Issuu on Google+

03/2013

paĹşdziernik/listopad 2013

www.suplement.us.edu.pl

magazyn bezpłatny

ISSN 1739-1688


Edytorial Do Waszych rąk, drodzy Czytelnicy, oddajemy pierwszy w tym roku akademickim numer Suplementu. W ciągu ostatnich kilku tygodni na nowo oswoiliśmy się z książkami, notatnikami i tysiącami luźnych kartek i kserówek. Nauka (czasem do późnych godzin nocnych), wstawanie przed południem (a nawet wcześniej) oraz kserowanie wszystkiego, co wpadnie w ręce, weszło już zapewne w nawyk. Mamy zatem nadzieję, że nasz magazyn choć na chwilę umili Wam czas i stanie się odskocznią od uczelnianej codzienności. Witamy także studentów pierwszego roku – w tym numerze raport został napisany specjalnie z myślą o Was! Nauka nauką, ale my ciągle pamiętamy o wakacjach, dlatego w tym numerze aż trzy teksty znalazły swoje miejsce w dziale Podróże. Tym, którzy interesują się urbanistyką albo po prostu codziennie przedzierają się przez remontowany katowicki rynek, polecam tekst Oli Śmigielskiej, gdzie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie nurtujące Was pytania. Z kolei w Sprawach Studenckich poruszamy dwa niezwykle istotne dla przeciętnego studenta tematy – jedzenie i mieszkanie. Paulina Piechaczek i Sebastian Górnicki doradzają, jak przeżyć nie umierając z głodu i gdzie mieszkać, żeby nie przepłacić. Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! – większość osób zapewne zna ten zwrot… A jak podeszła do tego tematu Monika Wawszczyk? Zapraszamy na stronę ósmą! To tylko początek działu Kariera – dalej mamy dla was kilka przydatnych rad, jak wywrzeć najlepsze pierwsze wrażenie. Z kolei Kasia Anuszkiewicz zdradzi przepis na sukces zawodowy. Zastanowimy się też, jakie znaczenie mają studia i tytuły naukowe we współczesnym świecie. W tym numerze nie brakuje również wielu zjawisk i rozwijającego się z numeru na numer działu sportowego, w którym między innymi sprawdzimy, jak mają się przygotowania do Mistrzostw Świata Siatkarzy w Katowicach. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko zaprosić do czytania i życzyć miłej lektury… :)

Joanna Grzonka

Zespół redakcyjny Magazyn Studentów Uniwersytetu Śląskiego Suplement Wydział Nauk Społecznych Ul. Bankowa 11 40-007 Katowice e-mail: magazyn.suplement@gmail.com www: www.suplement.us.edu.pl Redaktor Naczelna: Joanna Grzonka (joanna.grzonka@op.pl) Z-ca Red. Naczelnej: Jakub Wesecki (apogryf@gmail.com) Sekretarz Redakcji: Monika Wawszczyk (wawszczyk.monika@gmail.com) Redaktorzy: Jakub Wesecki (Sprawy studenckie), Monika Wawszczyk (Kariera), Tymoteusz Wallus (Zjawisko), Joanna Grzonka (Inne działy). Zespół Redakcyjny: Giulia Kamińska Di Giannantonio, Mateusz Królik, Magdalena Chmiel, Sandra Rybińska, Sylwia Chrapek, Paulina Piechaczek, Agnieszka Kliks, Katarzyna Polke. Korekta: Katarzyna Polke, Agnieszka Kliks Fotografie: Łukasz Wycisło, Kasper Szwaja, Natalia Bylok Współpracownicy: Katarzyna Anuszkiewicz, Aleksandra Śmigielska, Joanna Stanuch, Agata Skaba, Tomasz Muzyczyszyn, Roksana Grzesiak, Sebastian Górnicki, Dominik Hutyra, Łukasz Dyszlewski, Paweł Zieliński, Wojciech Kowalczyk. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych reklam. Skład: Adrian Bobak Okładka: Kamil Walczak (www.kwalczak.carbonmade.com) Druk: 2M Promotion (504 249 143)

W tym numerze... 2 – Edytorial 3 – Raport: Pierwsza pomoc dla pierwszaka 6 – Sprawy studenckie: Chinol, tost, makaron, pasztet 7 – Sprawy studenckie: Akademik czy wynajem? 8 – Kariera: Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! 9 – Kariera: Więcej niż tysiąc słów 10 – Kariera: Co się ceni? 11 – Kariera: Szlifuj kompetencje między wykładami! 12 – Wywiad: Amazonką być 13 – Zjawisko: Ahoj przygodo, czyli w poszukiwaniu skrzynek 14 – Zjawisko: Sztuka w domowym wydaniu 15 – Zjawisko: Reklama nie ma na mnie wpływu? 16 – Zjawisko: Hipnotyczna siła 17 – Kultura: Anarchia Jasia Zgniłka 18 – Kultura: Inkubator kultury 19 – Kultura: Design po Śląsku 20 – Kultura: Folklor w najlepszym wydaniu 21 – Podróże: Tam, gdzie rośnie herbata 22 – Podróże: Upadek ośrodka w Bornem Sulinowie 23 – Podróże: Podróż za jeden uśmiech 24 –  Sport: Katowice w drodze do finałów Mistrzostw Świata siatkarzy 2014 25 – Sport: Rzeźbią ciała i umysły 26 – Staże/ Praktyki/ Szkolenia/ Warsztaty 27 – Miasto: Operacja na otwartym sercu Katowic


RAPORT

Pierwsza pomoc dla pierwszaka Po beztroskim pobycie w przedszkolu, po pełnym nowości i naukowych przygód etapie szkoły podstawowej, po buntowniczym okresie gimnazjum, po ciężkiej, przedmaturalnej harówce w liceum lub technikum, przyszedł czas na studia, a wraz z nim pojawiły się nowe szanse, nadzieje, możliwości, ale także wyzwania. Kolejny raz młodzi ludzie musieli stanąć w obliczu nieznanej, zupełnie innej niż dotychczas sytuacji. Jak będą wyglądały zajęcia? Kto je poprowadzi? Do jakiej grupy uda mi się zapisać? Czym jest kolokwium? Gdzie znajduje się dziekanat? To tylko niektóre z pytań kłębiących się w głowach tych, którzy po raz pierwszy zawitali w uczelnianych progach. Czy Ty też jesteś jednym z nich? Czy Ty też chcesz poznać na nie odpowiedzi? W takim razie sięgnięcie po nasz magazyn było strzałem w dziesiątkę – Suplement przybywa z pomocą! Etap pierwszy: rozpoznanie

Etap drugi: weryfikacja

Rozwiązując każdy problem, zawsze

Pytania, jakie otrzymaliśmy od pierwszorocznych żaków, były bardzo zróżnicowane. Dotyczyły one wszelakich obszarów życia studenckiego – zarówno tego, które toczy się na uczelni, jak i poza nią. Niektóre były zwyczajne, inne naprawdę kreatywne. Wybraliśmy te, które uznaliśmy za najbardziej interesujące z punktu widzenia nowych studentów. W tym celu sięgnęliśmy do własnych doświadczeń, przeżyć, ale też zgłosiliśmy się do doświadczonych pracowników Uniwersytetu Śląskiego i poprosiliśmy ich o udzielenie najistotniejszych wskazówek.

należy

sięgnąć

do

jego

źródeł

i postarać się odnaleźć przyczyny, które tkwią u jego podstaw. Kierując się

zasadą,

przedstawiciele

Radia Egida, Telewizji UŚ, serwisu internetowego Więc Jestem! oraz redakcji wili

Suplementu,

zapytać

postano-

pierwszorocznych

studentów o to, co najbardziej ich Rozpoczęciu studiów często towarzyszy stres, który wynika przede wszystkim z niewiedzy. Kiedy trafiamy na uczelnię, gdzie znamy niewiele osób, trudno nam jest odnaleźć się w nowej przestrzeni, nie wiemy, do kogo zwrócić się o pomoc i radę. Od samego początku zostajemy wystawieni na ciężką próbę – miesiąc październik uchodzi bowiem za najbardziej intensywny czas, zwłaszcza z perspektywy załatwiania spraw formalnych (wnioski o stypendia, odbiór indeksów i legitymacji, złożenie wymaganych oświadczeń itp.). To niewątpliwie rodzi chaos. Nie warto się jednak załamywać, trzeba wziąć głęboki oddech i pewnym krokiem ruszyć przed siebie – wprost do akademickiego przybytku.

dręczy,

zastanawia,

ciekawi

w związku z rozpoczęciem nauki na uniwersytecie. Do 27 października 2013 roku czekaliśmy na Wasze głosy w tej sprawie. Kwestie, tematy, zagadnienia, które uznaliście za nurtujące, frapujące czy budzące wątpliwości, mogliście przedstawiać w wiadomościach przesyłanych na nasz adres mailowy, w postach zamieszczanych na facebook’owych profilach mediów, a także w ankiecie, którą wypełnialiście w ramach Dni Adaptacyjnych. Zebrane informacje pozwoliły nam na określenie głównych problemów, z jakimi stykacie się na uczelni, a dzięki temu możliwe stało się stworzenie Leksykonu Pierwszej Pomocy Dla Pierwszaka – zbioru wskazówek, podpowiedzi, rad, które ułatwią Wam życie na uczelni, czyniąc je mniej skomplikowanym i chaotycznym.

Etap trzeci: odpowiedzi Gdzie można znaleźć najtańsze ksero? Cóż… Czyżby dopadł was syndrom studenta, który kseruje wszystko, co wpadnie w ręce i co do skserowania się nadaje? Po pierwsze, nie popadajmy w paranoję – zanim zdecydujecie się coś powielać i zużywać papier zastanówcie się, czy kserówki na pewno są niezbędne (wszyscy znamy przecież palącą kwestię ginących lasów Amazonii). Jeśli jednak zdecydujecie się już na kserowanie, a macie nieco więcej czasu, poszukajcie punktu ksera, który będzie trochę dalej od waszego wydziału – czasem może okazać się, że zaoszczędzicie nawet 5-7 groszy na jednej stronie.

Dziennikarze wkraczają Proces wdrażania się w nowe środowisko może przynieść wiele mniejszych i większych problemów lub wątpliwości, dlatego dziennikarze mediów studenckich, działających przy Uniwersytecie Śląskim, postanowili nieco ułatwić swoim kolegom i koleżankom z pierwszego roku dobry start na uczelni, dedykując dla nich akcję „Pierwsza pomoc dla pierwszaka”. Celem tego projektu jest przede wszystkim dostarczenie wskazówek, które pozwolą na szybsze i skuteczniejsze odnalezienie się oraz funkcjonowanie w uczelnianej przestrzeni tym, którzy niedawno stali się jej pełnoprawnymi członkami. Mamy nadzieję, że porady te okażą się cenne i dzięki nim wszelkie Wasze obawy zostaną rozwiane.

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

3


RAPORT

Jak dostać stypendium? To zależy jakie. Na studiach istnieje możliwość zdobycia stypendium socjalnego lub naukowego. O stypendium socjalne można ubiegać się, jeśli miesięczny dochód na osobę w rodzinie nie przekroczył w 2012 r. 782 zł netto. Wysokość stypendium, zależy od dochodu i wynosi od 100 do 700 złotych. Dodatkowo, jeśli się jest zamiejscowym studentem stacjonarnym i mieszka w akademiku lub na tak zwanej kwaterze, istnieje możliwość ubiegania się o dodatek mieszkaniowy. O stypendium rektora dla najlepszych studentów można ubiegać dopiero po zakończeniu pierwszego roku studiów. Podstawą jest tutaj średnia, która nie może być mniejsza niż 4,10. Dodatkowe punkty otrzymacie też za inne osiągnięcia naukowe (udział w konferencjach naukowych, projektach badawczych), artystyczne lub sportowe. Wnioski o przyznanie stypendium należy składać w dziekanacie. Więcej informacji oraz wzory wniosków znajdziecie na stronie http://student.us.edu.pl/pomoc-materialna. Dlaczego nie ma wolnych piątków? A nie ma? Nie martwcie się – na pewno za rok albo dwa Wasz plan będzie miał więcej wolnych dni. Tak naprawdę jest to kwestia zależna od wydziału i kierunku, na którym studiujecie. Czasem wynika to z braku wolnych sal albo preferencji prowadzącego zajęcia. Jeśli jednak jest to dla was duży problem, a kwestia dotyczy jednych zajęć, zawsze można próbować negocjować z prowadzącym przeniesienie ćwiczeń lub wykładu na inny dzień. Gdzie można tanio i smacznie zjeść? To pytanie szczególnie przypadło nam do gustu, dlatego poświęciliśmy mu osobny artykuł na stronie szóstej!

4

Jak zachowywać się w dziekanacie i w kolejce do niego? Dziekanat to bardzo specyficzne miejsce na każdym wydziale, gdzie przy dużej ilości szczęścia i samozaparcia można załatwić naprawdę wiele ważnych spraw. Pani z dziekanatu jest powszechnie uznawana za najważniejszą osobę na wydziale (dziekan zmienia się, co kilka lata, pani z dziekanatu – nie), dlatego bez szerokiego uśmiechu wstęp

w grę). Nie zapominajcie również o krawacie. Jeśli chodzi o panie, zasady są bardzo podobne. Odradzamy dżinsy i kolorowe, kwieciste sukienki. Zawsze najlepsza jest klasyka: czerń, biel i granaty. Co to jest rewers? Tajemniczy dokument, który należy wypełnić, aby móc wypożyczyć książkę w akademickiej bibliotece. Chodzą pogłoski, że istnieją osoby, którym udało się to uczynić prawidłowo. Ale nie martwcie się, macie kilka lat studiów, aby się tego nauczyć. Czy różni się IOS od ITS? IOS – Indywidualna Organizacja Studiów przysługuje studentom, którzy studiują jednocześnie dwa lub więcej kierunków lub osobom wychowującym dziecko. Przyznawany jest przez dziekana na okres jednego semestru. Szczęśliwi posiadacze IOS-a sami ustalają z prowadzącymi sposób i termin zaliczenia danego przedmiotu, ale wszystko musi zostać zaakceptowane przez dziekana danego wydziału. Co ważne, decyzja o jego przyznaniu może być cofnięta, jeśli student nie spełnia ustalonych warunków.

wzbroniony! Warto się również zastanowić, czy dana sprawa na pewno jest możliwa do załatwienia w dziekanacie – jeśli nie, nie należy zawracać nią głowy pracującym tam osobom. Jeśli kolejka do dziekanatu osiąga kolosalne rozmiary, zastanówcie się, czy kwestie, z którymi przychodzicie można załatwić w innym terminie. Na drzwiach dziekanatu wisi także skrzynka, do której można wrzucić wnioski, podania lub indeksy – naprawdę warto skorzystać z tej możliwości. Jeśli jednak sytuacja zmusza Was do stania w kolejce, zachowajcie spokój i opanowanie – nerwy nic tu nie pomogą. Uważajcie też, o czym lub o kim rozmawiacie, nigdy nie wiadomo, kto stoi obok i czy na pewno chce słuchać jakże niesamowitych wspomnień z ostatniej imprezy… Jak należy ubrać się na egzamin? Jakby na to nie patrzeć, egzamin to jeden z najważniejszych momentów w studenckiej karierze – moment, w którym egzaminator próbuje udowodnić, że student nic nie wie, zaś student wykładowcy, że wie cokolwiek. W historii znane są przypadki, kiedy student wyszedł z tego spotkania obronną ręką. Niemałe znaczenie ma tu właśnie strój – na egzamin należy ubrać się odświętnie. Panowie – dres, nieważne jak dokładnie wyprasowany, nie zastąpi garnituru. Ważna jest także koszula – najlepiej biała lub błękitna (jaskrawe kolory nie wchodzą

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

ITS – Indywidualny Tok Studiów – to już nieco wyższa szkoła jazdy. Jak mówi aktualny Regulamin Studiów na UŚ, o ITS może ubiegać się student, który: „ukończył pierwszy semestr studiów i uzyskał średnią ocen powyżej 4,0 lub został zatrudniony w Uczelni w konsekwencji zdobycia przez niego, indywidualnie lub w zespole, grantu na finansowanie działalności naukowej, lub ukończył z oceną celującą studia

Foto Ł. Wycisło

Jeśli ze skserowanych materiałów będziecie korzystać tylko w domu, świetnym pomysłem jest wykonanie w bibliotece darmowych skanów lub zdjęć. Wartością dodaną jest mniejsze prawdopodobieństwo zgubienia owych kserówek i możliwość łatwego podzielenia się nimi z kolegami z roku, u których zyskacie sobie dozgonną wdzięczność (zwłaszcza, jeśli materiały uchodzą za deficytowe i rzadkie).

pierwszego stopnia, po których kontynuuje naukę na studiach drugiego stopnia oraz przedstawił na piśmie szczegółową koncepcję realizacji ITS”. Od pierwszego semestru o ITS mogą ubiegać się jedynie finaliści i laureaci olimpiad stopnia centralnego oraz laureaci konkursów międzynarodowych i ogólnopolskich.


RAPORT Pamiętajcie, że do doktora habilitowanego zwracamy się panie profesorze, ponieważ jest samodzielnym pracownikiem naukowym. Na czym polega urlop dziekański? To semestralna lub roczna przerwa w studiach, przyznawana przez dziekana na wniosek studenta. Jego łączna długość nie może przekraczać dwóch lat, a może się ubiegać o niego każdy student w przypadku ważnych okoliczności życiowych. W czasie urlopu, za zgodą dziekana, można uczestniczyć

w

niektórych

zajęciach

i

zdobywać

zaliczenia. Co ważne, w tym czasie zachowujecie swoje studenckie prawa i uprawnienia np. do zniżek w komunikacji miejskiej. Poza urlopem dziekańskim można wnioskować także o urlop zdrowotny lub wychowawczy. Pierwszy można otrzymać w przypadku długotrwałej choroby, ale do wniosku dołączona być musi opinia lekarza specjalisty. Urlop wychowawczy przysługuje osobom, które urodziły lub wychowują dziecko. Przyznanie urlopu krótkoterminowego (nie W przypadku ITS student także sam ustala sposób i termin zaliczenia poszczególnych przedmiotów, ale to nie wszystko. Można realizować także inne, dodatkowe przedmioty z innych specjalności, kierunków lub z innego roku studiów, co pozwala np. skończyć studia trochę wcześniej. Więcej na temat IOS i ITS możecie przeczytać w Regulaminie studiów na Uniwersytecie Śląskim, który znajduje się na stronie internetowej uczelni. Jak należy prawidłowo wypełnić indeks? To zadanie z pewnością nie należy do najprostszych, zwłaszcza na pierwszym roku studiów. Dla niektórych indeks to jawny wyrzut sumienia, dla innych cenna pamiątka, którą będą pokazywać wnukom. W zasadzie indeks ma w sobie coś z gry komputerowej – w czasie każdej sesji, niczym w grze mamy kilka questów do zrealizowania, a za wykonanie każdego z nich otrzymamy ocenę oraz cenne punkty ECTS, a wszystko swoim cennym podpisem potwierdzi egzaminator. Ważne jest jednak, żeby najpierw samemu podpisać indeks na pierwszej stronie. Później to już tylko kwestia wprawy – po kolei wpisujemy wszystkie przedmioty i ilość godzin – starajcie się zrobić to schludnie i czytelnie. Jeśli wasz charakter pisma śmiało mógłby konkurować z bazgrołami lekarza z długim stażem, możecie poprosić o wypełnienie indeksu kogoś, kto zrobi to ładniej. Pamiętajcie, że indeks należy wypełnić jeszcze przed wejściem na egzamin. Szczególną uwagę zwróćcie na to, aby nie pomylić nazwiska, imienia lub tytułu naukowego wykładowcy – po co tworzyć niemiłą atmosferę w czasie egzaminu?

Foto Ł. Wycisło

dłuższego niż sześć tygodni) nie zwalnia studenta z obowiązku przestrzegania terminów zaliczenia semestru studiów. Wiadomo, że najgorsze są powroty – należy pamiętać, że po zakończeniu dziekanki obowiązkiem studenta jest nadrobienie wszelkich różnic programowych.

komisją, wyznaczoną przez dziekana, w której skład Co się stanie, jeżeli nie zdam egzaminu? Po pierwsze się nie martw! Świat się nie kończy na egzaminie… Każdemu studentowi, który nie zda lub nie zjawi się na egzaminie w pierwszym terminie przysługuje termin drugi, tak zwany poprawkowy. Odbywa się on nie wcześniej niż dwa tygodnie po ogłoszeniu wyników pierwszego egzaminu. Załóżmy pesymistycznie, że egzaminu nie udało się zdać także w drugim terminie… Spokojnie, to prawdopodobnie jeszcze nie koniec waszego studiowania. Na umotywowany wniosek studenta, złożony w ciągu 5 dni roboczych od daty ogłoszenia wyniku egzaminu poprawkowego lub ostatniego terminu zaliczenia, dziekan w uzasadnionych przypadkach może zarządzić zaliczenie komisyjne lub ustny egzamin komisyjny. Tu sprawa jest już poważna – odpowiada się przed

wchodzi dziekan (lub osoba przez niego wyznaczona), jako przewodniczący komisji, wykładowca, którzy przeprowadzał poprzedni egzamin, oraz trzecia osoba, która jest specjalistą z przedmiotu zdawanego komisyjnie. Jeśli bardzo boicie się tej formy egzaminu, na wasz wniosek może uczestniczyć w nim przedstawiciel organu samorządu studenckiego, opiekun roku lub grupy ćwiczeniowej, a także rzecznik praw studenta i doktoranta. Jeśli i w tym przypadku efekty waszej nauki nie będą satysfakcjonujące dla członków komisji, nie pozostaje nic innego jak wpis warunkowy, zwany potocznie warunkiem, czyli powtarzanie danego przedmiotu w następnym roku akademickim.

Monika Wawszczyk, Joanna Grzonka

Jak należy zwracać się do wykładowców? Na uniwersytecie przyjęte jest posługiwanie się tytułami naukowymi w kontaktach z nauczycielami akademickimi – warto o tym pamiętać, bo ich mylenie odbierane jest, jako nietakt i wyraz ignorancji.

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

5


SPRAWY STUDENCKIE

Chinol, tost, makaron, pasztet Kanapka z chlebem na śniadanie, obiad i kolację. Ryż z ryżem od święta. Schabowego zastąpiły parówki, a jak rosół, to najlepiej pikantny kurczak. Studencki budżet hamuje kulinarne fantazje, ale pamiętaj – student nie Salomon i nawet z pustego potrafi nalać. w postaci komentarzy. Wiadomo, że dania są

epoki, ale zaskarbiły sympatię studentów. Prosperują

sprawdzone i nie popełnimy kulinarnego faux pas.

w bardzo prosty sposób, dzięki czemu ceny obiadów,

W dalszej podróży po sieci i znajduję takie strony

które często smakują jak domowe, obniżają się

jak www.student-gotuje.pl albo „Obiad za dychę”.

do minimum. Przykładem jest działająca przy

Wszędzie mnogość dań wraz ze sposobem wykonania,

ul. Mickiewicza katowicka Europa z już 30-letnią

ceną i zdjęciem gotowego specialite de la student.

tradycją. Makaron z kapustą i grzybami – 2,54 zł,

Najczęściej są to obiady z kurczakiem, warzywami,

pierogi ruskie – 3,53 zł, racuchy –3,01 zł. Niestety, jest

naleśniki, zupy, kotlety i wiele innych propozycji.

to jedyny bar mleczny w mieście, którego nie wygryzły

Tanim kosztem możemy stworzyć bombę eksplodującą

jeszcze fast- foody, aczkolwiek wciąż działają

smakiem w naszych ustach.

Banał – chcąc zaoszczędzić, kupuj w hipermarketach Wiadomo, że w dyskontach jest tanio, ale może być jeszcze taniej. Trzy w cenie dwóch, drugi produkt za grosz, kupując kawę dostajesz śledzie gratis – tak jest wszędzie i w rezultacie można się pogubić. Tutaj z pomocą (jak zawsze) przychodzi Internet. Dzięki facebookowemu fanpage’owi „Studencki budżet” mam musli za połowę ceny, litr soku jabłkowego za 1,69 zł, a także wiem, kiedy i gdzie kupię wędliny z 20% rabatem. Informacje o obniżkach w marketach są aktualizowane na bieżąco, a rzesze spragnionych promocji studentów uzupełniają je, gdy tylko pojawi się nowy post. Szereg produktów w okazyjnych cenach znajdziemy również na Gazetkapromocyjna24.pl. Oferty z ponad pięćdziesięciu sieci handlowych, kupony rabatowe, a nawet konkursy. Strona raczej dla wytrwałych – od kolorów i cyferek po kilku minutach boli głowa. Jeśli jesteś już w ferworze zakupowego szaleństwa i manewrujesz sklepowym wózkiem między regałami, zwróć uwagę na produkty z kończącym się terminem przydatności. Najczęściej (uwaga – czasem może zdarzyć się niespodzianka!) są to pełnowartościowe sery, jogurty, jajka, etc. tańsze nawet o 70%.

Zjedz na mieście Nie każdy oczywiście chce być drugą Magdą Gessler. Jeżeli nie podołamy wyzwaniu i dobrowolnie „oddamy fartuch”, pozostaje opcja na bogato, czyli posiłek na mieście. Obiad w restauracji może wydawać się finansowym samobójstwem, chyba że prześledzimy po raz kolejny wachlarz zniżek studenckich. Na przykład: pizzeria Dominium oferuje każdą pizzę w dowolnym rozmiarze za połowę ceny, a sieć restauracji Sphinx,

uczelniane stołówki i bufety, które z barami mlecznymi

w ramach promocji „Happy hours”, tnie ceny dań

mają wiele wspólnego. Często funkcjonują w systemie

z ,,Fuzji smaków” o połowę. Biesiadowo – sieć pizzerii,

wagowym, co umożliwia samodzielne skomponowanie

daje 15% upustu na wszystko, wystarczy okazać

oryginalnego obiadu w niewygórowanej cenie.

ważną legitymację studencką. Warto też obserwować

Mity o studentach – głodni, biedni i pijani. Obal dwa

stronę Groupona. W zakładce „Restauracje” figuruje

pierwsze, byś miał siłę i pieniądze na to, by tego

kilkanaście ofert z grupowymi zniżkami w lokalnych

trzeciego nie obalać. Kilka prostych trików pozwoli

punktach gastronomicznych.

zapobiec halucynacjom z niedożywienia.

Kolejne miejsca, gdzie zjemy za półdarmo to bary mleczne. Mają w sobie klimat rodem z poprzedniej

Paulina Piechaczek

Sposób wykonania

Foto K. Szwaja

Królem studenckiego talerza bardzo często jest ziemniak – niezwykle wdzięczne warzywo, dające się przygotować na co najmniej kilkanaście sposobów. Placki, kluski, zapiekanki i sałatki. Równie tanim i łatwym w obróbce składnikiem jest makaron. Facebookowy „SOS – Szybki Obiad Studencki” proponuje na przykład łatwy w wykonaniu makaron z cukinią i serem. Cena za 4 porcje – 10 zł. W komentarzach znaleźć można, że za suche, dodajcie mleko, paprykę i curry albo porcje wychodzą bardzo małe. Tym właśnie Internet wygrywa z książką kucharską – wraz z przepisem, dostajemy feedback

6

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl


SPRAWY STUDENCKIE

Akademik czy wynajem?

Foto K. Szwaja

Problem, z którym boryka się każdy przyjezdny żak. Co szósty student Uniwersytetu Śląskiego nie mieszka już z rodzicami, a to oznacza, że co rok czeka go m.in. gruntowna analiza dostępnych środków finansowych oraz miejscowych rozkładów autobusowych, a na koniec staje przed ostatecznym dylematem: akademik czy wynajem?

Studiowanie w nowym środowisku wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Samodyscyplina i zaradność to pierwsze dwie cnoty samodzielnego żaka. Trzecią jest świadomość swojego studenckiego kapitału, gdyż to między innymi od niego uzależnione jest to, gdzie spędzimy kilka lat naszej młodości. Często w artykułach tudzież komentarzach internautów możemy się spotkać z opinią, że akademik to nieprzyjemne i hałaśliwe miejsce o bardzo niskim standardzie. Opinia ta często spotyka się z ostrym sprzeciwem studentów, którzy mieszkają w domach studenckich. – Każdy akademik jest inny. DS2 na Ligocie był niesamowicie socjalny. Wspólna toaleta i kuchnia powodowała, że na każdym kroku spotykałem naprawdę sympatycznych i spokojnych ludzi. Natomiast DS7 ma zdecydowanie lepsze pokoje, bo są większe i ładniejsze. Minusem jest jednak fakt, że ciężko poznać kogoś spoza swojego segmentu – stwierdza Rafał, student dziennikarstwa, który w katowickich akademikach spędził już ponad rok.

Pierwsza przeszkoda, czyli cena

zł (DS7). Wynajmowanie całego pokoju dla siebie odbywa się na takiej samej zasadzie jak na Ligocie. Jak wygląda cena wynajmu mieszkań w Katowicach? Wyprzedzają nas tylko Wrocław, Kraków i Warszawa. Dwupokojowe lokum o średnim standardzie oscyluje wokół kwoty 1480 zł. Możemy oczywiście upolować mieszkania w cenie sięgającej nawet tysiąca złotych, co przy podziale na dwie osoby sprawia, że jest to ciekawa

alternatywa w porównaniu do Domu Studenta. – Cena akademika i dojazdów na uczelnie dają taką kwotę, że po dołożeniu niewielkiej ilości można znaleźć jakiś pokój do wynajęcia bliżej centrum, a nie na końcu świata – stwierdza Agata, studentka filologii polskiej. Oczywiście trzeba pamiętać, że w cenę nie zawsze wliczone są opłaty za media, a wyposażenie może pozostawiać wiele do życzenia. Najdroższym obszarem Katowic jest Brynów, osiedle Ptasie, Koszutka oraz Panewniki. Metr kwadratowy kosztuje tam od 31 do 36 zł miesięcznie. Drugim finansowym biegunem Katowic są osiedla Burowiec, Witosa i Batory, gdzie metr kwadratowy wart jest 22 zł miesięcznie.

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę przy wyborze lokum? Nie wszystkim uda się zdobyć luksus mieszkania w centrum Katowic, co sprawi, że unikną regularnych podróży komunikacją miejską. Ceny biletów autobusowych to dodatkowy wydatek ok. 50 zł

miesięcznie przy założeniu, że korzystamy z biletów kwartalnych, których cena wynosi ok. 150 zł. Ponadto istotny jest dystans dzielący nas od uczelni. Pomimo tego, że Katowice są według wielu rankingów jednym z nielicznych miast, w których średnia prędkość w centrum wynosi ponad 40km/h, to jednak trasa z Ligoty na ulicę Bankową bywa dłuższa niż – jak podaje licznik Google – 20 minut. – Nie chcę narzekać, bo położenie akademików miało swoje plusy, ale uważam, że minimum 35 minut, aby dojechać na wydział, to trochę za dużo... – tak mówi Żaneta, była mieszkanka Ligoty, która obecnie wynajmuje pokój w centrum Katowic. Duże korki w drodze na uczelnię potrafią doprowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której mieszkańcy akademików w Sosnowcu – pomimo tego, że mają do pokonania podobną odległość – o wiele szybciej dojeżdżają do centrum Katowic.

Samodzielność i prywatność to drogie produkty Ucieczka przed tym faktem wydaje się być skazana na porażkę. Nie jest niczym nowym to, że w akademickich warunkach najlepiej odnajdują się osoby komunikatywne i otwarte na otoczenie. Zaś osoby potrzebujące wysokiego poczucia intymności muszą być gotowe na spore wydatki i trochę nerwów. Przeczesywanie ofert wynajmu pokoi jedno- lub wieloosobowych to żmudne zajęcie ze sporą dawką ryzyka. Dodatkowym utrudnieniem jest uboga i mało korzystna dla studentów sytuacja na runku nieruchomości. – Rynek wynajmu w Katowicach jest bardzo ubogi – dodaje Paulina, studentka inżynierii biomedycznej. Dlatego też podpisywanie umowy o wynajem powinno być niezwykle skrupulatnie przemyślaną decyzją.

Sebastian Górnicki

Foto K. Szwaja

Jeśli przyjrzymy się akademickiemu cennikowi i porównamy go z bardzo ogólnikowymi stawkami za wynajem pokoju lub całego mieszkania w Katowicach, zauważymy tylko nieznaczne różnice. Obecnie za wynajem miejsca w pokoju dwuosobowym na Ligocie zapłacimy od 351 (DS1) do 414 zł (DS7). Ponadto ciekawą opcją wydaje się wynajmowanie całego pokoju dla siebie. Płacimy wtedy za drugie miejsce dodatkowe 150 zł, co w sumie daje nam kwotę od 501 (DS1) do 564 zł (DS7). Podobnymi stawkami charakteryzują się sosnowieckie akademiki. Ceny zamykają się w przedziale od 381 (DS3 i DS4) do 414

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

7


KARIERA

Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! „Będziesz walczyć dzielnie przeciwko przeciwnościami losu. Co zrobisz, gdy upadniesz? Wstaniesz, podniesiesz się, będziesz biec dalej. Wszyscy dookoła będą się śmiać z Ciebie i mówili, że jesteś bezwartościowy. Zabraknie Ci sił w użyciu, ale będziesz walczył tak, jak o powietrze i o wodę. Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! Porażka i ucieczka to nie moje słownictwo. Będę się dalej uczył, motywował innych do działania. Nie zawiodę swoich braci i sióstr, nie wycofam się przed odmianą ich życia. Ktoś się przewróci podczas biegu – nieważne, że tracę pierwsze miejsce w zawodzie – wrócę po niego, podniosę go i będę dalej z nim biec, będę ostatni. Kim jesteś? Jesteś ZWYCIĘZCĄ!” Tej krótkiej, ale jednocześnie niezwykle emocjonującej i niepowtarzalnej lekcji, udzielił polskim internautom Piotr Blandford, stając się tym samym jedną z najbardziej popularnych postaci w wirtualnej przestrzeni. Łamiąc niemal wszystkie zasady stylistyki i gramatyki ojczystego języka, żywo gestykulując oraz próbując pobić rekord ilości słów wypowiadanych na wydechu, sprawił, że jego materiał zamieszczony na serwisie YouTube uzyskał w ciągu pierwszych pięciu miesięcy, ponad dwa miliony wyświetleń. Co sądzą o nim użytkownicy? Ilu z nich postanowiło uczynić z hasła „Jesteś zwycięzcą” swoje życiowe motto? Niestety, nie znam odpowiedzi na te pytania. Wiem jednak, że dla mnie ta 110-sekundowa dawka niepohamowanej chęci poprawienia samooceny Polaków, stała się inspiracją do napisania tego artykułu i krótkiego wyjaśnienia czytelnikom Suplementu, czym jest coaching.

zmienić, więc nie warto poświęcać jej zbytniej uwagi. Największe znaczenie ma w tej sytuacji ustalanie celów oraz wyznaczanie środków i sposobów ich osiągnięcia.

Coaching na wiele sposobów Coaching obejmuje swoim zakresem różne dziedziny ludzkiej aktywności, dlatego możemy mówić o kilku jego rodzajach. Wśród nich na

uwagę

zasługują

m.in.: - coaching zawodowy (career

coaching)

wiąże się z rozwojem ścieżki

kariery;

jest

jednostki w podejmowaniu o

kierunku

zawodowej drogi, może także dotyczyć sytuacji awansowania lub rozpoczynania pracy na zupełnie nowym stanowisku lub w innym niż dotychczas miejscu; - coaching życiowy (life coaching) – stosowany w odniesieniu do sfery prywatnej, osobistej danej osoby; często opiera się na działaniach zmierzają-

Przepis na rozwój Indywidualny rozwój człowieka jest uzależniony od wielu czynników, wśród których bardzo istotne są predyspozycje psychiczne, osobowościowe i społeczne. Często ludzie nie potrafią samodzielnie dokonać wyboru życiowej drogi, a konkretyzacja własnych celów, dążeń, aspiracji, staje się dla nich problematyczna. W tej sytuacji doskonałym rozwiązaniem wydaje się być skorzystanie z porad profesjonalnego coacha. Jego zadaniem jest zmotywowanie osoby do działania i myślenia, pomoc w rozpoznaniu jej mocnych i słabych stron oraz pokazanie sposobu na lepsze wykorzystanie drzemiącego w jednostce potencjału. Wszystko to dokonuje się w atmosferze szacunku i pełnej akceptacji - relacje z coachem mają charakter partnerski, nie przybierają formy stosunków dominacji i podległości. Ważną cechą coachingu jest zorientowanie na teraźniejszość i przyszłość, które wynika ze stwierdzenia, że przeszłości nie da się już

8

cych do poprawy relacji rodzinnych, stosunków z przyjaciółmi, próbach lepszego odnalezienia się w niecodziennej sytuacji życiowej, w obliczu przyjmowania nowych ról np. bycia rodzicem, małżonkiem; - coaching zespołowy (team coaching) – jest on niezwykle ważny z perspektywy pracy w grupie. Z jego pomocą dąży się do lepszego porozumiewania się członków zespołu oraz owocniejszego rozwoju potencjału, który w nich drzemie. Dzięki niemu, teamy łatwiej radzą sobie w wykonywaniu zadań trudnych, o złożonej strukturze, a także potrafią lepiej zmagać się z sytuacjami kryzysowymi. Oprócz typów opisanych powyżej, często mówi się również o coachingu biznesowym, menedżerskim, eksperckim,

personalnym,

narzędziowym

oraz

integralnym. Warto wspomnieć jednak, że choć ich nazwy oraz pola szczegółowych zainteresowań się różnią, to zawsze łączy je wspólny rdzeń w postaci pragnienia rozwoju i sięgania po wyznaczone cele.

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

Coaching pozwala na lepsze poznanie siebie, odkrycie posiadanych talentów, podniesienie swej samooceny i poczucia własnej wartości. O tym, że wszyscy jesteśmy zwycięzcami, przekonywał już prawie 40 lat temu Freddie Mercury w piosence „We Are the Champions”. Wokalista zespołu Queen zalecał swoim fanom, żeby mimo przeciwności losu, nie poddawali się i z podniesionym czołem zmierzali naprzód. Podobne rady daje użytkownikom Internetu Piotr Blandford, przekazując im pełną pozytywnej energii wiadomość: „Dasz radę! Dobiegniesz do tej mety i będziesz diamentem!”. Może warto ją zapamiętać?

Monika Wawszczyk

nastawiony na wspieranie decyzji

We are the diamonds

suplement.us.edu.pl


KARIERA

Więcej niż tysiąc słów Wyprostuj się, wciągnij brzuch, pierś do przodu, głowa do góry – z taką postawą pewnym krokiem możesz ruszać na podbój rynku pracy. Na co jeszcze zwracać uwagę, aby wywrzeć jak najlepsze pierwsze wrażenie? Większość informacji o rozmówcy odczytujemy nie na podstawie wypowiadanych przez niego słów, ale obserwacji jego zachowania, wyglądu czy postawy. W mowie naszego ciała wszystko ma znaczenie – to jak chodzimy, a nawet stoimy czy siedzimy. Podczas oficjalnych spotkań nie wolno sobie pozwolić na nieświadome wykonywanie gestów, które mogą zostać różnie zinterpretowane…

Czytanie z ciała Kilka sekund. Tylko tyle potrzeba na ocenienie drugiej osoby. Ten krótki czas może decydować o przebiegu całej rozmowy, jak i twojego „być albo nie być”. Psychologowie radzą, aby zawsze pamiętać o nawiązaniu kontaktu wzrokowego z rozmówcą, stanowczym uścisku dłoni i o… uśmiechu. Wielu gestów można się nauczyć, jednak niezbędna jest samokontrola. Na postawę wpływa również charakter, dlatego ludziom pewnym siebie łatwiej się dobrze zaprezentować. Wyprostowana sylwetka świadczy o swobodzie i wywołuje pozytywne nastawienie rozmówcy. Stanowczy uścisk dłoni informuje: wiem, czego chcę. Ludzie nieśmiali często trzymają opuszczoną głowę czy chodzą pochyleni. Taka postawa od razu daje do zrozumienia, że delikwent czuje się przytłoczony całą sytuacją i nie ma silnej osobowości. Co do uśmiechu – pozwala pozytywnie spojrzeć na siebie i daną sytuację, dodaje pewności, a podobno nawet ten wymuszony, może zredukować stres.

Jestem macho Nie każdy czuje się zwycięzcą i nie każdy potrafi rządzić innymi. Zatem jak sobie poradzić w stresujących momentach? Przede wszystkim, należy nauczyć się panować nad sobą i swoimi gestami. To, w jaki sposób się zachowujemy, wpływa na nasze samopoczucie. Wystarczy przyjąć dominującą pozycję ciała i niejako „oszukać” nasz organizm, który zacznie wtedy wytwarzać więcej testosteronu, przy jednoczesnym spadku poziomu kortyzolu – tzw. hormonu stresowego. Wśród mężczyzn popularną postawą jest stanie w rozkroku, zawierająca informację: „jestem twardzielem i lepiej nie wchodź mi w drogę”. A jaki jest najszybszy sposób, by poczuć władzę? „Rozwal się” szeroko na krześle z nogami na stole, chodź wyprostowany

z głową podniesioną wysoko, a gdy się podpisujesz, rób to z rozmachem!

Jak cię widzą, tak cię piszą Żyjemy w erze operacji plastycznych i powszechnego dążenia do piękna, a kwestia wyglądu zewnętrznego wydaje się być bardzo kontrowersyjna. Wciąż można usłyszeć spory pomiędzy tymi, którzy uważają aparycję wyłącznie za mało istotne opakowanie, a tymi, którzy widzą w niej najważniejszy element pierwszego wrażenia. Jakiekolwiek mamy poglądy na ten temat, opinie psychologów są niemal jednoznaczne – nowo poznana osoba ocenia Cię w niecałe 4 sekundy. Bez względu na to, jakim człowiekiem jesteś, o pierwszym odbiorze rozstrzyga głównie twoja powierzchowność. Wygląd w dużej mierze decyduje o powodzeniu, nie tylko w życiu prywatnym, ale także zawodowym. Oczywistym jest, że nikt nie będzie miał za złe mechanikowi ubrudzonej koszulki, wiele wybaczymy również pani w osiedlowym sklepie. Sprawa komplikuje się tym bardziej, im bardziej reprezentacyjną funkcję pełnimy – w końcu chodzi o wywarcie jak najlepszego wrażenia na naszym kliencie bądź współpracowniku. Zdaniem ekspertów, kilka prostych zasad budowania image’u, w połączeniu z pewnością siebie, jest w stanie zagwarantować zawodowy sukces.

niekoniecznie. Okazuje się, że fryzura sięgająca poniżej karku znacznie umniejsza wiarygodności osoby pełniącej odpowiedzialną funkcję. Spore restrykcje dotyczą również zarostu – wśród czołowych, światowych biznesmenów nie znajdziemy nikogo, kto… nosi brodę. Pamiętaj: nawet, jeśli z zarostem Ci do twarzy, nie wzbudzi on zaufania w Twoim kontrahencie.

Uwierz w siebie! Jeśli Twojemu życiu prywatnemu i zawodowemu daleko do ideału, głowa do góry. Wszystko jest kwestią pozytywnego nastawienia i treningu. Pamiętaj, że sedno sukcesu leży w twojej pewności siebie, charyzmie i wierze we własne możliwości. Skup się na swoich zaletach i rozwijaj je, wady zaś staraj się jak najbardziej niwelować. Dobry wygląd to kwestia kilku prostych zasad, zaś kształtowanie charakteru jest zdecydowanie trudniejszym, bardziej pracochłonnym zadaniem. Nie ma na co czekać – wyprostuj się i zacznij od zaraz!

Agnieszka Kliks, Joanna Stanuch

Panie przodem Często problematyczna okazuje się sytuacja kobiet – w rozmowach biznesowych niewskazany jest wyzywający ubiór i ostry makijaż, mogą one bowiem świadczyć o niskim profesjonalizmie. Najlepiej postawić na naturalność – delikatny makijaż, stonowany manicure i elegancką, choć nierzucającą się w oczy fryzurę. Kolejna wskazówka: panie w bezpośrednim kontakcie z klientkami nie powinny górować wyglądem nad rozmówczynią. Bogata biżuteria, ubrania pochodzące na pierwszy rzut oka od najdroższych projektantów, mogą onieśmielić klientkę i pozbawić ją zaufania wobec dyskutantki.

Męski, fryzjerski dylemat Długie włosy u panów z pewnością sprawdzą się w branży muzycznej, jednak w poważnej firmie już

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

9


kariera

Co się ceni? Własne zainteresowania, perspektywy pracy, presja rodziny, aktualna moda – jest masa różnych powodów, dla których decydujemy się na te czy inne studia. Pomimo mnogości uczelni wyższych (państwowych i prywatnych), jak i samych studentów, błyszczące trzy literki przed nazwiskiem nadal kuszą. Czy w obecnych czasach warto jednak studiować? Jeśli tak, to jakie kierunki wybrać? I co zrobić, żeby wyróżnić się wśród tysięcy innych studentów?

Co studiować, by dużo zarabiać i czerpać z tego satysfakcję? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Sytuacja na rynku zmienia się w takim tempie, że ciężko przewidzieć to, czy studia na danym kierunku okażą się strzałem w dziesiątkę. Warto orientować się jednak w trendach i na bieżąco monitorować zarówno rynek, jak i własny rozwój.

Garść statystyk Liczba studentów w Polsce systematycznie rosła aż do roku akademickiego 2005/2006 i wynosiła wtedy 1 953 832. Obecnie notuje się tendencję spadkową (2011/2012 – 1 764 060), ale to i tak znacznie więcej niż zaledwie dwadzieścia lat temu, kiedy w Polsce studiowało tylko 390 409 osób. Konkurencja wśród młodych magistrów jest duża, jednak przyszłym absolwentom uczelni powinno być nieco łatwiej – zarówno podczas szukania pracy, jak i w trakcie starań o przyjęcie na wymarzone studia. Prognozy mówią, że spadek liczby studentów będzie utrzymywał się mniej więcej do roku 2023/2024. Nie powinno to jednak martwić uczelni publicznych – młodzi ludzie coraz chętniej wybierają studia stacjonarne na uczelniach państwowych (w 2011/2012 było to 51% ogółu studentów). Jeśli chodzi o najpopularniejsze fakultety, to prym zdają się wieść kierunki techniczne (szczególnie te związane z ciągle rozwijającymi się nowymi technologiami), ekonomiczne, prawniczo-administracyjne, ścisłe, społeczne i medyczne.

Złowić pracodawcę Przyszłościowy kierunek studiów to jednak nie wszystko. Sukces zależy od naszej determinacji

10

– niezależnie od tego, czy chcemy pracować w korporacji, urzędach, mediach lub rozkręcić własny biznes. Co zatem robić? Dobre oceny na studiach to nie wszystko. Wymagać ich będą nieliczni – najczęściej firmy rekrutujące na prestiżowe staże i stanowiska, ale też uczelnie, jeśli zdecydujemy się na karierę naukowca. Warto wtedy pomyśleć o działalności w kołach naukowych. Studiując kierunki artystyczne, informatykę, kulturoznawstwo czy dziennikarstwo, dobrze w miarę możliwości budować swoje portfolio. Nie jest to trudne, choć często musimy się liczyć z działaniem na zasadzie non-profit. Nie znaczy to jednak, że nie otrzymujemy niczego w zamian – zbieramy w ten sposób cenne doświadczenie i zaufanie potencjalnego przyszłego pracodawcy. Coraz większe znaczenie w procesie rekrutacji mają tzw. „kompetencje miękkie”. Czym są i jak je zdobyć? Składają się na nie umiejętności osobiste oraz społeczne. Chodzi tu m.in. o zarządzanie czasem, asertywność, pewność siebie, umiejętność pracy w grupie czy kierowanie zespołami. Świetnym sposobem na rozwój tych kwalifikacji są wszelkiego rodzaju szkolenia czy akademie liderów. Dobrym rozwiązaniem jest też aktywne działanie w ramach samorządów studenckich i innych organizacji, np. AEGEE,

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Cenna jest również praca w środowisku międzynarodowym, jak i znajomość języków. Okazją na rozwój w obu tych obszarach mogą być wyjazdy w ramach programu Erasmus – zarówno na studia, jak też na późniejsze praktyki zagraniczne. Staże poza Polską oferowane są przez instytucje kulturalne, polityczne (np. Parlament Europejski), jak również firmy komercyjne. Warto też zainteresować się wolontariatem europejskim – wyjazd trwa od 1 do 12 miesięcy, a jego koszty w znacznej mierze pokrywa organizacja goszcząca. Cenny może okazać się także udział w programach Global Citizen, Camp America czy Work&Travel.

Bądź elastyczny Jeśli po skończeniu danego kierunku nie umiesz znaleźć pracy – nie załamuj się. Ważna jest elastyczność. System boloński (3 lata licencjatu i 2 magisterki) sprawia, że nawet po skończeniu kierunku humanistycznego możesz w dwa lata stać się magistrem... ekonomii! Przy przyjęciu wymagany jest tylko test z podstawowych zagadnień. Podobnie w przypadku, gdy mając w garści tytuł inżyniera chcesz poznać tajniki dziennikarstwa czy kulturoznawstwa. W ofercie uczelni znajduje się też masa studiów podyplomowych. Nie bój się zmian – pracodawca z pewnością doceni twoją elastyczność. Wiedza z pozornie niemających ze sobą nic wspólnego dziedzin może stać się atutem, który wyróżni Cię spośród innych kandydatów.

Sylwia Chrapek

Foto: Ł. Wycisło

Foto: Ł. Wycisło

AIESEC. To tam możemy podjąć wiele wyzwań, pokierować ciekawym projektem, zmierzyć się ze stresem, nawiązać nowe kontakty, a przede wszystkim dobrze się bawić.


KARIERA

Stery kariery: Szlifuj kompetencje między wykładami! Przepis na sukces zawodowy nie jest skomplikowany, jednak wymaga użycia konkretnych składników we właściwych proporcjach. Tymi składnikami są wszelkie dodatkowe inicjatywy, których podejmiesz się w trakcie studiów. Swoje kompetencje możesz szlifować razem z Uniwersytetem Śląskim lub poza uczelnią. Przepis na SUKCES ZAWODOWY Składniki: kilogram doświadczeń zdobytych podczas wymiany studenckiej, szklanka działalności w organizacjach studenckich lub kołach naukowych, kilka ziarenek nagród zdobytych w konkursach studenckich, garść szkoleń – doprawionych porcją certyfikatów, kilka uncji praktyk lub łyżka wolontariatu Czas przygotowania: 5 lat Przygotowanie: Podane składniki wymieszaj i dopraw przyprawą własnej osobowości. Powstałą masę kształtuj przez okres studiów, po czym podaj ją – pięknie przybraną w CV – potencjalnemu pracodawcy. Uniwersytet Śląski oferuje Ci wiele możliwości rozwoju. Poza budowaniem kompetencji zawodowych w procesie kształcenia (w ramach studiów I stopnia, II stopnia, III stopnia i podyplomowych) możesz skorzystać z dodatkowych opcji, wspierających realizację Twojego celu zawodowego.

Kilogram doświadczeń zdobytych podczas wymiany studenckiej Ciekawym i niezwykle rozwijającym doświadczeniem jest wymiana studencka. Uczestnicząc w programie MOST możesz studiować na wybranej uczelni w Polsce, natomiast program Erasmus umożliwia Ci studiowanie na wybranej uczelni w Europie (Erasmus studia) lub odbycie praktyk w zagranicznym przedsiębiorstwie (Erasmus praktyki). LLP Erasmus: www.erasmus.us.edu.pl Program MOST: www.uka.amu.edu.pl

Szklanka działalności w organizacjach studenckich lub kołach naukowych Równie pouczającym doświadczeniem jest uczestnictwo w kołach naukowych lub organizacjach studenckich. To doskonała wiedzy

możliwość i

praktycznych których być

pogłębienia

prawdziwa wachlarz

bardzo

szkoła

umiejętności, szeroki.

potrafi Możesz

prowadzić badania naukowe,

wydawać publikacje naukowe, brać udział w konferencjach naukowych, ale też inicjować studenckie eventy, zarządzać projektami i zespołami ludzi czy też brać udział w występach tanecznych i zawodach sportowych. Taka aktywność pozwoli Ci zdobyć określone kompetencje, a przy tym pokaże pracodawcy, że jesteś osobą chętną do działania. Spis organizacji studenckich: www.student.us.edu.pl/ samorzad-i-organizacje-studenckie AEGEE: www.aegeekatowice.org AIESEC: www.aiesec.pl

Kilka ziarenek nagród w konkursach studenckich

zdobytych

Dodatkowo, Twoje zaangażowanie w inicjowaniu i wspieraniu życia studenckiego, w działalności społecznej, dobroczynnej, kulturalnej, artystycznej, sportowej, naukowej i popularnonaukowej mogą zostać uhonorowane przez władze uczelniane lub świat biznesu. Nie bądź skromny – chwal się swoimi sukcesami i bierz udział w konkursach studenckich! Wyróżnienia JM Rektora UŚ: http://student.us.edu. pl/wyroznienia-jm-rektora-uniwersytetu-slaskiegodla-studentow-i-doktorantow-2013 Absolwent z pasją: http://www.absolwent.us.edu.pl/ plebiscyt-absolwent-z-pasja Stypendium z wyboru: www.stypendiumzwyboru. absolvent.pl

Kilka uncji wolontariatu

praktyk

lub

łyżka

Omówione metody mogą Ci pomóc w zdobyciu wymarzonego stanowiska pracy, natomiast doskonałą okazją do upewnienia się, czy owe stanowisko jest faktycznie „wymarzone” i „stworzone dla Ciebie”, jest podjęcie pracy (np. w formie wolontariatu, praktyki lub stażu). Kontakt z wyzwaniami i problemami branżowymi to prawdziwa inwestycja w przyszłoś��! Oferty pracy dla studentów i absolwentów UŚ: www.biurokarier.edu.pl Oferty pracy: www.pracuj.pl Oferty pracy: www.infopraca.pl

Zostań kucharzem swojego losu! Okres studiów, poza absorbującą nauką, powinien obejmować także inne działania, które wzbogacą Twoje kompetencje. Wszelkie dodatkowe aktywności, których się podejmiesz, mogą w znaczący sposób zwiększyć Twoje szanse na znalezienie pracy i osiągnięcie sukcesu zawodowego. Zatem… do dzieła!

Katarzyna Anuszkiewicz

Garść szkoleń – doprawionych porcją certyfikatów Jeśli nie chcesz angażować się w długotrwałą działalność, a zależy Ci na rozwoju kompetencji, to możesz wziąć udział w rozmaitych szkoleniach i warsztatach. Z pomocą trenerów i szkoleniowców możesz rozwinąć kompetencje „twarde” (np. umiejętności językowe, komputerowe), jak i „miękkie” (np. umiejętności z zakresu komunikacji, negocjacji, wystąpień publicznych). Warto śledzić pod tym kątem działalność uczelnianych biur, stworzonych z myślą o wsparciu rozwoju studentów i absolwentów Uniwersytetu Śląskiego, tj. Biura Karier i Biura Wsparcia Studenta. Biuro Karier UŚ: www.bk.us.edu.pl Biuro Wsparcia Studenta UŚ: www.student.us.edu.pl Spis szkoleń: www.inwestycjawkadry.info.pl

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

11


wywiad

Amazonką być Nowotwór – dla wielu brzmi jak wyrok. A przecież diagnoza wcale nim nie jest. Można znaleźć w sobie siłę i pokonać chorobę. Agnieszka ma 43 lata, jest po mastektomii. Choć początkowo uwierzyła w okrutny mit o śmiertelnym raku, nie poddała się. Co powiedział? Spojrzał na wynik i mruknął pod nosem „Obym się mylił…”. W tym momencie poczułam, że mam dość, a przecież to był dopiero początek. Czekały mnie dalsze badania – biopsja. Ona niestety potwierdziła obawy. Jak zareagowałaś na diagnozę? Od jak dawna jesteś amazonką? W listopadzie upłyną dwa lata. Pamiętasz, co skłoniło cię do wizyty u lekarza? Jakie były początkowe objawy nowotworu? Pamiętam to doskonale. W mojej rodzinie wiele kobiet chorowało na raka piersi. Może zabrzmi to okrutnie, ale sama czekałam na wyrok. Bałam się raka całe życie. Moja prababcia, babcia, mama – dlaczego mnie miałoby to ominąć? Kiedy pewnego dnia wieczorem wyczułam zgrubienie na prawej piersi, od razu poczułam, co się święci. Niestety, nie pomyliłam się. Czy wcześniej kontrolne?

wykonywałaś

jakieś

badania

Nie, nigdy. Dlaczego? Przy tak dużym zagrożeniu? (śmiech) A dlaczego tak wielu ludzi nie chodzi do lekarzy?

Ten moment pamiętam jak przez mgłę. Byłam przygotowana na najgorsze, ale cały czas miałam nadzieję. Powtarzałam sobie: może to nie to, może niepotrzebnie tak bardzo się martwisz. Siadłam przed lekarzem i usłyszałam: „ma pani raka złośliwego, który zagraża pani życiu, trzeba jak najszybciej poddać się leczeniu, a oznacza ono chemioterapię i mastektomię, czyli usunięcie całej piersi”. On mówił, a ja czułam, że podłoga kołysze mi się pod nogami. W pewnym momencie chyba wyłączyłam się, nie słuchałam. Początkowo byłam załamana, dopiero później zmieniłam podejście. Później, to znaczy? W momencie, gdy uświadomiłam sobie, że przecież nie mogę się poddać, że mam dla kogo żyć. Załamanie trwało krótko, bo szybko ustąpiło miejsca motywacji. Przyszła siła do walki. To moment, w którym myślisz sobie: to moje życie i nie pozwolę, żeby nagle coś mi je odebrało! Strach i determinacja to mieszanka wybuchowa.

Ze strachu przed diagnozą? Dokładnie. Po prostu bałam się usłyszeć o najgorszym. Chciałam żyć normalnie, nie myśleć o tym, co może mi zagrażać. W głębi ducha miałam nadzieję, że mnie to nie spotka, że nigdy nie będę przechodziła przez to, przez co przechodzili moi najbliżsi. Człowiek woli żyć z tą słodką nieświadomością, im mniej wiesz, tym lepiej śpisz...

Czułaś się osamotniona podczas przebiegu choroby?

Nie żałujesz?

Nigdy nie czułam, że jestem sama, bo nigdy sama nie

Trochę. Ja po prostu miałam szczęście w nieszczęściu. Guza wyczułam przez przypadek, gdy rak był w początkowym stadium. Gdybym chodziła regularnie na badania, na pewno uniknęłabym ryzyka, że nowotwór może zostać wykryty za późno.

