Page 5

Po czterech godzinach snu wizja wizyty w parlamencie lokalnym nie wyglądała zbyt zachęcająco. W zrywie silnej woli przebrnąłem przez ablucje i przywdziawszy strój galowy ruszyłem na wyprawę przez moczary, zamki, drogi i góry, dwieście metrów od domu do parlamentu. Budynek ten publiczny tak zacny, a którego progu od czterech lat tu mieszkając za rogiem nie przekroczyłem. Brnąc przez rozrzedzone w wodzie ściernisko parku pod pałacem, bicz deszczu na zaspanej twarzy zmuszał mnie do dalszego rozważania powodów podjęcia tej przygody. Rozdarty między ciekawością i chęcią poobcowania w myślącym gronie, pofiglowania inteligentną rozmową, a i oka nacieszenia (nie o parlamentarzystach mowa, co do obydwu wątków, choć nie dało się ominąć stadka dwudziestoparoletnich pięknych sekretarek i innych pomagierów kobiecych, których proporcja do mężczyzn zmieniała się dokładnie odwrotnie do ich skali wieku), dotarłem „elegancko spóźniony”, ale nie mniej zdecydowany nad prawdziwym powodem całego ambarasu, pod wrota egzekutywy Szkockiej na spotkanie drużyny. Pierwsza zasada wyruszenia na przygodę to zbierz drużynę. To nie do końca

15 | 02 | 2013 | OPEN ► 05 ► FELIETON

Felieton ► Tomasz Szewczyk

Fot: Tomasz Szewczyk

Co mnie pokusiło, żeby się zapisać na tę wycieczkę, nie wiem

FELIETON ► 05

Profile for Interactive Publishing

Open Polish Magazine  

Informacje, publicystyka, rozrywka, kultura

Open Polish Magazine  

Informacje, publicystyka, rozrywka, kultura

Advertisement