęłam się martwić o Sarah. Czemu tak długo nie wraca ? Szukać jej o takiej godzinie byłoby głupie. Nasze samochody nie przeszły jeszcze przeglądu, więc na własnych nogach nie dałybyśmy rady. Miałyśmy już zasnąć, gdy w pewnej chwili usłyszałam głosy ludzkie. Dobiegały z niedaleka, prawdopodobnie z sąsiedniego pokoju. Czy warto byłoby to sprawdzić ? Gryzła mnie i Karolnę ciekawość. Poszłyśmy to sprawdzić. Otwieram dzwi a tam... dziewczyna, która jest taka sama jak...ja ! Te same włosy, oczy, tylko kolorem ubrania się różniłyśmy. Była sama w pokoju i rozmawiała z samą sobą. Wykonywała najrozmaitrze ruchy rąk jakby rozmawiała z drógą osobą. Kiedy nas zauważyła skączyła "rozmowę". Patrzyłyśmy długo na siebie. Ona raz na mnie, raz na Karolinę, lecz na mnie ze szczególnością. Stałyśmy tak w bezruchy dobre 10 minut. Wkońcu dziewczyna pobladła. Nagle znieruchomiałam. Za dziewczyną było lustro a w nim dziewczyna, która była taka sama jak ja ! Nie różniła się kompletnie niczym. Pomyślałam w pierwszej chwili, że to tylko odbicie lustrzane mnie, ale szybko zmieniłam zdanie. Postać ta wykonywała różne ruchy, których ja nie wykonuję. Zaczęła wychodzić z lustra jakby się trochę przestraszyła na mój widok. Obecnie w pokoju były trzy osoby o tej samej urodzie. Karolina przyglądała się nam. Była zdezoriętowana tak samo jak ja. Dwie postacie nie przejawiały zdymienia. Stały naprzeciwko nas czekając na jakieś słowo. W końcu dziewczyna, która mówiła do siebie zaczęła: -Oh,no zobacz ! Sarah miała trzymać te dwie formy ludzkie na "uwięzi", jak zwierzęta w klatce a tu co?! Wyrwały się dwie panienki i gapią się na nas chyba z pół godziny już !


-Cicho!-uciszyła ją dróga dziewczyna-Co my teraz powiemy Sarah ? - Że zobaczyłam siebie w lustrze -A jak wytłumaczysz tą drugą? -Że to byłaś ty tylko przybrałaś jej postać... -A po co miałabym się w nią zmieniać? -Hmmm...dla żartów? Sarah wie, że luimy się wygłupiać. -No dobra. Po chwili namysłu spytałam: -Kim jesteście?! I czemu jesteście mną?! -Już już-zaczęła postać,która była w lustrze-Otorz jesteśmy dwoma odbiciami lustrzanymi! -Że co?! (W tej chwili znieruchomiałam zupełnie) -Sarah powołała nas do życia. Chciała zobaczyć jak będzie wyglądać jej nowa agentka... -Zaraz,czekaj. Jaka agentka? -To ty nic nie wiesz?! Jesteś z tą drugą agentkami ! Macie misję alby zwalczyć Black. -To mi się w głowie nie mieści... -Sarah ci nie powiedziała?-zdumiała się nieco -Nie -Ja jestem pierwszym odbiciem a ona-wskazała na dziewczynę w niebieskiej sukience-drógim odbiciem. -Macie jakieś imiona? -Tak, Ja Marysia i ona Marysia ale głupio tak gadać podwójnie, więc jesteśmy odbiciami lustrzanymi. -Powiesz nam coś jeszcze o nas? -No dobra, ale jest warunek. -Jaki? -Mósicie udać się z nami teraz do mianta na zakupy. -Co?! Po co chcecie o 23 w nocy chodziś po mieście?! Sklepy są zamknięte. -Nie wszystkie, jest jeden, który działa 24 godziny. -Po co chcecie tam iść? -Oj,proszę cię. Tak długo nie byłyśmy w mieście a tym bardziej na zakupach. Chcę sobie kupić nową ścierkę do wycierania mnie. -Co to znaczy "mnie"? -Nie jestem człowiekiem przecież, jestem tylko odbiciem lustrzanym powołanym do życia. -No dobrze. Kiedy już tam byłyśmy dziwiło mnie to, że się zgodziłam. Wszystko wydawało się teraz bardzo dziwne i jakoś nie mogłam odmówić. Gdy przyszłyśmy do domu Sarah jeszcze nie było. Jednak nie patrzyłam na nic, kiedrowałam się tylko w stronę sypialni. Jeszcze nigdy aż tak nie byłam zmęczona. Zamknęłam oczy. Nagle budzę się i jest już jasno. Karoliny już nie było. Zdałąm sobie sprawę, że przygoda z odbiciami lustrzanymi to był tylko sen. Czyli, że ich historia o agentkach... . Zapomniałam o wszystkim. Nagle z mojej pamięci gwałtownie usunęły się przeżycia z mojego snu.


Odbicia lustrzane