Page 1

ŚLIZGAWKI Jakub Sajkowski

BIBLIOTEKA DEBIUTÓW „ZESZYTY POETYCKIE” GNIEZNO 2010 TOM III


Jakub Sajkowski, Ślizgawki © copyright by Jakub Sajkowski © copyright for this edition by Wydawnictwo „Zeszyty Poetyckie”, Gniezno 2010 Zdjęcie na okładce: Aleksander Petrosjan Redaktor serii:

Marcin Orliński

ISBN 978-83-926993-7-8 tom III Wydawca: „Zeszyty Poetyckie” 62-200 Gniezno, ul. Gdańska 77 tel. (+48) 061 426 14 89 www.zeszytypoetyckie.pl e-mail: redakcja@zeszytypoetyckie.pl

Serie wydawnicze „Zeszytów Poetyckich” ukazują się dzięki pomocy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie


OdchodzÄ…c od ognia


0RhE. Mieliśmy zrobić to wspólnie, ale w stacji krwiodawstwa mnie dopuścili, a ciebie nie. Okazało się, że masz jeszcze świeże dziury w ciele. Okazało się, że krwi zdrowej i chorej nie można mieszać. Powiedzieli ci: popłynie zupełnie bez celu, w tanim karnawale, jak strzelanina czerwonych świateł wprawiających w ruch siebie nawzajem. Powiedzieli mi: będzie sterylną bronią chemiczną, zamrożą w banku kroplówkę w plastikowej łusce. Aby ludzie dostawali głodowe porcje, zaledwie podtrzymujące funkcje życiowe. Ostatecznie nici z romantyzmu w tej historii. Wszystko ma konwencję horroru klasy C, oglądanego z kumplami z którymi nic mnie nie łączy, oprócz śmiechu, gdy krew znowu okazuje się sztuczna.

4


Małe rezurekcje Więc w oczekiwaniu na diagnozy, w bezsenności, jesteśmy samotni? Chciałoby się powiedzieć: mieszkamy na piętrze trzecim, tak byłoby lepiej dla symboliki, znaczenia mojego i twojego ciała. Ale jednak, wybrano dla nas liczbę trzy i pół, jak w jednej z tych kamieniczek w Krakowie, gdzie do mieszkań wchodzi się przez balkon, gdzie jesteśmy dla siebie widoczni zanim będziemy w domach. Chodź do mnie, dom to tylko bajka, legenda, jak ta, że w kawiarniach na Kazimierzu wiszą napisy po hebrajsku. To bajka, jeden z języków, którego rozgryźć nie można. Jak Tołstoj, którego czytasz, ilekroć na coś czekasz (wciąż masz nadzieję, że Anna Karenina jednak nie rzuci się pod pociąg). Prawda jest tobą, jest jedną z tych kobiet, które wyjmują rodzynki z ciasta jak zawleczkę naszego wspólnego języka.

5


Droga do Indii M. Mówiłeś: to tylko sen, a ja myślałam że coś pęka naprawdę (jakaś żyłka albo równoleżnik). Myślałam: kiedy się obudzę, słońce być może już zawsze będzie czerwone jak krew i świt pod znakiem hinduskiej swastyki. Teraz inni bogowie podają sobie moje ciało z rąk do rąk. Dla nich mam tylko początek. W każdym na nowo wrócę do ciebie, w obcych postaciach. Wtedy i ty poczujesz: coś jest nie tak. Być może obudzisz się w nocy, z krzykiem barbarzyńcy każesz nieswoim bogom ucinać ręce.

6


Pierwszy wiersz dla Ewy Widziałaś Go tej nocy? Nie, Ewo, widziałam psa rasy husky. Takie uciekają z domów, nocą ich wzrok zdaje się czerwonym światłem. Mają Boga tej samej rasy, co my: jest niewidoczny, słucha, zamiast patrzeć i rejestrować w oczach zbyt wyraźne więzy krwi. Słyszałam wycie, jakby przyjmował papierowy opłatek, który daję tobie: ciało dojrzewa do reguł tego świata, żółknie. Płonie w ustach, rozkazuje: mów. Widziałaś? Widziałam psa rasy husky, wyobraziłam sobie, że mógłby być naszym dzieckiem. Jednym z bóstw, które rodzą się i oddalają.

7


Rejs Winogrady-Wilczak sąsiadce Iwan Komarenko skarży się: złe kilometry i czarne oczy. Gnostycy ujęliby to inaczej. Jest wąż, który się wije i zjada własny ogon jak kolejna edycja tańca. Piotr Galiński jak zwykle celnie: 5. Otwierasz bombonierkę, a w środku burak. Na szczęście pojawiają się Kinga i Stefano. Kryształowa kula, trzy dziesiątki. Jak cudownie, jak sprawnie ślizgają się po parkiecie. Podobno byli widziani razem. *** XXX w dokumentach zmienia postać rzeczy. Będziesz oglądał ten kryształ, tego Nobla, którego nie dostał nawet Herbert. Szaleńcy będą krzyczeć spod lodu o swojej gnozie, że wiedzą o tym, co mija na przecznicy dalej.

8


Lot trzmiela Daj głos – nasz głos jest mocny, krzyk Victoria Jaworzno, wiwat jawor zdobyty odrapanym berłem i plastikowe trony pożyczone z trybuny, bo z jakąś enklawą trzeba się utożsamić. Inni niech przykleją do szyby swoje „pyszczki”, bo przecież nie „mordy” (musieliby umieć szczekać), na ścianie akwarium zniewieściałe pokraki, egzotyczne ryby ze współczesnego wiersza. A oni nie patrzą na ostrzegawcze barwy, gwiżdżą na skojarzenia klejące do słowa „asfalt” jak skórka od banana rzuconego z trybun. W ich tożsamości jest miejsce, by się otworzyć, a potem na nic więcej, żółto-czarne owady wlatują, wlatują, wlatują im do „pyszczka”. Potem dziury w płucach jak w gnieździe tego owada, jak w namiotach skautów obcujących z fauną i florą. A oni dyszą w kosmicznej częstotliwości. Nie rozumiemy, oświećcie, brzęczycie zbyt nisko.

9


Joanna i alergie Jo rechocze, że ja, typowy mieszczuch, nie potrafię odróżnić klekotu bociana od stukotu dzięcioła. Przecież w tej temperaturze wszystko zrównuje się jak lawa, lepi i zlewa do kubka z herbatą lipową. Ja: Zrywać kwiaty lipy to takie poetyckie jak, nie przymierzając, bycie prząśniczką. Jo: Jest kolosalna, jakościowa różnica między cierpliwym operowaniem pajęczą nicią a odrywaniem pięknych, pachnących główek od matecznika. Choć może ona widzi więcej, wchodzi na drabinę, podczas gdy ja wyciągam ręce i zrywam z pozycji ziemi. I ja chcę trzymać się schematu całości, ona obserwuje, jak wprost proporcjonalnie do wysokości rozrzedza się konsystencja, a rzeczy rozpadają się na cząstki elementarne. Każdy gatunek rośliny ma swój własny pył.

10


Petersburg Dorocie Obiecał Pan wieczną wiosnę, obiecał przejście przez morze. Czerwone odpryski na rękach: rozstąp się. Wróć, opadnij. Budować tu, na bagnie – to bagno będzie jak skała. Ulepił nas na nowo, jesteśmy fundamentami pod jego Święte Miasto. Jak tyczki porozstawiani. Ku niebu wije się wino, twardnieją pnącza i ziemia, w bruk śliski, w węże na bruku.

11


Rejs Moskwa-Odessa Człowiek ma swoje korzenie. Potem się otrząsa. Mariutka odkurza w poczekalni: piękny wiersz o jesieni i jeszcze jedną ikonę na temat przystawania. Nauczę Was niektórych kolorów. Niebieski to znaczy niebo, biały to znaczy Bóg. Tak mówi starzec (mędrzec), który przysiadł się przed chwilą. Potem wymieniają spojrzenie, kilka dowcipów o Włodzimierzu Wysockim, o innych, którzy nie chcą wsiadać do samolotu. A przecież przyjmują niebo nad Irkuckiem i Jakuckiem, na drugim brzegu Leny. Jeszcze wyższy poziom, turbulencje – muzyka kołysze, kołysze, kołysze.

12


Instruktorze jazdy na gapę Wspinałeś się do taktu piosenek przy ognisku, harcerka z arachnofobią straszliwie wtedy krzyczała. Krzyżacki bezwstydniku, było ci widać tyłek, kiedy pod sufitem powstawał dom letniskowy. Raj dla linoskoczków, wieszany pod niebem namiotu. Dłonie zimne i obłe, odpryski, łuski tną linę, potem sieć opada, ona wyciąga rękę, ty pomagasz wstać przy każdym szkolnym błędzie. Kiedy jej dotykasz, chłód się zbiega na plecach, gdzie znamię w kształcie krzyża, znikający punkt na jej mapie skarbu. Tu kopać, tu wbijać śledzie, mieć ławicę w koszyku, nie wiedząc co z nią zrobić. Tablica przybita do ściany: pamiętaj o punkcie siódmym, że trzeba szanować teren, krąg wokół ogniska. Odblask w każdym oku, sieć, która łatwo się spala. Należy uciekać szybko, nie zakłócając ciszy.

13


Czujesz ten związek z wysoką kulturą, kiedy gasną ekrany multipleksów i pojawiają się naprawdę białe wiersze? Ostrzej, ostrzej, ostrzej: wciąż można dookreślać, mówić: lód rozgranicza, prosimy tędy. Gdzie zapisany błysk, współrzędne promienia z dnia pierwszego lutego. Lustro, potem własna para butów i matówka na powierzchni. Z tej pozycji widać: nic nie urośnie bardziej.

14


Poszukiwacze skarbów Obchodzą cię te mozaiki cudzych humorów i przedśmiertnych drgawek? Czerwień jest wyrazista jak woda, która stoi w miskach. Lepkie punkciki brudu są poza spektrum kolorów, łączą się, oplatają twoje miejsce do spania. Pole widzenia na tle nowego nieba: drapieżne boje, loty na księżyc, jak ułamany paznokieć odpada od dekoracji.

15


You will never walk alone Justynie Krawiec Śniło mi się, że nazywam cię suką, przy czym nie chodzi o człowieka, ale o gasnącego, bezdomnego psa, z coraz rzadszą, rudą sierścią (ogniem coraz bardziej zapadającym się do środka), na przykład na opuszczonej stacji moskiewskiego metra. Zresztą, mogę się mylić, bo twoją płeć tym trudniej mi określić, że jestem oddalony o tysiąc trzysta kilometrów (nawet tam, nawet dla ludzi, którzy przechodzą obok ciebie, ale boją się dotknąć, jesteś obca). Śniło mi się, że masz mundur czerwonej rewolucjonistki i gdy idziemy późną wiosną na Patriarsze Prudy, twoja twarz jakby stawała się bezkształtna z gorąca, twój głos mechaniczny jak spikerka w pociągu. Usiłujesz wtopić się we mnie, być moim cieniem. Masz raka i gasnąc nieludzko wyjesz z bólu.

16


Średniówki M. To rdzeniem jest jawor czy Jaworzno? Nieistotne. Za granicą województwa kosmopolityczny burdel, który cię już pochłonął, choć to wcale nie problem. Każdy wiejski slang w jednym twoim słowie, nonszalanckim „spadówa”. Miasta nikną w oczach, Krak, Krakau, Breslau, wszystkie Received Pronunciation, ta dostojna wymowa pikniku królowej w St. James's Park, przystrzyżonej zieleni poznańskiego autobusu. Wiraże, witraże na wiatach przystanków będą się ze mną regularnie rymować? Liryczne „ja” przechodzące z pierwszej osoby na pierwszą lepszą w patetycznej ekstazie, drabince ab-ba zakręci mnie w słoik umysłu? W burdel kosmogoniczny?

17


The glass bottle trick M.G. Kiedy studiowałaś podręcznik do fizyki, dowiedziałaś się, że można nagie, ugotowane jajko umieścić w butelce przy pomocy zaledwie jednej zapałki. Później miłość nazwałaś w wierszu chorobą tego lata, gdy lipiec jest powodzią potu, a sierpień tak wysusza gardło, że nie da się więcej mówić. Dlatego dokończą za ciebie: plujesz krwią, bo nie ma metafor, bo nazywałaś po imieniu, a teraz jego imię przenika do płuc i do naczyń. Szepczesz: uwolnij mnie; on mówi: wedle wierzeń twoich bogów jedyną drogą, by uwolnić duszę, jest rozbicie butelki – będziesz naga, gładka i czysta jak jajko bez skorupki, pójdziesz boso, po omacku, z wypaloną zapałką, a ja będę nadal pożerał cię wzrokiem.

18


Mgła Pamiętam, że gdy byłaś na diecie, zawsze mówiłaś, że robisz to dla mnie. Dzisiaj nie poznałbym koloru twoich oczu, tylko mgłę, aureolę ściętego białka, świętego białka. Pamiętam sny o dziadku, pod koniec babcia szła mu zwilżyć usta – po to, by usłyszeć kilka nieskładnych słów, które tylko ona rozumiała. Budziłem się zimny i blady, jakby mgła skropliła się na mojej twarzy. Jakby była skorupką, a my mieliśmy się wydostać.

