Page 1


W NUMERZE

4

listopad 2011

WYDARZENIA Finał programu startupowego BRAMA innovation Camp Steve Jobs Strartup Weekend Poznań FELIETON Wykorzystaj (Startup) Weekend Demonowy zawrót głowy

17

RYNKOWE TRENDY Pricefaller Niewzruszona telepotęga Telewizja przez całą dobę Zakupy grupowe 2012 Kidd.ly, czyli „Smartmotywator” Czerwony Widelec idzie na Newconnect SEO po Polsku

14

E-SPÓŁKA MIESIĄCA

22 NA OKŁADCE: MACIEJ HAZUBSKI, WOJCIECH PRZYŁĘCKI ZDJĘCIE: CENTRUM PRASOWE

OKIEM INWESTORA Startupy na giełdzie DOSSIER Branża gier – wczoraj, dziś i jutro G-force

26

WARTO WIEDŹIEĆ Be ewerywere, be amaizing, be real Nie stać nas na nierobienie PR PO GODZINACH Z biblioteki starupowca

42


OD REDAKCJI

R

Marek Dornowski

REDAKTOR NACZELNY

Wydawca: InQbe sp. z o.o. ul. Towarowa 1, 10-416 Olsztyn NIP 524-256-87-12 REGON 140440822 KRS 0000250743 www.inqbe.pl <http://www.inqbe.pl> Redakcja: Marek Dornowski, Marta Przyłęcka, Małgorzata Zawadzka, Jerzy Kawa Projekt okładki i skład: Ateneo Korekta: ITEL Solutions Tomasz Łukiańczyk

az poważnie i nostalgicznie, innym razem optymistycznie i radośnie. Można powiedzieć, że w ostatnim miesiącu doświadczyliśmy bardzo szerokiego wachlarza nastrojów. Początek miesiąca niewątpliwie zdominowała wiadomości o śmierci Steve’a Jobsa. Pisano o tym wiele, praktycznie wszędzie. Nie będziemy się powtarzać. Czasem milczenie znaczy o wiele więcej. Postanowiliśmy jednak w tym numerze umieścić w kilku miejscach wypowiedzi Steve’a, które warto zapamiętać, nie dlatego że mówił je jeden z największych wizjonerów technologicznych naszych czasów, ale dlatego, że jest to pewna mądrość, którą po prostu warto znać. R.I.P Steve. 11 października 2011 to ważna data nie tylko w historii spółki IQ Partners, ale praktycznie dla wszystkich tych, którym tematyka startupów nie jest obca. Mieliśmy już sporo przykładów notowania startupów na rynku NewConnect, obserwowaliśmy (co prawda raczej za oceanem) przeistaczanie się startupów w międzynarodowe potęgi. Nie kojarzę jednak, by wcześniej nad Wisłą na głównym rynku zadebiutowała spółka, której strategia rozwoju opiera się o inwestycje właśnie w startupy. Dziś trudno mi przypomnieć sobie też, by na giełdzie notowany był którykolwiek inny z liderów rynku inwestycyjnego w obszarze nowych technologii. Nie mogliśmy tego przegapić i specjalnie dla naszych czytelników zamieszczamy wywiad z Maciejem Hazubskim i Wojciechem Przyłęckim przeprowadzany na gorąco na parkiecie, dosłownie parę chwil po debiucie IQ Partners na rynku głównym. Skoro już mowa o wywiadach, to polecam również rozmowę z Alexem Barrerą. Jeden z prelegentów e-nnovation opowiada, dlaczego nie stać nas na nierobienie działań public relations. O temacie samego PR znajdziecie zresztą troszkę więcej informacji. Warto przeczytać, bo jest to obszar, w którym nasz rodzimy e-biznes ma jeszcze dużo do nadrobienia. Sporo miejsca w tym numerze poświęcamy… grom komputerowym. To ciekawy obszar rynku, który dynamicznie się rozwija i rozwijać będzie. Ciekawe, że silniki gamifikacyjne mogą służyć nie tylko do rozrywki, lecz także np. do… sprzątania w parku. Nie wierzycie – przeczytajcie sami. Zresztą w listopadzie (28–29) odbędzie się w Warszawie Game Industry Trends 2011. Każdy, kto jest ciekawy w jakim stopniu rozwiązania z gier zaczynają przenikać do naszego życia, koniecznie musi się tam pojawić. Jeśli nie mieszkacie w Warszawie i dopiero planujecie wypad do stolicy, warto pokusić się o dłuższą wycieczkę i udział również w zaplanowanym na 1 grudnia wydarzeniu „e-market innovation 2011”, któremu patronujemy. Dyskusje z ekspertami i inwestorami działającymi na rynku startupowym w Polsce. Przedstawiciele InQbe, Capital Partners, e-biznes.pl, IAB Polska i inni. Wszystkich nie wymieniamy, ale nazwiska takie jak Grzegorz Marczak czy Artur Kurasinski mówią same za siebie. Na naszym fanpage’u na Facebooku będziemy na bieżąco zamieszczać szczegóły. Już dziś zapraszamy. Praktycznie od początku istnienia InQbe News, chodzilo nam po głowie  hasło reklamowe „e-profit wszystko o e-biznesie”. Kiedy grafik zaproponował, by stało się ono głównym motywem okładki, stwierdziliśmy: czemu nie, spróbujmy. Gdy jednak po wydaniu pierwszego umeru czytelnicy zaczęli kojarzyć nas bardziej z nazwą e-profit niż InQbe News uznaliśmy, że coś w tym może być. Zarejestrowaliśmy domenę e-profit.tv, a ostatecznie zdecydowaliśmy się zmienić oficjalnie nazwę naszego magazynu InQbe News na e-profit. Mamy nadzieję, że przypadnie Wam ona do gustu.

3


WYDARZENIA Finał pierwszej edycji programu startupowego BIC Summer Start Demo Day… odbył się 19 października 2011 na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej. Konferencję Demo Day poprowadził pomysłodawca BIC Summer Start oraz koordynator projektu BRAMA Innovation Camp – Jakub Lebuda. W konferencji Demo Day wzieli udział uczestnicy BIC Summer Start, inwestorzy, mentorzy, sponsorzy, przedsiębiorcy oraz przedstawiciele mediów. Podczas spotkania spośród startupów wyłoniono najciekawszy i najbardziej innowacyjny projekt firmy internetowej i mobilnej (sprawdź jaki na www.summerstart.pl). Zwycięski zespół wyjedzie na Konferencję Slush w Helsinkach – jedno z największych wydarzeń dla startupów organizowanych w Europie Północnej. Jedną z atrakcji Demo Day był panel dyskusyjny Polski startup na rynku globalnym. Czy doczekamy się w Polsce sukcesu na

Startup Weekend Poznań W dniach 7–9 października trwał Startup Weekend Poznań. Zwycięzcą tegorocznej edycji został zespół Kidd.ly. Rozmowę ze zwycięzcami możecie przeczytać w dalszej części numeru.

miarę Facebooka i Skype? dotyczący rozwoju runku młodych firm technologicznych w Polsce w porównaniu z zagranicą. Gośćmi panelu byli przedstawiciele świata startupowego, w tym: Jan Kaczmarek – organizator BIC Summer Start, Grzegorz Jakacki – przedsiębiorca (Codility.com), Grzegorz Marczak – bloger (Antyweb), Radek Zaleski – media (Gazeta.pl) oraz Wojciech Przyłęcki – inwestor (IQ Partners, InQbe). Panel poprowadził Michał Samojlik – twórca MamStartup.pl. Gościem honorowym konferencji był prof. Peter A. Bruck – inicjator europejskiego konkursu na najbardziej innowacyjne treści multimedialne Europrix oraz przewodniczący światowego konkursu na najlepsze treści internetowe i mobilne World Summit Award. Prof. Bruck wygłosił prelekcję Doing good and flying high: starting up successfully as entrepreneur.

XVII edycja konferencji „EOIF GigaCon” odbyła się we Wrocławiu 25 października. Celem spotkania była prezentacja rozwiązań usprawniających elektroniczny przepływ dokumentów oraz informacji w firmach oraz instytucjach. W dalszej cześci prelegenci i uczestnicy dyskutowali o tym, jak skutecznie wdrożyć system obiegu dokumentów, rozwiązaniach mobilnych w nowoczesnym przedsiębiorstwie, najnowszych trendach związanych z pracą grupową w połączeniu ze smartphonami oraz innych interesujących kwestiach. W spotkaniu uczestniczyło ponad 100 gości. Następna edycja konferencji odbędzie się już pod koniec stycznia w Krakowie.  

Prostota może być trudniejsza od komplikacji: trzeba się ciężko napracować nad wydobyciem czystej myśli, która pozwala na prostotę. Ale warto – bo kiedy już się to ma, można przenosić góry. Steve Jobs Opis: fragment przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda. Źródło: Szukaj tego, co kochasz, Stanford Report, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011.

4

BIC Summer Start realizowany jest w ramach projektu… BRAMA Innovation Camp, czyli programu wspierania przedsiębiorczości akademickiej realizowanego przez Laboratorium Technologii Mobilnych BRAMA (Politechnika Warszawska) we współpracy z firmą ATM S.A., dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Oferta BRAMA Innovation Camp kierowana jest do studentów oraz naukowców prowadzących innowacyjne projekty i młode firmy. Więcej o BRAMA Innovation Camp na stronie: http://brama.elka.pw.edu.pl/bic oraz na Fan Page’u programu.


FELIETON

Wykorzystaj (Startup) Weekend Koniec roku obfituje w liczne konkursy dla startupów. A to e-nnovation, a to liczne imprezy z serii Startup Weekend – raz w Poznaniu raz w Warszawie. Większość startupów nie wykorzystuje szansy, którą dają takie spotkania. Nie mówię o wygrywaniu każdego takiego konkursu, bo też nie to jest w nich najważniejsze. Wygrana takiego konkursu jak Startup Weekend na pewno daje młodym przedsiębiorcom możliwość szybszego, łatwiejszego startu. Jednak dużo większe znaczenie od pieniędzy mają nawiązane znajomości oraz zdobyta wiedza. Wydaje się, że to dość oczywista teza, a jednak młodzi przedsiębiorcy zdają się o tym zapominać. Wszyscy nastawiają się na walkę o nagrodę główną, przez co umyka im okazja do zdobycia wielu „mniejszych”.

Paweł Lipiec redaktor prowadzący ecommerce.edu.pl Bloger WebFan.pl

W czasie poznańskiego Startup Weekendu poza uczestnikami obecni byli jurorzy (mentorzy), z których duża część to inwestorzy i osoby doradzające młodym przedsiębiorcom. Ponadto było wielu przedstawicieli mediów – mniej lub bardziej tradycyjnych. W tej sytuacji zadziwiające jest dla mnie, że uczestnicy SW, mając dostęp do informacji o wszystkich gościach imprezy, nie przygotowali się, sprawdzając nazwisko po nazwisku jeszcze przed imprezą. Chociażby po to, aby wiedzieć, który z mentorów może służyć swoją wiedzą, który może potencjalnie być zainteresowany pomysłem etc. Niestety, większość (jeśli nie wszyscy) uczestnicy Startup Weekend Poznań, nie odrobiła pracy domowej. Nie zauważyłem też, aby którykolwiek z uczestników próbował zainteresować swoim przedsięwzięciem media – a przypomnę, że byli przedstawiciele chociażby „Dziennika Internautów”, „Pulsu Biznesu” czy Bankiera.pl. Nawet jeśli nie uda się wygrać głównej nagrody, można samemu zapewnić sobie nagrodę pocieszenia w postaci publikacji w mediach czy kontaktów, które mogą zaowocować w dalszej pracy nad projektem. Takie wsparcie jest dużo więcej warte niż pieniądze. Do zobaczenia na kolejnym Startup Weekend – najbliższy pod koniec listopada w Warszawie.

5


FELIETON

Domenowy zawrót głowy

Sylewster Kozak wydawca serwisów internetowych: e-biznes.pl wystartowali.pl

6

Co jakiś czas jesteśmy informowani o nowych transakcjach na rynku domen – tylko w ostatnim okresie sprzedano ZY.com za ponad 100 tys. dol. czy Republic.com za 200 tys. dol. Z naszego rodzimego podwórka dorzućmy tylko Co.pl, która została „podobno” sprzedana za 1 mln zł. Czy to już bańka? Te informacje mamy z jednej strony – z drugiej mamy wyniki aukcji na największej konferencji poświęconej inwestowaniu w domeny MeetDomainers organizowanej przez Daniela Dryzka i tylko cztery transakcje powyżej 5 tys. zł z wycenami odpowiednio: Części.pl 10 tys. zł, Drinki.pl 7,5 tys. zł, Eksport 6,5 tys. zł i Taniadrukarnia.pl za 5 tys. zł. Hotels.pl nie znalazło kupca przy cenie wywoławczej 150 tys. zł, podobnie jak Ogrodnictwo.pl (30 tys. zł), czy komplet domen Waluty+Waluta.pl (250 tys. zł). Będąc dość aktywnym na rynku domen, obserwuję, że mamy dwa rodzaje sprzedających – jedni wyceniają swoje domeny na kilkadziesiąt czy wręcz kilkaset tysięcy złotych i czekają na kupca, inni zaś świetne domeny sprzedają za kilka tysięcy. Kto wygrywa? W mojej opinii zdecydowanie Ci, którzy sprzedają domeny, nie Ci którzy „trzymają perły” – tak więc pod tym kątem aukcja zdecydowanie się udała. Jednak postawmy pytanie: co się stało z domenami sprzedanymi na aukcji? Wydaje się, że trafiły one do… inwestorów domenowych, tak więc ponownie zostaną wystawione na sprzedaż. Być może za kilkaset tysięcy złotych. W Polsce mamy zarejestrowanych ponad 2,2 mln domen i może się okazać, że rejestracja domeny dla nowego projektu jest właściwie niemożliwa. Gdy chciałem rejestrować domeny dla różnych projektów okazywało się, że jedynym wyjściem jest jej zakup na rynku wtórnym za kilka, czasami kilkanaście tysięcy złotych. Dla startupu może być to blokadą i z pewnością wiele ciekawych projektów jest zmuszona zmieniać nazwę swojego projektu na mniej atrakcyjną. Czy coś zyskali na takiej sytuacji inwestorzy domenowi? W mojej opinii niestety nie i zamiast ciekawych projektów na dobrych domenach będziemy widzieć usługi parkingu z pakietem reklam.


Byłeś na fantastycznym urlopie, nakręciłeś film z podróży? Nie zwlekaj i baw się z nami! Do wygrania nowoczesny iPad2. Wystarczy, że polubisz fanpage podroznik.tv <http:// www.facebook.com/pages/podr%C3%B3%C5%BCniktv/165530956848779>, zamieścisz swój film na http://podroznik.tv/dodaj i zachęcisz znajomych do głosowania na niego na Facebooku. Spośród 10 filmów, które zbiorą najwięcej głosów, Jury konkursu wyłoni zwycięzcę.

Filmy do konkursu można przesyłać w terminie

od 19.10.2011 r. do 19.11.2011 r.

Regulamin i szczegóły konkuru znajdziesz na http://podroznik.tv/konkurs


RYNKOWE TRENDY

ceny mogą być niższe Całkiem niedawno na naszych łamach przedstawialiśmy firmę Power Price jako e-spółkę miesiąca. Po debiucie na rynku NewConnect, finalnym uruchomieniu platformy Powerprice.pl sądziliśmy, że teraz czeka ją długi, jak jesienne wieczory, okres zwykłej żmudnej i codziennej pracy nad rozwojem serwisu i nieprędko nadarzy się okazja do zagoszczenia na łamach e-profit. Nic bardziej mylnego. Całkiem niedawno dotarła do nas wiadomość, że spółka w ramach swoich działań uruchamia serwis Pricefaller.pl. Rozmawiamy z Grzegorzem Rusieckim, który odpowiada za rozwój tego nowego projektu.

Zajmujesz się e-commercem nie od dziś, czy polski rynek szybko się zmienia? Grzegorz Rusiecki: Aby mówić o tym, czy polski rynek e-commerce szybko się zmienia, trzeba obrać jakiś punkt odniesienia. Wystarczy wybrać dowolny kraj, aby otrzymać porównanie. Osobiście pojęcie rynku e-commerce podzieliłbym na trzy części: właścicieli sklepów internetowych, dostawców rozwiązań / platform e-commerce oraz klientów sklepów internetowych. O ile zachowania i przyzwyczajenia klientów sklepów internetowych i rozwiązania dostarczane przez producentów silników e-commerce charakteryzują się stałym postępem, o tyle w moim odczuciu, świadomość właścicieli sklepów i umiejętność wykorzystywania wszystkich dostępnych narzędzi, odkrywania i rozumienia potrzeb ich klientów postępuje najwolniej. A to niestety wpływa na tempo rozwoju dwóch pozostałych części rynku. Co z tego, że iStore czy cStore wyprodukuje dziesiątki kolejnych modułów wspierających działania np. marketingowe – obsługujące scenariusz zakupowy od a do z, skoro właściciel sklepu ogranicza się do wypozycjonowania 2 fraz w Google, wykupieniu kilku boksów w Adwords, zapominając o kliencie tuż po zapakowaniu i wysłaniu za-

8

mówionego towaru? Idąc dalej, jeśli potrzeba klienta nie zostanie zrealizowana w maksymalnym, możliwym stopniu, to z kolei wpłynie na to jego wydatki w tym czy innym sklepie internetowym. Koło się zamyka. No i tu jest sedno problemu, czy ecommerce jest już na tyle dojrzały, tudzież dojrzewa szybko do momentu, w którym możemy powiedzieć, zaspokoimy potrzeby klienta lepiej, taniej szybciej niż Ci od handlu tradycyjnego? Czy w ogóle wierzysz, że takie wyparcie nastąpi? A może nie, może e-commerce będzie tylko kolejnym kanałem sprzedaży dla typowych biznesów off-line i nic ponad to? GR: To jest bardzo dobre pytanie. W moim odczuciu, na chwilę obecną, e-commerce może sprzedawać taniej, to jest oczywiste, ale czy lepiej w ogólnym ujęciu? To zależy... A zależy od branży, kategorii produktów. Załóżmy, że kupujemy konkretny model telewizora – czy dla klienta będzie miało znaczenie, gdzie go kupi? Raczej nie, więc poszuka tego telewizora w najniższej cenie. W przypadku tego typu produktów (produktów, które znamy, na które jesteśmy już zdecydowani, które łatwo porównać z innymi bez konieczności dotykania), e-commerce może i już konkuruje z tradycyjnym handlem.

Z drugiej strony mamy ogromną liczbę kategorii produktów, których scenariusz zakupowy ciężko zmienić, który najczęściej realizowany jest off-line (np. ubrania). Ciężko będzie przekonać ludzi, aby nagle zmienili swoje przyzwyczajenia i tego typu zakupy zaczęli realizować on-line. Chyba że w komunikacji marketingowej powiemy jasno – zamów trzy rozmiary, przymierz w domu, skorzystaj z prawa zwrotu i oddaj dwa niepasujące. I to jest to, do czego zmierzam – umiejętność rozumienia potrzeb ludzi, a następnie umiejętne wykorzystanie wiedzy na ich temat. W moim odczuciu, dopóki nie zrozumiemy tego, jak ludzie kupują off-line („produkty dotykalne”), kanały on-line będą jedynie supportem (czymś w rodzaju katalogu, gazetki) dla handlu tradycyjnego. W momencie, kiedy zaczniemy to rozumieć, handel tradycyjny powinien zacząć się bać. Mam wrażenie, że pod tym kątem idziemy w dobrym kierunku. Zgodzimy się zatem, że oprócz wszystkich elementów związanych z obsługą klienta, kluczowa rolę odgrywa cena. Wiadomo, że im taniej, tym lepiej. Power Price przez długi czas komunikował, że skraca łańcuch dostaw, teraz wprowadza Price Fallera, czy nie obawiasz się, że może on zostać odebrany jako pewne wydłużenie tego łań-


cucha? Może moje błędne myślenie wynika z niezrozumienia samej idei? Możesz w kilku słowach nam ją przedstawić? GR: Pricefaller.pl to narzędzie, które pozwala organizować wspólny zakup wybranego produktu i uzyskać najniższą, możliwą cenę. Proste – im więcej kupujących, tym niższa cena. Kierowany jest do osób kupujących wybrane produkty w celu dalszej odsprzedaży: allegrowiczów, właścicieli sklepów internetowych czy też lokalnych dystrybutorów offline. Czy wydłuża łańcuch dostaw? Otóż nie, ponieważ nadal kupujemy bezpośrednio od producentów, którzy współpracują z Power Price. Price Faller udostępnia pełną bazę produktów dostępną w Power Price oraz możliwość zgłoszenia zapotrzebowania na inne produkty. Realizuje potrzeby wszystkich tych e-dystrybutorów, którzy nie mogą rozpocząć współpracy bezpośrednio z producentem z prostego powodu – minimum logistycznego, które stanowi ogromną barierę wejścia dla tych osób. Price Faller ułatwia im życie i pozwala zamówić nawet 1 sztukę wybranego produktu, a dzięki temu, że być może uda się zebrać jeszcze kilkunastu kupujących ten sam produkt, w tym samym czasie, cena jednostkowa tego produktu będzie jeszcze niższa dla każdego z kupujących. Czy to jednak nie wpłynie negatywnie na indywidualnego odbiorcę końcowego? Power Price, z tego co mi wiadomo, chciał udostępnić swoją platformę również dla odbiorców indywidualnych. Jaki jest sens kupować coś drożej na przykład na Allegro skoro mogę tak samo on-line kupić to bezpośrednio? GR: Wszystko jest kwestią asortymentu, uzyskanego rabatu i tego, czy podmiot kupujący u nas do dalszej odsprzedaży sprzedaje te produkty na Allegro czy np. w swoim lokalnym fizycz-

nie działającym sklepie. Pamiętajmy, że Pricefaller.pl nie służy jedynie zakupom realizowanym przez sprzedawców z Allegro, tylko dedykowany jest wszystkim tym, którzy chcą zaopatrywać się

sklepu z artykułami biurowymi, np. z Płońska, zakupił u nas ten sam towar z 30% rabatem, zaś w swoim sklepie sprzedaje go w cenie takiej samej, w jakiej dostępny jest ten sam towar na Power Price. Kupujący ma tą samą cenę, ale towar widzi fizycznie, może go obejrzeć dokładnie zanim kupi, może też mieć go od razu, nie czekając na przesyłkę, a cena pozostaje ta sama. Tak więc scenariuszy może być naprawdę wiele, a Price Faller, jak widać na powyższych przykładach, świetnie uzupełni działalność platformy Power Price. Z punktu widzenia klienta na pewno uzupełni. Pojawia się jednak pytanie, czy nie zaszkodzi Wam bezpośrednio? Zarówno w pierwszym, jak i w drugim scenariuszu klient kupuje poza Wami. GR: Co z tego, że klient pojedynczy kupuje poza Power Price skoro sprzedaliśmy wcześniej duże ilości Hurtowe przez Pricefallera z naliczeniem naszej Opłaty Technologicznej? Dzięki Price Faller obniżamy też koszty reklamy, nie mówiąc już o dystrybucji drogą tradycyjną, przecież aby klient indywidualny kupił u nas, musi najpierw do nas dotrzeć, a to też kosztuje.

u nas nie na własne potrzeby, lecz na potrzeby handlu. Wyobraźmy sobie sytuację numer 1: osoba fizyczna chce zakupić produkt A w niewielkiej ilości, u nas zapłaciłaby za niego np. 100 zł. Sprzedawca z Allegro zakupił u nas ten sam produkt uzyskując 30% rabat, z tego rabatu może 20% zachować jako swoją marżę, a 10% oddać klientowi. Klient ma zatem do wyboru kupić u nas swój produkt A za 100 zł, czy od ww. sprzedawcy z Allegro za 90 zł. Sytuacja numer 2: przykładowy towar A jest u nas po 100 zł, tymczasem posiadacz tradycyjnego

Z takim argumentem faktycznie trudno polemizować. Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że o ile w dniu odpalenia platformy nastawieni byliście na klienta biznesowego, o tyle teraz, dzięki Pricefaller.pl możemy mówić również o udostępnieniu oferty również do zwykłego Kowalskiego? GR: Na pewno jest to duży krok w kierunku pełnego otwarcia się na takiego klienta. Dziękuję za rozmowę. GR: Dzięki i zapraszam na pricefaller.pl

9


Niewzruszona telepotęga Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała teorie ekspertów, którzy kilka lat temu wieścili śmierć telewizji. Nowe media – przedstawiane jako jej pogromca – okazały się sprzymierzeńcem w dotarciu do widza na kolejnych platformach. Joanna Nowakowska Senior Press Officer, Atmedia

Rozpychająca się cyberprzestrzeń nie tylko nie pogrążyła biznesu nadawców, ale zapewniła mu drugie życie. Telewizyjny kontent wyszedł poza tradycyjne ramy telewizyjnego odbiornika. Oglądamy dziś nie tylko z kanapy w salonie, lecz także na komputerach, komórkach, tabletach. Nowe media – kilka lat temu przedstawiane jako zagrożenie dla telewizji – ewidentnie wyrosły na jej sojusznika. Co ciekawe – ta technologiczna rewolucja obyła się bez ofiar. Telewizja wojej postaci, odbierana w tradycyjnym, linearnym trybie, pozostaje potęgą. A efektownym tezom ekspertów z rynku mediów, przepowiadających jej rychły koniec, na przekór stają wszystkie statystyki. Śladami telemaniaka Przeciętny Kowalski i przeciętny Smith spędzają przed telewizorami ponad 4 godziny dziennie. Mimo że w internet odgrywa w ich życiu coraz większą rolę, a dostęp do niego powszechnieje z każdym rokiem, konsumpcja telewizji wciąż delikatnie wzrasta… Mówimy tu o oglądaniu w tradycyjny, linearny sposób (zgodnie z programem telewizyjnym), a nie o odbiorze kontentu telewizyjnego w sieci, który do tej pory stanowi jedynie uzupełnienie, a nie alternatywę wobec stacjonarnej telewizji. Co daje podstawy, by tak twierdzić? · ATV (średni czas oglądania telewizji) rośnie. W Polsce – z 3 godzin i 41 minut w 2000 r. do 4 godzin i 5 minut w 2010 r. (dane Nielsen Audience Measurement). · Udział gospodarstw domowych z telewizora-

10

mi od lat utrzymuje się na niezmiennym poziomie 98,5% (dane GUS). · Co roku w Polsce sprzedaje się 2,1–2,2 mln telewizorów, a na ten rok przewidywana jest 4% dynamika sprzedaży (GfK). Inwestycje w nowy sprzęt dowodzą przywiązania do telewizji w jej tradycyjnej formie. I tak się dzieje, mimo że: · Kategoria video w sieci była jedną z najszybciej rosnących w ostatnich latach. Z serwisami video ma kontakt 95% polskich internautów, a użytkownicy internetu deklarują, że głównym celem korzystania z serwisów audio i wideo jest rozrywka (dane Gemius, 2011 r.), a więc mówimy o spełnianiu tych samych celów, co w przypadku widzów TV. · 40% telefonów kupowanych w 2011 r. w Polsce to smartfony. Według wyliczeń Samsunga (za: „Dziennik Gazeta Prawna”) w III kwartale penetracja smartfonów sięgnie już 35% . ·Polacy korzystający z dekoderów cyfrowych i DVR-ów (urządzenia do nagrywania i odtwarzania programów) z całą pewnością część audycji oglądają później, a to oglądanie nie jest uwzględnione w standardowym pomiarze Nielsen Audience Measurement. · W Wielkiej Brytanii, gdzie taki pomiar funkcjonuje, penetracja DVR-ów już w ubiegłym roku sięgnęła 46%. Mimo to w pierwszym półroczu 2011 r. zaledwie 9% czasu oglądania przypadało na tzw. time shift viewing (źródło: Ofcom), a 50% nagranych programów odtwarzane było jeszcze tego samego dnia (źródło: BARB). Przywiązanie widzów do tradycyjnych


pór emisji i potrzeba bycia na bieżąco z programem TV wygrywają, więc z możliwością decydowania o miejscu i czasie, jaką dały widzom nowe rozwiązania technologiczne. Wszystkie te dane jasno dowodzą, że rola telewizji pozostaje niewzruszona. Pokuśmy się więc o próbę odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Powodów widać co najmniej kilka. · Telewizja jest najważniejszym dla konsumentów źródłem rozrywki. Od lat utrzymuje się w czołówce mediów, których odbiorcom „brakowałoby najbardziej” (Ofcom, 2011 r.). Im starsi respondenci, tym większy udział wskazań na telewizję, jednak ta prawidłowość utrzymuje się od lat – co oznacza, że wraz z życiową stabilizacją, waga telewizji rośnie. · Konkurencja w obrębie rynku telewizyjnego i  eksplozja liczby stacji tematycznych w ostatnich latach (z niespełna 70 w 2005 do blisko 180 w 2011 r.) poszerzyła widzom wybór i podniosła atrakcyjność oferty telewizyjnej. · Boom na kanały tematyczne zmusił czołowe telewizje naziemne do większych inwestycji w  programming. Lepsze rozpoznanie i zaspokajanie potrzeb widzów ma przeciwdziałać ich odpływowi w kierunku stacji sprofilowanych. · Nowe technologie odbioru – HD, 3D; rosnące wymiary odbiorników TV i ich nowe funkcje (np. podłączenie do internetu, vide – Smart TV) podnoszą walory obcowania z telewizyjnym kontentem.

Czy to wszystko znaczy, że nadawcy telewizyjni mogą się nie przejmować rozwojem nowych technologii i trzymać utartego modelu biznesowego? Nawet jeśli dziś nic na tym nie stracą, nic także nie wygrają. Technologie pozwalaj im przedłużyć kontakt z odbiorcą, budować lojalność do programów dostępnych na nowych nośnikach i oferują dodatkowe możliwości monetyzowania kontentu. Można też zakładać, że nowe media zapewniają nadawcom skuteczniejsze dotarcie do tzw. light viewersów tradycyjnej telewizji. To wszystko oznacza, że pominięcie internetu w strategii nadawców po prostu się nie opłaca. Dziś jest to „uzupełniająca” platforma dystrybucji treści, kiedyś Nowe media – – być może główny ich nośnik. I taki przedstawiane scenariusz wcale nie rysuje się jako jako jej pogromca, zagrożenie dla rynku telewizyjnego, okazały się sprzybo to najwięksi jego gracze dyspo- mierzeńcem w nują tym, co tak naprawdę przyciąga dotarciu do widza i przywiązuje odbiorcę – kontentem. na kolejnych platCzas pokaże, gdzie przede wszystkim formach. będzie on oglądany i komercjalizowa- Joanna Nowakowska ny. Grunt, by nie zmarnować żadnej z możliwości konkurowania o widza i pieniądze.

Nie zależy mi na tym, by zostać najbogatszym człowiekiem na cmentarzu. Pójść spać, mogąc powiedzieć, że zrobiło się coś cudownego – to jest dla mnie ważne. Steve Jobs Opis: fragment przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda. Źródło: Szukaj tego, co kochasz, Stanford Report, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011.


Telewizja przez

CAŁĄ DOBĘ

Teresa Wierzbowska, Dyrektor ds. Public Affairs Redefine

R

ywalizacja pomiędzy producentami telewizorów i urządzeń mobilnych oznacza bogatszą ofertę dla klientów. Coraz bardziej zaawansowane wersje aplikacji internetowych pozwalają widzom wygodniej korzystać z treści telewizyjnych i filmów pełnometrażowych na dowolnym urządzeniu. Zainteresowanie klientów tą ofertą stale rośnie. Dziś skala zjawiska jest porównywalna do zasięgu dużej telewizji kablowej. Co piąty telewizor sprzedany

12

producenci przewidują wzrosty nawet do pół miliona odbiorników działających on-line. Sam Samsung, będący liderem na tym rynku, planuje zwiększyć trzykrotnie sprzedaż telewizorów z funkcjami internetowymi z 25% w 2010 do 75% w roku 2011. Podobnie jest z telefonami umożliwiającymi swobodne korzystanie z internetu. Sprzedaż smartfonów na polskim rynku w 2010 wyniosła, wg GfK Polonia, 13%, a w 2012 ma sięgnąć ponad 40. Treść, wygoda, jakość Już nie tylko proste aplikacje tekstowe udostępniane są na telewizorach i urządzeniach mobilnych. Oglądanie filmów, programów czy stacji telewizyjnych na żywo to już dziś opcja powszechnie dostępna dzięki takim dostawcom jak Ipla. Penetracja tej aplikacji w telewizorach z funkcjami internetowymi sięga ponad 95%, mogą z niej korzystać także użytkownicy urządzeń mobilnych bazujących na najpopularniejszych systemach operacyjnych (iOS, Android,

Symbian). Dopełnieniem całości są konsole do gier i telewizje kablowe. Ten sektor rynku będący wciąż w zalążku już teraz stanowi znaczną część ruchu w Ipla – około 17% ogólnego ruchu Ipla generują widzowie innych platform niż PC. Co przyciąga widzów masowo do skorzystania z treści wideo na komórce, tablecie czy telewizorze? Po pierwsze: unikalna treść. Według prowadzonych przez Ipla badań preferencje widzów na poszczególnych platformach różnią się między sobą nie tylko pod względem pory, o której sięgają po dane rozwiązanie, lecz także poszukiwanych treści. Wygrywają popularne seriale telewizyjne, jednak w telewizorach chętniej widzowie sięgają po muzykę i rozrywkę, w komputerach po sport, a na tabletach po serwisy informacyjne. Po drugie: wygoda. Teraz to oferta telewizyjna dostosowuje się do trybu życia widza, a nie odwrotnie. Po trzecie: jakość. Jeśli widz nie widzi różnic w jakości obrazu transmitowanego za pomocą internetu a np. sieci kablowej, to pojawia się realna alternatywa dla odbiorców wo-

Foto: Redafine materiały prasowe

W ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy zmienił się obraz rynku mediów. Producenci sprzętu telewizyjnego stali się dostawcami treści wideo, telefony komórkowe umożliwiają odbiór kanałów na żywo, a stacje TV wiedzą, że to wyścig, w którym muszą wziąć udział. Jedni widzą w tym zjawisku rewolucję w układzie sił na rynku, inni traktują jako kanał będący poten- w Polsce w pierwszym kwartale tego cjalnie dodatkowym źródłem roku posiada funkcje typu Smart TV. dochodów. Jedno jest pewne Podłączonych do internetu jest dziś – wygra konsument. blisko ćwierć miliona, a do końca roku


bec sztywnego modelu udostępniania treści telewizyjnych. Więcej czasu razem Nowa rzeczywistość mediowa sprawia, że zaczynają z uwagą na siebie patrzeć podmioty, które dotychczas nie widziały w sobie wzajemnie rywala w starciu o zainteresowanie odbiorcy. Telewizje królowały w świecie rozrywki, komputery w aktywności zawodowej, producenci sprzętu oferowali jedynie odbiornik bez treści. Teraz jednak te same potrzeby konsumenckie można zaspokajać w inny sposób, zatem telefon komórkowy może służyć jako odbiornik telewizyjny, a telewizor jako narzędzie do przeglądania internetu. Czy jednak rzeczywiście jest to usługa konkurencyjna? Z naszych obserwacji zachowań konsumentów telewizji internetowej (red. Ipla, dostępna jest na wszystkich typach urządzeń z dostępem do internetu – od komputerów przez telefony komórkowe i tablety po telewizory i konsole do gier) – wynika, że jest nieco inaczej. Poszczególne urządzenia uzupełniają się, pozwalając łącznie wydłużyć czas kontaktu widza z danymi treściami telewizyjnymi i poszerzyć zasięg o tych, którzy na oglądanie telewizji w tradycyjnym modelu mają coraz mniej czasu i ochoty. Poszczególne urządzenia królują w innych porach dnia i nocy. Na domowej sofie wciąż wygrywa tradycyjna telewizja i większość widzów o 20 wybiera ofertę proponowaną w danym czasie przez nadawców. Uzupełniają ją jednak o propozycje VOD, gdy w prime time nie znajdą dla siebie nic ciekawego lub skończyły się interesujące programy linearne. Szczyt korzystania z Naszego serwisu Ipla na telewizorach przypada na godzinę 22– 23, chwilę po zakończeniu najlepszych propozycji stacji telewizyjnych. Gdy widzowie nie mają dostępu do telewizora, do gry wchodzą inne urządzenia. I tak okazuje się, że ponad 44% kibiców sportowych ogląda rozgrywki w Ipla na komputerach w godzinach pracy. Gdyby nie korzystali z tego rozwiązania, nie

mieliby szans zobaczyć wielu spotkań na żywo. Natomiast miłośnicy seriali chętnie sięgają po nie w przerwie na lunch – godzina czternasta to drugi po wieczornym pik oglądalności dziennej materiałów w Ipla na PC. Natomiast telefony komórkowe i tablety sprawdzają się w podróży pomiędzy domem a pracą oraz w nocy, gdy po wyłączeniu telewizora i komputera szykujemy się do snu, oglądając ulubione programy TV na poduszce. Szczyt oglądalności materiałów wideo w Ipla na telefony komórkowe przypada właśnie na późne godziny nocne. Wieloplatformowość zatem nie polega na konkurowaniu między poszczególnymi urządzeniami, ale zapewnieniu możliwości korzystania z określonych treści przez użytkowników na preferowanych przez nich zasadach. Dzięki temu kontakt z materiałem, a także towarzyszącą mu reklamą, może być wydłużony poza granice czasowe przypadające w dobie mediowej na oglądanie tradycyjnej telewizji. Łatwiejszy start na zachętę Nowe aplikacje tworzone są praktycznie od razu, gdy tylko technologia zastosowana w nowych liniach telewizorów czy urządzeń mobilnych radzi sobie z obsługą zaawansowanych funkcji aplikacji, jak systemy płatności czy zabezpieczeń DRM. Dziś praktycznie wszyscy liczący się producenci telewizorów oferują sprzęt obsługujący funkcje internetowe i pewne usługi zaczynają być traktowane jako standard, którego klient oczekuje w podstawowej wersji. Wszystkie najpopularniejsze mobilne systemy operacyjne dają także możliwość odbioru streamingu materiałów wideo w wysokiej jakości i transmisji na żywo. Chcąc zachęcić developerów do tworzenia aplikacji telewizyjnych, producenci sprzętu LG, Philips i Sharp pracują nad wspólną specyfikacją techniczną, dzięki której za kilka miesięcy ma już nie być potrzeby tworzenia osobnych wersji widżetu na każdą markę telewizora. Już dwie wersje aplikacji pozwo-

lą dotrzeć do blisko 80% rynku. Ma to uprościć i skrócić czas tworzenia nowych aplikacji, który teraz trwa minimum trzy miesiące. Pomimo dużego szumu wokół tego typu oferty i wiązanych z tym segmentem sporych nadziei liczba polskich aplikacji mediowych jest wciąż relatywnie niewielka. Łącznie powstało zaledwie kilkanaście polskich aplikacji telewizyjnych, w tym większość to proste widżety tekstowe portali czy aplikacje połączone z serwisami społecznościowymi i komunikatorami. Wśród ofert związanych z VOD jedynie Ipla dostępna jest na pięciu ekranach, w tym na wszystkich czołowych markach telewizorów (Samsung, Panasonic, Philips, LG, Sony). Pojedyncze kroki innych graczy w tym obszarze, jak współpraca TVP.pl, TVN, Iplex.pl czy TVscreen.pl z wybranymi producentami telewizorów potwierdzają, że obszar ten jest w zasięgu zainteresowania także innych podmiotów i możemy się spodziewać dalszego rozwoju oferty. Optymizm i ostrożność W planach na przyszłość są optymistyczne prognozy producentów telewizorów i urządzeń mobilnych oraz niepokój właścicieli infrastruktury i dostawców internetu. Rozwijająca się dynamicznie oferta on-line oraz zainteresowanie konsumentów wymaga dynamicznego rozwoju sieci w Polsce. Właściciele infrastruktury i telekomy zdają się mieć problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Z jednej strony chcieliby czerpać korzyści z udostępniania pożądanych usług i sprzedaży urządzeń umożliwiających korzystanie z nich, z drugiej obawiają się, że nie będą w stanie obsłużyć sprzedawanej przez siebie oferty. Rozwój telewizji internetowych i potrzeby konsumentów są jednak najlepszym stymulantem całego rynku. Także tu wybory widzów mają decydujące znaczenie w rozwoju oferty usług VOD.

13


Zakupy grupowe

2012

Od dawna wiadomo, że przyszły rok przyniesie nam coś więcej niż tylko mecz otwarcia w Warszawie. Koniec świata zbliża się nieuchronnie i nie możemy nic z tym zrobić. Czy zakupy grupowe zdążą rozwinąć skrzydła przed grudniem przyszłego roku?

S

zykuje się wiele zmian. Od pewnego czasu dostrzegamy przejawy stabilizacji i gruntowania pozycji najmocniejszych graczy w kraju. Nowe serwisy zgłaszają się do nas co tydzień, jednak coraz więcej nie wytrzymuje presji ostrej i doświadczonej konkurencji. Daleko nam jednak do Stanów Zjednoczonych, gdzie codziennie powstaje 30 serwisów. Drugie tyle pada w tym samym czasie, więc równowaga jest zachowana. Jedyną szansą jest trafienie dobrej niszy. Po co brać udział w wyścigu z Grouponem, skoro można stworzyć własny wyścig? W Polsce mamy już dwa serwisy, które zawęziły swoje działania do wybranego miasta. Lokalni dostaw-

14

cy cieszą się większym zaufaniem niż rozbudowane korporacje, dlatego kierunek wydaje się być dobry. Bardzo prawdopodobne, że znajdą się kolejni chętni na zajęcie wolnej niszy. Za głęboką wodą poszli nawet krok dalej. Zniżki dla jednego miasta to żadna rewelacja. Prawdziwą sensacją są specjalizacje w konkretnych branżach. I tak mamy serwisy, które sprzedają wyłącznie kupony na jedzenie. Świetne! Każdy właściciel restauracji będzie wolał nawiązać współpracę z firmą, która przyciąga samych smakoszy. Taki model na pewno zostanie wprowadzony u nas i powinien się przyjąć. Startupowcy, szukać swojej specjalizacji! Weźcie jednak poprawkę na kalkulacje.

Działanie w jednej branży wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Zakupy grupowe to ciężki kawałek chleba i pewnie będziecie musieli zejść do trzydziestoprocentowych zniżek. Po pierwszych doświadczeniach z zakupami przedsiębiorcy mają „czelność” stawiać warunki. Przy stałej współpracy trzeba pójść na pewien kompromis. Ilość przestanie być argumentem. Najlepszy przykład to newsletter. Jeżeli użytkownik dostanie e-maila w poniedziałek i we wtorek i nie znajdzie tam nic ciekawego, to jest mała szansa, że ponownie otworzy nową wiadomość w środę. Walka konkurencyjna sięgnie poziomu jakości zniżek. Konsument woli zapłacić 70% i być spokojnym o

Źródło grafiki: Godealla.pl

Autor: Jakub Brodewicz z agregatora ofert zakupów grupowych GoDealla.pl.


full service, co zresztą powinno być od początku motywem przewodnim zakupów grupowych. Duże firmy nadal będą miały duże ambicje. Przykład Facebooka i Yelpa pokazały, że nie zawsze można wejść do nowej branży z dnia na dzień. Wszyscy są doskonali pod kątem obsługi technicznej, jednak mało kto ma gotowy doświadczony team do sprzedaży. Dobrze to wychodzi Google Offers, które ma we krwi przejmowanie innych serwisów. Przejęli agregatory i serwisy w Stanach, Niemczech a nawet Chinach. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby zapukali do naszych drzwi w przyszłym roku. I to niekoniecznie, aby kogoś przejąć. Stawiam na europejską ekspansję serwisu po przejęciu. Geolokalizacja leży i kwiczy. W zakupach grupowych właściwie nie istnieje. Gorąco liczę na pojawienie się usługi Groupon Now w Polsce. Streszczając amerykańską reklamę telewizyjną: idzie sobie babka ze smartphonem w ręku i patrzy, jakie zniżki może kupić i zrealizować w najbliższej okolicy. To fajna sprawa, bo wszystko odbywa się za pośrednictwem telefonu i faktycznie kupon może zostać zrealizowany natychmiast. Niestety na razie musimy obejść się smakiem. Nie wiem co oni tam tak długo testują w USA, ale 2012 to raczej za szybkie tempo dla Polski.

Być może ktoś sprytny wpadnie na inny pomysł – jak zagospodarować niewykorzystane kupony? To jest właśnie problem, którego rozwiązaniem jest kupowanie i realizacja po chwili. Często widzimy atrakcyjne oferty i aż się prosi, żeby kupić kupon, który być może kiedyś wykorzystamy. No i nie wykorzystujemy. Odpowiedzialni to brak czasu i szwankująca pamięć. Takie narzędzie powinno być odpowiedzią na dynamiczny rozwój zakupów. Na pewno będziemy też świadkami narodzin nowej gałęzi – ofert dla biznesu. Już teraz mamy pierwsze przejawy odkrywania tej niszy. W Polsce działa blisko 1,5 mln firm, z których większość to mikroprzedsiębiorstwa. Jest o co walczyć i nie powinno zabraknąć zainteresowanych tym tematem. Przed dużym wyzwaniem staną również agregatory, takie jak nasza GoDealla.pl. Jest ich coraz więcej a serwisów będzie stopniowo coraz mniej. Niezwykle ważny aspekt to danie użytkownikowi wyjątkowej wartości dodanej. To również spowoduje przerzedzenie tego typu serwi-

sów. Wiele z nich odpadnie przy pierwszej próbie. Rynek zakupów grupowyc w 2012 r. przyniesie wiele zmian. Po okresie dojrzewania i osiągnięciu stabilizacji powstanie dobry grunt pod szukanie nowych, innowacyjnych rozwiązań. To wszystko sprawi, że walka o klienta będzie jeszcze bardziej pasjonująca i naturalnie najwięcej zyska na tym sam klient. W przyszłym roku będziemy w stanie lepiej ocenić atrakcyjność zniżki i nauczeni doświadczeniem, będziemy szerokim łukiem omijać przedsiębiorców, którzy nadal nie zrozumieli idei zakupów grupowych.

[Wyrzucenie z Apple] to było trudne do przełknięcia lekarstwo, ale chyba pacjent go potrzebował. Czasami życie uderzy cię cegłą w głowę. Nie trać wiary. Jestem przekonany, że jedyną rzeczą, która dawała mi siłę, by iść ciągle naprzód, było to, że kocham to, co robię. Steve Jobs

Źródło: Artysta, który łączy punkty, onet.pl, 25 lipca 2011.

15


Kidd.ly, czyli „Smartmotywator” Są konkursy i wydarzenia, które w branży startupowej ceni się bardziej i takie, które na swoją rozpoznawalność muszą jeszcze trochę popracować. Startup Weekend Poznań to – przynajmniej naszym zdaniem – impreza należąca do tej pierwszej grupy. Uznanie i zwycięstwo w takiej imprezie nie może być kwestią przypadku. To sygnał dla inwestorów, gdzie powinni na chwilę dłużej zawiesić oko. Dzisiaj dajemy taką szansę i przedstawiamy rozmowę ze zwycięzcami ostatniej edycji Startup Weekend Poznań – liderami zespołu projektowego Kidd.ly.

Bartku, Mikołaju, jak czujecie się jako zwycięzcy, bądź co bądź, całkiem poważnego konkursu, jakim jest Startup Weekend Poznań? B: Zajawa oczywiście jest. To naprawdę super, że się udało! Zabawne, że ze strachu o mały włos nie zostaliśmy na miejscach, kiedy trzeba było prezentować pomysły. Zmotywowaliśmy się jednak nawzajem i dalej wszystko potoczyło się samo. M: Jednak taka wygrana ma też drugą stronę medalu. Dostaliśmy olbrzymi kredyt zaufania i mamy zamiar go jak najlepiej wykorzystać. Wygranie konkursu to jedno, poznani ludzie i wiedza to drugie – równie ważne. No dobra to na razie szampan niech się jeszcze mrozi, bo przed Wami daleka droga, podobno nie macie jeszcze nawet zarejestrowanej domeny? B: Daleka droga, ale plecaki już spakowane. Z domeną też wszystko OK. M: domenę rejestrowaliśmy już podczas Startup Weekendu, jednak z różnych przyczyn domeny .ly maja dłuższy okres oczekiwania na rejestracje niż .pl czy .com. Niebawem zamieścimy na niej naszego landing page. Ostatnio na Spiders Web znalazłem tekst, który, hmmm, co tu dużo mówić, nie był dla Was zbyt przychylny. Budzicie skrajne emocje. Z jednej strony – nareszcie coś fajnego, z drugiej – kto to kupi? Wychowywanie dziecka przez smartphon… M: Krytyka jest zawsze pożądana, daje punkt widzenia z przeciwnej strony. Warto się z tym konfrontować, żeby jak najbardziej challenge’ować pro-

dukt i aby efekt finalny był jak najlepszy. Ostatecznie cieszymy się, że ludzie chcą mówić o naszym projekcie. B: Z kolei ekrany dotykowe są po prostu stworzone dla dzieci! Zresztą nie chcemy zastąpić rodziców smartphonem! Kidd.ly pomaga rodzicom i dzieciom współpracować i dogadywać się w codziennych kwestiach. Łatwo wyobrazić mi sobie, w czym smartphone mógłby być lepszy od dotychczasowej kartki papieru z gwiazdkami i uśmieszkami przyznawanymi dzieciom przez rodziców. Aplikacja po prostu może posiadać o wiele więcej niż tylko system nagradzania! Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę Was atakować, ostatnio czytałem cytaty, które w swoim życiu słyszał Steve Jobs. Gdyby uwierzył w to, co mu mówili, to dziś nie byłoby iphona, a jest. Może więc to Wy macie rację ze swoją wizją. Chciałbym, żebyś w kilku słowach zaraził nas swoim pomysłem. Spróbował obronić go, pokazać, że to nie tylko mało określona wizja. Jestem rodzicem 1,5-rocznego malucha, w przyszłości potencjalnym

klientem… Ok, powiedzmy, że chcę się przekonać, jak to działa. Dlaczego Kidd.ly? B: Dlaczego Kidd.ly? Kidd.ly pomoże Tobie, jako rodzicowi, w fajny i skuteczny sposób motywować dziecko do nauki różnych domowych obowiązków i codziennych czynności. Dzięki prostemu schematowi grywalizacji będziemy mogli dać Tobie narzędzie, które wskaże kolejne levele, questy; osiągnięcia i cele. M: Tak naprawdę Kidd.ly jest po prostu znacząco ulepszoną wersją przyczepionej do lodówki kartki z zadaniami. Znacząco, bo nie tylko serwuje gotowy ciekawy schemat motywowania, lecz także pokazuje dzieciom, poprzez animacje czy grafiki, dlaczego np. mycie zębów jest ważne. Oczywiście pomaga też samym rodzicom – może np. przypominać im o umówionych zadaniach czy nagrodach. Przy okazji, musimy przeczytać te cytaty dotyczące Steve’a Jobsa. No to jak dalsze plany? Kiedy wersja Beta, kiedy wchodzicie na rynek? B: Na razie jeszcze rozmowy z inwestorami i psychologami. Chcemy być pewni, że nasz produkt będzie dopracowany i przyniesie maksymalną korzyść dzieciom i ich rodzicom. M: Beta jak najszybciej, trwają właśnie prace nad klikalną wersją. Z wejściem na rynek, nie chcemy przestrzelić, 3 miesiące? Czego chcecie, żeby dziś wam życzyć? B: Żeby w naszych spakowanych plecakach, znalazły się jedynie potrzebne rzeczy.

