Page 174

zafoliowana. Brzmią pieśni Schuberta. Pan Ryszard mówi, że dawno temu w każdym porządnym domu gościł przynajmniej kwartet smyczkowy, potem pojawiły się patefony, a teraz mamy to. Muzyka klasyczna, w jego opinii, każdego czyni lepszym. To nie jedyna zmiana. Na wysokim kryształowym półmisku stoi tort czekoladowy, w który wbito osiemnaście świec. Są porcelanowe talerzyki, srebrne łyżeczki i biały obrus. Na prążkowaną koszulę pana Ryszarda wylał się szeroki krawat. Pani Hania krąży między pokojem i kuchnią w białej bluzeczce zapiętej pod szyję. Przynosi soki, pasztet na zimno i półlitrówkę. Jędrek siedzi przy stole ze zwieszoną głową. Każą mu się podnieść i biorą w ramiona. Pani Hania życzy mu, żeby był szczęśliwy i znalazł porządną dziewczynę. Wspomina, jak sama wchodziła w dorosłość. Znała dla siebie jedną drogę, lecz teraz świat kusi ogromem możliwości. Jędrek jest dobrym chłopakiem i może zostać, kim chce. Pan Ryszard ma bardziej konkretne życzenia. Chciałby, aby Jędrek skończył zawodówkę, poszedł do technikum, zdał na prawdziwe studia i podjął pracę, też prawdziwą. Żeby głupoty wywietrzały mu z głowy. Robią misia, pan Ryszard klepie syna po plecach, zauważa, jaki z niego byczek, i szeptem dodaje, że z tą jedyną, dobrą dziewczyną wcale nie musi się tak spieszyć. Życzy mu nawet paru mniej dobrych dziewczyn. Byleby tylko nie zrobił dzieciaka. Jędrek, uwolniony z uścisku, gasi świeczki jednym dmuchnięciem. Schubert zmienia się w fortepian Chopina, zwiastując czas prezentu. Pani Hania niesie przed sobą miękki pakunek. Jędrek nie radzi sobie z jego otworzeniem, nie może przerwać wstążki, aż sięga po nóż do ciasta. Pan Ryszard wzdycha, jego żona się śmieje. W środku znajduje się granatowy garnitur, jasna koszula i krawat. Jędrek przygląda się temu jak ciału, które właśnie wypłynęło spod lodu. Pani Hania prosi, żeby przymierzył, na co Jędrek przystaje bez słowa. Gdy wraca z pokoju, witają go brawa. Pan Ryszard rozpina mu dolny guzik w marynarce. Mówi, że w ten prosty sposób można odróżnić chłopaka z kindersztubą od wiejskiego chama. Zresztą, jakiego chłopaka? Jędrek stał się mężczyzną i czeka go jeszcze jedna, prawdziwie męska przyjemność. Pan Ryszard stawia na stole dwa kieliszki z zadymionego srebra. Jeden przed Jędrkiem, drugi przed sobą, półlitrówka sterczy między nimi. Pan Ryszard opowiada, że miał kiedyś wielkiego przyjaciela, z którym się pokłócił, co teraz już nie ma znaczenia. Osiemnaście lat temu ów kumpel, złotnik, ofiarował mu te kieliszki właśnie z myślą o tym dniu. Żeby ojciec i syn napili się jak faceci. Pan Ryszard stroni od alkoholu, wyjąwszy takie okazje, i ma nadzieję, że Jędrek przejmie po nim przynajmniej tę cnotę. Prosi syna, by ten przyjrzał się kieliszkom. Na jednym jest monogram ojca, na drugim – syna. Kielichy godne Boruckich, zauważa pan Ryszard. Nalewa i ociera łzę.

Inna dusza lukasz orbitowski