19


Igarka Mariutka zaczyna dzień od przełamania lodu na Jeniseju. Dziesięć, jedenaście, dwanaście – krojenie na cienkie plastry, przyrządzanie struganiny: ichtis w stanie surowym, pełnokrwistym. Ze światem nie idzie się na żaden układ. Nie pytaj, kto stoi za tą zamiecią: to pewne, mundury czerwonoarmistów są jak wrota ikonostasu.

20


Inwokacja Rozbieram cię, jakbym tkanka po tkance poznawał twoje ciało podczas zajęć z anatomii. A ty taka bezradna. Coś hamuje słowa, obcas zaklinowany pomiędzy torami. Przystankowa wiata – koszyk ściętego białka, rozkłady jazdy jak śliskie sople lodu (ostatni dzienny odjeżdża później niż pierwszy nocny). Rozbieram się powoli. Nic oprócz drżenia rąk, nic oprócz iskier spod kół na przystanku.

21


Jałta Magdzie To ma wyglądać w ten sposób: będziesz czytać Czechowa i nagle staniesz się tą damą z pieskiem – miało być za późno, lecz spotkałaś mężczyznę, który w danym momencie był znudzonym Onieginem i musiał się tutaj przenieść (taki żarcik Wolanda). I wszystko, wszystko, wszystko zaczyna się łączyć – coś popchnęło Annuszkę, ten cypelek oleju (tak, to był cypelek) sprawił, straciłaś grunt, tramwaj nagle przyspieszył i rzuciło na Krym, ulicę, gdzie wreszcie jest dialog, melodia, że krok dalej inny stan skupienia. To daje, zdaje się, szansę. Napiszesz jedyną w życiu powieść, z mnóstwem odniesień, i tylko on ma powiedzieć, że wszystkie rozumie.

22


1989 Zabawne, mają za ciebie reisefieber, widzą w tobie jedną tysięczną przerażonego tabunu skośnookich kurdupli, którzy nie potrafią zachować się na przejściu granicznym. Tratatatata! Ten odgłos ponoć wstrzela się w świadomość, obrazuje obcą psychodelę zachodu, pewność, że w wagonach są bydlęta. Nie bój się, dziecinko, mam dla ciebie lekarstwo jak kołyskę. A ty całą drogę mrużysz oczy na to nowe słońce, udajesz, że śpisz, bo masz już cztery lata i tylko jeden paluszek, by poskładać własną dłoń – dorosłym spidermanom wystają z nogawek szczudła, ich morza to stare kutry i ciężkie, rybackie sieci.

23


WracajÄ…c do ognia


Podsłuchy Iskry to zwarcie na trakcji? Światła pociągu gasną, kiedy przejeżdża przez most? Pociągi puszczają do ciebie oko, biegnij. Popiół to węgielek na torowisku podnoszony w porze karmienia, palec wskazujący, który mieści się w zaciśniętej piąstce małego mężczyzny. Co mieści się w zaciśniętej pięści dużego mężczyzny? Świat jest pojemny i pusty jak skrótowce w wielkich i tłustych brzuchach. Ktoś gdzieś na świat przychodzi, startuje. Skrzydełka przelatują wszystkim koło nosa.

26


ABRhNic się nie stało, te słowa są rewersami zdarzeń. Moja odpowiedź w zaciśniętej pięści jak stempel, niewyraźny tusz wewnętrznej cenzury. Kiedy otworzysz kopertę, kiedy oczy, kiedy wreszcie zrozumiesz, w tobie się kończę, jestem w okruchach, pokarmie białych posłańców, gołąbkach z origami, śladach skrzydeł na śniegu. Nic nie mam, to tylko przerywana linia, ciąć tutaj, składać jak dłonie do modlitwy. Czytam trzy krótkie, trzy długie, trzy krótkie wiersze Podsiadły. Uczę się pisać własny.

27


Głębia Kubuś ma w piaskownicy twierdzę obronną na swojego brata. Kocha się w dżdżownicy, która właśnie wystawia główkę z ziemi: no chodź! Ciągle żyje i pełza, więc jest fajna. Brat zabiera dżdżownicę, precyzyjnym ruchem urywa łeb. Spokojnie, robaki tak robią, że im odrasta. *** Pan Jakub ma w ustach dym i kaszle, lecz wierzy jeszcze, że może zostać wierszem, bardziej mówić niż wyglądać. Zarządza kolejny introwertaż: szuka czegoś i szuka. Potem znów się zapada, w swojej skórze i kościach.

