Page 1

styczeń/luty 2012, nr 2, cena 2 zł

www.niebywalesuwalki.pl

ISSN 2084-3003

Gdzie ukrywa się kultura? s. 3 Co słychać na rynku nieruchomości? Co słychać na giełdzie? s. 6-7 Kariera sera z Wiżajn s. 8 Slow Food w Carnevale s. 10 Występowała już ze Stroblem, Nahornym i Jagodzińskim, teraz nagrywa płytę s. 11 Teatr, muzyka, literatura, film – recenzje s. 15

Śledź akcję „Metamorfozy – Zmieniamy Twoje Życie na Lepsze” na Facebooku


OD REDAKCJI N

ie złamaliśmy obietnicy. Trzymacie Państwo w rękach kolejny numer „Niebywałych Suwałk”, w którego tworzeniu uczestniczył całkiem spory – jak na nasze możliwości – zespół redakcyjny. Wśród autorów tekstów są też Czytelnicy miesięcznika, którzy postanowili zaznaczyć swoją obecność na łamach naszej gazety. Tak jak zapowiadaliśmy, przygotowaliśmy wydanie grubsze od poprzedniego. Mamy nadzieję, że także ciekawsze. Piszemy – zupełnie przypadkiem – o „bu-

rzonych” domach kultury, ale i o przedsiębiorczych kobietach, pasjonatach archeologii doświadczalnej, którzy w zgłębianiu tajemnic Jaćwingów potrafią zjednoczyć się z przyrodą nawet przy 30-stopniowym mrozie. Przedstawiamy przepisy na karnawałowe przekąski, ale i sposoby na opanowanie sytuacji na rynku nieruchomości i... giełdzie. Prezentujemy też zupełnie subiektywne oceny spektaklu, książki, płyty i filmów. Zachęcamy do śledzenia poczynań uczestni-

ków akcji „Metamorfozy” na naszej stronie: www.niebywalesuwalki.pl oraz na Facebookowym fanpage’u. Najbliższa prezentacja programu przemian odbędzie się w centrum Suwałki Plaza z okazji Walentynek. Już teraz zapraszamy Państwa do zapoznania się z profilami uczestników i do trzymania kciuków za ich postępy. W imieniu Redakcji życzę przyjemnej lektury, Iwona Danilewicz

STOPKA REDAKCYJNA Redakcja: „Niebywałe Suwałki”, ul. Energetyczna 10, 16-400 Suwałki, www.niebywalesuwalki.pl, e-mail: niebywalesuwalki@gmail.com Wydawca: Agencja Wydawniczo-Reklamowa „Media Service”, ul. Energetyczna 10, 16-400 Suwałki, tel. +48 724 668 626, +48 663 905 477 Redaktor naczelna: Iwona Danilewicz Nakład: 2000 egzemplarzy Projekt graficzny, skład i łamanie: Jan Czerniecki, www.cyjan.net

Druk: Drukarnia „Ghaj”, ul. Przytorowa 19, 16-400 Suwałki Zdjęcie na okładce: Marcin Marczak – www.photomim.com (bardzo dziękujemy Malwinie za udział w sesji) Przy tworzeniu numeru współpracowali: Zula Busińska, Marta Mikielska, Jacek Tomczak, Michał Grnyo, Małgorzata Erenc, Dawid Łukaszewicz, Marta Grzymkowska, Mariusz Kalinowski, Anna Tylenda, Bartosz Żyliński, izkos REKLAMA

DRUKARNIA

najlepsza jakość w regionie! najszybsza produkcja! niskie ceny! introligatornia · studio projektowe · studio fotograficzne

„GHAJ” Krupińscy Sp. J. 16-400 Suwałki, ul. Przytorowa 19 tel/faks: 87 566 58 49, 87 566 68 12 2

styczeń/luty 2012

www.ghaj.pl e-mail: biuro@ghaj.pl

najtańsze w mieście artykuły do biura i szkoły


niebywalesuwalki.pl Barbara Bubula: Przeciętny Polak wydaje na kulturę cztery razy mniej od niemieckiego bezrobotnego. Ta rażąca dysproporcja pomiędzy nami a naszym zachodnim sąsiadem nie wynika tylko z różnicy w poziomie zamożności. Przez ostatnie 20 lat myślenie zbiorowe Polaków, zaproponowane przez elity mówiło o tym, że kultura, jako „koszt”, coś nadprogramowego, nieproduktywnego ekonomicznie, ma być zredukowana. Zdegradowano ją w hierarchii potrzeb. Los kultury w TVP i Polskim Radiu jest tego pokłosiem. Nie zarabia, więc darmozjadkę trzeba odrzucić.

Gdzie ukrywa się kultura? gólnopolski system informacji o kulturze działa od 2009 r. To Obserwatorium Kultury. W tej chwili na stronie internetowej projektu dostępne są różnorodne opracowania i wyniki badań. Jednym z ciekawszych narzędzi jest „Kultura na mapie” – ogromna baza danych, która stała się przyczynkiem do sprawdzenia, gdzie obecnie „skrywa się” kultura. Domy i ośrodki kultury, kluby i świetlice to jej filary, o szczególnym znaczeniu na tzw. prowincji. Zacznijmy od porównania. Liczba imprez realizowanych przez placówki kultury i kluby w całym naszym województwie jest jedną z najniższych w Polsce. Nasz region znajduje się w tym zestawieniu dopiero na trzecim miejscu od końca. Statystyka jest nieubłagana. Według wyliczeń w Suwałkach w ciągu roku odbywa się około 170 imprez, podczas gdy w niewielkim Olecku – ponad 320. Sytuacja Gminnych Ośrodków Kultury również do najlepszych nie należy, bywa, że roczny budżet tych instytucji jest kilka razy mniejszy od budżetu jednego tylko festiwalu bluesowego odbywającego się w Suwałkach. Szkoda, bo jak wynika z raportu Fundacji Kultury Polskiej, wydarzenia artystyczne to najlepsza promocja. Do takiego wniosku doszli uczestnicy badania „Kulturalne potencjały i deficyty miast powiatowych”1 – ci sami, którzy uznali, że dobra oferta kulturalna musi być tania, na każdą kieszeń, łatwo dostępna, dostosowana do różnych grup społecznych, a także dobrze wypromowana i poprzedzona dobrą informacją. Respondenci badania zdefiniowali również braki w ofercie kulturalnej niewielkich miast. Okazuje się, że młodzi ludzie – bo to ich przepytywano – narzekają na zbyt małą liczbę koncertów, ciekawych imprez dla młodzieży, brak klubów muzycznych, teatrów i miejsc do rozwijania swoich pasji. Gdyby dostęp do „wysokiej kultury” był łatwiejszy, a oferta bogatsza, wiele osób zdecydowałoby się powrócić po studiach do rodzinnego miasta. Takiej odpowiedzi udzieliło prawie 40 proc. ankietowanych (akurat przy tej kwestii nie można pominąć również szans na znalezienie zatrudnienia w danym mieście, co też brali pod uwagę eksperci z UAM). Deficyty to jednak nie tylko brak miejsc, oferty. Oprócz ilości ważna jest też jakość.

Pisze o tym w podsumowaniu projektu „Żyjemy razem”2 Krzysztof Czyżewski z sejneńskiego „Pogranicza”. „Pogranicze” wymieniam tu celowo – według danych Obserwatorium Kultury w Sejnach odbywa się rocznie ponad 400 imprez. W uzyskaniu takiego wyniku „Pogranicze” ma swój znaczący udział. Krzysztof Czyżewski wspomina w opracowaniu o nieustannym braku czasu. „Kulturze odebrano czas, skracając go niemiłosiernie. Od greckiego, a potem łacińskiego cultivare doszliśmy do angielskiego event. Już w okresie mojej aktywności w kulturze alternatywnej lat 70. i 80. bardzo doskwierała mi krótkotrwałość, incydentalność, naskórkowość powoływanych przez nas do życia zdarzeń. Dotyczy to zwłaszcza spotkań z innymi kulturami, z ludźmi in-

fot. www.freedigitalphotos.net

O

nych światów, do których tak nas wówczas ciągnęło (…). Ile one trwały? Kilka dni, miesięcy... A potem, jakoś niepostrzeżenie, dla mnie wtedy boleśnie, kończyły się one na festiwalach, pozostawiając za sobą miejsca i ludzi, którzy ledwie zdążyli się otworzyć, a już zostali rozpoznani i pożegnani. Coś, co ledwie się rozpoczęło i zachęcało do podróży w głąb, zyskiwało surogat zwieńczenia w postaci spektaklu, wystawy fotograficznej czy koncertu prezentowanych na wielkomiejskich scenach”. Czas jest kluczowy. Pośpiech „wymusił” wykształcenie nowych przystani kultury. Nie bez znaczenia jest fakt, że centra handlowe, powszechnie zwane galeriami, mają w swojej ofercie nie tylko zakupy i ogląda-

nie sklepowych witryn. Połączenie biznesu i sztuki udało się m.in. Grażynie Kulczyk, która w Starym Browarze prezentuje także własne zbiory sztuki współczesnej. Stary Browar trudno porównać do jakiegokolwiek innego centrum handlowego. Idea synergii sprawdza się jednak i w innych miejscach, w których ten przykład dobrej praktyki wcielany jest w życie w znacznie węższym wymiarze. Jak choćby u nas, gdzie w zabytkowym budynku Suwałki Plaza funkcjonuje galeria, pełniąca różnorakie funkcje. Prezentowane są tam nie tylko zdjęcia i obrazy, to miejsce spotkań, akcji społecznych, koncertów. Plazę odwiedza około 10 tys. osób dziennie – niech nawet promil wstąpi na chwilę do galerii, to będzie już coś. Jak wskazuje Mieczysław Osys, dyrektor CHR Suwałki Plaza – pomysł utworzenia w Plazie przystani dla kultury pojawił się wraz z otwarciem obiektu. „Biurowiec sztuki” - wystawa, w której wzięło udział kilkudziesięciu ludzi z artystycznym zacięciem, na dobre zapoczątkował cykl spotkań z kulturą. Jak dodaje dyrektor – już w chwili inauguracji galeria w zabytkowym budynku stanęła otworem również dla amatorów, którzy nie mieliby szans zaistnienia w profesjonalnych przestrzeniach wystawienniczych. – To alternatywa dla instytucji kultury w mieście. Uzupełniająca niejako ofertę, jednak bez współpracy z Młodzieżowym Domem Kultury i Regionalnym Ośrodkiem Kultury i Sztuki nie do zrealizowania – twierdzi Mieczysław Osys. Od chwili otwarcia galerii odbyło się w niej ponad 60 imprez. Były to m.in. koncerty, wernisaże, warsztaty wokalne, spotkania. W eventowym miszmaszu każdy ma szansę natrafić na coś interesującego. Może ma rację Jacek Kwiatkowski3, który parafrazując wypowiedź Jacka Kuronia dotyczącą komitetów, nawołuje: „nie burzcie domów kultury, twórzcie swoje!”. Galeria w Plazie nie pretenduje do miana domu kultury, jednak stwarza pewną alternatywę, wpisuje się w aktualną tendencję. Z „Raportu o stanie i zróżnicowania kultury miejskiej w Polsce”4 wynika, że „rewolucja kulturowa już się dokonuje: nie tylko uczestnictwo, lecz i samo środowisko kulturowe się zmienia. Coraz bardziej zbliżamy się do odinstytucjonalizowania kultury. Coraz więcej restyczeń/luty 2012

