Page 1

ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 04 ▶ | 08 | 02 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

Fot: Na Barbara Glinka

Mały i dość ciasny sklep spożywczy z polskimi produktami. Na końcu sklepu wąskie i dość klaustrofobiczne wejście po schodach na pierwsze piętro. Im bardziej zbliżałem się do celu, tym muzyka grała głośniej.

PSYCHOLOŻKA I FRYZJERKA


SPIS TREŚCI ► 02

BLOG BISZOPA Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Od kilku lat angażuję się we wszelkie inicjatywy mające na celu utrwalenie pamięci o Holokauście, uczę Szkotów, czym był

Fot: Na Barbara Glinka

Mały i dość ciasny sklep spożywczy z polskimi produktami. Na końcu sklepu wąskie i dość klaustrofobiczne wejście po schodach na pierwsze piętro. Im bardziej zbliżałem się do celu, tym muzyka grała głośniej.

PSYCHOLOŻKA I FRYZJERKA OPEN POLISH MAGAZINE IN UK Redaktor Naczelny | Damian Biliński ip.openscotland@gmail.com Tel: 07923378062 Reklama i Marketing | Małgorzata Bilińska mb.openscotland@gmail.com Skład i Grafika | Małgorzata i Damian Bilińscy Wydawca | Interactive Publishing SCOTLAND | Tel: 07923378062 www.openscotland.pl

Poglądy zawarte w felietonach, opiniach i komentarzach są osobistymi przekonaniami autorów i nie zawsze pokrywają się z poglądami redakcji Open Polish Magazine. Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów oraz zdjęć bez wyraźnej zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

| Str. 14 |

Wybrukowany “The Times”

Giles Coren, felietonista „The Times’a” przejęty faktem, że polski jest najczęściej używanym językiem obcym w Wielkiej Brytanii postanowił przyłożyć. Janusz Młynarski

| Str. 24 |

Projektantka biżuterii z duszą

„Nie tworzę biżuterii, która by podążała za trendami. Ja chcę projektować biżuterię, która będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie, ponadczasową i drogocenną.” Z Katarzyną Piechocką rozmawia Gosia Szwed.

| Str. 37 |

Mieć aby żyć Bo w tym skomercjalizowanym świecie, gdzie wszystko przelicza się na pieniądze, jest zupełnie niewyobrażalne... Felieton Beaty Waniek

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► SZTUKA ► KULTURA ► HISTORIA ► WYWIAD ► FELIETON

“Polski obóz koncentracyjny”

Fot: FOTOLIA

| Str. 08 |

Fot: SANDRA PAZIEWICZ

„Błędy zdarzają się każdemu, nawet najlepszym. Niektóre błędy można puścić w niepamięć, ale niektóre trzeba i należy pokazać palcem, a nawet głośno o nich mówić”. Komentarz Damian Biliński

Fot: BEATA WANIEK

ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 04 ▶ | 08 | 02 | 2013

Święta prawda...

Fot: KASIA PIECHOCKA

| Str. 05 |

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK


REKLAMA ► 03

OPEN POLISH MAGAZINE Czytelniku!

Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

Fot: Fotolia

Zapraszamy w każdy piątek!

Zapraszamy w każdy piątek!

www.openscotland.pl

Czytelniku! Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

www.openscotland.pl


SŁÓW KILKA ► 04

można by odpowiedzieć równie śmiesznym, a nawet śmieszniejszym, ale taka polityka wzajemnego wyśmiewania zaprowadziłaby nas donikąd, a może nawet tam, gdzie byśmy nie chcieli?

Dla wydawnictwa i redakcji, każdy wydany numer gazety lub czasopisma jest ważny. Dzisiejsze wydanie jest wyjątkowe pod kilkoma względami. Nie chodzi o to, że ukazaliśmy się, choć okazuje się, że niektórym Polakom nasza inicjatywa OPEN z jakiś tam powodów nie odpowiada. Ale zostawmy to i pójdźmy dalej.

Kolejną poważną sprawą, choć omawianą już w serwisie Open Scotland.pl jest sprawa „Polskich obozów koncentracyjnych”. W tym miejscu chciałbym pogratulować Polskiemu Stowarzyszeniu w Aberdeen, „PAA”. Dzięki odwadze Stowarzyszenia, ich determinacji, ale także zwykłej ludzkiej wrażliwości, na światło dzienne wyszła sprawa fatalnej pomyłki w jednym z lokalnych dzienników w Aberdeen. Takie błędy trzeba prostować, bo jeśli nie będziemy ich prostować dzisiaj, to za kilka lub kilkanaście lat wysiłek naszych rodziców i dziadków zostanie zaprzepaszczony. I nie jest to jeden z tych prawicowych argumentów (a nawet gdyby?), ale zwykła przyzwoitość, która nakazuje szanować każdego człowieka, niezależnie od tego, po której stronie opcji politycznej się znajduje.

Dzisiejszy numer ukazuje się z własnym i długo oczekiwanym numerem ISSN. Gdybym chciał napisać, dlaczego dopiero teraz, a nie przy okazji drugiego i trzeciego numeru, musiałbym zdrowo ponarzekać na biurokrację na Wyspach, tyle, że mało kto uwierzyłby w taką historię, zresztą nie tylko tą, ale i wiele innych, wszak mit dobrze funkcjonującego systemu na Wyspach ma się – dobrze. Dzisiejszy magazyn jest wyjątkowy, również z powodu podjętych w nim tematów, dodam, tematów bardzo ważnych. Można być nieukiem, analfabetą, albo zwykłym wyrobnikiem, dzięki któremu każdego dnia, możemy cieszyć się z życia, ale nie można być szydercą lub ignorantem tegoż, tzn., można, ale wówczas ignorant lub szyderca musi liczyć się z konsekwencjami. O kim mowa? O felietoniście „The Times”, który w brukowy sposób szydzi z Polaków. Ktoś mógłby powiedzieć, że reakcje Polaków jak zwykle są przesadzone, ale to kompletnie nieprawda. Na „śmieszny” felieton

Można kochać prawą stronę swojego mózgu, albo dla odmiany lewą, ale jak „wszyscy” wiemy miłość nie jedno ma imię. Strzeżmy się zatem skrajności i zamiast grzmieć Ideą, spróbujmy zachować środek, może być nawet Arystotelesowski. I niech będzie to środek z Ideą i Rozsądkiem. Tymczasem polecam i zapraszam od i do środka. Tako rzecze dzisiaj... Damian Biliński Redaktor Naczelny 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► SŁÓW KILKA

Kochaj bliźniego swego...


KOMENTARZ ► 05

Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda Czyli słów kilka o przyzwoitości i prawdzie. a zaczęło się tak: Komentarz ► Damian Biliński

„Błędy zdarzają się każdemu, nawet najlepszym. Niektóre błędy można puścić w niepamięć, ale niektóre trzeba i należy pokazać palcem, a nawet głośno o nich mówić”.


KOMENTARZ ► 06

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►KOMENTARZ

Błędy zdarzają się każdemu, nawet najlepszym. Niektóre błędy można puścić w niepamięć, ale niektóre trzeba i należy pokazać palcem, a nawet głośno o nich mówić. W poniedziałek 28 stycznia 2013 roku w Aberdeen, w lokalnym dzienniku „Evening Express” pojawił się artykuł, w którym zostały użyte niedopuszczalne słowa: „Polish concentration camp”. W związku z ukazaniem się artykułu „Girls tell of life-changing visit to Auschwitz camp” autorstwa Ed Earl i użyciu sformułowania „Polish concentration camp”, Stowarzyszenie Polskie w Aberdeen wystosowało do redakcji list, sprzeciwiający się podawaniu nierzetelnych informacji. Stowarzyszenie oczekiwało przeprosin oraz oficjalnego sprostowania na łamach gazety. Oficjalne stanowisko Stowarzyszenia zostało również przesłane do Konsula Generalnego w Edynburgu, Anne Begg MP oraz Aberdeen City Council, organizatora Holocaust Memorial Day. Redakcja Open Scotland.pl skontaktowała się z rzecznikiem prasowym Stowarzyszenia. Mateusz Biskup, w rozmowie z nami przyznał, że dziennikarz dziennika „Evening Express” popełnił fatalny błąd, ale gazeta zachowała się odpowiednio i ze zrozumieniem niefortunny błąd sprostowała. W sobotnim numerze „Evening Express” (2 lutego 2013 roku) ukazało się sprostowanie i przeprosiny o treści:

„An article in Monday’s Evening Express referred to Auschwitz as a “Polish concentration camp”. Following contact from the Polish Association Aberdeen, we would like

to point out that the site was a series of extermination camps built and operated by the Third Reich in Polish areas annexed by Nazi Germany during World War 2. We would like to apologise for any offence caused.” Sprawę niefortunnego błędu można by uznać za zamkniętą. Pojawił się błąd wynikający bardziej z niewiedzy, niż ignorancji dziennikarza. Stowarzyszenie wystosowało odpowiedni list, a redakcja „Evening Express” błąd sprostowała i przeprosiła. Ale niesmak pozostaje, bowiem to kolejny policzek wymierzony w polską historię, Polaków i środowiska polonijne przez niedoinformowanych i niedouczonych dziennikarzy, zresztą nie tylko brytyjskich. Podobne „wpadki” zdarzały się o wiele większym redakcjom niż „Evening Express”, np.: „Times” czy „Die Welt”. Dopiero nagłośnienie kolejnych przypadków użycia niedopuszczalnych sformułowań sprawiły, że takie redakcje jak: amerykańskie tytuły prasowe „Wall Street Journal”, „New York Times”, portal Yahoo, a nawet agencja Associated Press zakazały swoim dziennikarzom używania obraźliwego dla Polaków sformułowania. Ale czy sprawa została zamknięta? Z formalnego punktu widzenia owszem, jednak dyskusja pod artykułem ukazała, że w społeczeństwie pojawiają się dywagacje i różnice zdań, które akurat na ten temat, zdawać by się mogło, nie powinny mieć miejsca - nie powinny, bo o sprawach oczywistych nie ma potrzeby dyskutować. Jednak przypominać od czasu do czasu warto. Dlatego przyponinamy i zamieszczony artykuł i kilka fragmentów komentarzy, które pojawiły się po publikacji. Użytkownik 1: “(...) Ciągle tylko polonijne tuzy za polski obóz żądają przeprosin bo słowo przepraszam mile brzmi dla polskiego ucha, wyhodowanego na patriotycznym plemniku i narodowej macicy matki polki. Ogólnie biorąc nikt nie rozumie, o co w ogóle

wam wszystkim chodzi. Dlaczego Polaczki wciąż mają pretensje do całego świata. Czemu ciągle grzebiemy mozolnie w historycznej przeszłości, a rozmowy zastępujemy moralistyką. Ustawicznie nadęci i urażeni Polacy stają się najbardziej irytującymi emigrantami (...)”. Użytkownik 2: “ (...) W tym temacie akurat należy grzmiec, aby wiecej nie stawiano nas Polaków w jednym szeregu z naszymi wojennymi oprawcami. Anglik musi zapamietać wreszcie te historyczną prawdę, a stale wykazuje się nieuctwem i brakiem znajomosci historii. Media sa opiniotworcze i mają wpływ na świadomość czytelników. To przy ich pomocy do Polaka – bandyty na Wyspach zaraz dojdzie przydomek – obozowego kapo. „Polskie obozy koncentracyjne”… Użytkownik 3: “Może między innymi dlatego, żeby nasze dzieci, a potem wnuki, wiedziały, że to a tamto jest dobre lub złe”. Użytkownik 4: Czemu tak reagujemy na tego typu określenia? Z prostego powodu – bo wcześniej za PRL nie reagowaliśmy i przypięto nam łatkę największych antysemitów Europy. Nie reagował PRL, więcej – PRL sam jeszcze nakręcały takie zachowania jak sprawa kielecka by przed światem tym przykryć swoje przekręty jak fałsz wyborów 3 x tak, 3 x nie. Dzięki temu później powstawały filmy typu „Shoah” Claude’a Lanzmanna, gdzie odpowiedzialność za holocaust została w głównej mierze zrzucona na Polaków choć to Francuzi własnoręcznie wysyłali Żydów do Auschwitz. Tylko na terenach RP groziła kara śmierci dla całej rodziny za pomoc Żydom a mimo to tej pomocy było najwięcej w skali całej okupowanej Europy. I chodzi o to, żeby wszyscy o tym pamiętali a nie zwalali na nas winę. Pisanie zaś, że antysemityzm jest głęboko zakorzeniony w


