Issuu on Google+


Wpadł do mnie niedawno w poufnej sprawie koleś, niestrudzony wynalazca, Maurycy Szczypior, ksywa Gienio (od geniusza). Chodziło o młodszego przyjaciela Maurycego, niejakiego Grzegorza Tuzinka. - A ,Tuzinek - roześmiałem się szczerze. -To ten Grzegorz, co chciał teściową otruć sromotnikiem, a ona go omal nie zgwałciła, bo ten sromotnik to nie był zwykły sromotnik, tylko jakiś mega- afrodyzjak.* - Dokładnie, to on właśnie, głośno było w mieście. - No to wal Szczypiorze, na co cierpisz młodzianku. - Panie Zenku szanowny, bez pańskiej pomocy nie uda się pewne wyjątkowo szlachetne przedsięwzięcie. - Ja tylko w takich uczestniczę - na bożą chwałę. - Marzy mi się, łaskawco, sprytnie zmajstrowany, niczym oryginalik, blankiecik z pieczęciami in blanco, z branży medycznej, pt: zaświadczenie o zejściu śmiertelnym szt. 1. Herb rodowy zastawiam na poczet niewygodnych pytań. Cel poufny, honorowy, kryształ w ocenie moralnej, słowem ręczę. - Dla mnie słowo droższe pieniądza, wzruszyłem się honorową deklaracją Maurycego. Przyjdź pan jutro po śniadaniu. **************************** Letni wieczór nad zalewem. Koniec weekendu. Jedni wracają do miasta, inni przyjeżdżają, aby po zmroku realizować tam jakieś makabryczne plany. W obszernej luksusowej daczy Maurycego Szczypiora już od dwudziestej trwają intensywne prace stolarskie. Gospodarz, wraz z młodszym przyjacielem Grzegorzem, z zapałem heblują deski. Znad pachnących żywicą fartuchów, widać zacięte skupione twarze obu majsterkowiczów. Panowie szykują deski do budowy autorskiej, nowatorskiej trumny pozwalającej przetrwać nawet kilka dni, w nieprzewidywanych okolicznościach. Szczególnie Grzegorz wykazuje wyjątkową determinację i staranność w pracy. On też będzie, głównym lokatorem tego miejsca. Ale po kolei. Grzegorz Tuzinek nie był facetem tuzinkowym i nie godził się bez walki, z parszywymi wyroki losu. Głównie upodlenia ze strony puszystej teściowej, przedwcześnie owdowiałej blondyny, niejakiej Genowefy Piskorz, budziły w nim sprzeciw. Pani Genowefa była, lub może starała się być, osobowością dominującą. Jednak nie każdy dojrzały mężczyzna z pozycją społeczną i dorobkiem materialnym jest zdolny ukrywać w nieskończoność swoje niezadowolenie. Powodem frustracji Grzegorza były ciągłe upokorzenia, podważanie autorytetu męża i ojca, przez panią, której blond kok niczym wir, wyssał spod czaszki chyba wszystko, co było do wyssania. Wybuch tłamszonego gniewu musiał nastąpić zgodnie z odwiecznym prawem pęczniejącego wrzodu. Ostatnio doszło do tego, że babcia Genia była w ciągłej opozycji w stosunku do zięcia. Jego laicki sposób bycia tak ją rozjuszał, że wszelkimi sposobami starała uprzykrzać mu życie, nie bacząc na to, że jest mężem jej córki i ojcem wnucząt. Czepiała się nawet ulubionego krawata, w którym Grzegorz lubił występować w podniosłych chwilach. Ten dostojny kawałek wybornego jedwabiu z wyhaftowanymi subtelnie małymi złotymi muszelkami na granatowo-morskim tle, w znaczący sposób burzył światopogląd, oraz poczucie estetyki Genowefy. Kojarzył się jej może z pogańskim bogiem Neptunem, czyli szatanem. Zawsze reagowała: - A ty znowu to obrzydlistwo zawiązałeś? Zobacz Gosiu, on


się Boga nie boi. Jak ci nie wstyd ty pasożycie. Pasożyt, zgodnie z etyką Genowefy, to człowiek niepraktykujący, gdyż tylko głęboka wiara cudownie generuje dobra materialne. To wszystko chyba wystarczy, aby zwątpić w możliwość logicznego ułożenia się, prawidłowej rodzinnej atmosfery. Grzegorz czuł się już zmęczony i zniechęcony jednostronnymi próbami ratowania swojego wizerunku. Na pomoc żony Małgosi nie liczył, gdyż ona wraz z dziećmi uważała, że babcia jest niereformowalna i należy brać ją taką, jaka jest, bez względu na oczywiste niestosowności w zachowaniu. W Grzegorzu jednak wrzała urażona ambicja i zaczął kiełkować zamysł spektakularnego protestu. Oddalał się zatem od rodziny, spędzając coraz więcej czasu z przyjacielem, Maurycym Szczypiorem, głównie w jego daczy nad zalewem. Trochę pili, trochę wędkowali, remontowali mały jacht Maurycego, uzdolnionego majsterkowicza. Jednak ostatnio Grzegorz zaczął po pijaku wylewać szczerze, aż do bólu, swoje gorzkie żale, słusznie oczekując od przyjaciela poparcia i współczucia. - Wiesz co Gregor, ciebie uratować może tylko jakiś dobry numer, umiejętnie spreparowany przeciwko tej żmii, inaczej w końcu sam zrobisz sobie coś złego. Wspólnie wymyślili pozorowany zgon i pogrzeb Grzegorza, licząc skrycie na to, że może starą w końcu szlag trafi, jak na cmentarzu jej zmarły zięć wyjdzie z trumny. Przedsięwzięcie logistycznie niełatwe, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Pomysł nieco makabryczny, lecz uzasadniony moralnie, jako test wrażliwości na osobniku zasługującym właściwie tylko na własna klatkę.

*********************************** Gromadzili kolejne starannie oheblowane deski, cudownie pachnące żywiczny aromatem. Aż żal, że będą miały takie ponure przeznaczenie. Właściwie trumna ta tylko na zewnątrz nabierała wyglądu typowej skrzyni na ludzkie zwłoki, w istocie stawała się majstersztykiem pomysłowości zdesperowanych wynalazców. Ściany były miejscowo podwójne, wygłuszone matą korkową, aby nie słychać było szumu miejscowego systemu pełnej klimatyzacji. Wyściółka dna skrzyni mogłaby bez problemu konkurować z materacami wiodących marek. Również wysokość tego gustownego puzderka, była na tyle optymalna, aby użytkownik mógł dowolne wykonywać ruchy obrotowe wokół własnej osi. Sieć bezprzewodowego monitoringu zapewniała stałą, obustronną łączność audio-video. Dalszy przebieg zdarzeń był następujący. - Ty widzisz Gregor ten druczek, Dyziu słodki. To zaświadczenie lekarskie o twoim zejściu, czyli wiarygodny instrument, aby zorganizować ci godny pogrzeb tzn. karawan. miejsce pochówku, taktownego księdza etc. Parę groszy ci pęknie, mecenasie antyków, przyszły polityku. - Nie ma sprawy łaskawco. Maurycy Szczypior znany z różnych makabrycznych pomysłów, krótko przedstawił Grzegorzowi swoją wizję planowanego, w swym pojęciu rajcownego, numeru, czyli scenariusz całego przedsięwzięcia.


Grzegorz oczywiście kilka dni przed planowanym wydarzeniem, będzie narzekał na złe samopoczucie, bóle w klatce piersiowej i stres z powodu zniewag teściowej. Bąknie też coś o konieczności oderwania się od tego syfu i potrzebie zmian na wagę życia lub śmierci. Od jakiegoś czasu i tak często znikał, spędzając weekendy u jedynego rozumiejącego go przyjaciela Maurycego, więc przyczyna narzekań była już znana rodzinie, wystarczy tylko wzmocnić przekaz. No i stało się. Pod dom Tuzinków podjeżdża zafrasowany Maurycy. - Małgosiu, zła wiadomość, twój mąż już nigdy nie wróci. Zmarł nagle na zawał, u mnie nad zalewem. Małgorzata, wraz ze swoja mamuśką stanęły jak wryte. - To stało się tak nagle - kontynuował Maurycy. - Zasłabł niespodzianie, w trakcie wylewania rodzinnych żali. Starałem się go reanimować, zadzwoniłem po pomoc medyczną, byli bezradni. Wyjątkowo rozległy zawał. Oto świadectwo zgonu. Przykro mi. Grzegorz był moim najlepszym przyjacielem. Gasł w cierpieniu, ze świadomością końca. Pamiętam jak jeszcze niedawno, mimo swych poglądów mówił, że już za życia napawa go strachem wyobrażenie, jak oczekuje na pogrzeb w boksie obślizgłej, śmierdzącej formaliną kostnicy. Nie zabrali jeszcze ciała, bo mają kłopoty z taborem. I bez łaski. Trumnę już zamówiłem, przywiozą po południu. Oczywiście zdolny manipulator Szczypior, przekonał zrozpaczoną wdowę, że on jest najbardziej odpowiednią osobą, mogącą zorganizować Grzegorzowi stosowny pogrzeb, na miarę jego dokonań. Od tego momentu sytuacja zaczęła rozwijać się dynamicznie, zgodnie z misternie uknutym planem. - No Gregor, wkładaj pampersa, świąteczne ubranie, łykaj nasenne prochy i wskakuj do pudła. Niedługo Gosia z dziećmi przyjadą cię pożegnać i zamykamy nasz teatrzyk. Prochy nie są na tyle silne, abyś się nie obudził, gdyby ktoś, poza programem chciał ci zrobić sekcje - zażartował przyjaciel. - Zresztą nie ma o tym mowy, mamy mocny papier, a ciało zgodnie z prawem zostało przygotowane do pogrzebu przez najbliższych. Mamy stały kontakt. Ja, gdyby co, do czasu wyprowadzenia czuwam w pobliżu na parkingu. Na wypadek nieprzewidzianych komplikacji świeży prowiant i picie masz w bocznych skrytkach, telefony dwóch sieci po bokach materaca. Skypa zainstaluję jak dobiję wieko. Musisz wytrzymać około doby. Jak się wcześniej zbudzisz i będzie ci nudno, to sobie fajne laski ściągnij z www. sexplaneta. pl. Pamiętaj w lewym dolnym rogu gwóźdź trzyma mocniej, pozostałe nie stawią oporu, są tylko symboliczne. Jak będą cię opuszczać na pasach w dół grobu, dam ci sygnał na pierwszy telefon, gdyby były jakiś zakłócenia, wtedy na drugi, ale to raczej nie jest możliwe, bo testowałem zasięg i było ok. Po dzwonku energicznym ruchem kopnij lewą nogą w wieko, a rękami równie energicznie przydzwoń w sufit. Spowodujesz tym dodatkowy efekt szybkiego otwarcia się trumny. Wieko powinno odskoczyć z impetem. Koledzy z mediów będą pod parą, a ty nieboraku będziesz miał w końcu swoje pięć minut. Ale będzie piękna zadyma, nie mogę się doczekać - chichotał Maurycy. - No trzym się byku. Do zobaczenia w lepszym świecie, protekcjonalnym gestem klepnął w ramie przyjaciela i po chwili dobił wieko.

******************************


Zamówiony karawan podjechał trochę wcześniej niż było ustalone, gdyż pracownicy firmy pogrzebowej wiedzieli, że proboszcz nie lubi spóźnionych nieboszczyków, szczególnie w poniedziałek. Mimo najgorszego dnia tygodnia, ceremonia przebiegała godnie i uroczyście. Kondukt żałobny pod wodzą proboszcza Niedzielaka, wśród płaczu, szlochu i smutnych westchnień, dotarł w końcu majestatycznie na miejsce, pod świeżo przygotowaną mogiłę. Wyjątkowo liczni żałobnicy grubym pierścieniem otoczyli miejsce pochówku. Brygada grabarzy czyniła ostatnie przygotowania. Proboszcz Niedzielak, znany powszechnie ze swej duszpasterskiej bezstronności, pięknymi słowy, w wyjątkowo wzruszający sposób pożegnał niepokornego parafianina. Wygłoszono kilka okolicznościowych przemówień należnych ludziom znanym i szanowanym. Pomieszana woń kwiecia z wiązanek i wieńców, poprzeplatanych pochwalnymi szarfami, nadawały ceremonii wyjątkowy, podniosły charakter. Wdowa Małgorzata Tuzinkowa, wraz z matką Genowefą Piskorz, oraz dziećmi, stały smutne na pierwszym planie. Dalej reszta rodziny, kuzyni z obu stron. Pani Genowefa, wyglądała chyba najbardziej imponująco, o ile można w dniu pogrzebu użyć takiego określenia. Jej strój żałobny zwracał powszechną uwagę. Teściowa Grzegorza ubrana była w czarny, obcisły kostium z dość krótką spódnicą. Jej obfite łydki kontrastowały wyraźnie z subtelnymi czarnymi pantofelkami na wysmukłej szpilce. Pod żakietem miała nabłyszczaną czarna bluzkę ze śmiałym dekoltem, nieznacznie tylko osłoniętym przejrzystym ciemnym tiulem. Do tego welon z woalką fantazyjnie upięty na ogromnym, świeżo tlenionym blond koku. Fotoreporterzy chętnie zwracali swe obiektywy w jej kierunku. Po zakończeniu oficjalnych przemówień, proboszcz wraz z wiernymi, odmówili jeszcze krótką modlitwę. Duchowny używając kropidła wypowiedział ogólnie znaną formułę, sypnął garstkę ziemi na trumnę, zaczynającą opuszczać się powoli w głąb grobu, po czym taktownie się wycofał. Żałobnicy w powadze i skupieniu, obserwowali teraz czysto techniczne czynności chrześcijańskiego obrządku, grzebania ciała ludzkiego. ************************************ Grabarze beznamiętnie, z udawanym pietyzmem, opuszczali trumnę. Nagle, na opuchniętej twarzy brygadzisty Zdzisława, pojawiło się przerażenie. - Kurwa! Chłopy, ta trumna się kolebie i to coraz bardziej! - We łbie ci kolebie moczymordo............ooo! W modę jeża! Zaraz wypadnie z pasów. Szybko z powrotem na górę! Wyglądało to na początku jak głupi pijacki wybryk, Postawili trumnę obok grobu. - Chodu !!! - krzyknął jeden z grabarzy i wszyscy przerażeni uciekli w krzaki. Istotnie trumna wyraźnie drżała. Przerażenie udzieliło się reszcie żałobników. W ruch poszły oczywiście flesze i kamery, brać reporterska nie zamierzała tracić okazji. Oczy wszystkich zgromadzonych skierowane były teraz w jeden punkt. Trumna chybotała się coraz bardziej, pochylała się na boki jak okręt w czasie sztormu. Balansowała niebezpiecznie tuż przy krawędzi wykopu. Ze środka słychać było coraz głośniejsze uderzenia. Nagle, przy wtórze wrzasku obserwatorów, z impetem odskoczyło wieko. Wszyscy zamarli z wrażenia, niektórzy modlili się wyciągając ręce ku niebiosom. Grzegorz wstał, otrzepał się, poprawił ubranie i od razu skierował się w stronę teściowej. - Przepraszam cię mamo, zapomniałem się z tobą pożegnać. Byłaś taka troskliwa. - Zobacz Gosiu, a on znowu w tym obrzydliwym krawacie. Żadnej chwili nie uszanuje ciołek jeden - parsknęła zniesmaczona blond dama.


