Page 232

otwiera drzwi na oścież i opiera się o framugę na wyprostowanej dłoni, blokując wejście. Podłoga za nim lśni. – No, wyszła tak z godzinę temu. Patrzyłem przez okno. Szła z koleżanką, no, w stronę przystanku. Spieszyły się, gnało je coś chyba, tak myślę – mówi, a pani Miłka natychmiast chce wiedzieć, co to za koleżanka. Jędrek na to: – Tak dokładnie to się nie przypatrzyłem, pani rozumie, tylko rzuciłem okiem. Chyba jej wzrostu była, w każdym razie nie odróżniała się jakoś specjalnie od Dagi. A coś się stało? Może bym pomógł? Pani Miłka ma minę, jakby najbardziej na świecie chciała wziąć go w ramiona. Wspomina o dziwnym telefonie. Ktoś zadzwonił z prośbą o ratunek. Zaraz przerwało połączenie. Pani Miłka jest prawie pewna, że głos należał do Dagmary. Rzuciła wszystko i biegła do domu, choć może powinna pojechać do Pomorzanina, na poranny seans. Cała klasa tam poszła z okazji matur. Zasypuje Jędrka pytaniami. Prosi, by opisał tę koleżankę, przynajmniej przywołał jakiś szczegół. Jędrek drapie się po czubku głowy. – Może, proszę pani, u tego swojego chłopaka jest? – sugeruje. Pani Miłka odpowiada, że już tam dzwoniła. Dagmara nigdy jej nie okłamała. Nie wiedziałaby, jak ją okłamać. – Proszę pani, to ja mam pomysł: ja pani pomogę i poszukam jej w Fordonie. A pani pojedzie sprawdzić w tym Pomorzaninie. Na pewno się znajdzie, a ten telefon, proszę pani, to musiał jakiś głupi kawał być. Strasznie się wszystkim nudzi w tym całym Fordonie. Wzrok pani Miłki emanuje ciepłem. Jędrek to taki dobry chłopak, pani Miłka nie chce go kłopotać. Zna siebie, jest starą histeryczką. Dagmarze na pewno nie przydarzyło się nic niedobrego. Odgarnia kosmyk z czoła. W tym geście przypomina Dagmarę. 11. Im bliżej przystanku, tym gorzej z panią Miłką. Nie może wytrzymać na chodniku, zapuszcza się między bloki i nawołuje Dagmarę jak psa. Jędrek podąża za nią. Z bloków wyłaniają się młodzi w garniturach, nieraz odprowadzani przez przejęte matki i zafrasowanych ojców. Zbierają lekkie kopniaki na szczęście i szybkim krokiem idą na przystanek. Pani Miłka wygląda na gotową pytać każdego po kolei, czy nie widzieli jej córki. – Naprawdę, niech pani sprawdzi w tym całym kinie – mówi spokojnie Jędrek. – Na moje wszystko z nią w porządalu. Pani Miłka słucha go jednym uchem. Mówi, że nigdy wcześniej nie przydarzyło się jej nic podobnego. Ten telefon był taki jakiś inny, naprawdę przerażający. Co chciała z tym „mamo, ratuj?”. Co jej groziło? – Niepotrzebnie tak pani się męczy. Ja jej tutaj poszukam – zapewnia Jędrek.

Inna dusza lukasz orbitowski