Page 85

Sto trójka przyjeżdża o czasie. Jędrek spogląda na zegarek, na zmiętą kartkę, chowa ją do kieszeni dżinsów i wsiada. Podróż spędza na ostatnim siedzeniu, próbując dostrzec cokolwiek przez usmarowaną czymś szybę. Światła samochodów są mętne, jakby widziane przez brudną wodę. Jędrek bada podłużny kształt w swojej kieszeni. Z każdym kolejnym przystankiem w autobusie gęstnieje zapach bydgoskiego poranka: kawy, papierosów, ledwo przetrawionej wódy, kiełbachy i topionego sera zjedzonego z wczorajszym chlebem. Dezodorant Rexona i woda kolońska Old Spice przegryzają się z wonią swetrów przesiąkniętych dymem i przedwczorajszych podkoszulków. Jędrek poprawia kaptur. Wokół niego gęstnieje tłum, a ludzie rozpadają się na części. Widzi tylko fragmenty: kawałki nieznanej sobie układanki. Włochate dłonie zamknięte na poręczach, sfatygowaną szyję i podkrążone oczy zerkające spod wełnianej czapki. Przed Jędrkiem siedzi kobieta z kilkuletnią dziewczynką. Mała tłucze w cymbałki. Nawet nie próbuje odtworzyć jakiejś melodii, po prostu uderza bezładnie, jakby chciała rozwalić instrument. Jędrek obserwuje, jak pasażerom zaciskają się usta, a spojrzenia wędrują w górę. Opiera głowę o brudną szybę i zamyka oczy. Rękę wciąż trzyma w kieszeni. Dziewczynka przestaje tłuc. Słychać pomruk zadowolenia, a mama dziewczynki prosi, żeby zagrała jeszcze coś ładnego. 8. Przed wyjściem całuję mamę i mówię, że ją kocham. W odpowiedzi uśmiecha się smutno, wstaje i poprawia mój strój. Zapina kurtkę na wszystkie guziki, naciąga mi czapkę na uszy i prosi, żebym wyprostował sobie nogawkę. Przygląda mi się jeszcze i mówi, że wyrośnie ze mnie przystojny facet. Podobno tatko w swoim czasie również dawał radę, choć teraz trudno w to uwierzyć. Jędrek wysiada pod dworcem głównym. Taksówkarze opierają się o dachy swoich opli, polonezów i audic, palą papierosy. Jędrek mija ich i skręca w Zygmunta Augusta. Jest tylko jednym z drabów kręcących się tu o tej porze. Draby stoją w niewielkich grupach, rozpijają energizery i trzymają bojowe psy na krótkich smyczach. Niektórzy spoglądają za Jędrkiem, ale większość nie zwraca na niego uwagi. Między parkiem a terenem kolejowym biegnie nierówna, kręta ścieżka. Jest tak wąska, że Jędrek, szeroki w barach, musi obrócić się bokiem za każdym razem, gdy się z kimś mija. Twarz zwraca zawsze do torów. Na drzewach pojawiły się pierwsze pączki – z zielonej bulwy wystaje żółtawy czubek. Chude źdźbła traw penetrują mokrą ziemię, a poniżej, w plątaninie alejek, krążą uczniowie z workami na buty i nieogoleni mężczyźni zbierający okruchy wczorajszego dnia.

Inna dusza lukasz orbitowski