Page 231

przy Dolinie Śmierci, zakurzone auta sunące Fordońską i hałdy piachu między domami, na smętną breję rzeki, na ludzkie kropki, ciemne pomimo słońca, na zatkaną Nowotoruńską, na siny placek dachu pierwszego hipermarketu, na spiżową płytę rynku i mrok Wyspy Młyńskiej, na brudny dach Savoya i na brud Jasnej. Kot, który spał na moim parapecie, przeniósł się na dach. Jędrek widzi go, lecz nie może zobaczyć mnie, jak siedzę skulony z twarzą w dłoniach. Widzi drabów kręcących się za siatką przed zakładem wulkanizacyjnym i mojego tatusia proszącego przechodniów o drobne. Wszystko ma barwę starej kliszy filmowej i jest równie rzeczywiste jak ona. Narysowane miasto, bajka o mieszkańcach, piosenka o kolorach niezapadających w pamięć. Tylko jedna barwa ożywia to niepotrzebne miasto, ten zamek bezsensu i cierpienia. Czerwień wysącza się z bloku na Gordona, rozlewa się na ulice, obmywa ludziom buty i koła samochodów, miesza z wodą Wisły i Brdy, sprawiając, że miasto, na tę jedną chwilę, pulsuje lśniącym życiem. 10. Jędrek przeciera folię papierem toaletowym i zabiera się do ciała. Bluza schodzi przez głowę. Rozpięte spodnie ściąga, unosząc nogi na wysokości swojej piersi. Skarpetki mają chyba tysiąc kolorów. Teraz top i bielizna. Wszystko to ładuje do czarnego worka na śmieci. Po chwili wahania wrzuca tam również nóż i walkmana. Przygląda się nagiemu ciału. Stoi spokojnie i wodzi wzrokiem po drobnych piersiach, bladym, płaskim brzuchu, bieli wewnętrznej strony ud, nieśmiałej kępce włosów między nimi. Klęka. Podnosi dziewczynę bardzo ostrożnie, jakby była ze szkła. Dagmara nie bardzo chce wejść do torby. Raz sterczy dłoń, raz stopa. Jędrek splata wykręcone ręce na plecach, podkurcza jej nogi i zapina zamek. Na próbę spaceruje z torbą po swoim pokoju. Odkłada ją tam, gdzie była. Ujmuje folię za rogi, unosząc w taki sposób, by jak najmniej krwi wyciekło na zewnątrz. Składa ją, roluje i pakuje do torby. Rusza się płynnie, jakby tańczył. Opróżnia wiadro i je płucze. Nalewa świeżej wody z ludwikiem. Długo trzyma mopa pod prysznicem. Szoruje podłogę w przedpokoju i odstawia wiadro na miejsce. Poprawia telefon. Na czworakach bada każdą klepkę w podłodze, osusza butelkę mineralnej i staje pod prysznicem. Gorąca woda zalewa mu twarz. Przebiera się w bawełniane spodnie dresowe i bluzę z kapturem. Siada w pokoju i patrzy przed siebie. Dochodzi ósma. Wstaje jak na rozkaz. Zakłada buty i już sięga po torbę, gdy ktoś uderza w drzwi wejściowe. Na progu stoi pani Miłka w zielonej sukience. Siatka z książkami gdzieś się zapodziała. Pani Miłka zapuszcza żurawia w głąb mieszkania i pyta Jędrka, czy przypadkiem nie widział Dagmary. Jędrek

Inna dusza lukasz orbitowski