Page 112

Przez park Oliwski prowadzi wiele ścieżek, a każda zaklęta – strzegą jej babiny z chlebem dla łabędzi, zakochane pary i grupki gówniarzy zbrojne w tanie wina. Jędrek kluczy, zmienia kierunki, cofa się na widok każdej większej grupy. Dziewczyny są dwie. Siedzą na ławce pośrodku pustej alejki. Jedna, w workowym swetrze, wygląda, jakby przedawkowała słuchanie Kurta Cobaina. Uszy purpurowieją jej od kolczyków. Na kolanach trzyma wojskowy plecak z mnóstwem czarnych naszywek. Druga ma długie czarne włosy indyjskiej księżniczki, dżinsową spódnicę i koszulę wykończoną frędzelkami. Rozmawiają, patrząc na siebie. Trzymają zgaszone papierosy. Jędrek zachodzi je z boku. Napręża mięśnie lewego ramienia i gdy już jest przy ławce, gdy ocenia odległość pomiędzy własną ręką i szczupłą szyją czarnowłosej, ta odwraca się, spogląda na niego bez zaskoczenia i pyta, czy przypadkiem nie ma ognia. Ramię Jędrka opada, jakby właśnie roztopiły się w nim stawy. – Sorry, nie palę – odpowiada. Na jego gwałtownie poczerwieniałej gębie pojawia się głupkowaty uśmiech. Czarnowłosa mówi, że dawno nie widziała tak fajnego, nieśmiałego chłopaka. Teraz chłopcy już się nie czerwienią. 13. W Nowej Soli chodziły do jednego ogólniaka, ale były w różnych klasach i zaprzyjaźniły się dopiero w Trójmieście, gdzie przyjechały na studia i wynajmują razem mieszkanie. Madzia liczy, że psychologia pomoże jej się uporać ze sobą lepiej niż kolejne dziurki w uszach, listki aviomarinu i papierosy gaszone na przedramionach. Czarnowłosa Ania poszła na medycynę namawiana przez rodziców, małżeństwo lekarzy, ale tak naprawdę chce być aktorką. Uczy się w policealnym studium dramatycznym i ma nadzieję, że jak skończy, wreszcie przyjmą ją do filmówki w Łodzi. Śmieje się, gdy o tym opowiada. Mówi, że bez marzeń człowiek jest nikim. Jej problem to zbyt duże dziąsła lub, jak kto woli, za nisko osadzone zęby. Wyszczerza się do Jędrka. Niedobrze. Jędrek patrzy uważnie i mówi: – Zawsze możesz się uśmiechać z zamkniętymi ustami. – Łapie powietrze i dodaje: – To jest, chciałem powiedzieć, że to nie powinien być problem, to znaczy, talent się liczy, co nie? Twoje zęby są w porządku, naprawdę w porządku. Ania z Madzią wybuchają śmiechem. Pytają Jędrka, czy jest z Trójmiasta, a jeśli nie, to po co przyjechał. – Wpadłem do kumpla z wojska, ale mnie wystawił – wyjaśnia Jędrek. – No to się bujam, co zrobić.

Inna dusza lukasz orbitowski  
Advertisement