Page 1

FOT: FOTOLIA

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 08 ▶ | 08 | 03 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK

Czy Polak to typowy burak a może owe badania nie SĄ wystarczająco dokładne, żeby wysnuwać tak daleko posunięte wnioski? Tekst | gosia szwed

PUSTA SZKLANKA POLAKA


Wschód-zachód

(...) absolutnie powszechne (szczególnie, choć nie tylko, wśród Brytyjczyków, Niemców, Francuzów czy Włochów) skojarzenie Polska – Europa Wschodnia niezmiernie mnie irytuje. Felieton ► Marta Jadwiga Wiejak

| Str. 06 |

PUSTA SZKLANKA POLAKA

OPEN POLISH MAGAZINE IN UK

Redaktor Naczelny | Damian Biliński ip.openscotland@gmail.com | Tel: 07923378062 Reklama i Marketing | Małgorzata Bilińska mb.openscotland@gmail.com Skład i Grafika | Małgorzata i Damian Bilińscy Wydawca | Interactive Publishing | SCOTLAND | Tel: 07923378062 | www.openscotland.pl Współpraca | Anna Kutera, Beata Waniek, Ela Rygas, Gosia Szwed, Joanna Goldberg,

Katarzyna Campbell, Małgorzata Bilińska, Marta Jadwiga Wiejak, Sandra Paziewicz, Damian Świątek, Marek Wardęga, Mateusz Biskup

Poglądy zawarte w felietonach, opiniach i komentarzach są osobistymi przekonaniami autorów i nie zawsze pokrywają się z poglądami redakcji Open Polish Magazine. Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów oraz zdjęć bez wyraźnej zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

| Str. 12 |

Kinder niespodzianka

Klaudyna z mężem - Sławkiem, opowiadają nam o wydarzeniu, które na zwsze zmieniło ich rodzinę. Ta przejmująca, piękna historia została nagrodzona również w konkursie Baby Lejdiz “Opowiedz nam swoją historię”. Rozmawia ► Gosia Szwed

| Str. 15 |

Poezja, to... rodzaj modlitwy

Z Wojciechem Jarosławem Pawłowskim, poetą, z którym miałam okazję spotkać się na wydarzeniu poetycko-muzycznym „Piękni Ludzie” w Birmingham, Rozmawia ► Katarzyna Campbell

| Str. 41 |

Poezja Joanny Jandy

Debiutem literackim Jandy są „Wspomnienia mojego ojca obrazami pamięci malowane”, w których przedstawia lata chłopięce i młodość Poezja ► Joanna Janda

Fot: Pani Klaudyna

CZy POLAK tO tyPOwy burak a może owe badania nie SĄ wyStarczajĄco dokładne, żeby wySnuwać tak daleko poSunięte wnioSki? tekSt | goSia Szwed

Dzisiaj homoseksualiści, a kto jutro znajdzie się na cenzurowanym u pana Wałęsy? Zadając to pytanie nie mam żadnych złudzeń... Felieton ► Joanna Goldberg

Fot: Lech Wałęsa

Nie jestem homofobem

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► SZTUKA ► KULTURA ► ROZRYWKA ► HISTORIA ► WYWIAD ► FELIETON

| Str. 05 |

Fot: Marta Jadwiga Wiejak

SPIS TREŚCI ► 02

Fot: Joanna Janda

FOT: FOTOLIA

www.openscotland.pl ▶ ISSN ▶ 2052-2738 ▶ ISSUE ▶ 08 ▶ | 08 | 03 | 2013

OPEN ▶ POLISH MAGAZINE ▶ IN UK


REKLAMA ► 03

OPEN POLISH MAGAZINE Czytelniku!

Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

Fot: Fotolia

Zapraszamy w każdy piątek!

Zapraszamy w każdy piątek!

www.openscotland.pl

Czytelniku! Open Polish Magazine to tygodnik ukazujący się tylko i wyłącznie w formie elektronicznej. Tygodnik przeznaczony jest dla osób poszukujących informacji, publicystyki, kultury i rozrywki. Open Polish Magazine to także miejsce na profesjonalną i skuteczną reklamę. Open Polish Magazine to miejsce, a raczej przestrzeń dla ludzi pozytywnie nastawionych, kreatywnych, ale przede wszystkim otwartych na człowieka, rzeczywistość oraz nowe technologie.

www.openscotland.pl


SŁÓW KILKA ► 04

kim tego czasu – relatywnie – przeżyć, to nie żyjemy od dawna. Płeć nie jest istotna. Całą resztę zrobi za nas natura, a ta rządzi nieprzerwanie od czasu, gdy na świecie nie było Nic, ani dinozaurów ani celebrytów i polityków również. My, co najwyżej możemy tej naturze (sobie?) pomóc. Ale jak pokazuje „płynna nowoczesność”, zbyt często zamiast pomagać, wydrapujemy innym oczy. Niepotrzebnie, wszak korzyść z tego marna. Świat nie znosi próżni, i gdy jeden autorytet upada, świat się na tym nie kończy, gorzej jeśli ów autorytety padają szybciej, niż My potrafimy wyprodukować. Gorzej dla Nas, nie dla Natury, bowiem Natura swoje urodzi, ale My i nasze pomniki, być może już dawno skruszejemy.

Hannah Arendt , niemiecka teoretyk polityki, filozof i publicystka, jedna z najbardziej wpływowych myślicielek XX wieku, powiedziała, że „Zanik autorytetu jest równoznaczny ze zrujnowaniem podstaw świata, który od tej pory zaczyna dryfować, zmieniać się i przeobrażać z jednej postaci w drugą z coraz to większą gwałtownością, tak jakby nasze życie polegało na zmaganiu się z jakimś Proteuszowym uniwersum, gdzie wszystko może w każdej chwili stać się czymś innym”. Ale świat dryfuje od zawsze i przeobraża się z dnia na dzień, choć jak zauważają socjolodzy, naukowcy i media, zmiana jest szybsza niż kiedykolwiek. Szybciej zmieniamy kanały w telewizorze, upodobania estetyczne, buty, paski i skarpetki. Szybciej i łatwiej zmieniamy partnerów. Nasze poglądy polityczne, zachowania moralne, konsumenckie, kulturalne i kulturowe również podlegają coraz szybszej zmianie. W płynnej nowoczesności jak określa teraźniejszość polski socjolog, filozof i eseista Zygmunt Bauman, coraz trudniej o solidny fundament, na którym moglibyśmy zbudować trwały i bezpieczny dom. Innymi słowy, nasze wsparcie coraz szybciej kruszeje, słabnie i umiera.

„Marność nad marnościami i wszystko marność”. W mijającym tygodniu kilka pomników rozsypało się w pył, i nawet najlepszy budowniczy nie będzie w stanie z tego pyłu odbudować tego, co było jego pierwotną (wolność?) wartością. Ale chyba tak już bywa, że panta rhei i dryfuje i przeobraża się gwałtownie i staje się czymś innym – relatywnie -, niż było. Wszystkim kobietom, bez wyjątku, piszącym i niepiszącym, a czytającym, kobietom rodzącym lub niemającym na to ochoty lub możliwości, poetkom, artystkom i tym, które z różnych powodów ów talentów nie mają, żonom, matkom, kochankom, lesbijkom i zakonnicom, z okazji Dnia Kobiet życzę, życia. Ono jest najważniejsze. Jest jedyną nie-Proteuszową wartością. Tako rzecze dzisiaj... Damian Biliński Redaktor Naczelny

Ale świat nie znosi próżni, i gdy jedno umiera, drugie się rodzi. Rzecz jasna śmierć nigdy nie jest przyjemna, a w każdym razie nie jest przyjemna dla tych, którzy obdarzyli życie jedną z najważniejszych wartości. Jednak w gruncie rzeczy nie jest ważny dzisiejszy dzień, nie jest ważny czas sam w sobie, godzina, minuta, ani nawet chwila. Jeśli nie mamy z 08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► SŁÓW KILKA

Proteuszowe uniwersum


Felieton ► Marta Jadwiga Wiejak

Próbowałam ostatnio wyjaśnić w sposób międzynarodowo zrozumiały, gdzie są Mazury. W odpowiedzi usłyszałam, że skoro mieszam w regionie graniczącym z Rosją, to pewnie sama jestem Rosjanką. Nie przejęłam się tym szczególnie bo, po pierwsze, jak jest powszechnie wiadomym – jestem nieuleczalnym rusofilem, a po drugie – znajoma znajomej, która takim stwierdzeniem mnie uraczyła sprawiała wrażenie osoby, która nie za bardzo jest w stanie odróżnić na mapie Rosję od Chin. Wyraz tak koncertowej ignorancji po prostu mnie rozśmieszył.

Marta Jadwiga Wiejak. Fot: Rafał Czarnowski

Z niejakim zdziwieniem jednak stwierdziłam, że absolutnie powszechne (szczególnie, choć nie tylko, wśród Brytyjczyków, Niemców, Francuzów czy Włochów) skojarzenie Polska – Europa Wschodnia niezmiernie mnie irytuje. Żelazna kurtyna już dawno opadła i chociaż ani ja, ani moi rówieśnicy nie możemy pamiętać czasów, kiedy stała i miała się dobrze, dość często odnoszę wrażenie, że wszystko, co między Niemcami a Rosją to dla nich jakiś dziwaczny trzeci świat, twór, który wyłonił się z odmętów niebytu wraz z naszym wstąpieniem do Unii Europejskiej. Nie są niemili czy agresywni, w żadnym razie, zazwyczaj wykazują typową tutaj

życzliwą ciekawość. Niemniej jednak – nie wiedzą. Po prostu nic nie wiedzą. Umyka ich rozumieniu, że polski, rosyjski, bułgarski czy ukraiński to różne języki i że mówiąc w jednym nie rozumie się automatycznie innych; że nie mieszkamy na Syberii i że bywa u nas dużo cieplej, niż u nich; że zwykłe, codzienne życie wcale nie różni się tak bardzo od życia tutaj. Z niemniejszym zdziwieniem odkryłam, że potworna ze mnie hipokrytka, bo ja wykazuję się dokładnie taką samą ignorancją. Przykładów nie trzeba daleko szukać: dopóki nie postanowiłam studiować w Edynburgu, nie zdawałam sobie sprawy z tysięcy

różnic i niuansów napięć, jakie łączą (a raczej dzielą) Anglię i Szkocję. Ja nie znam ani jednego bułgarskiego pisarza, a Stefka, moja współlokatorka z okolic Sofii chętnie rozmawia o Lemie i Sienkiewiczu. Studiuję filologię rosyjską, a mimo to mozaika narodowości zamieszkujących tereny Rosji i skomplikowane stosunki między nimi pozostają dla mnie zagadką. Im dalej, tym gorzej. Żałośnie mało wiem o Azji czy Ameryce Południowej. To zabrzmi jak truizm – i pewnie nim jest – ale ludzie są potwornie leniwi. Lubią myśleć schematami i chować się w bezpiecznym kokonie tego, co rozumieją, bo tak jest łatwiej. Kosmicznie trudno jest przyjąć do wiadomości, przetworzyć i zaakceptować jak bardzo różnie inni mogą podchodzić do tych samych zagadnień. Dużo wygodniej jest przyklejać łatki i uskuteczniać stereotypy, którymi się mimowolnie nasiąkło. I tak jest, tak sprawa wygląda – nawet, a może szczególnie tutaj, w Zjednoczonym Królestwie, które szczyci się swoją tolerancją i tym, dla jak wielu grup etnicznych i narodowościowych stało się domem. Czego jak czego, ale próbek do wyizolowania narodowych stereotypów tutaj nie brakowało. Dlatego właśnie Brytyjczycy na hasło „Europa Wschodnia” czasami widzą polarne niedźwiedzie spacerujące po ulicach Warszawy, a ja ciągle jeszcze łapię się na mimowolnym założeniu, że Ukraina czy Białoruś to w zasadzie taka trochę Rosja (za co wszystkich czytających te słowa Ukraińców i Białorusinów, jeśli są tacy, serdecznie przepraszam – aktywnie walczę z własnym myślowym lenistwem). „Żyj i daj żyć innym” staje się być dewizą niewystarczającą – w świecie galopującej globalizacji „żyj, daj żyć innym i postaraj się ich zrozumieć” wydaje się koniecznością.

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► FELIETON

Wschód-zachód

FELIETON ► 05


Lech Wałesa. Fot: za TVN24

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► FELIETON

FELIETON ► 06

Nie jestem homofobem ale ludzie żyją po to, żeby się rozmnażać i płacić podatki. W życiu nie przeproszę! - mówi były prezydent w rozmowie z ”Rzeczpospolitą”. Felieton ► Joanna Goldberg


Cytat: Lech Wałęsa: „Powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej. A nawet dalej, za murem.” Dzisiaj homoseksualiści, a kto jutro znajdzie się na cenzurowanym u pana Wałęsy? Zadając to pytanie nie mam żadnych złudzeń, że podobnych światłych, demokratycznych i pełnych tolerancji wypowiedzi na wysokim poziomie intelektualnym, jak najnowsze osiągnięcie myśli pana Lecha Wałęsy na temat mniejszości seksualnych, będzie jeszcze wiele, o ile nie stanie się cud i jakaś miłosierna siła nie sprawi, żeby wreszcie zaprzestał dzielić się ze światem swoją mądrością. Na to, że zrobi to z własnej i nieprzymuszonej woli nie mamy co liczyć – byle czym się nie zraża, a o własnej wielkości i nieomylności jest przekonany nieodwracalnie. Przyznam się, że sama już nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać, kłóci się we mnie szacunek do postaci było nie było historycznej i ze względu na osiągnięcia wręcz symbolicznej na forum międzynarodowym, oraz ciężki wstyd za tejże postaci co poniektóre poczynania i poglądy. Pogodzić tego ze sobą niepodobna. Od lat noszę w sobie niespełnione, ale przemożne pragnienie, żeby pojawił się w Polsce jakiś potężny czarodziej i zamienił pana Wałęsę w pomnik. Duży, okazały pomnik, odlany z brązu, na wysokim cokole ustawiony naprzeciwko wejścia do gmachu Senatu RP. Byłoby to rozwiązanie idealne. Pomniki, jak wiadomo, nie podróżują po

świecie na zaproszenia dyplomatyczne, nie myślą i, co najważniejsze, nie mówią. Za to symbolizują i upamiętniają. Do tego ostatniego, jako pomnik, pan Wałęsa razem ze swoja legendą jest wręcz stworzony. Do tego pierwszego, jako człowiek… niech nas ręka boska broni!

wypowiedzi powodują, że cały intelektualny świat

Pozwolę sobie tutaj na przytoczenie prywatnej

Świat nie kocha kompromitacji wielkich ludzi, a pan Wałęsa wszedł już do panteonu 100 najważniejszych ludzi stulecia w XX wieku. Na szczęście rozpoczął się już wiek XXI i mogę mieć tylko nadzieję, że ten wiek nie będzie już z tak wielkim pietyzmem podchodził do postaci Lecha Wałęsy. Nie tylko czas na przełomie tych dwu wieków porusza się szybko. Zmienia się również mentalność ludzi. Analizujemy historię, zmieniamy poglądy, bo inaczej musielibyśmy zabrnąć w te same idiotyzmy, co nasi przodkowie. Myślimy szybciej i myślimy inaczej. My, ludzie XXI wieku (jak to pięknie brzmi, zawsze chciałam to kiedyś powiedzieć i nareszcie udało się) dawno już mamy za sobą rozbicie atomu i zdobycie księżyca, nie wstydzimy się miękkich gestów, czułych spojrzeń i ciepłych uśmiechów, nie wstydzimy się tolerancji i empatii. Cierpimy, kiedy ktoś narusza nasze granice. Granice humanizmu i humanitaryzmu.

anegdoty, która światło dzienne ujrzy dopiero teraz. Było to kilka lat temu w Bonn, przy okazji międzynarodowego spotkania wszystkich sympatyków i działaczy Polonica E.V. Deutsch-Polnische-Kulturgesellschaft. Byli tam ludzie z całego świata i przy okazji mnóstwo tłumaczy. Polskich. Nie jest mi obcy chleb tłumacza, więc wdałam się w żywą pogawędkę na tematy zawodowe i od jednego z nich usłyszałam, że i on, i kilku jego kolegów do najgorszych chwil w życiu zaliczają moment, kiedy wypadło im tłumaczyć pana Wałęsę na niemiecki. Ponoć miało to ogromny wpływ na ich fryzury. Siwieli od tego tłumaczenia i byli bliscy wyrwania sobie wszystkich włosów z głowy, bo pan Wałęsa domagał się tłumaczenia dosłownego. Znając poglądy pana Wałęsy na zburzenie muru berlińskiego i połączenie Niemiec oraz jego znajomość historii przestałam się dziwić ich problemom, a zaczęłam się dziwić, że w ogóle zachowali jakiekolwiek włosy i nie zeszli na zawał. Niestety, ta anegdota potwierdza tylko to, że mamy do czynienia z bardzo poważnym problemem. Człowiek legenda, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Człowiek Roku tygodnika Time, nie jest po prostu tym, kto rozumie po co i dlaczego powstała Pokojowa Nagroda Nobla i nie czyta Time’a. Nawet po polsku. To nie te klimaty. To prosty człowiek. Zbyt prosty, żeby nie rzec czasami prymitywny. Jego

kurczy się w sobie, jakby zaliczył policzek prosto w twarz. I natychmiast wszyscy zastanawiamy się, jak to odkręcić, jak to zatuszować. Jak ocalić jego godność i jego legendę?!

Panie (były) Prezydencie, może już czas zająć się rodziną i dać nam odpocząć od pańskiej „mądrości”? Byłoby miło. Moglibyśmy odetchnąć. A jeżeli już tak bardzo nie podoba się panu homoseksualizm, to może warto byłoby zająć się problemem celibatu w kościele katolickim? Jest tak wielu homoseksualnych kapłanów… Tu miałby pan pole do popisu.

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► FELIETON

FELIETON ► 07


ARTYKUŁ ► 08

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ARTYKUŁ

FOT: FOTOLIA

Międzynarodowy portal społecznościowy przeprowadził badania na 17,000 osób, z 17 krajów świata dotyczące dobrej zabawy. Wynika z nich, że Polak to obywatel smutny, plasujący się na samym końcu narodów, zainteresowanych dobrą rozrywką. Dla porównania najlepiej bawią się, zgodnie ze statystykami, Argentyńczycy czy Hiszpanie. Czy Polak to typowy burak a może owe badania są nie wystarczająco dokładne, żeby wysnuwać tak daleko posunięte wnioski? TEKST | GOSIA SZWED

PUSTA SZKLANKA POLAKA


ARTYKUŁ ► 09 Talent do zabawy 08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ARTYKUŁ

Badania zawdzięczamy portalowi Badoo.com, który wziął po lupę aż 180 krajów. Wyniki obnażają polską zawsze w połowie pustą szklankę. Tym razem jednak miesięczna czara zawiera jedynie 5 dni zabawy w ciągu tego okresu. Częściej bawią się nawet Rosjanie, nie wspominając już o zachodnich sąsiadach- Niemcach, którzy na rozrywkę przeznaczają aż 12 dni w miesiącu. Badania dowodzą także, że zdecydowanie lepiej w życiu bawią się narody żyjace w ciepłym klimacie niż te, które przez znaczną część roku muszą dogrzewać pomieszczenia. ”Umiejętność dobrej zabawy to zarówno sztuka, jak i talent” - mówi Louise Thompson- dyrektor ds PR w Badoo. „Wiąże się często z byciem spontanicznym, a to wymaga rezygnacji z kontroli. Być może badanie ujawnia trudność Polaków w tym zakresie”. No tak talentu do zabawy Polakom odmówić nie można, ale sztuka dobrej zabawy to już inna historia. Wygląda na to, że najlepiej bawimy się w domu przed telewizorem, z puszką piwa albo lampką wina w ręku. Jeśli pod uwagę wzięte zostało wychodzenie z domu, to zdecydowanie nasza nacja będzie plasować się na szarym końcu. Kultury spożywania posiłków, napitków i tańców bowiem nikt nas nie nauczył. Lata historii, separacji narodowej zrobiły swoje. Puste półki wymuszały kreatywność na większości pań domów, w tym również tych, które chciały się zabawić. Myśląc praktycznie- limitowano nawet papier toaletowy, zatem na dobrą zabawę można było liczyć najwyżej raz w roku, na sylwestrowym balu. Sugerowana trudność Polaków w rezygnacji z kontroli tez ma swoje uzasadnienie zarówno historyczne, jak i środowiskowe. Polska to wciąż kraj konserwatywny, tradycyjny,

FOT: FOTOLIA

zwarty kulturowo, niewymuszający tolerancji wobez innych ras i kultur. Dzięki temu typowy Polak ma mocno zakorzeniony system wartości, wpajany od zarodka i jedynie słuszny. Ciężko jest nam zerwać więzy przeszłości, wyrwać się z okowów tradycji. Trudno nam być spontanicznymi, bardziej niż inne narody polegamy na opinii otoczenia. Aż 41% Argentyńczyków, 31% Niemców przyznało się do codziennej zabawy, przy skromnych 9% Polaków. Hola, hola. Nie tak prędko po pierwsze zima sroga nieco ogranicza chęć do aktywności pozadomowej, ponadto wciąż żyją co najmniej dwa pokolenia ludzi, którzy wszelkich aktywności poza domem

dopiero się uczą. Polak to zazwyczaj człowiek ciężko pracujący i nie ma czasu w swojej świadomości na takie dyrdymały jak np. tańce w klubie na porządku dziennym. Matylda Setlak z Think Big Comms- polskiej firmy PR w UK- dodaje, że „wygląda na to, że my- Polacy traktujemy siebie zbyt poważnie. Na to złożyło się wiele czynników, takich jak nasza historia i doświadczenia, wojna, komunizm. Różnicę w mentalnośći zauważyłam natychmiast po przyjeździe do Wielkiej Brytanii- Brytyjczycy są nastawieni do życia zdecydowanie bardziej pozytywnie”.


ARTYKUŁ ► 10 08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ARTYKUŁ

Polak Anglik- dwa bratanki? Bywa i tak ale zasadniczo różnimy się diametralnie. Dla Anglika dobra zabawa to duża ilość alkoholu, pub, mecz, klub, seks. Dla Polaka natomiast to samo ale w domowych pieleszach . W Anglii nie ma problemu z przyprowadzeniem dziecka do pubu, w Polsce natomiast ów fakt jest nie do pomyślenia. Jak zapytasz Brytyjczyka: „how are you” albo „you all right” to zapewne usłyszysz odpowiedz: „great”’, „fine”, „good” choć zauważyłam, że oni z reguły na żadną odpowiedź nie czekają bo jest to raczej pytanie retoryczne, przypominające raczej stwierdzenie. Polak natomiast często błyśnie szczerością. How are you? Tu usłyszysz szereg narzekań...listę chorób dzieci, mężów, rodziców, często też sytuację materialną, nie wspominając już o życiowych rozterkach. Ponoć jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Podobnie sprawa ma się z neuroprogramowaniem. Tak jak o sobie mówimy, projektujemy życie, takie właśnie mamy. Stąd pewnie zaniżony poziom zadowolenia życiowego. Mamy wpojone odpowiadanie na pytania w zgodzie z prawdą a nie z kindesztubą. Z czego wynika brak chęci do zabawy i czy rzeczywiście jesteśmy pesymistami? Otóż wg innych badań- profesora CzaplińskiegoPolak tryska optymizmem. A z 80% respondentów uważa się za osoby szczęśliwe. Jednocześnie stowarzyszenia pomocy społecznej, organizacje charytatywne zajmujące się pomocą ludziom w ciężkiej sytuacji życiowej, biją na alarm. Brak pracy, niskie zarobki, brak opieki socjalnej, życie na granicy ubóstwa- to jest codzienność wielu polskich rodzin. Do tego dochodzi homofobizm, zakłamanie, brak tolerancji, w końcu pogoń za groszem na przetrwanie i samotność emocjonalna. Trudno w tej sytuacji pałać chęcią do zabawy. Jednak co tak naprawdę wg Polaka jest szczęściem? Otóż jak się okazuje na pierwszych miejscach nie znajduje się sytuacja materialna a zdro-

FOT: FOTOLIA

wie, udane małżeństwo, dzieci, dopiero na końcu pieniądze. Wg statystyk co dziesiąty bezrobotny ma wykształcenie wyższe i co czwarty młody Polak nie ma pracy. Emeryci żyją na granicy ubóstwa, nie są w stanie wykupić leków, o rozrywce mogą jedynie pomarzyć, przychodzi im czekać na lekką śmierć, byle nie trzeba było płacić za lekarza. Statystycznie najwięcej zarabiają mieszkańcy największych miast, w tym Warszawy. Oni także w badaniach uchodzą za najszczęśliwszych, podobnie jak mieszkańcy Torunia. Tu jednak pojawia się inny problem. Brak stabilizacji. W Polsce bowiem

od dawna istnieje niechlubny zwyczaj przyjmowania ludzi do pracy na tzw. umowę o dzieło. Umowy stałe to luksus a co za tym idzie mniejsza szansa na stabilizację życia, możliwość wzięcia kredytu na mieszkanie np., planowanie przyszłości własnej i dzieci, regularne wyjazdy na wakacje. To obniża samopoczucie. Jednak jak podają „Charaktery”, Polacy są zadowoleni z życia. To tendencja wzrostowa. Obecnie szczęśliwość deklaruje trzy czwarte Polaków, największą satysfakcję z życia posiadają osoby niezamężne, z wyższym wykształceniem, młode, bez zobowiązań.


ARTYKUŁ ► 11

Chcesz zbadać poziom swojego szczęścia? Zajrzyj na portal We Feel Fine (http://www.wefeelfine. org/). Grupa naukowców stworzyła oprogramowanie, dzięki któremu analizowane są emocje ludzkie na portalach społecznościowych. Możesz się dowiedzieć co czuje dana grupa społeczna w wybranym przez ciebie okresie. Możesz także porównać kraje i nastroje w danym dniu, np. w Walentynki. Oczywiście takie badania obciążone są dużym błędem, analizują jedynie frazy z użyciem słów feel

FOT: FOTOLIA

Jednak wróćmy do poczucia szczęścia. Otóż amerykańscy psychologowie dowiedli, że pieniądze istotnie szczęścia nie dają i to nie one są gwarantem pozytywnego myślenia. Weźmy pod lupę np. zwycięzców loterii. Większa ich część traci pieniądze w ciągu kilku lat, pozostając bez grosza przy duszy, bez przyjaciół i rodziny. Wiele związków rozpada się statystycznie w ciągu dwóch lat od daty wygranej. Do tego dochodzi presja otoczenia, które wręcz wymaga pomocy, ciągle żebrząc o jakiś grosz. Brak pomocy często budzi poczucie winy u osoby proszonej, a nie wywiązującej się z prośby. Amerykańscy naukowcy dowiedli wręcz, że wybrańcy loteryjnych losów są równie nieszczęśliwi jak sparaliżowane ofiary wypadków. Do grupy statystycznych nieszczęśliwców dochodzą biznesmani, którzy zajęci karierą, nie mają czasu ani na rozrywkę, ani na czerpanie satysfakcji z życia. Ponadto jedną z najnieszczęśliwszych grup narodowościowych są Skandynawowie, z najwyższym współczynnikiem samobójstw. Pomimo doskonałej sytuacji materialnej, pomocy państwowej, która pozwala na godne życie, przeciętny Szwed czy Norweg, nie skacze ze szczęścia do sufitu. Ponoć w tym przypadku akurat decyduje temperatura i aura. Zbyt mała ilość słońca umieszcza umysły skandynawskie w czołówce najbardziej depresyjnych narodów.

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ARTYKUŁ

Pieniądze szczęścia nie dają

lub feeling, a jak wiadomo gama słów wyrażających uczucia jest znacznie bogatsza. Teraz pozostaje pytanie otwarte. Jak zmienia się nasze nastawienie do życia i zabawy w przypadku emigracji? Zmieniamy nie tylko środowisko, ale także warunki życiowe, asymilujemy się z nowymi kulturami. Nie znam statystyk ale wiele osób poznanych i przebadanych w grupach focusowych podchodzi do życia niezwykle pozytywnie. Przeprowadzone przeze mnie badania na grupie około 100

osób, dały mi wyraźnie do zrozumienia, że lubimy rozrywkę, jesteśmy pozytywnie nastawieni do życia, choć wciąż liczą się dla nas najbardziej podobne wartości, jak dla rodaków, którzy pozostali w kraju urodzenia. Tekst: Gosia Szwed, opracowany na podstawie materiałów dostarczonych przez Think Big Comms oraz statystyk i ich opracowań dla tygodnika „Wprost”, „Focus” i miesięcznika „Charaktery”


ROZMOWA ► 12 

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ROZMOWA

KINDER NIESPODZIANKA Już przy pierwszej wizycie swojej położnej dostałaś zapewne książkę, którą specjaliści wszelkiej maści wypełniali przez całe 9 miesięcy. W angielskiej wersji miałaś też zaplanować poród, wybrać jego formę, miejsce, zaplanować typ znieczulenia. Pod koniec ciąży już masz zazwyczaj pełną świadomość tego, co Cię czeka a plan porodu daje poczucie kontroli nad tym, co Cię wkrótce czeka. W życiu jednak czasami nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Klaudyna urodziła córeczkę nagle. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że urodziła w domu, zanim zdążyło się zjawić pogotowie. Takie sytuacje zdarzają się często w filmach a w realnym życiu raczej się o nich nie słyszy. Historia, którą dziś opowiem, miała miejsce zaledwie kilka miesięcy temu i dziś na łamach Open Polish Magazine, chciałabym się nią podzielić, jednocześnie przygotować przyszłe mamy do nietypowego porodu. Klaudyna z mężem - Sławkiem, opowiadają nam o wydarzeniu, które na zwsze zmieniło ich rodzinę. Ta przejmująca, piękna historia została nagrodzona również w konkursie Baby Lejdiz “Opowiedz nam swoją historię”. Zapraszamy do lektury! Rozmawia Gosia Szwed FOT: Prywatne archiwum Klaudyny i Sławka


ROZMOWA ► 13  Lejdiz: Urodziłaś swoje drugie dziecko, jak porównałabyś te dwa porody?

niłam do koleżanki, żeby przyjechała i została z naszym starszym synkiem. Próbowałam dzwonić kilkukrotnie ale nie odebrała telefonu. Skurcze były coraz silniejsze, nagle poczułam, że sączą mi się wody. Mój mąż zadzwonił do drugiej koleżanki, po którą miał pojechać , żeby ta mogła zostać z synkiem, a my w tym czasie pojechalibyśmy do szpitala. Niestety w międzyczasie ból i skurcze tak się nasiliły, że nie mogłam się już ruszyć z łóżka. Poczułam, że znów odchodzą mi wody, więc zebrałam wszystkie możliwe siły i pobiegłam do łazienki. Położyłam się na podłodze i tam już zostałam. Poprosiłam męża żeby przyniósł mi ręczniki bo wiedziałam, że właśnie tu – w mojej łazience, na podłodze, na świat przyjdzie nasza córka…

Klaudyna: To dwa kompletnie różne porody. Pierwszy trwał o wiele dłużej i miałam skurcze krzyżowe, drugi natomiast był super szybki a skurcze miałam brzuszne. Pierwszy odbył się w szpitalu, pod kontrolą lekarzy, drugi w domu, bez opieki medycznej. Z Filipkiem miałam znieczulenie zewnątrzoponowe (epidural), w domu z Mią, niestety żadnego znieczulenia nie było. W przypadku pierwszego porodu wystąpiły komplikacje. Synek miał okręconą pępowinę wokół szyji i nie oddychał po porodzie. Był reanimowany. Mia urodziła się zdrowa, silna, bez żadnych komplikacji, które w tej ekstremalnej sytuacji byłyby poważnym zagrożeniem jej życia. Nagle dostałaś skurczy porodowych, jak często się powtarzały?

Mój mąż zadzwonił na pogotowie zaraz po tym jak znalazłam się w łazience.

Pierwsze skurcze, które poczułam powtarzały się co 6 minut.

Co kazało Wam robić pogotowie podczas oczekiwania na ich przyjazd? Jak się przygotować na ewentualny poród w domu?

Byłaś przygotowana na poród szpitalny. Czy czułaś się przerażona tak szybkim postępem porodu i to w innym miejscu niż zaplanowane? Tak. Bardzo się bałam, kompletnie nie spodziewałam się takiego obrotu całej sytuacji. Nie do końca wiedziałam co się zaraz wydarzy i czy zdążę do szpitala na czas, a jeśli nie, to natychmiast muszę wymyślić plan awaryjny i do niego się zastosować. Jak to się wszystko potoczyło? Tak jak wspomniałam wcześniej pierwsze skurcze poczułam co sześć minut i były to skurcze krzyżowe. Po pół godziny dostałam bardzo bolesnych skurczy brzusznych. Obudziłam męża i zadzwo-

Ból był nie do opisania, trudno tu mówić o opanowaniu. Starałam się oddychać ale nie ukrywam, że nie mogłam powstrzymać krzyku, który wbrew pozorom bardzo mi pomagał. Zaciskałam w rękach to co miałam w pobliżu czyli ręcznik…

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ROZMOWA

Czy zadzwoniliście po pogotowie? Jak szybko się zjawili?

 FOT: Prywatne archiwum Klaudyny i Sławka


ROZMOWA ► 14 Tak naprawdę sami sobie radziliśmy, pani z pogotowia tylko pytała na jakim jestem etapie porodu. Wiedziałam, że muszę zapewnić sobie jak najlepsze w takiej sytuacji, warunki ( świeże ręczniki , mokre chusteczki) i modlić się, żeby pogotowie dotarło jak najszybciej. Pani z pogotowia sama była w szoku gdy usłyszała, ze główka jest już na wierzchu, a w chwilę potem całe dziecko było na zewnątrz. Kazano nam oczyścić ręcznikiem nosek i usta ze zbędnej wydzieliny (w razie potrzeby miałam gotową gruszkę, ale nie była potrzebna), malutka natychmiast zaczęła głośno płakać i równomiernie oddychać. Jak radziłaś sobie z bólem? Ból był nie do opisania, trudno tu mówić o opanowaniu. Starałam się oddychać ale nie ukrywam, że nie mogłam powstrzymać krzyku, który wbrew pozorom bardzo mi pomagał. Zaciskałam w rękach to co miałam w pobliżu czyli ręcznik…

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► ROZMOWA

Kto odebrał poród? Mój mąż wyjął naszą córeczkę na świat, a pogotowie dojechało w kilka minut po fakcie... Pytanie do taty - Sławka: co wtedy czułeś, czy nie wpadłeś w panikę, że musisz sam wyciągnąć dziecko? Miałem chwile zawahania, ale musiałem zachować zimną krew, tak jak robiła to moja żona i dla dobra i bezpieczeństwa naszej córeczki stanąć na wysokości zadania. Wielu panów mdleje na widok krwi, słabnie w czasie porodu a Ty się zmobilizowałeś i pomogłeś urodzić własną córeczkę. Jakie to uczucie?

Najpiękniejsze uczucie na świecie, móc być tak blisko żony i dziecka w czasie jego narodzin. Kto przeciął pępowinę? Pępowinę przeciął dumny tata. Jak urodziłaś łożysko? Dostałam zastrzyk przyśpieszający poród łożyska od położnej , która dotarła na miejsce, w pół godziny od narodzin dziecka. Gdzie w tym czasie był Wasz starszy synek, jak przeżył to całe zamieszanie? Nasz synek był w swoim pokoju. Mój mąż starał się uspokajać go w międzyczasie, gdyż odgłosy cierpiącej mamy bardzo go niepokoiły. Na szczęście całe zdarzenie nie trwało długo i gdy byłam już gotowa, żeby mógł mnie zobaczyć przyszedł do mnie i mocno przytulił z uśmiechem na buzi, a swoją siostrzyczkę cmokał po główce i obserwował z przejęciem. Czy wspominasz swój poród jako traumatyczne przeżycie? Nie. Może to zabrzmieć dla niektórych dziwnie, ale gorzej wspominam mój pierwszy poród, który odbył się w szpitalu. Ten będę wspominać jako niewyobrażalny ból, ale przede wszystkim jako piękne doświadczenie, które niesamowicie zbliżyło calą naszą czwóreczkę, a zwłaszcza mnie i męża. Chyba nie ma już bardziej intymnej sytuacji w której może znaleźć się mężczyzna i kobieta. Jestem ogromnie dumna z mojego męża, że tak wspaniale sobie poradził w tak nietypowej i ekstremalnej sytuacji dla każdego mężczyzny.

Obyło się bez komplikacji? Tak. Mieliśmy naprawdę wiele szczęścia. Ani ja ani córka nie wymagałyśmy natychmiastowej hospitalizacji. Jeszcze tego samego dnia zostałyśmy umówione na wizytę w szpitalu aby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Ja mam ujemną grupę krwi, a więc mam konflikt serologiczny z moim mężem, konieczne więc było ustalenie po kim krew odziedziczyło dziecko. Jeśli po mnie to wszystko w porządku a jeśli po tacie, wtedy ja musiałabym przyjąć trzecią dawkę zastrzyku tzw. anti-d. Na szczęście córeczka ma grupę krwi po mnie, podobnie jak mój synek. Czy element zaskoczenia, szoku nie wpłynął na laktację? Nie. Cała sytuacja nie miała wpływu na mój pokarm. Mogłabym wykarmić nim spokojnie jeszcze jedno dziecko. Co poradzilibyście mamom, które znajdą się w podobnej sytuacji? Byłam bardzo zaskoczona swoim porodem. Pomimo zaskoczenia, zamieszania, bólu i wszystkich emocji przepływających w tym momencie przeze mnie, mój instynkt pozwolił mi tak trzeźwo zareagować na całą sytuację. To chyba on sprawił, że zachowałam trzeźwość umysłu, co pozwoliło mi logicznie myśleć i reagować na to co się dzieje ze mną . Każda kobieta jest inna, ale ja poradziłabym każdej rodzącej, aby zaufała swojemu instynktowi i naturze, bo tak naprawdę to one kierują naszym organizmem podczas porodu. Bardzo dziękuję za szczere wyznania, gratuluję niewątpliwego bohaterstwa w tej sytuacji i życzę wszystkiego co najlepsze w przyszłości Waszej niezwykłej rodzince.


JA NIE STĄD? Skąd? Jeśli mała wielka Europa ojczyzn już nie ma bo nawet opuściła mnie Polska stąd nuta smutku w moich strofach i niespokojny sen wśród rozstań Skąd? Jeśli życie gna do przodu na przekór wszelkim fatalizmom rośnie nam nowa Wieża Babel zapominamy co z Ojczyzną myśląc - czy mieć czy umrzeć z głodu

Poezja,to szczególny rodzaj modlitwy

Poezja,to szczególny rodzaj modlitwy

Skąd wszyscy przyszli? Ci co tutaj budują nowe światy co dnia to znaki czasu czy utopia która prowadzi nas do jutra czy jutro przyjdzie sięgnąć nam dna

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► WYWIAD

WYWIAD ► 15

Skąd zatem jestem? Czy stworzony na wzór Adama trwam w uporze by nie być nigdzie tam gdzie mam złożyć przed Stwórcą pokłon stworzeń Wojciech Jarosław Pawłowski

Katarzyna Campbell: Dzisiaj rozmawiam z Wojciechem Jarosławem Pawłowskim, poetą, z którym miałam okazję spotkać się na wydarzeniu poetycko-muzycznym „Piękni Ludzie” w Birmingham.

 FOT: Prywatne archiwum Wojciecha Pawłowskiego


WYWIAD ► 16 Masz spory dorobek literacki: dziesięć tomików, liczne publikacje prasowe, twoje utwory były publikowane w ponad trzydziestu antologiach i almanachach poetyckich. Skąd czerpiesz inspiracje? Natchnienie czerpię z życia, w różnych jego aspektach. Z własnych doświadczeń, doznań innych ludzi, przekazanych mi osobiście, czy też uzyskanych przeze mnie w trakcie poznawania historii życia ludzkiego. Inspiracje dostarcza mi otaczający świat z całym jego jestestwem. Natchnieniem są również moje przeżycia wewnętrzne, wynikające z dziejącej się rzeczywistości, ze wspomnień tkwiących w pamięci. Czasem też marzenie, pragnienie, dążenie inspiruje mnie do napisania wiersza. Bywało, że tęsknota sprawiała, że sięgałem po niezapisaną kartkę. Jak zaczęła się Twoja historia z poezją? I czym dla Ciebie jest poezja? Moja historia zaczęła się z chwilą - powiedzmy narodzin, choć niektórzy mówią, że z chwilą mojego poczęcia. Kontakt ze słowem pisanym miałem od zawsze. Czytać umiałem w wieku lat pięciu, jako sześciolatek podjąłem naukę w szkole, wtedy było to pewnym ewenementem, a tym bardziej, że mieszkałem na wsi. Od dziecka miałem kontakt z poezją. Wychowałem się na „Balladach i romansach” Wieszcza Adama. Do dziś brzmią w mej pamięci słowa ojca, recytującego mi i rodzeństwu „Powrót taty”, czy też fragmenty „Pana Tadeusza”. Pierwszy wiersz napisałem po maturze, mając 18 lat, ale doprawdy nie pamiętam tego wiersza. Debiut prasowy miałem dopiero piętnaście lat później. Dzisiaj poezja stanowi nieodłączny element mojego życia. Jest częścią mnie, czuję ją, smakuję, zanurzam się w jej otchłani. Jest to taki przyjemny stan i bezkonfliktowy, takie wzajemne przenikanie się światów.

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► WYWIAD

 FOT: Prywatne archiwum Wojciecha Pawłowskiego


WYWIAD ► 17 Do konfliktu dochodzi zazwyczaj wtedy, gdy ktoś próbuje nas rozdzielić, ktoś nieuprawniony, nierozumiejący… Odchodzę, podążam dalej – z moją poezją, szukając na swojej drodze, kogoś, kto zechce iść z nami pod rękę. Poezja rodzi się w dialogu, w rozmowie. W poezji chodzi o mnie i o drugiego człowieka, z którym rozmawiam i który rozmawia ze mną. Jeśli nie ma dialogu słowa ulatują w próżnię. Najpiękniejsze frazy powstają w rozmowach bliskich, rzec by można intymnych. Zatem poezja w dosłowny sposób zbliża ludzi, aż do wzajemnego przeniknięcia się myśli dusz i ciał.

FOT: Prywatne archiwum Wojciecha Pawłowskiego

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► WYWIAD

Kto jest Twoim autorytetem, jeśli chodzi o poezję? Po książkę którego pisarza, poety sięgasz najchętniej? I dlaczego? Moim Mistrzem w poezji jest Cyprian Kamil Norwid. Jego wiersze są dla mnie ponadczasowe i uniwersalne w przesłaniu. Szanuję Jana Kochanowskiego, Dantego, epików greckich, ale to z szacunku do literatury tak w ogóle i do jej twórców. Nie jestem erudytą, więc nie będę mówił, że do snu czytam sonety Petrarki. Bliższa jest mi poezja z ostatnich dwóch wieków literackich. Tak ogólnie mówiąc, to czytam prawie wszystkich poetów z półek bibliotecznych będących w zasięgu ręki. Oczywiście z różnym natężeniem. Są okresy, kiedy nie czytam nic… W zeszłym roku ukazała się antologia „Piękni Ludzie” autorstwa Adama Siemieńczyka, w której masz swoje miejsce. Jak trafiłeś do grupy literacko– artystycznej PoEzja Londyn? Antologia „Piękni Ludzie” jest dowodem na to, że PoEzja Londyn nie jest przelotnym zjawiskiem, powstałym na potrzebę chwili, że nie jest działaniem doraźnym i

koniunkturalnym. Jest to idea, która zgodnie z założeniami jej twórców, rodzeństwa Siemieńczyków, poprzez poezję i inne sztuki łączy ludzi, pomaga przetrwać, zachować tożsamość i ocala... Do PoEzji Londyn trafiłem ponad rok temu i zostałem. Z Adamem i Martą jesteśmy w stanie wykraczającym daleko poza ramy znajomości. Dziś mogę powiedzieć, że jest to etap dojrzałej późnej przyjaźni. Piękni idą w świat i to jest piękne. Właśnie wróciłem z Krakowa i Wiednia. Przetarte kolejne szlaki, otwarte kolejne drzwi i serca dla PoEzji i poetów. W Wiedniu wspaniały wieczór PoEzji z Joanną Jandą, jedną z „Pięknych”. Życie nabiera barw i tempa. Co dalej? W marcu w Londynie prapremiera XIII Światowego Dnia Poezji UNESCO, a po będę, będziemy pisać wiersze...

Mieszkasz na emigracji, czy życie z dala od kraju, wywarło jakiś wpływ na Twoją twórczość? Myślę, że na moją twórczość większy wpływ wywarła „emigracja wewnętrzna” aniżeli jedenaście lat pobytu w Londynie. Uczucie wyobcowania, brak kontaktu z otoczeniem, niemożność porozumienia z drugim człowiekiem bywa bardziej bolesnym we własnym kraju. W przypadku emigracji geograficznej w jakimś stopniu jesteśmy przygotowani, przynajmniej w początkowym jej okresie na te negatywne zjawiska obcości. Jesteśmy niejako pogodzeni. W moim przypadku decyzja o wyjeździe była świadoma. Stan emigracji duchowej, jaki  przeżywałem w Polsce był niejako wymuszony


przez sytuację zewnętrzną, która nie dawała mi komfortu bycia w rodzinnym kraju. Zatem opuściłem miejsce, w którym nie czułem się u siebie. Duch emigracji obecny był w moim rodzinnym domu, gdyż moi rodzice byli tzw. repatriantami z Wileńszczyzny. W pewnym sensie postawa emigranta została przekazana mnie przez matkę i ojca. Stąd tytuł mojej pierwszej książki, wydanej w 1993 roku przez Nauczycielski Klub Literacki we Włocławku „Ja nie stąd”. Czym zajmujesz się na co dzień? W życiu zawodowym, przez wiele lat pracowałem jako zaopatrzeniowiec w spółdzielni, produkującej meble kuchenne. Potem byłem kierownikiem zaopatrzenia w kilku prywatnych firmach budowlanych. Byłem też agentem ubezpieczeń, wolnym strzelcem, piszącym do gazet, pracownikiem przygotowania produkcji okien PCV, nauczycielem religii w gimnazjum, zbrojarzem w Dusseldorfie, malowałem domy w Holandii, montowałem meble ogrodowe w Niemczech, chałupniczo robiłem karmniki dla ptaków, dwa dni byłem ślusarzem, uprawiałem truskawki - mam dyplom rolnika wykwalifikowanego, posądziłem las - po to, by mieć własny. Kilka lat byłem też bezrobotnym, czasem z wyboru, czasem z konieczności. No i pisałem wiersze. A od przyjazdu do Londynu pracuję jako malarz-dekorator w jednej i wciąż tej samej firmie budowlanej. Głównie w swojej twórczości poruszasz tematy: Bóg, wiara, człowiek. Utwory twoje są swoistym rozważaniem nad sensem życia, bycia. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie tym tematem? Mam takie zacięcie filozoficzno-teologiczne. W latach 90-tych XX wieku studiowałem teologię na Papieskim Wydziale Teologicznym we

FOT: Prywatne archiwum Wojciecha Pawłowskiego

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► WYWIAD

WYWIAD ► 18


WYWIAD ► 19

FOT: Prywatne archiwum Wojciecha Pawłowskiego

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► WYWIAD

Włocławku. Naukę przerwałem po zaliczeniu sześciu semestrów tzw. kursu filozoficznego. Na „kurs teologiczny” zabrakło...No właśnie, czego? Moim ideałem było studiowanie, czyli zgłębianie wiedzy, a nie zamulanie umysłu. W efekcie studia straciły dla mnie sens. W młodości miałem ofertę studiowania filozofii marksistowsko-leninowskiej, ale szybko z tego zrezygnowałem, na moje szczęście i nieszczęście. W lutym tego roku ukazał się Twój tomik poezji w języku polskim i angielskim „Modlitwa o deszcz”. Czego może spodziewać się czytelnik sięgając po tę książkę? Pytania o Boga i człowieka; o relacje Boga i człowieka, o relacje człowieka z człowiekiem

są niewątpliwie pytaniem o sens ludzkiej egzystencji, sens ludzkiego życia. „Modlitwa o deszcz” nie stawia pytań wprost. Jest to poetycka próba przedstawienia historii gatunku ludzkiego, poprzez pryzmat ludzkich namiętności. Czy jest to obraz napawający optymizmem...? Jest zapewne skłaniającym do refleksji; czy chociażby zadumy. Osąd pozostawiam czytelnikom. Twoje wiersze to szczególny rodzaj modlitwy o deszcz, chociaż nie tylko. Czy dziękując Bogu zawsze zapalasz wszystkie świece Menory? No cóż, nie jestem Żydem, ani też wyznawca Judaizmu, chociaż wychowany zostałem w religii chrześcijańskiej, która to w pełni jest religią żydowską tak historycznie

jak i kulturowo. Naród żydowski był i wciąż jest Narodem Wybranym przez Boga. Ja przynajmniej nie spotkałem się z dowodami na to, że Bóg zmienił zdanie. Poezja to szczególny rodzaj modlitwy. Nie tylko proszącej o deszcz...jest to również rozmowa człowieka z Bogiem. Jest wyrazem dziękczynienia wierszem. Świece Menory zapalam w słowach wierszy. Tak wyrażam ja swoją wiarę. Rytuały religijne nie są w sferze mojej praktyki. Mam jednak szacunek dla religii i tradycji wiary, chociaż nie mam potrzeby praktyk religijnych. Czym w najbliższej przyszłości będzie się zajmował Wojciech Jarosław Pawłowski? W lutym tego roku krakowska Miniatura


WYWIAD ► 20 opublikowała „Modlitwę o deszcz” w angielsko-polskiej wersji z piękną oprawą graficzną Ryszarda Szilera i tekstem Adama Siemieńczyka „Modlić się o deszcz”. Zapalone świece Menory zainspirowały mnie do wejścia w świat judaizmu. I tak zacząłem pisać kolejny cykl wierszy, który nosi tytuł „Siedem słów”. Jest to poetycka interpretacja teologii Menory. Cykl składa się z jedenastu wierszy. Jest już ukończony i przesłany do tłumaczenia na język angielski. Podjął się tego, tak jak w przypadku „Modlitwy o deszcz” p. Krzysztof Zabłocki z Uniwersytetu Warszawskiego. Aby efekt mojego pisania był pełniejszy, chcę, aby utwory tłumaczone były również na język hebrajski. Publikacja ta jest w fazie projektu, ponieważ brakuje mi środków na honoraria dla tłumaczy.

Wojciech Jarosław Pawłowski, pisarz, poeta - urodził się 9 kwietnia 1959 r. w Przedczu na Kujawach. Absolwent Liceum Ogólnokształcącego im. Ziemi Kujawskiej we Włocławku. Studiował teologię na Papieskim Wydziale Teologicznym. W 1991 roku debiutował w „Magazynie Wileńskim” wierszem „Publiczna egzekucja”.

Menora, czyli modlitwa światła

Autor tomików poezji: „Być”, „Ja nie stąd”, „Droga do tam” „Nie wszystko przemija”, „Róże w ścieżkach pamięci”, „Tobie naprzeciw wychodzę”, „Czas upływa tęsknotami”, „Drogowskazy” (wybór wierszy), „Myśli z oddali”, „Modlitwa o deszcz”. Jego wiersze ukazały się licznych publikacjach prasowych, antologiach i almanachach, między innymi: „Piękni Ludzie”, „Ci poeci”, „Twórcy Regionu”, „Antologia poezji wigilijnej”, „Dla Ciebie”, „Cud, który trwa”.

W dzień na który czekamy nic szczególnego się nie zdarzy świat będzie taki jaki był od pierwszego dnia jak wczoraj powtarzany echem dzień po dniu trwania i przemijania Pierwsza kropla deszczu spadnie niezauważona choć najważniejsza -uświęcając ten dzieńOjciec zapali siedem świec MENORY…

W spektaklu muzyczno-poetyckim „Pastorałki Polskie”, wyreżyserowanym przez Irenę Jun w Teatrze Studio w Warszawie, znalazły się również jego utwory. Od 2002 r. swoje życie związał z Anglią. Mieszka i pracuje w Londynie. Uczestniczy w działaniach londyńskiej grupy literacko–artystycznej PoEzja Londyn.

Wojciech Jarosław Pawłowski Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów twórczych! FOT: Prywatne archiwum Wojciecha Pawłowskiego


08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► REKLAMA

FACEBOOK! Open Scotland.pl - Dołącz do nas!


08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► REKLAMA

REKLAMA ► 22


08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 23

OPEN GALERIA

Pasja według Millie i Kasi


08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 24 Millie przygoda z tańcem Millie Wendy Marsh zawsze tańczyła i z tym chciała właśnie związać swoją przyszłość. Od wczesnych lat dziecinnych, kiedy inne maluchy dopiero stawiają pierwsze kroki, ona już podrygiwała w rytm muzyki. Profesjonalną drogę zaczełyśmy od szkoły tańca towarzyskiego w wieku 3 lat- wspomina jej mama. W ciągu kolejnych czterech lat Millie uczyła się tańczyć, brała udział w licznych konkursach tańca i doskonale radziła sobie z kolejnymi egzaminami. Kocha taniec i zapragnęła także spróbować swoich sił w innym typie tańca- freestyle. W wieku 7 lat rozpoczęła naukę tego typu tańca, bardzo szybko nabierając w nim pewności i ucząc się niezwykle szybko dzięki swoim nauczycielom. Ten typ tańca pasuje do jej osobowości, lubiącej nowe wyzwania i konkurencję. Tańczy zarówno jako solistka ( w sekcji szybkiej), jak i poziomie championów w wolnej sekcji. Freestyle to kombinacja tańca latynoamerykańskiego i gimnastyki artystycznej. Tancerze muszą być zawsze w świetnej formie i niezwykle elastyczni co leży w naturze Millie. Cechą charakterystyczną Millie są jej piękne, duże, niebieskie oczy. Obecnie dołączyła do agencji modelek. Zdjęcia, na których prezentujemy Millie są autorstwa niezwykle uzdolnionej fotografkiKasi Czarczyńskiej (Peek a Boo Photography). Pasja i talent to dwie cechy, które kierują życiem obydwu pań- małej Millie i Kasi- fotografki. Z tego duetu powstała niezwykła sesja, pełna emocji i artyzmu. PRZYGOTOWAŁA | GOSIA SZWED


08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 25

Millie Wendy Marsh. Fot: Kasia Czarczyńska


Millie Wendy Marsh. Fot: Kasia Czarczyńska

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 26


Millie Wendy Marsh. Fot: Kasia Czarczyńska

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 27


Millie Wendy Marsh. Fot: Kasia Czarczyńska

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 28


Millie Wendy Marsh. Fot: Kasia Czarczyńska

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 29


Millie Wendy Marsh. Fot: Kasia Czarczyńska

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► GALERIA

GALERIA ► 30


REKLAMA ► 31

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► REKLAMA

www.openscotland.pl

Serwis informacyjny Open Scotland.pl zaprasza do współpracy osoby przebojowe i dynamiczne, oraz takie które nie boją się wyrażać własnego zdania. Oferujemy: - Możliwość zdobycia doświadczenia w pracy dziennikarskiej na zasadach non-profit - Współpraca w profesjonalnym zespole - Poznanie najnowszych technologii - Promocję własnej osoby - Oferujemy certyfikat poświadczający współpracę. - Serwis nie wyklucza zatrudnienia (okres próbny 6 miesięcy) Oczekujemy: - Umiejętności posługiwania się poprawną polszczyzną - Znajomości języka angielskiego na poziomie komunikatywnym - Zainteresowania szeroko pojętą tematyką kulturalno-społeczną - Sprawnej obsługi programów pakietu MS Office - Kreatywności, zaradności i zapału do pracy - Sumienności i rzetelności - Lekkiego pióra Jeśli uważasz, że to ogłoszenie jest dla Ciebie nie zawahaj się zgłosić swojej kandydatury. Może czekamy właśnie na Ciebie?! Buduj swoje dziennikarskie portfolio z serwisem Open Scotland.pl! Współpraca z serwisem Open Scotland.pl odbywa się na zasadach tzw. dziennikarstwa obywatelskiego i jest bezpłatna.

Fot: Fotolia

Wyślij swoje CV i próbny tekst na adres: ip.openscotland@gmail.com

www.openscotland.pl

Serwis informacyjny Open Scotland.pl oraz Open eBusiness.biz zaprasza do współpracy osoby z doświadczeniem w sprzedaży powierzchni reklamowej. Oczekujemy: - Doświadczenia w sprzedaży powierzchni reklamowej - Samodzielności oraz bardzo dobrej organizacji pracy - Sprawnego posługiwania się Internetem - Sprawnej obsługi programów pakietu MS Office - Znajomości języka angielskiego na poziomie komunikatywnym - Kreatywności i sumienności Oferujemy: - Współpraca w profesjonalnym zespole - Poznanie najnowszych technologii - Udział przy nowych rozwojowych projektach - Wysoką prowizję od sprzedaży powierzchni reklamowej Jeśli uważasz, że to ogłoszenie jest dla Ciebie nie zawahaj się zgłosić swojej kandydatury. Zarabiaj z Nami! Wyślij swoje CV oraz list motywacyjny na adres: ip.openscotland@gmail.com


REKLAMA ► 32

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►REKLAMA

www.openscotland.pl

OPEN POLISH MAGAZINE jesteśmy dostępni w zasięgu...

Fot: Fotolia

dłoni!

*

Nie piszemy małymi literkami! NASZA OFERTA DOSTĘPNA JEST PRZEZ CAŁY ROK! www.openscotland.pl www.openscotland.pl


HISTORIA OPINIA ► 33 08 WYWIAD ► 06► GALERIA ► 30

Operacja „Sztorm-333″

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►HISTORIA

Stoły w największej sali balowej pałacu uginały się od luksusowego jedzenia. Wokół nich zgromadziła się cała rządowa elita kraju, który od dwóch lat staczał się ku wojnie domowej. Była tam wierchuszka afgańskiego Politbiura i najwyżsi dostojnicy Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu wraz z rodzinami. Prezydent Hafizullah Amin był w doskonałym nastroju. Przed kilkoma godzinami spotkał się z jednym z ministrów, Pandszerim, który właśnie wrócił z Moskwy i przywiózł same dobre wieści. Rosjanie przychylili się do prośby Amina i obiecali zwiększyć pomoc wojskową dla swojego środkowoazjatyckiego sąsiada. Co więcej, uwierzyli, że poprzednik Amina, Nur Mohammed Taraki zmarł z przyczyn naturalnych i nie zadawali kłopotliwych pytań. Przyszłość wyglądała więc bardzo obiecująco. Nagle z prawej strony dobiegł go głośny kaszel. Żona jednego z ministrów nagle zbladła i zasłoniła dłonią usta, jakby chciała powstrzymać odruch wymiotny. Amin zmarszczył brwi. Nawet jeśli komuś jedzenie nie smakuje to nie musi tego tak ostentacyjnie okazywać! Kilku innych gości również zaczęło gwałtownie kaszleć. Dwóch członków Politbiura gwałtownie odsunęło się od stołu i zaczęło wymiotować. Prezydent poczuł silne drapanie w gardle,

a jednocześnie dopadł go zawrót głowy. Sięgnął po szklankę z sokiem grejpfrutowym, ale nie zdążył już unieść jej do ust. Zachwiał się na krześle i bezwładnie osunął na podłogę. W połowie lat 70-tych ubiegłego wieku prezydent Afganistanu Muhammad Daud Chan wykonał niezwykłą woltę otwierając swój kraj na współpracę z krajami zachodnimi. Mimo, że współpraca ze Związkiem Radzieckim trwała nadal taki stan rzeczy nie mógł się podobać Moskwie. 27 kwietnia 1978 roku oficerowie afgańskiej armii, w większości przeszkoleni w Związku Radzieckim dokonali zamachu stanu mordując prezydenta wraz z całą rodziną oraz jego najbliższych współpracowników. Z więzień wypuszczono aresztowanych wcześniej działaczy Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu, a władzę w państwie przejął jeden z jej założycieli, Nur Mohammed Taraki cieszący się poparciem władz Związku Radzieckiego. Natychmiast przystąpił do radykalnych reform. Nie oglądając się na tradycyjną strukturę społeczną państwa ogłosił reformę rolną, emancypację kobiet, powszechny obowiązek edukacji i gwałtowną industrializację kraju. Rozpoczął także ostrą kampanię antyreliPrezydent Afganistanu Hafizullah Amin

Pałac Tadżyk-Bet, Kabul, Afganistan, 27 grudnia 1979 roku, godzina 16:00.




REPORTAŻ HISTORIA ►► ►3109 34 GALERIA 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►HISTORIA

Operacja „Sztorm-333″ gijną i zaczął stosować brutalny terror polityczny wobec islamskich duchownych. Na skutki nie trzeba było długo czekać. W kraju wybuchła rewolucja antykomunistyczna, której głównym spoiwem był islam. Niemal połowa afgańskiej armii przeszła na stronę rebeliantów. Stało się jasne, że bez pomocy wojskowej Związku Radzieckiego Taraki zostanie wkrótce obalony. Pomoc zaczęła wkrótce płynąć szerokim strumieniem. Rebelianci opanowali miasto Herat mordując przy okazji kilkudziesięciu Rosjan – głównie inżynierów, lekarzy i mechaników. W odwecie afgańskie lotnictwo zbombardowało Herat, po czym weszły do niego siły rządowe mordując około 20 tysięcy ludzi. To jednak nie uspokoiło sytuacji, a wręcz ją zaogniło. Rząd Tarakiego zaczął coraz częściej zwracać się o pomoc do Związku Radzieckiego zdając sobie sprawę, że sam nie da sobie rady z rebelią. Taraki zajęty walką z opozycją nie zauważył, że jego największy wróg znajduje się w najbliższym otoczeniu. Premier i minister obrony Afganistanu Hafizullah Amin już od jakiegoś czasu rozszerzał swoje wpływy w policji i wojsku. We wrześniu 1979 roku Taraki udał się z kolejną wizytą do Moskwy. Krótko po powrocie został zamordowany na rozkaz Amina. Jego rządy niewiele się różniły od rządów Tarakiego. Podobnie jak poprzednik na masową skalę stosował terror polityczny i równie często domagał się pomocy Związku Radzieckiego.

Rosjanie zaczęli tracić cierpliwość. Widzieli, jak ich południowy sąsiad stacza się nieuchronnie ku wojnie domowej, a nowy prezydent nie zdołał zyskać ich zaufania. Po pierwsze okłamał ich co do śmierci Tarakiego – wmówił im, że ten zmarł z przyczyn naturalnych. Po drugie raził ich jego radykalizm. Po trzecie na Kremlu zaczęto podejrzewać, że jest on w istocie agentem CIA. Breżniew postanowił zastąpić go bardziej stonowanym i uległym politykiem. Jego wybór padł na byłego wiceprzewodniczacego Rady Rewolucyjnej Afganistanu i wieloletniego agenta KGB Babraka Karmala. Rosjanie bardzo starannie przygotowali się do zbrojnej interwencji w Afganistanie. Mieli doświadczenie w takich operacjach – wystarczy wspomnieć rok 1956 na Węgrzech oraz 1968 w Czechosłowacji. W marcu 1979 roku na lotnisko w Bagramie, około 50 kilometrów na północ od Kabulu przybył batalion spadochroniarzy oraz dywizjon samolotów zwiadowczych, które rozpoczęły loty nad terytorium kraju. W sierpniu tego samego roku na czele grupy 60 oficerów zjawił się tam generał Iwan Pawłowski – dowódca radzieckich wojsk lądowych. Wraz z towarzyszącymi mu planistami objechał cały kraj, notując spostrzeżenia. W listopadzie zaś do Kabulu przybył batalion komandosów Specnazu, który dołączył do oddziałów chroniących pałac Tadżyk-Bet – rezydencję prezydenta. Żołnierze tego elitarnego batalionu zostali starannie dobrani. Wszyscy pochodzili z azjatyckich republik

ZSRR i każdy z nich biegle władał przynajmniej jednym językiem używanym w Afganistanie – pasztu, dari, tadżyckim lub uzbeckim. Byli ubrani w mundury afgańskiej armii. Ponadto w Kabulu zjawiły się dwie trzydziestoosobowe grupy komandosów z jednostki specjalnej Alfa. Te operacje znacznie ułatwił sam Hafizullah Amin, który bezustannie domagał się zwiększenia radzieckiej obecności wojskowej w kraju widząc w Rosjanach ostatnią deskę ratunku dla swojego podupadającego reżimu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że przygotowuje stryczek na własną szyję. Do inwazji na Afganistan Rosjanie wyznaczyli oddziały nowopowstałej 40 Armii składającej się z dwóch dywizji zmotoryzowanych, dywizji powietrznodesantowej i kilku samodzielnych brygad szturmowych. Spadochroniarze mieli opanować Kabul i zająć główne lotniska, a oddziały lądowe miały dokończyć robotę pacyfikując miasta i zabezpieczyć ważniejsze drogi. Operacja przerzucania wojsk do Afganistanu rozpoczęła się 25 grudnia 1979 roku i trwała dwa dni. Do Kabulu i Bagramu drogą powietrzną dotarła  103 Dywizja Powietrznodesantowa i 345 Samo-


HISTORIA OPINIA ► 35 08 WYWIAD ► 06► GALERIA ► 30

Operacja „Sztorm-333″

Pałac Tadżyk-Bet w 1987 roku. Obecnie to ruina. Fot. Michaił Ewstafiew

dzielny Pułk Spadochronowy, a po moście pontonowym zbudowanym przez saperów na Amu-darii przejechały oddziały 108 Dywizji Zmotoryzowanej. Doszło do pierwszych walk – radzieccy zwiadowcy opanowali kluczową przełęcz Salang tracąc 12 zabitych.

Kabul musiał być zdobyty błyskawicznie. Planiści wyznaczyli 13 kluczowych celów, które musiały być opanowane w tym samym czasie. Były to m.in. Pałac Tadż-Bek (siedziba prezydenta), Ministerstwo Obrony, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, budynek Sztabu Generalnego, siedziba afgańskiej policji

politycznej KAM, siedziba radia i telewizji oraz więzienie Pul-e Charki. Cele były rozrzucone po całym mieście. Do ich opanowania wyznaczono 13 grup złożonych z komandosów Specnazu, spadochroniarzy, radzieckich doradców wojskowych przebywających w Afganistanie od dłuższego czasu oraz miejscowych afgańskich pomocników. Sygnałem do rozpoczęcia akcji miało być wysadzenie w powietrze węzła telekomunikacyjnego znajdującego się w głównym budynku poczty. Dowódcy wszystkich oddziałów dostali pełną swobodę operacyjną. Od nich zależało, w jaki sposób opanują przydzielone im cele. Sami mieli przeprowadzić zwiad, opracować szturm i przygotować drogi ewakuacji. Najważniejszym i najtrudniejszym do opanowania celem był pałac Tadżyk-Bet. Rosjanie otrzymali rozkaz zabicia Amina, a ponieważ on rzadko wychylał się ze swojej siedziby stało się jasne, że nie obędzie się bez szturmu na nią. Pałac znajdował się na szczycie wzgórza na południowych obrzeżach Kabulu. Droga dojazdowa do niego wiła się serpentyną wokół wzgórza, a wzdłuż

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►HISTORIA




REPORTAŻ GALERIA HISTORIA ►► ►3109 36 08 | 02 | 2013 | OPEN ► 04 ► GALERIA

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►HISTORIA

Operacja „Sztorm-333″ niej rozlokowane były posterunki armii afgańskiej. Ochrona osobista Amina wywodziła się z plemienia Ghizlaj – tego samego, z którego on sam pochodził. Większość najbliższych ochroniarzy była powiązana z prezydentem więzami krwi. W skład oddziałów chroniących najbliższe otoczenie pałacu wchodził wspomniany już „batalion muzułmański” Specnazu. Agenci KGB zdołali przedostać się w najbliższe otoczenie prezydenta. Mimo tego Rosjanie zdawali sobie sprawę z tego, że zabicie Amina nie będzie zadaniem łatwym. Rozważali desant z helikopterów bezpośrednio na dach pałacu, jednak zrezygnowali z tego planu. Dach był bowiem bardzo stromy, a o tej porze roku pokryty warstwą lodu. W dodatku na okolicznych wzgórzach znajdowały się stanowiska artylerii przeciwlotniczej. Pałac będzie więc trzeba opanować z ziemi. Plan zakładał, że dwie kompanie z muzułmańskiego batalionu Specnazu wsparte kompanią spadochroniarzy uderzą na oddziały afgańskiej armii zabezpieczające najbliższe otoczenie pałacu. Trzecia kompania razem z komandosami Alfy podzielonymi na dwie trzydziestoosobowe grupy o kryptonimach „Grom” i „Zenit” ruszy bojowymi wozami piechoty w stronę pałacu. Datę ataku wyznaczono na 27 grudnia 1979 roku, godz. 19:30. W nocy z 26 na 27 grudnia przyszły marionetkowy prezydent Afganistanu Babrak Karmal został w sekrecie przetransportowany z Moskwy do Kabulu

wraz z członkami swojego gabinetu. Zostali ukryci w radzieckiej ambasadzie, a nad ranem przewiezieni w konwoju wojskowym na teren bazy w Bagramie. Po południu 27 grudnia prezydent Amin wydał uroczyste przyjęcie dla najwyższych dostojników państwowych i ich rodzin. Miał powody do zadowolenia – był pewien, że z pomocą Rosjan wkrótce rozprawi się z rebeliantami, a jeden z jego ministrów, który niedawno wrócił z Moskwy zapewnił go, że kremlowscy towarzysze darzą go zaufaniem i są zadowoleni z rozwoju sytuacji w Afganistanie. Wkrótce miał się przekonać na własnej skórze, jak bardzo się mylił. Podczas przyjęcia zaczęły dziać się bardzo niepokojące rzeczy. Goście nagle dostali torsji, a większość z nich straciła przytomność. Wśród nich był także prezydent Amin. Jedzenie było zatrute. Amin wiecznie obawiający się zamachu ze strony rebeliantów zatrudnił rosyjskich kucharzy, których darzył zaufaniem. Ci jednak przede wszystkim byli posłuszni swoim moskiewskim mocodawcom. Otrucie Amina było pomysłem KGB na złamanie oporu ochrony osobistej prezydenta i ułatwienie zadania oddziałom szturmowym. Jednak ten pomysł nie do końca wypalił… Amin był na diecie i jadł niewiele. W związku z tym niewielka ilość trucizny przedostała się do jego organizmu. Ochroniarze natychmiast wezwali lekarzy z centralnego szpitala wojskowego.

Obydwaj lekarze byli Rosjanami. Doktorzy Aleksiejew i Kuznieczenkow zostali sprowadzeni do Kabulu na osobistą prośbę Amina. Nie wiedzieli nic o planach likwidacji prezydenta i natychmiast zabrali się do ratowania mu życia. Amin leżał nieprzytomny w jednym z pokojów. Miał ledwo wyczuwalny puls. Lekarze założyli mu kroplówki i ostrożnie przenieśli go do sypialni. Tam Amin odzyskał przytomność. Masowe zatrucie gości postawiło ochronę osobistą prezydenta w stan najwyższej gotowości. Podwojono obsadę posterunków wewnątrz pałacu i usiłowano powiadomić kabulski garnizon o wydarzeniach w pałacu. Na próżno. Garnizon był już otoczony przez radzieckich spadochroniarzy i nie było z nim łączności. Jest godzina 19:15 – do generalnego ataku został jeszcze kwadrans. Niedaleko koszar afgańskiego 3 Batalionu wchodzącego w skład ochrony najbliższego otoczenia pałacu przejeżdża ciężarówka z 12-osobowym oddziałem Specnazu dowodzonym przez kapitana Sachatowa. Widzi on, że batalion jest postawiony w stan gotowości. Na placu apelo-  wym stoi komendant wraz z zastępcami, a żołnie


REPORTAŻ 10 HISTORIA ► 37

Operacja „Sztorm-333″

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►HISTORIA

dwie kilkanaście sekund. Po piętnastu minutach Kabulem wstrząsnęła potężna eksplozja. Afganistan został odcięty od świata, a Rosjanie ruszyli do ataku na wcześniej wybrane cele. Zgodnie z planem specnazowcy z 2 i 3 kompanii „batalionu muzułmańskiego” uderzyli na oddziały afgańskie zabezpieczające teren wokół pałacu. Jednocześnie w stronę siedziby prezydenta ruszyły bojowe wozy piechoty z komandosami „Gromu” i „Zenita”. Ochrona osobista prezydenta szybko zorientowała się w sytuacji i otworzyła ogień z karabinów maszynowych. BWP-y odpowiedziały ogniem z armat kalibru 73mm. Obrońcom udało się zapalić jeden pojazd i zabić kilku napastników. Reszta jednak wkrótce dotarła do pałacu. Komandosi wyskoczyli z pojazdów i rozpoczęli szturm przez drzwi i okna. Mieli na sobie grube kamizelki przeciwodłamkowe, a ochrona osobista Amina dysponowała głównie niemieckimi pistoletami maszynowymi HK MP5. Ich pociski nie były w stanie przebić rosyjskich kamizelek. Komandosi „Gromu” i „Zenita” wdarli się do budynku. Jedna grupa opanowała parter, a druga wbiegła na piętra. W środku rozpętało się piekło. Komandosi po kolei wrzucali granaty do każdego pomieszczenia, po czym zasypywali wnętrze gradem pocisków z kałasznikowów. Nie oszczędzano nikogo. Prezydent Hafizullah Amin przebywał w swojej sypialni na najwyższym piętrze pałacu. Był już całkowicie przytomny. Miał na sobie spodnie od pidżamy

i podkoszulek. W jego rękach tkwiły wenflony od kroplówek i poruszał się dźwigając stojak, z którego zwisały woreczki z glukozą. Pięcioletni syn trzymał się kurczowo jego nogi. - Trzeba natychmiast zawiadomić Rosjan! – powiedział do swojego adiutanta. - Przecież to Rosjanie strzelają! – padła odpowiedź. - Kłamiesz! To niemożliwe! – wrzasnął Amin i rzucił w adiutanta popielniczką. Podniósł słuchawkę telefonu, ale łączność została już odcięta. Po chwili do sypialni wpadli radzieccy komandosi… Amin został zabity, a wraz z nim zginęli jego synowie – pięcio- i ośmioletni. Rosjanie stracili pięciu ludzi, w tym dowódcę pułkownika Grigorija Bojarinowa, który poległ z rąk własnych żołnierzy. Specnazowcy mieli na sobie afgańskie mundury, jednak aby nie razić swoich założyli na ramiona białe opaski. W ferworze walki nie zawsze zdawały one egzamin… W ataku poległ także jeden z radzieckich lekarzy, który wcześniej ratował Amina. Innym trudnym do opanowania obiektem był budynek sztabu generalnego afgańskiej armii. O godzinie 19:00, pół godziny przed generalnym szturmem  przed siedzibą sztabu zaparkowało kilka samo-

rze batalionu pobierają broń i amunicję. Kapitan Sachatow podejmuje nagłą decyzję. Ciężarówka wjeżdża przez bramę do koszar, hamuje tuż przy afgańskim dowódcy, specnazowcy wyskakują, wciągają do środka komendanta wraz z zastępcami, po czym pojazd rusza zostawiając za sobą chmurę kurzu i osłupionych afgańskich żołnierzy. Ciężarówka wspina się na wzgórze, a za nią rusza w pościg cały batalion. Sachatow tylko na to czeka. Po kilkuset metrach każe kierowcy zatrzymać się. Specnazowcy wyskakują i ogniem karabinów maszynowych masakrują nacierających z dołu, pozbawionych dowództwa Afgańczyków. W powietrze lecą czerwone flary, a eter wypełnia się rosyjskimi komendami, w których powtarza się kryptonim akcji – „Sztorm-333″. Około pół godziny przed tymi wydarzeniami spod ambasady radzieckiej w Kabulu ruszył konwój terenowych gazików kierujący się w stronę poczty głównej. Przy niej, w niewielkim budyneczku znajdował się najważniejszy węzeł telekomunikacyjny w kraju. W gazikach jechało dziesięciu komandosów z grupy „Zenit” oraz tłumacz. Kiedy podjechali w pobliże poczty tłumacz zagadał afgańskich strażników i odciągnął ich od budynku, do którego podkradło się dwóch specnazowców. Drzwi były zamknięte na kłódkę, którą trzeba było przeciąć. Żołnierze wrzucili do środka plecak wyładowany materiałami wybuchowymi z zapalnikiem czasowym nastawionym na 15 minut. Potem starannie zamknęli drzwi i zawiesili na nich kłódkę. Cała operacja trwała zale-


HISTORIA ► 38

Operacja „Sztorm-333″

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ►HISTORIA

na, w której Yakub został ranny, a kilku żołnierzy afgańskich zostało zabitych. Komandosi, którzy pozostali na parterze budynku zabarykadowali drzwi wejściowe i stłumili słaby opór Afgańczyków seriami z kałasznikowów. Kable telefoniczne zostały przecięte. Po krótkiej walce budynek został opanowany. Siedzibę radia i telewizji opanował oddział zwiadowczy z 345 Samodzielnego Pułku Spadochronowego wspomagany przez dziewięciu komandosów Specnazu. Rosjanie wyjątkowo starannie przygotowali się do szturmu. Major Anatolij Riabinin z KGB kilkakrotnie odwiedził to miejsce udając inżyniera – specjalistę od łączności. Zebrane przez niego informacje posłużyły do opracowania szczegółowego planu ataku. Obiekt był bardzo dobrze chroniony, a na jego terenie parkowało kilka czołgów i wozów bojowych piechoty. Rosjanie postanowili uderzyć z zaskoczenia. Spadochroniarze staranowali bramę transporterem opancerzonym i za pomocą granatników przeciwpancernych w mgnieniu oka zniszczyli zaparkowane czołgi i wozy bojowe. Specnazowcy wbiegli do budynku i po kilkunastominutowej walce opanowali go. Zgromadzili cały personel w jednym pokoju i uruchomili urządzenia nadawcze. W eter popłynęło nagrane w moskiewskim studiu telewizyjnym orędzie nowego prezydenta Afganistanu Babraka Karmala. Operacja opanowania kluczowych punktów Kabulu trwała zaledwie około godziny. Rosjanie osiągnęli

wszystkie zakładane cele. Operacja „Sztorm-333″ zakończyła się wielkim sukcesem dzięki starannemu planowaniu, użyciu doskonale wyszkolonych jednostek i świetnej współpracy między nimi. Ten sukces rozpoczął jednak krwawą wojnę, która trwała dziewięć lat i pochłonęła życie piętnastu tysięcy żołnierzy radzieckich i ponad miliona Afgańczyków. Autor: Mateusz Biskup http://blogbiszopa.pl/ Źródło: Lester W. Grau, The Take-Down of Kabul: An Effective Coup de Main, http://www.globalsecurity.org, Dostęp 2.03.2013. Soviet war in Afghanistan, http://en.wikipedia.org, Dostęp 2.03.2013. Hafizullah Amin, http://en.wikipedia.org, Dostęp 2.03.2013.

chodów z radzieckiej ambasady, z których wysiadło kilkunastu ludzi. Oficjalnie przybyli tam jako asysta generała Riabczenki, dowódcy 103 Dywizji Powietrznodesantowej, który miał się spotkać z naczelnym dowódcą sił afgańskich, generałem Yakubem. Riabczenko wraz z adiutantami i tłumaczem weszli do gabinetu generała na piętrze, a ich obstawa pozostała na parterze i wdała się w pogawędki z afgańskimi żołnierzami. Riabczenko i Yakub zaczęli omawiać kwestie wzajemnej współpracy. Po kilkunastu minutach adiutanci Rosjanina, generałowie Własow i Kostenko pod jakimiś pretekstami opuścili gabinet. Riabczenko w towarzystwie tłumacza i majora Rozina kontynuowali rozmowę z Afgańczykiem. Riabczenko zachowywał się naturalnie, ponieważ celowo nie powiadomiono go o akcji. O godzinie 19:30 powietrzem wstrząsnął ogromny wybuch – to komandosi Specnazu wysadzili węzeł telekomunikacyjny. Generał Yakub sprawiał wrażenie, jakby to wydarzenie nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, jednak po chwili rzucił się do stojącego w rogu pokoju stołu, na którym leżał jego pistolet maszynowy. Major Rozin zdołał go dopaść i usiłował powalić na ziemię. Nie było to łatwe – generał Yakub był potężnie zbudowanym mężczyzną, a na dodatek miał za sobą intensywny trening w Wyższej Szkole Dowódczej Wojsk Powietrznodesantowych w Riazaniu. Do pokoju wpadło kilku Afgańczyków, a za nimi pojawili się specnazowcy. Wywiązała się strzelani-


Czarodzieje życia

KULTURA ► 39

Felieton ► Beata Waniek

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► FELIETON

a oczy tracą figlarny błysk. Marzenia o podróżach na inne galaktyki zamieniamy na pragnienie zakupu czegokolwiek. Nieskończone dziecięce możliwości rozmieniamy na drobne, a co najgorsze wydaje nam się to normalną koleją rzeczy. Na szczęście żyją na tym świecie ludzie, którzy nie pozwalają skurczyć się własnym marzeniom. To prawdziwi czarodzieje życia. Potrafią z każdej chwili wycisnąć to co najlepsze. Jak pewien mężczyzna, który ma ogród pełen ślimaków. Nie walczy z nimi. Na skorupkach wypisał im imiona i kiedy z żoną siadają na tarasie przy kawie, doskonale wiedzą, że w odwiedziny wpadł do nich właśnie ślimak Maurycy. Niewielu z nas wpadłby do głowy tak oryginalny pomysł, ale wielu zapewne popukałoby się w czoło i zapytało po co to wszystko. Ale czy w życiu „Nie można zrobić czegoś bez celu? Tak sobie, bo ci to przypada do gustu!” Znajomy ślimaków na pewno nie

„Zdaje ci się, że jesteś wolny, ale nie przecinasz powroza. A jeśli człowiek nie przetnie swych więzów... (...) Czego ci brak? Jesteś młody, masz forsę i zdrowie, jesteś fajny chłop, niczego ci nie brak, u diabła! Jednego ci tylko trzeba. Odrobiny fantazji. Bo jeśli tego brak szefie... – pokiwał wielką głową i znowu zamilkł. O mały włos nie zapłakałem. Wszystko, co mówił Zorba, było słuszne... Jako dziecko byłem pełen fantazji. Marzenia moje przekraczały wtedy ludzką miarę. Nie mieściłem się w granicach istniejącego świata. Stopniowo z upływem czasu stawałem się rozsądniejszy. Wytyczałem granice, zacząłem odróżniać możliwe od niemożliwego, ludzkie od boskiego, trzymałem się mocno mego powroza, żeby mi się nie wymknął.” Grek Zorba, to jeden z moich ulubionych bohaterów. Przyglądając się Zorbie zawsze zadaję sobie pytanie o to kiedy dorastamy i czy warto porzucić na zawsze nasze wewnętrzne dziecko? Najczęściej tak postępujemy. Jako dzieci rozpościeramy szeroko ramiona i wydaje nam się, że cały fascynujący świat należy do nas. Potem ulice się kurczą, ramiona opadają,

Beata Waniek – autorka dwóch książek dla młodzieży: „Majowy weekend” i „Zośka”; opiekunka młodzieżowej grupy teatralnej Ekstrakt; miłośniczka dobrej muzyki, filmu, teatru, czerwonego wina i długich rozmów z ludźmi Fot: Beata Waniek


KULTURA ► 40

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► FELIETON

zadaje sobie pytań o cel wszystkiego. Podobnie jak Zorba, czy pewna kobieta, która wraz z przyjacielem w dwa dni objechała całą Warszawę na hulajnodze. To właśnie ludzie kreujący świat wokół siebie. Artyści życia, którzy mają świadomość, że należy wykorzystać każdą chwilę. Nie są przy tym infantylni czy nieodpowiedzialni, jak mogłoby się wydawać. Mają własne zmartwienia, ale jednocześnie nie poddają się rutynie codzienności. A co najważniejsze potrafią zarazić optymizmem, radością innych. Przy czarodziejach życia świat nabiera blasku, wszystko wydaje się możliwe. Opuszczone ramiona, jak w dzieciństwie unoszą się w górę. „Słuchając Zorby, czułem jak świat odzyskuje pierwotną świeżość, (...) wszystko wracało do pierwotnego, tajemniczego źródła.” Jeśli mamy szczęście spotkać na swej drodze takich ludzi, zmienia się nasze widzenie świata. Łatwo wówczas zrozumieć prostą prawdę, że bycie człowiekiem oznacza wolność. Bo każdy z nas ma wybór: czy będzie żył na tyle, na ile pozwoli mu długość sznurka, czy zerwie go i będzie swobodnie wędrował. Nam zaplątanym w niewolę „wypada – nie wypada’. Trudno zrozumieć i zaakceptować wolność innych. Często traktujemy ich jak dziwaków, oderwanych od rzeczywistości. A może to nie oni, a my jesteśmy dziwaczni i śmieszni? Każdy wybiera własny sposób na życie. Ważne tylko, aby nikogo nie skrzywdzić.

Fot: repertuar-kinowy.com/repertuar,grek-zorba.html


Joanna Janda. FOT: Prywatne archiwum

Urodziła się w Krakowie 3 kwietnia 1953 roku. Od prawie trzydziestu lat mieszka w Wiedniu. Maturę zdała w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Zofii Nałkowskiej w Krakowie i tu również, w roku 1977 otrzymała dyplom korespondenta w językach obcych. Debiutem literackim Jandy są „Wspomnienia mojego ojca obrazami pamięci malowane” (Wyd. UJ, 2006), w których przedstawia lata chłopięce i młodość swojego ojca, byłego działacza Armii Krajowej. W roku 2008 ukazała się kolejna pozycja książkowa, tym razem powieść o tematyce współczesnej pt. „Kłamczucha”, wydana przez bydgoską Brantę. Kolejna, zatytułowana „Wbrew przeciwnościom”, przechodzi fazę czytania redakcyjnego. W listopadzie 2006 roku powstały pierwsze wiersze Jandy, które prezentowane były na forum internetowych portali poetyckich, a także na stronie literackiej londyńskiego dwutygodnika „The Polish Observer”, który podobnie jak miesięcznik polonii austriackiej „Polonika” i londyński „Dziennik Polski”, zapoznały czytelników z twórczością Jandy publikując na swoich łamach wiersze i wywiady z nią przeprowadzone. Sylwetka poetki zaprezentowana została w antologii poezji emigracyjnej „Piękni Ludzie” autorstwa Adama Siemieńczyka, założyciela i lidera grupy artystycznej PoEzja Londyn, z która Jandą jest związana od roku 2010. W październiku 2012 roku nakładem krakowskiego Wydawnictwa Siwobrodych Poetów „Miniatura” ukazał się debiutancki tomik poezji Joanny Jandy pt. „Wieczorny ratunek sumienia”. W lutym bieżącego roku, podczas spotkania poetyckiego w Wiedniu, autorka czytała swoje wiersze wspólnie z zaproszonym na ten wieczór poetą Wojciechem Jarosławem Pawłowskim, który również zaprezentował swój poemat „Modlitwa o deszcz” wydany właśnie przez krakowską Miniaturę. Oboje zapoznali miłośników poezji z ideą PoEzji Londyn, zaprezentowali antologię poezji emigracyjnej „Piękni ludzie” Adama Siemieńczyka, która jest

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► POEZJA

POEZJA ► JOANNA JANDA

KULTURA ► 41


KULTURA ► 42 swoistą wizytówka około pięćdziesięciu poetów piszących na emigracji, opowiedzieli o dalszych zamierzeniach PoEzji Londyn i wydarzeniach, które będą kontynuacją prezentacji poetów i artystów tworzących pod jej skrzydłami. Kolejny zbiór poezji Joanny Jandy, „Wyrok dla dwojga”, opatrzony słowem wstępnym zapisanym przez Wojciecha Jarosława Pawłowskiego ukaże się wkrótce już nakładem krakowskiej „Miniatury”.

Z tomiku „Wieczorny ratunek sumienia“ Wyd. Miniatura, Kraków 2012

impresja w pustej ramie po obrazie usuniętym starannie przez dawne przeżyte już teraz nieważne

Oto fragment przedsłowia wprowadzający czytelnika w tematykę „Wyroku dla dwojga”:

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► POEZJA

/…/

Diagnoza schizofreniczności świata bohaterów wierszy Joanny Jandy może okazać się prawdą o rozpadającym się świecie, w którym relacje miedzyludzkie są kalekie, pozbawione miłości, uczciwości, wierności. Kiedy wspomnienia są jak rozlany sen jak odnaleźć się w teraźniejszości? Ukryć się kokonie własnego „ja”, wyemigrować do wewnątrz siebie, postawić mur niewidzenia, nieczucia, czy też jak czyni to Janda, wyjść naprzeciw światu i drugiemu człowiekowi w słowie, w poezji?

w zawisłej w prawym górnym rogu szarej nitce płótna z blejtramu o treści wtedy w zapisie bardzo ważnej w pustej ramie eteryczna akwarela wyobraźni

/…/ Wojciech Jarosław Pawłowski Londyn,Perivale,Hanwell ,05.01.2013 Joanna Janda. FOT: Prywatne archiwum

POEZJA ► JOANNA JANDA

w smudze kurzu osiadłej przed laty na pozłótce jak słodka śmietanka nim zaschnie w skorupę kożucha


KULTURA ► 43 ich niepewne drżenie gwałtowna muzyka słów głośniejsza od pulsowania aorty aż w skroniach coś pęka

spotkałam dzisiaj miłość aleją parkową szła przez ogród botaniczny (ten w Schönbrunnie, sam wiesz…)

i cisza opada

pomału ostrożnie szła omijając wyboje kałuże kamienie i pył

i leży zwinięta w pościeli w kłębek spełnienia jak w jedwabnym kokonie ukryta dla wspomnień

za rękę trzymała go mocno oplatała palcami zdobionymi w pierścienie z artretycznych zmian

Wiersz z mającego sie wkrótce ukazać tomiku „Wyrok dla dwojga“

rozlany sen (parafraza)

on (narzeczony) bezbarwnym spojrzeniem odgarniał z jej włosów natrętny wiatr

wśród mgły horyzontu ciężar chmur z grubego kartonu przybity do nieba gwoździem tkwi w krwawych ranach zachodu

spotkałam dzisiaj miłość aleją parkową szła przez ogród botaniczny jak w przysiędze – do kresu dnia

błądząc śladem cieni frywolna rusałka nęci bezgłośnym echem kochanka do lekkiego slowfoxa on w matowej czerni smokingu kroplą słodyczy tokaju zwilżywszy blade usta odpływa z panną w muślinach w takt trzy-czwarte po wodzie

gdy cisza opada unoszę z obłoku snu rozbudzone powieki muśnięte szorstkością twojego policzka w oddechu błądzącym nad ustami odżywa cała nocna magia namiętności słodko waniliowy zapach świecy z tańczącym na ściane płomieniem unoszą nasze ciała w takt samby podany batutą niecierpliwości

na piasku wilgotnym nieuwagą trącony kielich wina siniec stłuczenia zabarwia fioletem

twoje dłonie Joanna Janda. FOT: Prywatne archiwum

POEZJA ► JOANNA JANDA

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► POEZJA

spacer


08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► KULTURA

KULTURA ► 44

Jean Arp, S’élevant (Rising up), 1962, Scottish National Gallery of Modern Art, Marcel Duchamp, Fountain, 1917/64, Kolekcja D. Daskalopoulosa Robert Rober, A Pair of Basinless Sinks, 1986, Kolekcja D. Daskalopoulosa

► WYSTAWA FROM DEATH TO DEATH AND OTHER SMALL TALES MASTERPIECES FROM THE SCOTTISH NATIONAL GALLERY OF MODERN ART AND THE D.DASKALOPOULOS COLLECTION 15 grudnia 2012 - 8 września 2013 Scottish National Gallery of Modern Art Edynburg | 75 Belford Road | Wstęp wolny Scottish National Gallery of Modern Art ma zaszczyt przedstawić dużą wystawę, skupiającą prace jednej z najważniejszych kolekcji sztuki współczesnej, kolekcji

Ernesto Neto, It Happens When The Body Is Anatomy Of Time, 2000, Kolekcja D. Daskalopoulosa

Dimitrisa Daskalopoulosa, wraz z najważniejszymi dziełami ze szkockiej kolekcji narodowej z galerii Modern Art. Ta innowacyjna wystawa, której kuratorką jest Keith Hartley, naczelny kustosz National Gallery of Modern Art, obejmuje ponad 120 prac, a także tworzy nowy i dynamiczny kontekst dla obu kolekcji. Wśród wspólnych tematów, które są poruszane przez rozległe zasoby Daskalopoulosa, pojęcie ciała jako źródła kreatywności jak i egzystencjalnej, społecznej i ideologicznej walki jest fascynującym i wielokrotnie rozpatrywanym motywem. Wystawa ta oferuje wyjątkową okazję do odkrywania licznych i różnorodnych metod, które artyści podjęli przez kilka dziesięcioleci, mając do czynienia z tym najbardziej podstawowym z tematów. Tytuł wystawy został zaczerpnięty z prac Josepha Beuysa i jego też bogaty zbiór dzieł będzie można

oglądać, jak i artystów takich jak: Bellmer, Balthus, Otto Dix, Magritte and Picasso, dla których ciało stanowiło silną inspirację. Celem wystawy jest ukazanie podobieństw i różnic pomiędzy obu zbiorami. Jest to swoista konfrontacja pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, rzeźbą i malarstwem, wielką ekspresją i formą minimalną, gdzie motywem przewodnim jest ludzkie ciało. Z kolekcji Dimitrisa Daskalopoulosa zostały wybrane prace światowej sławy artystów takich jak: Marina Abramovic, Matthew Barney, Joseph Beuys, Louise Bourgeois, Helen Chadwick, Marcel Duchamp, Robert Gober, Paul McCarthy, Ana Mendieta, Mike Kelley, Sarah Lucas, Paul McCarthy. Wystawa uwypukla znaczenie ciała jako tematu w XX i XXI wieku i pozwoli widzom zobaczyć wiele, światowej klasy, dzieł sztuki, które nigdy wcześniej nie widziano w Szkocji.


KULTURA ► 45

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► KULTURA

Głos Polskiej Kultury z siedzibą w Birmingham oraz International Polish Artists Association (IPAA) z siedzibą w Londynie ogłaszają I Ogólnoświatowy Konkurs Poetycki o statuetkę szklanego pióra pod hasłem “MŁODZI POECI”.

Organizowany jest konkurs poetycki o charakterze otwartym - mogą w nim brać udział dzieci do 14 roku życia. 1. Na Konkurs należy nadesłać zestaw 3 wierszy własnych, nigdzie dotąd niepublikowanych i nienagrodzonych w innych konkursach, na adres e-mail: teksty@e-sztuka.com | z dopiskiem – młodzi poeci. 2. W treść e-mail należy wpisać: imię i nazwisko autora wierszy, wiek oraz kraj. 3. Wiersze (wszystkie w jednym pliku tekstowym) należy dołączyć do treści e-maila w formie załącznika. 4. Termin nadsyłania wierszy upływa 30 kwietnia 2013. Konkurs przebiegać będzie w dwóch etapach. W I etapie konkursu, zostanie wyłonionych 50 najlepiej piszących młodych poetów, spośród których w II etapie, jury wybierze 5-zwycięzców. W konkursie, za pierwsze pięć miejsc zostaną przyznane nagrody rzeczowe dostosowane do wieku zwycięzców oraz publiczne ogłoszenie nazwisk zwycięzców na literackich stronach internetowych oraz w prasie. Główną nagrodą za miejsce pierwsze będzie Statuetka Szklanego Pióra, której fundatorem jest Gazeta Polonijna (UK) Pozostałe nagrody ufundowało Stowarzyszenie Autorów Polskich O/Warszawski II (lista fundatorów może się powiększać, napływają nowe propozycje, o czym na bieżąco będziemy informować) Zwycięskie teksty i sylwetki zwycięzców ukażą się również w Kwartalniku artystycznym E=SztukaDoKwadratu Planowane jest wydanie antologii “Młodzi poeci”, w której znajdą się wszyscy młodzi literaci wyłonieni w I etapie konkursu, w zależności od poziomu nadesłanych prac. Wyłonione osoby, zostaną również zaproszone do wzięcia udziału w publicznym konkursie poezji szkolnej, który w przyszłości odbędzie się w Birmingham (UK). Jurorami w konkursie będą poeci: Anna Mickiewicz, Katarzyna Campbell, Piotr Kasjas, Frederick Rossakovsky-Lloyd Link: http://www.facebook.com/events/553397464693773/ Życzymy weny twórczej i serdecznie zapraszamy do nadsyłania prac.


Poeci i artyści!

KULTURA ► 46

08 | 03 | 2013 | OPEN ► 08 ► KULTURA

18 maja tego roku w Domu Polskim im. gen. Władysława Sikorskiego w Glasgow odbędzie się I Festiwal Poezji pod nazwą: “Uprawiaj ze mną poezję”. Tegoroczne wydarzenie skupi się na artystach polskiego pochodzenia. Zapraszam wszystkich chcących wziąć czynny udział jak i również miłośników sztuki, którzy chcieliby zostać świadkami tego wydarzenia.

Poezja tkwi nie tylko w słowach i na kartkach papieru. Jest to również obraz, uchwycony moment na fotografii, ruch, muzyka. Poezja jest codziennością, która ukrywa się pod symboliką gdyż stroni od dosadności. Festiwal ma na celu zrzeszyć poetów i artystów, którzy mieszkają w Szkocji i chcieliby zaprezentować swoją twórczość szerszej publiczności. Organizatorzy poszukują poetów, fotografików, artystów i muzyków. Zainteresowani udziałem w projekcie mogą kontaktować się z Pauliną Krzyżaniak: paulinakrzyzaniak@yahoo.co.uk

Fot: Fotolia


Wielkość i cena modułu

OPEN POLISH MAGAZINE

420 x 297 120 funtów na tydzień www.openscotland.pl

+ VAT


Wielkość i cena modułu

205 x 145

205 x 297 60 funtów na tydzień + VAT www.openscotland.pl

30 funtów na tydzień + VAT

100 x 145 15 funtów na tydzień + VAT


Jesteśmy otwarci! A Ty?

Fot: Fotolia

www.openscotland.pl

Open Polish Magazine  
Open Polish Magazine  

Informacje, publicystyka, rozrywka, kultura

Advertisement