Page 1

numer 14 (jesień 2008)


motylice – Rafał Derda

Następujące pytania czekają na refleksję: !) Czy to, co znajduje się w tobie, jest w stanie cię zabić? @) Czy każdy jest w stanie cieszyć się swoim wnętrzem? #) Czy bawi cię myśl, że mogą mieścić się w tobie całe wszechświaty? $) Czy transgeniczne nie znaczyło u samego swego początku naturalne? %) Kto tak naprawdę jest tutaj największym pasożytem? ^) Według Egipcjan nerki stanowiły siedlisko duszy. Co z wątrobą? &) Czy miałeś kiedyś wrażenie, że kierunki świata zamieniają się między sobą?


motylice (przepowiednia) – Marcin Zegadło

Kiedyś zapalą się na nich sukienki, warkocze plątał będzie płomień, przejdą przez światło jak przez szkło tłuczone miękkim odciskiem stopy, jak przez błękit gazu stygnący w zaskoczonych płucach. Sine dziewczęta z nieprawdziwych pensji, szkół z internatem znów będą się budzić ze złych snów o śmierci, znów będą opowiadać o sylwetkach uzbrojonych mężczyzn i cieniach, które suną przed nimi na glinianych nogach. To już było i czeka żeby się wydarzyć, od początku rozpętać, przejść przez środek burzy. Teraz śpią jeszcze i wiedzą o wszystkim. W dusznych ogrodach coś pęka i już się nie zrasta, coś uwiera, źle wróży - przerasta. 21.07.2008 r. Słowacja, Lučky /tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


pasożytnictwo – Łukasz Drobnik

Obudziła się z obolałą wątrobą (chyba). Zadzwoniła do pracodawcy, że nie może przyjść. Iva, siostra Luul, była lekarką płucną. Z pewnością znała się jednak również na innych narządach. Przed wyjściem Ellery zajrzała do sypialni męża, obrócił się we śnie na drugą stronę. Gabinet Ivy mieścił się na piętrze 1936, na tym samym piętrze była rzeźnia. Ellery szła przez powietrze cięte błyskawicami lśniących much końskich. Drzwi, których szukała, były na drugim końcu korytarza. Weszła do poczekalni. Pokój był ciemny i aksamitny od granatowych obić ze złotym deseniem. Pod ścianami siedzieli ludzie, głównie starsi. Usiadła na kanapie i zaczęła przysłuchiwać się rozmowom. Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie wiatru w nocnym kominie. Czekała na swoją kolej. Kiedy w końcu weszła do środka, Iva przywitała ją ciepło, kazała się rozebrać do połowy i położyć na łóżku, a potem osłuchała stetoskopem czterdziestoparoletnie ciało Ellery. — To motylice — zdiagnozowała Iva. — Ale nie martw się, jest nowa bezinwazyjna metoda. Iva odsunęła białą zasłonę i oczom Ellery ukazał się aparat przypominający suszarkę kloszową. Usiadła na fotelu, a Iva nasunęła na jej głowę klosz i nacisnęła przycisk na urządzeniu. Ellery poczuła delikatne wibracje wewnątrz siebie (figury przepływają w splątanym, łagodnym zgiełku), ogarnęło ją przyjemne ciepło, co wywołało delikatny uśmiech na twarzy (eksplodują cicho), w końcu zemdlała. Gdy się ocknęła, pomieszczenie popadało coraz bardziej w chroniczną szarość zmierzchu, porastało na krawędziach liszajem cienia, puszystą pleśnią i mchem koloru żelaza. Iva przyniosła słoik, w którym pływały dwie duże motylice. Jedna puściła do Ellery oko. Była cały czas osłabiona, więc zadzwoniła do domu, żeby Joenaur po nią przyjechał. Kiedy otworzyli drzwi na korytarz, jarzeniówki zgasły. Zawahali się, po czym weszli w noc szumiącą jak muszla.

/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


/opowiadanie utkano z fragmentów książek (Miron Białoszewski „Małe i większe prozy”; Bruno Schulz „Sklepy cynamonowe”, Wacław Gąsiorowski „Pani Walewska”; Kurt Vonnegut Jr. „Rzeźnia numer pięć”; James Joyce „Finnegans Wake”; Adolf Dygasiński „Nowele i opowiadania”; Jarosław Iwaszkiewicz „Podróże”; Stefan Kisielewski „Widziane z góry”), stron internetowych (wiadomosci.gazeta.pl; erodzina.pl; wolne-media.h2.pl; zgon.info.pl; forum.gazeta.pl; gennet.cz; joemonster.org; wprost.pl; wikipedia.pl; e-teatr.pl; przygody-julii.bloog.onet.pl; tokiohot3l.fora.pl; chodzzemna.blog. onet.pl; banwar1944.eu; autocentrum.pl; wprost.pl; bramaswiatow.pl; edyta.bloog.pl; blog.jajcus.net; lacan.pl; filmweb.pl; kdyz-sepodivate.blog.cz; kopalniawiedzy.pl; chcebycpiekna.pl; wyjatkowa-milosc-niezwyklych-ludzi.blog.onet.pl; oksanaz.blog.onet.pl; fakty.interia.pl; moto.allegro.pl; be-marvelous.blog.onet.pl; junior. reporter.pl; biblioteka.szkolabdsm.com.pl; finde-mich.blog.onet.pl; to-depth-of-death.blog.onet.pl; just-bloomm.mylog.pl; nieruchomości. beck.pl; rybnikpogodzinach.pl; wsp.krakow.pl; fahrenheit.net.pl; konie-snh-ja.blog.onet.pl; miasta.gazeta.pl; forum.thecrims.org; teksty.jeja.pl; x-12.pl; mojeopinie.pl; legia.net) oraz wiadomości spam/


młody okulista traci yamahę latem i całuje epilog – Cezary Domarus

Limit toczy ego w echo. Mówić o tym – mało tego. Tego mało – mowy tuczą lapidarny elementarz, potem impreza w Ypres. Mówić o tym co jest, co mami o mamie, co tai o tacie, lecz tu milknie majątek chleba. Lęk o lęg mówi o tym co ogranicza ograniczony mówieniem. /tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


kosmiczni koryntianie – robert pałąg

drapię się po łydce podczas gdy wszyscy patrzą jak zwierzę które nie kocha ani się nie lęka jakież to szczęście powiadam wam jakież szczęście wydumałem was a teraz mnie jecie mandragory zasiane w czarnoziemie przeszłości jakiż to dyskomfort powiadam wam jakiż dyskomfort i choćbym mówił językami aniołów i ludzi to i tak nie spełni się ten miligram nadziei w którym obcy ląduje nonszalancko przed klatką chwyta nabitą nardżilę i mówi: jakaż to impreza powiadam wam jakaż impreza. /tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


jehowi zaczepiają mnie na ulicy –Aleksander Pędziński

nie nie dziękuję u mnie wszystko w porządku ja jestem zdrowy

/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


chodzenie spać we własnej izolacji – Anna Margiela

Cała ta opera Czasu przeszłego Cały ten zgiełk wysokiego sądu O sobie Cały ten pochówek: Instynkt mówienia Wyczerpane pola Kładą resztę

W podświadomość.

/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


motylica i duma – Rychard Chłopek

Wercyngetoryks postanawia wykończyć Juliusza Cezara za pomocą motylicy. Czy to nie błyskotliwe? Żadnego tam: „veni, vidi, vici”, czy: „kości zostały rzucone”, tylko krótkie: „aaa…, eee…, yyy…”, oczy w nieboskłon i Rzymianie do domu. Nocą pierwsza partia zakażonego bydła przechodzi do obozu wroga. Niestety w ciemności rzymscy legioniści biorą owce za Galów (ci w końcu słynęli ze swego bujnego owłosienia) i wyrzynają cały oddział. Następnej nocy sytuacja się powtarza. Podobnie jak następnej. W końcu Wercyngetoryks wysyła owce o świcie, aby uniknąć pomyłki. Jednak i rano Rzymianie masakruję meczący oddział. Skądinąd narrator wie, że Boski Juliusz częściowo przejrzał zamiary wroga – obawiał się, że Galowie usiłują ich zarazić kiłą. W końcu jest tak, że Galowie coraz bardziej nie mają co jeść, a Rzymianie ani trochę nie zaczynają chorować. W tej sytuacji Wercyngetoryks rozważa kapitulację – najwidoczniej wróg jest za głupi na jego wymyślne fortele. Podejmuje jeszcze jedną próbę. Tym razem zakłada owcom hełmy a do grzbietów przywiązuje włócznie. Rzymianie formują czworoboki, rozbijają oddział, wyłapują i w końcu zjadają. Za parę dni Juliusz Cezar wyciąga boskie kopyta, Rzymianie jadą do domu i błądzą, bo nagle się okazuje, że wszystkie drogi prowadzą do Gergowii.

/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


sąsiedzi – Rafał Różewicz

lato. plamka wschodzi szybko, pociągając powieki. koniec snu; czas na przejście z poezji w prozę. wstajesz. oni także. i zaczyna się klaskanie języka, podcinanie gałęzi, szum. ściany oddzielają ciała stałe; a to co cię denerwuje wycina niewidoczny przerębel. no, daj spokój. jesteś stary, uczulony, skoro spływające do rynny powietrze nie jest tym samym.

/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/


numer złożono w październiku, listopadzie oraz grudniu roku 2008.

Instynkt jesień 2008 numer 14  

Archiwalny numer pisma Instynkt - jesień 2008

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you