Page 259

Zejście 2014

1. czuję lekki zawrót głowy. Wrażenie mija wraz z przekroczeniem progu i powraca, kiedy przyklękam, żeby zzuć buty. Zdejmuję granatowy garnitur od Kenzo i wieszam w rozsuwanej szafie. Błękitna koszula ląduje w koszu na brudy. Nim wskoczę pod prysznic, poświęcam chwilę uwagi własnemu odbiciu. Mam miękkie ciało z wyraźnie zarysowanym brzuszkiem i kępkami czarnych włosków porozrzucanych bez większego sensu wokół obwisłych sutków. Ale nogi i przedramiona są ciągle w porządku. Powinienem zapisać się do klubu albo, jeszcze lepiej, zacząć biegać, jak wszyscy teraz. Od jutra, od kiedyś. Spłukuję z siebie dzień, nazbyt długi i krótki jednocześnie. Przez szum wody przebija się dźwięk, chyba telefonu. Nie mam pewności i nie chcę jej mieć. Wskakuję w bawełniane spodnie i bluzę polarową. Nalewam wodę do garnka i wrzucam ryż. Siadam na chwilę przy komputerze. Mój gabinet to dość duże pomieszczenie z balkonem i półkami robionymi na wymiar, gdzie planowałem postawić książki. Na razie leżą tam faktury, trochę gazet, ale i rzeczy, które lubię. Nóż przywieziony z Turcji parę lat temu, figurka z kości słoniowej i kolorowy kubek ofiarowany przez kolegów z pracy na jakąś tam okazję. Jeżdżę kursorem po monitorze. Oglądam trochę zabawnych obrazków. Klipy na YouTubie wyłączam po minucie. Sprawdzam parę profili, przeglądam nowe filmy do ściągnięcia, wybieram te, które chciałbym kiedyś zobaczyć, i kolejkuję do przepełnionych katalogów. Za mną znajduje się sypialnia z wielkim łóżkiem. Lustro wprawione w sufit zna tylko moje odbicie. Kuchnię od salonu oddziela jedynie wyspa z czarnym, błyszczącym blatem. Nalewam sobie szklankę soku. Przedwczoraj był kurczak w warzywach, wczoraj makaron z tuńczykiem i brokułami, więc dziś czas na łososia. Rozgrzewam naoliwioną patelnię, rzucam dwa tłuste dzwonka, sypię sól, a gdy sięgam po pieprz, telefon rozbrzmiewa ponownie. Mam tłuste ręce. Czy on musi zawsze dzwonić w takiej chwili? Odkładam pieprz, wycieram dłonie w ścierkę, odbieram. Ze ściśniętym gardłem pyta, czy ze mną wszystko w porządku, i nim zdążę odpowiedzieć, mówi, że nie radzi sobie i natychmiast muszę przyjść. Słucham tego, gryząc wargi, nawet nie mam jak mu przerwać. W końcu się wcinam. Niech da mi pięć minut, to przyjdę z tym łososiem zasranym. Ale nie, teraz, natychmiast, bo on nie WYSIADAJĄC Z WINDY,

Inna dusza lukasz orbitowski