Page 147

– Co jest w prawdziwych miastach? – pyta Jędrek. – Byłaś w którymś? Wódz Fioletowa Plama drze się na swoje plemię, żeby myli jakoś składniej i nie wszyscy naraz, na miły Bóg. Zostawiają go za plecami. Beata mówi, że odwiedziła dwukrotnie Warszawę, raz z wycieczką szkolną, raz była u cioci, i niedługo pojedzie ponownie, do koleżanki. Ale Warszawa to nie prawdziwe miasto, choć może kiedyś nim będzie. Na pewno jest lepsza niż Bydgoszcz. W prawdziwych miastach nie znajdziesz cuchnącej bramy, tylko sklepy, kawiarnie i restauracje. Ludzie noszą tylko nowe ubrania i piją wino do obiadu. Skręcają w prawo i już są na Długiej, obrośniętej w pizzerie i składy tanich ciuchów. – Ja tam sobie myślę, że wszystko przyjdzie z czasem. A taka dziewczyna jak ty to sobie poradzi wszędzie na mur-beton. Przystają. Beata przygląda się Jędrkowi, trzepocząc rzęsami. Zauważa, że bardzo się zmienił, kiedyś był szczylem, a teraz to co innego. Pyta, czy chodzi na siłownię, na co Jędrek spuszcza wzrok, pąsowieje od jej śmiechu. Ruszają Długą, a Beata chce wiedzieć, co go tak przemieniło, dopytuje, czy z kimś się umawia. – No trochę działam sobie, tu i tam – wyznaje Jędrek, nie podnosząc głowy. – Tylko jakoś ogarnąć tego nie umiem, raz tak, raz siak. Przejdę się z dwoma koleżankami, to jedna się na drugą złości, a dla mnie są strasznie miłe. Potem, jak widzimy się solo, no to mi się obrywa. Jak się staram, źle. Nie staram się, też nie najlepiej, tylko wiesz, z koleżankami jest mi okropnie fajnie i nie chcę z tego rezygnować. No wybacz, że tak o tym mówię, kogo mam się radzić, jak nie siostrzyczki? Beata próbuje się nie roześmiać, co wychodzi jej średnio. Mówi do Jędrka, że niewiele wie o dziewczynach. Nie spodziewała się tego po nim, myślała, że jest bardziej zaradny, pewny siebie. Kierują się w stronę rynku. Beata postanawia wyznać Jędrkowi wielki sekret. Dziewczyny są różne, ale każda bez wyjątku najbardziej na świecie pragnie mieć chłopaka. – A ty masz? – pyta Jędrek. Idą obok siebie przez płytę rynku. Beata zostaje trochę z tyłu. Mówi, że ciągle czeka, a to dlatego, że w Bydgoszczy nie ma porządnych chłopaków. W prawdziwych miastach są. – No, ja to bym chciał, żebyś jedno wiedziała: że jesteś bezpieczna. Póki ja jestem, nikt ci krzywdy nie zrobi. – Milknie, wciąga policzki i rzuca: – Siądziemy na chwilę? Na białych obrusach stoją popielniczki z logo Żywca na dnie. Ściany pokrywa ciemne drewno, czerwona twarz kelnera tryska z nakrochmalonego kołnierzyka, zaś Beata nie chce nic jeść, a jeśli już, to tylko ciastko. Dziewczyny niewiele jedzą, jej zdaniem Jędrek na pewno to zauważył. Jędrek kiwa głową, materializuje się kelner, podsuwa kartę i czeka, aż wybiorą. Beata nie może się zdecydować.

Inna dusza lukasz orbitowski