Page 1

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 25 ▶ | 07 | 09 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

HELL IS... Z ZESPOŁEM HELL IS HARMONY ROZMAWIA ELA RYGAS


www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 25 ▶ | 07 | 09 | 2013

HELL IS... Z ZESPOŁEM HELL IS HARMONY ROZMAWIA ELA RYGAS

BRYTYJSCY PARLAMENTARZYŚCI OGLĄDAJĄ PORNO?

07

18

POLKA SUKCESU SPEŁNIA MARZENIA NA CYPRZE

41

OPEN POLISH MAGAZINE IN UK

Redaktor Naczelny | Damian Biliński | ip.openscotland@gmail.com | Tel: 07923378062 Z-ca Redaktora Naczelnego | Gosia Szwed | lejdiz.magazine@gmail.com Reklama i Marketing | Małgorzata Bilińska | mb.openscotland@gmail.com Skład i Grafika | Małgorzata i Damian Bilińscy | Wydawca | Interactive Publishing | SCOTLAND Strona interneowa | www.openscotland.pl | Tel: 07923378062 Współpraca | Agnieszka B. Molak, Anna Kutera, Beata Waniek, Ela Rygas, Joanna Goldberg, Katarzyna Campbell, Natalia Ślesińska, Damian Świątek, Janusz Młynarski, Mateusz Biskup, OPEN POLISH MAGAZINE, jest redagowany przy współpracy z serwisami: Lejdiz Magazine.com | polsport.co.uk | The Polish Review.co.uk I e-sztuka.com Poglądy zawarte w felietonach, opiniach i komentarzach są osobistymi przekonaniami autorów i nie zawsze pokrywają się z poglądami redakcji Open Polish Magazine. Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów oraz zdjęć bez wyraźnej zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

48

POEZJA Joanna Otorowska-Duda

35

STYL ZRÓBMY SOBIE DZIECKO

OPEN GALERIA FREDERICK HERBERT ROSSAKOVSKY LLOYD

30

KULTURA

16 NAUKA O EDUKACJI I ELEKTRYCZNOŚCI

13

02 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SPIS TREŚCI

SPIS TREŚCI ►

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK


KLIKAJ I CZYTAJ! www.openscotland.pl www.openebusiness.biz

OKO OKO OKO

Open Scotland.pl Serwis informacyjny: Open Scotland.pl, Open eBusiness.biz oraz tygodnik online Open Polish Magazine w Wielkiej Brytanii, to miejsca dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. To także miejsca na profesjonalną i skuteczną reklamę. To miejsca, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie. ZAPRASZAMY do współpracy

www.openscotland.pl Uwaga! Open Polish Magazine dostępny jest na stronach:

www.openscotland.pl www.openebusiness.biz www.thepolishreview.co.uk www.polsport.co.uk http://e-sztuka.com/ www.lejdizmagazine.com www.damianbilinski.com www.ciociasamozloeluta.blogspot.co.uk http://dancingwithcamels.wordpress.com/

03 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► WSPÓŁPRACA

WSPÓŁPRACA ►


Zawitkowski i inni, czyli boska komedia Z jakichś nie znanych mi powodów do kościoła przestałem chodzić mając lat 10, choć z domu co niedziela wychodziłem. Z powodów bardziej mi znanych, odmówiłem ucałowania krzyża, gdy ksiądz skrapiał mieszkanie święconą wodą. Jednak na lekcje religii uczęszczałem bo: miałem przechlapane w szkole z powodu wielu nieobecności, a po drugie, lekcje religii uważałem za niezły kabaret. Razu pewnego, prowadzący lekcję duchowny odwrócił się w stronę krzyża prosząc Boga, aby mi wybaczył. Kilka lat później, o księdzu krążyły opowieści. Dodam, opowieści pikantne. A czy Bóg wybaczył księdzu, tego nie wiem. Chyba nie ma tygodnia, aby w mediach nie było afery z udziałem katolickich księży: a to rozbijają się samochodem będąc pod wpływem alkoholu, a to palną coś strasznie głupiego i nieprzystającego do współczesnego świata, albo okazują się być homoseksualistami, bądź naturalnie w świecie współżyją, a jakże, z gosposią. Grzech? Skądże znowu. Uważam, iż obcowanie duchownych z drugim człowiekiem w sposób oralny czy analny, nie powinno uchodzić za postępowanie niemoralne. Powinniśmy (i tu jest moja propozycja) jako społeczeństwo przyjść z pomocą kościołowi katolickiemu i zaakceptować oczywistą i naturalną ludzką słabość. I nie dość, że wybaczyć, to nawet zachęcić duchownych, aby swej miłości do bliźniego swego dali gorący, a nawet dziki (jeśli tego potrzeba) upust. Innymi słowy do sprawy powinniśmy podejść praktycznie, bowiem korzyści z tak rozumianej wolności może być wiele, np.: krótsze spowiedzi, radośniejsze kazania, emocjonalna równowaga duchownych, tolerancja oraz wyzbycie się homofobii. Ponadto, nie byłoby afer, a media z braku tychże, zamilkłyby raz na zawsze. Tymczasem: Ostatnie badania przeprowadzone w Polsce przez firmę „TNS Polska” ujawniły, że zdecydowana większość (70 proc.) badanych jest przeciwna wypowiadaniu się przez Kościół

i księży katolickich w bieżących sprawach politycznych. Tylko w tym tygodniu media poinformowały, że w związku z nowym rokiem szkolnym, oraz planowanym przez resort oświaty wprowadzeniem do szkół edukacji seksualnej, hierarchowie z Konferencji Episkopatu Polski wystosowali list pasterski, w którym zwracają uwagę rodzicom, że edukacja seksualna jest sprzeczna z chrześcijańską wizją człowieka. I choć duchowni mają prawo myśleć zupełnie inaczej, niż zdecydowana część społeczeństwa to, zastanawiające jest źródło ich wiedzy. Może wzorem brytyjskich parlamentarzystów wiedzę na temat seksu czerpią ze stron pornograficznych? Może dobrym pomysłem byłoby udostępnienie

04

na użytek wiedzy publicznej ilość wykonanych połączeń ze wspomnianymi stronami przez duchownych? Być może. Chociaż z drugiej strony, niech oni tam sobie klikają, wszak o klikaniu w piśmie świętym nic nie wspomniano, tylko żeby potem głupot nie wygadywali takich jak biskup Zawitkowski, tu cytat: „Człowieku dożynkowy, ostrzegam Cię. Bez Komunii, bez modlitwy - zdziczejesz, a potem przyjdzie oziębłość, seks i wyznasz: Ale ja jestem niewierzący! (…) „Nauczyciele czcigodni! Dlaczego nie zaczynacie lekcji od modlitwy, tylko od wychowania seksualnego? (...). Postępowi jesteście! Więc wychowamy gejów i lesbijki. Taka cywilizacja zgnije, bo jest cywilizacją śmierci” - ostrzegał duchowny. A ja się pytam biskupa, kto dał mu prawo do zaglądania w moje i mojego dziecka majtki? Dlaczego biskupów i jego szeregowych tak bardzo interesują piersi, łechtaczki i odbyty zarówno mężczyzn, kobiet i dzieci? Dlaczego wybuchła kolejna (trudno je zliczyć) afera pedofilska w kościele katolickim. Dlaczego odwołanie Polaka-nuncjusza na Dominikanie wywołało w tym karaibskim kraju takie poruszenie? Dlaczego zaskoczeni są inni duchowni? Wszak komentują, iż duchowny wydawał się być pobożnym człowiekiem. Odpowiadam: bo duchowny pobożnym człowiekiem był, ale również jako człowiek potrzebował tu i ówdzie najprawdopodobniej emocjom dać upust. Problem polega na tym, iż Arcybiskup Józef Wesołowski zrobił to najprawdopodobniej z dziećmi. A na takie zachowanie, Arcybiskup, mojego (choć otwartym człowiekiem jestem) przyzwolenia mieć nie będzie. I choć wierzącym nie jestem, to mam nadzieję, że za takie występki cała zboczona i niewyedukowana seksualnie katolicka ekipa smażyć się będzie w piekle. Amen. Tako rzecze ) Damian Biliński Redaktor Naczelny

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SŁÓW KILKA

SŁÓW KILKA ►


05

IRLANDIA

POLSKI EMIGRANT UDUSIŁ SWOJĄ ŻONĘ NA OCZACH DZIECI IRLANDIA ► Od kilku dni niewielkie

irlandzkie miasteczko Navan, żyje zbrodnią, której dokonał na swojej żonie mieszkający tam Polak – udusił ją na oczach dwójki małych dzieci. Tragedia wydarzyła się w piątek wieczorem. Około godziny 18.00, do jednego z mieszkań wtargnął zakrwawiony mężczyzna, z głęboką raną na czole, wyglądał na wyczerpanego, położył się na kanapie w salonie i poprosił o wezwanie pogotowia. Właściciele mieszkania rozpoznali w rannym swojego sąsiada, który mieszkał obok, wraz z żoną i dwójką dzieci. Przerażeni jego widokiem wezwali karetkę pogotowia, wraz z którą przyjechała policja. Ratownicy zajęli się rannym, a policjanci udali się do jego mieszkania, gdzie odkryli martwą kobietę oraz dwójkę przerażonych dzieci w wieku trzech i sześciu lat. - Leżał na kanapie i bełkotał coś po polsku, daliśmy mu mokry ręcznik. Słyszeliśmy jakieś hałasy za ścianą, ale nie przyszło nam do głowy, że on ją dusi. – mówili sąsiedzi do dziennikarzy. Ofiara to Aleksandra Sarzyńska 32. letnia Polka, od wielu lat przebywając w Irlandii, a od dwóch la mieszkająca w Navan. Nieznane są jeszcze motywy zbrodni, zabójca trafił do szpitala i po wyjściu zostanie przesłuchany przez policję. Chłopcy, jeden wieku trzech, drugi – sześciu lat, nie odnieśli obrażeń, jeszcze tego samego dnia zaopiekowała się nimi rodzina matki. | tosh | The Polish Review

WIELKA BRYTANIA

Fot | cygnus921 (CC BY 2.0)

BLISKO SZKOŁY DOCHODZI DO PONAD 1000 KOLIZJI UK ► Według danych zebranych

przez przemysł ubezpieczycieli, każdego miesiąca na lokalnych drogach wokół brytyjskich szkół dochodzi do ponad 1000 kolizji z udziałem dzieci. Biorąc pod uwagę zgromadzone dane, powstała strona internetowa, która została opracowana na podstawie analizy bezpieczeństwa ruchu drogowego, w celu lepszego zrozumienia niebezpieczeństwa i ryzyka z jakim mogą spotkać się dzieci wokół swojej szkoły. Strona pokazuje m.in., ilość kolizji, w tym, z udziałem dzieci, które miały miejsce zaledwie 500 metrów od szkolnej bramy. Strona Internetowa opiera się na danych zgromadzonych w ciągu ostatnich sześciu lat, a te wykazały aż 85.814 zdarzeń, które miały miejsce w obrębie 500 metrów od szkoły. Przekładając dane na skalę 1-go miesiąca, wynik wydaje się zatrważająco wysoki i wynosi 1190 zdarzeń z udziałem dzieci. Ponadto, według danych, tylko jedna na pięć szkół nie odnotowała podobnych przypadków, w tak bliskiej odległości. Jednak ogólna średnia wynosi 6 przypadków na rok, na każdą szkołę w Wielkiej Bryta-

nii. Według danych, największa liczba wypadków (nie licząc Londynu), w których odnotowano poważne obrażenia ciała, drobne urazy, ale i wypadki śmiertelne, miały miejsce w Liverpoolu, a następnie w Nottingham , Manchesterze, Birmingham i Leicester. Dyrektor Analizy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Dan Campsall, powiedział: – Stworzone narzędzie w postaci strony internetowej jest ważne chociażby z tego powodu, iż daje wgląd w potencjalne niebezpieczeństwo, a zarazem zrozumienie zagrożeń wynikających z ruchu drogowego. Zgromadzone dane mogą być wykorzystywane do wspierania zmian w lokalnej edukacji w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego, jak również środowiska drogowego, pomagając w ten sposób dodatkowo zabezpieczyć uczniów w całym kraju. Według rządowych danych w 2012 roku, na drogach w Wielkiej Brytanii, zostało zabitych lub poważnie rannych 2272 dzieci. I choć liczba jest wysoka, to dzięki lepszej edukacji, odnotowano o 6% mniej podobnych zdarzeń, niż w roku poprzednim. Na początku tego roku, rząd uruchomił swoją stronę internetową (http://road-collisions.dft.gov.uk/), aby dać ludziom wgląd do danych na temat wypadków w poszczególnych obszarach kraju. | db | Open Scotland.pl | Źródło BBC

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

INFORMACJE ►


INFORMACJE ►

06 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

SZKOCJA

SZKOCJA CHCE ZNACZĄCO ZMnIEJSZYĆ ILOŚĆ ODPADÓW SZKOCJA ► Kampania

informacyjna na rzecz racjonalnego składowania i przetwarzania śmieci zachęca szkockie firmy do zwiększenia recyklingu, zanim w życie wejdą nowe przepisy.

SZKOCJA

Według nowych przepisów, które mają obowiązywać od stycznia 2014 roku, wszystkie organizacje (pod groźbą grzywny), będą musiały poddać recyklingowi plastik, metal, szkło, papier a nawet jedzenie. Szkocki rząd zapowiada, że do 2025 roku, che poddać recyklingowi aż 70% odpadów. Kampania informacyjna Zero Waste Scotland’s, ma pomóc szkockim organizacjom dostosować się do nowych regulacji recyklingu, które zostały uchwalone przez szkocki parlament w maju 2012 roku. Kampania będzie służyć informacjami na temat zoptymalizowania całego procesu recyklingu, a także w jaki sposób uzyskać oszczędności, na przykładzie firm, które w chwili obecnej znalazły innowacyjne sposoby na zmniejszenie ilości odpadów. Według szacunków, Szkocja płaci 95 milionów funtów podatków za składowanie odpadów takich jak papier, szkło, metal, plastik, a także żywność, których wartość wynosi 97 milionów funtów. Kampania na rzecz zmniejszenia ilości odpadów potrwa przez wrzesień i październik. | db | Open Scotland.pl

SYMBOL SZKOCKIEGO DRZEWA: SOSNA, BRZOZA CZY JARZĘBINA? SZKOCJA ►„Szkocja jest łysa,

a przynajmniej takie można odnieść wrażenie, podczas spędzania wakacji np.: w Polsce. Pokonując kraj nad Wisłą wzdłuż i wszerz, niejednokrotnie przemierzyć trzeba wielokilometrowe odcinki trasy wśród wspaniałych polskich lasów, w których dominują niewątpliwie sosny, choć ostatnio bardziej niż sosna, symbolem polskiego drzewa mieni się brzoza. Czy w Szkocji może być podobnie? W Szkocji ruszyły konsultacje w sprawie, drzewa, które powinno według społeczeństwa, zostać narodowym symbolem. W ciągu najbliższych trzech miesięcy obywatele będą mieli możliwość wypowiedzenia się, czy wybór jest w ogóle potrzebny, a jeśli tak, to jaki gatunek drzewa powinien zostać ów narodowym symbolem. Na pomysł wpadł Alex Hamilton z organizacji Woodland Trust, który sprawę podniósł

w szkockim parlamencie składając wniosek, iż drzewem tym powinna zostać właśnie sosna. Sprawa nie jest błaha, wszak pomysł popiera nie tylko członek Woodland Trust, ale i szereg innych organizacji ekologicznych. Konsultacje będą odbywać się za pomocą m.in. sieci, która promować będzie takie drzewa jak wspomniana sosna, doskonale znaną Polakom jarzębinę, brzozę, a także występujący w północnej Wielkiej Brytanii, i rosnący pospolicie w Polsce, wiąz górski. Konsultacje mają potrwać do 3 grudnia. Alex Hamilton, który mieszka w Glasgow, swą decyzję argumentował m.in. tym, iż większość krajów ów podobny symbol posiada, więc i Szkocja mieć powinna. I dodał po raz kolejny, iż to właśnie: - Sosna byłaby godnym symbolem naszych lasów i nowoczesnego szkockiego społeczeństwa, które pomimo iż zamieszkuje małe miasta i miasteczka, to miłośnikiem drzew wciąż pozostaje, a i przytulić od czasu do czasu również zechce. | db | Open Scotland.pl


07 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

INFORMACJE ►

WIELKA BRYTANIA

BRYTYJSCY PARLAMENTARZYŚCI OGLĄDAJĄ PORNO? UK ► Niedawno z ław

parlamentarnych w Wielkiej Brytanii wypłynął pomysł, aby operatorzy Internetu blokowali dostęp do pornografii. Odblokować pornografię mogliby sami zainteresowani pornografią – rzecz oczywista - pełnoletni. Jak to w parlamencie bywa, doszło do dyskusji – i tu znowu rzecz oczywista – między parlamentarzystami. Tymczasem, na żądanie portalu informacyjnego Huffington Post, Pałac Westminsterski, na podstawie ustawy o swobodzie dostępu do informacji, musiał udostępnić dane na temat prób połączeń ze stronami pornograficznymi

przez parlamentarzystów. Okazało się, że od maja 2012 roku do lipca 2013 roku, z komputerów w brytyjskim parlamencie dokonano ponad 300 tys. prób połączeń ze stronami o treści pornograficznej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak natura ludzka im bardziej zgłębiona, tym bardziej może przełożyć się na ogólny stan wiedzy parlamentarzystów, ale zdaje się, że tym razem zostały przekroczone pewne normy. Bowiem zamiast pracować nad stanem gospodarki, parlamentarzyści postanowili zgłębić sprawy dość oczywiste i, jak się okazuje przyjemne i, jeśli wierzyć opublikowanym danym aż 800 razy dziennie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dlaczego? Otóż w lipcu premier Wielkiej Brytanii David Cameron oznaj-

mił, że dostawcy internetu zablokują możliwość połączenia z witrynami pornograficznymi argumentując, że dostępna w sieci pornografia „psuje dzieciństwo” i „wypacza” rozumienie seksu przez dzieci. Tym bardziej nie może dziwić fakt, że najwięcej wejść odbyło się do lipca tego roku. Najwyraźniej parlamentarzyści wystraszywszy się swoich własnych propozycji postanowili skorzystać jeszcze z okazji i nadziwić się tej demoralizującej pornografii, która zepsuć może nie tylko dzieci, ale ich samych. Fakty są takie, iż z końcem lipca oglądalność pornografii spadła i nawet wyskakujące parlamentarzystom rzekome pornograficzne reklamy nie zakłóciły rzetelnej pracy. Well done. | db | Open Scotland.pl


INFORMACJE ►

08 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

SZKOCJA

UWAŻAJ NA SPRZEDAŻ INTERNETOWĄ W SZKOCJI SZKOCJA ► Sprzedaż

internetowa rośnie z każdym rokiem, ale wciąż jest obarczona sporym ryzykiem. Kontrola sprzedawców internetowych w Szkocji wykazała, że bezpiecznie nie jest.

WIELKA BRYTANIA

Badanie zostało przeprowadzone przez 22 lokalnych funkcjonariuszy w ramach projektu organizowanego przez Society of Chief Officers of Trading Standards in Scotland (SCOTSS). Kontrole sprzedawców internetowych wykazały szereg niezgodności z prawem mającym na celu chronić klientów. Okazało się, że z przebadanych 220 sklepów internetowych, aż dwie trzecie mijało się z prawem. Ponad 50% przebadanych witryn nie potrafiło zapewnić zwrotu pieniędzy po reklamacji towaru. Ponadto, jedna na cztery strony, nielegalnie potrącała za opłaty pocztowe, a jedna na pięć stron doliczała kolejne niespodziewane opłaty podczas procesu zakupu. Colin Baxter, przewodniczący Trading Standards in Scotland (SCOTSS) powiedział: - Tak rygorystyczne wymogi są stosowane po to, aby zapewnić sprawne funkcjonowanie rynku internetowego, aby chronić kupujących online a także, aby zapewnić sprawiedliwe i równe warunki dla renomowanych sprzedawców. | db | Open Scotland.pl

NIEKOŃCZĄCA SIĘ FALA SKARG W WIELKIEJ BRYTANI W SPRAWIE PPI UK ► Klienci się skarżą,

a banki wciąż przeciągają wypłatę odszkodowań w czasie. O co chodzi? Chodzi o sprzedaż nieuprawnionych ubezpieczeń oferowanych podczas udzielania kredytów.

Według rzecznika praw konsumenta od stycznia do czerwca bieżącego roku napłynęło 327.000 nowych skarg, co stanowi 15 % więcej, niż w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Ciekawostką jest fakt, iż 86% ze skarg dotyczyło ubezpieczeń PPI. Ponad jedna trzecia wniosków dotyczyła Lloyds Banking Group, na którą wpłynęło ponad 129 tysięcy skarg. Na Halifax uskarżyło się 61.000 osób, Bank of Scotland 58.000, a na Barclays 44 tysiące osób. Natalie Ceeney, rzecznik do spraw konsumenta widząc przypadki, w których firmy opóźniają i odwlekają w czasie obsługę klienta, wydłużając czas oczekiwania, uznała ten fakt za rozczarowujący, tym bardziej, iż w znaczącej większości przypadków klient po prostu ma rację i jest na pozycji wygranej.

Rzecznik Lloyds Banking Group, powiedział: - W pierwszej połowie roku podjęliśmy decyzję, aby dobrowolnie podjąć się szeregu spraw, i płacić klientom w taki sposób, aby nie doświadczali niepotrzebnych opóźnień. Myślę, że szybkość realizacji naszych zobowiązań, zmniejszy ilość skarg związanych z PPI w sposób znaczący. Przypomnijmy: Ubezpieczenie (PPI) miało być przeznaczone na ochronę płatności i pokrycie spłaty kredytu dla ubezpieczających, którzy z różnych powodów utracili płynność finansową, np.: przewlekła choroba, wypadek lub utrata pracy. Ale jak się okazało ubezpieczenie, które było sprzedawane na masową skalę, było nieuprawnione. W związku z tym, teraz, każdy kto płacił ubezpieczenie PPI, ma prawo uzyskać zwrot tych pieniędzy. Okazuje się, że średnia odszkodowania wynosi 3000 funtów, jeżeli roszczenie jest skuteczne. Warto wspomnieć, iż koszt odszkodowań w całej wielkiej Brytanii to suma ponad 15 mld funtów. | db | Open Scotland.pl


INFORMACJE ►

09 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

POLSKA

Prezydent RP - jeden z najdroższych w Unii POLSKA ► Porównując wydatki

z budżetu państwa na urząd prezydenta z wielkością gospodarki wychodzi na to, że jesteśmymy wyjątkowo rozrzutni W odniesieniu do wielkości gospodarki kraju najwięcej na utrzymanie prezydenta wydają obywatele Malty, Włoch i Łotwy. Bronisław Komorowski jest w tym zestawieniu czwartym najdroższym prezydentem republik Unii Europejskiej. Jeśli senat zatwierdzi nowelizację budżetu, w tym roku na utrzymanie Bronisława Komorowskiego wydamy 175 milionów złotych. To o 1,4 proc. mniej, niż w zeszłym roku (177,9 mln zł), ale wciąż więcej niż w latach przed 2012 r. Wydatki na urząd prezydenta w tym roku będą drugimi największymi po 1994 roku. Dla przykładu, roczny budżet Kancelarii Prezydenta RP podczas kadencji Lecha Kaczyńskiego nie przekraczał 159,6 milionów złotych. Najwięcej na urząd Aleksandra Kwaśniewskiego wydaliśmy w 2004 roku - 162,4 mln złotych. Jeśli jednak uwzględnimy inflację, najbardziej rozrzutny prezydentem był właśnie Kwaśniewski (o 16,5 proc. droższy w 2003 roku niż Bronisław Komorowski w 2012 r.) - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Na tle państw Unii Europejskiej wyglada to jeszcze gorzej - w ubiegłym roku tylko dwa kraje członkowskie UE, które nie są monarchiami wydały więcej niż Polacy na utrzymanie kancelarii swojego prezydenta. Były to Włochy (932,1 miliona złotych) i Francja (415,4 mln zł). Mniej niż Polacy wydają na prezydenta m.in. Niemcy (127,1 mln zł), Finlandia (77,7 mln zł), Portugalia (61,9 mln zł), Czechy (54,5 mln zł), Austria (32,2 mln zł) i Rumunia (20,7 mln zł). | ko | The Polish Review

SZKOCJA

WEDŁUG STATYSTYK W SZKOCJI SPADA LICZBA FUNKCJONARIUSZY POLICJI SZKOCJA ► Według statystyk,

od początku połączenia regionalnych jednostek policji w Szkocji, liczba funkcjonariuszy spadła. Oficjalne dane pokazują, że od 1 kwietnia 2013 roku, gdy połączono osiem regionalnych sił policji liczba funkcjonariuszy spadła o 172 osoby. Ponadto, nastąpił spadek (0,3%) w porównaniu do roku 2012, w którym pracowało 17.324 policjantów. Jednak szkocki rząd podtrzymuje, że wywiązuje się ze zobowiązania wprowadzenia na ulice, co najmniej 1000 funkcjonariuszy więcej, niż wówczas gdy obejmował sprawowanie władzy w 2007 roku. Minister sprawiedliwości Kenny MacAskill, powiedział że liczba policjantów zawsze jest płynna, ale w chwili obecnej jest większa o 6,7% niż była w marcu 2007 roku, i dodał: - Rząd podtrzymał obietnicę zwiększenia liczby funkcjonariuszy, czego nie

można powiedzieć o Anglii i Walii, gdzie liczba policjantów spadła do poziomu najniższego od 11 lat. Jednak Graeme Pearson z Szkockiej Partii Pracy powiedział, że pomimo retoryki ministra sprawiedliwości i, jako były oficer policji wie, że wielu funkcjonariuszy nie patroluje ulic, a zamiast tego siedzą po prostu za biurkiem. Niektóre krytyczne komentarze polityków idą jeszcze dalej i stanowczo protestują przeciwko redukcji liczby funkcjonariuszy, zarzucając jednocześnie partii rządzącej cynizm. Według szefa szkockich konserwatystów Johna Lamont, opublikowane dane są wysoce rozczarowujące i najniższe od 2011 roku. Lamont dodaje również: - Szkocki rząd powinien wyjaśnić zaistniałą sytuację i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego liczby spadają, a także, co zamierza zrobić, aby sytuacja nie wpłynęła negatywnie na liczbę przestępstw i stan bezpieczeństwa publicznego. | db | Open Scotland.pl


INFORMACJE ►

10 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

SZKOCJA

SZKOCKIE SZKOLNE TOALETY WYMAGAJĄ WIĘKSZEJ HIGIENY SZKOCJA ► Jakość wielu toalet

w miejscach publicznych w Szkocji pozostawia wiele do życzenia. Technologia pamięta zamierzchłe czasy, a ich czystość często wprawia w zakłopotanie. Nie inaczej dzieje się w toaletach szkolnych, ale w najbliższym czasie mają nastąpić daleko idące zmiany, bowiem rusza kampania na rzecz Dzieci i Młodzieży w sprawie nowych wytycznych regulujących przepisy w szkolnych toaletach. Komisarz kampanii, Tam Baillie powiedział m.in., że jakość szkolnych toalet powinna gwarantować taki sam komfort, jaki otrzymują dorosłe osoby w miejscu pracy, po to, aby zapewnić dzieciom i młodzieży w tej sprawie godność. Dodał również: - W niektórych przypadkach, z którymi miałem do czynienia, poziom szkolnych toalet był dobry, jednakże były i takie, gdzie poziom był bardzo słaby, a dzieci narzekały na zły stan wyposażenia. Niestety w obecnym ustawodawstwie, które ma już 50 lat, nie ma wytycznych, aby inspektorzy mogli kontrolować jakość toalet. Dlatego, jeśli chcemy (według wizji rządu), aby Szkocja była najlepszym miejscem do dorastania, należy dopilnować tak podstawowe wymagania jak zapewnienie higieny. Inicjatywa została poparta m.in. przez głównego szefa Medical Officer for Scotland, Sir Harr’ego Burns’a, który powiedział, że chciałby, aby nowe regulacje weszły w życie i zapewniły nowe normy higieny w szkołach, w tym dostępu do ciepłej wody, mydła i odpowiednich urządzeń do mycia rąk. | db | Open Scotland.pl

SZKOCJA

URZĄD STATYSTYCZNY. GLASGOW WYPRZEDZIŁO LIVERPOOL W BIEDZIE GLASGOW ► Według informacji

z Urzędu Statystycznego, najgorszym miastem pod względem gospodarstw domowych, w których panuje bezrobocie, jest Glasgow. Informacje z Urzędu National Statistics wykazały, że w 30,2% gospodarstw domowych w Glasgow, nie ma nikogo zatrudnionego w przedziale wiekowym pomiędzy 16-64 lata. Tym samym Glasgow objęło niechlubne pierwsze miejsce, które do tej pory zajmował Liverpool (28,7%). Kolejne miejsca zajmują: Kingston Upon Hull (27,6%), Birmingham (27,4%) i Wolverhampton (27,3%). Jeśli chodzi o Szkocję to, oprócz Glasgow, miejscami o największej liczbie bezrobotnych domostw były obszary Clackmannanshire 28,9%, North Ayrshire na 28%, i Inverclyde i East Ayrshire, które odnotowały po 25,5 %. Z kolei miejscami o najmniejszej liczbie bez-

robotnych domostw okazały się obszary Orkney 7,4 %, a następnie Szetlandach na 8,2 %, Moray na 12,5 %, oraz Aberdeen i Aberdeenshire, które odnotowały po 12,6 %. Szkocki minister finansów John Swinney, komentując opublikowane dane powiedział: - Rząd stara się, aby bezrobocie malało w całym kraju. W tym roku, tylko w Glasgow, rząd zainwestował 3 miliony funtów w pomoc przy znalezieniu pracy przez młodzież. Ponadto, także w Glasgow w 2014 roku, odbędzie się duża impreza Commonwealth Games, która z pewnością przyniesie kolejne zatrudnienie. Informacje z Urzędu National Statistics wykazały również, że krajowe wartości średnie pomimo wciąż wysokiego poziomu, odnotowują spadki nie notowane od 1996 roku. Badania wykazały, że Anglia ma wskaźnik najmniejszy i wynosi 17,5%. Na drugim miejscu jest Szkocja 20,6%, a następnie Irlandia Północna 21,2% i Walia 21,5%. | db | Open Scotland.pl | Fot | za glasgowarchitecture.co.uk


INFORMACJE ►

11 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► INFORMACJE

POLSKA

BISKUPI: „NIE” DLA EDUKACJI SEKSUALNEJ POLSKA ► W związku z nowym rokiem szkolnym, oraz planowanym przez resort oświaty wprowadzeniem do szkół edukacji seksualnej, hierarchowie z Konferencji Episkopatu Polski wystosowali list pasterski, w którym zwracają uwagę rodzicom, że edukacja seksualna jest sprzeczna z chrześcijańską wizją człowieka.

POLSKA

W liście biskupi sugerują, że szkoła nie powinna budować swojego programu wychowawczego bez porozumienia z rodzicami, nie powinna też pozwalać na nauczanie przedmiotów, które są nie tylko sprzeczne z ich poglądami, ale mają charakter „wręcz demoralizujący”. „Prawo oświatowe mówi wyraźnie o konieczności respektowania przez szkołę publiczną chrześcijańskiego systemu wartości (por. Ustawa o systemie oświaty – preambuła). Powierzając swoje dziecko szkole, rodzice nie powinni zgodzić się na edukację, która byłaby sprzeczna z ich przekonaniami i wyznawanymi wartościami”. – czytamy w liście. Są też odniesienia do pedagogów, którzy według biskupów nie mogą być neutralni, lecz muszą być „świadkami wartości, które wyznają”. Biskupi piszą też, że „nauczyciel i wychowawca nie może być neutralny. Nie powinien więc zagubić właściwej hierarchii wartości zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Musi być świadkiem wartości, które wyznaje”. | got | The Polish Review

Czy Lepper szantażował słynnego miliardera? POLSKA ► Pół roku przed swojĄ

samobójczĄ śmiercią Andrzej Lepper miał szantażować miliardera Ryszarda Krauzego, grożąc, że ujawni niekorzystne dla niego informacje, jeśli nie otrzyma pieniędzy – twierdzi Sylwester Latkowski redaktor naczelny „Wprost” Tygodnik cytuje biznesmena, który jest przyjacielem Krauzego: – Na początku 2011 roku, jakieś pół roku przed śmiercią zgłosił się do mnie Andrzej Lepper. Wiedział, że znam się z Ryszardem. Lepper wyciągnął mnie na spacer i mówi „Jak będą przesłuchiwać mnie i Łyżwińskiego to my nic nie powiemy, niech pan to powie Ryszardowi”. Byłem zdziwiony. Pytam Leppera „Panie Andrzeju, ale co mam mu powiedzieć?”. Lepper dawał do zrozumienia, że jak Krauze pomoże, da parę złotych, to oni będą dalej milczeć. Nie chciał jasno powiedzieć, o co chodzi. Opowie-

działem o tym Krauzemu, ten odparł: „Lepper zwariował, znów chce pieniędzy”. „Powyższa sytuacja świadczy o tym że Lepper próbował szantażować Krauzego ujawnieniem informacji.” - pisze Latkowski - Czy chodzi o wiadomości na temat afery przeciekowej? Sześć lat temu Lepper został ostrzeżony, że Centralne Biuro Antykorupcyjne szykuje przeciw niemu akcję. Przeciek miał do polityka miał pójść właśnie za pośrednictwem Krauzego. Procesowo nie udało się tego dowieść. Dlaczego Krauze miałby w ogóle ostrzegać polityka przed operacją służb specjalnych? Śledczy, który tropił aferę przeciekową: – Krauze dobrze znał się z Lepperem, który wówczas pełnił funkcję wicepremiera. Byli po imieniu, ich relacje określiłbym wręcz jako familiarne. Krauze po prostu chciał, żeby przychylny mu polityk pozostał na ważnym stanowisku w rządzie. - zastanawia się naczelny „Wprost”. | ter | The Polish Review za Wprost


www.openebusiness.biz

OGŁOSZENIA DROBNE ORAZ KATALOG FIRM ZA DARMO NA STRONIE www.openebusiness.biz

*

Nie piszemy małymi literkami! NASZA OFERTA DOSTĘPNA JEST PRZEZ CAŁY ROK! www.openebusiness.biz  www.openscotland.pl


07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SPOŁECZEŃSTWO

O elektryczności i edukacji Bardzo spodobał mi się tekst Marcina Urbana pt. „Porażeni przepisami” i postanowiłam przyjść Panu Marcinowi w sukurs wspierając go nieco innym rodzajem wiedzy, mianowicie psychologią i socjologią, a może nawet i filozofią, które to gatunki wiedzy bywają bardzo pomocne w rozgryzaniu niektórych zjawisk w świecie ludzkim i stanowią tak zwany podskórny nurt, puls, który tętni sobie gdzieś tam, głęboko pod powierzchnią i wyłazi na jaw, kiedy na zaradzenie jego skutkom jest już za późno i trzeba zacząć się z tymi skutkami użerać. W tym miejscu proszę delikatnie przymrużyć oko, bo czas na płacz już minął, teraz pozostaje nam wyłącznie śmiech. TEKST | JOANNA GOLDBERG


SPOŁECZEŃSTWO ►

Tekst pana Marcina został napisany bardzo rzeczowo i z sensem, ale autor poszukiwał rozwiązania problemu od strony prawnej i urzędniczej, a po to, żeby zrozumieć, jak i dlaczego się ten problem pojawił, nie trzeba śledzić ścieżek urzędowych papierów i domyślać się intryg politycznych, tylko zwyczajnie popatrzeć, jaki jest poziom edukacji na Wyspach. Wielka Brytania z pewnością ma sławne i wspaniałe uniwersytety, tylko, że to są dopiero uniwersytety, do nich daleka droga, a szkolnictwo pośrednie leży na obu łopatkach i nie wiem, od jak dawna, bo to nie moja działka, ale sądząc po skutkach, to chyba od bardzo dawna. My w Polsce dopiero od jakichś 20 lat zaczęliśmy zabijać naszą edukację, więc jeszcze cała nie zdążyła zdechnąć i mamy nad Brytyjczykami przewagę. Jeśli opisywany w tekście polski elektryk miał długoletni staż, to z pewnością zdołał się jeszcze nauczyć swojego zawodu w dobrych polskich szkołach, gdzie nauczyciele byli jeszcze nauczycielami, a nie stadem niewolników pokornie na kolanach przepraszających uczniów za stres, jaki powoduje nauka. Zatem opisywany elektryk jest dla brytyjskich „fachowców” od elektryczności stworem obcym i niezrozumiałym, tak samo, jak elektryczność sama w sobie. Ósmy, obcy pasażer Nostromo (taki horror straszył wiele lat temu w kinach). Ich naprawdę przeraża fakt, że kobieta potrafi zmienić zepsutą wtyczkę na sznurze np. od lampy, (bo przecież podłączenie tych kabelków jest strasznie skomplikowane i niebezpieczne, w czym niebezpieczne nie zgaduję), lub wymienić bezpiecznik we wtyczce i nie pomylić amperów z voltami. Z własnego doświadczenia wiem, że w przekonaniu tych panów wyłączenie głównego bezpiecznika instalacji domowej w niczym nie pomaga i prądu nadal trzeba się strasznie bać i okropnie uważać przy wszelkich manipulacjach przy elektrycznej sieci, izolacja na śrubokrętach, ani własna gumowa podeszwa w butach nie ma żadnego znaczenia, gniazdko w łazience w połączeniu z wodą działa inaczej, niż gniazdko w kuchni, w łazience brak odległości co najmniej 2,5 metra od kranów szkodzi strasznie, w kuchni już nie, co mnie dziwi wciąż niezmiennie i usiłu-

ję rozgryźć tę nową fizykę własnym umysłem w przekonaniu, że zasady starej wiedzy przestały już obowiązywać. Razem ze mną głowi się nad tym trzech polskich fizyków po wyższych studiach i z doktoratami, jeden astrofizyk i dwóch fizyków jądrowych, przy czym wszyscy naukowcy zbaranieli od tego tak, że nawet zaczęli się zastanawiać, jak stworzyć obwód elektryczny, którego nie dałoby się wyłączyć i bardzo ich ten problem wciągnął. Ponoć ma to duże znaczenie przy tworzeniu alarmów, firmy ochroniarskie za coś takiego zapłaciłyby majątek i wszyscy trzej panowie zaczęli mieć nadzieję na wielki wynalazek i na wielkie pieniądze. A mnie, człowiekowi prostemu, przypomniało się dziwne zjawisko sanitarne w Związku Radzieckim i w tym samym momencie przestałam się dziwić problemom polskiego elektryka w UK. W ZSSR istniał mianowicie zakaz wrzucania papieru toaletowego do toalety, bo im się od tego kanalizacja zatka. Ruska kanalizacja przetrzymałaby tony papieru toaletowego, ale ktoś, kto ten zakaz wydał, całkiem przytomnie pomyślał, że jeśli społeczeństwo przestraszy się zakazu wrzucania tam zwykłego papieru toaletowego, to już z pewnością nie będzie tą drogą pozbywało się śmieci, co kanalizacji zdecydowanie mogłoby zaszkodzić. Jaki z tej nauki wypływa morał? Otóż, jeśli ma się do czynienia ze społeczeństwem niewykształconym, należy stworzyć zakazy. To dużo tańsze niż edukacja, zatem zamiast szkół, mamy tysiące bezmyślnych praw chroniących nas przed naszą własną głupotą. Elektrykowi w UK nie potrzeba wiele wiedzieć. Tylko tyle, żeby sam się nie zabił przy pracy, i żeby instalacja, którą obsługuje przetrzymała jego wysiłki i nie zabiła tych, którym służy. Skutki jego pracy są ciężkie do przewidzenia, więc należy wszystkim wpoić przekonanie, że elektryczność jest bardzo niebezpieczna, bo to chroni interesy firm zatrudniających elektryka i firm ubezpieczeniowych, które mógłby narazić na straty, gdyby np. jakaś idiotka zechciała sobie suszyć włosy suszarką elektryczną stojąc po kolana w wodzie we własnej wannie i nagle tę suszarkę upuściła sobie pod nogi. Służy temu ogólny brak gniazdek elektrycznych w łazience, chyba, że łazienka ma 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SPOŁECZEŃSTWO

14


SPOŁECZEŃSTWO ►

rozmiary nawy kościelnej i żaden sznur od elektrycznego urządzenia nie sięgnie tam, gdzie w pobliżu jest woda. Aż mnie zadziwia, że jeszcze nie wpadli na pomysł, że jeżeli ktoś jest do tego stopnia głupi, to zabije się z pewnością i we własnej kuchni. Fakt, że nie stoi się tam po kolana w wodzie w niczym nie zmienia możliwości, że gospodyni domowa operuje urządzeniami elektrycznymi, często miewa mokre ręce i dostęp do kranu nad zlewozmywakiem. Hmm, może powinno się i tego zakazać…? Jeżeli elektryk z takim wykształceniem spotka się z polskim elektrykiem, z uprawnieniami inspektora nastąpi ogólny płacz i zgrzytanie zębów. I właśnie o taki mur walnął głową pan Robert Raichel. Serdecznie mu współczuję, ale na pocieszenie powiem mu, że budowlańców w wielu krajach świata też nie można przekonać, że kąt prosty powinien mieć 90o bynajmniej nie Celsjusza, a lokalizacja projektu w terenie ma jakiekolwiek znaczenie dla projektu. I tym „optymistycznym” akcentem pozdrawiam Państwa najcieplej. Miłego dnia!

15

się przed oczami obce miejsce i obcy ludzie. Nic mi się nie stało, rana była powierzchowna, ale natychmiast dowiedziałam się, jak wygląda pierwsza pomoc w wykonaniu brytyjskim. Przyleciały pielęgniarki, bo pielęgniarki, to jest fachowa siła medyczna, carerowi nie wolno się znać na medycynie i prawie się nade mną popłakały nie mogąc na poczekaniu zdefiniować, czy moje krwawienie to krwotok żylny, czy tętniczy i czy już trzeba wzywać lekarza, czy jeszcze nie…? Dom wariatów i czysty obłęd! Ja mam dużo wytrzymałości nerwowej, przy czym świadomość, że nie jest to żaden krwotok, tylko zwykłe krwawienie, które jeśli nawet jeszcze przez godzinę potrwa, to nie jest w stanie wytoczyć ze mnie tyle krwi, żebym mogła zemdleć, bo krzepliwość krwi zawsze miałam dobrą, wydatnie wspomogła tę nerwową wytrzymałość. Wydarłam się z rąk zrozpaczonych kobiet i sama się opatrzyłam, bo, jak Boga kocham, one skłonne były mi założyć opatrunek Desaulta, który unieruchamia człowiekowi cały staw ramieniowy razem z ręką. Zapewne w celu, żebym potrzymała zranioną dłoń ku górze, bo to tamuje krwawienie. Nie znoszę wyglądać, jak mumia egipska, jeszcze nie umarłam i owijanie mnie bandażami z powodu marnego zranienia może wywołać we mnie energiczny sprzeciw. Ten typ tak ma. Po tym akcie desperacji z mojej strony, pielęgniarki uznały, że działałam w szoku, moje reakcje są usprawiedliwione i powinnam odpocząć. Po czym, na litość boską?!!! Po tym skaleczeniu?! Na polu walki nie ma czasu rozczulać się nad sobą, a hospicjum zawsze jest polem walki. O ludzką godność, o lepsze umieranie. Opatrywanie mojego skaleczenia w sposób kretyński skutkuje tym, że tam czekają na mnie pacjenci, którym już dziś nie zdołam pomóc. Kiedy w kilka dni potem obejrzałam sobie pacjentkę, która wprawdzie miała 80 lat, ale miała również ciężko chore nerki, co było widać po wszystkich objawach, bo czarne paznokcie u pacjenta trudno przeoczyć razem z brakiem oddawania moczu i zobaczyłam reakcję wykwalifikowanego personelu medycznego, czyli pielęgniarek, to już dałam sobie spokój z myśleniem. Chyba na zawsze…?

P.S. Miałam skończyć na tym swoje wywody, ale coś mnie kusi, żeby posłużyć się również przykładem z innej branży. Pracowałam przez jakiś czas jako tak zwany carer, czyli po naszemu opiekun medyczny, sanitariusz. W Polsce zostałam wykształcona nie tylko w szkole i w harcerstwie, ale również przez wojsko. Wręczono mi do łapy kartę powołania i może się zdarzyć, że w przypadku wybuchu III Wojny Światowej zostanę zmobilizowana do służb sanitarnych, aczkolwiek wolę nie, bo fizycznie już się do tych wojskowych wysiłków nie nadaję. Nie mniej jednak jakie takie pojęcie o medycynie mam i moje pojęcie zdecydowanie kłóci się z tym, co obowiązuje tutaj w medycynie. Pisać na ten temat mogłabym dużo, bo jest to temat rzeka, ale obezwładniły mnie dwa momenty. Pierwszy głupi, drugi tragiczny. Pierwszy polegał na tym, że przerażony starszy człowiek, z demencją starczą, pacjent naszego hospicjum dziabnął mnie nożem w rękę. Miał prawo być przerażony, jeśli nagle zamiast własnego domu pojawiło mu 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SPOŁECZEŃSTWO


NAUKA ►

Uczeni chcą przyjąć deklarację praw ssaków morskich

Natalia Ślesińska ► Długie już lata ludzie głowią się nad tym, jak udowodnić istnienie obcych cywilizacji, ba! - jakby tu nawiązać z nimi kontakt. Istnienie innych rozumnych form życia – hen, gdzieś tam, w kosmosie – rozpala naszą wyobraźnię, owocuje sensacyjnymi relacjami Uprowadzonych, poczytnymi książkami popularnonaukowymi oraz niskobudżetowymi produkcjami z cyklu: “Inwazja najeźdźców z Kryptona”. Tymczasem okazuje się, że tuż pod naszym nosem istnieją takie właśnie wysoce inteligentne istoty jakby z innego, bo podwodnego świata: delfiny.

żyjących u wschodnich wybrzeży Szkocji. Wyniki badań, zamieszczone w “Proceedings of the National Academy of Sciences” i tygodniku Amerykańskiej Akademii Nauk (PNAS), potwierdzają dobitnie wszystkie dotychczasowe ustalenia: delfiny nadają sobie imiona (niekiedy dziedziczone po członkach rodziny) i mają swój własny język ze skomplikowaną gramatyką, zawierający pojęcia abstrakcyjne. To przełom w świecie nauki. Szkoccy naukowcy Stephanie King i Vincent M. Janik nagrali odgłosy około dwustu butlonosów, sprawdzając co się stanie, kiedy delfin usłyszy gwizd w wykonaniu innego pobratymca, nawet słabo znanego; okazało się, że zwierzęta wołają się nawzajem, korzystając z różnych dźwięków – każdy przypisany innemu osobnikowi. Stworzenia odpowiadały na swoje imiona na dwa sposoby: powtarzały dźwięk, jak gdyby komunikując: “Tak, tu jestem!”, czasem jednak dodawały do niego ciąg długich, bardzo zróżnicowanych gwizdów. Zdaniem naukowców takie odpowiedzi mogą stanowić dowód na używanie przez delfiny składni i uwzględniać status społeczny pytającego.

Do wielkiej medialnej burzy, jaka rozpętała się w związku z tymi niezwykłymi morskimi ssakami, w znaczącym stopniu przyczynili się naukowcy ze Szkocji (University of St. Andrews), którzy bacznie obserwowali zachowania delfinów 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► NAUKA

16

Jakby tego było mało, potwierdzono też, iż delfiny bezbłędnie rozpoznają głosy kumpli, nie widzianych od dekad. Oznacza to ni mniej, ni więcej to, że przechowują wspomnienia najdłużej spośród wszystkich zwierząt – nie licząc oczywiście ludzi. Dwulatka Allie i czteroletnia Bailey zamieszkiwały wspólny basen, po czym zostały rozdzielone. Ponad 20 lat później Bailey ciągle rozpoznawała nawoływanie Allie. Wydaje się, że to dopiero początek. “Moim zdaniem nie doceniamy tego, jak skomplikowany jest ich język, możliwości poznawcze oraz głębia znaczeń akcji, które podejmują” - skomentowała dr Shane Gero z Dalhouisie University, prowadząca podobne badania na kaszalotach. Delfiny stać na dużo więcej, niżby mogło się wydawać – niejednokrotnie okazują się sprytniejsze od swych ludzkich opiekunów. Przesada? Butlonosa Kelly dorastała w Instytucie Studiów nad Ssakami Morskimi w Mississippi. Wszystkie delfiny uczono, by dbały o swój dom. Podnosiły więc śmieci, które wpadały do ich basenów i czekały na pojawienie się tresera, który nagradzał


silnie pofałdowanego mózgu delfina butlonosego (pofałdowanie takie przekłada się na więcej połączeń pomiędzy neuronami) wynosi około 1600 gramów (u dorosłego człowieka to około 1,5 kg). Większość badaczy zgodnie twierdzi, że to najinteligentniejsze – obok człowieka – stworzenia na ziemi. Tak zwany współczynnik encefalizacji, który określa faktyczne zdolności percepcyjne danej istoty, człowiekowi przypisuje wynik około 7,5 punktu; dla porównania: orka - 2,75; szympans - 2,49; pies - 1,17; kot - 1; mysz - 0,5. Delfin w podobnych badaniach osiąga rezultat około 4,5 punktu. Coraz głośniejsze stają się głosy biologów, naukowców, behawiorystów, a także filozofów z całego świata, którzy twierdzą, że delfiny i wieloryby powinny być chronione takimi samymi prawami jak ludzie i że powinniśmy stosować wobec nich analogiczne normy etyczne. „Doczekaliśmy się Deklaracji Praw Waleni, mamy dowody naukowe na samoświadomość i wysoko rozwinięte zdolności kognitywne delfinów, mówimy o protokulturze tych zwierząt, mamy udokumentowane liczne altruistyczne zachowania, przykłady ich współpracy, także międzygatunkowej, uczenia się, przekazywania umiejętności z pokolenia na pokolenie, rozwiązywania abstrakcyjnych problemów” – pisze na swoim blogu na ekologia.pl zoopsycholog Artur Banasiak. “Walenie (...) są zwierzętami, które charakteryzują się silnymi więziami społecznymi i odczuwają empatię. Gdy zabijamy delfina czy wieloryba, to tak jakbyśmy zabijali człowieka” - mówi Tom White, filozof zHilton Centre for Business in Los Angeles.

17

Dlatego uczeni chcą przyjąć deklarację praw ssaków morskich podobną do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka przyjętej przez ONZ. “Podwodni rozumni” mieliby odtąd niezbywalne prawo do życia, wolności oraz dobrobytu. Według tej deklaracji “żaden waleń nie może być zabijany, więziony i wykorzystywany do działalności zarobkowej. Nie może być również niczyją własnością” – jak informuje brytyjski “The Independent”, a “Guardian” dodaje: “Powód to wyjątkowo wysoka inteligencja tych zwierząt”. Propozycja spisania praw ssaków morskich oczywiście wywołała na świecie mnóstwo kontrowersji. W maju tego roku Indie jako pierwsze nadały delfinom status „Non-Human Person” („osoba nie-ludzka”). Tamtejsze Ministerstwo Środowiska kategorycznie zadecydowało, że w świetle ustaleń naukowców jakakolwiek forma krzywdzenia delfinów – w tym pozbawianie ich wolności – jest niedopuszczalna z moralnego punktu widzenia i podpada pod paragraf. W praktyce oznacza to, że w całych Indiach nie będzie można zakładać delfinariów, polować na delfiny i trzymać je w niewoli w celach rozrywkowych, a one same są traktowane jako osoby. Szykuje się prawdziwa rewolucja w postrzeganiu świata zwierząt. I jakichkolwiek by tu nie wysuwać obiekcji, to fakt pozostaje faktem: im bardziej rozwija się stworzona przez człowieka nauka, tym więcej otrzymujemy dowodów, że kontaktu z innymi formami inteligencji powinniśmy poszukać najpierw tu, na naszej planecie, a nie w kosmosie.

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► NAUKA

je rybą. Któregoś dnia Kelly postanowiła, że warto zrobić coś więcej. Schowała papier pod kamieniem na dnie basenu i za każdym razem, gdy wypatrzyła tresera, płynęła do schowka, wydzierała z ukrytego papieru mały kawałek, po czym udawała się po nagrodę. Portafiła więc nie tylko łączyć proste fakty, ale również pomyśleć o przyszłości i planować w czasie. Kelly otrzymywała oczywiście więcej ryb niż jej kompani w Instytucie – i w jakimś sensie odwróciła panującą do tej pory w świecie przyrody regułę – “tresując” człowieka. Ale to nie koniec. Pewnego razu, gdy do jej basenu przybłąkała się mewa, złapała ją, poczekała na obsługę i oddała personelowi oceanarium upolowanego ptaka. Ponieważ był on duży i nie wiadomo było, czy mewa wpadła do basenu już martwa, Kelly dostała więcej ryb, niż zazwyczaj, i dało jej to poważnie do myślenia. Podczas następnego karmienia butlonoska zachowała jedną z podanych ryb i ukryła w znanym nam schowku. Kiedy ludzie odeszli, wyciągnęła swą przynętę na powierzchnię basenu, zwabiła nią głodne mewy, po czym je upolowała; a gdy opanowała tę strategię do perfekcji, nauczyła jej swoje młode (tak jest, delfiny potrafią się uczyć), te zaś z kolei przekazały umiejętność innym kompanom... zanim trenerzy w końcu zorientowali się, co jest grane, na mewy polowała już połowa populacji delfinów w Instytucie Studiów nad Ssakami Morskimi w Mississippi. U delfina proporcje mózgu w stosunku do masy ciała są nieco gorsze niż u homo sapiens, ale w świecie zwierząt nie mają sobie równych. Średnia waga

NAUKA ►


07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► ROZMOWA

ROZMOWA ►

POLKA SUKCESU - Aga Chrysostomou spełnia marzenia na Cyprze Jestem teraz szczęśliwą matką i żoną, wciąż tańczę, prowadzę zajęcia zumby i cieszę się życiem

Aga Chrysostomou jest wszechstronnie uzdolnioną mamą z wielkim sercem. Od 9 lat mieszka na Cyprze, gdzie osiąga spore sukcesy, czuje się kobietą spełnioną, choć głowa wciąż pełna marzeń. Z wykształcenia pedagog, obecnie oddana pasji tancerka i instruktorka Zumby. Rozmawia | GOSIA SZWED I MONIKA PRZYBYŁ

18


19 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► ROZMOWA

Witaj Aga, od jak dawna mieszkasz na Cyprze? - Hej! Mieszkam na Cyprze od 9 lat. Dlaczego opuściłaś Polskę? - Było wiele powodów, ale głównym było chyba niezadowolenie. Takie ogólne, szeroko pojęte. Pracowałam, ale pensji starczało od 1-go do 1-go, dorabiałam gdzie się dało, ale wciąż ciężko było oszczędzić cokolwiek. Pomyślałam, że jeśli wyjadę – gorzej nie będzie, ale będę miała za to piękną pogodę przez 300 dni w roku;) Czym zajmowałaś w ojczyźnie? - W Polsce pracowałam w Szkole Podstawowej jako pedagog szkolny. Będąc magistrem resocjalizacji miałam dość szeroki wachlarz możliwości, ale dzieciaki były najbliższe mojemu sercu. Poza tym uczyłam tańca, dawałam pokazy, a latem zdarzało się, że dorabiałam jako barmanka. Jak się potoczyły Twoje losy na wyspie? - Właściwie musze powiedzieć, że miałam niesamowite szczęście. I to od samego początku! Dwa tygodnie po przylocie poszłam ze znajomymi na imprezę, gdzie poznałam grupę tancerzy szukającą nowych twarzy. W ten sposób zaczęłam regularne próby oraz pokazy. Na początku były to hotele, po roku zaczęła się nasza przygoda z cypryjską telewizją – PIK ENA, gdzie tańczyliśmy w sobotnich programach rozrywkowych, potem robiliśmy oprawę taneczną do cypryjskich eliminacji do konkursu Eurovision. W międzyczasie - też przypadkiem – zaczęłam pracę w firmie turystycznej, zajmującej się organizacją wycieczek dla pasażerów statków rejsowych. Było to naprawdę fantastyczne doświadczenie. Po około dwóch latach od przylotu zaczęłam zastanawiać się nad powrotem – Cypr wprawdzie wciąż oferował mi niezłe zarobki i piękną pogodę, ale zaczynałam tęsknić za Polską, mimo że co roku latałam do kraju na wakacje. Być może też samotność zaczynała mi doskwierać, bo poza pracą nie miałam czasu na żadne życie towarzyskie. Po latach ciężko mi powiedzieć co dokładnie stało się w tym okresie. Koniec końców – decyzja o wyjeździe została odroczona, bo….poznałam mojego męża:)

ROZMOWA ►

Zupełnym przypadkiem okazało się, że mój mąż był przyjacielem managera grupy tanecznej, do której należałam. Spotkaliśmy się raz i …staliśmy się nierozłączni. Po roku postanowiliśmy się pobrać, a po dwóch latach urodziła nam się prześliczna córeczka. Jestem teraz szczęśliwą matką i żoną, wciąż tańczę,prowadzę zajęcia zumby i cieszę się życiem:) Mam fantastycznych teściów, wyrozumiałych, otwartych i tolerancyjnych. A przede wszystkim kochających. Czy Nikozja wciąż jest podzielona na część grecką i turecką, czy konsekwencje konfliktu są wciąż odczuwalne dla przeciętnego obywatela? - Od 1974 roku, po inwazji wojsk tureckich, wyspa została podzielona na część północną i po-

łudniową. Mieszkańcy Cypru północnego - to w większości Turcy - przybyli na wyspę z kontynentu (Turcy Cypryjscy), Cypr południowy zamieszkują tzw. Grecy Cypryjscy. Rodzina mojego męża to uchodźcy, mieszkający przed inwazją na obecnym terenie Cypru Północnego. Stracili podczas inwazji swoich bliskich, więc historia podzielenia wyspy jest mi bliska. Dla nich jest to trudna sytuacja – musieli opuścić swój dom, który własnoręcznie wybudowali, zostawili wszystkie dobra, ogromne sady oliwne. To wszystko właściwie przepadło…. Dla nich i innych ludzi z tego pokolenia historia jest wciąż żywa. Dla przeciętnego obywatela sytuacja nie ma wpływu na jakość życia, mimo że każdy mężczyzna kilka razy w roku musi odbyć służbę wojskową - na wypadek


ROZMOWA ►

ponownego konfliktu (choć prawdę mówiąc poza tym, że siedzą dwa dni poza domem, są to szkolenia właściwie w ogóle). Duża część młodych Cypryjczyków jeździ „na druga stronę” po zakupy. Można tam kupić podróbki wszelkich możliwych znanych marek – od butów przez torebki, ubrania i biżuterię. Wyszłaś za Cypryjczyka, więcej Was łączy czy dzieli? - Wszystko nas łączy, nic nie dzieli, no może poza moją miłością do tatuaży i piercingu, co od początku nie do końca podobało się mojemu mężowi, ale i to wypracowaliśmy – ja nie robię kontrowersyjnych tatuaży i kolczyków w dziwnych miejscach, a on jest szczęśliwy, widząc mnie zadowoloną. Jak przyjęła Cię rodzina męża? - Przyjęli mnie ciepło, mimo że nie mówiłam na początku po grecku, mimo wyglądu odbiegającego od standardów i mimo narodowości. Od początku traktowali mnie jak kolejną córkę (mają dwie) i nigdy nie dali mi odczuć, że jestem kimś innym, nienależącym do rodziny. Było wielkie, greckie wesele? - Och, dokładnie jak w filmie! Tysiące ludzi przychodzących pogratulować, wszyscy członkowie rodziny, których jest ponad 100, tańce do białego rana! Do dzisiaj z łezką w oku oglądamy film z wesela. Jak mężowi podoba się Polska? - Męża Polska urzekła od samego początku: zieleń, różnorodność przyrody i krajobrazu, zabytki i ludzie, których postrzega jako przyjaznych i pomocnych. Stworzyliście rodzinę, macie wspaniałą córeczkę. Czym różni się cypryjski sposób wychowywania od polskiego? - Cypryjczycy są dużo bardziej liberalni – tu dominuje wychowanie bez kar, z nagrodami, pozwalamy dzieciom wyrażać siebie. Ponieważ oboje z mężem dużo czytamy, dowiadujemy się i interesujemy nowinkami dotyczącymi wychowania, więc staramy się nie popełniać błędów naszych rodziców ;-). Typowe cypryjskie wychowanie to:

20

-dużo jedzenia, dziecko zdrowe powinno dużo jeść (tego nie lubię!) - dziecko ma prawo do wszystkiego (tego też nie lubię!!) - cokolwiek dziecko robi - jest dzieckiem i ma do tego prawo (czasami zupełnie się z tym nie zgadzam) - my jesteśmy dla dziecka, a nie ono dla nas (z tym się zgadzam w 100%) Jak wygląda życie na Cyprze? Wstajecie, kawka, basenik, praca, sjesta? -Tak może wyglądać życie w czasie wakacji, o ile masz basenik. Zasadniczo, w ciągu roku szkolnego, wygląda to tak – 7.00 pobudka, próba wyciągnięcia Młodej z łóżka, 7.30 – Młoda ubrana, ja robię śniadanie, kanapki do szkoły, mąż się ubiera i zawozi córkę do przedszkola, ja zabieram się za roboty domowe typu pranie, sprzątanie i gotowanie. W międzyczasie mąż wraca do domu, pijemy frappe (cypryjska kawa na zimno) i on jedzie do pracy, ja zaczynam przygotowania do mojej. O godzinie 13.00 jadę odebrać córkę z przedszkola, jemy obiad, bawimy się, ćwiczymy polski, a o 18.00 przyjeżdża teściowa, a ja jadę do pracy. Zazwyczaj po powrocie córeczka śpi. I tak wygląda nasze życie od poniedziałku do piątku. W weekendy albo jeździmy do teściów na rodzinny obiad, albo na plażę, która jest około 30 minut samochodem od domu. Także nie możemy narzekać:) A Twoja córeczka mówi po polsku? - Była to walka, ale walka wygrana. Córka zaczęła w ogóle później mówić niż jej rówieśnicy i na początku odmawiała mówienia po polsku. Teraz ma prawie 5 lat i mówi płynnie po polsku, grecku i cypryjsku, ponieważ na Cyprze ewoluował rodzaj rodzimego dialektu, którego wciąż jeszcze nie ogarniam, hahahaha. Jak wygląda system edukacji na wyspie? Są także polskie szkoły? - Są polskie szkoły w Limassol, Nicosii i Larnace. Zapisują dzieci od 6 roku życia i prowadzą wg obecnego programu edukacji, ale przyznaje bez bicia, że poza tymi informacjami – nie wiele 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► ROZMOWA


21 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► ROZMOWA

więcej wiem:) zostawiłam to na później (tutejsza metoda – avrio, co znaczy „jutro”). A Twoim zajęciem jest...? - Obecnie jestem instruktorką zumby, od właściwie 4 lat nie robię nic innego. Czy opisałabyś siebie raczej jako tancerkę czy trenerkę Zumby? - Zdecydowanie jestem przede wszystkim tancerką, ale Zumbę pokochałam i stała się nieodłączną częścią mojego życia. Czy to prawda, że zumba ma mało wspólnego z profesjonalnym treningiem fitness ze względu na brak wiedzy np. na temat anatomii człowieka większości instruktorów? - Zgadza się, ale ponieważ zumba jest dużo mniej urazowa, wykorzystuje naturalne ruchy, elementy tańca i jest dostosowana do wieku oraz kondycji uczestników – nie ma potrzeby, żeby instruktorzy mieli wiedzę absolutną. Każde ćwiczenie jest ukierunkowane na odpowiednią część ciała, bez ekstremalnych wysiłków. Podczas Zumby klienci trenują każdą partie ciała, nawet o tym nie wiedząc, co więcej – o niskiej kontuzyjności zumby świadczy również to, że nawet po intensywnym treningu nie ma się problemu z zakwasami czy bólem! No chyba, że są to dla kogoś pierwsze w życiu zajęcia gimnastyczne. Dlaczego szaleje za nią cały świat? - Bo jest łatwa, przyjemna, w niczym nie przypomina żmudnych treningów aerobiku czy fitness, jest impreza, na którą możesz sobie zawsze pozwolić nawet codziennie, wyzwala endorfiny i spala kalorie. Czego chcieć więcej? I to wszystko w szalonych latynoskich rytmach! Ile kalorii można stracić podczas jednego treningu? - To zależy od tego jak intensywnie będziesz trenować, ale godzina zumby to około 800 spalonych kalorii!! Przejdźmy zatem do Twoich tanecznych kroków. Jak to się stało, że trafiłaś do cypryjskiego odpowiednika „Tańca z gwiazdami”„DanSing for You”?

ROZMOWA ►

- Szukano tancerzy do pierwszej edycji, znajomy tancerz zadzwonił do mnie i spytał, czy mam ochotę wziąć udział w takim programie. Nie odmówiłam:) Które miejsce zajęłaś? - W pierwszej edycji odpadliśmy po 6 tygodniach, w drugiej – po 4. Czyli ani razu nie udało mi się dojść do półfinału, ale myślę że powód między innymi to niska popularność gwiazdy z którą tańczyłam. Mimo to bawiłam się świetnie! Czy program zmienił Twoje życie, stałaś się popularna? - Stałam się rozpoznawalna, co zwiększyło ilość klientów na zajęciach. Ale nie odczuwam żadnych innych efektów „popularności”. Cypr jest tak małą wyspą, że tak czy inaczej ludzie rozpoznają mnie na ulicy, nie tylko ze względu na pro-

gram ale i zajęcia, które prowadzę. Jak wyglądają kulisy takiej produkcji, dużo trenowałaś przed każdym programem? - To był totalny chaos!! W pierwszej edycji treningi mieliśmy codziennie, sami wybieraliśmy taniec i muzykę. Miałam młodego, silnego partnera, więc robiliśmy ciekawe show, mimo że chłopak nigdy w życiu nie tańczył. W drugiej edycji dostałam 60- cio letniego aktora, który niespecjalnie dawał sobie radę na parkiecie, ale kamuflował to umiejętnościami aktorskimi. Ponieważ grał równocześnie w dwóch serialach i teatrze, trenowaliśmy trzy razy w tygodniu, co odbiło się na ocenie jurorów. W tym roku mam nadzieję, że pójdzie mi lepiej, o ile wezmę udział w programie, bo niestety odbiega on bardzo od „Tańca z Gwiazdami”. Prowadzony jest zupełnie


ROZMOWA ►

nieprofesjonalnie przez ludzi, którzy tak naprawdę nie maja pojęcia o tańcu. Zdecydowanie kanał telewizyjny, który robi show promuje własne „gwiazdy”, więc nie talent czy pracowitość grają rolę, ale to kto będzie prowadził nowe audycje telewizyjne w kolejnym sezonie. Twoja córeczka podziela pasję mamy? - Córeczka kocha taniec. Kocha też fotografię – po ojcu. Chodzi od dwóch lat na zajęcia baletowe, tańczymy dużo w domu, ćwiczymy też zumbę, a jak! A z tatą córka bawi się kamerą i robi zdjęcia, wprawia się w robieniu krótkich filmów, ale i tak jej największą pasją są „Monsters High”, i póki co nic z nimi nie wygrało. Poza tańcem, wychowywaniem dziecka i treningami podobno zajmujesz się także pomocą zwierzętom, a bezdomnych na ulicach Cypru z pewnością nie brakuje. Co dla nich robisz? - Ooo, widzę, że rozmawiałaś z Moniką! Obie mamy „kota” na punkcie kotów:) Ale zacznę może od psów – dwa lata jeździłam z córką do schroniska dla psów w Nicosii. Czasem przywoziłam im jedzenie, ale była to tylko kropla w morzu potrzeb, więc postawiłam na spacerowanie z nimi, dawanie im miłości i ….wyciąganie z nich kleszczy. To dość traumatyczne przeżycie, tym bardziej, że ja panicznie boję się insektów, więc musiałam przezwyciężyć lęk i obrzydzenie. Natomiast mimo moich interwencji z kleszczami nic nie robiono. Właściwie nie robiono nic z psami, poza tym ich nie sterylizowano, pokątnie rozmnażano, a próby rozmowy na ten temat z opiekunami schroniska kończyły się jakimiś opowieściami: „ona już była ciężarna jak ją znaleźliśmy”… zrezygnowałam dla własnego i dziecka dobra. Ponieważ kocham koty, postanowiłam skupić się na nich – są w moim zasięgu, pomoc im jest bardziej realna. Mam dwa kociaki z ulicy w domu, tzn. kociakami były kilka lat temu, a przy okazji ratuję co popadnie – ostatnie uratowane rodzeństwo do tej pory jest w moim ogródku, kocica wysterylizowana, małe karmione, odrobaczane. Propaguje również ideę sterylizacji wśród sąsiadów,

22

bo niestety ludzie jakoś niechętnie podchodzą do tej kwestii. Nie do końca wiem czemu, od sąsiadki usłyszałam tylko, że „nie będzie sterylizować, bo szkoda kota”. Więc zaczynam tłumaczenie od tego, że kotki szkoda przede wszystkim, żeby co pół roku rodziła kociaki, że wyniszcza to jej organizm. A do tego umieralność maluchów jest ogromna, to powoduje z kolei rozprzestrzenianie się chorób…. Generalnie staram się pomagać wszystkim potrzebującym zwierzakom, dokarmiam, zawożę do weterynarza, kiedy tego potrzebują. Często jest to podróż tylko w jedną stronę, niestety, ale cieszę się, że mogę choć tyle dla nich zrobić. Jakbyś miała wybrać ulubione miejsca na Cyprze, to były by to... - Położone niedaleko Larnaki - Mazotos, urocze miejsce, bez turystów, hałasu, zgiełku. Tam naprawę wypoczywam. Albo Paphos. Właściwie jeszcze nie wiem, ale postanowiliśmy z mężem, że na starość zamieszkamy w małym domku nad morzem, właśnie w tych okolicach:) Zostaniesz na wyspie czy już myślisz o kolejnych przygodach? - Mam nadzieję, że przygody z przeprowadzkami się skończyły, choć nigdy nie wiadomo, gdzie nas poniesie. Mówi się, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Ja gdziekolwiek jestem – zawsze za Cyprem tęsknię. Być może jest mi on przeznaczony? Twoje największe marzenie to... - Wychowanie mojej córki na szczęśliwego, zdrowego i wartościowego człowieka, który wie czego chce, dąży do tego i to osiąga. Tak, moim największym marzeniem jest szczęście mojego dziecka. Moje marzenia – są realne, muszę tylko zakasać rękawy:) Dziękuję za rozmowę

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► ROZMOWA

Więcej informacji na temat zajęć na Cyprze znajdziesz tutaj: http://achrysostomou.zumba.com/ Monika Przybył prowadzi również grupę dla zainteresowanych życiem na Cyprze: https://www.facebook.com/groups/478301302257476/?hc_location=stream


Z ZESPOŁEM HELL IS HARMONY ROZMAWIA ELA RYGAS

HELL IS... harmony Groźne spojrzenie, zawadiacki chód. To towarzystwo na pewno ma złe zamiary! Gdy zagajamy okazuje się, że nie gryzą i z radością odpowiadają na pytania. Spotykam się z trzema członkami grupy Hell is Harmony Michałem ‘M.I.C’ Gurajkiem (wokal), Bartłomiejem ‘Bartem’ Masiukiewiczem (gitara) i KUBĄ czyli Jakubem Suchomskim (gitara basowa).

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU


TEMAT NUMERU ►

Ela Rygas: W wywiadach i artykułach na Wasz temat ukazuje się notka, że jesteście szkocką grupą. Materiał po angielsku, fani trochę Polacy trochę Szkoci, z przewagą na tych drugich. Jak to z Wami jest?

24

Suspension Crew, z udziałem Wojtka i Dominiki. Realizacją zajął się nasz kolega David Gillan, fotograf oraz realizator dźwięku z Perth College. Teledysk zawiera bardzo hardcorowe sceny podwieszania na hakach, co wzbudza wiele kontrowersji, już po kilku dniach w sieci osiągnął on ponad 1,5 tysiąca wejść. Chętnych do zapoznania się z teledyskiem zapraszamy na nasz kanał YouTube.(www.youtube.com/hellisharmony)

M.I.C: A jest tak, że trzon zespołu zawsze był polski. Zmieniali się perkusiści – Szkoci, Węgrzy, i teraz wszystko wskazuje na to, że kolejny będzie Szkotem. Ale ponieważ tworzymy w Szkocji, to brytyjskie portale piszą o nas „szkocki zespół”. A ubolewacie, że Polacy Was nie znają? Przyznam szczerze, że przez przypadek odkryłam Was na stronach konwentu tatuażu.

Kto jest odpowiedzialny za zespół i muzykę? Lider ojciec, partner powiernik i drogi przyjaciel. Czasem ten lider skarci i doprowadzi resztę do porządku. Kto i za co jest w zespole odpowiedzialny? M.I.C: Muzycznym mózgiem zespołu jest Bart – Hell is Harmony to jego dziecko i choć ojcem jest surowym to sprawiedliwym (wszystkich bije tak samo mocno :). Bart pisze całą muzykę, a aranżacje tworzymy już wspólnie jako zespół. Za warstwę „liryczną” (hahahaha, tyle w tym liryki, co słońca w Szkocji) odpowiadam ja. Wszystkie teksty są właściwie o miłości, bo pomimo naszego wyglądu jesteśmy wielkimi romantykami – jak nie gramy to czytamy Mickiewicza i Słowackiego :) Nad całokształtem pracujemy wszyscy wspólnie na próbach.

M.I.C: Cóż, zdecydowanie przydałoby nam się więcej „prasy” wśród polskiej społeczności, choć na początku to naszą publiczność i tzw. „fan base” stanowili prawie wyłącznie Polacy. Po koncertach z Closterkeller 80% naszych znajomych na facebooku stanowili rodacy. Później to się trochę zbalansowało, po zagraniu na Metal 2 the Masses czy też festiwalu Les-Fest. Choć, jak widać na Twoim przykładzie, pomimo naszych wysiłków zawładnięcia galaktyką, nadal nie dotarliśmy w wystarczająco wiele miejsc. Zacznę od gratulacji. Niedawno ukazała się Wasza druga płyta „One Day”, a kilka dni temu wypromowaliście teledysk i piosenkę prowadzącą „Tall and Proud”. Możecie zdradzić informacje o sprzedaży płyt i popularności?

Istnienie w zespole w składzie niezmienionym od lat przypomina długoletni związek. Jest zakochanie większe i mniejsze, zdarzają się kryzysy. Na jakim miłosnym etapie jesteście teraz ze sobą?

Bart: Hahaha, niestety nie możemy zdradzić tak ważnych informacji, ale mogę powiedzieć, że sprzedaż sięga już kilku tysięcy płyt, jesteśmy blisko platynowej płyty, a tak na poważnie to wygląda to tak, że płytę nagraliśmy sami, przy pomocy naszego dobrego kolegi Marcina Buczka i sprzedajemy ją w większości na koncertach. Nie ma z tego wielkich pieniędzy, bardziej jesteśmy zadowoleni z zainteresowania naszym nowym wydawnictwem. Co do teledysku, to rzeczywiście możemy powiedzieć, że jest on naszym wielkim sukcesem, zrealizowany przy współpracy naszych przyjaciół z Bliss of Pain

M.I.C: Generalnie, jak już wspomniałem, jesteśmy romantykami, więc miłość jest dla nas najważniejsza. Zwłaszcza ta prawdziwa – męska J. Ale tak poważnie, to właśnie zostaliśmy zdradzeni przez naszego węgierskiego perkusistę, który nas zostawił dla innej (w sumie to postanowił wrócić na Węgry). A matka zawsze powtarzała: Nie wiąż się z kimś, kto nie może zapuścić brody. No i okazało się, że miała rację. Poza tym, nie ma wśród nas jakichś większych spięć – zgadzamy się co do muzycznego kierunku dla zespołu i to jest najważniejsze. 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU


TEMAT NUMERU ►

Czy życie tutaj wpływa na piosenki, które komponujecie? Zmieniło się jakoś Wasze życie. Nie mogę nie zapytać o życiu przed powstaniem Hell is Harmony. Poznaliście się tutaj?

25

sposób udało się pojawić przez 5 minut w telewizji. Reszta jest milczeniem... Gdy zakładaliście zespół to mieliście ustalone zasady tego, co chcecie przekazać światu?

M.I.C: Ja dołączyłem do zespołu i poznałem chłopaków tutaj w Szkocji. Wcześniej grałem w zespole w Polsce, a po przyjeździe tutaj załapałem się na granie w zespole złożonym z rodaków, który jednak umarł śmiercią naturalną ze względu na to, że dwóch członków wyjechało ze Szkocji. A potem jakoś tak drogą mailową skontaktował się ze mną Bart i tak się to zaczęło. Co do wpływu mieszkania w Szkocji na moje teksty, to nawet się wcześniej nad tym nie zastanawiałem. Ale porównując moje teksty obecnie z tymi, które pisałem w Polsce, to te są bardziej agresywne i dobitne.

M.I.C: Jak już wcześniej wspomniałem – nie zakładaliśmy nigdy, że Hell is Harmony to zespół z misją. Jedynym założeniem było granie solidnej, energicznej i pozytywnej muzyki, innej od wszystkiego, co się obecnie na „metalowej” scenie dzieje. Jedyny przekaz, który od początku chcieliśmy przesłać w świat to „Jeśli Twój ojciec nie ma brody, to znaczy, że masz dwie matki”. Acha i jeszcze – „jeśli ‘muzyk metalowy’ spędza więcej czasu na układaniu fryzury przed koncertem, niż na graniu, to wiedz, że coś się dzieje”. Bart: Ja osobiście nigdy nie miałem żadnego parcia, żeby do grania wkręcać jakąś ideologię. Oczywiście, jeśli chodzi o warstwę muzyczną, zawsze staram się dawać z siebie wszystko i dążyć do tego, żeby się rozwijać. Jeśli to, co robimy komuś się podoba, to dla mnie jest to stymulujące i napędza mnie do działania. Są artyści, którzy twierdzą, że piractwo im nie przeszkadza, bo płyty są tak drogie, że niewielu ludzi stać na legalne zakupy. Usprawiedliwiacie piractwo?

Bart: Z Kubą znamy się już bardzo długo, jeszcze z Polski, każdy z nas gdzieś grywał. Razem zaczęliśmy grać po przyjeździe do Szkocji, mniej więcej od 2004 roku. Mieliśmy kilka różnych projektów i masę koncertów, jednak Hell is Harmony zaczęło swoją działalność po dołączeniu M.I.C`a. Spsienie mediów, tabloidyzacja życia, spłycanie przekazu i otumanianie słuchacza. Czujecie się remedium dla utrzymania kondycji muzycznej człowieka?

M.I.C: Może nie usprawiedliwiamy piractwa, ale osobiście uważam, że ceny płyt powinny być dostosowane do zarobków. Szkoda tylko, że ta machina zwana „branżą” tak nie działa – wytwórnie istnieją po to, żeby zarabiać. Dla takich zespołów jak my idealnym rozwiązaniem na obecną chwilę są strony takie jak Bandcamp, gdzie możemy sprzedawać naszą radosną twórczość, po najniższej możliwej cenie, a jeśli ludzie chcą, to mogą dołożyć coś od siebie. Ja osobiście uważam, że płyty przestały być głównym źródłem dochodu dla zespołów – są bardziej medium pozwalającym na dotarcie do ludzi i spopularyzowanie muzyki. W Rosji piracą nas na potęgę:)

M.I.C: Właściwie to nigdy nie myśleliśmy o tym, że nasza muzyka ma jakąś misję do spełnienia. Ale w sumie to możesz mieć rację – jak tak na to spojrzeć, to społeczeństwo coraz to częściej sięga po to co „lekkie, łatwe i przyjemne”, co niestety nie zawsze równa się dobre. Staramy się trzymać poziom i dać ludziom odrobinę radości ze słuchania czegoś, co nie leci w komercyjnych radiostacjach 156 razy dziennie. To smutne, że w czasach, kiedy człowiek osiągnął tak wysoki poziom zaawansowania technologicznego, tak naprawdę rozpoczęła się intelektualna dewolucja – gdzie na piedestale stawiani są ludzie, którzy mają niewiele do zaoferowania, a autorytetami stają się niewyedukowani idioci, którym w jakiś

Bart: Jest to może trochę dziwne, co powiem, ale piractwo czasami pomaga zespołom do07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU


TEMAT NUMERU ►

trzeć do większej ilości słuchaczy. Teraz, gdy tradycyjny nośnik CD został prawie całkowicie wyparty przez cyfrowe formy, ludzie kopiują wszystko, co wpadnie im w ręce, wymieniają się plikami i tym sposobem muzyka wędruje w poszukiwaniu potencjalnego odbiorcy.

26

letu z elementami czardasza). Za każdym razem dajemy z siebie 100% i zostawiamy na scenie „krew, pot i łzy”. A publiczność, jaką lubimy to publiczność, która nie jest bierna – a to oznacza, że musimy zawsze mieć pod sceną kilku rodaków, którzy wiedzą jak rozkręcić młynek, do którego Szkoci w końcu dołączają. A co do szczególnych chwil – każda chwila jest szczególna (mówiłem, że romantycy z nas).

Każdy koncert jest inny, a publika dopisuje. Możecie tak o swoich koncertach powiedzieć?

Każdy artysta ma swój przepis na idealną płytę. Jakie piosenki mają być na początku, a które na końcu - co w środku? Co powinno być tą klamrą? Co ma zostać u słuchaczy, z cyklu pobożne życzenia - słowa, a może tylko mocne brzmienie?

M.I.C: Zdecydowanie tak. Co do publiki w Szkocji – zupełnie inna mentalność niż w Polsce. Polska publiczność jest o wiele bardziej spontaniczna w swoich reakcjach, nawet, jeśli zespół jest im nieznany. W Szkocji mamy do czynienia z publicznością typu „inż. Mamoń” – podobają się im melodie, które już kiedyś słyszeli. To przez tę... reminiscencję. Dlatego też sale są zawsze pełne na koncertach tzw. Tribute bands, a ludzie bardziej bawią się przy utworach puszczanych po koncertach z płyt, niż na samych zespołach.

M.I.C: To, co czyni nagranie dobrym, to trzymanie słuchacza zainteresowanym. Najgorsze są płyty nudne i monotonne (i czasem, choć utwory są w szybkim tempie, to płyta jako całość jest monotonna, bo wszystkie kawałki są dokładnie takie same). My byśmy sobie życzyli, aby z ludźmi, którzy słuchają naszych nagrań pozostała duża dawka pozytywnej energii (bo w warstwie tekstowej to oczywiście wszystko jest o miłości)

Za to po występach – fan cluby zapraszają na jednego. Gruppies zaglądają do łóżka, a impreza nigdy się nie kończy? M.I.C: Oczywiście. My właściwie nic innego nie robimy – granie, potem picie, narkotyki, gruppies i znowu na scenę – i tak w kółko. Ale tak naprawdę, to nie możemy jeszcze sobie pozwolić na to, by muzyka była naszym źródłem utrzymania, więc po koncercie jest kilka browarów, uskutecznianie gawędy z ludźmi, a potem – zależy od nastroju, ale cały czas z tyłu świadomości czai się myśl, że następnego dnia do pracy trzeba wstać.

Zagramy kilka ładnych lat. Rozwalimy muzyczny świat, a nasze teksty będą w podręcznikach, czyli dalsze muzyczne plany? M.I.C: Muzycznie to chcielibyśmy zagrać jakiś większy festiwal – to jest nasz cel na przyszły rok. A długoterminowo to dominacja nad światem, wprowadzenie zakazu połowu śledzia w Bałtyku oraz nakaz noszenia brody przez facetów, pod karą: a) grzywny (fizyczna niemożność zapuszczenia brody) lub b) eksterminacji (aktywny opór w zapuszczeniu brody).

Zżywacie się z piosenkami, które wykonujecie. Jak przeżywacie swoje piosenki i swoje koncerty? Jaką publikę lubicie- jakieś szczególne chwile podczas wykonywania numerów? M.I.C: Jasne, że utwory, które tworzysz są jakąś częścią ciebie. Ze swojej strony staramy się oddawać intensywność i energię każdego utworu przez naszą choreografię sceniczną (trochę ba-

Bart: Podzielam zdanie przedmówcy, a nawet skłaniam się do stwierdzenia, że broda w dzisiejszych czasach powinna być symbolem METALU, tak jak kiedyś długie włosy hahahaha:) Każdy chyba ma swoją playlistę utworów na swój pogrzeb. Macie swoją płytę nagrobną? 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU


27 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU

TEMAT NUMERU ►

M.I.C: W sumie to nie miałem takiej listy, ale teraz na szybko ją stworzę: Slipknot „People=Shit”, Tool „Stinkfist”, KoRn „Twist” i Fasolki „Każdy ma jakiegoś bzika”.

M.I.C: W warstwie tekstowej to o miłości wszystko jest, więc nie wiem, skąd ten pomysł, że „gniew, ból, niesprawiedliwość”...

Bart: Ja to wiadomo, jak to na pogrzebie... „Dobry Jezu”, może jeszcze dodam Hatebreed „Destroy Everything” żeby za cicho nie było i Arch Enemy „No Gods, No Masters” tak mi jakoś to pasuje do pogrzebu:)

Bart: Tak:) miłość, miłość i jeszcze raz miłość, tak jak głoszą nasze teksty :) gniew i agresja są bardzo destruktywne i prowadzą do komplikacji życia :) i czy naprawdę w piekle jest harmonia? Albo czy piekło jest idealne?

Źródła inspiracji to według Was - gniew, ból, niesprawiedliwość i koniecznie to trzeba wszystko wykrzyczeć i dać się ponieść emocjom, a słuchacz ma to wszystko zapamiętać, potem buntować się, buntować się...

M.I.C: Oczywiście, że w piekle jest harmonia. Wujek Staszek ją wziął ze sobą jak się tam wybierał i teraz tam na tej harmonii gra. Czy piekło jest idealne to nie wiem, ale na pewno jest tam cieplej niż tutaj.

Kuba: Na koncertach staramy się stworzyć harmonię pomiędzy zespołem a tłumem... i bardzo skutecznie nam się to udaje - jest wtedy piekielnie gorąco... gdy tłum skacze i bawi się z nami... Czyli dalsze muzyczne plany? Bart: Co do planów muzycznych, to myślimy o zagraniu jeszcze kilku fajnych koncertów do końca roku, bardzo byśmy chcieli odwiedzić Anglię oraz jeśli wszystko będzie dobrze „grało” to mamy nadzieję zagrać w Polsce w przyszłym roku na jednym z festiwali. Dziękuję za rozmowę.


TEMAT NUMERU ► Zespół Hell is Harmony powstał w 2008 roku w Szkocji i tu także grupa zaczęła koncertować. Metalowe riffy, ciężka perkusja, niski bas, to cecha charakterystyczna Hell is Harmony. Muzyka bandu to mieszanka rapu, metalu z przewagą hardcore. Całość energiczna, a teksty niezwykle dobitne. Pierwsze sukcesy to support dla Lower Than Atlantis i Closterkellera, a następnie Festiwal Mocnych Brzmień w Świeciu tchnął w członków zespołu chęć i świeżość koncertowania. W 2012 roku na Tattoo Jam w Doncaster Hell is Harmony wygrywa Band of the Year. Nie dawno Hell is Harmony wystąpił podczas drugiej edycji Les-Fes, jedynego metalowego festiwalu w Szkocji, a potem znajduje się wśród finałowej szóstki podczas bitwy zespołów Metal 2 the Masses, organizowanej przy współpracy z Bloodstock Festival. Dorobek artystyczny grupy składa się z dwóch albumów. W roku 2011 nagrany został debiutancki album Opium. Został on życzliwie przyjęty przez publikę jak i krytyków. W maju tego roku ukazała się druga płyta Hell is Harmony pt. One Day. Na płycie znajduje się 7 piosenek a singiel promujący wydawnictwo nosi nazwę „Tall and Proud”. Dorobek zespołu cieszy się popularnością recenzentów, a przychylne zdanie coraz częściej ukazuje się na łamach fachowych stron. Contact and booking: e-mail: hellisharmony@hotmail.co.uk (FACEBOOK) www.facebook.com/hellisharmony (YOUTUBE) www.youtube.com/hellisharmony (MUSIC) hellisharmony.bandcamp.com (MERCH) hellisharmony.bigcartel.com (BLOG) www.tumblr.com/blog/hellisharmony (MUSIC SAMPLES) soundcloud.com/hellisharmony

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► TEMAT NUMERU

28


FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas! ZAPROŚ SWOICH ZNAJOMYCH! :)


07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► STYL

STYL

Seksualne bonusy

► Kobiece przedłużone spojrzenia, uśmiechy

czy dotknięcie ramienia, wielu mężczyzn błędnie interpretuje jako zainteresowanie seksualne. Same kobiety korzystają ze swojej atrakcyjności, by uzyskać korzyści materialne lub samo poczucie bycia pożądaną.

Błąd nadinterpretacji seksualnej (sexual overperception bias), to męska skłonność do przeceniania zainteresowania seksualnego kobiet na podstawie niejednoznacznych sygnałów. Gdy kobieta uśmiecha się do mężczyzny, podchodzi do niego blisko lub utrzymuje kontakt wzrokowy o ułamek sekundy dłużej niż zwykle, to może skłaniać mężczyznę do popełniania tego błędu. Badania wykazały, że takie zachowania kobiet są stosowaniem strategii „na przynętę”. Polega ona na czerpaniu zysków od mężczyzny w zamian za oferowane wdzięki. Dzieje się tak dopóki, dopóty ten nie dopomina się o spełnienie seksualnej „obietnicy”. Różnice w postrzeganiu płci są diametralne a o popełnienie błędu nadinterpretacji seksualnej niezwykle łatwo. Badania pokazują, że dla przeważającej części mężczyzn większość kobiet jest, przynajmniej w umiarkowanym stopniu, atrakcyjna. Z kolei dla większości kobiet, przeważająca cześć mężczyzn jest zupełnie nie atrakcyjna. Stąd też prezentowane kobiece wdzięki łatwiej paniom wymieniać na różne dobra. Przemysław Potorski, Edukator seksualny i doradca psychologiczny w Wielkiej Brytanii. Prowadzi prywatną praktykę, warsztaty i szkolenia.


Osobiście zachwycił mnie ostatnio trening z panem Tomkiem (...) Świetne ćwiczenia, piękny uśmiech trenera a przy ostatniej serii bonus - pan Tomek bez koszulki… piękna rzeźba. Agnieszka B. Molak ► Chyba każda kobieta marzy

o tym, by być piękną i przyciągać męskie spojrzenia swoim zgrabnym, zadbanym ciałem. Oczywiście cenić mają w nas przede wszystkim mądrość, wiedzę i inteligencję, i kochać takimi, jakimi jesteśmy, ale… ten podziw w męskich oczach, kiedy NA MNIE patrzą – bezcenny!

I tu właśnie zaczynają się schody. Piękna kobieta musi być przecież szczupła! Obowiązkowo! A bycie szczupłą takie proste nie jest. Świat kusi łakociami, które rzadko bywają niskokaloryczne i odtłuszczone. Mąż zamiast chudego kurczaczka woli tłustego kotlecika a dzieci na widok warzyw uciekają od stołu. A w dodatku na gotowanie coraz mniej czasu, więc w pogoni dnia codziennego ratują nas często fast foody i dania gotowe o składzie mało przyjaznym układowi pokarmowemu człowieka. Ze sportem też nie najlepiej. Kiedy człowiek, a raczej kobieta, zmęczona po pracy wraca do domu, gdzie czekają na nią kolejne obowiązki to wieczorem jedyne o czym marzy to zasiąść przed telewizorem i bezmyślnie wpatrywać się w ekran. Ostatecznie, jak mąż nalega, to niech już będzie ten seks. Ale on na górze i bez zbędnych wygibasów! W weekend nie lepiej, w sobotę trzeba posprzątać (in plus, trochę ruchu!), spotkać się ze znajomymi (in minus – żarcie plus alkohol równa się mnóstwo kalorii) a w niedzielę trzeba odespać, odpocząć po sobocie i przygotować się do poniedziałku… Błędne koło.

Od czasu do czasu nachodzi nas jednak myśl, że potrzebna jest zmiana. Motywacja bywa różna: na wiosnę trzeba przygotować się do występów na plaży albo ślub kuzynki niedługo czy też spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi. Po trzydziestce dochodzi jeszcze motyw zdrowotny. Okazuje się nagle, że ciało nie potrafi już znieść wszystkiego, co mu serwujemy i powoli zaczyna się buntować. I tak dochodzimy do wniosku, że potrzebna nam dieta i ćwiczenia. Z początku rozsądnie, ale szybko zawiedzione miernymi wynikami sięgamy po ekstrema: głodówki, Dukan, Kopenhaska, kapuściana… Brzmi znajomo? Osobiście znam mnóstwo świetnych i bardzo skutecznych diet. Lekarze czasem coś marudzą

31

o ich szkodliwości, ale co z tego, kiedy kilogramy tak szybko dzięki nim znikają, przynajmniej początkowo. Ćwiczenia dobrane mniej lub bardziej przypadkowo nie zawsze dają efekty szczególnie, kiedy przyrost tkanki mięśniowej hamuje nam spadek wagi. A w dodatku patrzenie na wysportowaną instruktorkę wpędza nas tylko w kompleksy. Niestety zrywy długo nie trwają i po dwóch, trzech tygodniach, poddajemy się i wracamy do starych nawyków. Jako weteranka odchudzania w końcu zrozumiałam, że żadna dieta skuteczna być nie może, bo działa tylko w okresie jej stosowania. A po tych kilku tygodniach wracamy do starych przyzwyczajeń. Jeśli chce się być szczupłym, walczyć trzeba codziennie na zasadzie małych kroków. Wybierać wersje light, przestawić kubki smakowe na wersje produktów bez cukru a przynajmniej mniej słodkie. Szukać przepisów dań w wersji lżejszej a mężowi składu nie wyjawiać. A przede wszystkim jeść po prostu mniej. A sport? Dobrze dobrany trening wzmocni nasze ciało, pozwoli odreagować codzienne stresy i doda nam chęci do życia. Warto skorzystać z podpowiedzi trenera albo wybrać gotowe treningi dostępne nawet na youtube za darmo. Tylko się nie zmuszajmy. Nie lubisz aerobiku? Zapisz się na zumbę, zacznij jeździć na rolkach, rowerze. Rób cokolwiek, co sprawi Ci radość. Po około tygodniu wysiłek sam w sobie zacznie już sprawiać przyjemność. Osobiście zachwycił mnie ostatnio trening z panem Tomkiem dodany do lipcowego wydania Shape. Świetne ćwiczenia, piękny uśmiech trenera a przy ostatniej serii bonus - pan Tomek bez koszulki… piękna rzeźba. Że też nikt wcześniej na to nie wpadł?! Takie proste a takie motywujące! A tak wracając do tej mądrości, za którą mają nas panowie podziwiać. Zastanawiałyście się kiedyś nad stosunkiem przeczytanych książek naukowych do ilości wypróbowanych diet ;-)?

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► STYL

Jak to dziś nie ćwiczyłaś?!

STYL ►


STYL ►

Macierzyństwa cienie i blaski, cz. II

jestem zwolenniczką tej metody. Zdarza się jednak, że matka nie chce lub nie może karmić piersią. Co wtedy? Wtedy w ruch idzie mleko sztuczne. Wydaje się to takie proste. Dzieć najedzony i szczęśliwy, mamusie spokojne i zadowolone. Sielanka, prawda? Akurat.

Zanim rzeczywiście zaczniecie we mnie rzucać wirtualnymi kamieniami i zanim obłożycie mnie anatemą , chcę powiedzieć wam kilka rzeczy. Mleko sztuczne, wbrew pozorom, nie jest diabelskim wynalazkiem.

Każda mama wie, jak to wygląda po urodzeniu dziecka. Pielgrzymki bliższej i dalszej rodziny, znajomych i sąsiadek znajomych. Wszyscy oni chcą dziecia obejrzeć, pocmokać nad nim i... ocenić, jak sobie świeża mamuśka radzi. Niemal zawsze pada wtedy pytanie: karmisz? Albo bardziej jego irytująca forma- ale karmisz? Nie, moi mili, głodzę! - mam ochotę odpowiedzieć, ale z obawy przed zbyt dosłownym wzięciem moich słów, odpowiadam - tak, butelką. I tu rozpętuje się burza.

Anna Kutera ► Zdarzyło się tak w moim życiu,

że jestem mamą. Nie narzekam, oczywiście, dzieć sam w sobie jest człowiekiem uroczym i niekonfliktowym, więc nasze wspólne życie układa się zazwyczaj bez większych zgrzytów. Z macierzyństwem jednak, jako takim, wiąże się wiele mniej uroczych rzeczy, o których chciałabym wam napisać. Dzisiaj słów kilka o (nie)karmieniu piersią.

Fot: Anna Kutera

Jak wiadomo, człowiek należy do grupy ssaków. Faktem więc niezaprzeczalnym jest, że kobiece piersi nie urosły dla ozdoby i (uwaga, mężczyźni – niespodzianka) nie do tego, by się nimi zachwycać. W odpowiednim momencie ta część ciała samic (tfu, kobiet) staje się, przede wszystkim, źródłem pokarmu dla potomstwa. Jest to jak najbardziej oczywiste i zgodne z naszą naturą. Poza tym, ma wiele zalet. Oprócz tych powszechnie znanych i uznanych, jak budowanie więzi z dzieckiem i przekazywanie mu swoich przeciwciał, jest też kilka bardziej prozaicznych, niemniej jednak - ważnych. Kobieta karmiąca piersią nigdy nie zapomni zabrać jedzenia dla swojego niemowlaka, nie ma też opcji, że go zabraknie, gdy wyjście niespodziewanie się przedłuży. Względy ekonomiczne też nie są bez znaczenia. Generalnie mówiąc – same plusy. I ja bynajmniej tych plusów nie neguję. Ba, sama 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► STYL

32

Zorientowani wiedzą, mniej zorientowanym już spieszę wyjaśnić. Karmienie piersią nie tylko jest naturalne, zrobiło się też ostatnio bardzo modne i szeroko propagowane. I o ile jestem w stanie to zaakceptować, o tyle mierzi mnie fakt, że jednocześnie matki karmiące mlekiem sztucznym stały się kimś w rodzaju wroga publicznego, na którego bezkarnie można pluć swoim jadem. Bo jak to? Odmawiasz swojemu maluszkowi tego, co najlepsze? N i e w y o b r a ż a l n e. Co to znaczy – nie masz pokarmu? Masz, tylko ci się nie chce. Powinnaś stanąć na głowie albo na rzęsach i karmić. Nieważne, że dzieć twój wyje z głodu, bo źródełko faktycznie puste, a ty wyjesz z nerwów – karm piersią. Nie chcesz? Ludzie na ulicy powinni pod nogi ci pluć i rzucać w ciebie kotem. Czarnym koniecznie, bo pecha przynosi. Jesteś wyrodną matką. Tak, moi drodzy, jestem wyrodną matką. Radośnie wcisnęłam mojej latorośli butelkę w paszczę, gdy tylko okazało się, że – z przyczyn niezależnych – karmić nie mogę. Zbyt pochopnie - czytaj dalej


Hola. Nie tak prędko. Zanim rzeczywiście zaczniecie we mnie rzucać wirtualnymi kamieniami i zanim obłożycie mnie anatemą , chcę powiedzieć wam kilka rzeczy. Mleko sztuczne, wbrew pozorom, nie jest diabelskim wynalazkiem. Mimo że prawo zabrania jakiejkolwiek promocji mleka modyfikowanego dla noworodków, jest to całkiem zdrowy, pełnowartościowy posiłek dla malucha. Wiadomo- nie tak idealny jak mleko matki – ale dzieci karmione nim przeżywają i mają się dobrze, zapewniam was. Nie znam przypadków, żeby niekarmionemu piersią dzieciakowi urosła trzecia ręka. Poza tym, moi mili, to mój wybór, nie moich ciotek, matek, teściowych, sióstr czy księży. Mój. Jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem, więc wszelkie aluzje co do sposobu karmienia i mniej lub bardziej dyskretne zakusy na moją osobę, spływały po mnie jak po kaczce. Są jednak matki, które fakt, że nie mogą karmić piersią, bardzo przeżywają i im, uwierzcie mi, wasze „wypowiadane z troską o dziecko” uwagi sprawiają wiele przykrości. Więc zapamiętajcie – o ile matka nie wyrządza dziecku żadnej rzeczywistej krzywdy, a jedynie podejmuje najlepsze dla niego i siebie decyzje – wara wam. Bycie świeżo upieczoną mamą jest wystarczająco stresujące bez jazgotania za uszami. Cdn.

Zróbmy sobie dziecko

33

Kilka dni wcześniej to mu się chciało, a kiedy trzeba było brać się do roboty to on akurat chciał spać! No to koniec, finito. (...) Nawrzeszczałam na niego potwornie, że nie chce mi dziecka zrobić i że już mnie pewnie nie kocha.

Agnieszka B. Molak ► Właściwie już w Polsce rozpoczęliśmy przygotowania do ciąży. Zasadniczo naszym głównym przygotowaniem był przyjazd do Szkocji, bo uznaliśmy, że w Polsce nie byłoby nas stać na dziecko. No jeszcze rzuciłam palenie. A poza tym – wiadomo, zdrowa dieta, ćwiczenia,

zarabianie pieniążków, witaminy, kwas foliowy i przepis na dziecko w stylu nowoczesnym-planowanym gotowy! Tyle w teorii. W praktyce po kilku miesiącach pobytu tutaj zaczęliśmy zabawę w „a jeszcze”. Tak więc najpierw mieliśmy skończyć pracować przez agencję, potem ja miałam

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► STYL

i jakże niesłusznie założyłam, że najedzony dzieć to zdrowy i szczęśliwy dzieć. Nie pomyślałam, że funduję swojemu dziecku nadwagę, próchnicę i Bóg wie co jeszcze, jednocześnie przyczyniając się do tego, że w przyszłości będzie miało problemy w nauce, a na starość zdziwaczeje. I mnie znienawidzi, bo przecież nie dałam mu w niemowlęctwie tego, co mu się słusznie i odgórnie jakby należało.

STYL ►


STYL ► znaleźć lżejszą pracę… a jeszcze stały kontrakt, a jeszcze mieszkamy ze współlokatorami, a jeszcze może by tak kredyt wziąć i dom własny kupić, a jeszcze oszczędności za mało… Zaczęło się robić nerwowo. Magiczna trzydziestka zbliżała się wielkimi krokami. Ja co miesiąc dostawałam histerii, bo okres się pojawił. Jakbym kompletnie nie zauważała, że regularnie biorę pigułki. Po prostu instynkt macierzyński, czy jakkolwiek by tego nie nazwać, rozszalał się i nie chciał się już uciszyć. W końcu uznaliśmy, że starania czas zacząć, mimo tysiąca przychodzących nam do głowy „a jeszcze”. Po cichu podejrzewam sobie że mój mąż najwspanialszy mógł tak zdecydować, bo miał mnie już dość z tymi instynktami na wierzchu, ale jak zwykle w takich historiach bywa, nie mógł przypuszczać, że im dalej tym gorzej;-) I tak po dwóch latach odwlekania decyzji, miała się zacząć moja… przepraszam, nasza wspólna bajka. Tak więc uroczyście zakończyłam opakowanie pigułek antykoncepcyjnych i ze wzruszeniem wyrzuciłam je do kosza. Tylko to odczekanie kilkumiesięczne jakoś nam nie wyszło. Szybko się jednak rozgrzeszyłam bo udało mi się znaleźć badania, które potwierdziły, że nie ma przeciwwskazań a wręcz przeciwnie, płodność jest większa w trakcie kilku pierwszych cykli po odstawieniu pigułek i często rodzą się bliźnięta. „Fajnie by było. Dwójka za jednym razem, nie trzeba się męczyć z dwoma porodami”, myślałam wtedy a teraz mam ochotę krzyknąć, „O NAIWNOŚCI!” Tylko człowiek niedoświadczony opieką nad noworodkiem może stwierdzić coś podobnego. W każdym razie po pierwszym miesiącu starań z uniesieniem czekałam na rezultaty, wyglądając pierwszych objawów ciąży. I co? I nic. Mój mąż najlepszy spokojny i stabilny emocjonalnie nie zdradzał żadnych oznak zdenerwowania. Ja rozczarowana, trochę zdenerwowana, ale nic. W następnym miesiącu się uda. Ale się nie udało. I w następnym, i w jeszcze kolejnym też

34

nie. Postanowiłam porozmawiać z koleżankami, które TO miały już za sobą, bo może panikuję. Niestety usłyszałam, że jedna od razu, druga w drugim cyklu. A mój mąż najlepszy ze spokojem zacytował mi artykuł z MOJEJ gazety, że płodność po odstawieniu pigułek może wrócić nawet dopiero po roku. O mało nie dostał tą gazetą w głowę. I jak tu się nie denerwować? A przecież stres obniża szanse. Po pół roku bezowocnych starań zdecydowałam się sięgnąć po testy owulacyjne. Niby wydawało mi się, że czuję kiedy to się dzieje, ale postanowiłam podejść do sprawy naukowo. Całe szczęście testy potwierdziły, że owulacja jest i to nawet wtedy, kiedy ją o to podejrzewałam. Odetchnęłam z ulgą. Tylko ten mój mąż najlepszy akurat WTEDY był zmęczony! Kilka dni wcześniej to mu się chciało, a kiedy trzeba było brać się do roboty to on akurat chciał spać! No to koniec, finito. Przed trzydziestką nie urodzę. To była ostatnia szansa. Nawrzeszczałam na niego potwornie, że nie chce mi dziecka zrobić i że już mnie pewnie nie kocha.

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► STYL

Test ciążowy zrobiłam tak dla zasady, jak co miesiąc, bo nigdy nie mogłam się doczekać. W pierwszej chwili nic nie zauważyłam, ale potem… taka delikatna druga kreseczka. Nie byłam pewna, czy coś tam jest, czy to moja wyobraźnia. Pobiegłam do męża najlepszego. On też nie był pewien. Jak zwykle poszliśmy więc do pracy. Mój mąż stabilny emocjonalnie, ja trochę mniej. Nie dawało mi to spokoju. Po pracy kupiłam najdroższy test jaki znalazłam licząc na jego najlepszą jakość i w napięciu czekałam do rana, bo rano najlepiej. Tym razem wątpliwości już nie było. Dwie śliczne różowe kreseczki widniały w okienkach testu. Pobiegłam do męża najlepszego ze łzami w oczach i w szoku kompletnym. Zaczęłam płakać i śmiać się jednocześnie a mój mąż najlepszy stracił stabilność emocjonalną…


07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN GALERIA

OPEN GALERIA

Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd jest artystą malarzem i literatem w szerokim znaczeniu tego słowa. Współpracuje z kilkunastoma gazetami na terenie całego świata. Jego felietony, eseje i wiersze są drukowane zarówno w prasie polonijnej, jak i angielskiej oraz francuskiej. Pisze opowiadania i dramaty. Kilka z nich („Sok z ogórków”, „Pani Majewska” i „Spowiedź”) wystawianych było na deskach teatrów. Autor ośmiu tomików wierszy, przetłumaczonych na kilka języków: „Wychodzę z Szuflady” (1994), „Senne Majaki” (2001), „Historia związku” (2002), „Katamorgana Futura” (2003), „Ekshibicjonizm Emocjonalny” (2010), „Wypominki i Wspominki” (2011), „Diffido”(2012) oraz Śūnyatā (2013). Jest przewodniczącym International Polish Artists Association – organizacji skupiającej literatów piszących w języku polskim, członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie (Londyn), członkiem Stowarzyszenia Autorów Polskich O/Warszawski II oraz założycielem i liderem grupy poetyckiej – Istnienia Otulone Niebytem, skupiającej kilkuset poetów z całego świata. Redaktor naczelny kwartalnika artystycznego E=Sztuka do kwadratu, właściciel i główny administrator portalu artystycznego e-sztuka.com. Zajmuje się promowaniem kultury polskiej na świecie. Współpracując z licznymi organizacjami polonijnymi organizuje różne imprezy. Jest jurorem w wielu konkursach poetyckich i malarskich. Prowadzi także działalność wydawniczą. W roku 2013, nakładem wydawnictwa 2Kings&Luv Publishers, ukaże się „Niosący Słowa – Antologia” oraz „Wielka Encyklopedia Współczesnej Poezji Polskiej”. Jako artysta malarz jest twórcą charakterystycznych postaci bez rysów twarzy – którym krytycy nadali nazwę „The Noughtes”, od dekady w której powstały (pierwsze dziesięciolecie XXI wieku). Jak do tej pory, artysta miał 44 wystaw indywidualnych w wielu krajach Europy jak i poza jej granicami.


36 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN GALERIA

OPEN GALERIA ►

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd


37 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN GALERIA

OPEN GALERIA ►

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd


38 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN GALERIA

OPEN GALERIA ►

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd


39 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN GALERIA

OPEN GALERIA ►

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd


40 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN GALERIA

OPEN GALERIA ►

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd

Autor: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd


kalendarium | historia | książka | poezja | felieton | galeria | teatr | muzyka | film

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► OPEN KULTURA

OPEN KULTURA


42 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

Bitwa o Goose Green

HISTORIA ►

Autor | Mateusz Biskup | Blog Biszopa http://blogbiszopa.pl/ Falkland Wschodni, Zatoka San Carlos, 26 maja 1982 roku, godzina 22:00. Korespondent BBC Robert Fox zatarł zgrabiałe z zimna ręce i ponownie chwycił długopis. Siedział skulony w rogu namiotu dowództwa 3 Brygady Komandosów i nakryty grubym kocem próbował przy świetle latarki napisać szkic depeszy, którą miał rano wysłać do redakcji. Wiatr targał ścianami namiotu i wył zagłuszając chwilami terkot generatorów prądotwórczych. Kilku oficerów uważnie studiujących oświetlone przenośnymi lampami mapy rozłożone na stole nie zwracało uwagi ani na wiatr, ani na skulonego w rogu dziennikarza. Żywo dyskutując opracowywali plan pierwszej poważnej bitwy tej wojny. Radiostacja nastawiona była na stację BBC. Spiker właśnie zapowiedział kolejne wydanie światowego serwisu informacyjnego. „…jak donoszą nasze źródła Drugi Batalion Spadochronowy pomyślnie wylądował w Zatoce San Carlos na Falklandach. Jednostka przygotowuje się w tej chwili do ataku na pozycje argentyńskie w Darwin i Goose Green…” Oficerowie umilkli nie wierząc własnym uszom. Jak na komendę spojrzeli na radiostację, potem na siebie, a potem na dziennikarza. Ten skulił się jeszcze bardziej. Blady z wściekłości dowódca Drugiego Batalionu podpułkownik Herbert Jones doskoczył do niego i nagłym ruchem zerwał z niego koc. Mimo, że w namiocie panowała temperatura bliska zeru dziennikarz poczuł się jakby był w rozpalonej saunie. Początek ofensywy lądowej na Falklandach nie był zbyt pomyślny dla Brytyjczyków. Zgodnie z

Osada Goose Green planem w drugiej połowie maja okręty desantowe zaczęły wysadzać ludzi i sprzęt na Zatoce San Carlos na zachodnim brzegu Falklandu Wschodniego. Ochronę przed atakami argentyńskiego lotnictwa miały im zapewnić fregaty Royal Navy oraz Harriery startujące z lotniskowców HMS „Invincible” oraz HMS „Hermes”. Niestety, ta ochrona pozostawiała wiele do życzenia. Przede wszystkim Brytyjczycy nie docenili argentyńskiego lotnictwa. Było ono wyposażone w amerykańskie Skyhawki, francuskie Super Etenardy i Mirage, no i miało świetnych pilotów. Okręty wojenne i desantowe zgromadzone w wąskiej Cieśninie Falklandzkiej stanowiły dla nich wymarzony cel. Cieśnina wkrótce zyskała u Brytyjczyków miano Alei Bomb. Argentyńskie bomby i rakiety w ciągu kilku dni zatopiły fregatę HMS „Antelope”, ciężko zdemolowały niszczyciel HMS „Antrim” oraz uszkodziły szereg

innych okrętów. Na Downing Street w Londynie zaczęło panować przekonanie, że Brytyjczycy tracą inicjatywę w tej wojnie. Należało ją odzyskać za wszelką cenę. Ale do tego potrzebny był sukces, najlepiej jakaś wygrana bitwa lądowa. I to natychmiast. Argentyńskie siły zgromadzone w osadach Darwin i Goose Green położonych na wąskim przesmyku łączącym główną część Falklandu Wschodniego z półwyspem Lafonia nie stwarzały zagrożenia dla brytyjskiego desantu w Zatoce San Carlos. Celem Brytyjczyków była przede wszystkim stolica – Stanley. Pierwotnie planowano więc odizolować i ominąć Argentyńczyków stacjonujących w Goose Green. Plan zmieniono pod wpływem wytycznych z Downing Street. Zadanie przeprowadzenia pierwszej zwycięskiej bitwy w wojnie o Falklandy i odbicia Goose


Green przypadło Drugiemu Batalionowi Spadochronowemu zwanemu w skrócie „2 Para”. Była to doskonała jednostka, zaprawiona w boju przeciwko IRA w Irlandii Północnej, a na dodatek miała charyzmatycznego dowódcę – podpułkownika Herberta „H” Jonesa. Na początku kwietnia 1982 roku, zaledwie kilka dni po argentyńskiej inwazji na Falklandy spadochroniarze weszli na pokład promu MV „Norland” i rozpoczęli kilkutygodniową podróż na południowy Atlantyk. To nie był rejs wycieczkowy. Podpułkownik Jones w obawie, by jego żołnierze nie zgnuśnieli na statku zarządził codzienne, intensywne ćwiczenia. Spadochroniarze desantowali się na linach ze śmigłowców, urządzali maratony dookoła pokładu i zużywali kilogramy amunicji strzelając do boi celowniczych. Po krótkim postoju na Wyspie Wniebowstąpienia ruszyli w drugi etap podróży – do Zatoki San Carlos w cieśninie oddzielającej dwie największe wyspy archipelagu Falklandów. 21 maja o godzinie 7:15 rano barki desantowe przewiozły spadochroniarzy ze statku na ląd. Zgromadzili się w niewielkiej osadzie San Carlos, przegrupowali i zaczęli przesuwać się w kierunku pasma wzgórz Sussex. To niewielkie pagórki leżące u wejścia na przesmyk, który był celem ataku. Mają zaledwie 100-200 metrów wysokości. Ich pokonanie kosztowało jednak bardzo wiele. Koniec maja na półkuli południowej to odpowiednik naszego końca listopada. Falklandy leżące w strefie klimatu podbiegunowego są wtedy smagane silnymi wiatrami i marznącym deszczem. Kiedy spadochroniarze stanęli na szczycie wzgórz Sussex uderzył w nich silny, mroźny wiatr wiejący prosto znad Antarktydy. Kilkudziesięciu żołnierzy padło ofiarą hipotermii. Pułkownik Jones zdawał sobie sprawę z faktu, że morale i wartość bojowa jego żołnierzy zmniejszają się z każdą godziną, więc chciał zaatakować jak najszybciej. Decyzja o przeprowadzeniu ataku na Darwin i Goose Green zapadła na Downing Street 26 maja. Generał Julian Thompson, dowódca 3 Brygady Komandosów,

Bitwa o Goose Green któremu podlegali żołnierze 2 Para oraz pułkownik Jones przystąpili do opracowywania szczegółów. Wieczorem tego dnia miał miejsce bardzo nieprzyjemny incydent. Wieczorny serwis BBC podał informację, że siły brytyjskie przygotowują się do ataku na Goose Green. Wściekły pułkownik Jones doskoczył do korespondenta rozgłośni Roberta Foxa i wyładował na nim swoją złość grożąc pozwaniem do sądu jego, BBC i plani-

43

stów z Londynu. Cały plan bitwy o mało nie trafił do kosza. Potem okazało się, że Argentyńczycy również słuchali serwisu BBC, ale uznali tę informację za oczywisty blef. Do dzisiaj nie wiadomo, kto był autorem przecieku. W nocy z 26 na 27 maja spadochroniarze z 2 Para zeszli ze wzgórz Sussex i rozpoczęli mozolny marsz przez smagane wiatrem i deszczem pustkowie, by zająć pozycje wyjściowe. Siły argentyńskie zgromadzone na przesmyku liczyły około 1200 ludzi (Brytyjczycy oceniali, że jest ich dwu- lub trzykrotnie mniej). Pas startowy w Goose Green broniony był przez baterię dział przeciwlotniczych, Argentyńczycy dysponowali także moździerzami oraz czterema haubicami kalibru 105mm. Wsparcie z powietrza zapewniały samoloty szturmowe Pucara startujące z lotniska w Stanley. Na korzyść Brytyjczyków przemawiało jednak słabe wyszkolenie argentyńskich żołnierzy. Stanowiska na przesmyku obsadzone były przez oddziały 12 Pułku Piechoty pod dowództwem podpułkownika Italo Piaggi. To byli chłopcy z pampasów powołani do wojska zaledwie kilka tygodni wcześniej. Ich morale było kiepskie i sami nie wiedzieli kogo bać się bardziej – nacierających Brytyjczyków, czy własnych oficerów, którzy traktowali ich z olbrzymią brutalnością. Po zakończeniu konfliktu jeńcy argentyńscy z wielkim zdziwieniem stwierdzili, że Brytyjczycy traktują ich o niebo lepiej, niż ich właśni dowódcy. Tylko wspierająca ich kompania Rangers z 25 Pułku Piechoty prezentowała jako-taką wartość bojową. Brytyjczycy mieli pewne rozeznanie w sytuacji na przesmyku. Na początku maja czteroosobowy patrol zwiadowców SAS dowodzony przez kaprala Trevora Brooksa założył punkt obserwacyjny na drugim brzegu Zatoki Choiseul i regularnie informował dowództwo o ruchach i wyposażeniu nieprzyjaciela. Operatorzy SAS przez kilka tygodni z powodzeniem unikali wykrycia przez argentyńskie helikoptery i piesze patrole.

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

HISTORIA ►


O godzinie 2 w nocy 28 maja 1982 roku Brytyjczycy rozpoczęli szturm na opanowany przez Argentyńczyków przesmyk.Wsparcie artyleryjskie zapewniało kilka moździerzy i haubic oraz 114-milimetrowe działa fregaty HMS „Arrow”. Kompania D ruszyła naprzód, by dotrzeć jak najdalej wgłąb przesmyku. Jednocześnie na argentyńskie pozycje spadły pierwsze pociski z HMS „Arrow”. Kompanie A i B posuwały się wzdłuż przeciwległych brzegów przesmyku i zaatakowały dwa argentyńskie stanowiska obdarzone kryptonimami Burntside House oraz Camilla Creek. Pierwsze z nich było niewielką farmą zajętą przez kilkunastoosobowy oddział. Gwałtowny szturm powiódł się w 100 procentach. Po krótkiej walce dwóch Argentyńczyków zginęło, a reszta uciekła. Nad Camilla Creek poszło jeszcze łatwiej. Atak kompletnie zaskoczył argentyńskich obrońców, co dziewięciu z nich przypłaciło życiem, a pozostali wzięli nogi za pas. Bitwa zaczęła się więc dla Brytyjczyków bardzo pomyślnie. Posuwając się naprzód natrafiali na opuszczone argentyńskie umocnienia. Jeszcze żaden ze spadochroniarzy nie został ranny. Nagle na niebie pojawiły się flary i rozległ się terkot karabinu maszynowego. Brytyjczycy padli na mokrą ziemię i odpowiedzieli ogniem. Po kilku chwilach któryś z nich sięgnął po granatnik M-79, starannie wycelował i strzelił. Karabin maszynowy umilkł. Kompania D posuwająca się na przedzie natrafiła na silny opór kilku dobrze okopanych gniazd karabinów maszynowych i granatników. Pomiędzy leżącymi w trawie spadochroniarzami zaczęły rozrywać się granaty fosforowe bryzgające we wszystkich kierunkach jaskrawo płonącą substancją. W nocy stało się jasno jak w dzień. Nie było innej rady. Spadochroniarze nałożyli bagnety na lufy swoich karabinów FN FAL i ruszyli do frontalnego ataku. Zdobyli argentyńskie pozycje tracąc trzech zabitych. Tuż przed osadą Darwin przesmyk zwężał się – wcinała się w niego niewielka zatoka Darwin Bay. Za nią przez całą szerokość przesmyku ciągnęło się wzgórze Darwin Ridge.

44 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

HISTORIA ►

Broń i sprzęt porzucone przez Argentyńczyków po bitwie. Jest godzina 9:00. Mrok podbiegunowej nocy niknie z każdą minutą. Do zboczy wzgórza przecinającego przesmyk zbliżają się dwa plutony z 2 Para. Wśród nich jest dowódca batalionu, podpułkownik Herbert „H” Jones. Żadna siła nie powstrzymałaby go przed wzięciem udziału w walce. Był żołnierzem z krwi i kości. Miał 42 lata, z których ponad 20 spędził w wojsku. Przez całą karierę marzył, by poprowadzić swoich żołnierzy do prawdziwej walki. Wiedział, że nie każdemu dana jest taka szansa. Większość oficerów spędza całe życie w sztabie nie mając okazji wykorzystania swoich umiejętności w praktyce, co wpędza ich w depresję. Brytyjczycy rozciągają się w długą linię wzdłuż wzgórza i zwalniają kroku. Wiedzą, że to wzniesienie to doskonałe miejsce na stanowiska karabinów maszynowych. I nie mylą się. Szczyt niewielkiego wzniesienia ożywa kakofo-

nią strzałów, a w dół zbocza toczą się granaty. Dwóch spadochroniarzy zostaje zabitych, kilku innych jest ciężko rannych. Pozostali padają na ziemię i wtulają głowy w gęstą, mokrą trawę. Ogień argentyński jest bardzo celny. Nic dziwnego – na szczycie Darwin Ridge nie siedzą jakieś pastuchy z pampasów, ale żołnierze z 12 Kompanii Rangers z 25 Pułku Piechoty. Nie działa już efekt zaskoczenia. Argentyńscy rangersi już od paru godzin słyszeli strzelaninę z głębi przesmyku i mieli mnóstwo czasu, by przygotować się psychicznie do obrony. Jest już niemal zupełnie jasno, a Brytyjczycy widoczni są jak na dłoni. Kapral Osvaldo Faustino Olmos przeciera zmęczone całonocnym czuwaniem oczy i mocniej ściska kolbę swojego FN MAG. Sieje pociskami po nacierających spadochroniarzach, ale jego ogień jest mało skuteczny – Brytyjczycy idą w odległości kilku metrów jeden od drugiego,


a po pierwszej serii rzucają się na ziemię. Na prawym skrzydle leży podpułkownik Howard Jones. Wie, że nie może leżeć w tej trawie w nieskończoność. Prędzej czy później argentyńskie pociski dopadną jego i jego żołnierzy. Jest tylko jedno wyjście. - Charge!!! – wrzeszczy podpułkownik i rzuca się do przodu przeładowując w biegu swój SMG. Tuż za nim podąża jego adiutant. W tej samej chwili kapral Olmos naciska spust karabinu maszynowego, który pluje śmiertelną serią. Pułkownik Jones trafiony w klatkę piersiową i udo upada i umiera w ciągu kilku minut. Radiotelegrafista Kompanii A wrzeszczy do słuchawki „Sunrise down!”. Z Zatoki San Carlos startuje niewielki śmigłowiec zwiadowczy Westland Scout. Niestety, kiedy zbliża się do wzgórza Darwin Ridge na niebie pojawia się argentyński szturmowiec Pucara. Wystrzelona z niego rakieta Mk 4 „Mighty Mouse” bezbłędnie trafia w brytyjski śmigłowiec, który w płomieniach spada na ziemię. Pułkownik Jones zostanie pośmiertnie odznaczony najwyższym brytyjskim orderem za męstwo – Krzyżem Wiktorii. Jest pochowany na Blue Beach War Cementery na Falklandach. Ogień Argentyńczyków jest zbyt silny i zbyt celny. Brytyjczycy muszą się wycofać poza zasięg ich karabinów maszynowych. Około południa przystępują do kolejnego szturmu. Tym razem mają ze sobą kierowane pociski przeciwpancerne MILAN, które okazują się zabójczo skuteczne w walce z argentyńskimi umocnieniami na szczycie Darwin Ridge. Po śmierci pułkownika Jonesa batalionem dowodzi major Chris Keeble. Jedno po drugim gniazda karabinów maszynowych zamieniają się w dymiące dziury wypełnione strzępami ciał argentyńskich żołnierzy. Pozostali obrońcy wzgórza widząc tragiczny los swoich kolegów podnoszą ręce w górę i machają białymi chusteczkami. Brytyjczycy przekraczają wzgórze i atakują Boca House – samotny dom stojący za Darwin Ridge i opanowany przez Argentyńczyków. Tu również niezawodne okazują się pociski MILAN.

Z domu zostają ruiny, a jego obrońcy giną. Po zdobyciu Boca House Brytyjczycy podchodzą na odległość około czterystu metrów od osady Goose Green. Postanawiają zaatakować dwa najważniejsze cele – budynek szkoły położony nad niewielką zatoczką w odległości około pół kilometra od Goose Green oraz polowe lotnisko leżące na jej obrzeżach. W tym samym czasie Kompania C czyści osadę Darwin z resztek argentyńskich obrońców. Kiedy Darwin jest już wolne spadochroniarze Kompanii C uderzają na budynek szkoły. Po krótkiej wymianie ognia w jednym z okien szkoły zauważono białą flagę. Brytyjczycy przestali strzelać. Porucznik Jim Barriett wraz z dwoma żołnierzami podszedł do budynku, by wynegocjować warunki kapitulacji. W tym momencie w oknie szkoły ukazała się lufa karabinu maszynowego, która plunęła ogniem. Trzej spadochroniarze zginęli natychmiast. Do dzisiaj nie wiadomo, czy był to wynik błędu Brytyjczyków, którzy mylnie ocenili sytuację (co w ferworze walki zdarza się bardzo często), czy też wyjątkowo perfidny podstęp Argentyńczyków. Jeżeli był to podstęp to okazał się być samobójczy. Widząc śmierć swoich towarzyszy Brytyjczycy zrównali budynek z ziemią pociskami MILAN i spalili. W jego zgliszczach znaleziono potem zwęglone ciała kilkunastu argentyńskich żołnierzy. Obrońcy Goose Green obrócili jedno z dział przeciwlotniczych w stronę nacierających w kierunku lotniska Brytyjczyków. Jego ogień powstrzymał na chwilę ich natarcie. Na niebie pojawiły się szturmowe Pucary i Skyhawki przepędzone jednak szybko przez przybywające z odsieczą brytyjskie Harriery z lotniskowca HMS „Invincible”. Zrzuciły one bomby kasetowe BL755 na argentyńskie pozycje, co mocno podkopało morale żołnierzy podpułkownika Italo Piaggi. 2 Para pod dowództwem majora Keeble’a otaczają Goose Green półkolem, którego krańce stykają się z morzem. Już nie ma ucieczki. Brytyjczyków przed ostatecznym szturmem

45

powstrzymuje fakt, że w jednym z budynków znajduje się ponad stu cywili – ich rodaków przetrzymywanych tam od początku argentyńskiej inwazji. Major Keeble decyduje się zagrać va banque. Spośród wziętych do niewoli Argentyńczyków wybiera dwóch oficerów i wysyła ich do dowództwa obrony Goose Green z pismem wzywającym do natychmiastowej kapitulacji. W przeciwnym wypadku grozi zbombardowaniem osady i obciążeniem argentyńskiego dowództwa odpowiedzialnością za straty wśród cywili. Blefuje – nie ma najmniejszego zamiaru bombardować Goose Green. Gdyby podczas ataku zginęli cywile, po powrocie do Wielkiej Brytanii niechybnie sam stanąłby przed sądem. Jeńcy wrócili z wiadomością, że argentyński dowódca jest gotów do rozmów o kapitulacji. Spotkanie ma miejsce na pasie startowym polowego lotniska. Argentyński dowódca nie ma zbyt dużego pola manewru i zgadza się na kapitulację. Wczesnym popołudniem 29 maja 1982 roku na pas startowy polowego lotniska w Goose Green wyszło ponad 1200 argentyńskich żołnierzy i złożyło broń. Brytyjscy spadochroniarze nie mogli uwierzyć własnym oczom – pod względem liczebności Argentyńczycy przewyższali ich ponad trzykrotnie! W Bitwie o Goose Green poległo 17 brytyjskich spadochroniarzy i 47 Argentyńczyków. Była to najkrwawsza i najbardziej zacięta bitwa wojny o Falklandy. Zwycięstwo tchnęło w Brytyjczyków świeżego ducha, a ich morale sięgnęło szczytu. Argentyńczycy zaś zrozumieli, że zajmując Falklandy i rzucając wyzwanie premier Margaret Thatcher popełnili ogromny błąd, za który przyjdzie im bardzo słono zapłacić.

Źródło: Gregory Fremont-Barnes, The Falklands 1982, Osprey Publishing, 2012. Battle of Goose Green, http://en.wikipedia.org, Dostęp 1.09.2013. Line of Fire. Goose Green. The Falklands War. http://www.youtube.com, Dostęp 1.09.2013.

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

HISTORIA ►


Beata Waniek ► Często kiedy otwieram popularne strony internetowe poświęcone kulturze, natykam się na newsy opisujące prywatne życie aktora, wokalisty zamiast krytycznej oceny jego pracy. Informacje na temat czyichś operacji plastycznych, gaży, cycków, waginy, penisa, kochanków, zdrad, stanów wskazujących na spożycie itd., itp., zdają się coraz bardziej przytłaczać istotę rzeczy. Przeciętny odbiorca jeśli chce trafić na rzetelne artykuły na wybrany temat z dziedziny kultury musi już wykazać się sporą znajomością tematu czy też umiejętnością wyszukiwania odpowiednich stron. Tylko komu w tym zabieganym świecie chce się docierać dalej? Nasz gust względem literatury, muzyki czy innych dziedzin kultury powinien być kształtowany od najwcześniejszych lat. Młodzi ludzie pod nie narzucającą się opieką przewodników, winni mieć możliwość poznawania różnych rodzajów sztuki, literatury, muzyki, dotykania wielowymiarowej kultury, aby poszerzać swoje postrzeganie świata, a w efekcie znaleźć w nim miejsce dla siebie. Idealistyczna wizja, ale gdy przyglądam się dzisiejszej rzeczywistości, ogarnia mnie przerażenie. Dochodzę do wniosku, że albo w zatrważającym tempie się starzeję, albo powierzchowność kompletnie tłamsi rozum i związane z nim samodzielne myślenie. Bo jakże często tłum rzucający się na lekturę przereklamowanych „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, czyta powieść, bo to niejako odgórnie mianowany „bestseller”, a nie dlatego by wyrobić sobie własną opinię na temat owej książki czy też tematu, który ona porusza. To co przeraża mnie osobiście najbardziej, to niepisany nakaz myślenia jak większość, podporządkowywanie się narzucanym gustom. Indy-

Fot: Beata Waniek

Samodzielne myślenie na oddziale zamkniętym

widualista w dzisiejszym świecie staje się outsiderem, dziwakiem. Podobnie, jak bohater filmu „Trafiony piorunem” – młody chłopak z małego miasteczka, który ma marzenia, wizję własnego rozwoju, który pragnie czegoś więcej niż tylko popołudnia spędzane na portalach społecznościowych czy imprezach. Denerwuje go płytkość i brak ambicji wśród rówieśników. Sam film nie jest jakimś wybitnym dziełem, ale stawia istotne pytanie: czy młody, wchodzący w życie człowiek z ambicjami, powinien iść konsekwentnie wybraną przez siebie drogą, narażając się przy tym niejednokrotnie na odrzucenie przez grupę? To fantastyczny

46

i smutny obraz współczesnej społeczności, „znudzonej, oddającej się przyziemnym rzeczom, rezygnującej z marzeń lub je wyśmiewającej.” W tym kontekście rodzi się kolejne pytanie: co dalej, jaką przyszłość intelektualną sobie przygotowujemy? W odpowiedzi nasunął mi się obraz szpitala psychiatrycznego i jego pensjonariuszy przedstawiony przez Kena Keseya w znakomitej powieści: „Lot nad kukułczym gniazdem”. Oddział zamknięty, którym bezdyskusyjnie rządzi siostra Ratchel, pozbawiony jest śmiechu, radości życia, samodzielnego myślenia i wyrażania własnych opinii. Pojawia się tam buntownik, indywidualista, który próbuje zmienić rzeczywistość, jednak nie jest to łatwe, bo Wielka Oddziałowa „dobrze wiedziała, że ludzie jak to ludzie, prędzej czy później odsuwają się od jednostek dających z siebie więcej, niż muszą, od świętych Mikołajów, misjonarzy, filantropów i zaczynają pytać: Co im to daje?” Czyż nie jest to doskonała alegoria do dzisiejszego świata, w którym kreuje się gusty i przekonania? Czyż nie tworzy nam się społeczeństwo nie umiejące się przeciwstawić takiemu stanowi rzeczy, gdzie większość dobrowolnie przyjmuje narzucany im punkt widzenia? Czy przypadkiem nie dążymy do zamknięcia się na podobnym oddziale, jak ten z „Lotu nad kukułczym gniazdem”? I czy „myślący” za nas i tak zwana opinia publiczna są aż tak ważne, aby musieć tłamsić własny system oceny, własny umysł? Czy naprawdę nie mamy innego wyjścia i musimy im ulec? Jak się takiemu stanowi rzeczy sprzeciwić, skąd wziąć siłę? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na wszystkie pytania. Mamy alternatywę. Jeśli nie boimy się samodzielnego myślenia, drogi pod prąd, to jesteśmy wygranymi, nie pozwolimy na manipulację. Co jednak z młodszymi, którzy dopiero wchodzą w ten piękny świat? Obawiam się, że gdy im teraz nikt nie pomoże, nie znajdą swoich przewodników, drogowskazów, to za parę lat znajdziemy się na oddziale zamkniętym. McMurphy – bohater powieści Keseya – zapomniał o sile Wielkiej Oddziałowej, o tym, że ona miała czas, a on nie. A my, mamy czas? Ken Kesey: Lot nad kukułczym gniazdem. Warszawa 1994. Trafiony piorunem (Struck by Lightning) 2012, reż. Brian Dannelly.

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

FELIETON ►


Egipska superprodukcja

Dzieło Verdiego powstało na zamówienie wicekróla Egiptu oraz dyrektora Opery Kairskiej Ismailia Paszy, chedywa Egiptu w związku z otwarciem Kanału Sueskiego. Wszystko działo się w roku 1869 a prapremiera spektaklu odbyła się w 1871 roku. Verdi wywoływany był na scenę 32- krotnie. Początkowo autor nie był zainteresowany librettem ale bajeczne honorarium w wysokości 150 tys. franków w złocie i wolna ręka w doborze wykonawców wszystkich ról szybko przekonały go do współpracy. W tych wspaniałych warunkach powstało dzieło ponadczasowe i niezapomniane. Prapremiera odbyła się w naturalnej scenerii. Od tego momentu Aida kojarzy się z niesamowitymi wykonaniami takimi jak to miało miejsce we Wrocławiu. Tamtejsza Opera dokonała niemożliwego zmieniając Hale Ludową w starożytny Egipt. Było to w roku 2003 a interpretacja ta zapierała dech każdego oglądającego. Od czasu pierwszego wystawienia aż do chwili obecnej, opera triumfuje na wszystkich scenach świata, wzbudzając wielkie emocje monumentalnymi scenami zbiorowymi. Tak będzie i w przypadku Glasgow. Spodziewać się możemy chóru, gigantycznej sceny i efektów pirotech-

Fot: Ela Rygas

Ela Rygas ► Aida, to jedno z najbardziej zachwycających i pełnych uniesień przedstawień o miłości, dramacie i poświęceniu. Jedna z najpopularniejszych oper Giuseppe Verdiego to największa megaprodukcja pokazana w Clyde Auditorium Glasgow w tym roku. Historia Aidy wciąż zachwyca i wzrusza miliony ludzi na całym świecie.

nicznych. Dla wzmocnienia spektaklu powołana będzie ściana ognia. Nie możemy również zapomnieć o sekwencji baletowej towarzyszącej przedstawieniu. Reżyserka Ellen Kent powołała na gigantyczną trasę Aidy śpiewaków o międzynarodowej sławie a krytycy nie szczędzą słów pochwały dla wykonania arii takich jak Celest Aida czy Ritorna Vincitor. Oczywiście każdy rozpływa się przy scenie finałowej gdy brzmi Marsz Triumfalny. Całość śpiewana jest po włosku, któremu towarzyszą angielskie napisy. aCas ‘Celest Aida’, Libretto napisał Antonio Ghislanzoni na podstawie scenariusza Auguste`a Mariette`a. XIX-wieczne od-

47

krycia archeologiczne fascynowały Europę a opowieści towarzyszące starożytności podsycały wyobraźnię widzów. Tytułowa Aida, to córka etiopskiego króla Amonastra, która jako niewolnica na egipskim dworze zakochuje się z wzajemnością w egipskim wodzu - Radamesie. Na jej nieszczęście, kocha się w nim również córka egipskiego króla - Amneris. Kiedy wybucha wojna pomiędzy Etiopią i Egiptem, Radames zostaje wybrany na głównodowodzącego armią. Zrozpaczona Aida życzy powodzenia ukochanemu wiedząc jednak, że w ten sposób występuje przeciwko własnemu ojcu i krajowi. Gdy zwycięski Radames powraca z walk, egipski król ofiaruje mu rękę swojej córki Amneris, a Aida i jej ojciec Amonastro mają pozostać zakładnikami. Radames odmawia poślubienia Amneris za co zostaje zamknięty w grobowcu. Tu spotyka Aidę, która słysząc o wyroku postanowiła umrzeć z ukochanym. Połączeni uściskiem, spokojnie oczekują na śmierć. Nad grobowcem zrozpaczona Amneris błaga bogów o ukojenie serca. Sposób przekazania legendy o potędze miłości wciąż przemawia do wyobraźni. Wzmaga to orientalny koloryt, rozmach i dramaturgia. Całości dopełniają za każdym razem dekoracje i muzyka. Przedstawienie już święci triumfy na scenach teatralnych w Wielkiej Brytanii podsycając źródło sukcesu wcześniejszych światowych premier. Porywająca muzyka, dekoracje i sposób wykonania jak również dramaturgia oscylująca wokół zbrodni, nieszczęśliwej miłości i zemsty to murowany sukces a przede wszystkim wspaniałe przeżycie dla publiczności. Verdi - Aida Gdzie ; Clyde Auditorium, Glasgow, His Majesty`s Theatre, Aberdeen, Playhouse Edynburg Kiedy; 7 listopada - Glasgow, 24 i 25 luty – Aberdeen, 15 marca - Edynburg

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

FELIETON ►


POEZJA ► Joanna Otorowska-Duda

Joanna Otorowska-Duda urodziła się w Katowicach. Tam też wychowywała się i chodziła do szkół. W 2000 r. ukończyła studia na Wydziale Techniki na Uniwersytecie Śląskim. Od najmłodszych lat szukała ujścia dla swych artystycznych wizji. Zaczynała od rysunków ołówkiem i węglem drzewnym. W późniejszych latach jej pasja zaczęła się rozwijać; robiła projekty tatuaży, po czym wykonywała je swoim znajomym; malowała po ścianach w mieszkaniu. Uwielbiała także biegać z aparatem, na kupno którego długo zbierała pieniądze. Wciąż poszerzała pole zainteresowań. Stała się samoukiem. Dzięki temu, zaczęła poruszać się w programach graficznych i tworzyć - były to grafiki i fotomontaże. Pierwsze płatne zajęcie jakie podjęła, pozwoliło na kontynuację jej zamiłowań w szerszym zakresie. Była to praca w dziale reklamy. Nadal tworzy grafiki i przeróbki zdjęć. Projektuje okładki. Jedna z nich została wybrana do antologii. O swojej pasji mówi, że jest ucieczką od trosk dnia codziennego, jest krzykiem za duchową wolnością. Postrzeganie otaczającego świata zapisuje kadrami, a drobinki siebie rozsypuje w wierszach, które są publikowane w licznych magazynach literackich, takich jak: Poezja dzisiaj czy E=S2. W marcu 2013 r. nakładem wydawnictwa 2Kings&Luv Publishers ukazał się jej debiutancki tomik poezji „kiedy dzień opuszcza powieki”. ROZMOWA Z JOANNĄ OTOROWSKĄ-DUDA Rozmawia: Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd F.R-L. Jesteś matką na cały etat. Zajmujesz się grafiką, piszesz wiersze i administrujesz poetycki portal. Jak dajesz radę? Czy w takim natłoku obowiązków, pisanie jest jeszcze jakąś przyjemnością? J.O-D. Tak. Można powiedzieć, że to moja ucieczka od codzienności, taki azyl, gdzie na moment wyłączam się i udaję się w podróż emocjonalną między wersy. Staję się taka tycia i tam właśnie wnikam. F.R-L. Czyli poezja to ucieczka? Przed czym? J.O-D. Jak wspomniałam, przed codziennością - natłokiem spraw, trosk, ucieczką przed goniącym czasem. Ucieczką do miejsca, gdzie można utrwalić też te emocje, które dodają energii - pozytywy. F.R-L. Nie tylko piszesz. Jesteś także administratorem dużego poetyckiego portalu e-sztuka.com, na którym zatwierdzasz i komentujesz wiersze. Czy dzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi, to także odskocznia od codzienności? J.O-D. Na pewno, ale jednocześnie jest to też radością, że w jakimś stopniu mogę przyczynić się do zrobienia kroczku na przód,

48 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

POEZJA ►


49

że jednak w czymś mogę pomóc i sprawić, że autora podbuduję, bądź dam cenną wskazówkę. F.R-L. W tomiku wierszy, który niedawno wydałaś, nie zawsze jesteś taka skromna i potulna. Czy podmiot liryczny z twoich utworów to Ty? J.O-D. Nie tak do końca, bo w większości wierszy podmiotami są osoby z inspiracji obrazami, muzyką czy też filmami, ale i kobiety żyjące w moim otoczeniu, wreszcie też i ja sama. F.R-L. Twój tomik przedstawia ewolucję uczucia, które z kolei powoduje zmiany w kobiecej psychice. W którym momencie życia jesteś? J.O-D. Myślę, że ten etap, w którym teraz się znajduję, to stabilizacja przepleciona ze szczęściem, wzajemnym szacunkiem, pewnego rodzaju harmonią, ale i po części obawami o przyszłość, ze względu na dzieci. Staram się jednak żyć tym co jest „tu i teraz”, łapać najlepsze chwile radości. F.R-L. „Tu i teraz” - bardzo ostatnio modny trend; filozofia zalecana przez buddyjskich nauczycieli. Czy potrafisz wdrażać ją w życie? A może to tylko puste słowa? J.O-D. Czy modna? Pewnie tak, skoro tak jak mówisz - zalecana. Jakiś czas temu zrozumiałam, że tonięcie w rozmyślaniach, w cofaniu się wstecz bądź przeskoku do jutra, jest dość niebezpiecznie, na tyle, że stan ducha staje się „obciążeniem” dla całości naszej istoty. Dla mnie „tu i teraz”, to cieszenie się chwilą, łapanie pozytywnej energii z piękna, którego tak wiele wokół, utwierdzanie się w przekonaniu, że nie można uzależniać się od myśli, które wyniszczają. Puste słowa - raczej nie, bo słowa też potrafią tak wiele, mają mnóstwo znaczeń, a pustka wcale nią nie jest. F.R-L. Słowa potrafią wiele to prawda. Jesteś jedną z „Niosących Słowa” - antologii, która już teraz wzbudza wiele emocji. Jakie emocje wzbudza u Ciebie? J.O-D. Ich mieszankę - od radości, fascynacji po ekscytację. Może dlatego, że nawet nie wyobrażałam sobie nigdy, że będę mogła być cząstką „skrzydeł”, które tak wiele pięknych słów do niezmierzonej ilości ludzi, zaniosą. F.R-L. Z ludźmi, czy bez masz własne skrzydła. Twoja poezja jest dojrzała, stanowisz wzór do naśladowania. Czy jesteś także wzorem dla własnych córek? Co im chcesz przekazać? Jakie wartości mają dla Ciebie znaczenie? J.O-D. Bardzo mi miło to słyszeć. Dziękuję. Mam taką nadzieję, że jestem Ich wzorem i kiedyś w przyszłości, będą śmiało mogły powiedzieć, że potrafią sobie radzić w życiu w różnych sytuacjach. Bardzo chciałabym Im przekazać prawdę, że życie jest piękne, a dobro i serdeczność mieszkają jeszcze w ludziach, tylko niektórym z nich trzeba czasami pomóc to uwidocznić. Przekazać również radę, że i ostrożność trzeba mieć w sobie, mimo wszystko. Najważniejsza jest rodzina i miłość w niej panująca, wraz ze zrozumieniem i cierpliwością. F.R-L. Ciągle piszesz o pozytywach. Dobro, miłość, harmonia... ale na świecie istnieje też zło. Nie widzisz go, czy nie chcesz zobaczyć?