3


niebywalesuwalki.pl prezentantów instytucji kulturalnych zdaje sobie z tego sprawę i usiłuje się przed tym bronić, gwałtownie się unowocześniając”. Jaka więc będzie przyszłość kultury? Okazję do dyskusji na ten temat z Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Bogdanem Zdrojewskim mieli niedawno słuchacze seminarium z serii „Kultura na Granicy”. Jeden z uczestników debaty odbywającej się w stolicy – dr Dominik Batorski z Uniwersytetu Warszawskiego przedstawił m.in. wyniki badań nad korelacją między użytkowaniem Internetu i uczestnictwem kultury. Udowodnił, że osoby korzystają-

ce z informacji w sieci częściej partycypują w kulturze w życiu realnym. Metakultura – sfera informacji o kulturze, w coraz większym stopniu przenosi się bowiem do Internetu. To daje ogromne możliwości w sferze inwentaryzacji kultury w Internecie i stworzeniu wyczerpujących informacji o zasobach kultury. Nie oznacza to jednak, że sieć zastąpi udział w wystawie czy koncercie. Jak podkreślił minister Bogdan Zdrojewski – kontakt z obrazami Picassa w Internecie nie może równać się autentyczną partycypacją. Iwona Danilewicz

Kulturalne potencjały i deficyty miast powiatowych, Piotr Landsberg, Marcin Poprawski, Przemysław Kieliszewski, współpraca: Michał Mękarski. 2 Wydawnictwo podsumowujące projekt realizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego „Żyjemy razem”. 3 Jacek Kwiatkowski, „Samorządowe instytucje kultury: peryferia czy centra aktywności kulturalnej? Nowe formy uczestnictwa w kulturze na terenie gmin wiejskich i miejsko-wiejskich”. 4 „Raport o stanie i zróżnicowania kultury miejskiej w Polsce”, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 1

Po co nam dom kultury? Autor: Jacek Kwiatkowski, FRDL Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji, fragment tekstu „Po co dom kultury? Rola i znaczeniesamorządowych instytucji kultury w rozwoju lokalnym gminy”. Artykuł ukazał się w opracowaniu Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej „Samorządowe instytucje kultury: peryferia czy centra aktywności kulturalnej? Nowe formy uczestnictwa w kulturze na terenie gmin wiejskich i miejsko-wiejskich”.

(...) Cywilizacja ma w sobie skłonność do standaryzacji, upraszczania, powszechności, egalitaryzmu, umasawiania (globalizacji) wszystkiego, co jest jej wytworem. Kultura z kolei ma charakter nieco elitarny, wymagający przygotowania, skupienia. Kultura wartościuje wszystko co jej dotyczy wedle kryteriów aksjologicznych, cywilizacja – wedle kryteriów utylitarnych. Oba pojęcia mimo swych różnic nie mogą już współcześnie istnieć zupełnie osobno – kultura warunkuje rozwój cywilizacyjny świata, ten z kolei wpływa na kulturę: na twórczość, stosowane w niej instrumentarium i formy oraz techniki uczestniczenia. Warto tu tylko zaznaczyć ową dychotomię pomiędzy cywilizacją a kulturą oraz wzajemne związki między nimi. W jaskrawy sposób odbijają się one w działalności domów kultury. Bo zasadnym staje się pytanie: na ile w działalności domu kultury ma być akcentowana cywilizacja operująca często powierzchownością, multiplikacją form i akceleracją zdarzeń z ich szybkim przemijaniem, a na ile ma być kultywowana tradycja, działanie na wyobraźnię, rozwój cnót humanistycznych (w tym obywatelskich), wrażliwość na kody kulturowe dające szansę odczytania wytworów twórców bez względu na czas powstania dzieła. (...) Rewolucja technologiczna miała od początku ogromny wpływ na kulturę. Za 4

styczeń/luty 2012

każdym razem, kiedy pojawiała się jakaś nowinka techniczna, była ona przedmiotem eksperymentów artystów. Z tego rodziły się nowe obszary twórczej aktywności; jedne pozostawiające trwały ślad w kulturze, inne dość szybko obumierające, dawały przestrzeń do powstawania nowych eksperymentów. Świetnie te procesy w sztuce opisuje Edmont Couchot w eseju „Sztuka medialna: hybrydyzacja i autonomia”. Warto w tym miejscu przytoczyć ostatnie zdanie z tego eseju. Couchot pisze: „Kultury na całym świecie starają się utrzymać i wzmocnić swoją autonomię, podczas gdy globalizacja technologiczna, gospodarcza i polityczna zmusza je do otwarcia i hybrydyzacji z innymi kulturami. Mamy zatem do czynienia ze swoistym synkretyzmem kultur, ich form, znaczeń, kodów. Z jednej strony jest to swego rodzaju zagrożenie, gdyż trudno wtedy określić faktyczne źródło pochodzenia oraz wartość wytworzonego dzieła; jednak z drugiej strony owe szanse twórcze, jakie daje nowoczesna technologia, pozwalają na ogromne poszerzanie możliwości twórczych, przesuwających znane dotąd granice eksperymentu twórczego”. (...) Świetnie w tym znajdują się młodzi ludzie, choć obecnie cezura wieku nie jest już zbyt istotnym wyróżnikiem rozgraniczającym nowatorskie od tradycyjnego w sztuce i – szerzej – w kulturze. Nowoczesne technologie dają nieporównywalnie większe szanse tworzenia i uczestnictwa w kulturze, które dotąd nie marzyły się właściwie nikomu. Pojęcie takie jak frekwencja nabiera przy tym zupełnie innych znaczeń, gdyż nie można jej mierzyć tylko liczbą zajętych krzeseł w operze (...). Podaję ten przykład, gdyż coraz częściej nawet multipleksy w Polsce oferują swym widzom transmisje na żywo lub choćby retransmisje oper z największych

teatrów operowych świata. (…) Te nowe możliwości instytucje kultury działające na obszarach wiejskich wykorzystują nader skromnie, żeby nie powiedzieć wcale. A dają one niewiarygodną możliwość integrowania członków społeczności lokalnej wokół nowych form uczestniczenia w kulturze. (...) Współczesna kultura nie abstrahuje – podobnie jak ta antyczna i oświeceniowa – od stawania się i bycia obywatelem, czyli tym, który jest istotą demokracji. Współczesny świat potrzebuje w szaleńczym zawirowaniu globalizacyjnym zakorzenienia w tym, co lokalne, czasami archaiczne, ale dające świadectwo przeszłości i prawo do kreowania przyszłości. (...) Zatem obraz współczesnego świata to globalizacja polityczna, kulturowa, gospodarcza i społeczna, dla której równowagę lub przeciwwagę stanowić ma rozwijająca się w sposób zrównoważony i trwały demokracja lokalna wykorzystująca zdobycze technologiczne i bazująca na lokalnych potencjałach: ludziach, historii, zasobach, położeniu, warunkach. Umiejętne łączenie kultury ze zdobyczami cywilizacyjnymi dla potrzeb rozwoju lokalnego i danej wspólnoty w imię budowania i utrwalania społeczeństwa obywatelskiego i demokracji lokalnej – to są rzeczywiste wyzwania, przed jakimi stoi dziś współczesna instytucja kultury. Bo dom kultury daje poczucie tożsamości, więzi, sensu, przynależności, szacunku i akceptacji oraz samorealizacji jednostki we wspólnocie i całej wspólnoty. Jeżeli dom kultury, z którym mamy dzisiaj do czynienia, nie spełnia tych warunków – nie burzmy go, lecz twórzmy swój, alternatywny, bardziej dopasowany do charakterystyki zbliżającej się współczesności.


ZMIEŃ SWOJE WNĘTRZE

niebywalesuwalki.pl

Cykl porad wnętrzarskich jest dostępny na stronie www.niebywalesuwalki.pl

Boyz-n-Berry, czyli kolor roku 2012 W

musztardowym, cytryną i odcieniami szarości. W połączeniu z czarnym jest ciepły i bogaty, z białym staje się chłodny i modernistyczny. Prognozowanie tendencji, czy trendów barwnych stanowi wynalazek drugiej połowy XX wieku i jest związane z rozwojem marketingu. Jak głosi slogan CMG: Kolor sprzedaje, a właściwie kolory sprzedają najlepiej. W wielu branżach, m.in. wyposażeniu wnętrz w dużym stopniu kolor wpływa na ostateczną decyzję zakupu. W społeczeństwie konsumpcyjnym odpowiedź na pytanie o upodobania kolorystyczne jest ściśle związane z wymiernymi zyskami firm. Minęły czasy, kiedy produkty pojawiały się w ulubionych kolorach żony prezesa. Każdy, kto obserwuje przez dłuższy czas kolory dostępnych na rynku produktów, może stwierdzić, że niektóre z nich przeżywają okres popularności, a inne w tym czasie prawie nie występują. Może to być przykre dla osoby, która bezskutecznie poszukuje koloru nie-

mieszczącego się w aktualnie obowiązującej palecie barwnej. Jak to działa? Modne kolory nie są wymyślane przez projektantów w przebłysku geniuszu. To precyzyjny plan ze ściśle określonymi terminami. Prognozowanie jest częścią szerszych analiz dotyczących stylu życia, ubioru, modnych miejsc i inspiracji. Zadaniem zatrudnionych grafików, historyków sztuki, projektantów, dziennikarzy, muzyków, architektów jest wychwytywanie nowych tendencji w muzyce, plastyce, filmie, produktów, które ludzie chcą kupować i kolorów, które mogą się z nimi wiązać. Fiolet, purpura i burgundy goszczą w naszych domach już od jakiegoś czasu. Jednak wprowadzany kolor nigdy nie jest w identyczny do koloru z poprzednich prognoz. Stanowi on modyfikację ostatnio stosowanych barw. Liczą się niuanse. Zainteresowanym trendami barwnymi polecam strony: www.colormarketing.org, www.internationalcolourauthority.org, www.colorassociation.com

fot. www.colormarketing.org

fot. www.colormarketing.org

1999 roku magazyn „Metropolis” napisał: „614 marketingowców zgromadzonych w Hotelu Sheraton w Montrealu już zdecydowało, jaki będzie Twój następny ulubiony kolor. Kupujesz?”. Jedna z kilku znaczących na świecie organizacji zajmujących się prognozowaniem tendencji barwnych, czyli Color Marketing Group zakończyła wtedy konferencję. Jak co roku mamy prognozę na najbliższy – 2012. Na blogu CMG czytamy: „Boyz-n-Berry oznacza głównie fioletowy. Jest to kolor kreatywności i lekceważenia (braku szacunku jednocześnie), sięgając do tradycyjnych korzeni. Od biura (czy domu), od młodzieżowych marketów do rynku towarów luksusowych, fiolet odnosi się zarówno do męskich i żeńskich upodobań. Zarówno pewne siebie kobiety jak i prawdziwi mężczyźni ubierają się na fioletowo!”. Boyz-n-Berry skłania się delikatnie w swym odcieniu w kierunku czerwieni, dzięki czemu świetnie współgra z żółtym

REKLAMA

OŚŚR RO OD EEKK  N AA” ”  O D NA AR RCCCIIIA AR RSSSK KIII  „„ „D DĄ ĄB BR RÓ ÓW WK KA O Ś R O D E K   N A R A R K D Ą B R Ó W K ” ”  OŚRODEK N A R C I A R S K I   „ D Ą B R Ó W K A W   S U W A Ł K A C H     W  SSU UWAAŁŁKKAACCHH     W AP  RASZA    W SUW WAŁKACZZH ZA ZAAPPRRAASSZA    Wyciąg nZaA rcP iarR skA i ‐S  9Z 00A o s./godz.   Wyciąg nZaA rciP arskA i ‐S  900 o s./godz.   D  zajarczd 0i 0‐ m Włuycgioąśgć n iaur s3kR 90  0Z oA s./godz.   Dołkuy gocoiśąw ść zjarzcndiyau,r  3sszk0ti0 u‐m     s./godz.  SDtłW ugość gzi jenatazlo du 300m c 9z0n0ie o zu0tcam uzncn yzi en ie  nSStaDotśołknu kioge o żw aśśw nćie yizte,jl aotralznod tyn ru,ay  sk,3z os0tw  śo n a ś n i e ż a n y ,   r a t r a k o w  S t o k   o ś w i e t l o n y ,   s z t  W nayśpnoieżżyacnzay,l nriaat rsapkrozęwtauun acynz  ny ie  yśipoano t ua ny  yli,n anyracp  a ri aasp tsrrpazrkęzo  nWW żriyseżkcyżizcaeaznglano tęuw arzcpryicłapairaotsnrżksyike cpigzeao agrl okni inag s  przętu  B nneaW  BBaenreza pzrp s kypi eapgrakorikn   ign g  łcałitaantryn  SBzBaBkareo rzl epnłaiat nnya rpcaiarkrsinkige    NSTSzBkzAaokKrole Tlne: inai an anracricairasrksieki e  K O  O A rNeNTsS:TAz  A KKd O  kKoKTl:Te  :n  ia narciarskie  esb:sT :r A  ó  K uAAld DerąN wTk:a   10, 16‐402 Suwałki  K. drO D  Sw TuuelA.l .d 6w 3ka k0 a19 0 17,0 81,, 6 15‐64 0‐1  0 2 2  u 8a8wł8ka ił ki  D 0 w 042 S6u9 rąe8ąbs7br: ó r5 ó ell..l a. 0D  i08l:ą87 db7 5ar ó 5b3w 6ro 30kw  a90k  91  0651a‐04 l12k0i 6@  w 88.8pa  8lł k  i  eTT‐eum .s,,8 u 6 7a 807 89u8p  51,w 229 6S w ee‐Tm k9ak .a7s.u8sw a0lka1il@  p l  ‐emal.ai l0i:l 8:d 7da ba5rb6or3w o 0w ,u 5w  k2i@ 6w9pw  8.pp8l.8 e‐mail: dabrowka.suwalki@wp.pl 

www.dabrowka.suwalki.pl www.ddaabbrroow wkkaa..ssuuwwaalklki.ip.pl l  www.dabrowka.suwalki.pl 

styczeń/luty 2012

5


NIERUCHOMOŚCI

niebywalesuwalki.pl

Inwestować w nieruchomości czy chować w skarpetę?

Kupować czy czekać? N

owy rok sprzyja podsumowaniom, planom i prognozom, zarówno tym małym, dotyczącym życia codziennego i spraw osobistych, jak i tym większym, związanym z gospodarką czy inwestycjami. Ja także chciałabym pokusić się o podsumowanie ubiegłego roku i próbę prognozy tego, co przyniesie ten, który właśnie się zaczął. Przyglądać się będę sytuacji na rynku nieruchomości – tym ogólnopolskim, ale także na suwalskim. W roku 2011 ceny mieszkań i domów spadały. Szacuje się, że maksymalne spadki na rynku pierwotnym i wtórnym sięgnęły 7 procent (centrum analiz AMRON). Nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała się zmienić w roku bieżącym, choć nie należy spodziewać się znacznych spadków cen ofertowych. Nabywcy oczekują obniżenia cen, które zostały sztucznie zawyżone w okresie boom’u 2007/2008. Kupujący zamienili się w „oglądających”, sprzedający zaś, jeśli chcą sprzedać, muszą dopasować swoje oczekiwania do ich potrzeb i możliwości. Te z kolei mogą się nawet zmniejszyć. Rok 2012 przynosi kilka zmian, które zdominują polską „mieszkaniówkę” i mogą pogłębić stagnację na rynku nieruchomości. Pierwsza z nich to stopniowe wygaszanie programu „Rodzina na swoim”. Dla rynku ogółem, strata związana z wycofaniem tego programu będzie mniejsza niż mogłoby się zdawać (RnS promował tylko rynek wtórny), jednak dla klienta indywidualnego brak pomocy państwa w pierwszych latach kredytowania może okazać się decydujący przy zakupie własnego „M”. Kolejna ze zmian to wejście w życie nowej rekomendacji S. Wprowadzona przez Komisję Nadzoru Finansowego nowelizacja może znacznie ograniczyć zdolność kredytową kupujących. Zakłada ona bowiem, że wyliczając zdol-

ność kredytową, banki będą musiały brać pod uwagę 25-letni okres spłaty pożyczki (niezależnie od rzeczywistego okresu kredytowania), a wysokość raty w przypadku kredytów walutowych nie będzie mogła przekroczyć 42 procent dochodów. Obawy wydają się być nieco na wyrost, gdyż trzeba przypomnieć sobie, że część zapisów rekomendacji była wprowadzana już w zeszłym roku i zdolność kredytowa zmniejszała się sukcesywnie od jakiegoś czasu. Trzecia z istotnych zmian to tzw. ustawa deweloperska, której zapisy wejdą w życie 29 kwietnia tego roku. Celem jej wprowadzenia jest zapewnienie ochrony klientom firm deweloperskich i ograniczenie ryzyka związanego z zakupem lokalu na rynku pierwotnym. W związku z szeregiem nowych obowiązków, które ustawa nakłada na deweloperów, jednocześnie zwiększając koszty działalności – istnieje ryzyko, że firmy przerzucą je na kupujących, tym samym zwiększając ceny mieszkań. Ogólnopolskie tendencje zauważyć można również na naszym, suwalskim rynku. Klienci wyraźnie wstrzymują się z decyzją o zakupie mieszkania. Pomimo znacznych obniżek cen, nie zwiększyła się liczba transakcji, przeciwnie – klienci oglądają, sprawdzają i… czekają. Ceny ofertowe na rynku wtórnym, z poziomu około 3000 zł/m2, spadły do poziomu nawet około 2000 zł/ m2. Mimo to, widać wyraźny zastój na rynku. Analitycy są jednak zgodni co do tego, że brakuje racjonalnych podstaw do prognozowania przeceny większej niż ta zauważalna w ostatnich latach, a inwestycja w nieruchomości nadal wydaje się najkorzystniejszą z możliwych – podczas gdy spadek cen mieszkań w ostatnim czasie sięga kilku procent, spadek giełdowego indeksu WIG20 to procent kilkadziesiąt.

Inwestowanie na rynku nieruchomości większości z nas kojarzy się z zakupem mieszkania na wynajem. Warto zwrócić jednak uwagę na rynek gruntów. Ceny tychże od wejścia Polski do UE gwałtownie rosły. Od początku ubiegłego roku cena gruntów rolnych sprzedawanych przez Agencję Nieruchomości Rolnych wzrosła o około jedną piątą. Obecnie widać wyraźną stagnację. Jednak można spodziewać się, że już za 4 lata, w 2016, kiedy zakończy się okres ograniczeń w obrocie gruntami rolnymi i leśnymi dla obcokrajowców, nadejdzie fala gwałtownych wzrostów cen. Na pewno zyskać mogą tez ci, którym uda się przekształcić ziemię rolną na działki budowlane, zwłaszcza w pobliżu miast. Jaki zatem będzie 2012 rok na rynku nieruchomości? Czy warto inwestować? Na to pytanie każdy z nas musi znaleźć swoją odpowiedź. Jednak z analiz jasno wynika, że potencjał spadkowy na rynku nieruchomości jest już na wyczerpaniu, a bieżący rok może być rokiem najkorzystniejszych zakupów na rynkach UE. Może więc zamiast chować w skarpetę, warto poszukać kawałka gruntu albo mieszkania? Zaryzykować kredyt i spłacać własne „M”, zamiast wynajmować? Pozostaje mi tylko życzyć dobrych i odważnych decyzji w tym roku.

REKLAMA

projektowanie graficzne przygotowanie do druku strony internetowe kilkunastoletnie doświadczenie . wysoka jakość . przystępne ceny w w w . c y j a n . n e t e-mail: jan@cyjan.net tel . 6 0 2 118 422 6

styczeń/luty 2012


GIEŁDA

niebywalesuwalki.pl

Co na giełdzie? DJIA W tym miesiącu przyjrzymy się amerykańskiemu indeksowi giełdowemu Dow Jones oraz nakreślimy nasze oczekiwania i potencjalne szanse handlowe na rynkach EUR/PLN oraz SPOT GOLD. DJ CASH właśnie odbija się od ważnego poziomu 12700 i kieruje się do 12450. Generalnie, rynek wydaje się być bardzo „mocny”, dlatego wszelkie próby dojścia do 12450 będą wykorzystywane na kupno kontraktów tego indeksu. Docelowo, traderzy będą oczekiwali ponownego testu 12700. Należy pamiętać, ze będzie tam zlokalizowana duża liczba „sell orders”. Jeśli uda się wyraźnie przebić ten poziom, następny kluczowy „stop level” to 13000. Jeśli natomiast cena spadnie poniżej 12450, duże zlecenia kupna będą zlokalizowane w granicach 12200. EUR/PLN Nasza „złotóweczka” wyraźnie się umacnia. Powód tego umocnienia? Cóż, są analitycy, którzy wierzą, że polska gospodarka „ma się dobrze”, ale nie można brać tego poważnie... Ale ja nie o tym. Cena po mocnych spadkach odbija się właśnie od 4.22. Jest to ważny poziom z punktu widzenia analizy technicznej. Tzw. „momentum” dla EUR/PLN jest zdecydowanie „bearish” i każde rotacje w górę winny być wykorzy-

stywane do sprzedaży, czyli gramy na umocnienie naszej „złotóweczki”. Poziom, który zdecydowanie powinniśmy obserwować to 4.30. Tam czekają już zlecenia „sell limit”. Jeśli cena zacznie spadać z poziomu 4.30, ponownie testując 4.22, możliwe jest przebicie, a wtedy „droga wolna” aż do 4.12. Każde przebicie 4.30 w górę zmieni „short term momentum” z „bearish” na „bullish”. GOLD Krótko o złocie. Cena rośnie? Rośnie. Wszyscy już chyba wiedzą, że złoto należy tylko kupować. Wniosek? Najwięcej pieniędzy zarobimy tylko na sprzedaży złota! Wystarczy spojrzeć na wykres, żeby zauważyć, że wzrost o $100 zajmuje 2 tygodnie, a spadek o $100 zajmuje ile? Całe 2 dni. Wróćmy jednak do analizy technicznej. Cena SPOT GOLD rośnie już od ponad miesiąca. Być może przyszedł czas na tzw. „retracement to value”. Zwracam uwagę, że złoto wygląda bardzo „mocno”. Wszelkie „zjazdy” cenowe w granice $1680 będą wykorzystywane do kupna, i tak aż do $1800. Momentum jest wyraźnie „bullish”, więc nikt nie powinien z rynkiem „walczyć”. To tyle ode mnie. Pamiętajcie, rynek to poziomy wsparcia i oporu. Nic więcej. Handlujcie z głową!

pote GO i ki „mo wyk trad pam Jeśl „sto 124

Informacja o wyłączeniu z odpowiedzialności Informacje i materiały zawarte w miesięczniku „Niebywałe Suwałki” są prywatnymi opiniami autora tekstu. Prezentowane treści mają charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowią porady inwestycyjnej ani 12200. rekomendacji w rozumieniu stosownych przepisów EUR/PLN NaszaMinistra „złotóweczka” wyraźnie się umacnia. Powód Rozporządzenia Finansów. Autor tekstu nie dobrze”, ale nie można brać poważnie... Ale ja nie o tym bierze odpowiedzialności za to,tego jak owe treści są wykopunktu widzenia analizy technicznej. Tzw. „momentum” dla EUR rzystywane. Czytelnik miesięcznika podejmuje wszeldo sprzedaży, czyli gramy na umocnienie naszej „złotóweczki kie decyzje własną odpowiedzialność zlecenia „sellinwestycyjne limit”. Jeśli na cena zacznie spadać z poziomu 4.30, Każde przebicie 4.30 w górę zmieni „short term momentum” z „ i własne ryzyko. J. Guz

GOLD Krót kupować. W na wykres, Całe 2 dni miesiąca. B wygląda ba kupna, i ta „walczyć”. Handlujcie

INFORMACJA Suwałki” są p porady inwesty bierze odpowi inwestycyjne n

REKLAMA

styczeń/luty 2012

7


W POGONI ZA PASJĄ

niebywalesuwalki.pl

fot. Krystyna Maliszewska

na razie idea założenia wioski tematycznej sprawdza się świetnie. „Biegun Zimna i Sera” powstał w 2009 roku. Oferta edukacyjna wioski idzie w parze z dobrą zabawą. Każdy, kto przyjedzie do Wiżajn, może wziąć udział w zajęciach praktycznych, ale i grze terenowej, dawnych zabawach na podwórku, a także przejechać się wozem. Wiedzę i umiejętności Barbary Żeliszczak wykorzystali m.in. uczniowie suwalskiej podstawówki, którzy uczestniczyli w ogólnopolskim projekcie badawczym „Food Factor – elementy żywności”, realizowanym przez Fundację „Fabryka Talentów”.

Kariera sera z Wiżajn Festiwal Sera w Wiżajnach w 2011 r.

Nie od dziś wiadomo, że o serach wiedzą najwięcej Szwajcarzy, Holendrzy, Francuzi i... członkowie stowarzyszenia „Macierzanka” z Wiżajn. Na końcu świata, na Polskim Biegunie Zimna przydomowe serowarnie działają pełną parą. Jedną z nich – nowoczesną i wybudowaną za pieniądze z Unii Europejskiej – prowadzi Barbara Żeliszczak. Niegdyś prawie każda gospodyni miała swój przepis na ser. Obecnie kultywowanie tradycji serowarskiej przejęły mleczarnie. W Wiżajnach jest inaczej. Ser z „Macierzanki” to chluba Suwalszczyzny, niedawno doceniona oficjalnie przez organizację Slow Food Polska. O rekomendację ruchu promującego zdrową żywność nie jest łatwo. Rekomendację „Macierzanka” otrzymało niedawno, choć już od kilku lat wspiera ideę Slow Food’u. Serowa idée fixe Każda opowieść, nawet ta o serach, musi mieć swój początek. Serowa tradycja Wiżajn sięga 120 lat wstecz, jednak my skupimy się na czasach współczesnych. Barbara Żeliszczak, prezes Stowarzyszenia „Macierzanka” i aktywna businesswoman inicjatywę wytwarzania serów przejęła po mamie. – Minęło sporo lat zanim na dobre zajęłam się tym biznesem. W 2006 roku przystąpiłam do grupy produkującej sery. Później powstało nasze stowarzyszenie – wspomina. Barbara Żeliszczak działa aktywnie od początku istnienia organizacji. Z czasem domowa produkcja, tylko na własne potrzeby, przekształciła się w nieźle prosperującą firmę. – Od ubiegłego roku prowadzę wła8

styczeń/luty 2012

sną działalność. Sery produkuję w nowej serowarni, która pozwala mi na wygodniejszą pracę – dodaje prezes „Macierzanki”. Początki, jak to zwykle bywa, nie należały do najłatwiejszych. Zanim Barbara Żeliszczak pomyślała o Funduszach Unijnych, musiała pokonać swoje wątpliwości. – Bardzo bałam się założenia własnej firmy. Miałam wielkie obawy, czy podołam takiemu wyzwaniu i czy produkcja, a potem sprzedaż tego sera, pozwoli mi w ogóle utrzymać firmę. Wiadomo, że z prowadzeniem działalności wiążą się dodatkowe ubezpieczenia, podatki i inne wydatki – przyznaje Barbara Żeliszczak. Szybko okazało się, że strach ma wielkie oczy. Właścicielka jednej z niedawno otwartych serowarni w regionie twierdzi, że póki co, wszystko idzie dobrze. Firma ma stałych odbiorców, poza tym do Wiżajn często zaglądają turyści odwiedzający Zielone Płuca Polski. Oferta firmy Barbary Żeliszczak i Stowarzyszenia „Macierzanka” nie zamyka się na produkcji sera. Działania kulinarne w słowniku mieszkańców Wiżajn to między innymi szkolenia i zajęcia edukacyjne w wiosce tematycznej „Biegun Zimna i Sera”. To prawdziwa atrakcja w tej części kraju. – Nie chcemy szkolić innych w robieniu sera, chociażby dlatego, że w stowarzyszeniu mamy taką niepisaną umowę dotyczącą zachowania receptury w tajemnicy. Chodzi nam o zajęcia dla grup zorganizowanych, podczas których młodzież i dorośli robią sery w formie zabawy, ubijają masło – tłumaczy Barbara Żeliszczak. Podstawy serwowane podczas takich krótkich szkoleń bywają zaskakujące. Czasem informacja, że masło ubija się ze śmietany, wywołuje prawdziwe zdziwienie. Jak

Unia wspiera serowarów Połączenie tradycji i nowoczesności w Wiżajnach sprawdza się znakomicie. „Macierzanka” realizuje liczne projekty wspierane środkami z Unii Europejskiej. Wśród nich można wymienić: „Okryj tradycje Wiżajn” Priorytet IX – „Rozwój wykształcenia i kompetencji w regionach” Działanie 9.5 – „Oddolne inicjatywy edukacyjne na obszarach wiejskich”, „Naukę języka litewskiego w gminie Szypliszki i Rutka Tartak” dofinansowaną z Europejskiego Funduszu Społecznego, „Wyzwanie liderów lokalnych” – projekt kulturalny realizowany przy współpracy z Suwalskim Uchem Muzycznym, inicjatywę „Mobilna kobieta za kółkiem” ze środków POKL priorytet 7.3, a także „Agroturystyczną podróż w czasie” ze środków POKL priorytet 9.5. Wielkim sukcesem jest rzecz jasna serowarnia Barbary Żeliszczak. Projekt inwestycyjny był naprawdę dużym wyzwaniem. – Decyzja o budowie serowarni zapadła wtedy, gdy musiałam wynieść się z pomieszczenia w domu. Stało się dla mnie zbyt małe, pracowało mi się tam niekomfortowo. Mijałam się z domownikami, starałam się robić sery w czasie, kiedy dzieci były w szkole. Bardzo potrzebne było mi oddzielne miejsce do pracy – wspomina Barbara Żeliszczak. Szczęśliwy traf chciał, że w tym czasie zostały ogłoszone konkursy na różnicowanie działalności pozarolniczej. Z tego programu skorzystała właśnie Barbara Żeliszczak. – Jestem na dobrej drodze. Podpisałam już umowę, złożyłam pierwszy wniosek o płatność – dodaje. Jej niewielka firma z Wiżajn odzyska około 50 proc. wartości całej inwestycji. To duże pieniądze, bo w stworzenie serowarni Barbara i Mariusz Żeliszczak włożyli około 100 tys. złotych. Nawet rygorystyczne warunki, które trzeba było spełnić, z perspektywy czasu nie wyglądają już tak strasznie. – Początkowo mnie przerażały, a chcieliśmy, by serowarnia spełniała wszystkie wymogi sanitarne – dodaje przedsiębiorcza kobieta. Barbara


W POGONI ZA PASJĄ

niebywalesuwalki.pl

Barbara Żeliszczak

fot. NS

Sery made in Poland Inwestycja w serowarnię rodzinie Żeliszczaków na pewno się opłaci. Już teraz ich sery można znaleźć na jarmarkach ze zdrową żywnością i na targach w największych miastach Polski – mimo ograniczonego pola działania – jak mówi Barbara Żeliszczak. Rzecz w tym, że producenci serów mają możliwość sprzedawania produktów w naszym regionie i w sąsiednich, ale tylko w powiatach przylegających do województwa podlaskiego. – Zazwyczaj ktoś sery od nas kupuje, a potem sprzedaje je na targach zdrowej żywności. Inną sprawą jest ciągły brak czasu. Rzadko wyjeżdżam. Mam gospodarstwo i bydło, którego muszę dopilnować – dodaje. Być może o serach z Wiżajn dowiedzą się już niebawem producenci z innych krajów. Członkowie stowarzyszenia bardzo poważnie podeszli do rejestracji sera z Wiżajn jako produktu regionalnego chronionego w Unii Europejskiej. Państwo Żeliszczak starają się porozumieć z uniwersyteckimi ekspertami, którzy przeprowadzą potrzebne badania. Kiedy już asortyment nabiałowy z Wiżajn dotrze poza granice naszego kraju, będzie w czym wybierać. – Robimy sery nawet na indywidualne zamówienie. Spełniamy zachcianki klientów. Kiedy mąż wyjeżdża na jarmark lub targi, przygotowuję tylko kilka rodzajów sera. Staram się wtedy ograniczać do podstawowych ziół, żeby ludziom nie zakręciło się w głowach. Najczęściej dodaję bazylię, mieszankę oregano, bazylii i tymianku, ale też czosnek, kminek. Przygotowuję ser podwędzany i naturalny – wymienia Barbara Żeliszczak. Smakowy zawrót głowy wychodzący spod ręki gospodyni z Wiżajn docenił szybko Michał Grnyo ze Slow Food Vigrensis. Państwo Żeliszczak w ruchu naturalnej żywności i zdrowego stylu życia odnaleźli się niemal natychmiast. – W convivium działamy od początku. Daje nam to przede wszystkim satysfakcję. Sami popieramy taki tryb życia i takie podejście do żywności. Bardzo lubimy comiesięczne spotkania członków convivium. Staramy się bywać na nich regularnie. Pamiętamy, że na pierwsze spotkania przychodziło 5-6 osób, teraz bywa na nich i 40-50. Bardzo nas to cieszy – przekonuje Barbara Żeliszczak. Budowanie obustronnego zaufania opłaciło się z nawiązką. Smakami Suwalszczyzny delektują się goście z zagranicy, którzy przyjeżdżają, by z członkami Slow Food Vigrensis pichcić pyszne dania. Dzięki temu wieści o produktach – nie tylko z Wiżajn –

fot. NS

Żeliszczak przyznaje, że to wyzwanie było dodatkowym impulsem do działania.

„Sery Basi” dostępne nawet w wersji z orzechami

docierają coraz dalej. Nic dziwnego, że sery z „Macierzanki” otrzymały rekomendację Slow Food Polska. Stowarzyszenie z Wiżajn ma na swoim koncie jeszcze wiele wyróżnień, m.in. Perłę 2005 za ser dojrzewający w konkursie Nasze Kulinarne Dziedzictwo, a także wyróżnienie Wojewody Podlaskiego za dni otwarte wioski tematycznej. Barbara Żeliszczak może poszczycić się też nagrodą Marszałka

Województwa Podlaskiego za najlepszy ser z Festiwalu Sera w Wiżajnach. Sukces „Serów Basi” to wizja, konsekwencja i serce włożone w przygotowanie każdego produktu. Jeśli do tego dołączy się środki unijne, chyba nic nie może stanąć na drodze do budowy małego Królestwa Serów – nawet w tak odległym miejscu Polski jak Wiżajny. Iwona Danilewicz

styczeń/luty 2012

9


GOTOWANIE

niebywalesuwalki.pl

Slow Food w Carnevale Łódeczki z cykorii

T

ańce, hulanki, swawole, bale i maskarady – to właśnie karnawał. Dobrej zabawie towarzyszyć powinien również wyśmienity poczęstunek. Nie ma jednak obowiązku, by były to dania wyszukane. Slow Food Vigrensis, Ulica Smaczna, Fontanny Czekoladowe „Bąbelek” i Niebywałe Suwałki proponują tym razem przekąski w wersji karnawałowej – pysznej, szybkiej i pomysłowej. Tak jak i poprzednim razem przygotowaliśmy filmy – instrukcje kucharskie, które dostępne są na stronie: www.niebywalesuwalki.pl Łódeczki z cykorii z doskonałym balastem Składniki: liście cykorii cebula olej rzepakowy (np. z Lipówki) sól, pieprz papryka bakłażan pieczone pomidory wędzona ryba ser dojrzewający – najlepiej z Wiżajn ikra z sielawy marchewka świeże oregano Przygotowujemy na talerzu kilka liści cykorii. Kroimy cebulę,którą następnie wrzucamy na patelnię z rozgrzanym olejem rzepakowym z Lipówki, dodajemy sól i pieprz. Kolejnymi składnikami będą papryka i bakłażan pokrojone w kosteczkę. Do nadania charakteru grillowanym warzywom używamy pieczonych pomidorów. Warzywa układamy na przygotowanych wcześniej łódeczkach z cykorii. Dodajemy kawałki 10

styczeń/luty 2012

wędzonej ryby (mogą to być wędzone ryby z Suwalszczyzny, jak również ryby morskie – w naszej przekąsce wykorzystujemy makrelę). Na kilku łódeczkach rozkładamy rybę, na innych dojrzewający ser z Wiżajn. Pomidory łączymy z serem, a makrelę z ikrą z sielawy – ryba doskonale komponuje się z „kawiorem”. Talerz ozdabiamy marchewką, którą za pomocą obieraka kroimy w podłużne plasterki. Następnie rozdrabniamy ją w tzw. żulienkę (drobne paseczki, słupki). Całość posypujemy świeżym oregano. Bagietka z kumpiakiem podlaskim Składniki: W roli głównej: kumpiak podlaski (wpisany na listę produktów tradycyjnych z naszego regionu) – szynka dojrzewająca w okraśniku niedaleko Sokółki przez rok bagietka czerwona cebula olej rzepakowy z Lipówki sól, pieprz ząbek czosnku kwaszone ogórki Bagietkę kroimy i rozkładamy na ruszcie w celu zarumienienia. Aby dodać bagietce przyjemnego aromatu, smarujemy ją sosem z oleju rzepakowego z Lipówki i odrobiną poszatkowanej czerwonej cebuli z solą, pieprzem i ząbkiem czosnku. Bagietkę wkładamy na 5 minut do piekarnika nagrzanego do 250 st. Celsjusza. W międzyczasie przygotowujemy tzw. „górne dekoracje” – wyśmienitą szynkę dojrzewającą spod Sokółki, którą kroimy bardzo cienko. Lekko przypieczoną bagietkę wyjmujemy z piekarnika i ozdabiamy kumpiakiem. Do tartinek dodajemy kwaszone ogórki.

Bakłażan kroimy w cienkie plasterki, aby łatwo było je grillować. W niewielkim pojemniczku mieszamy posiekany czosnek z olejem z Lipówki. Solimy bakłażany, żeby zmiękły. Z dwóch stron smarujemy plasterki olejem z dodatkiem czosnku i układamy na patelni. W trakcie smażenia przygotowujemy twarożek wiejski ze śmietaną, dodajemy szynkę, pieprz do smaku. Smak mieszanki wzbogacamy szatkowaną szałwią. Przygotowujemy seler, który poprawi smak roladek z bakłażana. W roladkach zawijamy seler naciowy z twarożkiem, w innych paprykę. Roladki posypujemy rocznym dojrzewającym twarogiem spod Sokółki. Do roladek na talerzu dokładamy łódeczki z cykorii, które wypełniamy pieczarkami lub boczniakami delikatnie obsmażonymi na patelni wraz z kiełbasą kuriańską z Dowspudy. W trakcie smażenia nie dodajemy soli i pieprzu. Kiełbasa jest wystarczająco wyrazista i pikantna. Do dekoracji używamy cukinii kwaszonej z liściem dębu, którą kroimy w słupki. Smacznego!

fot. NS

fot. NS

Roladki z bakłażana nadziewane szynką Składniki: bakłażan olej rzepakowy z Lipówki czosnek pieprz, sól twarożek wiejski ze śmietaną świeża szałwia seler papryka cykoria kiełbasa kuriańska z Dowspudy cukinia kwaszona z liściem dębu pieczarki

Bagietka z kumpiakiem, roladki z bakłażana

Filmy wideo z gotowania z udziałem Michała Grnyo ze Slow Food Vigrensis i Małgorzaty Erenc z firmy Fontanny Czekoladowe „Bąbelek” dostępne są na naszej stronie: www.niebywalesuwalki.pl


W POGONI ZA PASJĄ

niebywalesuwalki.pl

fot. Archiwum prywatne Anny Stankiewicz

Janusz Strobel, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Jagodziński, Mariusz Bogdanowicz, Piotr Biskupski, Henryk Miśkiewicz, Mariusz „Fazi” Mielczarek, Robert Majewski to dla Anny Stankiewicz nie tylko nazwiska znanych muzyków, to nazwiska znajomych i współpracowników, z którymi dane jej było występować. O muzycznej drodze życia z Anną Stankiewicz rozmawiała Iwona Danilewicz.

