Issuu on Google+

Antologia polskiej poezji milosnej


Erotyk Zadźwięczały struny rdzawe Na klawiszach żółkniejących Palce twoje liliowieją Dzień dogasa krwawą raną Miłość śpi na cieple warg Nie myśl czy nas świat ocuci Niech się leje z nieba noc. ***

Nie całuj mnie tak bardzo długo ani ze sobą nie zabieraj. Bo w nas prócz nas jest innych wielu. Ktoś najpiękniejszy z nich umiera. Myśl o mnie, ust nie pamiętając. - Ani ze sobą nie zabieraj. Bo w nas prócz nas jest innych wielu. Nie chcę od dotknięć twych umierać.


Erotyk II Różowe pocałunki głębokie bez dna na zawsze mi na sercu wypalają ślady. Może znów podrożeją pociągi i tramwaje. My wciąż nie znamy ceny swoich warg za bladych. A ty czasami skręcasz w za trudne dla mnie drogi. Wieczór jest cały płaczem jakichś starych skrzypiec. Oprócz ust, rąk bezsilnych nic ci dać nie mogę. Jaka jest w dzień wartość ust, jaka pod księżycem. Nie wiem, czyby mi były tak samo potrzebne, szeleszczące o jakiejś dalekiej przygodzie drzewa, rozmawiające z chmurami i niebem, gdybym nie mógł ich odbić w twych oczach jak w wodzie. Może mógłbym się co dzień całować z pogodą, łudzić się wciąż o inne usta obojętne. Dopóki gra w krwi mojej aksamitna młodość, kochać się jakby przez sen i nic nie pamiętać. Gdzieś się ze słońcem całować pośród górskich głazów, i odejść, i porzucić to wszystko najprościej. Lecz chleba by mi zabrakło przecież od razu, mnie, który żyje chyba jedynie z miłości.


Magia Wypowiemy magiczne słowa: - Jesteś cudowny, wspaniały, jedyny. Serce rozżarzy się miłością purpurową, odlecimy za horyzont w świat inny. Krew się szczęściem rozdzwoni. Odlecimy helikopterem zaprzężonym w wróble i motyle. Będziemy naprawdę cudowni, na jedną, jedyną chwilę.

Rizling Twoje wargi są zimne jak gdyby nieprawdziwe. Albo twoje usta są jak rizling złoty. A sny są niemożliwe. Złota jak rizling chwila. Kwietnia niebieski liryzm. Lęk. Słów znaleźć nie umiemy. To minie jak życie motyla. Ty - Kwiecień - miłość - rizling. *** Wierzę tylko w twoich ramion aksamitny, ciepły krąg. I w brązowość twoich oczu I w dotknięcia twoich rąk. Dzień się znowu w przepaść stoczył, to jesienny, pozłacany liśćmi mrok. To tęsknoty horyzontów, które spłoszyłby twój krok. Drogi idą w pustkę, w mgłę. Po cóż iść mam którąś z dróg. Przecież nic nie znajdę ..... tam nie ma śladów twoich nóg. *** Przyjdź dziś, zapalę księżyc, porozstawiam lustra, przeczytam przeznaczony dla Ciebie poemat, i tak bardzo Cię proszę pocałuj mnie w usta, nie bój się przecież widzisz, domu mego nie ma.


Miłość Na bukowej kory śliskość, cierpkość jarzębiny, wiatr marcowy przed odwilżą, na krzyk sowy cię zaklinam. Na wieczorne odloty dzwonów, białą bajkę ogrodów pod szronem, na podleśne szorstkie wrzosowisko, na jesiennych liści szeleściska i na wiosną przesiąknięty mrok nie wyciągaj po nikogo rąk.

Maska "nierozkwitnięta młodość mija" Eluard

Napiszę do nikogo gałązką sosnową list; nie ufaj wielkim słowom, pod nimi nie ma nic. Lęk nocy rozwłóczy w przestrzeni król olch, za nim w muzyce los zmieni dur w mol. Bursztyn i rubin, i zórz teatr, fioletowa podróż chmur. Nie każda miłość zabija, nie każda miłość jest złą. Z tych wszystkich lat, które przeżyłem, osad na rękach, brud i krew. Miejsce samotnych spacerów cmentarz. Nie zdejmę maski, dumy bluff, "Przeminie młodość nierozkwitnięta".


Spotkania W dzień jesteśmy zupełnie sami pod klonami, olszynami, pod akacjami. Wiolonczeli nutą wieczór się zniżył, ustom do ust, rękom do rąk bliżej. Pod drzewami, pod wysokimi ktoś chce zagrać na skrzypcach - nie umie. Pod lipami, pod kwitnącymi ktoś nie może kogoś zrozumieć. W dzień jesteśmy zupełnie sami. Słońce kwitnie, deszcze szepczą nad nami. *** Moja tęsknota gwiazdami się pali Twoja wyrasta białą, strzelistą kalią. W co zmieni stary, wilczy żal? Może w wiersz mój zapomniany, Może w staroświecki walc Górom także na imię tęsknota, Nocą zmiażdżył serce wiosny krzyk. Szare ściany, obcy pokój, pustka, cisza, Tylko kalią Twój żal będzie kwitł. Drogiej Helenie, na pamiątkę wspólnych wzruszeń poetyckich, odnalezionych w męce dnia codziennego. M. O. Łódź 1946 r. Koleżance z PWST Helenie Rogoyskiej *** Dzień za szybami deszczem szlocha. Tydzień nie całowane usta. Gdybym potrafił cię pokochać, życie przestałoby być puste.

Deszczem się nowy dzień rozszlochał, Przez mętne szyby świeci blady. Nie, nie potrafię cię pokochać, i nie ma na to żadnej rady.


Kołysanka Popłyniemy łódką w dal do ogrodów różowych od malw. Bo tam w dali pewno błękitniej. Pewno więcej kwiatów tam kwitnie. Pewno więcej słowików śpiewa, ponad wodą, w zielonych drzewach. Popłyniemy w czerwcowy dzień, Do ogrodów różowych od malw. Smugi słońca będą bladozłote, nie wrócimy już nigdy. *** Na drodze do wieczności umeblujemy pokój; Chcemy mieć nastrój liliowy śród różowego mroku. Smutek został za oknem, i wszystko co ponure, rozproszy światło lampy pod żółtym abażurem, ducha co czeka na coś oparty na balkonie, spłoszy tango hiszpańskie w ściszonym patefonie, miękki dywan uciszy szeleszczące tęsknoty, na dachu księżyc w pełni, w oknie sowy i koty. Od gwiaździstych bezkresów osłonią nas rolety kolory nocy wypiją, seledyny, fiolety. Na drodze do wieczności, chcę mieć doczesny pokój: liliowy nastrój utonie, w miękkim, puszystym mroku.


Kochanej Toluni na pamiątkę wszystkiego co w naszym życiu było miłe, na wspomnienie wszystkich wspólnie przeżytych przyjemności i z życzeniami aby w jej życiu jak najwięcej było blasków i promieni, dedykuje ten wiersz - Ryś Ośniałowski "Toluni" - Antoninie Jasieńskiej-Tomaszewskiej, siostrzenicy *** Na liliowych wrzosowiskach dęby czerwone gasną, niech Ci nie będzie żal wierszy zgubionych cudzych i własnych. W strugach krwi szare płoty W agonii dzikiego wina. Słodkie lekarstwo śmierci poda jesień w kostiumie arlekina.

W Sowich Górach Pachnący świerków cień Słowików chór co noc Świtem tu wsącza w dzień Cichutką skargę drozd. Na dnie zielonych dni Gorący lata dreszcz Tu nie zobaczy nikt Całuj się ile chcesz.


Materiał pobrany ze strony http://rymierz-wiersze.blog.onet.pl/Antologia-polskiejpoezji-milo,2,ID260799731,n


zbiór wierszy polskich o tematyce miłosnej