Page 37

Zdaniem Darka robotę na parkingu Pod Blankami mam murowaną, jeśli czegoś nie zawalę. Czarna Owca przyjmuje wszystkich, ale warto zarobić u niej trochę punktów, przynosząc własne narzędzia pracy. Wybieramy stację benzynową koło ATR-u. Między dystrybutorami stoi stary polonez, a dalej blaszana budka z zakratowanymi oknami. Sprzedają tam olej, śmieszne naklejki na tylną szybę i kasety wideo z pornolami. Nocą pół Bydgoszczy przychodzi tutaj po piwo i papierosy, pieniądze podaje się przez okienko. Teraz jednak można wejść do środka. Wywiązuje się kłótnia o podział ról: proszę Darka, żeby wziął to na siebie, oddam mu dniówkę, lecz on nie chce nawet o tym słyszeć. Zaczyna żałować, że mnie wprowadził, więc macham ręką. Obiecuję sobie: to pierwszy i ostatni raz. Rozdzielamy się po drugiej stronie ulicy. Maszeruję Bernardyńską z duszą na ramieniu. Darek przecina ulicę i znika za drzwiami stacji benzynowej. Ledwo go widzę. Wiem, że spaceruje między półkami, dotyka cukierków, żelków, zerka na kasety wideo, udając niezdarnego złodzieja. Zbliża się do kasy, trącając towar koniuszkami palców. Przecinam Bernardyńską. Kierowca poloneza, ubrany w dżins chłopak z wąsem i płetwą, z niepokojem gapi się na litry śmigające na liczniku. Spokojnie biorę wiadro, płyn do szyb i myjkę. Maszeruję, jakbym kierował się do własnej wypasionej fury, i puszczam się biegiem już za dystrybutorami. Woda ochlapuje mi nogawki, mało nie upadnę, upuszczam butelkę z płynem, zawracam, ciskając przerażonym wzrokiem w stronę stacji. Gość od poloneza stoi tak, jak stał. Drzwi zamknięte i ciche, no to lecę dalej, Chrystus z krzyża przy kościele Świętego Andrzeja Boboli spogląda na mnie bezlitosnym wzrokiem. Zwalniam dopiero na Długiej. Bydgoszcz już wie o moim ojcu, o maglu, o kotach w Myślu, wie, że w zeszłym roku podpaliłem śmietnik i czasem trzepię sobie nocą, z kołdrą w zębach, żeby rodzice nie usłyszeli, jak dyszę. Nadciąga Darek. Kupił paczkę mamby, podsuwa pod nos. Cieszy się, że gładko poszło. Mam wiadro i myjkę, Darek ma myjkę, Darek ma mambę, mam i ja. Nim dojdziemy Pod Blanki, poznaję zasady gry. Pracujemy w rytmie zmianowym, z trzech chłopaków myje, reszta wypatruje strażaków miejskich albo policji. Najczęściej nie sprawiają kłopotów, chyba że im się cholernie nudzi. Wtedy dzwonią po rodziców albo nawet ciągną na Policyjną Izbę Dziecka. Najczęściej nudzi im się właśnie w listopadzie. Koledzy są w porządku, najlepiej jednak nie mówić za wiele o sobie. Nie zatrzymam wszystkich pieniędzy – trzydzieści procent idzie do Czarnej Owcy, której lepiej nie pyskować. Pod Blankami widzę długi parking przylegający do zdewastowanych kamieniczek. Czarna Owca ma jakieś dwadzieścia lat, w każdym razie jest cholernie stara. Nosi martensy do leginsów, wojskową kurtkę i koszulę w czarno-fioletową kratę. W uszach mnóstwo kolczyków, rzadkie, farbowane na rudo włosy spięła z tyłu, bez przerwy pali i pluje. Darek ciągnie mnie do

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement