Page 224

Kiedy znikają, przetrząsa kieszenie w próżnym poszukiwaniu portfela. Na chudym nadgarstku kołysze się zegarek z ruskiego ciemnego złota. Naj nanana naj ło ho! Na stołach leżą pirackie płyty DVD – Pulp Fiction, Titanic, Armageddon i Szeregowiec Ryan – w pudełkach jakby przeżutych przez zaślinione zwierzę. Są też kasety wideo, ale już niewiele. Pod białym namiotem trwa żywiołowa rozmowa na temat przerabiania konsol na piraty. Dzieciak kładzie PlayStation na składanym stole, ostrożnie, jak okręt w butelce, a chuda, blada dziewczyna tłumaczy mu, co i jak. Najpierw wkładamy specjalną płytkę, czekamy, aż się wgra, potem zmieniamy na kopię zapasową i można cisnąć do woli. Jędrek utknął w alejce, więc tego słucha. Zanurza się w głąb targowiska, tam gdzie odżywki dla kulturystów, buty i ubrania sportowe. Przygląda się adidasom i mówi: – Jakąś dużą torbę bym chciał. Sprzedawca pokazuje mu trzy. To tęgi chłop z wąsem, uciekinier z cygańskiego teledysku w swetrze, na który wylewa się złoto. Cały czas przebiera krótkimi paluszkami. Jędrek przygląda się torbom, sprawdza szwy i uchwyty. Potrząsa. W końcu wybiera największą, niebieską, o wzmocnionych naszyciach. – Jakaś folia by się nie znalazła? – Jędrek podaje mu stówkę i widać, że nie zamierza czekać na resztę. Sprzedawca robi zdziwioną minę, ale folia zaraz się znajduje. Odcina trochę z rulonu i wkłada do torby. Jędrek bierze, co jego, i przepycha się do wyjścia. Ludzie schodzą mu z drogi, garbią się, jakby bili pokłony, gównażeria syczy, ale jego nie obchodzi to nic a nic: stalowy człowiek przepoławia sobą świat. Rodzice jeszcze nie wrócili z pracy. Jędrek zdejmuje buty w korytarzu i leci do swojego pokoju. Folia ląduje za łóżkiem. Jędrek rozbiera się do majtek i koszulki. Wchodzi do torby. Podkula nogi i znika w niej cały. Próbuje zapiąć się od środka. Zaciąga zamek, tak że zostaje tylko miejsce na dłoń. Leży tak chwilę – przedmiot z człowiekiem w środku. Próbuje się wygramolić, co idzie mu trochę gorzej. Wygląda, jakby usiłował wydostać się z trzęsawiska. Przygląda się jeszcze torbie i chowa ją w szafie, na samym dnie. 5. Ojciec pyta, czy nie skoczyłbym mu po wódkę, i aż rozdziawia gębę, gdy słyszy, że się zgadzam. Wstaje z barłogu, podnosi dżinsy spod okna i przetrząsa kieszenie. Błoto wgryzło się w dół nogawek. Tatko wygrzebuje zmiętą dychę, do tego parę monet. Liczy na otwartej dłoni, podaje wyraźnie zmartwiony, że nie starczy na pół litra. Parę złotych więcej i wieczór byłby z

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement