Page 230

Dagmara leży na plecach, z dłońmi ułożonymi wzdłuż ciała. Ma zamknięte oczy i jest bardzo mała. Jędrek myje tłuczek w łazience i odkłada na miejsce. Przemywa twarz i ręce, po czym rozbiera się do podkoszulka. Przygląda się sobie i bluzie. Napełnia wiadro wodą z ludwikiem, chwyta za mop i wraca na wspólny korytarz. Krwi zostało niewiele. Druga para oczu ślizga się nad podłogą. Jędrek szoruje solidnie, miejsce w miejsce, podnosi nawet buty. Obmywa dokładnie nogi wieszaka i wykręca mop. Czarna woda spływa do wiadra. Jędrek ociera sobie czoło. Druga para oczu wiruje teraz wokół niego. Trąca nos, wwierca się w nastroszone włoski na przedramionach. Jędrek dyszy. Opiera się o mop, bierze głęboki oddech i wraca do mieszkania, gdzie zastaje Dagmarę zawieszoną na słuchawce telefonu. Stoi oparta o ścianę. Na włosach schnie jej rdza. Jedną dłoń przyciska do chudej piersi, drugą właśnie odrywa od tarczy telefonu. Na widok Jędrka jej oczy robią się wielkie. Zerka na czarny aparat, jakby to mogło w czymkolwiek pomóc. Robi słaby krok w tył. Jędrek rusza w jej kierunku. Sięga po nóż, a ostrze wyskakuje z cichym szczękiem. Sygnał oczekiwania w słuchawce przechodzi w trzask. Brzmi głos pani Miłki. Jakim cudem, suka jedna, tak szybko zameldowała się w tej swojej bibliotece? Chce wiedzieć, kto to dzwoni. Mamo, ratuj, szepcze Dagmara, a Jędrek przerywa połączenie. Żółta bluza zyskuje nowy kolor. Dagmara próbuje się osłaniać, a ostrze kaleczy jej palce. Przy każdym uderzeniu rozdziawia usta, jakby próbowała chwycić haust powietrza, tylko zapomniała, jak to się robi. Przecież to nie może się dziać, choć właśnie w tej chwili, gdy Jędrek otwiera jej ciało, w tej jednej chwili żyje naprawdę. Łączy dłonie jak do modlitwy, opada na kolana, chwyta Jędrka za podkoszulek i przyciska twarz do jego brzucha. Próbuje unieść głowę. Ciosy spadają teraz na jej plecy, między łopatki i żebra. Druga para oczu krąży od ściany do ściany, wkręca się we włosy, nurkuje i śmiga nad marszczeniami folii, w których zbiera się krew. Jędrek uwalnia się z uścisku, cofa się, a Dagmara pada jak ścięty pieniek. Jest tak lekka, że prawie nie słychać odgłosu upadku. Jędrek opiera głowę o ścianę. Patrzy na swój kark, na własne plecy. Czeka, aż oddech mu się uspokoi, i idzie umyć się do łazienki. Nalewa sobie szklankę wody, wypija duszkiem i unosi za włosy bezwładną Dagmarę. Wyjmuje mopa, podstawia wiadro i otwiera jej gardło jednym płynnym ruchem. Nogi dziewczyny biją o podłogę. Jędrek płucze nóż i osuwa się, oparty o drzwi. Krew dociera niemal do jego stóp, więc siada po turecku. Druga para oczu zatacza powolne kręgi, wzbija się i jest już nad Fordonem. Na dachach kręcą się gołębie i leżą butelki. W trawie tkwią klapy studzienek kanalizacyjnych, a w chaszczach obok bloków zalegają hałdy śmieci. Dach tysiąclatki zdobi mokry, przegniły plecak. Oczy unoszą się jeszcze i Jędrek spogląda na Bydgoszcz, na jasnobeżowe alejki podchodzące pod zagajnik

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement