Page 103

całuje mnie w środek czoła, wyrywa nóż i sam zaczyna kroić. Mówi, że jestem dzieckiem i powinienem mieć dzieciństwo. Skrawa mortadelę w hojne plastry, dokłada jeszcze pomidora i martwi się, że zabrakło cebulki. Cebulka, jak sądzi, jest potrzebna chłopakowi w okresie dojrzewania. Klepie mnie po plecach i dodaje, że niedługo będzie i na cebulę. W kuchni pojawia się mama, podzwaniając brudnymi naczyniami. Tatko wyrywa jej kubki i talerze, ciska do zlewu i zaprasza na śniadanie. Jem, zasłuchany w plany tatusia. Tatko napycha sobie usta i opowiada o remoncie, do którego się zabierze, gdy tylko zrobi się cieplej. Wyrzucimy meblościankę, wymalujemy wszystko, wymieni się bojler nad zlewem, a jeśli będzie naprawdę dobrze, weźmiemy na kredyt japoński telewizor z ekranem przynajmniej dwadzieścia pięć cali. Powieki matuli opadają jak liście, a tatko obiecuje jej nową sukienkę i perfumy Channel 5. Nie wiem, gdzie o nich usłyszał. Wspominam o rowerze. Tatuś dopycha kanapkę palcem i gra starą taśmę z wizytą w Romecie: już niedługo, jak tylko weźmie pierwszą wypłatę. Gdy kończymy jeść, porywa talerze i zabiera się do zmywania. Mama kładzie mu obie dłonie na biodrach. Dawno nie widziałem u nich takiej czułości. Mówi, żeby zostawił, bo spóźni się do pracy, ale tatko tylko potrząsa schnącą głową. Miejskie wodociągi zafundowały mu bilet miesięczny. Odkręca wodę i zmywa, pogwizdując. W przedpokoju leży plecak z roboczym ubraniem. W nim stare spodnie i ukochana kurtka dżinsowa tatusia. 4. Jędrek stoi nad śmietnikiem i trzeci raz w ciągu ostatnich dni opróżnia swój plecak. Do kosza trafiają zeszyty, podręczniki, piórnik, podniszczona gąbka do wykrawaczek i słoik kleju spożywczego. Zostawia sobie tylko kanapki. Gapi się w śmietnik. Zarzuca plecak na jedno ramię i idzie na autobus, który zawiezie go do Śródmieścia. Miejsce obok niego jest wolne, nikt nie chce tam usiąść. Bydgoszcz zerwała się już do życia i Jędrek wysiada z trudem, przebijając się przez tłum pchający się do autobusu na Focha. Mężczyzna w garniturze dopasowanym jak kostium kąpielowy rozmawia przez telefon komórkowy wielkości futerału na okulary. Podobne aparaty wiszą na paskach informatyków, pracowników sklepów z elektroniką i kierowców samochodów dostawczych, którzy krążą po mieście w poszukiwaniu właściwego adresu bądź miejsca do parkowania. Farbowani górale rozkładają się z oscypkami i bundzem. Muskularny chłopak w pomarańczowych spodniach i białej bluzie szarpie się z psem bojowym. Jędrek dociera nad Brdę dokładnie w chwili, gdy spod mostu wyłania się Wesoły Fido w kurtce bombce i z papierosem. Wyraźnie kogoś wypatruje.

Inna dusza lukasz orbitowski