KOMENTARZ ► 07 Polakach, bo 3% naszego narodu brało czynny udział w holocauście to taka sama bzdura jak pisanie, że USA były sprzymierzeńcem Hitlera bo procentowo w skali narodu, więcej obywateli USA pochodzenia niemieckiego przed 1941 r. wstąpiło w służbę do jednostek niemieckich.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►KOMENTARZ

Użytkownik 1: “W książce „Czy Polacy są antysemitami” Krzemiński podaje, że 17 proc. społeczeństwa przyznaje się do tzw. twardego antysemityzmu. W badaniach ujawnił się jednak także antysemityzm podskórny. Głęboko zakorzeniony. W tych samych badaniach aż 62 proc. respondentów wybrało jedną z odpowiedzi antysemickich, 43 proc. przynajmniej jedną z odpowiedzi prożydowskich. Można z tych wyliczeń określić, że około 60 proc. Polaków ma poglądy w różnym stopniu zbliżone do antysemityzmu”. Użytkownik 4: “ (...) Kiedy ta książka została wydana, kiedy przeprowadzono te badania? Na pewno nie przed powstaniem KL Auschwitz zaś na pewno po tym bagnie antysemickim, które w 1968 r. i dalej zostało poczynione przez PZPR, Wojskową Informację itd. Więc odpuść sobie tą retorykę „co było kiedyś jest dziś, co jest dziś było kiedyś”. „Polskie obozy” to odniesienie do tego co było w latach 1939-1945, do holocaustu a nie do czasów współczesnych. Sprawdź ile wówczas społeczeństwa przyznawało się do antysemityzmu, ile brało czynny udział w nagonce na Żydów. I pod tym kątem patrz czy określenie „polski obóz” jest używany właściwie czy też nie”. Użytkownik 5: “ Niech nam przypisuja antysemityzm tam, gdzie mają rację, ale niech nam nie przypisują zbrodni, za ktore nie odpowiadamy”.

Użytkownik 1: “ (...) Odpowiedziałem tylko na stwierdzenie, że „przypięto Polakom łatkę antysemitów”. Uważam, a badania to potwierdzają, że taka łata jest akuratna. A jeśli mielibyśmy porównywać antysemityzm teraz a kiedyś to byłaby jeszcze większa kupa.

Komentarz ► Damian Biliński

Nikt polaczkom nie przypisuje zbrodni. „polskie obozy” to stwierdzenie geograficzne. Znowu będę sam siebie cytował bo mi się nie chce powtarzać: „Konserwatyści, którzy rządzą Polską, przemianowują wiele instytucji, zdarzeń, pojęć bo Wierzą oni mocno, że słowa magiczną swoją mocą zmieniają istotę rzeczy. Przez 60 lat największą w Polsce atrakcją turystyczną dla polityków, monarchów i Żydów był obóz w Oświęcimiu, po zakończeniu działalności znany jako muzeum oświęcimskie. Można powiedzieć, że to wschodnioeuropejski odpowiednik rzymskiego Colosseum, gdzie psuto żołądki lwom karmiąc je stworzeniami nie do strawienia.

Wielu użytkownikom, czytelnikom i komentatorom, można by przypomnieć góralską teorię poznania, ale nie dlatego, że jest prawdziwa, tylko dlatego, że zakłada różny punkt widzenia. Co dla jednych jest świętością nie musi być dla drugich. Prawda, a przynajmniej jej części pojawia się we wszystkich komentarzach, ale w niektórych fragmentach jest “G” prawda.

Teraz jakieś marginalne pismo użyło sformułowania „polski obóz” nie precyzując, czy chodzi o położenie geograficzne, czy o odpowiedzialność za tę rzeźnię dla ludzi. Wobec tego władze Polski ślą protesty, no bo rzeczywiście polskie obozy były gdzie indziej i kiedy indziej. Przykładem przedwojenna Bereza, powojenne Łambinowice, Sikawa i inne. Aby utrudnić przypisywanie Polsce Oświęcimia, prawoskrętne media ogłosiły, że nadają temu miejscu nową nazwę: „Były nazistowski niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau”. Każdy ma teraz obowiązek mówienia: „Mój dziadek dostawał w dupę w byłym nazistowskim niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau”. A kto nie będzie językowym purystą tego listami protestującymi i patriotyzmem zakopiemy. Co i tak na nic się zda”.

Józef Stanisław Tischner, polski prezbiter katolicki i filozof, Kawaler Orderu Orła Białego, wpomniał kiedyś o górlaskiej prawdzie: “Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prowda”.

Nie można historii fałszować ani upraszczać. Jeśli dziennikarz popełnia błąd powinien do tego błędu się przyznać. Nie musi na klęczkach iść do Częstochowy, aby odkupić grzechy; nie musi skamlać i prosić o wybaczenie, bo to, czy zostanie mu wybaczone szybciej udowodni rzetelną pracą i szacunkiem wobec czytelnika. W tym przypadku dziennikarza zawiodła rzetelność, brak wiedzy lub niepoprawne uproszczenie. Ale z szacunku dla czytelnika zostało wystosowane sprostowanie i przeprosiny. Zresztą podobne sprostowania odnotowuje się na całym świecie, i jak sądzę jest to spowodowane i szacunkiem wobec czytelnika i strachem też, bo nie ma gorszej katastrofy dla gazety jak strach przed utratą tych, dla których się tę gazetę tworzy. Bo ostatecznie nie ma racji felietonista, publicysta czy dziennikarz. “Rację” ma większość, a ta jednak wie, że określenie “Polskie obozy koncentracyjne” było nie na miejscu. I o tym należy przypominać za każdym razem, bo z czasem w gazetach, zamiast “Świętej prawdy” może być tylko “G” prawda.


OPINIA WYWIAD ► 06 ► 08

„Polski obóz koncentracyjny”, HISTORIA ► 08 czyli wojna o prawdę

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►HISTORIA

Aberdeen, Szkocja, czwartek 31 stycznia 2013 roku. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Od kilku lat angażuję się we wszelkie inicjatywy mające na celu utrwalenie pamięci o Holokauście, uczę Szkotów, czym był Auschwitz, a w rozmowach z dziennikarzami wielokrotnie uświadamiałem ich, co grozi za użycie tej haniebnej frazy. I wszystko na nic.Przede mną leżało poniedziałkowe wydanie „Evening Express”, a w nim, w pierwszym zdaniu jednego z artykułów widniał tekst „Polish concentration camp”. Oj, poleje się krew…

Artykuł, który ukazał się 28 stycznia 2013 roku w „Evening Expressie”.

W Aberdeen ukazują się dwa główne dzienniki – „The Press and Journal” oraz „Evening Express”. Ten pierwszy, zwany w skrócie P&J to najstarsza gazeta w Szkocji, ukazująca się od 1747 roku. Dość poważne, opiniotwórcze pismo o nakładzie około 70 tysięcy egzemplarzy. Drugim pismem jest „Evening Express”, tabloid z aspiracjami. Skupia się na sprawach lokalnych, pisze o jakichś skandalikach itp. Nie jest to jednak typowy tabloid jak „The Sun”, czy nieświętej

pamięci „News of the World”. Ma nakład około 50 tysięcy egzemplarzy. Obydwa pisma są wydawane przez tę samą spółkę – Aberdeen Journals Ltd. Wielokrotnie miałem styczność z dziennikarzami obu gazet przy okazji Holocaust Memorial Day, naszej wystawy o polskich pilotach podczas pokazów lotniczych w bazie Leuchars, czy podczas eventów organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie w Aberdeen. Podczas rozmów często poruszałem kwestię obraźliwego określenia „Polskie

obozy koncentracyjne”. Mówiłem im, co za to grozi i jaka jest reakcja polskich władz. Mniej więcej w połowie ubiegłego tygodnia pojawiły się pogłoski, że w jednej z tych gazet pojawiła się haniebna fraza „Polski obóz koncentracyjny”. Rzadko czytuję te pisma (jeśli już to kupuję P&J), a nikt nie podawał żadnych konkretów. Na dodatek miałem bardzo intensywny okres w pracy i nie wychodziłem z biura przed godziną 20. W czwartek moja żona Marta, która pełni funkcję


REPORTAŻ ► 09

HISTORIA ► 09

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►HISTORIA

prezesa Polskiego Stowarzyszenia w Aberdeen położyła przede mną poniedziałkowe wydanie „Evening Expressu”. Z trudem uwierzyłem w to, co przeczytałem. Opisując wizytę kilku aberdońskich uczennic w Auschwitz niedouczony pismak już w pierwszym zdaniu użył frazy „Polish concentration camp”. Szlag mnie jaśnisty trafił. Od razu wysmażyłem ostre oświadczenie, które Marta jako prezes Stowarzyszenia posłała do redakcji. Ich reakcja była natychmiastowa. Jeszcze w czwartek wieczorem Marta otrzymała maila od niejakiego Craiga – zastępcy redaktora naczelnego „Evening Express” z prośbą o pilny kontakt. Odpisała, że następnego dnia z redakcją skontaktuje się niejaki Matt Biskup, czyli moja skromna osoba. Zostałem mianowany rzecznikiem prasowym Polskiego Stowarzyszenia w Aberdeen. Na jeden dzień.

Nasze oświadczenie. Zostało ono wysłane nie tylko do redakcji, ale także do Anne Begg – lokalnej posłanki do Parlamentu, Konsulatu Generalnego RP w Edynburgu oraz Aberdeen City Council. Jeśli ktoś chciałby skorzystać z tekstu w podobnej sytuacji – ma nasze zezwolenie i wsparcie.

Zadzwoniłem do Craiga w piątek rano i zostawiłem mu wiadomość na poczcie głosowej. Oddzwonił po kilkunastu minutach. Przedstawiłem mu w skrócie dlaczego określenie „Polish concentration camp” jest absolutnie niedopuszczalne i bardzo obraźliwe. Tłumaczył się w sposób standardowy – że chodziło o geograficzną lokalizację Auschwitz, że ich intencją nie było urażenie kogokolwiek (w to akurat wierzę) itp. Przypomniałem mu więc historię z prezydentem Obamą, który w maju zeszłego roku podczas uroczystości na cześć słynnego „Kuriera z Warszawy” Jana Karskiego użył identycznego stwierdzenia, za które później przepraszał. Craig obiecał, że skonsultuje się z naczalstwem i zadzwoni jeszcze raz. Oddzwonił po dwóch godzinach. Zaproponował, bym napisał tekst w sprawie hańbiącego określenia, a oni wydrukują go w dziale „Listy od Czytelników”. Poza tym wydawca skieruje osobisty list z przeprosinami do Polskiego Stowarzyszenia. Powiedziałem mu, że się  zastanowię i oddzwonię do niego.


REPORTAŻ ► 10

HISTORIA ► 10

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►HISTORIA

Zadzwoniłem do Marty. Stwierdziliśmy, że pismaki próbują wykręcić się sianem – rubryki „Listy od Czytelników” prawie nikt nie czyta, a list z przeprosinami Marta będzie mogła co najwyżej oprawić w ramki i powiesić w siedzibie Stowarzyszenia. Tu chodziło o coś innego. Zadzwoniłem do Craiga i przedstawiłem mu ustalone z Martą rozwiązanie, które nas usatysfakcjonuje. Ja napiszę artykuł, w którym wyjaśnię dlaczego zwrot „Polskie obozy koncentracyjne” jest absolutnie niedopuszczalny i obraźliwy dla polskiej społeczności. Że przesuwa odpowiedzialność za Holokaust z Niemców na Polaków, że zafałszowuje historię, że z ofiar robi katów itp. Nad artykułem ma się ukazać tekst od redakcji wyjaśniający, że poniższy artykuł ukazuje się jako reakcja na poniedziałkowy tekst, w którym ukazało się niedopuszczalne stwierdzenie, za które redakcja przeprasza. Po drugiej stronie słuchawki zapadło milczenie. - A jeśli nie zamieścimy takiego artykułu? – padło w końcu pytanie. - W takim wypadku poprosimy o interwencję polski Konsulat Generalny w Edynburgu, ambasadę w Londynie i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. A mogę Pana zapewnić, że w takich wypadkach te instytucje ZAWSZE reagują i to ostro! – odpowiedziałem.

