Page 1

DI AU

OK

oraz FILM n ap ł

CD

bajeczki na małe smuteczki

BO

ie yc

O

Agnieszka Borowiecka Gabriela Gąsienica

bajka edukacyjna dla dzieci, które wymuszają różne rzeczy płaczem


W zielonej dolinie, gdzieś bardzo daleko – w miejscu, którego próżno szukać na mapach – w mokrej gęstwinie ziół i polnych kwiatów ukryta była Kraina Łez. Prawie nikt o niej nie słyszał i mało kto wiedział, co tam właściwie się działo. A było to miejsce niezwykłe i bardzo nam, ludziom, potrzebne. Płynęła tam bowiem ogromna rzeka łez, kreśląca zawijasy wśród zielonych łąk i piaszczystych wysepek. Gdzieniegdzie na stromych górkach grzmiały potężne wodospady, w których słone łezki pieniły się niczym morskie bałwany. W innym miejscu z kolei wielka rzeka wpadała do małych jeziorek, w których mieszkały kolorowe rybki. Nie była to jednak zwyczajna rzeka. Kiedy tylko ktoś na świecie zaczynał płakać, na tafli wody pojawiały się małe bąbelki, które błyszczały w słońcu niczym bańki mydlane. Wraz z  upływem łez bąbelki rosły i rosły, a na ich drżącej powierzchni, jak w lustrze, odbijały się zapłakane buźki. Lecz nie zawsze w bąbelkach pokazywały się same smutne minki, gdyż płakać można również ze szczęścia, z radości, ze wzruszenia, z tęsknoty, ze złości albo ze śmiechu. Ale łzy w każdym przypadku są takie same i pochodzą właśnie z wielkiej rzeki z Krainy Łez. Władcą zielonej doliny był król Łezkomir I ­­– maleńki skrzat, który spośród innych skrzatów mieszkających w dolinie wyróżniał się tym, iż nosił złotą koronę i wspaniały płaszcz uszyty z przezroczystych łez. Pozostałe skrzaty miały zielone kubraczki i czapeczki z trzema łezkami na szpiczastym czubku, które pobrzękiwały niczym dźwięczne dzwoneczki przy każdym podskoku. Król Łezkomir i wszystkie skrzaty strzegli rzeki, by nigdy nikomu nie zabrakło łez, gdyby ktoś akurat zechciał się rozpłakać. 7


Pewnego dnia dwa skrzaty – Smutałek i Łezkopełek – przechadzając się brzegiem rzeki, spostrzegły coś bardzo niepokojącego. – Spójrz, Smutałku – rzekł Łezkopełek, wskazując rączką ogromną bańkę, która utworzyła się na rozkołysanej tafli wody. – Może ktoś się przewrócił albo zgubił swoją ulubioną przytulankę i dlatego tak strasznie płacze? – próbował zgadnąć Smutałek. A bąbelek wciąż rósł i rósł, i był coraz większy i większy, jakby ktoś postanowił przelać za jednym razem całą rzekę łez. Skrzaty jeszcze nigdy czegoś podobnego nie widziały. Wybuch płaczu był tak gwałtowny, że pod bańką powstał wielki wir. Po czym ogromniasty bąbel zakołysał się i pękł, a potem wszystko się uspokoiło. Skrzaty spojrzały na siebie w zdumieniu i aż do wieczora nie mogły przestać mówić o tym zdarzeniu. – Wiem, już wiem! – ekscytował się dalej Smutałek, leżąc w swoim łóżeczku. – Na pewno ktoś dostał pucharek malinowych lodów i popłakał się z radości! – Nie, to na pewno nie to – stwierdził Łezkopełek. – Śpij już! – wymamrotał zmęczonym głosem. I pewnie skrzaty zajęłyby się wreszcie swoimi sprawami i zapomniały o tej tajemniczej przygodzie, gdyby nie fakt, że następnego dnia ten sam olbrzymi bąbel z wielkim wirem pojawił się dokładnie w tym samym miejscu. Kolejnego dnia zdarzyło się to samo i następnego też… Przez cały tydzień mała trąba wodna wsysała ogromne ilości łez, aż w końcu rzeka zaczęła wysychać i odkrywać swe kamieniste dno. Przerażone skrzaty postanowiły biec co sił do króla Łezkomira i powiedzieć mu o całej sprawie. 9

Wielka susza  
Wielka susza  
Advertisement