28


Wiersz o chowaniu wróbli Things should be buried, she said. They can’t be left anyhow for the people to see. Sheila Watson, Antigone Podobnie jak ty przecinać będziesz powietrze, robaczki przemierzą twoje puste kości. Ale nie tutaj, dziewczynko, na boga, ludzie mówią, że ptaków nie wolno więzić nawet po śmierci. Gdy będziesz, dziewczynko, dotykać martwych rzeczy, mały szary ptak zarazi cię szaleństwem, będzie ćwierkał obsesyjnie do ucha jak Antygonie o pogrzebie brata. Aż wyrosną ci skrzydła i nie będziesz umiała ani jeść, ani pić, a twoje ciało i tak będzie zbyt ciężkie, twoje ręce kalekie. Będziesz chciała wzlecieć, zamiast tego podepczesz wszystkie robaczki, które chciałyby przemierzyć puste fletnie skrzydeł.

29


Poezja kobieca Śmiertelne piękno pikowało z wdziękiem jaskółki przecinającej na pół przestrzeń pomiędzy klifami, wbijało się we mnie, choć tego dnia miało być odwrotnie: naiwny, bez skazy i obcych elementów miałem wyjść z ciała kobiety. Dwadzieścia lat później na prowincjonalnym cmentarzu, w dalekim kraju znalazłem nagrobek dziewczynki, która zmarła w dniu moich urodzin. Już wiedziałem, że moje ciało nie doniesie żadnego dziecka, choć zawładnie nim obsesja. Będę kobietą w ciele mężczyzny; z odmą, pustą, złamaną ptasią kością.

30


You will never walk alone Piąta rano. Na stacji moskiewskiego metra ruda suka i sprzątaczka. Kobieta wie, że za chwilę zleją się z tłumem, przestanie być z psem sam na sam, ale nie zamierza go dotknąć. Czuje lęk, że zarazi się jakąś chorobą, zapali od rudego płomyka. Będzie równie widocznym celem. Kiedy sprząta puszki po piwie, myśli: tej nocy po raz kolejny spotkał chłopaków. Śledzili cudzą grę w pubie, potem nastąpili na kulawą nogę. Dwa do zera, zawszona suko, pobudka! Teraz jeszcze leżą w łóżkach bez czerwonych koszulek Liverpool FC. Śni im się przejmujący chłód, wiatr wzbudzony przez odjeżdżający pociąg, oślepiające płomyki świateł.

31


Kołyska Abyś przyszedł do mnie, zerżnął, nadał rytm. Michał Nowak Szybciej, maleńka, to twoja ostatnia szansa. Razem możemy objąć nieskończoność, codziennie o 8:00 będę ci ją wkładać w usta jak gumę balonową. Bo jest tylko ta jedna nitka. Owija się wokół ciebie, zapina pod szyję – punkt, gdzie łączą się wszystkie gałęzie sieci, w których przychodzę, mówię oddychaj, oddychaj. Czyż nie jest ci ciepło w tym kubraczku, w tym kokonie. Nie bój się, maleńka, jest w tym wszystkim sens, przez tę szparkę widzisz początek i koniec sznurka. Otwieram. Zaciskam.

32


Dzień ojca Będziemy rodzić dzieci jędrne i słodkie jak owoce wgryzać się w nie będziemy aż do pestki Ewa Rusek Z okna pociągu wypada małe zawiniątko, piłeczka przebijana na drugą stronę byle dalej ode mnie. Szamoce się w tej siatce jak mucha, z cieni wychodzą pająki-ludojady, coś plotą, szepczą. Niepotrzebnie się męczy. Bo nie chodzi o celność, wystarczy to rzucić w trybuny. Jak pamiątkę w pięknej, skórzanej oprawie.

33


Sierpień Dzieje się coś. Coś, co rozsiane pod ściółką, na którą, jak co roku, prześniły nas sierpniowe świerszcze, bo ani nie wiedzieliśmy o przekroczeniu granicy tego młodnika, ani nic. Jedyne, co mogło poprowadzić. Brzmienia i aliteracje, przeciągłe ćśśś... czyli łańcuch zakreślony w kształcie słodkiego rogalika, księżyc. Czy jeszcze jakieś odniesienie. Bo to już sierpień. Teraz, jak co roku, kończy się żniwa i robi slash, dobiera inne zasady i języki. Odpowiada ci taki układ? Śmieje się coś, ściele się coś pod ściółką.

