Page 48

mi, on dostaje kasę od starych, robi na myjni, coś tam jeszcze dłubie, ciekawe swoją drogą co. Obrotny gość. Na co wydaje te wszystkie pieniądze? Na siostrzyczkę! A ona fajna jest – dorzuca pospiesznie i opiera się o ścianę. Dla hecy mówię, że jakby nie byli kuzynami, to kto wie, Jędrek miałby teraz pannę i nie bujał się z chłopakami. Jędrek macha ręką. – Przejdźmy się lepiej do tej Malwiny. Bierze dosłownie parę złotych. Niektórzy gadają, że wytrzepie ci za snickersa. Zastanawiam się, co odpowiedzieć. Nie umiem sobie tego wyobrazić: siebie maszerującego przez Fordon, z batonikiem w kieszeni, do jakiegoś nieznanego mieszkania. Boję się spojrzenia tej Malwiny i jej ciała też się boję. Pułapek tam poukrywanych. Odpowiadam, że zmarnowaliśmy ten wieczór. Mogliśmy kupić parę puszek hammera albo kujawiaka, to czas mijałby szybciej. Ale Jędrkowi ani to w głowie. – A jak się spierdoli, co zrobisz? Po pijaku dasz chodu? E, to nie dla mnie. Ja chyba nigdy się nie napiję. Swoje widziałem w Fordonie. Mówi to z naciąganym znawstwem. Mógłbym podzielić się z nim swoim doświadczeniem. Za płotem terkocze silnik. Mały fiat kolibie się po wybojach. Światło z jedynego reflektora na przedzie rozsupłuje się i niknie w ciemności. Na wysokości domu samochód zwalnia. Jędrek, nie odklejając nosa od szyby, zanurza dłoń w plecaku. Maluch przyspiesza i Jędrek odkłada plecak na parapet. – Chodźmy lepiej do Malwiny. W sumie ciekawi mnie, jak to jest. I pomyśl se, jak potem przygruchasz sobie jakąś laskę, będziesz wiedział, co i jak, żadnej wtopy. Dziwi mnie, dlaczego taki super facet jak Jędrek musi dawać snickersy jakiejś Malwinie. Tacy mają dziewczyn na pęczki, wystarczy, że pójdą do Savoya na dyskotekę. Tego nie powiem, zdradzam jednak swój sekret. Bardzo chciałbym uskładać na rower, potem komputer by się przydał i nie mogę tak po prostu szastać snickersami na prawo i lewo. Jędrek wydaje się to rozumieć i w milczeniu siada na monitorze. Ale duch Malwiny zostaje z nami. Snuje się na parterze, a jej bose stopy nie dotykają ziemi. Mokre ubranie przylega do białego ciała. Widmo rozchyla usta, rozkłada się na kanapie i rozchyla nogi w dżinsach. Powietrze robi się mokre i parne jak w słoneczny dzień. 14. Duch Malwiny rozwiewa się dobrze przed dziesiątą, pozostawiając inny rodzaj upiora, nudę. Nawet Jędrek nie usiedział na monitorze – klapnął po turecku i przegląda szmelc z podłogi, zbiera te dyskietki, segregatory, połamane długopisy i zwala na stosik pod ścianą. Darek dobrze zrobił z

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement