Page 1

FOT: Martynka Wawrzyniak - projekt “Smell me”

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 11 ▶ | 29 | 03 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

Pracowałam w wielu mediach, także jako fotografka.. Ostatnio moje własne ciało stało się moim przekaźnikiem. Z Martynką Wawrzyniak rozmawia Gosia Szwed

SZtuka szokowania


| W dzisiejszym numerze | | Str. 04 | Od redaktora naczelnego

Wstępniak. Tako rzecze... | Str. 05 | Polityka

David Cameron w natarciu | Str. 06 | Polityka

Debata telewizyjna Pijawki na benefitach | Str. 09 | Nauka | Zdrowie

Rak w szpilkach

SZtUka SZOkOwaNIa OPEN POLISH MAGAZINE IN UK

Redaktor Naczelny | Damian Biliński | ip.openscotland@gmail.com | Tel: 07923378062 Reklama i Marketing | Małgorzata Bilińska | mb.openscotland@gmail.com Skład i Grafika | Małgorzata i Damian Bilińscy | Wydawca | Interactive Publishing | SCOTLAND | Strona interneowa | www.openscotland.pl | Tel: 07923378062 Współpraca | Anna Kutera, Beata Waniek, Ela Rygas, Gosia Szwed,

Joanna Goldberg, Katarzyna Campbell, Małgorzata Bilińska, Marta Jadwiga Wiejak, Sandra Paziewicz, Damian Świątek, Marek Wardęga, Mateusz Biskup

OPEN POLISH MAGAZINE jest redagowany przy współpracy z serwisami: Lejdiz Magazine.com | polsport.co.uk Poglądy zawarte w felietonach, opiniach i komentarzach są osobistymi przekonaniami autorów i nie zawsze pokrywają się z poglądami redakcji Open Polish Magazine. Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów oraz zdjęć bez wyraźnej zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

Religia. Baju, baju... | Str. 13 | Społeczeństwo

Sąsiedzi - czy to tylko bajka? | Str. 15 | Kultura

Felieton. Zaproś życie | Str. 17 | Sztuka

Sztuka szkokowania

Fot: Fotolia

Pracowałam w wielu mediach, także jako fotografka.. Ostatnio moje własne ciało stało się moim przekaźnikiem. Z Martynką Wawrzyniak rozmawia Gosia Szwed

| Str. 28 | Fotografia

Galeria. Agnieszka Kędziora | Str. 38 | Historia

Historia. Akcja “Za Kotarą” | Str. 42 | Poezja

Poezja. YVETTE Popławska | Str. 47 | Poezja

Poezja. Paulina Krzyżaniak

Fot: YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

FOT: Martynka Wawrzyniak - projekt “Smell me”

| Str. 11 | Religia

Fot: Agnieszka Kędziora

| Str. 07 | Społeczeństwo

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► SZTUKA ► KULTURA ► ROZRYWKA ► HISTORIA ► WYWIAD ► FELIETON

SPIS TREŚCI ► 02

Fot: David Cameron

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 11 ▶ | 29 | 03 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK


REKLAMA ► 03

Lejdiz Magazine już w sieci!

http://www.lejdizmagazine.com


Osobista Wielka Noc ►

Ostatnio pisałem o nocy, a w zasadzie o tym, jak można w sposób radosny noc zagospodarować. I choć niektóre noce mogą być nudne, wyświechtane, częstokroć rutynowe, ta o której chcę napisać jest wyjątkowa, innymi słowy o Wielkiej Nocy słów kilka.

SŁÓW KILKA ► 04

W Wielkiej Brytanii nikt (raczej) przybijać się nie będzie, a i chłodne posadzki i kolorowe koszyki są mniej popularne, niż np.: w Polsce. Ale jeśli ktokolwiek myśli, że Brytyjczycy są przez ten fakt bardziej racjonalni, myli się. Bowiem w Wielkiej Brytanii również istnieje kult „Trzech Wielkich Nocy”: pierwsza (umownie), zaczyna się w okolicy sierpnia. To Halloween, wówczas sklepowe półki uginają się od przeróżnych straszydeł, dyń, czarownic, wampirów i trupich czaszek. I choć Halloween, świętowane jest z końcem października, interes kwitnie od sierpnia. Druga noc – Boże Narodzenie - (umownie), zaczyna się w okolicy października. Wówczas sklepowe półki świecą lampkami na choinkę i słodkimi Mikołajami. Dzwonki, renifery i świąteczne kartki z drzewkami, idą jak świeże bułki, oczywiście do końca grudnia. I trzecia, najważniejsza noc (po sylwestrowym kacu), zaczyna się w styczniu. Nie spotkałem supermarketu, który by z początkiem roku, w swoim asortymencie nie posiadał zajączków, jajek, marcepanów i Wielkanocnych babeczek. Innymi słowy „Wielka Noc”, na Wyspach, z racji swojej wielkości trwa – jak mi się zdaje – najdłużej. Czy dłużej oznacza lepiej? Analizując ostatnie 2 tysiące lat, odnoszę wrażenie, iż niekoniecznie. Ale każdy ma swoje zabawki, i niech się bawi według swoich potrzeb, nawet jeśli są to gwoździe. Ja gwoździami się nie bawię, a przynajmniej od czasu pewnej Wielkiej Nocy, i mojego zmartwychwstania.

Ostatnie trzy doby mijającego tygodnia: Wielki Czwartek (wieczór), Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania znane są jako Triduum Paschalne. Jest to okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń: Ostatniej wieczerzy, śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu, a następnie Jego Zmartwychwstanie. Tyle teorii. W praktyce bywa różnie. Wielu wierzących na pamiątkę tych wydarzeń robi sobie świąteczne jaja, chlebem i solą przystrajają koszyki, smażą bigosy, jedzą kiełbasy, szukają zająca. Niektórzy, nieco bardziej konserwatywni szukają sensu wydarzeń w zaciszu chłodnej posadzki kościoła. Idąc dalej w głąb tajemnicy odkrywamy, że na świecie istnieje spora grupa ludzi, która z przyjemnością dźwiga ciężki krzyż, daje się wychłostać, a nawet (przykład chociażby Filipin) ukrzyżować. Zadziwiające, jak bardzo pociąga nas tajemnica, choć należy zauważyć, że w różnym stopniu. Zadziwiające jest również to, jak szybko z racjonalnej na co dzień maszyny, dajemy wodzić się irracjonalności, intuicji. Nie chcę, bynajmniej, polemizować z Henri Bergsonem, ale z codziennością, bo codzienność to właśnie gwóźdź kruszący nasze członki, gwóźdź nader skutecznie uświadamiający istnienie z jego zaletami i wadami, i ostatecznie gwóźdź nie tyle do bram nieskończoności, ile do trumny. Ale, żeby samemu lub na życzenie, albo innym wbijać gwoździe? - Tego nie rozumiem. A jednak, ten swoisty wysublimowany masochizm z jakiś powodów - domniemam irracjonalnych - ma się dobrze.

Wspomniany przeze mnie Henri Bergson miał powiedzieć: „Istnieć znaczy zmieniać się, zmieniać się to dojrzewać, dojrzewać zaś to nieskończenie zmieniać siebie samego.” A zatem, nie lękajmy się zmartwychwstać - zanim nas ukrzyżują. Tako rzecze dzisiaj... Damian Biliński Redaktor Naczelny 29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► SŁÓW KILKA


KOMENTARZ ► 05

David Cameron w natarciu Komentarz ► Damian Biliński

► Zdaje się, że premier

David Cameron przestał obawiać się urzędników z Unii Europejskiej i postanowił uderzyć. Tyle, że ciosy premiera znają wszyscy, a najbardziej imigranci. Czy będzie to wygrana (?) walka na punkty, czy przez nokaut? Czy poleje się krew? Premier David Cameron, składał zapowiedzi, straszył i przestrzegał. Kilka dni temu postanowił składane obietnice zrealizować, dodam, obietnice wypunktowania najsłabszych, najuboższych, strachliwych i imigrantów. Takich bije się z przyjemnością; spoliczkować, po klepać po głowie, szturchnąć, upokorzyć i wysłać kilka kopniaków na tyłek w drodze do ciężkiej pracy. Oczywiście wszystko z klasą i z ręką w kieszeni, w której być może trzyma wymiętoszone 100 funtów. Jednak, jeśli ktokolwiek myśli, że David Cameron jest okrutnym i bezwzględnym pięściarzem, po prostu się myli. Premier jest łaskawy. Zrezygnował z planu całkowitego pozbawienia świadczeń socjalnych napływającym na Wyspy imigrantów. Zrezygnował, bo być może szybko przeliczył w kieszeni, że lepiej miętosić 100 funtów, niż – no właśnie?

Ale David Cameron jest optymistą i osobą głęboko wierzącą, bo jak powiedział: - Zawsze wierzyłem w korzyści płynące z imigracji, ale zawsze też wierzyłem, że musi być ona odpowiednio kontrolowana. Bez właściwej kontroli imigracja powoduje, że zaufanie społeczne jest nadużyte, badania nieadekwatne a korzyści jakie może przynieść utracone lub zmarnowane. (…) Imigrantom z krajów UE chcemy przekazać jasną i czytelną wiadomość. Nikt nie ma absolutnego prawa do zasiłku dla bezrobotnych i to dotyczy też rodzimych mieszkańców UK.

Premier David Cameron. Fot: Wikipedia

David Cameron myślał długo, ale wymyślił: Albo najsłabsi – w tym imigranci - znajdą pracę w ciągu 6 miesięcy, albo stracą prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Jeśli nie będą pracować, stracą prawo do świadczeń socjalnych. Jeśli nie będą ciężko pracować to, stracą prawo do bezpłatnej służby zdrowia. I jeśli, naprawdę, ale naprawdę nie będą chcieli pracować to, stracą prawo do mieszkań komunalnych – chyba, że poczekają dwa lata. A przecież wszyscy wiedzą, że czas leci szybko; bardzo szybko

Jednak, gdyby David Cameron był optymistą postawiłby przede wszystkim na rozwój gospodarczy, na pomoc małym i większym przedsiębiorcom, na budownictwo, edukację, na kobiety, młodzież, etc. Tymczasem to nie optymizm, a strach – strach przed najsłabszymi, których jest dużo; strach przed kolejną falą imigrantów z Rumunii i Bułgarii; strach przed rosnącą w siłę UK Independence Party oraz strach przed rozpadem Wielkiej Brytanii, jeśli jesienne wybory w Szkocji wygra Alex Salmond. Zamiast więc czekać, aż strach urośnie do rozmiarów Kliczki, trzeba go zwalczyć – w zarodku. Trzeba tylko dobrze boksować. Tylko, czy uda się wygrać z jedną ręką w kieszeni?

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► KOMENTARZ

– dla premiera chyba najszybciej, wszak niebawem wybory w Szkocji (jesienią 2014) i w Wielkiej Brytanii (wiosną 2015).


POLITYKA ► 06 FOT: FOTOLIA

Czy Szkocja powinna być niepodległym państwem? przeprowadzonego przez YouGov, dwie trzecie Szkotów chce, aby premier David Cameron, wziął udział w telewizyjnej debacie z premierem Alexem Salmondem, przed głosowaniem w sprawie niepodległości. Łącznie 67 procent respondentów opowiedziało się za tym, aby David Cameron, wziął udział w debacie telewizyjnej z premierem Alexem Salmondem; 19 procent stwierdziło, że nie powinien, a 13 procent stwierdziło, że nie ma na ten temat zdania. Z kolei wicepremier Nicola Sturgeon powiedziała, że społeczeństwo w Szkocji wręcz żąda, aby do takiej debaty doszło, i aby premierzy stanęli naprzeciwko siebie twarzą w twarz. Według wicepremier, David Cameron, jako jeden z najgorliwszych

przeciwników ruchu niepodległościowego powinien przestać ukrywać się z opinią na ten temat i podjąć wyzwanie. Poza tym, Nicola Sturgeon dodaje, że byłaby to świetna okazja, dla Camerona, aby powiedział mieszkańcom Szkocji, dlaczego chce marnować miliardy funtów na broń masowego rażenia, a także dlaczego chce wprowadzić podatek od ilości sypialni. Debata byłaby świetnym momentem, aby wiele spraw, żywo interesujących mieszkańców Szkocji, rozjaśnić. Premier Szkocji, Alex Salmond potwierdził, że jest gotowy na to, aby taka debata się odbyła. Przypomnijmy, że niedawno premier Salmond, ogłosił, że referendum w sprawie niepodległo-

ści odbędzie się18 września 2014 roku. Czy będzie to historyczny dzień w historii Szkocji, w którym mieszkańcy zadecydują o swojej przyszłości? Przemawiając w szkockim parlamencie, premier Alex Salmond powiedział: „Warto zatrzymać się i zastanowić nad wielką szansą, jaką będzie miało obecne pokolenie. Właśnie to pokolenie będzie stanowić o przyszłości naszego kraju”. Zanim jednak zapadną ostateczne decyzje w sprawie referendum niepodległościowego w Szkocji, będą one musiały zostać zatwierdzone przez parlament w Edynburgu. Jednak wobec zdecydowanej większości jaką posiada SNP, sprawa zdaje się być przesądzona. Tekst | db

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► POLITYKA

► Według sondażu


FOT: FOTOLIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► FELIETON

FELIETON ► 07

Pijawki na benefitach Felieton ► Gosia Szwed

► Od kilku dni notujemy duże zainteresowanie sprawą emigrantów na Wyspach. Debaty polityczne, media, wszyscy Brytyjczycy nagle sobie uświadomili, że emigranci opanowali ich państwo, i masowo korzystają z dobroczynnego systemu benefitów.

Niczym pijawki przyssani do opiekuńczego systemu brytyjskiego sączą wszelkie świadczenia i wykorzystują darmową opiekę medyczną. Chciałam tylko nadmienić przy okazji, że pijawki ostatnio wracają do łask w medycynie niekonwencjonalnej jako lek na niemal każdy problem. Kilka dni temu np. pan dziennikarz pokazywał jak wyleczył sobie pijawkową terapią bolące kolano po wypadku. Zatem, drodzy Brytyjczycy, owe zwierzątka mają także dobroczynne działanie.

Problem istnieje od lat. Jednak ze względu na fatalny deficyt państwowy, Wileka Brytania próbuje znaleźć kozła ofiarnego i obarczyć go winą za całe zło. Dlaczego nie uderzyć w emigrantów? To grupa słaba, nie obroni się, woli siedzieć cicho niż walczyć o swoje prawa w nadziei, że problem ucichnie a nam wciąż będzie dane. Istotnie premier David Cameron ma problem. Musi sobie poradzić z narastającymi nastrojami antyemigracyjnymi, do tego pogrzebać kryzys gospodarczy i wyciągnąć naród


na prostą drogę do sukcesu. Mission impossible? A owszem ale demagogia i odwracanie kota ogonem zawsze działają. Wg propozycji działaczy House of Commons i rezydenta 10 Downing Street, nowi emigranci będą zmuszeni do pracy w ciągu 6 miesięcy od daty przybycia, przy czym będą zmuszeni do zaostrzonych testów habitual residence, świadczących o tym, że przybyli na wyspy w celu pracy a nie korzystania z dobrodziejstw państwa opiekuńczego. No wielka to rzeczywiście różnica w stosunku do tego czego doświadczyło wielu z nas. O ile pamiętam my nie mieliśmy dostępu do benefitów przez pierwszy rok po przybyciu, obowiązywał nas także ów test i wcale nie było łatwo dostać cokolwiek, ba nawet założyć konto czy dostać się do lekarza. Zatem propaganda nieco przewrotna. Nowości bowiem nie proponuje a raczej szuka powodu do pogwałcenia praw EU. Borys Johnson- mer Londynu- wspomina, że Wielka Brytania lubi emigrantów ale tych, którzy są dobrze wykwalifikowani i tylko takich chce gościć. Podkreśla także, że bez nich w państwie dobrze się dziać nie będzie.

sem, często także dowód ubezpieczenia społecznego. Natomiast jakość wspomnianej wyżej opieki medycznej w brytyjskich szpitalach pozostawia wiele do życzenia, do tego stopnia, że Brytyjczycy uprawiają turystykę medyczną. Nie wspominając już o tym, że większość owej opieki jest pochodzenia z zewnątrz. Wg mnie proponowane zmiany zaostrzenia darmowej opeiki medycznej są zwyczajnie nieludzkie. O ile jestem w stanie usprawiedliwić przeciwników pomocy socjalnej, o tyle nie pojmuję jak można odmawiać człowiekowi prawa do zdrowia i życia tylko dlatego, że nie zapłacił. Czy to nie kłóci się z pogwałceniem praw naturalnych?

Bawi także argumentacja dotycząca medycznego systemu opieki. Wg parlamentarzystów bowiemprzychodnie i szpitale cierpią z powodu natłoku pacjentów emigrantów, tym samym obniżając standardy opeiki medycznej dla Brytyjczyków. Faktem tym jestem niezwykle zdziwiona, biorąc pod uwagę, że do przychodni zapisać się ot tak nie można, trzeba przedstawić dowody na życie pod danym adre-

Otóż problem jest bardzo złożony. Nie tylko nie ma na Wyspach tyle pracy, ale także kultura niczym z komunistycznego kołchozu, czy się stoi czy się leży, kasa się należy, nie nastrajają optymistycznie. Do tego musza przeminąć pokolenia, dzieci należy uczyć ciężkiej pracy zamiast wygody życiowej. Od kołyski wszczepiać kult szacunku do pracy a nie do dążenia do zaspokojenia potrzeb życiowych po

W państwie brytyjskim nie dzieje się dobrze ale powodów szukałabym u podstaw a nie w przybyszach. Bowiem nie od dziś wiadomo, że rodowici Brytyjczycy kochają benefity i z przyjemnością i pasją z nich korzystają. Największa zmiana od 16 lat- krzyczą dziś media. Czy zmieni się jednak społeczeństwo? Czy ludzie, którzy cieszą się życiem na beneficie ruszą masowo do pracy?

najmniejszej linii oporu. Do tego dochodzi słynna już pułapka benefitowa, która sprawia, że lepiej siedzieć w domu, nie robić nic i pobierać świadczenia niż pójść do pracy, zapłacić za opiekunkę do dziecka, stracić dopłatę do mieszkania i w efekcie wyjść na zero finansowo. Jest to swoista paranoja owego systemu. Nie są jej jednak winni emigranci a fatalna polityka ostatnich co najmniej dwudziestu lat. Ale jak się chce znaleźć kozła ofiarnego, to się znajdzie. Tylko kto zmieni świadomość i podejście Brytyjczyków, kto sprawi, że ludzie od lat siedzący na benefitach nagle staną się zdolni do pracy? Wreszcie który pracodawca przyjmie rzesze ludzi bez doświadczenia, kwalifikacji bo właśnie takich najwięcej siedzi w domach i korzysta z systemu? Czy taka sytuacja nie pogłębi jedynie kryzysu państwa, które i tak powoli tonie w swoich długach? Czy restrykcje dotyczące świadczeń zastopują napływ nowych emigrantów z Bułgarii czy Rumunii? Nie sądzę. W tych państwach bowiem, podobnie jak w Polsce, pracę się ceni a szczególnie tą, która pozwala godnie przeżyć. Co się stanie z nami Polakami, którzy przyjechali tutaj, tworząc jednocześnie swoje małe światy, nowe życia? Czy nas też nagle zmuszą do szukania nieistniejącej w niektórych regionach pracy?  Biorąc pod uwagę nikły odsetek naszej nacji pozostającej bez pracy, obawiam się, że ograniczenie dostępu do pomocy socjalnej tym nielicznym, którzy z niej korzystają, nie rozwiąże państwowego problemu ale na pewno pomoże w demagogicznej propagandzie przed wyborami do parlamentu, wciąż pozostawiając Wielką Brytanię w deficytowej dziurze. Pijawki bywają przydatne...

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► FELIETON

FOT: FOTOLIA

FELIETON ► 08


ZDROWIE ► 09

Własny system immunologiczny leczy raka

FOT: FOTOLIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► ZDROWIE

NHS wprowadza test Na bardziej efektywne leczenie raka!

Skutecznosć nowej metody leczenia nowotworów potwierdzona TEKST | GOSIA SZWED

RAK W SZPILKACH


ZDROWIE ► 10

► Własny

system immunologiczny leczy raka

gii. “Dzięki tej nowej technologii transferu genów, jesteśmy w stanie zaprojektować pacjenta komórki odpornościowe atakują własne raka”.Terapia nie jest jeszcze dostępna w Europie ale prowadzone są intensywne starania, aby wkrótce zaczęto stosować metodę walki z chorobą na większą skalę.

Wyniki badań opublikowano dzisiaj w czasopiśmie Science Translational Medicine. Kolejne próby modyfikacji komórek przyniosły doskonałe efekty w postaci wyleczenia pozornie nieuleczalnych form raka. Chodzi o wykorzystanie własnego systemu immunologicznego w walce z niechcianymi- nowotworowymi modyfikacjami. O podobnych badaniach pisaliśmy już w Raku w Szpilkach: http://www. lejdizmagazine.com/2013/01/rak-w-szpilkach-rak-w-odwrocie.html

Zmodyfikowane genetycznie białe krwinki są wstrzykiwane pacjentom i to one podejmują walkę z rakiem. Wchodząc nieco w szczegóły terapii- do białych krwinek pacjenta dodawany jest rodzaj wirusa poza organizmem osoby chorej, następnie modyfikacja jest wstrzykiwana do organizmu i walczy z komórkami nowotworowymi. Metoda została wykorzystana w walce z białaczką, ale naukowcy

obiecują, że będzie mogła także być wykorzystywana do leczenia innych form nowotworów. Niestety terapia może mieć także skutki uboczne. Organizm poddany działaniu zmodyfikowanych komórek może powodować odpowiedź organizmu w postaci np. gorączki, spadku ciśnienia, a u jednego z pacjentów spowodował kilkudniową śpiączkę. Tym nie mniej pacjent, który zapadł w śpiączkę, obudził się wolny od nowotworu. “To bardzo ekscytujące, rozwój nowej alei terapii dla pacjentów z rakiem”, mówi dr Aaron Rapoport, Gary Jobson- profesor Onkologii Medycznej Uniwersytetu w Maryland School of Medicine i Marlene i Stewart Greenebaum Centrum Onkolo-

Osoby, które doświadczyły nowotworu u siebie lub w rodzinie, wiedzą jak ważna jest szybka i prawidłowa diagnoza nowotworu. Prawidłowa diagnoza owocuje zazwyczaj szybkim podjęciem właściwego leczenia i większą szansą na pokonanie nowotworu. Naukowcy z Uniwersytetu w Oxfordzie umożliwili chorym pacjentom przeprowadzenie szczegółówego testu modyfikacji nowotworowych w organiźmie, co daje potencjalnie większe szanse na wyleczenie choroby! Rak jest często opisywany jako choroba genetyczna a sam test służy wykryciu 9 modyfikacji w 46 genach zanim te dadzą o sobie znać. Są prowadzone intesywne badania nad możliwością badania aż 150 genów. Ten multifunkcyjny test jest już dostępny dla pacjentów i refundowany w Wielkiej Brytanii. Koszt jednego testu genetycznego to £300. To znacznie mniejszy wydatek niż dobieranie przypadkowych leków i leczenie bez rezultatu.

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► ZDROWIE

Tym razem próby przeprowadzono w USA. Metoda jest bardzo obiecująca. 7 letnia dziewczynka chora na ciężką postać białaczki została poddana terapii i badania potwierdziły, że zaledwie po kilku dniach nowotwór się cofnął. Proces zabijania nowotworowych komórek potrwał jedynie 8 dni! Nie miała przeszczepu ani chemoterapii. Terapia jest szybka i efektywna.

NHS wprowadza test pozwalający na bardziej efektywne leczenie raka!


RELIGIA ► 11

FOT: FOTOLIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► RELIGIA

Baju, baju... Felieton ► Joanna Goldberg

Katolików, którzy nie stracili zdolności krytycznego myślenia i potrafią odróżnić papieża od Boga bardzo przepraszam... ►


► Przyznam, że dużo bym dała

w intrygi i narobić sobie bałaganu na Stolicy Piotrowej obecny papież nie pozwoli. Z pewnością zaś będzie doskonale wiedział, jak poprawić wizerunek KRK i odsunąć w mroki niepamięci dotychczasowe skandale. Mnie to jednakże wcale nie cieszy, mam bowiem świadomość, że to remont polegający na zamalowaniu popękanych i zapleśniałych murów grubą warstwą złotej farby. Chwilami mam nawet wrażenie, że cierpię na swojego rodzaju déjà vu. To, co teraz dzieje się w Watykanie przypomina mi do złudzenia „odnowę”, jaką wielokrotnie zwykły były przechodzić państwa komunistyczne po kolei, jak leci. Po okresie błędów i wypaczeń następowała „konstruktywna” (tylko w nazwie) samokrytyka władz i poprzedniego, skompromitowanego przywódcę zastępowała postać bez skazy, która dalej prowadziła otumaniony lud ku świetlanej przyszłości drogą jedynie słuszną. Toczka w toczkę takie samo coś dzieje się teraz w KRK. Fakt, że starą, wypróbowaną metodę zastosował tym razem Watykan, a zatem środowisko z natury rzeczy przeciwstawne komunizmowi, wcale nie oznacza, że rezultat ma być inny. Każda władza absolutna ma jeden cel. Zamydlić oczy ludowi i zrobić z niego stado potulnych baranów. No, w przypadku Kościoła RzymskoKatolickiego zgódźmy się na owieczki. I tym (niezbyt) optymistycznym akcentem… Zostawiam państwa z takim małym niedopowiedzeniem, żeby było nad czym się zastanawiać.

w chwili obecnej za malutki dziecinny rozumek i za dziecięcą naiwność. Na naszych, bowiem, oczach, zaczęła rozgrywać się w Watykanie przepiękna baśń, i aby w nią uwierzyć trzeba być albo dzieckiem, albo katolikiem. Z przykrością dla siebie samej konstatuję, że ani jednym, ani drugim już dawno nie jestem i mam niejakie trudności z wiarą w watykańskie baśni. Przykrość zaś owej konstatacji bierze się stąd, że gdybym była naiwnym dzieckiem lub zapatrzoną bezkrytycznie w KRK katoliczką, to oszczędziłabym swojemu organizmowi destrukcyjnego wpływu nerwów i stresu, co za tym idzie miałabym zdrowsze serce, żołądek i wątrobę i żyłabym sobie spokojnie w błogim poczuciu zadowolenia i dumy z rozwoju sytuacji. Niestety. Nic z tego i nie dla mnie ta idylla. Wybór nowego papieża powitałam z mocno mieszanymi uczuciami, a skojarzył mi się on nad wyraz silnie z dwoma ludowymi porzekadłami: „z dwojga złego lepsze mniejsze zło” i „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.” Niby oba te przysłowia mają wydźwięk pozytywny, ale tak naprawdę słaba w nich tkwi pociecha. Jasnym jest, że wybór argentyńskiego jezuity zamiast rodowitego Włocha, to mniejsze zło, ale też i nic dobrego. Jezuita na papieskim tronie! Żegnajcie reformy, witaj konserwo! „Porzućcie wszelką nadzieję […]” – aż się prosi cytat z Dantego, napis nad bramą piekieł. Na dobre natomiast kościołowi może wyjść to, że nawet najgłupszy jezuita jest mądrzejszy od byle polityka i tak łatwo wplątać się

p.s. Katolików, którzy nie stracili zdolności krytycznego myślenia i potrafią odróżnić papieża od Boga bardzo przepraszam za pewne uogólnienia, które wkradły się w tekst i mogłyby insynuować, że wszyscy katolicy wierzą przede wszystkim w KRK Boga traktując, jako tradycyjny dodatek do wiary i Kościoła. FOT: FOTOLIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► RELIGIA

RELIGIA ► 12


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► SPOŁECZEŃSTWO

Sąsiedzi – czy to tylko bajka?

Każdy powie - sąsiadów trzeba szanować! Oni są bliżej nas niż rodzina. Święte słowa, ale gdy sąsiedzi są z całego świata to, czasem trudno przełamać lody.

Artykuł ► Ela Rygas W dobie globalizacji i przemian zmieniamy często otoczenie. Czasem gościmy, czasem też jesteśmy goszczeni. Kilka lat temu zdziwiona wysłuchałam opowieści znajomych o geście pewnej starszej pani, która podarowała im tzw., ,,na Dzień Dobry” kosz smakołyków. Doprawdy miły gest. Czy dziś to jedynie mrzonka czy dalej można się mile zaskoczyć?

Skądinąd pięknym gestem jak wiadomo, jest powszechne obdarowywanie się kartkami świątecznymi i częstowanie dzieci na Halloween. A co zrobić, jeśli sąsiedzi nas nie chcą? Wiadomo, każdy powie. Najszybciej spakować się i zamieszkać gdzie indziej. Ale gdy zakupiliśmy już posesje, a naszym ,,braciom i siostrom” nie w nos nasza bliskość? Rocznie spraw o nękanie i zakłócanie spokoju w council-u jest tysiące. Zazwyczaj interweniuje policja. Ta sprawdza teren wypytując o stan fizyczny. Wchodzi do mieszkań osoby interweniującej i nasłuchuje czy przypadkiem, nasz sąsiad nie słucha

głośno muzyki. Do tego sami udajemy się do councilu wystosowując skargę o nękanie, utrudnianie życia i normalnego funkcjonowania. Jeśli mamy mieszkanie przydzielone z housingu sprawa traktowana jest poważnie nadając ton i kierując prośbę do wydziału o zbadanie głównego najemcy. Drugim wyjściem jest udanie się do tzw., straży sąsiedzkiej. Zazwyczaj są to osoby mieszkające w danym terenie. Wolontariusze i osoby zapobiegliwe. Często też osoby starsze. Podczas bezsennych nocy można zobaczyć czasem parę, czasem trójkę spacerujących osób. Aby dołączyć trzeba być zarejestrowanym w swoim okręgu.

FOT: FOTOLIA

SPOŁECZEŃSTWO ► 13


Oczywiście nie możemy zapominać o zostawianiu na noc światła przed domem. Pozamykaniu okien, drzwi i co najważniejsze pilnować swoich śmieci. Rocznie odnotowuje się tysiące przypadków kradzieży danych z wyrzuconych dokumentów czy też listów z odpowiednich urzędów. Dobrym pomysłem jest także samemu wykonać ulotki ostrzegające przed włamaniami i zamieszczeniu notki na popularnym portalu społecznościowym lub na stronach NHW.

Koncepcja pomocy sąsiedzkiej narodziła się w USA. W Szkocji jest od 1980 roku. W maju 2006 r. NHW czyli Neighbourhood Watch Scotland powstał jako pierwszy, niezależny organ. Natomiast w 2008 roku stowarzyszenie otrzymało dofinansowanie od rządu Szkocji. Finansowanie to pozwoliło na zatrudnianie koordynatora programów pomocowych, którą została Lisa Toon działająca w Parlamencie Szkockim. Związek ma nadane struktury, logo, status i zarząd. Od 2009 roku Neighbourhood Watch współpracuje z policją i strażą pożarną. Wszystkich organizacji w Szkocji pomocy sąsiedzkiej jest 1600, obejmujących ponad 90.000 gospodarstw domowych. Corocznie najlepsze grupy Neighbourhood Watch są zapraszane do Londynu na rozdanie nagród za najlepsze funkcjonowanie. W tym roku odbędzie się to 18 czerwca a najlepsi wolontariusze zostaną obdarowani nagrodami. Wszystko dzieje się w ramach obchodów Tygodnia NHW. Nagrody przyznawane są w Izbie Gmin w dziesięciu rożnych kategoriach. Miedzy innymi działania w partnerstwie czy zaangażowania w społeczności. Podstawowym zadaniem jest uświadomienie mieszkańcom prostych, ale skutecznych sposobów, jak przestępstwo może być utrudnione i zminimalizowane. Aby przyłączy się lub sprawdzić daną grupę pomocy sąsiedzkiej wystarczy internet. Tam dowiemy się wszystkiego o funkcjonowaniu i zasadach uczestnictwa w programie. Inicjatywa pomaga także w uświadamianiu społeczności lokalnej, także poprzez biuletyny i ulotki. Któż z nas nie lubi być poinformowanym o kradzieży samochodów czy włamań do domów czy też ogródków. Nie zaszkodzi wiedzieć i przypomnieć sobie, żeby nie kusić losu i czasem odwiedzić zapomnianą szopkę czy też pozbierać doniczki z ogródka. Nam od tego nic się nie stanie a i drugiemu oszczędzimy kłopotów.

FOT: FOTOLIA

Co zrobić jeśli naszego sąsiada okradziono? Na pewno spotkamy się z wywiadem i niekrępującymi pytaniami. Czy czegoś tam nie słyszeliśmy i czy możemy ewentualnie udzielić kilku dodatkowych odpowiedzi. W zamian dostaniemy może i banalne zapewnienia, ale i cenną świadomość, że jest się obserwowanym. Bowiem złodziej nas pilnuje, a nie my jego. Możemy prosić policję o wyciągi z kamer miejskich. Co bardziej zapobiegliwi sami instalują kamery do podglądania dzikich zwierząt takich jak borsuków czy lisów. Jeśli nagranie jest w dobrej jakości może też być użyte w sprawie jako dowód. Znakowanie przedmiotów w garażu. Największe zastosowanie ma to w przypadku motorów i rowerów.

Instytucja straży sąsiedzkiej to nie tylko podglądanie i prewencja. Jeśli czujemy się niefortunnie obsługiwani przez policję możemy prowadzić dzienniczek uciążliwości za pomocą którego można udokumentować incydenty. W jaki sposób jesteśmy nękani? Czy inni sąsiedzi mają podobny problem? Czy poprzedni najemcy cierpieli na te same bolączki? Skontaktować się z lokalnym urzędem miasta i porozmawiać z oficerem o antyspołecznych zachowaniach. Na pewno nie zostaniemy w potrzebie sami, gdy będziemy obrażani na tle rasistowskim. Takie sprawy są szczegółowo badane, tak samo jak podejrzenia nasze względem sąsiadów dziwnie zachowujących się lub co gorsze podejrzewanych o spotkania terrorystyczne. W ubiegłym roku Lothian and Borders Police uruchomiła specjalny projekt Kraken, który przeznaczony jest właśnie dla ludności cywilnej. Z niego dowiemy się jak zachować czujność i na co zwracać uwagę, jeśli mamy jakieś podejrzenia. W Edynburgu takich organizacji jest 6 i chętnie oprowadzają po swoich dzielnicach. Spotkania organizowane są w lokalnych bibliotekach i tam też można przy okazji dowiedzieć się coś interesującego o naszym miejscu zamieszkania. Chciałoby się rzec - działaj lokalnie, a myśl globalnie, i taką dewizę przyjmują także wszyscy uczestniczy w programie, a dodatkowo chronią siebie i swoją własność.

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► SPOŁECZEŃSTWO

SPOŁECZEŃSTWO ► 14


Zaproś życie Felieton ► Beata Waniek

Kiedy przestajemy być młodzi? Kiedy zaczynamy uważać, że wszystko w naszym życiu jest już przesądzone i wygodnie umieszczamy się w życiowych „koleinach, z których trudno wyjść, chyba że w wyniku nieoczekiwanych i losem zrządzonych katastrof”? Pozostawanie w utartych torach życia jest bezpieczne. Przestajemy być uczniami w szkole życia, a stajemy się mentorami, którzy znają odpowiedź na każde pytanie. Rutyna sprawia, że nie odczuwamy zadowolenia z życia i tego co ofiaruje nam los. Uwięzieni w szponach monotonii nie potrafimy dostrzec świętych chwil codzienności. Jakże szybko zapominamy, że prawdziwy urok i smak życia tkwi w - z pozoru nic nie znaczących - szczegółach. A sprawa ich dostrzegania i celebrowania, to nie kwestia wieku, ale umiejętności i po prostu chęci. Weźmy chociażby najzwyklejszą poranną wyprawę po pieczywo, kiedy to „zbudziłeś się pierwszy. Ubrałeś się bezszelestnie; niczym indiański tropiciel przekradłeś się przez pokoje. [...] Oto jesteś na porannym

Fot: Beata Waniek chodniku [...]. Wydmuchujesz obłoczki pary; czujesz się swobodnie i lekko - po prostu czujesz, że jesteś. Łapiesz się na tym, że idziesz krawężnikiem jak wtedy, kiedy byłeś mały - czyżby najważniejsze były marginesy, krawędzie rzeczy? To czas w stanie czystym

- skromny łup podkradziony dniu, gdy wszyscy jeszcze pogrążeni są we śnie. Wtedy zasługujesz na rogalik. Jest ciągle jeszcze ciepły, miękki. Takie małe łakomstwo, gdy maszerujesz w chłodzie - i wtedy jakby cały zimowy poranek zamienił się nagle w rogalik, ty sam zaś stałbyś się piecem, domem, przytulnym schronieniem. [...] Zaczyna się dzień - za tobą już wszystko co najlepsze.” Każdy dzień ma swoje ciepłe rogaliki. Raz są nimi uśmiechy, miłe słowa, innym zaś razem leniwa niedziela, czy wyprawa do kina. Ale najważniejsza jest umiejętność smakowania owych prozaicznych, ale jednocześnie wyjątkowych chwil. Do tego niezbędny jest jeden element, którego deficyt wszyscy obecnie odczuwamy, a mianowicie: czas nieubłagany strażnik naszego zniewolenia. Popędzani wskazówkami zegara biegniemy przez życie, nie mając czasu na życie. Pollyana - bohaterka powieści dla dzieci kiedy ciotka zaplanowała jej dzień co do minuty (nauka, szycie, praca w ogrodzie itp.), z dziecinną prostotą zapytała: „a kiedy mam normalnie żyć?!” To wyjątkowo mądre pytanie powinniśmy sobie zadać wszyscy, którzy skrępowani narzuconymi normami zapomnieliśmy, że apetyt na życie trzeba nieustannie podsycać. Tak jak „niegdyś w dzieciństwie podkradaliśmy ze spiżarni

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► FELIETON

FELIETON ► 15


Ale jeśli Drogi Czytelniku odczuwasz przyjemność pierwszego łyku piwa, porannej kawy, wyjątkowy smak ciepłego rogalika zjedzonego o wschodzie słońca, wdychasz aromat jabłek, to na pewno wiesz, że czasami udaje się pochwycić dzień w tej zawieszonej chwili, kiedy wszystko jeszcze jest możliwe”. Należysz do klubu miłośników życia, którzy zamiast opłakiwać nieuchwytną naturę czasu, smakują chwilę tak, jakby stanowiła zapach istnienia.

FOT: FOTOLIA

konfitury, tak teraz bezwstydnie powinniśmy nauczyć się wykradać życiu przyjemności”. Pollyana przekonała mieszkańców małego miasteczka, że nigdy nie jest zbyt późno, aby wszystko zacząć od nowa. Zrozumiał to także dziewięćdziesięcioletni narrator powieści Gabriela Garcii Marqueza, którego pewnego poranka „przeszła nader sympatyczna myśl, że życie może nie jest czymś, co przemija jak wzburzona rzeka Heraklita, lecz jedyną okazją, by odwrócić się na ruszcie i smażyć na drugim boku przez następne dziewięćdziesiąt lat.” Na kartach powieści wszystko jest proste. W codziennym zabieganiu trudniej nam dostrzec, że urok i radość naszego życia tkwią w tych chwilach, kiedy zatrzymuje się ono w miejscu i pozwala nam się znienacka zaprosić. Możemy przemierzać życie na dwa sposoby. „Na rowerze, kiedy jesteśmy potencjalnym pieszym - pętającym się po bocznych uliczkach, amatorem gazety, czytanej na parkowej ławce”, albo możemy mknąć przez świat na połyskującej wściekłym pomarańczem, nie zatrzymującej się nigdzie kolarce. Wybór należy do nas samych.

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► FELIETON

FELIETON ► 16


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

► Martynka Wawrzyniak pochodzi z Warszawy, jednak od lat mieszka w Nowym Jorku. Tam żyje, tworzy, szokuje. Jako dziecko przeżyła traumę utraty ojca, zmiany środowiska z Polski na Nową Zelandię. W Nowym Jorku odnalazła swoją przystań. Wpływ wszystkich wydarzeń znalazł odzwierciedlenie w jej sztuce. To artystka nietypowa, kobieta- orkiestra. Ostatni jej projekt to wystawa poświęcona zapachom. Nie jest to jednakże eksplozja esencji piękności, zapachów kwiatów czy ziół, to zapachy ciała Martynki, zamknięte w buteleczkach i udostępnione szerokiej publiczności. Projekt „Smell me” jest niewątpliwie jednym z najciekawszych wypowiedzi artystycznych, o których słyszał świat.

Martynka Wawrzyniak- projekt “Smell me”

WYWIAD ► 17

Pracowałam w wielu mediach, także jako fotografka.. Ostatnio moje własne ciało stało się moim przekaźnikiem. Z Martynką Wawrzyniak rozmawia Gosia Szwed

SZtuka szokowania


WYWIAD ► 18

This project is an olfactory self-portrait. I was interested in isolating and extracting the pure essence of a woman, devoid of visual prejudice. To project węchowego autoportretu. Zainteresowało mnie odizolowanie i ekstrakcja czystej esencji kobiety, pozbawiana wpływu pierwiastka wzrokowego. Kim jesteś? I am a small Polish girl who is powered by vegetables!

Martynka i jej projekt “Smell Me”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

trafiłam na Ciebie przy okazji ► Martynka, projektu „Smell me”. O co w nich chodzi?

Małą, polską dziewczyną napędzaną siłą warzyw! Dlaczego „performance” to twój sposób na wypowiedź, nie łatwiej np. malować obrazy albo robić ładne zdjęcia? I have worked in many mediums, including photography but lately my body has become my preferred medium through which to communicate my ideas. Pracowałam w wielu mediach, także jako fotografka.. Ostatnio moje własne ciało stało się moim przekaźnikiem. W taki właśnie sposób chcę się komunikować z otoczeniem, to ekran moich idei. Jaki mają cel Twoje projekty? On a personal level the experience in itself is a therapeutic process of self-discovery. Through documenting and sharing the results I hope to make people feel and think.

To osobisty proces terapeutycznego samo- odkrywania.Poprzez dokumentację i dzielenie się moimi eksperymentami, mam nadzieję skłonić ludzi do myślenia i odczuwania. Ketchup, czekolada.... For the Ketchup exhibition I gave four ten year old boys water guns filled with ketchup and had them fire at me as I stood blindfolded against one of the gallery walls. The performance took place on the morning before the exhibition opened, was videota-

ped and later projected during the exhibition over the ketchup splattered wall. The boys were not visible in the video, only the sound of their loud giggling and shouting was heard. In addition I showed 6 large photographs - blown up, close ups of ketchup covered mouths of young children which I appropriated from images found online by google image searching „ketchup face”. Ketchup to me represents America and American children, as well as being a metaphor for war, violence and male aggression.....


WYWIAD ► 19 Na wystawę “Ketchup” dałam czterem dziesięcioletnim chłopcom wodne pistolety, napełnione ketchupem. Ich zadaniem było strzelanie we mnie, stojącej przy ścianie w galerii, z zawiązanymi oczami. Spektakl odbył się rano przed otwarciem wystawy, sfilmowany i później wyświetlany podczas trwania wystawy nad ścianą pokrytą ketchupem. Chłopcy nie byli widoczni w filmie, słychać było jedynie ich głosy, krzyki i śmiechy. Pokazałam także sześć fotografii- „zbliżenie na usta dzieci, pokryte ketchupem”, które znalazłam w ineternecie pod hasłem „ketchup face”. Ketchup to dla mnie symbol Ameryki i amerykańskich dzieci, także metafora wojny, przemocy i ludzkiej agresji.

Martynka Wawrzyniak i projekt “Smell me”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

Chocolate was a performance piece documenting my face as it is slowly submerged in 16 gallons of chocolate syrup. Chocolate is a metaphor for greed, gluttony, the dangers of excess pleasure, consumer culture, the 2010 BP oil spill.... “Czekolada” to był spektakl dokumentujący pokrywanie mojej twarzy płynną czekoladą. Powoli zanurzała się w ponad sześćdziesięciu litrach czekoladowego syropu. Czekolada to dla mnie metafora chciwości, obżarstwa, niebezpieczeństwa wynikającego z nadmiaru przyjemności, kultury konsumpcyjnej, wycieku ropy BP w 2010. Pokoje, matki i córki... These photographs taken between 2004-2009, document New York City youth and families in their natural environments. Są to zdjęcia nowojorskich nastolatków i ich rodzin w naturalnym środowisku, zrobione pomiędzy 2004 a 2009 rokiem.

Co chesz przekazać?

Pierwotne instynkty, polityka płci.

I am interested in exploring human nature and commenting on the society we live in.

Nagie kobiety w obiektywie...czyli twój projekt „4 Sale”. Trudno rozebrać kobietę? Co obnażyłaś?

Chcę odkrywać naturę ludzką, komentując jednocześnie społeczeństwo, w którym żyjemy. Jakie tematy fascynują Cię najbardziej? Primal instincts, gender politics.

It is easy to undress a girl but very hard for her to reveal her true uninhibited self. The girls in my “4 Sale” collaboration were only fully exposed in the Lipstick (four) video. Through the process of destroying their faces with lipstick they were able to


WYWIAD ► 20

► let go of their insecurities and reveal 29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

their true selves.

Łatwo jest rozebrać kobietę ale bardzo trudno pokazać jej prawdziwe, nieskrępowane „ja”. Dziewczyny, które wzięły udziął w projekcie „4 sale” dopiero były zupełnie obnażone w wideo „Lipstick”(four). Podczas procesu oszpecania ich twarzy szminkami mogły pozbyć się swoich kompleksów i pokazać swoje prawdziwe oblicze. Dlaczego wybrałaś akurat NYC na swoją życiową przystań? I initially moved here to visit my father who had lived in NYC since I was 6 years old. I fell in love with the city. The high frequency energy is highly addictive, inspirational and motivating. Przyjechałam do Nowego Jorku , żeby odwiedzić swojego ojca, który tu mieszkał odkąd skończyłam sześć lat. Zakochałam się w tym mieście. Wysoka częstotliwość energetyczna jest bardzo wciągajaca, inspirująca i motywująca. Czy Warszawa jest mało inspirująca? I left Warszawa when I was 8 years old, when my mother, sister and I immigrated to New Zealand so I only know Warszawa as an outside visitor. I do know that there are amazing artists working in Warszawa today, so it must be inspirational. Opuściłam Warszawę w wieku ośmiu lat, kiedy moja mama, siostra i ja wyemigrowałyśmy do Nowej Zelandii. Zatem Warszawę znam tylko z perspektywy odwiedzającego ją gościa. Wiem, że w Warszawie pracuje mnóstwo niesamo-

witych artystów, zatem musi być inspirująca. No to powróćmy do tematu inspiracji...skąd pomysł na zaknięcie nietypowych zapachów w buteleczkach? I wanted to create a work that was purely visceral, to be experienced through primal, animal sensation alone. I have been driven by my nose ever since I was a child, hence decided that smell was the perfect medium. I chose to extract and bottle the aromatic molecules from my body which contain the chemicals produced by both my physical state and emotional being. Chciałam stworzyć dzieło, które będzie bazowało na ludzkich instynktach, pierwotnych, niemal

zwierzęcych. Odkąd pamiętam, już jako dziecko, kierowałam się węchem. Dlatego zdecydowałam, że zapach będzie idealnym medium. Wybrałam wyodrębnienie i zabutelkowanie cząsteczek zapachowych mojego ciała, które są produkowane w zależności od mojego stanu psycho- fizycznego. Brzmi jak prowokacja Lady Gagi... lubisz prowokować? I don’t seek to intentionally provoke with my work. I actually try to keep it as stark and minimalist as possible. I bring attention to primal human urges which might make some people feel uncomfortable. Moim celem nie jest prowokacja sama w sobie. Tak naprawdę staram się utrzymać pracę na możliwie


WYWIAD ► 21 surowym, minimalistycznym poziomie. Przykuwam uwagę ludzką do pierwotnego, ludzkiego popędu co może sprawić, że niektórzy ludzie czują się po prostu nieswojo. Jak powstały nietypowe buteleczki do projektu „Smell me”? The bottles themselves are authentic tear shaped chemistry vials which sit in glass stands which I designed and had hand blown in Brooklyn. The project took over a year and a half of work from the time of conception to the exhibition. After a couple months of my own research on how to attempt to isolate the human essence I realized that I must work with a chemist. I decided to reach out to a college to put up a sign on one of their notice boards looking for an assistant. I was very lucky to be connected to Professor Donna McGregor who was immediately very interested in the project. She suggested that I enroll as a chemistry student to have access to the labs and chemicals and she paired me up with a team of three incredible research students who worked with me on realizing the project (Charles Paszkowski, Paul Tewfik and Paul Kozlowski). Together we investigated and researched various methods of scent extraction and came up with a plan on how to isolate my essence in the lab. We pre-soaked white 100% cotton t-shirts and hung them out on laundry lines in the lab, after which I wore them either to sleep for 5 consecutive nights (Night Shirt essence) or to Bikram yoga classes (Sweat essence), brought them back to the lab in a sterile mason jar, where they were soaked and washed in ethanol again, which was then evaporated to leave behind the aromatic essential oils. I collected my dirty hair in a jar and the boys would strip the wax off by soaking it in a series of

Projekt “Ketchup”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

solvents. The tears essence was the hardest to collect. I made a playlist of material which made me nostalgic for my childhood in Poland - it included the Akademia Pana Kleksa soundtrack and youtube clips of Pszczolka Maja. I also listened to a tape of myself and my parents in our kitchen when I was 4 years old – before my father left. We worked in the Hunter laboratory full time for the whole summer semester and continued meeting a couple of days a week for the past year. We succeeded in collecting 47 unique organic essences out of which I chose 10 of my favourites to exhibit and sell (3 hair, 3 sweat, 3 tears and 1 night shirt). I then selected my favourite of each to synthetically recreate for diffusion in the Scent Chamber installation. This stage was done outside of Hunter College. I worked with the

famous perfumer Yann Vasnier at Givaudan and the scent director Dawn Goldworm. We started off by smelling the selected organic essences - and since these evaporate and change over time we further perfected the recreations by smelling my actual hair and armpit to make the synthetic versions even more authentic. Buteleczki to chemiczne fiolki, w kształcie łzy, na szklanej podstawce, które sama zaprojektowałam. Zostały wykonane i ręcznie wydmuchane w Brooklynie. Projekt powstawał przez póltora roku, od chwili pomysłu do czasu zorganizowania wystawy. Po miesiącach czytania o izolacji esencji ludzkiej, zdecydowałam, że muszę projekt oddać w ręce chemików. Zadzwoniłam do Hunter College i zawiesi-


WYWIAD ► 22 stenta. Miałam szczęście, że mój projekt wzbudził zainteresowanie Profesor Donny Mc Gregor, która z pasją mi pomogła. Zasugerowała, żeby podjąć studia chemiczne, które umożliwiają bezpośredni dostęp do laboratoriów i chemikaliów. Stworzyła zespół chemików, łącząc mnie z trzema niesamowitymi studentami ( Charles Paszkowski, Paul Kozłowski i Paul Tewfik), którzy pracowali ze mną nad moim projektem. Wspólnie opracowaliśmy różne metody ekstrakcji zapachów i obmyśliliśmy plan w jaki sposób wyodrębnić esencję mojego zapachu w laboratorium. Namoczyliśmy w etanolu 100% bawełniane koszulki, porozwieszaliśmy je w laboratorium. Później ubierałam je przez kolejnych pięć dni do spania (do pozyskania esencji „Nocna Koszula”), na lekcje yogi Bikram ( dla pozyskania esencji „Pot”). Przynosiłam je szczelnie zamknięte w słoikach, były ponownie moczone w etanolu, w nim prane. Odparowana esencja to był olejek aromatyczny o zapachu mojego ciała. Aby uzyskać esencję z moich brudnych włosów, przynosiłam włosy w słoiku. Następnie były poddawane działaniu szeregowi różnych chemikaliów, aby w końcu uzyskać wosk. Najtrudniejsze było uzyskanie esencji łez. Zrobiłam play listę, która wywoływała u mnie nostalgię, tęsknotę za dzieciństwem w Polsce, zawierającą takie utwory jak np. ścieżka dźwiękowa do Akademii Pana Kleksa, czy klipy tj. „Pszczółka Maja”. Słuchałam także nagrań z taśmy, zarejestrowanych rozmów kuchennych naszej rodziny, kiedy miałam 4 latka, zanim mój ojciec odszedł. Pracowaliśmy w laboratorium Hunter cały letni semestr, kontynuując także spotkania kilka razy w tygodniu przez kolejny rok. Udało nam się pozyskać 47 unikalnych esencji organicznych, z których wybrałam dziesięć ulubionych na wystawę i do

Projekt “Chocolate”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

► łam na ich tablicy ogłoszenie o poszukiwaniu asy-

sprzedaży ( trzy z włosów, trzy z potu, trzy z łez i i jedną z nocnej koszuli). Następnie wybrałam po jednej z każdej z nich, aby syntetycznie odtworzyć zapachy do dyfuzji w komnacie zapachu, podczas wystawy. Ten etap został zrealizowany już poza college’m. Pracowałam ze słynnym specjalistą od perfum- Yann Vasnierem w Givaudan i dyrektorem zapachowym- Dawn Goldworm. Odkryliśmy, że naturalne zapachy szybko się ulatniają i zmieniają. Musieliśmy zatem wąchać moje włosy i pachy, żeby odtworzyć naturalny zapach w syntetycznej wersji jak najbardziej przypominającej naturalną esencję.

nude self-portrait to the next level of intimacy. The olfactory aura which surrounds us is like another layer of invisible clothing.

Po ekshibicjoniźmie ciała i duszy, proponujesz ekshibicjonizm ludzkiego zapachu?

Nigdy nie kupisz mojej duszy!

Exactly! I often refer to this project as taking the

Dokładnia tak! Często odnoszę się do tego projektu jako nagiego autoportretu, ukazującego kolejny poziom intymności. Aura zapachowa, która nas otacza to jak kolejna warstwa niewidzialnego ubioru. Sprzedasz wszystko? You will never be able to buy my soul!

Czy chciałabyś zaistnieć w przemyśle perfumeryjnym?


WYWIAD ► 23 No, I dislike perfume. Nie, nie lubię perfum. Jak pachniałby Twój ulubiony zapach? The smell of my husband’s armpit. Zapach wydzielany pod pachą mojego męża. A jak pachniesz Ty, używasz perfum? I do not wear any perfume and prefer using all unscented body products and laundry powder. I like to smell like a human.I smell like what I eat. Being a vegan I smell very vegetal. My sweat smells like green vegetables with coconut and sweet notes of honey & chocolate. Nie używam żadnych perfum. Preferuję używanie bezzapachowych wersji produktów do ciała, także do prania. Chcę pachnieć jak człowiek. Pachnę tym co jem. Jestem weganką więc pachnę roślinami. Mój pot pachnie zielonymi warzywami, z domieszką kokosu i słodkich nut miodu i czekolady. Wielu naukowców wierzy, że przyszłość reklamy np. leży w omamianiu wszystkich zmysłów człowieka. Sklepy już dziś masowo wykorzystują tą filozofię. Widzisz, czujesz, smakujesz, dotykasz, słyszysz...Czy twoje przyszłe projekty też takie będą? This is exactly the direction I am heading in with my work. I am interested in delivering ideas through unconventional sensory experiences. To jest dokładnie kierunek rozwoju mojej pracy.

Wideo “Lipstick” (four)

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

Chcę dostarczać niespotykanych wrażeń poprzez niekonwencjonalne doświadczenia zmysłowe. Po pierwsze szokować czy poprzez obnażenie niedoskonałości moralnie wzmacniać społeczeństwo? As I said, I do not strive to intentionally provoke. I hope that my work can have an effect of enlightenment on certain people. Jak wspominałam, nie staram się celowo prowokować. Mam nadzieję, że moja praca może mieć pozytywny efekt w postaci oświecenia niektórych ludzi. Jesteś szcześliwą emigrantką? This is a very loaded question.... I don’t have any

major regrets other than being separated from my family. I try to make the most of the situation I was dealt. I often think about how my life would be totally different had we stayed in Poland. To bardzo złożone pytanie. Nie mogę narzekać na nic, poza separacją z moją rodziną. Staram się wykorzystać sytuację, w której jestem. Często myślę o tym, jak moje życie ułożyłoby się jakbyśmy zostali w Polsce. Czy utrzymujesz kontakty z Polonią czy działasz jedynie na arenie międzynarodowej? I am in touch with many Polish people and I would love to have an exhibition in Warsaw. I have some Polish friends in NY. Coincidentally


WYWIAD ► 24 worked on extracting my essences turned out to be Polish and the third was Ukranian, we had a lot of fun working together in the lab. Pozostaję w kontakcie z wieloma Polakami i chciałabym mieć wystawę w Warszawie. Mam kilkoro polskich przyjaciół w Nowym Jorku. Przypadkowo dwóch studentów, którzy pracowali ze mną nad projktem „Smell me”, przy ekstrakcji esencji, okazało się być Polakami. Trzeci był Ukraińcem. Mieliśmy dużo fantastycznej zabawy, pracując nad projektem.

Martynka Wawrzyniak ze studentami w laboratorium Hunter College

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

► two of the Hunter College research students who

Za czym tęsknisz? I miss my home and family in Bieszczady. Za rodziną i domem rodzinnym w Bieszczadach. Dziennikarka, fotografka, performerka. Można Cię z powodzeniem nazwać kobietą sukcesu. Jak się osiąga sukces w Ameryce? You have to believe in your dreams, work hard, never give up and they will come true. I took one year of Anthropology and Philosophy at Victoria University in Wellington New Zealand. I was planning on going to school in New York but couldn’t afford the foreign tuition fees so I got an internship at an art magazine instead. The internship lead to me co-founding an art and culture publication called Issue Magazine which I was the co-editor in chief of from 1999-2004. Working on the magazine was my introduction to the worlds of art and publishing and I formed many important relationships which laid the ground work for my career. When Issue folded I focused on my own art work which initially started off as

photography. I later experimented with video and finally stepped in as the subject by doing performance. Musisz uwierzyć w swoje marzenia, ciężko pracować, nigdy się nie poddawać a twoje marzenia się spełnią. Przez rok studiowałam antropologię i filozofię na Victoria University w Welligton, w Nowej Zelandii. Planowałam szkołę w Nowym Jorku ale nie mogłąm sobie pozwolić na czesne dla obcokrajowców więc zamiast tego poszłam na staż do magazynu o sztuce. Staż poprowadził mnie w kierunku założenia własne-

go magazynu o sztuce i kulturze „Issue magazine”, którego byłam współredaktorką naczelną od 1999 do 2004 roku. Praca nad magazynem była moim wstępem do świata sztuki i publikacji, miejscem, gdzie ukształtowałam wiele kontaktów, które pomogły mi w późniejszej karierze. Kiedy „Issue” zostało zawieszone, skupiłam się na własnej pracy artystycznej. Początkowo zafascynował mnie świat fotografii. Później eksperymentowałam z filmem aby finalnie rozpocząć pracę nad występami typu „performance”.


WYWIAD ► 25

Of course – who doesn’t?! I am a total control freak and have terrible OCD (obsessive compulsive disorder). Tak oczywiście - kto ich nie ma? Musze mieć nad wszystkim kontrolę, mam paskudną przypadłośćobsesyjno kompulsywne zachowanie. Czy uważasz, że taki sam sukces mogłabyś osiągnąć w Warszawie, pracując na przykład przy projektach Akademii Sztuk Pięknych? It is hard for me to answer this question as I have only lived in Warszawa as a child. I do know that New York city is the hardest place to make it in the world and I like challenges! Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie bo mieszkałam w Warszawie tylko jako dziecko. Wiem, że Nowy Jork to najtrudniejsze miejsce, żeby osiągnąć sukces ale ja lubię wyzwania! Marzenia... To make enough money to live stress free and one day have a roof deck or garden in the city. Zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, żeby żyć bezstresowo i pewnego dnia mieć na dachu taras lub ogród w mieście. Rozmawiała: Gosia Szwed Zdjęcia: prywatne archiwum artystki, www.martynka.com Rozmowa została przeprowadzona w języku angielskim. Tłumaczenie: Gosia Szwed.

Esencja “Night Shirt”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► WYWIAD

► Masz słabości, wady, niedociągnięcia?


REKLAMA ► 26

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► REKLAMA

FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas!


REKLAMA ► 27

OPEN POLISH MAGAZINE Czytelniku!

Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

Fot: Fotolia

Zapraszamy w każdy piątek!

Zapraszamy w każdy piątek!

www.openscotland.pl

Czytelniku! Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

www.openscotland.pl


GALERIA ► 28

OPEN GALERIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

FOTOREPORTAŻ | Agnieszka Kędziora

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 29

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 30

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 31

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 32

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 33

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 34

Fot: Agnieszka Kędziora


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

GALERIA ► 35

Fot: Agnieszka Kędziora


GALERIA ► 36 Agnieszka Kędziora Przyjechałam do Szkocji siedem lat temu. Wiedziona lepszym życiem i przygodami. Tutaj odnalazłam miłość swego życia i spokój. Oprócz pracy w Aberdeen, czas wolny poświęcam młodzieży. Jestem trenerem drużyny lekkoatletycznej w tymże mieście. Fotografia była od zawsze moją pasją. Szkocja jest wdzięcznym tematem fotografa. Klimaty i przyroda, które kocham, świetnie oddają mój stan duszy. Lubie fotografie przestrzenną. Staram się uchwycić piękno natury. Lubie też sam proces obrabiania zdjęć. Chce by moja praca cieszyła oglądających. Inspiracje czerpie głównie z życia i obserwacji dnia codziennego.

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► GALERIA

Przygotowała | Ela Rygas


REKLAMA ► 37

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► REKLAMA

www.openscotland.pl

OPEN POLISH MAGAZINE jesteśmy dostępni w zasięgu...

Fot: Fotolia

dłoni!

*

Nie piszemy małymi literkami! NASZA OFERTA DOSTĘPNA JEST PRZEZ CAŁY ROK! www.openscotland.pl www.openscotland.pl


HISTORIA OPINIA ► 38 08 WYWIAD ► 06► GALERIA ► 30

Akcja „Za Kotarą”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► HISTORIA

Warszawa. ul. Poznańska, 19 sierpnia 1943 roku, godzina 18:00. Letni upał nieco zelżał i zaczął wiać chłodniejszy wietrzyk. Mężczyzna stojący na chodniku rzucił na ziemię niedopałek papierosa, przydepnął go i zerknął na zegarek. „Już powinien tu być” – pomyślał. Nieznacznie rozejrzał się dookoła. Sześciu żołnierzy Polski Podziemnej – jego podwładnych zajęło stanowiska zgodnie z planem. Czterech czekało ukrytych w bramach, piąty udawał, że czyta plakaty nalepione na słupie ogłoszeniowym, a szósty oparty o ścianę kamienicy udawał zatopionego w lekturze „Nowego Kuriera Warszawskiego”. Pozostaje tylko czekać na sygnał. Porucznik Wojciech Lilienstern ps. „Wiktor” zaczął się przyglądać twarzom przechodniów próbując odgadnąć, który z nich jest zdrajcą i celem zamachu. Nie znał bowiem jego twarzy. Cel miał wskazać jego zastępca – „Aston”, który lada chwila nadjedzie rikszą. Ujrzawszy agenta ukłoni mu się, a wówczas grupa likwidacyjna przystąpi do akcji. A oto i on. Od strony Alei Jerozolimskich (obecnie Reichstrasse) nadjechała riksza, w której siedział człowiek o bardzo semickich rysach twarzy. To „Aston” – oficer AK i zastępca ‚Wiktora” w Wojskach Łączności Komendy Głównej Armii Krajowej. Za chwilę ukłoni się jednemu z przechodniów i wtedy „Wiktor” pozna cel ataku. Pasażer rikszy siedział zrelaksowany, kiedy nagle uniósł się z siedzenia i sięgnął ręką do kapelusza

kłaniając się… „Wiktorowi”! Ten ledwo zdążył pomyśleć „Co ten idiota robi???!!!”, kiedy tuż przed nim z piskiem opon zahamował czarny Opel, z którego wnętrza wyskoczyło dwóch cywili. Rzucili się na „Wiktora” zanim zdążył sięgnąć po broń, obezwładnili i wepchnęli do samochodu. Grupa konspiratorów otrząsnęła się ze zdumienia i ulica rozbrzmiała kakofonią wystrzałów. Jeden z gestapowców aresztujących „Wiktora” z grymasem bólu chwycił się za ramię. Nie był jednak sam. Na ulicy znajdowało się kilku gestapowców w cywilu i ci natychmiast otworzyli ogień do AK-owców zabijając dwóch z nich. Zdrada zebrała śmiertelne żniwo. Wsypa na ulicy Poznańskiej zaowocowała nie tylko stratą trzech doświadczonych konspiratorów – była plamą na honorze kontrwywiadu Armii Krajowej, dowodem na jego niekompetencję i łatwowierność. Oto jego struktury z łatwością przeniknął agent Gestapo, wobec którego już wcześniej były niepokojące podejrzenia zignorowane przez dowództwo. Józef Staszauer ps. „Aston” był oficerem Oddziału V Komendy Głównej AK, który przez długi czas współpracował z okupantem i wydał w ręce Gestapo wielu żołnierzy Podziemia. Fakt, że kontrwywiad AK nie potrafił go zawczasu zidentyfikować i zlikwidować stanowi zmazę na jego honorze. Trzeba było potężnej wpadki okupionej śmiercią trzech żołnierzy, by rozpoznać zdrajcę i wydać na niego wyrok. A można to było zrobić znacznie wcześniej…

Józef Staszauer był Żydem o bardzo wyraźnych, semickich rysach twarzy. W czasie, gdy setki tysięcy jego pobratymców umierało w piekle getta on prowadził knajpę o nazwie „Za Kotarą”, która była jednym z ulubionych miejsc funkcjonariuszy warszawskiego Gestapo. Już sam ten fakt powinien był zwrócić na niego uwagę oficerów kontrwywiadu. Kilkakrotnie widziano go pijącego w towarzystwie gestapowców. Kiedy pewnego dnia został zaszantażowany przez dwóch osobników, którzy zażądali od niego pieniędzy grożąc, że w razie odmowy wydadzą go Gestapo, w jego lokalu natychmiast pojawiło się kilku agentów wspomnianej służby, którzy… natychmiast aresztowali szmalcowników. Staszauer był wyraźnie chroniony przez Niemców. Miarka przebrała się w sierpniu 1943 roku. Oddział pod dowództwem porucznika Wojciecha Liliensterna „Wiktora” miał zlikwidować na ulicy Poznańskiej konfidenta Gestapo pracującego na Poczcie Głównej. Cel zamachu miał wskazać właśnie Józef Staszauer „Aston”, który jadąc rikszą ukłoniłby się konfidentowi wskazując go w ten sposób AK-owcom. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, z tym, że jadący rikszą „Aston” ukłonił się… „Wiktorowi” wskazując go gestapowcom, którzy natychmiast wciągnęli go do samochodu. W strzelaninie, która

► 


REPORTAŻ HISTORIA ►► ►3109 39 GALERIA 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► HISTORIA

Akcja „Za Kotarą” się wówczas wywiązała zginęło dwóch żołnierzy Podziemia. Aresztowany „Wiktor” przeszedł ciężkie śledztwo i po wielokrotnych torturach został rozstrzelany dwa miesiące później. Konspiracyjna machina sądownicza zadziałała bardzo sprawnie i wobec niezbitych dowodów zdrady Wojskowy Sąd Specjalny wydał na Józefa Staszauera wyrok śmierci. Łatwiej go było jednak wydać, niż wykonać… „Aston” nie rozstawał się z bronią i większość dnia przesiadywał w swojej knajpie, która położona na rogu Mazowieckiej i Świętokrzyskiej była istnym gniazdem os – gestapowcy tam pili, urządzali libacje i spotykali się ze swoimi agentami. Na dodatek w najbliższej okolicy tego przybytku znajdowało się kilka budynków obsadzonych przez Niemców. Stało się jasne, że przeprowadzenie zamachu będzie wymagało użycia licznego i silnie uzbrojonego oddziału. Rozkaz likwidacji zdrajcy otrzymał Oddział Bojowy Kontrwywiadu II Oddziału Komendy Głównej AK znany pod kryptonimem 993/W. Była to grupa doświadczonych egzekutorów Armii Krajowej mająca na koncie wielu zlikwidowanych gestapowców, konfidentów i szmalcowników. Na dowódcę akcji wyznaczono podporucznika Stefana Matuszczyka ps. „Porawa”. Akcję przygotowano bardzo starannie. Jako miejsce zamachu wybrano knajpę, której właścicielem był zdrajca – było to miejsce, gdzie „Aston” spędzał większość dnia. Była to jednak jedyna zaleta tej lokalizacji…

Jak wspomniałem wyżej, było to miejsce bardzo chętnie odwiedzane przez gestapowców i ich agentów, na dodatek znajdujące się w okolicy zdominowanej przez okupanta. Należało zakładać, że w momencie zamachu część klientów przybytku będzie uzbrojona. Sam „Aston” również stale nosił przy sobie pistolet. Plan opracowany przez „Porawę” zakładał, że najpierw do lokalu wejdzie grupa żołnierzy, zajmą jeden ze stolików i we właściwym momencie powiadomią oddział uderzeniowy, który wpadnie do knajpy. Sterroryzują gości, każą im podnieść ręce do góry, po czym ich zrewidują. Następnie zastrzelą „Astona” oraz zidentyfikowanych gestapowców i natychmiast się ewakuują. To w teorii. W praktyce jednak rzadko która akcja Podziemia przebiegała zgodnie z planem… „Porawa” zaangażował do akcji niezwykle silny oddział ubezpieczający liczący aż 14 ludzi. Rozstawieni w okolicy baru mieli czuwać, by podczas wykonywania wyroku nikt nie zbliżył się do drzwi. Jest piątek 8 października 1943 roku, godzina 18:00. Do baru „Za Kotarą” wchodzi czwórka młodych ludzi – to Danuta Hubner „Nina”, Zofia Rusecka „Zofia”, Tadeusz Towarnicki „Naprawa” oraz nieznany z nazwiska wywiadowca o pseudonimie „Ryś”. Udają dwie zakochane pary i zajmują Podporucznik Stefan Matuszczyk ps. „Porawa”


HISTORIA OPINIA ► 40 08 WYWIAD ► 06► GALERIA ► 30

Akcja „Za Kotarą”

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► HISTORIA

stolik w rogu. Bar nie jest duży – stoi w nim zaledwie dziewięć stolików. Sześć z nich stoi w większej sali z barkiem, do której wchodzi się z ulicy. W głębi lokalu, na niewielkim podeście znajduje się mniejsza salka z trzema stolikami. Obie sale są czasem przedzielane grubą, czerwoną kotarą – stąd nazwa przybytku. Tego dnia kotara jest odsunięta. Wywiadowcy siedzący w rogu większej sali mają więc oba pomieszczenia w zasięgu wzroku. Po przeciwnej stronie większej sali, przy telefonie siedzi Józef Staszauer „Aston” – cel zamachu. Razem z nim siedzą dwie kobiety i kilku mężczyzn. Pozostałe stoliki też są zajęte – w końcu to piątkowy wieczór… Do stolika konspiratorów podchodzi kelnerka. Jeden z mężczyzn składa obfite zamówienie – butelka wódki i najdroższe zakąski, jakie bar ma w ofercie. AK-owcy postanowili sobie zaszaleć. Wiedzą bowiem, że nie będą płacić… Pół godziny później „Zosia” wychodzi z baru i informuje dowodzącego akcją „Porawę”, że cel jest w środku. Ten jednak przed chwilą zauważył coś niepokojącego. Na ulicy pojawiają się jacyś dziwni ludzie w cywilu. Niby nie robią nic niepokojącego, ale „Porawa” – doświadczony konspirator od razu wyczuwa, że to szpicle. Po co się tam kręcą? Czyżby w lokalu odbywało się spotkanie jakiegoś gestapowskiego agenta z oficerem prowadzącym? Bar „Za Kotarą” był znany jako miejsce, gdzie często dochodziło do takich spotkań. A może… ich akcja została zdekonspirowana?! Obok kryjącego się w bramie „Porawy” przechodzi jakiś nieznajomy mężczyzna i rzuca szeptem:

Miejsce akcji – róg ulic Mazowieckiej i Świętokrzyskiej. Fot. z serwisu www.warszawa1939.pl

„Wsypa! Odwołaj akcję!” Nerwy dowódcy są napięte do granic. Co robić? Jeśli to wsypa, to trójka jego ludzi, którzy zostali w środku jest już stracona. Czeka ich aresztowanie, ciężkie śledztwo, tortury, a potem nieuchronna śmierć. Czy ma prawo skazywać ich na taki los? Jak zareaguje na to dowództwo AK? Powierzenie mu dowodzenia arcytrudną akcją było dowodem najwyższego zaufania ze strony zwierzchników. Oddziałem 993/W dowodził przecież zaledwie od

dwóch miesięcy… „Porawa” podejmuje decyzję. Daje znak grupie uderzeniowej, że mają wkraczać do lokalu. Do baru wchodzi pięciu zamachowców. Trzej z nich to bracia – Bolesław Bąk „Szlak”, Stanisław Bąk „Burza” i Leon Bąk „Doktur”*. Pozostali żołnierze zespołu likwidacyjnego to Andrzej Zawadzki „Andrzejewski” i Zbigniew Szumański „Clive”. „Doktur” odsłania poły płaszcza i odbezpiecza stena. Pozostali zamachowcy trzymają w rękach

► 


REPORTAŻ 09 GALERIA HISTORIA ►►31 41 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► HISTORIA

Akcja „Za Kotarą” pistolety vis i parabellum. Na ten widok ze stolika w rogu podrywa się trójka konspiratorów. Też trzymają w rękach pistolety. Krzyczą „Ręce do góry!” i „Hande hoch!”. Słucha ich jednak tylko dwóch mężczyzn przy jednym ze stolików – posłusznie unoszą ramiona w górę. „Aston” i jego towarzysze sięgają do kieszeni. „Doktur” długą serią ze stena rozwala towarzystwo, aż krew bryzga na ściany. Potem przenosi ogień na tych, którzy na wezwanie nie podnieśli rąk. Obecni w lokalu gestapowcy nie pozostają dłużni i odpowiadają strzałami z pistoletów. Obydwa pomieszczenia wypełniają się dymem prochowym, hukiem wystrzałów i jękami rannych. Na ziemię padają kolejne ofiary. Cel ataku – „Aston” ginie już w pierwszych sekundach akcji. Teraz leży w kałuży krwi w rogu większej sali. „Doktur” ze swoim stenem sieje szczególne spustoszenie. Pozostali zamachowcy też nie pudłują. Na zewnątrz baru do działania przystępuje zespół ubezpieczający. Jak tylko za ostatnim z zamachowców zamykają się drzwi knajpy Bronisław Gwiaździński „Sokół” z grupy ubezpieczającej długą serią ze stena gasi najbliższą latarnię. Otoczenie baru pogrąża się w mroku. „Sokół” krótkimi, dwu-, trzystrzałowymi seriami szachuje kryjących się w bramach gestapowskich szpicli. Jego ogień jest bardzo skuteczny. Żaden z nich nie śmie wychylić nosa zza murów. Odpowiadają rzadkim i niecelnym ogniem z pistoletów, jednak nawet nie próbują się zbliżyć do drzwi knajpy, zza których dochodzą odgłosy

gwałtownej strzelaniny. Kanonada w środku trwa kilkadziesiąt sekund. Kiedy się kończy, na kamiennej podłodze baru leży kilkanaście ciał. Na szczęście nie ma wśród nich AK-owców. Oni jednak też nie wyszli z tego zupełnie bez szwanku. Ciężko ranna została „Nina”, lżejszą ranę odniósł „Naprawa”. Czas na odskok. Zamachowcy wybiegają z lokalu i uciekają ulicą Mazowiecką. Dowódca akcji ładuje rannego „Naprawę” na dorożkę i odwozi do mieszkania „Zosi”. Ciężko ranną „Ninę” prowadzą „Doktur” i „Szlak”. Na placu Napoleona znajdują porzuconą rikszę, wsadzają do niej ranną i wiozą na plac Mirowski. Kiedy wchodzą z nią do bramy w ciemności rozlega się zapijaczony głos: „Ruki w wierch!” W głębi bramy stoi jakiś kolaborant z Ostlegionu. Jest kompletnie pijany i ledwo trzyma w dłoni pistolet. „Doktur” bez słowa podchodzi do niego i strzela mu w głowę. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane, ale rannej „Niny” nie można tu zostawić. Jadą z nią do konspiracyjnego mieszkania na ulicy Ogrodowej. „Nina” wyzdrowieje i za kilka miesięcy wróci do oddziału. W barze „Za Kotarą” zginęło czternaście osób, wśród których byli oprócz „Astona” – celu ataku także jego żona, szwagier, szwagierka, kilku agentów Gestapo i volksdeutschów. Niestety, kule dosięgły także kilku niewinnych osób,w tym kelnerkę

Marię Malanowicz-Niedzielską. Komendant Główny Armii Krajowej generał Tadeusz „Bór” Komorowski bardzo wysoko ocenił akcję „Pod Kotarą” nadając „Porawie” i „Ninie” ordery Virtuti Militari, a pozostałym uczestnikom zamachu Krzyże Walecznych. ——————————— * Nieortograficzną pisownię swojego pseudonimu Leon Bąk uzasadniał mawiając: „Doktór jest od leczenia, a Doktur od zabijania.” Autor | Mateusz Biskup Blog Biszopa http://blogbiszopa.pl/ Źródło: Tomasz Strzembosz, Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1944, PIW, 1983. Remek Piotrowski, Zamach w Barze „Za Kotarą”, http://tropyhistorii.wordpress.com, Dostęp 24.03.2013. Kazimierz Maciejewski, Egzekucja zdrajców, http:// wzzw.wordpress.com, Dostęp 24.03.2013. Whatfor, Akcja „Za Kotarą”, http://www.powstanie-warszawskie-1944.pl/, Dostęp 24.03.2013.


KULTURA ► 42

POEZJA ► YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► POEZJA

Yvette Popławska Matuszak

Fot: YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

- dziennikarka z pasją. Wrocław - Belgia. Zodiakalna waga. Dziennikarz obywatelski - Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej (SDRP) - poetka, fotografik, pisze na kilku portalach literackich i informatycznych o różnych profilach, podróżnik, uprawia sporty ekstremalne. Oprócz pisania w kręgu jej zainteresowań pozostaje grafika, miejsca jeszcze nieodkryte, niezdobyte ludzkim dotknięciem. Korespondentka Radio Roza, RB24.eu ,,Listy z daleka’’, iTVPoludnie, TVCulture, Wasze Radio.pl, MMWrocław, Wiadomości24, Polonia Całego Świata. Inspiratorka i Redaktor Antologii Poetów Wybranych z 2011r. Pisze na eMultipoetry z Krakowa, e - Sztuka . Wydana na łamach POEZJA DZISIAJ, opisana w eseju ,,Piękni Ludzie’’. Należy do: Gmina Polska PIAST.de, członek londyńskiej grupy literacko artystycznej - PoEzja UNESCO Londyn, Grupy ORION. Drukowana w almanachach w Polsce i za granicą. Publikowana w wielu gazetach polskich i zagranicznych, oraz na łamach portali internetowych. Uczestniczy w festiwalach poetyckich. Wyróżnienie w XXI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Serduszkowy wiersz”. Twórczość czytana na wielu stacjach radiowych. Prowadzi Spichlerz poetycki Yvette w Radio Roza. Na początku 2012 r. ukazał się bootlegowy audiobook z wierszami nagranymi w dwóch studiach, gdzie jest inspiratorką pomysłu nagrań, tytuł „KU SOBIE SaMEJ”, wiersze czyta Mistrz Mowy Polskiej Vox Populi 2012 r. Dariusz Bereski - Mastering nagrania, realizacja : David Bas Studio Kalimba Records w Toruniu.. I audiobook z wierszami lektor, muzyka: Jerzy Moskała - Mastering I realizacja nagrania: Marcin Moskała, Studio Audio Video Tv Culture yvette.lode@pandora.be http://bloguspoeticus.wordpress.com/ Do lat aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym Polonii, biorąc aktywny udział w wielu spotkaniach, przedkładając kultywowanie języka polskiego, and własne Ego. W poezji I prozie z dużą dozą I kruchością słowa zatrzymuje się na ludzkiej egzystencji. Życie zapisuje w metaforach, poddaje solidnej obróbce, potem szlifuje najczęściej sytuacje z życia wzięte… A nade wszystko lubi potrafić komunikować się z ludźmi, niezależnie do ich statusu życiowego, wykształcenia, wieku etc. Z fauną I florą żyć w zgodzie. To tak jak z jej pasją, pisanie reportaży, uchwycenia w kadrze ulotnych rzeczy, czy sytuacji, które chce przekazać najbliższym jej osobom… Jest pasjonatem kulturalnym jeszcze z czasów niekomercyjnych.


29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► POEZJA

KULTURA ► 43


KULTURA ► 44

POEZJA ► YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► POEZJA

KU SOBIE SaMEJ Z tomiku (KU SOBIE SaMEJ)

Fot: YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

Potknęłam się o swoje drugie ja W przedsionku spichlerza poezji spotkałam swój cień Na kartce papieru Taka delikatna nieśmiałość Pokorna I pełna ogłady Tylko żal iż tak sporadycznie Mijam się z nią W drugim swoim obliczu A na imię Ma właśnie poezja Przyodziana szatą myśli Otulona szalem twórczości Do najgłębszego zakamarku w sercu eskalując W codziennym świecie Wersetami złotopiórej poezji lawirując wśród płynności poematu słów W prozę życia trafia… C Yvette P’M *** Dar oratorski Literacka aluzja kwitnąca elokwencja Na salonach ,,TEMATU’’ C YvetteP’M


KULTURA ► 45

POEZJA ► YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► POEZJA

Fot: YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

KRAJU RODZINNY NA OBCZYŹNIE Nie importuj Barwnych tęsknot Nadzieje kwitną Nam poza krajem twórcze biało-czerwone unoszą woń prozy emigracyjnej. Pokolenia czekają, W monologu I w aktach W niezabliźnionej tęsknocie. Wierszem przemówią poeci, Do Wrocławia Przez Brukselę, Paryż, Londyn, Chicago unosząc historię and całą ziemią. @Yvette P’M Wrocłw - Belgia _______________________________ Poeta Jak kometa W przestrzeni wierszy się przemieszcza wyznaczając szlak przesłań Do czytelnika. C Yvette P’M


KULTURA ► 46

POEZJA ► YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

29 | 03 | 2013 | OPEN ► 11 ► POEZJA

EPITAFIUM ŻYCIA…

Fot: YVETTE POPŁAWSKA MATUSZAK

Myślę I czynię więc żyję choć nie piórem na papierze Lecz klawiaturą słowa We wzajemnym Punkcie odniesienia Na skrzyżowaniu lat spotkały się muzy mej duszy czytać pisać komponować być cząstką samego siebie Dewizą moją… Moim cieniem… Drugim ja… Słuchać głosu sumienia W kalejdoskopie słów I dni karmić wyrozumiałym słowem Najdalsze trudne wyprawy Upojne dni niezdobyte horyzonty Wspomnienia magicznych chwil nieubłagalnie upływającego czasu Wspomnienia magicznych chwil, rozpoczęły się do pierwszego kroku w życie… kiedyś będą miały swój kres - określą mój życiowy status. CYvette P’M

KOMPUTER SZALEJE Rozsiewa mikroby. Czy jest jakiś skaner By wytępić Wirusa pisania wierszy? Enterem zamykam Notes. Ludzki umysł wymaga Zresetowania, Aby utrzymać swoj Stan, całkowitego wyłączenia się Z sieci naszego otoczenia. Wymienić software. CYvette P’M


KULTURA ► 47

“Uprawiaj ze mną poezję” festiwal poetycko-artystyczny 18 maj 2013

Radek Nowacki PLAN IMPREZY: 17:00 - wystawa otograficzno-plastyczna, Kalina Ślusarska 18:30 - czytanie wierszy Justyna Adamek połączonych z oprawą muzyczną. 19:30 - poeci zaprezentują swoje Paweł Janczak wiersze publiczności. Maciej Lewandowski 20:30-23:00 - występ muzyczny kończący wydarzenie. Edyta Majewska Waldemar Marek Paulina Krzyżaniak Katarzyna Campbell Damian Swiątek Dom Polski im. gen. Sikorskiego Zbigniew Gawiński 5, Parkgrove Terrace Małgorzata Zbudniewek Glasgow G3 7SD Paweł Głowieniek Joanna Olszewska z zespołem Alex Sugarov z zespołem Grzegorz Jarosław Rybak Organizatorka: Adam Olszewski Paulina Krzyżaniak MR KaBe The Sikorski Polish Club

Patroni Medialni

The Sikorski Polish Club

Serdeczne podziękowania dla naszych sponsorow Design by: K. Slusarska

18 maja o godzinie 17:00 w Domu Polskim im. gen. Sikorskiego w Glasgow odbędzie się pierwsza odsłona festiwalu poetycko-artystycznego „Uprawiaj ze mną poezję”. Festiwal ma na celu zrzeszenie polskich artystów oraz ich promocję. Tego dnia odbędzie się wystawa fotograficzno-plastyczna podczas której będzie można podziwiać twórczość: Radka Nowackiego, Edyty Majewskiej, Agi Zajdel, Kaliny Ślusarskiej, Macieja Lewandowskiego oraz Pawła Janczaka. Aranżacją muzyczną podczas wernisażu zajmą się muzycy: Waldemar Marek oraz gitarzysta i kompozytor Adam Olszewski. O godzinie 18:30 wszystkich miłośników poezji zapraszamy na wieczór poetycki, widzowie będą mieli okazję przysłuchać się słowom: Pauliny Krzyżaniak, Małgorzaty Zbudniewek, Katarzyny Campbell, Damiana Świątka, Zbigniewa Gawińskiego oraz Pawła Głowienki, Grzegorz Jarosław Rybak Całe wydarzenie artystyczne będą zamykać występy muzyczne. Na scenie pojawi się utalentowana wokalistka z Glasgow Joanna Olszewska z zespołem, Alex Sugarov z zespołem z Edinburgha, Waldemar Marek i Michał Nowakowski oraz Adam Olszewski. Serdecznie zapraszam! Organizatorka wydarzenia Paulina Krzyżaniak Patroni medialni: Emigrant, Open Scotland.pl, Radio Szkocja.FM, Magazyn lejdiz, emito.net, Edinburgh.com.pl Sponsorzy: Dom polski im.gen. Sikorskiego, Restauracja u Jarka, Print Flex, Amethyst Hair Studio


Jesteśmy otwarci! A Ty?

Fot: Fotolia

www.openscotland.pl

open polish magazine  
open polish magazine  

uk, informacje, publicystyka, rozrywka, kultura

Advertisement