Issuu on Google+

 – Coś w tym rodzaju. Ojciec Raymond zawahał się: nie był pewien, czy powinien wspominać o tym, czego dowiedział się od Franka. Postanowił jednak spróbować.  – Ja… Słyszałem, że masz dziś urodziny. Lynch zaśmiał się cicho.  – Zgadza się. Impreza właśnie się zaczęła. Ojciec Raymond poczuł się zagubiony. Powinien teraz pocieszyć człowieka, który stał twarzą w twarz ze śmiercią. Większością z odwiedzanych przez niego skazańców targały silne emocje – byli przerażeni, czasem wściekli, niektórych dręczyły wyrzuty sumienia. Tym razem jednak miał przed sobą człowieka, który wydawał się zupełnie spokojny, i ojciec Raymond nie wiedział, jak ma się w tej sytuacji zachować.  – Siadaj – powiedział Lynch. – Denerwuję się, kiedy tak nade mną stoisz. Chociaż Lynch w ogóle nie wyglądał na zdenerwowanego, ksiądz posłusznie usiadł naprzeciw niego na małej ławce, po czym otworzył Biblię. Miał przygotowanych kilka ulubionych fragmentów, które – jak już nieraz się przekonał – skutecznie niosły pociechę skazanym na śmierć. Wybrał jeden z nich i zaczął czytać na głos:  – „I powiedział: Boże, obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego. Spraw, bym usłyszał radość i wesele; niech się radują kości, któreś skruszył”. Urwał i zerknął na więźnia, który nie wyglądał na zainteresowanego. Ojciec Raymond wiedział z własnego doświadczenia, że to, jak człowiek się zachowuje w obliczu 34


Assassin's Creed. Oficjalna powieść filmu | Christie Golden