*********************************** Niestety kosztowny i ryzykowny happening - test na wrażliwość pobożnej Genowefy, nie odniósł spodziewanego skutku. Rzecz jasna, że wybuchł skandal. Grzegorz został zatrzymany i poddany prokuratorskiej sankcji za wprowadzanie władzy w błąd i nieodpowiedzialne zakłócenie porządku publicznego. Rżnął głupa po mistrzowsku, a więc trafił tylko na krótko do tutejszego psychiatryka, w celu rozpoznania zmian chorobowych. Czołowi psychiatrzy tej wiodącej placówki, uznali przypadek Grzegorza za nieszkodliwą odmianę tzw. aspirantus gigantus typowy dla pacjentów cierpiących na frustrację związana z niedowartościowaniem. Przykre to schorzenie w zasadzie zwalnia od odpowiedzialności. Gdyby nie media, sprawa przysychałaby pomału i wszystko powróciłoby do punktu wyjścia. Jednak temat sfingowanego pogrzebu, dopiero nabierał rumieńców. " Desperacki czyn upokorzonego zięcia", " Nieudany test wrażliwości "," Niespodziewana reakcja Genowefy Piskorz"." Krawat na miarę skandalu" - oto niektóre tytuły popularnej brukowej prasy. Wszędzie dominowało zdjęcie Grzegorza, właściwie kadr uwypuklający krawat w złociste muszelki. Skompromitowany, smutny Grzegorz, lizał rany w kantorku swojej firmy, gdy nagłe zadzwonił Maurycy. - Gregor, ty leszczu! Co się kurde łamiesz ? Sława cię uwiera? Otwórz się na świat. Na forach w necie, tylko jeden temat: " Zięć z jajami"! Foty, wpisy poparcia, filmy na you tube. Zainstalowałem ci biznesową stronę www. kultowekrawatywzłocistemuszelkia' laGrzegorzTuzinek.pl . Wzór krawata zastrzeżony w Urzędzie Patentowym. Przestań się mazgaić, tu trzeba wytwórnie krawatów zorganizować. Mamy już ponad dziesięć tysięcy zgłoszeń solidaryzujących się z tobą zięciów, chętnych aby na znak solidarności nosić identyczny krawat. Pomnóż to razy 50 zł i rusz dupę. Jedziemy szukać wykonawcy! Ilość zgłoszeń stale rośnie, będziemy bogaci! Wyszło na to, że krawat w muszelki stał się afirmacją przekonań, modną forma protestu wobec postępowania teściowych i znakiem rozpoznawczym facetów, którzy nie poddają się bez walki. Dziękujemy ci Genowefo! Produkcję granatowo-morskich krawatów w złociste muszelki, zlecono w czterech niewielkich, lecz renomowanych zakładach. Był to sezonowy hit, przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Całkiem niespodziewanie obaj przyjaciele zarobili wory kasy. Maurycy bez namysłu zainwestował w nowy, nowoczesny jachcik na wypasie, Grzegorz oczywiście, stworzył solidny przyczółek polityczny, by na powrót zbliżyć do parlamentarnych elit. Okazało się, że jego śmiały, kabaretowy happening nie zaważył znacząco na wizerunku przyszłego posła, zdeklarowanego bojownika o świeckość państwa i swobody obywatelskie. Gorzej było z Genowefą. Dzięki mediom epizod na cmentarzu uczynił ją osobą rozpoznawalną, a w świadomość społeczną wryła się postać dewotki, dręczycielki porządnego zięcia. Mimo to dostała i ona swoje pięć minut, o czym od zawsze marzyła. Jej blond kok pod woalką, obfite kształty wciśnięte w ciasny kostium i 12 cm szpilki, można było zobaczyć na okładkach poczytnych magazynów, nie tylko plotkarskich, ale także zajmujących się modą. Damy o obfitych kształtach, zaczęły naśladować jej styl, a teściowa poczuła się jak prekursorka mody dla pań dojrzałych. Brylowała teraz z zapałem, niczym celebrytka, w różnych babskich organizacjach, kołach gospodyń, kółkach różańcowych itp. Chętnie


zapraszana, jeździła tam z prelekcjami na temat poczucia smaku, szyku i elegancji, oraz ich wpływu na dobre stosunki w rodzinie. Grzegorz zaś chwilowo odetchnął z ulgą, bo mamuśka nie miała teraz czasu zajmować się jego osobą i mógł bez przeszkód poświęcić się swoim zainteresowaniom. Ale o tym w następnej części.


Krawat w Złociste Muszelki