Issuu on Google+

włożył go na przedramię, zaciskając zęby, żeby nie skrzywić się, kiedy świeża rana dotknęła krawędzi. Nie spojrzał nawet na nią, wolał patrzeć w pełne ciepła, błękitnozielone oczy obrysowane ciemnym węglem; urodę Marii podkreś­ lały także tatuaże na czole, brodzie i pod oczami. Maria na początku była dla niego jak siostra, ale z biegiem czasu stała się kimś więcej. Znał ją tak dobrze, znał jej śmiech, jej zapach, pamiętał delikatne muśnięcie jej oddechu na skórze, kiedy spała w jego ramionach. Znał krągłości jej ud i siłę jej ramion, którymi żartobliwie przytrzymywała go, zanim zdobył jej pocałunek. W tym momencie nie był skory do żartów. Maria wiele dla niego znaczyła, ale Aguilar dobrze wiedział, że jeśli zejdzie z obranej drogi, ona pierwsza zatopi ostrze w jego gardle. Bez względu na wszystko była asasynką, zasady Brac­ twa były dla niej ważniejsze od wszelkich więzi, jakie łączyły ją z innymi ludźmi. Podobnie miało być w jego przypadku. Zmysłowym, ale mocnym głosem recytowała formułę rytuału:  – Gdy inni ślepo podążają za prawdą, ty pamiętaj…  – …że nic nie jest prawdą – odpowiedzieli zgodnym chórem wszyscy pozostali.  – Gdy innych ogranicza moralność lub prawo, ty pamiętaj…  – …że wszystko jest dozwolone. Aguilar jeszcze przez chwilę patrzył jej w oczy, po czym wykonał wyuczony wcześniej delikatny ruch nadgarstkiem. 15


Assassin's Creed. Oficjalna powieść filmu | Christie Golden