Page 177

Długo wiercę się w pościeli. W spóźnionym śnie widzę książki tatusia ułożone w pudłach na zapleczu antykwariatu. Wzbijają się do lotu. Trzepoczą okładkami. Roztrzaskują okienną szybę i fruną przez uśpioną Bydgoszcz do swoich starych półek. Szukam ich zaraz po przebudzeniu. Nie tylko ja. Mama zrywa się z pościeli, narzuca płaszcz na pidżamę i pędzi w klapkach przez podwórko, tam gdzie świeżo opróżnione kubły. Spóźniła się parę minut. Robi jeszcze kilka kroków, macha i krzyczy, ale śmieciarka bierze powolny zakręt i znika z naszej ulicy. 15. Pan Ryszard powoli odstawia kieliszek, zdejmuje okulary i przeciera czoło. Słabym głosem wyraża nadzieję, że się przesłyszał, tymczasem pani Hania nie ma wątpliwości. Zasłania usta i zaczyna szlochać. – Ja inaczej nie mogę – mówi Jędrek. – Ja się poduszę w tym Fordonie. Zdania nie zmienię. No i będę kimś. Wy ze mnie dumni będziecie. Na te słowa pani Hania płacze jeszcze głośniej. Mówi, że go tam, w tej Legii, po prostu zabiją. Rozerwie go mina. Padnie z wycieńczenia. Przecież jest ich jedynym synem. Nigdy nie rozstawali się na dłużej niż kilka dni. Co z jego pokojem? Jak tak może, przecież tak nie wolno. Jędrek próbuje ją przytulić. Pani Hania drży. – Ja będę pisał do was, mamuś – obiecuje Jędrek. Kieliszek wraca do rąk pana Ryszarda, a okulary na jego nos. Pan Ryszard nalewa jeszcze po jednym i pyta, co Jędrkowi strzeliło do głowy. Sam był w wojsku i doskonale go rozumie. Chce włożyć żołnierski but, droga wolna. Legia to lepszy pomysł niż polskie wojsko. Ale do skończenia szkoły pozostało kilka miesięcy. Głupio to zmarnować. Służba potrwa pięć lat, więc pół roku nie zrobi różnicy. Jędrek podejmuje pierwszą dorosłą decyzję w życiu. Wypada, by była przemyślana. – Ja bardzo o tym myślałem, tato. I ja chcę być żołnierzem, a nie cukiernikiem. Pani Hania ujmuje dłonie syna i pyta, czy wie, co robi jej sercu. Pan Ryszard zaczyna kursować między ścianą a oknem, zastanawiając się głośno, czemu właściwie jeden zawód wyklucza drugi. Kucharz zawsze rządzi na jednostce. Najlepiej będzie, jeśli zacznie służbę jesienią. Jędrek wstaje. Obejmuje najpierw ojca, potem matkę. – Ja bardzo wam dziękuję i za ciasto, i za piękny prezent. I ja bardzo przepraszam, tak mi przykro, tylko ja z tym już nic nie mogę zrobić. Ja tego naprawdę potrzebuję. I dziękuję wam za wszystko, jeszcze raz. – Przygryza wargę. Wyślizguje się z ojcowskich objęć, rzuca na odchodnym: – Ja kocham was najbardziej na świecie.

Inna dusza lukasz orbitowski