Page 123

Tatuaż barmana wygląda na przeniesiony z celtyckiego nagrobka, ale jego oczy emanują całkiem słowiańskim współczuciem. Powiada, że jakbym czegoś potrzebował, mam walić jak w dym, tatko coś pruje się do niego i zaraz milknie, przygwożdżony spojrzeniem. Gdy barman odchodzi, tatko mówi już ciszej. Obiecuje, że niedługo pójdziemy do domu, lecz jeszcze jest wcześnie, a on przecież ma nową pracę i wypada świętować. Jakim byłby człowiekiem, gdyby nie odpłacił dobrym ludziom, którzy go przyjęli? Dobrym ludziom pety sterczą z kostropatych pysków. Pod oczyma wory grube jak powieść o samotnych babach. Łapy popękane, pod paznokciami czarne półksiężyce. Borsuk z bokobrodami przesuwa się o krzesło, za nim ruszają inni. Siadam przy ojcu. Dostaję sok i pałaszuję orzeszki. Nie mogę przestać. Tatko podsuwa mi szklankę z paluszkami, wali pięćdziesiątkę i obwieszcza towarzystwu, że jest człowiekiem spełnionym, bo ma takiego wspaniałego syna. Uczę się dobrze. Zostanę cukiernikiem. Znajdę dobrą kobietę i przynajmniej trzy kochanki. Dam pociechę i utrzymanie na starość, gdyż on, mój ojciec, stracił doszczętnie zdrowie, wychowując tak kłopotliwego bachora. Czochra mi włosy, śmieje się i zapewnia, że żartował. Borsuk sprawdza mi muskuły. Inni zagadują: jakie teraz są dziewczęta, łatwe czy niełatwe? Wiedzie ci się z nimi, chłopczyku? Barman zerka w naszym kierunku i podkręca dźwięk. Borsuk klepie mnie po plecach, pyta, czy zapalę. Nigdy nie miałem papierosa w ustach, co budzi szacunek Borsuka. Chwali tatusia, jak to dba o potomstwo, i wlewa mi zawartość kieliszka do soku jabłkowego: pij, chłopczyku! Brew mojego tatusia podnosi się. Przypomina Borsukowi, że mam czternaście lat, a ten w odpowiedzi snuje opowieść o tym, jak chlał, będąc młodszym, jak chlali wszyscy i wyrośli na ludzi. Lepiej, aby to ojciec nauczył mnie odpowiedzialnego picia. Inaczej koledzy sprawią, że będę pił nieodpowiedzialnie. Tatusiowi trafia to do przekonania. Jego rechot rozchodzi się na cały stół. Informuje mnie, że dziś stanę się mężczyzną. Walnę banię z nim, z tatusiem. Jego własny ojciec nie dopełnił nawet tego obowiązku. Wkłada mi szklankę w dłonie, unosi kieliszek i czeka, co zrobię. Moja ręka jest mokra. Zerkam za siebie w poszukiwaniu ratunku i ratunek rzeczywiście nadchodzi. Barman zabiera mi szklankę, jednym spojrzeniem usadza tak tatusia, jak i Borsuka. Prosi, żebym poszedł z nim. 21. Barman ma na imię Michał, ale prosi, żebym go nazywał Svarta. Prowadzi mnie do przeszklonej lodówki i pozwala wybrać dowolne lody, za darmo. Nie wiem które, tyle tego! Są niebieskie smerfy na patyku, leni z czekoladą w środku i dwukolorowe wodne twistery. Ma lodowe marsy i snickersy,

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement