Page 183

Węgier jeszcze sobie radzi. Chwilę później rozpłaszcza się na ziemi, a Nico trąca go czubkiem buta i ryczy coś po francusku. Jędrek bez pośpiechu robi swoje, za to Popeye prostuje ramiona bez żadnego wysiłku, jakby zimna ziemia sama odpychała go od siebie. Przegania go tylko kulturysta, stworzony do tej czynności. Nad wzgórzami niebo różowieje, z wolna ślepną gwiazdy. Pompki skończone. Węgier kuli się pod wzrokiem Nico, jakby spodziewał się ciosu. Przed szóstą grupa krzepnie, Anglicy robią się rozmowni i nawet zagadują dwóch legionistów kręcących się przy budynku. Nieoczekiwanie Popeye szepcze do Jędrka, że oni odpadną jako pierwsi. Nie mają charakteru, a on zna się na takich rzeczach. – Ja tam przejmuję się sobą – mówi Jędrek. – Na moje każdy tak powinien. Odpowiedź bardzo podoba się Januszowi, bo w rzeczywistości tak nazywa się Popeye. Ma już trzydzieści dwa lata i zna to miejsce. Zaciągnął się na początku lat dziewięćdziesiątych. Ledwo to zrobił, mama mu umarła. Musiał wracać do Ustki, żeby ojciec nie utonął w butelce. Poza tym służył na Helu i pływał trochę na statkach. Woli jednak wojsko. Odsuwają się od innych. Janusz mówi, że teraz to przedszkole jakieś, a nie Legia. Kiedyś Nico wytrzaskałby takiego Węgra po pysku. Kaprale w typie Nico są, zdaniem Janusza, najgorsi. Do niczego się nie nadają. To ciecie zesłani tutaj za karę. Wkurwieni, wyżywają się na rekrutach. Nim Jędrek zdąży się zgodzić, Nico gwizdkiem oznajmia, że czas na bieg. Biegną dwójkami. Za mały but obciera piętę, piach idzie w powietrze. Wzgórza czerwienieją od słońca. Kark Jędrka ogrzewa się od oddechu kulturysty. Droga wije się wśród krzewów, między kamieniami. W oddali czerwone dachy miasteczka wspinają się ku kamiennej wieży, a kulturysta potyka się o kamień, upada ciężko, przeklina, zrywa się na nogi i zrównuje z innymi. Robią kółko i zachodzą koszary od drugiej strony, gdzie znajduje się drążek i sześciometrowa lina. Purpurowy z wysiłku kulturysta jest w swoim żywiole. Jędrek podciąga się pięć razy. Mógłby i piętnaście, oszczędza jednak siły. Anglicy nie radzą sobie ani z jednym, ani z drugim. Nico po francusku tłumaczy wszystkim, co sądzi o matkach tej spedalonej dwójki. Na stołówce oczy Węgra markotnieją na widok bagietki z dżemikiem. Najwyraźniej rozgląda się za kimś, komu mógłby się poskarżyć na śniadanie i skórę zdartą podczas wspinania się po linie. Z pewnością nie poleci do Nico. Janusz spogląda na swoje śniadanie i stwierdza półgłosem, że wiele się zmieniło, lecz nie wszystko. Siedzą przy osobnym stole. Żaden z mundurowych nawet nie zerknie w ich kierunku. Wszyscy jedzą to samo. Janusz ociera serwetką brzydkie białe wargi i informuje Jędrka, że zaraz zaczną się testy, a przede wszystkim rozmowa z gestapo, od której zależy niemal wszystko.

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement