Page 1

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 09 ▶ | 15 | 03 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

FOT: Julia Wollner

Z miłości do Włoch zbudowała swoje życie. Redaktorka naczelna magazynu La Rivista, właścicielka firmy Il Ponte, prowadzi także forum kultury i języka włoskiego, bloga i wykłada język włoski. Z JULIĄ WOLLNER ROZMAWIA GOSIA SZWED

Z MIŁOŚCI DO ITALII


SPIS TREŚCI ► 02

Zatruwają przestrzeń niczym turkoczący, nieprzyjemny chrzęst mieszczańskiego krajobrazu. Rozprzestrzeniają swoje mikroby, których źródła mnożą się i potęgują ogniska zakaźne. Artykuł ► Sandra Paziewicz

| Str. 09 |

| Str. 12 |

Western made in Poland

Polska to kraj, w którym trudno jest egzystować nie mając własnych środków pieniężnych ani źródeł dochodu. Ale i posiadanie czegoś co przynosi większy zysk, może przysporzyć wielu... Reportaż ► Damian Świątek

| Str. 15 | Redaktor Naczelny | Damian Biliński ip.openscotland@gmail.com | Tel: 07923378062 Reklama i Marketing | Małgorzata Bilińska mb.openscotland@gmail.com Skład i Grafika | Małgorzata i Damian Bilińscy Wydawca | Interactive Publishing | SCOTLAND | Tel: 07923378062 | www.openscotland.pl Współpraca | Anna Kutera, Beata Waniek, Ela Rygas, Gosia Szwed, Joanna Goldberg,

Katarzyna Campbell, Małgorzata Bilińska, Marta Jadwiga Wiejak, Sandra Paziewicz, Damian Świątek, Marek Wardęga, Mateusz Biskup

Poglądy zawarte w felietonach, opiniach i komentarzach są osobistymi przekonaniami autorów i nie zawsze pokrywają się z poglądami redakcji Open Polish Magazine. Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów oraz zdjęć bez wyraźnej zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

Matka Teresa?

Ten felieton, to tak naprawdę otwarta dyskusja. Nie stawiam jej granic, chociaż dla mnie diagnoza jest prosta. Skąd i jak się wzięła wyjaśni się samo nieco później. Felieton ► Joanna Goldberg

| Str. 27 |

Open Galeria Moje prace są miksturą różnych technik, od szkiców w ołówku... - mówi Iwona Soppa Sztuka ► Iwona Soppa

Fot:Fotolia

OPEN POLISH MAGAZINE IN UK

Fot: Łucja Fice

W powietrzu unosi się zapach kawy. Lubi kawę. Mówi, że to jedna z niewielu rzeczy, której jej nie obrzydził. Alkoholu już nie lubi. Za bardzo jej się z nim kojarzy. Reportaż ► Anna Kutera

Fot: Iwona Soppa

Toksyczna symbioza

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► SZTUKA ► KULTURA ► ROZRYWKA ► HISTORIA ► WYWIAD ► FELIETON

Reklama sensu stricto

Fot: Reklama Nivea

| Str. 05 |


REKLAMA ► 03

OPEN POLISH MAGAZINE Czytelniku!

Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

Fot: Fotolia

Zapraszamy w każdy piątek!

Zapraszamy w każdy piątek!

www.openscotland.pl

Czytelniku! Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

www.openscotland.pl


SŁÓW KILKA ► 04

Święty Franciszek z Asyżu, włoski duchowny, założyciel zakonu franciszkanów, skromny, ale odważny człowiek w plebejskiej brązowej tunice; patron m.in. pokoju, aktorów, niewidomych, robotników, a także więźniów, którego (na własne życzenie) po śmierci pochowano nago, miał za życia powiedzieć: „O, Panie, spraw, abym nie tyle szukał pociechy, co pocieszał; nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał; nie tyle szukał miłości, co kochał. Ponieważ dając siebie, otrzymujemy; zapominając o sobie, odnajdujemy siebie; a przebaczając, zyskujemy przebaczenie.”

A zatem, Włosi przegrali i Papieża i piłkę nożną. Puchar powędrował do Argentyny.

Od czwartku 13 marca 2013 roku, jedna trzecia świata ma nowego Papieża. Wśród części wiernych zapanowała szaleńcza ekstaza. Łzy radości popłynęły nie tylko w Watykanie, ale przede wszystkim w Argentynie i w krajach trzeciego świata. Zaskoczeni komentatorzy również nie kryją zadowolenia, choć głosów krytyki nigdy nie brakuje. Nie inaczej jest tym razem.

Mam nadzieję, że Franciszek, ten Franciszek, 76 letni facet, będzie przede wszystkim człowiekiem, i że nie stanie się kolejnym pośmiewiskiem. „Czyż nie słyszeliście o tym człowieku szalonym, który w jasne przedpołudnie zapala latarnię, biegnie na rynek i nieustannie krzyczy: „Szukam Boga! Szukam Boga!” — Wielu spośród tam zgromadzonych nie wierzy w Boga, dlatego (krzyczący) wywołuje szalony śmiech. A więc on się zgubił? mówi jeden. Czy zabłąkał się jak dziecko? mówi inny. A może się schował? Boi się nas? Odpłynął okrętem? Wywędrował? - tak krzyczą i śmieją się wszyscy. Szalony człowiek skoczył między nich i wiercił ich swym wzrokiem. „Gdzie jest Bóg? wołał, chcę wam to powiedzieć! Uśmierciliśmy go — wy i ja! Wszyscy jesteśmy jego mordercami! Ale jak tego dokonaliśmy?” - oto „Wiedza radosna”. Tako rzecze dzisiaj...

Ale oprócz przegranych są też zwycięzcy. I tak np.: największymi zwycięzcami okazały się liczne sklepy z pamiątkami, kawiarnie i restauracje, a także, i to należy podkreślić włoskie media. Dlaczego? Nie od dziś wiadomo, że media przechodzą kryzys, a taka impreza to przecież woda na młyn. Nakłady włoskich dzienników skoczyły, serwery stron internetowych z nadmiaru klików padały, a w telewizji nie można było zobaczyć nic innego. Innymi słowy dym. I tylko szkoda, że czarny dym trwał tak krótko. Bowiem nie ma bardziej intratnego tematu w mediach, niż emocje, a im emocje są ciemniejsze, tym lepiej dla mediów, ba, czytelników przede wszystkim, wszak o białym dymie mówi się krótko, bo nudny, bo zbyt oczywisty i nie godny uwagi dłużej, niż jeden dzień. Czysta psychologia – złe emocje siedzieć w człowieku długo, dobre emocje być złe.

Jednak są i tacy, którzy w ogóle nie są zadowoleni np.: bukmacherzy. Przecież miał wygrać Włoch, chociaż nie brakowało godnych rywali z Afryki, Brazylii, Ameryki Północnej, Austrii, a nawet z Kanady. Był nawet Niemiec, tyle, że z Brazylii, był Filipińczyk, mógł wygrać ciemnoskóry, a wygrał Argentyńczyk. Trzeba przyznać, iż w tych dniach emocji było sporo; najwięcej rzecz jasna we Włoszech, wszak dzień wcześniej drużyna Silvio Berlusconiego, właściciela AC Milan przegrała 4:0 z Barceloną i pożegnała się z możliwością zdobycia pucharu Ligii Mistrzów.

Damian Biliński Redaktor Naczelny 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► SŁÓW KILKA

Bracia i siostry, dobry wieczór!


REKLAMA SENSU STRICTO, Reklama Opla Meriva, Rodzina Winiarków: Agnieszka i Leszek z synami Mikołajem oraz Bartkiem,. | Auto Świat

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► ARTYKUŁ

ARTYKUŁ ► 05

czyli PROPAGANDA JAKO KONWENCJONALNY JĘZYK KAPITALIZMU ROZLEGŁE ZAKAŻENIE Zatruwają przestrzeń niczym turkoczący, nieprzyjemny chrzęst mieszczańskiego krajobrazu. Rozprzestrzeniają swoje mikroby, których źródła mnożą się i potęgują ogniska zakaźne i pole rażenia. Mowa tu nie o chorobach, lecz reklamach, które dosięgły

Tekst ► Sandra Paziewicz swoimi mackami wszystkich rozwijających się i rozwiniętych krajów rozhasanego społeczeństwa. Demokratyczna większość, już od dekad przyzwyczajana do ich wszechobecności, nie przywiązuje doń wagi. Jednakże, lekceważenie reklamy jest tylko pozorne,

gdyż kolorowe obrazki z uśmiechniętymi twarzami wpajają różne idee, bazują na kodach kulturowych i „programują” postawy ludzkie i zachowania, co może grozić szczegółowym predeterminowaniem życiowych potrzeb i celów. Reklama jest jednym z


ARTYKUŁ ► 06 

przykładów na to, w jaki sposób globalne organizacje wpływają na życie prywatne jednostki.

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► ARTYKUŁ

Paradoksalnie, reklama, która zazwyczaj propaguje ideę wolności, jest de facto narzędziem kontroli społecznej. Wyspecjalizowane mechanizmy propagandy są analizowane przez najdociekliwszych krytyków obecnego porządku świata, tj Noam Chomsky, który twierdzi iż, idea amerykańskiego intelektualisty, Waltera Lipmanna, idea „rewolucji w sztuce demokracji”, jest niczym innym jak świadomym doprowadzeniem członków społeczeństwa do zgody na to czego nie chcą, poprzez użycie nowych technik propagandy (tłum. autora, Noam Chomsky, 2002). Logicznym następstwem istnienia władzy, jest próba zapanowania nad społeczeństwem. Jest to wykonalne dzięki ‘przedstawieniu obrazu rzeczywistości, która jest możliwa do zaakceptowania’, oraz poprzez pojenie ludzkości odpowiednimi przekonaniami. Co więcej, Chomsky (2002) postrzega kierowanie mentalnych procesów jednostki na rzeczy błahe (co jest stosowane już od wieków), jako idealny sposób na zapanowaniem nad ludzkością. Tym samym Chomsky wspiera argument Ortegi y Gasset’a o rozpraszaniu uwagi społecznej poprzez media. Media, produkujące i propagujące reality TV, konkursy radiowe, sport. modę i relaks jako niezbędne i popularne, doskonale odnajdują się w roli niewidzialnego systemu kontrolującego normy, zachowania, postawy; jak i popyt i podaż na produkty i usługi. Najbardziej pesymistyczne argumenty niektórych teoretyków komunikacji, stanowią, iż w ostatniej fazie „społeczeństwa pracującego”, system kapitalistyczny będzie narzucał jego członkom automatyczne funkcjonowanie i wymagał od jednostki całkowitego porzucenia swojej indywidualności (Hannah Arendt, 1988). Po dogłębnej analizie mechanizmów systemów rządzących, narzucanych norm i trendów społecznych, przewidywania Arendt nie wydają się nieprawdopodobne. I tu, w świetlne niezawodnej kontroli społecznej, medium reklamy przedstawia się jako narzędzie władzy na piedestale, jest bronią absolutną o masowym rażeniu, przekazującą ogrom zakodowanych znaków pod postacią dźwięku i obrazu.

www.flickr.com/photos/nickgripton | Nick Grimpton, A Shop, Soweto Township, Johannesburg, South Africa

REKLAMA JAKO NARZĘDZIE, CZYLI ZASADA WŁADZY I KONTROLI

SEMIOTYKA NA CO DZIEŃ. KIM BĘDZIESZ PO WYJŚCIU Z SUPERMARKETU? W celu wpłynięcia na odbiorcę i uzyskania zamierzonych efektów, reklama czy też kampania public relations (PR), jest bardzo precyzyjnie skonstruowana, umiejscowiona oraz odpowiednio często ponawiana. Niezaprzeczalnie słowo i obraz są potęgą. Reklama bardzo silnie wpływa na świadomość, jak i podświadomość odbiorcy, który od dziecka jest bombardowany informacjami, propagującymi treści wywierające olbrzymie piętno na pojmowanie rzeczywistości. Reklama nie tylko wpływa na decyzję kupna czy też skorzystania z usługi, lecz popularyzuje styl życia, przedstawia zachowania i postawy, które, poprzez swoją dominację w sferze publicznej, są niekiedy

automatycznie utożsamiane z normami i wymogami społecznymi. Reklama może być porównana do wiadomości która sygnalizuje jednostce społecznej pewien dysonans, między tym kim ona jest i jak jest postrzegana, a tym kim jest i jak jest postrzegana nieautentyczna postać z reklamy, która jednak tworzy z czasem realny wzorzec zachowań, który może wywołać chęć do naśladowania. Semiotyka, czyli nauka o znakach i ich znaczeniu, spełnia ogromną rolę w efektywnym funkcjonowaniu reklamy. Siła reklamy zależy bezpośrednio od powiązań między tekstowych danej reklamy reprezentującej produkt z kulturą w której ona się znajduje. Gottdiener (2007) twierdzi, iż wyselekcjonowane symbole propagowane przez media są ściśle powiązane z towarami, które w świecie kapitalizmu nabierają same w sobie pewnych  wartości znakowych. I tak, produkty kojarzone są z


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► ARTYKUŁ

określonym stylem życia, wartościami lub emocjami, z którymi są silnie powiązane, przez co konotują to co jest „trendy”. Przykładowo, uśmiechnięta rodzina jadąca samochodem oznacza iż posiadanie samochodu przyczynia się do lepszego życia rodzinnego. Reklama może także służyć jako wskaźnik pozycji ekonomiczno-społecznej, jednocześnie determinujący postrzeganie tożsamości danej osoby. Ma to miejsce prawie w każdej reklamie. Na przykład, niepozorna reklama proszku do pieczenia, nie tylko sugeruje kupno produktu, ale przedstawia postać matki, która z przepięknym uśmiechem na twarzy serwuje babkę piaskową, czym zaspokaja nie tylko głód swojej rodziny, ale też wymóg opiekuńczości. Jednocześnie propaguje to stereotyp kobiety, która gotuje i opiekuje się rodziną, wprowadzając pewną normę, chociaż nie wypowiedzianą, to jednak obowiązującą w społeczeństwie. Szczególnym miejscem, gdzie można zaobserwować efektywne działanie semiotyki, i gdzie umożliwione jest obcowanie z wieloma produktami na raz w niemalże nieograniczony sposób, są centra handlowe, które wielu osobom już dawno zastąpiły religię. Gottdiener (2007) porównuje centra handlowe do „zamku introwersji”, który wytwarza pozorną swobodę, posługując się wcześniej przygotowaną siłą perswazji, zawartą w reklamie. Ta propagowana chęć posiadania, podszyta silnymi znakami zakodowanymi w kulturze jednostki, to główna przyczyna silnej choroby – materializmu, która może niszczyć indywidualność, jednocześnie sprzyjając rozwojowi kapitalizmu. PSYCHOLOGIA REKLAMY, CZY REKLAMA PSYCHOLOGII? Reklama jest jedną z dziedzin komunikacji, która czerpie swoją siłę głownie z psychologii, opierając swoje techniki na wyszukanych i sprawdzonych metodach wpływu i próby kontroli zachowań jednostki i grupy. Fachowcy od marketingu nazywają tą więź „triumfalnym marszem psychologii poprzez terytorium marketingu” (M. Żórawicka - Koczan, K. Polak, b.d.). „Triumfalnym” z całą pewnością dla nadawcy reklamy, ale czy efektywna reklama może być postrzegana jako wybitne osiągniecie ludzkości? Jedną z funkcji reklamy, jest wzrost w sprzedaży produktu i wzbogacenie się producenta, często kosztem adre-

www.szkolareklamy.edu.pl | Reklama Nivea, Warszawska Szkoła Reklamy

ARTYKUŁ ► 07

sata, co jest wątpliwą korzyścią dla odbiorcy. Reklama posługuje się dobrze zbadanymi mechanizmami zachowawczymi współczesnego człowieka, co w kontekście kontroli społecznej poprzez reklamę jako zjawisko jest mocno niepokojące: Milgram wykazał, że wielu normalnych, zdrowych ludzi zdolnych jest do zadawania wbrew własnej woli bolesnych i niebezpiecznych wstrząsów elektrycznych na polecenie osoby stanowiącej w danej sytuacji autorytet. Na drodze socjalizacji wykształca się w ludziach przekonanie, iż uleganie autorytetom jest wysoce pożądane. Uległość wobec autorytetów często pojawia się w postaci zautomatyzowanej; jest to uległość jedynie wobec symboli, czy oznak autorytetu np. uleganie charyzmie tytułu, ubrania, luksusowego samochodu, itp. Osoby zawłaszczające któryś z

tych symboli silniej mogą wpływać na innych, nawet jeśli nie są rzeczywistymi autorytetami w danej dziedzinie (Dr. Dariusz Ostrowski, b.d.). Powyższy cytat wskazuje na to jak niebezpieczna jest wiedza o psychice i zachowaniach człowieka. Obecnie duży procent reklam wykorzystuje realne osoby, które posiadaja społeczny autorytet, tj. sportowcy lub aktorzy. Równie skuteczny jest autorytet osób starszych, postaci archetypowych w danej dziedzinie, i tak np. postać babci, która jest autorytetem w gotowaniu, czy postać dziadka , który umie naprawić samochód. Odbiorca automatycznie, być może nieświadomie, utożsamia wiadomość z reklamy z ustalonymi konwencjami/poglądami społecznymi i jest skłonny uwierzyć w słowa osoby nakłaniającej do kupna pro duktu, zmiany postawy życiowej itp. Często wypo-


ARTYKUŁ ► 08 

wiedzi osób reklamujących dany przedmiot, który nie jest odbiorcy potrzebny, nie są kwestionowane, i tym samym podwyższają prawdopodobieństwo zakupu. Wziąwszy pod uwagę eksperyment Milgram’a i siłę odziaływania autorytetu na jednostkę, rozsądnym jest uświadomienie sobie potęgi reklamy oraz próba wytworzenia dystansu w stosunku do niej.

Wpływ elity czy też władzy na społeczeństwo i jego kontrola nie jest pomysłem innowacyjnym, natomiast zmieniła się forma i balans władzy społecznej, gdyż obecnie zazwyczaj władza spoczywa w prywatnych mackach organizacji lub jednostki. Nowe media począwszy już od druku umożliwiły rozprzestrzenianie różnych idei drogą znacznie skuteczniejszą niż czyniła to tradycja oralna. Kino i telewizja dokonały ogromnego przełomu w rozwoju propagandy, zwłaszcza w latach trzydziestych poprzedniego wieku, kiedy to okazały się nader skuteczne. Siłę propagandy uzmysławiają następstwa rozprzestrzeniania treści filmów, takich jak Triump de Willens czyli Triumf Woli (1933), które w silny sposób wpłynęły na świadomość polityczną i narodową Niemiec poprzedniego wieku, co z kolei wspomogło rozwój władzy nazistów III Rzeszy. Możliwe jest, iż wiele konfliktów w poprzednim wieku nie zaistniałoby bez popularyzacji mediów masowych. Obecnie internet jest medium, które nie tylko popularyzuje treści, lecz także gromadzi informacje na temat społeczeństwa. Historia to bardzo dobra nauczycielka. Ergo znając moc propagandy, każda jednostka rozumna powinna dążyć do zdystansowania się wobec treści reklamowych kapitalizmu. BIBLIOGRAFIA Arendt Hannah (1988), in Shoshana Zuboff, In The Age of Smart Machines, Basic Books, New York. Chomsky Noam (2002), Media Control: The Spectacular Achivements of Propaganda, 2nd ed. , Seven Stories Press, New York. Gottdiener (2007), w Janusz Barański, Świat Rzeczy: Zarys Antropologiczny, Wydawnictwo Uniwesytetu Jagiellońskiego, Kraków. Ostrowski Dariusz (b.d.), Socjologiczne i psychologiczne przesłanki zachowań konsumenckich

FOT: FOTOLIA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► ARTYKUŁ

(NIE)UNIKNIONE NIEBEZPIECZEŃSTWO


REPORTAŻ ► 09

TOKSYCZNASYMBIOZA REPORTAŻ ► ANNA KUTERA

W powietrzu unosi się zapach kawy. Lubi kawę. Mówi, że to jedna z niewielu rzeczy, której jej nie obrzydził. Alkoholu już nie lubi. Za bardzo jej się z nim kojarzy. Sam zapach przywołuje wspomnienia rzeczy, do których nie chce wracać. Teraz ma niemal 30 lat. Dziecko. Dwa koty. Jest, jak sama mówi, spokojna. Kilka lat temu przeszła piekło z alkoholikiem. Opowiem ci jej historię, chcesz? Nie taką typową o biciu, o znęcaniu się. Ale wciąż brzydką. Wszystkim nam się wydaje, że ofiary przemocy same są sobie winne. Och, nie patrz na mnie z takim oburzeniem - taka jest prawda. Współczujemy, litujemy się, ale uważamy, że zawsze jest wyjście z sytuacji. Zawsze można poprosić kogoś o pomoc. Kto tego nie robi jest jakby trochę sam sobie winny. Tak myślimy. I jednocześnie uważamy, że my nigdy nie pozwoliłybyśmy się źle traktować, jesteśmy na to zbyt mądre, zbyt wysoko się cenimy. Wychodzimy z takiego założenia, same dokładnie nie wiedząc, jak łatwo jest wpaść w taki toksyczny związek i jak trudno później go zakończyć. Tym bardziej, że zło nigdy nie ujawnia się od razu, a kiedy się ujawni, jest już bardzo późno. Tym bardziej, że nie zawsze możemy liczyć na pomoc, nawet, jeżeli o nią prosimy.

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ►REPORTAŻ

FOT: FOTOLIA


REPORTAŻ ► 10

FOT: FOTOLIA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ►REPORTAŻ

Początek Zaczęło się banalnie. Tak zwykle zaczynają się dramaty, prawda? Poznali się na imprezie. Ona młoda i naiwna, ale też bystra i niegłupia. Dlatego tym bardziej może cię zdziwić, że wpakowała się w taki związek. Wydaje się, że powinna wiedzieć, jak to się może zakończyć. Nie wiedziała. Szybko jednak zaczęła dostrzegać wady i rysy w swoim związku. I być może to cię zaskoczy, ale mówiła o nich. Często i głośno. Co z tego, jeżeli nikt nie słuchał. Nigdy jej nie uderzył, więc nie miała siniaków ani innych dowodów na to, że dzieje się coś złego. W jej prywatne piekło nie wierzył nikt. Przeciwnie - to ona wychodziła na niewdzięczną i przewrażliwioną. “Przecież tak cię kocha – mówili - Wielbi ziemię, po której chodzisz. Jest dobry, pracowity. To ty masz problem ze sobą.” Co z tego, że ta miłość oznaczała, że praktycznie był jak jej cień i nie mogła nawet

odetchnąć bez jego wiedzy? I co z tego, że pije? Jesteśmy młodzi, musimy się wyszaleć. Co z tego, że się upija do nieprzytomności? Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - może się zdarzyć każdemu. To, że jemu zdarza się zdecydowanie częściej niż innym, nie było ważne. Zawsze znalazło się jakieś usprawiedliwienie. “Miał trudne dzieciństwo, wiesz?” Ona sama nie miała łatwego, ale jej zdaniem nie usprawiedliwiało to nadmiernego picia. Niemniej nikt jej nie słuchał wszyscy byli po jego stronie. A to ona musiała prać łóżka i dywany, sprzątać porozrzucane w pijackim szale ubrania, sprzęty, szuflady. Ona czuwała nad nim nocą, gdy spał pijany tak bardzo, że bała się, że zakrztusi się wymiocinami. Ona na siłę ściągała go z balkonu na IV piętrze, kiedy uznawał, że życie nie jest fajne. O tym nikt nie chciał słyszeć. Tak jak nikt nie zauważał poranionej skóry, którą drapała do krwi chora z nerwów. Czemu nie próbowała odejść, pytasz. Próbowała. Nie raz. Ale zawsze zdołał ją jakoś zatrzy-

mać. Mówił, że nie umie żyć bez niej, że się zabije. Bała się, więc zostawała. Poza tym - kto by ją poparł i zrozumiał? Bo jak to - on taki dobry, czuły, kochający. To nic, że czasem zdarza mu się wypić. Każdemu się zdarza.

Środek Czuła się jak w klatce. Bez wyjścia, bez szansy na ucieczkę, skazana na życie z alkoholikiem. Bo tak trzeba. Bo przecież ją kocha. Bo przecież nie bije, więc w czym problem? Tylko czasem, jak trochę wypił, szarpnął ją, popchnął. To nic wielkiego. Nic wielkiego, że tracił jedną pracę za drugą. Nic strasznego, że cały wstyd spływał na nią, bo to ona błagała o te prace, ręczyła, obiecywała. Wyjechali za granicę. Najpierw on. Wrócił po dwóch miesiącach, bo wywalili go z pracy. Oficjalny powód - szef rasista. Rzeczywisty - przychodził na zmianę


REPORTAŻ ► 11 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ►REPORTAŻ

pijany, jeżeli w ogóle raczył zjawić się w pracy. I znów to ona musiała się wszystkim zająć, patrzeć w oczy ludziom, od których pożyczyli na ten wyjazd pieniądze. Potem wyjechała ona. Kilka tygodni bez niego, w innym świecie, gdzie nikt jej nie znał, było jak dobry sen. Ale przyjechał do niej i znów wszystko wróciło do “normy”. Było nawet gorzej. Ona pracowała do późna, on - szukał pracy. Jak szukał okazało się później, gdy znajoma zwróciła się do niej o zwrot pożyczki, o której ona nie miała pojęcia. To on pożyczył. “Bo wiesz, nie mogę znaleźć pracy, z kasą krucho, nie mamy na życie”. Poszło na picie. Nie zostawiła go wtedy, wiesz? Jakby mogła - w obcym kraju, bez rodziny, bez pieniędzy, bez języka? Po prostu coraz dłużej zostawała w pracy, nie mogąc znieść myśli o powrocie do domu, bojąc się, co tym razem zastanie. A pił coraz częściej. Kolegów do picia znajdywał wszędzie. W mieszkaniu, w którym wynajmowali pokój, gdziekolwiek. A jak nie miał kolegów, to pił sam. Przepił kolejną pracę - załatwioną, wyproszoną. Wytrzymała tak jeszcze pół roku. W końcu coś w niej pękło. Miał już wtedy pracę, w miarę regularnie do niej chodził.

To był spokojny dzień - jedli razem obiad, a on mówił, że powinni się przeprowadzić do własnego mieszkania, wziąć cichy ślub. Myśl o tym wydała się nieznośna. Zrozumiała, że nie wytrzyma tego dłużej, że nie może być wspólnego mieszkania, nie będzie żadnego ślubu. Pod wpływem impulsu powiedziała mu, że to koniec. Bardzo spokojnie, ale też stanowczo, bo wiedziała, że tym razem nie zmieni zdania. Gdyby zmieniła - już nigdy nie znalazłaby w sobie odwagi, by spróbować odejść jeszcze raz. O dziwo, wyprowadził się. I pewnie myślisz, że to koniec tej historii. Nie. Prawdziwy koszmar dopiero się zaczął. Dzwonił w środku nocy, mówił, że nie wie, gdzie jest, ale zabije się, jeżeli po niego nie przyjedzie. Potem rozłączał się i nie odbierał, gdy dzwoniła. Na szczęście, wtedy już byli przy niej ludzie, którzy bez słowa zabierali jej z dłoni telefon i wyłączali go. Tłumaczyli, że nic, co on robi, nie jest jej winą. Czy im wierzyła? Chyba nie. Ale nie miała siły nawet protestować. Potem wrócił do Polski. Ale wciąż bombardował ją smsami, potrafił napisać sto dziennie. Gdy zgubiła telefon, zaczął

FOT: FOTOLIA

Koniec

dzwonić i pisać do jej sióstr i matki, nawet do jej znajomych. I tak, rzeczywiście próbował się zabić. Przez nią - tak mówił on. Tak mówiła jego matka i siostra. A ona? Dopiero długo, długo później zrozumiał, że wcale nie przez nią, tylko dlatego, że był chorym człowiekiem i cokolwiek by zrobiła, nie mogłaby mu pomóc...

Puenta Czekasz na puentę? Nie będzie jej. Opowiedziałam to, bo chciałam - być może po raz kolejny - uświadomić ci, że tak naprawdę cholernie ciężko jest zakończyć toksyczny związek. Nie zawsze chodzi o strach. Czasami po prostu ma się wrażenie, że tego nijak zakończyć się nie da. Bo nie masz wsparcia. Bo wszyscy wokół oczekują, że będziecie razem. Nieważne, że już po roku znajomości jesteś praktycznie cieniem

człowieka, którym byłaś kiedyś. Tak ma być i koniec. I być może dlatego tak często właśnie bywa. Tkwimy w związkach, które nas niszczą, bo tak trzeba. Tak jakbyśmy podpisały cyrograf. Czemu? Może dlatego, że mimo, iż temu zaprzeczamy, opinia innych osób, zwłaszcza nam bliskich, ma dla nas szalenie ważne znaczenie. Godzimy się więc na coś, co nas unieszczęśliwia, by ich nie zawieść, by nie stracić w ich oczach, by nas akceptowali. Zwłaszcza, gdy dramat, który przeżywamy, nie pozostawia widocznych śladów, dzięki którym mogłybyśmy udowodnić światu, że jednak coś złego się dzieje. A może dlatego, że wciąż pokutuje w nas niesłuszne przekonanie, że skoro nie jesteśmy bite i poniewierane, to w gruncie rzeczy jest w porządku? Problem psychicznego znęcania się jest dosyć świeżym zagadnieniem i nie każdy traktuje go z należytą powagą. Błąd.


Western made in Poland

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► REPORTAŻ

REPORTAŻ ► 12

Reportaż ► Damian Świątek Ilustracje ► Klaudia Świątek

Zaraz po upadku komuny, kto cokolwiek miał grosza odłożonego i komu się chciało robić to kombinował, by coś otworzyć swojego. Ja kawałek działki miałem przy trasie, więc otworzyłem CPN

 Ilustracja: Klaudia Świątek


REPORTAŻ ► 13 Polska to kraj, w którym trudno jest egzystować nie mając własnych środków pieniężnych ani źródeł dochodu. Ale i posiadanie czegoś, co przynosi większy zysk, może przysporzyć wielu problemów i uprzykrzyć żywot. Polska to kraj, w którym lepiej się nie wyróżniać, w którym lepiej przejść przez życie cichutko, nie zwracając na siebie większej uwagi. Jakie są polskie realia, przekonał się na własnej skórze pan Kazik, właściciel hotelu i zajazdu dla tirów.

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► REPORTAŻ

Kazika spotkałem pracując dla agencji, wysłano nas obu na kilka dni do pewnego zakładu w centrum Edynburga. Starszy, sympatyczny, grubas. Kiedyś biznesmen, właściciel przynoszącego spory dochód rodzinnego interesu. Kilka lat temu Kazik sprzedał wszystko, co posiadał i wyjechał do UK zabierając ze sobą rodzinę. Dziś sprząta, pakuje, nosi, rzucany przez agencję w coraz to nowsze miejsca. Co go skłoniło do oddania swego imperium? Kazik na początku lat dziewięćdziesiątych otworzył stację paliw przy ruchliwej trasie. Biznes wypalił i miał się dobrze, więc zarobiony pieniądz zainwestował w zajazd dla tirów. Potem hotel, bar i dom weselny. Pieniędzy przybywało, firma rosła. - Zaraz po upadku komuny, kto cokolwiek miał grosza odłożonego i komu się chciało robić to kombinował, by coś otworzyć swojego. Ja kawałek działki miałem przy trasie, więc otworzyłem CPN. Wszystko było pięknie jak w bajce. Zacząłem od zera, a w późniejszej fazie zatrudniałem już dwadzieścia sześć osób. Dzięki zajazdowi, ustawiłem się i zabezpieczyłem byt dzieciom. Stworzyłem taki „family business”. Do tego przynoszący bardzo dobre zyski.

 Ilustracja: Klaudia Świątek


REPORTAŻ ► 14 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► REPORTAŻ

- Pewnego razu podjechało czterech panów, poprosili mnie na bok i zapytali czy nie potrzebuję ochrony. Tak naprawdę to dali mi wyraźnie i w mało delikatny sposób do zrozumienia, że jest mi takowa bardzo potrzebna. Liczyłem się zawsze z tym, że coś takiego może się przydarzyć. Słyszy się to i owo, wczoraj się nie urodziłem. I wiedziałem, że na policję tego lepiej nie zgłaszać. Poza tym wychodziłem z założenia, że jak nie tym, to pewnie przyszliby inni, więc dla spokoju płaciłem. I przez dłuższy czas miałem spokój. Raz w miesiącu zgłaszali się po pieniądze, bardzo tego nawet nie odczuwałem – mówi Kazik – Aż razu pewnego przyjechali i powiedzieli, że do zajazdu i na hotel mi dziewczyny wstawiają. Z początku nie zgodziłem się, ale postraszyli to uległem. Potem było już tylko gorzej. Zjeżdżali się, kiedy chcieli, brali pokoje, dziewczyny. Burdy, imprezy, czasem nie wiedziałem co z oczami zrobić, takie rzeczy się działy . W końcu nie wytrzymałem i uciekłem. Sprzedałem to praktycznie za bezcen, zabrałem żonę, dzieciaki, wsiadałem w samolot i przyleciałem na wyspy, a teraz sprzątam – śmieje się mężczyzna. – Nie mogłem zrobić nic, nie miałem do kogo się z tym zgłosić. Bałem się o siebie i rodzinę. Człowiek żyje w normalnym państwie. Jest uczciwy, płaci podatki, a jak zaczyna się dziać źle i potrzebuje pomocy od państwa, od policji, wie że tak naprawdę jest sam, zdany na siebie i nikomu nie może zaufać. Nie ma się do kogo zwrócić o pomoc. Jest totalnie bezradny. Kazik dziś sprząta i zarabia dużo mniej niż zarabiał prowadząc własny interes. Ale jak twierdzi oddycha mu się teraz lekko. Nie boi się o zdrowie i życie swoje oraz rodziny. Bowiem lepsza marna bezstresowa praca, niż dobrze płatny business w scenerii westernu.

Ilustracja: Klaudia Świątek

Biznes kwitł. Wszystko szło pięknie. Zbyt pięknie. Do czasu, aż imperium Kazika zaczęła się interesować „agencja ochrony”.


FELIETON ► 15

FELIETON ► JOANNA GOLDBERG

FOT: FOTOLIA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► FELIETON

czyli profil psychologiczny Matki Teresy?

Tragiczne tajemnice ludzkiego ego


FELIETON ► 16 zbić mnie z pantałyku. Nie twierdzę, że jestem mistrzem, ale podstawowych zasad się nauczyłam. Przede wszystkim trzeba nauczyć się rozumieć przeciwnika. Myśleć, tak, jak on myśli. Rozważyć ewentualność, że on wie, że ja wiem i znaleźć na to sposób. Szachy, to czysta psychologia, a psychologia, to znajomość człowieka, strategia, filozofia, filologia, teologia i wszystko temu pokrewne i co tylko da się temu jeszcze przypisać, a co określa motywy ludzkich poczynań. Szachy działają nie tylko na 64 polach czarno-białej kratki. W dążeniu do władzy i pieniędzy, do siły i posiadania przerażający jest fakt, że nie obowiązują żadne zasady. Jednakże właśnie to można przeniknąć umysłem. Brak zasad i hamulców, to od wieków jest punkt odniesienia. Gambit szachowy, który można starać się zwalczać za pomocą wiedzy, wyższego rozumu. Można z tego nawet wyprowadzić algorytm. Można to potępiać, brzydzić się tym i nikt nie weźmie nam za złe, jeśli wydamy temu wojnę. W tej grze opancerzeni tytanem wojownicy grają przeciwko stalowym rycerzom (niestety, ci stalowi, to my). Gra nierówna i nieczysta. Z punktu widzenia etyki w tej grze nie ma wygranych i przegranych, bo, żeby pokonać złych, my musimy być bardziej źli, inaczej, popularnie mówiąc, albo leżymy i wracamy do domu na tarczy i zło zwycięża, albo… (albo się przemilcza i przelicza się w niezliczonych ofiarach położonych na szaniec. Ofiary rozlicza się nie tylko w fizycznym wymiarze.

Ten felieton, to tak naprawdę otwarta dyskusja. Nie stawiam jej granic, chociaż dla mnie diagnoza jest prosta. Skąd i jak się wzięła wyjaśni się samo nieco później, choć już na początku pozwolę sobie dać czytającym wskazówkę. W normalnym, codziennym, zwykłym życiu jestem pierwszą naiwną. Podzielę się ostatnią koszulą i ostatnią skórką z chleba. Uwierzę każdemu człowiekowi i we wszystko, na zasadzie, że nikt do końca nie jest zły, trzeba pomagać i wybaczać. Płacę za to wysoką cenę rozczarowań, ale to jest moja filozofia życia i póki mojej wiary w nadzieję, póty życia. Uparłam się i nie odpuszczę. To jest, między innymi, nasza, ludzka broń przeciw złu. Poza wiarą w dobro nie ma nic. Innocent until proven guilty, to taka stara i nadal obowiązująca zasada prawna. Trzeba udowodnić winę, żeby kogoś winnym ogłosić. Z tym, że jak dla mnie, dotyczy to tylko jednostek. Pojedynczych i zwykłych ludzi po prostu. Nikogo więcej. Jeżeli natomiast zło zatacza szersze kręgi nie jestem już taka skora do usprawiedliwiania poczynań i wybaczania. Budzi się we mnie zimny umysł stratega. Szkolenie. Harcerskie, wojskowe, znak czasu mojego dorastania, a ponadto geny. Nawet jeśli ma się nie wiem jak silne inklinacje do filologii, to nie sposób zlekceważyć wpływ nauki, np. astrofizyki i fizyki jądrowej na własny umysł, a ponadto jeden z moich ancestorów był mistrzem szachowym, a szachy, to jest gra dla władców. Przywykłam do tej gry i nie tak łatwo jest FOT: FOTOLIA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► FELIETON


FELIETON ► 17 Moje szkolenie wojskowe zaś domaga się sądu nad winnymi zaniedbań. Zaniechanie ratowania życia, jest przestępstwem. W obu kodeksach. Wojskowym i cywilnym. Abstrahując już od prawa to, kim trzeba być, żeby tak spokojnie przesuwać paciorki różańca między palcami, kiedy obok leży chory, potrzebujący pomocy człowiek?! Kim trzeba być?! Odpowiedź jest nader prosta, aczkolwiek dla człowieka XXI wieku szokująca. Trzeba być członkiem katolickiego zgromadzenia, które nie żyje myślą Chrystusa, tylko upatruje zbawienia w cierpieniu. „Świat zyskuje wiele dzięki cierpieniu” – mawiała matka Teresa. Jan Paweł II zgadzał się z tym bez zastrzeżeń i brał to za dobrą monetę. O, tak! Ja również to potwierdzę, bo wiem, jak własne cierpienie kształtuje spojrzenie na świat. Ale własne, na litość boską, a nie innych! I nie własny masochizm! Poprzez własne cierpienie uczymy się szybciej rozumieć cudze! I właśnie przez to uczymy się szybciej spieszyć z pomocą, szybciej reagować! To jest nasz obowiązek. Nigdy, przenigdy nie pozwolić drugiemu człowiekowi, ani zwierzęciu cierpieć. Nie do cierpienia Bóg nas stworzył. Nie cierpieniem Bóg nas naznaczył. Do momentu zetknięcia się z fenomenem matki Teresy byłam przekonana, że ból, zarówno fizyczny, jak i psychiczny (a szczególnie ten drugi) potrafi dość szybko przekształcić zimnego, zachwyconego sobą egocentryka w altruistę. Relacja odwrotna wydawała mi się nieprawdopodobieństwem. No, chyba, że ten

W tej wojnie giną żołnierze pokonani psychicznie, którzy nigdy nie wrócą do świata żywych, mimo, że ich serca wciąż biją). Zresztą, mimo wysiłków, wciąż przegrywamy 2:1, ale walka nadal trwa, a my (ci dobrzy) nie tracimy nadziei. Aliści inaczej wygląda sytuacja, jeżeli mamy do czynienia z grą na strunach uczuć ludzkiej duszy. Ta rozgrywka szachowa ma inny wydźwięk. W tę grę, ja nie potrafię grać, choć przeciwnika mam sklasyfikowanego. Od podjęcia walki cofa mnie obrzydzenie i litość. Jest to coś, czego brzydzę się dotykać i chciałabym jak najszybciej oddać problem w ręce organów ścigania. Tak, jak np. postąpiłabym z pedofilią. Litość ogarnia mnie nad ofiarami i żal mi sprawców, bo są obłąkani. To nie mój świat. Nie chcę, żeby istniał. Mimo bardzo dobrego humanistycznego wykształcenia wciąż w głębi ducha jestem żołnierzem i nie potrafię usprawiedliwić poczynań jednostek ludzkich, które upatrzyły sobie sedno istnienia li tylko w modlitwie. Ja, zwykły człowiek, nie umiem zrozumieć, pojąć, poczuć, jak można siedzieć obok chorej, umierającej istoty i modlić się spokojnie. Jak można?! Moja ludzkość wyje mi w gardle, moje szkolenie medyczne krzyczy o działanie, rwie się do niego, nie potrafię mieć pacjenta w zasięgu ręki i nie zdiagnozować obrażeń, choroby, nie wezwać pomocy, a jeśli pomoc nie jest w zasięgu mojej możliwości, to chociaż próbować ratować tak, jak zostałam nauczona. Przynajmniej ulżyć w cierpieniu. FOT: FOTOLIA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► FELIETON


FELIETON ► 18 M. Prema Pierick, ciąg trwa, koło się kręci. Przyznam, że dopiero teraz sięgnęłam po książkę Colette Livermore „Hope Endures” (nadzieja trwa) wydaną przez Random House Australia w 2008 roku. Ta książka jest wstrząsająca. Wiedziałam o niej, ale bałam się ją przeczytać, bo jeśli wiem, co na swojej drodze napotkam, to na zasadzie troski o własne zdrowie psychiczne wolę to ominąć. Uznałam jednak, że czas na moje tchórzostwo stał się już czasem przeszłym, gniew jest silniejszy i niechaj ja stanę oto twarzą w twarz z faktami. Niesłusznie się bałam. Mimo szokujących szczegółów lektura tej książki przywróciła mi nadzieję. Nie każdego może zindoktrynować religijny fanatyzm. Istnieją ludzie, którzy się temu nie poddadzą, choć kosztuje ich to więcej, niż można sobie wyobrazić. Colette przez 11 lat była zakonnicą Misjonarek Miłości. Ich miłosierdzia i miłości bliźniego nie wytrzymała. W swojej książce opisuje wszystkie techniki psychologiczne, jakim była poddawana, żeby zostać posłusznym narzędziem. Opisuje piekło. Piekło, z którego się wyrwała w imię wyższych wartości. To kronika idealistycznej determinacji przeciwstawionej sztywnej, bezdusznej dyscyplinie, opisująca wstrząsające rozczarowanie. To ostatnie zdanie, to nie moje słowa, choć wyjęte mi spod serca. Przetłumaczyłam po prostu opis z tyłu okładki. Nie mam pojęcia, czy ta książka została kiedykolwiek przetłumaczona na polski język, ale osobiście wątpię. Polska jest na wskroś

ktoś nigdy nie zdradzał śladu altruizmu i od początku istnienia był zwykłym psychopatą. Kto nie wie, o czym mówię powinien poczytać podręcznik psychologii. Matka Teresa z Kalkuty była kobietą. Czyż to nie kobiecą domeną jest współczujące serce, dobroć, opiekuńczość? A ta kobieta znajdowała ekstazę we własnym umartwieniu i zachwyconym okiem patrzyła, jak w bólu i upodleniu konają inni! Jak dla mnie, to kliniczny przykład średniowiecza. Szymon Słupnik się kłania, choć i to za mało, ascetyzm bez sado-masochizmu, to wszak tylko poniżenie bez bólu. Jeszcze tylko biczowników mi brakuje. I tu już mamy pełny obraz. W roli biczowników wystąpiły choroby i śmierć (innych), a że biczowały tylko obrazami duszę (wątpię w jej istnienie w tym przypadku) i oczy biczowanej, to tylko dla onej ofiary biczowania lepiej, jak sądzę. Jakże łatwo było upajać się bólem, bez własnego nadprogramowego udziału! Własne umartwianie się (chodzenie boso, liche odzienie, zimno w nocy i upał w dzień, spanie na ziemi i budzenie się co chwila na długotrwałe modły, trwanie przy umierających i patrzenie na ich śmierć, brak odpowiedniego pożywienia), to było już wystarczające. Więcej nikt by nie wytrzymał. To i tak działa, jak narkotyk, utrzymuje na haju, jak amfa. Przestaje działać, kiedy znika sens, ale ten sens nigdy nie znikł. Chorych i umierających ludzi w świecie matki Teresy jest więcej, niż much żerujących w ropiejących ranach „pacjentów”. Po jej śmierci nastąpiła siostra FOT: FOTOLIA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► FELIETON


FELIETON ► 19 katolickim krajem. O „błędach” KRK mówi się w Polsce albo wcale, albo nad wyraz oględnie. Wspomina się o nich dopiero wtedy, kiedy nie da się inaczej. Bo, na przykład, abdykuje papież w poczuciu bezsilności i cały dotąd tłumiony pod przykryciem swąd zaczyna wciskać się swoim przykrym zapachem w niepowołane nozdrza? Kto wie? Różne bywają przyczyny nagłych zrywów odwagi. Moje skromne doświadczenie wskazuje na to, że z reguły taka sytuacja ma miejsce wtedy, kiedy wiatr dziejowy wieje zgodnie z aktualnym kierunkiem wyznawania błędów. Polski katolicki teolog profesor Bartoś w wywiadzie dla Gazety wyborczej powiedział, że Zgromadzenie Misjonarek Miłości zdradza cechy sekty. Nadmienił, że zakon posługiwał się typowymi psychologicznymi narzędziami, jak deprawacja snu, kontrola wewnętrzna… Prof. Bartoś, jak każdy teolog i uczony opanował do perfekcji łagodzenie wydźwięku swoich wypowiedzi, a mimo to powiedział: „Mamy przekręcony świat. Czcimy i uwielbiamy tych, którzy robią rzeczy na pokaz. A ci, którzy robią konkretne rzeczy są traktowani, jak wyrzutki.” Swoją drogą ciekawa jestem co na to ojciec Rydzyk? Może profesor Bartoś już powinien zacząć uciekać z Polski…? Ja nie jestem teologiem i to na dodatek katolickim, nie obowiązuje mnie poczucie lojalności w stosunku do Watykanu i świętych, których wykreował, więc spokojnie mogę uwolnić gniew, który niezależnie od tego, kto

popełnia zbrodnię ujawnia się zawsze i zawsze domaga się sprawiedliwości. I zgodnie z tym, co czuję mówię wszem i wobec, że matka Teresa zaspokoiła swoje ego cierpiętnicy na tym świecie kosztem bardzo wielu umarłych w bólu i poniżeniu. Żadna filozofia tego nie usprawiedliwia. A jeżeli jakakolwiek spróbuje, to czas najwyższy, żeby uznano ją za chorą, a jej wyznawców w trybie przyspieszonym kierowano do szpitala psychiatrycznego. Matka Teresa nie była żadną matką, bo żadna matka, nawet przybrana, takiego bólu swoich dzieci by nie wytrzymała. Matka rzuca się, jak lwica i własną piersią broni dzieci przed zagładą. Tak jest zbudowany świat, który ja rozumiem.

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► FELIETON

Ta kobieta była po prostu biernym świadkiem cudzej choroby, cierpienia i śmierci. Teraz cały świat katolicki nazywa ją Świętą. A zwyczajna, prosta, ludzka prawda wygląda, jak poniżej: § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

FOT: FOTOLIA

Artykuł 162 Kodeksu Karnego.


Fot: Archiwum Julii Wollner

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► WYWIAD

WYWIAD ► 20

Z miłości do Italii... Julia Wollner “Gdy się chce, można góry przenosić, nawet, gdy tak jak ja, ma się tylko metr sześćdziesiąt.” Z miłości do Włoch zbudowała swoje życie. Redaktorka naczelna magazynu La Rivista, właścicielka firmy Il Ponte, prowadzi także forum kultury i języka włoskiego, bloga i wykłada język włoski. Do tego jako uznana specjalistka włoskiej kultury, doktor Uniwersytetu Warszawskiego, często zapraszana do mediów na rozmowy o Italii, wykłady dotyczące języka i kultury. Prywatnie mama 2 letniej Tulii, pełna energii, pozytywnie nastawiona do świata, doskonale żonglująca czasem pomiędzy obowiązkami gospodyni domowej i businesswoman. Wielbicielka kawy, napisała przewodnik do warszawskich kawiarniach. Z prawdziwą mamą sukcesu - Julią Wollner. Rozmawia: Gosia Szwed


WYWIAD ► 21 Czy Włoszki różnią się od Polek? 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► WYWIAD

Jestem osobą obracającą się w bardzo międzynarodowym środowisku. Zawodowo zajmuję się promowaniem kultury włoskiej i z Włoch pochodzi wielka moich przyjaciół. Mój mąż przyjechał z jeszcze innego zakątka świata, mój wspólnik również. W redakcji magazynu o Włoszech „La Rivista”, którego jestem redaktor naczelną, mamy Polaków, Amerykanów, Luksemburczyka i oczywiście Włochów, a raczej Włoszki. Wszyscy świetnie się razem czujemy, pracuje nam się fenomenalnie. Myślę zatem, że więcej jest między nami podobieństw, niż różnic. Są oczywiście pewne drobiazgi, o których warto wspomnieć. Włoszki są zwykle bardziej świadome swojej kobiecości i urody, śmielej i chętniej ją podkreślają. Reszta to już cechy indywidualne, które nie mają nic wspólnego z nacją. No właśnie- Italia- z nią związałaś swoje życie. Dlaczego? Italia jest obecna w moim życiu od zawsze. Śmieję się, że to wina moich rodziców: na imię dano mi Julia, podobnie, jak córce Juliusza Cezara, słynnego Rzymianina, oraz pochodzącej z Werony Julii Capuletti… Jako dziecko ciągle słyszałam, że na pewno mam włoskie korzenie (imię Julia nie było wtedy popularne, wręcz przeciwnie). Postanowiłam więc dowiedzieć się czegoś więcej o kraju, z którym wszyscy mnie łączyli… Pojawiło się zainteresowanie językiem oraz wyborną włoską literaturą i sztuką. Moją największą pasją jest śledzenie związków, jakie współczesne Włochy utrzymują ze swoim antycznym dziedzictwem. A czy trzeba tłumaczyć Czytelniczkom, jak pięknym i bogatym kulturowo krajem są Włochy? Jak długo mieszkałaś we Włoszech? Przez rok, kiedy robiłam badania do doktoratu. Był to oczywiście bardzo szczególny czas. Nie wciągnęły Cię klimaty na tyle, żeby zostać tam na stałe? Bardzo za Włochami tęsknię, wracam tam tak często, jak się tylko da. W Rzymie jestem przynajmniej kilka

Fot: Internet

razy do roku. Jadąc tam na dłużej, sądziłam, że być może nie wrócę już do Polski. Wygrała jednak chęć dzielenia się swoimi doświadczeniami. Dziś, razem z moją wspaniałą redakcją La Rivisty, a także na blogu i w wielu działaniach zawodowych, pokazuję piękno Italii Polakom. Staram się nauczyć ich włoskiej radości życia, także tej na pozór banalnej, jak radość z pysznego posiłku czy radosnej piosenki. A że jak mówił Henryk Sienkiewicz, każdy człowiek cywilizowany ma dwie ojczyzny: własną i Włochy, tematów, w tym również tych zdecydowanie bardziej poważnych, nie brakuje. Jest to dla mnie wielka przyjemność i satysfakcja. We Włoszech niestety nie mogłabym zajmować się tym, co robię w Polsce. Czy Julia jest romantyczką? Jak niejedna kobieta i niejedna mama łączę w sobie

twardo stąpającą po ziemi businesswoman i panią domu z romantyczną marzycielką. Jeśli jednak o byciu romantyczką świadczyć może fakt, że mimo wszystko wolę malarstwo Fra’ Angelica od tabelek w Excelu, to mamy już gotową odpowiedź! Wspomniałaś kiedyś o motywie erotyzmu skojarzonego z popiołami, czy chodziło o obracanie miłości w proch czy to zupełnie inna historia? Inna zupełnie, ale miło mi bardzo, że zaglądasz na mój blog o Italii Via Giulia! Rzeczywiście opowiadałam tam niedawno o erotyzmie i popiołach, a to wszystko w kontekście Neapolu. Jest to jedno z najciekawszych włoskich miast, od wieków nieodłącznie związane z górującym nad nim wulkanem – Wezuwiuszem. Z okazji Walentynek opowiadałam moim czytelnikom, a także słuchaczom radiowej czwórki, o dziełach


WYWIAD ► 22 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► WYWIAD

sztuki erotycznej, jakie archeologowie znaleźli w pobliskich Pompejach, antycznym mieście zalanym przez lawę i zasypanym przez popiół wulkaniczny w 79 roku n.e. To bardzo wymowne połączenie. Sztuka, erotyzm – a więc kreatywność, życie, cielesność. Popiół – nicość, koniec, nieobecność. Dwie strony tego samego medalu, o których Neapol tak pięknie nam przypomina. Jak poznałaś swojego Romeo i co uważasz za jego najlepsze cechy? Ciii… Nie powiem, bo jeszcze się zrobi zarozumiały… Macie córkę. Czy starasz się zarazić ją swoją miłością do Włoch? Oczywiście. Dzieje się to zupełnie naturalnie. Niedawno zorientowałam się, że wieczorem, gdy mała zasypia, nie opowiadam jej o Czerwonym Kapturku, tylko o Wilczycy Kapitolińskiej! Dwuletnia Tullia, zgodnie ze swoim włoskim imieniem, pokochała już Włochy bardzo mocno. Chcę wierzyć, że to ze względu na moje historyczne opowieści, ale coś mi podpowiada, że niebagatelne znaczenie mają tu także inne czynniki. W czasie ostatniego rodzinnego pobytu we Włoszech Tullia była na diecie lodowej. Na śniadanie gelato, na obiad gelato, na kolację gelato... Niemniej jednak, ja chcę nadal wierzyć, że to ze względu na włoską kulturę domaga się kolejnej wyprawy do Wiecznego Miasta! Tradycyjne pytanie- jak godzisz macierzyństwo z karierą zawodową? Jesteś bardzo zapracowaną mamą- wykłady, prowadzenie magazynu, liczne publikacje, własna firma... Jak każda pracująca mama, czuję się nieraz prawdziwą akrobatką. Staram się jednak nie narzekać, a skupiać na tym, co spotkało mnie pięknego – mam wspaniałą córkę, która jest spełnieniem najskrytszych marzeń, i wspaniałą pracę, którą uwielbiam. Ostatnio opowiadałam w radiu sardyńską legendę o olbrzymie Aru, który jednym kiwnięciem palca był w stanie zbudować gigantyczne kamienne wieże. Mieszkańcy Sardynii bardzo mu zazdrościli. Jeden z mędrców powiedział im jednak: nie jesteśmy gorsi od olbrzyma

Fot: Archiwum Julii Wollner

Aru, bo mamy wielkie serca. One dadzą nam siłę i pozwolą przenosić ogromne głazy. W ten sposób powstały słynne sardyńskie wieże zwane nuraghi. Kocham moją córcię nad życie, a praca jest moją pasją. Jak się okazuje, sardyńscy mędrcy mieli rację. Gdy się chce, można góry przenosić, nawet, gdy tak jak ja, ma się tylko metr sześćdziesiąt. Napisałaś ksiażkę o kawiarniach w Warszawie... czy kawa to Twój ulubiony napój? Jeden z ulubionych. Książka czeka na wydanie, choć projekt ten musiałam odłożyć na później ze względu na wytężoną pracę nad dwumiesięcznikiem „La Ri-

vista”. Miłość do Włoch jest silniejsza niż miłość do kawy, najwidoczniej… No to zapytam wprost- jaki gatunek małej czarnej najbardziej cenisz, a może raczej dużą z mlekiem i lodami waniliowymi? Zawsze powtarzam, że życie jest krótkie i trzeba się nim cieszyć. Jeśli ktoś lubi kawę z lodami czy słodkim syropem, to czemu nie? Ja, na szczęście dla swojej figury, wolę poranną caffè latte bez cukru, za to obowiązkowo bardzo gorącą; lubię też caffè macchiato, czyli espresso z plamką mleka. Podoba mi się również hiszpański wynalazek zwany cortado – kawa z mlekiem


WYWIAD ► 23 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► WYWIAD

w malutkiej filiżance. Niedobór kalorii uzupełniam potem sycylijską czekoladą, bez której nie mogę żyć! Większość mam dziękuje propagatorom kawy za jej przywiezienie do Europy. Ten istotny element naszej codzienności zwykle się z czymś kojarzy. Z czym Julii kojarzy się kawa? Czy to kopniak w pędzie dnia codziennego czy raczej chwila na relaks i ułożenie myśli? I jedno, i drugie; staram się jednak wygospodarować w ciągu dnia chociaż pięć minut wypoczynku i wówczas kawa jest miłym towarzyszem. Rano zaś pozwala mi funkcjonować. Ostatnio przebiłam sama siebie... Jako, że mam poważne problemy z porannym wstawaniem, namówiłam męża, aby mi przynosił kawę do łóżka. Owego zabawnego poranka również ją przyniósł, a po paru minutach chciał sprawdzić, czy wstałam. Okazało się, że nie wstałam, tylko spałam dalej, a kawa obok była już zimna. Mąż na mnie fuknął, a ja zerwałam się na równe nogi, krzycząc: „Przecież wypiłam kawę!”. No tak. Śniło mi się, że wypiłam… Przejdźmy do spraw poważnych zatem. Jak rzymianie reagują na watykańskie historie ostatnich dni? Bardzo różnie. Niektórzy emocjonalnie, angażując się w żywiołowe rozważania o przyszłości kościoła. Inni, wypisując w mediach społecznościowych zdania w stylu „nic mnie to nie obchodzi” (nie zacytuję popularnego, często używanego w tym kontekście zdania, bo jest wulgarne). Cóż, skoro o tym wspominają, to chyba jednak coś ich obchodzi… Dominującym wśród rzymian i Włochów uczuciem jest chyba jednak przede wszystkim frustracja, poczucie osamotnienia i opuszczenia przez autorytety. Nie zapominajmy, że we Włoszech szaleje okropny kryzys, a tamtejsza polityka to ostatnio głównie skandale. Ktoś po abdykacji papieża powiedział ładnie: Senza lavoro, senza soldi, senza governo, senza papa… (‘Bez pracy, bez pieniędzy, bez rządu, bez papieża’). Włosi potrzebują mądrego przywódcy, w tym przywódcy duchowego. Kogo typują na nowego papieża? Włoskie „typy” niespecjalnie różnią się od naszych,

Fot: Archiwum Julii Wollner


WYWIAD ► 24 

choć na pewno Włosi chętnie widzieliby w tej roli swojego rodaka, jak na przykład Angelo Scolę lub Angelo Bagnasco. A co tam we włoskiej polityce? Czy kryzys nadal mocno się trzyma? Niestety bardzo mocno. W majowym numerze magazynu „La Rivista” będziemy o tym szerzej mówić. Jak wygląda podział społeczny i rola kobiet? Czy dalej we Włoszech rządzi patriarchalny model rodziny?

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► WYWIAD

Jestem, jak to mówią Włosi, dobrym widelcem – uwielbiam jeść. I ciągle odkrywam nowe smaki. Tej zimy na przykład namiętnie jadłam risotto al groppello – risotto z dodatkiem czerwonego wina znad Jeziora Garda. Chętnie wypróbowuję przepisy z działu kulinarnego „La Rivisty” – jako redaktor naczelna muszę czuwać, aby były proste w wykonaniu, ale przepyszne. Ciasteczka z nutellą prezentowane w styczniowym numerze to moja najnowsza miłość! Gotujesz zgodnie z zasadami włoskich mam? Cóż, do włoskiej mammy mi daleko. Moja serdeczna koleżanka z Toskanii opowiada, że jej teściowa miesiącami szykuje przetwory z karczochów, przyrządzanych na setki sposobów…. Ja umiem co najwyżej ugotować makaron i zrobić prosty sos. Jednak rzeczywiście najchętniej gotuję po włosku. La cucina italiana nieodmiennie zachwyca mnie bogactwem smaków

i to smaków najprostszych – niesolonego chleba, oliwy, białego sera i dojrzałego pomidora. Brzmi banalnie, smakuje jak poezja. W takim razie jako miłośniczka podróży nie mogę się powstrzymać, żeby nie zapytać- gdzie pojechać i dobrze zjeść, co zobaczyć koniecznie, co omijać? O tym wszystkim opowiadam na moim blogu Via Giulia i w magazynie „La Rivista”. Oczywiście, mam też swoje ukochane miejsca: Rzym, Sardynię, Wenecję. Każdy z nas powinien znaleźć i stworzyć swoje Włochy, wiele bowiem zależy od subiektywnego odbioru. Na pewno jednak warto zboczyć z najpopularniejszych turystycznych szlaków i poszukać piękna w mniej oczywistych miejscach. Moje najukochańsze rzymskie muzeum, Centrale Montemartini, znajduje się w dawnej elektrowni; najlepsze owoce morza na Sardynii jadłam w restauracji tuż przy torach kolejo-

wych. Odkrywanie takich perełek to prawdziwa przygoda. Czy masz jeszcze jakieś marzenia czy zrobiłaś już wszystko co w życiu planowałaś? Mam i to mnóstwo. I to nie tylko rodzinnych czy zawodowych. Marzę, aby ludzie byli dla siebie serdeczniejsi, abyśmy byli bardziej otwarci na drugiego człowieka. Za dużo w nas złości, kolców, zacietrzewienia. Bardzo bym chciała, abyśmy nauczyli się czerpać radość z codzienności i z kontaktu z drugim człowiekiem. Razem jest raźniej, przyjemniej, ciekawiej. Starość w Polsce czy we Włoszech? Jeśli obok będą najbliżsi, to nie ma to żadnego znaczenia. Zatem życzę spełnienia i pięknych chwil.

Mówimy „Włochy”, myślimy „pasta, pizza, Chianti...”Masz ulubione potrawy kuchni włoskiej?

Fot: Archiwum Julii Wollner

Tak, chociaż wiele się zmienia, a włoskie kobiety coraz rzadziej chcą być tylko szyją obracającą głową. Niemniej jednak w obliczu kryzysu wszelkie zmiany społeczne są hamowane. Trudno mówić na przykład o większej samodzielności kobiet, gdy tak wiele z nich pozostaje bez pracy, kwitnie turystyka rozwodowa (we Włoszech rozwód to proces bardzo kosztowny i czasochłonny), a sytuacja mieszkaniowa jest katastrofalna. Wierzę jednak, że to się zmieni. Fortuna kołem się toczy!


FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas!


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► REKLAMA

REKLAMA ► 26


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 27

OPEN GALERIA

Sztuka według | IWONA SOPPA


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 28

Sztuka według | IWONA SOPPA


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 29

Sztuka według | IWONA SOPPA


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 30

Sztuka według | IWONA SOPPA


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 31

Sztuka według | IWONA SOPPA


Sztuka według | IWONA SOPPA

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 32


Sztuka według | IWONA SOPPA

IWONA SOPPA Moje prace są miksturą różnych technik, od szkiców w ołówku do druków metodą intaglio. Najczęściej robię kolaże, są też w moich pracach aktyle na płótnie oraz tusz na kartonie. Sztuka to dla mnie tymczasowo hobby, które tylko czuwa, aby przekształcić się w pasję. (jak tylko mi na to dzieciaki pozwolą;)). Zawsze lubiłam rysować, tworzyć. Już jako dziecko uczęszczałam na rozmaite zajęcia: rzeźba, rysunek, malarstwo, grafika komputerowa. Od czasu, kiedy zamieszkałam w Edyngugru (2007) wzięłam udział w wielu zajęciach wieczorowych przy ECA (EDINBURGH COLLEGE OF ART), gdzie też moje prace były wystawione trzykrotnie jako część wystaw organizowanych na zakończenie ECA. Zawsze jednak byłam przekonana, że trzeba być człowiekiem dojrzałym, aby tworzyć prawdziwą sztukę. Chcę przekazać to, co przekazują inni artyści - kontynuować dialog. Nie chcę prowokować, ani dawać ludziom powodów do rozważania na tematy przyziemne. To inny rodzaj wrażliwości - subtelna zabawa formą pomiędzy rzeczywistością, która jest wyeksponowana dla odbiorcy poprzez nasze prymitywne receptory zmysłów, a tą rzeczywistością poza nami, której istnienie odczuwamy, ale nie umiemy jej opisać. Kiedy tworzę nie pamiętam o bożym świecie! Czuję się nieważko, gotowa odczuć Nirvanę, aby ponownie ją stracić i czuć gorzkie rozczarowanie tym, co osiągnęłam, i zacząć od nowa! Inspirują mnie gotyckie budynki, ruiny różnorakich budynków i to, jak natura z nimi współżyje, geometria architektury, świat snów tych przyjemnych i tych koszmarnych, rzeczywistość w rozmaitych formach! Wciąż szukam nowych inspiracji, a tematy moich prac się zmieniają. Artyści, których twórczością się interesuję to: Beksiński, Otto Dix, Robert Rauschenberg, Paula Rego. Przygotowała | Ela Rygas

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► GALERIA

GALERIA ► 33


Felieton ► Marta Jadwiga Wiejak

różni ludzie obojga płci wysyłają swoje mniej lub bardziej kompromitujące zdjęcia w celu zebrania (w większości raczej prymitywnych) komentarzy na temat swojej fizycznej atrakcyjności. Co więcej, najbardziej zaskakującym odkryciem mojego przeglądu studenckiej społeczności był fakt, że ludzie dokładnie tacy jak przedstawieni chociażby w „Seksie w Wielkim Mieście”, naprawdę istnieją. Przykłady można mnożyć. W skrócie: ludzie (obojga płci, podkreślam!) traktują się nawzajem jak mięso, jak towar sklepowy – i to całkiem dosłownie. Znów pewnie powtarzam truizmy, robię to jednak tylko dlatego, że realność zjawiska uderzyła mnie ostatnio ze zdwojoną siłą. Mieszkam z jednym takim egzemplarzem. Wnioski z mojej ponad półrocznej obserwacji tej próby badawczej nie są budujące.

Paradoksalnie, z okazji dnia kobiet bardzo dużo mówi się o mężczyznach. O tym jacy nie są – albo są coraz rzadziej - i jacy być powinni. O kwiatach, życzeniach, przepuszczaniu w drzwiach i pomocy w przeprowadzce. O tym, że dżentelmen w stylu przedwojennym już w przyrodzie nie występuje, i tak dalej, i tym podobne… Po pierwsze – oczywiście, że nie występuje. Co więcej - nigdy nie występował. Prawdziwy Mężczyzna, zapewne podobnie jak Prawdziwa Kobieta, jest bytem całkowicie abstrakcyjnym, wypadkową przeczytanych książek, obejrzanych filmów i podpatrzonych ludzi, patchworkiem tych wszystkich cech, które uznajemy za atrakcyjne (a może też takich, które sami chcielibyśmy posiadać?). Taki egzemplarz istnieć po prostu nie może (bo ze swojej natury zawiera mnóstwo logicznych sprzeczności. Jestem niemal pewna, że każda kobieta – w zależności od nastroju – inne, zupełnie ze sobą niekompatybilne cechy uważa za niezbędne). Po drugie – rzeczywiście, coraz trudniej znaleźć mężczyzn, którzy byliby w miarę blisko średniego populacyjnego pojmowania dżentelmena. Niemniej jednak, czy nie równie trudno jest znaleźć współ-

Marta Jadwiga Wiejak. Fot: Rafał Czarnowski czesny odpowiednik prawdziwej damy? Odnoszę wrażenie, że spory i rzewne wzdychania rozgorzałe przy okazji ósmego marca bardzo zawężają problem, izolują jego chodliwy aspekt, z premedytacją ignorując całą resztę. Że istotnie problem jest – to widać. Wpadłam ostatnio na pewną facebookową stronę na którą

Dotarło do mnie, że tendencja do zamykania się w swojej własnej łupince, do zwracania uwagi tylko na czubek własnego nosa jest coraz bardziej i bardziej powszechna i że nieodzownie pociąga za sobą niezdolność do zbudowania z innymi ludźmi jakiejkolwiek relacji wykraczającej poza transakcję wiązaną z gatunku „ja tobie coś tylko jeśli ty mi coś najpierw”. Zapaliła mi się w związku z tym lampka alarmowa: „Nowy wspaniały świat” NAPRAWDĘ może się zdarzyć. Tylko gdzie wystąpiły błędy? I do jakiego momentu – jeśli w ogóle - można to wszystko jeszcze zatrzymać?

Koncepcje abstrakcyjne

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ►FELIETON

FELIETON ► 34


Też jestem inteligentna Felieton ► Beata Waniek

 Któż z nas nie rozwiązywał chociaż

raz w życiu jakichkolwiek testów, mających określić poziom naszej inteligencji? Ja, jeśli mam być szczera, zwykle starałam się takowych sprawdzianów unikać. Większość z nich bazowała na zadaniach logicznych, matematycznych, których rozwiązywanie zajmuje mi, delikatnie pisząc, sporo czasu. Ale w końcu jestem kobietą i w powszechnym mniemaniu logika jest mi obca. Ja, jak znakomita większość przedstawicielek mojej płci, myślę, czuję i rozwiązuję wszelkie problemy wykorzystując do tego emocje. Żaden mężczyzna nie traktuje, a może do tej pory nie traktował poważnie takiego sposobu rozumowania. Los jednak wciąż nas zaskakuje i jakiś czas temu okazało się, że ja kobieta - mogę poczuć się mądrzej. A wszystko to za sprawą badań psychologicznych, które dowiodły, że sukces w życiu zależy w dużej mierze od umiejętności kierowania emocjami. To właśnie one szybciej niż rozum stawiają nasz organizm w stan gotowości. Im lepiej potrafimy kontrolować nasze emocje, tym łatwiej nam sobie radzić w życiu. Już na początku lat 90-tych ubiegłego wieku pojawiło się

Fot: Beata Waniek

Beata Waniek – autorka dwóch książek dla młodzieży: „Majowy weekend” i „Zośka”; opiekunka młodzieżowej grupy teatralnej Ekstrakt; miłośniczka dobrej muzyki, filmu, teatru, czerwonego wina i długich rozmów z ludźmi

określenie inteligencji emocjonalnej. Co to takiego ta inteligencja? „Osoby nią obdarzone charakteryzują się dużą empatią, a więc umiejętnością prawidłowego rozpoznawania uczuć innych ludzi i wczuwania się w cudzą sytuację. Umieją też dobrze sobie radzić z własnymi emocjami. Nie unoszą się gniewem z byle powodu, dobrze znoszą stres, są odporne na smutek i przygnębienie. Nie znaczy to jednak, że są pozbawione uczuć. Potrafią tylko lepiej od innych nimi sterować.” Podobno o umiejętności kierowania emocjami, panowania nad nimi decyduje liczba połączeń nerwowych, jakie biegną między układem limbicznym a korą mózgową. Kiedy się rodzimy układ limbiczny jest już ukształtowany. Kora mózgowa żeby dojrzeć potrzebuje co najmniej kilkunastu lat. Gdzie i kiedy można nauczyć się opanowania własnych emocji? Najlepsza szkoła na tego typu naukę, to nasze dzieciństwo. Jakże jednak często zapominamy o nauce odczuwania i zamiast dbać o emocjonalny rozwój naszych dzieci, myślimy tylko o dodatkowych lekcjach języka, informatyki, rysunku itp. Wydaje nam się, że im więcej umiejętności umysłowych zdobędą nasze dzieci, tym lepiej poradzą sobie w późniejszym życiu. Nie przywiązujemy zatem żadnej wagi do rozmów, do kształtowania w nich empatii, wrażliwości. A przecież człowiek jest istotą czującą i żyje wśród innych. Powinien zatem umieć sobie radzić i pracować w zespole innych ludzi. Podobno ponad 80 procent informacji przekazujemy niewerbalnie, poprzez gesty, miny.

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ►FELIETON

FELIETON ► 35


FELIETON ► 36 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ►FELIETON

Wszystko to co określamy potocznie mową ciała, służy do wyrażania naszych emocji. W dzisiejszych czasach komunikacji elektronicznej, ten element w międzyludzkich kontaktach nam umyka. Pewnie tracimy coś bezpowrotnie ważnego, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Rozmawiając z kimś wyłącznie za pośrednictwem internetu, sms-ów, nie widzimy rozmówcy, jego reakcji. Nie możemy powiedzieć z całym przekonaniem, jak odbiera nasze słowa. Przestajemy sobie radzić z subtelnościami stosunków międzyludzkich. Czy jest na to jakaś rada? Według psychologów inteligencję emocjonalną można rozwijać. Jednak potrzeba na to czasu i cierpliwości. Musimy poznać nasze reakcje uczuciowe, myślowe i próbować je analizować. Powinniśmy się nauczyć słuchać innych, uwrażliwić na nich. A co najważniejsze uświadomić sobie, że słowa nie są obojętne i każde z nich niesie jakiś ładunek emocjonalny, szczególnie dla ich odbiorcy. Ja osobiście bardzo się cieszę, że zaczęło być głośno o inteligencji emocjonalnej. Nie tylko dlatego, że teraz z przyjemnością i satysfakcją rozwiązuję testy, ale mam nadzieję, że dzięki temu poczujemy potrzebę wyjścia ze ścian odosobnionych światów. Arystoteles pisał: „Obawiać się, być odważnym, pożądać, gniewać się, litować się i w ogóle radować się i smucić się można i zbytnio, i za mało, a w obu tych wypadkach niewłaściwie; doznawać zaś tych namiętności we właściwym czasie, z właściwych przyczyn, wobec właściwych osób, we właściwym celu i we właściwy sposób - to właśnie jest drogą zarówno najlepszą.” Czy możliwe jest jednak dzisiaj by człowiek potrafił patrząc - widzieć, słuchając - słyszeć, dotykając - poruszać, przeczuwając - wierzyć?

 Arystoteles. Fot: Wikipedia


REKLAMA ► 37

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►REKLAMA

www.openscotland.pl

OPEN POLISH MAGAZINE jesteśmy dostępni w zasięgu...

Fot: Fotolia

dłoni!

*

Nie piszemy małymi literkami! NASZA OFERTA DOSTĘPNA JEST PRZEZ CAŁY ROK! www.openscotland.pl www.openscotland.pl


HISTORIA OPINIA ► 38 08 WYWIAD ► 06► GALERIA ► 30

Sierżant Reckless 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► HISTORIA

Seul, Korea Południowa, 26 października 1952 roku, godzina 11:00. Młoda Kim Huk Moon trzymająca za uzdę młodą klacz jak zahipnotyzowana wpatrywała się w plik banknotów trzymany przez amerykańskiego żołnierza. Dwieście pięćdziesiąt dolarów! Majątek… Zaraz potem jej wzrok padł na obiekt transakcji i łza zakręciła się jej w oku. Młoda klacz rasy mongolskiej była czymś najcenniejszym, co posiadała. Znała ją od urodzenia i teraz czuła się, jakby sprzedawała członka rodziny. Ale nie było wyjścia. Jej siostra Chung Soon miesiąc wcześniej weszła na minę, która urwała jej nogę. Protezy nóg były bardzo drogie, a Amerykanie oferowali bardzo dobrą cenę. Trudno, trzeba.. Pocałowała klacz w chrapy po raz ostatni i nie próbując tamować łez podała Amerykaninowi uzdę, a drugą chwyciła plik banknotów. Patrzyła, jak wprowadzają ją na przyczepkę, po czym wsiadają do dżipa i odjeżdżają. Ze spuszczoną głową zaczęła iść w stronę domu.

Broń bezodrzutowa zaczęła być stosowana już podczas II Wojny Światowej. Amerykanie używali bazook, a Niemcy panzerfaustów i panzerschrecków. Weszły one jednak do uzbrojenia stosunkowo późno i wzięły udział w końcowych fazach wojny. Pierwszym konfliktem zbrojnym, w którym ten rodzaj

 Sierżant Joe Latham z Reckless.


REPORTAŻ HISTORIA ►► ►3109 39 GALERIA

Sierżant Reckless broni był powszechnie stosowany była wojna koreańska. Najpopularniejszym działem bezodrzutowym używanym przez wojska amerykańskie w tej wojnie było działo M20 kalibru 75mm. Pocisk wystrzelony z niego z powodzeniem przebijał pancerze czołgów T-34 używanych przez Chińczyków i północnych Koreańczyków. Zaprojektowane jako broń przeciwpancerna działo M20 było niezwykle skuteczne także w niszczeniu siły żywej oraz bunkrów i umocnień nieprzyjaciela. Było działem uniwersalnym. Miało postać dwumetrowej rury ze zgrubieniem na końcu i ważyło ponad 50 kilogramów. Do jego przenoszenia potrzeba więc było minimum dwóch ludzi. Każdy pocisk ważył ponad 10 kilogramów – jeden żołnierz mógł więc wziąć nie więcej, niż trzy. Pewnego październikowego dnia w 1952 roku porucznik Eric Pedersen z plutonu dział bezodrzutowych, kompanii przeciwpancernej 5. Pułku Marines stacjonującego niedaleko Changdan wpadł na pomysł, by do noszenia tej ciężkiej broni i amunicji do niej zatrudnić… konia. Jego dowódca, pułkownik Smoak zaakceptował to, jednak nie przeznaczył na ten cel żadnych pieniędzy. Porucznik Pedersen zdecydował, że kupi szkapę z własnych funduszy. 26 października 1952 roku wziął dżipa z przyczepą, trzech kumpli i razem pojechali do Seulu. Poszli na targ w pobliżu toru wyścigów konnych i znaleźli niewielką klacz rasy mongolskiej, która od razu wpadła im w oko. Jej właścicielka, młoda Kim Huk Moon musiała sprzedać ulubione zwierzę, bowiem

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► HISTORIA

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

 Reckless z działem bezodrzutowym.


HISTORIA OPINIA ► 40 08 WYWIAD ► 06► GALERIA ► 30

Sierżant Reckless 15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► HISTORIA

jej siostra Chung Soon straciła nogę na minie i bardzo potrzebowała protezy. Porucznik Pedersen zapłacił za klacz 250 dolarów i przy transakcji dowiedział się, że jej imię brzmi Ah Chim Hai, co znaczy „Płomień poranka”. Kiedy wieczorem wrócili do obozu wszyscy marines z plutonu wyszli z namiotów, by zobaczyć swojego nowego towarzysza, a raczej towarzyszkę broni. Jej koreańskie imię nie przypadło im do gustu, więc natychmiast zmienili je na Reckless. Działo bezodrzutowe to po angielsku „recoiless rifle”. Żołnierze już od dawna zamiast „recoiless” mówili „reckless”, co brzmiało podobnie, a oznaczało tyle co „niebezpieczny, brawurowy”. Tym powszechnie używanym słowem ochrzcili nową towarzyszkę. Porucznik Pedersen wybrał szeregowego Colemana i sierżanta Lathama do opieki nad Reckless. Obydwaj marines pochodzili ze wsi i umieli postępować z końmi. Inni marines z plutonu szybko wybudowali prowizoryczną stajnię i odgrodzili kawałek obozu tworząc małe pastwisko. Zrobili też zrzutkę żywności dla klaczy, której pierwsze posiłki składały się z bochenka chleba i płatków owsianych. Dopiero kilka dni później sierżant Latham wykombinował skądś przyczepę owsa i siana. Znalazł też blok soli. Reckless natychmiast podbiła serca żołnierzy piechoty morskiej, którzy prześcigali się w okazywaniu jej względów. Klacz je odwzajemniała, ale przy okazji wyszło na jaw, że jest strasznym żarłokiem. Potrafiła bez krępacji wejść do kantyny i zanurzyć łeb

 Na polu walki.


REPORTAŻ 09 GALERIA HISTORIA ►►31 41

Sierżant Reckless w garnku z jajecznicą, by potem wypić parę litrów kawy. Wojakom bardzo spodobało się, że ich nowa towarzyszka je to samo co oni i zaczęli urozmaicać jej dietę batonikami czekoladowymi, kanapkami z masłem orzechowym, i ziemniakami. Dawali jej do picia coca-colę, piwo, a czasem whisky, oczywiście w umiarkowanych ilościach. Reckless bez wybrzydzania jadła wszystko, co jej podetknęli pod pysk. Pierwsze kilka nocy Reckless spędziła przywiązana w swojej stajni. Potem jednak przegryzła sznur i… wprosiła się do jednego z namiotów. Jej towarzysze broni bez protestów usunęli się na bok, by zrobić jej miejsce. Kiedy nadeszły mrozy wówczas najchętniej zasypiała obok pieca. Nie lubiła być ignorowana. Kiedy widziała grupę marines natychmiast podchodziła do nich, trącała pyskiem, domagając się uwagi. Pewnego dnia sierżant Latham nie odwiedził jej przez cały dzień, a wieczorem zaczął grać z kolegami w karty. Szło mu znakomicie i wkrótce przy sierżancie wyrósł stos żetonów. Reckless weszła do namiotu i znienacka… wzięła żetony do pyska i zaczęła je przeżuwać. Jak się później okazało, zeżarła żetony o wartości około 30 dolarów. Reckless nie była jednak tylko plutonową maskotką. Miała przecież ważną rolę do wypełnienia. Kiedy tylko zaaklimatyzowała się w nowym środowisku sierżant Latham rozpoczął intensywny trening. Najpierw nauczył ją wsiadania i wysiadania z przyczepy. Potem oswoił ją z hukiem wystrzałów z broni

maszynowej. Nauczył ją także, że kiedy wrogie pociski zaczynają padać niebezpiecznie blisko, wówczas musi ona iść w stronę najbliższego bunkra. Sprawił, że podczas ostrzału Reckless pochylała głowę i zniżała chód. Te umiejętności potem nieraz ratowały jej życie. Powstał problem z jukami. Korpus Piechoty Morskiej nie miał takich na stanie, więc porucznik Pedersen poprosił w liście swoją żonę mieszkającą w Kalifornii, by kupiła juki w jednym z cywilnych sklepów. Nieco przerobione idealnie nadawały się do przenoszenia pocisków do dział bezodrzutowych. Reckless była już gotowa do służby. Jej zadaniem było przenoszenie amunicji z magazynu na stanowisko ogniowe. Chrzest bojowy miał miejsce w grudniu 1952 roku. Front przebiegał w odległości 23 mil od Changdan, więc Reckless została przewieziona na pole walki w swojej przyczepie. Obładowana pociskami do dział i prowadzona przez szeregowego Colemana rozpoczęła służbę. Jej pierwszy dzień na polu walki nie był dla niej przyjemnym doświadczeniem. Kiedy była prowadzona obok czołgu ten niespodziewanie wystrzelił, co ogromnie przestraszyło klacz. Z czasem jednak nauczyła się ignorować nawet najgłośniejsze detonacje. Oprócz pocisków artyleryjskich Reckless przenosiła także granaty, magazynki do pistoletów maszynowych oraz żywność i śpiwory dla żołnierzy walczących na pierwszej linii. Podczas przerw w walkach

zatrudniono ją do rozwijana kabli telefonicznych łączących poszczególne stanowiska. Z bębnem kabla przytroczonym do grzbietu Reckless wykonywała to zadanie szybciej, niż jakikolwiek żołnierz. W styczniu i lutym 1953 roku Amerykanie przeprowadzili serię rajdów na stanowiska Chińczyków. Reckless każdego dnia wykonywała kilkadziesiąt kursów między magazynem amunicji, a stanowiskami ogniowymi przenosząc tony amunicji na grzbiecie. Kierując się jakimś końskim zmysłem zawsze trafiała w mejsce, gdzie pociski były potrzebne. Taktyka walki za pomocą broni bezodrzutowej wymaga bowiem, by obsługa działa zmieniała stanowisko po oddaniu pięciu-sześciu strzałów. Chmura gazów prochowych wydobywających się z tyłu działa zdradza nieprzyjacielowi jego lokalizację. Reckless swoim zachowaniem zasłużyła na olbrzymie uznanie marines. Jej obecność działała na żołnierzy uspokajająco. Widok konia spokojnie maszerującego przez pole bitwy, wśród rozrywających się pocisków i świstu kul koił ich nerwy. 26 marca 1953 roku na Amerykanów spadł niespodziewany cios. Chińczycy przeprowadzili gwałtowną ofensywę i zdobyli ważne strategicznie placówki o  kryptonimach Reno i Vegas. Dowództwo 5. Pułku Ma- 

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► HISTORIA

08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA


REPORTAŻ 10 HISTORIA ► 42

W lipcu 1953 roku podpisane zostało zawieszenie broni. Wielu dotychczasowych towarzyszy broni otrzymało przydziały do innych jednostek. Amerykanie zaczęli powoli wycofywać się z półwyspu. Oczywiście Marines nie wyobrażali sobie, że ich towarzyszka broni pozostanie w Korei i postanowili zabrać ją ze sobą do Stanów. Na przeszkodzie stanęła bezduszność jakichś urzędasów z Waszyngtonu. Stwierdzili oni, że rząd USA nie może płacić za przewóz konia, który nie jest jego własnością. Argumenty, że Reckless jest oficjalnie żołnierzem piechoty morskiej i to w stopniu sierżanta zdały się na nic. Na szczęście z pomocą przyszedł Stan Coppel – wiceprezes olbrzymiej firmy spedycyjnej Pacific Transport Lines i zaproponował, że jeden ze statków firmy przewiezie ją za darmo z Jokohamy do San Francisco. W listopadzie 1954 roku Reckless stanęła na amerykańskiej ziemi. W porcie w San Francisco witały ją tłumy ludzi, a gubernator Kalifornii Goodwin Knight oficjalnie zaprosił bohaterskiego konia do swojego stanu. Mała klacz stała się sensacją, dziennikarze towarzyszyli jej na każdym kroku. Podczas uroczystości z okazji 179 rocznicy powstania Korpusu Piechoty Morskiej była gościem honorowym. Wprowadzona na podium od razu dorwała się do piętrowego tortu i zeżarła większą jego część, zanim ją powstrzymano. Zajęła się więc objadaniem kwiatowych dekoracji. Dwa dni później przewieziono ją do miejscowości Vista, gdzie spędziła pewien czas na farmie porucznika Pedersena. Potem przewieziono ją do bazy Piechoty Morskiej Camp Pen-

Autor | Mateusz Biskup | Blog Biszopa http://blogbiszopa.pl/ Źródło: Nancy Lee White Hoffman, Sgt Reckless: Combat Veteran, Leatherneck Magazine, November 1992. Skippy Massey, A Horse–And Veteran-That You Haven’t Heard Of, Humboldt Sentinel, 11.11.2012. Corey Kilgannon, Remembering a Beloved Horse and Decorated Marine, The New York Times, 9.11.2012.



rines uznało, że należy je odzyskać za wszelką cenę. Następnego dnia było jeszcze ciemno, kiedy Latham i Coleman wyprowadzili Reckless ze stajni. Zaprowadzili ją do magazynu amunicji i załadowali juki. Następnie przeszli z nią całą drogę z magazynu na stanowisko ogniowe i z powrotem. Sami jednak musieli wrócić do walki. Od tej pory Reckless musiała sobie radzić sama. Walka o odzyskanie Reno i Vegas była niezwykle krwawa i intensywna. Chińczycy zasypywali amerykańskie pozycje gradem pocisków, a obsługa dział bezodrzutowych nie miała chwili wytchnienia. Reckless zaś bezustannie kursowała w obie strony donosząc im amunicję. Straty Amerykanów zaczęły rosnąć. W drodze powrotnej do magazynu klacz musiała teraz dźwigać rannych żołnierzy. Szła pośród eksplozji pocisków i świszczących kul bez najmniejszych oznak strachu, czy paniki. Dwukrotnie ranna wyniosła spod ognia kilkunastu rannych i dostarczyła na pole walki niemal pięć ton amunicji i zapasów wykonując ponad pięćdziesiąt kursów z magazynu na stanowiska ogniowe. Po tej bitwie została jednogłośnie okrzyknięta bohaterką i awansowana do stopnia sierżanta. Otrzymała ozdobny koc, na którym wyhaftowano jej imię i stopień. Do tego koca zaczęto wkrótce przypinać jej odznaczenia. A było ich całkiem sporo. Otrzymała dwa Purpurowe Serca (odznaczenie za rany odniesione w boju), Good Conduct Medal, Presidential Unit Citation z gwiazdą, National Defense Service Medal, Korean Service Medal, United Nations Service Medal oraz Republic of Korea Presidential Unit Citation.

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► HISTORIA

Sierżant Reckless dleton koło San Diego, gdzie przygotowano dla niej stajnię. W sierpniu 1959 roku została awansowana do stopnia sierżanta sztabowego. Rok później przeszła na emeryturę z pełnymi honorami wojskowymi. Nadal pozostała jednak w Camp Pendleton, gdzie miała zagwarantowane utrzymanie do końca życia. Sierżant Reckless, jedyny czworonożny żołnierz piechoty morskiej Stanów Zjednoczonych w historii zmarła 13 maja 1968 roku w Camp Pendleton i została tam pochowana. Na jej grobie postawiono pomnik. Dziękuję Panu Pawłowi Dąbrowskiemu za zaproponowanie tematu!


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► POEZJA

POEZJA ► ŁUCJA FICE

KULTURA ► 43 Urodziłam się 12 marca 1952 r. w Krzyżu Wlkp. Z zawodu jestem chemikiem – w latach1974-78 pracowałam w ZWCh Stilon, a potem w innych firmach. Od ośmiu lat, po ukończeniu kilku specjali­stycznych kursów, wykonywałam zawód opiekunki ludzi starych i schorowanych w Wielkiej Brytanii i w Niemczech. W 1996 r. debiutowałam wierszami w czasopiśmie RSTK „Własnym Głosem” i w miesięczni­ku „Arsenał Gorzowski”. Rok później miałam debiut książkowy: tomik poetycki „W moim śnie” – wyd. PiT w Krakowie. W 2010 r. wydałam w Krakowie, w opr. Anny Kajtochowej, drugi tomik wierszy pt. „Piegi na słońcu” – (druk: Tow. Słowaków w Polsce). W tym samym roku, i też w Krakowie, zdobyłam II na­grodę w ogólnopolskim konkursie literackim „Dać świadectwo” za zestaw wierszy z przygotowanego do druku tomiku pt. „Opiekunka”. W lutym 2012 r. – otrzymałam II nagrodę za powieść” „Przeznaczenie” w konkursie literackim pn. „Anioły są wśród nas” organizowanym w mieście Sulęcinie. Powieść ukazała się w maju 2012 roku nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej. To był mój kolejny, tym razem prozatorski, debiut, który przyniósł mi, jak dotąd, najwyższe zainteresowanie czytelników. Wiersze moje były także drukowane w pokonkursowych almanachach wydawnictwa Tad-Ad w Jastrzębiu Zdroju: „Nasz czas” (II nagroda i druk w antologii pt. „Wierzba rozpłakana” – 2001 r.), „W labiryncie marzeń” – 2001 r., „Za drugą stroną tęczy” – 2000 r. oraz w antologiach „Czerwienią się maki” – Wyd. Mak w Szczecinie – 1999 r., „Do Ciebie, Ojcze!” (antologia modlitw współczesnych pod red. Jadwigi Góźdź) – ZLP Oddz. w Radomiu – 2003 r. i „Dojrzewanie w miłości” (antologia współczesnej poezji polskiej, tom III pod red. Jadwigi Góźdź) – wyd. ZLP Radom – 2003 r. Obecnie mam przygotowane do druku dwie następne książki, które ukazują polskie gastarbajtowanie w Anglii, pt. „Wyspa starców” ( ukaże się w lipcu tego roku przez WFW W-wa) i „Wspomnienia z Niemiec” (tytuł roboczy), którą to powieścią zainteresowane wydawnictwo niemieckie a książka już jest przetłumaczona na niemiecki. (szukam sponsora do jej wydania w kraju) Od 1996 r. należę do Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury, uczestniczę w warszta­tach i imprezach organizowanych przez sekcję literacką i Klub Poetów Okrągłego Stołu przy Grodz­kim Domu Kultury w Gorzowie. Od grudnia ubiegłego roku jestem członkiem ZLP.


KULTURA ► 44

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► POEZJA

POEZJA ► ŁUCJA FICE

Sala I

Szyba, za nią sypialnia. Przy białej toaletce w złotych ramach kobieta (atrapa oczywiście) ze złotą szczotką w ręku. Już nie poczesze długich włosów w kolorze złotego zboża. Na haftowanej pościeli nie widzę żadnych zamiarów, więc nie będzie grzechu. Jeszcze dwieście lat temu ktoś tu na ciebie czekał. Możesz być, o pani, tylko motywem mojego snu, bo w twej sypialni panuje próżnia bez zapachu jaśminu i róż. Stojący, duży, misternie rzeźbiony zegar wciąż żyje, a minuty z godzinami mijając się wciąż rozmawiają. Słucham, jak bije serce zegara. Dynda jak dyndało (tak-nie ,tak-nie). Nic się nie zmienia. Tylko uciechy zbiegły i ukryły się w zakamarkach. Zostawiam przeszłość, która między ścianami stwarza pozory życia. Nie brzęczy w nich nawet mucha. Zostawiam rezonansowe atrapy bez serc i sumień. Wychodzę na taras. Z tysiącletnich murów spoglądam na bajkę ogrodu, piszę w myślach własną historię miłości.

Sala II

Królewska jadalnia za szklaną szybą. Duży, półokrągły stół, przy którym bez apetytów siedzą atrapy dam i służących. Nieruchome pozy, gesty przygotowane jak dla fotografa (proszę się nie ruszać, proszę o uśmiech, proszę spojrzeć w lewo). Z obu stron stołu afrykańscy lokaje podają na złotych tacach południowe owoce bez zapachów. Twarze uśmiechnięte, wyspane na długich porcelanowych szyjach, będą się trzymać następne dwieście lat. Wachlarz w ręku afrykańskiej dziewczynki, od którego nie drgnie powietrze. Księżniczka ma następne dwieście lat, by włożyć kęs do ust. A przebogate toalety, które przeżyły swoje damy? Przy wewnętrznych drzwiach jadalni, nieco uchylonych, kamerdyner w liberii, w pozie, jakby drzemał na stojąco. Jestem świadkiem zatrzymania. Jest przestrzeń, nie ma Czasu. Są usta, a wszędzie cisza. Tyle bucików, a żadna nóżka nie spocona. Dotykam wszystkich przez szybę, przez milczące ściany. Jak dobrze, że mój Czas ma jeszcze przyszłość. Porusza sekundy na moim zegarku. Biegną w stronę, której nie znam.

Angielski wąwóz

Poruszałam się wraz z porannym słońcem. Tunel był o tej porze jeszcze ciemny. Cieniutkie promienie słońca przebijały się przez warstwy liści i ramion drzew, które wysoko ponad głową tworzyły ruchome szumiące zielone niebo. Boki wąwozu wypełnione konarami wystającymi z ziemi wzmagały mroczny klimat korytarza. Ziemia była wzmocniona wysoką trawą, pokrzywami, krzewami jeżyn, które pulsowały, drgały sobie znaną energią, promieniowały drobinkami zagęszczonego światła, wpadającego przez zasłony z liści i konarów. Wszystko szumiało. Żyło. Mrok, leśne pohukiwania, stukania, trzaski, świergot ptaków. Nade mną las śpiewał poranne zorze. Nagłe światełko w mroku tunelu stopniowo rosło, by ukazać bramę, nad którą lśniła w słońcu tablica– a na niej litery jak złote. Lady R. Makles. Do niej spieszyłam z pomocą.


KULTURA ► 45

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► POEZJA

POEZJA ► ŁUCJA FICE

To nie bajka Daleko od szosy, na angielskiej łące płonącej od ognistożółtego kwiecia ostrokrzewu, który jak choroba wżerał się w ciało okolicy, stał zamieniany w ruinę domek. W ogródku, tuż za oknami, rosły ekscytujące jak wiersze niebieskie kwiatki. Dach przeciekał, wszystko puchło od wilgoci. W rogach domu rosły grzyby, a w czeluściach dawnego paleniska ptaki urządziły sobie przytulne mieszkanie. Żyła tu wiekowa babina. Razem z nią piesek, kotek i króliczek – wszyscy jadali z jednej miski. Przynosiłam im środki czystości i jedzenie. Codziennie o dziewiątej – śniadanie i stare angielskie opowieści. Któregoś dnia zapytałam: – My sweat lady – dlaczego nie zamieszkasz w domu opieki? – O! moja droga Lucy – kto by mnie tak kochał? Tutaj szumią drzewa, które sama sadziłam, ogrzewa mnie oddech ziemi, spijam nektar z samego słońca, pszczoły uwijają się wśród kwiatów, ptaki śpiewają kojąco. Tu dojrzewa mój miąższ I tu pęknie moja łupina

Marzenia o powrocie Za furtką ogrodu aleja i wstęga kanału Hawel, po której sunie statek z rozbawioną młodzieżą. Piwo, śpiewy i tańce. Też jestem rozbawiona, układam marzenia o powrocie, żeglują jak statki widma. Rozdzielam dobro i zło, ceruję wspomnienia. Upewniam się, czy jestem w odpowiednim miejscu.

Christina Pojedyncze płatki skóry odpadają jak łuski syrenki. W rybich oczach światło nie chce się odbijać. Cisza. Za dwie godziny trzeba będzie ją umyć i odświętnie ubrać. Zostanie zapach i kilka gestów w pamięci.


KULTURA ► 46

15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► POEZJA

POEZJA ► ŁUCJA FICE

Elena Idę już z góry – nie próbuję się oglądać. Do zmierzchu daleko. Słoneczny dzień późnego lata. Elena znów potrzebowała opieki i morfiny. Półżywa, nostalgiczna. Cisza, staruszka i ja. Za oknem żywa rzeka, za nią ściana gęstych drzew. W kuchni zapach życia – para od pomidorowej. Snuję się po domu, liczę kroki. Nie ma do czego się spieszyć. Od drzwi do okna – od okna do drzwi. Żadnej różnicy między dniem i nocą, żaluzje zasłaniają świat. Czasami wychodzę na otwartą przestrzeń, ale pośpiesznie wracam, włączam światło, karmię babcię. Morfina nie działa. Przychodzi pielęgniarka. Po co? – pyta babcia. Dlaczego mam czekać w długiej kolejce? Nogi bolą od czekania i głowa boli. Wszystko boli. Pielęgniarka zabiera ból na parę godzin. Podnoszę żaluzje, kontemplujemy niebo. Obejmuję babcię – a ona kpi: zobacz! Jeszcze płynę, drogę oświetla mi księżyc

I przyszła kryska Miał sto lat. Ubywało go stopniowo, dzień po dniu, tydzień po tygodniu odbywała się ceremonia kaleczenia. Najpierw oczy. Zapadły się jak do studni i twarz rozmywała się niczym fusy w herbacie. Potem żebra zaczęły się sypać. Na wykresie przybywało wyszczerzonych kości, wgryzały się w suchą skórę. Ciało wyglądało jakby przejechał po nim traktor. W rytm powolnej ceremonii odpruwało się wszystko: imię, nazwisko, data urodzin. Tylko paznokcie – podobne skorupie żółwia – trzymały się mocno Przepraszam Cię Boże! – powiedział Matysek i słowa zastygły na ustach. Wbita jak pal w ziemię, stałam z głową uniesioną ku polarnej gwieździe.

Sala III Szyba, za nią biurko i maszyna, która już nic nie napisze, pióro, które nie zrobi kleksa i skórzana męska teczka, która już nie przechowa dokumentów.


15 | 03 | 2013 | OPEN ► 09 ► KULTURA

KULTURA ► 47

William Henry Playfair: Northern Elevation of the Royal Institution, Edinburgh, 1832

Hendrick Goltzius: A Man Wearing a Tasselled Hat, 1587

► WYSTAWA RARE CHANCE TO SEE HIGHLIGHTS FROM WORLD-CLASS DRAWINGS COLLECTION AT SCOTTISH NATIONAL GALLERY INK 16 lutego - 9 czerwca 2013 Scottish National Gallery Edynburg | The Mound Wstęp wolny

Światowej klasy kolekcja zatytułowana “Ink” prezentuje prace wielu wybitnych artystów takich jak: Rembrandt, Tiepolo, Guercino, Poussin, Goltzius and Alexander Runciman. Na wystawie będzie można zobaczyć prace, które były wystawiane niezmiernie rzadko, niektóre wręcz po raz pierwszy. Rysowanie tuszem było rozpowszechnione w kulturze starożytnej, szczególnie w Azji. W okresie renesansu, okresie technicznych i stylistycznych eksperymentów, stało się

popularną techniką wśród europejskich artystów. Rysunki na wystawie pokazują jak, na przestrzeni wieków, artyści wykorzystywali zalety tego bardzo wszechstronnego środka, aby osiągnąć szereg charakterystycznych efektów i spełnić szereg różnych funkcji. Wystawa obejmuje prace w postaci szybkiego szkicu jak i obrazy, plany i projekty architektoniczne, formalne rysunki, czy ilustracje stworzone dla własnej przyjemności artysty.


Uprawiaj ze mną poezję

KULTURA ► 48

18 maja o godzinie 17:00 w Domu Polskim im. gen. Sikorskiego w Glasgow odbędzie się pierwsza odsłona festiwalu poetycko-artystycznego „Uprawiaj ze mną poezję”. Festiwal ma na celu zrzeszenie polskich artystów oraz ich promocję. Tego dnia odbędzie się wystawa fotograficzno-plastyczna podczas której będzie można podziwiać twórczość: Radka Nowackiego, Edyty Majewskiej, Agi Zajdel, Kaliny Ślusarskiej, Macieja Lewandowskiego oraz Pawła Janczaka. Aranżacją muzyczną podczas wernisażu zajmą się muzycy: Waldemar Marek oraz gitarzysta i kompozytor Adam Olszewski. O godzinie 18:30 wszystkich miłośników poezji zapraszamy na wieczór poetycki, widzowie będą mieli okazję przysłuchać się słowom: Pauliny Krzyżaniak, Małgorzaty Zbudniewek, Katarzyny Campbell, Damiana Świątka, Zbigniewa Gawińskiego oraz Pawła Głowienki. Całe wydarzenie artystyczne będą zamykać występy muzyczne. Na scenie pojawi się utalentowana wokalistka z Glasgow Joanna Olszewska z zespołem, Alex Sugarov z zespołem z Edinburgha, Waldemar Marek i Michał Nowakowski oraz Adam Olszewski. Serdecznie zapraszam! Organizatorka wydarzenia Paulina Krzyżaniak Patroni medialni: Emigrant, Open Scotland.pl, Radio Szkocja.FM, Magazyn lejdiz, emito.net, Edinburgh.com.pl Sponsorzy: Dom polski im.gen. Sikorskiego, Restauracja u Jarka, Print Flex, Amethyst Hair Studio


Jesteśmy otwarci! A Ty?

Fot: Fotolia

www.openscotland.pl

Open Polish Magazine  
Open Polish Magazine  

Informacje, publicystyka, rozrywka, kultura

Advertisement