O tym chyba już wiedział. Poprzedniego dnia Marta posłała mu link do strony na Wikipedii, na której opisane są przypadki użycia tego hańbiącego stwierdzenia i reakcje, z jakimi się spotkały. - I co one nam zrobią? – spytał Craig. - A o tym to Pan i pańska redakcja przekonacie się na własnej skórze! – odparłem złowieszczo, a w myślach dodałem: „Zlituj się facet nad samym sobą, bo będziesz mierzył swoją pismacką karierę w mikronach!”. Powiedział, że taką decyzję musi podjąć redaktor naczelny i że oddzwoni do mnie. Potem miałem ważne spotkanie służbowe, które trochę się przeciągnęło. Po powrocie do biurka zadzwoniłem do redakcji. - Dzień dobry, mówi Matt Biskup z Polskiego Stowa….. - Taaaak, wiem kim Pan jest! – przerwała mi sekretarka – Właśnie trwa zebranie redakcji w Pana sprawie. I rzuciła słuchawką. „No, niezłego dymu narobiłem!” – pomyślałem z satysfakcją i otworzyłem skrzynkę mailową. Wcześniej bowiem rozesłałem nasze oświadczenie do Aberdeen City Council oraz wszystkich oficjeli, których poznałem przy okazji prac nad organizacją Holocaust Memorial Day, w tym do Lorda Pro-

vosta (tutejszy odpowiednik prezydenta miasta). Odpisało kilkunastu z nich. Wszyscy bez wyjątku wsparli nasze stanowisko. Bardzo zaskoczyła mnie reakcja moich współpracowników, którym w przerwie na lunch opowiedziałem całą sprawę. Większość z nich to inżynierowie spędzający pół życia na platformach wiertniczych. Sądziłem, że będę musiał im drobiazgowo tłumaczyć całą sprawę. A tymczasem oni natychmiast zrozumieli o co chodzi. „Cooo??? Napisali „Polski obóz koncentracyjny”??? Matt, zaciągnij im tyłki do sądu i niech płacą!”. Craig oddzwonił pod koniec dnia. - Jutro w gazecie na jednej z głównych stron ukaże się odpowiednie sprostowanie z przeprosinami. Zgodziłem się na to. Mojego artykułu, który zapewne byłby napisany równie ostrym językiem co oświadczenie (nie należę bowiem do ludzi owijających rzeczy w bawełnę) i tak by nie wydrukowali. Albo przeciągaliby publikację w nieskończoność. A na końcu wydrukowaliby go na dwudziestej którejś stronie. A czas również grał w tej sprawie  istotną rolę.


HISTORIA ► 11

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►HISTORIA

Reakcja moich współpracowników: „Na pierwszej stronie niech przepraszają! I to przez tydzień!”. Faktycznie, następnego dnia ukazało się sprostowanie. Robi na mnie wrażenie dość ogólnikowego, ale ważne, że znajduje się w nim słowo „przepraszam”. No i ukazało się na piątej stronie gazety, podczas, gdy artykuł z haniebnym stwierdzeniem ukazał się na stronie czternastej. No i to by było na tyle. Szkoccy dziennikarze zrozumieli swój błąd, sprostowali i przeprosili. A po dymie, jakiego narobiliśmy jestem niemal pewien, że żaden z aberdońskich pismaków już więcej nie użyje tego sformułowania. Szokująca była za to dla mnie reakcja pewnego didżeja (nazwiska litościwie nie wspomnę) prowadzącego polską audycję w radiu SHMU FM. To lokalna stacja radiowa, w której w każdą sobotę od godziny 8:00 do 10:00 rano trwa program „Śniadanie po polsku”. Ów didżej (Polak oczywiście) określił całą sprawę mianem niewartej poruszenia „jakiejś tam niezgodności gramatycznej” oraz nazwał ją „wkładaniem patyka w mrowisko”, co okrasił głupkowatym śmiechem. Współprowadząca próbowała wytłumaczyć mu istotę całej sprawy, ale niewiele do niego docierało. PS. Zamieściłem link do tej audycji, jednak po dwóch dniach została ona wykasowana z radiowego serwera.

Sprostowanie ukazało się na piątej stronie gazety, podczas, gdy artykuł z haniebnym stwierdzeniem ukazał się na stronie czternastej.


REKLAMA ► 12

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►REKLAMA

Czy można być bliżej klienta? Z Nami można!

Fot: Fotolia

www.openscotland.pl

OPEN POLISH MAGAZINE


REKLAMA ► 13

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ►REKLAMA

www.openscotland.pl

OPEN POLISH MAGAZINE jesteśmy dostępni w zasięgu...

Fot: Fotolia

dłoni!

*

Nie piszemy małymi literkami! NASZA OFERTA DOSTĘPNA JEST PRZEZ CAŁY ROK! www.openscotland.pl


Wybrukowany POLISH REVIEW ► Janusz Młynarski

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► OPINIA

Giles Coren, felietonista „The Times’a” przejęty faktem, że polski jest najczęściej używanym językiem obcym w Wielkiej Brytanii postanowił przyłożyć Polakom, bo chciał skrytykować, za antysemityzm... jednego z brytyjskich posłów. Spróbujmy wyjaśnić, co ma piernik do wiatraka.

OPINIA ► 14

„The Times”

zakrzywionymi nosami. - pyta Coren - Dlaczego nie wzoruje się na Polakach, którzy Żydów nie lubią, biorą ich na widły i wrzucają do ognia, do studni, zalewają betonem, a później piją wódkę i tańczą na ich grobach?”

Kim jest Giles Coren? Potomek polskich Żydów, autor kilkuset recenzji i felietonów, w „The Times” na tematy – najogólniej mówiąc – gastronomiczne. Od czasu do czasu jednak, na kolumnie, na której ów autor rozprawia o wyższości bretońskich muli nad irlandzką kaszanką, pojawiają się, ziejące nienawiścią do Polaków, artykuły. I tak w 2008 roku, w artykule pt. „Two waves of immigration” napisał: „My, rodzina Coren, jesteśmy tutaj, ponieważ przodkowie tych Polaków, którzy teraz wracają do domu, dobrze się bawili w czasie Wielkanocy zamykając Żydów w synagodze i podpalając ją. ” Punktem wyjścia do tego artykuły był niedawny pogrzeb stryja Corena, Harry’ego który przeżył Holocaust i zmarł w Londynie dożywszy sędziwego wieku. „Harry nie wyjechał w nadziei znalezienia lepszego życia. Pisał dalej Coren - „Chciał przeżyć. Z oczywistych powodów powrót dla niego był niemożliwy, a przed rokiem 1945 Polska, którą opuścił, już nie istniała. Dlatego moja sympatia co do trudnej sytuacji współczesnych „Polaczków” jest ograniczona i jeśli Anglia nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym, jakim jawiła się im trzy czy cztery lata temu, to, szczerze mówiąc, mogą stąd zniknąć.”

Today I am make my first column in Polski”- to pierwsze zdanie jego felietonu. Cała reszta jest również pełna błędów gramatycznych i ortograficznych. Giles parodiował Polaków mówiących łamaną angielszczyzną, tyle, że z żartami nie miało to nic wspólnego. Zamiarem felietonisty było bowiem, skrytykowanie Davida Warda, posła Partii Liberalno – Demokratycznej, za jego - w mniemaniu Corena – antysemickie wypowiedzi. Coren miał pretensje do Warda, iż ten nie chce się przyznać do tego, że nie lubi Żydów, że powinien brać przykład Polaków, którzy się z tym nie kryją. „Polacy są zdziwieni, że poseł Ward nie umie bez ogródek wyrazić swoich opinii o Żydach. Dlaczego nie chce się przyznać, do tego, że nie podobają mu się Żydzi ze swoimi Fot: Fotolia


Życzliwość dla Hitlera

-Żydowskich, autor i współautor ponad 40 dużych publikacji na temat historii Polski oraz relacji polsko-żydowskich na przestrzeni kilkuset minionych lat, napisał w swoim liście do „The Timesa”: „Z żalem przeczytałem nieprzemyślany artykuł Corena ponieważ w Polsce robi się wiele, żeby wyjaśnić wszystko co bolesne w stosunkach polsko - żydowskich, w tym również kwestię antysemityzmu. Na przykład debata o masakrze w Jedwabnem, w 1941 roku, i o jej wpływie na stosunki polsko -żydowskie została potraktowana bardzo poważnie i głęboko. Polski Instytut Pamięci Narodowej opublikował dwa tomy materiałów zawierających dowody zbrodni oraz dokumentujących przebieg śledztwa. Prezydent Aleksander Kwaśniewski dokonał oficjalnych przeprosin i wyraził ubolewanie z powodu wyrządzonego zła”.

Artykuł ten wzbudził falę protestów nie tylko ze strony czynników oficjalnych, brytyjskiej Polonii, lecz również ze strony środowisk żydowskich, które również uznały felieton za skandaliczny i obrażający Polaków. „The Times” opublikował list Barbary Tuge-Erecińskiej, ówczesnej ambasador RP w Wielkiej Brytanii, która wytykając autorowi nierzetelność, zaprotestowała przeciwko rozpowszechnianiu negatywnych stereotypów m.in. Polaka - antysemity, Polaka - rasisty itp. Przypomniała też, że Polacy również byli celem niemieckich nazistów podczas II wojny światowej. „Traktowali Polaków jako podludzi, zamierzali zetrzeć z powierzchni ziemi cały naród” Na list polskiej ambasador, Coren zareagował niemal natychmiast i arogancko, publikując pod kolejnym swoim felietonem taką oto odpowiedź: „Szczególnie cieszy mnie reakcja Barbary Tuge-Erecińskiej, ambasador RP w UK. Proszę napisać znów, tym razem o pogromie Żydów w Kielcach w 1946 roku, 15 miesięcy po zakończeniu wojny. Zabijano wówczas Żydów, którym udało się przeżyć obozy koncentracyjne”. Znacznie bardziej życzliwy był Coren dla Hitlera. W jednym z felietonów, zatytułowanych „That Adolf Hitler he’s having a laugh”, Coren, przytaczając anegdoty, których bohaterem był jeden z największych zbrodniarzy w historii ludzkości, zastanawiał się, czy Hitler miał poczucie humoru. tekście autor odnosił się do Hitlera z sarkazmem, ale życzliwym, uznając go w końcu za niezbyt wyrafinowanego facecjonistę.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► OPINIA

OPINIA ► 15

Kogo boi się Coren? Zanim padnie odpowiedź na to pytanie, godzi się wyjaśnić, co to tak ubodło autora paszkwilu w poglądach Davida Warda i dlaczego posłużył się Polakami. David Ward, polityk i poseł z ramienia Partii Liberalno – Demokratycznej, nigdy nie szczędził władzom Izraela słów krytyki za to, co zgotowali Palestyńczykom. Ubolewał, że wskutek różnego rodzaju „działań prewencyjnych” giną niewinni ludzie – palestyńscy cywile, głównie kobiety i dzieci. -Odwiedziłem dwukrotnie Auschwitz, raz z wycieczką szkolną, raz z moją rodziną. To było wstrząsające! Jestem teraz zasmucony tym bardziej, bo Żydzi, którzy podczas Holokaustu doznali tak niewyobrażalnych prześladowań, tak ponurych doświadczeń sami teraz dokonują zbrodni na Zachodnim Brzegu

Prof. Polonsky żałuje Profesor Antony Polonsky z Brandeis University, wiceprzewodniczący Instytutu Studiów PolskoFot: Fotolia


OPINIA ► 16

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► OPINIA

i w Strefie Gazy. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że Żydów niczego Holokaust nie nauczył, że nie wysnuli żadnych wniosków z tej potwornej zbrodni - powiedział poseł dziennikowi „The Telegraph”. I to jest odpowiedź na pierwsze pytanie – dla Corena jakakolwiek krytyka polityki Izraela, jest krytykowaniem wszystkich Żydów, co – zgodnie z jego nieskomplikowaną logiką – jest antysemityzmem. W „Polityce” z 26 lipca,2008 roku, Krystyna Lubelska, przeprowadziła wywiad z rabinem Shalomem Ber Stamblerem, założycielem studiów rabinackich w Warszawie. Jedno z pytań brzmiało: „Wspólne Żydów i Polaków cierpienie w czasie wojny bardziej ich dzieli niż łączy? Przecież tragedia Holocaustu, choć zdarzyła się na polskiej ziemi, nie stała się z winy Polaków?”. -Nie ukrywam, że antysemityzm w Polsce istnieje. Kilka razy przydarzyły mi się nieprzyjemne rzeczy. Jednak statystycznie rzecz ujmując jest go nawet mniej niż we Francji czy w Wielkiej Brytanii”.

Rabini, to mądrzy ludzie, dużo wiedzą o życiu, więc jeśli rabin mówi, że w Wielkiej Brytanii antysemityzmu jest więcej niż w Polsce, to znaczy, że wie co mówi. I tu mamy odpowiedź na drugie pytanie. Coren napadł Polaków nie tylko dlatego, że ich nie lubi. Zasadniczym powodem było to, że on nie może pisać o antysemityzmie brytyjskim, bo mógłby sporo stracić, chociażby posadę „kolumnisty” w „The Times”, a ze znalezieniem nowej mógłby mieć spore trudności.

List Ambasadora RP Witolda Sobkowa, który w skróconej wersji opublikował “The Times” Zdarza się, że – tak jak ostatnio – natrafiamy w mediach brytyjskich na zniekształcony wizerunek Polaków, przedstawianych w negatywnej, jeśli nie wręcz złośliwej formie. Dawniej było to wyłącznie domeną brytyjskich tabloidów, ale dzisiaj, kiedy okazuje się, że język polski jest drugim najbardziej rozpowszechnionym językiem w Anglii i Walii, do chóru lęków i uprzedzeń dołączyła poważna gazeta, z artykułem Giles Coren’a (The Times, „Today I am make first column in Polski”, 2 February 2013). Giles Coren naśmiewa się z tego w jaki sposób polscy imigranci mówią po angielsku, zakładając, że inteligencję człowieka (albo jej brak) można określić na podstawie poziomu płynności w posługiwaniu sie językiem obcym. My przynajmniej staramy się uczyć obcych języków nawet, jeśli nie posługujemy się nim w 100% płynnie. Pan Coren zapomina, albo ignoruje fakt, że ci sami Polacy, z których szydzi budują brytyjskie drogi, stadiony, tunele, domy, obsługują brytyjskich klientów w restauracjach, pracują dla dobra brytyjskich gości hotelowych, jeżdżą brytyjskimi samochodami, wzmacniają brytyjskie banki i agencje konsultingowe w City, jako lekarze i pielęgniarki opiekują się brytyjskimi pacjentami, wzmagają brytyjską konkurencyjność, płacą podatki i wnoszą wkłady do funduszów emerytalnych obywatelki UK. Polacy nie nadużywają systemu przez pobieranie dodatków na dzieci zamieszkałe w Polsce, co sugerował w kilka innych niedawnych artykułach. Polacy, po prostu, postępują zgodnie przepisami prawa brytyjskiego i UE. Według raportu NIER (Narodowy Instytut Badań Ekonomicznych i Społecznych), od roku 2004 do 2009 napływ imigrantów do Wielkiej Brytanii z krajów, które niedawno stały sie członkami Unii Europejskiej, głównie z Polski przyczynił sie do wzrostu brytyjskiego PKB o 0.38%, co stanowi 4.91 miliardy funtów. Polacy przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, żeby ciężko pracować i wypełniają luki w rynku pracy. Skoro tak wielu Polaków jest twoimi sąsiadami, mamy nadzieję, że być może zechcesz dowiedzieć się czegoś więcej o tych obcokrajowcach, o ich historii i zwyczajach, ich kuchni i kulturze. Po prostu spróbuj, zrób choćby najmniejszy krok w tym kierunku. Niestety, Pan Coren próbuje łączyć humor z żałosną zabawą językową, uwieńczoną incydentami antysemickimi w UK, które zwyczajnie nie mają nic wspólnego z Polakami. To, co łączy te elementy, to powtarzająca się teza Coren’a: ‚Polacy to Antysemici’. Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy Giles Coren prowokuje polską społeczność w Wielkiej Brytanii oskarżeniami o antysemityzm, a my ze swej strony ubolewamy, że pozwala mu się wyrażać jego nikczemne poglądy na łamach The Times. W wyobrażeniu pana Corena Polska wydaje się przypominać świat Borata. Coren ignoruje fakt, że w Polsce buduje się synagogi a nie je pali, jak w niektórych krajach, i że w Polsce szanuje się wolność wyznania i obrządku. Wśród odznaczonych Sprawiedliwy wśród Narodów Świata Yad Vashem wymienia 6339 Polaków i tylko 19 Brytyjczyków; fakt ten mówi sam za siebie. W obliczu głupich oskarżeń zapraszamy pana Corena na doroczny festiwal żydowski w Kazimierzu w Polsce, gdzie tysiące ludzi świetnie się bawi i w pełni docenia kulturę żydowską. Odrobina wysiłku może wiele zdziałać i niewykluczone poszerzyć horyzonty myślowe pana Coren’a. Dla niektórych mniej wykształconych czytelników prasy brytyjskiej może to być szokująca wiadomość, ale Polska nigdy nie kolaborowała z nazistowskimi Niemcami podczas Drugiej Wojny Światowej. Zarówno polski rząd przed wojną, jak i polski rząd na wygnaniu podczas wojny oraz krajowa Armia Podziemna otwarcie przeciwstawiały się Nazistom. Zatrzymaj się na chwilę, pomyśl i spróbuj zrozumieć, dlaczego w przedwojennej Europie największa społeczność żydowska mieszkała w Polsce. Czy mogłoby to znaczyć, że Polska był krajem najbardziej otwartym dla Żydów? Oczywiście nie znaczy to, że nie zanotowano aktów antysemityzmu – jesteśmy w pełni świadomi historii naszego kraju. Jakkolwiek, warto w tym miejscu wspomnieć, że w przeciwieństwie do innych krajów europejskich, Polak złapany na pomocy Żydom w okupowanej przez Niemców Polsce w czasie Drugiej Wojny Światowej był bezwzględnie skazywany na śmierć. Pomoc Żydom wymagała poświęcenia i była czynem bohaterskim, ponieważ na szali stawiało się nie tylko własne życie, ale też życie wszystkich swoich członków rodziny. Smutne jest to, że w efekcie panoszącej się ignorancji fakty te nie są powszechnie znane w Europie. Być może zdziwi to czytelników The Times, jednakże, w obliczu prawdy, my Polacy jesteśmy dumni i nie boimy się o tym mówić, nie możemy przyjąć do wiadomości ani zaakceptować dokonanego przez pana Corena odrażającego opisu Polaków, jako ‚modelowych Antysemitów’, nawet jeśli, co również jest możliwe, (chociaż trudno to rozszyfrować z oczywistych powodów językowych) tym co chce nam powiedzieć jest to, że niebezpieczeństwo antysemityzmu pozostaje ciągle żywe tak w Europie Zachodniej jak i w Zjednoczonym Królestwie. Tłumaczył: Andrzej Żuromski


REKLAMA ► 17

Fot: Fotolia

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REKLAMA

www.openscotland.pl

 www.openscotland.pl


REPORTAŻ ► 18

REPORTAŻ ► DAMIAN BILIŃSKI

Fot: Barbara Glinka. Psycholożka i fryzjerka

Psycholożka i fryzjerka 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REPORTAŻ

Mały i dość ciasny sklep spożywczy z polskimi produktami. Na końcu sklepu wąskie i dość klaustrofobiczne wejście po schodach na pierwsze piętro. Im bardziej zbliżałem się do celu, tym muzyka grała głośniej. Pukam w drzwi. Wchodzę. W środku dwie kobiety. Jedna z nich to klientka, druga? No właśnie; kim jest fryzjerka?


REPORTAŻ ► 19

- Dzień dobry panu, proszę usiąść i chwilkę poczekać. To naprawdę nie potrwa długo – uśmiechnęła się Basia i ściszyła nieco BBC 1.

gdzie podciąć włosy, gdzie zostawić, choć na koniec i tak powierzyłem głowę Basi, ufając, że gdy wyjdę z salonu nie będę musiał się wstydzić.

Dotyk

- No dobrze proszę pana. Proszę pytać. Postaram się udzielać odpowiedzi w trakcie obcinania – zaproponowała.

Siedziałem na krześle, rozglądałem się dookoła, próbując jednocześnie zaaklimatyzować się w przestrzeni, której nie było zbyt wiele, ale wystarczająco, aby zmieścić trzy stanowiska. Na ścianach kilka drobnych obrazków, nic specjalnego, ale doskonale wkomponowane w kolorystykę pomieszczenia; turkus, żółć, czerwień, do tego lustra i czarne fotele. Nie mogłem doszukać się tylko zegara. W drugim pomieszczeniu Basia kończyła jedną z czynności, którą, jako mężczyzna, nie do końca rozumiałem.

Kilka dobrych lat temu będąc u fryzjera miałem przyjemność być obsłużony przez bardzo młodą fryzjerkę. Okazało się, że to praktykanta z niewielkim stażem. Na początku lekko się przeraziłem, wszak chodziło o mój wizerunek. Ale że fryzura miała być banalnie prosta zaryzykowałem. Poprosiłem o obcięcie całej głowy maszynką na numer 1. Fryzjerka jeździła maszynką bardzo ostrożnie, dopieszczając najmniejszy fragment głowy. Dziwiłem się, bowiem taka fryzura to kwestia paru chwil, kilku zdecydowanych pociągnięć i jakieś korekty. Tymczasem ona, nie tyle obcinała głowę, ile ją pieściła. Jednak najdziwniejsze przyszło na koniec. Okazało się, że jestem pierwszym jej klientem, któremu obcięła prawie wszystkie włosy. Zaproponowała, a właściwie grzecznie zapytała, czy może swoimi dłońmi podotykać, pomasować łysą głowę. Oczywiście zgodziłem się. Przyjemność była po obu stronach, choć po stronie młodej fryzjerki widać było radość niewspółmiernie większą. Na koniec, z uśmiechem na twarzy podziękowała mi serdecznie komentując, że to był jej pierwszy raz.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REPORTAŻ

- Chwileczkę, tylko wysuszę włosy i porozmawiamy, a bardzo Ci się śpieszy? - zapytała. Podczas suszenia, rozczesywania i prostowania włosów klientki, zdążyliśmy poplotkować o mężczyznach, opowiedzieć kilka historii z życia fryzjerów i fryzjerek, ale tych z zamierzchłych czasów lat 90-tych. - To były czasy. Gotowe! Widzę, że często prostujesz włosy. Jeśli chcesz kupić dobrą prostownicę to niestety, ale trzeba wydać minimum 100 funtów. Polecam, na takiej można spokojnie dwa lata prostować. To inwestycja, która się opłaca – skomentowała Basia. Następny proszę!

Czy tobie zdarzało się dotykać w ten sposób klienta? Jak to jest dotykać klienta? - W zawodzie jestem od 11/12 lat. Pamiętam

Usiadłem wygodnie w fotelu. Wytłumaczyłem, Fot: Barbara Glinka. Psycholożka i fryzjerka


REPORTAŻ ► 20

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REPORTAŻ

różne historie, a nawet takie, które nie przystoi opowiadać, ale dotyk jest wpisany w ten zawód, i jeśli ktoś chce zostać fryzjerem, nie może mieć żadnych oporów. Trzeba dotykać, inaczej nie da rady. Poza tym kontakt z klientem, niestety bywa różny. Jeśli przyjdzie klient delikatnie mówiąc zaniedbany, to inaczej się taką osobę dotyka, to oczywiste. Ale zdarzały się przypadki, gdy klientami byli przystojni mężczyźni. Jestem kobietą, i jak każda kobieta, a nawet człowiek po prostu, reaguję czasami emocjonalnie. Nie chodzi o sprawy erotyczne (pauza), a raczej o to, żeby dobrze obciąć. W takich momentach, gdzie serce bije nieco inaczej, palce również inaczej pracują. Wówczas pojawia się mały dreszczyk adrenaliny, ale i strachu, żeby czasami nożyczki nie obcięły za dużo. Chodzi o klienta. Wychodząc z salonu powinien mieć przeświadczenie, że został dobrze obsłużony, i że nie musi chodzić bocznymi ulicami, wstydząc się o swój wizerunek. Poza tym, jeśli z jakiś powodów źle obetnę włosy, drugi raz klient może się nie pojawić. Odpowiadając na twoje pytanie powiem tak: gdy zaczynałam pracę w zawodzie zdarzały się różne sytuacje, ale dzisiaj podchodzę do tego z dystansem i zawodowo. Rutyna. Czy tutaj z boku podciąć więcej, wyżej, czy tak może być? - dopytała nieco w emocjach Basia.

Kontakt Kilka razy zdarzyło się, że trafiając do salonu fryzjerskiego (ostatnio w Edynburgu), w którym na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło było miło, schludnie i sympatycznie, to jednak po kilku minutach chciało się wyjść. Niestety, gdy się siedzi na fotelu, a fryzjer z nożyczkami w dłoni pyta jak obciąć, to jakby za późno na ucieczkę. Pewnego razu kobieta obcinała mnie przez dobre 15 minut, ale nasz chłodny kontakt dotyczył tylko krótkich pytań i jeszcze krótszych odpowiedzi. Czy w zawodzie fryzjera takie cechy jak asertywność, komunikacja, być może jakieś podstawy psychologii, czy nawet zwykłe poczucie humoru odgrywają znaczącą rolę na rynku? Wszak konkurencja w Szkocji jest olbrzymia. - To prawda, konkurencja jest duża. Ludzie od zawsze obcinali włosy, obcinają i obcinać będą. Jedni kierują się do profesjonalnych zakładów fryzjerskich, inni wlatują przypadkowo, a jeszcze inni odwiedzają swoich ulubionych i sprawdzonych fryzjerów. Mój zakład należy raczej do tej trzeciej kategorii. Nie jest to wielki salon fryzjerski, nie epatuje ekskluzywnością, a raczej przypomina awangardowy pokój. Salon w pewnym sensie odzwierciedla mnie samą, i jeśli jest tu jakiś bałagan, to raczej taki sympatyczny i do ogarnięcia. Postawiłam na naturalność i klimat. Nie muszę traktować tego miejsca jak fabryki, w której maszynowo obcinam klientów. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, ale na ścianie nie mam żadnego zegara. Tutaj nie muszę się spieszyć,

Długość włosów była odpowiednia, choć zacząłem nieco taktycznie marudzić, że może odrobinę krócej i wyżej. No i te kilka siwych włosów też chciałem obciąć. Ponadto chciałem zapytać o … Fot: Barbara Glinka. Psycholożka i fryzjerka


REPORTAŻ ► 21

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REPORTAŻ

a i klient nie siedzi pod presją czasu. Natomiast jest czas na kontakt i rozmowę z klientem. To bardzo ważne, tak mi się wydaje. Jeśli mój kontakt z klientem jest dobry, to jest oczywiste, że następnym razem również przyjdzie do mnie obciąć się, ale i porozmawiać. To trochę taka terapia psychologiczna. Klient ma do mnie zaufanie i wie, że o wielu sprawach może ze mną porozmawiać. Czasami mogę pomóc, doradzić, a nawet jeśli trzeba to, przytulić. Takie przypadki również się zdarzają. Poza tym mam jakieś podstawy psychologii i spore doświadczenie, więc wiem jak reagować, jak podchodzić, wiem jak rozmawiać. Kontakt z klientem to podstawa. Zresztą chyba sam zauważyłeś. A teraz będzie dobrze? Zobacz w lusterku jak wygląda z tyłu. I jak myślisz?

więc słucham: o problemach finansowych, o problemach sercowych, o miłości, seksie, zdradach, chorobach, a nawet zdarzały się przypadki kryminalne. Czasami, gdy wychodzę na miasto wiele z tych przypadków/ludzi pomimo, że się nie znamy, to jednak trochę znam. Nie jest to łatwe. Niekiedy przychodzę po pracy do domu, a w głowie huczą zasłyszane historie. Oczywiście należy o nich w miarę szybko zapomnieć, ale czasami nie jest to łatwe, np.: miałam kiedyś taką historię. W salonie było małżeństwo. Na fotelu obcinałam kobietę, a na krześle siedział mężczyzna. W pewnej chwili po krótkiej wymianie zdań między kobietą a mężczyzną zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Ona orzekła, że wraca do Polski, że ma już wszystkiego dość i, że już go nie kocha. On z kolei krzyczał, że nigdzie jej nie puści, że nie odda jej paszportu. Sprawa rosła z minuty na minutę. Zaczęli przekrzykiwać się na temat dziecka, tzn., kto to dziecko zatrzyma przy sobie, a ja? Ja stałam między facetem a kobietą i próbowałam sprawę łagodzić. Mogłabym wiele spraw opowiedzieć, ale z racji zaufania, którym obdarzają mnie klienci po prostu nie mogę. Ale mogę powiedzieć, że większymi plotkarzami i gadułami są mężczyźni. Tak wynika z mojego doświadczenia. A czy teraz będzie dobrze? Mnie się wydaje, że jest dobrze?

Miałem jeszcze kilka pytań, więc nie mogłem się zgodzić. Zaproponowałem, aby z tyłu przyciąć nieco bardziej na Mohikanina. W końcu jestem... Klient Klient często jest wymagający, nie rzadko upierdliwy, może być miły, normalny, ale również niesympatyczny, a nawet agresywny. Chciałbym zapytać o twoich klientów, czy twoi klienci to normalne przypadki, czy też zdarzają się zgoła inne historie?

Gdyby nie fakt, że właśnie przyszedł kolejny klient posiedziałbym na fotelu dłużej. Dlatego przyznałem, że obcięte jest fachowo i dobrze, ale zanim zszedłem z fotela dopytałem o słowo...

- Trochę to jest tak, jak w życiu. Są osoby normalne i takie, które od tych norm jednak odstają. Przychodzą klienci i opowiadają o całym swoim życiu. Ja staram się przede wszystkim słuchać, Fot: Fryzura wykonana przez Barbarę Glinkę.


REPORTAŻ ► 22

w ich domach, chociaż z niektórymi bardzo fajnie się współpracowało, postanowiłam pracować w salonie. Początkowo nawet mi się podobało. Nie musiałam nigdzie jeździć. Jednak wymagania stawiane przez właściciela salonu otworzyły mi oczy. Wspomnę tylko, że aby wynająć stanowisko w salonie trzeba zapłacić minimum 50 funtów dziennie. Być może w innych miejscach stawki są nieco mniejsze, ale generalnie tak to wygląda. Dlatego po niezbyt udanym początku w zawodzie, postanowiłam otworzyć swój własny salon. I nie żałuję. To była jedna z najlepszych decyzji. No dobrze. Skończone. Teraz możesz układać włosy i tak, i tak. Nałożyć żelu? (śmiech).

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REPORTAŻ

Dobrze Chyba każdy z nas pamięta początki na Wyspach. Na pewno są takie osoby, którym od razu udało się złapać dobrze płatną pracę, a także odpowiednie towarzystwo. Jednak zdecydowana większość łapała okazję; a to na zmywaku, a to w magazynie albo w fabryce. Basia postawiła od razu na swój zawód, ale łatwo nie było: - Do Szkocji przyleciałam 6 lat temu, i w sumie od razu postanowiła zająć się fryzjerstwem. Odpowiednio zmotywowana kupiłam trochę sprzętu i ruszyłam w trasę. Obcinałam klientów w domu. Często do klientów zawoził mnie mąż, ale jeździłam nawet na rowerze. Oczywiście do czasu. Pewnego dnia zadzwonił klient. Spakowałam sprzęt, wsiadłam na rower i pojechałam. Na miejscu okazało się, że klientów było dwóch, a w dodatku pijanych. Skończyło się tym, że nie zobaczyłam ani pieniędzy ani roweru. Najprawdopodobniej ukradł go jeden z nich, który w międzyczasie miał pójść do bankomatu po pieniądze. Podobnych i niemiłych sytuacji miałam więcej. Z przerażeniem odwiedzałam niektórych Polaków. Gdybym miała użyć jednego słowa, aby ich określić powiedziałabym tak: patologia! Kłótnie, wulgaryzmy, alkohol, a nawet filmy pornograficzne w obecności dzieci. To nie są sprzyjające warunki do normalnej pracy. Zresztą niektóre dzieci, jak to dzieci, słodkie nie były. Jednego razu mój sprzęt został zniszczony m.in. przez dziecko. Wówczas postanowiłam, że zamiast użerać się z klientami

Zszedłem z fotela i podziękowałem. Moje miejsce zajął kolejny klient. W trakcie, gdy Basia zajmowała się głową mężczyzny, ja dopytywałem o... Biznes Każdy lub większość osób, które otwierały biznes w Polsce doskonale odczuły zawiłości prawne i utrudnienia, z jakimi trzeba się zmagać. Tutaj w Szkocji również trzeba nieco wysiłku, ale nieporównywalnie mniej, niż w Polsce, a do tego i satysfakcja większa i pieniądze. - No tak. Gdybym chciała otworzyć salon nad Wisłą, musiałabym liczyć się z wieloma formalnościami, podatkami, opłatami, wizytami, np.: sanepidu. Tutaj również są formalności, ale ograniczone do minimum: rejestruję się jako samozatrudniona, wynajmuję lokal, podłączam media, prąd i ciepłą Fot: Fryzura wykonana przez Barbarę Glinkę.


REPORTAŻ ► 23

wodę, kupuję gaśnicę, apteczkę, sprzęt i działam. rzadziej. Warto również się ubezpieczyć, to na wypadek bardzo wybrednych klientów, a tacy bywają, np.: po wykonaniu usługi nie chcą płacić, albo udają się na skargę do urzędu. No, różnie bywa. Poza tym, żeby otworzyć taki salonik jak mój, dwa lub trzy stanowiska, potrzeba naprawdę niewiele środków. Wystarczy około 5 tys. funtów, a to stosunkowo niewiele, kto wie, może niebawem otworzę coś większego? Ale do tego trzeba znaleźć

słuchania i rozmowy z ludźmi

ludzi. Mówię o fryzjerach, a z tym nie jest tak

to sukces gwarantowany.

łatwo. Niby dużo fryzjerek przyjeżdża z Polski,

Jednak nie wszyscy

ale niestety, często lądują w fabrykach, w których

myślą w ten sposób. To taka

pracują po kilka lat. Niby nabytych umiejętności się

filozofia, a raczej moja

nie zapomina, ale doświadczenie niektórych pań

psychologia.

pokazuje, że nie jest łatwo wrócić do zawodu po przepracowaniu kilku lat w fabryce. Z fryzjerstwem

Według spostrzeżeń fryzjerki i psycholożki, zdecydowanie bardziej wymagającymi klientami są mężczyźni. Według Basi, to mężczyźni chcą być obcięci idealnie, cudownie i perfekcyjnie, a nie jakby mogło się wydawać kobiety.

trzeba być na bieżąco. Pomimo, że w zawodzie pracuję od 11/12 lat, wciąż podnoszę swoje kwalifikacje, np.: certyfikat, który wisi na ścianie kosztował mnie 280 funtów. To dowód, że ukończyłam kurs, ale nie kurs fryzjerstwa, a specjalny kurs, który mnie interesował. To jest bardzo dobry sposób na podnoszenie swoich kwalifikacji, bo kurs robi się indywidualnie, a nie grupowo, więc nabywa się konkretnej

- Przepraszam, bo się rozgadałam. Tutaj miało być krótko, na numer 1, tak? I wyżej, czyli tak jak ostatnio? To dobrze (śmiech).

umiejętności, np.: stylizacji. Im więcej kursów, tym większa wiedza. Im większa wiedza, tym więcej klientów. To oczywiste. A jeśli dołączymy do tego umiejętność Fot: Fryzura wykonana przez Barbarę Glinkę.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REPORTAŻ

Kontrola pojawia się raz do roku, czasami nawet


POLKA SUKCESU

Kasia Piechocka backstage FASHION CULTURE, modelka: Maria Golnik, foto: Monika Jakubowska

Kasia Piechocka Projektantka biżuterii z duszą. 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZMOWA

ROZMOWA ► 24

„Nie tworzę biżuterii, która by podążała za trendami. Ja chcę projektować biżuterię, która będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie, ponadczasową i drogocenną.” Z Kasią Piechocką rozmawia Gosia Szwed. 


ROZMOWA ► 25 Kasię spotkałam na sesji zdjęciowej projektu Fashion Culture. Jej biżuteria od razu przykuła moje oko i kupiła serce. Niczym typowa kobieta – sroka, kocham biżuterię, a szczególnie tą tak misternie łączącą nutkę nostalgii z nowoczesnością. Kasia to projektantka niezwykła. Jej biżuteria podbija gusta kobiet z całego świata, często jest wykorzystywana w projektach editoriali dla znanych magazynów. Jej projekty to mieszanka wysublimowanego smaku, przyprawionym nieco pazurem, obsypana posypką nowoczesności. Wykonana z kamieni i metali szlachetnych, budzi podziw dla kreatywności i warsztatu. Dziś Kasia opowiada nam o swojej pasji i zawodzie zarazem.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZMOWA

-Kasiu, studiowałaś w St. Martins College. Jak wyglądają studia projektowania biżuterii i to na jednej z najlepszych uczelni na świecie? Wszyscy wokół mówią, ze studiowanie na CSM jest niesamowicie ciężkie, pełne nieprzespanych nocy, ciągle goniących terminów, łez i stresu. Ja jednak posiadałam tak ogromną chęć uczenia się i odkrywania coraz to nowych rzeczy, że nawet te nieprzespane noce były przyjemnością. Zazwyczaj byłam pierwszym studentem, który czekał na otwarcie pracowni i ostatnim, który z niej wychodził. Pamiętam, że zarówno na pierwszym, jak i na drugim roku, wślizgiwałam sie do pracowni podczas wieczorowych kursów i zajmowałam wolne biurko jubilerskie gdzieś w kącie, by tylko móc zrobić coś dodatkowego, na przykład na konkursy. -Ciężki to był czas? Tak, ale nie pod względem nawału projektów czy nauki, bo to dawało mi wiele radości i satysfakcji. Pierwsze półtora roku były niezmiernie ciężkie, gdyż był to czas, kiedy spędzałam na uczelni pełne pięć

Skórzany naszyjnik. Projekt: Kasia Piechocka, zdjęcie: Piotr Gorka, make- up: Kamila Siemiątkowska


08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZMOWA

ROZMOWA ► 26

Dekoracje na piersi. Projekt: Kasia Piechocka

dni w tygodniu, do późnych godzin nocnych siedziałam nad rysunkami, a w weekendy pracowałam. Wolne więc przypadało jedynie w okresie świątecznym i letnim, czyli co kilkanaście tygodni. Później rzuciłam pracę, by móc troszkę odetchnąć i w pełni skupić się na projektowaniu. Finansowo natomiast było ciężko, pomimo kilku stypendiów, które otrzymywałam. Możecie sobie wyobrazić ile kosztowało choćby wyprodukowanie kolekcji zrobionej tylko z metali i kamieni szlachetnych. Teraz jednak wiem, ze rzucenie pracy było zdecydowanie jedną z najlepszych decyzji, jakie mogłam wówczas podjąć. -Na co profesorowie zwrócili szczególną uwagę w Twoich projektach? Głównie na detal, przemyślaną linię oraz dobre wykończenie. U mnie nie ma miejsca na błąd czy niedociągnięcie. Od samego początku nie potrafiłam ‘przymknąć oka’, jeśli nawet oznaczało to, że ten

sam element muszę powtórzyć kilka razy. Wiem, że wykładowcy to doceniali, czego dowodem był choćby fakt, iż już na pierwszym roku, odsyłali do mnie innych studentów bym im pomogła z detalami czy w rozwiązaniu technicznych problemów. -Kiedy po raz pierwszy wykonałaś jakiś kawałek biżuterii? Pomijajac pierścionki z trawy, które robiłam jako mała dziewczynka, to było to dopiero na pierwszym roku studiów i była to bardzo prosta obrączka z mosiądzu, którą wciąż mam w szufladzie. -Przeglądając Twoje portfolio, natknęłam się na rybi temat...dlaczego akurat taka tematyka fascynuje artystkę, czy masz jakiś szczególny stosunek do zagadnienia wędkowania? Kolekcja ‘O mężczyźnie, który kochał łowić ryby’- to

była moja kolekcja zarówno dyplomowa, jak i debiutancka, ale przede wszystkim została ona od samego początku dedykowana mojemu ojcu, którego straciłam kilka lat temu. To on kochał wędkarstwo, a ja odkąd tylko pamiętam, byłam otoczona przeróżnym sprzętem oraz akcesoriami do łowienia ryb. Uwielbiałam oglądać ręcznie robione spławiki, haczyki i inne przyrządy, które tata miał w swoich specjalnych pudełeczkach. Tak więc tematyka ta jest mi szczególnie bliska, aczkolwiek nie mogę sie już doczekać, aby rozpocząć nową, tematycznie bardzo inną kolekcję. -Jak wygląda proces projektowania biżuterii? Ile trwa? Na to pytanie jest bardzo trudno odpowiedzieć, gdyż proces projektowania i wykonania biżuterii składa się z wielu czynników, które mogą się różnić, w zależ-


ROZMOWA ► 27

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZMOWA

ności od tego jak skomplikowany jest element. Jeśli projektuję całą kolekcję, to zaczynam od zapoznania się z danym tematem: muzyką, modą i architekturą danego okresu lub otaczajacą wybrany charakter- jest czymś, co zawsze mnie inspiruje. Selekcjonuję więc zdjęcia, wybieram gamę kolorów i rozpoczynam rysowanie. Zaznaczam główne linie, kreuję kształty, łączę je i rozdzielam. Trwa to kilka dni. Dopiero w późniejszym etapie podejmuję decyzję, które z tych form będą lepiej działać jako pierścionek, a które jako naszyjnik czy kolczyk. Wówczas bawię się z rozmiarami, poszerzam i zwężam elementy, znów łączę je ze sobą lub upraszczam. Często mam ponad dziesięć wersji jednego elementu, ale szybko potrafię wyselekcjonować ten, który jest najbardziej udany. Wybór końcowych form jest bardzo szybki. Na tym etapie już wiem, jakich kamieni chcę użyć, jakie kształty, jakie kolory i jaki będzie sposób ich osadzenia. Wtedy dopasowuję kolorystycznie metale, rodzaj łańcuszków, zapięć czy łączeń. Wszystkie elementy rzeźbię ręcznie w wosku. Zdarza się, że wyrzeźbienie jednej rzeczy zajmuje mi cały dzień, lub nawet dwa, bo tutaj łatwo o błąd i wtedy wszystko trzeba zaczynać od nowa. Następnie zanoszę to do odlewni, a po odbiorze obrabiam cały element i ponownie oddaję do odlewni, by zostały wykonane formy oraz by po raz kolejny odlać każdy element z osobna, który będzie finałowym produktem. Obróbka tych rzeczy często jest długa i żmudna. To jest etap ciągłego piłowania, lutowania i dopasowywania, ale gdy to już jest gotowe to przychodzi czas na kupno specjalnie wyselekcjonowanych kamieni, które oddaje do osadzenia razem z wybranymi rzeczami. Później czas na polerowanie, wybicie próby, czasem pozłacanie lub rodowanie i końcowe łączenie elementów, co już jest ostatnim ogniwem całego tego skomplikowanego łańcuszka.

klientem i poznaje się jego upodobania. Zaczynamy od ustalenia budżetu, a później metali i kamieni, jakich użyjemy. Klient zazwyczaj już wie, czy chce pierścionek czy parę kolczyków, więc punkt zaczepienia mamy, ale proces może trwać od około czterech tygodni do kilku miesięcy! A wszystkie te rzeczy to zazwyczaj unikaty, z którymi ciężko sie rozstać. Uwielbiam jednak tę część mojej pracy, bo wiem, że każda z tych rzeczy jest czymś bardzo personalnym i niezmiernie ważnym, a najpiękniejszą zapłatą jest ogromny uśmiech klienta i niepowtarzalny blask w oku. -Czy w świecie biżuterii możemy mówić o trendach? Zdecydowanie tak. Jeszcze niedawno bizuteria była jedynie dodatkiem do ubioru. Dzisiaj już jest uznawana (tak samo jak moda) za silną, osobną dziedzinę sztuki , czego dowodem moze być choćby „Vault Rock”, odbywający się podczas London Fashion Week. -Podążasz za nimi? Nie tworzę bizuterii, która by podążała za tymi trendami. Ja chcę projektować biżuterię, która będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie, ponadczasową i drogocenną. Taką, która na przykład stanie się częścią rodzinnej historii. -Twoje projekty są uznawane za innowacyjne, prowokacyjne. Czy masz naturę buntowniczki? Chyba trochę tak, choć myślę, że ten bunt przerodził się w siłę, większą pewność siebie i ciagłą chęć eksperymentowania. Lubię stawiać czoła wyzwaniom. -Jak byś miała opisać swoje projekty niewidomej osobie, jak byś to zrobiła?

Wykonywanie rzeczy na specjalne zamówienia wygląda nieco inaczej. Tutaj bezpośrednio pracuje z

Moja biżuteria to zbiór kształtów, rzadko powielająFot:Paul Peter, modelka: Maria Golnik


ROZMOWA ► 28

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZMOWA

cych się, ale kontrolowane linie i mocno wypolerowana powierzchnia- charakteryzuje je wszystkie. Są to pełne formy, często proste, lecz każdy ich kąt, wcięcie i zaostrzona krawędź są dokładnie przemyślane. Większość rzeczy jest duża i ciężka. Mało podobna do klasycznej biżuterii, którą kupić można u jubilera, choć większość technik oraz materiały, jakich używam, są tradycyjne. Nazwałabym je małymi rzeźbami. Kolory są tu często stonowane. Na jednej rzeczy nie znajdzie sie ich więcej niż trzy, choć odcieni jednego koloru może być więcej. Noszą ją ludzie pewni siebie, indywidualiści, miłośnicy oryginalnych rzeczy.

a wydanie kilkuset czy kilku tysięcy funtów na jeden wisiorek nie jest czymś, co należy porównywać. ‘Świecidełka’ są często oznaką chęci podążania za modą, i są to niestety często rzeczy, które z łatwością idą w niepamięć. Myślę, że moje rzeczy są łączone z przywiązaniem oraz uczuciami i są to rzeczy, które chcesz nosić nie tylko w tym sezonie, ale przez kolejne lata. Moi klienci (bo są to również mężczyźni) kupują zarówno jeden, jak i drugi rodzaj biżuterii, co jest często spotykane w naszych czasach. I nie przeszkadza im fakt, że muszą na nią czekać kilka czy kilkanaście tygodni. To raczej wzbudza ekscytację i podniecenie, a nie frustrację. Taki rodzaj pracy zdecydowanie się opłaca przede wszystkim ze względu na bliski kontakt z klientem oraz możliwością eksperymentowania z nowymi technikami.

-Wyobraź sobie, że masz za zadanie zaprojektować biżuterię podsumowującą zeszły rok. Jak wygląda? Składałaby się z elementów wciąż rosnącyh w skali. W niektórych miejscach pojawiłyby się kolorowe, pięknie oszlifowane kamienie, o różnych kształtach. Na pewno znalazłoby się tam kilka wgłębień, pokrytych czarnym rodem, ale wypolerowane złoto i srebro zdecydowanie by dominowało.

-Zdobyłaś wiele nagród...które najbardziej cenisz, czy tego typu nagrody pomagają w karierze? Każda nagroda jest dla mnie równie ważna i większość z tych, które zdobyłam są cenione w gronie projektantów biżuterii. Niestety nie potrafię jeszcze dobrze tego wykorzystać. Zazwyczaj wszystkie dyplomy chowam do szuflady, a sukces wygranej zachowuję dla siebie. Powoli uczę się jak to zmienić, bo sądzę, że te wygrane zdecydowanie pomagają w osiągnięciu wyznaczonych celów.

-Ulubione materiały, z których kreujesz? Złoto, srebro i kamienie szlachetne. -W kilku wywiadach z Tobą przeczytałam, że projektujesz biżuterię pod konkretne osoby, pod ich osobowości, zainteresowania. Czy taka personalizacja w świecie tzw. świecidełek się opłaca. Dużo masz klientek, które wolą czekać na swój naszyjnik niż pójść do jednej z sieciówek i zakupić sobie coś z przeceny na wieczór?

-Wzięłaś udział w projekcie Fashion Culture. Dlaczego? Bardzo spodobała mi się idea projektu Fashion Culture, którego celem jest promowanie młodych talen-

Zakup ‘świecidełek’ z przeceny na jeden wieczór, Fot:Paul Peter, modelka: Maria Golnik


ROZMOWA ► 29 tów z Polski i z Anglii. Projekt pozwala na nawiązanie kontaktów między sobą oraz podpatrzenie, jak tak różniące się od siebie ‘szkoły’ projektowania pracują, czym się inspirują i w jaki sposób dążą do celów. Dla mnie wzięcie udziału w tym projekcie jest szczególnie fascynujące, jako że skończyłam szkołę plastyczną w Polsce, a ukończyłam studia w Londynie, miałam możliwość ‘posmakowania’ obu systemów nauczania i doświadczenia obydwu kultur. Poza tym ogromną radością jest mieć możliwość wzięcia udziału w projekcie typowo modowym pomimo, iż jestem projektantką bizuterii.

grupą Aurum of London, której jestem członkiem, jak i grupą charytatywną, pomagającą młodym artystom. Planuję również wyjazd do Azji, który ma być częścią kolejnego charytatywnego projektu, ale przed tym czeka mnie długa i kręta droga stworzenia planu i znalezienia sponsorów, którzy umożliwiliby mi zarówno lot, jak i pobyt w docelowych miejscach. Poza tym mam nadzieję na rozbudowanie listy kupców detalicznych oraz prywatnych klientów. Chciałabym stworzyć nową stronę internetową i marzę o prywatnym studiu, w samym sercu Hatton Garden, kilku nowych maszynach i jeszcze większej ilości już upatrzonych książek.

-Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i życzę realizacji planów. Dziekuję również i życzę kolejnego udanego roku zarówno Tobie, jak i wszystkim lejdiz. Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum artystki. www.kasiapiechocka.com

-Czy idea integracji kultury polskiej z angielską to jest wg. Ciebie dobry kierunek rozwoju mody dla stron? Zdecydowanie tak. Myślę, że obie strony mogą się wiele od siebie nauczyć. Moim zdaniem, polskim projektantom czasem brakuje szalonego i abstrakcyjnego podejścia do mody, a brytyjskim- oka do detali i perfekcyjnego wykończenia. Dlatego projekty takie jak Fashion Culture są idealnym pomostem dla rozwoju obu tych krajów w dziedzinie projektowania.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZMOWA

- Opowiedz nam o swoich marzeniach i najbliższych planach. Marzeń i planów jest mnóstwo, niektóre już wybiegają poza ramy tego nowego roku. Na pewno nowa kolekcja wyjdzie w tym roku, więc wiele pracy i energii skupiać się będzie właśnie na tym, szczególnie, że ma być to współpraca z innym artystą. Poza tym mała kolekcja na drugą edycję Fashion Culture jest już w drodze, a także zarezerwowanych jest kilka sesji zdjęciowych. W planach są również targi jubilerskie oraz tzw. pop-up sklepy, prowadzone zarówno z Fot: Aga Apolinarska. Kasia Piechocka podczas sesji zdjęciowej projektu FASHION CULTURE


GALERIA ► 30

OPEN GALERIA

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

Biżuteria by Kasia Piechocka

Duży ciężarek. Projekt: Kasia Piechocka


08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

GALERIA ► 31

Memento Mori. Projekt: Kasia Piechocka

Pierścienie- Green and white eyed fish. Projekt: Kasia Piechocka


08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

GALERIA ► 32

Naszyjnik z ości. Projekt: Kasia Piechocka

Mały ciężarek. Projekt: Kasia Piechocka


08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

GALERIA ► 33

Pierścień- Marriage a’la Mode 2010. Projekt: Kasia Piechocka

Mały ciężarek. Projekt: Kasia Piechocka


08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

GALERIA ► 34

Pierścień Charlie. Projekt: Kasia Piechocka


08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

GALERIA ► 35

Red Eyed Cufflings. Projekt: Kasia Piechocka


REKLAMA ► 36

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► REKLAMA

www.openscotland.pl

Serwis informacyjny Open Scotland.pl zaprasza do współpracy osoby przebojowe i dynamiczne, oraz takie które nie boją się wyrażać własnego zdania. Oferujemy: - Możliwość zdobycia doświadczenia w pracy dziennikarskiej na zasadach non-profit - Współpraca w profesjonalnym zespole - Poznanie najnowszych technologii - Promocję własnej osoby - Oferujemy certyfikat poświadczający współpracę. - Serwis nie wyklucza zatrudnienia (okres próbny 6 miesięcy) Oczekujemy: - Umiejętności posługiwania się poprawną polszczyzną - Znajomości języka angielskiego na poziomie komunikatywnym - Zainteresowania szeroko pojętą tematyką kulturalno-społeczną - Sprawnej obsługi programów pakietu MS Office - Kreatywności, zaradności i zapału do pracy - Sumienności i rzetelności - Lekkiego pióra Jeśli uważasz, że to ogłoszenie jest dla Ciebie nie zawahaj się zgłosić swojej kandydatury. Może czekamy właśnie na Ciebie?! Buduj swoje dziennikarskie portfolio z serwisem Open Scotland.pl! Współpraca z serwisem Open Scotland.pl odbywa się na zasadach tzw. dziennikarstwa obywatelskiego i jest bezpłatna.

Fot: Fotolia

Wyślij swoje CV i próbny tekst na adres: ip.openscotland@gmail.com

www.openscotland.pl

Serwis informacyjny Open Scotland.pl oraz Open eBusiness.biz zaprasza do współpracy osoby z doświadczeniem w sprzedaży powierzchni reklamowej. Oczekujemy: - Doświadczenia w sprzedaży powierzchni reklamowej - Samodzielności oraz bardzo dobrej organizacji pracy - Sprawnego posługiwania się Internetem - Sprawnej obsługi programów pakietu MS Office - Znajomości języka angielskiego na poziomie komunikatywnym - Kreatywności i sumienności Oferujemy: - Współpraca w profesjonalnym zespole - Poznanie najnowszych technologii - Udział przy nowych rozwojowych projektach - Wysoką prowizję od sprzedaży powierzchni reklamowej Jeśli uważasz, że to ogłoszenie jest dla Ciebie nie zawahaj się zgłosić swojej kandydatury. Zarabiaj z Nami! Wyślij swoje CV oraz list motywacyjny na adres: ip.openscotland@gmail.com


Felieton ► Beata Waniek

„Bo w tym skomercjalizowanym świecie, gdzie wszystko przelicza się na pieniądze, jest zupełnie niewyobrażalne, żeby coś robić w ogóle bez pieniędzy, dla idei czy ze zwykłego przekonania.”

„Pomysł polegał na tym, żeby zobaczyć, co można kupić za pieniądze. [...] Tak naprawdę chciałem nam obojgu dowieść, że niewiele można za nie dostać. [...] Próbowaliśmy oboje, prawda? Wydaliśmy tyle pieniędzy, ile się dało w tak krótkim czasie i co za nie otrzymaliśmy? Naprawdę nic. Paskudne jedzenie i podkpiwający kelnerzy, tym bardziej podkpiwający, im większe dostawali napiwki. Trochę podróży, ale świat jest taki sam wszędzie dokądkolwiek pójdziesz. Trochę słońca w zimie, ale przecież możesz je mieć bardzo łatwo w lecie, tylko trochę trzeba poczekać, co jest przyzwoite i słuszne. Porządne ubrania i drobiazgi. Musisz przyznać, że mieliśmy wszystko, co najlepsze. [...] Niczego nam nie brakowało, z wyjątkiem rzeczy, których nie można dostać za pieniądze. [...] Myślę tu o rzeczach takich, jak wiedza i filozofia, i muzyka, a także książki.”

się przecież bez nich obejść. Są po to aby ułatwić nam życie, ale jakże często stają się naszym jedynym celem. Nie wyobrażamy sobie bez nich życia. „Ale możemy żyć, na przykład, bez sztuki, bez muzyki, bez literatury, bez wina, lecz nie mamy ochoty powiedzieć, że korzystać ze sztuki, muzyki, literatury i wina to żyć w dostatkach”. I niby zdajemy sobie sprawę, że od dóbr materialnych są rzeczy ważniejsze, których nie kupimy w żadnym sklepie za żadne pieniądze, to jednak nasza chęć posiadania jest silniejsza. Czyżbyśmy czuli się bardziej wartościowi w otoczeniu przedmiotów? Przecież drewniana, chyląca się ku ziemi chatka, nie podniesie się pod ciężarem anteny satelitarnej. Obie pasują do siebie, jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Jednak ludzkie potrzeby i zwykła ludzka

Dzisiejszy świat stwarza nam złudzenie, że wszystko można otrzymać za pieniądze. Wystarczy mieć, żeby być. Pragniemy lepszego życia, które kojarzy nam się przede wszystkim z rzeczami materialnymi. Nowoczesny telewizor, odtwarzacz dvd, nowy samochód, lodówka, pralka, telefon komórkowy to pożyteczne rzeczy, ale można Fot: Beata Waniek

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► FELIETON

MIEĆ ABY ŻYĆ?

KULTURA ► 37


chciwość, zazdrość, o to kto ma więcej, nie mają granic. Dodać do tego jeszcze trzeba także nasze uczynki, które coraz rzadziej są bezinteresowne. Ktoś pomagający nam bez konkretnego powodu, z czystej sympatii, staje się od razu podejrzany. „Bo w tym skomercjalizowanym świecie, gdzie wszystko przelicza się na pieniądze, jest zupełnie niewyobrażalne, żeby coś robić w ogóle bez pieniędzy, dla idei czy ze zwykłego przekonania.” Oczywiście pieniądze same w sobie nie są złem. Ale one są tylko środkiem, który ma ułatwiać nam egzystencję. Warto jednak pamiętać o tym co jest najważniejsze, czego nie da się w żaden sposób przeliczyć na żadne pieniądze. Banałem byłoby mówienie tutaj o miłości i przyjaźni, chociaż oba te łączące ludzi uczucia nie mają ceny. Bezcenna jest również nasza życzliwość i tolerancja wobec innych. To niekwestionowane prawdy, które potrafimy pięknie wypowiadać, ale wciąż wartościujemy człowieka według stanu jego posiadania. Może jednak dobrze byłoby się choć na chwilę zastanowić, czy warto, czy aby w swoim pędzie nie przegapiamy czegoś ważnego? Czy na mecie będziemy zadowoleni z naszego zmaterializowanego życia? Spotkałam niedawno człowieka, który z prawdziwym błyskiem w oczach opowiadał mi o swojej pracy w teatrze. Pracy, która jest nie tylko jego pasją, ale i sposobem na życie. Powiedział mi, że miłość do sztuki, poświęcenie się pracy i satysfakcja jaką z niej czerpie, nie da się na nic przeliczyć, jest niewymierna. Patrząc jednak na tego człowieka wiem, że nie zamieniłby

mieszkania w starym opuszczonym młynie na luksusowy apartament, gdyby nie mógł robić tego, co całym sercem pokochał. Jak wielu znamy dzisiaj takich ludzi, dla których radość i satysfakcja czerpane z pracy są najważniejsze? Co przekazujemy naszym dzieciom, dla których większe znaczenie ma kolega posiadający reklamowaną zabawkę, niż ten, którego głowa pełna jest fantastycznych światów? Ile są warte przeczytane książki, wysłuchana muzyka, obejrzany i przeżyty spektakl czy film? A ile byśmy zapłacili za uśmiech przyjaciela? Więcej, szybciej, dalej, mocniej - to nasze współczesne motto życiowe. A gdyby chociaż raz każdy z nas zadał sobie pytanie: po co to wszystko? Ludzkiej natury nie daje się zmienić od wieków. Wbrew pozorom nie różnimy się tak bardzo od naszych przodków. Nie zmienimy ani siebie, ani świata w krótkim czasie. Jednak możemy spróbować częściej szukać wokół siebie rzeczy nieprzeliczalnych, które oceniać będziemy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Bo w tym świecie „wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.” Mieć nie znaczy wcale być. Natomiast żeby prawdziwie, mocno być, wcale nie potrzeba mieć.

Wykorzystane fragmenty pochodzą z: Leszek Kolakowski: „Mini wykłady o maxi sprawach”, Kraków 2005 ; Anthony Burgess: „Klaskać jedną ręką”, Warszawa 1976 ; „Listu do przyjaciół” Gabriela Garcii Marqueza

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► FELIETON

KULTURA ► 38


KULTURA ► 39

NOTKA AUTORSKA

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► POEZJA

Poezja ► Sandra Paziewicz

Sandra Paziewicz alias Maria Małgorzata Ogińska.

Fot: Sandra Paziewicz

Ukończyła studia o kierunku Literatura Angielska i Komunikacja na wydziale sztuki na Edinburgh Napier University. Pasjonuje się krytyką i teorią literatury, pisaniem poezji, prozy, jak i przekładem. Jej poezja koncentruje się w dużej mierze na krytyce społecznej, w sczególności na krytyce systemu kapitalistycznego i postawy ludzkiej ukształtowanej w tym systemie. Poezja ta charakteryzuje się bogatą treścią oraz poważną tematyką społeczną i egzystencjonalną, jednak nie brakuje w niej osobistych wątków, co potwierdzają liczne erotyki. Ponadto, poezja ta jest nacechowana metaforą i symbolem a styl przypomina niekiedy turpizm. Ogińska wyróżnia użycie zróżnicowanej i wyszukanej formy językowej, która kształtuje znaczenie utworu, jako jedną z ważniejszych cech poetyki. Autorka jest zdecydowaną przeciwniczką L’art pour l’art i twierdzi iż nadrzędną funkcją sztuki, poza jej funkcją estetyczną, są funkcje społeczne, zmuszające odbiorcę do analizy i namysłu. Autorka pragnie pogłębiać wiedzę z zakresu literatury, angażować się w terapię sztuką i kontynuować ścieżkę akademicką. Swoją krytykę literacką, poezję i krótką formę publikuje na http://invictahumanitas.wordpress.com/.


KULTURA ► 40 do E.S. Gdzie pętli sznur zaciska szyję TAM za/o WSZE za daleko do poboczysk skąpanych słońcami spacerów skończonych miłością nad rzekami ze smaczności utkanych barw Leśnych Malin Milczących z latawców czarno – białych gazet z różnokolorowymi skrzydliskami Gdzie pętli sznur zaciska szyję Tam zbóż kłos zapładnia czerstwość chleba Zmartwychwstania wschodu początki wskrzeszają jasność bólem Gnania przed siebie bezlitosna POTRZEBA? Pasie rozwścieczony ludzi rój Tam pewien jesteś że nie ma nieba? Gdzie pętli sznur zaciska szyję??? Już Stachu tam nic nie dolega?!?! …

DO MIŁOŚNIKÓW POEZJI RÓŻEWICZA, NA SPOKOJNĄ NIEDZIELĘ

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► POEZJA

Poezja ► Sandra Paziewicz

pamiętaj abyś dzień święty święcił!

Fot: Sandra Paziewicz

i co? jeśmy Ocaleni? my czyli kto? furgony porąbanych ludzi, którzy nie zostaną zbawieni wciąż tu są skrzypiące koła na mrozie NIE CHCĄ/Ę SIĘ UGIĄĆ pod ciężarem powagi sytuacji, dźgane/a kikutami anorektycznych dusz jałowe podesty gnijących władz lśnią w bursztynowym odbiciu krwi niewinnych ah, o tym już przecież było…..!? przepraszam Cię Odbiorco Kolorowych Bilboardów tamci i tak nie wiedzą o tym, a Ty już pewnie nie czzytasz? czytasz?! - tamci nie wiedzą o tym że ja płaczę patrząc przez palce jak furgonom z porąbanymi ludzmi, którzy nie zostaną zbawieni braknie miejsca na drodze do równości,wolności, demokracji, czytasz ale czy to Cię _______??? i czy powinno\ niedziela 13/09/1942, 43,44… czy 21/11/2012


KULTURA ► 41 ZAKONNICA (wiersz najlepiej smakuje w samotności schłodzonej utworem muzycznym Adama Hursta pod tytułem Rising – Powstanie) Od tysiącleci Przemieszczam swą widzialną część poprzez betonowe wyblakłe zimno Stapiam się w śmiertelnym splocie z cichym chłodem pustynnych pomieszczeń bóg, nie jest miłością! Wnętrze gładko przyległych tkanek miękkich przepełnione OLBRZYMEM nicości Jedynymi owocami związku z ‘Nim’ będą czerstwe martwe i cierpkie dzieci Strach przed bólem zrodzonym z tesknoTY???

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► POEZJA

Poezja ► Sandra Paziewicz

bóg nie jest miłością?

Fot: Sandra Paziewicz

Łakoma pieszczot źrenic Sterylnych sióstr ukrzyżowanych poświęceniem Świadomie miotam wyzwanie pożądania w ich opustoszałe przestrzenie międzyudowe Jęzorem jak skalpelem złowieszczo tną stęchłe powietrze Lub jak ‘On’ bezkarnie milczą w strachu i niemocy bóg nie jest miłością! Świadomość pługiem bólu orze szare pory głodnej skóry Grot piołunu przyssany do serca jak pijawka Brakuje odwagi by wziąć diabła za rogi - przywiązać grzechem węża do szyi Wiecznością zagasić niespokojne korytarze przygasłych źrenic bóg nie jest miłością? Zbiegam późną czernią bez śladu świetlików Dorożki poprzeplatane wyuzdanymi kolorami sukien i pomad Powłóczę szalem zazdrości o twardy bruk Cień końca klasztornej pokuty maluje błogość bóg nie jest miłością!


KULTURA ► 42 Rozprostowując włosy do łydek zatapiam w kanale (wraz z płaszczem) ostatnie okruchy przerażenia Zrzucam kajdany ideologicznego piekła unosząc piersi Och jak jędrne jeszcze i nabrzmiałe! Słyszę tętent coraz cichszych kroków Kropla teraźniejszości zwalnia pod malowniczym dźwiękiem oddechu czerni kruczego skrzyła Końcem języka smakuję zbawienie

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► POEZJA

Poezja ► Sandra Paziewicz

Mocnym szarpnięciem zbawiciel przypiera mnie do sklepienia łukowego Spogląda przez szeroko otwarte okna źrenic Ma oczy mędrca, twarz spokojną Chwyta wygłodniałe dotyku nadgarstki Uśmiechamy się

Fot: Sandra Paziewicz

Oto Ja służebnica Pańska! Rzuca mną o wieczną czarność ziemi Pośladki drżą z podniecenia Rozszarpuj siekaczami mój habit! Na ćwiartki! Jego usta podróżują po moich nagich wyspach wypełniając mnie po ostatni por uda Przekłuwaj szybko szatańskim żądłem grzechu! Uwalniaj demony rozkoszy! Niech krwiożercza rozpusta wylewa się krwistością z kielicha życia! Moje wnętrze jest świątynią światła Za przyzwoleniem gładkość włosów oplata nagość szyi Wciąż jest w środku i dusi coraz mocniej A jednak bóg jest miłością! W końcu szepnął MAŁE słóWko W uszko Volanda Ja Maria Małgorzata Gasnę Skradając odbicie sepii z oczu zbaWiciela Przy kanale zjednoczenia W Wyblakłym od deszczu mieście....


KULTURA ► 43

John Raphael Smith, Three Weird Sisters from Macbeth, 1785.

Fot: Fotolia

► WYSTAWA WITCHES AND WICKED BODIES 27 lipca 2013 – 3 listopada 2013 Scottish National Gallery of Modern Art (Modern Two) | 73 Belford Road | Edynburg Wstęp płatny £7 (£5)

wniknie w mroczne i okrutne początki klasycznego wizerunku czarownicy i pokaże, że starsza pani na miotle to tylko część bogatej i bardzo zróżnicowanej tradycji wizualnej.

Dzięki XVI i XVII wiecznym grafikom i rysunkom, zobacz jak pojawienie się prasy pozwoliło artystom i pisarzom dzielić się pomysłami, mitami i obawami na temat czarownic, z kraju do kraju.

Fascynacja czarownicami, które zachwyciły wielu zachodnich artystów od XVI wieku do chwili obecnej, będzie przedmiotem nowej wystawy w Scottish National Gallery of Modern Art następnego lata. Wystawa WITCHES AND WICKED BODIES

Odkryj, jak czarownice i czary zostały przedstawione przez artystów w ciągu ostatnich 500 lat, od ohydnych wiedźm po piękne uwodzicielki. Zobacz dzieła Albrechta Dürera, Francisco de Goya i Williama Blake’a, a także artystów XX-go wieku, takich jak: Paula Rego i Kiki Smith.

Prace pochodzą z British Museum, National Gallery (Londyn), Tate, Victoria & Albert Museum, a także z własnych galerii.

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► KULTURA

John Martin, Macbeth, about 1820. National Galleries of Scotland


ROZRYWKA ► 44

YAMATO THE DRUMMERS OF JAPAN UK TOUR 2013 15 LUTY – 10 MARCA

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► ROZRYWKA

Cardiff | 15.02 Norwich | 17.02 Brighton | 18.02 EDINBURGH | 19.02 INVERNESS | 21.02 Birmingham | 22.02 Coventry | 23.02 Milton Keynes | 24.02 Manchester | 26.02 Bristol | 27.02 Truro | 28.02 Bromley | 03.03 York | 05.03 Buxton | 06.03 Stoke-on-Trent | 07.03 Canterbury | 08.03 Canterbury | 09.03 Woking | 10.03

Fot:http://www.yamato.jp/


Wielkość i cena modułu

OPEN POLISH MAGAZINE

420 x 297 120 funtów na tydzień www.openscotland.pl

+ VAT


Wielkość i cena modułu

205 x 145

205 x 297 60 funtów na tydzień + VAT www.openscotland.pl

30 funtów na tydzień + VAT

100 x 145 15 funtów na tydzień + VAT


Jesteśmy otwarci! A Ty?

Fot: Fotolia

www.openscotland.pl

Open Polish Magazine  
Open Polish Magazine  

Informacje, publicystyka, rozrywka, kultura

Advertisement