Page 143

Zagaduję, czemu interesuje go ten cały Fido. Jędrek ćwiczy, zaciska zęby, wreszcie odpowiada: – A tak jakoś, po prostu. Ciekaw jestem, co teraz porabia ten przychlast. Nastawia stoper. Najwyraźniej stracił ochotę do rozmowy. Siedzi nieruchomo i gapi się w ścianę, jak to on. Jego ciało pulsuje, otwiera się na siłę. Wykonuje jeszcze kilka serii, na koniec rozciąga się prawie jak Van Damme w Krwawym sporcie. Siada i starannie bada swoje mięśnie. Przypomina mi się Darek nad jeziorem i później, w tej piwnicy, ale nie mogę za długo o tym myśleć, bo Jędrek mnie pogania. Lecimy do dyskontu po jogurt. 11. Jedynak pulsuje handlem pod okiem Hery i Ateny. W ciasnych boksach na piętrze sprzedają skórzane kurtki, płaszcze i garsonki. Chłopaki tłoczą się przed rzędami butów w sklepie sportowym. Przymierzają, dyskutują, lecz nikt nic nie kupuje. Naprzeciwko, u Dr. Martensa, tęga nastolatka o niemal zrośniętych brwiach zachwyca się błękitnymi glanami sięgającymi kolan, a gdy patrzy pytająco na ojca, jest jednocześnie zbuntowaną smarkulą i słodką dziewczynką. Klitka napchana koszulkami z nazwami zespołów pulsuje dźwiękami Bruk. Jędrek nawet nie spojrzy w tamtym kierunku, zjeżdża windą i bierze wózek sklepowy. Zerka za siebie. Upewnia się, że chodziło właśnie o to. Słowacy rozdają zielone ulotki. Łamaną polszczyzną opowiadają o cudownym specyfiku na odchudzanie, przybieranie masy i poprawę krążenia. Wypłukuje nawet kamienie żółciowe. Sklep komputerowy oferuje na raty wielkie monitory. Nad głową sprzedawcy ciągnie się rząd gier w wielkich papierowych opakowaniach. Są jak pudła po biovitalu na szafie staruchy. Drugi Quake, Sanitarium. Plakat Fallouta przedstawia człowieka w dziwacznym kasku, od którego odchodzą rurki, na tle miasta strawionego ogniem. Rozpala wyobraźnię, lecz Jędrek nie zwraca na niego uwagi. Puszcza panią Krysię przodem i wchodzi za nią do marketu. Pani Krysia bardzo się spieszy. Narzeka, że będą kolejki, że tyle jest do zrobienia i niepotrzebnie tutaj przyszli. Jędrek tylko się uśmiecha i pcha wózek tak wolno, jak tylko może. Sunie między półkami, jakby brnął przez kisiel. Pani Krysia ogląda dokładnie każdy towar, sprawdza datę ważności i cenę. Odkłada na półkę słoik oliwek. Jędrek śmieje się i na jej oczach ładuje oliwki z powrotem do koszyka. To samo dzieje się przy serach i na stoisku mięsnym. Z każdą kolejną kaszą, herbatą Tetley i wiązką makaronu krok pani Krysi staje się bardziej sprężysty, a nim dojdą do ubrań w koszach, jej twarz zdąży odmłodnieć, powróci na nią uśmiech. Wybiera spodnie dla męża, pyta Jędrka, czy będą dobre, i zaraz wybiera drugą parę, tym razem

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement