Page 1

Na fotografii Joanna Chomicz. Fot: Daniel Chorup

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 26 ▶ | 14 | 09 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

Heretics Z JOANNĄ CHOMICZ, ARCHEOLOGIEM, FOTOGRAFEM I PROJEKTANTKĄ, ROZMAWIA DAMIAN BILIŃSKI

House of


Na fotografii Joanna Chomicz. FOt: DANIeL CHOrup

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 26 ▶ | 14 | 09 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

OPEN GALERIA JOANNA CHOMICZ

36

55

HeretICS Z JOANNĄ CHOMICZ, ARCHEOLOGIEM, FOTOGRAFEM I PROJEKTANTKĄ, ROZMAWIA DAMIAN BILIŃSKI

ANETA SWOBODA WSZYSTKO JEST FOTOGRAFIĄ

49

HOUSE OF

OPEN POLISH MAGAZINE IN UK

Redaktor Naczelny | Damian Biliński | ip.openscotland@gmail.com | Tel: 07923378062 Z-ca Redaktora Naczelnego | Gosia Szwed | lejdiz.magazine@gmail.com Reklama i Marketing | Małgorzata Bilińska | mb.openscotland@gmail.com Skład i Grafika | Małgorzata i Damian Bilińscy | Wydawca | Interactive Publishing | SCOTLAND Strona interneowa | www.openscotland.pl | Tel: 07923378062 Współpraca | Agnieszka B. Molak, Anna Kutera, Beata Waniek, Ela Rygas, Joanna Goldberg, Katarzyna Campbell, Natalia Ślesińska, Damian Świątek, Janusz Młynarski, Mateusz Biskup, OPEN POLISH MAGAZINE, jest redagowany przy współpracy z serwisami: Lejdiz Magazine.com | polsport.co.uk | The Polish Review.co.uk I e-sztuka.com Poglądy zawarte w felietonach, opiniach i komentarzach są osobistymi przekonaniami autorów i nie zawsze pokrywają się z poglądami redakcji Open Polish Magazine. Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów oraz zdjęć bez wyraźnej zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

19

MAMA Z TAMTEGO ŚWIATA

14

Open Polish Magazine współpracuje:

www.openscotland.pl www.thepolishreview.co.uk www.polsport.co.uk http://e-sztuka.com/ www.lejdizmagazine.com www.damianbilinski.com www.ciociasamozloeluta.blogspot.co.uk http://dancingwithcamels.wordpress.com/

STYL ZABÓJCZA RODZINA

31

53 OPINIA

BAJU, BAJU, BAJU, CZYLI TO CZEGO NIECHCIELIBYŚCIE WIEDZIEĆ O AUTORACH NIEKTÓRYCH BAJEK

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPIS TREŚCI ► STR. 2

HISTORIA

KEEP YOUR TIME

12


KLIKAJ I CZYTAJ! www.openscotland.pl www.openebusiness.biz

OKO OKO OKO

Open Scotland.pl Serwis informacyjny: Open Scotland.pl, Open eBusiness.biz oraz tygodnik online Open Polish Magazine w Wielkiej Brytanii, to miejsca dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. To także miejsca na profesjonalną i skuteczną reklamę. To miejsca, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie. ZAPRASZAMY do współpracy

www.openscotland.pl Uwaga! Open Polish Magazine dostępny jest na stronach:

www.openscotland.pl www.openebusiness.biz www.thepolishreview.co.uk www.polsport.co.uk http://e-sztuka.com/ www.lejdizmagazine.com www.damianbilinski.com www.ciociasamozloeluta.blogspot.co.uk http://dancingwithcamels.wordpress.com/ 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► WSPÓŁPRACA ► STR. 3


KOLOROWY RADZIECKI OBRAZ Najważniejsze, że Rubin grał, choć zanim ukazywał się kolorowy obraz, pochłaniał całą blokową energię elektryczną; bowiem Rubin, był skonstruowany z dziesiątek przedziwnych lamp i z tyłu przypominał bardziej laboratorium fizyczno-chemiczne, niż elektronikę. Jednak o tym, że elektronika tam była miałem przekonać się niebawem.

Kubuś Puchatek spojrzał na obydwie łapki. Wiedział, że jedna z nich jest prawa, i wiedział jeszcze, że kiedy już się ustaliło, która z nich jest prawa, to druga była lewą, ale nigdy nie wiedział, jak zacząć. - Czasami, gdy zaczynam pisać, wpadam w podobną Kubusiową konsternację. Literek całe mnóstwo, a każda z nich chcąc być pierwszą, podskakuje radośnie i krzyczy, abym w nią właśnie kliknął. Wspaniale! Szczerząc zęby jak Gargamel, wyliczam: Ene due rike fake. Torba borba ósme smake. Eus deus kosmateus...

Cieszyłem się z Rubina, wszak świat nabrał kolorów, a „Wodnik Szuwarek”, „Sąsiedzi”, czy radziecki „Wilk i Zając”, rozpalały moją wyobraźnię do czerwoności. Zresztą, nie tylko wyobraźnia pracowała, ale wspomniane lampy również. Otóż ukochany Rubin miał jedną fatalną wadę; każdego dnia z niewyjaśnionych przyczyn jedna z lamp wyskakiwała nieco ze swojego naturalnego środowiska zakłócając tym samym kolorowy obraz. Nie pomagało pukanie i stukanie, chuchanie i zaklinanie (jak w przypadku poprzednika), ale fizyczne zakasanie rękawa i włożenie dłoni do środka „laboratorium”, aby nieco nastawić lampę, choć nastawianie przypominało raczej intuicję, niż wiedzę.

Zanim mogłem cieszyć się światem pełnym kolorowych bajek, ów świat oglądałem przez pryzmat czarno-białego telewizora. O ile „Pająk chwat wszystkich brat”, produkcji węgierskiej, albo „Żwirek i Muchomorek”, produkcji czechosłowackiej, same w sobie były psychodeliczne, o tyle w czarno-białych barwach częściej mnie straszyły, niż pełniły funkcję wychowawczą. Zresztą, czechosłowacka wersja Janosika, czyli Rumcajs albo Krecik, czy „Makowa panienka” to bajki, z których śmiać się nijak nie mogłem, ale za to na sen były w sam raz. A co się potem komu śniło, to już inna historia. Oczywiście dorastałem wśród innych czarno-białych bajek: „Bolek i Lolek”, „Reksio”, „Miś Uszatek”, czy chociażby ultra usypiacz „Przygody kota Filemona”. Rzecz jasna, bajki nie były czarnobiałe, a jedynie mój, a raczej rodzinny telewizor.

Pewnego razu, oglądając amerykańskie kreskówki Walta Disneya, Rubin, zgubił kolor. A, że w domu nie było nikogo dorosłego, postanowiłem zmierzyć się z radziecką technologią własnoręcznie. Zakasałem rękaw, a dłoń włożyłem w „chemicznofizyczne” laboratorium. Niestety, po intuicyjnej próbie opanowania sytuacji, zostałem z dużą siłą rzucony na pobliski fotel. I chyba nie muszę tłumaczyć, jak wyglądają amerykańscy bohaterowie kreskówek porażeni prądem, a tak właśnie wyglądałem, a i dystansu do kolorowego świata według radzieckiej technologii nabrałem. Bowiem rosyjskie przysłowie mówi: Co bardziej dokuczy, to rychlej nauczy. … I morele baks.

Pewnego razu, mama, po przyjściu z pracy, oznajmiła, iż od dzisiaj świat stanie się kolorowy. Okazało się, że została dokonana transakcja na telewizor produkcji radzieckiej, marki Rubin. A, że ciężki był potwornie, to wnoszenie 50 kilogramowego „kina domowego” na 4 piętro + parter, wyglądało jak czeska bajka „Sąsiedzi”. Nie będę tutaj przypominał, ile Pat i Mat musieli się nagłowić i nadźwigać, aby ostatecznie Rubin zaczął błyszczeć na honorowym miejscu w komunistycznym salonie z betonowej płyty.

Tako rzecze ) 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SŁÓW KILKA ► STR. 4

Damian Biliński Redaktor Naczelny


WIELKA BRYTANIA

Nie znają angielskiego, a leczą Anglików UK ► Lekarzy z Unii Europejskiej

pracujących w Wielkiej Brytanii, w tym również polskich, czeka egzamin z języka angielskiego, ponieważ wielu z nich ma problemy z porozumiewaniem się ze swoim pacjentami. Od nowego roku egzaminy weryfikujące znajomość języka angielskiego wśród lekarzy – obcokrajowców będą obligatoryjne. Jest to skutek kontroli przeprowadzonej przez NHS, z której wynika, że wielu lekarzy z zagranicy, którzy praktykują na Wyspach mają kłopoty w komunikowaniu się z pacjentami. Test z angielskiego będzie wymogiem formalnym, bez którego niemożliwe będzie wykonywanie zawodu lekarza w Wielkiej Brytanii. | jot | The Polish Review

SZKOCJA

NA UNIWERSYTECIE EDYNBURSKIM NIE BĘDZIE UMÓW ŚMIECIOWYCH SZKOCJA ► Umowy śmieciowe,

które w Wielkiej Brytanii, umownie noszą nazwę „zero-hours”, coraz bardziej dają się we znaki nie tyle gospodarce, ile pracownikom. Jednak na Edynburskim Uniwersytecie postanowiono z tym skończyć. University of Edinburgh podpisał umowę, która ma zakończyć tą złą praktykę i zagwarantować swoim pracownikom godziny stałe. Umowa została podpisana w porozumieniu ze związkami zawodowymi (UCU), które reprezentują wykładowców, dla których oznacza to, że będą mogli spokojniej spoglądać nie tylko w przyszłość, ale i spokojniej przeprowadzać zajęcia. Jest to również ważny sygnał, dla innych uczelni borykających się z problemami umów śmieciowych. Zastępca dyrektora do spraw zasobów ludzkich, Eilidh Fraser, powiedziała: - Jesteśmy zadowoleni ze współpracy w ramach 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► INFORMACJE ► STR. 5

partnerstwa z naszymi związkami zawodowymi, które chcą utrzymać dobre praktyki warunków zatrudnienia i wynagrodzeń dla naszego personelu. Taka sytuacja z pewnością buduje i umacnia nasze długoletnie relacje. Przypomnijmy: Umowy „zero-hours”, to kontrakty które pozwalają pracodawcom zatrudniać pracowników na umowy bez gwarancji ilości godzin pracy. Czas pracy jest płynny a pracownicy otrzymują pieniądze tylko i wyłącznie za przepracowane godziny, gdzie urlop jest pojęciem względnym, tak samo jak ubezpieczenie i ochrona w razie utraty pracy, etc. Badania przeprowadzone na początku sierpnia przez The Chartered Institute of Personnel and Development, wykazały, że w Wielkiej Brytanii na umowach śmieciowych może być zatrudnionych blisko milion osób, choć Narodowe Biuro Statystyczne mówi o zaledwie 250 tys. | db | Open Scotland.pl | Źródło BBC Fot | za http://paradiseintheworld.com


SZKOCJA

UNIWERSYTET EDYNBURSKI NA 17 MIEJSCU TOP LISTY SZKOCJA ► W Na liście 100 najlep-

szych uniwersytetów na świecie znalazły się trzy ze Szkocji. Na miejscu 17 uplasował się uniwersytet z Edynburga, na miejscu 51 z Glasgow, a na miejscu 83 St Andrews. W pierwszej 20-ce, najlepszych uniwersytetów znalazło się, aż 11 ze Stanów Zjednoczonych, a brytyjskie Cambridge, UCL , Imperial i Oxford, zajęły miejsca w pierwszej 10-ce. Uniwersytet z Edynburga, jest jedyną szkocką uczelnią, która znalazła się wśród 20-tu najlepiej notowanych. Lista najlepszych uniwersytetów 1. Massachusetts Institute of Technology (MIT) 2. Harvard University 3. University of Cambridge 4. University College London (UCL) 5. Imperial College London 6. University of Oxford 7. Stanford University 8. Yale University 9. University of Chicago 10. California Institute of Technology (Caltech) 10. Princeton University 12. Eth Zurich 13. University of Pennsylvania 14. Columbia University 15. Cornell University 16. Johns Hopkins University 17. University of Edinburgh 17. University of Toronto 19 Ecole Polytechnique Federale de Lausanne 19 King’s College London | db | Open Scotland.pl

SZKOCJA

W SZKOCJI ODNOTOWANO TURYSTYCZNY REKORD SZKOCJA ► Trzeba przyznać,

iż tego roku, lato w Szkocji dopisało. I choć niebawem dobiegnie końca to, radość z twarzy przedsiębiorców i włodarzy miasta Edynburg – choć nie tylko -, szybko nie zniknie. Dlaczego? Otóż, według ujawnionych danych, w Szkocji padł absolutny turystyczny rekord. Według opublikowanego raportu, Szkocję odwiedziło 1.692.611 osób, czyli o 14,8% więcej, niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Tylko w sierpniu, Edinburgh Castle zwiedziło 229.940 gości, czyli o 26% więcej, niż rok temu. Rekordy zanotowano również w Linlithgow Palace i St Andrews Castle. Stephen Duncan, dyrektor handlowy i turystyczny Historic Scotland, 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► INFORMACJE ► STR. 6

powiedział: – W ubiegłym roku, zwiedzanie Szkocji utrudniały dwa czynniki: z jednej strony utrudniał to transport, a z drugiej ciężkie warunki pogodowe. W tym roku, oczekiwaliśmy powrotu do udanych wskaźników, takich jakie miały miejsce w poprzednich latach, ale jak się okazało, rok 2013, a szczególnie lipiec i sierpień, przerósł wszelkie nasze oczekiwania. Z kolei, sekretarz od spraw kultury, Fiona Hyslop, powiedziała: – Opublikowane danie w wyraźny sposób pokazują, jak ważną rolę dla dzisiejszej Szkocji, odgrywa dziedzictwo narodowe. Ponadto, poza korzyściami podkreślającymi naszą różnorodność kulturową, zarówno w kraju jak i za granicą, płyną korzyści w zakresie wspierania i pobudzania wzrostu gospodarczego. | db | Open Scotland.pl


WIELKA BRYTANIA

W WIELKIEJ BRYTANII DOM W 24 GODZINY? TO JEST MOŻLIWE UK ► W Chińskiej gospodarce

nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli inwestor zażyczy sobie nowoczesny, komfortowy i energooszczędny 30 piętrowy hotel, Chińczycy zbudują go nawet w 360 godzin. Czy takie cuda mogą wydarzyć się w Wielkiej Brytanii? Może nie do końca, ale jak się okazuje, Brytyjczycy mają swój pomysł jak rozwiązać problem budownictwa. Na dziedzińcu Royal Academy w Londynie powstał dom. Miejsce dość nietypowe, ale jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów wagi państwowej w sam raz. Otóż, na dziedzińcu pojawiła się jedna ciężarówka, dwa dźwigi i kilkunastu robotników, którzy w ciągu 24 godzin udowodnili, że nie ma rzeczy niemożliwych i zbudowali, a raczej postawili trzypiętrowy dom. Rzecz jasna nie było tam betoniarek i tysięcy cegieł, bowiem dom powstał z prefabrykatów, które – jak przekonuje autor budynku, Richard Rogers -, są technologią przyszłości i doskonałą odpowiedzią na kryzys na brytyjskim rynku nieruchomości. Pomimo niektórych sceptycznych opinii, autor energooszczędnego budynku przekonuje również, że oprócz przestrzennych okien przez które wlatuje dużo światła, oraz łatwością z jaką można dom przebudować, dom jest stabilny i nie zdmuchnie go żaden huragan. | db | Open Scotland.pl

SZKOCJA

SZKOCJA. BARDZO MAŁE POPARCIE W SPRAWIE REFERENDUM SZKOCJA ► Szkoci są gotowi

poprzeć w wyborach rządzącą partię SNP ponownie, nawet jeśli w następnym roku we wrześniu, w referendum, w sprawie niepodległości obywatele opowiedzą się za utrzymaniem Szkocji w ramach Zjednoczonego Królestwa – informuje The scotsman. Według ostatnich sondaży blisko 40% szkotów, chce zagłosować na SNP, po sześciu latach rządzenia ponownie. Swoje poparcie dla Partii Pracy zadeklarowało 35% badanych. Jednak, o ile SNP, w sprawie rządzenia, może patrzeć w przyszłość dość spokojnie, o tyle w sprawie referendum, już niekoniecznie. Bowiem, na 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► INFORMACJE ► STR. 7

rok przed historyczną szansą, za niepodległą Szkocją opowiedziało się z 10 tys. respondentów, zaledwie 26%. Jednak, jeśli rzeczywiście wynik wyborów okazałby się niekorzystny, wówczas rząd Alexa Salmonda, jaki również i jego samego, czeka wielka klęska. Tymczasem, premier Alex Salmond przekonuje, iż przeprowadzone badania miały miejsce w okresie od lutego do maja i, ze względu na to, są mało miarodajne. Premier przekonuje również, że im więcej ludzi dowie się o korzyściach płynących m.in. ze złóż gazu i ropy znajdujących się na Morzu Północnym oraz o korzyściach wynikających z niezależności Szkocji, od Zjednoczonego Królestwa, tym chętniej będą wspierać inicjatywę niepodległościową. | db | Open Scotland.pl


SZKOCJA

NARODOWE CENTRUM SPORTU W EDYNBURGU EDYNBURG ► Kolejna inwestycja

w Edynburgu. Potężne, wspaniałe i nowoczesne Narodowe Centrum Sportu w Szkocji, ma zostać wybudowane przy Riccarton Campus of Heriot-Watt University, w Edynburgu.

Wybudowane za 30 milionów funtów, Narodowe Centrum Sportu, ma pomóc szkotom dostąpić do elitarnego grona najlepszych sportowców. Centrum ma oferować wysokiej jakości boiska do piłki nożnej, rugby, siatkówki i koszykówki. Ale jak zapowiedział profesor Steve Chapman Heriot- Watt University, Centrum ma posłużyć także innym dyscyplinom sportowym w tym szermierce, hokeju, krykiecie, a także badmintonowi. Nowy sportowy obiekt otrzyma wsparcie od rządu w wysokości 25 milinów funtów, a rozpoczęcie budowy zapowiada się na wiosnę 2014 roku. Nowoczesne zadaszone Centrum, będzie posiadać pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej z 500 miejscami na widowni i centrami szkolenia po obu stronach bramek. Nie zabraknie reflektorów, dwóch trawiastych boisk do rugby, pięciu boisk do piłki nożnej, trzech odkrytych kortów tenisowych oraz dziewięciu innych hal sportowych. W centrum oprócz boisk i pomieszczeń biurowych, mają pojawić się sale do fitness, hydroterapii, klimatyzacji, wytrzymałości i rehabilitacji. | db | Open Scotland.pl

WIELKA BRYTANIA

Głupie dzieci czy fatalna edukacja? UK ► Zgodnie z rządowym planem, gospodarstwa o rocznym dochodzie poniżej £16190, których członkowie otrzymują zasiłek dla bezrobotnych, będą dostawać darmową opiekę dla dzieci. Według ocen, opieką zostanie objętych 130 tysięcy rodzin. Dotknięta kryzysem Brytania zdaje się szastać pieniędzmi na prawo i lewo. Londyńska prasa doniosła o planowanym przez rząd wydatku rzędu 760 milionów funtów, by wesprzeć najbiedniejsze rodziny. Zgodnie z planami rządu gospodarstwa o rocznym dochodzie poniżej £16190, których członkowie otrzymują zasiłek dla bezrobotnych, będą dostawać darmową opiekę dla dzieci. Według ocen, opieką zostanie objętych 130 tysięcy rodzin. Według pomysłodawców z Pre-school Learning Alliance, inicjatywa ma na celu „wspierać dzieci z rodzin zagrożonych marginalizacją”. Jednocześnie, przy okazji rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego, ujawniono szkoujące dane na temat poziomu przygotowania pięciolatków do 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► INFORMACJE ► STR. 8

rozpoczęcia edukacji. Według informacji opublikowanych przez Certre For Social Justice, niektóre z dzieci rozpoczynających szkołę nadal jeszcze używa pieluch. Poziomem swego rozwoju nie odbiegają znacząco od 12-18 miesięcznych dzieci. Dyrektor jednej ze szkół wypowiedziała się w raporcie: „w ciągu ostatnich trzech lat musieliśmy uczyć korzystania z toalety mnóstwo dzieci, które w wieku pięciu lat jeszcze przychodziły do szkoły w pieluchach”. Inna nauczycielka powiedziała: „dzieci nie potrafią się nawet skupić na mówieniu, ani odpowiadać nawet prostymi zdaniami. Mamy dzieci, które nie reagują na własne imię”. Jeden z twórców raportu, sir Robin Bosher podkreślił, że jeden na dziesięciu uczniów „jest tak aspołeczny, że bije inne dzieci, jak i opiekujących się nim.dorosłych. Badania nad poziomem edukacji w Anglii prowadzone w przeciągu ostatnich pięciu lat wykazały, że setki tysięcy młodych ludzi kończy szkołę bez odpowiednich ocen na GCSE (egzaminach końcowych w szkole średniej). (...) | Alex Sławiński | The Polish Review


WIELKA BRYTANIA

ROLNIK ROZPĘTAŁA BURZĘ W SPRAWIE “PODATKU SYPIALNIANEGO” UK ► Wypowiedzi przedstawicielki ONZ, Raquel Rolnik, w sprawie „podatku sypialnianego” wywołały lawinę krytyki ze strony partii konserwatywnej prowadzonej przez premiera Davida Camerona, a także zdominowały brytyjskie media jako główny temat.

Przedstawiciel konserwatystów Grant Shapps, w BBC Radio 4, powiedział, że zachowanie pani Rolnik było nadużyciem i absolutnie niedopuszczalne. Shapps, dopuścił się krytyki przedstawicielki ONZ, m.in. za to, że w celu pogłębienia wiedzy na temat „podatku” pani Rolnik nie spotkała się z odpowiednim departamentem ani z żadnym innym ministrem, aby zapoznać się z raportem w tej sprawie. Przedstawiciel Partii Konserwatywnej zapowiedział złożenie odpowiedniego pisma do Sekretarza Generalnego ONZ,

żądając wyjaśnienia jak doszło do krytyki ze strony pani Rolnik oraz przeprosin z jej strony. Dlaczego? Raquel Rolnik, przedstawicielka, obserwatorka i międzynarodowa konsultantka w dziedzinie polityki mieszkaniowej przy ONZ, odwiedzając Londyn, Edynburg, Glasgow, Belfast i Manchester, nabrała wątpliwości co do słuszności wprowadzonego 1 kwietnia 2013 roku, tak zwanego „podatku sypialnianego”. Sprawa kilka miesięcy temu była szeroko dyskutowana w mediach, ale przede wszystkim wśród społeczeństwa, które zostało bezpośrednio dotknięte podatkiem. Raquel Rolnik, odwiedzając wspomniane miejsca, rozmawiała z lokatorami wynajmowanych mieszkań, którzy – według Rolnik – są biedni, nie mogą płacić czynszu, muszą wybierać między jedzeniem a rachunkami, których czeka prawdopodobna eksmisja, i że niektórzy są na tyle zdesperowani, iż chcą popełniać samobójstwa. Rolnik, sugerowała również, że wpro14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► INFORMACJE ► STR. 9

wadzony podatek może niekorzystnie wpłynąć na całe rodziny, bowiem ewentualna eksmisja może spowodować pogorszenie się relacji personalnych, z konieczności może doprowadzić do zmiany szkoły, miejsca zatrudnienia, a także służby zdrowia. Raquel Rolnik, po rozmowach ze społeczeństwem miała powiedzieć, że według niej, podatek powinien zostać natychmiast cofnięty, a także, że Wielka Brytania nie zapewnia swoim obywatelom wystarczającej ilości tanich mieszkań. Zapowiedziała również, że w marcu 2014 roku, sprawozdanie w tej sprawie zostanie przedstawione Radzie Praw Człowieka ONZ w Genewie. Przypomnijmy: rząd Davida Camerona, 1 kwietnia bieżącego roku, wprowadził „podatek sypialniany”, który zakłada obniżkę dofinansowania do czynszu mieszkań socjalnych, dla tych osób, którzy posiadają większą liczbę pokoi, niż potrzebują. | db | Open Scotland.pl


POLSKA

Rekordowa liczba powołań na księży POLSKA ► W tym roku zaskakująco

i znacząco wzrosła liczba powołań na księży Mimo niżu demograficznego chętnych do studiów w seminariach duchownych jest znacznie więcej niż w ubiegłych latach. Czy to zasługa nowego papieża? o sprawie pisze „Gazeta Wyborcza”. Choć nie ma jeszcze kompletnych danych, bo rekrutacja potrwa do końca września, to już wiadomo, że liczba powołań wzrosła.Będzie 800 nowych alumnów, czyli ponad 100 więcej niż rok i dwa lata temu. - To statystyki, które trochę wymykają się prawom logiki - mówi „Gazecie” ks. dr Wojciech Rzeszowski, sekretarz Konferencji Rektorów Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych. Jego zdaniem chętnych powinno być mniej ze względu na sekularyzację i niż demograficzny. - Ale seminarium to nie są zwykłe studia, przychodzą na nie ludzie dotknięci przez Pana Boga. Dlatego czasem zdarza się takie pozytywne zaskoczenie - wyjaśnia Rzeszowski. Z kolei ks. dr hab. Jacenty Mastej, rektor WSD w Rzeszowie uważa, że duża liczba powołań może być też efektem tzw. „efektu papieża Franciszka”, który swoją postawą „zaimponował młodym” - To może być też efekt akcji powołaniowych, które prowadzimy, albo po prostu to pokłosie pracy jakiegoś dobrego katechety w którejś ze szkół - uważa Mastej. Księża stanowczo odrzucają sugestię, że wybór seminarium duchownego może być dla wielu młodych ucieczką przed trudami rynku pracy, zwłaszcza w czasie kryzysu. - To bardzo niesprawiedliwa ocena - twierdzi ks. Mariusz Rucki, prorektor WSD w Łodzi. - Wybór drogi kapłańskiej nie jest pójściem na łatwiznę. Czytając niektóre podania o przyjęcie, jesteśmy zaskoczeni dojrzałością tych młodych ludzi - powiedział. | (ter, „Gazeta wyborcza”) | The Polish Review

POLSKA

Alkohol i papierosy w górę, VAT bez zmian - Tusk nie spodziewa się wystąpień ulicznych POLSKA ►Projekt ustawy budżetowej

na przyszły rok przewiduje podniesienie akcyzy od alkoholi spirytusowych o 15 proc. Wzrosną też ceny wyrobów tytoniowych - poinformował minister finansów Jacek Rostowski. Nie przewiduje się natomiast obniżki podatku VAT, który nadal utrzyma się na poziomie 23% czytamy na stronie premier.gov.pl - Podjęliśmy decyzję o urealnieniu akcyzy od alkoholi spirytusowych - o te 15 proc., które wynosiła inflacja od czasu ostatniej podwyżki w 2009 roku - podkreślił szef resortu finansów. Jak mówił, realna akcyza będzie taka sama, jak w 2009 roku. - Myślę, że jest to racjonalna decyzja, choć nie dla wszystkich, także dla mnie niekoniecznie przyjemna - dodał szef resortu finansów. - Podniesienie akcyzy na alkohol jest sposobem na zwiększenie dochodów, który wydaje nam się dość bezpieczny - powiedział premier Donald Tusk. Premier był pytany na konferencji prasowej, czy nie obawia się, że podniesienie akcyzy na alkohol nie spowoduje protestów spo14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► INFORMACJE ► STR. 10

łecznych. - Wystąpień ulicznych w tej sprawie się nie spodziewamy - powiedział Tusk. Przez kilka lat bez podwyższania akcyzy, tak się zmieniła struktura cen, że ten wysokoprocentowy alkohol jest w Polsce bardzo tani zauważył szef rządu. - Tak skroiliśmy podwyżkę akcyzy, by była ona de facto jakby „waloryzacją” tej akcyzy ze względu na inflację w porównaniu do 2009 r. - dodał. Jak ocenił, podniesienie akcyzy to dodatkowy przychód dla budżetu, mało szkodliwy społecznie, „choć dla niektórych, wkurzający”. Przyznał, że konsekwencją podniesienia akcyzy będzie niewielka, „ale dla wielu ludzi na pewno przykra” podwyżka cen wódki. Wyraził nadzieję, że wpłynie to nieco na zmianę struktury spożycia alkoholu w Polsce. - Zgodnie ze zobowiązaniami wobec UE krocząco wzrośnie akcyza na wyroby tytoniowe - poinformował Jacek Rostowski. Rostowski zauważył, że jego osobistym zdaniem, walka z paleniem tytoniu jest bardzo ważna i będzie się cieszył, jeśli mniej ludzi będzie paliło na skutek podwyżek akcyzy. - Nawet jakby miało to skutkować mniejszymi dochodami budżetu dodał szef resortu finansów. (emi, premier.gov.pl) | emi | The Polish Review


www.openebusiness.biz

OGŁOSZENIA DROBNE ORAZ KATALOG FIRM ZA DARMO NA STRONIE www.openebusiness.biz

*

Nie piszemy małymi literkami! NASZA OFERTA DOSTĘPNA JEST PRZEZ CAŁY ROK! www.openebusiness.biz  14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► REKLAMA ► STR. 11

www.openscotland.pl


Keep Your Time

Natalia Ślesińska ► Pośpiech i życie

w wiecznym stresie są symptomatyczne dla czasów, w którym przyszło nam żyć. Na całym świecie maleńkie ludziki z malutkimi teczuszkami, w małych garniturkach lub małych garsoneczkach, oddają swe mózgi w hołdzie potężnym korporacjom; inne znowu ludziki wyciskają siódme poty w ogromnych fabrykach lub innych zakładach; są ludziki obarczone prócz tego całą gromadką jeszcze mniejszych ludzików, co powoduje jeszcze większą krzątaninę; krótko mówiąc – zabiegane, mrówcze masy... W Szkocji ślamazarność nie jest jednak niczym nagannym, ba! – jest równie naturalna, co oddychanie, picie, jedzenie i wydalanie. Ja wiem, że dużo zależy od typu osobowości. Skoro (niezmiernie upraszczając, oczywiście) są dynamiczni cholerycy, rozmarzeni melancholicy i wylewni sangwinicy, to flegmatycy też mają prawo sobie egzystować; ale – na Boga! – gdy słyszę: “keep your time”, to przechodzą mnie ciarki, a w kieszeni otwiera się wirtualny nóż. Kolejka przed kasą sklepową rośnie i rośnie, nabiera życia, dzieci wydają ultradźwięki, niedo14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 12


wraca i rzuca radośnie: – Sorry. Prawidłowa odpowiedź pacjenta brzmi: – Nae bother, keep your time!

myty jegomość roztacza wokół siebie specyficzny aromat, kasjerka stara się zamienić w ultraszybki automat skanujący. Klientka Przed Kasą (ruchy spowolnione do minimum; wyłuskuje torbę, powoli pakuje każdy produkt z osobna, odstawia reklamówkę na podłogę, zaczyna szukać portfela, w końcu znajduje; wysypuje garść drobnych na dłoń, po czym zaczyna pieczołowicie odliczać żądaną kwotę: pens po pensie, bo w tak wysokiej matematyce to się Szkoci trochę gubią): – Sorry to keep you waiting... Kienci (pokrywając frustrację zgrabnym uśmiechem): – No, no, that’s fine, keep your time!

Podążmy tym tropem... Płonący budynek. Tłumy Szkotów tłoczą się przy jedynym wyjściu ewakuacyjnym. Ten, który pierwszy do niego dotarł, zamyślił się – może nad kruchością ludzkiego istnienia, a może nad niszczycielską siłą natury... dość, że stoi. Nie wypada go przecież popędzać, a nawet okazać zniecierpliwienie. Pozostali w środku ludzie z radosnymi twarzami odrzucają spadające, zweglone belki, i krzyczą zgodnym chórem: Keep your time!

Godzina siódma czerdzieści pięć. Sznur szamochodów. Wiadomo, wszyscy śpieszą się, by zdążyć do pracy. Wszyscy, napisałam? O, pardon. Oto na czele tej kawalkady w tempie dziesięciu mil na godzinę sunie jakiś osiemdziesięcioletni dziadziuś (nie, żebym miała coś przeciwko staruszkom w ogóle), który kolejny raz podjął wyzwanie, jakim jest dlań prowadzenie pojazdu mechanicznego; a może to jakiś młody człek nacji szkockiej? Jedno jest pewne: on szanuje SWÓJ czas. Po co jechać szybciej, skoro mijany świat jest taki piękny w promieniach wschodzącego słońca? Niechaj więc inni kierowcy, z kilkunastu lub kilkudziesięciu samochodów z tyłu, wspólnie z nim przeżywają te długie minuty upojnej jazdy.

Co weekend parkingi przed centrami handlowymi pękają w szwach, a puby i nocne kluby są wypełnione po samiutkie zdemoralizowane brzegi. Szkoci nie są więc owymi przysłowiowymi dusigroszami (a może raczej: dusipensiarzami). Postuluję, by powiedzenie: “chytry jak Szkot” zamienić raczej na: “powolny jak Szkot”. Przynajmniej emigranci wiedzieliby, czego się spodziewać. Może łatwiej byłoby się z pewnymi cechami tej nacji pogodzić, skoro są one wrodzone. W Polsce nadal razi jeszcze ów pośpiech i rozdrażnienie, okazywane z powodu jakichkolwiek oznak przestoju; mając jednak do wyboru tempo ślimaka i tempo królika podczas wykonywania codziennych obowiązków, wybieram to drugie. Po pierwsze, doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i celebrowanie każdej czynności jest przywilejem i luksusem, na który mogę sobie pozwolić jedynie od czasu do czasu. Po drugie, dla mnie przejawem dobrych manier jest przede wszystkim szacunek, okazywany drugiemu człowiekowi. Czyli? “Keep your time, but keep our time as well”. I tyle.

Wizyta u lekarza pierwszego kontaktu, czyli pana MacGP. Siedzi sobie pacjent na krzesełku, coś tam zaczął tłumaczyć, że boli. Doktorowi dzwoni komórka, więc odbiera i wychodzi. Mijają kolejne minuty, pięć, dziesięć, piętnaście... gdy pacjent zdążył już niemal wyzdrowieć, i zaczyna zastanawiać sie, czy aby lekarz po prostu o nim nie zapomniał i nie pojechał sobie do domu, ten

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 13


Baju, baju, baju

Czyli wszystko, czego nie chcesz wiedzieć o autorach twoich ulubionych bajek TEKST | Marta Marakchi

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 14


Odkrycia przedstawione w tym artykule mogą być dla wielu z Was szokujące. Dla mnie samej też takie były. Mogą również pozbawiać złudzeń i nieodwracalnie niszczyć wspomnienia z dzieciństwa. Dlatego czytacie to na swoją własną odpowiedzialność... bo autorzy Waszych ulubionych bajek to postaci niemniej ciekawe i nietuzinkowe od tych przedstawionych w ich książkach.

chatka, została Krzysiowi podarowana przez mamę, a nie przez tatę). Potem, w swojej autobiografii, Christopher miał użyć jeszcze bardziej krytycznych i nieprzychylnych ojcu słów: Gdy miałem trzy lata, mój ojciec miał trzy lata. Gdy miałem sześć – on miał sześć. Potrzebował mnie, by uciec od swojej pięćdziesiątki. Brzydal zwany Andersenem Hans Christian Andersen dobrze znał problemy, z jakimi borykali się bohaterowie jego bajek. Może nawet w pewnym sensie pisał o sobie samym? Sam porównywał siebie do Brzydkiego Kaczątka. Był biedny, mało urodziwy, czuł się opuszczony, i musiał ukrywać swoją odmienną orientację seksualną. Już w dzieciństwie mu-

Czy zły ojciec mógłby wymyślić takiego kochanego misia jak Kubuś Puchatek? A właściwie Kubusia Puchatka, bo Puchatek w oryginalnej, anglojęzycznej wersji książki była kobietą! Czy mimo baśniowstrętu można tworzyć najpiękniejsze na świecie baśnie? Czy autor „Alicji w Krainie Czarów” był... pedofilem?! Nie jeden dziecięcy pisarz skrywa w sobie tak mroczne i kosmate tajemnice, że przyprawiłby swoich małych wielbicieli o gęsią skórkę. “Małe co nieco” o Kubusiu Puchatku i jego autorze Prototypem Kubusia Puchatka był pluszowy miś, którego Milne kupił swojemu synkowi na jego pierwsze urodziny. Również Stumilowy Las istniał naprawdę. Stał się nim w wyobraźni małego Krzysia dom w Cotchort Farm w hrabstwie Sussex, do którego przeniosła się cała rodzina Milne’ów w 1925 roku. Mimo to, dorosły Christopher wcale nie wspominał miło ani tego domu, ani swojego dzieciństwa, ani też swego ojca. Książki Milnego pełne są wątków autobiograficznych. To jedno ze źródeł licznych legend o jego fatalnych relacjach rodzinnych. Niektóre z nich, jak opowieści o nieudanym małżeństwie z Dorothy “Daphne” de Sélincourt, są prawdziwe. Inne, jak plotka o tym, jakoby Milne nie znosił dzieci, zostają podważone (Ann Thwaite “A. A.

Milne. Jego życie”). Dorosły już Krzyś napisał swoją autobiografię, w której wspominał, że jego ojciec był zimny, drażliwy i ciągle go zaniedbywał. Spędzał z nim milczące pół godziny przy śniadaniu i kwadrans przed obiadem (wszak, zgodnie z etykietą, przy jedzeniu się przecież nie rozmawia). Tatuś Krzysia, który opowiadał Kubusiowi takie czarowne bajeczki, był w gruncie rzeczy beznadziejnym sztywniakiem. Wyniosły Alan Alexander Milne nie znosił również swojej żony. Do tego stopnia ją ignorował, że w “Kubusiu Puchatku” brak jest najmniejszej choćby wzmianki o mamie Krzysia. Tym bardziej to bolesne, że po latach dorosły już Christopher przyznał, że niektóre fragmenty przygód misia, pochodzą z opowiastek wymyślonych dla niego przez mamę. Istnieją również przypuszczenia, że maskotka, która stała się pierwowzorem Pu14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 15


siał ciężko pracować. Jego ojciec był szewcem, a matka niepiśmienną praczką. Kiedy Andersen miał 11 lat, stracił ojca. Matka wyszła ponownie za mąż, ale ich drogi rozeszły się. Wkrótce zapiła się na śmierć. Andersen marzył, by zostać artystą. Jako 14-latek wyjechał szukać szczęścia do Kopenhagi. Tam poznał bogatych przyjaciół, którzy go później sponsorowali (podobno musiał się im odwdzięczać w naturze!). Wśród nich był król Danii Fryderyk IV. Andersen rzucił się więc w wir pisania sztuk teatralnych. Ale nie miał wykształcenia, więc krytycy bezlitośnie je odrzucali, ze względu na błędy ortograficzne, interpunkcyjne i stylistyczne. Wreszcie udało się! Przez wszystkich pogardzane i poszturchiwane Brzydkie Kaczątko przemieniło się w pięknego łabędzia. Dzięki wytrwałości, Andersen dostał w 1822 r. stypendium królewskie, które umożliwiło mu studia. W czarodziejski świat baśni Andersena wprowadziła babcia ze strony ojca. Kilka z jej opowieści, Andersen wykorzystał w swoich późniejszych utworach. Jednak Andersen nie traktował poważnie swojej twórczości dla dzieci. Zajmował się nią niejako na marginesie. Złościł się, gdy jego baśnie zaklasyfikowano do dzieł dla dzieci i robił co mógł, by utrzymać pozory „poważnego pisarza”. On cierpiał na prawdziwy baśniowstęt! Może Brzydkie Kaczątko wyrosło na pięknego łabędzia. Ale najwyraźniej kompleksów nie pozbyło się już do końca życia. Tego oczywiście w bajce nie było. Ale życie to nie bajka. Andersen zamęczał wszystkich swoimi fanaberiami. Wzruszał się i płakał nad swoim trudnym dzieciństwem, narzekał na samotność, egocentrycznie wciąż upominał się o pochlebstwa i jak osika drżał o swoje zdrowie. Ten niepoprawny hipochondryk odnotowywał w specjalnym kajecie każdy ból zęba i jakość wypróżnienia! Na każdą, nawet najmniejszą krytykę, odpowiadał urojonymi cierpieniami. Martwił się, że oszaleje, podobnie jak jego dziadek. Stał się neurotykiem. Pogrążał się w depresjach i melancholii.

Panicznie bał się utraty majątku i bólu zębów (co opisał w jednej z bajek). Wiele dzisiejszych biografii charakteryzuje Andersena jako seksualnego frustrata i homoseksualistę. Świadczyć o tym mają m.in. zachowane listy pisarza do Edvarda Collina czy Haralda Scharffa. Współcześni Andersenowi, prawdopodobnie też podejrzewali, że coś jest na rzeczy. Nie ukrywali swojego zdziwienia, że sławny mistrz pióra, adorowany przez wiele pięknych kobiet, nie żeni się, nie ma erotycznych przygód i nigdy nie znalazł miłości, za którą tak tęsknił.

Podróż do mroków Krainy Czarów Pamiętacie kota z Cheshire? Autor „Alicji w Krainie Czarów” też stamtąd pochodził. Pan Lewis Carroll (właśc. Charles Lutwidge Dodgson), chudy, niezdarny jąkała, uważany w swoim otoczeniu za niemrawego odludka, uwielbiał… małe 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 16

dziewczynki! One chętnie pozowały mu do zdjęć, spędzały u niego noce, chodziły z nim za rękę, a on obsypywał je prezentami. Carroll urządzał w swoim domu przyjęcia, na które zapraszał wszystkie małe damy z okolicy. Dziś prawdopodobnie nie uniknąłby oskarżenia o pedofilię. Ale wówczas nikt o czymś takim jeszcze nie słyszał. Wśród tych adorowanych przez Carrolla rozkwitających dziewcząt, była jego prawdziwa muza – Alice Liddell. To dla niej i o niej napisał swoją głośną książkę. Carroll szybko nudził się swoimi dziewczętami. Gdy tylko przejawiały pierwsze oznaki dojrzewania, zauważał nagle z rozczarowaniem, że stają się głupimi krowami. Tylko Alice, mimo upływającego czasu, na zawsze zachowała w jego oczach dziecięcą niewinność. Jej chłopięca fryzura, podrapane nogi i zbuntowane spojrzenie dzikuski spędzały mu sen z powiek. Zaczynają się wspólne pikniki, wycieczki łódką, sesje zdjęciowe... Sielanka wspólnych zabaw musiała się jednak skończyć. Siostry Alice szybko się połapały, że Carroll nie poświęca im najmniejszej uwagi – zaprasza je, ale chce się widzieć tylko z Alice. One miały być dla niego tylko „przykrywką”. Sama Alice wciąga się w dziwną grę. Rani go, zadaje mu ból, bada granice… I zdaje sobie sprawę, że on nie umie się na nią obrazić. Miała nad nim władzę całkowitą. I jak dziecko się nią bawiła. Przedrzeźniała go, udawała że się jąka... List, jaki wreszcie przyszedł od rodziny Liddellów, zburzył Carrollowi cały świat: Pańska obecność w naszym domu i dalsze spędzanie czasu z naszą rodziną są niepożądane – tylko tyle. Według jednych, Carroll miał zaproponować małżeństwo 11-letniej Alice. W wiktoriańskiej Anglii małżeństwa dorosłych z młodymi dziewczynkami nie budziły sensacji. Ale zdaniem matki Alice, Carroll nie był dla niej żadną partią. Według innych teorii, zazdrosna siostra Alice, która również chciała pozować Carrollowi, postanowiła się na swój dziecięcy sposób zemścić. Rewelacje, jakie miała do opowiedzenia rodzicom, na zawsze zatrzasnęły przed Carrollem drzwi do ich domu.


jeżdża do niego. Ale bilet kosztuje prawie 50 koron, podczas gdy ona miesięcznie zarabia tylko 150 koron! Wreszcie wychodzi za mąż i zabiera syna do siebie. W 1934 roku rodzi córkę. Pewnego dnia, chora na zapalenie płuc Karin, poprosiła Astrid, by opowiedziała jej o Pippi Langstrump. I tak wszystko się zaczęło…

Czy Carroll był pedofilem? A może tylko lubieżnikiem? Tego już się nigdy nie dowiemy. Wiemy jednak, że wśród „dam jego serca” były również i dwudziestolatki. Członkowie ruchów na rzecz legalizacji pedofilii co roku, 25 kwietnia, w rocznicę pierwszego spotkania Carrolla i Alice, obchodzą tak zwany „Alice Day”. Lewis Carroll znalazł się również na liście bardzo wątpliwie, ale podejrzanych o… zbrodnie dokonane przez słynnego Kubę Rozpruwacza! Trafił tam na skutek publikacji Richarda Wallace’a: „Jack the Ripper, Light-Hearted Friend”, w której autor sugerował, że to Carroll razem z Thomasem Vertem Baynem mordowali prostytutki. Wywnioskował tak z anagramów tworzonych z fragmentów „Alicji w Krainie Czarów” w opracowaniu dla dzieci. Nikt ze znawców tematu nie traktował jednak tych doniesień poważnie.

O niemoralnej Marysi i jej krasnoludkach Autorka bajki o „Krasnoludkach i sierotce Marysi” w w rzeczywistości była postępową, samodzielną i niezależną biseksualistką, niestroniącą od licznych romansów, żyjącą na bakier z kościołem i z Bogiem… i ze światem.

Zakręcony świat Astrid Lindgren Ile Astrid Lindgren miała w sobie ze swoich bohaterów? Ile fantazji Pippi było faktycznie jej fantazjami? Czy jako dziecko też mazała sobie twarz kremowym tortem? Jestem dziwnie pewna, że zrobiłaby to nawet dziś. - Nie jest zapisane w prawie mojżeszowym, że stare baby nie mogą włazić na drzewa – mawiała. Miała też w zwyczaju głaskać swoich rozmówców. Jednym z nich był premier Szwecji, którego pogłaskała na oczach osłupiałych ochroniarzy! Astrid Ericsson od początku nie dawała się wtłoczyć w sztywne ramy, jakie wyznaczało jej społeczeństwo. Zamiast śpiewać w kościelnym chórze i haftować serwetki, wolała chodzić po drzewach, robić psikusy nauczycielom, słuchać jazzu. A jako 17-latka ostrzygła włosy na chłopczycę, budząc tym sporą sensację. W wieku 18-u lat, Astrid stała się bohaterką jeszcze większego skandalu. Zaszła w ciążę z mężczyzną, którego imienia nigdy nie ujawniła. Choć chłopak był w niej zakochany po uszy i chciał się z nią ożenić, Astrid nawet nie chciała o tym słyszeć. –

Wolę umrzeć – powiedziała. Postanowiła wychować dziecko sama i wyjechać do Sztokholmu, by oszczędzić rodzinie wstydu. Tam żyła niemal w nędzy. Dziecięce zabawy zastąpił niedostatek, samotność i bezradność. Kosze z jedzeniem i drobne pieniądze z domu ratowały ją przed głodem. Astrid urodziła synka w duńskim szpitalu Królestwo (tym samym, o którym wiele lat później Lars von Trier nakręcił upiorny serial „Królestwo”). Był to wówczas jedyny w całej Skandynawii szpital, w którym odbierano porody bez informowania o tym władz. Ale jako samotna matka, musiała oddać dziecko do rodziny zastępczej. Astrid bardzo tęskni za synem. W wolne dni wy14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 17


szły pisarz zrezygnował dla niej ze swojej największej pasji – latania. Zaczął prowadzić nudne życie księgowego. Zadłużył się po uszy, żeby tylko jego piękna wybranka mogła prowadzić dostatnie życie. Musiało go naprawdę zaboleć, kiedy go porzuciła. Załamany Exupery trafił do szpitala psychiatrycznego. Gdy wyszedł, był już innym człowiekiem. Lodołamaczem kobiecych serc! Rzucił się w wir romansów. Los mu zesłał Consuelo Gomez Carillo.

Maria Konopnicka wieku 20 lat wyszła za mąż za starszego o 12 lat Jarosława Konopnickiego – bogatego zarządcę rodzinnego majątku. Mieli razem ośmioro dzieci, z których dwoje zmarło w niemowlęctwie. Ale bycie kurą domową i posłuszną żoną Konopnickiej nie odpowiadało. Przypuszcza się, że mąż nie zaspokajał jej również seksualnie. Nie obawiając się skandalu, dokonała rzeczy na owe czasy wręcz nieprawdopodobnej: postanowiła od niego odejść. Wraz z sześciorgiem dzieci przeniosła się do Warszawy. By utrzymać rodzinę pracowała jako korepetytorka. I momentalnie rzuciła się w wir romansów… głównie ze znacznie młodszymi od siebie mężczyznami. Z Janem Gadomskim dzieliła Konopnicką różnica aż 17 lat. Najgłośniejszy romans Konopnickiej to relacja z młodszym o 22 lata Maksymilianem Gumplowiczem. Szaleńczo zakochany w 55-letniej literatce historyki i etnograf, pragnął więcej niż tylko romansu. Gdy ta odmówiła mu spotkania, zrozpaczony zastrzelił się na placu przed jej hotelem. Konopnicka prawdopodobnie nie odczuła zbyt poważnie jego straty. W 1889 r. poznała młodą malarkę Marię Dulębiankę, z którą natychmiast połączyło ją gorące uczucie (czy również namiętność?). Dulębianka, postrzegana przez jej współczesnych jako ekscentryczna dziwaczka, nosiła męskie stroje, charakterystyczne monokle, surduty, polowała, jeździła konno i krótko strzygła włosy. Konopnicka przeciwnie – odmładzała się, lubowała się w sukniach i kobiecych ozdobach. To był typowy związek męskiej lesbijki “butch” i kobiecej “femme” (jak dziś by to określono). Żyły razem aż do śmierci Konopnickiej w 1910 r. Pogrzeb literatki, który zorganizowała jej kochanka, stał się ogromną manifestacją patriotyczną (jednak bez udziału kleru, który potępiał jej poglądy). Po śmierci Dulębianki w 1919 r., ukochana Konopnickiej spoczęła na pewien czas w jej grobowcu. Ostatecznie jednak ich ciała rozdzielono…

Mały Książę zdemaskowany Będąc dorastającą dziewczynką zaczytywałam się historią przyjaźni małego chłopca z lisem. Marzyłam, że ktoś kiedyś mnie pokocha tak, jak on kochał swoją różę. Wydawało mi się, że coś tak wspaniałego mógł stworzyć tylko wspaniały człowiek. Ale prawdziwy Exupery wcale nie był przyjemnym panem. A już na pewno nie był romantyczny. Proponuję dla odmiany poczytać „Pamiętnik róży” – wspomnienia jego żony Consuelo de Saint Exupery. To była kobieta wielkiego serca i z całą pewnością wiedziała o miłości dużo więcej niż jej mąż. Ten o miłości tylko pięknie pisał. Antoine robił wszystko, żeby tylko nie dorosnąć. Do końca życia pozostał na utrzymaniu matki i szukał matek w innych kobietach. Jego romansem z Louise de Vilmorin (Loulou) żył cały Paryż! Przy14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPOŁECZEŃSTWO ► STR. 18

W wielu biografiach autorzy wypominają Consuelo, że była fatalną żoną. Chimeryczną i nadąsaną. Z lubością wspominają historię, jak przyjęła gości puszką sardynek. Grzebią w jej życiorysie jak w koszu na śmieci! Wyciągają same brudy! To nie ona była różą… Gdyby jej mąż hulaka, nie wpadał w środku nocy z niezapowiedzianymi gośćmi, pewnie lepiej by zaopatrzyła lodówkę! Strwoniła własne życie na stwarzanie mu odpowiednich warunków, żeby mógł się skupić i pisać. Ale on skupić się nie mógł… tak go zajmowały te wszystkie nieobyczajne panie, w których towarzystwie się prowadzał po mieście. Kiedy wreszcie zdecydował się odejść, uległ poważnemu wypadkowi. Od razu zatelegrafował do Consuelo, błagając, by przybiegła mu z pomocą. Ale kiedy tylko doszedł do siebie, po półrocznej rehabilitacji, przemówił dawnym głosem: „Przecież się rozstaliśmy, zapomniałaś?” To wszystko opisała „Róża” w swoich pamiętnikach. I nie kierowała nią chęć wybielenia samej siebie, zatuszowania win. Wierzyła, że świat ich nigdy nie ujrzy. Przed śmiercią powierzyła je swojemu ogrodnikowi z poleceniem, aby jej zniszczył. Na szczęście tego nie zrobił. I tak oto ogrodnik przywrócił dobre imię Róży... Mam nadzieję, że po tym wszystkim nie przestaliście kochać misia o bardzo małym rozumku i Alicji z Krainy Czarów... Źródło ilustracji: Fot: Kubuś Puchatek http://www.galeriaplakatu.com Fot: Brzydkie Kaczątko http://www.gucca.dk Fot: Alicja w krainie czarów http://www.filmweb.pl Fot: Pipi Langstrump http://www.kangoo.pl Fot: O karasnoludkach i sierotce Marysi http://darmowaksiegarnia.com Fot: Mały Książe www.lib.umn.edu


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► ROZMOWA ► STR. 19

Mama z Tamtego Świata Rozmowa z Agnieszką Steur Agnieszka Steur jest autorką powieśći „Wojna w Jangblizji. W tamtym Świecie”, wielokrotnie nagradzaną autorką opowiadań, felietonów, językoznawcą, nauczycielką. Ukończyła studia na Uniwesytecie Amsterdamskim, na kierunku Języki Słowiańskie i Kultura. Żyje w Holandii, gdzie tworzy i wychowuje dwójkę wspaniałych dzieci. Realizuje się jako dziennikarka, nauczycielka, autorka i matka. W 2008 roku otrzymała wyróżneinie w konkursie „Polacy na ścieżkach świata- blaski i cienie”. W 2010 roku wygrała konkurs plastyczno- literacki. W 2012 roku natomiast zdobyła przepustkę literacką „Zwierciadła”, opublikowała także opowiadanie „Opowieść trzeciego stopnia” w zbiorze pt.”Szkice z życia”. W Baby Lejdiz zostały także opublikowane pamiętniki Agnieszki pt. “Myśli zbłąkane”. W tym roku ukaże się jej zbiór felietonów- „Słowa do użytku wewnętrznego”. Jej życie i twórczość są niezwykle inspirujące. Współpracuje m.in. ze „Sceną Polską”, portalami holenderskimi, z „Lejdiz”. Dzięki temu możecie zamówić jej najnowszą powieść za naszym pośrednictwem. Prywatnie Agnieszka jest ciepłą, pełną energii osobą, o niezwykłej wrażliwości. Dziś, specjalnie dla Was, opowie o swoim życiu i twórczośćci. Rozmawia: Gosia Szwed

● Agnieszko przyszedł ten dzień, kiedyś tam w Polsce. Podjęłaś decyzję- wyjeżdżasz. Co Cię do tego skłoniło i dlaczego akurat wybrałaś Holandię?

Gdy się nad tym zastanowię, wydaje mi się, że ta decyzja była wypadkową wielu zdarzeń, miej lub bardziej poważnych. Chciałam zmiany w swoim życiu. Zaczynało się moje dorosłe życie a ja miałam poczucie, że stoję w miejscu. Studiowałam w Polsce i coraz bardziej przygniatała mnie rzeczywistość. Brak perspektyw na przyszłość. Przyglądałam się, jak inni


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► ROZMOWA ► STR. 20

wyjeżdżają i któregoś dnia, pomyślałam, dlaczego nie ja. Gdy się ma dwadzieścia lat, takie decyzje podejmuje się szybko i nie zastanawia długo. Dlaczego Holandia? Tak naprawdę to chyba był przypadek, choć nie, wolę nazwać to zrządzeniem losu.

● Mieszkasz w Holandii, a jednak piszesz po polsku. Twoje opowiadania zbierają nagrody, w tym Marszałka Senatu RP. Czy to taka wewnętrzna walka o podtrzymanie polskości w Tobie, tęsknota za ojczyzną?

Zdecydowanie tak! Język polski jest bardzo ważnym wyznacznikiem mojej tożsamości. Czytam książki po angielsku i po holendersku, ale nigdy nie jest to taka przyjemność, jak czytanie po polsku. Pisanie po polsku jest wypełnieniem mojej codzienności. Wypełnieniem mojej osoby. Będąc w Holandii może mi brakować polskości pod różną postacią, ale język jest zawsze ze mną, w mojej głowie, w snach, w rozmowach z dziećmi, w książkach i właśnie w moim pisaniu. Jest nicią, która zawsze będzie mnie łączyć z ojczyzną.

● Mówisz, że powrotów nie ma, że nie istnieją. Dlaczego tak myślisz?

O tym mogłabym opowiadać godzinami. Kwestia powrotów zaczęła mnie dręczyć kilka lat temu, po lekturze wierszy Zbigniewa Herberta. Czytałam jego książki i poezję wiele razy. Z czasem prawie słyszałam jego pełen niepokoju głos w mojej głowie. Gdy wyjeżdża się za granicę i jakiś czas tam mieszka, powrót jest niemożliwy. Konstancja, to córka mojej kuzynki. Ostatnio widziałam ją, gdy była małą dziewczynką. Taka pozostała w mej pamięci. W środę skończyła 20 lat. Nagle zdajesz sobie sprawę, że tej małej dziewczynki już nie ma. Pojadę tam, ale spotkam się z kobietą. Nie wrócę do tego, co pamiętam, bo tego, co pamiętam już nie ma. Tak samo jest ze wszystkim, z ludźmi i z miejscami. Nie ma powrotów, bo z czasem wszystko się zmienia.

● Kiedy zaczęłaś pisać dla szerszej publiczności?

W trakcie studiów na Uniwersytecie Amsterdamskim. Na przedmiotach poświęconych językowi polskiemu dużo pisaliśmy. Starałam się, aby każdy tekst był wyjątkowy, w końcu pisałam w moim ojczystym języku. Bardzo szybko przekonałam się, że sprawia mi to ogromną radość. Po jakimś czasie pani Weiss, która była moim wykładowcą zapytała, czy nie myślałam o opublikowaniu moich tekstów. Zachęcona tymi słowami najpierw wysłałam je do polskich czasopism, ale nie było wielkiego odzewu. Później nawiązałam kontakt z ośrodkami polonijnymi i tak się zaczęło.

● Miałaś w życiu ciężki czas- straciłaś dziecko. Czy pisanie pomogło Ci w pogodzeniu się z demonami, z depresją, ze stratą?

Drzewo- symbol przechodzenia z Jangblizji do Tamtego Świata

Gdy coś takiego dzieje się w życiu, człowieka pochłaniają najciemniejsze uczucia i poczucie kompletnego niezrozumienia. Nie rozumiesz siebie, otoczenia i tego, co się wydarzyło. Nie potrafisz wyjaśnić przyczyn i skutków. Bieg wydarzeń jest poza jakąkolwiek logiką. Wydaje się, że świat się kończy i nie ma już nic więcej. A tu nagle życie toczy


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► ROZMOWA ► STR. 21

się dalej i wciąż coś się dzieje. Bardzo pomogło mi, gdy czytałam, jak z tymi samymi emocjami radziły sobie inne kobiety. Gdy czytałam, że nie tylko ja nie rozumiem, że nie tylko dla mnie wszystko jest niepojęte. Gdy odkrywałam, że to, co czuję, jest całkiem normalne w takiej sytuacji. Człowiek zawsze chce uzyskać odpowiedź na pytanie; dlaczego. Czasem takiej odpowiedzi po prostu nie ma. Pisanie o uczuciach pomaga, ale bardzo trudno znaleźć odpowiednie słowa, aby wyrazić to, co się czuje. Czy pomogło? W pewnym sensie na pewno. Chyba wciąż pomaga. Taka strata nigdy się nie kończy. To coś, co jest ze mną każdego dnia. To są daty, święta, pytania dzieci, czasem nawet reklamy pieluch w telewizji.

● Portale, książki, opowiadania, własny blog...jak mama znajduje czas na to wszystko? Czy masz jakiś przepis dla zabieganych, które ledwo dają radę z wychowaniem, zakupami, szczątkami chwil na własne przyjemności, jak organizuje się Agnieszka?

Przepis? Nie przejmuj się, jeśli nie wszystko się udaje. Tego właśnie nauczyłam się w Holandii. Znasz tych kuglarzy, którzy na długich tyczkach kręcą talerzami? Im dłużej trwa przedstawienie, tym więcej tyczek i kręcących się talerzy. Bardzo często mam wrażenie, że ja też jestem kuglarzem. Nie zawsze wszystko się udaje, zdarza się, że jakiś talerz spadnie i się rozbije. Bierze się wtedy kolejny i próbuje ponownie. Faktycznie zajmuję się wieloma rzeczami, ale nie zawsze wszystko mi się udaję. Często jest mi ciężko, bo chciałabym być wirtuozem w kręceniu talerzami, ale daleko mi do tego. W każdy razie jest dobrze, gdy człowiek daje sobie prawo do stłuczeń.

● Piszesz pięknym polskim językiem. Ile lat zabrało Ci nauczenie się ojczystej mowy na takim poziomie?

Tu zdecydowanie nie ma mowy o aspekcie dokonanym, obawiam się, że na zawsze pozostanie niedokonany. Wciąż się uczę i czasem potwornie mnie irytuje, gdy czuję, że mój język nie rozwija się wystarczająco, że jest zbyt ubogi. Gdy nie potrafi wyrazić wszystkiego, tak jakbym chciała. Jeszcze bardziej denerwuje się, gdy zauważam, że język holenderski zaczyna mieć wpływ na mój język ojczysty. Zawsze chciałabym więcej, bardziej precyzyjnie, dokładniej, ładniej… mogłabym wymieniać bez końca.

● Skąd pomysł na stworzenie powieści fantasy?

Gatunek fantasy daje nieograniczone możliwości. Dzięki swej stylistyce, swej symbolice na stronach opowieści można zamknąć wszystko, równocześnie nie mówiąc tego wprost. Poza tym bardzo to lubię. Właściwie są dwa gatunki, za którymi przepadam- to właśnie fantasy i kryminał. Chyba nie potrafię wymyślić zbrodni doskonałej. Natomiast w świecie bajek i fantazji czuję się dobrze. Właśnie skończyłam pisać bajkę, która weźmie udział w projekcie „Blogerzy Bajki Piszą”. Bardzo się cieszę, że również tym się zajęłam, bo dzięki temu odkryłam, jak wielką przyjemnością może być czytanie stworzonych przez siebie bajek swoim dzieciom. Przyjemne i ekscytujące zarazem. Fladjus- jedna z postaci powieści

● Jak powstawała Jangblizja i Tamten Świat? Co symbolizują dla Ciebie te światy?


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► ROZMOWA ► STR. 22

Jangblizja powstawała dość długo. Chciałam stworzyć świat a to jednak wymaga czasu. Ponad to chciałabym na stronach książki zamknąć wszystko, co dla mnie ważne. Miałam nadzieję, że Jangblizja stanie się od razu bliska czytelnikowi i dzięki temu czytający będzie mógł spojrzeć na to, co go otacza w inny sposób. To jeden z problemów emigracji. Przyjeżdżamy do obcego kraju z pokładami „normalności”, które w ciągu jednego dnia stają się „dziwnościami”. Otaczają nas ludzie, dla których coś jest całkiem zwykłe a dla nas niezrozumiałe. Również, nie zawsze to, co uznaje się za normalne jest dobre i odwrotnie. Tego uczę się każdego dnia. Dzięki spojrzeniu na świat oczami Jangblizjan, każdy może to poczuć.

● Czy odcinasz się w jakiś sposób od naszej cywilizacji, wybierając Tamten świat, jako ten bardziej odległy, gorszy, niedoskonały?

Nie, on nie jest gorszy. Nie wierzę w gorsze światy. Inny- tak, gorszynie. Nie lubię skrajności. Zazwyczaj patrząc na coś obcego dostrzega się tylko te najbardziej wyraziste cechy a to prawie nigdy nie jest pełen obraz. Każdy świat ma swoje ciemne strony, które najchętniej by się zmieniło. Trudno jest się zadomowić w obcym miejscu. Można siedzieć i jęczeć, albo spróbować dostrzec pozytywy.

● W „Wojnie w Jangblizji” każdy może odnaleźć coś innego. Poruszasz się swobodnie w sztuce słowa, tworzysz wieloznaczne historie. Czy Twoje teksty zawsze są wielowarstwowe?

Zawsze, gdy piszę, mam nadzieję, że uda mi się stworzyć tekst, w którym czytelnicy się odnajdą, odnajdą jakąś cząstkę, która do nich przemówi. Czasem chcę pokazać, jak to jest być obcym, jak to jest być mamą, jak badaczem języka, a czasem chcę zaczarować, przenieść w inny świat. Jeśli mi się udaję, odnoszę sukces, jeśli nie, zawsze jest następny tekst, następna historia.

● Powieść fantasy z filozoficzną duszą. Tak określiłabym twoją historię. Czy taki miałaś zamiar- czy chciałaś zmusić nas do myślenia czy raczej do fantazjowania?

Chyba i jedno, i drugie? Choć tak naprawdę myśli zawarte w mojej książce są bardzo codzienne. Każdego dnia usiłuję przekazać je swoim dzieciom. Czasem tylko ogarnia mnie lęk, gdy się rozglądam i widzę ilu dorosłych zapomniało o tych naukach z dzieciństwa. Nie raz autorzy powieści fantasy zabierali mnie w inne miejsca. Dla mnie było to, niczym super moc, którą też chciałam posiąść. Jednak razem z tym bardzo chciałam przekazać, co jest dla mnie ważne. Wiedziałam, że jeśli chcę stworzyć inny świat, muszę oprzeć się na tym, co znam. Tak też zrobiłam.

● Dla mnie Tamten Świat to symbol naszych nowych ojczyzn, emigracji. Czy to właśnie autorka miała na myśli?

Wieża, w której uwięziono królową

Tak, emigracja i wiele jej przejawów. Wyobcowanie, strach ale także ciekawość i chęć dostosowania się, poznania tego, co nowe. Możliwość spojrzenie z perspektywy na to, co się za sobą pozostawiło. Również pokazanie, jak ważna jest nauka i chęć poznania nowego miejsca. Pozbawiłam Jangblizjan jednej z najtrudniejszych nauk, czyli nowego języka i jego niuansów.


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► ROZMOWA ► STR. 23

● Na każdy Twój tekst zawsze czekam z wypiekami na twarzy. Twoja wyobraźnia zdaje się nie znać granic. Czy jako mała dziewczynka wymyślałaś historie?

To prawda, odkąd pamiętam wymyślałam historie. Opowiadania ilustrujące marzenia. Historie z życia wzięte, ale z innym zakończeniem, bo ten prawdziwy nie zadowalał. No i wszystko musiało być przelane na papier, bo dzięki temu zyskiwało fizyczność i w jakimś wymiarze stawało się prawdziwe. Ciągle wymyślam i nie przestanę.

● Zdradzisz nam w kilku słowach, czego doświadczą Jangblizjanie w kolejnych częściach powieści?

Zajmuję się już drugą częścią i mam zarys trzeciej. Mam nadzieję, że tę nad którą teraz pracuję, uda mi się ją ukończyć w tym roku. Druga część nie jest czymś odrębnym, tylko zapisem kolejnych wydarzeń. Rozpoczęłam bardzo dużo wątków, które teraz będą kontynuowane. Gdybym była cierpliwa, być może za kilka lat wydałabym jedną grubaśną książkę. Zdecydowałam się jednak na takie posunięcie. W drugiej części pojawią się nowe postaci, które odegrają ważną rolę w konflikcie ze Szmaragdową Panią. Akcja będzie się dziać głównie w Jangblizji.

● Szykujesz także ucztę dla ducha dla tych, którzy nie gustują w gatunku fantasy. Opowiedz nam o tym projekcie...

Tak, to całkiem inny projekt. Od kilku lat piszę felietony dla kwartalnika Polskiej Sceny w Holandii i na moim blogu. Na początku były to teksty tylko o tematyce emigracyjnej, ale z czasem zaczęłam pisać o tym, co mnie zajmuje, zachwyca, smuci. Jestem Emigrantką, ale to tylko część mojej osoby. Polsko-Holenderskie Stowarzyszenie Kulturalne zaproponowało mi wydanie tych tekstów w formie książki. Co więcej, będzie ona wydana w dwóch językach, polskim i holenderskim. Jestem bardzo dumna z tego projektu. Będę mogła pokazać mojej holenderskiej rodzinie i przyjaciołom nad czym ślęczę od lat.

● Za co kochasz Holandię?

Holandia najpierw mnie zauroczyła, potem wystraszyła, aby w końcu przekonać do siebie. Od pierwszego dnia wydała mi się innym światem, pod prawie każdym względem. Przyjechałam z Wałbrzycha, miasta położonego między górami. Tutaj wszystko jest płaskie, ale wcale nie mniej piękne. Ludzie też są inni. Na początku myślałam, że Holendrzy są zimni, ale to nieprawda, po prostu zdecydowanie lepiej potrafią kontrolować emocje. Ludzie nie są przesadnie wścibscy, ale gdy potrzebujesz pomocy nie zawahają się pomóc i okazać serca. Sama się o tym przekonałam. Będąc raczej emocjonalnym dzikusem podziwiam holendrów za ich spokój i opanowanie.

● Jak widzisz siebie za 20 lat, masz plany, marzenia na ten czas?

Nana- jedna z postaci powieści

Plany na za 20 lat? Dopiero teraz muszę użyć wyobraźni. Zazwyczaj nie planuję aż tak daleko. Chcę nadal obserwować, jak zmieniają się moje dzieci, choć pewnie wtedy będę już patrzeć jak zmieniają się też moje wnuki. Chcę pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Za dwadzieścia lat chcę na swym koncie mieć wiele powieści. Chcę czuć, że wciąż się rozwijam.

● I tego Ci życzę, dziękując bardzo za rozmowę.


Na fotografii Joanna Chomicz w wystylizowanym przez siebie kostiumie. Fot: Daniel Chorup

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► TEMAT NUMERU ► STR. 24

Joanna Chomicz, archeolog, fotograf, kompozytor. Gra na pianinie, maluje obrazy, pisze opowiadania, uwielbia piec chleb i słodką szarlotkę. Kocha zwierzęta i naturę; fotografuje patyki i śmiecie, ale przede wszystkim projektuje odzież i filmowe kostiumy. Aha, i jeszcze jedno: nie do końca stoi nogami na tym świecie. Z Joanną Chomicz, rozmawia Damian Biliński.

Heretics House of

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► TEMAT NUMERU ► STR. 25

● Damian Biliński: Jesteś zawodowym projektantem odzieży i kostiumów. Pasja, czy tylko zawód?

Joanna Chomicz: Nie lubię wyrazu “pasja”, jest nadużywane i sugeruje, że osoba mająca pasję nie widzi poza rzeczoną czynnością/zainteresowaniem nic innego. Z tego też względu nie mogę zaliczyć siebie do grona takich osób. Projektowanie, szycie, zajmowanie się modą, jest tylko jednym z moich zainteresowań, które uprawiam i które przy okazji stało się zawodem. Inna sprawa, że bogaty świat szmatek, włóczek i tworzyw wszelkiego rodzaju przyciągał mnie od dzieciństwa. W wieku przedszkolnym oglądałam popularne wtedy programy telewizyjne, uczące przetrwania i pragmatyzmu w otaczającej komunistycznej rzeczywistości. Były to programy edukacyjne typu: “jak z kocyka zrobić płaszczyk”, lub też “jak przedłużyć śpioszkom życie” i zamienić je np. na spodenki. Czy jak uszyć lalkę-szmatkę. Pamiętam, że pilnie notowałam tego typu porady. Więc może jednak pasja? Chociaż wolę określenie bzik. To tyle na temat projektowania i szycia ubrań. Kostiumy, to zupełnie inna sprawa. To bardzo bogaty świat, który wymaga używania wszelkich zmysłów i zaangażowania wyobraźni oraz wiedzy praktycznej. Czasami sam pomysł nie wystarczy, trzeba jeszcze wpaść na pomysł jego konstrukcji i realizacji. Nie mam na myśli kostiumów historycznych, czy teatralnych, które są bardzo wdzięcznym rodzajem odtwarzania przeszłości i adaptowania jej na warunki współczesne, ale kostiumów fantazyjnych, przy użyciu różnych materiałów, takich jak drut, drewno, masa plastyczna, czy glina. W tej dziedzinie jestem dopiero eksperymentatorem i, kto wie, może i pasjonatem.

● A zatem, każdy ma swojego bzika. Eksperymentujesz w domu, czy w pracy? Moja pracownia znajduje się w domu, zatem tu i tam :)

● Jakiego rodzaju są to kostiumy i dla kogo projektujesz odzież?

Odzież, nazwijmy ją normalną, projektuję dla klientów na zamówienie. Chętnie projektuję na pokazy mody, nawet jeżeli to są pokazy tematyczne, do których muszę się dostosować stylistycznie. Kostiumy projektuję we współpracy z fotografami na różnego rodzaju sesje lub inne wydarzenia artystyczne. I są to kostiumy różnorakie od stroju szamana, którego miałam przyjemność również wystylizować, poprzez ręcznie filcowane wdzianka, plecionki, siatki, konstrukcje, w zależności od upodobań i zapotrzebowania. Miałam propozycję zaprojektowania kostiumów do filmu, niestety musiałabym wyjechać czasowo do... Indii, na co nie byłam kompletnie przygotowana. Przymierzam się również do współpracy ze Szkockimi teatrami, jednak bardziej zależy mi na indywidualnych projektach.

● Wygląda na to, że jesteś typem indywidualisty. Skąd zatem czerpiesz inspirację?

Na fotografii: suknia ślubna inspirowana XVIII wiecznymi strojami, zaprojektowana i uszyta przez Joannę Chomicz. Fot. Towzie Tyke Photography

Inspiracja leży w zasięgu ręki. Świat jest tak bogaty, zarówno otaczająca nas przyroda, ludzie, etnografia, historia, starożytność... wszystko może stać się inspiracją, a odpowiednio zinterpretowane zmienić się w dowolny produkt. Niektóre tworzywa mają tak ciekawą fakturę, że właściwie same w sobie nie wymagają jakiegoś specjalnego projektu. Poza tym walczę ze sobą, żeby nie przejaskrawiać. Najlepsze są wszak rzeczy proste, nieprze-


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► TEMAT NUMERU ► STR. 26

kombinowane. Jedna z moich sukienek była zainspirowana kształtem główki wiolonczeli. Jest właściwie przeniesieniem rzutu z góry. Innymi słowy: był sobie gryf od wiolonczeli z głową, zrobiłam rysunek z góry, tzw. rzut, albo plan po archeologicznemu, a potem oglądałam rysunek ze wszystkich stron, aż mi się rzucił pomysł na głowy, popatrzyłam na zarys ludzkiej sylwetki i jedno z drugim mi się dopasowało, niektóre elementy zmieniłam, zrobiłam wykrój i mam sukienkę.

● Nie ukrywam, że trochę to skomplikowane. Trzeba nie lada wysiłku, aby wyobrazić sobie tę kreację. Występujesz pod jakąś marką?

Moja marka zwie się House of Heretics i poprzez niedawną zmianę nazwy będę musiała trochę przekształcić się stylistycznie, tzn. nie muszę, ale jako osoba, która nie lubi podporządkowywać się autorytetom, stwierdziłam, że jako heretyk, czyli m.in. osoba na bakier dogmatom, mogę wylansować coś dziwnego na pograniczu herezji oraz akceptowalnej sztuki użytkowej. W każdym razie zmieni się też źródło inspiracji. Może pojawi się więcej archeologii, etnografii, religii? Jako poprawny heretyk powinnam chyba pójść w tym kierunku. Może jakieś wyprawy krzyżowe? Z wakacji w Polsce przywiozłam sobie pół kilometra drutu, więc bazę do tworzenia mam, tylko pomysł jeszcze nie wykiełkował. Czekam na muzę (a raczej muza).

● Rozumiem, że drut jest niezbędny, ale jak większość czytelników (tak podejrzewam), nie bardzo rozumiem, w jakim celu?

Drut zakupiłam z zamiarem stworzenia z niego kostiumu. Jeszcze nie wiem, czy w całości, czy tylko elementów przeplatanych z innym tworzywem, być może skórą. Skóra od wieków dobrze współgrała z metalem. Na ten temat mogą wypowiedzieć się chociażby średniowieczni rycerze. Jak już wspominałam, nie mam jeszcze całkowitej koncepcji, dlatego trudno mi opisywać projekt, którego jeszcze nie ma. Zależy mi na tym, żeby tworzyć kostiumy nie tylko z konwencjonalnych materiałów, ale również z innych dostępnych tworzyw. Zwłaszcza z takich, dzięki którym można uzyskać ciekawą formę. Może to być drut, może masa papierowa, czy ciasto solne. Wszystko zależy od wyobraźni i możliwości manualnych, czy technicznych. Ja na brak wyobraźni nie narzekam, manualnie jestem raczej sprawna, zobaczymy, jak to wyjdzie technicznie.

● Załóżmy, że potrzebowałbym strój kosmity. Jesteś w stanie zaprojektować coś oryginalnego? Ile może kosztować taki projekt?

Na fotografii Joanna Chomicz w wystylizowanym przez siebie kostiumie. Fot: Daniel Chorup

To zależy, czy byłby to kostium do noszenia przez człowieka, czy może raczej projekt graficzny, jakie wykorzystuje się do filmów. Czy byłby oryginalny? Do tej pory wykreowano już tyle różnorodnych modeli tzw. obcych, że raczej trudno byłoby nie zasugerować się wizją innego twórcy. Ale kto wie, wyobraźnia ludzka jest nieograniczona i gdybym miała taką potrzebę, może wpadłabym na jakąś nowatorską ideę. Cena zależy od użytych materiałów, wymagań klienta, poświęconego na wykonanie czasu oraz pracy. To raczej ja mogę zapytać, w jakiej sumie miałabym się zmieścić i czego klient sobie naprawdę życzy. Inaczej budżet wygląda na wykonanie klasycznego szarego, pomarszczonego humanoida z dużymi oczodołami, inaczej na bliżej niesprecyzowaną bryłę z ociekającymi elementami :) W tym momencie przypomniał mi się kosmita z książki Joanny Chmielewskiej pt. “Lądowanie w Garwolinie”, którą polecam serdecznie. Bohaterzy książki również zmagali się z pomysłem


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► TEMAT NUMERU ► STR. 27

na kosmitę, na dodatek było to w czasach, kiedy towarem deficytowym było w Polsce praktycznie wszystko. Autorka zaiste wpadła na genialny pomysł jak tanio i efektywnie skonstruować kostium kosmity, przy uwzględnieniu dostępnych środków oraz, w założeniu, dostosowując się do mentalności i krytycznego podejścia miejscowej ludności. Naprawdę gorąco polecam lekturę p. Chmielewskiej.

● Gdzie można obejrzeć twoje prace lub najzwyczajniej kupić?

Mam założony tzw. fanpage na facebooku pod marką House of Heretics. Mam też dwie strony internetowe, z czego House of Heretics (com) jest jeszcze w budowie, a moja imienna joannachomicz.com wymaga obecnie pilnego odświeżenia, ponieważ nie zaglądałam tam od dobrych 3 lat, zajęta zupełnie czym innym. Ubrania, czy też projekty, można zamówić bezpośrednio u mnie, pisząc na maila podanego na stronie, lub dzwoniąc. W tak zwanym międzyczasie umawiam się z właścicielami kilku sklepów internetowych na wystawienie moich ubrań, z tym, że chciałabym, żeby były to małe, indywidualne kolekcje. Większość z nich jest niestety nastawiona na komercyjny handel, co z kolei jest sprzeczne z moją filozofią. Nie lubię, gdy jest dużo, gęsto i jedno od drugiego się nie różni (tak jak na obecnym rynku). Wolę, kiedy klient ma świadomość, że jego ubranie jest unikatowe, tzn. szyte praktycznie w jednym egzemplarzu. Ponadto, na żywo moje prace można zobaczyć na pokazach mody. Miałam bardzo udany zeszły rok. O moje ubrania pytało się sporo osób, byłam zapraszana na różne pokazy mody, tematyczne lub ogólne. Tegoroczną jesień również miałam otworzyć pokazem stylistycznie opartym na tematach biurowych, formalnych w opozycji do chaosu i mody podziemia. Niestety organizatorzy w ostatniej chwili zmienili temat pokazu na cyganerię, bohemę i generalnie radosny kicz. Wobec powyższego odmówiłam udziału i myślę, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zamiast marnować energię i materiały na ubrania (które czasami nawet mi samej się nie podobają, ponieważ są szyte głównie po to, żeby zadowolić organizatorów), chętnie przygotuję indywidualną kolekcję, którą, mam nadzieję, uda mi się wystawić w galerii w Glasgow.

● Jeśli twoje prace można zobaczyć na pokazach mody, to chyba można mówić o pewnego rodzaju sukcesie. Wszak nie każdej projektantce udaje się ta - dosłownie i w przenośni – sztuka.

Myślę, że do pełnego sukcesu, to brakuje jeszcze trochę pracy i czasu. Jeżeli jednak mam myśleć o sukcesie z perspektywy Polki - emigrantki, to rzeczywiście, udało mi się nawiązać kilka kontaktów w Glasgow i Edynburgu. Powolutku zaczynam być rozpoznawalna w “kręgach”, co jest jednocześnie miłe i zaskakujące.

● Na twojej stronie można podejrzeć zdjęcia stworzonych przez ciebie kreacji. Lubisz fotografować?

Na fotografii Joanna Chomicz w wystylizowanym przez siebie kostiumie. Fot: Daniel Chorup

Tak, bardzo lubię fotografię, lubię też fotografować i to nie tylko modę, ale np. patyki w parku, albo ciekawie ułożone śmieci. Na mojej stronie chętniej zamieszczam zdjęcia profesjonalnych fotografów. Miałam przyjemność pracować z kilkoma prawdziwymi artystami i przy okazji fantastycznymi ludźmi. A moje zdjęcia, to przy nich takie podpierdółki.


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► TEMAT NUMERU ► STR. 28

● Co jest fascynującego i interesującego w fotografowaniu patyków albo śmieci?

Ciekawy może być układ, kolorystyka, faktura lub tekstura fotografowanego obiektu czy perspektywa z punktu widzenia odbiorcy. Sęk w tym, żeby taki “obrazek” stał się wyjątkowy nie tylko dla fotografującego, ale także dla przypadkowego odbiorcy.

● Podpatrywanie wyjątkowości natury przez obiektyw aparatu to kolejna pasja czy tylko chwila wytchnienia, relaks, odskocznia od zabiegania dnia codziennego?

Trudno mi na te pytanie odpowiedzieć, może dlatego, że się nad tym nie zastanawiałam. Mam wiele zainteresowań, które lubię, do których mam tzw. dryg i, z których nigdy nie zrezygnuję, ale zaraz pasja (znowu to wielkie modne słowo, którego nie lubię), odskocznia? Podobnie mam z graniem na pianinie, komponowaniem, malowaniem obrazów, czy pisaniem opowiadań. Mam takie etapy w moim życiu, kiedy w danym momencie lubię robić to, czy owo, lubię też zdobywać nowe umiejętności, sprawdzać się na nowym polu, więc... Może to raczej uzależnienie od nowych dyscyplin? To tak jak w grach komputerowych, przechodzisz na następny etap, jeżeli wykonasz jakieś zadanie. Czuję się pełniejsza, jeżeli poznam chociaż trochę jakąś nową dziedzinę.

● W tym miejscu mógłbym zapytać o wypiekanie przez ciebie chleba, komponowanie, malowanie obrazów czy pisanie opowiadań, ale zapytam o archeologię. Z wykształcenia jesteś archeologiem. Odkopałaś coś ciekawego?

Z punktu widzenia archeologa z pewnością. Miałam przyjemność kopać na bardzo ciekawym stanowisku archeologicznym na pograniczu trzech kultur. Tu muszę dodać, że dla mnie wystarczająco fascynujące są ziemie polskie, nie mam specjalnych fascynacji archeologią np. śródziemnomorską. Nasze ziemie są bardzo bogate pod względem materiałowym, a niektóre znaleziska zarówno ciekawe, jak i bardzo piękne, w zależności od np. zdobienia naczynia. Nie do opisania jest uczucie, kiedy odkrywając kolejny obiekt nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś pierwszą osobą, która dotyka tego namacalnego śladu przeszłości człowieka, po raz pierwszy od, powiedzmy 2-3 tysięcy lat. Kiedy eksplorując urnę wiesz, że są to szczątki jakiejś kobiety, która żyła dawniej, kochała, śmiała się, tańczyła. Trzymając w rękach resztki przepalonego kolczyka zastanawiasz się wówczas, jak wyglądała? To są niezapomniane chwile.

● Możesz opowiedzieć nam o jednej z takich chwil?

Na fotografii Joanna Chomicz w wystylizowanym przez siebie kostiumie. Fot: Daniel Chorup

Pojechaliśmy kiedyś z małą ekipą na tzw. rozeznanie w terenie, zainteresowani zgłoszeniem sołtysa, że rzekomo na terenie wysypiska śmieci znaleziono jakieś skorupy. Wysypisko było rzeczywiście usiane wszelkimi skorupami z różnych hm.. powiedzmy epok Już mieliśmy się poddać, kiedy na jednej mniejszej górce, która wyglądała jak zrzucona z łyżki koparki (naprawdę nie wiem, jak się łycha fachowo nazywa) zauważyłam charakterystyczne dla obiektu zaciemnienie. Po krótkiej konsultacji z prowadzącym oczyściłam obiekt, który faktycznie okazał się później jamą grobową, zrobiłam dokumentację rysunkową, fotograficzną, zebraliśmy materiał i poszliśmy w inne miejsce. Kolega prowadzący kopnął z roztargnieniem w pobliski nasyp i nagle spod nóg wyle-


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► TEMAT NUMERU ► STR. 29

ciało mu kilka bardzo ładnych czarnych fragmentów ceramiki. Zdębieliśmy. Po czym wykonaliśmy to samo, oczyszczenie, dokumentacja, eksploracja itd. Na podstawie znalezisk w następne wakacje rozpoczęły się na tym terenie wykopaliska. Przez kilka lat odkryto spore cmentarzysko, z mnóstwem materiału, zapinki, sprzączki, naczynia, kilka zagadek archeologicznych czekających na postawienie teorii. Naprawdę fascynujące stanowisko archeologiczne. A ilu tam studentów wyuczyło się archeologii...

● Rzeczywiście fascynujące. Myślisz, że archeolodzy na świecie odkopią coś takiego, co przewróci do góry nogami wszystkie podręczniki historii?

Uważam, że jest to jak najbardziej możliwe. Wszystkie dotychczasowe teorie oparte są na dotychczasowych znaleziskach, poza tym, cóż, niektórzy zapominają, że są to wciąż jednak teorie, a nie fakty. Ile badaczy, tyle interpretacji.

● Masz swoje teorie na temat tajemniczych podziemnych “komór” pod Gizą, “piramidy” w Bośni, ruin Arkaim, które nazywa się “rosyjskim Stonehenge” czy Göbekli Tepe - sanktuarium z epoki kamienia, które istniało, zanim oficjalnie człowiek wymyślił Boga…

To nie jest moja specjalizacja. O niektórych miejscach słyszę nawet po raz pierwszy Nie jestem łowcą stanowisk, a już na pewno nie należę do maniaków mylących s-f z nauką i pochodzeniem człowieka. Chociaż niektóre zagadnienia i badania są zastanawiające. Jednak, żeby mieć cokolwiek do powiedzenia na ten temat, chciałabym mieć możliwość bycia na miejscu takich badań, ponieważ z góry nie wierzę mediom. Poza tym, skoro już wspomniałeś, skąd wiadomo, kiedy człowiek “oficjalnie” wymyślił Boga? W ogóle nie podoba mi się to sformułowanie samo w sobie. Jako osoba wierząca uważam, że nie trzeba było nic wymyślać. A człowiek, nazwijmy go, pierwotny, nie był tak zamulony cywilizacją, fast foodem, ani telewizją, jak współcześni ludzie i prawdopodobnie więcej czuł i widział, niźli jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić.

● Powiedziałaś, że czujesz się pełniejsza, gdy poznajesz jakąś nową dziedzinę życia. Każdy ma jakieś marzenia, a Ty?

Chciałabym wrócić do Ojczyzny, mieć własny dom, ogród, cztery koty, jednego Husky i żyć spokojnie z rodziną aż do starości. Mało wyszukane? Może wróciłabym do komponowania muzyki i malowania, bo na to mam wciąż najmniej czasu. Chciałabym też robić kostiumy filmowe. Może coś na pograniczu archeologii i fikcji, wtedy mogłabym połączyć obie te dziedziny w jedną całość.

● Prezentowane w naszej rozmowie i zaprojektowane przez ciebie kostiumy (zresztą jesteś w nie ubrana), są jak z bajki, wyimaginowanego, magicznego świata. Czy to świat Joanny Chomicz?

Nawet mój eks-mąż na pożegnanie powiedział, że jestem dla niego jak Pam dla Jima Morrisona, kosmiczną przyjaciółką, do tego kosmosem i hipergalaktyką, więc może faktycznie nie do końca stoję nogami na tym świecie? :)

● Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Damian Biliński Na fotografii Joanna Chomicz w wystylizowanym przez siebie kostiumie. Fot: Daniel Chorup

Fot: Daniel Chorup www.danielchorup.com


FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas! ZAPROŚ SWOICH ZNAJOMYCH! :)

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► REKLAMA ► STR. 30


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► STYL ► STR. 31

STYL

Intymność w krzywym zwierciadle ► Czujesz rozdrażnienie,

obrzydzenie i zdenerwowanie gdy twój partner myje zęby, chrapie, je kolację lub czyta gazetę? To sygnał, że intymność w związku szwankuje. Lubienie się na dłuższą metę nie jest znowu takie łatwe, gdy osobiste potrzeby zastąpiły wygórowane oczekiwania.

Dobro, którego pragniesz dla partnera, dzielenie się przeżyciami duchowymi i intymnymi, wsparcie osobiste oraz uczuciowe i przekonanie, że można na bliską osobę liczyć to cechy, które wskazują na intymność (J. Sternberg). Ale to nie jedyny obraz intymności malowany przez psychologów. Inny ujawnia, że gdy osoby pozostają w intymności, to wyrażają one swoje rzeczywiste emocje, uczucia i własne potrzeby bez poddawania ich jakiejkolwiek cenzurze (E. Berne). Tutaj jest miejsce nie tylko na uczucia pozytywne, ale i negatywne zarazem. Pod warunkiem, że para nie oskarża siebie nawzajem, raniąc tym samym drugiego człowieka. Początki związku mają to do siebie, że pełne są namiętnych uniesień. Reakcje chemiczne kilku związków w organizmie - czytaj dalej 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► STYL ► STR. 31


powodują, że oczy zachodzą mgłą a umysł nie dostrzega mankamentów i niedoskonałości partnera. W fazie zakochania nowe dostawy neuroprzekaźników w mózgu (fenyloetyloamina, dopamina, noradrenalina i serotonina)wprowadzają w stan podobny do narkotykowego haju. Wówczas obiadowe mlaskanie partnera brzmi niczym ptaków świergot a splamione dresy partnerki leżą na niej lepiej niż suknia ślubna. Pojawia się też potrzeba czynienia dla drugiej osoby tego wszystkiego co wydaje się, że jest dobre. Gdy ona smutnieje wówczas on biegnie po cukierki. A kiedy on się zdenerwuje, to wnet na stole pojawia się schłodzone piwo. Ci obydwoje wypracowują scenariusz relacji, który automatyzuję się z czasem i ucina skrzydła prawdziwej intymności. Bo nic w związku tak skutecznie jej nie zabija, jak właśnie rutyna. Gdy w życie wchodzi szara codzienność jego mlaskanie i jej zaplamione dresy urastają do rangi ogromnego problemu. Ratowanie intymności nie jest wówczas sprawą łatwą, bo pod przykrywką błahych i codziennych rozczarowań życiowych znajdują się poważne żale i oskarżenia. Po latach bezrefleksyjnego słodzenia i piwnej goryczy zaczynają budzić się demony a kupidyn po prostu daje nogę. Dla dwojga jedynym ratunkiem jest zakończenie lub odświeżenie relacji, co wiąże się ze szczerością względem siebie i partnera. Przyznanie się do własnych słabości, porażek i błędów oraz danie sobie prawa do odczuwania niepokoju i lęku, nie musi wcale oznaczać porażki. Bycie prawdziwym może przynieść ulgę i zapoczątkować efekt domina. Dzięki niemu partner też zdecyduje się na podobną szczerość a związek z rutyny przerodzić się może w zaskakujący i dynamiczny kontakt. Bo prawdziwa intymność w związku wcale nie przypomina waniliowych lodów, a bardziej smakuje jak gorzka czekolada. Przemysław Potorski, Edukator seksualny i doradca psychologiczny w Wielkiej Brytanii. Prowadzi prywatną praktykę, warsztaty i szkolenia.

Zabójcza rodzina Do przymierzalni mogłabym zabrać dziesięć sukienek i spędzić tam dwie godziny, jeśli tylko bym chciała. A na kawę umówiłabym się z koleżanką, żeby chwilę poplotkować. Bez patrzenia na zegarek.

Agnieszka B. Molak ► Czy zastanawiałyście się kiedyś jakby to było nie mieć rodziny? Ani męża, ani dzieci, ani psa. Tylko Ty. Ja czasem się zastanawiam. I logicznie rzecz biorąc posiadanie rodziny okazuje się dość… nielogiczne. Troszczyć się tylko o siebie, liczyć się jedynie z własnym zdaniem, spędzać czas tak, jak się lubi i wydawać pieniądze tylko na siebie. Czyż to nie brzmi pięknie? Marzy mi się czasem taki dzień, kiedy będę mogła wstać z łóżka dlatego, że chcę a nie muszę, bo jakiś maluch chce wstać, bajki, jeść, siusiu i mu się nudzi. Wzięłabym długą kąpiel zamiast szybkiego prysznica a na śniadanie zjadłabym cokolwiek na mieście, czego ja nie musiałam przyrządzać. Albo lody czekoladowe, bo tak. Mogłabym cały dzień chodzić po domu w 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► STYL ► STR. 32

powyciąganym dresie albo kompletnie nieseksownej ale bardzo milutkiej pidżamie. Bez makijażu, pomalowanych paznokci, umytej głowy a może nawet w cale bym się nie umyła! Potem włączyłabym sobie telewizor i przerzuciła na kanał nie bajkowy, sportowym czy motoryzacyjny ale… właściwie nie wiem jaki, ale jakiś bym wrzuciła. A może obejrzałabym film kostiumowy? Och a najlepiej poczytałabym książkę! W kompletnej ciszy albo przy dźwiękach muzyki poważnej. Albo w Simsy zagrała, kiedyś tak lubiłam. Stworzyłabym sobie rodzinę na komputerze, czemu nie, w końcu komputer można zawsze wyłączyć. Na obiad zamówiłabym pizzę, czy coś takiego. A może wybrałabym się na zakupy i zjadła coś na mieście? I kupiłabym co zechcę. Same wygodne i niepraktyczne ciuchy. Mnóstwo książek i magazynów, kompletnie do niczego niepotrzebne bibeloty, które tylko mi by się spodobały. I nikt by nie marudził, że bolą go nogi, że ma już dość,


Macierzyństwa cienie i blaski, cz. III Tak, moi mili. Kot bowiem, już od momentu narodzin dziecka, nieustannie na nie czyha. (...) Szeroko znane są nagminne przypadki, kiedy kot z premedytacją dusi noworodka, wkładając mu swój ogon do buzi.

Fot: Anna Kutera

nie poganiał. Do przymierzalni mogłabym zabrać dziesięć sukienek i spędzić tam dwie godziny, jeśli tylko bym chciała. A na kawę umówiłabym się z koleżanką, żeby chwilę poplotkować. Bez patrzenia na zegarek. Bez myślenia, czy moje dzieci przeżyły pozostawione na pastwę losu w domu wraz ze swoim ojcem. A wieczorem seans filmowy, imprezka – byle u kogoś, żeby nic nie robić albo pub. Nikogo nie musiałabym kąpać, karmić, usypiać… No właśnie, mogłabym cały dzień i noc spać! I to w cale nie czujnie, bez niańki przy uchu i chrapiącego męża przy boku. Może wreszcie nauczyłabym się grać na tej gitarze, co to ją dostałam dwa lata temu pod choinkę i do tej pory potrafię zagrać tylko jedną trzyakordową piosenkę. A może wróciłabym do nauki francuskiego? Czyż to nie piękna myśl? A podchodząc do sprawy statystycznie, to podobno posiadanie rodziny życie przedłuża, ale zwiększa też ryzyko zejścia z tego świata w sposób mniej naturalny. Nie wiedzieć czemu myśląc o potencjalnym zbrodniarzu obawiamy się raczej niebezpieczeństwa z zewnątrz. A statystycznie rzecz biorąc najwięcej zabójstw związanych jest z nieporozumieniami rodzinnymi! W końcu zabicie kogoś obcego jest mało logiczne. Szansę na utratę życia zwiększa również alkohol, który to z obcymi spożywany jest rzadko. A biorąc pod uwagę płeć, to my kobiety niestety mamy większe szanse na stanie się ofiarą. Tak więc po co się narażać? Kiedy spojrzy się dalej na jakość życia kobiet w rodzinie, to też pozostawia ona wiele do życzenia. Jako kobieta już dojrzała, zaczynam zdawać sobie sprawę, że instytucja małżeństwa w dzisiejszych czasach nie dla kobiet została stworzona. Im dalej w las tym lepiej widać, że to mężczyzna potrzebuje rodziny bardziej. Jakkolwiek czasy by się nie zmieniły to nadal my, mimo aktywności zawodowej i wykształcenia, odpowiedzialne jesteśmy za prowadzenie domu. A w skrócie to oznacza, że nasze potrzeby załatwiane są na szarym końcu. Skąd więc w nas ta obsesja wyjścia za mąż? Tak. Ogólnie rzecz biorąc zakładanie rodziny z punktu widzenia kobiety jest kompletnie nielogiczne. Tylko to głupie serce jakoś nie chce dać się przekonać i uciszyć…

■ 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► STYL ► STR. 33

Anna Kutera ► Dziś opowiem o tym, że jestem nie tylko wyrodną matką, ale byłam również mocno nieodpowiedzialną ciężarną. Od dziecka lubię zwierzęta. W moim rodzinnym domu zawsze nam się coś pod nogami czworonożnego plątało. Postanowiłam, że i tutaj, na obczyźnie, uzbroję się w jakiegoś pupila, coby milej się do pustego mieszkania wracało. Ponieważ nie miałam zbyt wiele czasu na spacery z psem, a potrzeba posiadania futrzastego stworzenia rosła we mnie nieustannie, padło na zwierzę, które ewentualnie samo się wyprowadzi na ów spacer – nabyłam kota. Wkrótce potem okazało się, że jestem w ciąży. W odpowiednim czasie informacja ta została przekazana rodzinie i znajomym, ogólna radość zapanowała. Tylko co z tym kotem? No, ale co z nim? Trzeba się go pozbyć. Natychmiast. Teraz, zaraz. Okazuje się, że kot i ciąża to dwa zjawiska, które jednocześnie występować nie mogą. Czemu? Bo koty, zarazy jedne, są nosicielami wszelakich chorób zakaźnych, groźnych szczególnie dla kobiet w ciąży. Nie tyle może kobiet zresztą, co ich – nienarodzonych jeszcze – dzieci. Rzeczywiście, - czytaj dalej


krwiożerczego, żądnego mordu drapieżnika. Tak, moi mili. Kot bowiem, już od momentu narodzin dziecka, nieustannie na nie czyha. Za punkt swego honoru ustanawia sobie pozbycie się intruza, jakiego widzi w naszym dzieciu. Próbować może na różne sposoby. Szeroko znane są nagminne przypadki, kiedy kot z premedytacją dusi noworodka, wkładając mu swój ogon do buzi. To jednak dosyć prymitywny sposób. Bardziej inteligentne stworzenia obmyślają zupełnie inny plan – mordują noworodka dowolną metodą, po czym uciekają przez okno z miejsca zbrodni. Nie udało mi się, niestety, rozstrzygnąć, czy posiadły umiejętność otwierania okien, czy wyczekują momentu, kiedy my zostawimy je otwarte. O to pierwsze jednak swojego mruczusia nie podejrzewałam, a ponieważ dziecię urodziło się późną jesienią, nie zostawiałam go przy otwartym oknie. Kot został. A ja jestem wyrodną matką, bo przecież zawsze istnieje możliwość, że obłudne, dwulicowe kocię pożre mi dziecko za pomocą paszczy, niby fosa z Madagaskaru. Kot to nie maskotka. To przerażający, podstępny

morderca, który ociera się o wasze nogi tylko po to, by zdobyć zaufanie, a następnie zeżreć wasze potomstwo. Ot, taki fetysz – zjadanie dzieci. Teraz kilka słów podsumowania. Świetnie rozumiem, że nie każdy popiera posiadanie w domu, w którym mieszka małe dziecko, zwierzęcia (choć nigdy nie zrozumiałam dlaczego). Doskonale też zdaję sobie sprawę, że kot to drapieżnik, a więc posiada ostre pazury i kły, którymi może zrobić krzywdę. Ale, po pierwsze, nie sprowokowany, raczej nie rzuci się na dziecko, a poza tym – każda rozsądna kobieta, każda rozsądna matka wie, że zwierzę obdarza się zaufaniem w pewnych granicach. A te nierozsądne? Nie powinny mieć kotów. Ani dzieci. Moi drodzy przeciwnicy mruczków – nie dbam o wasze historie rodem ze średniowiecza albo innych horrorów. Kot mi dziecia jeszcze nie zjadł i raczej już nie zje, niczym go też nie zaraził. Jest natomiast świetnym obrońcą tegoż właśnie dziecia, a przy okazji posiadania go w domu (kota znaczy) uczę moją latorośl odpowiedzialności i empatii. Idźcie więc straszyć swoimi bajkami gdzie indziej. Albo lepiej nie. Cdn.

Ciąża to nie choroba

Kiedy na ekranie zobaczyliśmy istotkę, która zaczynała dopiero przypominać człowieka mój mąż najlepszy zaniemówił. Milczał chyba z godzinę. Przyznał, że dopiero wtedy uwierzył, że ONO tam jest.

8 tydzieŃ

10 tydzieŃ

22 tydzieŃ

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► STYL ► STR. 34

faktem niezaprzeczalnym jest, że zwierzęta te b y w a j ą nosicielami takich dziadostw jak toksoplazma, która w istocie jest bardzo groźna. Z owym faktem kłócić się nie zamierzam. Ale nie od samego patrzenia w końcu człowiek się zaraża, a przez kontakt z odchodami. Sporo mam dziwactw, ale zabawy kocią kupką zdecydowanie do nich nie należą, a nie potrafię sobie wyobrazić, jak inaczej miałabym wejść z nimi w kontakt. Poza tym, zasady higieny mam jako tako opanowane, uznałam więc, że zagrożenia nie ma. Niestety, nie wszyscy podzielali mój punkt widzenia, a może wątpili w stan moich zdrowych zmysłów (wiadomo, ciąża – hormony i te sprawy), w każdym razie – o tym, że jestem nieodpowiedzialna, słyszałam do końca ciąży. Kot został. Nic to jednak, bo przecież nie jestem AŻ tak nieodpowiedzialna i na pewno wraz z pojawieniem się na świecie potomka mój zwierz zostanie eksmitowany. Najwidoczniej również kot i dziecko nie powinny występować jednocześnie. Tu powodów jest nieco więcej. Choroby chorobami, ale przecież nie dopuszczę do tego, by moje dziecko stało się ofiarą


Agnieszka B. Molak ► Opieka medyczna nad kobietą w ciąży w UK różni się od tej, którą znamy z Polski. Przede wszystkim tutaj na ciążę nie patrzy się przez pryzmat choroby. Jest prowadzona przez położną a nie lekarza, obowiązkowe badania ograniczone są do minimum a naczelną zasadą jest przede wszystkim nie szkodzić. Zwłaszcza na początku lekarze starają się nie ingerować. Ponad 70% poronień następuje w pierwszym trymestrze ciąży. Główną przyczyną są wady wrodzone płodu. Tak więc założenia wydają się słuszne. Słuszne do póty, do póki nie dotyczą MOJEGO dziecka.

kologiem konsultowałam się przy każdej wizycie w kraju a czasem telefonicznie. On panikował, położna uspokajała. Po trudnych początkach było już tylko lepiej. Każdą wątpliwość położna sprawdzała, zalecając wykonanie odpowiednich badań. Spędziłam nawet noc w szpitalu w Edynburgu na obserwacji, podano mi sterydy przyśpieszające rozwój płuc dziecka, co jak się tydzień później okazało, było bardzo dobrą decyzją. Warunki szpitalne i opieka rewelacyjne, bez porównania z polskimi realiami. Myśląc o różnicach uparcie nasuwa mi się jeszcze jedna myśl… fotel ginekologiczny. Przed ciążą jego użyteczności jakoś nie kwestionowałam. Ale kiedy przy badaniu w prawie szóstym miesiącu ciąży najpierw przez kilka minut wdrapywałam się na niego a potem przy schodzeniu musiał mi pomagać lekarz („Już podaję pani rękę, tylko się zaprę.”) i mało nie wylądował na moim brzuchu, poważnie mnie to zastanowiło. W UK nie dość, że zostałam zbadana ginekologicznie po raz pierwszy dopiero przed porodem to odbyło się to na zwykłej kozetce. Niewątpliwie najprzyjemniejszą część tych wszystkich zmagań lekarskich stanowią badania USG. Dzisiejsza technologia pozwala nam zobaczyć nasze maleństwo jeszcze zanim się urodzi. Oczywiście o walorach diagnostycznych już nie wspomnę. Najczęściej wspominam skan z 10 tygodnia ciąży. Kiedy na ekranie zobaczyliśmy istotkę, która zaczynała dopiero przypominać człowieka mój mąż najlepszy zaniemówił. Milczał chyba z godzinę. Przyznał, że dopiero wtedy uwierzył, że ONO tam jest. Gdy rodzina zgromadziła się przy wigilijnym stole, pokazaliśmy film nagrany podczas badania. Tak dowiedzieli się o ciąży. To była jedna z najbardziej wzruszających chwil naszego życia. Do dziś mam wilgotne oczy na samo wspomnienie. I właśnie takich życzę Wam jak najwięcej, bo to one nadają naszemu życiu smak.

Kłopoty zaczęły się w ósmym tygodniu. Plamienia, objaw mogący oznaczać poronienie. Przerażona zadzwoniłam do położnej. Umówiła mnie na USG jeszcze tego samego dnia. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam moje maleństwo. Fasolka z białym punkcikiem-sercem. Przez kolejne dni wciąż miałam JĄ przed oczami. Od lekarki usłyszałam, że wszystko w porządku i plamienia powinny się niedługo skończyć. Ale się nie skończyły. Zrozpaczona diagnozy zaczęłam szukać w Internecie. Dowiedziałam się jakie badania powinnam zrobić i jakie leki zastosować. Uzbrojona w tą wiedzę odwiedziłam GP. Opisałam mu objawy, zasugerowałam przyczyny, podałam nawet sposób leczenia i… usłyszałam, że nie ma potrzeby nic robić. Mam iść do domu i się relaksować. Ciąża to nie choroba! Kompletnie nie wiedziałam co robić. Płakałam całymi dniami. Do Polski lecieliśmy za dwa tygodnie. Nie wiem jak udało nam się przetrwać ten okres. Diagnoza internetowa okazała się słuszna. Od polskiego ginekologa dostałam lekarstwa i plamienia ustały. Nie jestem pewna, czy tabletki były potrzebne. W każdym razie znacznie się uspokoiłam. A z polskim gine14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► STYL ► STR. 35


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 36

OPEN GALERIA Joanna Chomicz, FOTOGRAF, archeolog, kompozytor. Gra na pianinie, maluje obrazy, pisze opowiadania, uwielbia piec chleb i słodką szarlotkę. Kocha zwierzęta i naturę; fotografuje patyki i śmiecie, ale przede wszystkim projektuje

http://www.joannachomicz.com/ http://joannachomicz.wix.com/chomicz#!

Kostium i stylizacja Joanna Chomicz. Fot. Daniel Chorup, model Bejoy


FOT: Joanna Chomicz

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 37


FOT: Joanna Chomicz

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 38


FOT: Joanna Chomicz

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 39


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 40

FOT: Joanna Chomicz

Stylizacja, projekt, wykonanie Joanna Chomicz. Fot: Peter Jay


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 41

Stylizacja i kostium z ręcznie wyrabianego filcu, Joanna Chomicz. Fot: Daniel Chorup


FOT: Joanna Chomicz FOT: Joanna Chomicz

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 42


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 43

stylizacja i modelka Green Funky. FOT: Joanna Chomicz


FOT: Joanna Chomicz FOT: Joanna Chomicz

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 44


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 45

Pajęczy kostium Joanna Chomicz, fot: Przemek Stradczuk


FOT: Joanna Chomicz FOT: Joanna Chomicz

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 46


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► OPEN GALERIA ► STR. 47

Kostium i stylizacja Joanna Chomicz. Fot. Daniel Chorup, model Bejoy


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► STR. 48

OPEN KULTURA

kalendarium | historia | książka | poezja | felieton | galeria | teatr | muzyka | film


Do trzech… Nie! Do czterech razy sztuka! Autor | Mateusz Biskup | Blog Biszopa http://blogbiszopa.pl/ Z pokazami lotniczymi RAF Leuchars Airshow niedaleko St. Andrews jest trochę tak, jak z ropą na Morzu Północnym, która „kończy się” od 20 lat i skończyć się nie może. Co roku media ogłaszają, ze tegoroczny Airshow jest ostatnim, najostatniejszym i że o podobnej imprezie w przyszłym roku mowy nie ma. A potem okazuje się, że jednak jest. Fakt faktem, że baza RAF Leuchars już nie istnieje. Dwa lata temu rząd Camerona w ramach oszczędności zamknął ją i przeniósł stacjonujące na niej dywizjony do bazy RAF Lossiemouth na północy Szkocji. Bazę w Leuchars ma przejąć armia. Cała infrastruktura jest jednak na miejscu i nic nie stoi na przeszkodzie, by organizować Airshow, który co roku cieszy się wielkim powodzeniem. Już po raz czwarty z rzędu zaprezentowaliśmy na nim naszą wystawę o polskich pilotach i ich wkładzie w Bitwie o Wielką Brytanię. Pomny zeszłorocznych doświadczeń, kiedy to nasza wystawa ucierpiała bardzo wskutek silnego wiatru mój przyjaciel Piotr zaproponował umieszczenie plansz na twardej sklejce i umocowanie ich listewkami. Opracował sposób mocowania i zawieszenia całości na dość wątłych rurkach tworzących szkielet namiotu. Niestety, w przeddzień imprezy rozchorował się i musiał zrezygnować z udziału w niej. Zamiast niego pojechał jego kolega z pracy – Sebastien (Francuz). Jak zwykle pojechaliśmy do Leuchars w dwa samochody. Jako wystawcy musieliśmy stawić się na miejscu przed szóstą rano, więc pobudka

Współorganizatorzy wystawy – od lewej: Sebastien, Mariusz, Mateusz i Biszop. była około trzeciej. Prognoza pogody nie nastrajała optymistycznie – miało lać i wiać przez cały dzień, aż do wieczora… Faktycznie, kiedy wcześnie rano wjeżdżaliśmy na teren bazy to niebo zakrywały ołowiane chmury i siąpił z nich deszcz. Na szczęście wkrótce przestał. Zabraliśmy się do stawiania namiotu i montowania plansz według instrukcji Piotra. Zabrało nam to jakieś półtorej godziny. Mieliśmy małą scysję z właścicielem sąsiedniego stoiska, który według nas pogwałcił naszą integralność terytorialną i ustawił swoją trampolinę zdecydowanie za blisko naszego namiotu. W ogóle nie byliśmy zbyt zadowoleni z lokalizacji naszego stanowiska. Władze Airshow wcisnęły nas między przaśną trampolinę i strzelnicę rodem z odpustu w Koziej Wólce. Na dodatek obok stała jakaś koszmarna karuzela, której 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► HISTORIA ► STR. 49

właściciel puszczał na cały regulator jedną i tą samą płytę ABBY. Zdążyliśmy znienawidzić karuzele, trampoliny i ABBĘ. Wbrew prognozie pogody popadało tylko rano, kiedy rozkładaliśmy cały majdan. Potem przez cały dzień nie spadła ani kropla, a chwilami na niebie nie było ani jednej chmurki. Tak to jednak jest w Szkocji – pogoda zmienia się tu częściej, niż w Tatrach i wszelkie prognozy są funta kłaków warte. Deszczu nie było, ale za to wiało dość konkretnie. Błogosławiliśmy Piotra za jego pomysł wyeksponowania plansz. Piotr jest jednym z lepszych inżynierów w Aberdeen, a do tego niezwykle uzdolnioną „złotą rączką”. MacGyver mógłby mu po piwo do sklepu biegać. Mając spokój z wystawą i nie musząc z niepokojem obserwować plansz, czy aby za chwilę nie


pofruną w powietrze zajęliśmy się podziwianiem podniebnych wygibasów i rozmową z gośćmi. Wydaje mi się, że na Airshow przyszło mniej ludzi, niż przed rokiem. Pewnie zniechęciła ich ta fatalna prognoza pogody… Mimo tego, jak co roku doszło do kilku bardzo ciekawych wizyt. Przyszedł Pan Phillip Hapka – syn żołnierza generała Andersa, który kilka lat temu napisał monografię 309 Dywizjonu „Ziemi Czerwieńskiej. Przyszła nauczycielka z Upper Largo, która wielokrotnie opowiadała swoim uczniom o polskich spadochroniarzach, którzy szkolili się w Largo House leżącym na terenie wioski. Przyszedł starszy pan, przyjaciel Jana Raske – spadochroniarza generała Sosabowskiego, weterana spod Arnhem, który po wojnie pozostał w Szkocji. Przyszła cała masa ludzi zainteresowanych historią polskich pilotów, no i wielu rodaków, których przyciągnęła polska flaga powiewająca na kilkumetrowym maszcie. Każdy otrzymał ulotkę z opisaną historią polskich lotników oraz sposobem, w jaki władze brytyjskie potraktowały ich po wojnie. Wśród dziesiątek samolotów, które zaprezentowały się podczas Airshow znowu nie było tych z biało-czerwoną szachownicą. Ale nikt nie może powiedzieć, że impreza odbyła się bez żadnego polskiego śladu! Mam nadzieję, że pogłoski o tym, że to ostatnia tego typu impreza w Leuchars są nieprawdziwe i w przyszłym roku zjawimy się tam znowu. W końcu tradycja zobowiązuje! Organizatorzy wystawy bardzo dziękują za pomoc i wsparcie Polskiemu Stowarzyszeniu Aberdeen.

W Leuchars nie mogło zabraknąć weteranów Drugiej Wojny.

Pan Phillip Hapka – syn żołnierza generała Andersa i autor monografii o Dywizjonie 309. 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► HISTORIA ► STR. 50


Avro Lancaster z bliska.

Bez skutku czekałem na Króla Vulcana, ale w tym roku nie doleciał do Leuchars. Marnym pocieszeniem był pokaz latającej łodzi Catalina.

„Czerwone Strzały” to obowiązkowy punkt programu każdego szanującego się Airshow.

To latający dowód na to, że Unia Europejska jednak ma sens ;-). Przynajmniej w dziedzinie awiacyjno-militarnej. Eurofighter Typhoon, który powstał przy współpracy Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włochi Hiszpanii to przykład myśliwca PRAWIE doskonałego.

Francuzi zaprezentowali Dassault Rafale.

Śmigłowiec ratowniczy Sea King. Takim lata książę William i wyławia z morza pechowych żeglarzy.

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► HISTORIA ► STR. 51


Beata Waniek ► Nie czynię dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę”, czyli o ciemnej stronie macierzyństwa Podobno najważniejsze jest to, co tu i teraz. Nie powinniśmy zbytnio oglądać się wstecz, ani też za mocno wybiegać w przyszłość. Jednak nasze tu i teraz zostało w jakiś sposób ukształtowane w przeszłości, a konkretniej w naszym dzieciństwie. Absolutnie nie zamierzam tutaj bawić się w jakiegoś domorosłego psychologa, jednak pewne lektury, jak i własne przeżycia skłoniły mnie do niniejszych refleksji. Dzieciństwo jest okresem, w którym najmocniej budujemy siebie. To właśnie w latach sielskich, anielskich otrzymujemy od najbliższych, czyli rodziców, wszystko co w dorosłym życiu wpływa na nasze postrzeganie siebie, nasze wybory, zachowania, poczucie własnej wartości. Tak naprawdę niewielu z nas łączy swoje dorosłe problemy z dzieciństwem. „Ludziom po prostu trudno jest dostrzec, że ich stosunki z rodzicami w znaczący sposób wpływają na ich życie”. A przecież „nasi rodzice sieją w nas mentalne i emocjonalne ziarna – ziarna, które rosną wraz z nami. W niektórych rodzinach są to ziarna miłości, szacunku i wolności. Niestety, w wielu innych są to ziarna strachu, obowiązku czy winy.” Oczywiście rodzice są tylko ludźmi i jak każdy z nas popełniają błędy, ale gdy potrafią je dostrzec i naprawić, ofiarując swoim dzieciom dużo miłości, czasu i zrozumienia, nie wyrządzają tym samym krzywdy. Gorzej, gdy negatywne zachowania są stałe i dominujące. Warto tutaj zaznaczyć, że szkodliwa może stać się także nadmierna opiekuńczość rodzicielska.

Fot: Beata Waniek

O odciskaniu piętna i odcięciu pępowiny

Trudnego tematu rodzicielstwa, a w szczególności macierzyństwa dotyka szwedzka pisarka Majgull Axelsson w swojej najnowszej powieści „Pępowina”. Historia rozgrywa się na prowincji. Bohaterów poznajemy podczas sztormu. W ciągu paru dramatycznych dni odsłania się historia kilku osób. Opowieści zazębiają się, układając w efekcie w jedną całość. Piętno unoszące się nad bohaterami od dzieciństwa, zdaje się decydować o całym ich życiu. W każdym pokoleniu dramat odsłania kolejne sceny, w których dominują kłam14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► FELIETON ► STR. 52

stwa, niedopowiedzenia, błędy popełniane wobec własnych dzieci. A przecież każde kłamstwo mają swoją cenę. To zaklęty krąg, z którego próżno szukać wyjścia, bo nawet gdy matki próbują wychować swoje dzieci inaczej niż same zostały wychowane, to i tak nie są w stanie ustrzec się od błędów. Przecież „nie można dać komuś czegoś, czego samemu nigdy się nie miało”. Czy możliwym jest przerwanie tego kręgu? Czy, jak mówi jedna z bohaterek „może jest tak, że wyobcowanie rodziców zagnieżdża się w dziecku, że czyni je obcym dla samego siebie i całego świata. Tak, jak było kiedyś z moją matką i jak zawsze będzie z moją córką”. Wszyscy bohaterowie powieści M. Axelsson przezywają swój własny dramat, w którym główną rolę odgrywa tytułowa pępowina, łącząca teraźniejszość z bolesną przeszłością. Bycie rodzicem jest obciążone pamięcią wszystkich traum wyniesionych z domu rodzinnego. Jednak pomimo tego balastu warto podejmować próbę. „Może nie jesteśmy wspaniałe, ty czy ja. Żadna z nas nie dorasta do owej bajecznej wspaniałości, którą udajemy, ale to nie ma znaczenia, bo nikt przecież nie dorasta. Żaden człowiek. Jedynymi normalnymi ludźmi na świecie są ci, których nie znamy. Ale w naszym cierpieniu miałyśmy jednak wielkie szczęście. Możemy żyć na tym świecie. W naszym życiu możemy widzieć każdego ranka, jak wstaje słońce. Dano nam urodzić dzieci i trzymać je blisko siebie. Kochałyśmy je… Na przekór wszystkim swoim niepowodzeniom.” Lektura „Pępowiny” skłania do refleksji nad tym czy doświadczenia wyniesione z dzieciństwa są naszym ciężarem, czy też budują naszą siłę. Na ile jesteśmy kowalami własnego losu, a co jest od nas niezależne? Czy brak miłości rodzicielskiej, albo jej nadmiar stawia nas na przegranej pozycji już do końca życia, czy jednak możemy podjąć próbę wyrwania się z owej traumy? Gdzie znaleźć ów złoty środek i stać się mądrym rodzicem, który nie odciśnie zbyt głębokiego piętna na życiu własnego dziecka?


Frederick Rossakovsky-Lloyd ► Helena Modrzejewska, współcześnie uważana jest przez Polaków za jedną z największych aktorek wszech czasów. Jej pogrzeb odbył się w Los Angeles; późniejszy pochówek jej szczątków w Krakowie, przerodził się w manifestację patriotyczną. Jest to żenujące choćby dlatego, że za życia dla Polaków była “aktoreczką z objazdowych teatrów” - nikim - kobietą lekkich obyczajów, z gromadką dzieci u boku. Taki los spotkał niezliczoną ilość Polaków. Niezauważeni, krytykowani lub nawet prześladowani, musieli uciekać od prowincjonalnych polskich kółek wzajemnych adoracji, do miejsc bardziej otwartych i światłych.

Kilka dni temu na własnej skórze odczułem jak smakuje nieuzasadniony atak; zjawisko to postanowiłem nazwać “syndromem Zdanowicza”, od nazwiska oprawcy. Bogdan Zdanowicz, skrytykował bowiem książkę, która jeszcze nie powstała. Publicznie wygłaszał, że treść lektury to “groch z kapustą (...)”; doczepił się także poziomu wierszy zamieszczonych w publikacji. Sęk w tym, że ani jeden utwór nie był jeszcze nigdzie publikowany! Zastanawia mnie więc, z jakiej przyczyny ludzie wylewają na innych tyle jadu? Przecież nawet żmije nie rozlewają trucizny nadaremnie. Z drugiej strony dziwi mnie niczym nie uzasadniona ludzka duma. W czerwcu tego roku w londyńskiej knajpie Robin Hood, odbył się wieczór autorski Grzegorza Wołoszyna. Wyborna poezja w nieodpowiednim miejscu. Czytający musiał krzyczeć, ponieważ w tym samym lokalu trwały urodziny. Pijani biesiadnicy śpiewali piosenki, kelnerki biegały pomiędzy gośćmi z talerzami; brzęk sztućców, śmiechy i niekończące się toasty uniemożliwiały wsłuchanie się w treść wierszy. “Ostatnie miejsce na organizowanie wieczorków autorskich”

Fot: Frederick Rossakovsky-Lloyd

Syndrom maluczkich

- pomyślałem, wyłączając dyktafon. Nagranie okazało się bezużyteczne - zachowały się tylko pijackie śpiewy i wrzaski. Kompletny brak profesjonalizmu nie zdegustował mnie jednak tak bardzo, jak późniejszy artykuł, którego autorem był Jacek Ozaist - właściciel lokalu. Ukazał się on w Nowym Czasie i nie wiedzieć czemu dotyczył Antologii “Piękni Ludzie” Adama Siemieńczyka. Ozaist korzystając z możliwości drukowania w bezpłatnej gazecie, wywlekł na światło dzienne swoje prywatne sprawy. Sam Wołoszyn napisał na facebookowej linii czasu: “ Nie podoba mi się bardzo ten fragment mówiący o Adamie 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► OPINIA ► STR. 53

Siemieńczyku, bo to było przedmiotem prywatnej rozmowy i nie stanowiło części wywiadu. Jak widać każda okazja jest dobra, żeby załatwiać jakieś tam środowiskowe porachunki, nawet na emigracji. Smutne to.”. Chwilę później wybuchł kolejny skandal. Nieobecnego Siemieńczyka zaczęto oskarżać o niewywiązywanie się z obietnic, dotyczących realizacji nowej antologii. Obszerny materiał, zawierający wypowiedzi ludzi ze świata kultury ukazał się w Dzienniku Polskim 29 lipca 2013 roku. Adresat zarzutów napisał “ Czekamy na pełen materiał. Chodzi o to, aby nie pominąć żadnych osób. Nie ma mnie obecnie w UK i nie mam bezpośredniego kontaktu z dziećmi, więc muszę polegać na pani dyrektor Kasi Łękarskiej (...)Byliśmy umówieni, że pieniądze zostaną zebrane od rodziców i że będzie to kwota około 350 funtów (...)O żadnym więc oszustwie nie może więc być mowy, ponieważ nie otrzymałem żadnych pieniędzy od kogokolwiek (...)”. Wielkim błędem jest to, że ludzie czynu z ogromnymi zasługami dla Polonii, muszą publicznie odpierać zarzuty anonimowych oprawców, lub tych z “syndromem Zdanowicza”. Sam poproszony przez dziennikarkę “Dziennika Polskiego” o zajęcie stanowiska, powiedziałem: “(...) zamiast współpracy, w naszym polonijnym, artystycznym świecie, mamy do czynienia z ciągłymi konfliktami, pomówieniami i oszczerstwami. To bardzo smutne(...)”. Nie powinniśmy się jednak smucić, tylko walczyć z krytykanctwem i internetowym chamstwem. Jednostkom, których metodą na zaistnienie lub budowanie własnego “autorytetu” jest zastraszanie lub zakrzykiwanie innych, trzeba powiedzieć stanowcze NIE! Należy się od nich odwrócić, wykluczyć z towarzyskich kręgów i nie odpowiadać na zaczepki. “Krytyka, to zemsta umysłów jałowych nad twórczymi” - napisała Maryla Wolska - poetka okresu Młodej Polski. Jest w tym dużo prawdy. Poza tym, żeby krytykować innych trzeba mieć ku temu predyspozycje, doświadczenie i stosowną wiedzę, których to brakuje ww. zaściankowym krytykom.


filozofią. Nie wydaję książki pt.: “Geniusze poezji wg. Iksińskiego”, tylko pokazuję poezję polską i polonijną taką, jaka jest. Opinia jednostki na temat poszczególnego poety nie ma żadnego znaczenia. Historia widziała krzykaczy i krytykantów - sztuka obroniła się sama. Tak będzie i tym razem. Człowiek naszych czasów jest lepiej wykształcony, niż jego przodkowie; warunki życia bardziej komfortowe. Ludzie mają czas dla siebie, dzięki czemu są bardziej kreatywni. I to jest piękne. To właśnie mnie w ludziach pociąga. Chodząc na wystawy, wieczory literackie czy przedstawienia teatralne cieszę się, że mogę być światkiem ludzkiego rozwoju. Nie wszystko mi się podoba - jakie to jednak ma znaczenie? Jeszcze raz powtórzę: historia pełna jest opowieści o artystach łajanych przez małych ludzi z syndromem, który nazwałem. Prace tych artystów wiszą teraz w największych muzeach świata i stanowią dziedzictwo narodowe poszczególnych krajów. Jakie są osiągi tych, którzy krzyczeli?

Czytając kłótnie pod różnego rodzaju utworami, zastanawiam się nad motywem. Najczęstszym jest zawiść, zaraz po tym, zazdrość. “Internetowym wyroczniom” często brakuje wiedzy; oceniają innych na podstawie własnego gustu, który w żadnej mierze nie jest obiektywny. Charakterystyczną dla nich cechą jest także wychwalanie powszechnie uznanych i niszczenie początkujących. Jednostki z “syndromem Zdanowicza” to najczęściej osoby, które tworzą i oceniają według szablonów, odrzucając wszystko co poza nie wykracza. Osobiście uważam, że w sztuce amatorskiej jest więcej fantazji. Wolę prace debiutantów. Kilkadziesiąt razy byłem jurorem w różnego rodzaju konkursach malarskich i poetyckich. Najbardziej podobały mi się niekonwencjonalne rozwiązania - prace dzieci są bezcenne. Pokazują geniusz w czystej formie. Później jest on tłumiony i dostosowywany do ogółu. Szkoda. Każdego dnia spotykam się z ludźmi kreatywnymi. Po stronie angielskiej wszyscy współpracują. Tam największe talenty, najbardziej kreatywne jednostki i wybitni twórcy wznoszą się nad innych w sposób naturalny. Miarą jest uznanie ogółu - liczba osób pragnących ich naśladować. Po stronie polonijnej mamy wzajemnie zwalczające się grupy. Ciągle ktoś krzyczy, nazywając kogoś “beztalenciem”. Popularna poetka, Bożena Helena Mazur-Nowak, autorka czterech tomików wierszy była ostatnio ofiarą ataku “znawców poezji”. Zarzucano jej, że pisze wiersze niemodne, tylko i wyłącznie dla znajomych. Dostałem nawet pisemne porady, żeby jej nie drukować w prasie. Nie wiem jakim kryterium, oprócz własnego uprzedzenia, kierował się oceniający. Autorka sprzedała bowiem kilkaset egzemplarzy tomów poezji, jej wiersze ukazują się w niezliczonej ilości antologii w różnych krajach. Ciągle zbiera nagrody i podziękowania. To jest obiektywne kryterium, którym można (jeśli trzeba) kierować się przy ocenie. Każde środowisko ma swoje gusta. Nie znaczy to, że upodobania innych są gorsze. Nie słucham heavy metalu - to nie moja bajka. Do głowy by mi jednak nie przyszło, żeby krytykować ten rodzaj muzyki, nazywając jej fanów “głupcami”. Świadczyłoby

to tylko o mnie. Jeszcze bardziej ośmieszyłbym się krytykując film, który nie został nakręcony. Aleksander Nawrocki w 99 numerze Poezji dzisiaj, napisał: “Twórcy żyjący na emigracji lepiej widzą i mocniej odczuwają (...) nie mają czasu kostnieć na filologicznych wydziałach uczelni, z których wychodzą świetnie wykształceni teoretycy i dziwią się, że nie mogą znaleźć pracy. Bo przez lata uczono ich tego, czego nie potrzebuje dzisiejsze życie. Poza tym nie potrafią poprawnie i przekonywająco wyartykułować swoich myśli, gdyż mówią naukowym żargonem, z którego nic nie wynika(...)”. Pod moją redakcją, powstała właśnie Antologia “Niosący Słowa” - tom pierwszy. Intensywnie pracuję nad Encyklopedią Polskiej Poezji Współczesnej. W obu wypadkach kieruję się tą samą 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► OPINIA ► STR. 54

Pamiętam jak Szymborska dostała Nobla. Razem ze znajomymi urządziliśmy przyjęcie. Było to dla mnie wydarzenie wzniosłe; przezywałem je tak, jakbym sam Nobla dostał. Płakałem prawie, gdy przeczytałem wpisy anonimowych gnid pod artykułem o Poetce. Wyzywano ją od “grafomanek”, poprzez “sprzedajne komunistyczne suki” na “plagiatorce” kończąc. Z racji wykonywanego zawodu, stykam się z podobnymi sytuacjami każdego dnia. Dlatego zawsze powtarzam, żeby robić swoje, nie patrząc na skaczące wokół hieny. One będą zawsze i nigdy nie odpuszczą. Trzeba nauczyć się żyć obok i po prostu nie zwracać na nich uwagi. Na koniec chciałbym wyjaśnić jedną rzecz. Nie uważam, że każdy produkt kreatywności ludzkiej jest wspaniały, czy choćby godny uwagi. Wręcz przeciwnie. Każdego dnia jesteśmy zasypywani różnego rodzaju tandetą, której w żaden sposób nie można zaakceptować. Nie ma sensu jednak z tym walczyć - wystarczy ignorować. Naturalna selekcja dokona reszty. Rzeczy które mają przetrwać - przetrwają, niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie.


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► ROZMOWA ► STR. 55

ROZMOWA ► ANETA SWOBODA

Wszystko jest FOTOGRAFIĄ

Nagle zaczęłam fotografować historie tak niezwykłe, jakich nie wymyśliłabym w procesie kreacji. Moja osoba przestała być istotna. Z Anetą swobodą rozmawia Frederick Rossakovsky-Lloyd ● F.R-L. Jesteś jedną z emigrantek, które z powodzeniem można określić mianem ludzi sukcesu. Masz ogromną firmę fotograficzną, zatrudniasz wielu pracowników, pracujesz w zawodzie swoich marzeń... czy ta sielanka ma jakieś ciemne strony?

A.S. Ha ha, czy to pytanie jest adresowane do mnie? Patrząc z perspektywy uczestniczki sielanki, nie widzę w tym ciemnych stron. Gdy spojrzę od strony pracy z dnia na dzień, to słońce sielankowe przykrywać zaczynają chmury.

● F.R-L. Jakie to chmury?

A.S. Przede wszystkim czas przyspiesza. W studio pędzi bez opamiętania. Często jest tak, że spoglądam na zegarek - jest godzina


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► ROZMOWA ► STR. 56

ROZMOWA ► ANETA SWOBODA

dziewiąta rano; za chwilę patrzę znowu i skaczę z zaskoczenia, bo to już piętnasta. Tak mija dzień, potem następny, a po kilku chwilach cały tydzień, miesiąc, rok... Tak już minęły prawie 3 lata od dnia, gdy firma powstała. Płacę dość dużą cenę. Nie mam czasu na życie prywatne. Wydaje mi się, że nikt nie zrobi czegoś tak dobrze jak ja (uśmiech), w rezultacie często kończę, robiąc wszystko sama. To choroba, z której nie potrafię się wyleczyć.

● F. R-L. Aha! Czyli mam do czynienia z perfekcjonistką? Co powiesz na garb za pięć lat? Jesteś jedną z tych osób, które uważają, że świat bez nich się zawali? Zapomniałaś, że jesteśmy śmiertelni? Co w takim razie z radością życia? Korzystaniem z wolności?

A.S. Ten mój perfekcjonizm to raczej brak cierpliwości do ciągłego poprawiania innych - tak sobie myślę. Radość zaś znajduję w pracy właśnie (to ta sielankowa strona medalu) w tym, że coś zrobiłam sama, od początku do końca, a owoc mojej pracy spotyka się z uznaniem klienta.

● F.R-L. Z tego co wiem, twoja działalność niewiele ma wspólnego z Polonią. Tak wyszło, czy nie chcesz działać na rynku polonijnym? A może Anglicy są mniej wymagającymi klientami? Jak to jest?

A.S. Nie mam żadnego manifestu mojego studia. Nie deklarowałam również i nie będę tego zakładać z góry, że nie współpracuję z Polonią. To fakt - tak się złożyło, że nie miałam wiele okazji współpracować z rodakami tutaj w Londynie na płaszczyźnie biznesowej, niemniej miałam przyjemność organizować Twój wieczorek autorski, z okazji wydania “Diffido”, w moim studio oraz dokumentować uroczystość z okazji powstania antologii “Pięknych Ludzi” w Birmingham. Chętnie nawiązuję współpracę z Polakami jak i z każdym innym klientem pod warunkiem, że moja praca jest traktowana poważnie i klient dopuszcza do siebie świadomość, że mimo iż bardzo lubię swój zawód i z przyjemnością go wykonuję, to również opłacam rachunki. Niestety, Polacy często myślą, że ja jako jedna z nich, w ramach solidarności narodowej chyba oddam im swój czas za darmo. A czy Anglicy są mniej wymagający, hm... są tacy i tacy... jak wszyscy ludzie.

● F.R-L. Z tą różnicą, że płacą w terminie i nie udają, że wszystko wiedzą lepiej od innych. A rachunki - racja - trzeba płacić. Poza tym, każdy z nas potrzebuje odpoczynku - to też kosztuje. Gdzie i jak wypoczywasz?

A.S. Z terminowymi płatnościami rzeczywiście - odpukać - jak do tej pory nie mamy problemu. To chyba również dlatego, że każdy nasz klient ma dobrą reputację. Jeżeli jednak chodzi o wymądrzanie się, tu się z tobą nie zgodzę. Wymądrzać się potrafią “na maxa”, szczególnie ci, którzy niewiele wiedzą. Niestety o wiedzę w naszych czasach jest coraz trudniej. Nie rzadko zdarza mi się rozmawiać z panią z wielkiej agencji PR, która nie ma pojęcia o rodzajach plików fotograficznych. Jeśli chodzi o wakacje, odpoczywam najchętniej w ciszy, sama ze sobą. Uwielbiam kilkudniowe wypady w miejsca zupełnie mi nie znane i mało turystyczne, gdzie mogę zamienić się w obserwatora życia innych. Mam małe “zboczenie” - jako fotograf, lubię to życie fotografować.


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► ROZMOWA ► STR. 57

ROZMOWA ► ANETA SWOBODA

● F.R-L. Podglądasz ludzi?

A.S. Niektórzy pewnie tak to nazywają, ja jednak określam to mianem nieprzepuszczania okazji do obserwowania sytuacji w której się znajduję.

● F.R-L. Chciałbym jednak, żebyś o swojej pasji fotografowania innych opowiedziała nieco więcej. To interesuje mnie najbardziej.

A.S. Zacznę może od początku. Będąc jeszcze w najlepszej szkole fotograficznej, czyli Warszawskiej Szkole Fotografii,  robiłam wszystko, żeby nie fotografować ludzi. Fascynowała mnie fotografia kreacyjna i martwa natura. Pamiętam, jak na egzamin przyniosłam plik zdjęć -  pomników cmentarnych. Rozrzuciłam to wszystko na stole przed Mistrzem - Marianem Szmidtem. Zdziwiony (chyba ilością) popatrzył na mnie z uśmiechem i powiedział “ciekawa martwa natura”. Długo jeszcze fotografowałam cmentarze , pejzaże, wszystko bez śladu człowieka. Każdy plener fotograficzny, gdzie robiliśmy dużo reportażu, był dla mnie mordęgą. Każde zaliczenie w tym temacie również. Ludzie krępowali mnie bardzo, fotografując ich, czułam się zupełnie nie na miejscu. To było dla mnie równoznaczne z tym, jakbym stawała naprzeciwko i bezczelnie patrzyła im w twarz. Po przyjeździe do Londynu, przez lata nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Ludzi zaczęłam fotografować w Porto, magicznym portugalskim mieście. Pojechałam tam na weekend, nie wiedząc czego się spodziewać. I nagle zobaczyłam historie dziejące się na ulicach. To miasto tętni życiem. Można cały czas chodzić z aparatem przy oku. Nagle zaczęłam fotografować historie tak niezwykłe, jakich nie wymyśliłabym w procesie kreacji. Moja osoba przestała być istotna. Wszystko było fotografią.

● F.R-L. W swoich wczesnych fotografiach często łączyłaś sacrum i profanum. Widziałem też mroczne, bardzo dla Ciebie charakterystyczne, przedstawianie świętości. Twoje ostatnie zdjęcia mają zupełnie inny charakter - co się stało?

A.S. Mroczne, charakterystyczne dla mnie przedstawianie świętości? Co to takiego (śmiech)? Pewnie to swego rodzaju ewolucja. Sacrum i profanum wciąż mi są bliskie; lubię jak się przenikają. Kiedy święte figurki w swoim kiczu przekraczają granice,  tak zwanej przyzwoitości. Zawsze lubiłam je kolekcjonować i zawsze pewnie będę. A jaki charakter mają dla ciebie moje ostatnie zdjęcia?

● F.R-L. Łapiesz w obiektyw rzeczy zwyczajne, takie których inni nie fotografują. Pokazujesz codzienne życie złapane w obiektyw. Czasami ta zwyczajność graniczy z brzydotą. Jakaś kobieta w podomce, mężczyzna przyłapany na drapaniu się za uchem... Tak czy inaczej twoje ostatnie zdjęcia intrygują bardziej niż wcześniejsze i do każdego można ułożyć opowiadanie. Fotografujesz także swoją córkę. No właśnie. Jak znajdujesz czas na wychowywanie dziecka?


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► ROZMOWA ► STR. 58

ROZMOWA ► ANETA SWOBODA

A.S. Fakt, to są rzeczy zwyczajne, które nie tylko ja łapię w obiektyw. A to, że można do nich ułożyć opowiadanie, dobrze świadczy o fotografii. Inaczej nie miałoby to sensu. A zdjęć Tary, mojej córki, mam tysiące! Fotografuję ją od zawsze, jestem zawalona plikami jej zdjęć. Uwielbiam to robić i chyba nie potrafię zachować tutaj zdrowego dystansu. Czas na wychowanie, znajduję z trudem. Są to niestety wyrwane chwile, wyrwane okazje, kiedy zdążam do domu, zanim ona zaśnie, żeby przeczytać jej książkę i zaśpiewać piosenkę przed snem. Weekendy staram się zawsze spędzać z nią.

● F.R-L. Czy Tara odziedziczyła po tobie talent?

A.S. Talent? To miło, że tak o mnie myślisz, bo ja nie jestem tego pewna (śmiech); a Tara... robi już zdjęcia. Wie jak skierować aparat, żeby sfotografować to, co chce uwiecznić. To chyba pierwszy krok. Byłoby fantastycznie móc zaszczepić w niej tę pasję. Muszę wkrótce pomyśleć o jakimś aparacie dla niej. Takim, który nie waży kilogramów, bo gdy stara się dźwignąć mój, przyprawia mnie prawie o zawał.

● F.R-L. Na koniec wrócę jeszcze do Twoich korzeni. Czy zaszczepiasz w córce jakieś wartości patriotyczne? Opowiadasz jej o kraju z którego sama pochodzisz? Z tego co wiem, najmłodsza Polonia nie mówi już po polsku. Jak to jest w waszym przypadku?

A.S. Myślę, że historia Tary będzie podobna, nie będzie mówiła płynnie po Polsku - niestety. Nie zaszczepiam w niej żadnych wartości patriotycznych. Sama nie jestem patriotką. Niewiele mnie łączy z Polską, poza znajomymi i wspomnieniami. Za znajomymi tęsknię i gdyby cała Polska była tylko nimi, myślałabym o powrocie. Do Tary uparcie cały czas mówię po Polsku. Niestety jestem jedyną osobą w jej otoczeniu, która to robi. Rezultat jest taki, że rozumie wszystko, nie chce natomiast mówić. Czasami łączy śmiesznie słowa i mówi zdanie pół po polsku, pół po angielsku, tworząc nowe słowa. Kiedyś powiedziała : “Ten pan is doing puking” (sąsiad wbijał gwoździe w ścianę). Szczerze mówiąc, przestałam mieć ambicje, żeby koniecznie mówiła po polsku. Fajnie byłoby, gdyby mogła porozumiewać się z moją rodziną w Polsce - jak chce, to jest w stanie się “przestawić” na polski. Nie będzie to jednak jej język. To już wiem teraz.

● F.R-L. A jak jest z twoją tożsamością. Kim jesteś? Czy narodowość ma dla ciebie znaczenie?

A.S. Nie czuję się ani Polką ani Angielką. Jadąc do Polski, po tygodniu mam dosyć i chcę wracać tutaj. Tu często nie mogę wyrazić słowami tego, co mogłabym wyrazić po polsku. Brytyjskiej mentalności nie potrafię zrozumieć, nie reaguję na bodźce tak, jak oni. Jestem jakby zawieszona pomiędzy narodowościami. Ale żyję tutaj, w Anglii i na tym próbuję się skupić.

● F.R-L. W takim razie życzę ci sukcesów i przede wszystkim więcej czasu na realizację własnych marzeń i życie rodzinne.

A.S. Dziękuję Ci bardzo i czuję się zaszczycona, że zechciałeś ze mną przeprowadzić wywiad.

● F.R-L. Pół przyjemności po mojej stronie. Również bardzo dziękuję za pół nocy ze mną.


VIVIANE SASSEN | IN AND OUT OF FASHION

„Nest”, 2010, From the Sol & Luna series

“In Bloom”, 2011, For Dazed & Confused

Viviane Sassen, urodzona w Amsterdamie w 1972 roku, jest jedną z najbardziej ekscytujących postaci współczesnej fotografii mody. Jej zdjęcia są wyzywające i ekstrawaganckie, formalnie pomysłowe, a czasami surrealistyczne. W 2007 roku Sassen otrzymała francuską nagrodę Prix de Rome, a w 2011 nagrodę International Center of Photography Infinity Award for Applied and Fashion Photography.W 2013 roku wystawiała w Central Pavilion at the Venice Biennale. Wystawa ta jest pierwszą retrospektywą SASSEN, pochodzącą z Huis Marseille Museum, z Amsterdamu. 19 paździenika 2013 – 2 lutego 2014 | Scottish National Portrait Gallery Edynburg | 1 Queen Street | Wstęp wolny

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► GALERIA ► STR. 59


BOOGIE WOOGIE Isley Brothers, Stevie Wonder, Martin Gaye, Martha Reeves to tylko niektóre gwiazdy, które prezentować się będą podczas wieczoru im poświęconego. Gwiazdy Motown Show, to nie tylko takie hity jak My Guy, I`m yours czy Dancing in the Street to także niezapomniana zabawa i niezapomniane widowisko, a wszystko wykonane przez profesjonalistów i aranżerów genialnego przedstawienia. The Magic of Motown Gdzie | Theatre Royal, Glasgow Kiedy | 8 listopada | Godzina; 19.30 Bilety | £25 DRUM’N’ BASSOWY RUDIMENTAL Rudimental to londyński kwartet uznany za muzyczne objawienie sceny elektronicznej. Szturmem dostał się na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Utwory Feel The Love czy Not Giving In, słychać było w rozgłośniach całego świata, a teledysk do pierwszego z nich na YouTube obejrzano już blisko 19 milionów razy! Grupa ma swym koncie debiutancką płytę Home, którą będą prezentować podczas trasy koncertowej obejmującą Glasgow. Rudimental wystąpi tam aż dwukrotnie 9 października tego roku i 24 lutego 2014. Rudimental Gdzie | O2 ABC, Glasgow Kiedy | 19 październik i 24 luty | Godzina; 19.00 Bilety | 11

ELECTRO I DUB W ABERDEEN Chase & Status, to solidna dawka elektronicznego brzmienia. Duet tworzą Saul Milton i Will Kennard. Taneczna dwójka rodem z Londynu od 2003 roku szturmem zdobyła listy przebojów. Muzyczne korzenie należące do drum and bass i dubstepu to flagowe brzmienie zespołu. Dzięki takim hitom jak Take Me Away i More Than Alot muzycy dali się poznać jako maszynka do robienia pieniędzy a ostatni album Chase & Status, Brand New Machine zdobył już platynę. Utwory z tej i poprzednich płyt można będzie usłyszeć już niedługo podczas trasy koncertowej w Szkocji. Chase & Status Gdzie | AECC GE Oil & Gas Arena, Aberdeen, The Hydro, Glasgow Kiedy | 1, 2 listopad | Godzina; 18.30 Bilety | 35 GDYBYM BYŁ BOGATY Jeden z najlepszych musicali na świecie. Skrzypek na dachu, którego premiera odbyła się w 1964 roku na Broadwayu z muzyką Jerrego Bocka, słowami Sheldona Harnicka i librettem Josepha Steina od lat nie schodzi z afiszy teatralnych. Historia jest luźno oparta na książce Dzieje Tewji Mleczarza autorstwa żydowskiego pisarza pochodzącego z Ukrainy Szolema Alejchema. Opowieść jest o tytułowym Tewje i jego zadaniu wydania za mąż swoich córek. Historia o tyle ważna, że ciągle żywa a jedno z zawołań Tewje o bogactwie stale rozpala marzenia maluczkich. Gdzie | Festival Theatre, Edynburg Kiedy | 1- 5 października | Godzina; 14.30, 19.30 Bilety | £42.50 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► MUZYKA ► STR. 60

PROGRESYWA I DUCH CURTISA Wydarzenie jesieni w Usher Hall. Live Transmission – Joy Division to jedne z najbardziej śmiałych przedstawień jednego z najbardziej oryginalnego zespołu w historii rocka. Całość zagra specjalnie na tą okazję zaaranżowana electro – orkiestra, która wykona najbardziej znane utwory Joy Division. Do tego układu dodano wizualizację Matta Watkinsa zapewniając unikalność i przekaz Iana Curtisa. Live_Transmission – Joy Division Reworked Gdzie | Usher Hall, Edynburg Kiedy | 1 październik | Godzina; 10.00 Bilety | £18 BORRELL I ZAZOU W GLASGOW

Najgorzej ubrany mężczyzna zdaniem GQ. Główny zarzut pod adresem wokalisty? Za szeroki… dekolt. Takim mianem chwali się Johnny Borrell. Młody i utalentowany muzyk. Frontman Razolight tym razem wystąpi ze swym nowym zespołem i w nowych aranżacjach. Do tego przedsięwzięcia potrzebne było Borellowi natchnienie w postaci kraju Basków i słowa Zazou. Na koncertach wokaliście towarzyszą trzej muzycy Fred Stitz, Joao ‚John’ Mello i Darren Barry. Ich wspólny pierwszy album Dahlia Allegro/ Pan European Supermodel Song poniósł się szerokim echem w świecie jako intrygujący i szalenie inspirujący. Johhny Borrell and Zazou Gdzie | Cabaret Voltaire, Edynburg, King Tuts Wah Wah Hut, Glasgow Kiedy | 1, 2 października | Godzina; 19.00 Bilety | £ 12


SZALONA ERA ROCKA W GLASGOW I EDYNBURGU

PORWANIE SABINEK PRZEZ DRWALI

MYŚL ZAMKNIĘTA W KOLE

Cats to najdłużej grany musical w historii teatru. Podbiło rekordy oglądalności na West Endzie jak i Broadwayu. Musical skomponowany przez Andrew Lloyda Webbera na początku lat 80 – tych zeszłego wieku cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Dramat, romans i fantazja w jednym. Całość okraszona tańcem i niezapomnianymi hitami w postaci Memory to cecha zapierająca dech w piersiach. Nie możemy także zapomnieć o uroczych kostiumach i charakteryzacji, która w tym wypadku jest numerem jeden w tej produkcji. Gdzie | King’s Theatre Kiedy | 16- 28 września | Godzina; 19.30 Bilety | £17.90 – £43.40

Cóż począć jeśli zna się samych braci, a każdy z utęsknieniem czeka na tą jedyną. Wokół las i sami bracia, a spośród nich jeden zafascynowany książką o porwaniu Sabinek przez Rzymian, obmyśla intrygę rychłego małżeństwa. Playhouse Edynburg tym razem serwuje wszystko w jednym. Miłość, intrygę i romans. Siedem narzeczonych dla siedmiu braci to jedno z najzabawniejszych musicali wystawianych w historii tegoż gatunku. Historia ta śmieszy od 1954 roku i wciąż z powodzeniem zapewnia komplet widzów. Seven Brides for seven Brothers Gdzie | Edinburgh Playhouse, Edynburg Kiedy | 30 września – 5 październik | Godzina; 14.30, 19.30, Bilety | £10.00 – £35.00

Gabriel Orozco to jeden z najwybitniejszych artystów międzynarodowych. Jego prace cechuje innowacyjność i prostota. Wystawa The Eye of Go to seria dużych okrągłych i geometrycznych wzorów, które zdaniem Orozco ma przechwytywać wyobraźnię. Skłania także widza do myślenia o sposobie organizacji i perspektyw artysty. Orozco to nie tylko malarz. To także doskonały rzeźbiarz i fotograf oraz filmowiec. Do tego zapalony kibic piłki nożnej, której kilka prac poświęcił właśnie tej dyscyplinie sportu. Gabriel Orozco: thinking in circles Gdzie | The Fruitmarket Gallery Kiedy | 1 września – 18 październik | Godzina; 10.00- 17.00 Wstęp wolny

WYPRAWA PO ZŁOTE RUNO Dziwaczne, śmieszne i ciekawe. Tak spektakl Jazon i Argonauci opisują recenzenci. Mit o złotym runie i bohaterskich czynach argonautów od zawsze rozpalały umysły. Tym razem Festival Theatre zaprasza na niecodzienną przygodę dla każdego fana mitycznych przygód. Przedstawienie poza doskonałą grą aktorską będzie zadziwiać scenografią, by nadać wydarzeniu smak fantastyki i bajkowości. Visible Fictions: Jason & the Argonauts Gdzie | The Studio at Festival Theatre Kiedy | 25, 26 września | Godzina; 10.30, 18.00 Bilety| £6 ZAKRĘCONE I DZIKIE Confiusion is Sex to jeden z okrętów flagowych Bongo Club. Pomieszanie z poplątaniem dla innych a dla drugich świetna zabawa. Zakręcony mix burleski z techno glamem i electro. Do tego brzmienia punka i rocka to zdaniem organizatorów pomysł na nowe brzmienie a odnajdywanie dziwactwa w normalności już nikogo nie powinno dziwić. Confiusion is Sex Gdzie | The Bongo Club Kiedy | 27 września | Godzina; 23.00 | Bilety | £7

PRZYJACIEL POLSKI Demarco European Art Foundation zaprasza na wystawa w Summerhall będącą wierną kopią tego, co zostało pokazane na tegorocznym Biennale w Wenecji. Wydarzenie zatytułowane Italo – Szkocja w Europie, Europa w Italo – Szkocji to projekt promocji związków obu państw. Relacje imigrantów i wzajemne przenikanie się do życia i działania nie tylko kulturalnego, ale także i gospodarczego i społecznego. Ekspozycja ta odbiła się szerokim echem w Europie i jako pierwsza była wystawiana w Brukseli w 2011 roku. Oprócz tego Demarco European Art Foundation ma wiele planów na przyszłość związanych między innymi z rocznicą wybuchu pierwszej wojny światowej oraz bitwy pod Monte Cassino. A Selection from The Richard Demarco Archive Gdzie | Summerhall, Edynburg Kiedy | 2- 27 września | Godzina; 11- 21.00 Wstęp wolny 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► KULTURA ► STR. 61

PAIN THING NIE DLA WRAŻLIWYCH Robert Kuśmirowski jest doskonale znanym artystą dla każdego fana tutejszego festiwalu sztuki. Tym razem rodak szokuje eksperymentami z udziałem zwierząt. Jest to o tyle odkrywcze i niezależne, że całość imprezy została obwołana etykietą – nie dla wrażliwych. Kuśmirowski odważnie stawia sobie cel powołania do życia roboty. Dodatkowo techniki jakie używa można obwołać jako niesamowite i odważne. Robert Kuśmirowski to młody polski artysta współczesny, performer, twórca instalacji, obiektów i fotografii. Jego śmiałe manipulowanie faktami historycznymi w ujęciu sztuki nadało artyście miano wizjonerskiego. Pain Thing to druga wystawa w Edynburgu Kuśmirowskiego, na którą zaprasza galeria Summerhall. Robert Kuśmirowski | Pain Thing Gdzie | Summerhall, Edynburg Kiedy | 2 – 27 września | Godzina; 11 – 21.00 Wstęp wolny


14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPORT ► STR. 62

Są jeszcze bilety na mecz Anglia - Polska!

Jak przysłowiowe ciepłe bułeczki rozchodzą się bilety na październikowy mecz Anglia - Polska w ramach eliminacji do MŚ 2014. Najtańsze można było nabyć za 240 zł, najdroższe kosztowały 100 zł więcej. W sprzedaży pozostały jeszcze te za 290 zł. Polscy kibice otrzymali miejsca w sektorach tuż przy murawie, co bez wątpienia będzie miało wielkie znaczenie, bo ich doping będzie bardziej słyszalny. Wielu naszych rodaków nabyło również bilety poprzez angielską federację piłkarską, należy się więc spodziewać, że 15 października 2013 Wembley Stadium będzie w zdecydowanej większości biało-czerwony. Od 19 sierpnia do 8 września bilety mogli nabyć jedynie członkowie Klubu Kibica, jednak od minionego poniedziałku wejściówki są już dostępne w sprzedaży otwartej. 10 września o godzinie 12:00 można było jeszcze nabyć wejściówki w sektorze na łuku. Sprzedaż prowadzona jest na stronie internetowej www.kupbilet.pl Adam WÓJCIK | polsport.co.uk


Zabójczy bilans FK Internationale Komplet punktów oraz bilans bramkowy 20:0, to osiągnięcie, jakim pochwalić się może FK Internationale po dwóch kolejkach polonijnej ligi piłkarskiej w Coventry.

Szanse W pierwszej kolejce lider rozgromił FC Nuneaton 8:0, a w minioną niedzielę nie dał żadnych szans ekipie Coventry Hussars Polmed FC (12:0). Po dwóch rundach spotkań w czołówce znajdują się trzy ekipy z Birmingham, wielkie emocje w kolejnych tygodniach są więc gwarantowane. LIGA COVENTRY Wyniki 2. kolejki: FC Claim Inquiry Agency - Concordia Coventry 3:1 FC Nuneaton - The Patriots ‘’Krakus’’ PL B’ham 2:6 FC Dynamo - Huragan Coventry 5:4 PL Squad B’ham - White Eagles Coventry 6:2 FC Revolution Mops B’ham - FC Soviet 2:1 Coventry Hussars Polmed FC - FK Internationale 0:12 Zestaw par 3. kolejki (15.09.2013): 15.00 FC Soviet - FC Nuneaton 15.00 Huragan Coventry - FC Claim Inquiry Agency 16.00 FK Internationale - FC Dynamo 16.00 The Patriots PL - Coventry Hussars FC 17.00 White Eagles - FC Revolution Mops 17.00 FC Baltika - Concordia PL Squad - Pauza Daniel Kowalski | polsport.co.uk

DENIS CUP: Piłkarskie gwiazdy w Manchesterze

Marek Citko, Michał Żewłakow, Marek Koźmiński oraz Stefan Majewski to tylko niektóre ze znanych nazwisk, jakie pojawić się mają podczas kolejnego turnieju Denis Cup organizowanego przez Daniela Denisiuka. 22 września w Manchesterze szykuje się wielki piłkarski festyn z rodzinnym grilem oraz wieloma atrakcjami dla namłodszych. Do udziału w imprezie oprócz wspomnianych wcześniej osobistości, zaproszono też m.in. Tomasz Kuszczaka oraz Jerzego Dudka. Podczas turnieju ma zostać dokonana selekcja do kadry Polski U15. Być może któryś z podopiecznych szkółki w Manchesterze już w najbliższym czasie będzie miał okazję włożyć koszulkę z orłem na piersi. Daniel Kowalski | polsport.co.uk 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPORT ► STR. 63

Warszawa i Chorzów kandydatami na Euro 2020

Stadion Narodowy w Warszawie oraz Stadion Śląski w Chorzowie to kandydaci na gospodarzy piłkarskich mistrzostw Europy w 2020 roku. Turniej ma się odbyć w trzynastu krajach Starego Kontynentu. Szanse stadionu ze stolicy oceniamy jako minimalne, bowiem nie tak dawno odbywały sie tam mecze w ramach EURO 2012, a za dwa lata rozegrany zostanie finał Ligi Europejskiej. Z kolei Stadion Śląski to wielki przegrany europejskiego championatu i z pewnością Zbigniew Boniek będzie lobbował, aby jakoś zrekompensować tę stratę kibicom na Śląsku. Żeby plan doczekał się realizacji stadion w Chorzowie musi być jednak wybudowany, a w tej chwili prace są wstrzymane przez awarie dźwigarów, które miały podtrzymywać dach. Prace powinny rozpocząć się wiosną 2014 roku, a termin zakończenia modernizacji zaplanowano ma koniec 2016 roku. Zgłoszenia kandydatów UEFA przyjmuje jeszcze przez kilka dni, a wybór zwycięskich miast nastąpi pod koniec przyszłego roku. Adam WÓJCIK | polsport.co.uk


Zgodne zwycięstwa faworytów Inauguracyjna kolejka londyńskiej ligi potwierdziła siłę jej faworytów. Scyzoryki oraz FC Cobalt zanotowały identyczne rezultaty i w ligowej tabeli przewodzą stawce. O ile zwycięstwo Scyzoryków ani przez moment meczu z White Wings Seniors nie podlegało dyskusji, triumf aktualnego mistrza już tak łatwym zadaniem nie był. Choć rywalem mistrza był beniaminek (The Twelve Team), to warunki postawił bardzo twarde. Mecz roztrzygnął się tak na prawdę dopiero po czerwonej kartce, jaką zobaczył bramkarz “dwunastki”. To właśnie po niej Cobalt w ciągu kilku minut wypunktował rywala. Dobre wrażenie zrobił również drugi z beniaminków - FC Polska - który przez większość meczu skutecznie odpierał ataki piłkarzy KS04 Ark. Ostatecznie rewelacyjnie broniący w tym dniu golkiper “biało-czerownych” został zmuszony do wycięgnięcia piłki z siatki i trzy punkty zapisane zostały na konto “czwórki”. Bardzo zacięty mecz rozegrały zespoły Olimpii PCW oraz Piątki Bronka. Zespół Piotra Zacharskiego prowadził w tym meczu już 2:0, jednak konsekwentne ataki Olimpii doprowadziły do zasłużonego remisu. W drugiej lidze, w meczu odwiecznych rywali Power Rangers o jednego gola okazał się lepszy od FC Cosmos. Bramka padła w ostatnich minutach meczu. Warriors od God po bardzo zacietym meczu pokonał byłego pierwszoligowca Pyrlandię - 3:2, a inny spadkowicz - Biała Wdowa - tylko zremisował z Maja Team. Daniel KOWALSKI | polsport.co.uk

I LIGA Wyniki 1. kolejki: FC Polska - KS04 Ark 0:1 White Wings Seniors - Scyzoryki 0:4 Piątka Bronka - PCW Olimpia 2:2 The Twelve Team - FC Cobalt 0:4 Zestaw par 2. kolejki (15/09.2013): 10:00 Scyzoryki - The Twelve Team 10:50 KS04 Ark - White Wings Seniors 11:40 PCW Olimpia - FC Polska 12:30 Inter Team - Piątka Bronka Pauza FC Cobalt 14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► SPORT ► STR. 64

II LIGA Wyniki 1. kolejki: FC Cosmos - Power Rangers 0:1 Finansiści - KIWI 5:0 Warriors of God - KS Pyrlandia 3:2 FC Piona - Joga Bonito 1:4 Maja Team - Biała Wdowa 3:3 Zestaw par 2. kolejki (15/09.2013): 10:00 KS Pyrlandia- KIWI 10:50 Joga Bonito - Warriors of God 11:40 Power Rangers - Biała Wdowa 12:30 Finansiści - FC Cosmos 13:20 Maja Team - FC Piona


FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas! ZAPROŚ SWOICH ZNAJOMYCH! :)

14 | 09 | 2013 | OPEN ► 26 ► REKLAMA ► STR. 65

Open polish magazine issue 26  

Open polish magazine

Advertisement