Page 252

kłamstwa. Prześladowanie otwiera jednak bramy do królestwa wiecznego. Tak twierdzi Ojciec Święty. Zapomina jednak o bramach więzienia o zaostrzonym rygorze. Po ołtarzu krąży ławica młodych księży, a na schody wstępuje procesja mężczyzn w czarnych garniturach. U papieskich stóp składają krzyże, obrazy, puszki, płaskorzeźby i pateny. Papież podnosi się i odprawia Eucharystię. Tatko umordował się rykiem i tylko cichutko łka. Zrobił się fioletowy od przeżyć religijnych. Płacze też pani Wanda z panią Teresą. Poupuszczały chorągiewki. Wokoło walają się papierki po kanapkach. Wesoły Fido, Lonsdale, Czarna Owca, Pit Bull i inni bydgoszczanie biją się w piersi, klęcząc. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. 7. Dni i noce zlewają się w wielki monolog. Tatko otwiera gębę zawsze, gdy tylko mnie widzi. Zasypiam ukołysany jego mądrą mową, wstaję w rytm treli o samotności, przegranym życiu, ale i niezwykłym uczuciu, które połączyło ojca i syna. Żleb, w którym dotąd sypiał, nieodwołalnie się rozstąpił: tatuś kima teraz na kołdrze, przykryty kocem. Narzeka, że mu zimno. Jakaś część mnie czuje wdzięczność za to, że zostawił mi tapczan. Nowy regał runął pod tatusiem, chwilowo grzebiąc moje spanie. Przeciągam połamany mebel pod ścianę i tam zostawiam. Lodówki już nie można otworzyć. Nad kupą garów w zlewie wirują tłuste muchy, a w ścianie widnieje spore wgłębienie – tatuś wywijał bowiem stołkiem. Pod oknem leży zerwany karnisz, więc słoneczko może zaglądać do nas od rana do wieczora. Wszędzie walają się kubki pełne niedopałków. Zastanawiam się, skąd tatuś bierze wódkę. Nie widziałem, aby wychodził z domu. Czasem prosi, żebym przyniósł papierosy. Domaga się jedzenia ze szkolnej stołówki. Radzę mu, żeby pofatygował się na Koronowską, do albertynów, lecz przypomina mi, że trzeba tam stać na zewnątrz, a on nie zniósłby takiego upokorzenia. Zaczyna mnie przepraszać za to, kim jest i co robi. Próbował inaczej, ale nie wyszło. Czegoś zabrakło, w nim albo w świecie. Chciałby kiedyś jeszcze usiąść ze mną w czystym mieszkaniu. Skleilibyśmy model. Tego wieczoru tatuś je ziemniaki polane śmietaną. Popija wprost z butelczyny. Przyglądam się temu z tapczanu. Nie umiem wyjść na zewnątrz. Nie umiem czytać. Nie umiem oglądać telewizji. Potrafię tylko słuchać i patrzeć przed siebie. Tatko mój wyraża głęboki żal, że nie jestem młodszy. Gdybym miał dziesięć lat, musiałby się dla mnie postarać. Wytrzeźwiałby. Moja młodość by go ocaliła. Tymczasem za moment wyfrunę z domu. Zacznę swoje życie. On nie będzie mi już do niczego potrzebny.

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement