Page 1

ISSN 2450-8152


Judaista Studenckie Czasopismo Naukowe

W czasopiśmie publikowane są artykuły, eseje, źródła, tłumaczenia, komunikaty, recenzje, sprawozdania i inne materiały dotyczące szeroko pojętej tematyki żydowskiej, obejmującej historię, kulturę, język i obyczajowość Żydów w Polsce i na świecie. Informacje dla autorów: 1. Redakcja zastrzega sobie możliwość dokonywania skrótów i opracowania redakcyjnego nadsyłanych tekstów. 2. Przyjmowane są jedynie niepublikowane wcześniej prace (zapisane w programach word, open office, rich text format) w formie pliku komputerowego z dołączonym wydrukiem, napisane według ogólnie obowiązujących reguł (tj. czcionka 12, Times New Roman, interlinia 1,5, teksty wyjustowane, 1800 znaków na stronie). 3. Redakcja zastrzega sobie prawo odmowy publikacji niezamówionych tekstów. 4. Ostateczna akceptacja tekstów przeznaczonych do druku wynika z pozytywnej opinii recenzenta i zespołu redakcyjnego.

Publikacja została sfinansowana ze środków


Z

przyjemnością oddajemy w Państwa ręce kolejny, siódmy już numer studenckiego czasopisma naukowego „Judaista”, który jest wydawany przez Koło Naukowe Studentów Instytutu Judaistyki UJ pod auspicjami Instytutu Judaistyki UJ. W niniejszym numerze „Judaisty” znajdują się cztery artykuły z zakresu historii, literatury i filozofii, a także praca translatorska z języka jidysz oraz recenzja książki. Życzymy miłej lektury i zapraszamy do współpracy, a także do nadsyłania kolejnych, interesujących tekstów. Karolina Sierzputowska

Opieka naukowa Dr hab. Stefan Gąsiorowski, prof. UJ Opiekun koła naukowego Dr Ewa Węgrzyn Redaktorka naczelna Karolina Sierzputowska Redakcja Agata Bożek Monika Miłek Sabina Wojtasiak Adres redakcji Instytut Judaistyki UJ ul. Józefa 19, 31-056 Kraków

Recenzenci Prof. dr hab. Adam Kaźmierczyk Dr Alicja Maślak-Maciejewska Dr hab. Magdalena Ruta, prof. UJ Dr Marek Tuszewicki Dr Przemysław Zarubin Łamanie, skład, oprawa graficzna Wydawnictwo JAK www.wydawnictwojak.pl Autor okładki czasopisma Jakub Jarnot Autor okładki czasopisma Stanisław Zieliński


Spis treści SŁAWOMIR PASTUSZKA

3 Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach  w pierwszych latach swojego istnienia  (1928–1932)

KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA 35 Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej WIKTORIA JAROS

49 Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

VIKTORIIA OHERUK

64 Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

79 Po tamtej stronie Bugu

WERONIKA ŚLUSARCZYK

105 Nieustający festiwal przyjaźni?

110 Biogramy autorów


SŁAWOMIR PASTUSZKA Uniwersytet Jagielloński

Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia (1928–1932)

M

iasto Czechowice-Dziedzice znajduje się na Śląsku Cieszyńskim, który do 1918 roku wchodził w skład monarchii austro-węgierskiej. Powstało ono z połączenia dwóch odrębnych wsi Czechowic i Dziedzic, których historia sięga średniowiecza. W 1920 roku znalazły się one w granicach odrodzonego państwa polskiego. Podczas II wojny światowej miejscowości te zostały włączone do III Rzeszy i połączone w jedną jednostkę administracyjną. Na jej bazie 1 stycznia 1951 roku powstało miasto Czechowice, któremu na podstawie rozporządzenia z 13 listopada 1958 roku  – po protestach mieszkańców Dziedzic  – nadano obecną nazwę. Położone na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych i mające głównie rolniczy charakter Czechowice i Dziedzice nie stanowiły dla ludności żydowskiej atrakcyjnych miejsc do osiedlenia. Dopiero zapoczątkowany w połowie XIX wieku proces uprzemysłowienia tego regionu, w tym przede wszystkim budowa Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, jak i w 1854 roku stacji Cesarsko-Królewskiej Uprzywilejowanej Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda w Dziedzicach, przyczyniły się do wzrostu jego atrakcyjności, a tym samym znacznego wzrostu liczby tamtejszych Żydów. Już na przełomie XIX i XX wieku na terenie dzisiejszej gminy Czechowice-Dziedzice, obejmującej swoim zasięgiem także Bronów, Ligotę i Zabrzeg, Żydzi stanowili największe skupisko w okręgu bielskiej gminy wyznaniowej (poza samym Bielskiem), istniejącej formalnie od 1865 roku1.

1

G.M. Chromik, J. Spyra, Żydzi w Czechowicach i Dziedzicach  – zarys historii, [w:] Żydzi w Bielsku, Białej i okolicy, red. J. Polak i J. Spyra, Bielsko-Biała 1996, s. 89–98. 3


Sławomir Pastuszka

18902

19003

19104

proludproludproludliczba liczba liczba cent ność cent ność cent ność Żydów Żydów Żydów Żydów Żydów ogółem Żydów ogółem ogółem Bronów

698

3

0,4%

698

10

1,4%

749

5

0,7%

Czechowice

3217

65

2,0%

3964

94

2,3%

7056

176

2,5%

Dziedzice

1088

51

4,7%

1618

86

5,3%

2436

185

7,6%

Ligota

1606

22

1,4%

1734

36

2,1%

1791

31

1,7%

Zabrzeg

1304

39

3,0%

1381

42

3,0%

1598

30

1,9%

ogółem

7913

180

2,7%

9395

268

2,8%

13630

427

3,1%

Stan liczebny Żydów w miejscowościach gminy Czechowice-Dziedzice w latach 1890–1910.

Rozwijająca się liczebnie żydowska społeczność opisywanej gminy  – co obrazuje powyższa tabela  – zaczęła stopniowo dążyć do osiągnięcia samowystarczalności. W pierwszej kolejności zdecydowano się na powołanie do życia organizacji, która miałaby ułatwić miejscowym Żydom wypełnianie obowiązków religijnych bez konieczności dojazdu do Bielska. Dążenia te zostały sfinalizowane w 1900 roku, kiedy śląskie władze krajowe oficjalnie zarejestrowały Israelitische Betverein „Bnej Emunah” in Dzieditz5, którego bieżącą działalność finansowano z budżetu gminy bielskiej6. Stowarzyszenie to w pierwszych latach istnienia stało się właścicielem kilku działek na terenie Dziedzic. Jednym z pierwszych nabytków była zakupiona 28 sierpnia 1903 roku od Adolfa Kontnika nieruchomość na rogu dzisiejszych ulic Legionów i Stalmacha, gdzie znajdował się dom mieszkalny o numerze 123, który już w 1898 roku przystosowano do publicznego odprawiania praktyk religijnych7. 2

3

4

5 6

7

4

Special-Orts-Repertorium von Schlesien. Neubearbeitung auf Grund der Ergebnisse der Volkszählung vom 31. Dezember 1890, Wien 1894, s. 3. Orts-Repertorium von Schlesien nach dem Ergebnisse der Volkszählung vom 31. Dezember 1900, Troppau 1901, s. 2–3. L. Patryn, Die Ergebnisse der Volkszählung vom 31. Dezember 1910 in Schlesien, Troppau 1912, s. 8–11. „Statistische Handbuch für die Selbstverwaltung in Schlesien”, nr 4, 1902, s. 277. Archiwum Państwowe w Katowicach (dalej: APKat.), Urząd Wojewódzki Śląski  – Wydział Administracyjny (dalej: UWŚl Adm), sygn. 1991, s. 76–77. Księga wieczysta Dziedzice nr 161 w zasobach Sądu Rejonowego w Pszczynie; APKat., UWŚl Adm, sygn. 1987a, s. 90.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Liczba wyznawców judaizmu w Czechowicach i Dziedzicach w ciągu dwudziestu lat potroiła się, a tym samym wzrosła wśród nich także liczba zgonów. Założenie własnego cmentarza stało się więc koniecznością i jakże ważnym krokiem do uzyskania pełnej niezależności. W tym celu kontraktem z 13 września 1911 roku Israelitische Betverein „Bnej Emunah” odkupiło od Józefa i Anny Schoferów działkę rolną w Dziedzicach przy obecnej ulicy Szkolnej 5 z zamiarem przeznaczenia jej na miejsce spoczynku zmarłych w okolicy Żydów. Uroczystego otwarcia nekropolii dokonano 10 stycznia 1915 roku w obecności rabina Markusa Steinera z Bielska i reprezentujących wspomniane stowarzyszenie Wilhelma Zieglera i Heinricha Wachsmanna. Na jej terenie od strony ulicy zbudowano okazały dom przedpogrzebowy, wyburzony w listopadzie 1994 roku8. Rozwój ilościowy i wzrost znaczenia miejscowej społeczności żydowskiej tworzyły realne podstawy do podjęcia starań o utworzenie niezależnej gminy wyznaniowej, do czego zgodnie z austriacką ustawą z 21 marca 1890 roku o urządzeniu zewnętrznych stosunków prawnych izraelickiego społeczeństwa religijnego potrzebnych było co najmniej trzydzieści osób. Działania w tym celu podjęto zaraz po zakończeniu I wojny światowej. 15 listopada 1919 roku oficjalnie wystąpił o to do władz bielskiej gminy żydowskiej Norbert Rosenthal, przewodniczący stowarzyszenia „Bnej Emunah”. Podpisany przez niego wniosek nie wzbudził większego sprzeciwu i już 3 grudnia tego roku przewodniczący Salomon Pollak w imieniu zarządu gminy bielskiej wyraził zgodę na odłączenie z jej okręgu pięciu miejscowości i utworzenie na ich terenie niezależnej gminy z siedzibą w Dziedzicach. Prawdopodobnie w wyniku skomplikowanej sytuacji geopolitycznej i wszystkich problemów wynikających ze zmiany przynależności państwowej tych miejscowości, starania te przełożono w czasie. Do sprawy wrócono pod koniec 1925 roku. 6 listopada tego roku Rosenthal, w dalszym ciągu pełniący swoją funkcję, wystąpił do wojewody śląskiego z oficjalnym wnioskiem o utworzenie gminy, załączając pismo gminy bielskiej z 3 grudnia 1919 roku i proponowaną wersję statutu. Swój wniosek argumentował brakiem możliwości zaspokajania przez reprezentowaną przez niego społeczność potrzeb religijnych i rytualnych ze względu na oddalenie od Bielska, posiadanie od wielu lat własnej synagogi i cmentarza, zatrudnianie własnego rzeźnika rytualnego, a także niezależnością finansową miejscowych rodzin żydowskich. Zwrócił także uwagę, że ich związek z gminą bielską był pozorny i ograniczał się jedynie do płacenia podatku wyznaniowego, z którego rocznie przekazywano kwotę pięciu tysięcy złotych na rzecz kierowanego przez niego stowarzyszenia celem zaspokojenia miejscowych potrzeb religijnych9. Na posiedzeniu władz gminy bielskiej z 10 listopada 1925 roku potwierdzono wydaną sześć lat wcześniej zgodę na wyłączenie z jej okręgu pięciu miejscowości w celu utworzenia na ich terenie nowej gminy wyznaniowej. W związku z tym trzy 8 9

S. Pastuszka, Cmentarz żydowski w Czechowicach-Dziedzicach, Kraków 2019, s. 22. APKat., UWŚl Adm, sygn. 1991, s. 75–77. 5


Sławomir Pastuszka

dni później Śląski Urząd Wojewódzki zwrócił się do starostwa bielskiego z poleceniem przygotowania imiennego wykazu wszystkich Żydów zamieszkałych na terenie, który obejmować miałaby nowa gmina, spisu istniejących miejsc niezbędnych do realizacji kultu religijnego, a także oświadczenia o zdolności utrzymania przez nowo powstałą wspólnotę urzędników kultowych i posiadanych miejsc kultu. Po uzyskaniu tychże od Norberta Rosenthala 11 lutego 1926 roku skierowano oficjalny wniosek o utworzenie gminy do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego wraz z uzasadnieniem i projektem statutu. Pozytywna odpowiedź nadeszła 8 grudnia tego samego roku10. Dnia 22 listopada 1927 roku ukazało się rozporządzenie wojewody śląskiego powołujące od 1 stycznia roku następnego Izraelicką Gminę Wyznaniową z siedzibą w Dziedzicach, która objęła swoim zasięgiem także Czechowice, Bronów, Ligotę i Zabrzeg. Z tej okazji 5 lutego 1928 roku w dziedzickiej synagodze odbyło się uroczyste nabożeństwo inauguracyjne, w trakcie którego kazanie wygłosił rabin Samuel Hirschfeld z Białej. Wzięły w nim udział  – poza miejscową społecznością  – delegacje gmin żydowskich z Bielska i Białej, a także przedstawiciele lokalnych władz samorządowych i szkolnych. Po uroczystości wszyscy goście udali się do hotelu Schneebauma przy placu Wolności, gdzie z okazji rozpoczynającego się wieczorem święta Tu bi-Szwat rozdano dzieciom owoce palestyńskie, a przemówienia okolicznościowe wygłosili: rabin Hirschfeld, a także przewodniczący trzech gmin: Dawid Feuereisen z Białej, Berthold Simachowicz z Bielska i Dawid Schneebaum z Dziedzic11.

Podpisy członków pierwszego zarządu Izraelickiej Gminy Wyznaniowej w Dziedzicach

10 11

6

Tamże, s. 70–71, 78–101. „Jüdisches Volksblatt”, nr 1, 17.02.1928, s. 5.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Na czele nowo powstałej Gminy stanął tymczasowy zarząd złożony z pięciu osób powołanych przez starostę bielskiego. Byli nimi Dawid Schneebaum, Norbert Rosenthal, Szymon Freudenthal, Mojżesz Hilfstein i Maksymilian Grauer, z których pierwszy większością głosów wybrany został na stanowisko przewodniczącego12. Do głównych zadań gremium należała wstępna organizacja Gminy, w tym ostateczne przygotowanie jej statutu, w którym miano zapisać jej podstawowe założenia prawne, finansowe i organizacyjne13. Jego projekt  – wzorowany na statucie gminy bielskiej  – oficjalnie przedłożono starostwu już 31 stycznia 1928 roku. Po odniesieniu się do uwag i naniesieniu poprawek został zatwierdzony 7 września tego roku przez wojewodę śląskiego14. Celem niniejszego artykułu jest możliwie jak najbardziej szczegółowe opisanie założeń prawnych, finansowych i organizacyjnych powołanej w 1928 roku Izraelickiej Gminy Wyznaniowej z siedzibą w Dziedzicach, a także jej pierwszych czterech lat działalności. Była to najmłodsza i jedna z większych żydowskich gmin wyznaniowych w granicach autonomicznego województwa śląskiego, a społeczność w niej zrzeszona jedną z najbardziej aktywnych i niezwykle prężnie rozwijających się na tym terenie. Zasób źródeł odnośnie do tego tematu jest dość skąpy. Wewnętrzna dokumentacja Gminy, obejmująca m.in. protokoły posiedzeń i wyborów organów jej władzy, preliminarze i bilanse budżetowe, księgi metrykalne czy różnego rodzaju uchwały, wnioski, rejestry oraz inwentarze, uległa całkowitemu zniszczeniu lub zaginięciu podczas II wojny światowej. Dlatego też za najcenniejsze istniejące i ogólnie dostępne obecnie źródła należy uznać te znajdujące się w zasobach Archiwum Państwowego w Katowicach, obejmujące różnego rodzaju pisma i dokumenty  – w tym m.in. statut  – skierowane do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, związane z powołaniem i pierwszymi latami funkcjonowania Gminy. Dokumentacja ta z niewiadomych przyczyn urywa się w grudniu 1931 roku i nie obejmuje lat późniejszych15. Za bardzo wartościowe należy uznać także gazety „Jüdisches Volksblatt”16 i „Nowy Dziennik”17, na łamach których opublikowano wiele informacji, sprawozdań i komentarzy z życia żydowskiego w Dziedzicach i okolicy, które w dużej mierze zostały wykorzystane w tym artykule. 12 13 14 15 16

17

APKat., UWŚl Adm, sygn. 1991, s. 74. Tamże, s. 134–161. Tamże, s. 161. Tamże, sygn. 1991. „Jüdisches Volksblatt” (w latach 1933–1938 „Tygodnik Żydowski  – Jüdisches Volksblatt”, w latach 1938–1939 „Tygodnik Żydowski  – Pismo Śląskie”), tygodnik wydawany w Bielsku w latach 1925–1939, główny organ prasowy syjonistów z terenu Śląska Cieszyńskiego i Małopolski Zachodniej, ukazujący się początkowo wyłącznie w języku niemieckim, od 1933 roku także z tekstami w języku polskim, po 1938 roku wyłącznie po polsku. „Nowy Dziennik”, polskojęzyczny dziennik wydawany w Krakowie w latach 1918–1939, organ prasowy krakowskiej inteligencji żydowskiej i sfer mieszczańskich o poglądach umiarkowanie syjonistycznych i narodowych. 7


Sławomir Pastuszka

Postanowienia ogólne Zgodnie z zapisami statutu, do zadań Gminy należało zaspokajanie religijnych potrzeb jej członków oraz utrzymywanie lub wspieranie wskazanych przez tenże cel zakładów i instytucji wyznaniowych, zapewniających m.in. publiczne modlitwy, nauczanie religii, koszerne mięso, łaźnię rytualną, a także pochówek zgodny z zasadami wiary. Za członka Gminy uważano każdego Żyda stale zamieszkującego w jej okręgu, który ze względu na posiadany majątek zobowiązany był do uiszczania corocznego podatku wyznaniowego na jej rzecz. Prawa członkowskie obejmowały czynne i bierne prawo wyborcze, prawo do brania udziału w prowadzonych przez Gminę zakładach i instytucjach wyznaniowych, a także prawo do składania wniosków Radzie Wyznaniowej w formie pisemnej. Za obowiązki uważano natomiast punktualne i terminowe opłacanie ustanowionych w statucie należności na rzecz Gminy oraz przyjmowanie honorowych funkcji we władzach wspólnoty.

Organy władzy gminnej Organami władzy Izraelickiej Gminy Wyznaniowej w Dziedzicach były: 1) dwunastoosobowa Rada Wyznaniowa wraz z trzema zastępcami jako organ obradujący, uchwalający i nadzorujący; 2) czteroosobowa Zwierzchność jako organ wykonawczy, składająca się z przewodniczącego, jego zastępcy i dwóch członków, którzy równocześnie wchodzili w skład Rady Wyznaniowej18; 3) wydziały specjalne, zwane także delegacjami, które można było powoływać do stałego zarządzania danym zakresem zadań. Członkowie wymienionych organów pełnili swoje funkcje honorowo, nie pobierając za to wynagrodzenia. Istniało ograniczenie zasiadania w nich osób spokrewnionych lub spowinowaconych (ojciec i syn, teść i zięć, bracia i szwagrowie), co miało zredukować ich wpływy oraz wykorzystywanie stanowisk przez całe rodziny. Kadencja Rady Wyznaniowej i Zwierzchności trwała cztery lata. Przewodniczący, jego zastępca i dwaj zarządcy mogli bez podania przyczyny zrzec się wyboru lub przyjętej już funkcji bez utraty zasiadania w Radzie Wyznaniowej. Funkcja członka organów władzy wygasała, gdy zachodziła okoliczność powodująca niedopuszczalność jego wyboru. W przypadku, gdy wobec takowego wszczęto śledztwo za czyn karalny, pełnienie funkcji zawieszano do momentu jego wyjaśnienia. 1. Zakres działalności Rady Wyznaniowej Podstawowym zadaniem Rady Wyznaniowej było zarządzanie wszelkimi sprawami wyznaniowymi i majątkowymi Gminy, ponadto kontrola czynności urzędowych 18

8

Członkami Zwierzchności mogli być wyłącznie obywatele polscy; brak jest natomiast w statucie podobnej wzmianki odnośnie pozostałych członków Rady.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

wszystkich jej organów, rozstrzyganie zażaleń przeciwko decyzjom Zwierzchności, zatwierdzanie regulaminów dla organów władzy gminnej i pracowników z zakresem ich obowiązków, dokonywanie zmian w statucie, wybór komisji szacunkowej, reklamacyjnej i wyborczej, sprawowanie zarządu i nadzoru nad należącymi do Gminy zakładami i fundacjami oraz opiniowanie wniosków i udzielanie zgody na zakładanie prywatnych domów modlitwy lub stałe zgromadzenia religijne. W sprawach o charakterze finansowym Rada zobowiązana była do sporządzania rocznego preliminarza budżetowego dla wszystkich administracyjnych gałęzi Gminy, a także bilansu i sprawozdania, ponadto w zakresie jej obowiązków było coroczne ustalanie wysokości podatku wyznaniowego dla każdego członka i wszelkich należności na rzecz Gminy. Oprócz tego statut umożliwił Radzie przekraczanie ujętych w preliminarzu wydatków, a także wykorzystywanie lub inwestowanie uzyskanych nadwyżek. Rada Wyznaniowa miała prawo do nabywania i zbywania majątku ruchomego i nieruchomego Gminy, umarzania nieściągalnych pretensji, zwalniania z należnych Gminie datków i świadczeń, zezwalania na wystawianie dokumentów tabularnych, odstępowania od sporów sądowych i zawierania ugód, przyznawania praw zastawnych, zaciągania pożyczek i przeprowadzania operacji kredytowych, przyjmowania stałych zobowiązań, udzielania służebności, przyjmowania lub odmawiania przyjęcia darowizn, zapisów i fundacji oraz zawierania umów najmu i dzierżawy. Obowiązkiem Rady było zapewnienie dzieciom członków Gminy w wieku szkolnym nauki religii na odpowiednim poziomie i nadzór nad nią, a także składanie wniosków  – po zasięgnięciu opinii rabina  – w sprawach obsadzania posad nauczycieli religii mojżeszowej w szkołach ludowych i średnich. W jej kompetencjach leżało mianowanie, wynagradzanie oraz zwalnianie rabinów i innych pracowników Gminy, ustalanie wysokości ich pensji, określanie zakresu regulacji objętych pragmatykami służbowymi i udzielanie urlopów. 2. Zakres działalności Zwierzchności Do zadań Zwierzchności należało przede wszystkim wykonywanie uchwał Rady Wyznaniowej, przygotowywanie spraw stanowiących przedmiot jej obrad, a także udzielanie funkcjonariuszom poleceń w myśl instrukcji wydanych przez Radę. Organowi temu powierzono kierowanie kancelarią Gminy, prowadzenie dokładnej ewidencji członków, inwentarza majątku ruchomego i nieruchomego Gminy oraz rejestru zarządzanych przez nią zakładów i fundacji, ponadto wystawianie zaświadczeń o przynależności do wspólnoty, wyciągów z ksiąg ewidencyjnych oraz świadectw moralności, ubóstwa i życia. Z zadań o charakterze finansowym Zwierzchności powierzono prowadzenie kasy gminnej, a ponadto nabywanie ruchomości w granicach określonych w preliminarzu rocznym. Zwierzchności przypadło dyscyplinowanie pracowników z wyjątkiem przypadków zastrzeżonych dla Rady Wyznaniowej, realizacja wniosków tej ostatniej, co do 9


Sławomir Pastuszka

ich zatrudniania, udzielania urlopów19, wynagradzania i zwalniania. Członkowie tego organu zobowiązani byli także do udziału w pracach przy organizacji gminnych wyborów, w tym ustalania i ogłaszania ich terminu, układania i publikacji list wyborczych oraz przyjmowania zażaleń i przedkładania ich Radzie Wyznaniowej. Zakres obowiązków przewodniczącego Gminy obejmował  – poza przewodzeniem obradom władz gminnych  – reprezentowanie jej na zewnątrz oraz wydawanie nakazów płatniczych. W przypadku jego nieobecności, w jego imieniu występował jego zastępca, posiadający wszystkie przysługujące przewodniczącemu prawa. W razie gdy nastąpiła absencja zastępcy, wyżej wymienione obowiązki przechodziły na tego członka Zwierzchności, który był najstarszy. 3. Wydziały specjalne Do stałego zarządzania danym zakresem zadań  – przede wszystkim administrowania i dozorowania synagog i domów modlitwy oraz innych zakładów religijnych i dobroczynnych  – istniała możliwość powołania uchwałą Rady Wyznaniowej wydziałów specjalnych, do których oprócz pełniących funkcję radnych można było także włączyć członków Gminy posiadających bierne prawo wyborcze. Ilość członków danego wydziału ustalana była przez Radę. Wydziały odpowiedzialne były za swoje czynności przed Radą Wyznaniową i jej bezpośrednio podlegały. Ta miała prawo usuwania i uzupełniania członków. Czas ich urzędowania trwał maksymalnie do końca kadencji Rady. Budżet wydziałów specjalnych podlegał Zwierzchności, a wszelkie uzyskane wpływy wpłacane musiały zostać do kasy gminnej. 4. Posiedzenia Rady Wyznaniowej Posiedzenia Rady Wyznaniowej  – zgodnie ze statutem  – musiały odbywać się przynajmniej raz w miesiącu, a zwoływał je jej przewodniczący stosownie do zaistniałych potrzeb. Był do tego zobowiązany także na uzasadniony wniosek przynajmniej sześciu radnych. Zadaniem Zwierzchności było przygotowanie porządku obrad, który załączano do zaproszenia wysyłanego członkom Rady co najmniej jeden dzień przed posiedzeniem. W przypadku ustąpienia lub przejściowej niemożności uczestnictwa w posiedzeniu przez radnych, ich miejsce zajmowali zastępcy stosownie do ich starszeństwa. Ci, którzy nie byli w stanie przedłożyć stosownego usprawiedliwienia za swoją nieobecność co najmniej na trzech kolejnych posiedzeniach, po bezskutecznym upomnieniu mogli zostać pozbawieni swojej funkcji decyzją Rady Wyznaniowej. Wszystkie posiedzenia Rady odbywały się w sposób jawny. Na wniosek przewodniczącego lub co najmniej trzech radnych jawność mogła zostać wyłączona, jednak 19

10

Zwierzchność miała prawo udzielić urlopu pracownikowi na maksymalnie sześć dni.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

nigdy dla posiedzeń, których przedmiotem były sprawy budżetowe. Narada i uchwała wykluczenia publiczności odbywała się w sposób tajny. W przypadku naruszania spokoju w trakcie obrad przewodniczący mógł skorzystać z prawa wydalenia osób zakłócających porządek. Do narad nad sprawami, które wymagały wiedzy fachowej, zaproszeni mogli zostać specjaliści z zewnątrz, którym nie przysługiwało prawo głosu. Jeżeli na posiedzeniu poruszana była sprawa dotycząca jej członka lub jego krewnych i powinowatych, to tenże musiał opuścić obrady. O ile statut nie przewidywał wyjątków, to uchwały Rady podejmowane były zwykłą większością głosów, a w przypadku równej ich ilości decydował głos przewodniczącego. Uprawnioną do podejmowania decyzji była Rada, w której posiedzeniu brali udział przewodniczący lub jego zastępca oraz przynajmniej połowa pozostałych radnych. W przypadku, gdy przedmiot interesu prawnego przekraczał wartość 500 zł lub jeżeli w sytuacji przyjęcia stałego zobowiązania roczna kwota przekraczała 200 zł, a także, jeżeli dotyczyła zwolnienia z urzędu rabina, wówczas ważna uchwała mogła zostać podjęta wyłącznie przy obecności co najmniej trzech czwartych i z większością co najmniej dwóch trzecich głosów obecnych radnych. Jeżeli przewodniczący uznał, że daną uchwałą Rada przekroczyła swoje kompetencje, mógł wstrzymać jej wykonanie. Wówczas do ośmiu dni musiał zasięgnąć opinii władzy państwowej, której rozstrzygnięcie było ostateczne. Wszystkie posiedzenia Rady musiały zostać zaprotokołowane, a powstały dokument podpisany przez przewodniczącego. Ten jako jedyny uprawniony był do posługiwania się pieczęcią o treści: „Przełożony Izraelickiej Gminy Wyznaniowej w Dziedzicach”. Wszystkie wydawane przezeń pisma musiały oprócz odciśniętej pieczęci zostać opatrzone przez niego podpisem. Natomiast dokumenty z czynności prawnych, które wiązały Gminę ze stronami trzecimi lub wymagały zezwolenia Rady Wyznaniowej, musiały ponadto zostać podpisane przez dwóch radnych.

Pieczęcie Zwierzchności i przewodniczącego Izraelickiej Gminy Wyznaniowej w Dziedzicach

11


Sławomir Pastuszka

5. Sposób wyboru Rady Wyznaniowej Wybory do Rady Wyznaniowej musiały odbyć się co najmniej jeden miesiąc przed upływem jej czteroletniej kadencji. Czynne prawo wyborcze posiadał każdy członek Gminy płci męskiej, będący na własnym utrzymaniu, który ukończył dwudziesty pierwszy rok życia i należał do Gminy przynajmniej jeden rok. Prawo wyborcze realizowane było osobiście, nie mogło być przenoszone na osoby trzecie, a wykluczone z niego były osoby, które: 1) prawomocnym wyrokiem sądowym utraciły prawo wolnego rozporządzania swoim majątkiem; 2) zostały skazane prawomocnym wyrokiem sądowym za czyn karalny, który wedle obowiązujących przepisów pociągał za sobą utratę czynnego prawa wyborczego; 3) w ostatnim z wyznaczonych dni na wniesienie zastrzeżenia wyborczego zalegały z uiszczeniem podatku wyznaniowego za ubiegły rok administracyjny. Bierne prawo wyborcze posiadali wszyscy członkowie Gminy płci męskiej dopuszczeni do czynnego prawa wyborczego, którzy ukończyli trzydziesty rok życia, należeli do Gminy co najmniej od dwóch lat i nie piastowali w niej żadnego płatnego stanowiska. Z wyboru zwolnione mogły być jedynie te osoby, które spełniły przynajmniej jeden z warunków, tj. ukończyły sześćdziesiąty rok życia, pełniły w poprzedniej kadencji funkcję członka Zwierzchności tej Gminy lub stwierdzona u nich choroba uniemożliwiała należyte pełnienie funkcji członka Rady. Co najmniej na sześć tygodni przed wyborami Rada Wyznaniowa zobowiązana była powołać komisję wyborczą, składającą się z pięciu członków pod przewodnictwem przewodniczącego Gminy lub jego zastępcy. Pierwszym zadaniem komisji było przygotowanie listy wyborców w porządku alfabetycznym, z podaniem roku ich urodzenia i miejsca zamieszkania. Cztery tygodnie przed wyborami gotowa lista musiała zostać wystawiona do publicznego wglądu w siedzibie Gminy, o czym należało poinformować stosownym ogłoszeniem wywieszonym we wszystkich synagogach znajdujących się w administracyjnym obszarze Gminy, a także jej budynku urzędowym. Zastrzeżenia do przygotowanej listy wyborców należało zgłosić w ciągu czternastu dni od jej wystawienia do przewodniczącego komisji wyborczej. Ta miała prawo ich rozstrzygania oraz dokonywania zmian i sprostowań na liście wyborczej, ponadto obowiązek poinformowania zgłaszającego w ciągu ośmiu dni o sposobie załatwienia zastrzeżenia. Przeciwko podjętej decyzji można było wnieść odwołanie do władz państwowych, co jednak nie wstrzymywało toku czynności wyborczych. Osiem dni przed wyborami ustalano ostateczną wersję listy wyborczej, a zmiana w niej dokonana mogła zostać jedynie na zarządzenie władzy państwowej na skutek rozpatrzonego pozytywnie odwołania od decyzji komisji na zażalenie. Przewodniczący Gminy zobowiązany był poinformować każdego uprawnionego do oddania głosu członka co najmniej osiem dni przed wyborami, równocześnie przekazać informację odpowiednim przedstawicielom władzy państwowej. W przypadku osób zamieszkałych w Dziedzicach należało doręczyć zawiadomienie zawierające dokładne miejsce, datę, godzinę, czas trwania wyborów oraz ilość członków mających być 12


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

wybranymi do Rady Wyznaniowej, wreszcie kartę legitymacyjną. Członkom zamieszkałym poza siedzibą Gminy zawiadomienie i kartę przesyłano w liście poleconym. Wybory do Rady Wyznaniowej mogły zostać przeprowadzone jednego dnia. Wszyscy obecni i posiadający bierne prawo wyborcze członkowie Gminy tworzyli jedno koło wyborcze. Głosowanie odbywało się w sposób tajny poprzez oddanie komisji wyborczej karty do głosowania. Każda obecna w lokalu wyborczym i uprawniona do głosowania osoba musiała oddać komisji wyborczej swoją kartę legitymacyjną i kartę do głosowania. W przypadku osób chorych i w związku z tym nieobecnych wprowadzono możliwość przesłania karty do głosowania, legitymacji i świadectwa lekarskiego w szczelnie zamkniętej kopercie, podpisanej przez wyborcę na odwrotnej stronie. Za ważne uważano tylko te karty do głosowania, które opatrzone były pieczęcią Gminy. Należało na nich wpisać jedynie imię i nazwisko co najmniej jednego kandydata. Jeżeli wpisano mniej nazwisk, niż powinno być wybranych, to karta taka była ważna dla wszystkich osób na niej wyszczególnionych, jeżeli natomiast znalazło się więcej nazwisk, to uprawniona do wyboru była tylko przewidziana ilość kandydatów i to według kolejności umieszczenia ich nazwisk na karcie wyborczej. Nazwiska osób niekandydujących, te napisane nieczytelnie lub zapisane w sposób uniemożliwiający odróżnienie ich od innych osób, traktowano jako nieistniejące na karcie wyborczej. Proces głosowania rozpoczynał się oddaniem głosów przez członków komisji wyborczej. Następnie dokonywali tego pozostali wyborcy, wywoływani przez członka komisji wedle kolejności na liście wyborczej. Uprawnieni do głosowania, którzy zjawili się w lokalu wyborczym po ich wcześniejszym wywołaniu, oddawali głos dopiero po odczytaniu całej listy i zgłoszeniu swojej obecności u przewodniczącego komisji. Głosowanie trwało tak długo, jak długo w lokalu znajdowali się wyborcy. Oddanie głosu członek komisji wyborczej musiał odnotować obok nazwiska wyborcy na liście wyborczej w odpowiedniej rubryce, ponadto zobowiązany był prowadzić w celach kontrolnych dodatkową listę, do której wpisywano nazwiska wyborców wedle porządku, w którym oddawali swoje głosy. Po oddaniu głosów przez wszystkich uprawionych komisja zamykała głosowanie i przystępowała do ich liczenia. Dokonywano tego w sposób jawny, rozpoczynając od wyjęcia kart z urny i przeliczenia ich. Wybrany członek komisji otwierał każdą kartę z osobna, wręczał przewodniczącemu, który je głośno odczytywał i przekazywał następnie do wglądu pozostałym członkom komisji, przy czym dwaj z nich zobowiązani zostali do prowadzenia osobnych list, w których zapisywali nazwiska osób wraz z ilością oddanych na nich głosów, w ten sposób, że pierwszy głos zapisywano cyfrą 1, drugi cyfrą 2 i tak dalej. Po odczytaniu wszystkich kart obie listy porównywano w celu ich zgodności. W przeciwnym razie liczenie należało powtórzyć. Za wybranych do Rady Wyznaniowej uważano tych dwanaście osób, które otrzymały największą ilość głosów. Zastępcami zostawały kolejne trzy osoby20. W przypadku 20

W obu przypadkach większość bezwzględna nie była wymagana. 13


Sławomir Pastuszka

równej ilości głosów, o wyborze decydowało przeprowadzane przez przewodniczącego losowanie, o ile przedtem jeden z kandydatów sam nie zrzekł się mandatu na rzecz drugiego. Jeżeli krewni lub spowinowaceni zostali wybrani równocześnie, za wybranego uważany był ten, który otrzymał większą ilość głosów, natomiast przy równej ich ilości rozstrzygał los21. Z aktu wyborczego należało sporządzić protokół, który po opieczętowaniu oraz podpisaniu przez członków komisji wyborczej wraz z innymi dokumentami i kartami wyborczymi był przejmowany przez przewodniczącego Gminy i włączany do dokumentacji gminnego archiwum. Niezwłoczne poinformowanie o wyniku wyborów leżało w gestii Zwierzchności, m.in. poprzez wywieszenie ogłoszeń w synagogach znajdujących się na obszarze Gminy i jej lokalu urzędowym. Informację należało także przekazać do wiadomości władzy państwowej, która miała prawo po przeanalizowaniu procesu wyborczego unieważnić wybór tych osób, którym zarzucono brak spełnienia kryteriów bycia wybranym według statutu i obowiązujących przepisów. Zarzuty ponadto mógł wnieść każdy członek Gminy do ośmiu dni na piśmie skierowanym do jej przewodniczącego. On z kolei przedkładał je w ciągu dwóch dni władzy państwowej. 6. Sposób wyboru Zwierzchności Wybór Zwierzchności dokonywany był osiem dni po wyborze Rady Wyznaniowej, spośród i przez jej członków. Ponadto wymogiem bycia wybranym było mieszkanie w miejscowości będącej siedzibą Gminy, w tym przypadku w Dziedzicach. Wybory zwoływane były na wniosek najstarszego członka Rady. Do ich ważności wymagana była obecność co najmniej trzech czwartych wszystkich radnych i absolutna większość głosów. Dlatego też radni, którzy bez dostarczonego usprawiedliwienia nie zjawili się na wyborach lub oddalili się przed oddaniem głosu, podlegali grzywnie w wysokości do 30 zł, która zasilała fundusz Gminy na rzecz ubogich. Wyboru dokonywano za pomocą kart wyborczych w trzech etapach, najpierw na przewodniczącego, następnie na jego zastępcę i ostatecznie na dwóch członków. Jeżeli bezwzględna większość głosów nie została osiągnięta, wtenczas przeprowadzano kolejne głosowanie, a jeżeli i przy tym nie uzyskano niezbędnej większości głosów, przystępowano do głosowania jedynie na dwóch kandydatów, którzy otrzymali najwięcej głosów22. W przypadku, gdy zaistniała równa ich ilość, o tym, kto przechodzi do trzeciego głosowania, a także, kto je wygrywał, rozstrzygało losowanie. W sytuacji,

21

22

14

W przypadku, gdy w trakcie kadencji Rady Wyznaniowej przeprowadzono wybory uzupełniające, wówczas powód wykluczenia ze względu na pokrewieństwo lub powinowactwo odnosił się wyłącznie do nowo wybranych. Dotyczyło to zarówno wyboru przewodniczącego, zastępcy, jak i dalszych członków Zwierzchności.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

gdy na karcie do głosowania wpisane zostało nazwisko osoby niekandydującej, uważano je za nieistniejące. Natychmiast po wyborze Zwierzchności wynik przekazywano do wiadomości publicznej poprzez ogłoszenia w synagogach i urzędowym budynku Gminy. W przypadku śmierci lub rezygnacji przynajmniej trzech członków tego organu statut zobowiązywał do przeprowadzenia wyborów uzupełniających. Gdy liczba ta była mniejsza, powoływano  – jako zastępcę  – osobę, która otrzymała najwięcej głosów.

Budżet gminy Gmina pokrywała swoje wydatki z wpływów uzyskiwanych z posiadanego majątku, rozporządzalnych dochodów swoich zakładów religijnych i fundacji, podatku wyznaniowego, taks i innych opłat w wysokościach ustalonych w statucie oraz dobrowolnych datków swoich członków. Wszystkie dochody trafiały do kasy gminnej, z wyjątkiem tych pochodzących z zakładów, o ile dysponowały swoimi własnymi, odrębnymi kasami. Gminny rok rozliczeniowy pokrywał się z gregoriańskim rokiem kalendarzowym, tj. trwał od 1 stycznia do 31 grudnia. Z początkiem grudnia Zwierzchność rozpoczynała prace nad przygotowaniem preliminarza dochodów i wydatków na nowy rok oraz bilans rachunkowy za rok ustępujący, które następnie przedkładano  – preliminarz do końca stycznia, bilans do końca marca  – Radzie Wyznaniowej w celu ich analizy i zatwierdzenia23. Oba dokumenty na czternaście dni przed ich analizą udostępniane były przez Radę do publicznego wglądu każdemu członkowi Gminy, o czym należało poinformować stosownym ogłoszeniem, wywieszanym w synagogach i lokalu urzędowym. Zasada jawności i przejrzystości umożliwiała każdemu zainteresowanemu kontrolę jakości pracy organów władzy gminnej, śledzenie stanu prac nad zasobami finansowymi, a także możliwość wykrycia i wyeliminowania ewentualnych nieprawidłowości. Dlatego też wszelkie zgłoszone przez członków Gminy uwagi musiały zostać rozpatrzone przez Radę. 1. Podatek wyznaniowy Na każdego członka posiadającego własny majątek lub stały dochód Gmina nakładała każdego roku podatek wyznaniowy, stanowiący niejako składkę na rzecz funkcjonowania wspólnoty. Zwolnieni z niego byli: żony członków pozostające na ich utrzymaniu i ich nieletnie dzieci oraz pobierający wynagrodzenie pracownicy Gminy. 23

Do analizy bilansu rachunkowego powoływany był przez Radę Wyznaniową komitet rewizyjny, w którego skład wchodziło trzech jej członków. 15


Sławomir Pastuszka

Obowiązek płacenia podatku wyznaniowego spoczywał na każdym członku, który po 1 stycznia określił swoje stałe miejsce zamieszkania w administracyjnych granicach dziedzickiej Gminy. W przypadku wyprowadzki poza jej obręb, zainteresowany zobowiązany był poinformować o tym fakcie Zwierzchność do 30 listopada, gdyż w przeciwnym razie dawało to podstawy do uwzględnienia go jako płatnika podatku na rzecz tej Gminy w następnym roku rozliczeniowym. Prace nad ustalaniem wysokości podatku rozpoczynały się w grudniu od powołania przez przewodniczącego Gminy komisji szacunkowej. Głównym jej zadaniem było rozdzielenie sumy planowanych wydatków na członków wspólnoty i przydzielenie ich do poszczególnych klas podatkowych na podstawie posiadanych informacji o wysokości majątku i osiąganych dochodach, przy uwzględnieniu ich siły płatniczej oraz problemów i ciężarów rodzinnych. W organie tym zasiadało początkowo sześć osób wskazywanych przez Zwierzchność spośród mężów zaufania niezalegających z żadnymi opłatami na rzecz Gminy. Statut zwracał uwagę, aby  – o ile to było możliwe  – uwzględniono w niej przedstawicieli wszystkich klas podatkowych, a także nie dopuszczał możliwości, aby więcej niż trzecia ich część zasiadała równocześnie w Radzie Wyznaniowej24. Praca komisji rozpoczynała się od dostarczenia jej przez przewodniczącego Gminy niezbędnych dokumentów, takich jak preliminarz budżetowy z przewidywaną sumą wydatków, ostatni wykaz rozdziału podatku, a także rejestr nowych członków i tych, którzy się wyprowadzili. Przewodniczący Gminy zobowiązany był także do przekazania stosownych informacji odnośnie do poszczególnych kategorii podatkowych i najwyższej przewidzianej wysokości podatku. Obrady komisji odbywały się z wyłączeniem jawności, a jej członkowie zobowiązani byli do zachowania w tajemnicy wszelkich informacji poufnych, które stanowiły przedmiot debaty. W pracach organu uczestniczył także przewodniczący Gminy, który przed rozpoczęciem posiedzenia odbierał ślubowanie  – przy podaniu ręki  – od każdego członka gremium, który zobowiązywał się do sumiennego i rzetelnego wypełniania swoich obowiązków. Następnie przystępowano do wyboru przewodniczącego komisji. Ważność uchwał komisji osiągana była przy obecności co najmniej dwóch trzecich wszystkich jej członków. Głosowano ustnie nad każdym opodatkowanym z osobna. Obowiązywała większość bezwzględna, a w sytuacji, gdy oddano równą ilość głosów, rozstrzygał głos przewodniczącego komisji. Jeżeli uzyskanie większości było niemożliwe, wówczas z sumy podatku wyliczano średnią proporcjonalną, po czym płatnika przydzielano do tej kategorii, której ta średnia liczba była najbliższa. Głosowanie nad wysokością podatku członków komisji odbywało się na końcu posiedzenia, a każdy, którego sprawa dotyczyła, musiał opuścić na ten czas obrady. 24

16

Decyzją Rady Wyznaniowej z 20 września 1929 roku zwiększono ilość członków komisji szacunkowej do ośmiu osób, a także, aby nie więcej jak czwarta ich część zasiadała równocześnie w Radzie Wyznaniowej. Za: APKat., UWŚl Adm, sygn. 1991, s. 186.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Jeżeli po dokonaniu podziału okazało się, że konieczną do pokrycia kwotę przekroczono o więcej niż 5%, wówczas następowało procentowe obniżenie mnożnika opodatkowania. W sytuacji, gdy z jakiegokolwiek powodu powstał niedobór, to do Rady Wyznaniowej należała decyzja, czy miał on zostać pokryty przez odpowiednio procentową dopłatę do ustalonych już datków, czy też w inny sposób. Jeżeli niedobór przekroczył 25% kwoty, wówczas komisja szacunkowa zbierała się ponownie w celu powtórnego oszacowania i rozdziału podatku wyznaniowego. Z wyniku obrad komisji szacunkowej sporządzany był protokół, podpisywany przez wszystkich jej członków, po czym przekazywany Zwierzchności przez jej przewodniczącego. W ten sposób ustalona wysokość podatku była ważna przez cały rok rozliczeniowy. Zobowiązanych do jego uiszczenia powiadamiano na piśmie, w którym  – poza wysokością należności  – informowano o czternastodniowym terminie złożenia rekursu. Ten mógł zostać wniesiony jedyne na piśmie do Rady Wyznaniowej, od której rozstrzygnięcia nie przysługiwał żaden środek odwoławczy. Podatek wyznaniowy opłacany był z góry w ratach kwartalnych. W przypadku bezskutecznych upomnień i wezwań do zapłaty wdrażane zostawało przymusowe jego ściąganie w drodze egzekucji, o którą władze Gminy musiały wystąpić do sądu pierwszej instancji. Początkowo w statucie określono trzy klasy, w których wysokość podatku wyglądała następująco: pierwsza  – od 12 do 80 zł, druga  – od 85 do 150 zł i trzecia  – od 160 do 300 zł. Jednak ze względu na nie do końca dobrze oszacowane stawki i wynikłe z tego niezadowalające wpływy do kasy gminnej, Rada Wyznaniowa uchwaliła 20 września 1929 roku zmianę statutu, co do wysokości podatku w każdej z istniejących klas: w pierwszej  – od 24 do 150 zł, drugiej  – od 160 do 300 zł i trzeciej  – od 310 do 600 zł25. Dnia 20 marca 1930 roku Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach przesłał na ręce starosty bielskiego pismo, w którym zwrócono się o przekazanie władzom Gminy stanowiska odnośnie do uznania za właściwe wprowadzenia nowych  – dwóch lub trzech  – klas podatkowych dla kwot od 300 do 600 zł, aniżeli podwyższania samych kwot w obrębie istniejących już klas26. W związku z tym 8 maja na posiedzeniu Rady Wyznaniowej przy obecności wszystkich jej członków podjęto jednomyślnie uchwałę o korekcie dotychczas proponowanej zmiany statutu, wprowadzając sześć klas podatkowych z następującymi kwotami opodatkowania: pierwsza  – 12 do 100 zł, druga  – 110 do 200 zł, trzecia  – 210 do 300 zł, czwarta  – 310 do 400 zł, piąta  – 410 do 500 zł i szósta  – 510 do 600 zł27. Dzięki tej zmianie przewidywano, że wpływ do kasy gminnej wzrośnie o blisko dwa tysiące złotych28.

25 26 27 28

APKat., UWŚl Adm, sygn. 1991, s. 172. Tamże, s. 181–182. Tamże, s. 183–184. Tamże, s. 196. 17


Sławomir Pastuszka

O innych problemach związanych z podatkiem wyznaniowym informują dwa listy protestacyjne, które do Wydziału Oświaty i Wyznań Religijnych Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego skierowali Adolf Neumann z Czechowic i Joachim Krieger z Katowic. Pierwszy z wymienionych pełnił funkcję dyrektora czechowickiej fabryki wyrobów żelaznych „Polska Morawia”. Za rok 1928 opodatkowany został kwotą 200 zł, wobec czego wniósł rekurs rozpatrzony przez Radę Wyznaniową negatywnie. Za rok następny komisja szacunkowa nałożyła na niego podatek w możliwie najwyższej wysokości, czyli 300 zł, w związku z czym w kwietniu 1929 roku wystosował do władz wojewódzkich list, pisząc w nim m.in.: „rekursu nie wniosłem, bo wiedziałem z góry, że żadnego skutku nie odniosę i że mnie jako tu obcemu nałożono większe obowiązki li tylko po to, aby innym tutejszym członkom ulgę uczynić. Jestem tylko urzędnikiem, obarczony rodziną i skazany na moją pensję, podczas gdy inny tutejsi członkowie mają majątki nieruchome, stałe, wielkie dochody z fabryk, interesów, aptyk, jeden między nimi jest nawet posiadający prócz sklepu żelaznego, ajencję handlową, realność, udział w wapienniku i gotówkę”29. W związku z powyższym Neumann poprosił o zrewidowanie całej listy płatniczej oraz zbadanie z urzędu, czy stosunek nałożonych podatków odpowiadał rzeczywistym warunkom majątkowym poszczególnych płatników. Ostatecznie jednak cała sprawa zakończyła się na jego niekorzyść, albowiem odmowę podjęcia interwencji władze administracyjne uzasadniły przepisami statutu Gminy, który w takim przypadku dopuszczał jednie złożenie zażalenia do Rady Wyznaniowej, której decyzja była ostateczna30. Druga z interwencji  – wszczęta w kwietniu 1929 roku przez dra Joachima Kriegera, dyrektora Międzynarodowego Banku Handlowego w Katowicach  – doprowadziła ostatecznie do zmian w statucie. Sprawa dotyczyła nałożenia na Kriegera przez dziedzicką Gminę podatku za rok 1929 w wysokości 300 zł z tytułu posiadania przez niego udziałów w firmie „Fala”. W odwołaniu skierowanym przez niego 1 marca tego roku do Rady Wyznaniowej poprosił o całkowite anulowanie obciążenia. Szczegółowo wyjaśnił w nim, że chociaż był zarządcą i udziałowcem wspomnianej firmy w wysokości 12% całego kapitału zakładowego, a przypadająca na niego część wedle bilansu waloryzacyjnego z roku 1924 wyniosła 3 000 zł, natomiast w kwietniu 1927 roku  – 12 037,56 zł, to przez cały ten czas nie uzyskał żadnych zysków, nie pobierał pensji i tantiem, a jego rola ograniczała się jedynie do zastępowania faktycznego kierownika inż. Milaczka z Opawy. W odpowiedzi z 29 marca Rada nie uwzględniła rekursu, w związku z czym 23 kwietnia 1929 roku skarżący skierował pismo do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego z prośbą o interwencję wobec bezprawnego  – jego zdaniem  – działania Rady Wyznaniowej31.

29 30 31

18

Tamże, s. 162. Tamże, s. 162, 168, 170. Tamże, s. 163–167, 171, 174–180.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Sprawa ostatecznie zakończyła się na korzyść Kriegera wydaniem 6 czerwca 1929 roku przez władze wojewódzkie reskryptu, w którym nałożony na niego podatek wyznaniowy został anulowany i którego wykonanie 22 listopada potwierdziły władze zwierzchnie wspólnoty żydowskiej. Za główny argument na rzecz wnioskodawcy uznano stałe zameldowanie w Katowicach, co też w myśl obowiązujących wtedy przepisów statutu uniemożliwiało nałożenie na niego obciążenia, mimo posiadanego w Dziedzicach zatrudnienia i – wedle stanowiska władz gminnych  – uzyskiwanych dochodów32. Sprawa Kriegera  – choć zakończona na niekorzyść Gminy  – zmobilizowała władze kahalne do podjęcia działań zmierzających do wprowadzenia zmian w statucie, które polegały na uzyskaniu prawa nakładania podatku wyznaniowego także na tych Żydów, którzy posiadali swoje zatrudnienie i uzyskiwali dochody w obrębie Gminy, choć sami mieszkali poza jej granicami. Pismo do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego z prośbą o akceptację paragrafów skorygowanych na posiedzeniu Rady Wyznaniowej z dnia 20 września 1929 roku, nadano 22 listopada tego roku. Władze w Katowicach 20 marca 1930 roku skierowały zapytanie odnośnie do sposobu opodatkowywania wskazanych wcześniej osób w przypadku, gdy Ci równocześnie wykażą uiszczanie podatku w miejscu swojego zamieszkania. Stanowisko Rady Wyznaniowej  – przesłane 17 maja tego roku  – odnośnie do uniknięcia podwójnego opodatkowania wyrażało chęć porozumienia się z innymi gminami wyznaniowymi na Śląsku w sprawie ustalania wspólnego podatku, z którego wpływami w takiej sytuacji obie gminy dzieliłyby się między sobą33. Wiadomo, że władze kahalne w Dziedzicach podjęły w tej sprawie rozmowy z przedstawicielami Gminy w Katowicach. Poważnym problemem, który napotkano, były różnice wynikające ze sposobu nakładania podatku wyznaniowego w obu wspólnotach. Ich statuty bowiem opracowane były na podstawie dwóch różnych ustaw: pruskiej z 23 lipca 1847 roku i austriackiej z 21 marca 1890 roku, które przez cały okres międzywojenny obowiązywały na obszarze autonomicznego województwa śląskiego, każda wyłącznie na terenie, który wcześniej stanowił terytorium Niemiec lub Austro-Węgier. W piśmie z 12 grudnia 1930 roku do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego władze dziedzickiej Gminy poinformowały o podjętych staraniach Gminy katowickiej w celu znalezienia sposobu uzgodnienia opodatkowania. Wystąpiono do niej także o kopię statutu w celu jego dokładniejszej analizy. W razie znalezienia odpowiedniego rozwiązania problemu Zwierzchność Gminy w Dziedzicach zobowiązała się do niezwłocznego złożenia odpowiedniego wniosku do Rady Wyznaniowej o zmianę przepisów własnego statutu34. Czy i kiedy to nastąpiło, tego nie wiadomo.

32 33 34

Tamże, s. 179. Tamże, s. 183. Tamże, s. 195–196. 19


Sławomir Pastuszka

2. Opłaty synagogalne Każdy członek Gminy miał prawo uzyskania własnego miejsca do modlitwy w gminnej synagodze. Chęć dzierżawy należało zgłosić w kancelarii Gminy, natomiast przydział konkretnego miejsca i wysokość opłaty za nie zależała od decyzji Zwierzchności. Jego wynajęcie możliwe było na jeden rok kalendarzowy, a opłatę uiszczano z góry. Każdy, komu przysługiwało prawo do wynajętego miejsca, nie mógł być go pozbawiony wbrew swojej woli, jeżeli uiścił za niego wymaganą kwotę, a także nie zalegał z innymi opatami nałożonymi na niego przez statut. Za nadanie w synagodze  – a także poza nią  – imienia nowo narodzonemu dziecku pobierano następujące opłaty: w klasie pierwszej  – 30 zł, w klasie drugiej  – 15 zł, w klasie trzeciej  – 10 zł. Za przystąpienie do konfirmacji stawki wyglądały następująco: 50, 30 lub 15 zł. Członkom Gminy przysługiwała możliwość, aby po ich zgonie lub też za innego zmarłego corocznie w synagodze odprawiano modlitwy w rocznicę śmierci i zapalano specjalne światło. W tym celu należało wpłacić do kasy gminnej co najmniej 200 zł gotówką. Istniała także dodatkowa możliwość wspomnienia imienia w trakcie każdego nabożeństwa za dusze zmarłych, odprawianego pięć razy w roku. Wówczas należało dopłacić do poprzedniej kwoty co najmniej 100 zł. Natomiast za wspomnienie imienia, ale bez odprawiania rocznicy i zapalenia światła, opłata wynosiła 150 zł. Pamięć wybitnych członków Gminy, którzy zasłużyli się poprzez swoje działania dla dobra ogółu, w szczególności na rzecz wspólnoty, czczona była poprzez bezpłatne wciągnięcie ich imienia do księgi zmarłych, odczytywanej na głos podczas nabożeństw za dusze. 3. Opłaty ślubne Opłaty za śluby mające miejsce w obrębie administracyjnym Gminy, a także gminnej synagodze podzielone zostały na trzy klasy majątkowe. Przydział do nich określany był przez Zwierzchność na podstawie stanu majątkowego narzeczonych lub ich rodziców, względnie pozostałych krewnych. Zażalenie, co do podjętej przez Zwierzchność decyzji, można było skierować do przewodniczącego Gminy, którego decyzja o przydziale do odpowiedniej klasy była ostateczna. Opłaty ślubne wyglądały następująco: w pierwszej klasie  – 300 zł, drugiej  – 200 zł i trzeciej  – 100 zł. Kwota za trzykrotne zapowiedzi wahała się od 25 do 50 zł, a jej ostateczną wysokość ustalała Zwierzchność, której także przysługiwało prawo do obniżenia stawek lub zupełnego zwolnienia z opłat ślubnych. W wymienionych taksach mieściły się koszty oświetlenia, natomiast nie obejmowały one ewentualnego udekorowania synagogi. Za ślub członków, który odbywał się w miejscowości niebędącej siedzibą Gminy, przysługiwał upust, którego wysokość ustalała Zwierzchność. W takim przypadku pracownikom kultowym Gminy przysługiwało prawo do bezpłatnej podróży pociągiem: 20


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

rabinowi w klasie pierwszej, pozostałym urzędnikom w klasie drugiej, natomiast sługom synagogalnym  – w klasie trzeciej. Przy wyborze transportu drogowego, rabinowi przysługiwał osobny powóz, natomiast wszystkim pozostałym urzędnikom i sługom razem najwyżej dwa powozy. Jeżeli państwo młodzi nie przynależeli do miejscowej Gminy, Zwierzchności przysługiwało prawo do podniesienia taksy klasowej za udzielenie im ślubu maksymalnie o połowę. Natomiast członkowie Gminy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, którzy zawierali małżeństwo poza jej obrębem i nie korzystali przy tym z posługi jej urzędników kultowych, zobowiązani byli do opłacenia połowy stawki ślubnej. W przypadku osób małoletnich lub pozostających pod opieką obowiązek wnoszenia opłat ślubnych spadał na ich ustawowych opiekunów. 4. Opłaty cmentarne Kolejne wpłaty do budżetu Gminy pochodziły z opłat cmentarnych, choć istniała też możliwość  – decyzją Zwierzchności  – całkowitego lub częściowego zwolnienia z ich uiszczenia. Miejsca  – groby ziemne  – na miejscowym cmentarzu żydowskim podzielone zostały na trzy oddziały, z których każdy obejmował po trzy klasy majątkowe. Przydział dokonywany był przez Zwierzchność do jednego z oddziałów wedle wieku zmarłego, natomiast do jednej z klas na podstawie jego stanu majątkowego bądź też jego krewnych, którzy zobowiązani byli ponieść koszty pochówku. Zażalenie, co do podjętej przez Zwierzchność decyzji, można było skierować do przewodniczącego Gminy, którego decyzja o przydziale do odpowiedniej klasy była ostateczna. Wedle wieku zmarłych ustanowiono następujące oddziały: pierwszy obejmujący dzieci do lat pięciu, drugi  – dzieci w wieku od pięciu do trzynastu lat i trzeci  – zmarłych powyżej trzynastego roku życia. W oddziałach tych ustanowiono następujące klasy z wysokością opłaty za miejsce pod grób ziemny:

35

Oddział pierwszy

Oddział drugi

Oddział trzeci35

klasa pierwsza

60 zł

80 zł

350 do 500 zł

klasa druga

40 zł

60 zł

250 do 300 zł

klasa trzecia

20 zł

30 zł

150 do 200 zł

W pierwotnej wersji statutu kwoty dla oddziału trzeciego wyglądały następująco: klasa pierwsza  – 350 zł, klasa druga  – 250 zł i klasa trzecia  – 150 zł. Ich korekty dokonano na posiedzeniu Rady Wyznaniowej z 20 września 1929 roku. Za: APKat., UWŚl Adm, sygn. 1991, s. 186. 21


Sławomir Pastuszka

Inne wydatki pokrywała Gmina za zwrotem takowych na żądanie strony. W oddziale trzecim zmarłych odprowadzał do grobu rabin wraz z kantorem. Za miejsca na urządzenie murowanych krypt ustanowiono następujące taksy: za kryptę pojedynczą na 6 zwłok  – 1500 zł, natomiast podwójną na dziewięć zwłok  – 2000 zł. Koszt każdorazowego złożenia zwłok do krypty wynosił 100 zł. Pozostałe opłaty należało obliczać przy każdym pogrzebie wedle klasy pierwszej. Za pochówek osoby nienależącej do Gminy obowiązywała stawka podwójna, natomiast bezwyznaniowej  – która wystąpiła ze wspólnoty  – potrójna36. W przypadku pochówku zmarłego członka w innej miejscowości należało uiścić rekompensatę w wysokości połowy taksy. Za dozwoloną przez władzę państwową ekshumację zwłok pobierano 150 zł, ponadto wynikłe z tego tytułu opłaty związane z całą operacją. Wymagano także naprawienia na własny koszt wyrządzonych podczas tego typu prac ewentualnych szkód. Za zezwolenie na wystawienie nagrobka na grobie ziemnym pobierano dziesięć procent kosztów pogrzebowych, natomiast za wystawienie kraty grobowej opłatę do 100 zł wedle uznania Zwierzchności37. Koszt rezerwacji miejsca pochówku na dziesięć lat wynosił dziesięć procent ustanowionych taks. 5. Opłaty za rzezanie Za wykonanie rytualnego uboju zwierząt przez ustanowionego przez Gminę rzezaka wprowadzono następujące taksy za sztukę: wół i krowa  – 8 zł, cielę i owca  – 4 zł, indyk  – 70 gr, gęś  – 60 gr, kaczka  – 50 gr, kura  – 30 gr, kurczę  – 25 gr, gołąb  – 15 gr.

Pracownicy gminy Na płatne stanowiska urzędnicze w Izraelickiej Gminie Wyznaniowej w Dziedzicach mogły zostać zatrudnione jedynie osoby „własnowolne”, posiadające obywatelstwo polskie, odpowiednie kwalifikacje do wykonywania zawodu, których zachowanie pod względem moralnym i obywatelskim nie budziło żadnych zarzutów. 1. Rabin Wybór rabina mógł nastąpić jedynie na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Wyznaniowej wzmocnionej dwunastoma mężami zaufania spośród posiadających prawo

36

37

22

W pierwotnej wersji statutu za pogrzeb osoby, która wypisała się z Gminy, obowiązywała stawka podwójna. Zwiększenie taksy dokonano na posiedzeniu Rady Wyznaniowej z 20 września 1929 roku. Za: APKat., UWŚl Adm, sygn. 1991, s. 186. Opłaty te nie dotyczyły krypt.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

wyborcze członków Gminy. Ich wybór następował na takich samych zasadach, jakie zawierał statut odnośnie do członków Rady. Do ważności wyboru rabina wymagana była obecność trzech czwartych uprawionych do głosowania i akceptacja ze strony dwóch trzecich obecnych. Na trzydzieści dni przed mianowaniem, władze Gminy zobowiązane były podać jego personalia do wiadomości władzy państwowej. Jeżeli w tym czasie ta nie zgłosiła sprzeciwu, nastąpić mogło wprowadzenie rabina na urząd. Odbywało się to podczas posiedzenia Rady Wyznaniowej, w którego trakcie nowo zatrudniony składał przewodniczącemu Gminy uroczyste ślubowanie wraz z podaniem ręki. Wówczas jego personalia i fakt zatrudnienia podawano do wiadomości publicznej. Ustanowienie rabina następowało początkowo na okres próbny, którego długość  – trzy miesiące  – zatwierdzana była przez Radę Wyznaniową. Jeżeli przed upływem prowizorium nie nastąpiło wypowiedzenie, mianowanie uznawano za definitywne. Z zatrudnionym urzędnikiem należało podpisać umowę, która określać miała zakres jego praw i obowiązków, wysokość wynagrodzenia, a także warunki przyznania emerytury. Rabin zobowiązany był przestrzegać regulaminu służbowego, a także zamieszkać w miejscowości stanowiącej siedzibę Gminy, w tym przypadku w Dziedzicach. Do obowiązków rabina należało prowadzenie ksiąg metrykalnych38, kierowanie i współprowadzenie nabożeństw w porozumieniu ze Zwierzchnością wedle mającego się unormować regulaminu synagogalnego, wygłaszanie kazań39 i wykładów, nauczanie religii, udzielanie ślubów i prowadzenie pogrzebów, nadzór nad wyznaniowymi zakładami Gminy i służbowymi czynnościami ich urzędników, nadzór nad czynnościami rytualnymi innych pracowników religijnych, w szczególności rzezaków, ponadto składanie propozycji i ich opiniowanie względem nabożeństw, udzielanie odpowiedzi na wszystkie pytania odnoszące się do rytuałów, kierowane przez członków i władze Gminy oraz władze państwowe. Zwolnienie rabina z piastowanego urzędu nastąpić mogło w przypadku utraty przez niego obywatelstwa polskiego, skazania prawomocnym wyrokiem sądowym za zbrodnię lub czyn karalny, wynikający z chęci zysku, sprzeciwiający się zasadom moralnym lub wywołujący zgorszenie publiczne40, a także stałego zakłócania miru i spokoju panującego wewnątrz wspólnoty. Ponadto rabin mógł zostać pozbawiony stanowiska, gdy mimo trzykrotnego upomnienia stale zaniedbywał swoje obowiązki

38

39

40

Obowiązek prowadzenia ksiąg metrykalnych był obowiązkiem narzuconym przez prawo państwowe. Rabin zobowiązany był do wygłoszenia kazania przynajmniej raz w roku w każdej publicznej synagodze Gminy. W przypadku stwierdzenia u rabina zachowań uznanych za wywołujące zgorszenie publiczne, zwolnienie mogło nastąpić nawet, gdy nie pociągnięto go do odpowiedzialności prawnej. 23


Sławomir Pastuszka

oraz jeżeli samodzielnie opuścił służbę i nie zastosował się do wezwania przewodniczącego Gminy do powrotu lub nie usprawiedliwił swojej nieobecności. Rabin kończący swoją służbę w Gminie mógł liczyć na odpowiednią odprawę, której wysokość była ustalana przez Zwierzchność. 2. Pozostali pracownicy Prawa i obowiązki wszystkich pozostałych pracowników, tj. kantora, rzezaka i nauczyciela religii objęte były pragmatyką służbową bądź regulaminami opracowanymi przez Radę Wyznaniową lub zawartymi z nimi umowami o pracę. Mianowanie i usuwanie wymienionych wyżej urzędników następowało na zwyczajnym posiedzeniu Rady Wyznaniowej zdolnym do podjęcia uchwał bezwzględną większością głosów. Ich nominacja następowała początkowo na okres próbny (jeden rok), a w przypadku, gdy po tym czasie mianowanie uznawano już za stałe, za przesłanki do zawieszenia lub zwolnienia uznawano te same, jakie spoczywały na rabinie. Jeżeli trzy miesiące przed upływem prowizorium nominacja nie przemieniła się na stałą, stosunek służbowy uważano za rozwiązany. Kantor zobowiązany był do brania udziału w nabożeństwach i innych uroczystościach w synagodze gminnej, uczestniczenia w ślubach i pogrzebach wedle instrukcji Rady Wyznaniowej, a także prowadzenia chóru synagogalnego. Do obowiązków rzezaka  – podlegającego osobistej kontroli rabina  – należało wyłączne wykonywanie uboju rytualnego zwierząt na obszarze administracyjnym Gminy oraz wszystkich innych przynależnych mu czynności zgodnie ze wskazówkami Zwierzchności41.

Sprawy kultu religijnego i nauczania religii Podstawowym zadaniem Gminy było zaspokajanie religijnych potrzeb jej członków oraz utrzymywanie lub wspieranie zakładów służących celom rytualnym. Wszystkie służące celom społeczności żydowskiej, a nieutrzymywane lub niezawiadywane przez Gminę zakłady, fundacje i stowarzyszenia o charakterze religijnym musiały pozostawać pod nadzorem Gminy poprzez wyznaczonego członka Zwierzchności i w porozumieniu z rabinem, ale w granicach nieuwłaczających przepisom prawa państwowego. Istniała możliwość zakładania prywatnych domów modlitwy, a także organizacji stałych lub czasowych zgromadzeń mających na celu realizację kultu religijnego. 41

24

Ubój rytualny na obszarze administracyjnym Gminy mógł być sprawowany jedynie przez mianowanego rzezaka, który w tej kwestii posiadał monopol dzięki odpowiedniemu zezwoleniu Zwierzchności, a także podlegał kontroli miejscowego rabina. Mięso pochodzące z uboju dokonywanego przez inne osoby uważano z góry za trefne.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Wymagało to zezwolenia Rady Wyznaniowej na pisemny wniosek piątej części wszystkich członków Gminy, czego powodem mogły być względy rytualne lub znaczne oddalenie ich domostw od synagogi gminnej. W przypadku udzielenia zgody, Rada Wyznaniowa zobowiązana była udzielić na pokrycie kosztów założenia domu modlitwy subwencji w wysokości najwyżej czwartej części wpłat wszystkich stałych jego członków. Wszystkie pozostałe koszty utworzenia, a także utrzymywania prywatnej modlitewni ponosiły strony zainteresowane. Prywatne domy modlitwy i zgromadzenia podlegały nadzorowi wyznaczonemu w tym celu członka Zwierzchności, a ich strona rytualna i urządzenie miejscowemu rabinowi. Jeżeli nastąpiła różnica zdań pomiędzy rabinem a Zwierzchnością odnośnie do wyżej wymienionych, wówczas spór rozstrzygała Rada Wyznaniowa. Dla każdej modlitewni sporządzony musiał zostać regulamin i ustanowiony zarząd, które podlegały zatwierdzeniu przez przewodniczącego Gminy. Nabożeństwa domowe, a także te organizowane z okazji wydarzeń o charakterze rodzinnym, przy których nie używano zwojów Tory, nie podlegały powyższym postanowieniom. Jednym z obowiązków Gminy była także organizacja nauki religii w oparciu o prawo krajowe. Nauczanie podlegało kierownictwu rabina, miało być przez niego realizowane lub przez ustanowionych w tym celu nauczycieli, którzy podlegali nadzorowi Zwierzchności, a także państwowych władz szkolnych.

Skład i działalność organów władzy gminnej W związku z oficjalnym zatwierdzeniem statutu Gminy przez władze wojewódzkie i możliwością zorganizowania pierwszych wyborów, w niedzielę 27 października 1928 roku odbyło się zebranie sprawozdawcze podsumowujące dotychczasową działalność zarządu tymczasowego, które poprowadził przewodniczący Dawid Schneebaum. Na wstępnie zaapelował do przyszłych włodarzy Gminy o kontynuowanie podjętych już działań mających na celu prężny rozwój wspólnoty, informując równocześnie o zaniechaniu ubiegania się o mandat w najbliższych wyborach, na co wpływ miały jego problemy zdrowotne. Na spotkaniu ustępujące władze szczególną uwagę poświęciły sprawom wychowania i edukacji najmłodszych. Za sukces uznano przede wszystkim osiągnięcie  – przy wsparciu rabina Hirschfelda  – zadowalającego poziomu nauczania religii w miejscowej szkole powszechnej, prowadzonego przez nauczycieli szkoły żydowskiej w Bielsku, a także wprowadzenia bezpłatnych kursów współczesnego języka hebrajskiego dla dzieci wszystkich członków Gminy. Drugie z wymienionych działań zarządu przyjęte zostało z wielkim uznaniem. Jak zaznaczono w sprawozdaniu, był to wówczas jeden z nielicznych w Polsce przypadków zapewnienia najmłodszej generacji przez gminę wyznaniową darmowej nauki tego języka, z której w Dziedzicach korzystało wtedy ponad 60 dzieci w wieku szkolnym, a także młodzież uczęszczająca do bielskich szkół 25


Sławomir Pastuszka

średnich. Samuel Hirschfeld w swoim wystąpieniu pozytywnie ocenił postępy w kwestii nauczania religii, podkreślił znaczenie, jakie za sobą niosła dla nowo powstałej Gminy nauka języka hebrajskiego, a także odzyskanie niepodległości przez Polskę, której dziesiątą rocznicę miano wkrótce uroczyście świętować. Do aktywnego wspierania rozwoju i dobrobytu wspólnoty wezwał inż. Szymon Freudenthal. Podkreślił, że plany budowy niezbędnych instytucji gminnych, takich jak nowa synagoga i dom ludowy, w którym miałaby znaleźć siedzibę także planowana szkoła żydowska, mogły zostać zrealizowane jedynie dzięki pomocy finansowej i zaangażowaniu członków Gminy. Jako efekt takiego działania wskazał halę przedpogrzebową na miejscowym cmentarzu żydowskim, zbudowaną w krótkim czasie dzięki dużej ofiarności miejscowych współwyznawców. Na spotkanie zaproszony został Paul Braff z Bielska, delegat tamtejszego Komitetu Lokalnego Organizacji Syjonistycznej, który w swoim wystąpieniu omówił zadania gmin wyznaniowych przez perspektywę jedynej istniejącej wówczas namiastki autonomii żydowskiej. Podkreślił znaczenie edukacji, szczególnie w społeczności takiej jak Dziedzice, która była jedną z najbardziej wysuniętych na zachód wspólnot w Polsce. Zachęcał do dalszego podtrzymywania wartości wynikających z zainicjowanego przez ustępujący zarząd wychowania narodowego, a także do szybkiego zapewnienia społeczności nie tylko nowej synagogi, ale także domu ludowego. W związku z tym zwrócił uwagę, uznając to równocześnie za wyjątkowe, że członkowie dziedzickiej Gminy nie zmagali się z problemem biedy, a tym samym nie zachodziła konieczność wydawania znacznych sum z kasy gminnej na pomoc społeczną. W trakcie spotkania zachęcano obecnych do składania podpisów na liście protestacyjnym potępiającym profanację Ściany Płaczu w Jerozolimie, który przesłano do Komitetu Centralnego Organizacji Syjonistycznej w Krakowie. Zebranie zakończono  – jak informowała prasa  – w optymistycznym nastroju. Dawid Schneebaum wezwał do kontynuowania podjętych już działań, a obecnych członków Towarzystwa Sportowo-Gimnastycznego „Makkabi” do jeszcze większego zaangażowania w służbę ludziom oraz społeczności42. Wybory pierwszego składu Rady Wyznaniowej zorganizowano w niedzielę 25 listopada 1928 roku o godzinie 14:00 w sali hotelu Schneebauma. Sprawozdanie z tego wydarzenia opublikowano na łamach bielskiej gazety „Jüdisches Volksblatt”, która informuje, że uprawnionych do głosowania było 168 osób, z czego 112 skorzystało z tego przywileju. Rada pierwszej kadencji została wybrana w następującym składzie: Szymon Freudenthal, Bernard Goldstein, Maksymilian Grauer, Juliusz Hilfstein, Dawid Kannengiesser, Adolf Krakowski, Izydor Munk, Ignacy Robinsohn, Norbert Rosenthal, Leopold Schrötter, Markus Schudmak, Robert Sigmund i jako zastępcy: Henryk Mościsker, Jakub Silberstein i Adolf Sternlicht. Na zakończenie Dawid Schnee­ baum  – pełniący funkcję przewodniczącego komisji wyborczej  – podziękował za 42

26

„Jüdisches Volksblatt”, nr 38, 2.11.1928, s. 8–9; „Nowy Dziennik“, nr 320, 28.11.1928, s. 8.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

udział w wyborach, a także wyraził osobiste zadowolenie z jego wyniku, gdyż ponad połowę wybranych stanowili popierani przez niego syjoniści, co też dawało nadzieję na kontynuację podjętych przez poprzedni zarząd działań odnośnie rozwoju edukacji młodzieży, kursów języka hebrajskiego i żydowskiego funduszu narodowego43. Dokonany wybór został oficjalnie zatwierdzony przez władze państwowe 28 listopada 1928 roku, którą to datę należy uznać za początek pełnoprawnego działania Gminy44. W niedzielę 2 grudnia tego roku na pierwszym posiedzeniu Rady Wyznaniowej, jej członkowie wybrali ze swego grona Zwierzchność w składzie: Szymon Freudenthal jako przewodniczący, Norbert Rosenthal jako jego zastępca oraz Ignacy Robinsohn i Robert Sigmund jako członkowie bez określonej funkcji45. Pod koniec listopada 1928 roku na stanowisko tymczasowego rabina Gminy powołano Samuela Hirschfelda z Białej, z którego zatrudnieniem równocześnie utworzony został izraelicki urząd metrykalny46. Jego wybór na przewodnika duchowego dziedzickiej społeczności żydowskiej nie powinien dziwić, ponieważ był on niekwestionowanym liderem religijnych syjonistów w regionie, który to nurt w okresie międzywojennym zyskał ogromne poparcie wśród czechowicko-dziedzickich Żydów oraz zepchnął na boczny tor malejących pod względem ilościowym asymilatorów oraz nielicznych socjalistów i ortodoksów. Było to na tym terenie najbardziej aktywne stronnictwo polityczne, które poprzez swoje liczne stowarzyszenia i przybudówki docierało do wszystkich warstw społeczeństwa żydowskiego, przede wszystkim młodzieży. Dzięki szerokiemu poparciu, syjoniści zapewniali sobie stałą obecność we władzach Gminy wszystkich kadencji, a tym samym wywierali istotny wpływ na jej charakter i funkcjonowanie. Pod koniec 1928 roku dziedzicka gmina wyznaniowa dysponowała synagogą i cmentarzem z halą pogrzebową o wartości kolejno 10 000 zł i 4 000 zł47. Zrzeszała około 450 członków, w tym 172 osoby uiszczające podatek wyznaniowy. Jej siedziba mieściła się w hotelu Dawida Schneebauma przy placu Wolności. Poza rabinem zatrudniała także rzeźnika rytualnego i prowadzącego modlitwy w osobie Chaima 43 44 45 46

47

„Jüdisches Volksblatt”, nr 42, 30.11.1928 APKat., UWŚl  – Adm, sygn. 1987a, s. 91. „Jüdisches Volksblatt”, nr 42, 30.11.1928, s. 8; APKat., UWŚl  – Adm, sygn. 1987a, s. 91. Kandydatura Samuela Hirschfelda  – wysunięta w styczniu 1928 roku  – na stanowisko prowadzącego księgi izraelickiego urzędu metrykalnego w Dziedzicach, a tym samym na urząd rabina tymczasowego nie zyskała uznania w oczach starosty bielskiego. Ten optował za Markusem Steinerem z Bielska, zapewne ze względu na jego bliskie związki łączące go z odseparowaną niedawno społecznością, której służył jako rabin, gdy ta przynależała jeszcze do bielskiej gminy żydowskiej. Starostwo oficjalnie stało na stanowisku, że kandydatura Hirschfelda nie jest odpowiednia ze względu na stałe zamieszkanie w Białej, więc na terenie innego województwa, co mogło stanowić poważne utrudnienie ludności żydowskiej z Dziedzic i okolicy w załatwianiu spraw metrykalnych. Wartość cmentarza najprawdopodobniej nie obejmuje wartości hali pogrzebowej. 27


Sławomir Pastuszka

Bittera. Jej bilans za ten rok był nieznacznie dodatni, przy 21 700 zł osiąganych dochodów, wydatki wyniosły 21 632 zł48. Na jej terenie funkcjonował także prywatny dom modlitwy prowadzony przez Maksa Rosenthala z Dziedzic49.

Hotel Dawida Schneebauma przy placu Wolności w Dziedzicach

Rzezak Chaim Bitter i rabin Samuel Hirschfeld

48 49

28

APKat., UWŚl  – Adm, sygn. 1987a, s. 91. Tamże, s. 91; sygn. 1987b, s. 26; G.M. Chromik, J. Spyra, dz. cyt., s. 93. W ostatnim z wymienionych źródeł błędnie podano imię prowadzącego dom modlitwy  – Marek.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Działalność Gminy w latach 1929–1931 jest praktycznie nieznana, a nielicznych informacji dostarczają notki prasowe opublikowane na łamach „Jüdisches Volksblatt”. Można w nich przeczytać o ujęciu w gminnym budżecie na rok 1930 dotacji dla trzech lokalnych organizacji syjonistycznych: 600 zł dla Żydowskiego Towarzystwa Sportowo-Gimnastycznego „Makkabi”, 200 zł dla Żydowskiej Organizacji Skautowej „Hanoar Haiwri” i 100 zł dla Żydowskiego Funduszu Narodowego50, a także wejściu z ramienia Gminy przewodniczącego Freudenthala do zarządu Dziedzickiego Banku Spółdzielczego, powołanego 20 marca 1930 roku staraniem i ku zaspokajaniu potrzeb miejscowej społeczności żydowskiej51. 6 listopada 1930 roku zainaugurowano autorski cykl wykładów rabina Hirschfelda poświęconych historii Żydów52. Choć słynęły one z wysokiego poziomu i były dobrze odbierane przez słuchaczy, to frekwencja nie zawsze była zadowalająca, jak chociażby na prelekcji poświęconej gaonowi wileńskiemu i chasydyzmowi, która odbyła się 12 lutego 1931 roku w hotelu Schneebauma53. Rok 1932 upłynął pod znakiem wyborów gminnych, a także zmian personalnych w Zwierzchności po ustąpieniu Szymona Freudenthala z funkcji przewodniczącego. Na jej czele stanął Norbert Rosenthal, natomiast jego zastępcą został Henryk Mościsker. Termin wyborów wyznaczono na 11 grudnia, a do zaciętej walki stanęły początkowo trzy ugrupowania, które rozpoczęły agitację już w połowie listopada. Największą aktywnością na tym polu wykazali się syjoniści, którzy poprzez swoją obecność we władzach gminnych widzieli możliwość kontynuowania i szerszego działania w „duchu narodowo-żydowskim” dla zaspokajania religijnych, kulturalnych i gospodarczych potrzeb członków wspólnoty, a także „dalszego niepowstrzymanego postępu na drodze do Żydowskiej Gminy Ludowej”54. W niedzielę 20 listopada odbyło się ich wewnętrzne spotkanie, z którego obszerne sprawozdanie znalazło się na łamach prasy55. Dowiadujemy się z niego o podejmowanych działaniach lokalnych organizacji syjonistycznych, a także omawianych przez Roberta Sigmunda, Erwina Mechnera i Henryka Mościskera planach i problemach związanych ze zbliżającymi się wyborami. W ustępującej Radzie Wyznaniowej syjoniści związani z dziedzickim Komitetem Lokalnym56 posiadali sześć mandatów i zbliżony do tej liczby skład planowali zachować w następnej kadencji. Stronnictwo to początkowo podjęło rozmowy z ortodoksami o utworzenie wspólnego bloku wyborczego, jednak ze względu na brak osiągniętego 50 51 52 53 54 55 56

„Jüdisches Volksblatt”, nr 7, 14.02.1930, s. 7. Tamże, nr 13, 28.03.1930, s. 13. Tamże, nr 44, 31.10.1930, s. 6. Tamże, nr 9, 27.02.1931, s. 7. „Nowy Dziennik”, nr 333, 8.12.1932, s. 8. „Jüdisches Volksblatt”, nr 48, 25.11.1932, s. 5. Komitet Lokalny Organizacji Syjonistycznej w Dziedzicach powołano 16 stycznia 1929 roku, a na jego czele stanęła Róża Littner z Czechowic. Za: G.M. Chromik, J. Spyra, dz. cyt., s. 93. 29


Sławomir Pastuszka

porozumienia, zwrócono się w tej sprawie do asymilatorów, uważanych za najsilniejsze wewnątrzgminne ugrupowanie. Efektem osiągniętego porozumienia było utworzenie koalicji o nazwie Żydowski Blok Obywatelski, który wystawił dwunastu kandydatów, wśród których znalazło się pięciu syjonistów: Zygfryd Bochner, Oskar Buchen, Juliusz Hilfstein, Henryk Mościsker i Robert Sigmund. Pozostałymi byli Maks Grauer, Dawid Kannengiesser, Leon Kellner, Lazar Mann, Izydor Munk, Norbert Rosenthal i Markus Schudmak. Poprzez sojusz  – zatwierdzony przez egzekutywę Organizacji Syjonistycznej w Krakowie  – syjoniści liczyli na bezpieczne zwycięstwo w wyborach. Pakt zobowiązywał asymilatorów do niewystępowania „przeciwko syjonizmowi i dziełu palestyńskiemu oraz we wszystkich wypadkach, dotyczących sprawy odbudowy Palestyny i wychowania narodowego młodzieży, głosować wspólnie z syjonistami”57. Dotychczasową współpracę obu ugrupowań we władzach gminnych uznawano za dobrą, dzięki czemu syjoniści przy poparciu asymilatorów doprowadzili m.in. do wsparcia finansowego kilku miejscowych stowarzyszeń syjonistycznych, organizacji kursów języka hebrajskiego wraz z zatrudnieniem nauczyciela, powstania biblioteki dla młodzieży przy klubie „Makkabi” i założenia żydowskiego banku ludowego58. Największy problem dla syjonistów stanowił utworzony przez Michała Gartenberga komitet wyborczy o nazwie „Partia Pracy”. Na łamach prasy ugrupowanie to  – pomimo nazwy niezwiązanej z socjalizmem  – określone zostało mianem „falsyfikatu”59, a jego lider jako „domorosły dywersant”60 i „były syjonista”61, który „nie jest członkiem Komitetu Lokalnego i nigdy nie zajmował się polityką żydowską, wbił nóż w plecy, sporządzając własną listę, niszcząc w ten sposób syjonistyczną jedność i poważnie naruszając dyscyplinę partyjną”62. Działanie mężczyzny stanowiło jeden z głównych tematów dyskusji w trakcie odbytego 20 listopada 1932 roku zebrania. Niemal jednogłośnie  – przy jednej osobie wstrzymującej się  – przyjęto rezolucję autorstwa Henryka Wachsmanna wyrażającą m.in. dezaprobatę wobec jego zachowania, uznanego za próbę zniszczenia jedności frontu syjonistycznego poprzez utworzenie z pobudek czysto osobistych osobnej listy wyborczej, na której miejsce znaleźli zaledwie trzej syjoniści63. Gartenberg w odpowiedzi na pojawiające się w prasie informacje stwierdził, że nigdy nie przestał być syjonistą, a utworzony z jego pomocą komitet „Partii Pracy” nie był związany z żadną opcją polityczną64. 57 58 59 60 61 62

63 64

30

„Nowy Dziennik”, nr 333, 8.12.1932, s. 8. Tamże, nr 333, 8.12.1932, s. 8. Tamże, nr 336, 11.12.1932, s. 10. Tamże, nr 336, 11.12.1932, s. 10. Tamże, nr 333, 8.12.1932, s. 8. „Jüdisches Volksblatt”, nr 48, 25.11.1932, s. 5. Z tekstu opublikowanego 8 grudnia na łamach Nowego Dziennika wynika, że Gartenberg był byłym członkiem Komitetu Lokalnego Organizacji Syjonistycznej, co też trzy dni później sam zainteresowany zdementował. „Jüdisches Volksblatt”, nr 48, 25.11.1932, s. 5. „Nowy Dziennik”, nr 336, 11.12.1932, s. 10.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Trzecie ugrupowanie utworzone w celu startu w wyborach gminnych  – połączone siły ortodoksów z socjalistami65  – określone zostało w prasie syjonistycznej jako „dziwoląg”66 i „kuriozum”67. Autorzy relacji nie szczędzili słów krytyki pisząc: „łatwo sobie wyobrazić, jak wygląda socjalizm tych dżentelmenów i religijność ich partnerów”68 lub „czarna mafia, zacofani klerykalni idą ręka w rękę idą z bojownikami walki klasowej”69. Poza tymi nieprzychylnymi wzmiankami brak jest jakichkolwiek innych informacji chociażby o składzie tego bloku wyborczego. Dnia 4 grudnia 1932 roku o godzinie 9:30 w hotelu Schneebauma odbyło się pierwsze otwarte spotkanie wyborcze syjonistów z Żydowskiego Bloku Obywatelskiego70. Jako pierwszy głos zabrał Erwin Mechner, który poza przedstawieniem programu wyborczego, omówił znaczenie wielu zmian, jakie miały zachodzić w żydowskich gminach wyznaniowych za sprawą idei zapoczątkowanych przez Theodora Herzla, podkreślając zwłaszcza jeden z osiągniętych efektów, jakim było rozszerzenie przez gminy strefy wpływów dzięki politycznej aktywności ich członków. Kolejny prelegent, Henryk Mościsker, pełniący funkcję zastępcy przewodniczącego dziedzickiej Gminy, złożył ogólne sprawozdanie z pierwszej kadencji władz, zwracając przede wszystkim uwagę na zaangażowanie radnych-syjonistów w różne obszary działalności gminnej, w tym aktywność na polu finansowego wspierania licznych organizacji promujących odnowę i wzmacnianie świadomości narodowej wśród członków wspólnoty. Wystąpienie przedmówcy uzupełnił Robert Sigmund, przedstawiając sprawozdanie merytoryczne z działalności władz gminnych, a także propozycje działań na następną kadencję. W trakcie dyskusji głos zabrał m.in. Michał Gartenberg, który ze względu na burzliwe protesty obecnych na sali syjonistów i ortodoksów zmuszony został do przerwania swojego przemówienia. W jego trakcie zdążył odnieść się do krążących o nim informacji, a także skrytykował polityczne zaangażowanie syjonistów w gminach wyznaniowych, przyznane dotacje dla klubu „Makkabi” i zakup działki pod żydowski dom ludowy, którego budowa jego zdaniem nie była konieczna. Do jego słów krytycznie odnieśli się Henryk Mościsker i Robert Sigmund, a także Ozjasz Greifinger71. Dnia 5 grudnia Gartenberg podjął zakończone niepowodzeniem negocjacje z przedstawicielami komitetu ortodoksyjno-socjalistycznego w celu wspólnego połączenia sił w walce wyborczej. W związku z tą porażką zwrócił się w stronę asymilatorów, których część udało mu się przekonać i umieścić na liście swojego komitetu 65

66 67 68 69 70 71

Według relacji z „Jüdisches Volksblatt” żydowscy socjaliści byli ugrupowaniem wcześniej niewystępującym na terenie gminy dziedzickiej, pojawili się nagle. „Jüdisches Volksblatt”, nr 48, 25.11.1932, s. 5. „Nowy Dziennik”, nr 333, 8.12.1932, s. 8. „Jüdisches Volksblatt”, nr 48, 25.11.1932, s. 5. Tamże, nr 48, 25.11.1932, s. 5. „Nowy Dziennik”, nr 333, 8.12.1932, s. 8. „Jüdisches Volksblatt”, nr 49, 2.12.1932, s. 3. Tamże, nr 50, 9.12.1932, s. 3. 31


Sławomir Pastuszka

wyborczego, liczącego łącznie osiem osób. Na 8 grudnia zaplanował spotkanie przedwyborcze72. Tego samego dnia o godzinie 10:00 w hotelu Schneebauma rozpoczął się natomiast kolejny wiec syjonistów, w trakcie którego Cezary Kraminer z Bielska wygłosił gościnny wykład pt. „My, a wybory kahalne”73. Prelegent wezwał miejscową ludność do zjednoczenia się w celu zapewnienia zwycięstwa idei syjonistycznej, którą określił żywym rdzeniem narodu żydowskiego. Jako wyraźny dowód słuszności realizowanych celów przywołał przytłaczające zwycięstwa wyborcze syjonistów w gminach żydowskich w Wiedniu i Czerniowcach, odbitych z rąk asymilatorów. Wyraził także zaniepokojenie odnośnie kandydatur socjalistów jako osób negujących religię. Jego wystąpienie zakończyło się owacją oraz jednogłośnym przyjęciem rezolucji, w której wyrażono wdzięczność dla dotychczasowych radnych-syjonistów za ich bezinteresowną pracę na rzecz zrzeszonej w Gminie społeczności74. Dnia 8 grudnia za pośrednictwem Maksa Grauera przekazana została syjonistom wiadomość o zerwaniu przez część asymilatorów paktu, w ramach którego utworzono Żydowski Blok Obywatelski. Strona syjonistyczna uznała to za akt nielojalności, będący w jej opinii wynikiem skierowanych przeciwko niej działań Michała Gartenberga, który mścił się za nieumieszczenie go na jej liście wyborczej. W związku z tą sytuacją do komitetu wyborczego „Partii Pracy” przeszli Maks Grauer, Julius Hilfstein i Norbert Rosenthal. Wobec tej niespodziewanej sytuacji, po uprzednim wysłuchaniu referatów Mechnera, Mościskera i Sigmunda, powołano Syjonistyczny Komitet Wyborczy i przystąpiono do niezwłocznego przygotowania nowej listy kandydatów, na której znaleźli się także nieulegli wpływom Gartenberga asymilatorzy. Jej skład prezentował się następująco: Zygfryd Bochner, Oskar Buchen, Fuchs [imię niepodane], Ozjasz Greifinger, Dawid Kannengiesser, Leon Kellner, Erwin Mechner, Henryk Mościsker, Izydor Munk, Dawid Schneebaum, Markus Schudmak, Robert Sigmund i Dawid Spanier. W relacji prasowej podkreślono, że kandydaci „do walki wyborczej przystępują spokojnie i zwarcie, przekonani, że idea syjonizmu utoruje sobie drogę poprzez wszelkie trudności i zdrady”75. Z kolei 10 grudnia o godzinie 20:00 w hotelu Schneebauma odbył się ostatni przedwyborczy wiec syjonistów, na którym wystąpił Leon Salpeter, przewodniczący egzekutywy Organizacji Syjonistycznej w Krakowie76. Tego dnia nadano także notkę, która ukazała się następnego dnia na łamach „Nowego Dziennika”, w której zapewniono m.in., że „syjoniści są jedynym ugrupowaniem na ulicy żydowskiej, które posiada konstruktywny program kahalny i zdolne jest kierować gminą żydowską w duchu prawdziwie żydowskim i demokratycznym”77. 72 73 74 75 76 77

32

Tamże, nr 50, 9.12.1932, s. 3. „Nowy Dziennik”, nr 334, 9.12.1932, s. 14. „Jüdisches Volksblatt”, nr 50, 9.12.1932, s. 3. „Nowy Dziennik”, nr 335, 10.12.1932, s. 2. „Jüdisches Volksblatt”, nr 50, 9.12.1932, s. 3. „Nowy Dziennik”, nr 336, 11.12.1932, s. 10.


Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach w pierwszych latach swojego istnienia

Wybory odbyły się w zaplanowanym terminie i zakończyły triumfalnym zwycięstwem syjonistów, którzy zdobyli dziewięć na dwanaście mandatów. Pozostałe trzy przypadły osobom ujętym na liście „Partii Pracy”, która ostatecznie połączyła się z sojuszem ortodoksów i socjalistów. Skład Rady Wyznaniowej drugiej kadencji wyglądał następująco: Zygfryd Bochner, Oskar Buchen, Ozjasz Greifinger, Dawid Kannengiesser, Erwin Mechner, Henryk Mościsker, Dawid Schneebaum, Markus Schudmak, Robert Sigmund oraz Maks Fuchs, Maks Grauer i Norbert Rosenthal. Wynik wyborów dobitnie świadczy o panujących wówczas nastrojach wśród czechowicko-dziedzickiej społeczności żydowskiej. Syjoniści swój sukces upatrywali przede wszystkim w swoim programie i aktywnej pracy w poprzedniej kadencji, ale także intensywnej agitacji wyborczej, realizowanej osobiście, podczas wieczorów przedwyborczych, za pomocą ulotek i poprzez relacje na łamach „Jüdisches Volksblatt” i „Nowego Dziennika”78. Ze względu na wyniesiony do starostwa bielskiego przez Michała Gartenberga i osoby związane z „Partią Pracy” rekurs  – odrzucony 28 lipca 1933 roku  – zatwierdzenie wyboru znacząco się opóźniło79. W międzyczasie stara Rada Wyznaniowa przygotowała preliminarz budżetowy na nowy rok, w którym podtrzymano dotacje dla organizacji syjonistycznych na dotychczasowym poziomie80. Prasa poinformowała także o przejściu do obozu syjonistycznego części działaczy związanych w trakcie wyborów z Gartenbergiem, który w związku z decyzją starostwa złożył odwołanie do władz wojewódzkich, które zapewne również zostało odrzucone i dało syjonistom pełnię władzy w strukturach Gminy81.

Podsumowanie Społeczność żydowska zamieszkująca miejscowości, które swoim zasięgiem obejmowała powstała w 1928 roku Izraelicka Gmina Wyznaniowa w Dziedzicach bez wątpienia była jedną z najbardziej aktywnych i prężnie rozwijających się na terenie autonomicznego województwa śląskiego. Polityczne zaangażowanie wielu członków wspólnoty, a także ich duże poparcie dla rozwijającej się idei syjonistycznej, bez wątpienia nadała specyficzny charakter powstałej Gminie, którą syjoniści postrzegali szerzej aniżeli organizację mającą na celu jedynie zaspokajanie religijnych potrzeb jej członków. Ich zdaniem Gmina stanowiła ostatnią namiastkę żydowskiej autonomii, której celem także powinno być wychowywanie i umacnianie ducha narodowego wśród nowych pokoleń Żydów, realizowaną poprzez odpowiednią edukację, naukę języka hebrajskiego czy finansowe wsparcie organizacji sportowych i społeczno-kulturalnych, przede wszystkim integrujących młodzież. 78 79 80 81

„Nowy Dziennik”, nr 352, 29.12.1932, s. 9. „Jüdisches Volksblatt  – Tygodnik Żydowski”, nr 3, 20.01.1933, s. 6. Tamże, nr 35, 1.09.1933, s. 4. Tamże, nr 38, 29.09.1933, s. 4. 33


Sławomir Pastuszka

Pierwsze cztery lata działalności Gminy w Dziedzicach był czasem nie tylko jej uformowania pod względem organizacyjnym, ale przede wszystkim stanowiły sprawdzian dla jej członków, czy są w stanie funkcjonować jako w pełni samodzielna społeczność. Bez wątpienia ich duża aktywność na polu politycznym i społecznym sprawiły, że Gmina  – jako organizacja zrzeszająca wszystkich wyznawców judaizmu na danym terenie  – stała się areną walki o wpływ na dalsze losy i funkcjonowanie prężnie rozwijającej się społeczności.

BIBLIOGRAFIA I. Źródła archiwalne Archiwum Państwowe w Katowicach, zespół: Urząd Wojewódzki Śląski  – Wydział Administracyjny sygn. 1987a  – Karty rejestracyjne izraelickich gmin wyznaniowych, zarządów tych gmin i bożnic; sygn. 1987b  – Gminy wyznaniowe żydowskie. Dane statystyczne; sygn. 1991  – Utworzenie nowej izraelickiej gminy wyznaniowej w Dziedzicach.

II. Źródła wydane „Jüdisches Volksblatt”, 1928, 1930–1933. „Nowy Dziennik”, 1928, 1932. Orts-Repertorium von Schlesien nach dem Ergebnisse der Volkszählung vom 31. Dezember 1900, Troppau 1901. Patryn Ludwig, Die Ergebnisse der Volkszählung vom 31. Dezember 1910 in Schlesien, Troppau 1912. Special-Orts-Repertorium von Schlesien. Neubearbeitung auf Grund der Ergebnisse der Volkszählung vom 31. Dezember 1890, Wien 1894. „Statistische Handbuch für die Selbstverwaltung in Schlesien”, 1902.

III. Opracowania Chromik Grzegorz Marek, Spyra Janusz, Żydzi w Czechowicach i Dziedzicach  – zarys historii, [w:] Żydzi w Bielsku, Białej i okolicy, red. Jerzy Polak i Janusz Spyra, Bielsko-Biała 1996. Pastuszka Sławomir, Cmentarz żydowski w Czechowicach-Dziedzicach, Kraków 2019.


KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA Instytut Judaistyki UJ

Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej Reportaż Czarny ląd Wandy Melcer a kwestia żydowska w międzywojennej Warszawie

W

anda Melcer, autorka omawianego zbioru reportaży, pochodziła z rodziny intelektualistów. Najmłodsze lata spędziła w Wiedniu, gdzie jej ojciec piastował funkcję profesora konserwatorium. Mając 12 lat wraz z rodziną przeprowadziła się do Warszawy1. W dwudziestoleciu międzywojennym jako postać ceniona i rozpoznawalna współpracowała z „Wiadomościami Literackimi” oraz była współzałożycielką Związku Literatów Polskich. Jako osoba oddana sprawie społecznej i domagająca się reformy obyczajowej w Warszawie zaangażowała się w działalność Ligi Reformy Obyczajów Krzywickiej i Boya2. Działalność Wandy Melcer na rzecz reform społecznych przełożyła się na charakterystyczny dla niej sposób opisu Warszawy. W jej twórczości miasto było przestrzenią ciemną oraz nędzną, gdzie wszechobecny był głód i występek. Autorka poprzez pozbawioną obiektywizmu narrację w ostrych słowach opisuje najbiedniejszą dzielnicę stolicy. Teksty te nie stanowią krytyki samej w sobie, lecz mają na celu uwypuklenie najpilniejszych kwestii, które powinny być objęte programem reform. Ciemniejsza strona Warszawy, centrum ludzkiego cierpienia, jest według Wandy Melcer winą społeczeństwa, które samo wykreowało takie miejsce3. Podobna narracja uwidacznia się w cyklu reportaży „Czarny ląd  – Warszawa”, które zostały opublikowane w „Wiadomościach Literackich”, w piśmie wydawanym od 1924 r. w Warszawie4. Twórcy „Wiadomości Literackich” unikali deklaracji ideowych podkreślając, że najważniejsze są cele informacyjne oraz propagowanie wiedzy o polskiej kulturze5. 1

2 3 4 5

A. Górniecka-Boratyńska, W poszukiwaniu starszych sióstr. Wanda Melcer  – próba portretu, „Teksty Drugie”, 1995, nr 3–4, s. 214. http://czaskultury.pl/czytanki/feministyczna-atlantyda/, (dostęp: 25.11.19). A. Górnicka-Boratyńska, dz. cyt., s. 222–224. M. Szpakowska, „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich, Warszawa 2012, s. 7. Tamże, s. 33. 35


Karolina M. Sierzputowska

Warto zaznaczyć, że lata 30. XX w. to okres rozwoju polskiego reportażu. Rezygnowano z relacji reporterskich z dalekich wypraw na rzecz przedstawiania najpilniejszych kwestii z kraju za pomocą reportaży politycznych i społecznie zaangażowanych. Ukazywanie lokalnej biedoty miało dwojaki sens. Z jednej strony było to wypowiadanie się na rzecz tych, którzy nie mieli własnego głosu, a z drugiej strony ukazywano lokalną rzeczywistość jako egzotyczną. W ten nowy trend związany z działalnością reporterską wpisywał się twórczość Wandy Melcer, co uwidacznia się w jej reportażach dotyczących dzielnicy żydowskiej, a także tekstach nawołujących do równouprawnienia kobiet6. Reportaże, które zostały opublikowane w 1936 r., są wynikiem wędrówek autorki po Nalewkach  – dzielnicy żydowskiej oraz rozmów z jej mieszkańcami oraz Żydami z innych części Warszawy. Autorka zapis swoich obserwacji podzieliła na cztery sekcje pod tytułami: „Żyd urodził się i zaczyna się uczyć”, „W mykwie i pod baldachimem”, „Business is business” oraz „Modlitwa i umieranie”. We wstępie wydanego w formie książkowej zbioru reportaży zaznaczyła, że genezą Czarnego lądu nie były żadne książki, gdyż nie zna ani Talmudu ani języka hebrajskiego, ale „ich źródłem były przeżycia istniejących, cierpiących, prawdziwych ludzi”7. Oprócz tego autorka dodała, że „nie ma znaczenia, na jakim podłożu wyrosły obyczaje, które dzisiaj zjadają żywe społeczeństwo8.” Już na tych pierwszych stronach wstępu uwidacznia się stosunek Wandy Melcer do opisywanego środowiska. Jest to postawa podszyta uprzedzeniami, której brakuje obiektywizmu, traktująca społeczeństwo żydowskie jako na wskroś obce kulturze polskiej. Autorka opisuje tradycje żydowskie bez próby ich zrozumienia, patrząc na nie oczami przybysza z zewnątrz, przemierzającego dzielnicę, która jest dla niej całkowicie egzotyczna, na co wskazuje sam tytuł reportaży Czarny ląd. Z zacytowanego wyżej zdania wynika, że wszelkie tradycje żydowskie, bez względu na ich wielopokoleniowe korzenie, są czymś co degraduje społeczność żydowską. Problematyka zróżnicowania religijnego warszawskiej społeczności żydowskiej nie była autorce znana. Wanda Melcer dokonała własnego podziału, pisząc o najliczniejszej masie ortodoksów, następnie rozróżnia asymilatorów i tych, którzy całkowicie porzucili swoje żydowskie korzenie. W swoim cyklu reportaży skupiła się jedynie na grupie najsilniej związanej z tradycją i religijnością, całkowicie pomijając inne środowiska9. Co więcej, autorka przyznaje się do zarzucanej jej stronniczości w wyborze opisywanego miejsca. Jak sama dodaje: „To, o co mnie chodziło, to było ukazanie powszechności, całej rozpaczliwej nagminności urządzeń, pod których ciężarem uginają 6

7 8 9

36

https://culture.pl/pl/artykul/kryzys-sady-ulica-i-zagranica-o-miedzywojennymreportazu, (dostęp: 25.11.19). W. Melcer, Czarny ląd  – Warszawa, Warszawa 1936, s. 5. Tamże. A. Molisak, Żydowska Warszawa  – Żydowski Berlin. Literacki portret miasta w pierwszej połowie XX wieku, Warszawa 2016, s. 129.


Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej

się ludzie ciemni i ubodzy, a tak liczni, jak ich naród”10. Kwestia poprawy warunków życia najbiedniejszej części społeczności żydowskiej pozostawała bez zmian. Dopiero w 1939 r. dyskusja o konieczności poprawy sytuacji mieszkaniowej w dzielnicy żydowskiej pojawiła się szerzej na łamach polskiej prasy11. Tym samym głos Wandy Melcer w tej kwestii wyprzedzał debatę, która została przerwana wybuchem II wojny światowej. Alina Molisak w książce poświęconej sposobom opisu dzielnic żydowskich w Warszawie i Berlinie, analizuje Czarny ląd pod kątem pojawiania się w nim narracji postrzegającej przestrzeń miejską jako przestrzeń związaną ze sferą sacrum. W cyklu reportaży zostają poddane krytyce takie instytucje religijne jak chedery, mykwa, sąd rabinacki, czy cmentarz. Według Wandy Melcer wszystkie wymienione miejsca stanowią centrum żydowskiej przestrzeni miejskiej12. Z opisu tych miejsc wyłania się ostra krytyka obyczajowości żydowskiej skoncentrowanej na przestrzeganiu prawa religijnego. Autorka uważa, że: (...) w drobiazgowych, często sprzecznych z sobą, często dzikich i śmiesznych, niemoralnych i obłudnych przepisach religii mojżeszowej, a potem Talmudu tkwił zaród niezgody, która miała na zawsze oddzielić żydów od innych wyznań  – niepodobna temu zaprzeczyć, że jednak, wzajemnie, ze strony narodów, wśród których znaleźli się rozproszeni, nic, albo bardzo mało zostało uczynione, żeby tę przepaść wyrównać i zgładzić, że przeciwnie, uczynione niezmiernie wiele, żeby ją poszerzyć i zrobić nie do przeskoczenia  – to zdaje się także nie ulegać wątpliwości13.

Kontynuując wywód, autorka dodaje, że praktyki żydowskie wywołują nie tylko niechęć, a nawet wstręt osób z zewnątrz14. Krytyczna rekonstrukcja tradycyjnych dla Żydów etapów życia miała na celu uświadomienie ważności programu „wyprowadzenia Żydów z getta”, co miało odbywać się również za pomocą zreformowania i przewartościowania ich kultury15. Pierwszy reportaż pt. „Żyd urodził się i zaczyna się uczyć” rozpoczyna się od opisania ceremonii obrzezania. Autorka otrzymała pozwolenie na uczestniczenie w tej ceremonii w jednej z bogatszych części dzielnicy żydowskiej. Wanda Melcer w krytyczny sposób przygląda się zwyczajom żydowskim. Bez próby zrozumienia ich

10 11

12 13 14 15

W. Melcer, dz. cyt., s. 13–14. G. Zalewska, Ludność żydowska w Warszawie w okresie międzywojennym, Warszawa 1996, s. 67. A. Molisak, dz. cyt., s. 130. W. Melcer, dz. cyt., s. 28. Tamże, s. 29. A. Górniecka-Boratyńska, dz. cyt., s. 226. 37


Karolina M. Sierzputowska

znaczenia uważa je za barbarzyńskie, wymagające całkowitego przewartościowania. Autorka w następujący sposób opisuje brit mila: Boję się. Strach mnie przejmuje, kiedy patrzę na posępne widowisko, które się tu rozgrywa. Dzieciak, nakryty koronkową pieluszką najelegantszego sklepu przy Bielańskiej ulicy, drze się, jak opętany. Po wąskim pokoju poruszają się w szalonych gestach trzej tragiczni mężowie, najdziwaczniej odziani i mruczą coś do siebie, kiwając się prędko w tył i wprzód, jakby wykonywali coś nieprzyzwoitego. Tałesy rozwiewają się koło ich chudych postaci, towarzysząc opętanym ruchom rąk. Maleńkie dziecko pod oknem zakryte jest górą strasznych starców z nożami w ręku. Chciałabym pobiec mu na pomoc, ale przecież skompromitowałabym tu wszystkich16.

Wanda Melcer podkreśla, że obrzezanie, które według niej jest barbarzyńskim zwyczajem, odbywa się zarówno wśród „ciemnych mas ortodoksyjnych”, jak i wśród ludzi bogatszych. Dodaje również: „spoglądam na nie bokiem i robi mi się słabo: dziecko ma krwawą miazgę między nogami, uda zalane krwią, która kroplami kapie na koronki poduszki”. Opisując obrzezanie wykorzystuje naturalizm dla wzmocnienia efektu. Autorka krytycznie spogląda na tradycję powielaną przez osoby, które ze względu na swój status społeczny powinny cechować się dążnością do pełnej modernizacji. Tym samym jej stosunek do kultury żydowskiej pozostaje taki sam bez względu na to, czy opisuje środowisko bogatych Żydów, czy „ciemne masy ortodoksyjne”. Kultywowanie tradycji niezrozumiałej dla polskiego odbiorcy, może być według Wandy Melcer przeszkodą w wejściu do cywilizowanego świata. Według badań Małgorzaty Szpakowskiej takie podejście do kwestii żydowskiej było charakterystyczne dla środowiska skupionego wokół „Wiadomości Literackich”. Z jednej strony była to walka przeciwko jakimkolwiek hasłom rasistowskim, a z drugiej czytelna krytyka zacofania panującego wśród ortodoksyjnej społeczności żydowskiej. Autorzy skupieni wokół tego czasopisma optowali za asymilacją, która oznaczałaby również odrzucenie niezrozumiałych dla społeczności większościowej zwyczajów17. Wanda Melcer uważała, że najważniejszą reformą, jaką należy przeprowadzić w środowisku żydowskim, jest reforma obyczajowości. Podkreśla, że największą ofiarą żydowskiego tradycjonalizmu są małe dzieci. Okaleczone na całe życie, co zostało podkreślone w cytowanym powyżej groteskowym opisie dziecka w trakcie brit mila, wkracza w świat żydowskich zabobonów nieświadomie, nie mając przecież najmniejszej możliwości sprzeciwu. Również rodzice dziecka zostają pozbawieni wyboru, ponieważ ceremonia obrzezania konieczna jest do uzyskania wpisu w metryce urodzeń. W dalszej części czytamy o panujących warunkach w trakcie przeprowadzania zabiegu. Autorka krytykuje zacofanie mohela i brak podstawowych wiadomości dotyczących 16 17

38

W. Melcer, dz. cyt., s. 33. M. Szpakowska, dz. cyt., s. 171.


Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej

higieny. W prześmiewczy sposób zwraca uwagę na jego ignorancję dotyczącą przenoszenia chorób w niesterylnych warunkach. Narracja sprawia, że mohel wydaje się być głupcem, który nie rozumie, że niemowlę może zostać zarażone syfilisem. Wiąże się to z jedną z postulowanych przez Wandę Melcer reform, która domagała się zniesienia praktyk felczerskich, utożsamiając moheli z felczerami18. Kolejnym podejmowanym przez autorkę tematem jest krytyka religijnego kształcenia dzieci. Autorka podkreśla, że żydowskie dzieci pozbawia się pierwszych beztroskich lat dzieciństwa i zdecydowanie za wcześnie zmuszone są do uczenia się w chederach, co opisuje następująco: Wyobraźmy sobie gromadę naszych dzieci, urodzonych przez chorych i głodujących rodziców, wegetujących w najokropniejszych piwnicach, w najniemożliwszych warunkach sanitarnych, i przenieśmy te dzieci, pięcio  – czy sześcioletnie zaledwie, do szkoły żydowskiej, gdzie w zimnie, zaduchu i przeważnie o głodzie, siedzą, prawie nie wstając i nie odpoczywając, od ósmej rano do pół do ósmej wieczorem19.

Autorka oprócz złych warunków panujących w chederach, które nie są dostosowane do nauczania dzieci, opisuje system szkolnictwa. Według niej niewystarczający nacisk kładziony jest na przedmioty świeckie. Natomiast przedmioty religijne i nauka Talmudu przeprowadzana jest w sposób nieprzemyślany, całkowicie nieprzystosowany do poziomu małych dzieci, które uczą się na pamięć formułek bez ich zrozumienia20. Sam Talmud jest dla niej czymś obcym i osobliwym. Traktuje to dzieło jako nader zadziwiające21. Wanda Melcer po raz kolejny podkreśla, że wszelkie praktyki żydowskie, w tym również szkolnictwo religijne, jest szkodliwe dla dzieci: „Każdemu dzisiaj wolno otworzyć szkołę i ogłupiać dzieci na swój sposób. Gmina żydowska na swój sposób, prywatni nauczyciele na swój, każdy znęca się nad żydowskimi dziećmi”22. Opisywany problem warunków sanitarnych w chederach był rzeczywistym problemem, z jakim borykała się społeczność żydowska w dwudziestoleciu międzywojennym, gdzie nauka opierała się na systemie pamięciowym. Jednakże autorka całkowicie pomija fakt wprowadzania w tym okresie stopniowych reform, dzięki którym powstawały chedery zreformowane, a także inne szkoły żydowskie23. Świadomy wybór jedynie tych najbiedniejszych chederów bądź niewiedza autorki dotycząca wprowadzanych zmian, przyczyniły się do stworzenia iluzji, w której biedne ortodoksyjne masy z premedytacją 18 19 20 21 22 23

A. Górniecka-Boratyńska, dz. cyt., s. 226. W. Melcer, dz. cyt., s. 37. Tamże, s. 42 A. Molisak, dz. cyt., s. 130. W. Melcer, dz. cyt., s. 48. J. Ogonowski, Sytuacja prawna Żydów w Rzeczypospolitej Polskiej 1918–1939, Warszawa 2012, s. 126. 39


Karolina M. Sierzputowska

tworzą taki system szkolnictwa, w którym nie ma miejsca na jakikolwiek postęp czy modernizację. Zamiast dogłębniejszej analizy sytuacji, autorka generalizuje widziany świat, kończąc pierwszy rozdział słowami: „Młody żyd  – ortodoksa, okaleczony fizycznie i moralnie, wstępuje w świat”24. Drugi reportaż pt. „W mykwie i pod baldachimem” dotyczy kwestii kobiecych, bardzo bliskich twórczości Wandy Melcer. Była ona jedną z reprezentantek fazy emancypacyjnej polskiej prozy kobiecej w okresie międzywojennym. Jak zaznacza Agata Araszkiewicz w książce poświęconej rozkwitowi kobiecej literatury w tym okresie, fragment Czarnego lądu napisany został z „wyższościowej, oświeceniowej pozycji” i stanowić miał krytykę patriarchalnego systemu wśród ortodoksyjnych Żydów pod hasłem równouprawnienia kobiet25. Wanda Melcer chciała udowodnić, że kobieta żydowska, zniewolona przez mężczyzn, stała na najniższym szczeblu drabiny społecznej, nie mając prawa decydować o własnym życiu. Reportaże Wandy Melcer miały charakter reformatorski, jednakże autorka pomijała wiele kwestii (bądź nie była świadoma ich istnienia), aby nie zaburzyć iluzji opisywanego świata, który jest według niej czarno-biały i całościowo wymaga transformacji. Uwidacznia się to także w rozdziale poświęconemu sytuacji kobiet, dla których według Wandy Melcer nie ma żadnej nadziei, dopóki nie wykruszy się system patriarchalny. Wywód swój rozpoczyna od stwierdzenia, że kobiety żydowskie nie posiadały przywileju, jakim było szkolnictwo religijne26. Jest to kolejne niedopatrzenie autorki, ponieważ w okresie tym funkcjonowała już sieć szkół dla ortodoksyjnych dziewcząt Bejs Jakow, które cieszyły się dużą popularnością27. W dalszej części Wanda Melcer krytykuje żydowski system patriarchalny, w którym kobieta jest na najniższym szczeblu społecznym jako własność ojca, męża czy brata. Autorka zaznacza, że życie żydowskiej kobiety skoncentrowane jest na ognisku domowym, w którym wykorzystywano ją do najcięższych prac i krępowano przepisami religijnymi. Całkowicie uzależniona od swojego męża „opuściwszy mykwę i w przepisowy sposób dostawszy się do domu, narzeczona czy żona żydowska jest gotowa na przyjęcie swojego pana i władcy”28. Wanda Melcer w ironiczny sposób opisuje role płciowe w żydowskim świecie. Mężczyzna, który nie zajmuje się niczym innym jak tylko studiowaniem ksiąg świętych, jest porównywany do kapłana i najcenniejszej perły w rodzinie, o którą to rodzinę w żaden sposób nie dba, natomiast to kobieta zmuszona jest przejmować się przyziemnymi sprawami, co powoduje, że sprowadzana jest do najniższej pozycji w hierarchii społecznej. Autorka po raz kolejny zaznacza, że tym, co degeneruje

24 25

26 27 28

40

W. Melcer, dz. cyt., s. 62. A. Araszkiewicz, Zapomniana rewolucja. Rozkwit kobiecego pisania w dwudziestoleciu międzywojennym, warszawa 2014, s. 168. W. Melcer, dz. cyt., s. 65. J. Ogonowski, dz. cyt., s. 126. W. Melcer, dz. cyt., s. 74.


Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej

społeczność żydowską, jest przywiązanie do religii, a dokładniej do tradycji, które nie zmieniły się od tysiąca lat. Według Wandy Melcer ślepa wiara w święte teksty powoduje, że życie kobiety zamienione jest w piekło na ziemi. Taki sposób prowadzenia narracji podobny jest do tego, który został omówiony we wcześniejszym fragmencie. Opresyjność tradycji żydowskiej niszczy życie kobiet, jak i dzieci, a ustanawiana jest ona przez mężczyzn, którzy, usprawiedliwiając się świętymi tekstami, wymuszają posłuszeństwo. Jak ironicznie dodaje  – w Talmudzie można odnaleźć wszystko, co się chce. Dla autorki, w tym kontekście, patriarchalny model rodziny jest wymysłem mężczyzn. Ortodoksi, pod płaszczykiem bogobojności, wykorzystują święte teksty na własną korzyść, czego nie jest świadoma prawowierna kobieta żydowska pozbawiona możliwości edukacji religijnej. Podobne wątki można odnaleźć również w twórczości Icchoka Lejbusza Pereca czy Mendelego Sforima. Z ich jidyszowych tekstów wyczytać można sprzeciw wobec patriarchalnego systemu oraz wobec umniejszania roli kobiet, które zdominowane są przez swoich mężów zajmujących się nauczaniem Tory. Głos Wandy Melcer nie jest głosem odosobnionym, ponieważ żydowscy twórcy wskazywali w swoich pracach również na hipokryzję religijnych mężów. Wanda Melcer zwraca również uwagę na liczbę potomstwa w rodzinach żydowskich. Autorka próbuje przekonać swoją rozmówczynię Żydówkę do nabycia środków antykoncepcyjnych, o czym ona nie chce nawet słyszeć. Zestawiając ten fragment z inną powieścią Wandy Melcer Swastyka i dziecko można poznać charakterystyczny dla autorki stosunek do ciąży, która nieoderwalnie związana jest z kobiecym bólem, a nawet ze „zezwierzęceniem”29. Niechęć wobec środków antykoncepcyjnych i przepisy talmudyczne regulujące kwestie współżycia małżeńskiego były sprzeczne z przekonaniami autorki otwartej na swobodę seksualną, którą również opisywała w literaturze30. W Czarnym lądzie kobiety przedstawiane są niemalże jako niewolnice swoich mężów, jako ciała skazane na wydawanie na świat potomstwa. Wstrząsający opis warunków, w jakich żyją żydowskie rodziny, poprzedza zobrazowanie historii kobiety, która, mając gruźlice, postanawia urodzić kolejne dziecko tylko dlatego, że jej mąż pragnie mieć syna. Według Wandy Melcer „kwestia regulacji urodzin w tych najuboższych sferach żydowskich, to naprawdę sprawa paląca!”31. Jednakże kwestię świadomego macierzyństwa w latach 30. XX w. podejmowali również sami Żydzi. Należał do nich m.in. ginekolog i położnik Herman Rubinraut, autor dwóch broszur w języku jidysz dotyczących antykoncepcji. Tematyką tą zajmowano się także na łamach żydowskiego kobiecego tygodnika „Ewa”32.

29 30 31 32

A. Araszkiewicz, dz. cyt., s. 196. Tamże, s. 168. W. Melcer, dz. cyt., s. 92. S. Kuźma-Markowska, „Zbudź się Żydówko!” Genderowe ujęcie tematu kontroli urodzeń wśród Żydów w międzywojennej Polsce, [w:] Nieme dusze? Kobiety w kulturze jidysz, red. J. Lisek, Wrocław 2010, s. 465–466. 41


Karolina M. Sierzputowska

Wracając do opisywanego ostatnio reportażu Wandy Melcer należy dodać, że po wizycie w mykwie opisuje ona ślub żydowski. Zaznacza, że tylko zamożni Żydzi mogą pozwolić sobie na ślub w synagodze. Opis ceremonii jest po raz kolejny porównywany do egzotycznych obrządków, całkowicie niezrozumiałych dla autorki. Pisarka stwierdza: „Za każdym razem, kiedy w jakiemś egzotycznem środowisku przeprowadzam moje wywiady, wydaje mi się, że jest w tem coś nierealnego, tak dalece to, co oglądam, jest dziwne, do niczego przedtem spotykanego niepodobne”33. Autorkę zbulwersował chyba najbardziej zwyczaj wywieszania przez nowożeńców na widoku publicznym zakrwawionego prześcieradła po nocy poślubnej  – dowodu dziewictwa panny młodej. W dalszej części tego reportażu można się dowiedzieć o różnych przykrych sytuacjach, które zagrażały żydowskiej kobiecie. Na przykład ze względu na trudności związane z uzyskaniem ślubu cywilnego i braku świadomości prawnej Żydówki decydowały się jedynie na ślub religijny, przez który skazane były jedynie na łaskę męża, ponieważ nie posiadały żadnych chroniących ich praw. Wanda Melcer, generalizując, kreśli obraz świata, w którym wszystkie kobiety żydowskie są zdominowane przez swoich mężów: Byłoby bardzo pięknie, gdybym tu mogła napisać, że zwykle obchodzi on się z nią dobrze. Niestety, nie mogę tego zrobić, przeciwnie, mężczyzna żydowski wyzyskuje w przeważnej ilości przeważające swoje wobec kobiety stanowisko w sposób zupełnie bezwzględny, unieszczęśliwiając ją na całe życie, czynią ją zupełnie „an outcast of the Island”, istotą, wyjętą z pod prawa, wegetującą swoją skromną, uginającą się pod brzemieniem ogromu zadań egzystencją naprawdę na marginesie życia i wszelkich obyczajów34.

Według Wandy Melcer najpotężniejszym narzędziem w rękach mężczyzn jest prawo do rozwodu, które wykorzystują przy każdym, nawet najdrobniejszym kobiecym odstępstwie od przyjętych zwyczajów. Opisuje ona hipotetyczne powody, które mogą skutkować rozwodem. Najczęściej mężczyzna, który pragnie złączyć się z inną kobietą, wykorzystuje błahostkę, aby ubiegać się o rozwód. Autorka opisuje historię, w której mąż porzucił kobietę z dwójką dzieci, ponieważ podała mu rosół, do którego wpadło kilka kropel mleka. Brak możliwości otrzymania rozwodu przez kobietę prowadzi do kolejnych zagrożeń, jakim jest np. los aguny, czyli kobiety, której mąż przepadł bez wieści. Kobiety te najczęściej pozostają bez środków do życia z gromadką małych dzieci. Według autorki trzeba to zmienić i także kobietom przyznać prawo do rozwodu. Jest to kolejny przykład emancypacyjnych poglądów Wandy Melcer. Mimo swoich postępowych idei opisując różne żydowskie zwyczaje, w tym ceremonie chalicot, powoływała się na tłumaczenia Talmudu dokonywane przez antysemitów. Według niej do zbadania rzeczy u źródła wystarczy wykorzystanie tłumaczeń Talmudu bez 33 34

42

Tamże, s. 79. Tamże, s. 82.


Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej

sprawdzania, kto dokładnie jest ich autorem. Już na samym wstępie autorka wyjaśnia, że zmuszona była korzystać z najróżniejszych tłumaczeń, ponieważ nie znała języka hebrajskiego. Jako kobieta zaangażowana w program emancypacyjny i walcząca o prawa kobiet, Wanda Melcer porusza również problem nieposiadania przez kobiety żydowskie prawa do udziału w wyborach gminnych i pełnienia funkcji publicznych. Kolejny reportaż o ironicznym tytule „Busiess is business” traktuje o wszelakich podstępach żydowskich, które zostały zaobserwowane przez autorkę, bądź zasłyszane od informatorów. Wywód ten koncentruje się wokół wykorzystywania przez Żydów każdej sytuacji do zarobienia pieniędzy. Autorka uważa, że sądy rabinackie są jedynie przekrętem, precedensem, który nie powinien mieć miejsca w cywilizowanym świecie. Według niej nad Żydami nie ciążą żadne sankcje prawne właśnie ze względu na udzieloną im autonomię sądowniczą. Pisze np.: „Jakież tu są sankcje? Więc przede wszystkim zabobonny strach przed zaświatową mocą cadyków i podwładnych kabalistom demonów”35. Jak widać z tego fragmentu, Wanda Melcer uważa, że przedstawiciele religijni wykorzystują zabobonność swoich współbraci dla własnych celów. Zakaz handlu, który jest najcięższą karą, bo dla wielu oznaczałby pozbawienie ich jedynego środka utrzymania, wykorzystują oni w celach podporządkowania prostych ludzi swojej woli. Autorka podkreśla również, że istnieje wiele praktyk wśród społeczności żydowskiej, które umożliwiają im obejście przepisów religijnych, a szczególnie w sytuacjach związanych z handlem. Po tej jawnej krytyce w omawianym reportażu pojawia się fragment, z którego wynika, że handel jest domeną żydowską ze względu na wielowiekowe zakazy, jakimi byli obarczeni. Tym samym handel był jedynym zajęciem pozwalającym im przeżyć. Wanda Melcer doszła do wniosku, że „podczas wszystkich najbardziej zażartych kampanij antyżydowskich robiono im z tego zarzut. Cóż jednak ma ta ludność robić? Jeżeli dzielnice żydowskie są brudne, krzykliwe, reklamiarskie, narzucające się ze swoim towarem  – to nie można zamykać oczu i na drugą stronę medalu: są niesłychanie nędzne”36. Dlatego autorka dowodziła także konieczność reformy środowisk chrześcijańskich, w których nadal podtrzymywane były te zakazy, mimo dawnego ich zniesienia. Tym samym rozwiązanie „kwestii żydowskiej” i związanej z tym nędzy w dzielnicy Nalewki powinno odbywać się za pomocą reformy zarówno społeczności żydowskiej jak i chrześcijańskiej. W dalszej części reportażu Melcer przygląda się kulturze żydowskiej od strony jej kuchni. Porównuje ją do kuchni tureckiej, o której zresztą już pisała w innych reportażach poświęconych swoim egzotycznym podróżom37. Uważała, że kuchnia żydowska jest mdła i nieciekawa, chociaż tak samo orientalna jak turecka. Ciągłe podkreślanie przez Melcer obcości dzielnicy żydowskiej pozwala na spojrzenie na 35 36 37

W. Melcer, dz. cyt., s. 106. W. Melcer, dz. cyt., s. 116. A. Górniecka-Boratyńska, dz. cyt., s. 214–215. 43


Karolina M. Sierzputowska

jej wynurzenia z perspektywy postkolonialnej. Z jednej strony polska, chrześcijańska i dominująca kultura z drugiej zaś żydowska, obca, egzotyczna i orientalna: „Tamtego pierwszego dnia, żeby godnie zakończyć obiad, zjedzony wśród tubylców Czarnego Lądu, poszłyśmy jeszcze do tuż obok położonej, słynnej cukierni, która, ciągle podług naszych dzienników, jest terenem tylu niesamowitych przygód”38. Eugenia Prokop-Janiec w książce Pogranicze polsko-żydowskie. Topografie i miejsca w rozdziale poświęconym dyskursowi postkolonialnemu w badaniach literackich zwraca uwagę na tekst Debory Vogel Egzotyki ludzkie, w którym autorka powiązała opowieść Biali i czarni Jerzego Giżyckiego, powstałej w wyniku jego podróży do Afryki, z Czarnym lądem Wandy Melcer. Vogel porównywała dwie kultury mniejszościowe, obce dla kultury dominującej  – kulturę afrykańską i kulturę żydowską39. Perspektywa postkolonialna pozwala więc na nowe odczytanie tego typu powieści, w których odnaleźć można aluzje do idei niesienia pomocy wszelkim „niecywilizowanym ludom”40. Kolejną omawianą przez Wandę Melcer kwestią jest problematyka uboju rytualnego. Autorka porusza tę kwestię w kontekście praw zwierząt oraz apeluje o humanitarne ich zabijanie. Według niej zwierzęta zabijane w żydowskich ubojniach rytualnych konają w męczarniach. Krytykuje również chrześcijańskie społeczeństwo, które korzysta z ubojni żydowskich nie zważając ani na męczarnie zwierząt, ani na własne przekonania religijne. Podkreśla również, że w Warszawie nie istnieje inny ubój niż rytualny. Po raz kolejny autorka kończy wywód ironicznymi słowami: „Business is business”41. Dokonany przez Wandę Melcer groteskowy i naturalistyczny opis mechanizmu rytualnego uśmiercania zwierząt, jest jednym z głosów w dyskusji dotyczącej zakazu bądź ograniczenia uboju rytualnego, jaka miała miejsce w Polsce w 1936 r. Stowarzyszenia opieki nad zwierzętami apelowały przede wszystkim o zmianę sposobu zabijania zwierząt, tak aby zminimalizować ich cierpienia. Przede wszystkim dotyczyło to obowiązku ogłuszania zwierząt przed ich wykrwawieniem. Należy, jednakże pamiętać, że dyskusja ta dotykała wielu innych kwestii, najczęściej o charakterze ekonomicznym42. Ostatnim tekstem Wandy Melcer w omawianym zbiorze reportaży jest „Modlitwa i umieranie”. Autorka rozpoczyna jego narrację od wyszczególnienia świąt żydowskich oraz ich krótkiego opisu. Przy opisie święta Pesach pojawia się wzmianka o „słynnej modlitwie ześlij gniew na obce narody, która tylu już uczonym dawała do myślenia i do wyprowadzania najfantastyczniejszych wniosków na temat żydowskiej psychiki”43. Jednak oderwanie od kontekstu treści przytoczonej modlitwy, bez

38 39 40 41 42 43

44

W. Melcer, dz. cyt., s. 120. E. Prokop-Janiec, Pogranicze polsko-żydowskie. Topografie i miejsca, Kraków 2013, s. 284. Tamże. W. Melcer, dz. cyt., s. 126. M. Rudy, Ubój rytualny w prawie administracyjnym, Warszawa 2013, s. 29. W. Melcer, dz. cyt., s. 144.


Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej

wyjaśnienia jej sensu, może przyczynić się do jej błędnej interpretacji, np. że odnosi się bezpośrednio do polskiego narodu. W rzeczywistości tekst wspomniany przez autorkę nawiązuje do Birkat ha-minim, części błogosławieństwa skierowanego przeciwko heretykom, które powstało w całkowicie innym kontekście historycznym, nie adekwatnym do międzywojennej Polski44. W dalszej części autorka opisuje kondycję polskiego chasydyzmu. Zwraca uwagę na rzekomo rozbudzoną seksualność chasydów oraz ich izolację: (...) jadą rabini w lisich czapach i atłasowych chałatach, jadą wybladli młodzieńcy z pejsami jedwabistymi u skroni, którzy w cieniu jeszybotów oddawali się między sobą onanizmowi i praktykom homoseksualistycznym. Pogarda kobiet, ich niskie i niegodne stanowisko w gminie prawowiernych, sprawia, że pobożni nie chcą się kalać ich dotknięciem. W ławach jeszybotów bliskość ciał rozpalonych wiarą młodzieńców, monotonne kiwanie się przed pulpitem wydaje się być samym rytmem spraw sperwersowanej płci45.

Wanda Melcer, opisując kondycję chasydów, zwraca uwagę na ich izolowanie się od rzeczywistego świata. Opis ich ciał, bladych i nieatrakcyjnych, ma świadczyć o ich nieprzywiązywaniu się do rzeczy przyziemnych. Przede wszystkim jest to dla pisarki świat niezrozumiały, w pewien sposób dziki, oderwany od rzeczywistości. W ich sposobie modlitwy autorka doszukuje się czegoś perwersyjnego, odbiegającego od wszelkich norm panujących w cywilizowanym świecie. Według autorki religijne uniesienie chasydów ma podtekst erotyczny. Podniecenie wywołane wizją odwiedzenia cadyka przeistacza się jakoby w pełne seksualnego napięcia oczekiwanie. Zmarginalizowanie kobiet i uwypuklenie męskiej dominacji sprawia według niej, że najbardziej pobożni przedstawiciele żydostwa oddają się praktykom homoseksualnym. Kreślony przez Wandę Melcer portret niezgrabnych, bladych i zagubionych chłopców-chasydów, potęguje prześmiewczy opis romantycznej scenerii zbliżenia młodzieńców. Taką charakterystykę chasydyzmu zaproponowaną przez autorkę można zinterpretować jako anty-utopię. Przedstawienie idealnego dla chasydów świata opartego na patriarchacie oraz marginalizacja kobiet, a także pozbawianie ich decyzyjności sprawia, że mężczyźni zdani są na samych siebie, co według autorki pokazuje ich bezradność. W omawianym reportażu Wanda Melcer porównuje zwyczaje chasydzkie do praktyk średniowiecznych. Uważa, że cadykowie wykorzystują łatwowierność swoich zwolenników, aby się wzbogacić: „Urząd tych dynastów-cudotwórców czerpiących rację swego istnienia z ciemnoty otaczających, sfanatyzowanych tłumów, które łakną cudowności, i żyjących z nich wcale nie najgorzej, a nawet pobierających regularną daninę od wyznawców  – jest, oczywiście, dziedziczny”46. Z kolei w dalszej części 44 45 46

http://www.jhi.pl/psj/Birkat_ha-minim, (dostęp: 10.12.19). W. Melcer, dz. cyt., s. 146. Tamże, s. 147. 45


Karolina M. Sierzputowska

porównuje system działania chasydyzmu z ustrojem komunistycznym. Według niej w obu systemach ubóstwo ukazywane jest w charakterystyczny sposób. W dalszej części reportażu Melcer przechodzi do opisu bliżej nieokreślonego szpitala, do którego przyjmowani byli zarówno chrześcijanie, jak i Żydzi. Pracownicy szpitala oddawali ciała zmarłych do Zakładu Anatomii Opisowej Uniwersytetu Warszawskiego w celu przeprowadzania na nich sekcji. W tradycji żydowskiej jest to zakazane. Autorka przytacza przekręty, jakich dopuszczali się Żydzi, chcąc za wszelką cenę uratować „zwłoki przed hańbą”47. Przywołuje również historię żydowskiego lekarza, który dokonał sekcji zwłok własnej żony, aby nagłośnić sprawę i dać do zrozumienia reszcie społeczności żydowskiej, jak istotne są działania, która przyczyniają się do rozwoju nauki. Niestety jak dodaje autorka: „Jednak potężna siła przekonania, jaką wykazał [ten lekarz], chociaż jak gdyby na chwilę sprawiła, że zrównały się szale wagi, na której fanatyzm mas przeciwstawiony był poświęceniu jednego człowieka  – zapadła w piasek codziennych dni, zadeptana została wytrwałemi stopami tysięcy  – i poszła w zapomniane”48. W tym kontekście warto może dodać, że problem niedostarczania przez Żydów zwłok do prosektorium był wówczas jednym z elementów większej debaty w sporach polsko-żydowskich. Takie zachowanie wielu Żydów mogło być wszak dodatkowym argumentem uzasadniającym wprowadzenie numerus clausus czy nawet numerus nullus na polskich uniwersytetach49. Chociaż Wanda Melcer tak naprawdę nie zdradziła swojego zdania w tej kwestii, należy pamiętać, że temat ten był jedną z przyczyn antysemickich rozruchów. W części poświęconej opisowi pogrzebu autorka krytykuje praktyki gminy żydowskiej. Po raz kolejny zaznacza, że gmina, która posiada zbyt dużą autonomię, wykorzystuje swoją władzę, aby podporządkować sobie całą społeczność żydowską. Według autorki wystarczy, że „powiedziałeś słówko, które się tam nie podobało, przeprowadziłeś wbrew ich woli jakąś transakcję”, aby zarząd gminy zrujnował ci (konkretnemu Żydowi) życie50. Wanda Melcer w następujący sposób podsumowała zaobserwowany cykl żydowskiego życia (od narodzi do śmierci) w warszawskiej dzielnicy: Bo przecież w ogóle trudno było chyba nie zauważyć, że oto przez cały czas towarzyszyliśmy komuś w jego drodze: dziecku, które wchodzi w świat z okrzykiem bólu, młodzieńcowi, który się kiwa bezmyślnie nad niezrozumiałą książką, dziewczynie, która staje zdumiona przed niepojętymi dla niej sprawami płci. Potem patrzyliśmy, jak ten młodzieniec, jak ta dziewczyna dojrzewali, oglądaliśmy ich w rozmaitych fazach ich światopoglądu, patrzyliśmy na udręczenia i śmieszności, jakie zgotowało im ich społeczeństwo, kiedy stali się 47 48 49

50

46

Tamże, s. 154. Tamże, s. 155. A. Cała, Żyd  – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa 2012, s. 340–343. Tamże, s. 171.


Dzielnica żydowska oczami reformatorki społecznej

ludźmi  – kiedy żenili się, pobierali, płodzili dzieci. Potem nic już nie istniało dla nich, tylko pieniądze, wdali się głową w interesy, wszystko jedno jakie, byle zarobić. Wreszcie, giętkie rośliny, pochylił ich wiek. Zbigocieli, przestali myśleć o sprawach doczesnych, ciało sublimowało im się w podejrzane sprawy ducha. Potem cierpieli, chorowali, wreszcie umierali51.

Autorka dochodzi do wniosku, że w żydowskim środowisku trudno jej samej będzie wprowadzić jakiekolwiek reformy, ponieważ ze względu na ujawnione przez nią fakty dotyczące „dzikich praktyk ortodoksów”, okrzyknięta została mianem antysemitki. Jednakże ostatecznie formuje swoje postulaty, które koncentrują się przede wszystkim na reformie obyczajowości żydowskiej i podziela poglądy, że religię można tolerować jedynie wtedy, gdy nie jest ona sprzeczna z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi. Społeczeństwo polskie powinno dążyć do równouprawnienia Żydów, a przede wszystkim „musi zażądać całkowitego oderwania spraw wyznaniowych od spraw państwa”52. Czarny ląd, czyli cykl reportaży Wandy Melcer jest interesującym głosem w polskiej debacie dotyczącej tzw. „kwestii żydowskiej”, tak bardzo żywej, zresztą nie tylko w Polsce, w okresie międzywojennym. Jej twórczość zaś wpisuje się w rozwijającą się szkołę polskiego reportażu skupionego na przedstawianiu ciężkiego życia ludności najuboższej. Wanda Melcer ukazuje codzienność w najbiedniejszej warszawskiej dzielnicy żydowskiej z mieszaniną wyższości i chyba pogardy, chce ją na pewno zreformować. Jej sprzeciw budzi wiele aspektów żydowskiej kultury i obyczajowości, które wiąże z ich zabobonami i egzotyką. A więc należy ich zmodernizować, a „zacofanym ortodoksom” okazać jedynie litość. Jednak w rzeczywistości Wanda Melcer, mimo żarliwego zapewnienia o konieczności przewartościowania tradycji żydowskich i koniecznego polepszenia ich warunków bytowych, nie proponuje żadnych konkretnych zmian.

BIBLIOGRAFIA I. Źródła wydane Melcer Wanda, Czarna ląd  – Warszawa, Warszawa 1936.

II. Opracowania Araszkiewicz Agata, Zapomniana rewolucja. Rozkwit kobiecego pisania w dwudziestoleciu międzywojennym, Warszawa 2014.

51 52

Tamże, s. 164. Tamże, s. 174. 47


Karolina M. Sierzputowska

Cała Alina, Żyd  – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa 2012. Górniecka-Boratyńska Aneta, W poszukiwaniu starszych sióstr. Wanda Melcer  – próba portretu, „Teksty Drugie”, 1995, nr 3–4. Kuźma-Markowska Sylwia, „Zbudź się Żydówko!” Genderowe ujęcie tematu kontroli urodzeń wśród Żydów w międzywojennej Polsce [w:] Nieme dusze? Kobiety w kulturze jidysz, red. J. Lisek, Wrocław 2010. Molisak Alina, Żydowska Warszawa  – Żydowski Berlin. Literacki portret miasta w pierwszej połowie XX wieku, Warszawa 2016. Ogonowski Jerzy, Sytuacja prawna Żydów w Rzeczypospolitej Polskiej 1918–1939, Warszawa 2012. Prokop-Janiec Eugenia, Pogranicze polsko-żydowskie. Topografie i teksty, Kraków 2013. Rudy Michał, Ubój rytualny w prawie administracyjnym, Warszawa 2013. Szpakowska Małgorzata, „Wiadomości Literackie” prawie dla wszystkich, Warszawa 2012. Zalewska Gabriela, Ludność żydowska w Warszawie w okresie międzywojennym, Warszawa 1996.

III. Netografia https://culture.pl/pl/artykul/kryzys-sady-ulica-i-zagranica-o-miedzywojennym-reportazu, (dostęp: 25.11.19). http://www.jhi.pl/psj/Birkat_ha-minim, (dostęp: 10.12.19).


WIKTORIA JAROS

Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena1

Wstęp Przedmiotem moich badań jest jedna z powieści wspomnieniowych, którą Józef Hen wydał w 1991 roku. Nosi ona tytuł Nowolipie2 i stanowi bogate źródło informacji, dzięki którym można podjąć próbę ustalenia poczucia tożsamości pisarza. Pierwszy człon tytułu niniejszego artykułu (Artysta  – Polak  – Żyd) stanowi parafrazę tytułu artykułu Eugenii Prokop-Janiec: Żyd  – Polak  – Artysta3. Zmiana ta umotywowana jest faktem, że tak wyrażona gradacja lepiej ilustruje problem złożonej tożsamości Józefa Hena. Te trzy składniki identyfikacji pisarza przeplatają się ze sobą na kartach wielu jego utworów autobiograficznych, ale to Nowolipie stanowi dla mnie podstawę do rozważań nad skomplikowaną tożsamością Hena. Znajomość życiorysu pisarza jest jednym z elementów pozwalających na utożsamienie autora z narratorem powieści, dlatego też za istotne uważam prześledzenie choćby skrótowej biografii Józefa Hena. Nazywał się on pierwotnie Józef Henryk Cukier i urodził się 8 listopada 1923 roku w Warszawie, w rodzinnym domu przy ulicy Nowolipie 534. Jest czwartym, 1

2 3

4

Artykuł jest częścią mojej pracy magisterskiej pt. Pisarz  – Polak  – Żyd. Tożsamość podmiotu prozy autobiograficznej Józefa Hena, napisanej pod kierunkiem dr hab. Magdaleny Ruty. J. Hen, Nowolipie, Gdańsk 2000. E. Prokop-Janiec, Żyd  – Polak  – artysta. O budowaniu tożsamości po Zagładzie, „Teksty Drugie” 2001, nr 1, s. 120–134. Dane biograficzne autora zostały zaczerpnięte z Kalendarium życia i twórczości Józefa Hena [w:] Wiem, co mówię, czyli dialogi uzdrawiające. Spotkania z Józefem Henem, red. M. Hen, Warszawa 2013, s. 293–341. 49


Wiktoria Jaros

najmłodszym dzieckiem Rubina Cukiera i Ewy (z domu Hampel). Miał dwie starsze siostry  – Mirkę i Stellę oraz jednego starszego brata  – Hipka. Jako dziewięciolatek zwrócił na siebie uwagę jednego z nauczycieli, wyróżniającym się wypracowaniem z języka polskiego. W 1932 roku zaczął pisać listy do „Małego Przeglądu”5. Jego współpraca z pismem dla dzieci trwała do 1939 roku i była pierwszym etapem w karierze pisarskiej młodego Józefa, który w 1939 roku zdał małą maturę. W ostatnich dniach sierpnia tego roku brał udział w kopaniu w Warszawie schronów przeciwlotniczych. Do 7 listopada przebywał w okupowanej Warszawie, a w dniu swoich szesnastych urodzin przedostał się z pomocą przemytnika przez granicę sowiecką. II wojnę światową Hen przetrwał za wschodnią granicą. Parał się tam różnymi zajęciami, m.in. pracował przy budowie drogi Lwów–Kijów i linii kolejowej pod Taszkientem. Ciężko pracował w sowchozie nad Morzem Azowskim i w kołchozach nad Donem. Kiedy dowiedział się o formowaniu w ZSRR Wojska Polskiego, usilnie starał się dostać do Armii Andersa, jednak bezskutecznie. Dopiero w maju 1944 roku uzyskał powołanie do Wojska Polskiego, w którym podczas wyzwalania Polski występował z teatrzykiem w szpitalach dla rannych żołnierzy. W sierpniu 1945 roku na jednej z warszawskich ulic spotkał swoją matkę  – widział ją wówczas po raz pierwszy od ucieczki na Wschód. Od tego czasu zaczęły napływać do niego wiadomości o losie pozostałych bliskich  – siostry Stelli, której udało się przeżyć wojnę, siostry Mirki, która zginęła wraz z mężem, oraz ojca i brata, którzy zaginęli (prawdopodobnie zostali zamordowani). We wrześniu 1948 roku wraz z innymi literatami (m.in. Tadeuszem Borowskim, Ewą Szelburg-Zarembiną i Lucjanem Rudnickim) brał udział w odgruzowywaniu Warszawy. W 1950 roku został członkiem Związku Literatów Polskich. Dopiero w 1952 roku na własne życzenie odszedł z wojska. W czasie odwilży przebywał w Moskwie, jednak sam nazywał się „bezpartyjnym” i nie wyrażał zainteresowania przyjęciem jakiejkolwiek ideologii politycznej, mimo to nie zawsze jego utwory przechodziły przez cenzurę. Hen nigdy nie zapisał się jednak do partii. Publikując w czasach stalinizmu, nie zgłosił akcesu do socrealizmu, a nawet próbował polemizować z narzucanymi przez ten nurt polityczny wzorcami. Przed wydarzeniami z marca 1968 roku i wybuchem nagonki antysemickiej opublikował Opór  – powieść, w której opisał tragiczne doświadczenia cywilów w czasie oblężenia Warszawy w 1939 roku. Później przez kilka lat traktowany był jak persona non grata, jednak naciski ze strony władz nie zmusiły go do emigracji. W roku 1987 opublikował swój dziennik Nie boję się bezsennych nocy, a cztery lata później Nowolipie. W latach dziewięćdziesiątych jego aktywność pisarska przyniosła mu szereg nominacji i nagród w wielu konkursach literackich, m.in. w 1999

5

50

„Mały Przegląd” był piątkowym dodatkiem do dziennika „Nasz Przegląd”, przeznaczonym dla dzieci i młodzieży. Dodatek ten od początku jego założenia w 1926 roku redagował Janusz Korczak. Ostatni numer „Małego Przeglądu” ukazał się 1 września 1939 roku.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

roku otrzymał Nagrodę Specjalną ZAiKS-u za książkę Błazen  – wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim (Warszawa 1998). Na początku XXI wieku obok zbioru opowiadań wydał kolejne tomy swoich dzienników. Obecnie ciągle mieszka Warszawie i bierze udział w spotkaniach literackich.

Rola autobiografii w twórczości Józefa Hena Wśród tematów podejmowanych przez Józefa Hena dużą część zajmują pozycje, które można uznać za prozę niefikcjonalną. Choć sam autor w jednym z wywiadów powiedział: „nie ma prawdopodobnie książek nieautobiograficznych  – z wyjątkiem książek bezmyślnych. Jeśli książka jest nasycona myślą własną, a nie zapożyczoną, to jest to książka wyrażająca autorskie ja”6. Sądzę jednak, że można pokusić się o wyróżnienie w twórczości tego pisarza kilku szczególnych egodokumentów o tematyce bardzo silnie związanych z jego osobistym życiem. O ich autobiograficznym charakterze świadczy mnogość powiązań narracji z wydarzeniami znanymi z życiorysu Józefa Hena. Jednak, co łatwo prześledzić, twórczość autobiograficzna nie stanowi jedynego wątku w jego pisarstwie. Dlaczego Hen zaczął tworzyć literaturę wspomnieniową? Badania socjologów i psychologów wskazują na fakt, że konstruowanie własnej przeszłości jest zjawiskiem powszechnym. Wspomnienia mające największy ładunek emocjonalny budowane są na bazie silnych doznań i intensywnych doświadczeń, których Henowi dostarczyły przede wszystkim realia wojenne7. Dlatego też wątki biograficzne w twórczości pisarza pojawiają się na dwóch etapach jego życia. Po raz pierwszy podczas II wojny światowej, kiedy skrupulatne zapisywanie trudnych przeżyć pomagało młodemu Henowi w uporaniu się z rzeczywistością. Tworzenie autonarracji pełni najczęściej funkcję terapeutyczną, a opisanie ciężkich wydarzeń życiowych może powodować polepszenie samopoczucia. Po raz drugi wątki autobiograficzne powracają na ostatnim etapie życia autora  – na starość Hen zaczyna snuć refleksje nad przeszłością. To sposób radzenia sobie z nieodpartą koniecznością ustrukturalizowania swoich doświadczeń. Pisanie lub opowiadanie o sobie w nieodłączny sposób wiąże się z wyliczaniem, szeregowaniem i tworzeniem porządku we wspomnieniach. To układanie w całość rozproszonych dotychczas elementów życia jednostki. Ponadto wielu ludzi na starość  – wraz ze świadomością kończącego się życia –podejmuje próbę domknięcia nieuporządkowanych dotąd spraw. Takie scalanie fragmentów przeszłości prowadzi do jeszcze jednego dobroczynnego efektu  – pojednania ze sobą samym i podjęcia próby odpowiedzi na pytania: kim jestem i kim są wszystkie moje „ja” zamknięte w poszczególnych fragmentach wspomnień. Ten kresowy etap tworzenia autonarracji doprowadza do pojednania jednostki 6 7

T.J. Żółciński, O trudnej kondycji pisarza, [w:] Wiem, co mówię..., dz. cyt., s. 54. D. Demetrio, Autobiografia. Terapeutyczny wymiar pisania o sobie, Kraków 2000, s. 162. 51


Wiktoria Jaros

samej ze sobą8. Jeszcze przed wydaniem Nowolipia, w 1995 roku Józef Hen podczas jednego z wywiadów mówił tak: Kiedy się człowiek ogląda wstecz, to w sposób naturalny sięga do dzieciństwa, do lat młodości. Nie wiem, czy wrócę do lat wojny, ale prawie na pewno będę pisał o Nowolipiu  – o tym Nowolipiu, którego nie ma. (...) I to będzie stanowić część mojej kondycji pisarskiej, a również kondycji mojego pokolenia, które w sposób dramatyczny, wbrew sobie, musiało pożegnać się z przeszłością przerwaną przez wojnę9.

Kolejnym celem kreowania autonarracji jest próba określenia własnej tożsamości. Czasem, w którym kształtuje się tożsamość psychospołeczna, jest okres wczesnej młodości. W przypadku Józefa Hena na fazę budowania takiej tożsamości w znacznym stopniu wpłynęła wojna. Po jej wybuchu stracił kontakt z rodziną, ze znajomymi, sąsiadami i wszystkim, co dotychczas kształtowało jego świat. Został zmuszony do wyjazdu z kraju, który uważał za swoją ojczyznę. W ZSRR nie miał możliwości kontaktowania się z rodakami. To, co do tej pory o sobie wiedział, stanowiło niejako zręby tożsamości10. Nie można oczywiście z całą stanowczością stwierdzić, jak potoczyłoby się życie pisarza, gdyby nie wybuch ogólnoświatowego konfliktu. Socjologowie przyjmują, że tożsamość człowieka ulega ciągłym zmianom przez cały okres życia. W procesie tworzenia autobiografii jednostka wybiera ze swoich dotychczasowych doświadczeń takie momenty i takie wspomnienia, które po uszeregowaniu układają się w logiczną całość. Perspektywa, przez którą autor narracji patrzy wówczas na siebie, jest najszersza w momencie, gdy jednostka ma do dyspozycji dużo wspomnień. Naturalnie dzieje się to, gdy człowiek jest już na ostatnim etapie życia. Dlatego też u Józefa Hena wątki wspomnieniowe, dające podstawy do stworzenia autobiografii, powracają w jego twórczości, gdy jest już człowiekiem w podeszłym wieku. Daje mu to możliwość spojrzenia na siebie z szerszej perspektywy11. W próbie integracji wszystkich wspomnień niezwykle ważną rolę odgrywają doświadczenia czasu wojny. Polska socjolożka Kaja Kaźmierska stwierdziła, że w sytuacji wyjątkowej, np. podczas wojny, może dojść do zaburzenia w odczuwaniu czasu. W efekcie tego znacznie trudniej po latach usystematyzować swoje doświadczenia z tego okresu. Autor autobiografii musi włożyć więcej trudu, aby stworzyć skrupulatną syntezę często traumatycznych wydarzeń12. 8 9 10

11

12

52

Tamże, s. 23–27. T.J. Żółciński, O trudnej..., dz. cyt., s. 58. J. Urszulak, Józef Hen, [w:] Portrety psychologiczne, red. R. Zawadzki, Warszawa 2010, s. 271– 273. K. Kaźmierska, Biografia i pamięć. Na przykładzie pokoleniowego doświadczenia ocalonych z zagłady, Kraków 2008, s. 38–39. Tamże, s. 39.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

Takie doświadczenia również należy włączyć do tworzonej autobiografii. Stają się one wówczas spoiwem przeszłości i teraźniejszości. Wskazują niejako na powiązania i zależność obu tych płaszczyzn czasowych. Nie można zapomnieć, że mimo iż autorzy autobiografii skupiają się na rzeczywistych wydarzeniach z przeszłości, proces pisania prozy wspomnieniowej ściśle łączy się z procesem autokreacji. Ma on miejsce w momencie tworzenia bilansu i dobierania odpowiednich zdarzeń, w których autor poszukuje sensu dla całości biografii. Doprowadza to często do sytuacji, w której nawet z pozoru sprzeczne i wykluczające się spostrzeżenia łączą się we wspólną całość. Dzieje się tak za przyczyną samego procesu kreowania autobiografii w umyśle twórcy. Według Kaji Kaźmierskiej warunkiem do połączenia takich wydarzeń i motywów jest wiara w ich wiarygodność. W skrócie oznacza to tylko tyle, że autor biografii nagina pewne fakty, by ułożyły się w pasującą układankę. Nie można przy tym zarzucać autorowi manipulowania faktami, ponieważ autobiografia, którą tworzy, jest swego rodzaju jego własną interpretacją minionego życia, na którą składa się zespół doświadczeń życiowych13. To właśnie podczas pisania autobiografii Józef Hen próbuje dookreślić swoją tożsamość. Robi to być może jednocześnie z dopasowywaniem do siebie motywów i wydarzeń życiowych, ponieważ, jak zauważa Duccio Demetrio: Tożsamość [...] jest niczym archipelag jestestw, stale jeszcze żywych w pamięci lub utraconych ja, które czas i myśl autobiograficzna usiłują zdecydowanie i stanowczo zestawić i scalić przy zastosowaniu różnorakich metod14.

Złożoność i trudność pracy nad własną tożsamością sprowadza się często do konieczności zawarcia w narracji zdarzeń bolesnych, niejednokrotnie wypieranych z pamięci ze względu na swoją traumatyczność. Aby tożsamość była rzetelna, autor musi dopuścić do świadomości wagę nawet najbardziej niewygodnych wątków ze swojego życia.

Powieść Nowolipie jako źródło informacji o konflikcie tożsamości Józefa Hena Powieść Nowolipie stanowi opis lat dzieciństwa i młodości pisarza. Miejscem akcji jest międzywojenna Warszawa, a dokładniej żydowska ulica Nowolipie, na której mieszkał młody Józef Hen. Czas akcji właściwej zawiesza się pomiędzy jednym z pierwszych wspomnień małego Józefa15, a opisem przygotowywania się do obrony przed inwazją 13 14 15

Tamże, s. 40. D. Demetrio, Autobiografia..., dz. cyt., s. 56. A. Sobolewska, Żydowski kosmos w Warszawie. „Nowolipie” Józefa Hena jako dokument pamięci, [w:] Literackie portrety Żydów, red. E. Łoch, Lublin 1996, s. 48–49. 53


Wiktoria Jaros

niemiecką na Polskę i wybuchem II wojny światowej16. Co ciekawe, autor dedykuje swoją książkę wnukom. Później wielokrotnie używa wtrąceń typu „widzicie, jaki wasz dziadek był”. Józef Hen wiernie stara się odbudować wspomnienia dotyczące rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Opowiada, jak spędzał wakacje, gdzie chodził do szkoły. Skrupulatnie próbuje odtworzyć wszystkie emocje, które rządziły jego dzieciństwem. Rysuje z detalami postacie lekarzy, którzy badali go, gdy był chory, nauczycieli, których darzył, bądź nie darzył sympatią. Opisywany świat jest niezwykle poukładany. Wszystko ma swoje miejsce i czas, a relacjami międzyludzkimi rządzą określone reguły. W ten sposób Hen uzyskuje wrażenie spokoju i stabilizacji. Dzieje się tak, być może dlatego, że właśnie tak autor postrzega swoje dzieciństwo, odbiera je jako bezpieczne i uporządkowane, traktuje jako coś przyjemnego i nostalgicznego17. Można odnieść wrażenie, że narrator w henowskim Nowolipiu jest aż nazbyt dokładny. Przywołuje najmniejsze szczegóły codzienności, pośród której wyrósł. Na jego dzieciństwo składają się również wspominane przedmioty z pozoru zwyczajne, takie jak garnki, naczynia kuchenne, swędzące ubrania, niesmaczna zupa mleczna we freblówce18. Poszukiwanie tożsamości często koncentruje się wokół opowiadania o dzieciństwie i genealogii rodziny. Nie bez powodu, bo świadczy to o powiązaniach z przyjętymi tradycjami. [...] ta rodzina mamy, ci Hamplowie! To byli warszawiacy z dziada pradziada, setki lat w stolicy, tak!  – w każdym razie dłużej od niejednego faceta, który wywrzaskuje, że to on jest „prawdziwym Polakiem”. Mama chełpiła się, że jej rodzina pochodzi od arystokratycznych Mendelssohnów, od jakichś mitycznych Spielvoglów, ni mniej, ni więcej! Ale ojciec wzruszał ramionami: Spielvogel! Mendelssohn! Jakoś nie zauważył, żeby się do Hamplów przyznawali. I nic dziwnego: handlują szumem od rosołu i zeszłorocznym śniegiem. Bo to były dwa przeciwstawne klany, dwie biegunowo różne mentalności: rodzina matki  – i rodzina ojca. Ci pierwsi  – ruchliwi, krzykliwi, zadziorni, kupcy bez kapitału, niemal straganiarscy, ale zawsze weseli, rozśpiewani, muzykalni, niepoważni, pyskaci. Łatwo się kłócili, ale i łatwo przepraszali19.

Doświadczenia z dzieciństwa są dowodem na trwałość i ciągłość pewnych przywiązań. Ta kwestia „poczucia zakorzenienia” jest ściśle związana z refleksją nad tożsamością jednostki. Małgorzata Melchior uważa, że bycie zakorzenionym oznacza świadomość posiadania miejsca w świecie. Aby zdefiniować siebie, jednostka musi nakreślić swoją „przestrzenną przynależność” i określić, skąd się wywodzi  – w sensie 16

17 18 19

54

K. Zielińska, Kazać chwili o sobie pamiętać... Wykraczanie poza czas teraźniejszy w „Nowolipiu” Józefa Hena, „Studia Kieleckie. Seria Filologiczna” 2000, nr 2, s. 93. A. Sobolewska, Żydowski kosmos..., dz. cyt., s. 46–47. Tamże, s. 50. J. Hen, Nowolipie, dz. cyt., s. 16.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

społecznym, historycznym i kulturowym. Aby poznać swoją tożsamość, musi odpowiedzieć sobie nie tylko na pytanie „kim jestem”, ale też „skąd jestem”20. Dlatego Józef Hen powraca do swojego Nowolipia. Na nowo przemierza znane sobie miejsca, przywołuje z pamięci twarze bliskich i rozmowy z nimi. Józef Hen, opowiadając w Nowolipiu, o rodzinie i szkolnych znajomościach, rysuje tym samym grupę ludzi, wśród których wyrósł. Ci ludzie świadomie lub nieświadomie zaszczepili w nim jakieś przekonania. Byli tłem w momencie budowania samego siebie. To tam  – w dzieciństwie  – tak naprawdę zaczyna się tożsamość. Hen, cofając się do przeszłości, próbuje poradzić sobie z dwuformułą Polak-Żyd i tym, czym dla niego jest bycie Żydem. Co istotne, Józef Hen nie pochodzi ze sztetla, w którym życie kręciło się wokół religii i tradycji. Pochodził z Warszawy, mieszkał co prawda w dzielnicy żydowskiej, miał żydowskich sąsiadów, ale  – jak się okazuje  – ta żydowskość otoczenia traciła na sile im bliżej wojny. Ważne, że nie pochodził z rodziny inteligenckiej, tylko rzemieślniczej. Jego ojciec nie potrafił nawet pisać i czytać po polsku. Jego starszy brat, po trzykrotnym powtarzaniu trzeciej klasy, został zatrudniony w firmie ojca i tam przyuczał się do zawodu. Matka Hena  – Ewa w przeciwieństwie do swojego męża potrafiła czytać i pisać po polsku. To z jej inicjatywy Hen trafił do dobrej szkoły. Przez sześć lat uczęszczał do dwóch szkół dla dzieci żydowskich. Szkoły te nie były religijne, ale łączyły nauki świeckie z podstawowymi wiadomościami z zakresu religii i języka hebrajskiego. Później dostał się do państwowego gimnazjum Kryńskiego, które już na etapie wstępnych egzaminów wydawało się zrywać z tradycją żydowską. Gimnazjum mimo to łączyło przedmioty świeckie z nauką języka hebrajskiego i historii Żydów21. Mały Hen czerpie swoje wzorce z najbliższego otoczenia, czyli od rodziny i sąsiadów. Autor przytacza w Nowolipiu historię coraz mniejszego przywiązania do tradycji religijnych. Najlepszym tego przykładem jest postać ojca, który, owszem, chodzi do synagogi, obchodzi szabat, ale nie tak, jakby mały Hen wyobrażał sobie religijnego Żyda: Mniejsza o moją własną religijność  – wybaczałem sobie jej koślawość  – ale co do ojca, to chciałem, żeby był wzorem pobożności. Żeby modlił się żarliwie i głośno, żeby wielbił Boga tak, by ludzie go za to podziwiali. A ojciec jakoś nie bardzo. Aby zbyć. Raczej tylko poddawał się tradycji. Modły odbębniał. Później bywały oznaki, że jadał na mieście wieprzowinę. Pewnie z panem Dobrzańskim i Wysockim, tymi technikami budowlanymi, co z firmą współpracowali. Ojciec wracał wówczas z miasta dziwnie wesoły, bo oczywiście nie mogło obyć się bez wódki, obejmował czule mamę, która go odpychała od siebie. Ojciec w takich chwilach nazywał ją „swoją małą kobietką”, i to się zgadzało, bo rzeczywiście była niewysoka. Kiedyś w Sądny Dzień, podczas którego obowiązywał absolutny post przez okrągłą dobę, wymknął się z bóżnicy i zaczął myszkować 20

21

M. Melchior, Społeczna tożsamość jednostki w świetle wywiadów z Polakami pochodzenia żydowskiego urodzonymi w latach 1944–1955, Warszawa 1990, s. 27. J. Hen, Nowolipie, dz. cyt., s. 87 i 116. 55


Wiktoria Jaros

w kuchni. Ukroił sobie kromkę chleba i szybko ją pochłonął. A kiedy zobaczył mnie stojącego w drzwiach, położył palec na ustach i szepnął: „Tsss... nie mów mamie...”. W ten sposób stałem się wspólnikiem jego grzechu. Byłem już wtedy kilkunastoletnim sceptykiem i ojciec mógł na mnie liczyć22.

Nieco dalej autor w bardzo wymowny sposób określa, co znaczyło dla niego bycie Żydem i jak wyglądało jego żydowskie otoczenie: Wiadomo już było, że przyznawanie się do żydostwa to sprawa świadomości, nie wymaga ani ortodoksyjności, ani religijności, ani kultywowania przepisowego jadła, stroju czy zwyczajów, ani nawet języka. To jest wyłącznie wewnętrzna sprawa, poczucia tego, kim się jest  – i zewnętrzna, to znaczy tych, co się Żydowi przyglądają23.

Te słowa to niezaprzeczalny wyraz ukształtowania się nowoczesnego modelu tożsamości w żydowskiej kulturze pooświeceniowej, coraz bardziej otwartej na wpływy zewnętrzne. Widać też, że dla Hena takie a nie inne pojmowanie żydowskości było oczywiste już w okresie dzieciństwa. Z opisu wynika, że już wówczas ten kilkunastoletni chłopiec dokonywał świadomych wyborów i kształtował swoją tożsamość24. Ten samodzielny wybór był konfrontowany z reakcją otoczenia. W Nowolipiu Hen przywołuje moment, kiedy polska dziewczynka nazywa go „parszywym Żydem”: Zresztą życie od razu się postarało, żebym za dobrze o sobie nie myślał. Stałem w bramie domu, w którym mieściła się szkoła Krelmana, chyba na kogoś czekałem, miałem na plecach tornister, kiedy przebiegająca obok mnie dziewczynka warknęła: „Ty parszywy Żydzie...”. Od razu zniknęła mi z oczu, tak że nawet nie mogłem zapytać, o co jej chodzi. Nie znaliśmy się, wiedziałem tylko (czy raczej domyśliłem się), że jest córką dozorcy, miała chyba osiem lat. Musiałem się zdziwić  – przecież ona mnie nie zna  – czego ode mnie chce? Domyśliłem się jednak, że to dlatego, że jestem kimś gorszym. Nie wiem dlaczego  – ale jednak gorszym. Właściwie musiałem się z tym od razu pogodzić. Że to taki wyróżnik  – na całe życie. Przekleństwo od dzieciństwa. Nie znaczy to, że każdej chwili i o każdej godzinie o tym pamiętałem. Ale jakimś ciężarem to się położyło na pewno. Tłumaczy to też niejedno moje zachowanie. Nieraz czegoś zaniechałem, za czymś nie poszedłem  – właśnie dlatego. Były potem straszniejsze rzeczy, ale ja słyszę wciąż warknięcie tej ośmioletniej dziewczynki, która mnie nie znała25.

22 23 24 25

56

Tamże, s. 48. Tamże, s. 77. E. Prokop-Janiec, Żyd  – Polak  – artysta, dz. cyt., s. 126. J. Hen, Nowolipie, dz. cyt., s. 41.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

To już archetypiczna scena, w której polskie dziecko obraża swojego rówieśnika pochodzenia żydowskiego. Dla Józefa Hena żydowskość już w czasie dzieciństwa była tożsama z traumatycznym doświadczeniem stygmatyzacji i naznaczeniem, którego nie sposób wymazać z pamięci. Fragment ten jest ważny z jeszcze jednego powodu. Otóż, kiedy ośmioletnia dziewczynka nazywała małego Józefa „parszywym Żydem”, sama określiła jego tożsamość26. Uwypukla się tu problem tego, że na identyfikację jednostki nie wpływa jedynie to, jak sama się definiuje, ale też w dużym stopniu to, jak odbiera ją otoczenie, co potwierdza Małgorzata Melchior27. W Nowolipiu świat żydowski definiuje narratora jako Żyda. W sposób naturalny i zakorzeniony jest on jego nieodłącznym elementem. Świat nieżydowski również identyfikuje go jako Żyda, ale  – jak widać w przytoczonym fragmencie  – jest to już definicja nacechowana pejoratywnie. Mimo stygmatyzacji ze strony otoczenia nieżydowskiego Hen mówi o swojej tożsamości żydowskiej jako o identyfikacji pozytywnej. Żydowskość jest dla niego źródłem wartości, powodem do dumy, ale przede wszystkim wiąże się z sentymentem do wszystkiego, co związane z dzieciństwem28. Jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że żydowskość Józefa Hena przyjmuje w pewnych momentach postać identyfikacji jałowej29. Małgorzata Melchior jest zdania, że taki rodzaj identyfikacji występuje w momencie, gdy żydowskie pochodzenie traktowane jest jako pewnego rodzaju fakt, który jest częścią jednostki. Wydaje się jakby dodatkowym, niewyróżniającym elementem tożsamości: Pamiętam, jak pewien dobry mój przyjaciel, już po wojnie, przyzwoity człowiek, światły, powiedział kiedyś, chcąc mi tym sprawić przyjemność, że jestem inny, „nie masz pewnych cech”. Poczułem cierpki smak w ustach. Nie zachwycają mnie tego typu komplementy. Dla mnie Żydzi nie mają „pewnych cech”. Podobnie jak nie ma dla mnie w żydostwie nic fascynującego, żadnej tajemnicy, dla mnie Żydzi są zwyczajni. Tak jak w kobiecości nie ma nic niezwykłego dla kobiet. Tylko ci inni, ci z zewnątrz, mogą być zafascynowani kobiecością. Dodam jeszcze coś, co zabrzmi, zdaję sobie z tego sprawę, paradoksalnie: otóż mnie się czasem zdaje, że antysemita to jest taki nieprawdziwy Polak. Że on tylko udaje Polaka. Rozum może nam mówić co innego  – odczucie nie podlega rozumowi, prędzej ma coś wspólnego ze zmysłami30.

Nowolipie to także afirmacja polskości. Hen wielokrotnie przywołuje polską literaturę, którą czytał jako dziecko, i odwołuje się do historii Polski, która już 26 27 28 29 30

E. Prokop-Janiec, Żyd  – Polak  – artysta, dz. cyt., s. 126. M. Melchior, Społeczna tożsamość jednostki..., dz. cyt., s. 89. Tamże, s. 185–186. Tamże, s. 170. J. Hen, Nowolipie, dz. cyt., s. 137. 57


Wiktoria Jaros

w dzieciństwie była dla niego inspiracją do tworzenia opowiadań będących jego pierwszymi krokami w pisarstwie: [...] mama przyniosła kupioną na straganie opowieść zeszytową, na szarym papierze i z niewyraźnym drukiem, opowieść o cudownej piękności królowej, która była dla wszystkich dobra, najbardziej zaś dla ubogich. Królowa miała na imię Jadwiga, mieszkała na zamku w Krakowie i była żoną króla rodem z Litwy. Czytałem tę wzruszającą opowieść do bólu oczu, zresztą i tak mnie zapiekły od łez, bo szlachetna królowa Jadwiga, opiekunka ubogich, młodo zmarła. Postanowiłem sobie, że i ja będę rozdawał pieniądze ubogim  – o ile zostanę królem, rzecz prosta, na co w głębi ducha liczyłem. (Życie lubi opowiastki z puentą, więc tak się złożyło, że po wielu latach wróciłem do swojej pierwszej książeczki historycznej  – jako scenarzysta serialu o królu Jagielle). Potem mama kupiła mi na straganie jakąś ubiegłowieczną historię Polski  – była bez okładek, więc nawet nie wiem, kto ją ułożył  – taką, co miała zaznajamiać dzieci pod zaborem z ojczystymi dziejami, budzić w nich ducha patriotycznego. Nie wiem, jak to wpłynęło na te dzieci z ubiegłego wieku, ale ze mną się udało. Triumfowałem przy zwycięskich szarżach husarii, a płakałem rzewnie, czytając opis pożegnania umierającego Czarnieckiego z białym koniem. Zapamiętałem mnóstwo zdań, takich jak „jam nie z soli ani z roli” czy też „chłopcy, wziąć mi te armaty!”31.

Dualizm tożsamościowy Józefa Hena przejawia się też w tym, jak traktuje on w Nowolipiu historię Polski i historię narodu żydowskiego. Uważa je za bliźniaczo podobne: Te dwie historie  – Polski i biblijna  – wcale ze sobą nie rywalizowały, przeciwnie, jedna wspierała w moim sercu drugą. Zresztą wydawały mi się, nie bez powodu, dosyć podobne. Tu i tam wszystko dążyło od potęgi do upadku, każde powstanie kończyło się klęską (w historii Żydów było jednak powstanie zwycięskie  – Makabeuszów  – które wskrzesiło prawie na dwieście lat państwo judejskie), niewola, wywózki, męczeństwo, bohaterstwo. A przede wszystkim  – złe moce, które w ostatniej chwili zamieniają już zarysowujący się triumf w katastrofę, zwyciężają okrutni i potężni najeźdźcy, tam kolejno Asyryjczycy, Babilończycy, Rzymianie, zburzenie dwóch świątyń, tu zaś zawsze zwycięscy Moskale i Prusacy. Ja, zapamiętały czytelnik podręcznikowej historii, znałem tylko tragiczne rozwiązania. Ale oto, czytam, nastała wojna ludów, po wrogach nic nie zostało. Komendant Piłsudski wrócił z Magdeburga i wszyscy błagali go, żeby zechciał rządzić Polską, która znowu jest. Dla dziecka było oczywiste, że i tamta historia zakończy się pomyślnie  – nie może być inaczej!  – z tym, że to trudniejsze, bo po dwóch tysiącach lat obcego panowania i rozsypki, i do tego tamten kraj jest tak 31

58

Tamże, s. 42–43.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

daleko. Nie wyobrażałem sobie wtedy, że jakiś naród może mieć inną historię niż taka; klęski, najazdy, powstania i niewola  – to jest naturalny bieg rzeczy, inaczej podręcznik nie miałby o czym opowiadać. Dopiero później spostrzegłem, że np. Francuzi, Anglicy czy Hiszpanie, chociaż nie brak w ich historii krwawych i gwałtownych stron, jednak mają innego typu doświadczenia32.

Ten mały chłopiec, który zaczytuje się w historii powszechnej, odnajduje cechy wspólne dwóch narodów. Jak sam zaznacza, oba te losy  – Polaków i Żydów  – łączyły się w jego sercu w całość. Nie rywalizowały ze sobą, lecz wzajemnie się wspierały. Tak jakby przez ten fragment chciał powiedzieć: jako ten mały chłopiec czułem się i Polakiem, i Żydem. Proces stopniowej asymilacji rodziny zatrzymuje się w obliczu zagłady. Jej członkowie na nowo zostają wciągnięci w sferę żydowskości. Na życiu henowskiego chłopca i jego rodziny piętno odciska Holokaust. Jedno zdjęcie z mojego wczesnego dzieciństwa się uratowało. Tylko dlatego, że odbitkę mieli wujostwo w Argentynie, w Santa Fe. Jestem na nim z rodzicami i rodzeństwem. Michalin, lato, mam trzy i pół roku, przykucnąłem w pierwszym rzędzie z piłką w ręku, patrzę w obiektyw szeroko rozwartymi oczyma, w których maluje się bezbrzeżny smutek. To moje uważne i smutne spojrzenie czasami irytowało ojca. „Wystawił parę swoich cielęcych oczu!”  – warczał. Myślę, że ludzi, którzy przejawiają energię w życiu, chcą coś osiągnąć, zdobyć, nieważne co, drażni czyjś smutek, jak drażni inne widzenie świata. A mnie, kiedy ojciec tak się gniewał, robiło się jeszcze smutniej. Nie chcę nikomu wmawiać, że w smutnych oczach dziecka wyrażało się przeczucie tego, co nastąpi, z nim i z wszystkimi dokoła. Nie, nikt takiego przeczucia mieć nie mógł. Podczas wakacji krążyły po letniskach Cyganki, od których bił mocny zapach, charakterystyczny, wcale przyjemny, wróżyły z kart, przepowiadały długie życie. Dajmy na to, że utrafiły z „brunetem wieczorową porą” albo z „daleką podróżą w ciepłe kraje”  – i to wszystko. Matki dopytywały się, czy dziecko wyrośnie na doktora, czy pójdzie do fachu, czy dać je do gimnazjum czy raczej do stolarza, nieświadome tego, że Potwór już czyhał, czekał tylko na swój czas. Gdybym teraz spotkał to dziecko z Nowolipia i mógł mu opowiedzieć o nim samym, byłaby to opowieść dla niego niewiarygodna, wręcz fantastyczna  – i zarazem rozczarowująca. Bo dużo w tym życiu jest z bicia głową w mur33.

Relacje o życiu znajomych i członków rodziny przeplatają się ze wspomnieniem ich śmierci bądź losów podczas wojny. Józef Hen wyraźnie zaznacza moment zagłady jako granicy, oddzielającej jego dzieciństwo i dorosłe życie grubą kreską. Widać

32 33

Tamże, s. 71. Tamże, s. 8. 59


Wiktoria Jaros

to w ciepłych, często żartobliwych opisach bliskich mu osób, które zakończone są gorzkim stwierdzeniem: Mój starszy o trzy lata brat, Hipek, łobuziak i żartowniś, lubił droczyć się z mamą: „A ja mamę na swoje wesele nie zaproszę”. Mama się trochę martwiła, narzekała, że rośnie niedobry chłopiec, żadnej wdzięczności dla rodziców, wreszcie kiedyś spokojniej spytała: „Dlaczego?”. „Bo mama mnie na swoje nie zaprosiła”. Coś jak z tymi cukierkami. Mama rzeczywiście nie była na jego weselu, brat po pobycie w obozie w Rybińsku przepadł gdzieś w Rosji  – nie wiem, co się z nim stało  – mama zaś podczas wojny była w getcie w Warszawie. Może nie należy tak żartować?... A te dzieci, które urodziły się u nas w dziecinnym pokoju, Halinka i Mareczek, bardzo udane, śliczne dzieci, oboje wywieziono do Treblinki34.

Te suche informacje relacjonują w brutalny sposób koleje losu danej jednostki. Najczęściej po prostu informują czytelnika o jej śmierci, jak na przykład tutaj: Mój brat sprawiał wrażenie, że się nudzi. Może czuł się upokorzony, że to nie on dostał pocztówkę z wisienkami. Może chciał mi pokazać, że to żadne mecyje, to moje kino. Znalazł sobie rozrywkę w kopaniu po łydkach pana, który siedział przed nim. Pan odwrócił się i upomniał go, żeby się uspokoił. I wtedy zobaczyłem, że tym panem z bródką, którego kopał mój brat, jest Janusz Korczak. Szepnąłem: „Przestań, to Korczak”. Brat nie zwracał uwagi, być może, że ta wiadomość tylko go podnieciła. Byłem w rozpaczy. Bo przecież wiedziałem, że Korczak kocha dzieci. I teraz sobie pomyśli, że może nie bardzo jest za co. Pan z bródką raz jeszcze upomniał mojego brata, ale nie dał mu rady: zamiast wychować złe dziecko  – przesiadł się po prostu do innego rzędu. Później, grubo później, wracałem czasem myślami do tej sceny. Dręczyła mnie. Myślałem o Korczaku, który poszedł na śmierć z dziećmi, i myślałem o moim bracie, który też zginął podczas wojny, tylko nie wiem jak. Myślałem o tym, czytając pamiętnik Korczaka z getta, w którym zapisał, że bywają i złe dzieci, że potrafi nawet jakieś znienawidzić. Ale mam nadzieję, że nie pomyślał tak o moim bracie. To nie był zły chłopiec, tylko lubił uchodzić za łobuziaka. I myślę, że Korczak to rozumiał, i dlatego przesiadł się po prostu do innego rzędu35.

Potrzeba pisania u autorów dotkniętych tragedią Holokaustu wiąże się z próbą ocalenia pamięci o ważnych dla nich osobach. Te zapisane wspomnienia sprawiają, że świat, w którym wyrósł Józef Hen, ożywa na nowo. Skrupulatne odtwarzanie dzieciństwa ma utrwalić fakt istnienia tego, co zaprzepaściła zagłada. Tu po raz kolejny powracamy do problemu zakorzenienia. Zagłada odebrała Henowi społeczność, z którą mógł się utożsamiać. Opowiadając kolejno o śmierci znanych sobie ludzi, wskazuje, 34 35

60

Tamże, s. 7. Tamże, s. 75.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

jak bardzo jego żydowski świat opustoszał. Napotyka tym samym na konflikt tożsamościowy. Z jednej strony utracił on wspólnotę, wśród której upatrywał swoich korzeni. Z drugiej strony jego los był zupełnie inny od losu wielu znanych mu Żydów. On przeżył  – oni nie. Pojawia się więc problem braku „wspólnoty sytuacji”36. Kwestia podwójnej identyfikacji z pewnością musiała wpłynąć na decyzję podjętą przez Józefa Hena w obliczu wydarzeń z marca 1968 roku. Nie bez znaczenia jest fakt, że Hen postanowił pozostać w Polsce, mimo fali antysemityzmu wywołanej przez władzę. Według Małgorzaty Melchior w Polsce pozostały wówczas nieliczne jednostki pochodzenia żydowskiego. Byli wśród nich ludzie starzy i chorowici, którzy, mimo ciężkiej sytuacji, nadal deklarowali przynależność do gminy żydowskiej. Obok nich pozostali ci, którzy byli silnie wrośnięci w polskość37. To musiała być dla Józefa Hena kolejna sytuacja w ciągu życia, kiedy przyszło mu odpowiedzieć na pytanie o własną identyfikację. Henowskiego „ja” nie omija problem autokreacji. Taki zabieg ma swoją rolę w poszukiwaniu tożsamości. Trudno wyzbyć się w momencie opowiadania o swoim dzieciństwie pokusy tworzenia go w jakiś sposób na nowo. Dzieje się tak, ponieważ wczesne wspomnienia zostały już po wielokroć przemyślane i zanalizowane. Takie odbudowywanie przeszłości w oparciu o refleksje nagromadzone podczas dotychczasowego życia nie daje Henowi możliwości wiernego odtworzenia psychiki chłopca jakim był. Autor kreuje siebie dawnego w oparciu o siebie teraźniejszego. Wiele rzeczy tym samym pomija, wiele niewątpliwie uwypukla. Nie oznacza to, że opisane wspomnienia przyjmują postać fikcji. Próby określenia tożsamości muszą opierać się na prawdzie. Jest to warunek konieczny, gdyż idąc za słowami Kazimierza Brandysa, także odtwarzającego swoje wczesne wspomnienia, „jeżeli człowiek piszący ocenzurował swoją własną tożsamość, skazuje się przez to na nieprawdę, która albo zamknie mu usta, albo przetworzy się w nienawiść”38. Eugenia Prokop-Janiec rozumie te słowa jako postawienie znaku równości pomiędzy twórczością i prawdą, twórczością i szczerością oraz twórczością i tożsamością39. Nie można zapomnieć, że do tej podwójnej identyfikacji dochodzi jeszcze trzecia  – pojmowanie siebie jako artysty. Eugenia Prokop-Janiec uważa, że ta rola wydaje się najpewniejsza, ponieważ pośród wahań i zmian to pisarstwo zachowuje niezmienny i trwały sens40. Jest schronieniem w obliczu konfliktu dwóch poprzednich ról. Dlatego też Hen tak ochoczo i często zaznacza, że już jako dziecko chciał zostać pisarzem. W ogóle nie wiem, co mnie pchało do współpracy z „Małym Przeglądem”. Bo przecież nie pragnienie sławy, już o tym wspominałem  – raczej chęć

36 37 38

39 40

Tamże, s. 136–137. M. Melchior, Społeczna tożsamość jednostki..., dz. cyt., s. 105. K. Brandys, Zapamiętane, Kraków 1995, s. 100, cyt. za: E. Prokop-Janiec, Żyd  – Polak  – artysta, dz. cyt., s. 124. E. Prokop-Janiec, Żyd  – Polak  – artysta, dz. cyt., s. 129. E. Prokop-Janiec, Żyd–Polak–artysta, dz. cyt., s. 134. 61


Wiktoria Jaros

współuczestniczenia. Żeby być jak tamci. Mama bardziej się pyszniła moimi drukowanymi „liścikami”, nielicznymi zresztą, niż ja. Nie uważałem się za cudowne dziecko  – i nie byłem nim. Z trudem wymyślałem jakiś przedmiot wart opisu. Podziwiałem tych wszystkich stałych współpracowników „Małego Przeglądu”  – Ludwika, Emkotta, Edwina, którzy prowadzili dyskusje jak doświadczeni żurnaliści, Lejzora z Gęsiej, pyskatą Aneri, Efraima, który recenzował filmy jak dorosły i dostał przez to bezpłatny wstęp do kina, albo Leona G-rga, który w odcinkach opisywał swoje przygody bezrobotnego młodzieńca. Byli to moi ulubieni autorzy, przez myśl mi nie przeszło, żeby się z nimi porównywać, jedyne o czym marzyłem, to żeby kiedyś znaleźć się blisko nich, to już by było dosyć do szczęścia41.

Znalezienie w Nowolipiu konkretnej identyfikacji z którąś z grup  – Polaków czy Żydów  – jest niemożliwe. Opowieść pełna jest rozdarcia i wewnętrznej sprzeczności. Taka podwójna identyfikacja według Małgorzaty Melchior jest sposobem na rozwiązanie problemu pogranicza lub konfliktu tożsamości. Uważa, że przyjęcie dwóch tożsamości jest możliwe, jednak tylko wtedy, gdy jednostka uzna, że obie identyfikacje nie wykluczają się wzajemnie, a uzupełniają się na różnych płaszczyznach życia42. Tak jest właśnie w Nowolipiu Józefa Hena. Jego bohater, mimo bardzo młodego wieku, rozpoczyna budowanie własnej świadomości i tożsamości. Dorosły Hen musi stawić temu czoło i stara się wrócić do przeszłości, aby jeszcze raz prześledzić proces, w wyniku którego jest ukształtowana jego osobowość. Autor podejmuje próbę przeanalizowania wszystkich czynników, mających według niego wpływ na to, kim się stał.

Podsumowanie Na podstawie analizy wskazówek zostawionych przez Józefa Hena w Nowolipiu udało mi się dojść do kilku wniosków, które dotyczą tożsamości pisarza. Jak się okazuje samoidentyfikacja autora nie jest jednoznaczna. Zbudowana jest z trzech różnych tożsamości, które uzupełniają się wzajemnie w różnych aspektach życia twórcy. Tożsamość Józefa Hena jest po części żydowska. Taka identyfikacja wynika z wychowania w kulturze żydowskiej i związana jest z pamięcią o bliskich, będących reprezentantami społeczności żydowskiej w przedwojennej Warszawie. Można odnieść wrażenie, że Józef Hen identyfikuje się z żydostwem w ramach sentymentu wobec minionego świata i w poczuciu obowiązku reprezentowania pokolenia wymordowanego podczas zagłady. W moim rozumieniu tożsamość żydowska pisarza jest bazą, na której zbudował on swoją osobowość.

41 42

62

J. Hen, Nowolipie, dz. cyt., s. 72. M. Melchior, Społeczna tożsamość jednostki..., dz. cyt., s. 169.


Artysta  – Polak  – Żyd. Powojenne problemy z tożsamością na podstawie Nowolipia Józefa Hena

W latach szkolnych Józef Hen zaczął stopniowo kształtować swoją tożsamość polską. Wtedy uległ fascynacji polską literaturą i historią. Na stopniowe przenoszenie siły ciężkości z żydowskości na polskość musiała mieć duży wpływ asymilacja, która postępowała wśród międzywojennej żydowskiej społeczności Warszawy. Nie bez znaczenia jest również kwestia uczęszczania Hena do polskiej szkoły, dzięki czemu wyszedł on niejako poza granice żydowskiego świata. Do dalszego rozwoju tożsamości żydowskiej pisarza przyczynił się też w jakimś stopniu powrót do Polski po zakończeniu drugiej wojny światowej. Ze względu na dualizm tożsamościowy, który pisarz musiał odczuwać, wyłoniła się w jego świadomości trzecia kategoria identyfikacyjna, czyli pisarz. Józef Hen postrzega się przede wszystkim jako artystę. Eugenia Prokop-Janiec w swoim artykule Żyd  – Polak  – artysta wyjaśnia, że przerzucenie uwagi na trzecią, literacką tożsamość Józefa Hena może wynikać z konfliktu dwóch poprzednio omawianych tożsamości43. Nie ulega wątpliwości, że Hen przedstawia się w swojej najpóźniejszej powieści przede wszystkim jako artysta, dopiero później jako Polak, a na sam koniec godzi się ze swoją żydowską tożsamością.

BIBLIOGRAFIA I. Źródła wydane Hen Józef, Nowolipie, Gdańsk 2000.

II. Opracowania Demetrio Duccio, Autobiografia. Terapeutyczny wymiar pisania o sobie, Kraków 2000. Kaźmierska Kaja, Biografia i pamięć. Na przykładzie pokoleniowego doświadczenia ocalonych z Zagłady, Kraków 2008. Melchior Małgorzata, Społeczna tożsamość jednostki w świetle wywiadów z Polakami pochodzenia żydowskiego urodzonymi w latach 1944–1955, Warszawa 1990. Prokop-Janiec Eugenia, Żyd  – Polak  – artysta. O budowaniu tożsamości po Zagładzie, „Teksty Drugie” 2001, nr 1. Sobolewska Agnieszka, Żydowski kosmos w Warszawie. „Nowolipie” Józefa Hena jako dokument pamięci, [w:] Literackie portrety Żydów, red. E. Łoch, Lublin 1996. Urszulak Judyta, Józef Hen, [w:] Portrety psychologiczne, red. R. Zawadzki, Warszawa 2010. Wiem, co mówię, czyli dialogi uzdrawiające. Spotkania z Józefem Henem, red. M. Hen, Warszawa 2013. Zielińska Katarzyna, Kazać chwili o sobie pamiętać... Wykraczanie poza czas teraźniejszy w „Nowolipiu” Józefa Hena, „Studia Kieleckie. Seria Filologiczna” 2000, nr 2.

43

E. Prokop-Janiec, Żyd  – Polak  – artysta, dz. cyt., s. 129–130.


VIKTORIIA OHERUK

Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

Wprowadzenie Éric-Emmanuеl Schmitt jest jednym z najpopularniejszych pisarzy współczesnej literatury francuskiej. Określany jest jako „Diderot ХХІ stulecia”, „poważny intelektualista, który odnosi się do siebie niepoważnie”1. Natomiast sam siebie uważa za „wojowniczego humanistę”2. W swojej twórczości nie unika tematów tabu, ponieważ, jak wyznaje, najbardziej nie lubi milczeć3. W dziełach francuskiego autora dominuje problematyka egzystencjalna. Pisarz snuje rozważania nad sensem ludzkiego istnienia, miłości, nienawiści, dobra i zła. W kręgu jego zainteresowań pozostają także śmierć i cierpienie, problem wolności oraz (nie)możności dokonywania wolnych wyborów, jak również odpowiedzialność człowieka za własne czyny-akty moralne.

1

2

3

64

„Éric-Emmanuel Schmitt, c’est Diderot au XXIe siècle: un sérieux penseur... qui ne se prend pas au sérieux”. F. Busnel, Philosophe clandestin, https://link.do/iOnv8 [dostęp: 14.11.2018]. Wszystkie tłumaczenie cytatów pochodzą od autorki. W 2013 roku tłumacz tekstów Schmitta na język ukraiński Iwan Rjabczij przeprowadził wywiad z pisarzem. W wywiadzie tym Schmitt określa siebie jako „wojowniczego humanistę”. Twierdzi również, że pisze o religiach nie z punktu widzenia człowieka wierzącego lub niewierzącego, lecz właśnie humanisty. I. Riabczij, Erik-Emmanuel Szmitt: „Ja  – wojownyczyj humanist”, https://link.do/rfXIA [dostęp: 14.11.2018]. W wywiadzie udzielonym Anastazji Levkovej Schmitt wyjaśnia, że faworyzuje zakazane tematy, tematy tabu, ponieważ uważa, że twórca musi je podejmować, aby zrozumieć, co się tak naprawdę dzieje dookoła. Nie powinien też „pozwalać sensom kamienieć”, lecz musi „pozwalać im się poruszać”. A. Lewkowa, Jerіk-Jemmanujel Szmіtt: Nadaju pieriewagu tiemam-tabu, https://link.do/Adaux [dostęp: 14.11.2018].


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

Warto zwrócić uwagę na fakt, że w 1987 roku Schmitt uzyskał stopień doktora filozofii4. Dlatego w utworach francuskiego autora pojawiają się bardzo często motywy i wątki filozoficzne, łączone przez pisarza z problematyką społeczną. Tatiana Moreva podkreśla, że „twórczość Schmitta jest tak bardzo nasycona filozofią, iż każdy [jego  – V.O.] utwór wydaje się filozoficznym traktatem”5. Co więcej, w dziełach Schmitta dosyć często pojawiają się postaci dziecięce, ponieważ, zdaniem pisarza, „dzieci są filozofami spontanicznymi, czasami są bardziej filozofami niż dorośli, ponieważ dzieci są zaskoczone światem”6. Tę syntezę filozofii i literatury w twórczości francuskiego autora można wyjaśnić zasadą dostępności, ponieważ, na co zwraca uwagę Anastazja Sorokina, powołując się na słowa Schmitta, filozofia nie jest oddzielona od zwykłego życia codziennego7. Z tego powodu miejsca filozofii nie można ograniczać do traktatów bądź esejów naukowych. Powinna znajdować swoje odzwierciedlenie także w literaturze pięknej, czyli właśnie w na pozór prostych opowieściach o życiu8. Jak z kolei zauważa Hanna Sołowiowa, podkreślając popularność twórczości Schmitta, francuski autor z lekkością „wchodzi do głębi... bez cienia znudzenia, bez morałów i ostrzeżeń”. Schmittowi udaje się jednocześnie bawić: nie po to, aby nauczać, [lecz  – V.O.] aby dawać lekcję człowieczeństwa9. W wywiadzie udzielonym dziennikarzowi ukraińskiego portalu zn.ua Schmitt definiuje tolerancję jako najnowszą formę humanizmu, nadając temu pojęciu poniekąd nowe znaczenie, konotujące „pragnienie unikania nieprzyjemnych odczuć w styczności z innymi”10. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, że Schmitt był uczniem Jacqu-

4

5 6

7

8

9

10

Pracę doktorską pod tytułem Diderot et la métaphysique, napisaną pod kierunkiem Nicolasa Grimaldiego, obronił w 1987 roku. Por. https://link.do/waTUx [dostęp: 31.01.2019]. W roku 1997 w Paryżu opublikował swój doktorat w książce Diderot ou la Philosophie de la séduction. Krótkie streszczenie rozprawy można znaleźć na stronie poświęconej autorowi: Diderot ou la philosophie de la séduction. Résumé, https://link.do/cgemx [dostęp: 27.04.2020]. T. Moriewa, Smiech skwoz’ slezy, https://link.do/y0g5k [dostęp: 12.10.2018]. E. Bobrowa, Igry s tiełom. Pisatiel Szmitt pobywał w Pietierburgie na fiestiwali imieni siebia, https://link.do/2fxoV [dostęp: 14.11.2018]. A. Sorokina, Tworczestwo E.-E. Szmitta. Fiłosofija dietstwa. Dissiertacyja na soiskanije uczenoj stiepieni kandidata fiłołogiczeskich nauk, Sankt-Pietierburg 2010., s. 34 W wywiadzie udzielonym Kamili Staszak Éric-Emmanuel Schmitt wyjaśnia, że celowo dokonuje swoistej syntezy filozofii i literatury, podążając za myślicielem, któremu poświęcił swoją pracę doktorską: „Diderot nauczył mnie wolności i samodzielnego myślenia. Pokazał, że poważne pytania filozoficzne można przekazać w anegdotach, bajkach, sztukach lub powieściach. Są jak ziarna, które kiełkują w umyśle czytelnika”. K. Staszak, Bóg to nie firma wysyłkowa, https://link.do/OEtVD [dostęp: 13.10.2018]. H. Sołowiowa, Dola Drugogo, [w:] Szmitt E.-E. Boriec sumo, kotoryj nikak nie mog potołstiet’. Powiest’, Sankt-Pietierburg 2010, s. 73–159. I. Riabczij, Erik-Emmanuel Szmitt: „Ja  – wojownyczyj humanist”, dz. cyt. 65


Viktoriia Oheruk

es’a Derridy, może dlatego da się znaleźć pewne podobieństwa poglądów Schmitta do idei wypracowanych przez Derridę. Nie dziwi więc fakt, że w większości utworów francuskiego pisarza występuje właśnie problem tolerancji  – lub jej braku  – w stosunku do drugiego człowieka czy też do całej nacji. Z tego względu rozumienie i pozytywne postrzeganie inności stanowi integralną część wartości europejskich, które powinien rozwijać w sobie każdy świadomy człowiek i na które pragnie zwrócić uwagę w swoich utworach Schmitt, pozostający, jak się wydaje, pod silnym wpływem stricte filozoficznej twórczości Emmanuela Lévinasa  – żydowsko-francuskiego myśliciela, podkreślającego w swoich dziełach powinność realizacji obowiązków moralnych wobec osób najsłabszych i społecznie marginalizowanych: „obcego, sieroty i wdowy”11. Lévinas wspomina również o „trudnej wolności”12, czyli o ludzkim byciu-istnieniu, skazanym na dokonywanie wyborów prowadzących niejednokrotnie do negacji podmiotowego dobrostanu lub nawet egzystencjalnej destrukcji osoby nieustannie zmuszanej  – przez własną wolność i wolę  – nawet do aktów autoanihilacji, powodowanej wypełnianiem czynów moralnie godziwych oraz przyjmowaniem na siebie odpowiedzialności radykalnej, ponieważ, jak twierdzi filozof, „poznać Boga znaczy wiedzieć, co trzeba czynić”13. O wpływie Lévinasa na twórczość Schmitta świadczy także zadedykowanie opowiadania Pies właśnie temu żydowsko-francuskiemu myślicielowi14. W odróżnieniu od większości przedstawicieli tzw. literatury Holokaustu Schmitt nie jest z pochodzenia Żydem. Nie był ani świadkiem, ani bezpośrednim uczestnikiem dramatycznych wydarzeń czasu Zagłady. Jednakże tematyka Szoa została przez niego doskonale zaprezentowana w trzech tekstach prozatorskich: powieściach Przypadek Adolfa H.15 oraz Dziecko Noego16, a także w opowiadaniu Pies17.

11

12

13 14

15 16 17

66

„Transcendencja Innego, która jest jego wyniesieniem, jego wysokością, jego panowaniem, obejmuje w swoim konkretnym sensie jego nędzę, jego opuszczenie i jego obcość. Jest spojrzeniem obcego, wdowy i sieroty, spojrzeniem, którego nie mogę uznać inaczej, niż dając lub odmawiając  – bo mam wolność dawania lub odmawiania  – ale z konieczności przechodząc przez pośrednictwo rzeczy. [...] Faktem ostatecznym jest stosunek Toż-Samego z Innym, kiedy rzeczy pojawiają się nie jako to, co buduję, ale jako to, co daję”. E. Lévinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, przeł. M. Kowalska, Warszawa 2002, s. 78–79. Lévinas zatytułował nawet w ten sposób zbiór swoich esejów poświęconych związkom judaizmu z etyką. Por. E. Lévinas, Trudna wolność. Eseje o judaizmie, przeł. A. Kuryś, J. Migasiński, Gdynia 1991. Tamże, s. 19. „Pamięci Emmanuela Lévinasa”. É.-E. Schmitt, Pies, [w:] Tenże, Małżeństwo we troje, przeł. A. Sylwestrzak-Wszelaki, Kraków 2013, s. 74. Tenże, Przypadek Adolfa H., przeł. E. Wieleżyńska, Kraków 2012. Tenże, Dziecko Noego, przeł. B. Grzegorzewska, Kraków 2009. Tenże, Pies, [w:] Tenże, Małżeństwo we troje, dz. cyt.


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

Obraz Holokaustu w twórczości Érica-Emmanuela Schmitta Na ostatnich stronach powieści Przypadek Adolfa H. Schmitt opowiada historię dziecka, zabranego przez rodziców do kina, aby obejrzało pouczający, dydaktyczny film o Hiroszimie i Holokauście. W pamięci chłopca na zawsze pozostały filmowe kadry. Autor pisze, że „od tego dnia dziecko boi się siebie”18. Powieść kończy się słowami: „Tym dzieckiem był autor tej książki. Nie jestem Żydem, nie jestem Niemcem, nie jestem Japończykiem i urodziłem się później; jednak Auschwitz, zburzenie Berlina i ogień Hiroszimy od tamtej pory weszły w moje życie”19. Z kolei w wywiadzie udzielonym Damianowi Gajdzie, odpowiadając na pytanie, jaką swoją książkę lubi najbardziej, Schmitt odpowiada, że Przypadek Adolfa H. jest dla niego „książką szczególną  – żeby ją napisać, trzeba rzeczywiście być jednocześnie pisarzem, filozofem i historykiem. Więc to nie tylko moja ulubiona książka do czytania, ale też powieść, z której jestem dumny jako autor”20. Opisując w swoim dzienniku pracę nad tą powieścią, Schmitt zwraca uwagę, że już od dawna intrygowała go postać Hitlera, zestawiona niejako paradoksalnie z postacią Jezusa z Nazaretu. Pisarza interesowało bowiem pochodzenie oraz równoległe istnienie zarówno dobra, jak i zła: „Po tym, jak usiłowałem zrozumieć pokusę miłości w Ewangelii według Piłata, musiałem się przybliżyć do pokusy zła. Ponieważ to w człowieczeństwie, a nie poza człowieczeństwem wydarzyli się Jezus i Hitler”21. W tekście dziennika autor formułuje więc ważkie pytania: co by się stało, gdyby Hitler i Jezus żyli w tej samej epoce historycznej? Czy w takich okolicznościach ludzkość istniałaby jeszcze dzisiaj, w ХХІ wieku? Ponadto Schmitt stwierdza, że pisanie powieści o Hitlerze jest ważne jeszcze z innego powodu. Myśliciel wyraża bowiem przekonanie, że „humanizm ocaleje jedynie za cenę tego podwójnego poszukiwania”22. Rzecz jasna w tym przypadku miał na myśli możność zdefiniowania motywacji dobra i zła moralnego; powodów, które sprawiają, że stajemy się dobrzy bądź jesteśmy z gruntu źli. Owa eksploracja przyczyn powstawania oraz sposobów (modalności) istnienia zła i dobra skłania autora do refleksji, że Hitler był „istotą banalną. Banalną jak zło”23. Pisarz nawiązuje tym samym do koncepcji banalności zła, przedstawionej wcześniej przez Hannah Arendt w pracy Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła24. 18 19 20

21 22 23 24

Tenże, Przypadek Adolfa H., dz. cyt., s. 448. Tamże. D. Gajda, Éric-Emmanuel Schmitt: daję ludziom drugie życie, https://link.do/C0wQU [dostęp: 1.05.2020]. É.-E. Schmitt, Przypadek Adolfa H., dz. cyt., s. 451. Tamże. Tamże. H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, przeł. A. Szostkiewicz, Kraków 1987, s. 6. 67


Viktoriia Oheruk

Wydaje się interesujące, że w twórczości dwojga filozofów  – Arendt oraz Schmitta  – dostrzegamy prawie jednakowe rozumienie natury zła. Ponadto, zdaniem Arendt, filozoficzne „myślenie musi mocniej ogarniać świat, więcej zajmować się ludźmi i ich doświadczeniami, kryzysami, klęskami”25. Natomiast francuski pisarz zaznacza: „Zło jest wytrwałe. Wieczne. Immanentne. Powtarza się dzisiaj. Powtórzy się jutro”26. Podobną myśl formułuje także żydowska filozof, uznając, iż „zło jest dlatego banalne, że można go nie dostrzegać, można o nim nie myśleć, można je mnożyć w nieskończoność, koncentrując uwagę na czymś innym”27. Podążając tropem tych rozwiązań, należy przyjąć, że zło pozostaje niezbywalnym elementem rzeczywistości oraz że jest ono powszechne, a przez swoją banalność i zwyczajność staje się niedostrzegalne i nierozpoznawalne. Dobro zaś może zaistnieć tylko pod warunkiem istnienia zła, które ewokuje niekiedy czyny pozytywne oraz heroiczne postawy, wynikające z decyzji podejmowanych przez wolnego człowieka  – przez podmiot aktów moralnych. W światopoglądzie francuskiego pisarza możemy również zauważyć pewne podobieństwo do antropologicznych koncepcji Fiodora Dostojewskiego, nad którego twórczością Schmitt niejednokrotnie wyrażał swój zachwyt w wywiadach udzielanych rosyjskim dziennikarzom28. W tekstach obu autorów jesteśmy w stanie na przykład dostrzec tożsame rozumienie natury dobra. Zarówno Schmitt, jak i Dostojewski prezentują w swoich dziełach pogląd, że nawet najbardziej grzeszny człowiek został stworzony na podobieństwo Jezusa  – postaci konotującej miłosierdzie oraz przyjmującej z własnej woli postawę asymetrycznej odpowiedzialności wobec „nie-boskich” ludzi. Być może właśnie dlatego, przedstawiając postać Hitlera i jego (obłąkane) pragnienie stworzenia czystej rasy aryjskiej, Schmitt poniekąd usprawiedliwia niemieckiego dyktatora. Pisze, że przywódca Trzeciej Rzeszy wydawał się „nawiedzony troską o dobro. Nie przyszło mu na myśl ani przez sekundę, że mogło to być zło”29. Schmitt odnotowuje również, iż chciałby przedstawić postać Hitlera jako lepszą niż zazwyczaj się ją postrzega i że nie zamierza określać nazistowskiego przywódcy jako potwora30. Francuski autor postanawia więc nie pisać w swojej powieści o Holokauście, lecz wyłącznie o decyzji Hitlera dotyczącej ostatecznego rozwiązania tzw. kwestii żydowskiej, skłaniając tym samym czytelnika do samodzielnych rozważań nad odwiecznym pytaniem: kim właściwie jest człowiek, o którym wiadomo jedynie, iż pozostaje wolny-do

25

26 27 28

29 30

68

A. Grunenberg, Wstęp, [w:] Taż, Hannah Arendt i Martin Heidegger. Historia pewnej miłości, przeł. B. Baran, Warszawa 2014, s. 6. Por. É.-E. Schmitt, Przypadek Adolfa H., dz. cyt, s. 454. H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie, dz. cyt., s. 63. J. Kowalenko, Erik-Emmaniuel Szmitt: „S udiwlenijem otkrywaju w siebie sławianskuju duszu”, https://vseruss.com/novosti/evropa-3/Erik-Emmanyuel’-Shmitt-S-udivleniemotkryvayu-v-sebe-slavyanskuyu-dushu-31248 [dostęp: 17.10.2018]. É.-E. Schmitt, Przypadek Adolfa H., dz. cyt., s. 284. Tamże, s. 460.


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

wielorakich i różnorodnych wyborów (może wybrać zło bądź dobro), jak również jest wolny-od podejmowania heroicznych aktów, prawych czynów moralnych. „Kim jest człowiek?  – pyta ojciec.  – Na człowieka składają się wybory i okoliczności. Nikt nie ma władzy nad okolicznościami, ale każdy ma władzę wyboru”31. Właśnie problem wyboru pomiędzy świadomym dążeniem do ocalenia Innego a obojętnością wobec tragicznego losu Żydów podczas II wojny światowej stanowi temat kolejnego utworu Schmitta  – powieści Dziecko Noego. Możemy w niej dostrzec podstawowe cechy pisarskiego warsztatu francuskiego autora, jak również w pewnym zakresie zrekonstruować poglądy filozoficzne Schmitta, głoszącego  – mimo wszystko i wbrew wszystkiemu  – wiarę w Boga i wiarę w człowieka32. Należy też zwrócić uwagę na fakt, że wszystkie utwory należące do Cyklu o Niewidzialnym33 łączą ze sobą główni bohaterowie  – dzieci. Może z tego powodu niezwykle lekki, leksykalnie przejrzysty, prawie dziecięcy styl powieści Schmitta w pełni odpowiada prostocie obecnej zazwyczaj w procesach dziecięcej świadomości. Dziecko Noego jest powieścią opartą na faktach. Świadczy o tym dedykacja: „Dla mojego przyjaciela Pierre’a Perelmutera, którego historia po części zainspirowała tę powieść. Pamięci księdza André, wikarego parafii Świętego Jana Chrzciciela w Namur, i wszystkich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”34, a także końcowy passus utworu, w którym autor dodaje: „Ojciec Pons otrzymał miano Sprawiedliwego w grudniu 1983 roku. Nigdy o tym się nie dowiedział, umarł wcześniej”35. Wydaje się ciekawe, że postać katolickiego księdza z Namur pojawia się także w opowiadaniu Pies36. Schmitt napisał w nim, że ojciec André w czasie drugiej wojny światowej ratował żydowskie dzieci37. Fakt ten potwierdza tezę, że Schmitt przedstawia w swojej prozie realną postać historyczną, którą po wojnie uhonorowano tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Na oficjalnej stronie internetowej Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów 31 32 33

34 35 36 37

Tamże, s. 448. Por. K. Staszak, Bóg to nie firma wysyłkowa, dz. cyt. Cykl o Niewidzialnym (Cycle de L’invisible) to cykl ośmiu powieści Schmitta: Milarepa (1997, polskie wydanie Milarepa w zbiorowym opracowaniu Księga o Niewidzialnym, 2012), Monsieur Ibrahim et les Fleurs du Coran (2001, polskie wydanie Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, 2005), Oscar et la Dame Rose (2002, polskie wydanie Oskar i Pani Róża, 2004), L’Efant de Noé (2004, polskie wydanie Dziecko Noego, 2005), Le Sumo qui ne pouvait pas grossir (2009, polskie wydanie Zapasy z życiem, 2010), Les Dix Enfants que madame Ming n’a jamais eus (2012, polskie wydanie Tajemnica pani Ming, 2014), Madame Pylinska et le secret de Chopin (2018), Félix et la source invisible (2019, polskie wydanie Félix i niewidzialne źródło, 2019). Por. É.-E. Schmitt, Księga o Niewidzialnym, przeł. B. Grzegorzewska, Ł. Muller, A. Sylwestrzak-Wszelaki, Kraków 2012. Tenże, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 5. Tamże, s. 128. Tenże, Pies, [w:] Tenże, Małżeństwo we troje, dz. cyt., s. 77–148. Tamże, s. 93. 69


Viktoriia Oheruk

Holocaustu Yad Vashem na liście Sprawiedliwych wśród Narodów Świata  – znajdujemy zresztą nazwisko tego człowieka38. Dziecko Noego nie zawiera obszernego wstępu. Pisarz od razu i bezpośrednio wprowadza czytelnika w problematykę utworu. Powieść rozpoczyna się opisem „licytacji” powojennych, bezradnych i bezdomnych sierot, które w desperacji czekają na jakichkolwiek opiekunów, wierząc, że odnajdą ich cudownie ocaleni rodzice czy krewni bądź że chociażby trafią do adopcji: „Nie sprzedawano nas: kazano nam defilować po estradzie, żebyśmy znaleźli nabywcę. Wśród publiczności mogli znajdować się zarówno nasi prawdziwi rodzice, którzy wreszcie wrócili z wojny, jak pary pragnące nas adoptować”39. Literaturoznawczyni Anastazja Sorokina twierdzi, że dzieciństwo jest czasem miłości do świata, absolutnego jednoczenia się z nim i zachwytu nad nim40. Ważną cechą powieści Dziecko Noego jest wykorzystanie przez autora dziecięcych bohaterów do opisu czasów II wojny światowej, co dodaje jej pewnej prostoty i lekkości. Jednocześnie występują w niej motywy możliwe do określenia jako metafizyczne. Schmittowi udaje się pisać o Bogu niejako bez natręctwa. Autor zwraca raczej uwagę na pozytywne czyny ludzi: katolickiego księdza  – ojca Ponsa z Namur oraz miejscowej farmaceutki  – mademoiselle Marcelle. O ile jednak Pons i Marcelle zostają w tekście Schmitta przedstawieni dosyć szczegółowo, to postaciom arystokratów, którzy również starali się ocalić Żydów, autor poświęcił stosunkowo niewiele miejsca w swojej powieści, mimo że ich rola w ratowaniu Żydów była wyjątkowo znacząca. Jednocześnie, wspominając o arystokratach ukrywających początkowo małego Josepha, o mademoiselle Marcelle, która przygotowywała fałszywe dokumenty dla dzieci, a także dostarczała kartki na żywność dla wychowanków sierocińca, i wreszcie o ojcu Ponsie, który narażał życie, aby ratować Innego, Schmitt, jak się wydaje, wzmacnia naszą wiarę w dobro człowieka, zdolnego do realizacji czynów prawych w porządku moralnym. Choć bowiem człowiek  – Adolf Hitler  – wydał nakaz stworzenia obozów koncentracyjnych i krematoriów, to inny człowiek odważył się przeciwstawić złu i ryzykował własnym życiem, aby Innego ratować. Schmitt zatem opisuje w Dziecku Noego stosunkowo ciekawy przypadek; Sprawiedliwym wśród Narodów Świata okazuje się rzymsko-katolicki ksiądz  – ojciec Pons. Ratując żydowskie dzieci, nie chce i nie zamierza nawracać ich na chrześcijaństwo. Respektuje i w pełni toleruje odmienność Innych, pragnie również zachować od zapomnienia kulturę oraz religię żydowską. Kiedy więc mały Joseph chce zmienić konfesję, czyli przejść na chrześcijaństwo, ojciec Pons  – wiedząc, że nie jest to całkiem świadome pragnienie  – przekonuje chłopczyka, aby tego nie czynił: „Jesteś Żydem,

38

39 40

70

Righteous Among the Nations Honored by Yad Vashem by 1 January 2018 BELGIUM, https://www.yadvashem.org/yv/pdf-drupal/belgium.pdf [dostęp: 14.11.2018]. É.-E. Schmitt, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 7. Por. A. Sorokina, Tworczestwo E.-E. Szmitta. Fiłosofija dietstwa, dz. cyt., s. 225.


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

Joseph, i nawet jeśli wybierzesz moją religię, nadal nim pozostaniesz”41. Słowa te jasno wskazują, jak istotne znaczenie zajmuje tolerancja w światopoglądzie francuskiego autora, który choć sam nie jest Żydem, przypomina odbiorcom swojego tekstu, że to akurat Żydzi są narodem wybranym przez Boga, przy czym owo wybranie implikuje trwałą dyspozycję do realizacji etycznych powinności: „[...]  – Co na nas spadło?  – Misja. Obowiązek. Aby świadczyć, że jest tylko jeden Bóg i poprzez tego Boga zmuszać ludzi, żeby szanowali innych ludzi”42. Tematykę tolerancji oraz miłości do bliźniego można również uznać za fabuło­ twórczą w opowiadaniu Pies43. Głównym bohaterem tego tekstu jest były więzień Auschwitzu-Birkenau  – Samuel Heymann. W opowiadaniu tym autorowi udało się zaprezentować trzy grupy osób uwikłanych w Holokaust: kolaborantów i morderców (Maxime de Sire), Sprawiedliwych (ojciec André) i Ocalonych (Samuel Heymann). A zatem na przykładzie dziecięcej nienawiści Francuza, Maxime’a de Sire, do Żyda, Samuela, głównego bohatera utworu, również będącego dzieckiem, autor stara się wyjaśnić sens niemieckiej propagandy oraz antysemityzmu: byłem w jego oczach wcieleniem szalbierstwa, gorszącym wytworem przeklętego narodu, który nie robił nic innego, jak tylko zanieczyszczał, kalał, deportował, niszczył. Antysemityzm panujący w otoczeniu Maxime’a de Sire był dla niego wszystko wyjaśniającym kluczem: nie, nie był na niższym poziomie ode mnie, byłem po prostu potworną pozostałością znienawidzonego narodu. Kilkakrotnie w czasie lekcji religii zabierał głos, aby wyrazić swoją odrazę w stosunku do „rasy żydowskiej” [...]44.

Oprócz tego autor zwraca uwagę, że każdego świadka Holokaustu prześladuje syndrom ocalonego. Bohater stwierdza, że „przez całe życie próbowałem wymazać te miesiące z pamięci, chcąc przekonać samego siebie, że ich nie przeżyłem”45. Dlatego nie dziwi fakt, że nikt oprócz kolejnych psów głównego bohatera nie poznał tajemnicy przeszłości Samuela. Bohater starał się uchronić swoją rodzinę, szczególnie córkę, od posttraumatycznych przeżyć, które charakteryzują następne pokolenia po Holokauście; nawet te pokolenia po osobach  – pozornie  – ocalałych. Oprócz tego należy zwrócić uwagę na słowa powojennego lekarza, który przetrwał wyłącznie dzięki sile woli oraz swojej niezwykłej determinacji: Jeżeli przetrwałem te wszystkie trudy, to dlatego, że chciałem znów zobaczyć swoją rodzinę. Mało mnie obchodziło to, co kazali mi cierpieć: nagość,

41 42 43 44 45

É.-E. Schmitt, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 53. Tamże. Tenże, Pies, dz. cyt., s. 77–148. Tamże, s. 136. Tamże, s. 114. 71


Viktoriia Oheruk

mycie, strzyżenie, aby pozbyć się wszy, tatuowanie numeru na przedramieniu, obrzydliwe żarcie, pracę w fabryce, poprzedzoną wyczerpującym marszem. Nie wahałem się, obserwowałem otoczenie aż po odległe baraki, w napięciu i pewności, że zobaczę swoich bliskich46.

Temat Zagłady w twórczości Schmitta pojawia się aż w trzech tekstach, co wynika nie tylko z jego zainteresowania tym problemem jako pisarza, lecz również  – a może przede wszystkim  – jako filozofa. Wychodząc od faktu, że francuski autor nie był świadkiem wydarzeń II wojny światowej, a tylko badał opracowania dotyczące tych czasów, można uznać jego prace za próbę osobistej refleksji nad tragiczną w gruncie rzeczy egzystencją człowieka wciąż dokonującego wyborów pomiędzy dobrem a złem, miłością a nienawiścią, szacunkiem a pogardą wobec innych istot, niekiedy słabszych, uznawanych za gorsze, lub osób po prostu odmiennych od hegemonów danej społeczności bądź od przedstawicieli kultury dominującej.

Postaci ojca Ponsa i mademoiselle Marcelle jako literackie archetypy Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Analizując aksjologiczny poziom powieści Dziecko Noego, można zauważyć, że tworząc postaci Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Schmitt powiela tradycyjne rozumienie ogólnoludzkich wartości. Jak zaznacza sam autor, pracy nad tą powieścią towarzyszyła głęboka refleksja nad całym szeregiem filozoficznych problemów. Pisanie tej książki dużo mnie nauczyło. Dopóki nie rozpoznamy, że łajdak i zbrodniarz kryją się w głębi nas samych, będziemy żyć w pobożnym kłamstwie. Kim jest łajdak? Kimś, kto w swoich oczach nigdy się nie myli. Kim jest zbrodniarz? Kimś, kogo czyny lekceważą istnienie innych. W sposób nieuchronny te dwie siły ciążenia istnieją we mnie, mogę im ulec. Po doświadczeniach z tą książką jeszcze rozwinę w sobie poczucie winy: jeżeli będę czuł się choć trochę winny, nie będę uciekał od tego uczucia, rozdrapię je, wyolbrzymię, poddam się mu. Po doświadczeniach z tą książką jeszcze bardziej będę się wystrzegał prostych idei. Przypisywać złu jedną przyczynę to nie myśleć, lecz karykaturować, upraszczać, raczej popadać w oskarżenia niż próbować wyjaśnić. Po doświadczeniach z tą książką będę podejrzliwy wobec każdego człowieka, który wskazuje na wroga47.

46 47

72

Tamże, s. 117. Tenże, Przypadek Adolfa H., dz. cyt., s. 475.


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

Pierwszymi Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata, których autor opisuje w powieści, jest małżeństwo hrabiego i hrabiny de Sully. O tym, że ich pomoc Żydom była bezinteresowna, świadczą słowa hrabiego skierowane do ojca Josepha: „Nie chcę być w żaden sposób opłacany, przyjacielu”48. Kiedy Żyd jednak nalega, pragnąc zapłacić za ocalenie swojej rodziny, hrabia zdecydowanie odpowiada: „Proszę mnie nie upokarzać. Nie działam z chęci zysku. Niech pan zatrzyma swoje cenne skarby, mogą się państwu przydać”49. Małżeństwo arystokratów nie tylko zapewniło bezpieczeństwo rodzicom chłopczyka, ale też pozwoliło samemu Josephowi zamieszkać na pewien czas w swojej willi. To właśnie hrabina wyjaśniała dziecku antysemickie nastroje w ówczesnym społeczeństwie, twierdząc, że tak naprawdę „przeciwieństwo Żyda to nazista”50, a także uczyła chłopczyka „oskarżać zamiast się tłumaczyć. Atakować, kiedy jest się podejrzewanym. Kąsać raczej, niż się bronić”51. Miała przy tym nadzieję, że w trudnych czasach II wojny światowej małemu żydowskiemu chłopcu uda się w jakiś sposób ocalić życie oraz immanentną ludzką godność, mimo że cały naród, do którego należy, skazano na całkowitą eksterminację. Kolejnym Sprawiedliwym, którego poznajemy w powieści, jest wspomniany już ksiądz  – ojciec Pons. Wydaje się interesujące, że autor, nie prezentując nigdzie opisu wewnętrznych przeżyć bohatera, przedstawia dokładny opis wyglądu zewnętrznego tej postaci: Długi i cienki, sprawiał wrażenie, że składa się z dwóch niepowiązanych części: głowy i reszty. Jego ciało zdawało się niematerialne i pozbawione wypukłości, czarna suknia wisiała na nim jak na wieszaku, a spod niej wystawały błyszczące trzewiki wyglądające tak, jakby nie tkwiła w nich żadna noga. Za to głowa sterczała w górze, różowa, mięsista, żywa, niewinna niczym u świeżo wykopanego niemowlęcia. Aż chęć brała ucałować ją, objąć rękoma52.

O odczuciach ojca Ponsa świadczą wyłącznie krótkie opisy fizjologicznych oznak jego wewnętrznego stanu: „stał się bledszy od kafelków”53, był „bledszy niż kiedykolwiek”54, a jego ręka „była lodowata”55, „uniósł brwi”56. Pons jest wyjątkowo opiekuńczy wobec dzieci, o które się troszczy. Małego Josepha przepełnia głęboka wdzięczność wobec księdza; Joseph jest wciąż świadom jego ogromnej dobroci. Nie na próżno w swoich obserwacjach Joseph zauważa: „Nie

48 49 50 51 52 53 54 55 56

Tenże, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 19. Tamże. Tamże, s. 15. Tamże, s. 26. Tamże, s. 27. Tamże, s. 81. Tamże, s. 97. Tamże. Tamże, s. 119. 73


Viktoriia Oheruk

miał w sobie nic demonicznego. Biła od niego sama dobroć. To się rzucało w oczy”57. Relacje Josepha i ojca Ponsa przypominają relację nauczyciela i ucznia. Miłość i przywiązanie chłopca do katolickiego księdza są głębokie i szczere. W powieści Schmitta Pons staje się wzorem osoby prawdziwie i szczerze religijnej oraz wyjątkowo tolerancyjnej; nie tylko stara się uratować życie żydowskiego chłopca, lecz także go wychować, wprowadzając w świat życia religijnego oraz wyjaśniając, na czym polega różnica pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem. Nie deprecjonuje przy tym żadnej z tych religii. Przekazuje małemu Josephowi zasady (adogmatycznego) judaizmu, którego głównym założeniem pozostaje niezmiennie etyczna powinność okazywania szacunku wobec innego człowieka  – przedstawiciela dowolnej konfesji. W powieści Dziecko Noego autor nawiązuje do znanej historii Noego, który ocalił ludzkość przed potopem. Zestawiając postać ojca Ponsa z biblijnym Noem, autor jeszcze raz zwraca uwagę na przymioty głównego bohatera. W Księdze Rodzaju czytamy przecież: „A potem Pan rzekł do Noego: Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia”58. Nawiązując zatem do postaci starotestamentalnego Noego oraz porównując Zagładę żydowskiej ludności do dziejowego kataklizmu  – potopu, katolicki ksiądz pragnie także nauczyć Josepha języka hebrajskiego, ponieważ obawia się, że naziści wymordują nie tylko cały naród, lecz również unicestwią jego język  – hebrajski, język święty, leszon ha-kodesz: „Jeżeli potop będzie trwał, jeżeli w całym kosmosie nie uchowa się ani jeden Żyd mówiący po hebrajsku, będę cię mógł tego języka nauczyć. A ty przekażesz go innym”59. Nawiasem mówiąc, nawiązanie do postaci Noego możemy znaleźć i w innych tekstach opisujących Zagładę, między innymi w powieści Dziewczynka Alony Frankel. To była tęcza z historii, którą tata opowiedział mi szeptem w kryjówce. Z historii o człowieku, który zbudował z drewna arkę, schował w niej wszystkie zwierzęta świata i zadbał o to, by dla wszystkich starczyło jedzenia, nie jak w naszej kryjówce, a kiedy ustała straszliwa ulewa, pokazała się ta tęcza  – znak, że z kryjówki można już wyjść60.

Opowieść o Noem dała małej dziewczynce nadzieję na to, że: „Już nie będzie potopu. Że już nie trzeba będzie się ukrywać. Że już nikt nie poluje na dziewczynki”61. Ojciec Pons wpływa zatem na myślenie dziecka oraz na rozumienie przez nie wartości. Wraz z upływem czasu cała wiedza, którą Joseph otrzymał od księdza, zacznie 57 58

59 60 61

74

Tamże, s. 6. Rdz 7, 1. Cytaty biblijne podaję w niniejszej pracy pochodzą z: Biblia Tysiąclecia [online], https://link.do/qSXvB [dostęp: 1.05.2020]. É.-E. Schmitt, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 69. A. Frankel, Dziewczynka, przeł. L. Kwiatkowski, Warszawa 2007, s. 59. Tamże.


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

oddziaływać na osobiste wybory wychowanka Ponsa. Już w wieku dojrzałym Joseph, obserwując walkę palestyńskich i żydowskich dzieci, decyduje się kontynuować dzieło Sprawiedliwego i zaczyna kolekcjonować własne artefakty służące ocaleniu kultury dwóch narodów zamieszkujących wspólnie powstały w roku 1948 Izrael: „Schylając się zobaczyłem zgubione przez dzieciaki przedmioty. Podniosłem kipę i palestyńską chustę. Schowałem jedną do prawej kieszeni, drugą do lewej.  – Co robisz?  – zapytał Rudi. Zakładam kolekcję...”62. Pons jest idealnym wychowawcą. Dąży do zrozumienia odczuć każdego dziecka, traktując je jak własne. Nie dziwi więc, że po wszystkich traumatycznych przeżyciach, przeczuwając, że ksiądz zbliża się do śmierci, chłopczyk wyznaje mu, że chciałby umrzeć wraz z nim, aby później nie cierpieć z powodu tęsknoty za swoim ukochanym opiekunem: Wolałbym umrzeć razem z ojcem, dlatego że ojca lubię. Wolałbym umrzeć razem z ojcem, bo nie chcę ojca opłakiwać ani tym bardziej, żeby ojciec mnie opłakiwał. Wolałbym umrzeć razem z ojcem, bo wtedy byłby ojciec ostatnią osobą, jaką widzę. Wolałbym umrzeć razem z ojcem, bo w niebie bez ojca nie będzie mi się podobać, a nawet będę się bał63.

Tym wyznaniem mały Joseph potwierdza, że najważniejszym człowiekiem w jego życiu nie jest żaden członek jego własnej rodziny, lecz właśnie ojciec Pons. Kreując postać ojca Ponsa, Schmitt stwarza szczególny typ Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Na pierwszy rzut oka Pons jest zwyczajnym księdzem, który przeżywa różne życiowe trudności i nieprzyjemności, lęki i troski. Z drugiej zaś strony realizuje nakazy moralne, co przejawia się nie tylko w pragnieniu ratowania żydowskich dzieci, ale i w jego relacjach z wychowankami. W zakończeniu powieści autor pisze, że ojciec Pons otrzymał tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata w grudniu 1983 roku. Nie dowiedział się o przyznanym wyróżnieniu, ponieważ już nie żył. Zresztą, jak twierdzi Joseph, ojcu i tak nie spodobałaby się podniosła uroczystość wręczenia medalu. Był bowiem osobą niezwykle skromną; przecież „tylko spełnił obowiązek, jaki dyktowało mu serce”64. W powieści Dziecko Noego, jak wspominano wyżej, spotykamy jeszcze jedną Sprawiedliwą  – mademoiselle Marcelle, pierwszą kobietę w Belgii, która otrzymała tytuł Sprawiedliwej. Joseph następująco opisuje odważną farmaceutkę: Mademoiselle Marcelle była postrachem dzieci i kiedy schyliła się nade mną, osiągnęła swój zwykły efekt: o mało nie krzyknęłam z obrzydzenia. Czy sprawił to półmrok? Czy światło padające z dołu? Mademoiselle Marcelle przypominała 62 63 64

É.-E. Schmitt, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 131. Tamże, s. 105. Tamże, s. 128. 75


Viktoriia Oheruk

wszystko, tylko nie kobietę; wyglądała jak kartofel na ptasim ciele. Jej twarz o grubych, źle ukształtowanych rysach, pomarszczonych powiekach, ciemnej skórze, nieregularna, szara i szorstka, podobna była do właśnie wykopanej przez wieśniaka bulwy: uderzenie motyką zaznaczyło wąskie usta, a dwa małe wyrostki  – oczy, kilka rzadkich włosów, siwych u nasady, rudawych na końcach zdawało się zapowiadać ewentualny odrost na wiosnę65.

Przykry wygląd zewnętrzny Marcelle okazuje się jednak zwodniczy; kobieta jest gotowa popełniać przestępstwa, ryzykować swoim życiem, żeby pomóc chłopcom. Kiedy jednak Pons ją za to chwali, bohaterka odpowiada: „Nie jestem dobra, jestem sprawiedliwa. Nie lubię księży, nie lubię Żydów, nie lubię Niemców, ale nie znoszę, żeby dobierano się do dzieci”66. Oświadcza również: „Mój zawód to aptekarstwo: mam pomagać ludziom utrzymać się przy życiu. Wykonuję swój zawód, to wszystko”67. Dla Marcelle nie jest więc ważna opinia otaczających ją ludzi czy lęk przed nazistami. Gotowa jest walczyć do upadłego, żeby tylko uratować dzieci, niezależnie od ich pochodzenia etnicznego. Autor zwraca więc uwagę, że mademoiselle Marcelle jest w gruncie rzeczy sprawiedliwa, a nie dobra, dokonując tym samym rozgraniczenia dwóch stosunkowo nieostrych pojęć: sprawiedliwości oraz dobroci. Wydaje się interesujące, że chociaż farmaceutki nikt nie zmusza, aby ratowała żydowskie dzieci, to jest ona gotowa szantażować i grozić innym, aby te dzieci ocalić. Na tym właśnie polega główna różnica pomiędzy Marcelle a ojcem Ponsem. Na jej propozycję zastraszenia tych, którzy nie chcą pomagać, ksiądz odpowiada: „Nie, mademoiselle Marcelle, ludzie muszą wziąć na siebie to ryzyko z własnej woli. Za współudział grozi im więzienie...”68, ponieważ jego zdaniem decyzja niesienia pomocy powinna być świadomym i wolnym wyborem każdego człowieka. Biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy Sprawiedliwi w analizowanej powieści są dorosłymi ludźmi, to dosyć zaskakujące wydaje się, że w celu zaprezentowania ich postaci autor wykorzystuje wyłącznie dziecięcych bohaterów. Tak więc dzięki Schmittowi możemy obserwować fenomen Sprawiedliwych wśród Narodów Świata poprzez pryzmat dzieciństwa, ponieważ to właśnie dzieci, literackie postaci francuskiego filozofa, zupełnie nieświadomie skłaniają dorosłych do działań prawych w porządku etycznym. Ważnym motywem związanym z postacią dziecka w twórczości Schmitta jest również motyw gry rozumianej jako aktywność, dzięki której dziecko poznaje życie. W grze tej jednak zanikają elementy zabawy i rozrywki. Zamiast nich pojawiają się nowe, nietypowe dla gier dziecięcych jakości, którymi są powaga i tragizm. A zatem 65 66 67 68

76

Tamże, s. 32. Tamże, s. 34. Tamże, s. 35. Tamże, s. 37.


Éric-Emmanuel Schmitt  – filozof rozważający Zagładę

mały Joseph prawie cały czas prowadzi swoją „grę” i bierze w niej aktywny udział. Jak zauważa Sorokina, nie jest to skutkiem natury czy też cech dziecięcej świadomości bohatera, lecz odczuwania przez chłopca śmiertelnego niebezpieczeństwa, które zawisło nad Żydami. Najpierw więc chłopiec musi grać rolę siostrzeńca hrabiostwa de Sully, potem zaś rolę chrześcijanina w pensjonacie ojca Ponsa. Musi kłamać w kwestii swojego pochodzenia i wieku, opowiadać wymyśloną historię śmierci swoich rodziców, którzy umarli jakoby z powodu przeziębienia. Z czasem Joseph przyzwyczaja się jednak do tej niebezpiecznej i raczej niedziecięcej gry, w której stawką jest jego życie. Po latach okazuje się nawet, że odniósł w niej spektakularne zwycięstwo. Spacerując bowiem „lasem ojca Ponsa”69, stary już Joseph zauważa, że posadzonych drzew jest w tym lesie coraz więcej, na co zaprzyjaźniony z nim od czasu wojny Rudi  – również ocalony przez księdza z Namur  – odpowiada: To normalne, Joseph. Ile masz dzieci? Czworo. A wnucząt? Pięcioro. Ratując cię, ojciec Pons uratował dziewięć osób. W moim wypadku dwanaście. W następnym pokoleniu będzie ich jeszcze więcej. A potem więcej i więcej. Za kilka wieków okaże się, że ocalił miliony ludzkich istot70.

Można przypuszczać, że pogląd wyrażony przez Rudiego nawiązuje do słów wygrawerowanych na medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i pochodzących z Talmudu: „Kto ratuje jedno życie  – ratuje cały świat”71.

BIBLIOGRAFIA I. Źródła wydane Frankel A., Dziewczynka, przeł. L. Kwiatkowski, Warszawa 2007. Schmitt É.-E., Dziecko Noego, przeł. B. Grzegorzewska, Kraków 2009. Schmitt É.-E., Pies, [w:] Tenże, Małżeństwo we troje, przeł. A. Sylwestrzak-Wszelaki, Kraków 2012. Schmitt É.-E., Przypadek Adolfa H., przeł. E. Wieleżyńska, Kraków 2012.

69

70 71

„Las ojca Ponsa” stanowi nawiązanie do Ogrodu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, który znajduje się na terenie Yad Vashem, gdzie rośnie kilka tysięcy drzew, posadzonych ku czci Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Każde z drzew ma swoją tabliczkę z imieniem i nazwiskiem Sprawiedliwego oraz krajem jego pochodzenia. Zob. Ogród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, https://link.do/ZUSXI [dostęp: 17. 01. 2018]. É.-E. Schmitt, Dziecko Noego, dz. cyt., s. 129. Talmud Babiloński, Sanhedryn 37a. 77


Viktoriia Oheruk

II. Opracowania Arendt H., Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, przeł. A. Szostkiewicz, Kraków 1987. Busnel F., Philosophe clandestin, https://link.do/iOnv8 [dostęp: 14.11.2018]. Diderot ou la philosophie de la séduction. Résumé, https://link.do/cgemx [dostęp: 27.04.2020]. Gajda D., Éric-Emmanuel Schmitt: daję ludziom drugie życie, https://link.do/C0wQU [dostęp: 1.05.2020]. Kowalenko J., Erik-Emmaniuel Szmitt: „S udiwlenijem otkrywaju w siebie sławianskuju duszu”, https://vseruss.com/novosti/evropa-3/Erik-Emmanyuel’-Shmitt-S-udivleniemotkryvayu-v-sebe-slavyanskuyu-dushu-31248 [dostęp: 17.10.2018]. Lévinas E., Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, przeł. M. Kowalska, Warszawa 2002. Lévinas E., Trudna wolność. Eseje o judaizmie, przeł. A. Kuryś, J. Migasiński, Gdynia 1991. Lewkowa A., Jerіk-Jemmanujel Szmіtt: Nadaju pieriewagu tiemam-tabu, https://link.do/Adaux, [dostęp: 14.11.2018]. Moriewa T., Smiech skwoz’ slezy, https://link.do/y0g5k [dostęp: 12.10.2018]. Ogród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, https://link.do/ZUSXI [dostęp: 17. 01. 2018]. Riabczij I., Erik-Emmanuel Szmitt: „Ja  – wojownyczyj humanist”, https://link.do/rfXIA [dostęp: 14.11.2018]. Righteous Among the Nations Honored by Yad Vashem by 1 January 2018 BELGIUM, https:// www.yadvashem.org/yv/pdf-drupal/belgium.pdf [dostęp: 14.11.2018]. Sołowjewa G., Dola Drugogo, [w:] Szmitt E.-E. Boriec sumo, kotoryj nikak nie mog potołstiet’. Powiest’, Sankt-Pietierburg 2010, s. 73–159. Sorokina A., Tworczestwo E.-E. Szmitta. Fiłosofija dietstwa. Dissiertacyja na soiskanije uczenoj stiepieni kandidata fiłołogiczeskich nauk, Sankt-Pietierburg 2010. Staszak K., Bóg to nie firma wysyłkowa, https://link.do/OEtVD, [dostęp: 13.10.2018].


PIOTR HYŁA MAGDALENA RDEST KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA Uniwersytet Jagielloński

Po tamtej stronie Bugu Wspomnienia Szimena Dżigana, Awroma Zaka i Tani Fuks

Przedmowa Wielu Żydów, którzy znaleźli się w pierwszych miesiącach wojny na terenach okupowanych przez Niemców, zdecydowało się na ucieczkę na Wschód, upatrując w niej jedyną możliwość ratunku. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow tereny II Rzeczypospolitej zostały podzielone na dwie strefy kontroli. Armia Czerwona zgodnie z zawartym z III Rzeszą porozumieniem zajęła tereny na wschód od Narwii, Wisły i Sanu1. Rzeka Bug, we wspomnieniach Żydów uciekających na wschód, traktowana była jako naturalna granica pomiędzy dwiema strefami2. Głównymi kierunkami ucieczki były: Białystok, Grodno, Lwów, Mińsk oraz Wilno3. Grupę uciekinierów określa się mianem bieżeńców  – uchodźców. Badacze spierają się co do szacunkowej liczby Żydów, którzy w trakcie II wojny światowej przedostali się na wschód  – dane oscylują między 300–350 a 200–250 tysięcy osób, przy czym to ta druga liczba wydaje się bardziej prawdopodobna4. Społeczność żydowska porzucała swoje dotychczasowe miejsca zamieszkania, by uniknąć konfrontacji

1 2

3

4

G. Estraikh, The missing years: Yiddish writers in Soviet Bialystok 1939–194, s. 174–177. J. Goldlust, A Different Silence. The Survival of More than 200,000 Polish Jews in the Soviet Union during World War II as a Case Study in Cultural Amnesia [w:] Shelter from the Holocaust. Rethinking Jewish Survival in the Soviet Union, ed. M. Edele, S. Fitzpatrick, A. Grosmann, Detroit 2017, s. 36. A. Skibińska, Żydzi polscy ocaleni na wschodnie (1939–1946) [w:] Narody i polityka. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Tomaszewskiego, red. A. Grabski, A Markowski, Warszawa 2010, s. 3. Tamże, s. 1. 79


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

z antysemityzmem hitlerowców i dyskryminującym ustawodawstwem. Czynnikiem motywującym podjęcie decyzji o ucieczce były również antypolskie nastroje panujące wśród społeczności żydowskiej wywołane zwiększającymi się przejawami antysemityzmu w przedwojennej Polsce. Wybór kierunku ucieczki na wschód był naturalną reakcją na niebezpieczeństwo nadchodzące z zachodu, a także umotywowany pozytywnym odbiorem ustroju radzieckiego, który utożsamiano z deklaracjami równości i swobody dostępu do stanowisk edukacyjnych i administracyjnych na wielu szczeblach5. Iluzja ta była podsycana wiadomościami o tym, że władze sowieckie przyjmowały każdego kto nie chciał pozostać w niemieckiej strefie okupacyjnej6. Przejęcie wschodnich terenów przez władze sowieckie postawiło Żydów przed dylematem  – czy pozostać na terenach zajętych przez wojska niemieckie, czy też przedostać się do strefy znajdującej się pod kontrolą władz sowieckich. Mimo że społeczność żydowska nie mogła oszacować, która alternatywa mogłaby okazać się korzystniejsza, już w pierwszych dniach okupacji niemieckiej, coraz więcej Żydów z zachodniej i środkowej części Polski postanowiła wyruszyć we wschodnim kierunku. Na wschodnie tereny, w pierwszych miesiącach wojny, przedostawali się głównie samotni mężczyźni posiadający tam bliskich, do których mogli się udać. Do końca grudnia 1939 r. ruch pomiędzy dwoma strefami był w zasadzie w miarę otwarty7. Jednakże w wielu przypadkach decyzja o przeniesieniu się na tereny wschodnie nie była dobrowolna. W pierwszych miesiącach okupacji władze nazistowskie starały się „zachęcić” do „dobrowolnej emigracji” do strefy radzieckiej, poprzez dostarczanie prawnych dokumentów będących wizami wyjazdowymi  – zwanymi „Ausweis”. We wspomnieniach Żydów, którzy przeżyli wojnę na wschodzie, zaznaczano, że podpisanie tego dokumentu było jednoznaczne ze stwierdzeniem, że już nigdy nie powróci się do rodzinnego miasta. Wspomina się również o braku trudności w otrzymaniu „Ausweisu”, ponieważ dla władz nazistowskich była to strategia umożliwiające wysiedlenie społeczności żydowskiej z zajętych przez siebie terenów8. Na początku 1940 r. wprowadzono surowsze kontrole na granicach pomiędzy dwiema strefami, co doprowadziło do gwałtownego ograniczenia liczby uciekających na wschód. Jednakże nie wstrzymało to całkowicie prób przedostawania się do strefy radzieckiej. Sytuacja ta zmieniła się w czerwcu 1941 r., kiedy władze nazistowskie zajęły tereny kontrolowane przez ZSRR9. Polscy Żydzi, którzy przedostali się na tereny kontrolowane przez Armię Czerwoną, a następnie włączone do Związku Radzieckiego, stanowią największy odsetek tych, 5

6 7 8 9

80

T. Prekerowa, Wojna i okupacja [w:] Najnowsze dzieje Żydów w Polsce: w zarysie (do 1950), pod red. J. Tomaszewskiego, Warszawa 1993, s. 275. J. Goldlust, dz. cyt., s. 37. Tamże, s. 34–36. Tamże, s. 37. Tamże, s. 39.


Po tamtej stronie Bugu

którym udało się przeżyć wojnę i następnie wrócić do kraju po jej zakończeniu. Polityka państwa sowieckiego nie koncentrowała się na masowej eksterminacji  – celem nadrzędnym było wykorzystanie mas ludzkich jako taniej siły roboczej i wychowanie homo sovieticus10. Stosunek władz sowieckich do ludności żydowskiej, która znalazła się w rozszerzonych granicach Związku Radzieckiego nie różnił się od polityki skierowanej wobec Żydów w całym ich państwie. Otrzymali wszelkie prawa obywatelskie, ale przyznano im autonomię kulturową jedynie w ograniczonym zakresie. Doprowadziło to do likwidacji żydowskiego życia religijnego, ich instytucji i organizacji, co skutkowało w konsekwencji rozpadem istniejących więzi społecznych oraz poczuciem izolacji, co dotyczyło szczególnie starszych pokoleń. Młodsza generacja, dystansując się od tradycji i religii, upatrywała w nowym porządku społecznym szanse na rozwój swojej kariery11. Nadzieje jakie wiązano z ucieczką na wschód były szybko weryfikowane przez ciężkie warunki, które zastano na miejscu. Znalezienie zakwaterowania i panująca bieda, nastręczała wielu problemów12. Coraz trudniej było znaleźć pracę, szczególnie w większych miastach, dlatego też władze radzieckie oferowały zatrudnienie w Związku Radzieckim. We wspomnieniach autorzy często odnosili się z wdzięcznością wobec sowieckiej władzy oferującej możliwości szkolenia oraz uczenia się nowego języka i dostosowania się do narodu rosyjskiego i kultury radzieckiej. Jednakże wielu z nich bardzo szybko rozczarowało się warunkami pracy i życia, z którymi się spotkali. Wspomina się o tym, że osoby, które zaciągnęły się do pracy w kopalniach, hucie żelaza i innych zawodach, szybko przekonali się, że obiecywane przez Sowietów warunki nie przystawały do rzeczywistości13. Po przejęciu kontroli nad wschodnią Polską, władze sowieckie rozpoczęły identyfikację i neutralizację „wrogów klasowych”. Żydzi często zajmowali pozycje, które utożsamiane były z niebezpiecznymi dla ZSRR. Były to osoby działające w lokalnych partiach politycznych, członkowie inteligencji, władze religijne i „kułacy”  – właściciele ziemscy oraz kupcy i przedsiębiorcy. Najczęściej zidentyfikowany „wróg klasowy” był aresztowany i wysłany do więzienia  – często do jednego z radzieckich gułagów, natomiast jego rodzina przenoszona była do „miejsc wygania” znajdujących się w odległych rejonach ZSRR14. Władze sowieckie przeprowadziły zakrojone na szeroką skalę deportacje działaczy politycznych, inteligencji i uciekinierów z zachodnich ziem Polski  – tzw. „wrogów ojczyzny”. W głąb ZSRR zostało przesiedlonych od 800 tys. do 1,2 mln osób, wśród których Żydzi mieli stanowić 20–30%. Docelowo deportowani

10 11 12 13 14

A. Skibińska, dz. cyt., s. 1–2. T. Prekerowa, dz. cyt., s. 301–304. Tamże, s. 303. J. Goldlust, dz. cyt., s. 42. Tamże., s. 40–41. 81


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

kierowani byli do północnych okręgów Związku Radzieckiego  – jako więźniowie obozów pracy lub do odległych miast, sowchozów i kołchozów15. Polityka Związku Radzieckiego nastawiona była na przyznawanie obywatelstwa radzieckiego wszystkim tym, którzy znaleźli się na jego terenie. Większość Żydów odmówiła przyjęcia paszportu rosyjskiego, ponieważ wiązało się to z wymogiem przeniesienia się do mniejszych miast. Wkrótce „dwuznaczny” status obywatelstwa polskiego uchodźców stał się poważnym problemem dla władz sowieckich. W listopadzie 1939 r., wraz z rozszerzeniem sowieckiej ustawy o obywatelstwie na obszary okupowanej Polski, wszyscy stali mieszkańcy tych terenów zostali uznani za obywateli radzieckich. Na początku 1940 r. zdecydowano, że oferta radzieckiego „paszportu” może zostać podjęta również przez uchodźców z „zachodniej” Polski. Od marca 1940 r. Sowieci zaczęli wymagać od polskich uchodźców zarejestrowania się w NKWD i podjęcia decyzji o przyjęciu obywatelstwa radzieckiego, albo o powrocie do swoich dawnych domów znajdujących się pod okupacją niemiecką. Większość obawiała się, że przyjęcie obywatelstwa byłoby równoznaczne z niemożliwością powrotu do domu. Władze sowieckie natomiast stały się przez to jeszcze bardziej nieufne wobec uchodźców, którzy w tej sytuacji decydowali się jednak na powrót do swoich domów16. Poniżej zamieszczono tłumaczenia z języka jidysz na język polski wspomnień trzech twórców pochodzenia żydowskiego: Szimena Dżigana, Awroma Zaka i Tani Fuks. Wybrane fragmenty wspomnień spisanych w języku jidysz odnoszą się do opisywanych przez nich realiów panujących na polskich terenach okupowanych przez Związek Radziecki w trakcie II wojny światowej. Ich prace stanowią świadectwo wojennych doświadczeń, relacji polsko-żydowsko-rosyjskich, a także odczuć towarzyszących im podczas zagłębiania się w nową i często niezrozumiałą dla nich rzeczywistość. Szimen Dżigan (1905–14.04.1980) był aktorem, komikiem i piosenkarzem. Urodził się w Łodzi. W 1927 r. spotkał założyciela kabaretu „Ararat” Mojżesza Brodersona, który zachwycił się jego talentem komediowym. W 1928 r. razem z Izraelem Szumacherem stworzył nierozłączny duet, który występował w teatrze Brodersona. Na popularności zyskały dialogi z ich udziałem, gdzie Szumacher grał wszechwiedzącego przemądrzałego inteligenta pouczającego prostego łódzkiego Żyda, granego przez Dżigana. W swoich występach wykorzystywali teksty pisane specjalnie dla nich m.in. przez Mojżesza Brodesona, Icyka Mangera czy Mojsze Nudelmana. Adaptowali również utwory Szolema Asza oraz tworzyli własne skecze. Z czasem Dżigan z Szumacherem przenieśli się do Warszawy występując początkowo z grupą Jidisze Bande. Od 1935 r. prowadzili własny zespół kabaretowy na scenie teatru Nowości. Dżigan i Szumacher występowali również na ekranach kin  – trzykrotnie przed wojną w Al chet 15 16

82

T. Prekerowa, dz. cyt., s. 178–180. J. Goldlust, dz. cyt., s. 43–44.


Po tamtej stronie Bugu

(jid. Za grzechy, 1936), Frejleche kabconim (jid. Weseli biedacy) i On a hejm (jid. Bezdomni, 1938). Po inwazji Niemiec na Polskę Dżigan przedostał się do Białegostoku, gdzie spotkał Szumachera i wspólnie reaktywowali zespół, po czym ruszyli na wstępy dla żydowskiej publiczności żyjącej na terenie Związku Radzieckiego. W 1941 r. dotarli do Taszkientu. Próbowali dostać się do Armii Polskiej generała Andersa. Zostali aresztowani jako dezerterzy z Armii Czerwonej i skazani na 4 lata łagru. Podczas pobytu w obozie oboje mieli pozwolenie na występowanie dla żydowskich współwięźniów. Zostali zwolnieni w 1946 r. W drodze do Polski aresztowano ich na krótko we Lwowie. Do ojczyzny wrócili w 1947 r. W kraju Dżigan zagrał w zrealizowanym przez Natana Grossa filmie Undzere Kinder (jid. Nasze Dzieci, 1948) o sierotach żydowskich w domu dziecka pod Łodzią. Duet brał udział w tournée po Ameryce Północnej i Południowej. W czasie kolejnego tournée po Europie postanowili przenieść się do Izraela, skąd wyjechali do Argentyny z powodu polityki Izraela zmierzającej do usunięcia jidysz z teatrów. Na stałe do Izraela wrócili w 1958 r. Dostali pozwolenie na występy we własnym teatrze, chociaż w repertuarze musiały znaleźć się fragmenty hebrajskojęzyczne. Po dwóch latach duet rozpadł się. Dżigan prowadził swoją działalność jeszcze przez dwadzieścia lat. Swoje wspomnienia zawarł w wydanym w 1974 r. w Tel Awiwie Der Kojech fun jidiszn humor (Siła żydowskiego humoru). Zmarł w Tel Awiwie w 1980 r.17.

Szimen Dżigan, Der kojech fun jidiszn humor18 [fragment] Zrozumiałem, że moja działalność jako aktora w zrujnowanej Warszawie skończyła się. Nie tylko nie było już ku temu warunków, ale niemieccy okupanci z dnia na dzień zaczęli zaciągać sznur wokół gardła nas, Żydów. I choć wieści z polskiego terytorium zaanektowanego przez sowiecką władzę były mgliste, to jedno wiedziano  – do Białegostoku przybyło tysiące uchodźców z całego kraju i toczy się tam rozgorączkowane życie, więc teatr też może znaleźć tam swoje miejsce. Udałem się więc do mojego przyjaciela aktora Bergmana i zaproponowałem, aby na mój koszt przekroczył granicę do Białegostoku w celu przygotowania kąta, w którym można by zamieszkać, a resztę zobaczy się na miejscu. Bergman pojechał i ja też zacząłem zbierać

17

18

https://sztetl.org.pl/pl/biogramy/5110-dzigan-szymon?fbclid=IwAR0Jz_z4U6O9Yf0s_ICRdKF6Vb6ltcqY5fTzSPGRi_rwgaF-fq-Xi98q4NA; https://www.jhi.pl/psj/ DziganSzumacher?fbclid=IwAR3jtBRHG1xkQ_Mo22QwuOwNQXanexproPpygEVscWjSbHto97LjHkRZMHA (dostęp: 05.05.2020) Szimen Dżigan, Der kojech fun jidiszn humor [Siła żydowskiego humoru], Tel Aviv 1997. Fragment obejmuje strony 150–156. 83


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

się w drogę. Chyba sam Bóg natchnął mnie myślą, żeby opuścić Warszawę. Byłem w trakcie pakowania i wyznaczania dnia wyjazdu, kiedy przyszedł do mnie reżyser i znawca teatru Jonas Turkow, by przekazać mi, że muszę już uciekać, ponieważ moje nazwisko figuruje na liście zakładników, których Niemcy chcą aresztować, aby ich rozstrzelić w razie wybuchu zamieszek ze strony ludności. Dowiedział się tego w Judenracie19, który się wówczas zawiązał. Wcale się nie zdziwiłem, że Niemcy przypomnieli sobie o mnie. Przed wojną Hitler był długotrwałym celem moich szyderstw i żartów. Miałem przez to dość kłopotów ze strony polskiej cenzury, która cięła teksty z powodów politycznych. Czym prędzej więc spakowałem plecak i uciekłem z mojego mieszkania, aby już nigdy doń nie wrócić. Do granicy podróżowałem na furmance pełnej samych kobiet. Czułem się jak zaganiacz gęsi. Przez całą noc hałasowały, krzyczały, kłóciły się z byle powodu, jednak był z nich pewien pożytek. Kiedy z daleka widziały Niemca, zaczynały tak wrzeszczeć, że uciekał jak zmyty. Tak dotarliśmy do rzeki Bug, naturalnej granicy, którą dwaj sojusznicy, Niemcy i Związek Radziecki, ustanowili na rozdartej polskiej ziemi. Przeszedłszy Bug byłem pewien, że pozbyłem się moich kłopotów. Okazało się jednak, że dopiero tu się zaczęły. Sowieckie patrole nie pozwalały iść dalej. I właśnie tutaj zderzyłem się po raz pierwszy z nową rzeczywistością sowiecką. Czerwonoarmista, Tatar, stał i strzegł granicy, jeżeli można to tak nazwać. Znający rosyjski Żydzi podeszli do niego i zaczęli wyjaśniać, skąd pochodzą, i że mnie również wzięli ze sobą na dokładkę. Oto jest między nimi sławny żydowski aktor i... Tatar nie pozwolił im powiedzieć więcej: ściągnął z ramienia karabin i krzyknął do mnie: „Uchodi odsiuda, żydowskaja morda, strieliat budu!” („Uciekaj stąd żydowska mordo, będę strzelać!”). To było takie powitanie, ale Żyd zawsze da sobie radę. Miejscowy chłop zabrał nas do swojej chaty, a następnie pokazał drogę przez pola omijającą patrole. Mnie pierwszemu pokazał ją, więc przeprowadziłem resztę. Inni zawrócili do Warszawy, żeby sprowadzić rodziny. Zostawiłem chłopu pieniądze, a powracających poprosiłem, żeby powiedzieli wszystkim, którzy zamierzają przekroczyć granicę, aby skontaktowali się z chłopem, a on już ich poprowadzi. I tak dotarłem do Białegostoku. Odnalazłem mojego przyjaciela Bergmana i zacząłem się rozglądać. A było co oglądać. Nie chodziło o zabytki, lecz nowe warunki pod radzieckim panowaniem. Pierwszą wizytę złożyłem 19

84

Żydowskie rady utworzone przez nazistowskie władze okupacyjne w trakcie II wojny światowej w celu kontrolowania administracji żydowskiej oraz wdrażania nowych rozporządzeń.


Po tamtej stronie Bugu

w żydowskiej restauracji. Przy sąsiednim stole siedział sowiecki żołnierz, który oglądał nóż i widelec ze wszystkich stron. Z jego twarzy wyczytałem, że chce coś powiedzieć. Więc odwróciłem się do niego z miną  – „No, mów”  – i oto, co powiedział:  – „Teraz wiem, dlaczego Polska przegrała wojnę. Jeżeli marnuje się tyle pracy i dobrego materiału na noże i widelce, to nie może starczyć na zbudowanie samolotów...” Przez całe dnie nad Białymstokiem latało w kółko pięć, sześć samolotów, aby zaskoczyć ludność militarną siłą. Po kolejnych klęskach wszyscy dowiedzieliśmy się, że Związek Radziecki nie tylko nie posiada samolotów, ale również żadnych noży i widelcy. Potęgi ZSRR nie można było mierzyć uzbrojeniem, którego nie posiadał, lecz nowymi pojęciami, sloganami, nowym słownictwem, które ze sobą przyniósł. Ciekawym było obserwować, jak ludzie, którzy jeszcze wczoraj mówili zrozumiałym językiem, nagle zaczęli posługiwać się słowami z zatęchłych broszur. Zmieniła się nawet odzież. Uchodźcy byli pierwszymi, którzy zrozumieli, że nowy reżim wymaga nowego ubioru. Od razu zauważyli, że nie jest dobrze chodzić ubranym po ludzku, bo Sowietom śmierdzi to bogactwem. Więc zaczęto ubierać się coraz bardziej prostacko, niedbale. Mężczyźni i kobiety zaopatrzyli się w walonki, „strojono się” w rubaszki i wojskowe spodnie. Zniknęły kapelusze, damskie kapelusiki, krawat, jakby to wszystko było trefnym towarem. Kobiety ubierały się w męskie marynarki. Na gwałt chciały wymieszać się z przybyłymi Rosjankami, które nie miały w sobie ani śladu seksapilu, jak to się dzisiaj mówi. Kobiety z ZSRR były kanciaste, miały kwadratowe, grube i tłuste figury. Trudno było rozpoznać, gdzie przód, a gdzie tył... Zimą w ogóle nie było ich widać. Sowieccy mężczyźni chodzili w czapkach z daszkiem, jak u nas tragarze. Wyższym urzędnikom przypadł zaszczyt noszenia ciemnogranatowych garniturów uszytych jak worki, bez odrobiny smaku. Zmienił się także styl życia. Przybysze ze Związku Radzieckiego narzucili szary smutek. Uśmiech był u nich na wagę złota. Przez jakiś czas nie rozumieliśmy przyczyn tego, ale później odkryliśmy ich całe mnóstwo. Dla nas nowy obyczaj był nie tyle nowy, co po prostu szalony. Widzieliśmy, jak sowiecki obywatel zamawia w restauracji trzy zupy, cztery porcje chleba, sześć butelek piwa, jakby chciał najeść się na zapas. Również szaleństwo z zegarkami wywołało nasze zdumienie. Sowieccy obywatele wyłapywali byle parę śrubek ze wskazówkami. Cały Białystok handlował zegarkami. Żydzi stali na rogach ulic z chłamem wszelkiego sortu, stukając zębami, żeby zademonstrować, jak dobrze chodzi mechanizm, i sprzedawali towar porucznikom Armii Czerwonej... Ja sam nie raz o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że ludność Związku Radzieckiego cierpi na psychiczny głód. Nie tylko pragnie jedzenia, ale wszystkiego co zaczyna się na „b”: byle 85


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

zegarek, byle mundur, byle para butów, byle kolacja itd... Kto mógł wtedy sobie wyobrazić, że wielkie socjalistyczne państwo jest tak biedne. Żołnierze nosili broń na ramieniu za pomocą zwykłego sznurka. Płaszcze wojskowe nie były podszyte, a długie strzępy materiału zwisały z krawędzi. Kiedy pytano ich o coś, mieli wyuczoną odpowiedź  – „U nas jest wszystko”... A przy tym mieli tak wygłodniałe spojrzenie jak pies przy jatce. Język potoczny wzbogacił się o nowe słownictwo. Na każdym kroku używano słowa „kulturalny”. W ogóle ludzie sowieccy mieli słabość do tego słowa. Zarządzono na przykład, że bufety w teatrach powinny być lepiej zaopatrzone, ponieważ tak jest „kulturalnie”. Jednak aby w bufecie leżały papierowe serwetki do wycierania rąk  – nikt nie pomyślał. Aby w ubikacji była bieżąca woda lub leżał kawałek mydła  – nikt się nie zatroszczył. Troszczono się tylko o „kulturę”, ale nikt nie miał pojęcia, co to znaczy. Codzienny leksykon został także wzbogacony w takich kierunkach, o istnieniu których nigdy nie wiedzieliśmy: „Nie pójdę za ciebie siedzieć”, „Nie dam za ciebie głowy”, „On siedzi”, „On wyszedł”, „On znowu siedzi”. Skąd w Polsce mielibyśmy znać takie rzeczy? W każdej rodzinie jest ktoś, komu trzeba było wysyłać paczki. Były też rodziny, które musiały wysyłać dwie paczki. Każda rozmowa zaczynała się cichym podsumowaniem, kto siedzi, a kto powinien już wyjść. Należało się nauczyć wielu rzeczy, aby podążać za nową egzystencją. Pierwszą lekcję, którą należało wbić sobie do głowy, była kwestia bicia brawa zawsze wtedy, gdy wspominano przywódcę narodów Józefa Wisarionowicza Stalina. To była szczególna sztuka. Trzeba było nauczyć się, że nigdy nie wolno kończyć klaskania przed innymi. I faktycznie owacje naprawdę nigdy nie kończyły się, lecz raczej gasły, jak od podmuchu silnego wiatru. Drugą lekcję, którą należało sobie przyswoić, był nakaz bycia pierwszym, który napadnie na przeciwnika z wyzwiskami „kontrrewolucjonista”, „trockista”, „szpieg”, „wróg ludu” itd. Jeżeli twój przeciwnik ubiegł cię z takimi przezwiskami, to jesteś już przegrany, jesteś kandydatem do więzienia i na zesłanie. Na temat tych wypaczeń stworzono specjalny humor ze szczególnymi żartami, w czym Żydzi zawsze byli wielkimi ekspertami. Na przykład: W rosyjskim supermarkecie pracuje tylko dwóch pracowników, przy obsłudze tysiąca klientów. Jeden pyta: Czego potrzebujecie?, a drugi odpowiada: Nie ma. Gdy dwóch Żydów siedzi w Białymstoku  – rozmawiają. Gdy dwóch Żydów rozmawia w Moskwie  – to będą siedzieć. Ale im dalej, tym trudniejsza stawała się rzeczywistość, że nawet Żydzi stracili ochotę do żartów. Poza tym, coraz więcej wiedzieliśmy, czym pachnie dowcip w Związku Radzieckim. Spotkałem się później z wielkimi żartownisiami, który zapłacili za swój cięty język latami ciężkiej katorgi. 86


Po tamtej stronie Bugu

• Szumacher20 ze swoją rodziną dotarł do Białegostoku, rzecz jasna, tą samą drogą co ja i wspólnie zaczęliśmy planować powrót do teatralnego chleba. Nastały ostatnie dni jesieni  – złote i ciepłe. Niosły ze sobą ostatnią odrobinę nadziei, która nam pozostała. Nie może przecież być prawdą, że straciliśmy nasze domy, które zbudowaliśmy z takim wysiłkiem i trudem. Przecież nie może być tak, że nazistowskie hordy definitywnie zniszczyły naszą egzystencję. To na pewno sytuacja przejściowa. Te dzikie bestie zostaną unicestwione i świat znowu będzie normalny. Razem z Szumacherem chodziliśmy po białostockich ulicach, pocieszając jeden drugiego, dodając sobie otuchy. Również pieśni, które sowieckie radio nadawało przez duże głośniki przymocowane na każdym rogu ulicy, dodawały otuchy. Nie jestem pewny, czy jest jeszcze na świecie inny naród, który w tak złym czasie potrafi tworzyć tak piękne pieśni jak te, które tworzyli Sowieci. Później poznaliśmy muzyków i autorów tekstów. Byli to ludzie bardzo utalentowani, poważni kompozytorzy i poeci jak Blanter21, Simonow22 i inni. Gdyby można było wygrać wojnę piosenkami, wtedy sowieckie zwycięstwo byłoby pewne... W szczególności dzięki piosence, która zaczyna się od wersu „Jeśli jutro będzie wojna” („Jesli zawtra wojna”). Tak jak pobożny Żyd codziennie oddaje się modlitwie, tak sowieckie radio codziennie nadawało tę pieśń. Aby, broń Boże, nie zapomnieć, kto jest silniejszy (Ta piosenka opiewała sowiecką potęgę). Przy całej mojej niechęci do reżimu i stosunków panujących w tej szalonej rzeczywistości ani na moment nie zapomniałem, aby dziękować Bogu za to wszystko. Ponieważ na terenach zaanektowanych przez Armię Czerwoną nie czaiło się śmiertelne niebezpieczeństwo. Jak by nie było, przedstawiciele nowej władzy starali się unormować życie, nie jak Niemcy, którzy byli nastawieni tylko na rujnowanie. Oto ja i Szumacher poszliśmy do kierowniczki Sekcji Kultury, aby porozmawiać o przywróceniu naszych występów w Białymstoku. Powiedziano nam, że to inteligentna kobieta 20

21

22

Izrael Szumacher (1908–1961)  – żydowski komik, który wraz z Dżiganem stworzył niezapominany duet sceniczny. Zaczęli występować wspólnie w międzywojniu, zaś po wybuchu II wojny światowej obaj znaleźli się na Wschodzie, co pozwoliło im przeżyć. Po 1945 r. wznowili działalność estradową, odbywając tournée po Ameryce Południowej, Europie i Izraelu. W 1952 roku osiedlił się w Izraelu, gdzie mieszkał aż do śmierci. Matwiej Issakowicz Błanter (1903–1990)  – radziecki kompozytor żydowskiego pochodzenia. Za swoją twórczość otrzymał tytuł honorowy Bohatera Pracy Socjalistycznej oraz Ludowego Artysty ZSRR. Konstantin Simonow (1915–1979)  – rosyjskie pisarz, poeta i dramaturg. Uhonorowany tytułem Bohatera Pracy Socjalistycznej. 87


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

z ogromnym zrozumieniem dla spraw kulturalnych, w szczególności dla teatru. I faktycznie nie rozczarowaliśmy się. Bardzo miło nas przyjęła i ciepło zareagowała na naszą inicjatywę. Zauważyła tylko, że w Związku Radzieckim humor ma inny charakter i żebyśmy o tym nie zapomnieli. Nie zagłębiła się z nami w szczegóły na temat charakteru sowieckiego humoru, tylko zasugerowała podczas rozmowy, żebyśmy sami domyślili się, o co tu chodzi. Zanim weszliśmy do jej pokoju, zdążyliśmy się już domyślić. Rozumieliśmy już, że w Związku Radzieckim to góra decyduje, kogo obśmiewać i jaki humor sprzedawać. Przede wszystkim nie wolno śmiać się przywództwa partii. Tego dowiedzieliśmy się w przedpokoju biura Sekcji Kultury. Tam przy stole siedział dobrze nam znany człowiek. Zwykle dosiadał się do nas w restauracji, gdy jedliśmy obiad z przyjaciółmi z Warszawy. Nikt dobrze nie wiedział, kim jest. Niektórzy mówili, że ma pralnię w Białymstoku i jest miłośnikiem teatru. W Polsce byli tacy Żydzi, którzy mieli bzika na punkcie teatru. Jeżeli nie mogli grać, to chcieli chociaż poobracać się wśród aktorów. Ten oto właściciel pralni siedział przy stole w biurze Sekcji Kultury. Ja, jak to w mojej naturze, wykrzyknąłem na głos  – „No popatrz, to ty jesteś tutaj takim ważniakiem?” Tamten zmierzył mnie takim spojrzeniem, że aż zrobiło mi się zimno. Zrozumiałem od razu, że to był błąd. Od tamtego dnia unikałem dowcipkowania przy naczalstwie23. Właściciel pralni odezwał się bardzo poważnym głosem  – „Towarzyszu Dżigan, rozmawiacie z urzędnikiem sowieckiego rządu i proponuję wam zmienić ton waszych słów...”. Mimo to zdobyłem się jeszcze na odwagę, aby odpowiedzieć  – „Jakby nie było, na tyle chyba zasłużyliśmy się władzy sowieckiej, abyście mogli nam zaproponować miejsce do siedzenia”. Cisnęła mi się na usta uwaga  – bo nie raz zapłaciliśmy za wasz obiad. Ale zamiast tego przeszedłem na oficjalny ton i zapytałem, jakiej pomocy mogą oczekiwać artyści-uchodźcy, którzy chcą kontynuować swoją działalność. Zaproponował nam, abyśmy porozmawiali o tym z kierowniczką Sekcji Kultury  – Diomową. Wtedy faktycznie odbyliśmy z nią wyżej wspomnianą rozmowę. Zasugerowała nam przygotowanie przeglądu zaplanowanego programu dla dyrektorów Sekcji Kultury, aby mogli osądzić, czy może to pójść w Związku Radzieckim. Więc tak zrobiliśmy. Rzecz jasna, pierwsza rada, jaką otrzymaliśmy, brzmiała: kończyć przedstawienie spontanicznym „Niech żyje Stalin”, a na kurtynie umieścić hasło: „Niech żyje ZSRR”. Szumacher próbował dowcipkować  – możemy też zaśpiewać „Boże chroń cara”. Ale tym razem to ja zmierzyłem go spojrzeniem, że aż poczuł chłód w kościach. Lekcja z właścicielem pralni zapadła nam w pamięć na dobre. 23

88

Ros. kierownictwo.


Po tamtej stronie Bugu

Dyrektorzy przyszli na próbę, aby zobaczyć co robimy, i powiedzieli, że nie można tego pokazać ministrowi. Ja i Szumacher wyłaziliśmy ze skóry, aby ułożyć taki program, który nie podkopie reżimu i nie zniszczy Związku Radzieckiego. Zamówiliśmy patriotyczne pieśni, recytacje o tematyce społecznej. Satyrycy Nudelman24 i Goldstein25 napisali tylko kilka skeczy o uchodźcach z kapitalistycznej Polski. Z Niemców nie wolno było się śmiać, ponieważ byli oni sojusznikami. To kpiono z Anglików, Francuzów, nieudaczników bez broni. Kpiliśmy również z Ameryki. Tylko naród sowiecki traktowaliśmy bardzo poważnie, aż do znudzenia. Ale przy tym wszystkim teksty i pieśni były bardzo dobre i napisane profesjonalnym piórem. Przygotowaniami do naszych przedstawień bardzo zainteresował się aktor W., który mianował się dyrektorem naszej trupy. Został stałym bywalcem w Komitecie do Spraw Sztuki, a nawet zaczął mówić ich językiem:  – „Dżigan, należy trzymać się ustaleń...”, „Dżigan, linia partyjna wymaga...”, „Dżigan, należy zrealizować plan dowcipów...”. Wciąż taka drętwa gadka z urzędowego leksykonu. Od samego rana biegał z miną ciężko zapracowanego człowieka o plecach przygarbionych od dźwigania odpowiedzialności za sowiecką kulturę i pouczał:  – „Dżigan, »u nas« trzeba działać... Mniej mówić, a więcej działać... Trzeba organizować...”. Z resztą było to bardzo charakterystyczne dla sowieckiego reżimu w tamtych latach, że ludzie, którzy wcześniej nie potrafili zapanować nad własnym nędznym życiem, nie byli w stanie w normalnych warunkach dać sobie rady  – teraz stali się działaczami i organizatorami. Ten W. rozmawiał z nami jak dyrektor, sugerując, że instrukcje idą z góry... Tam w Moskwie wiedzą wszystko, a on też jest wtajemniczony. Starał się ze wszystkich sił upodobnić w sposobie chodzenia i mówienia do nowej elity w granatowych garniturach. W owym czasie zmienił się również sposób komunikacji między ludźmi. Ci, którzy uchwycili się nowej władzy jak ostatniej nadziei, aby wypłynąć na powierzchnię i stać się kimś mimo braku wykształcenia i talentu, mówili tylko aluzjami, półsłówkami. Wszystko stało się tajemnicze, ludzie 24

25

Mosze Nudelman (1905–1967) – żydowski humorysta, dziennikarz, autor wielu skeczy i humoresek. Po wrześniu 1939r., początkowo przebywał w Białymstoku; później towarzyszył teatrowi Dżigana i Szumachera w ich tournée po sowieckiej Rosji i jej republikach w Azji Centralnej. Po wojnie na krótko wrócił do Polski, aby w 1948r. osiedlić się w Nowym Jorku. Szmulik Goldstein (1908–1978)  – żydowski komik, związany z łódzkim teatrem Aratat. Znalazł się w grupie artystów i pisarzy pochodzenia żydowskiego, którzy po wybuchu II wojny światowej uciekli do Białegostoku. W kolejnych latach przebywał w Kazachstanie i Taszkiencie, kontynuując działalność teatralną. Do Polski wrócił w 1946 r. W 1952 r., dzięki pomocy Jointu, znalazł się w USA, gdzie pozostał do śmierci. 89


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

porozumiewali się mrugnięciem oka, jakby byli członkami zakonu związanymi przez sekrety i przysięgi, a nie obywatelami państwa. Aktor W. tak wczuł się w nową rolę, że trudno było go rozpoznać. Nie tylko jego. Jeszcze były setki takich, których nie warto wspominać. Z Mińska przybył kierownik Komitetu do Spraw Sztuki na Białorusi, Żyd. Wszystkie białostockie zespoły teatralne oczekiwały go na dworu kolejowym. Ja i Szumacher reprezentowaliśmy nasz teatr. Węgierko26, sławny polski aktor, reprezentował polski teatr. Z wagonu wyszedł typowy urzędnik sowiecki, z tą tylko różnicą, że tamci przeważnie nosili wysokie buty, a ten miał na stopach znoszone pantofle i skarpetki dziurawe na piętach. Wszyscy byliśmy przygotowani na twórczą naradę z mińskim delegatem na temat repertuaru i kierunku rozwoju teatru, ale on otworzył zebranie pytaniem:  – „Czy wszyscy tutaj są Żydami?” Usłyszawszy pozytywną odpowiedź, odetchnął z ulgą:  – „No, to można rozmawiać... „Jeśli tak, moi drodzy towarzysze artyści, uwolnieni od kapitalistycznego jarzma, musicie przygotować mi dziesięć kuponów materiału, najlepsze buty, skarpety, bieliznę. Wszystko, co zobaczycie, kupujcie i przynoście do mnie. Pieniądze nie stanowią problemu. Skóra, kobieca bielizna, nocne koszule. Wszystko, co zobaczycie, kupujcie”. Później dowiedzieliśmy się, że kierownik Komitetu do Spraw Sztuki powtórzył to samo pozostałym zespołom  – kupować i przynosić do niego. Pieniędzy jest więcej niż trzeba. Kiedy się to przyniesie, wszyscy będą zadowoleni, a sztuka będzie chodzić jak w zegarku. Pomimo tego graliśmy. Później ten sam człowiek rozmawiał z nami o tym inaczej. Powiedział nam:  – „Nie myślcie, że zajmuję się tylko handlem. Nasza rzeczywistość zmusza do wielu rzeczy. Pożyjecie z nami dłużej, to zrozumiecie. Widzę, że jesteście profesjonalistami, wiecie, czego chcecie. Już piszę zarządzenie, że jesteście kierownictwem teatru satyrycznego na Białorusi i organizuję dla was tournée na cały kraj”. Tania Fuks (12.03.1896–2.12.1950) była dziennikarką, pisarką i pedagożką. Urodziła się w Besarabii, jednak już w 1903 r. przeniosła się do Łodzi, gdzie pobierała zarówno wykształcenie w szkole żydowskiej, jak i powszechnej. Po studiach prawniczych w Warszawie, rozpoczęła działalność jako nauczycielka i włączyła się w prace partii syjonistyczno-socjalistycznej. Między 1919 a 1921 r. przebywała w Moskwie, po czym wróciła do Łodzi, gdzie mieszkała do września 1939 r. W tym okresie współpracowała z takimi gazetami jak „Lodzer folks blat” czy „Najer folks–blat”. Zajmowała się także 26

90

Aleksander Węgierko (1893–1941)  – polski aktor i reżyser teatralny pochodzenia żydowskiego. Założyciel Teatru Dramatycznego w Białymstoku.


Po tamtej stronie Bugu

tłumaczeniem dzieł literatury rosyjskiej. Po inwazji Niemiec na Polskę zbiegła do Lwowa i pracowała tam jako dyrektorka żydowskiej szkoły wieczorowej. W 1941 r. wyjechała do Czerniowic, skąd została deportowana do obozu w Transnistrii. Po wyzwoleniu w 1944 r. przebywała w obozach dla DP–sów w Niemczech. Następnie przez Francję i Urugwaj przedostała się do Argentyny. Tam pełniła funkcję dyrektorki do spraw kultury w jidyszowej sekcji rady gminy żydowskiej w Buenos Aires. Przez cały okres powojenny pisała do licznych periodyków w jidysz. W 1947 r. opublikowała wspomnienia A vanderung iber okupirte gebitn (Wędrówka przez okupowane ziemie), które zostały wydane w Buenos Aires. Zmarła w Buenos Aires27.

Tania Fuks, A wanderung iber okupirte gebitn28 [fragmenty] Lwów We Lwowie miałam starych i bliskich dobrych przyjaciół: małżeństwo Zajnfeldóws, Abrahama i Liubę oraz Szmuela-Jaakowa i Niusię Imberów29. Pojechałam do nich. W Krakowie mieszkała razem jedna rodzina, Szmuel‑ -Jankew Imber i Liuba Zajnfeld  – siostra i brat. Tam spotykaliśmy się częściej, razem wybieraliśmy się do Zakopanego, umawialiśmy się, gdzie pojechać latem, a od paru lat, kiedy przeprowadzili się do Lwowa, spotykaliśmy się nieumówieni na zebraniach JIWO30, ponieważ Zajnfeld był oddanym działaczem Instytutu. Gdy tuż przed wojną odbył się jubileusz 50. urodzin Imbera, obchodzony przez całą literacką żydowską rodzinę, miałam zaszczyt świętować go w jego rodzinnym mieście, Krakowie. 27

28

29

30

https://yleksikon.blogspot.com/2018/10/tanye-tania-fuks.html?m=1&fbclid=IwAR 2u9RFpSz0ULI3hsGgoJxcrl8UK47sbw9m5oaI7GZTrDqBR47xiabibnQw (dostęp: 05.05.2020). Tania Fuks, A vanderung iber okupirte gebitn, [Wędrówka przez tereny okupowane], Buenos Aires 1947. Fragment obejmuje strony 49–59. Szmuel Jaakow (Samuel Jakub) Imber (1889–1942)  – poeta, tworzący zarówno w języku jidysz, jak i hebrajskim. Autor licznych esejów o literaturze, które ukazywały się na łamach lwowskich dzienników żydowskich. Do jego najsłynniejszych dzieł zalicza się poemat „Esterke” z 1911 r. Przed I wojną odbył podróż do Palestyny, czego efektem był tomik poezji oraz do USA. Zamordowany przez ukraińskich nacjonalistów. Żydowski Instytut Naukowy  – instytucja założona w 1925 r. w Wilnie w celu zachowania kultury, historii Żydów wschodnioeuropejskich oraz języka jidysz. 91


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

O tym, że są teraz we Lwowie, powiedziała mi Rachela Korn. Wyobrażałam sobie, że są gdzieś za granicą. Ludzie, którzy tak często podróżowali, niekoniecznie musieli być właśnie teraz na miejscu, w domu. We Lwowie spotkałam tylko Zajnfeldów; Imberowie byli w Jeziernej (pod Tarnopolem), u rodziców Niusi. Jej rodzice mieli tam aptekę, którą upaństwowiono. Starzy ludzie nie mogli pogodzić się z myślą, że apteka, w której pracowali tyle lat, została im nagle całkowicie odebrana. Niusia była farmaceutką, więc rodzice chcieli, aby jako farmaceutka chociaż była sprzedawczynią w aptece. Więc małżeństwo osiedliło się w Jeziernej ze względu na rodziców. Ale Imber nie mógł wytrzymać na prowincji, więc często jeździł do Lwowa i, koniec końców, powrócił tam. Później wyciągnął z prowincji również swoją „Wiktorię”31 (pod tym imieniem opiewał w młodzieńczym poemacie swoją Niusię. To imię wziął od „Wiktorii” Knuta Hamsuna32). We Lwowie nie było mieszkań. Zajnfeldowie mieszkali teraz w jednym pokoju u znajomej rodziny, a gdy Imber przybył do miasta, również tam zamieszkał. Pierwszym zadaniem dla każdego nowoprzybyłego było  – znaleźć jakiś kąt do życia. Lwów był przeludniony, napływali tutaj uchodźcy z całej Polski. W mieście, które normalnie liczyło około 300 tys. mieszkańców, teraz zamieszkiwało ok. 700 tys., w tym ok. 200 tys. Żydów. Wiadomo, że mieszkań brakowało, a poza tym jeszcze jedna sprawa: akurat we Lwowie, bardziej niż w innych miastach, jak na przykład Łodzi czy Krakowie, były zauważalne destrukcyjne oznaki wojny, było więcej zawalonych i zdewastowanych domów, więcej dziur na ulicach między domami. W mieście, a zwłaszcza na przedmieściach, całe dzielnice były zrujnowane. Tak to wyjaśniano: Niemcy bombardowali Lwów z samolotów, tak jak wszystkie miasta w Polsce na początku wojny, ale to były normalne ataki. Miasto ucierpiało tak jak inne miasta. Jednak prawdziwe zniszczenie przyszło później i z innego powodu. Kiedy znane już były granice między niemiecką a rosyjską strefą okupacyjną w Polsce, Niemcy próbowali chociaż na krótki czas przejąć również te ziemie, które miały przejść w ręce Rosji (jak to było np. z Przemyślem), rabując miasta, zabierając wszystko co cenne, rachując się w tym samym czasie z garstką Żydów, a dopiero potem przekazać miasto Rosjanom. Rosyjskie dowództwo wydało rozkaz: obserwować niemieckie ruchy. Nie wpuszczać 31 32

92

Poemat Imbera, wydany w 1920 r. w Wiedniu. Właść. Kunt Pedersen (1859–1952)  – norweski pisarz. Psychologiczną opowieść o miłości Wiktoria napisał w 1898 r. (wyd. polskie 1911 r.).


Po tamtej stronie Bugu

do żadnego miasta, w którym nie powinno ich być. Niemcy dotarli już do Lwowa, byli już w Kleparowie (przedmieściach Lwowa), Rosjanie nadeszli już od strony Łyczakowa i między dwoma rzekomymi sojusznikami doszło do formalnej bitwy, z artylerią i piechotą w całej okazałości... Niemców odepchnięto, przegnano, nie wpuszczono do miasta, ale odczuwalne ślady konfrontacji pozostały. Łatwo jest sobie wyobrazić, z jaką radością lwowscy Żydzi witali Armię Czerwoną, która ich niemal w ostatnim momencie uratowała ich od czarnej plagi, od Niemców. Ale Polacy nie mogli tego zrozumieć i patrzyli na to krzywo. Dla nich wraz z przybyciem Armii Czerwonej przybył obcy, okupant  – a Żydzi się z tego cieszą! Tak więc najważniejszą kwestią dla każdego uchodźcy była kwatera. Miejscem spotkań była pewna kawiarnia. Taka miejscowa „Astoria”. Kiedy przyjechałam, spotkałam tam już całą grupę pisarzy i dziennikarzy. Był tam Joszua Perle, Ch. L. Żytnicki, Mojsze Szymel, Ber Sznaper, małżeństwo Grinów, Bomze, Aszendorf, Berliński, Rubinsztejn. Wokół nich kręciła się lokalna mieszkanka Dwora Fogel33 troszcząca się o miejsce do spania, o posiłek, o przybywających troszczyli się również mieszkający we Lwowie Jankiel Szudrich, Dowid Kengisberg, Hamera, Sonia Fridman. Oni  – lewicowcy  – byli teraz, jak to się mówi „na topie”, teraz nadszedł ich czas. Parę dni później przybył Alter Kacyzne34. Wyczekiwano go, wiedziano, że jest już w drodze. Miał być ukoronowaniem grupy młodych pisarzy we Lwowie. Do tej pory jej reprezentantem był Dowid Kengisberg. Kacyzne był odpowiedniejszy, bardziej reprezentatywny, sławniejszy. • Z ogromnym trudem i dzięki protekcji znalazłam pokój u pewnej inteligentnej kobiety, doktorowej, która jednakże utrzymywała nasze relacje na chłodnej stopie  – bała się, żebym nie zagrzała za długo u niej miejsca. Wciąż nie wyobrażała sobie, że przyzwoity człowiek może stać się uchodźcą... Było mi bardzo zimno w jej mieszkaniu. Nie zabrałam z domu ani poduszki pod głowę ani kołdry do okrycia się.

33

34

Dwora Fogel (Debora Vogel) (1902–1942)  – poetka i pisarka, tworzącą w języku jidysz. Okupację spędzała w swoim rodzinnym Lwowie; została zamordowana w 1942 r., z mężem, synem i matką po tym, jak Niemcy odkryli ich kryjówkę w bunkrze. Alter Kacyzne (1885–1941)  – żydowski fotograf, pisarz, poeta, publicysta, tworzący w języku jidysz. Po wybuchu II wojny światowej zbiegł z rodziną do Lwowa, gdzie pracował w lokalnym teatrze. Następnie przeniósł się do Tarnopola, gdzie został zamordowany w czasie pogromu 7 lipca 1941 r. 93


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

Ale miałam dach nad głową, a to już było dużo. Teraz należało myśleć o pracy. „Kto nie pracuje, ten nie je”  – to jest hasło tego kraju. Nie było żadnej gazety, z którą mogłabym współpracować. Nie spieszyło mi się do pracy w szkole. Mam słaby głos. Już parę lat temu mówiono mi, że muszę dać sobie spokój z moją pedagogiczną działalnością, ponieważ moje gardło tego nie zniesie. Pozostaje mój trzeci fach  – prawniczy. Znam rosyjski, mam rosyjskie wykształcenie. Zrozumiałam, że nie mogę liczyć na adwokaturę lub coś podobnego. Sowiecki system prawny jest daleki od tego, czego uczyłam się w dawnej Rosji. Szukałam raczej technicznej pracy w sądzie jako sekretarka, albo jak Sonia Fridman, która już teraz pracowała w sądzie jako tłumaczka. I naprawdę poszłam z Sonią do jej naczelnika, prezesa sądu, by się przedstawić: „Nazywam się tak a tak, mam prawnicze kwalifikacje i szukam pracy”.  – „Bardzo dobrze, potrzebujemy ludzi. Napiszcie życiorys”. [...] • Tak prędko nie dostałam pracy. W międzyczasie wybrałam się do grupy pisarzy, którzy również nie mieli jeszcze pracy, w sensie zarobku i trochę głodowali. Ale grupa tworzyła i to ze smakiem. Pisano wiersze i nie-wiersze  – na nową modłę. I spoglądano jeden na drugiego podejrzliwie: jakoś wciąż jeszcze obco brzmiały te nowe tony pod piórem starych mistrzów. Pamiętam pretensje, jakie miano do Maurycego-Mojsze Szymla35, który w normalnych czasach współpracował z burżuazyjnymi wydawnictwami „Naszym Przeglądem”36 i „Hajntem”37. Wysoce utalentowany poeta, teraz również pisał doskonałe wiersze i poematy, ale na nowy sposób, na nową pochwalną nutę. Ludzie mieli do niego pretensje, że tak szybko „się przestawił”. Nie wierzono mu, po prostu nie wierzono w jego szczerość.

35

36

37

94

Mauryc-Mojsze Szymel (1903–1942; pseud. Jerzy Sorkin)  – poeta, prozaik, krytyk, publicysta, piszący w językach polskim i jidysz, tłumacz. Dziennik wydawany w języku polskim w Warszawie w latach 1923–1939. Formalnie Nasz Przegląd nie był związany z żadną partią, w praktyce jednak sympatyzował z ruchem syjonistycznym. Redaktorem odpowiedzialnym gazety był Daniel Rozencwajg. Dziennik wydawany w języku jidysz w Warszawie w latach 1908–1939 określający się jako „narodowy, niezależny” o zabarwieniu syjonistycznym. „Hajnt” reprezentował interesy żydowskiej warstwy średniej i „zajmował liberalne, progresywne i demokratyczne stanowisko.


Po tamtej stronie Bugu

A on, biedaczysko, wciąż powtarzał, przekonywał, że minione wydarzenia i wojna dały mu nauczkę. Pisze z przekonania, szczerze. Zupełnie nic mu to nie pomogło. Nie wierzono mu. Cały czas miał kłopoty, później pracował gdzieś w odległym kinie jako kasjer i bileter, biedując i głodując. Mosze-Maurycy Szymel, dziecko proletariatu, pięknoduch poezji jidyszowej, został zabity gdzieś przesz Niemców. • Pamiętam pierwsze chwile mojego pobytu we Lwowie. Pierwszą dużą demonstracje w rocznicę rewolucji październikowej, 7 listopada. Szli pracownicy fabryk, organizacje, pracownicy sowieckich instytucji. Było mokro i zimno i ludzie szli mokrzy i pochmurni. We Lwowie wciąż było wówczas niewielu ludzi, którzy zdawali sobie sprawę z wagi rewolucji proletariackiej, którzy wiedzieliby o znaczeniu 7 listopada. Niesiono transparenty i flagi i pamiętam dobrze moje zdenerwowanie: w grupie robotnic fabrycznych, do której przypadkowo przyłączyłam się, żadna z dziewczyn nie chciała wziąć i nieść z przodu czerwonej flagi. Odetchnęły swobodniej, kiedy to ja wzięłam flagę i ją niosłam. I przez całą drogę nie znalazłam ani jednej, która chciałaby zastąpić mnie na chwilę. Następnego roku demonstracja majowa, jak i późniejsze, również ta 7 listopada, wyglądały już inaczej. Flagę nieśli wybrane „otlicznice”38 i „kobiety-stachanowcy”39 itp. • Cesia Hirszfeld znudziła się siedzeniem w Przemyślu i pewnego poranka przyjechała do mnie do Lwowa. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Poza tym przywiozła ze sobą z Przemyśla chleb tak duży i okrągły jak koło samochodowe, puszkę masła, ser i cukier  – niemały skarb w tamtych czasach. Było już ciężko z jedzeniem we Lwowie. Po chleb musiano stać w kolejce od czwartej rano. Skąd wziął się niedobór produktów w mieście? Nie było jeszcze wtedy głodu. To była konsekwencja przejścia z jednego systemu na drugi. Wolny handel został nagle zlikwidowany, nagle zaczęto koncentrować to wszystko w określonych miejscach, żeby sprawiedliwie rozdzielić to między ludzi, ale jeszcze nie funkcjonuje aparat rozdzielający, nie jest prawidłowo 38 39

Ros.  prymus, piątkowy uczeń. Przodownik pracy w Związku Radzieckim. Nazwa utworzona od nazwiska inicjatora ruchu przodownictwa pracy Aleksjeja Stachanowa. 95


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

ustanowiony, niczego nie można dostać. Produkty pierwszej potrzeby, towary itd., zniknęły z miejsc, gdzie można było wcześniej zdobyć swobodnie, ale pojawiły się w innych miejscach, gdzie można było zdobyć je w sekrecie, ale za słoną cenę. Mieszkańcy miasta potrafili jeszcze sobie poradzić, wiedzieli gdzie można coś dostać, i mieli jeszcze za co kupować. Ale my, uchodźcy, nie wiedzieliśmy, w które drzwi zapukać, i również nie mieliśmy za co kupować. Głodowaliśmy. Pamiętam, jak pewnego razu wyszliśmy z naszej nowej „Astorii”, gdzie dostawaliśmy tylko czarną kawę bez cukru: Berliński40, Lewensztejn41 i ja, i w drodze do domu zaglądaliśmy w każde drzwi otwartego sklepu, i nagle spotkało nas szczęście  – w najdalszym kącie przypadkowego sklepiku znaleźliśmy kilka czerstwych „otwartych” ciastek. Kupiliśmy ten cały „magazyn” i zaczęliśmy zastanawiać się, czy zjeść wszystko naraz, czy zostawić część na później. Berliński przemówił: „Pozwólcie mi, weteranowi głodowania powiedzieć słowo: powinniśmy zjeść od razu. Kiedy ludzie się najedzą, mają więcej siły, aby pościć”... Posłuchaliśmy go i zjedliśmy wszystko naraz... Nie najedliśmy się. • A teraz Cesia przywiozła coś do jedzenia. Tymczasem siedziałyśmy i jadłyśmy, nie pracując, wbrew panującemu haśle, że kto nie pracuje, ten nie je. Kiedy skończył się pierwszy zapas, rodzice dosłali z Przemyśla drugi. To trwało tak długo, aż rodzice w Przemyślu również zostali bez utrzymania, zabrano im koncesję, którą mieli z wcześniejszych czasów na sprzedaż benzyny i nafty. Znowu było krucho i znowu aktualne było pytanie o pracę. Więc szukamy pracy. Mamy jeszcze zadanie: moja właścicielka bardzo narzeka, że w pokoju, który wynajęła tylko mi, mieszkamy we dwie. Więc szukamy pokoju dla Cesi. I dostałyśmy go szybciej, niż to sobie wyobrażałyśmy. Mieszkania stały się teraz puste: wielu Polaków czuło się tu niekomfortowo i przechodzili tam, na drugą stronę, do Niemców. A poza tym zaczęto, zgodnie z umową z Niemcami o wymianie, wysyłać miejscowych lwowskich Niemców do ich dawnej „ojczyzny”, więc teraz łatwiej było 40

41

96

Szlomo Berliński (1900–1959)  – nowelista, publikował również na łamach prasy jidyszowej. W 1941 r. przedostał się do Rosji; po wojnie, od 1946 r. przebywał w obozie dla DPsów na terenie Niemiec. Wyjechał do Izraela w 1948 r., gdzie kontynuował działalność literacką. Henryk Lewensztejn  – aktor, po wojnie związany z Państwowym Teatrem Żydowskim im. Ester Rachel Kamińskiej


Po tamtej stronie Bugu

dostać mieszkanie. Ale zaczyna się następna historia: „żil-otdiel”42  – urząd mieszkaniowy; jeżeli ma się mieszkanie, trzeba to jeszcze formalnie, oficjalnie potwierdzić w „żil-otdiele”. Należy otrzymać przydział na określoną „żil-ploszczad”43, tzn. przestrzeń mieszkaniową, a w „żil-otdiele” nie można tak po prostu wejść do pokoju, gdzie przyjmują urzędnicy przydzielający „żil-ploszczad”, a poza tym  – do „żil-ploszczadi” mają prawo tylko ci, którzy pracują, a my w tym czasie jemy przemyskie produkty i nie pracujemy... Ale wszystko ma swój koniec. Nadszedł koniec również naszej bezczynności. To znaczy, tak całkiem bezczynne nie byłyśmy. Przez cały dzień szukałyśmy pracy, szukałyśmy pokoju, stałyśmy w kolejkach po odbiór „przydziału na znaleziony pokój” i stałyśmy w urzędach, by otrzymać odpowiednią pracę  – i to również zajmowało pół dnia; aż w końcu otrzymałyśmy jedno i drugie. Dostałyśmy pracę w „narabrazie”44, w wydziale szkolnictwa, w dziale kształcenia dorosłych, mojej specjalizacji. Ja  – jako dyrektorka działu kształcenia dorosłych w okręgu szewczenkowskim, Cesia na tej samej pozycji w okręgu leninowski. Miasto administracyjnie było podzielone na trzy okręgi: stalinowski, szewczenkowski i leninowski. Naszym zadaniem było stworzenie sieci szkół wieczorowych w dwóch-trzecich miasta. Wkrótce miałyśmy już pewny grunt pod nogami i ochoczo rzuciłyśmy się w wir pracy. A w tym czasie wydarzyło się jeszcze coś ważniejszego. Z Równego przybyli nasi dwaj dobrzy znajomi, Melech Biter i Bob-Berele Mitlberg. Znałyśmy ich z Warszawy, ale w szczególności zaprzyjaźniłyśmy się z nimi podczas zeszłej zimy, w Zakopanem, gdzie Bob był kierownikiem kolonii, którą w sezonie zimowym organizowało Poalej-Syjon Lewica, a w której i my wzięłyśmy udział. Rodzina Biter-Mitleberg, Miedziński-Lent, jedna rodzina, która teraz znajdowała się w Równem, uciekła z Warszawy, a młodzi przyjechali, aby zobaczyć, czy tu nie znajdzie się lepsze miejsce dla nich niż w Równem. Bardzo ucieszyłyśmy się z wizyty gości, a szczególnie cieszyła się Cesia. Nie była obojętna Melechowi-Markowi Biterowi... I już po paru dniach oboje mnie poinformowali, że postanowili wziąć ślub. Ciężar z głowy. Marek pozostał tu, Cesia nazywała się już Biter, a Bob powrócił do Równego, aby zdać dokładny raport o możliwościach życia we Lwowie.

42 43 44

Ros. urząd mieszkaniowy. Ros. przestrzeń mieszkaniowa. Ros. edukacja publiczna. 97


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

Awrom Zak (15.12.1891–22.05.1980) był poetą tworzącym głównie w języku jidysz. Pochodził z rejonu grodzieńskiego, odebrał wykształcenie w szkole religijnej. W 1909 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie związał się ze środowiskiem syjonistów socjalistycznych. Publikował wówczas między innymi w „Unzer Lebn” i „Der Moment”. W latach 1913–1914 służył w armii rosyjskiej, z której został zwolniony po odniesieniu obrażeń. Osiedlił się wówczas w Grodnie, gdzie zaprzyjaźnił się z poetą Lejbem Nejdusem. W 1919 r. powrócił do Warszawy, aby pełnić funkcje w Stowarzyszeniu Pisarzy Żydowskich i Sekcji Żydowskiej Zrzeszenia Dziennikarzy Polski. Od momentu wybuchu II wojny światowej do grudnia 1939 r. pozostał w Warszawie, następnie uciekł na Wschód  – początkowo do Białegostoku, później do Grodna, gdzie związał się z jidyszową grupą teatralną, której został kierownikiem literackim. W lipcu 1940 r. został aresztowany przez NWKD. Przez rok przebywał w więzieniu w Grodnie, po czym został zesłany na Syberię. Kiedy został zwolniony w sierpniu 1941 r., zbiegł do Azji Środkowej (Kazachstan, Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan), gdzie imał się różnych zajęć jako stróż nocny, nosiwoda, czy pasterz. Do Polski wrócił wraz z falą imigracyjną w kwietniu 1946 r. i osiedlił się w Łodzi, gdzie pracował jako sekretarz Stowarzyszenia Pisarzy Jidyszowych i jidyszowej sekcji Pen Clubu. W 1948 r. wyjechał do Paryża. Tam został m.in. przewodniczącym Związku Pisarzy-Ocalałych. W kolejnych latach dawał wykłady m.in. w Londynie, Brukseli i Izraelu. W 1952 r. wyjechał do Argentyny, gdzie działał w Związku Pisarzy Jidyszowych oraz w argentyńskim oddziale Światowego Kongresu Kultury Żydowskiej. Zmarł w 1980 r. w Buenos Aires. Jego poezja była publikowana na łamach licznych periodyków takich jak: „Warszawer Almanach”, „Literarisze Bleter”, „Der Weg”, „Unzer Weg”, „Najer Folksblat”, „Lodzer Tageblat”. Zajmował się również tłumaczeniem na jidysz z rosyjskiego, niemieckiego i polskiego. Tworzył praktycznie przez całe życie. W 1956 r. w Buenos Aires wydał swoje wspomnienia z okresu II wojny światowej pod tytułem Knecht zenen mir gewen (Byliśmy niewolnikami)45.

Awrom Zak, Knecht zenem mir gewen46 [Fragmenty] 13. O czym mówi się w mieście?47 Spotykam się z uchodźcami z Warszawy. Widuję się ze znajomymi. Jest tu grupa lekarzy z Warszawy. Niektórzy z nich pracują w przychodniach. 45

46 47

98

https://yleksikon.blogspot.com/2016/08/avrom-avraham-zak.html?m=1&fbclid= IwAR2etc3zogiaisuPbYm_Mg_DRvCtXeiWGi6Uu0KmIJs7cNs2wtJTIQNY9b0 (dostęp: 05.05.2020). Awrom Zak, Knechet mir gewen [Byliśmy niewolnikami], Buenos Aires 1956. „Knecht zenem mir gewen”, Awrom Zak, rozdział 13, str. 56–59; opisywane w tym rozdziale wydarzenia dotyczą doświadczeń pisarza z okresu, kiedy przebywał on w Grodnie.


Po tamtej stronie Bugu

Część jest bezrobotna. Tu, w Grodnie, znalazł się również krytyk muzyczny warszawskiego „Undzer Ekspres”, Kipnis-Uszycki, kuzyn Menachema Kipnisa48, pieśniarza i felietonisty „Hajntu”. Warszawscy uchodźcy-inteligenci trzymają się razem. Spotykają się w kawiarniach, restauracjach. Wieczorem zbierają się w mieszkaniu byłego warszawiaka, dr. Brizmana. Słucha się radia, „łapie się” zagranicę, polskie audycje z Paryża i Londynu. Rozmawia się, politykuje. Atmosfera nie jest radosna. To takie tymczasowe życie. Ale to „tymczasem” trwa, ciągnie się jak wieczność. Żyje się w ciężkich warunkach. Nie ma za co żyć, nie ma mieszkań. Część już straciła cierpliwość, stała się nerwowa. Ludzie wyrażają na głos niezadowolenie, krytykują nowy porządek, opowiadają cięte dowcipy o nowych władzach. Ktoś opowiada anegdotkę, że jakaś żona sowieckiego oficera zjawiła się na kolacji w jedwabnej koszuli nocnej, myśląc, że to suknia balowa... Inny zadaje pytanie i tak na nie odpowiada:  – Co oznaczają inicjały SSSR49? Sachar stoit sto rublej...(Cukier kosztuje sto rubli za kilogram). To aluzja, że tam, gdzie są bolszewicy, robi się drożyzna... A trzeci wpada z innym żartem:  – Co oznaczają inicjały „N.K.W.D.”50? Nie izwiestno kagda wiernioszsia doma”...(Nie wiesz, kiedy wrócisz do domu). To sugestia, że kiedy wpadnie się w ręce NKWD, to nie wie się, kiedy znowu ujrzy się światło dnia... Tak kilka dowcipów okrąża stół i z powrotem nastaje smutna cisza.  – Jak długo może trwać nasze wygnanie?  – pada pytanie.  – Od roku do dziesięciu lat...  – odpowiada ktoś zrezygnowany.  – Kto wytrzyma tak długo?  – Kto nie będzie mógł, nie wytrzyma... Wszyscy tutaj bez wyjątku są rozczarowani. Już w pierwszych dniach ludzie połapali się, że „to do niczego”..., że „coś nie gra”... „Bałagan”  – wszędzie słychać to słowo, które stało się szczególnie popularne między uchodźcami. Inni otwarcie mówią o powrocie do Warszawy... Ludzie kalkulują:  – Mieszkań  – nie ma, zarobku  – nie ma, dobytku  – nie ma, dlaczego więc nie pomyśleć o sobie?... Czyż nie lepiej siedzieć w Warszawie, choćby

48

49

50

Menachem Kipnis (1878–1942)  – śpiewak, pisarz folklorysta, krytyk muzyczny, fotografik, związany z Warszawą; zmarł w getcie warszawskim wskutek wylewu. SSSR  – Sojuz Sowieckich Socjalisticzeskich Respublik, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. NKWD (SSSR)  – Narodnyj Komissariat Wnutriennich Dieł, Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (ZSRR). 99


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

w największej biedzie, i przetrwać razem ze wszystkimi Żydami ten gorzki czas... Po co się trudzić i męczyć? To przecież może potrwać wiele lat! I każdy jeden zaczyna wyliczać nazwiska znajomych, którzy już przeszli z powrotem przez granicę, do Warszawy.  – Ja im zazdroszczę  – mówi żona Kipnisa-Uszyckiego, która od pierwszego dnia, kiedy tu przybyli, męczyła męża, żeby wracać.  – Czy nie za szybko zazdrościsz?  – odpowiada jej mąż.  – Czy zapomniałaś, kim jest Niemiec? Czy zapomniałaś o tych bezsennych nocach w Warszawie, kiedy drżało się na każdy szelest na schodach?... Pamiętasz? Wtedy nie dawałaś mi spokoju i chciałaś uciec za granicę nawet w środku nocy...  – Nie mam już więcej sił, żeby tułać się tutaj...  – Czy tam miałaś siłę?... Tutejsze warunki nijak się mają do warszawskiego komfortu. Dla żadnego uchodźcy nie ma „trzech pokoi z kuchnią”.  – Nie, nie. Trzeba wytrwać, trzeba mieć cierpliwość!  – wtrąca się inny uchodźca, stary warszawski lekarz.  – Uciekać od Niemców trzeba było za każdą cenę. W ten sposób dzień w dzień toczyła się rozmowa między mężem a żoną, kiedy tylko zbierano się i oddawano pogaduszkom. Jednego wieczoru na takiej imprezie był także Dawid Berezowski51.  – No, panie redaktorze, pan powinien to wiedzieć. Kiedy już będzie można wrócić do Warszawy?  – zapytała go Kipnisowa. – Proszę nie tytułować mnie redaktorem. Przez nich jestem już eks-redaktorem.  – Dla nas dalej jest pan redaktorem... Poza tym pracuje pan wciąż w lokalnej białoruskiej gazecie.  – I to już nie...Skończone!...  – Co to znaczy?  – Tak to już jest. Okazało się, że parę dni temu w białoruskiej gazecie został wydrukowany list do redakcji, w którym „czytelnik” wyraża taką pretensję: „W Grodnie  – pisze ów „czytelnik”  – aż do wyzwolenia od tych wielkopańskich «białych Polaków»52 była wydawana faszystowska gazeta «Grodner Moment». Ta gazeta wiernie służyła reżimowi Piłsudskiego. Rodzi się pytanie: jak więc wciąż może swobodnie spacerować po grodzieńskich ulicach redaktor tamtej faszystowskiej gazety, Dawid Berezowski?”...

51

52

100

Dawid Berezowski (1896–1943)  – pisarz, dziennikarz, krytyk teatralny; wywieziony z żoną i córką do Treblinki. Aluzja do białych i czerwonych w rewolucyjnej Rosji.


Po tamtej stronie Bugu

I faktycznie już następnego dnia Berezowski otrzymuje notatkę z redakcji „Swobodnaja Bielorusia”, że jest zwolniony z pracy... Berezowski jest z tego powodu bardzo zaniepokojony. Poza tym, że stracił swoją „posadę”, czeka tylko na coś jeszcze gorszego... Kto wie?... Już były takie przypadki w Grodnie... Mogą przyjść do niego w środku nocy z „wizytą”... Zabiorą gdzieś, skąd już się nie wraca... Dlatego już nie nocuje w domu... W ten sposób, opowiada Berezowski, wyrwano już z łóżek szereg partyjnych działaczy: bundystę Abramowicza (dyrektora żydowskiego domu dziecka), Kobryńskiego i innych. Tymczasem nieźle oberwał Nojech Bas53 działacz syjonistyczny, przedstawiciel warszawskiej prasy syjonistycznej. Przetrzymywano go na NKWD przez kilka dni i po szeregu „doprosach” (przesłuchaniach) został wypuszczony. Nojech Bas sam mi opowiadał, że na NKWD stwierdził:  – Prawda, całe swoje życie byłem syjonistą, aktywnym syjonistą, ale teraz, pod sowiecką władzą, obiecuję, że będę lojalny i nie będę prowadził już żadnej syjonistycznej działalności. Pozostanę syjonistą tylko w moim przekonaniu. Ale czy istnieje takie sowieckie prawo, które zakazuje nawet wierzyć?... I w ten sposób Nojechowi Basowi udało się: wypuszczono go na wolność.  N a r a z i e wypuszczono54. 35. Uchodźcy lamentują...55 W przelocie zaglądam do kilku besmedreszy56  – do uchodźców. Wszędzie pełno. Duszą się, tułają po brudnych podłogach. Ponure oblicza...W szmatach, w łachach... Chorzy leżą w gorączce... Mężczyźni i kobiety, starcy i dzieci... Prawdziwa dolina łez!... Spotykam na ulicy wielu znajomych z Warszawy. Wszyscy skarżą się. Wszyscy są w desperacji: ani pieniędzy na życie, ani poczucia sensu. Żyje się w ciasnocie, po „kątach”, na korytarzach. Na ten rodzaj uchodźców patrzy się w Białymstoku z niechęcią. Nawet, kiedy uchodźca mieszkał 53

54

55 56

Nojech Bas (1847–1941)  – związany z Grodnem oraz ruchem syjonistycznym; publikował pamflety w jidysz i po hebrajsku. W czerwcu 1941 r. Nojech Bas razem ze swoją żoną  – bundowską działaczką  – został wydalony pociągiem z aresztowanymi z Grodna. W tych dniach wybuchła wojna niemiecko‑sowiecka, a pociągi z aresztowanymi były po drodze bombardowane przez niemieckie samoloty. Oboje, Nojech Bas i jego żona, zostali potem zamordowani. [przyp. autora] „Knecht zenem mir gewen”, Awrom Zak, rozdział 35, s. 131–134. Bes medresz (hebr. bejt midrasz, ‫ )בית מדרש‬dom modlitwy; miejsce przeznaczone do studiowania Talmudu. 101


PIOTR HYŁA, MAGDALENA RDEST, KAROLINA M. SIERZPUTOWSKA

u krewnego, z czasem również czuł się zbyteczny... Już zbyt długo zajmuje miejsce w mieszkaniu... No, bo ile można?... Jak długo można być „gościem”?... Na wszelkie sposoby, delikatnie, a często bezceremonialnie dawano uchodźcy odczuć, że koniec końców musi się „usamodzielnić”... Ten stosunek ziomków, krewnych doprowadził uchodźców do wielkiej rozpaczy: w Warszawie pokładali w bliskich całą nadzieję... Jakby co, to ma się adres, jest dokąd uciec, ratować się... Znajome miejsce, znajomi ludzie... A tu... Białostoccy Żydzi znowu twierdzili swoje: jak długo można się męczyć, żyć w ciasnocie? Jak długo można tolerować obcych, przybyszów, którzy spowodowali taki ścisk w życiu skromnych domów?... Chociaż uchodźcy nie siedzieli u nikogo za darmo, słono płacono za kąt, za łóżko w kuchni  – to jednak chciano ich już widzieć po drugiej stronie drzwi... Część Żydów wylewała całą swoją gorycz na uchodźców, jak gdyby to oni byli winni wszystkich nieszczęść i trudności, wszystkich kłopotów, które spadły na miasto... Gdy zabrakło cukru w mieście, twierdzono, że to uchodźcy wykupują cukier... Gdy trzeba było stać w „oczeredi”57 po chleb  – też uchodźcy winni... Drobiazg, tak wielu ludzi przybywa do miasta, więc brakuje chleba... To rozgoryczenie dotknęło wszystkich: każdy był pełen pretensji i krytyki, i szukał ofiary, aby się wyładować...Słusznie-niesłusznie  – aby się wyżyć, wygadać. I tak oto przerzucano się przykrymi słowami w białostockich domach... I tak wszędzie rodziło się lekceważenie uchodźców, a uchodźcy czuli się jak obcy ludzie w społeczeństwie... Jak ludzie, którzy są dla wszystkich odwieczną drzazgą w oku, której każdy chce się pozbyć... Czy to więc dziwne, że w takiej sytuacji uchodźcy chcą uciekać z powrotem do Warszawy? Uciekać z powrotem  – za każdą cenę, mimo największych niebezpieczeństw! Uciekać nocą przez śnieg, w zimnie i mrozie. Nieważne, że mogą odmrozić ręce i nogi, i że mogą się dostać do więzienia, że mogą za to zapłacić życiem... Kręcę się więc długie godziny po białostockich ulicach i placach. Już dziś widziałem znany świat. Wielu rzeczywiście czeka na „okazję”, aby przekroczyć granicę. Część czeka tylko aż mróz zelżeje; inni czekają na dobrego przewodnika; niektórzy tylko zlikwidują pewne interesy i – hajda w drogę... Nie poznaję ulic. Prawie wszystkie sklepy są już zamknięte. Puste, zaryglowane, jak po zlicytowaniu.

57

102

Ros.  kolejka.


Po tamtej stronie Bugu

Cisza, oto dobry sklep z wędliną. W gablocie nęci mój wzrok świeża, tłusta kiełbasa. Zaglądam do środka i proszę o pół kiełbasy.  – Nie ma  – odpowiadają mi.  – Jak to?!  – wytrzeszczam oczy na sprzedawczynię  – w gablocie przecież jest. Trzyma ją pani dla spekulantów?...  – Myli się pan  – uśmiecha się.  – Proszę się dobrze przyjrzeć.  – Nie rozumiem.  – Proszę popatrzeć, to pan zrozumie... Rozglądam się po sklepie  – puste stoły. Blachy lśniące czystością jak „w czasie dziewięciodniowego postu”58 w jatce w starym, pobożnym, żydowskim sztetlu... Sprzedawczyni podchodzi i otwiera mi wnętrze gablotki.  – Proszę  – mówi mi  – może pan dotknąć kiełbasy... Posłuchałem jej. Dotykam tłustej, lśniącej kiełbasy  – i wybucham śmiechem. Dopiero teraz widzę mój błąd: to nie były prawdziwe kiełbasy, tylko imitacje... Drewniane kiełbasy! A do diabła!... Zawstydzony wychodzę ze sklepu. Spoglądam teraz z zewnątrz na sztuczne kiełbasy. Jakże są doskonałe. Wydają się świeże. Dzięki odpowiedniej ciemnobrązowej barwie człowiek ma wrażenie, że wycieka z nich tłuszcz... Dowcipnisie...A niech to, piękny żart z wygłodniałych ludzi! Czy to nie jest kpina z nieszczęśników?... Z jidysz przełożyli Piotr Hyła, Magdalena Rdest, Karolina M. Sierzputowska

BIBLIOGRAFIA I. Źródła wydane Dżigan Szimen, Der Kojech fun jidiszn humor, Tel Aviv 1997. Fuks Tania, A vanderung iber okupirte gebitn, Buenos Aires 1947. Zak Awrom, Knecht mir gewen, Buenos Aires 1956.

58

Chodzi o ostatnie dziewięć dni trzy tygodniowego okresu po 9 dniu miesiąca Aw (data zburzenia Świątyni Jerozolimskiej), kiedy to ortodoksyjni Żydzi powstrzymują się od spożywania mięsa. 103


Karolina M. Sierzputowska

II. Opracowania Estraikh Gennady, The missing years: Yiddish writers in Soviet Bialistok, 1939–1941, „East European Affairs”, Vol. 46, Issue 2 (2016), s. 176–191. Goldlust John, A Different Silence. The Survival of More than 200,000 Polish Jews in the Soviet Union during World War II as a Case Study in Cultural Amnesia, [w:] Edele Mark, Fitzpatrick Sheila, Grosmann Atina (red.), Shelter from the Holocaust. Rethinking Jewish Survival in the Soviet Union, Detroit 2017, s. 29–94. Prekerowa Teresa, Część III. Wojna i okupacja, [w:] Tomaszewski Jerzy (red.), Najnowsze dzieje Żydów w Polsce: w zarysie (do 1950 roku), Warszawa 1993, s. 271–384. Skibińska Alina, Żydzi polscy ocaleni na wschodzie (1939–1946), [w:] Grabski August, Markowski Artur (red.), Nagrody i polityka. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Tomaszewskiemu, Warszawa 2010, s. 253–274.

III. Strony internetowe https://sztetl.org.pl/pl/biogramy/5110-dzigan-szymon?fbclid=IwAR0Jz_z4U6O9Yf0s_ ICRdKF6Vb6ltcqY5fTzSPGRi_rwgaF-fq-Xi98q4NA; https://www.jhi.pl/psj/Dzigan Szumacher?fbclid=IwAR3jtBRHG1xkQ_Mo22QwuOwNQXanexproPpygEVscWjSbHto97LjHkRZMHA (dostęp: 05.05.2020). https://yleksikon.blogspot.com/2016/08/avrom-avraham-zak.html?m=1&fbclid=IwAR2etc3zogiaisuPbYm_Mg_DRvCtXeiWGi6Uu0KmIJs7cNs2wtJTIQNY9b0 (dostęp: 05.05.2020). https://yleksikon.blogspot.com/2018/10/tanye-tania-fuks.html?m=1&fbclid=IwAR2u9RFpS z0ULI3hsGgoJxcrl8UK47sbw9m5oaI7GZTrDqBR47xiabibnQw (dostęp: 05.05.2020).


WERONIKA ŚLUSARCZYK

Recenzja

Nieustający festiwal przyjaźni? Jolanta Sierańska, Polityka zagraniczna Polski wobec Izraela po 1989 roku Toruń 2018, Wydawnictwo Adam Marszałek, ss. 209

Relacje polsko-izraelskie są tematem niezwykle trudnym i złożonym, a przede wszystkim  – dynamicznym. Podjęcie tego tematu czy to w publicystyce, czy w pracy naukowej, wymaga dużej wnikliwości, skupienia na źródłach i przemyślanego wyważenia wielu kwestii związanych głównie z przeszłością, ale w równym stopniu także z teraźniejszością i przyszłością. Celem, jaki postawiła sobie Jolanta Sierańska w recenzowanej książce jest zdefiniowanie i analiza polityki zagranicznej prowadzonej przez Polskę wobec Izraela po roku 1989, kiedy zaistniała możliwość swobodnego jej prowadzenia przez niekomunistyczny rząd. Ponowne nawiązanie stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Izraelem nastąpiło 27 lutego 1990 r., jednak przygotowania do tego momentu rozpoczęły się jeszcze w latach 80. XX wieku, a część instytucji, stowarzyszeń i przedstawicielstw zainteresowanych podtrzymywaniem kontaktów działało w tamtym okresie bez przeszkód. Autorka jest absolwentką studiów magisterskich w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Jest również laureatką wyróżnienia w 28. edycji konkursu Ministra Spraw Zagranicznych za najlepszą pracę magisterską z zakresu współczesnych stosunków międzynarodowych obronioną w roku 2016. Jej zainteresowania badawcze koncertują się wokół problematyki stosunków międzynarodowych w regionie Bliskiego Wschodu, polityki zagranicznej prowadzonej przez państwa tego regionu i ich aspiracji mocarstwowych. Recenzje publikacji przygotowali dr hab. Krzysztof Trzciński z Instytutu 105


Weronika Ślusarczyk

Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz dr hab. Wiesław Lizak z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Praca ma charakter monografii, podzielona jest na wstęp, sześć rozdziałów o podobnej długości (3–4 podrozdziały), zakończenie, bibliografię zawierającą źródła tradycyjne i internetowe oraz zbiór kilkunastu fotografii. Jej struktura jest bardzo przejrzysta, każdy rozdział skupia się na jednym zagadnieniu. Publikacja jest pracą magisterską autorki. We wstępie Jolanta Sierańska stawia hipotezę, jakoby Polska, pomimo sukcesów na wielu płaszczyznach stosunków z Izraelem oraz deklaracji o partnerstwie strategicznym, nie osiągnęła w pełni zadowalającego poziomu szeroko rozumianej współpracy z Izraelem z perspektywy strony polskiej. Według autorki za taki stan rzeczy odpowiadają dwa rodzaje czynników  – zewnętrze, takie jak dynamika sytuacji w stosunkach międzynarodowych, reorientacja polskiej polityki zagranicznej po transformacji ustrojowej, integracja z Zachodem, polska obecność i zaangażowanie w polityce światowej (Unia Europejska, NATO, Rada Europy) oraz wewnętrzne, a więc istniejące od dawna resentymenty pomiędzy naszymi narodami, brzemię Holokaustu, nieuregulowane zaszłości historyczne, wzajemne oskarżenia z nimi związane, różna interpretacja wydarzeń z okresu II wojny światowej, a także problematyka antysemityzmu i antypolonizmu. Czynniki te dotyczą oczywiście obu stron tej relacji i obie strony odpowiedzialne są za ich przywoływanie i posługiwanie się nimi. W pierwszym rozdziale autorka kreśli obszerny obraz polsko-żydowskiej historii od momentu przybycia Żydów na ziemie polskie, osiedlenia, otrzymania przywilejów od władców polskich, poprzez ich rolę gospodarczą i wkład w wielonarodowość oraz wielokulturowość I Rzeczpospolitej, syjonistyczne fascynacje z przełomu XIX i XX wieku, jak również nasilający się antysemityzm lat 30. XX wieku. Tę część kończy opisem Holokaustu przeprowadzanego na ziemiach polskich przez niemieckich okupantów i destrukcji blisko 90% społeczności żydowskiej w Polsce. Swoje rozważania kończy stwierdzeniem, że brzemię tamtych wydarzeń uwidoczni się w przyszłych stosunkach pomiędzy narodami. W rozdziale drugim został omówiony polityczny wymiar współpracy, a więc przede wszystkim stosunek Polski do samej idei powstania państwa Izrael, ewolucję stosunków polsko-izraelskich do roku 1967, kiedy zostały one zawieszone na dwadzieścia trzy lata, kluczowe wizyty polskich polityków w Izraelu w latach 90. XX wieku oraz ich znaczenie dla dalszego rozwijania wzajemnych stosunków, trudne kwestie stojące na przeszkodzie poprawnego układania relacji (ciężar historyczny, sprawa Jedwabnego, konflikt o umieszczenie chrześcijańskich symboli religijnych w pobliżu obozu Auschwitz-Birkenau) oraz integracja Polski z Unią Europejską i jej znaczenie dla kontaktów z Izraelem. W trzecim rozdziale Sierańska skupia się na współpracy obu państw w dziedzinie wojskowości, omawiając najistotniejsze kontrakty zbrojeniowe (np. polski Bumar  – izraelski Rafael z 2003 r.), rządowy projekt strategiczny Huzar z 1993 r. i związane z nim kontrowersje komentowane przez media z obu krajów oraz wspólne manewry. Rozdział czwarty to miejsce na omówienie 106


Jolanta Sierańska, Polityka zagraniczna Polski wobec Izraela po 1989 roku

determinantów polityki handlowej, umów regulujących wymianę towarów, inwestycje, a także złożonego, tudzież budzącego kontrowersje zagadnienia reprywatyzacji i restytucji mienia gmin żydowskich oraz osób prywatnych. Z rozdziału piątego można dowiedzieć się wiele o funkcjonowaniu stosunków kulturalno-społecznych, jak również współpracy naukowej, wymianach bilateralnych, projektach badawczo rozwojowych, instytucjach i wydarzeniach promujących polską kulturę w Izraelu oraz żydowską i izraelską w Polsce, kooperacji ośrodków naukowych, muzeów i centrów badań. Ostatni zaś podsumowuje działania podmiotów pozarządowych na tle rozwoju kontaktów z Izraelem, gdzie wyszczególnione zostały Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Izraelskiej, Forum Dialogu Między Narodami i Polsko-Izraelskie Towarzystwo Nadzieja  – Hatikvah. W trakcie lektury już pierwszych rozdziałów łatwo zauważyć pewne dysproporcje w zabieganiu o intensywniejsze kontakty pomiędzy oboma państwami. W książce położono oczywiście większy nacisk na analizę inicjatyw wychodzących ze strony polskiej, jednak analizując poszczególne przedsięwzięcia podejmowane po reaktywacji stosunków dyplomatycznych, trudno nie zgodzić się z faktem, że to jednak Polska była bardziej aktywna na tym polu. Po transformacji ustrojowej starała się z oczywistych względów o szersze otwarcie na świat i nowe perspektywy w różnych dziedzinach, głównie gospodarczych, handlowych, ale także naukowych. O współpracę wojskową zabiegała zaś m.in. z powodu konieczności restrukturyzacji i modernizacji armii, co związane było z aspiracjami do członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim. Także dzisiaj Izrael pozostaje raczej obiektem zainteresowania niż graczem, który musi się o to zainteresowanie szczególnie starać. Sam rozważnie dobiera partnerów oraz poszukuje rynków zbytu i możliwości inwestowania kapitału. Co ciekawe, jest to sytuacja zupełnie odwrotna do tej, z którą zmierzyć się musiał na początku swojego istnienia, kiedy wsparcie zagraniczne było mu niezbędne do wygrywania kolejnych wojen izraelsko-arabskich, a także przetrwania (płynęło ono głównie ze strony Stanów Zjednoczonych, co nie zmieniło się zresztą do dziś). Pierwsze dziesięć lat po ponownym nawiązaniu stosunków zostały określone przez Władysława Bartoszewskiego, ministra spraw zagranicznych w rządzie Józefa Oleksego, „nieustającym festiwalem przyjaźni”, wzajemnego okazywania sobie sympatii, a także prób naprawienia błędów i nadrobienia dwudziestu kilku lat braku oficjalnych kontaktów. Dopiero później nastąpiły pewne „zgrzyty” i nieporozumienia, które jednak nie zostały w tej publikacji zbyt szczegółowo ujęte. Rządowi Izraela zależało na zdobywaniu sojuszników w tzw. starej Europie za pomocą debiutującej w Unii Europejskiej Polski w odniesieniu do konfliktu bliskowschodniego i możliwości jego rozwiązania. Z punktu widzenia osoby zainteresowanej przede wszystkim polityką, najciekawsza pozostaje dla mnie część poświęcona kluczowym wizytom przedstawicieli obu państw, a więc m.in. prezydenta Lecha Wałęsy, ministrów spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego i Władysława Bartoszewskiego, premiera Włodzimierza Cimoszewicza i prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego oraz Lecha Kaczyńskiego 107


Weronika Ślusarczyk

w Izraelu, a także prezydenta Chaima Herzoga i szefa Sztabu Generalnego izraelskiej armii Ehuda Baraka oraz premierów Icchaka Rabina i Benjamina Netanjahu w Polsce. Jolanta Sierańska wnikliwie analizuje sylwetki poszczególnych polskich polityków oraz dokonuje krytycznej oceny ich działalności w kontekście rozwijania kontaktów i współpracy z Izraelem. Tuż po tym przytacza przykłady konkretnych rezultatów wizyt które odbywali, w postaci np. podpisanych umów i porozumień oraz pozytywnych reakcji w prasie. Wspomniano też o dość znaczącej roli papieża Jana Pawła II i jego pielgrzymek do Izraela, które można rozpatrywać nie tylko w kontekście dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, ale i polsko-izraelskiego. W bibliografii wykorzystano zróżnicowane materiały, wśród których znajdują się takie pozycje jak Polski słownik judaistyczny pod redakcją Zofii Borzymińskiej i Rafała Żebrowskiego, Żydzi w kulturze polskiej Aleksandra Hertza, Izrael Andrzeja Chojnowskiego i Jerzego Tomaszewskiego, Boże igrzysko. Historia Polski Normana Daviesa, Państwo Izrael. Analiza politologiczno-prawna pod redakcją Ewy Rudnik. W pracy wykorzystano wiele źródeł internetowych, archiwalnych artykułów prasowych, portali eksperckich, analiz i stron internetowych instytucji takich jak ambasady, biura współpracy, instytuty i centra badawcze. Starania o szerokie i wszechstronne ujęcie różnych aspektów wzajemnych relacji są widoczne już w samym spisie treści, widać bowiem wyraźny podział na część poświęconą historii, wizytom dyplomatycznym czy inicjatywom kulturalnym. Rozważania autorki pracy nie ograniczają się tylko do opisywania poczynań polityków, ale obejmują także zagadnienia z zakresu działalności gospodarczej i kulturalnej. Atrakcyjnym dodatkiem jest zaopatrzenie książki w fotografie przedstawiające m.in. wizytę premiera Dawida Ben Guriona w Płońsku, pierwszą delegację dyplomatyczną Izraela w Polsce oraz wizyty polityków w obu krajach. Niestety, nie wszystkie zdjęcia są dobrej jakości i pozostawiają niedosyt; z pewnością istniała możliwość wykorzystania większej ich ilości. W kontekście tematu publikacji i jej zawartości, za zbędny można uznać rozdział pierwszy, w którym przedstawiono relacje polsko-żydowskie od momentu przybycia Żydów do Polin  – obiecanego miejsca spoczynku. Nakreślenie tła historycznego i wybranych aspektów współistnienia polsko-żydowskiego przez blisko tysiąc lat w Polsce jest bardzo ważne, pojawia się jednak pytanie o sens kreślenia aż tak obszernego czasowo okresu dziejów. Równie dobrze można by ograniczyć ją do historii XX wieku, reakcji państwa polskiego na powstanie Izraela i podjęcia współpracy, następnie zerwania stosunków po 1967 r. i ich reaktywacji w latach 90. XX wieku. Rozpoczęcie rozważań od tych kwestii sprawiłoby, że tytuł publikacji i jej treść byłyby do siebie bardziej zbliżone  – w kontekście poruszanych w pracy zagadnień istotniejsza była bowiem historia po roku 1989, nie zaś relacje polsko-żydowskie w XVIII wieku. Niedogodnością dla czytelnika jest także brak indeksu nazwisk. Ponadto nie zostały wyjaśnione wszystkie pojęcia z zakresu gospodarki mogące sprawić trudność czytelnikom nie związanym naukowo i zawodowo z tą dziedziną. Autorka zbyt często stosuje powtórzenia wyrazowe. Rozdział dedykowany podmiotom pozarządowym 108


Jolanta Sierańska, Polityka zagraniczna Polski wobec Izraela po 1989 roku

zaangażowanym w utrzymywanie kontaktów mógłby zostać poszerzony o kilka innych instytucji i stowarzyszeń. Większość mankamentów recenzowanej przez mnie pozycji wynika z faktu, że jest ona pracą magisterską autorki, która nie została poddana staranniejszej korekcie przed publikacją. Nie zmienia to jednak faktu, że dalsza naukowa kariera Jolanty Sierańskiej oraz kolejne prace mogą zapowiadać się obiecująco. Przy tworzeniu następnych książek poświęconych stosunkom polsko-izraelskim, Polityka zagraniczna... na pewno będzie cennym źródłem wartym uwzględnienia w bibliografii.


Biogramy autorów PIOTRY HYŁA  – student II roku studiów magisterskich w Instytucie Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zainteresowany językami hebrajskim i arabskim. Obecnie przygotowuje pracę dyplomową o przedstawianiu konfliktu palestyńsko-izraelskiego w utworach muzycznych. WIKTORIA JAROS  – absolwentka Instytutu Judaistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jej praca magisterska dotyczyła problemu złożoności tożsamości Józefa Hena. Zajmuje się kwestią tożsamości i historią polskich Żydów, którzy drugą wojnę światową przeżyli na Wschodzie. Od kilku lat nauczycielka języka hebrajskiego.  VIKTORIIA OHERUK  – absolwentka komunikacji europejskiej na Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz filologii polsko-ukraińskiej na Przykarpackim Uniwersytecie Narodowym imienia Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankiwsku. Interesuje się antysemityzmem i Holokaustem oraz obrazem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w tekstach literackich. Była uczestniczką XVI Wschodniej Szkoły Zimowej 2019. Autorka artykułów: Absurd jako sposób tworzenia rzeczywistości w Podróżach Guliwera Jonathana Swifta, Aluzje w artystycznym obrazie świata Érica-Emmanuela Schmitta, Holocaust i jego refleksje w literaturze, Egzystencja śmierci w twórczości R. Ligockiej i T. Pachomowoji. SŁAWOMIR PASTUSZKA  – doktorant w Instytucie Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, w latach 2015–2017 redaktor naczelny czasopisma naukowego „Judaista”. Wśród jego zainteresowań są historia Żydów na Górnym Śląsku i w Polsce po 1945 r., genealogia, epigrafika hebrajska, cmentarze żydowskie i sztuka ze szczególnym uwzględnieniem wystroju malarskiego synagog. Autor licznych publikacji z zakresu epigrafiki, polichromii synagogalnych oraz historii Żydów pszczyńskich i krakowskich, w tym ośmiu książek, z których ostatnia pt. Statut Gminy Synagogalnej w Pszczynie 1896 ukazała się w 2019 roku. MAGDALENA RDEST  – studentka II roku studiów magisterskich w Instytucie Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, absolwentka studiów I stopnia w tejże jednostce. W roku akademickim 2017/2018 w ramach wymiany studenckiej studiowała na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Uczestniczka projektów inwentaryzacji cmentarzy żydowskich w Tarnowie i Jaśle. Obecnie przygotowuje pracę dyplomową dotyczącą agitacji syjonistycznej na przykładzie lwowskiego miesięcznika „Moriah”.

110


Biogramy autorów KAROLINA SIERZPUTOWSKA  – obecnie studentka II roku studiów magisterskich w Instytucie Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2016–2018 wiceprzewodnicząca Koła Naukowego Studentów Instytutu Judaistyki UJ. Od 2018 r. redaktorka naczelna czasopisma naukowego „Judaista”. Pracę licencjacką poświęciła tematyce obrazu żydowskich morderców jaki wyłaniał się z XIX-wiecznej brytyjskiej prasy. Zajmuje się przede wszystkim dziejami społeczności żydowskiej w Wielkiej Brytanii, ze szczególnym uwzględnieniem losów żydowskich imigrantów na terenie East Endu w XIX w., bada problemy związane ze stereotypizacja, ksenofobią, rasizmem, nacjonalizmem oraz orientalizmem. WERONIKA ŚLUSARCZYK  – studentka pierwszego roku studiów magisterskich w Instytucie Judaistyki UJ, absolwentka studiów bliskowschodnich w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Stypendystka programu Erasmus+ na Uniwersytecie w Hajfie w 2019 roku. Zainteresowana współczesnym Izraelem, relacjami polsko-izraelskimi, językiem hebrajskim, polityką, kulturą i społeczeństwem Bliskiego Wschodu oraz dziennikarstwem. Publikuje dla portali internetowych Puls Azji i SDirect24.


„Judaista” jest interdyscyplinarnym czasopismem, na łamach którego ukazują się teksty obejmujące szeroko rozumianą tematykę studiów żydowskich. Ideą czasopisma jest popularyzacja młodych badaczy judaizmu, zarówno studentów, jak i doktorantów. Periodyk stanowi platformę wymiany wyników badań naukowych, recenzji, tłumaczeń oraz sprawozdań z działalności Koła Naukowego Studentów Instytutu Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Student każdego kierunku i uczelni uprawniony jest do publikowania artykułów na łamach czasopisma pod warunkiem otrzymania pozytywnej recenzji naukowej oraz spełnienia wymogów redakcyjnych.

Profile for Judaista

Judaista. Studenckie Czasopismo Naukowe, 07/2020  

Judaista. Studenckie Czasopismo Naukowe, 07/2020

Judaista. Studenckie Czasopismo Naukowe, 07/2020  

Judaista. Studenckie Czasopismo Naukowe, 07/2020

Profile for judaista
Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded