Page 101

Leją na oślep, ciągną ludzi po podłodze. Na zewnątrz gromadzą się reporterzy. Lokatorzy stoją pod ścianą głównego korytarza, a policja bierze szturm na drzwi kryjówki Wesołego Fido, zabarykadowanej od środka. W ruch idzie żelazny taran. Ze środka wypada wytatuowany ochroniarz, wymachując długim nożem; przypomina muskularnego upiora wyrwanego z grobu. Ostrze przejeżdża po plastikowej osłonie na hełmie i ślizga się po tarczy, szukając drogi do serca i brzucha. Ale jest za późno. Trzech policjantów zwala się na ochroniarza, nóż leci w kąt, ochroniarz zbiera kopniaki. Latarki rozświetlają pomieszczenie. Jest biurko, papiery i klaser pełen zdjęć, ale nie ma Wesołego Fido. Powyżej, na rondzie, zaspani kierowcy krążą w swoich sprowadzonych z Niemiec samochodach, a czerwony autobus kolibie się do przystanku, gdzie marzną spóźnieni pasażerowie. Niektórzy z nich spoglądają w stronę policyjnych suk i telewizyjnych furgonetek, ale większość się nimi nie interesuje. Po mokrej trawie ganiają wesołe psy. Ich właściciele grzebią w kieszeniach pełnych paprochów w poszukiwaniu zapalniczek i odpalają szlugi. Smętna kioskarka sprzedaje bilety, caro, carmeny i duńskie crafty. Wróbelek urządza drybling między dziobami gołębi, unosząc kawałek chleba. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Wyobrażam sobie również, że jest bardzo cicho. 2. Nad głową pani Wandy wisi dyplom za zajęcie trzeciego miejsca w rozgrywanym w Toruniu Wielkim Konkursie Małego Głoda. Rama jest wykonana ze sztucznego złota. Obok, na specjalnie wygospodarowanym kawałku ściany, dynda fotografia dumnej szefowej cukierni ściskającej dyplom obok nagrodzonej pracy. To brązowy tort z misiem o oczkach jak węgielki. Miś ma koło siebie kwiatek, na kolanach bezę, a pani Wanda promienieje z dumy. Ktokolwiek wykonał misia, znalazł się poza kadrem. Na biurku pani Wandy leży wczorajszy numer „Expressu Bydgoskiego”. Tłuste białe litery układają się w pytanie: PSYCHOPATA SPRAWCĄ ZABÓJSTWA NA JASNEJ? Pani Wanda ma na sobie beżową prążkowaną bluzkę z poduszkami. Głośno miesza kawę. Przed nią stoi Jędrek w roboczym fartuchu. Pani Wanda kończy mieszanie, splata dłonie nad gazetą i oznajmia, że wie. Jędrek to zrobił, nikt inny, więc niech lepiej się przyzna. Konsekwencje będą mniejsze. – Nie wiem, o czym pani mówi – odpowiada Jędrek. Splata ręce za plecami, a pani Wanda wyznaje, że zawsze go lubiła i tym bardziej jest zaskoczona. Dobrzy ludzie czasem robią złe rzeczy i pani Wanda doskonale to rozumie. Człowieka poznajemy nie po błędach, lecz po tym, jak je

Inna dusza lukasz orbitowski