Page 196

Kto śmie traktować cię źle jesień 1998

1. Swoim zwyczajem siedzi w kuchni i spogląda za okno. Ma na sobie podomkę w wypłowiałe kwiaty. Siwiejące włosy związała w nieforemny kok, a minę ma, jakby przypominała sobie po kolei wszystkie nieszczęśliwe dni. Złości mnie jej smutek, bo tyle mamy do zrobienia. Mamusia wyjmuje carmena z miękkiej paczki, a ja nożem do chleba oskrobuję z lodu drzwi lodówki. Topniejące drobinki zagarniam szmatą do wiadra. Mamusia zaciąga się kilkukrotnie, starannie wykrusza żar i odkłada papierosa na bok. Carmen ma teraz długość zatyczki do najtańszego długopisu. Drzwi od lodówki ciągle nie chcą się domknąć. Szoruję mocniej tym nożem. Wydłubuję lód z rowka w uszczelce. Pakuję tam palec. Udało się! Zaglądam jeszcze do zamrażarki, ale odpuszczam i zabieram się do ścierania plam z podłogi. Gdy wkładam dłonie pod lodówkę, na palcach osiada mi mokry kurz. Mamusia zdradza rosnące zainteresowanie drugą połową papierosa. Trzask, i wypalona zapałka ląduje obok mojej stopy. Mamusia ostatnio kładzie się coraz wcześniej. Jeszcze przed zmrokiem mówi tylko o śnie, monotonnym, nużącym głosem. Patrzy w telewizor, który już niedługo wróci do pana Zbyszka, albo wystaje w oknie, wyraźnie oczekując powrotu tatusia, jakby nie rozumiała, że to się nie zdarzy. Tatko powróci w środku nocy, nie wcześniej. Na przemian wścieka się o tę nieobecność i martwi się, czy nic mu nie będzie. Koło ósmej ląduje na kanapie i gapi się w telewizor. Mówi, że inni ludzie są bardzo dziwni. Prawdziwe życie jest gdzie indziej, a my wszyscy zostaliśmy zapomniani. Potem pyta, czy pomogę jej się położyć. No jasne, matulu. Pomagam wstać, rozścielam, a mamusia prosi, żebym nie patrzył za siebie, bo się przebiera. Stoję więc i gapię się w ścianę, gdzie widnieje nie jeden, lecz dwa ślady po brudnych głowach. Wreszcie mogę się odwrócić. Mamuś moja wygląda jak stary, ogolony szczur. Pytam, czy mogę jeszcze trochę pooglądać telewizję. Zgadza się, ale chwilę później prosi, żebym wyłączył. Znam tę rozmowę i wiem, że nic nie zwojuję. Rzucam się na tapczan, zaczynam czytać. Mamusia nie może wytrzymać z lampką nocną, więc gaszę. Zabieram komiks o Punisherze, zamykam za sobą drzwi, siadam w kuchni i włączam cichutko radio. To, a jakże, gra zbyt głośno jak na tę późną porę, zaś światło bijące spod drzwi i MAMUSIA ZAPALA PAPIEROSA.

Inna dusza lukasz orbitowski