Zaśpiewać poezję Niebywałe Suwałki: Kiedy muzyka stała się ważną częścią Pani życia? Anna Stankiewicz: Trudno określić konkretną datę mojej fascynacji muzyką. Można uznać, że początkiem drogi było rozpoczęcie nauki w Szkole Muzycznej w Suwałkach w klasie skrzypiec. Naturę mam jednak poszukującą, więc kilka lat później zaczęłam uczęszczać do Młodzieżowego Domu Kultury, który był chyba w Suwałkach jedynym miejscem, gdzie można było realizować swoją przygodę z muzyką rozrywkową. I tak pod koniec lat 90. zostałam laureatką kilku ogólnopolskich konkursów piosenki poetyckiej. Na jednym z nich poznałam Janusza Strobla. Tak się zaczęło. A w tej chwili na jakim etapie „muzycznej ścieżki” znajduje się Pani? Nagrywa Pani płytę, koncertuje, może planuje Pani wyjechać za granicę? Koncertów nigdy dość. Nie narzekam na brak pracy. Im jest jej więcej, tym mam większą motywację do działania i natchnienie do realizacji dalszych pomysłów. Co do wyjazdów za granicę, nie wiąże ich z zawodem. Chyba, że koncertuję dla środowisk polonijnych, a to dlatego, że z wyboru śpiewam po polsku. Śpiewam teksty poetyckie, które bardzo trudno jest przetłumaczyć w taki sposób, żeby oddać sens, jaki za sobą niosą i wrażliwość autora – to wszystko, co jest między wierszami. Jeśli chodzi o moją drogę muzyczną, to niewiele się zmieniło, jestem tylko na innym jej etapie. Poszukuję nadal, z tym, że zupełnie innych rzeczy niż na początku. Rzeczywiście, przede mną praca nad płytą. Pracę nad tym materiałem zaczęłam już jakiś czas temu. Jest to płyta zawierająca piosenki Janusza Strobla do

tekstów Jonasza Kofty i Jana Wołka. Będzie to pierwsza płyta, która scala piosenkarską twórczość Janusza Strobla. Co ciekawe – w większości zawierać będzie utwory, które wcześniej nigdy nie były realizowane, pomimo iż Jonasz Kofta nie żyje już od 24 lat. Cieszę się, że Janusz Strobel trzymał je tak długo w przysłowiowej szufladzie. Niezwykle nobilitujący jest dla mnie fakt, że Jan Wołek kilka nowych piosenek na tę płytę napisał specjalnie dla mnie. Czy płyta ma już tytuł? Na razie został jej nadany tytuł: „Strobel Kofta Wołek – piosenki w wykonaniu Anny Stankiewicz”. Wiem, że te nazwiska na pewno pojawią się na okładce płyty. Jak się Pani współpracuje z tak znanymi artystami? Czy można porównać to doświadczenie z pracą w Suwałkach? W Suwałkach nie pracowałam z profesjonalistami. Była to raczej grupa nie tyle amatorów, bo to słowo niesie za sobą negatywne konotacje, ile młodych osób, które chciały grać. Współpracowałam z pianistą Radkiem Szulcem i Wiesławem Jarmocem, który jako instruktor z MDK wziął to pod swoją opiekę. Moje profesjonalne śpiewanie zaczęło się od współpracy z Januszem Stroblem. Za tym otworzyła się furtka do grania z takimi artystami jak Włodzimierz Nahorny, Andrzej Jagodziński i jego trio, Mariusz Bogdanowicz, Piotr Biskupski, Henryk Miśkiewicz, Mariusz „Fazi” Mielczarek, Robert Majewski. Z większością z nich aktualnie nagrywam płytę. Czy można tę pracę rozpatrywać w kategoriach wyzwania?

Oczywiście. Praca z tak wybitnymi, legendarnymi wręcz muzykami to wyzwanie i przeżycie. Muzyka jest w pewnym sensie językiem, jest zapisywalna, można ją odtwarzać. Wyzwaniem jest tworzenie, a nie odtwarzanie tego, co zapisane. Myślę, że tak jest zarówno dla instrumentalistów, którzy „rozkodowują” nutowy język i dla piosenkarzy, którzy – poza muzyką, przekazują napisany tekst. Ja mam szczęście obserwować, jak wspaniałą muzykę Janusza Strobla tworzą wybitni artyści, sama zaś mam przyjemność tworzyć siebie w znakomitych tekstach Jana Wołka i Jonasza Kofty. Gdzie jest w tej chwili Pani „miejsce na ziemi”? Mam naturę podróżnika. Od wielu lat jedną nogą jestem tu, na Suwalszczyźnie – w Starym Folwarku, gdzie znajduje się mój dom, a drugą nogą jestem umocowana w Warszawie, gdzie pracuję. Ta profesja z założenia niesie za sobą podróże, bo poza pracą studyjną opiera się na koncertach, a występuję w wielu różnych miejscach. Czy często koncertuje Pani w naszym regionie? Tutaj występuję najrzadziej. Chyba tak jest, że nie doceniamy tych, których mamy pod ręką. Ci w oddali wydają się być bardziej atrakcyjni, nawet egzotyczni. „Cudze chwalicie…”. Owszem, zdarza mi się koncertować w naszym regionie, najbliżej chyba jednak w Białymstoku. W Suwałkach ostatni koncert zagrałam kilka lat temu. Odbył się on z inicjatywy Piotra Bagińskiego. To było duże przedsięwzięcie połączone z wystawą fotograficzną. W koncercie tym wziął udział również Marian Opania, Andrzej Poniedzielski, Włodzimierz Nahorny i Janusz Strobel ze swoim trio. W wystawie towarzyszącej koncertowi wziął udział nieżyjący już, niestety, wybitny fotograf mieszkający w Suwałkach – Stanisław Woś i wielu innych znakomitych artystów. Czy można Panią usłyszeć na festiwalach jazzowych? Nie zajmuję się stricte muzyką jazzową. Moje koncerty odbywają się z udziałem wybitnych muzyków jazzowych. Nie o jazz tu jednak chodzi. Bliższe jest mi występowanie na festiwalach piosenki literackiej, poetyckiej. Gdyby miała Pani wybrać miejsce w Polsce, w którym występuje Pani najchętniej, jakie byłoby to miasto? Dla mnie ukochanym miejscem jest estrada, niezależnie od tego, gdzie się znajduje. Nie będę jednak ukrywać, że lubię występować w małych miejscowościach, a to dlatego, że styczeń/luty 2012

11


W POGONI ZA PASJĄ zauważyłam pewną prawidłowość. Ludzie z niewielkich miast są bardzo spragnieni – nazwijmy to umownie – wydarzeń artystycznych. Współgranie artysty z publicznością jest wtedy najbardziej odczuwalne. Taka publiczność dostaje stosunkowo niewiele na co dzień. Ci ludzie nie mają do dyspozycji wachlarza różnorodnych wydarzeń. Taki koncert to jest dla nich wielka sprawa. O nim się myśli, kupuje się wcześniej bilet, czeka się. Jest to wydarzenie, które u wielu słuchaczy na długo pozostaje w pamięci. To budujące, że widzę w ludziach potrzebę obcowania z muzyką, której to potrzeby współczesny świat nie jest w stanie zabić ani niczym zastąpić. Pani muzyka nie jest dla tłumów. Piosenka, którą się zajmuję, zapewne nie jest na stadiony. Do jej odbioru potrzebny jest pewien klimat, wyciszenie, oddanie się refleksji. Żeby ją zrozumieć, potrzebne jest zaangażowanie. Tej muzyki się słucha. To twórczość niszowa i właśnie dlatego jest to dla mnie powód do dumy. Czy jest artystka, z której twórczości czerREKLAMA

12

styczeń/luty 2012

niebywalesuwalki.pl pie Pani inspirację? Na to pytanie trudno mi odpowiedzieć. To wszystko jest raczej potrzebą danej chwili. Nie mam swoich ulubionych piosenkarzy, chociaż wielu cenię. Mam swoich ulubionych instrumentalistów i kompozytorów. Wolę ich jednak nie wymieniać, aby nikogo nie pominąć. Dlaczego wybrała Pani jazz? Ja nie wybrałam jazzu. Nie jestem piosenkarką jazzową. Mogę zastosować pewną analogię do Łucji Prus, która również nie będąc piosenkarką jazzową, współpracowała wyłącznie z jazzowymi muzykami. W moim przypadku to wyszło bardzo naturalnie. Sięgając po interesujące mnie w piosence wartości poetyckie, miałam szczęście rozpocząć współpracę z muzykami, którzy są ściśle związani z jazzem. Czy ma Pani sprecyzowane plany artystyczne na najbliższe lata? Nigdy nie robię takich dalekosiężnych planów. Aktualnie pracuję nad zakończeniem płyty dla Studia RMT w Warszawie. Za tym idą koncerty promocyjne. To jest dla

mnie na dzień dzisiejszy najważniejsze. Mam nadzieję, że wszystko ułoży się pomyślnie. Zdaję sobie sprawę, że tworzenie takiego materiału bardziej jest rejestracją fonograficzną naszej twórczości niż potrzebą rynku. Na jednym z koncertów Janusz Strobel powiedział, że teraz można by nagrać właściwie jedną płytę i to całkowicie „dzięki” Internetowi zaspokaja potrzeby rynku. Jeszcze kilka lat temu posiadanie płyty miało znaczenie, tak jak posiadanie książki. To było ważne, na płytę się czekało. Jeśli oprócz płyty udało się zdobyć autograf artysty, to już było wydarzenie. Teraz wszystko krąży w wirtualnej przestrzeni. Jest łatwe do zdobycia. Nie nadaje się temu takiej emocjonalnej wartości jak dawniej. Mimo wszystko wierzę, że powstająca płyta wzbudzi w ludziach chęć posiadania jej. Umacnia mnie w tym przekonaniu jedna z piosenek do tekstu Jonasza Kofty – „Trzeba marzyć”. Życzę Pani w takim razie spełnienia marzeń. Ja również sobie tego życzę. Dziękuję za rozmowę.


WASZE TEKSTY

niebywalesuwalki.pl

fot. Archiwum prywatne członków Przedświtu Jaćwieży

Przedświt Jaćwieży

N

ajpierw osoba odpowiedzialna za logistykę wybiera miejsce, oczywiście w leśnej głuszy, daleko od dzisiejszej cywilizacji. Dzisiejsi Jaćwingowie kompletują później potrzebny ekwipunek, bez żadnych współczesnych przedmiotów. Wędrując przez vildnis1, wybierają w końcu miejsce nadające się na nocleg, gdzie budują schronienie. Powiedzieć trzeba, że wyruszają na wyprawy o każdej porze roku – ostatnia miała miejsce na początku grudnia. Tak więc nocleg w ekstremalnych warunkach, krzesanie ognia czy sporządzanie potraw na bazie rzecznej wody to tzw. „standard”. Dlatego wyprawy stanowią połączenie żywej lekcji historii, którą można odczuć na własnej skórze oraz „survivalu”. Grupa musi być przygotowana na wszystko, a zaśnieżony dziki las bardziej przypomina wroga niż przyjaciela. Mimo tego członkowie „Przedświtu Jaćwieży”, bo o nich mowa, właśnie wtedy czują prawdziwą wolność. Jak sami mówią – podczas tych „wycieczek” doświadczają w jak ciężkich wa-

runkach żyli średniowieczni i wcześniejsi mieszkańcy dzisiejszej Suwalszczyzny, potrafią odtworzyć tę prawie mistyczną więź, która łączyła niegdyś człowieka z dziką puszczą czy szerzej przyrodą. A to nie jest łatwe w dzisiejszych czasach. Tysiąc lat rozwoju cywilizacji – najpierw cegła, potem żelazo i beton zakłóciły relację człowieka z otaczającą go naturą. Powstały fizyczne i psychologiczne bariery, cywilizacyjne przyzwyczajenia. Lecz kilka dni obcowania z dziką przyrodę potrafi to zmienić. – Mimo częstego posiłkowania się wiedzą książkową, nieporównywalnie więcej nasz obecny stan tożsamości zawdzięczamy właśnie tym setkom godzin spędzonym pośród drzew, przy blasku ognia, podczas zimowych wypraw przy trzydziestostopniowych mrozach, jak i letnich wypadów w skwarne dni. Do dzisiaj kilka godzin spędzonych z przyjacielem przy blasku ogniska w leśnym zaciszu znaczy dla mnie po stokroć więcej niż nawet największej wagi debata prowadzona z możnymi głowami spętanymi

jarzmem krawatów – uważa Albynus. Ważny jest też element poznawczy. Jak mówi Dagis: – Gdy ubrany jak Jaćwing staram się odtworzyć codzienne życie i przemierzam las po pagórkowatym ternie, albo tonę w śniegu, na własnej skórze doświadczam jak ciężko się kiedyś żyło. Uważam, że mieszkanie na naszym terenie kształtowało charakter i miało bardzo duży wpływ na sposób życia. Drogi do „Przedświtu” były różne. Pierwsze kontakty i fascynacja Jaćwieżą, jej dziejami, przyszły z wielu stron. Czasem korespondowało to ze światopoglądem niektórych członków „Przedświtu”, u innych przyszło wraz z budzącą się świadomością i patriotyzmem lokalnym. Wszyscy jednak wyczuwali magię i piękno naszej krainy. Szukali odpoczynku od stresu, jak sami twierdzą – piękno ziemi suwalskiej pobudzało zmysły i roztaczało przed nami obraz chwalebnej przeszłości tych stron. Ziemia przemawiała do nas, odsłaniając swoją historię. Jako inspirację wskazują również styczeń/luty 2012

13


WASZE TEKSTY

niebywalesuwalki.pl

Muzeum Okręgowe w Suwałkach i jego zabytki jaćwieskie. – Zaczęło się około 17 lat temu. Historią naszego regionu zainteresowałem się w szkole średniej. Kolega pożyczył mi książkę „Życie codzienne Prusów i Jaćwięgów w wiekach średnich - IX-XIII w”. Stwierdziłem, że nasz region ma unikatową mitologię, wspaniałych bohaterów i barwną historię – wspomina Dagis. Z czasem członkowie grupy poszerzali swoją wiedzę, ich więź z naszą piękną, pagórkowatą krainą rosła. Wtedy pojawiły się pierwsze próby rekonstrukcji przedmiotów, strojów, których mogli używać pradawni Bałtowie. Ich rozwój jako grupy niestety został przerwany przez to, co zazwyczaj nie pozwala poświęcić się pasji, czyli przez prozę dorosłego życia. Nie oznacza to, że fascynacja wypaliła się w ich sercach. Po kilkunastu latach znów wkroczyli na ścieżkę praojców. Zarazili swą pasją wybranki serc, poszerzyli też swoje grono o nowych członków – braci, m.in. członków bractwa „Pera Sudinoi”. W dziejach grupy zaczął się nowy okres. Aktualnie zajmują się odtwarzaniem strojów i wyposażenia Jaćwingów, sztuką wojenną, rzemiosłem, wytwarzaniem ozdób. WarREKLAMA

14

styczeń/luty 2012

to zaznaczyć, że to wszystko wykonywane jest z oryginalnych materiałów i sposobami, których używali mieszkańcy tych ziem we wczesnym średniowieczu. Fascynuje ich też badanie dziejów Sudowii, zbieranie wiedzy, wymiana myśli i opinii. Przede wszystkim liczą się jednak wyprawy, podczas których współcześni Jaćwingowie sprawdzają nabyte wiadomości, wyprodukowane sprzęty. To decyduje o ich wyjątkowości, bo istniały i istnieją inne inicjatywy, ruchy „jaćwieskie”, m. in. odtwarzające techniki walki. Wydaje się, że jednak „Przedświt” wzniósł archeologię eksperymentalną Jaćwieży na bardzo wysoki poziom. Poziom niedostępny na pewno dla osób rozpoczynających przygodę z rekonstrukcją historyczną. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wejść na forum grupy i zagłębić się w pierwszą z brzegu dyskusję, np. dotyczącą autentyczności przedstawień jaćwieskich. – Robiliśmy to w zasadzie dla samych siebie i wszystko pozostawało w tzw. podziemiu. Sytuacja zmieniła się wraz z założeniem klubu, który ma na celu rozszerzanie działalności i rekrutowanie nowych członków. Aby klub był atrakcyjny dla różnych ludzi oraz prężnie działał, został podzielony

na współdziałające, aczkolwiek niezależne człony: Wyprawy, Zbrojnych i Rzemieślników – mówi Albynus. Jak widać grupa ewoluuje. Pozostaje wierzyć, że dzięki takim ludziom pamięć o przodkach nie zginie, duch wodzów tej krainy i jej wajdyli2 będzie inspirował następne pokolenia. Dawid Łukaszewicz

Więcej na stronie: www.pirzdaustra.pun.pl Jaćwingowie ( Jaćwięgi, Jadżwingowie) – wymarły lud z grupy Bałtów, zamieszkujący do późnego średniowiecza ziemie między jeziorami Mamry i Śniardwy, a rzekami Biebrzą, Niemenem i Szeszupą. Od przełomu X i XI wieku byli poddani ekspansji polskiej i ruskiej. Po okresie względnego spokoju w XIII wieku stali się przedmiotem rywalizacji krzyżacko-polsko-ruskiej, która doprowadziła do zniszczenia ich rozwijających się proto- państwowych struktur w 1283 roku. Najbardziej znane miejsca związane z nimi to Góra Zamkowa koło Szurpił, gdzie znajdowało się duże grodzisko oraz cmentarzysko szwajcarskie, będące miejscem pochówku lokalnego możnego, przodka Jaćwingów. 1 Vildnis z języka litewskiego: dzika, niezamieszkana puszcza 2 Wajdyl– jaćwieski kapłan


RECENZJE Egzotyczna podróż z suwalskim teatrem

W baśni zawsze jest dobro i zło. Są też trzy życzenia, cztery pory roku albo siedmiu braci. Z baśni zawsze wypływa mądrość, a zło zazwyczaj zostaje ukarane. „Podróż nocna do najbardziej szlachetnego miejsca” to też baśń, ale taka, która nie do końca przestrzega tych reguł. Spektakl, zrealizowany przez kilkoro artystów związanych ze Stowarzyszeniem „Nie Po Drodze”, powstał na podstawie kilku baśni tatarskich. Przekazywali je sobie z pokolenia na pokolenie Nogajowie – potomkowie Ordy Nogajskiej, zamieszkujący obecnie Kaukaz Północny. Dla widza, przyzwyczajonego do Andersena czy Grimmów, „Podróż...” wydaje się opowieścią niedokończoną, pourywaną, zagadkową. W dusznej, teatralnej sali można poczuć się jak w środku pięknego, ulotnego, ale i niepokojącego snu. Betrybek, główny bohater spektaklu, wędruje po światach, za którymi tęsknią i po których błąkają się jego dusza, cień i oddech. W zasadzie nie wiadomo, jaki jest cel tej podróży, gdzie jest jej początek i koniec. Klimat egzotycznej, tajemniczej opowieści tworzą też niezwykłe lalki. Spektakl zrealizowany został w technice teatru cieni, a ruchome, kolorowe postaci, animowane przez trójkę aktorów, wyglądem wyraźnie nawiązują do estetyki orientalnej. Spektakl „Podróż nocna do najbardziej szlachetnego miejsca powstał jako produkcja 6. Suwalskich Teatr-Akcji 2011 – na południe. Jego premiera odbyła się 6 sierpnia w siedzibie Teatr-Akcji przy ul. Sejneńskiej 18. Dotychczas widowisko pokazywane było w Teatrze Academia w Warszawie. Najbliższy spektakl: 11 marca, Pałac Pod Blachą na Zamku Królewskim w Warszawie (dokładną godzinę będzie można znaleźć na stronie www.niepodrodze.org). Marta Grzymkowska

Czereśnie nie tylko na zimę „Niesamowite opowiadania Pana Czereśnie” to debiut literacki Karoliny Ciejki. Książką tą autorka pragnie udowodnić, że kraina magii istnieje wokół nas. Nie wszyscy jednak mają do niej dostęp, dlatego potrzebny jest wysłannik specjalny, łączący dwa światy. Na poszukiwanie tajemnic wyrusza więc bajkopisarz Pan Czereśnie. W książce aż roi się od bajkowych postaci, od magicznych przedmiotów. Na kolejnych kartach „Niesamowitych opowiadań Pana Czereśnie” czytelnik spotyka gadający czajnik, smoka Dionizego, w którego menu obowiązkowym napojem jest whiskey. Opowia-

niebywalesuwalki.pl dania polecałabym nieco starszym „tropicielom magii”. Jest tam wątek sensacyjny – porwanie, jest i zdrada oraz zakazana miłość, próba przejęcia władzy w STOWARZYSZENIU, portale do podróży w czasie, duchy, bezimienni bogowie, klątwa i... magiczna kraina szachów. Ostatni rozdział książki to historia o miłości, lojalności, rodzinie i poświęceniu. W tej opowieści pojawia się dziewczyna, która trafia do magicznej krainy od lat pogrążonej w wojnie między białymi i czarnymi figurami szachowymi. Sophie-Zofia, wcielająca się w rolę białego pionka, musi dostać się na drugą stronę szachownicy – pola bitwy i zostać białą królową. Czy nie czytaliście już podobnej historii? Nawet jeśli, „Niesamowite opowiadania Pana Czereśnie” to świetna odskocznia od codzienności. Historie bajkopisarza zajmują i uniemożliwiają „kodowanie” marzeń. Dzięki wyobraźni autorki w książce powstał zupełnie nowy, fascynujący świat. iva

Blood Dries First „Turbulent mindscapes”

Nie wiem, od czego zacząć, ponieważ zwyczajnie mnie zatkało po przesłuchaniu ich płyty. Zatkało w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo ten materiał po prostu wysadził mnie z fotela i jak tak dalej pójdzie, to następna ich produkcja ma spore szanse zrobić niezłe zamieszanie. BDF to nie jest kolejny „metalowy” zespół, a ich muzykę trudno jest określić jednoznacznie jako jakiś konkretny rodzaj metalu, core’a, czy czegoś tam innego. Mógłbym to bardziej opisać jako równanie matematyczno-fizyczne, czyli niezłą dawkę przemyślanej, ambitnej, ciężkiej, zmiennej, zaskakującej, wciągającej, po prostu niebywałej muzyki. Mamy tu niesamowite brzemienia wyciśnięte z 8-strunowych gitar i 6-strunowego basu, świetne wokale czy rewelacyjnie podbijającą perkusję, co wszystko razem daje piorunujący (tak, to odpowiednie słowo) efekt. Polecam szczególnie fanom takich brzmień jak Dilinger Escape Plan, Nyia, Neaera czy Norma Jean. Nad całością produkcji czuwał suwalczanin – Jarek Gałkiewicz, będący jednocześnie gitarzystą BDF. Dobra robota i świetny zespół. Znajdziecie ich na „fejsie” oczywiście. mc

Co nowego w Cinema Lumiere? Rozpoczął się już wyścig po najważniejszą nagrodę w przemyśle filmowym, Oscary. Niejednemu producentowi, reżyserowi czy aktorowi śni się pewnie, że wchodzi na słynną scenę Kodak Theatre w Hollywood

po ową statuetkę. Niejeden pisze już pewnie listę podziękowań, tak na wszelki wypadek. Czy takową mowę wygłosi Agnieszka Holland - okaże się 26 lutego, ale sam fakt, że jest na to szansa wydaje się wręcz nierealny. Pozostaje nam jedynie trzymać za film „W ciemności” kciuki. W suwalskim kinie „Cinema Lumiere” ten film był wyświetlany kilka tygodni, wiec wierzę, że większość go widziała. Na co jeszcze warto się wybrać w najbliższych tygodniach? Choćby na „Dziewczynę z tatuażem”. Ja to zrobię bardziej z ciekawości i dla porównania z wersją szwedzką, którą osobiście uważam za bardzo udaną. W tym przypadku za ekranizację powieści wziął się David Fincher i to niewątpliwie przemawia na korzyść tej wersji. Reżyser takich filmów jak m.in. „Siedem”, czy „Podziemny krąg” każdy film naznacza niezapomnianym klimatem. Nie inaczej jest w przypadku filmu „Dziewczyna z tatuażem”. Także w lutym będzie można zobaczyć znakomite i głośne polskie filmy, jak m.in. „Róża” z Marcinem Dorocińskim i Agatą Kuleszą. Opowiada historię pewnego dramatycznego związku. On, mężczyzna po przejściach, były żołnierz AK, któremu wojna zabrała wszystko i ona, wdowa po niemieckim żołnierzu, którego śmierci był świadkiem. Nie będzie to z pewnością film lekki, łatwy i przyjemny ale taki, który na długo zagości w naszej pamięci. Będzie go można oglądać od 3 lutego. Innym ciekawym filmem będzie dramat „Ki” z Romą Gąsiorowską. Będzie to tylko jednorazowy seans w cyklu Babskie Wieczory, dlatego warto już teraz zaplanować sobie wieczór 8 lutego. A kto to jest Ki? To młoda kobieta, matka 2-latka. Żyje chwilą, nie bawi się w konwenanse, to taki trochę symbol naszych czasów. Z kolei 10 lutego na ekrany suwalskiego kina wchodzi „Żelazna dama”, film biograficzny, z absolutnie zachwycająca Meryl Streep w tytułowej roli. Wcieliła się w postać osławionej premier Wielkiej Brytanii - Margaret Thatcher. Jak wyglądała jej droga do najważniejszego urzędu w UK – trzeba ją prześledzić na ekranie. O ciekawych filmach, które wyświetla Cinema Lumiere w Suwałkach, mogłabym pisać godzinami, wspomnę tylko że duży ekran powraca odświeżona „Piękna i Bestia” w 3D, a 17 lutego na ekrany wchodzi dramat Małgorzaty Szumowskiej „Sponsoring”. Do zobaczenia w kinie! izkos

Na czytelników „Niebywałych Suwałk” czeka niespodzianka. W filmowym konkursie można wygrać 3 podwójne wejściówki na wybrany seans. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie, który film otrzymał najwięcej nagród Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych i odpowiedź wysłać mailem na adres: niebywalesuwalki@gmail.com Wygrywają te osoby, które prawidłowej odpowiedzi udzielą najszybciej.

styczeń/luty 2012

15


BAJKA

niebywalesuwalki.pl

Bajka o Niestraszku N

ajgorzej było wieczorem i w nocy, gdy strachy wyłaziły zewsząd. Kwiaty doniczkowe stawały się czaszkami. Zabawka pozostawiona na dywanie przeistaczała się w bazyliszka lub diabła z rogami. Wszędzie pojawiały się potwory i przerażające gnomy. Kuba starał się zasnąć jak najszybciej. Próbował nie otwierać oczu, chował się pod kołdrą, ledwie oddychał, bo strachy go osaczały i dręczyły. Jednak im bardziej się bał, tym więcej strachów było dookoła niego. Nic nie pomagało, chociaż starał się rozmawiać przed snem z mamą. Mama mu czytała na dobranoc pogodne bajki, z dobrym zakończeniem. Zdawało mu się, że strachy tylko czyhały, żeby został sam i wtedy zaczynały go atakować. Nie mógł nawet wołać, miał gardło ściśnięte strachem, gdy potwory siadały na łóżku, próbowały sięgnąć swymi oślizgłymi łapami ręki, twarzy, czoła, włosów. Wtedy krzyczał z całych sił, a mama wbiegała przerażona do pokoju. Tuliła go i uspokajała. Czasem zasypiała obok, trzymając go za rękę. Kuba wiedział doskonale, że psuje mamie wieczór. Nie mógł jednak przestać się bać. Aż pewnego wieczora Kuba, który jak zwykle leżał w łóżku w trakcie, gdy mama czytała mu bajkę, zobaczył krasnoludka. Skrzat siedział tuż obok niego. Był taki śmieszny, miał przekrzywioną czerwoną czapeczkę. Krasnal machał do Kuby – pokazywał, żeby chłopiec był cicho. Przybysz nie chciał, by zauważyła go mama. Kuba powiedział wtedy: – Dziękuję Ci, mamo. Już będę spał, możesz iść – mama pocałowała go w czoło i wyszła z pokoju, na wszelki wypadek nie domykając drzwi. – Mamo, możesz zamknąć drzwi? – zapytał Kuba. Mama – choć zdziwiona – tak uczyniła. Nareszcie Kuba mógł porozmawiać z krasnoludkiem.

– Jestem Niestraszek – przedstawił się krasnal. – A ja mam na imię Kuba. – Wiem, wiem – machnął ręką Niestraszek. – I wiem, jak mocno boisz się strachów nocnych, słyszę te twoje wrzaski. Zawsze tak krzyczysz, że muszę uszy zatykać. W ogóle nie słyszę swoich myśli. Oczy zaciskasz tak mocno, że mnie nie widzisz, gdy siedzę obok i próbuję Ci jakoś pomóc – Niestraszek pokiwał głową zafrasowany. – To Ty jesteś zawsze ze mną? – ze zdumieniem spytał Kuba – No pewnie, każde dziecko ma swojego opiekuna, tylko Ty jesteś tak skupiony na tym, że się boisz, że niczego więcej nie widzisz i przez ten twój krzyk mój głos nie może się przebić. Gdybyś tak się nie bał, to moglibyśmy co jakiś czas odwiedzać zaczarowane miejsca, piękne i radosne. – A co mam zrobić, żeby się nie bać? – zapytał rezolutnie Kuba.

– Po prostu się nie bać. Zamykasz oczy i oddychasz spokojnie, by już po chwili przenieść sięw do zaczarowanej krainy, pełnej śmiechu i słońca. Nawet nie wiesz, co tracisz – z powagą pokiwał głową Niestraszek. – To ja tak zrobię, zamknę oczy – powiedział Kuba. Niestraszek pomachał nad nim zaczarowaną różdżką i już po chwili Kuba smacznie spał. Gdy mama zajrzała do pokoju, chłopiec uśmiechał się przez sen. Od tej pory Kuba szybko zasypiał, nie krzyczał w nocy, wstawał uśmiechnięty i zadowolony. Czas koszmarów odszedł bezpowrotnie. A to wszystko dzięki Niestraszkowi. Pamiętajcie dzieci, zawsze obok siebie macie takiego Niestraszka. Nie bójcie się, Niestraszek potrafi wszystkie strachy przegonić, tylko wy – dzieci musicie tego chcieć. tekst: Anna Tylenda rysunki: Bartosz Żyliński

REKLAMA

Niebywale Smaczny Stok

Organizatorzy:

zawody w jedzeniu sękacza na czas Wyciąg narciarski Dąbrówka, 11 lutego 2012 (sobota), godzina 13.00

Nagrody: • romantyczna kolacja Walentynkowa dla 2 osób w Restauracji Einstein • okulary Solsken • karnety zjazdowe W programie: konkurs, ognisko, poczęstunek (kiszka, kartacze, kawa)

16

styczeń/luty 2012

8 Suwalska Drużyna Harcerek „Sagitta”

Niebywałe Suwałki nr 1-2/2012  

Niebywałe Suwałki to czasopismo o tematyce kulturalno-społecznej.

Advertisement