12

Złość do świata, że przydarzyło się to akurat tobie? Tak. Cholerną złość. Wciąż zadawałam sobie pytanie – dlaczego ja? Ale uważam, że każdy, kto zachorował, czuł dokładnie to samo. Pretensje do całego świata... A nawet zazdrość o to, że ktoś jest zdrowy, a ja nie. Że ktoś nie szanuje i nie docenia tego, co ma. Że ludzie na każdym kroku niszczą samych siebie, nie dbają o swoje zdrowie, podczas gdy my z każdą sekundą walczymy o życie. Czy kiedykolwiek podczas tej walki bałaś się, że nie wyzdrowiejesz? W początkowej fazie choroby – nie. Wiedziałam, że dam sobie radę, ale gorzej jest teraz. Kolejne wizyty u onkologa, badania kontrolne i oczekiwanie na wyniki – to prawdziwy koszmar. Nie opuszcza mnie obawa, że choroba powróci i że wszystko zacznie się od nowa, a ja czuję, że drugi raz sobie z tym nie poradzę. Dlaczego? Bo każdy nawrót tej choroby oznacza, że jest źle, że on, ten rak, chce mnie pokonać, że chce mnie zniszczyć i że w końcu może mu się to udać. Nawrót choroby sprawia, że rokowania są gorsze, a tym samym większe jest załamanie pacjenta. Nie chcę znowu przechodzić przez to samo. Chemioterapia, naświetlania, operacja. Raz wystarczy. Choć to i tak o jeden raz za dużo. Minęły dwa lata od operacji. Czy bezpośrednio po niej miałaś jakieś postanowienia?

byłam. Byli rodzice, córka, mnóstwo kobiet, które poznałam podczas leczenia w Centrum Onkologii w Gliwicach. Patrzyłam na nie z podziwem – tak pogodne

pomimo

dramatu,

jaki

przechodziły.

Dlaczego ja miałabym nie dać sobie z tym rady? Wciąż utrzymujemy ze sobą kontakt, dzwonimy, piszemy.

Jak szybko udałaś się do lekarza? Natychmiast. Czułam, że nie mogę zwlekać, że muszę działać szybko. Już następnego dnia byłam w szpitalu miejskim, gdzie lekarz zrobił mi mammografię. Nigdy nie zapomnę jego słów.

Z nimi mogę podzielić się każdą obawą i smutkiem. Tylko ten, kto przeszedł przez to samo piekło pojmie, jak ogromny żal i złość czasami się odczuwa.

I zapewne jesteście dla siebie wsparciem również w tych złych chwilach? Naturalnie. Przy każdej wizycie kontrolnej pojawiają się niepewności i strach przed nawrotem choroby.

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Mnóstwo! Przede wszystkim cieszyć się tym, co mam, wrócić do pracy, żyć normalnie. To smutne, że dopiero w obliczu choroby człowiek zaczyna doceniać zdrowie, w obliczu tragedii zaczyna doceniać życie. Teraz staram się patrzeć na nie zupełnie inaczej. Inaczej? Na co dzień dostrzegam więcej pozytywów, cieszę się z najdrobniejszych rzeczy. Być może brzmi to banalnie, ale wielu ludzi ma z tym problem. Chcę wykorzystać życie, co do reszty. Choroba nauczyła mnie pokory. Nie chcę już narzekać, nie chcę martwić się drobnostkami. Cieszę się tym, co mam. Czego ci życzyć? Siły, bo całą resztę sobie wywalczę.

Rozmawiała: Roksana Grzesiak


ZJAWISKO

Ahoj przygodo,

czyli w poszukiwaniu skrzynek

Geocaching to rodzaj gry terenowej przeznaczonej dla użytkowników GPS. Zabawa polega na poszukiwaniu przy pomocy tego odbiornika tzw. geocache’y (nazywanych także skrzynkami, skrytkami lub „keszami”), znajdujących się w różnych miejscach świata, ukrytych przez użytkowników specjalnego serwisu. Do odnalezienia konkretnej skrzynki wystarczą zamieszczone na stronie internetowej współrzędne geograficzne i ewentualny sprzęt potrzebny do jej wydobycia. wszystko – plastikowe pudełko śniadaniowe, metalowa puszka czy wiadro. Dzieli się je ze względu na wielkość – skrzynki mikro (np. opakowanie po małej maści lub rolce filmu), small (np. opakowania śniadaniowe), regular (najczęściej spotykane pudełka o pojemności do kilku litrów) oraz large (wielkie skrzynie, których pojemność przekracza 5 litrów).

Gdzie?

Pierwszym serwisem poświęconym tej grze terenowej jest Geocaching.com, który powstał 2 września 2000 roku. Obecnie jest to największa strona internetowa tego typu, posiadająca szeroką bazę danych o skrzynkach na całym świecie (w 2013 roku na portalu zarejestrowanych było ponad 5 milionów użytkowników z 200 krajów). W krótkim czasie poszukiwanie skrytek stało się tak popularne, że w poszczególnych krajach zaczęto tworzyć lokalne serwisy geocachingowe (również w Polsce). Najstarsza, do dziś istniejąca skrzynka w Polsce została zarejestrowana 2 czerwca 2002 roku i znajduje się w okolicach Szczytna.

Jak?

Skrytka umiejscowiona może być praktycznie w każdym publicznie dostępnym miejscu – zarówno w pobliżu jakiegoś często odwiedzanego zabytku, jak i samotnego drzewa na trasie pomiędzy Mełtą a Katowicami – ogranicza tylko wyobraźnia i poszanowanie prawa własności. Na portalu można znaleźć pięciostopniową skalę określającą poziom trudności zdobycia konkretnej skrzynki. Do odnalezienia większości nie trzeba specjalnego przygotowania. Są jednak takie, których znalezienie wymaga miesięcy treningów, nurkowania w jeziorze, wspinania się na drzewa czy rozwiązywania logicznych zagadek. Ważne zatem, aby na portalu zaznaczone było, w jaki sprzęt należy się w takim przypadku zaopatrzyć.

Co? W każdej skrzynce powinien znajdować się tzw.

Aby zostać poszukiwaczem, wystarczy zarejestrować

Logbook, czyli dziennik odwiedzin, do którego wpisuje

się na bezpłatnym portalu internetowym oferującym

się każdy znalazca kryjówki. Co ważne, wpis ten jest

udział w grze (np. Geocaching.com). Po rejestracji

warunkiem koniecznym do uznania skrytki za odkrytą.

należy wybrać interesującą nas skrytkę i rozpocząć

Oprócz tego w skrzynkach ukryte są

poszukiwania. Każdy zalogowany użytkownik może

różne upominki, które gracz może zabrać,

również tworzyć nowe kryjówki. Aby to zrobić,

w zamian zostawiając inne. Dodatkowo

trzeba najpierw utworzyć profil skrzynki, określając

zamieszczane

dokładnymi współrzędnymi geograficznymi położenie,

przedmioty

a także zamieścić wszystkie informacje potrzebne do

informacją o właścicielu i posiadające

jej znalezienia. Jako że gra jest przeprowadzana na

indywidualny

otwartej przestrzeni, ważne, aby skrzynki zrobione

Znalezionego TravelBuga można zabrać

były z trwałego materiału, odpornego na warunki

i umieścić w innej skrzynce, jednocześnie

atmosferyczne. Powinny również zawierać krótką

zaznaczając w serwisie aktualne położenie

informację o swoim przeznaczeniu, aby osoby

przedmiotu. W ten sposób właściciel

niebiorące udziału w grze nie skradły bądź nie

będzie w stanie sprawdzić, jaką drogę

zniszczyły ich zawartości. Skrzynką może być

przebyła jego „zabawka”.

specjalne

tzw.

numer

Kto? Nie istnieje żadne ograniczenie wiekowe dotyczące możliwości wzięcia udziału w grze. Co więcej, taki sposób spędzania wolnego czasu jest coraz bardziej popularny wśród rodzin. Istotne jest zatem, aby zakładając skrytkę zamieścić o niej jak najdokładniejsze informacje i określić poziom trudności, aby poszukiwacze grający z dziećmi mogli odpowiedzialnie i racjonalnie wybrać konkretne skrytki. Szukanie keszy cieszy się coraz większą popularnością nie tylko wśród młodych ludzi. Gra pokazuje, że warto czasem oderwać się od komputera i zamiast w wirtualnym świecie, przeżyć wyprawę po skarby w rzeczywistości. Jeśli masz więc wolne popołudnie może warto wybrać się na poszukiwania? Przygoda czeka.

Tymoteusz Wallus

TravelBugi opatrzone rejestracyjny.

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

13


zjawisko

Sztuka w domowym wydaniu

Internet i wszędobylscy plastycy-eksperci podsuwają każdego dnia milion pomysłów, jak w wyjątkowy sposób zmienić przedmioty codziennego użytku w małe dzieła sztuki. Największą popularnością cieszą się ubrania, dodatki i dekoracje wnętrz. Artyści-amatorzy z entuzjazmem malują, szyją i kleją, bo przecież własnoręcznie wykonane cieszy podwójnie. Trend na powrót trendów Z definicji: określenie idei związanej z samodzielnym wykonywaniem pewnych zadań. W praktyce DIY [Do It Yourself – przyp. red.] to zwięźle wyrażona zachęta – rób, co Ci się żywnie podoba! W krajach anglosaskich trend zapoczątkowali podobno hippisi, którzy samodzielnie malowali naszywki i koszulki. W Polsce, jak to zwykle bywa, też było „hardkorowo”, ale trochę bardziej tradycyjnie. „Zrób to sam” czy „Pomysłowy Dobromir” to tylko przykłady programów, w których Adam Słodowy, major, zachęcał naszych dziadków i rodziców do majsterkowania. Historia pokazuje, że moda na kreatywne wykorzystywanie wszystkiego nie jest żadnym innowacyjnym wymysłem Internetu. Jakiś czas temu obiły mi się o uszy słowa: „Obserwujemy właśnie trend na powrót trendów”. O lepszy przykład byłoby chyba trudno.

Róbta, co chceta!

Foto W. Szobczak

Trudno określić, co tak naprawdę jest głównym założeniem DIY. Cel nadrzędny to oczywiście stworzenie cudeńka, nad którym wszyscy znajomi będą mogli się zachwycać. Bonus to cenna lekcja kreatywności – co autorka miała na myśli? Znalezione

14

w najciemniejszych czeluściach Internetu DIY inspirują do tworzenia zupełnie zbędnych bibelotów. W efekcie pojawia się niemiłosierny bałagan w każdej możliwej przestrzeni w domu czy pokoju, ale i poczucie spełnienia. Uruchomiliśmy wyobraźnię na tyle, żeby wolny czas poświęcać nie na kolejny sezon amerykańskiego serialu czy przeglądanie stron ze śmiesznymi obrazkami, lecz na zrobienie czegoś kreatywnego. DIY stwarza tak szeroki wachlarz możliwości, że każdy znajdzie coś dla siebie. Masz ochotę na modną bluzeczkę? Nie musisz wydawać na nią pieniędzy. Wystarczy, że wyciągniesz z szafy starą koszulkę, znajdziesz w domu trochę farby albo ścinki starych materiałów, uruchomisz wyobraźnię i – voila! – jesteś fashionistką. A może chcesz subtelnie udekorować smutny, studencki pokój w wynajmowanym mieszkaniu? Z pewnością znajdzie się w pobliżu pusta butelka po jakimś wykwintnym trunku, którą przyozdobisz wymyślnymi wzorkami. Teraz potrzebujesz już tylko adoratora z kwiatkami, żeby piękny, samodzielnie wykonany wazonik nie świecił pustkami.

Zrób to sam i na bogato! Soutache i decoupage – te dwie obco brzmiące nazwy to nie potrawy ani narzędzia tortur. Dla tych, którzy nie lubią amatorszczyzny, a wolą uprawiać coś na kształt sztuki, to najlepszy sposób na realizowanie swoich ambicji. Decoupage to technika dekorowania pudełek, mebli i rozmaitych innych obiektów wycinanymi serwetkami czy fragmentami papieru. Można do tego dorzucić farbę albo specjalny lakier, który „popęka” nam odpowiednie warstwy. Hulaj dusza, piekła nie ma! Dla amatorów biżuterii i subtelnych dodatków – zaleca się soutache. Choć brzmi niewdzięcznie, zachwyca kolorami, kamykami i finezją kształtów. Dzięki tej technice każda broszka, bransoletka, pierścionek czy naszyjnik nabierze indywidualnego charakteru. To wszystko brzmi dość profesjonalnie, a okazuje się, że budzi zainteresowanie wielu. Zapytałam Wiesławę Sobczak, specjalistkę od prowadzenia warsztatów w tych dwóch dziedzinach, kto najchętniej bierze udział w jej zajęciach. – Tak naprawdę nie ma w tym przypadku reguły. Uczyć chce się każdy, młody czy stary, coraz częściej na naukę decoupage i soutache decydują się także panowie. Nie wiem, czy to dlatego, że chcą zaimponować swoim kobietom czy po prostu realizować swoje artystyczne „widzimisię”, ale przyznam, że dla prowadzącego takie zainteresowanie to ogromny komplement.

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Oszczędzasz? Zarabiasz! DIY to doskonały sposób na oszczędzanie pieniędzy. Okazuje się jednak, że prawdziwą sztuką nie jest nie wydać pieniędzy, ale je zarobić. Przedmioty hand-made cieszą się w ostatnich latach ogromną popularnością i nadal osiągają bardzo wysokie ceny, jeśli więc wykonujemy małe cudeńka to dlaczego nie spróbować ich sprzedać? Z pomocą po raz kolejny przychodzi nam Internet. W sieci znajduje się mnóstwo stron, na których możemy dzielić się swoimi wyrobami. Czy to ukierunkowany na handmade Decobazaar, wszystkomająca Szafa.pl albo sam Facebook, na którym coraz więcej użytkowników reklamuje swoje produkty – zawsze znajdzie się jakiś rynek zbytu. Do tego dorzućmy znajomych, znajomych znajomych i ich znajomych i tak... kto wie! Może zostaniemy wielkimi artystami, zarobimy miliony na przepięknych dziełach, których prezentacje uświetnią pokazy mody najlepszych projektantów... A pomyśleć, że to wszystko przez internetowy szał na DIY. Chyba nie taki ten diabeł straszny, jak go malują.

Agata Skaba


ZJAWISKO

Reklama nie ma na mnie wpływu? Otaczają nas z każdych stron. Nękają nas od rana do wieczora. Gazety, Internet, telewizja, bilbordy, ulotki – aż masz ochotę powiedzieć: dość!

Jak mówi jedno z powiedzeń: reklama dźwignią handlu. Nie ma praktycznie produktu, który by jej nie potrzebował. Marketingowcy nieustannie stoją więc przed wyzwaniem, jak stworzyć coś nowego, co choć na chwilę przyciągnie uwagę klienta.

Wykorzystuje się do tego różne narzędzia perswazji, z których wpływu nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Odbiorcy wiedzą, że reklama ma na celu nie tylko informowanie, ale przede wszystkim przekonanie. Często wydaje się, że nadawca chciał w spocie jedynie przekazać informacje o danym produkcie, a przecież tak nie jest. Stąd te pozory autentyczności odgrywają tak dużą rolę. Przykład: rodzice z dwójką dzieci siedzą przy stole i jedzą posiłek. Wyglądają na szczęśliwych – uśmiechnięci, pełni humoru. Po chwili kobieta bierze do ręki produkt i mówi, że to przy jego pomocy ugotowała obiad. Przeciętny człowiek oglądając taki spot odbiera tę sytuację jako rzeczywistą. Widząc uśmiechniętą rodzinę przy stole, sam chce tego doświadczyć. Identyfikuje się z reklamującymi i myśli: może faktycznie kupię ten produkt, coś ugotuję

A świstak siedzi… Reklama jest rodzajem komunikowania się przedsiębiorstwa z otoczeniem, a konkretniej z potencjalnymi klientami. Częściej kierowana jest do ogółu społeczeństwa, sporadycznie do wąskiego grona odbiorców. Najpopularniejsze reklamy to przede wszystkim spoty telewizyjne. Marketingowcom z jednej strony zależy na przekonaniu publiczności do zakupu danego produktu, ale z drugiej sukcesem reklamy jest jej zapamiętywalność. Wspomniane reklamy telewizyjne kładą nacisk na obraz i dźwięk. Jednak ilu z nas podczas przerwy reklamowej w czasie filmu faktycznie je ogląda? Większość przełącza kanał czy odchodzi na chwilę od telewizora. Nie lubimy reklam, dlatego ich twórcy muszą wymyślić coś, co jednak przyciągnie naszą uwagę. Opinie znanych osób, autorytetów, wykorzystywanie znanych piosenek czy sygnałów dźwiękowych, duża dawka humoru – to tylko parę sposobów na urozmaicenie reklamy. Dużą rolę odgrywają również powiedzenia, które często zakorzeniają się w języku. Przykłady? „A świstak siedzi i zawija sreberka!”, „O! Chipsy przyszły”, „Prawie robi wielką różnicę”, „Just do it” czy „Jesteś tego warta”.

Działanie na podświadomość Przekaz reklamowy jest zawsze prawdziwy, nie może być w nim fałszu i kłamstw. Prawdziwy nie oznacza jednak w stu procentach zgodny z rzeczywistością. Reklama bowiem nagina tę rzeczywistość, podkreślając tylko cechy, które zainteresują odbiorcę.

i wreszcie docenią moje starania? W prasie, Internecie czy na bilbordach reklama opiera się przede wszystkim na obrazie. Dlatego ważna jest zarówno grafika, jak i tekst. W tych spotach bardzo często można się spotkać z wykorzystaniem wizerunków znanych osobistości, które działają jak magnes. Skoro mój ulubiony aktor zaciąga pożyczki w tym banku, to ja mam do niego zaufanie i też tak zrobię. Jeśli piękna aktorka używa tego kremu i wygląda na dwadzieścia lat młodziej, to ja też muszę spróbować!

w tej chwili wyobrazić zapach piżma, paczuli czy drzewa sandałowego? Wątpię, ale jeśli przeczytamy taki opis, to zupełnie co innego: „Uwodzicielski nektar czerwonych owoców przeplatany nutami róży i zmysłowego drzewa sandałowego tworzący modną, orientalno-owocową kompozycję”. Ciekawe jest, jakie słowa zostały użyte: „uwodzicielski”, „zmysłowy” – kojarzą się z czymś niecodziennym, a „nektar” i „nuty róży” od razu pobudzają nasze receptory węchu i wywołują pozytywne skojarzenia. Mówi się, że to właśnie węch jest najsilniej wpływającym na nas zmysłem. Bodźce węchowe docierają do układu limbicznego, odpowiadającego za przetwarzanie emocji oraz za tworzenie wspomnień. Dlatego w wielu sklepach rozpylane są różne zapachy, które mają skłonić do zakupu ich produktów, np. czując zapach świeżego pieczywa nie od razu wykupimy cała piekarnię, ale może skusimy się na jedną czy dwie bułki więcej. Podobnie jest ze zmysłem słuchu – w restauracjach, gdzie puszczano muzykę klasyczną, więcej osób zamawiało bardziej ekskluzywne dania, by pasowały do nastroju. Naukowcy niejednokrotnie prowadzili badania o wpływie reklamy na człowieka. Co ciekawe, spora część ludzi uważa, że jest odporna na zabiegi marketingowe, a reklama nie decyduje o ich wyborach. Nie do końca można się z tym zgodzić, ponieważ mimowolnie sięgamy po te produkty, które są nam znane lub kiedyś i gdzieś już o nich słyszeliśmy. A czy da się uciec od reklamy? W dzisiejszych czasach pytanie to jest retoryczne.

Agnieszka Kliks

Zmysłowa reklama Największe pole do popisu dla marketingowców stanowią reklamy perfum. Bo jak przekazać za pomocą obrazu czy dźwięku zapach? Oczywiście da się, ale trzeba rozbudzić wyobraźnię klienta. W ofercie popularnych katalogów z kosmetykami znajduje się duża ilość tych produktów. W zależności od kategorii zapachu (kwiatowa, orientalna itd.), zdjęcie przedstawia kobietę czy mężczyznę w danej scenografii, np. kobieta otoczona kwiatami w pastelowych barwach jest twarzą delikatnego, kwiatowego zapachu. Natomiast największą zachętą do zakupu perfum jest jego opis. Czy ktoś potrafi sobie

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

15


zjawisko

Hipnotyczna siła Chcesz schudnąć? Rzucić palenie? Zmniejszyć stres? Zwiększyć efektywność uczenia się, wyleczyć urazy z dzieciństwa, a nawet rodzić bezboleśnie? Czy te pytania kojarzą Ci się z typowym tekstem reklamowym wielofunkcyjnego produktu-cud na wszystko? Czy spodziewasz się zdania: „jeśli na którekolwiek z pytań odpowiedziałeś „tak”, mamy ofertę dla Ciebie”? Świetnie! Nie pomyliłeś się. Jeśli na którekolwiek z pytań odpowiedziałeś „tak”, znaczy, że dobrze trafiłeś. Darmowa, uniwersalna i do samodzielnego, natychmiastowego użycia – hipnoza, życiowe remedium doskonałe. Poziomy świadomości Jeśli kiedykolwiek biegłeś w pocie czoła z przystanku autobusowego do domu, by przekonać się, czy zamknąłeś drzwi, w panice dzwoniłeś do rodziny z

apelem

o

sprawdzenie

żelazka

rzekomo

podłączonego do prądu lub bezwiednie pojechałeś złą trasą, do pokonywania której jesteś przyzwyczajony – byłeś w stanie hipnozy. Jak głosi jej teoria, wszystko, czego się nauczyłeś, przechowywane jest w Twojej podświadomości. Gdy podczas wykonywania danej

Badania nie potwierdzają prawdziwości mesmerowskich odkryć, ale trafił on w rynkową niszę i zyskał wielką popularność. W późniejszych latach jego wnioski były wykorzystywane przez wielu lekarzy, jednak najważniejsze z punktu widzenia kulturowego wydaje się być zainteresowanie Freuda. Obserwując pacjentów będących pod wpływem hipnozy i zauważając znaczącą rolę nieświadomości – stworzył podwaliny psychopatologii. Zrezygnował jednak z badania hipnozy na rzecz interpretacji snów i techniki swobodnych skojarzeń.

czynności dopada cię monotonia, powtarzalność i znużenie – Twoja podświadomość aktywizuje się tak, by świadomość mogła odpocząć. Wyrwanie z transu następuje wtedy, gdy podczas rutynowej czynności nagle zdarzy się coś nieprzewidywalnego (na przykład usłyszysz wybudzający cię z błogostanu snu głos wykładowcy).

Zwierzęcy magnetyzm? Nie, to doktor Mesmer

A jeśli zahipnotyzowany zrobię coś głupiego?

Hipnoza

Jak głosi teoria hipnozy: jeżeli zrobisz coś głupiego pod jej wpływem znaczy to tyle tylko, że zrobiłbyś to również nie będąc zahipnotyzowanym. Jeśli więc w twojej naturze leżą żenujące zachowania, które przerażają nawet samego ciebie, może rzeczywiście wskazane byłoby powstrzymanie się od zgłębiania sekretów nieświadomości. Jeśli jednak podejmiesz wyzwanie – w każdej chwili możesz przerwać stan transu. Dzieje się to w reakcji na określony przez terapeutę znak, samoistnie albo po przejściu do krótkiej drzemki.

w

szamanów

przeszłości w

postaci

stosowana magicznego

była

przez

uzdrawiania.

W istocie, dawne metody wejścia w jej stan były co najmniej czarodziejskie. Na 24 godziny przed sesją uzdrawiania, szaman unikał substancji chemicznych i alkoholu, spędzając czas w zaciemnionym (a więc poprawiającym koncentrację) pomieszczeniu. Tam zaczynał schodzić do „niższego świata”, często także w sensie fizycznym – zstępował w głąb ziemi przy akompaniamencie bębnów i śpiewów. Powtarzalność tych zabiegów miała ułatwiać zmianę stanu świadomości, wyszukanie chorej duszy pacjenta i scalenie jej.

Hipnoza jako lek na całe zło świata

W XVIII wieku Franz Anton Mesmer uknuł teorię, zgodnie z którą wszystkie ciała promieniują i wysyłają „fluidy magnetyczne”. Aby więc pokonać np. chorobę, wpływał na pole magnetyczne pacjentów przy pomocy magnesów. Na późniejszym etapie odrzucił magnesy – wykorzystywał swoje ciało jako coś, przez co można przeprowadzić płynną siłę życia, a następnie przekazać ją innym. To właśnie nazwał zwierzęcym magnetyzmem.

Hipnotyzerzy twierdzą, że pozwala ona zaoszczędzić na znieczuleniu u dentysty, bowiem osoba zahipnotyzowana może wpłynąć na odbieranie bodźców i zniwelować ból. Podobnie rzecz ma się ze znieczulaniem innych części ciała (co wykorzystywał w swojej praktyce lekarskiej James Esdaile, pozbawiając zahipnotyzowanych pacjentów kończyn). Osoby zestresowane, spięte i mające problem z zasypianiem dzięki praktykowaniu hipnozy są w stanie pogłębić

16

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

i wydłużyć swój sen. Szczególnie interesująco jawi się wizja powrotu do przeszłości – kto nie chciałby raz jeszcze przeżyć leżakowania w przedszkolu (i skorygować swoje pełne wzgardy nastawienie sześciolatka wobec tego procederu?). Dzięki hipnozie możemy częściowo cofnąć się w czasie do wcześniejszych lat życia i ponownie ich doświadczyć – stąd możliwość pozbycia się irracjonalnych lęków albo wyleczenia traumatycznych przeżyć. Z korzyścią dla portfela w okresie przedsesyjnym możemy zająć się hipnozą, zamiast nabywać kolejne suplementy diety, bo poprawia ona koncentrację i zdolność uczenia się. Wśród kolejnych profitów płynących z praktykowania hipnozy wymienia się prawie bezbolesny poród, likwidację nawyku palenia, wzrost poczucia własnej wartości, zwiększoną motywację i kreatywność (hipnoza odblokowuje ukryty potencjał). Jak więc sprawić, by twoje oczy stały się ciężkie?

Twoje oczy są hipnotajzin, czyli w tym szaleństwie jest metoda Możesz wykorzystać znajomego i zabawić się w seans hipnotyczny rodem z filmu – będziesz miał niepowtarzalną okazję użyć wahadełka i odliczać monotonnym głosem. Ciekawszą metodą wydaje się jednak być np. metoda wizualizacji, w której „prowadzisz” hipnotyzowaną osobę przez miejsce, poddając ją sugestii wchodzenia w trans. Aby podnieść skuteczność, musisz zaktywizować swoją wenę twórczą i opowiadać historię na kształt bajki (np. „czujesz promienie słońca na swojej twarzy, 10, przypływ fali moczy ci stopy, 9...”). Hipnoza wychodzi też naprzeciw indywidualistom – jeśli chcesz zrobić to sam, usiądź w wygodnym miejscu i odpręż się. Zamknij oczy, skup się na swoim oddechu i rozluźnij. Uwalniaj napięcie w kolejnych partiach Twojego ciała. Wyobraź sobie, że powoli schodzisz w dół, np. ze schodów. Kieruj wyobrażeniami tak, byś na samym dole osiągnął pełnię relaksu – gdy się tam znajdziesz, możesz zacząć rozważać trapiące Cię sprawy. Aby wrócić do świadomości – policz od 1 do 10, wchodząc po schodach. Działa?

Magdalena Chmiel


kultura

Anarchia Jasia Zgniłka Skandalista, cynik, wyznawca filozofii chaosu… Trudno wyobrazić sobie bardziej wybuchowy zestaw cech dla jednego z inicjatorów ruchu punk i muzyki punkrockowej. Dorastał w małym londyńskim mieszkaniu, w biednej robotniczej rodzinie katolickich imigrantów z Irlandii, którzy oprócz małego Johna wychowywali jeszcze trzech synów. W wieku siedmiu lat przeszedł zapalenie opon mózgowych, co spowodowało utratę pamięci – musiał od nowa uczyć się czytać i pisać, nie wiedział nawet, kim była para ludzi, która odebrała go ze szpitala. Cztery lata wracał do pełnej sprawności. John Lydon nie poddał się losowi – zamiast wieść mozolny żywot pracownika fizycznego, wolał wyjść na ulicę, by tam grać i śpiewać. To właśnie na londyńskim bruku w 1975 r., spacerujący w poszarpanej koszulce i z włosami pofarbowanymi na zielono, Lydon został dostrzeżony przez łowcę talentów. Młody buntownik, po krótkim przesłuchaniu, otrzymał propozycję dołączenia do zespołu Sex Pistols, który kilka lat później był już legendą muzyki punkrockowej.

przez większość stacji radiowych, co nie przeszkodziło mu w zdobyciu czołowych miejsc brytyjskich list przebojów. Podczas ostatniego koncertu przed rozpadem Sex Pistols, Johnny zadał publiczności pytanie: „Czy mieliście kiedyś wrażenie, że ktoś was oszukał?”. Po tych słowach zespół zszedł ze sceny. Był to koniec krótkiej, lecz burzliwej przygody punkowej legendy. Pytanie zadane przez Rottena nawiązywało do zachowania menagera zespołu – Malcolma McLarena. W 1978 r. Lydon w wyniku konfliktu z McLarenem opuścił Sex Pistols, co spowodowało rozpad grupy.

Nóż królowej Z aklimatyzacją w zespole Lydon nie miał problemu – niemal od razu, z powodu koszmarnego stanu uzębienia, dostał od gitarzysty Steva Jonesa ksywkę „Johnny Rotten” (Jaś Zgniłek). Przezwisko towarzyszyło kontrowersyjnemu wokaliście aż do rozpadu kapeli. Już podczas pierwszego występu Sex Pistols w 1976 r. doszło do incydentu z udziałem członków zespołu. Grupa grała koncert w Saint Martins College w Londynie razem z zespołem Bazooka Joe. Kapela Lydona wykonała kilka coverów, po czym muzycy Bazooka Joe odłączyli w sali prąd. Wydarzenie zakończyło się bójką pomiędzy członkami obu zespołów. Ten incydent był jednak tylko preludium do latających w powietrzu krzeseł, zniszczonych instrumentów, wyzwisk, plucia w kierunku publiczności… Skandale były nieodzownym elementem publicznych wystąpień autorów kultowego numeru „Anarchy In The U.K.”. Z okazji koronacji królowej Elżbiety II, Sex Pistols nagrali kawałek „God Save The Queen”, który był parafrazą brytyjskiego hymnu narodowego. Utwór piętnował życie w Anglii i drwił z monarchini. Za buntowniczy tekst piosenki Rotten został zaatakowany na ulicy, dotkliwie pobity i okaleczony nożem. Zespół stał się wrogiem publicznym numer jeden. Najsłynniejszy koncert grupa zagrała 3 czerwca 1977 r. na barce „Queen Elizabeth” płynącej po Tamizie, w dzień po 25. rocznicy koronacji Elżbiety II. W czasie występu muzycy zostali aresztowani za zakłócanie porządku i ukarani grzywną za obrażanie policjantów. Numer „God Save The Queen” przestał być grany

Postpunkowe masło Po odejściu z Sex Pistols, Lydon postanowił założyć

To nie jest kropka We wrześniu 2009 r. zespół Public Image Limited wznowił działalność. Pojawiła się nadzieja na nowy materiał. Jej płomyk zaczął tlić się już w 1999 r., kiedy to miała miejsce premiera limitowanej edycji „Plastic Box” składającej się z czterech płyt PIL. Wydawnictwo zawierało również bardzo ważny dla fanów grupy wpis Johna Lydona: „Ta kolekcja stanowi przecinek, nie kropkę, zamierzam kontynuować działalność PIL, będzie więcej w przyszłości...”. Muzyk jak napisał, tak zrobił. Dzięki pieniądzom zarobionym na udziale w reklamie, artysta założył wytwórnie płytową i w 2012 r., po dwudziestu latach przerwy, nagrał razem z zespołem nowy album: „This Is PIL”. Krążek zebrał mnóstwo pozytywnych recenzji, sam Lydon mówi o nim, jako o najbardziej udanym w swoim dorobku artystycznym. Potwierdzenie słów wokalisty znajdziemy w tekstach i muzyce zawartej na płycie. Grupa ciągle gra koncerty na całym świecie (trzy występy w Polsce w ciągu trzech ostatnich lat), zbierając fundusze na kolejny album. Czy krzesła znów będą latać? Być może, w końcu buntownicza dusza nigdy nie umiera.

nowy zespół – Public Image Limited. Grupa bardzo szybko stała się głównym przedstawicielem post punku. Dwa świetne albumy -

Mateusz Królik

„First Issue” oraz

„Metal Box” znacznie odbiegały brzmieniem od tego, co fani Lydona znali z twórczości Sex Pistols. Po wydaniu krążka „Metal Box” z zespołu odszedł znakomity basista Jah Wobble. Pojawiła się obawa, że PIL już nie powtórzy sukcesu z dwóch pierwszych wydawnictw. Kolejny albumem w dorobku grupy był krążek „Flowers Of Romance” zainspirowany pobytem Lydona w więzieniu. Wokalista zaliczył odsiadkę, ponieważ, jak sam twierdzi: „głowa policjanta uderzyła w jego pięść”. Po wyjściu muzyka z więzienia, PIL wydał jeszcze pięć albumów i w 1993 r. zawiesił działalność. Lydon chciał w pełni poświęcić się karierze solowej i pracy nad autobiografią „No Irish, No Blacks, No Dogs”. W 2008 r. Lydon popełnił ideologiczne samobójstwo. Niegdyś wzór anarchistycznej postawy, stwórca chaosu i ikona punku, wystąpił na ekranach telewizorów, przeganiając owce i uciekając przed krowami w… reklamie masła. Wszyscy, którzy pamiętali Johna jako naczelnego anarchistę Wielkiej Brytanii zgodnie stwierdzili, że muzyk sprzedał się systemowi. John Lydon miał jednak plan, który mógł zrealizować tylko dzięki umowie podpisanej ze spożywczą korporacją.

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

17


kultura

Inkubator kultury

Foto: J.Pietroszek

Co wspólnego mogą mieć ze sobą dwa bardzo odległe od siebie miejsca – Nikiszowiec i Stanford? Wbrew pozorom więcej, niż nam się wydaje. Punktem łączącym Kalifornię z Górnym Śląskiem jest profesor Zimbardo, który przeprowadza na Nikiszowcu kolejny, po stanfordzkim, „eksperyment”.

Kilka miesięcy temu jedną z robotniczych dzielnic Katowic – Nikiszowiec odwiedził słynny amerykański psycholog prof. Philip Zimbardo. Przybył do Polski na zaproszenie Uniwersytetu Śląskiego w celu wygłoszenia wykładu. Oprócz części naukowej, prof. Zimbardo wyraził również chęć przyjrzenia się życiu codziennemu mieszkańców miasta. Jednym z miejsc, które miał okazję odwiedzić był katowicki Nikiszowiec.

Nikischschacht – dawniej i dziś Teren okalający szyb „Nikischschacht” został zagospodarowany ponad 100 lat temu, jako osiedle mieszkalne dla robotników i ich rodzin. Wraz z dezindustrializacją, która nabrała tempa po 1989 roku, w dzielnicy zaczęło wzrastać bezrobocie, będące następstwem upadku pobliskich zakładów pracy i kopalń. Skutkiem pogarszającej się sytuacji ekonomicznej rejonu był wzrost wykroczeń i przestępstw na Nikiszowcu. Z kolei lokalna społeczność, przyzwyczajona do opieki państwa

z czasów PRL-u, ciężko odchorowała przemiany ustrojowe, jakie nastąpiły w Polsce – odnalezienie się w nowej rzeczywistości zajęło jej znacznie więcej czasu niż mieszkańcom innych miast. Ponadto niski poziom wykształcenia – najczęściej podstawowe lub zawodowe górnicze – nie wpływał pozytywnie na przejęcie inicjatywy mieszkańców w swoje ręce. Ostatnimi laty coś jednak drgnęło. Powstało m.in. Centrum Aktywności Lokalnej w Nikiszowcu, którego celem jest zintegrowanie oraz zwiększenie aktywności mieszkańców osiedla. Amerykański psycholog zastaje to miejsce właśnie w takim momencie historii.

Efekt Lucyfera Prof. Zimbardo zasłynął z przeprowadzenia eksperymentu więziennego, który miał zbadać, jak sytuacja, w której się znajdujemy, wpływa na nasze zachowanie. W doświadczeniu wzięły udział 24 osoby, którym losowo przydzielono role strażników i więźniów. Zostali osadzeni w budynku, który imitował zakład penitencjarny. Badanie to jednak szybko wymknęło się spod kontroli i zostało przerwane już po 6 dniach. Efekty tego eksperymentu zostały opisane m.in. w książce ,,Efekt Lucyfera” oraz przedstawione w filmie ,,The Experiment”. Należy nadmienić, że psycholog z USA nie zgadza się z przypisywaną mu łatką „twórcy inkubatora zła” i oskarżeniami, iż doszukuje się „bakcyla dżumy” w każdym człowieku. Obecnie emerytowany naukowiec stara się, poprzez cykl wykładów, przetworzyć postawioną przez siebie tezę o wpływach sytuacyjnych na człowieka. Profesor twierdzi, że skoro dobrzy ludzie w złych warunkach zachowują się niepoprawnie, to wystarczy wykreować takie otoczenie, które będzie skłaniać do czynienia dobra. Z takim przesłaniem przybył do Katowic.

Zimbardo Youth Center Podczas zwiedzania Nikiszowca, profesor rozmawiał z mieszkańcami oraz członkami Fabryki Inicjatyw Lokalnych, którzy przybliżyli mu problemy lokalnej społeczności. Zimbardo docenił działania FIL-u, czyli stowarzyszenia, które powstało w celu wspierania ciekawych przedsięwzięć społecznych. Naukowiec

Foto: J.Pietroszek

doszedł do wniosku, że podstawowym problemem tego

18

robotniczego osiedla jest brak ośrodka kulturalnego, w którym dzieci i młodzież mogłyby w odpowiedni sposób spędzać swój wolny czas. Jak wiadomo, nadmiar czasu oraz nuda skłaniają ludzi do różnych, nie zawsze przemyślanych i słusznych zachowań. Profesor wraz z Uniwersytetem Śląskim zobowiązał się

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Profesor Philip G. Zimbardo w czasie seminarium Warszawie

do wsparcia budowy pierwszego na świecie Centrum Młodzieżowego Zimbardo (Zimbardo Youth Center). Po początkowych problemach z pozyskaniem lokalu udało się znaleźć miejsce, w którym klub mógłby funkcjonować. Wynajęto do tego celu pomieszczenie, w którym jeszcze do niedawna znajdował się salon gier. Centrum zostało formalnie powołane 19 kwietnia przez stowarzyszenie FIL, a prof. Zimbardo stał się jego oficjalnym patronem. 30 września rozpoczął się remont pomieszczeń, które zostały przeznaczone na Zimbardo Youth Center. Działalność nowo powstałego klubu ma opierać się na zaplanowaniu wolnego czasu dzieci i młodzieży poprzez różnorakie warsztaty, kursy oraz przybliżanie im szeroko pojętej kultury. Ponadto młodzi będą mogli korzystać m.in. ze szkolnego basenu i sali gimnastycznej. Inicjatywa ta ma być alternatywą dla chuligańskich wybryków i wszechogarniającej nudy panującej na osiedlu Nikiszowiec.

Pomoc non profit Centrum powstaje dzięki zaangażowaniu i wsparciu prof. Zimbardo, FIL-u, katowickiego magistratu, lokalnych firm i instytucji oraz Uniwersytetu Śląskiego, którego psycholodzy zaoferowali merytoryczną pomoc. Niestety, inicjatywa ta wciąż boryka się z problemami finansowymi. Nie pomaga również fakt, że większość pracujących w Centrum ludzi tj. pedagogów, psychologów i nauczycieli będzie zajmować się młodzieżą w ramach wolontariatu. Jak pisał Camus: ,,Każdy z nas ma dwa oblicza duszy: ciemną i jasną”. Profesor Zimbardo mógłby dodać, że to od nas samych i od naszego otoczenia zależy, która z nich przeważy. Warto więc pomyśleć o tym, jak i my możemy zaangażować się w powstanie tego obiektu – swoistego inkubatora kultury, który wprowadzi młodzież w dorosłe życie.

Dominik Hutyra


kultura

Dizajn po naszymu Pozornie endoproteza, sygnalizator i prosty piekarnik nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak jest zupełnie inaczej, bowiem wszystkie wymienione rzeczy to dzieła pracy dizajnerów. Pewnie mało kto wie, że Katowice są bijącym coraz szybciej sercem polskiego dizajnu. – Jadąc do jakiegokolwiek dużego europejskiego czy nawet polskiego miasta, możemy przywieźć dizajnerski kubek z nim związany. W Katowicach było tego zawsze albo mało, albo bardzo kiepskiej jakości. W samej idei to miejsce miało być punktem, gdzie można by znaleźć fajnie zaprojektowane rzeczy z całego Śląska – mówi Dominik Tokarski, jeden z dwóch założycieli Geszeftu. To sklep, a właściwie niesamowite miejsce, gdzie można spotkać dizajn w tym najprostszym, życiowym wydaniu. Ubrania, prasa, książki na temat wzornictwa, rower – wszystko zaprojektowane i wykonane przez młodych śląskich twórców.

Zasady dizajnu prezentowane na Rondzie

Ponadczasowe ikony dizajnu

Prosta estetyczna rzecz

przestrzeni publicznej – mówi. W środowisku

„Designare” – wyznaczać. Ten łaciński praprzodek dzisiejszego angielskiego słowa „design” jest najprostszym i jednocześnie najszerszym wytłumaczeniem tego, czym jest dizajn – jest tym, co widzimy i tym, co wywołuje w nas odczucia czy wzbudza poczucie estetyki. Współczesne zasady sztuki funkcjonalnego dizajnu zostały opracowane przez Dietera Ramsa, niemieckiego inżynier w firmie Braun. Innowacja, użyteczność, estetyzm, zrozumiałość, dyskretność, szczerość, ponadczasowość, kompletność, przyjazny środowisku, przemyślany w najmniejszym detalu oraz możliwie jak największa minimalistyczność. Jak tych 11 zasad i samo znaczenie „designere” wpisuje się w postindustrialny krajobraz Śląska?

a wielu młodych projektantów korzysta z konkursów

Użyteczny Design Silesia

Gdy przeciętny turysta przyjedzie zwiedzać Katowice, praktycznie jedyne, co może przywieźć z powrotem, to zdjęcie jego samego stojącego przed „Spodkiem”. Niezbyt fajna pamiątka. Chyba już figurka Pałacu Kultury i Nauki byłaby lepsza. A co powiecie na dizajnerską koszulkę albo czapkę z śląskimi motywami?

Pierwszą instytucją, z jaką przyszło nam się spotkać jest Design Silesia – instytucja-projekt skupiająca wokół siebie najważniejsze ośrodki śląskiej szkoły dizajnu i wzornictwa: Akademię Sztuk Pięknych w Katowicach,

dizajnerskim projekt ten jest bardzo chwalony, organizowanych przez Design Silesia. W dalszej rozmowie z panią Barbarą dowiedzieliśmy się, że projekt Design Silesia II kończy się w grudniu tego roku, a zwieńczeniem pracy ma być międzynarodowa konferencja. projektowaniu

Wydarzenie usług

poświęcone

(service

design)

będzie zarówno

w sektorze prywatnym, jak i publicznym. Działania projektu odbiły się echem w Europie, co zaowocowało nagrodą Design Management Award, określaną, jako Oscary w dziedzinie design managmentu. Wszystko wskazuje na to, że rozwój dizajnu i wdrażanie myślenia projektowego na Śląsku jest zatem w dobrych rękach.

Szczery Geszeft z Katowic

Wiemy już, że wiele się dzieje, a efekty pracy dizajnerów można zauważyć w różnych miejscach Śląska. Kiełkująca moda na rzeczy związane z lokalnym, śląskim krajobrazem może rodzić myśl, że dizajn na Śląsku jest rzeczą nową. Nic bardziej mylnego. Gdy Design Silesia zlecało dr Irmie Kozinie napisanie pracy o tendencjach w dizajnie i wzornictwie na terenie województwa śląskiego od 1900 roku, dostali ponad stustronicowe dzieło, zamiast spodziewanych kilku kartek. Praca pani doktor pokazuje, jak wielu projektantów działało w zeszłym stuleciu oraz jak niesamowite i ponadczasowe są ich prace. Tak chociażby dzięki wysiłkom dwojga inżynierów – Gustawa Michała Różyckiego oraz Karola Zubera, powstał motocykl MOJ-130, który uznawany był przez niektórych za lepszy od słynnych jednośladów Harleya-Davidsona. Takie projekty dizajnerskie jak MÓJ 130 powstają dzięki pasji i wyobraźni swoich twórców. Jednak najważniejszą siłą napędową jest potrzeba. I przypadek. O tym, jak losowe wydarzenia mają wpływ na stworzenie projektu, przekonali się inżynierowie strzemieszyckiej Mikrohuty założonej w 1973 roku. Gdyby nie nieszczęśliwy wypadek syna

Politechnikę Śląską w Gliwicach, Zamek Cieszyn oraz Ars Camerlis Silesiae Superioris. O wszystkich akcjach, patronatach i inicjatywach związanych z Design Silesia opowiedziała nam pani Barbara Szafir – liderka projektu, a na co dzień wysoki urzędnik Urzędu Marszałkowskiego województwa śląskiego. – Design Silesia nie ma charakteru wdrożeniowego. Ze względu na źródło współfinansowania – Europejski Fundusz Społeczny – jesteśmy inicjatywą skierowaną na rozwój świadomości, wzrost wiedzy na temat designu i możliwości, które idą wraz z zastosowaniem myślenia projektowego, chociażby w kształtowaniu

Dieter Rams przemawia w centrum Katowic

suplement.us.edu.pl

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

19


kultura ilości specjalnych stopów na potrzeby medyczne,

Jeśli chcecie poznać ambitne plany dr Irmy Koziny,

co otworzyło wiele nowych możliwości i już 5 lat

przekonać się o „szerokich ramionach” Design Silesia,

później inżynierowie z Huty Baildon zaczęli pracę

przeczytać więcej o Geszefcie i innych świetnych

nad pierwszą polską endoprotezą. Co to ma wspólnego

dizajnerach na Śląsku oraz dowiedzieć się, co jeszcze

z dizajnem? To świetny przykład, że projekt nie

łączy ten piekarnik i sygnalizator, zajrzyjcie na naszą

zawsze musi mieć ładny wygląd i cieszyć oczy, ale ma

stronę WWW.

być przede wszystkim funkcjonalny.

Łukasz Dyszlewski, Paweł Zieliński

Tylko tyle? Wspomniane ikony śląskiego dizajnu są oczywiście jedynie fragmentem pracy dr Koziny oraz jej partnerki z zespołu badawczego – Zofii Osli-

Druga nagroda w konkursie „Śląska Rzecz” Edwarda Gierka, ówczesnego I sekretarza PZPR, huta pewnie nigdy nie zmieniłaby swojego profilu. Po skomplikowanej operacji prof. Adam Gierek zauważył bowiem problem produkcji implantów w Polsce, gdyż żadna huta nie chciała produkować takiej małej ilości części i trzeba było wszystko sprowadzać zza granicy. Działania profesora Gierka doprowadziły do zmiany profilu Mikrohuty na produkcję małych

slo. O tym, jak szklane „Asteroidy” czy luksusowe „Zenithy” zrobiły furorę nie tylko na Śląsku, ale i w całej Europie jeszcze się dowiecie. Zapoznając się z historią tych ikon zaciekawiło nas to, dlaczego nie ma dla nich specjalnego miejsca w muzeum? Może powinno powstać coś takiego jak Muzeum Dizajnu?

Pierwsza nagroda w konkursie „Śląska Rzecz”

Folklor w najlepszym wydaniu Raz jeszcze przypominamy – Studencki Zespół Pieśni i Tańca Katowice w przyszłym roku obchodzi jubileusz 45-lecia pracy artystycznej! Ta rocznica na pewno będzie okazją do wielu wyjątkowych koncertów i pokazów. Warto również zajrzeć za kulisy, by poznać dorobek tej uznanej w świecie grupy. Jubileusz będzie niezwykłym wydarzeniem dla całej grupy. - To szansa na międzypokoleniowe spotkanie – na scenie tańczą i obecni członkowie zespołu i ci, którzy kiedyś należeli do „Katowic”. Jubileusz jest ukoronowaniem naszej cotygodniowej pracy na próbach i sprawia, że przygotowujemy się do niego ze zdwojoną siłą. Chcemy pochwalić się nowymi pozycjami, jakie wpletliśmy do naszego repertuaru i pokazać, że zespół świetnie się trzyma dzięki nowym siłom zasilającym jego szeregi – mówi Martyna.

W jaki sposób zespół wykonujący tradycyjne polskie utwory sprawia, że sale koncertowe Francji, Argentyny czy Indii pękają w szwach? – Folklor jest popularny – tłumaczy Martyna Burzawa, członkini zespołu. – W modzie, sklepach sieciowych i muzyce można zauważyć do niego wiele nawiązań. Powoli zaczynamy zdawać sobie sprawę, że folklor to nasze niepodważalne i jedyne w swoim rodzaju dziedzictwo, którego nie można zaprzepaścić – dodaje. Co więcej, taniec w zespole folklorystycznym już dawno przestał być powodem do śmiechu. – Nigdy

20

nie spotkałam się z negatywną reakcją młodzieży na nasze występy. Członkami zespołu są ludzie młodzi, z założenia studenci, a to gwarantuje porozumienie różnych światów – opowiada Martyna. Tymczasem na całym świecie zainteresowanie zespołem nie słabnie. – Na festiwale, w których mamy okazję uczestniczyć przychodzi wspaniała widownia, ciekawa innych kultur i potrafiąca je docenić. Można poczuć się jak gwiazda, gdy po koncercie ludzie do nas podchodzą i chcą robić sobie z nami zdjęcia bądź pytają czy i gdzie można nauczyć się naszych tańców. Takie pytanie padło nawet w Peru!

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Czego trzeba aby zostać członkiem grupy? Potrzebne są: zapał, cierpliwość i umiejętność pracy w drużynie. Dobrze też, gdy muzyka nie przeszkadza komuś w tańcu… Wszystkiego innego można się nauczyć – po to właśnie jesteśmy! – zapewnia rozmówczyni. Próby Studenckiego Zespołu Pieśni i Tańca Katowice odbywają się we wtorki i środy o godzinie 17 w rektoracie Uniwersytetu Śląskiego przy ul. Bankowej 12. Zachęcamy też do śledzenia profilu grupy na Facebooku, gdzie na bieżąco można się dowiedzieć o wszystkich aktualnościach. Jedno jest pewne – będzie się działo!

Jakub Wesecki


Podróże

Tam, gdzie rośnie herbata

Gotowanie na wulkanie Gdy byłam mała miałam ilustrowane wydanie mitologii greckiej dla dzieci. Jedna z ilustracji przedstawiała mieszkającego w wulkanie Hefajstosa gotującego posiłek nad kraterem. W miejscowości Furnas, na największej wyspie archipelagu – São Miguel – przekonałam się, że jest to doświadczenie dostępne także dla śmiertelników. Przyrządzanie posiłku we wnętrzu wulkanu! A dokładniej w fumaroli, czyli w szczelinie bądź niewielkim kraterze, z którego wydobywają się gorące wulkaniczne wyziewy. Kiedyś taki sposób, ze względów praktycznych i ekonomicznych, praktykowany był na większości wysp. Niestety, wraz z rozwojem cywilizacji, „wulkaniczny obiad” stał się jedynie atrakcją turystyczną. Okazuje się, że bóg ognia nie miał trudnego zadania: wystarczy żeliwny garnek owinięty materiałem zakopać w niezbyt głębokim

Tam, gdzie rośnie herbata Jedynej europejskiej herbacie prawdopodobnie patronuje św. Michał, gdyż to właśnie na wyspie São Miguel znajdują się dwie czynne fabryki – Gorreana i Porto Formoso. Skąd się wzięła herbata na Azorach? Przywiózł ją z Brazylii pewien Portugalczyk – Jacinto Leite, a później dwóch Chińczyków z Makau pokazało mieszkańcom, jak ową roślinę uprawiać i przetwarzać. A działo się to w czasach, gdy wszystkie te miejsca stanowiły część Portugalii.

Jedyna w Europie plantacja herbaty

Klimat wysp sprzyja roślinności. Wszelakiej. Dlatego unikatowe na europejską skale uprawy na herbacie się nie kończą. Na wyspie São Jorge uprawia się kawę! Skala tej produkcji nie dorównuje herbacie – cafezeiro (krzaczek kawy) rosną tam w prywatnych ogródkach i produkowana jest z nich kawa głównie na prywatne potrzeby właścicieli. Powoduje to, że spróbować europejskiej kawy nie jest łatwo. Udaje mi się jednak znaleźć malutką kawiarnię – Café Nunes (Nunes to skrót od imienia właściciela – Manuel), gdzie nie tylko

mapie. Bo właściwie na jakiej mapie by ich szukać? Mapy Europy zazwyczaj kończą się tuż za zarysem linii brzegowej kontynentu – daleko na wschód od tego miejsca. Mapy Ameryki zaczynają się o ponad 3 tys. km na zachód stąd. Prawdziwy koniec świata. Albo – jak chcą inni – jego środek. Miejsce, które od Bostonu dzieli prawie taka sama odległość jak od Berlina. Olbrzymie wrażenie robi na mnie spotkanie z przesympatycznym 20-letnim Tiago, mieszkającym na wyspie Pico, który nigdy nie był na Kontynencie (tak określa się tu resztę Portugalii i Europę). Opowiada mi o tym, jak wygląda życie na niewielkich wyspach, tak dalekich od reszty świata: – Azory to przepiękne miejsce. Życie na nich może przypominać spełnienie marzeń. Niestety tutejsza codzienność nie jest taka kolorowa. Miejsc pracy jest niewiele, bardzo dużo osób emigruje. Dostęp do edukacji jest utrudniony, poza tym mało kogo stać na opłacenie studiów. Poruszanie się między wyspami (które leżą w znacznym oddaleniu od siebie) czy podróż na Kontynent też nie należą do najtańszych i często leżą poza naszymi możliwościami. Głównym źródłem dochodu mieszkańców jest wciąż rolnictwo i rybołówstwo. – Mimo sporego potencjału turystycznego, wyspy nigdy nie będą mogły zaoferować turystki masowej – dodaje Tiago. Rzeczywiście, w porównaniu np. z popularnymi wyspami Kanaryjskimi, leżą dużo dalej (co podnosi cenę lotu), brakuje tu piaszczystych plaż, infrastruktury i nie gwarantują zawsze słonecznej pogody. Zastanawiam się, jak kontynentalni Portugalczycy widzą to, tak dla mnie egzotyczne miejsce, które przecież stanowi część ich własnego kraju. – Dla nas Azory również są egzotyczne. To jakby klejnot, którego nigdy nie używamy - tłumaczy mi mieszkający w Lizbonie inny Tiago (zaczynam się zastanawiać czy Tiago jest jedynym męskim imieniem w Portugalii?). – W rzeczywistości niezbyt wielu Portugalczyków odwiedza te wyspy. Ale według mnie to jedno z miejsc, wpisujących się w kategorię „podróż marzeń”. Przyroda jest jeszcze w niezmienionym stanie, a ludzie są sympatyczni w sposób bezinteresowny.

Giulia Kamińska Di Giannantonio Foto: G. Kamińska Di Giannantonio

Pokonałam już 1/3 odległości dzielącej brzegi Starego Kontynentu od Ameryki, a ponoć wciąż jestem w Europie. Moje wątpliwości próbuje rozwiać lotniskowa tablica, przypominająca mi, że wciąż jestem w Unii Europejskiej. Rzeczywiście – wszystkie ceny podane są w euro, samochody jeżdżą na unijnych rejestracjach, ludzie mają wyraźnie europejskie rysy i taki sam sposób ubierania się, ale… na tym poczucie europejskości się kończy! Dookoła mnie zupełnie inne krajobrazy, widoki, rośliny, których nigdy wcześniej nie widziałam. Wiele z nich przywieziono tu z Japonii czy z Ameryki Łacińskiej. A te, które znam z polskich ogródków, znacznie różnią się rozmiarami – paprocie swoją wysokością prawie dorównują mojemu wzrostowi, a kwiaty hortensji są wielkości plażowej piłki. Znajduję się na środku Oceanu Atlantyckiego, na jednej z dziewięciu niewielkich wulkanicznych wysepek należących do Portugalii. Archipelag Azorów. Najbardziej niesamowite miejsce jakie widziałam w Europie.

wgłębieniu fumaroli. Nad nim usypuje się kopczyk dla oznaczenia miejsca i wbija drewienko z odpowiednimi oznaczeniami, żeby odnaleźć właściwy garnek. Później pozostaje tylko czekać, czekać i czekać. Ok. 5 godzin. Typowe wulkaniczne danie nazwane cozido das furnas składa się z duszonych warzyw i różnych rodzajów mięs. Po takim obiedzie najlepiej spróbować lokalnego, bardzo słodkiego ananasa i popić miejscową herbatą.

Foto: G. Kamińska Di Giannantonio

Ananas jest jednym z certyfikowanych produktów wysp

Foto: G. Kamińska Di Giannantonio

Europa, choć niewielka i – wydawałoby się – dobrze znana, wciąż potrafi zaskoczyć. Czy to możliwe, żeby istniało w niej miejsce o prawie 2.5 tys. km² powierzchni, którego nie ma na większości map? Albo czy słyszeliście kiedyś o europejskich plantacjach herbaty lub kawy? A może mielibyście ochotę na obiad ugotowany w wulkanie?

zaserwowano mi ten szlachetny napój, ale również pozwolono wejść do ogródka Manuela i zobaczyć jego mikroskopijną plantację.

Byliście na końcu świata? Cały czas towarzyszy mi poczucie końca świata. Wokół mnie tylko woda. Poza nią zaledwie dziewięć niewielkich skrawków lądu, które ciężko znaleźć na

suplement.us.edu.pl

Popularnością cieszą się kolorowe kapliczki Ducha Świętego

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

21


Podróże

Upadek ośrodka w Bornem Sulinowie W czasach PRL-u Borne Sulinowo było pilnie strzeżoną tajemnicą. Współcześnie natomiast mało kto słyszał o znajdującym się w tym miasteczku ośrodku wypoczynkowym Uniwersytetu Śląskiego. Dziś miejscowość znowu widnieje na mapach, ale stojący w niej ośrodek właśnie znika na zawsze.

Ośrodek w Bornem Sulinowie

Arch. państwa Gałan

ośrodek po niemal dwudziestu latach funkcjonowania także praktycznie już nie istnieje. Borne wymiera.

Na zachód od Szczecina rozciąga się malownicze pasmo jezior, pól i lasów. To Pojezierze Drawskie, równie piękne co Mazurskie, a przy tym mniej znane i co za tym idzie, mniej oblegane przez turystów. Gdzieś tam ukryty jest Poligon Drawski, jeden

Po ośrodku oprowadza nas rodzina Gałanów, jego ostatnich gospodarzy. Pracowali tutaj od 1999 roku, a obecnie przenoszą się do pobliskiego Szczecinka. Najpierw Gałanowie pokazują nam śliczne obejście, w utrzymanie którego włożyli wiele pracy. Można tu było miło spędzać czas na huśtawkach, grając w siatkówkę lub robiąc grilla. Ośrodek wypożyczał rowery, kajaki, łódki i rowerki wodne do popływania na pobliskim jeziorze Pile. Co prawda trzeba było jeszcze donieść do plaży cały ten sprzęt, a to potrafiło zniechęcić niektórych wczasowiczów. Ci woleli całymi dniami toczyć swoje – jak sami to ujmują – „intelektualne dysputy”.

z największych w Europie, a nieopodal niego leży niewielka miejscowość, znana jako Borne Sulinowo. Ma niewiele ponad cztery tysiące mieszkańców i na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć, dlaczego jeszcze dwadzieścia lat temu jej istnienie było tajemnicą wagi państwowej. Wystarczy jednak spytać o drogę do Domu Oficera albo cmentarza wojskowego, żeby się przekonać, że Borne nigdy nie było zwyczajnym miasteczkiem. 25 tysięcy żołnierzy ZSRR, tworząc największe zgrupowanie Armii Czerwonej na terenie naszego kraju. I choć polscy historycy dopiero od niedawna mówią o obecności radzieckich silosów atomowych na naszym terytorium, to w okolicach Bornego Sulinowa była to właściwie tajemnica poliszynela. Podobnie jak fakt, że w wypadku trzeciej wojny światowej to właśnie na nas spadłyby pierwsze pociski, zamieniając kraj w nuklearną pustynię.

Wśród ruin Na szczęście do tej wojny nie doszło, ZSRR się rozpadł, a Borne, mimo że wcześniej nie było go nawet na liście miejscowości administrowanych przez

Dom Oficera

Foto: A. Andrysek

Przez prawie pięćdziesiąt lat mieszkało tutaj około

Okolica zachęca do refleksji, gdyż z jednej strony znajdują się tu ruiny poradzieckiego Domu Oficera, a z drugiej klasztor karmelitanek bosych, oczywiście powstały już po wymarszu żołnierzy ZSRR. Sam ośrodek to dwa parterowe budynki podzielone na segmenty. W każdym z nich znajdowały się pokoje z pełnym wyposażeniem oraz kuchnia i łazienki, z których korzystali mieszkańcy całego segmentu. W sumie daje to 36 miejsc noclegowych w 17 pokojach.

16 złotych od osoby nigdy nie było rentowne, a koszty utrzymania znacznie przewyższały dochody ośrodka. Dawna cena wciąż jest jednak kusząca. Podczas naszej rozmowy dzwoni telefon pana Gałana, jak się okazało rozmówca pyta o możliwość wykupienia noclegu, choćby „po cichu”. – „Po cichu’? Nawet „głośno” już nie dam rady – odpowiada niechętnie gospodarz.

Z siatką na motyle W ośrodku mogli wypoczywać zarówno studenci, jak i pracownicy naukowi wraz z rodzinami. Wystarczyło być w jakikolwiek sposób związanym z Uniwersytetem Śląskim. Oprócz wyjazdów wakacyjnych organizowano tu również praktyki, na przykład dla Wydziału Biologii. Ich uczestnicy uczyli się rozpoznawać gatunki roślin i owadów, poznając przy tym Borne i okolice. W późniejszych latach organizowano też spływy kajakowe Piławą, podczas których, oprócz wodnej roślinności, można było zobaczyć fragment jednej z najpiękniejszych rzek w Polsce. Okoliczne lasy także obfitowały w niespodzianki – studenci znajdywali w nich między innymi ćwiczebne miny wystające z ziemi czy do połowy odkopany pocisk z zapalnikiem, pozostawiony przez jakiegoś złomiarza ze strachu, że wybuchnie. – Oczywiście takie praktyki to nie tylko nauka, ale też doskonała zabawa. O wiecznym niewyspaniu wszyscy szybko zapomnieliśmy i zostały same przyjemne wspomnienia. Szczególnie utkwiła mi w pamięci nocna wizyta w piekarni i olbrzymia ilość jeszcze ciepłych pączków, którymi zajadaliśmy się aż do świtu... Łezka się w oku kręci – wspomina pani Agnieszka, biorąca udział w praktykach z zoologii. Pozostaje nam tylko żałować, że już nigdy nie będziemy mieć okazji do wspólnego odkrywania tajemnic Bornego Sulinowa. Niestety, pytanie o przyczynę likwidacji ośrodka skierowane do rzecznika prasowego uniwersytetu, pozostało bez odpowiedzi.

Jakub Wesecki

nadano mu prawa miejskie, a niewiele później powstał tam ośrodek wypoczynkowy Uniwersytetu Śląskiego. Mimo to Polacy wciąż za rzadko odwiedzają to miasto. Po odejściu Rosjan próbowano sprowadzić turystów, ale poza sezonem trudno tu znaleźć jakąkolwiek pracę. Dziś mniej więcej co czwarty budynek to pustostan, a co trzecia nieruchomość jest na sprzedaż. Sam

22

Teraz rodzina Gałanów ze smutkiem patrzy na upadek miejsca, w którym pracowała przez czternaście lat. Wiele mebli i sprzętu wylądowało na śmietniku. Budynki przejmie urząd miasta, zapewne z zamiarem przekształcenia niepłacącego podatków ośrodka szkoleniowego w bardziej dochodową inwestycję. Pan Krzysztof Gałan tłumaczy, że wynajmowanie pokoi po

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Dom Oficera

Foto: A. Andrysek

Polskę, wreszcie pojawiło się na mapach. W 1993 r.


Podróże

Podróż za jeden uśmiech Nie masz pomysłu na weekendowy wypad? A może mimo wielu koncepcji, zwyczajnie brak Ci pieniędzy? Po raz kolejny ratunkiem okazuje się Internet – dzięki niemu zwolennicy podróżowania „na hippisa” mogą łatwo nawiązywać kontakt i oferować sobie wzajemną pomoc. Na odważnych czekają fora autostopowe oraz tania forma noclegu, zwana couchsurfingiem. Pokaż się innym Po zarejestrowaniu się na stronie, umieszczamy w swoim profilu między innymi informacje o miejscu zamieszkania,

zainteresowaniach

i

znajomości

języków obcych. Użytkownik uwzględnia, co jest w stanie zaoferować swoim potencjalnym gościom. W kwestionariuszu warto umieścić również fotografie miejsca, jakie jesteśmy zapewnić podróżnikom. Portal pośredniczy w kontakcie osób oferujących nocleg i korzystających z niego – użytkownicy prywatnie dogadują się, co do kwestii terminu noclegu oraz

Wsiadaj bracie, dalej – hop! Spontaniczna wycieczka jest doskonałym sposobem na oderwanie się od szarej rzeczywistości, zwłaszcza gdy jesteś zapracowany i potrzebujesz chwili wytchnienia od codziennych obowiązków. Spontaniczność ma jednak to do siebie, że nie wszystko może pójść zgodnie z planem. Bilety na przejazd pociągiem bądź przelot samolotem nie tanieją, to samo tyczy się cen benzyny. Na całe szczęście młodzi, odważni ludzie nie muszą martwić się rosnącymi cenami transportu – na ratunek już od paru dobrych lat przychodzą nam fora autostopowe, których z czasem stale przybywa. Logując się na stronach takich jak Autostop.com.pl lub Carpooling.pl możemy szybko zorganizować przejazd nie tylko w obrębie kraju, ale również do dowolnego miejsca na świecie. Po założeniu konta na jednym z autostopowych portali mamy możliwość skorzystania z ofert transportu oraz składania własnych propozycji. Nie ma tu ściśle określonych zasad – podróżować możemy zarówno za drobną opłatą, jak i zupełnie za darmo. Wszystko

podróżowania czeka forma zakwaterowania zwana couchsurfingiem. Zakładając profil na jednym z „kanapowych” portali (np. Couchsurging.org) możemy nawiązać kontakt z osobami, które oferują nocleg w prywatnych domach za niską opłatą lub… za odwzajemnioną gościnność w naszym domu. W ten sposób mamy możliwość spędzenia urlopu zarówno nad polskim morzem, jak i w romantycznym Paryżu, a wszystko to za niewielkie pieniądze bądź – jak w przypadku autostopowiczów – za odwzajemnioną serdeczność. Idea couchsurfingu zrodziła się na przełomie roku 2002/2003. Z inicjatywy Amerykanina, Caseya Fentona, powstał portal, który miał zrzeszać użytkowników udostępniających nocleg we własnym miejscu zamieszkania jak i tych, którzy pragną skorzystać z taniego noclegu podczas podroży. Początkowo niewielka grupa uczestników (ograniczona do znajomych i rodziny twórcy) na przełomie ostatnich lat gwałtownie się poszerzyła – dziś na użytkowników portalu Couchsurfing.org składa się około 3 milionów osób z 246 krajów.

zależy od gestu osoby, która składa ofertę, jednak łatwo

Czy dla każdego? Podróżowanie w ten sposób wymaga od nas dużej ufności wobec innych. Portale autostopowe i couchsurfingowe zakładają wzajemną sympatię, uczynność

oraz

wykluczać

uczciwość,

jednak

niebezpieczeństw

nie

można

wynikających

z kontaktów z obcymi. Dobrym rozwiązaniem jest choćby powierzchowne poznanie ludzi chętnych nam pomóc, zanim skorzystamy z ich usług. Warto nawiązać z nimi bliższy kontakt telefoniczny lub mailowy, a w przypadku couchsurferów – dokładnie obejrzeć zdjęcia

lokum,

które

chcą

nam

udostępnić.

Ponadto twórcy portali ułatwiają nam opiniowanie „stopowiczów” i „kanapowiczów” poprzez możliwość wystawiania im ocen w skali 1-5 – punktacji podlegają kryteria, takie jak dyspozycyjność oraz gościnność.

Co zachęca? Dlaczego warto zdecydować się na taką przygodę? Nie

zauważyć, że większość kierowców ceni sobie miłe

da się ukryć, że do podróży za jeden uśmiech zachęcają

towarzystwo i zabawną pogawędkę oraz ewentualny

przede wszystkim małe koszty transportu i noclegu.

dług wdzięczności – w końcu kolejnym razem to on

Nieocenione zalety podroży autostopem i korzystania

może poprosić Cię o podwiezienie.

z prywatnych kwater to również możliwość poznawania nowych ludzi, ich obyczajów i języka, zwiedzanie

Couchsurfing – nowe przyjaźnie „od kanapy” Po przygodnej podróży przyszedł czas na udanie się do miejsca naszego zakwaterowania. Skoro zdecydowaliśmy się już na nowe kontakty w trasie, czemu by nie zdobyć ich również na miejscu? Na miłośników oryginalnego, a zarazem taniego

wysokości zapłaty za usługę.

nowych miejsc nie tylko z perspektywy przewodnika, ale również mieszkańców danego obszaru. Być Według najnowszych danych, Polska usytuowana jest w pierwszej dziesiątce pod względem ilości „kanapowiczów”. W naszym kraju z tej formy podróżowania korzysta około 70 tysięcy osób. Zatem – jak udowadniają liczby – popularne twierdzenie o polskiej gościnności nie pozostaje jedynie w sferze mitów.

suplement.us.edu.pl

może warto zrezygnować z przewidywalnej podróży i

pięciogwiazdkowego

hotelu?

Trochę

odwagi

i pozytywnego nastawienia, a czeka Cię najciekawsza podróż w życiu i nowe, fascynujące znajomości.

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

Joanna Stanuch

23


sport

Katowice w drodze do finałów Mistrzostw Świata siatkarzy 2014

źródło www.pzps.pl

Już tylko niecały rok dzieli nas od kolejnej, rozgrywanej w Polsce imprezy sportowej najwyższej rangi – Mistrzostw Świata siatkarzy 2014, które zainaugurowane zostaną 3 września w Warszawie, a zakończą się 21 września w Katowicach. To właśnie mekka polskiej siatkówki, jak nazywany jest katowicki „Spodek”, będzie najważniejszą halą turnieju. i oceniała główną halę, szatnie, pomieszczenia dla VIP-ów i „special VIP-ów”, salę treningową, konferencyjną oraz centrum prasowe. „Spodek” zaliczył oględziny na plus. Nic już nie powinno więc zaszkodzić w wielkim siatkarskim święcie, jakie na pewno zgotują zawodnicy i kibice.

LUBIĘ SIATKĘ

„MISTRZOWSKI” ZEGAR Katowice muszą sprostać przygotowaniom organizacyjnym, w tym logistycznym i promocyjnym. Jak zapewnia prezydent miasta, Piotr Uszok, do czasu rozpoczęcia turnieju zakończy się kilka innych istotnych inwestycji, przede wszystkim tych związanych z komunikacją. Nie jest to deklaracja zaskakująca – remonty i rozbudowy widać w Katowicach na każdym kroku. Mistrzostwa wpisują się jedynie w dawno zapoczątkowany proces zmian. Sprawna komunikacja i dobre połączenia tutejszego węzła komunikacyjnego to jeden z czynników mających przekonać, że jest to miejsce przyjazne dla kibiców zjeżdżających się z różnych zakątków kraju i nie tylko. Rywalizację o przyznanie finałów śląskie miasto wygrało z Łodzią i Gdańskiem. Inwestycje ściśle dopełniające organizację meczy finałowych mają kosztować katowicki budżet ok. 10 mln złotych.

24

Katowice aktywnie rozpoczęły już promocję mistrzostw. 2014 piłek z mistrzowskim logo trafiło do uczniów katowickich szkół. Innym elementem promocji był rozegrany Międzynarodowy Turniej Miast Partnerskich w siatkówce mężczyzn o nagrodę prezydenta Miasta Katowice „Katowice 2013 Volleyball Partner Cities Cup”. Na ulicy Mariackiej pojawił się zegar odliczający czas do rozpoczęcia turnieju. Zgodnie z zasadą złośliwości rzeczy martwych, zegar zepsuł się dzień po starcie odliczania. Awaria elektryczna została jednak szybko usunięta. W centrum miasta podziwiać można wystawy zdjęć z meczów polskich siatkarzy. Kolejne eventy, ściśle związane z promocją mistrzostw, zapowiadane są na grudzień.

Katarzyna Polke

SPODEK I JEGO MAGIA Katowicki „Spodek” na chwilę obecną jest już po najważniejszych renowacjach. Hala od zawsze czarowała klimatem stwarzanym tutaj przez kibiców siatkówki. Dla jego dopełnienia, „Spodek” musiał przejść gruntowny remont – najważniejsze inwestycje dotyczyły dachu i instalacji klimatyzacji czy też wzmocnienia konstrukcji hali. Całość wzbogaca nowe oświetlenie, wewnętrzna telewizja kablowa oraz wielkiego diodowy ekran w kształcie walca. Obiekt musiał zostać zaakceptowany, dlatego nie obyło się bez wizytacji najwyższych siatkarskich władz – wiceprezydentów Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej Theofanisa Tsiokrisa oraz Andre Meyera, który piastuje też fotel prezydenta Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej. Delegacja zwiedzała

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

suplement.us.edu.pl

Foto: Ł. Wycisło

Siatkarze rywalizować będą także w pięciu innych polskich obiektach: bydgoskiej „Łuczniczce”, łódzkiej „Atlas Arenie”, wrocławskiej „Hali Stulecia”, znajdującej się na pograniczu Gdańska i Sopotu „Ergo Arenie”, a także hali krakowskiej, której otwarcie przewiduje się na kwiecień 2014 r. Wyrazem uznania dla Katowic, które zawsze stanowiły silny punkt na siatkarskiej mapie Polski, jest organizacja spotkań finałowych, decydujących o podziale medali imprezy. Katowice dwukrotnie były gospodarzem Finału Ligi Światowej (w 2001 i 2007 r.), a w roku 2009 odbyły się tu Mistrzostwa Europy siatkarek. Teraz pora na Mistrzostwa Świata.

Nie ma lepszej metody na zachęcanie do uprawiania sportu, niż zapraszanie na duże sportowe wydarzenie, które odbywa się na wyciągnięcie ręki. Mistrzostwom Świata 2014 towarzyszy akcja „Lubię siatkówkę”, która ma propagować tę dyscyplinę wśród dzieci i młodzieży katowickich szkół gimnazjalnych i liceów. Elementami akcji są rozgrywki szkolne, quizy i w końcu uczestnictwo w meczach. Siatkówka da się lubić, o czym starają się przekonywać organizatorzy. Czy spodobają się Mistrzostwa – dowiemy się za niecały rok. Ich sukces zależy od dobrych przygotowań i organizacji, a czy pójdzie za tym również zadawalający wynik sportowy – na odpowiedź także należy jeszcze poczekać.


sport

Rzeźbią ciała i umysły Tworzą liczną grupę. Są młodzi, wytrwali i piekielnie ambitni. Dzięki znanemu coraz szerzej w Polsce street workoutowi chcą nie tyle wyrzeźbić swoją sylwetkę niczym mityczni bogowie, lecz przezwyciężyć własne słabości i pokonywać kolejne psychiczne bariery. – To dla nas nie tylko sport, ale i styl życia – przyznają jednogłośnie członkowie katowickiej grupy skupiającej sympatyków tej dyscypliny. zostaliśmy przyjaciółmi – dorzuca kolejny z członków grupy, Daniel Trojan. – Na pierwszy trening przybyło sześć osób, z których do dziś ćwiczą z nami cztery. Na szczęście, co chwilę nasze szeregi zasila kilku nowych zawodników, dzięki czemu na niską frekwencję nie możemy narzekać – stwierdza Dawid wskazując na kilkunastu amatorów street workoutu. Daniel Trojan wykonuje jedną z najefektowniejszych, ale i najtrudniejszych figur w street workoucie - flagę.

Kojarzymy ich głównie z opuszczonych placów zabaw. Do szczęścia potrzebują niewiele. Stary trzepak, uszkodzona huśtawka, czasem zdarzy się ławka czy murek – tyle im wystarczy. Uprawiają sport przyjemny dla oka, choć w naszym kraju niezbyt jeszcze znany. Jak sami mówią, zajmują się street workoutem. W skrócie: w zabudowie miejskiej wykonują trening siłowy oparty o ćwiczenia z wykorzystaniem masy własnego ciała.

„Aby odnieść sukces w tym, co robisz, musisz najpierw odnieść zwycięstwo nad własnymi słabościami.” Dexter Yager Aby pokonać strach W Internecie co rusz pojawiają się filmiki, w których swoje

bezsprzecznie

prezentują

ikony

wyjątkowe

street

umiejętności

workoutu.

To

wyzbycie się stresu oraz szansy na zyskanie życiowego optymizmu. Jak się okazuje, także i w przypadku tej dyscypliny, apetyt rośnie w miarę jedzenia. – Początkowo treningi miały być bronią przeciwko zbędnym kilogramom. Po jakimś czasie, gdy brzuch był o wiele mniejszy, a pierwszy zarys mięśni coraz bardziej widoczny zrozumiałem, że uzależniłem się od regularnych ćwiczeń. Poprzeczkę zacząłem ustawiać sobie coraz wyżej, dzięki czemu pokonywałem kolejne psychiczne ograniczenia – stwierdza Daniel. – Street workout wyzwolił mnie z obaw przed wykonywaniem „fiflaków”, salt i innych tego typu akrobacji, których przez lata unikałem. Czuję, że przekroczyłem jakąś granicę strachu. Niespodziewanie stałem się też o wiele ambitniejszy – cieszy się kolejny z trenujących, 21-letni Arkadiusz Wadas.

właśnie

z tego źródła wiedzę o podstawowych figurach i układach ruchowych czerpią katowiccy zawodnicy.

Moda ze wschodu

„Back lewer”, „pistolet” czy wreszcie „flaga” – to

W poszukiwaniu gwiazd tej dyscypliny z pewnością należałoby się wybrać na wschód. Na Ukrainie, Białorusi czy w Rosji sport ten stał się już zajęciem niemal masowym, a osoby go uprawiające lokalnymi herosami. Tam społeczeństwo ich wielbi i szanuje, a widzowie przychodzący do przygotowanych z myślą o tej dyscyplinie parków obserwują dokonania zawodników z nieskrywaną przyjemnością. Polska modę na tego typu rozrywkę przyjęła z kilkuletnim opóźnieniem, jednak mimo że w kraju nad Wisłą jeszcze kilka lat temu furory nie robiła, to od blisko roku rozwija się błyskawicznie. We Wrocławiu organizowane są ogólnopolskie zawody, w Krakowie i Poznaniu lokalne grupy walczą o zgodę na budowę street workoutowego parku, a na Śląsku w krótkim czasie powstały sporej wielkości skupiska osób ukierunkowanych na tego typu aktywność. – W Lublińcu z kolei, dyscyplina ta rozpowszechniła się tak bardzo, że chyba każdy młody mieszkaniec tej miejscowości ją uprawia lub przynajmniej wie, na czym to polega – przyznaje Dawid Mularczyk, który dwa miesiące temu na jednym z portali społecznościowych zainicjował powstanie grupy skupiającej osoby zainteresowane uprawianiem street workoutu w Katowicach. – Dokonaliśmy fuzji dwóch ekip zrzeszających sympatyków tego sportu. Umówiliśmy się na wspólny trening i do dziś ćwiczymy razem – mówi 18-letni Dawid. – Byliśmy dla siebie kompletnie nieznanymi osobami. Poznaliśmy się dopiero na placu, ale dzięki street workoutowi

street workoutu są natomiast pewnego rodzaju

pojęcia dla laika nieco egzotyczne. Dla pasjonatów wyznacznikiem nabytych umiejętności. – Każda figura jest inna. Czasami trzeba trenować latami, aby którąś z nich nauczyć się poprawnie wykonać. Dzięki temu pojąłem, że aby coś osiągnąć trzeba ciężko pracować i nigdy się nie poddawać – zdradza Dawid. – Chciałbym zrealizować wiele celów, ale takim pierwszym jest na pewno poprawne wykonanie „planche”, czyli pozycji, w której nasz ciężar opiera się na usztywnionych w stawach łokciowych rękach, a wyprostowane ciało znajduje się równolegle do ziemi – tłumaczy 20-letni Grzegorz Rzetecki, którego do rozpoczęcia przygody z tym sportem zainspirowała książka Paula Wade’a „Skazany na trening”. – Autor opisał w niej bardzo dokładnie ćwiczenia kalisteniczne [z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała – przyp. red.], które wykonywał w więzieniu. Pomyślałem: czemu by nie spróbować czegoś

podobnego?

Początkowo

myślałem,

że

wyłącznie poprawię swoją kondycję i zwiększę siłę. Nie spodziewałem się zmiany mentalnej, a taką właśnie z czasem dostrzegłem. Dzięki treningom nabyłem sporo pewności siebie, stałem się konsekwentny i otwarty na nowe doświadczenia. Kiedyś przed wykonaniem

trudnego

zadania

nie

wierzyłem

w siebie, teraz nie boję się wyzwań, bo wiem, że jeżeli czegoś szczerze pragniesz, to jesteś w stanie to zrobić – zapewnia z uśmiechem Grzegorz. Jak widać,

Bez parku ani rusz – To sport dla wszystkich. Szczególnie dla tych, którzy chcą zmienić swoje życie na lepsze – słyszę, gdy pytam o to, czy aby go uprawiać potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje. – Chęci, chęci i jeszcze raz chęci – dodają chórem nasi bohaterowie. Mimo że regularnie trenują niespełna dwa miesiące, już dziś snują ambitne plany na przyszłość. – Na pewno chciałbym dojść do takiego momentu, abym sam przed sobą przyznał, że jestem godny wziąć udział w profesjonalnych zawodach i – co chyba najważniejsze – rywalizować o najwyższe nagrody – wyznaje Dawid. Aby katowiczanie mogli zrealizować marzenia potrzebne są odpowiednie warunki treningowe, których – aż dziw bierze – w Katowicach nie sposób uświadczyć. – Budowa profesjonalnego parku to jak na razie nasze największe pragnienie. Mamy już pewne pomysły dotyczące jego lokalizacji oraz przygotowaliśmy prognozy finansowe. Teraz pozostaje nam ustabilizować skład grupy i nadal wytrwale trenować, aby jak najlepiej promować street workout w naszym mieście – kończy z optymizmem Daniel.

street workout nie rozwija jedynie ciał, lecz także umysł. Wielu zawodników upatruje w nim recepty na

suplement.us.edu.pl

Wojciech Kowalczyk

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

25


Staże / Praktyki / Szkolenia / Warsztaty Wolontariat:

Praktyki:

Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Społeczności Lokalnej Chcesz pomóc dzieciom i młodzieży w nauce? Chcesz wcielić się w rolę korepetytora i wesprzeć uczniów w wypełnianiu szkolnych obowiązków? Dołącz do armii wolontariuszy w Szopienicach. Jeśli dysponujesz dwiema godzinami wolnego czasu tygodniowo, nie zastanawiaj się i już dziś prześlij swoje zgłoszenie na adres: tpps10szansa@interia.pl lub zadzwoń pod numer telefonu: 697-086-533. Podziel się z innymi swoimi umiejętnościami, wiedzą, zaoferuj pomoc, a przekonasz się, ile możesz zyskasz. Szczegółowe informacje dotyczące wolontariatu znajdziesz na stronie internetowej: www.mocnirazem.org (zakładka: Wolontariat – pomoc w nauce).

TextPartner Sp. J. Firma TextPartner z siedzibą w Katowicach, poszukuje osób chętnych do odbycia płatnej praktyki absolwenckiej na stanowisku: tłumacz języka angielskiego. Do podstawowych zadań praktykantów należeć będzie: przekład i weryfikacja tekstów, tworzenie baz danych oraz zarządzanie nimi, a także obsługa programów CAT, DTP i OCR. Wymagania: • znajomość języka angielskiego na poziomie C1 (zaawansowany), • dyspozycyjność (od poniedziałku do piątku), • etyka i profesjonalizm pracy, • zdolność analitycznego myślenia, • sumienność i dokładność. Osoby zainteresowane praktykami są proszone o przesłanie dokumentów aplikacyjnych (CV oraz list motywacyjny) na adres: praca@textpartner.com lub wypełnienie formularza on-line na stronie internetowej: http://www.toa24.com/job.php?lang=PL&id=TextPartner_sc.

Staże: Dom Saint-Etienne w Katowicach Polsko-francuska instytucja zajmująca się rozwijaniem kontaktów gospodarczych między przedsiębiorstwami działającymi na terenie obu państw oraz realizująca projekty społeczno-kulturalne w ramach partnerstwa miast Katowic i Saint-Etienne, poszukuje kandydatów chętnych do odbycia stażu, trwającego od 3 do 6 miesięcy. Warunkiem koniecznym jest biegła znajomość języka francuskiego (poziom C1). Stażysta będzie odpowiedzialny za: • prowadzenie korespondencji handlowej, • wykonywanie prac biurowych, • tłumaczenia, • tworzenie baz danych, • organizację imprez biznesowych, seminariów, konferencji. Osoby zainteresowane zapraszamy do przesyłania dokumentów aplikacyjnych (CV i list motywacyjny) na adres e-mail: asemka@maison-saint-etienne.com. Agencja Kreatywna Kręci się! Katowicka agencja kreatywna realizująca projekty z zakresu Public Relations, marketingu oraz reklamy, oferuje studentom możliwość odbycia trzymiesięcznego, bezpłatnego stażu z szansą zatrudnienia, na stanowisku Web Designer. Mile widziane są osoby cechujące się komunikatywnością, kreatywnością, zdolnością do pracy pod presją czasu i sumiennością. Stażyści będą zajmowali się tworzeniem logotypów, plakatów, kodowaniem stron WWW oraz pracą koncepcyjną nad komunikacją wizualną firmy. Co zyskają w zamian? • możliwość zdobycia doświadczenia w branży, • opiekę doświadczonego mentora, • pracę w zgranym i kreatywnym zespole. Dokumenty aplikacyjne (CV i list motywacyjny) oraz portfolio należy przesłać na adres mailowy: biurokarier@rig.katowice. pl, w tytule wiadomości wpisując numer referencyjny oferty: 8618/13/Pb. Agencja zastrzega, że skontaktuje się tylko z wybranymi kandydatami.

Szkolenia: Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach ROK Katowice zaprasza wszystkich chętnych do udziału w szkoleniu: „Umowy dot. praw autorskich i pokrewnych, opodatkowanie wynagrodzeń z praw autorskich w 2013 roku, podatek u źródła na przykładach”, które odbędzie się 25 listopada 2013 r. w godz. 10:00-15:00, w siedzibie Ośrodka. Zakres tematyczny szkolenia: • różnice między umową o dzieło, umową zlecenie a umową o prawa autorskie i pokrewne, • pojęcia twórcy, utworu, licencji, • opodatkowanie wynagrodzeń z praw autorskich, • kwestia użytkowania praw autorskich a zbycie/ przeniesienie praw – pola eksploatacji. Szkolenie jest płatne. Warunek udziału stanowi przesłanie wypełnionej karty zgłoszenia, której wzór można znaleźć na stronie internetowej: www.rok.katowice.pl. Termin zgłoszeń upływa 19 listopada 2013 r.

26

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

DPM Firma zajmująca się doradztwem personalnym zaprasza studentów psychologii, socjologii, ZZL, ekonomii i kierunków pokrewnych do odbycia miesięcznych praktyk (dyspozycyjność min. 3 dni w tygodniu, w godzinach: 9-15), na terenie miasta Katowice. W czasie ich trwania, studentom zostaną powierzone następujące obowiązki: wsparcie zespołu konsultantów w prowadzonych procesach rekrutacyjnych, udział w rozmowach kwalifikacyjnych, budowanie bazy kandydatów oraz redagowanie i aktualizacja ogłoszeń. Wymagania: • zainteresowanie tematyką HR, • znajomość obsługi pakietu MS Office, • komunikatywność i zaangażowanie. Jeśli chcesz zdobyć doświadczenie w branży Human Resources, poszerzyć swoją wiedzę z zakresu rekrutacji i selekcji pracowników, pozyskać możliwość współpracy z profesjonalnym zespołem konsultantów, nie zwlekaj i prześlij CV na adres e-mail: ebryndza@dpm.com.pl. Odbycie bezpłatnej praktyki zostanie potwierdzone odpowiednimi referencjami. Getin Noble Bank Instytucja finansowa posiadająca swe oddziały na terenie całej Polski, zachęca studentów do odbycia bezpłatnych praktyk w Departamencie Produktów Biznesowych, w swej katowickiej filii. Praktykanci będą odpowiedzialni za: • analizę rynku małych i średnich przedsiębiorstw, • testy aplikacji do sprzedaży kredytów firmowych i narzędzi wspierających obsługę produktów biznesowych, • testowanie narzędzi służących do generowania raportów i ich współtworzenie. Oczekiwania wobec kandydatów: • preferowane kierunki ekonomiczne lub informatyczne, • studenci III, IV lub V roku, • bardzo dobra znajomość pakietu MS Office (szczególnie programu Excel), • umiejętność analitycznego myślenia, • doskonała organizacja pracy, • aktualne ubezpieczenie od NNW, • mile widziana wiedza z zakresu języka SQL oraz wykorzystania VBA w Office. Zgłoszenia (CV i list motywacyjny) należy kierować na adres e-mail: praca@getinbank.pl (z dopiskiem PR/DBI/US/Katowice w tytule wiadomości). Senetic Sp. z o.o. Wiodący dostawca oprogramowania, rozwiązań sieciowych oraz serwerowych dla marek będących liderami na światowych rynkach, zaprasza osoby zainteresowane technologiami sieciowymi do odbycia praktyk w siedzibie firmy w Katowicach. Podczas ich trwania, student będzie realizował zadania takie jak: wprowadzanie danych do programów finansowo-księgowych, obsługa korespondencji, archiwizacja dokumentów księgowych. Wymagania: • mile widziani studenci IV i V roku oraz absolwenci kierunków ekonomicznych, finansowych lub rachunkowych, • doskonała znajomość obsługi komputera, • język angielski na poziomie średniozaawansowanym, • świetna organizacja pracy własnej, • skrupulatność i dokładność. Jeśli chcesz zdobyć doświadczenie w pracy w międzynarodowym środowisku, wykorzystując wiedzę teoretyczną w praktyce, koniecznie prześlij swoje CV na adres: kariera@senetic.pl. Dla najlepszych – możliwość stałego zatrudnienia. Wydawnictwo ELAMED Wydawca branżowych czasopism specjalistycznych, poszukuje osób pragnących rozwijać się w pracy redakcyjnej. Praktykanci zdobędą możliwość uczestniczenia w tworzeniu makiety jednego z pism i poszerzenia swojej wiedzy z zakresu komputerowego składu tekstów oraz przygotowywania ich do druku. Co więcej, będą współpracować z działem marketingu w opracowywaniu projektów oferty wydawniczej, a także dokonywać weryfikacji danych na temat rynku, kluczowych klientów oraz firm partnerskich. Po odbyciu praktyk, studenci otrzymają referencje, a najlepszym z nich, przypadnie w udziale szansa na zatrudnienie. Jesteś osobą komunikatywną, pracowitą i masz silną motywację do rozwoju? Nie zwlekaj i prześlij swoje CV na adres: a.tarnawa@elamed.pl. Powodzenia! Więcej informacji na stronie: www.elamed.pl (zakładka Kariera).

suplement.us.edu.pl


miasto

Operacja na otwartym sercu Katowic

Foto N. Bylok

Rynek to z definicji główny, wielofunkcyjny plac miasta, jednak czasem może on przybrać inną funkcję. Katowicki Rynek to od kilku miesięcy wielki tor przeszkód – teren trudny do przejścia dla mieszkańców. Do czego doprowadzi przebudowa centrum Katowic i jaka jest historia tego miejsca?

Friedrichsplatz Katowice uzyskały prawa miejskie dopiero w 1865 r. Niespełna 10 lat wcześniej August Nottebohm wytyczył plan nowego miasta. Urbanistyka Katowic oparła się o wcześniej istniejące drogi komunikacyjne. Na skrzyżowaniu dróg wiodących z południa na północ i z zachodu na wschód powstał sześcioboczny rynek. Zanim Katowice stały się miastem, właśnie w tym miejscu stała drewniana karczma (już od 1816 r.) – budynek górujący nad wiejską zabudową Katowic (karczma stała w miejscu DH „Skarbek”). Budynkami, które włączono w centrum miasta były: położony na południu dworzec kolejowy, Hotel Welt, który stał w miejscu DH „Zenit” (wybudowany w 1848 r. i spalony przez Armię Czerwoną w 1945 r.), dwór Tiele-Wincklerów, znajdujący się w okolicy dzisiejszego Hotelu Katowice (wyburzony w 1976 r.) oraz kościół ewangelicki i synagoga (nieistniejąca). Dodatkowo, w 1907 r. wzniesiono Teatr Miejski (proj. Karl Moritz), który stanął w miejscu wcześniejszego ratusza. Cały Friedrichsplatz, bo tak nazywał się dzisiejszy Rynek, był pokryty kostką brukową i służył mieszkańcom jako plac targowy. Był również świadkiem uroczystości politycznych i manifestacji. Serce miasta otaczały piętrowe kamieniczki, a na północ od Rynku płynęła rzeka Rawa (dawniej Rozdzianka). W tym czasie ulica Mickiewicza nazywała się ulicą Nabrzeżną, a od strony ulicy Piotra Skargi katowiczanie mogli podziwiać kaskady na rzece Rozdziance. Choć trudno to sobie dziś wyobrazić, tak malowniczo prezentował się nasz Rynek w XIX w.

miała przyjąć funkcję kulturalno-administracyjną. Wzdłuż ulicy Jagiellońskiej budowano monumentalne gmachy urzędów. Pierwszy stanął Urząd Wojewódzki i gmach Sejmu Śląskiego – budowla o cechach reprezentacyjnych i propagandowym programie ideowym. Po przeciwnej stronie stało Muzeum Śląskie (zburzone przez hitlerowców w 1941 r.), które miało być pomnikiem „dziesięciolecia państwa polskiego”. Kolejnym monumentalnym budynkiem na katowickim forum był gmach Urzędów Niezespolonych (dzisiejszy wydział filologiczny UŚ). Celem tych działań architektonicznych było stworzenie imponującej przestrzeni miejskiej. Główna oś miała skupiać najważniejsze budowle użyteczności publicznej. Kształtowanie reprezentacyjnego centrum polskich Katowic przerwał wybuch II wojny światowej.

Powojenne przemiany

Atrakcyjne przestrzenie publiczne

Już w 1947 r. ogłoszono ogólnopolski konkurs na przebudowę centrum Katowic, którego laureatami zostali J. Duchowicz i M. Śramkiewicz. W tym czasie powstał węzeł komunikacyjny, który miał połączyć Katowice północne i południowe. Następnie katowicki Rynek unowocześniano takimi budynkami jak DH „Zenit” (1962 r.), Dom Prasy (1963 r.), DH „Skarbek” (1975 r.). Negatywnym rezultatem tych działań było

Nowoczesne Forum Foto K. Szwaja

Kiedy w 1922 r. Katowice przyłączono do Polski, nowe władze postanowiły stworzyć spektakularne centrum na południe od linii kolejowej. Ta lokalizacja nie była przypadkowa – Polacy chcieli się odciąć od poniemieckiej tradycji. Nowa, główna oś miasta

suplement.us.edu.pl

wyburzanie zabytkowej architektury Rynku, jednak trzeba przyznać, iż w tym czasie nasze miasto zyskało budynki zaliczane do najbardziej awangardowych osiągnięć czasów PRL-u. Po wojnie „schowano” Rawę do podziemnego koryta, a aleję Wojciecha Korfantego poszerzono tworząc przestronną przestrzeń miejską. Katowicki Rynek rozciąga się w stronę północną do Ronda, gdzie teren centrum zamyka hala widowiskowosportowa „Spodek”. Wzdłuż alei Korfantego powstawały nowoczesne budowle tj.: Separator (1968 r.), Ślizgowiec (1963 r.) czy pawilon BWA (1969 r.). Mieczysław Król, architekt odpowiadający za przebudowę części zachodniej śródmieścia, zaprojektował ciąg handlowo-usługowy zakończony Pałacem Ślubów. W pobliżu postawiono tzw. „Superjednostkę” (proj. M. Król) – budynek nawiązujący do architektury wybitnego Le Corbusiera.

W 2006 r. miasto Katowice ogłosiło konkurs na przebudowę Rynku. Laureatem został Tomasz Konior, którego koncepcja zakładała zabudowę alei Wojciecha Korfantego, gdzie miało powstać centrum biznesowe. Fala krytyki tej wizji sprawiła, że władze miasta zrezygnowały z pomysłu Koniora. Dopiero w sierpniu tego roku Urząd Miasta opublikował ostateczną wersję przebudowy Rynku. Projekt oparty został o konsultacje społeczne, więc zdaniem Miasta, zaspokaja potrzeby mieszkańców. Wizja Koniora była radykalna i odważna – miała zmienić ogólną przestrzeń i charakter Rynku. Projekty zaprezentowane w sierpniu przez Urząd Miasta prezentują odnowiony plac z ławkami. Obok nowych ławek katowiczanie będą mogli podziwiać jeszcze klomby, drzewa i fontanny. Mieszkańcy będą mogli usiąść w kawiarni i spędzić czas na Rynku wypełnionym zielenią. Pod wzniosłą nazwą przebudowy Rynku kryje się zwykły remont. Serce miasta zatraca swoją tożsamość przez to, że remont w żadnym wypadku nie tworzy spójności ze 150-letnią historią tego miejsca. Mieszkańcom próbuje się wmówić, że będą funkcjonować w „atrakcyjnej przestrzeni publicznej”. Katowicki Rynek nigdy nie będzie podobny do Rynku w Krakowie czy Wrocławiu i to czyni go wyjątkowym. Katowiczanie muszą sami pokochać to miejsce, bo wielka „przebudowa” im w tym nie pomoże.

Aleksandra Śmigielska

PAŹDZIERNIK/LISTOPAD 2013

27



Suplement 2013 03