Page 121

Starofarnym, gdzie dostaję się jak zwykle, przeskakując przez murek. Zimne znicze, nieczęste kopczyki ściętych kwiatów, cienie aniołów, krzyży i attyk, nocą zawsze bezimiennych. Na płytach śpi kilku bydgoskich rycerzy, otulonych w śpiwory i koce, z butami pod głową. Pachną jak kwaśny deszcz. Jeden z nich prostuje się, gdy go mijam, przeciera oczy i bada przestrzeń przed sobą. Wzdycha i znów zapada w sen. Żeby było jeszcze lepiej, z góry dochodzi sowie pohukiwanie, księżyc odnalazł drogę przez chmury i posrebrza moje dłonie oraz, sprawiedliwie, żywych i pogrzebanych, leżących pokotem na cmentarzu Starofarnym. 19. Ania mówi, że potrzebuje dużo czułości. Aby zagrało, musi zostać odpowiednio rozruszana, dodaje, prowadząc Jędrka przez pokój w stronę materaca ułożonego pod kaloryferem. Na ciężkim biurku rozrzucono książki. Z szafy, otwartej i potężnej, wysypują się ubrania i kostiumy teatralne. W tafli wysokiego na dwa metry lustra Jędrek dostrzega samego siebie, wędrującego za Anią. Trzyma ją za rękę, próbuje sięgnąć tyłka, wciąż wciśniętego w dżinsową spódniczkę. Udaje mu się to dopiero, kiedy Ania kuca nad wieżą ustawioną na podłodze. W kupce płyt znajduje debiut Tricky’ego, a palce Jędrka jadą w górę jej ud. Rozbrzmiewa muzyka, Ania i Jędrek klękają na materacu i zaczynają się całować. Przelatuje utwór za utworem, rozkołysane w smole. Drętwiejący język Jędrka świdruje usta Ani, ręce szukają drogi pod bluzkę, napotykając miękki, stanowczy opór. Serce bije spokojnie. Jędrek zsuwa ramiączko bluzki, całuje biały bark, pieści plecy. Ugniata młody tłuszcz. Tricky buja i buja, w końcu bluzka jedzie w górę i odsłaniają się piersi umoszczone w błękitnym staniku bazarowym. Jędrek wciska twarz między nie, jeździ językiem po dużych, jasnych sutkach. Bierze w usta, ssie. Ugniata brzuch. Czuje tylko lekki ból karku i drętwienie w nodze. Trwa to, aż wybrzmi cały Tricky. Ania puszcza płytę od początku, mrucząc, kładzie się na plecach i prosi, by jeszcze ją całował. Niedługo będzie gotowa. Jędrek, klęcząc, wsuwa język tak głęboko, jak może. Raz na kilka minut przerywa i wbija dwa palce, pieszcząc wewnętrzną ściankę. Bierze głęboki oddech. Próbuje inaczej ułożyć zdrętwiałą stopę, rozgląda się za czymś, co mógłby podłożyć pod kolano. Tak to trwa. Ania zapomniała o muzyce, jej jęk idzie w ciszę, przerywaną tylko szumem samochodów za oknem i sapaniem Jędrka. Prosi, żeby jeszcze troszkę. Jędrek podwaja wysiłki, rozchyla płatki kciukiem i palcem wskazującym, całuje w środku, czołem ocierając o czarną kreskę blizny na dłoni. Drętwieje mu szczęka. Język robi się cierpki. Ania mówi, że wreszcie jest gotowa. Nie może się doczekać. Klęka. Rozpina spodnie Jędrka, zsuwa bokserki na sterczące kolana. Fiut

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement