Page 134

zaprasza ich do środka. Jędrek klęka na jedno kolano i rozsznurowuje buta. Zerka do pokoju Darka. Tam wszystko po staremu: worek bokserski, hantelki obciążone odważnikami, rower pod ścianą. Pan Ryszard syczy na syna i Jędrek musi spuścić głowę. Piją kawę i herbatę. Jędrek dostaje wysoką szklankę soku. Noga mu chodzi, dłoń nie może znaleźć sobie miejsca. Wciska ją między kolana. Trwa wymiana uprzejmości. Pan Artur narzeka na nadmiar pracy. Trwa rozliczenie podatków. Musi pracować po szesnaście godzin na dobę i niewiele śpi. Ale to dobrze, ma się czym zająć, i jeszcze zarobi. Krysi lepiej, bo zaczęła udzielać korepetycji, uczniów ma całkiem sporo. Niedługo matury, biologia to trudny przedmiot. Ale pani Krysia nie sprawia wrażenia przepracowanej. Z rumianą cerą i martwym uśmiechem przypomina młodszą siostrę własnego małżonka. Pali cienkiego papierosa i milczy. Beata, która wychodzi ze swojego pokoju, wygląda najzdrowiej. Zmieniła kolor włosów i pomalowała paznokcie. Zamiast dżinsowej kurtki ma na sobie czarną bluzeczkę. Kolczyki są mniejsze, błękitne, zakręcone jak ślimak. Wita się, siada z boku i milczy. Nieoczekiwanie pan Artur wyznaje, że o niektórych sprawach nie sposób zapomnieć. Liczył, że czas przyniesie ulgę, lecz tak się nie stało. Jest pełen wspomnień i codziennie pojawiają się nowe. Darek na pierwszych wakacjach, kiedy rozwalił sobie nogę, zbiegając po kamienistym stoku. Darek na odpuście, w pogoni za balonikiem. Darek zapłakany, bo upadły mu lody w waflu, wystane w długiej kolejce. Pan Artur wciska sobie pięść do ust, a Jędrek pyta: – Jeszcze go nie złapali, prawda? Czy policja coś wie? Pan Artur zaprzecza ruchem głowy, zaś pani Krysia wyznaje, że niekończące się wizyty na komendzie były najtrudniejszymi chwilami w jej życiu i nie chce tego przechodzić ponownie. Dowiedziała się wiele o swoim synu. To rzeczy dziwne i straszne, którym nie daje wiary, ale w niej siedzą. Czasem chce, by morderca pozostał na wolności. Boi się zeznawania w sądzie i ponownego przeżywania wydarzeń z wiosny minionego roku. – Ja sobie tego nawet nie wyobrażam – mówi Jędrek. – Po prostu bardzo brakuje mi Darka. Tak bardzo, że czasem wytrzymać nie idzie. Kuli się pod wzrokiem swego taty. Pan Artur wciąż gryzie pięść, a pani Krysia przeprasza i wybiega do kuchni. Pani Hania patrzy pytająco na męża, uzyskuje milczącą zgodę i idzie za nią. Pan Ryszard warczy na syna i przesiada się bliżej pana Artura. Szepcze mu słowa pocieszenia. Pan Artur uspokaja się trochę i mówi, że Jędrek to dobry chłopak i sama myśl o nim stanowi dla niego wielkie pocieszenie. Pracowity, uczynny. Zawsze traktował Darka jak młodszego brata i on, pan Artur, myśli o nim trochę jak o synu. Jędrek wstaje. Spaceruje po pokoju, choć ojciec prosi go, żeby przestał.

Inna dusza lukasz orbitowski