34


Jałta W twoich oczach odbijają się burze Czarnego Morza, jaskółcze gniazda na klifach Krymskiego Półwyspu. Kto je projektował? Czy to ten sam fryzjer który obcinał ci grzywkę, byś mogła widzieć więcej? Rozbijamy się o niepokój, nasze przyszłe niemowlę, które przed tym Bogiem nie potrafi się odnaleźć, zachować ciszy w nowej świątyni. Cicho, cicho, tego mężczyzny już nie ma, opadły tumany kurzu, płatki kwiatów, z których Tatarzy wytwarzają olejki. Czy w którymś z zapachów cię znajdę, kiedy wiatr przejdzie przez niedomknięte drzwi cerkwi, porwie twoją chustę?

35


Wszystko

Czy sny są poranną mgłą, rewersem jeziora? Czy raczej spławikami? Dłonią topielca, która idzie na dno wraz ze szwajcarskim zegarkiem? Czy tafla jest granicą, woda rewersem krwi? Czy to woda zatrzymuje bieg wydarzeń? Tutaj się kończę, gdzie trzcina jest twoją krwią, gdzie brzeg jest twoim ciałem. Wiatr zbiera drobinki piasku, układa klepsydrę o wymiarach metr sześćdziesiąt osiem. Łapię za spławik, za rękę, za brzeg i w nikogo nie wrastam, zlewam się. Jestem jeziorem, przecinają mnie brzegi trzciny. Po powierzchni ślizga się twój kamienny sen. Bóg puszcza kaczki.

36


Rewolwerowcy Udajesz, że mnie nie widzisz, odwrócona do okna patrzysz jak zwiększa się prędkość metra, jak dopisują nam kolejne cyfry po przecinku w poszukiwaniu liczby określającej idealną drogę. Kto nam dodaje te kilometry, czy mogę cię dotknąć, czy mogę je stąd wymazać? Nie idź w tę stronę, przecież wiesz, że tutaj pokrewieństwa są silniejsze niż w paszporcie naszego kraju z niezapisanym otczestwem, z alfabetem, którego nie zrozumieją. Odwróceni wtopimy się w siebie, w zgiełk, będziemy obcy i nierozerwalni jak głosy na taśmie. Bądźcie dla siebie uprzejmi, drodzy pasażerowie, ustępujcie miejsca, to wasza ofiara, cegła w tunelu, czerwona i rozgrzana jak powietrze undergroundu. Ci poeci, ci spikerzy mają nas na muszce, chcąc stworzyć historię jeszcze bardziej melodramatyczną niż ich własne, niż więzy krwi widoczne w ich oczach, nieprzespane noce, cienkie, czerwone linie gniewu.

37


1939 All things you see: the red, red wheel of the sun. Heat which turns into heather. (tłum. Dopiero teraz przychodzą. Najwłaściwsze słowa: w ciszy, w godzinie policyjnej, w zapachu kadzidła. Widać szare smugi, widać słońce, które przeniknęło przez dziurkę od klucza. Koło powiększa się, dotyka, promień krzyżuje z ziemią. W kapliczce na uboczu, pod nawą główną, otwiera się magma. Potem wszystko zastygnie. Potem zblednie. ) St. Petersborough

38


Jałta Będę całować ziemię, po której stąpasz. Mówić językiem studenciaków z Polski, romantycznych jak cała literatura rosyjska o mewach z podciętymi skrzydłami. Ani biali, ani czerwoni. Będziemy wiedzieć tylko tyle, że nie ma żadnej ziemi, jest panorama Worobiowych Gór, z których miasto staje się jednorodne, zamienia w wodę. We śnie grube, czarne koty wychodzą ze śmietników, pytają: I jak? Jaka pogoda na Kremlu? Gdy dym fabrycznych kominów osłania błogosławione wieże, Chram Christa Spasitela? Szukam ciebie jak utraty oddechu, słychać śpiew sprzątaczki w Muzeum Czechowa, potem krztusi się kurzem osiadającym na stylowym drewnie. Słychać, jak śpiewają mewy kiedy ropa w Morzu Czarnym przyciąga je jak światło.

39


Ratuś Dziadkowi Świat ściera się jak ślizgawki, po których mnie prowadziłeś, ma czarno-białe kolory filmu z PRL-u. Twoje bajki nie były o wodzach rewolucji, wilk szary, dym z ogniska, miał w gawędach imię. Nikt nie zna go naprawdę, bo wymyśliłeś je ty. Pytali, czy jest stąd, i czemu czuwa przy kręgu. Skórzane kurtki i buty przekraczają rzekę, rysują w lodzie pęknięcia jak ilustracje biblijne. Pytają, czy jesteś stąd, nie chcę słyszeć tych dźwięków, docierają do mnie jak czyjeś głosy spod lodu. To ujadanie wilka? Kto odchodzi od ognia? Świat ściera się, śmieje, świstki ściółki w środku, trzask ciepła ogniskowej, trzaski lodu na rzece. W swoich snach odpływamy jak nieparzyste wysepki.

40


Wstrząs Orkiestra gra Marche Funebre Chopina. Słońca nie ma, życie jest. Aleksandra Zbierska Na pogrzebie nigdy nie czułem utraty, tylko strach, gdy huk, śpiew żałobnych pieśni, grudy ziemi padające na trumnę łączyły się w jeden dźwięk. Więc tak naprawdę nie ma mnie i nigdy nie było. Trzeba być, żeby tracić, wiedzieć, co się posiada. Jedyne, co dzielę ze światem, to choroba, objawy są różne: ja mam bezdech, a świat ma drgawki, w stanie agonalnym patrzy na mnie nieobecnymi, rozbieganymi oczami. Jestem statycznym słońcem, które go oślepiło, porusza się po omacku. Czyli miłość: najpierw lipcowa powódź potu, potem sierpień tak upalny i suchy, że po kolorze trawy nie odróżnisz, czy to lato, czy jesień.

41


Śnieżki Sz. Mróz. Suche, bezwietrzne powietrze. Gdyby nie trzeba było dotykać, gdyby można było tylko obserwować cząsteczki kurzu opadające na puste krzesła. Mówić mniej albo wcale. Dzieci i tak próbują wyściubić nos za próg po wczorajszej zawiei. Trudno na razie nazywać to wojną, prawda? One tylko uczą się języka, odmiany przez przypadki. Z kim, z czym. Trudno to nazywać. Biorą do rąk sypki śnieg, w zamian jedynie tępy ból, sztywnieją palce. Jedynie tępy ból, gdy na chwilę zdjąć szal, otworzyć usta.

42


Bóg puszcza kaczki Potrafisz chodzić po wodzie? To nie ja chodzę po wodzie. Ja potrafię tylko zwilżać palce, aby zgasić świecę. Abyś szedł do mnie po omacku i obijał się o drzewa, usiłował znaleźć drogę pomiędzy szpitalnymi łóżkami, gdzie nie ma miejsca na nasz dom, nawet jeśli to tutaj będziesz mnie myć, ubierać i kłaść do snu. Czy nogi twojego łoża są z drzewa chrystusowego? Czy słoje się pokrywają? To nie ja chodzę po wodzie, ktoś dotyka tafli. Kręgi pojawiają się i od razu nikną, kiedy wkładasz mnie i wyjmujesz ze szpitalnej wanny. Jakby coś ważniejszego stawało na drodze, gdy szedłeś po omacku, aby zwilżyć mi usta.

43


You will never walk alone Who by fire? Who by water? Śniło mi się, że byłaś damą z pluszowym pieskiem, który pozostawia po sobie rude kłaki. To mogły być rewersy prawdziwego ognia, prawdziwego, piekącego bólu zżerającego od środka. Na tej ziemi jałowej nie ma już miejsca na game of chess, na spokojną strategię . Szachownica jest teraz piłką ze sztucznej skóry, poruszającą się zbyt szybko. Napędzają ją tysiące krwiożerczych gardeł. Śniła mi się ta sama piosenka, którą miałem w słuchawkach, gdy odchodziłem w swoją stronę, w dniu, kiedy uciekła od nas ruda. Zignorowałem cię, choć chciałaś jeszcze o tym porozmawiać. Teraz zabieram cię spomiędzy torów pociągu i zaszywam pod sercem jak tumor cordis, w próżniowej pompie swojego ciała. Słyszę tę samą piosenkę, zagłusza niepewny stukot kół.

44


Ślizgawki MiR Słowa są puste, a jednak nie chcą przestać. Wylewają się z zepsutego kranu, zatkanego zlewu. Słowa są puste, a jednak przemykają jak woda pod drzwiami. Siedzimy w pociągu, podłoga zaczyna przypominać ślizgawkę. Pociąg hamuje jak tępa łyżwa na lodzie, potem stoi trzy godziny w szczerym polu. Nic nie pozostaje po samobójcach, tylko wściekłość zniecierpliwionych pasażerów, którzy czekają na swoją kolej by ruszyć, by się wymknąć. Pocą ci się ręce? Powiedzmy, że przestałem ufać ludziom, że robi się coraz ciaśniej. Dzisiaj mocniej ściskam twoją dłoń.

45


Małe rezurekcje Niektórzy poeci zmywają naczynia jedynie po zmarłych. Być może to depresyjne przywiązanie do brudu, być może domaganie się pewności. W każdym razie ta metoda naukowa nie jest zbyt bezpieczna. Ciche przemykanie po peryferyjnych zaułkach, psychoanaliza nie z dystansu, a na granicy szaleństwa, queer studies. W końcu wszystko jest queer. Nieczyste albo nietykalne. Nitka, po której chciałem iść, kończy się zbyt szybko. Jak tamten wieczór, w którym poznałem chłopca, takiego ładnego chłopca, miał delikatne rysy twarzy, jak wszyscy chłopcy, którzy mnie rozumieją. Ale w śladach po nim, w tym, że został tylko włos, mały włos, nawet nie całość, a końcówka, w tym nie ma żadnej subtelności. Zniknął tak skutecznie, że nie wiadomo właściwie, czy jest mordercą czy ofiarą.

46


Spis treści Odchodząc od ognia 0Rh-...........................................................................................................................4 Małe rezurekcje.......................................................................................................5 Droga do Indii.......................................................................................................... 6 Pierwszy wiersz dla Ewy........................................................................................ 7 Rejs Winogrady-Wilczak........................................................................................8 Lot trzmiela............................................................................................................. 9 Joanna i alergie..................................................................................................... 10 Petersburg............................................................................................................. 11 Rejs Moskwa-Odessa............................................................................................ 12 Instruktorze jazdy na gapę................................................................................. 13 Czujesz.................................................................................................................... 14 Poszukiwacze skarbów.........................................................................................15 You will never walk alone................................................................................... 16 Średniówki............................................................................................................. 17 The glass bottle trick............................................................................................18 Mgła........................................................................................................................ 19 Igarka......................................................................................................................20 Inwokacja............................................................................................................... 21 Jałta......................................................................................................................... 22 1989.........................................................................................................................23 .

..

...

...

....

....

...

...

.

...

.

..

Wracając do ognia Podsłuchy............................................................................................................... 26 ABRh-......................................................................................................................27 Głębia......................................................................................................................28 Wiersz o chowaniu wróbli...................................................................................29 Poezja kobieca.......................................................................................................30 You will never walk alone................................................................................... 31 Kołyska................................................................................................................... 32 Dzień ojca............................................................................................................... 33 Sierpień..................................................................................................................34 Jałta......................................................................................................................... 35 Wszystko................................................................................................................ 36 ..

...

..

..

..

48


Rewolwerowcy.......................................................................................................37 1939.........................................................................................................................38 Jałta......................................................................................................................... 39 Ratuś....................................................................................................................... 40 Wstrząs...................................................................................................................41 Śnieżki....................................................................................................................42 Bóg puszcza kaczki............................................................................................... 43 You will never walk alone................................................................................... 44 Ślizgawki................................................................................................................ 45 Małe rezurekcje.................................................................................................... 46 ..

..

..

...

...

....

49


Dotychczas w seriach wydawniczych „Zeszytów Poetyckich” ukazały się: pod redakcją Marcina Orlińskiego

BIBLIOTEKA DEBIUTÓW: Grzegorz Kwiatkowski, Przeprawa Małgorzata Lebda, Tropy pod redakcją Dawida Junga

BIBLIOTEKA WSPÓŁCZESNEJ POEZJI POLSKIEJ: Podsumowanie sezonu. Antologia Krzycki 2010. Antologia pokonkursowa Joanna Dziwak, sturm & drang redakcja tomu Krzysztof Szymoniak

Marcin Makowski, uniwersalna teoria wszystkiego redakcja tomu Marcin Orliński

w przygotowaniu:

Krzysztof Szymoniak, Powrót Palaya. Wybór wierszy

Ślizgawki  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you