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

POEZJA ► Joanna Otorowska-Duda

POEZJA ►


50

J.O-D. Wiem, że istnieje, ale może nie tyle „zło”, ile brak dobra. Widzę go, choć wolałabym nie. F.R-L. Odwracasz się przed złem? Dzieci tak robią. Zakrywają oczy i myślą, że wszystko samo się rozpuści. Niewiele to daje... J.O-D. To, że wolałabym go nie widzieć, nie oznacza, że zakrywam oczy. Ludzie powinni zrozumieć, że brakiem dobra w sobie, wyniszczają nie tylko siebie, ale i innych. F.R-L. Też tak myślę. Nie każdy jednak podziela nasze zdanie. Odejdźmy jednak od filozoficznych rozważań o życiu i od poezji. Twoja kreatywność przejawia się także w sztukach plastycznych. Mogłabyś opowiedzieć o swoim drugim talencie? J.O-D. Chyba nie ma co tu opowiadać. Bywa, że „tworzę” grafikę komputerową, zazwyczaj ze swoich zdjęć i czasami rysuję - to takie przypływy chwili, które rodzą się wizją na papierze lub monitorze. F.R-L. Projektujesz loga, okładki i wiele innych rzeczy. Twoja grafika ukazuje się w międzynarodowych magazynach. Twoja skromność zawstydza. J.O-D. Teraz to Ty mnie zawstydziłeś... F.R-L. Skoro tak, pozwólmy czytelnikom ocenić Twoją twórczość. Dziękuję bardzo za tą rozmowę. J.O-D. Ja tez dziękuję.

WIERSZE WYBRANE: KIEDY DZIEŃ OPUSZCZA POWIEKI nie tańczymy w ramie płyniemy w cieple melodii oddechów usta bliżej spragnione opuszkami zapamiętany kontur i smak splotów kiedy słowa zbędne na nizinach zapach dojrzałego owocu wyżyny pęcznieją ukochane dotykiem

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

POEZJA ► Joanna Otorowska-Duda

POEZJA ►


ZAPAŁ(KA) nie zapadaj się o świcie jakby dusiła obawa że z tęsknoty skóra spłonie czy jest coś żywszego niż ogień miłości w kontraście nocy kiedy pragniesz tak bardzo gwiazdozbiory przypominają sploty zachłannej pary

POEZJA ► Joanna Otorowska-Duda

wspomnienia odsłaniają obrazy subtelne tatuaże na odwrocie powiek żądza jak nieokiełznana fala rozchyla usta głodne smaku wypieszczonej skóry jeszcze powrócisz niby przypadkiem na zawstydzone przestrzenie osłonięte póki samotne NIEWYGODNA mówili że tak trzeba że to będzie najlepsze dla nich dla niej przyjęła nowe nieswoje motto wpojone przemyka jak podświetlony baner po co jej własne zdanie lepsza igła i nić chirurgiczna odżywiać można się kroplówką albo powietrzem po cichu (stężenia ponad normę) - pokarmu starczy na dłużej jutro poszuka tej co w środku dzisiaj nie ma czasu - służy pod czystym niebem tylko uczepiony cień krzyczy prawdą na ścianie

51 07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► KULTURA

POEZJA ►


MUZYKA ► BOOGIE WOOGIE Isley Brothers, Stevie Wonder, Martin Gaye, Martha Reeves to tylko niektóre gwiazdy, które prezentować się będą podczas wieczoru im poświęconego. Gwiazdy Motown Show, to nie tylko takie hity jak My Guy, I`m yours czy Dancing in the Street to także niezapomniana zabawa i niezapomniane widowisko, a wszystko wykonane przez profesjonalistów i aranżerów genialnego przedstawienia. The Magic of Motown Gdzie | Theatre Royal, Glasgow Kiedy | 8 listopada | Godzina; 19.30 Bilety | £25 DRUM’N’ BASSOWY RUDIMENTAL Rudimental to londyński kwartet uznany za muzyczne objawienie sceny elektronicznej. Szturmem dostał się na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Utwory Feel The Love czy Not Giving In, słychać było w rozgłośniach całego świata, a teledysk do pierwszego z nich na YouTube obejrzano już blisko 19 milionów razy! Grupa ma swym koncie debiutancką płytę Home, którą będą prezentować podczas trasy koncertowej obejmującą Glasgow. Rudimental wystąpi tam aż dwukrotnie 9 października tego roku i 24 lutego 2014. Rudimental Gdzie | O2 ABC, Glasgow Kiedy | 19 październik i 24 luty | Godzina; 19.00 Bilety | 11

ELECTRO I DUB W ABERDEEN Chase & Status, to solidna dawka elektronicznego brzmienia. Duet tworzą Saul Milton i Will Kennard. Taneczna dwójka rodem z Londynu od 2003 roku szturmem zdobyła listy przebojów. Muzyczne korzenie należące do drum and bass i dubstepu to flagowe brzmienie zespołu. Dzięki takim hitom jak Take Me Away i More Than Alot muzycy dali się poznać jako maszynka do robienia pieniędzy a ostatni album Chase & Status, Brand New Machine zdobył już platynę. Utwory z tej i poprzednich płyt można będzie usłyszeć już niedługo podczas trasy koncertowej w Szkocji. Chase & Status Gdzie | AECC GE Oil & Gas Arena, Aberdeen, The Hydro, Glasgow Kiedy | 1, 2 listopad | Godzina; 18.30 Bilety | 35 GDYBYM BYŁ BOGATY Jeden z najlepszych musicali na świecie. Skrzypek na dachu, którego premiera odbyła się w 1964 roku na Broadwayu z muzyką Jerrego Bocka, słowami Sheldona Harnicka i librettem Josepha Steina od lat nie schodzi z afiszy teatralnych. Historia jest luźno oparta na książce Dzieje Tewji Mleczarza autorstwa żydowskiego pisarza pochodzącego z Ukrainy Szolema Alejchema. Opowieść jest o tytułowym Tewje i jego zadaniu wydania za mąż swoich córek. Historia o tyle ważna, że ciągle żywa a jedno z zawołań Tewje o bogactwie stale rozpala marzenia maluczkich. Gdzie | Festival Theatre, Edynburg Kiedy | 1- 5 października | Godzina; 14.30, 19.30 Bilety | £42.50

52

PROGRESYWA I DUCH CURTISA Wydarzenie jesieni w Usher Hall. Live Transmission – Joy Division to jedne z najbardziej śmiałych przedstawień jednego z najbardziej oryginalnego zespołu w historii rocka. Całość zagra specjalnie na tą okazję zaaranżowana electro – orkiestra, która wykona najbardziej znane utwory Joy Division. Do tego układu dodano wizualizację Matta Watkinsa zapewniając unikalność i przekaz Iana Curtisa. Live_Transmission – Joy Division Reworked Gdzie | Usher Hall, Edynburg Kiedy | 1 październik | Godzina; 10.00 Bilety | £18 BORRELL I ZAZOU W GLASGOW

Najgorzej ubrany mężczyzna zdaniem GQ. Główny zarzut pod adresem wokalisty? Za szeroki… dekolt. Takim mianem chwali się Johnny Borrell. Młody i utalentowany muzyk. Frontman Razolight tym razem wystąpi ze swym nowym zespołem i w nowych aranżacjach. Do tego przedsięwzięcia potrzebne było Borellowi natchnienie w postaci kraju Basków i słowa Zazou. Na koncertach wokaliście towarzyszą trzej muzycy Fred Stitz, Joao ‚John’ Mello i Darren Barry. Ich wspólny pierwszy album Dahlia Allegro/ Pan European Supermodel Song poniósł się szerokim echem w świecie jako intrygujący i szalenie inspirujący. Johhny Borrell and Zazou Gdzie | Cabaret Voltaire, Edynburg, King Tuts Wah Wah Hut, Glasgow Kiedy | 1, 2 października | Godzina; 19.00 Bilety | £ 12


KULTURA ►

53

SZALONA ERA ROCKA W GLASGOW I EDYNBURGU

PORWANIE SABINEK PRZEZ DRWALI

MYŚL ZAMKNIĘTA W KOLE

Cats to najdłużej grany musical w historii teatru. Podbiło rekordy oglądalności na West Endzie jak i Broadwayu. Musical skomponowany przez Andrew Lloyda Webbera na początku lat 80 – tych zeszłego wieku cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Dramat, romans i fantazja w jednym. Całość okraszona tańcem i niezapomnianymi hitami w postaci Memory to cecha zapierająca dech w piersiach. Nie możemy także zapomnieć o uroczych kostiumach i charakteryzacji, która w tym wypadku jest numerem jeden w tej produkcji. Gdzie | King’s Theatre Kiedy | 16- 28 września | Godzina; 19.30 Bilety | £17.90 – £43.40

Cóż począć jeśli zna się samych braci, a każdy z utęsknieniem czeka na tą jedyną. Wokół las i sami bracia, a spośród nich jeden zafascynowany książką o porwaniu Sabinek przez Rzymian, obmyśla intrygę rychłego małżeństwa. Playhouse Edynburg tym razem serwuje wszystko w jednym. Miłość, intrygę i romans. Siedem narzeczonych dla siedmiu braci to jedno z najzabawniejszych musicali wystawianych w historii tegoż gatunku. Historia ta śmieszy od 1954 roku i wciąż z powodzeniem zapewnia komplet widzów. Seven Brides for seven Brothers Gdzie | Edinburgh Playhouse, Edynburg Kiedy | 30 września – 5 październik | Godzina; 14.30, 19.30, Bilety | £10.00 – £35.00

Gabriel Orozco to jeden z najwybitniejszych artystów międzynarodowych. Jego prace cechuje innowacyjność i prostota. Wystawa The Eye of Go to seria dużych okrągłych i geometrycznych wzorów, które zdaniem Orozco ma przechwytywać wyobraźnię. Skłania także widza do myślenia o sposobie organizacji i perspektyw artysty. Orozco to nie tylko malarz. To także doskonały rzeźbiarz i fotograf oraz filmowiec. Do tego zapalony kibic piłki nożnej, której kilka prac poświęcił właśnie tej dyscyplinie sportu. Gabriel Orozco: thinking in circles Gdzie | The Fruitmarket Gallery Kiedy | 1 września – 18 październik | Godzina; 10.00- 17.00 Wstęp wolny

WYPRAWA PO ZŁOTE RUNO Dziwaczne, śmieszne i ciekawe. Tak spektakl Jazon i Argonauci opisują recenzenci. Mit o złotym runie i bohaterskich czynach argonautów od zawsze rozpalały umysły. Tym razem Festival Theatre zaprasza na niecodzienną przygodę dla każdego fana mitycznych przygód. Przedstawienie poza doskonałą grą aktorską będzie zadziwiać scenografią, by nadać wydarzeniu smak fantastyki i bajkowości. Visible Fictions: Jason & the Argonauts Gdzie | The Studio at Festival Theatre Kiedy | 25, 26 września | Godzina; 10.30, 18.00 Bilety| £6 ZAKRĘCONE I DZIKIE Confiusion is Sex to jeden z okrętów flagowych Bongo Club. Pomieszanie z poplątaniem dla innych a dla drugich świetna zabawa. Zakręcony mix burleski z techno glamem i electro. Do tego brzmienia punka i rocka to zdaniem organizatorów pomysł na nowe brzmienie a odnajdywanie dziwactwa w normalności już nikogo nie powinno dziwić. Confiusion is Sex Gdzie | The Bongo Club Kiedy | 27 września | Godzina; 23.00 | Bilety | £7

PRZYJACIEL POLSKI Demarco European Art Foundation zaprasza na wystawa w Summerhall będącą wierną kopią tego, co zostało pokazane na tegorocznym Biennale w Wenecji. Wydarzenie zatytułowane Italo – Szkocja w Europie, Europa w Italo – Szkocji to projekt promocji związków obu państw. Relacje imigrantów i wzajemne przenikanie się do życia i działania nie tylko kulturalnego, ale także i gospodarczego i społecznego. Ekspozycja ta odbiła się szerokim echem w Europie i jako pierwsza była wystawiana w Brukseli w 2011 roku. Oprócz tego Demarco European Art Foundation ma wiele planów na przyszłość związanych między innymi z rocznicą wybuchu pierwszej wojny światowej oraz bitwy pod Monte Cassino. A Selection from The Richard Demarco Archive Gdzie | Summerhall, Edynburg Kiedy | 2- 27 września | Godzina; 11- 21.00 Wstęp wolny

PAIN THING NIE DLA WRAŻLIWYCH Robert Kuśmirowski jest doskonale znanym artystą dla każdego fana tutejszego festiwalu sztuki. Tym razem rodak szokuje eksperymentami z udziałem zwierząt. Jest to o tyle odkrywcze i niezależne, że całość imprezy została obwołana etykietą – nie dla wrażliwych. Kuśmirowski odważnie stawia sobie cel powołania do życia roboty. Dodatkowo techniki jakie używa można obwołać jako niesamowite i odważne. Robert Kuśmirowski to młody polski artysta współczesny, performer, twórca instalacji, obiektów i fotografii. Jego śmiałe manipulowanie faktami historycznymi w ujęciu sztuki nadało artyście miano wizjonerskiego. Pain Thing to druga wystawa w Edynburgu Kuśmirowskiego, na którą zaprasza galeria Summerhall. Robert Kuśmirowski | Pain Thing Gdzie | Summerhall, Edynburg Kiedy | 2 – 27 września | Godzina; 11 – 21.00 Wstęp wolny


07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SPORT

DENIS CUP: Piłkarskie gwiazdy w Manchesterze

Fot: Fotolia

Marek Citko, Michał Żewłakow, Marek Koźmiński oraz Stefan Majewski to tylko niektóre ze znanych nazwisk, jakie pojawić się mają podczas kolejnego turnieju Denis Cup organizowanego przez Daniela Denisiuka. 22 września w Manchesterze szykuje się wielki piłkarski festyn z rodzinnym grilem oraz wieloma atrakcjami dla namłodszych. Do udziału w imprezie oprócz wspomnianych wcześniej osobistości, zaproszono też m.in. Tomasz Kuszczaka oraz Jerzego Dudka. Podczas turnieju ma zostać dokonana selekcja do kadry Polski U15. Być może któryś z podopiecznych szkółki w Manchesterze już w najbliższym czasie będzie miał okazję włożyć koszulkę z orłem na piersi. Daniel Kowalski | polsport.co.uk


CBL Polonia współpracuje ze Skrą

W związku z szybkim rozwojem akademii piłkarskiej klub The Eagle FC poszukuje osób zainteresowanych współpracą z klubem na stanowiskach : trener koordynator grup młodzieżowych, trener piłkarski oraz kierownik drużyny młodzieżowej. W tym roku zespoły przygotowujące się do piłkarskiego sezonu na brak sparingpartnerów nie będą mogły narzekać. W sierpniu planowane są bowiem aż trzy polonijne turnieje, kolejno w Burton, Luton oraz Wrexham. Pierwszą okazję do rywalizacji polonijne kluby będą miały 17 sierpnia w Burton, gdzie odbędzie się II Memoriał Łukasza Bielawskiego, piłkarza FC Bajany Burton, który przed dwoma laty przegrał walkę ze złośliwym nowotworem. Zebrane podczas imprezy środki przekazane zostaną na hospicjum dla dzieci i młodzieży Rainbows Hospice. Następnego dnia w Luton będziemy świadkami kolejnej charytatywnej imprezy piłkarskiej, tym razem organizowanej przez tamtejszy klub, Jedenastka FC. W tym wypadku dochód z turnieju przekazany zostanie na leczenie córki jednego z piłkarzy organizatora. Wakacje zakończy turniej w walijskim Wrexham, gdzie odbędzie się kolejny turniej z cyklu Polish Masters League. Organizatorem imprezy, która odbędzie się 31 sierpnia, jest tamtejszy piłkarski klub sportowy KSW. Tymczasem w zakończonym właśnie turnieju charytatywnym Stevenage Cup 2013 zwycięzcą został zespół Labamba. W końcowej klasyfikacji triumfator wyprzedził FC Polska. W turnieju, którego organizatorem było stowarzyszenie Czerwona Kartka Rasizmowi wzięło udział blisko 300 polskich piłkarzy, były też trzy ekipy reprezentujące lokalną społeczność w Stevenage. Daniel Kowalski | polsport.co.uk

W związku z szybkim rozwojem akademii piłkarskiej klub The Eagle FC poszukuje osób zainteresowanych współpracą z klubem na stanowiskach : trener koordynator grup młodzieżowych, trener piłkarski oraz kierownik drużyny młodzieżowej. Siatkarze Polonii Londyn podbili już Wyspy, więc zmierzyli siły z naprawdę poważnym rywalem. Na zaproszenie Skry Bełchatów, wyjechali na towarzyski mecz z utytułowaną drużyną. Trzykrotny i aktualny mistrz Anglii uległ siedmiokrotnemu mistrzowi Polski 1:3 (17:25, 12:25, 26:24, 17:25). – Ten wygrany set to najprawdopodobniej najważniejszy set wygrany przez angielską drużynę ligową w meczy międzynarodowym. Jestem bardzo dumny z moich siatkarzy – powiedział Bartek Łuszcz, wiceprezes CBL Polonii. Ekipa z Londynu pierwszy raz wystąpiła pod tym szyldem; niedawno jej strategicznym sponsorem została spółka Capital Business Link, czołowa polskojęzyczna firma księgowa w UK. Weekendowy wypad do ojczyzny to efekt współpracy Polonii ze Skrą. Oprócz konfrontacji na boisku, celem wyjazdu był udział w III Zlocie Kibiców bełchatowskiego klubu. Przedstawiciele CBL Polonii mieli też okazję podpatrzeć, jak na co dzień działa jeden z najlepszych klubów siatkarskich na świecie. Wiceprezes Łuszcz i trener Chris Hykiel pojechali do Beł-

55

chatowa kilka dni wcześniej niż drużyna. – To dla mnie wielki honor, zostać zaproszonym przez trenera Miguela Falascę do wzięcia udziału w zajęciach Skry. To niesamowite doświadczenie, zobaczyć jednych z najlepszych siatkarzy trenujących na hali tuż obok mnie. Wlazły, Antiga, Pliński, Conte, czy Kłos to gwiazdy naszego sportu, których grę podziwia każdy trener na świecie – dzielił się odczuciami trener Hykiel. W jednym z treningów Skry udział wziął rozgrywający Polonii, Bartosz Kisielewicz. Zapełnił on lukę, którą w drużynie gospodarzy wywołał wyjazd ich zawodnika na zgrupowanie kadry narodowej. Kisielewicz na treningu spisał się doskonale i gdyby nie formalne trudności, prawdopodobnie zostałby zaproszony do trenowania ze Skrą przez najbliższy miesiąc. Sobotni mecz obejrzało ok. 2000 fanów, którym CBL Polonia została przedstawiona przez spikera jako „Manchester United siatkówki”. Wśród ubranych w czarno-żółte stroje miejscowych kibiców, było też czterech przyodzianych w biało-czerwone barwy Polonii. Reprezentanci jedynego w Anglii klubu kibica działającego przy drużynie siatkarskiej pokonali ponad 1600 km, by dopingować swoją drużynę. Kluby kibica Skry i Polonii również nawiązali współpracę. – Zobaczyliśmy, jak wiele dzieli nas od Skry sportowo i organizacyjnie. To przepaść, ale niesamowita okazja porównania się z tak klasowym klubem, pozwala nam lepiej określić cele na przyszłość – skomentował eskapadę Bartek Łuszcz. – Mamy do nadgonienia wiele lat, ale z pomocą Skry na pewno uda nam się szybko podnieść poziom całej angielskiej siatkówki. Współpraca obu drużyn będzie kontynuowana i już planowany jest mecz rewanżowy, w Londynie. Tymczasem fani londyńskiej ekipy mają szansę zobaczyć swoich ulubieńców na miejscu już w najbliższy weekend. CBL Polonia zagra w turnieju siatkarskim Volleyfest, który odbędzie się w hali Crystal Palace. Grzegorz Bonczar| polsport.co.uk

07 | 09 | 2013 | OPEN ► 25 ► SPORT

Piłkarska Polonia gra charytatywnie

SPORT ►


FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas! ZAPROŚ SWOICH ZNAJOMYCH! :)

Open polish magazine issue 25  
Open polish magazine issue 25  

Open Polish Magazine

Advertisement