Foto: Slovackistudio.com

Rozmawiał Marek Dornowski


CZERWONY WIDELEC idzie na Newconnect, czyli w biurze jem na klawiaturze

Co prawda dietetycy zgodnym głosem twierdzą, że to śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia, ale wszyscy wiemy, że najlepsze kulinarne przysmaki najlepiej serwować sobie w porze… lunchu. Tak się jakoś niefortunnie składa, że w tym czasie większość z nas przeżywa właśnie apogeum zawodowych obowiązków i wypad do ulubionej knajpki na obiad pozostaje jedynie w sferze marzeń. Najczęściej ratujemy się naprędce zrobionymi kanapkami lub w najlepszym przypadku pizzą na telefon. Czy tak jednak być musi?

Źródło grafiki: czerwony widelec/facebook

Marek Dornowski

Jak pokazuje przykład z Trójmiasta, wcale niekoniecznie. Czerwonywidelec.pl – bo o nim mowa – stworzył platformę grupowego zamawiania posiłków dla firm. Na pierwszy rzut oka schemat wydaje się prosty. Wchodzimy na stronę i wybieramy z menu dostępnych lokali wybrane pozycje z menu, które następnie dowożone są do naszego biura. Proste? Proste, ale… No właśnie, wyobraźmy sobie, że posiłek chce zamówić więcej osób. Zapewne wszyscy znacie sytuacje, w której osoba dowożąca posiada jakieś 20 zł reszty i… zaczyna się droga przez mękę wyliczania, kto, co, za ile, kiedy, z kim ma się rozliczyć. A posiłek w tym czasie czeka i stygnie… Poza tym skoro zamawiamy więcej i robimy to nie pierwszy raz, to warto pokusić się o rabat. Niestety przysłowiowy dostawca pizzy niewiele ma w tej kwestii do powiedzenia. W tym miejscu dochodzimy już do rozwiązań, które sprawiają, że Czerwonywidelec.pl osiąga znaczą przewagę nad zwykłym „agregatorem” barów szybkiej obsługi z okolicy. Bezgotówkowe płatności, grupowe rabaty działające na zasadzie im więcej, tym taniej, dodatkowe kupony rabatowe oraz gwarancja jakości usług sprawiają, że Czerwonywidelec.pl staje się naszą fir-

mową restauracją w sieci z menu serwowanym przez dziesiątki lokali specjalizujących się w różnych smakach. Pomysł podchwycił – i choć usługa dostępna jest, póki co, jedynie w Trójmieście i Warszawie – to popularność serwisu rośnie z każdym zamawianym posiłkiem. Cieszy nas ciepłe przyjęcie serwisu przez użytkowników – mówi Przemysław Witka, Prezes spółki będącej operatorem serwisu. Teraz chcemy skupić się na rozwoju systemu elektronicznych bonów żywieniowych dla pracowników. Uruchomienie usług zwią-

zanych z rynkiem benefitów to kolejny krok rozwoju naszych usług. Chcemy go wykonać, korzystając z możliwości, jakie daje NewConnect – dodaje Witka. Czy ten pomysł biznesowy znajdzie na rynku finansowym tak samo wielu fanów, jak na świetnie i zabawnie prowadzonym profilu na Facebooku? NewConnect to nie Facebook – mówi Artur Petkiewicz z firmy Pl Consulting odpowiedzialnej za wprowadzenie Czerwonego Widelca na NewConnect – ale ten projekt broni się biznesowo. Przygotowując prospekt emisyjny, miałem okazję się o tym przekonać. W optymistycznym tonie wypowiada się także Sylwester Kozak z eksperckiego portalu oceniającego startupy Wystartowali.pl. Bardzo ciekawe jest to, że Czerwony Widelec działa tak naprawdę w tradycyjnym biznesie, a internet wykorzystuje jako główny kanał dystrybucji i, co warto dodać, wykorzystuje go w sposób bardzo dobry – dodaje. A wy, co na ten temat myślicie? Warto sprawdzić samemu. Macie już jakieś plany na lunch?

17


SEO po Polsku, czyli Spróbuj Ekonomicznie Optymalizować Jeśli nie ma cię w internecie, nie istniejesz. Jeśli jesteś w internecie, ale nie korzystasz z SEO to praktycznie jakby Cię nie było. Na czym polega magia tajnych algorytmów, linków i innego rodzaju mechanizmów, które decydują o naszym być lub nie być w sieci? Co sprawia, że klikając hasło „lekarz Warszawa” pojawia się nam strona takiego a nie innego gabinetu? Rozmawiamy dziś o tym z Arturem Pleskotem i Sławomirem Rodziewiczem ze spółki SEO Power.

Po prostu masz słaby marketing. Można wydać mnóstwo pieniędzy na reklamę w serwisach branżowych, a można też spróbować wypozycjonować stronę w wyszukiwarkach internetowych. Dziś dobre pozycjonowanie jest najtańszą i – według nas – najskuteczniejszą formą marketingu w internecie. Tak więc jeśli chcesz zaistnieć w internecie, musisz być wysoko w Google, bo ta wyszukiwarka nie ma absolutnie żadnej konkurencji w Polsce. To ile musze przeznaczyć środków, żeby „zaistnieć’? Jest jakaś jedna standardowa stawka, którą muszę kalkulować? Niestety, jest to bardzo skomplikowana sprawa. Cena zależy przede wszystkim od liczby fraz, na które chciałbyś być wysoko oraz trudności ich wypozycjonowania. Dla każdej frazy należy zoptymalizować stronę docelową, ale przede wszystkim trzeba zdobyć jak największą liczbę linków do tej strony zawierająca daną frazę. Liczba linków zależy właśnie od trudności danej frazy.

18

Zatem kluczem są linki. Czyli cała sztuka pozycjonowania to po prostu wybór odpowiednich linków na odpowiednich stronach, zgodzisz się? W dużym skrócie można tak powiedzieć. SEO to jest ogół działań służących wypromowaniu danego serwisu w wyszukiwarkach. Linki są podstawą pozycjonowania i bez żadnych dodatkowych działań można wypozycjonować serwis na określone frazy. Stosując dodatkowe działania, takie jak optymalizacja strony pod kątem SEO, można obniżyć koszty, ale tak naprawdę linkowanie to podstawa. Patrząc na ostatnie zmiany algorytmu Google, nie wystarczy jednak zaspamowanie strony byle jakimi linkami. Należy zacząć rozglądać się za bardziej wartościowymi, które nam pomogą zdobyć wysokie pozycje. Co rozumiecie pod pojęciem „bardziej wartościowych linków”? Bardziej wartościowe linki to takie, które prowadzą do naszego serwisu z innych serwisów powiązanych tematycznie. Google jest bardzo wyczulone na kupowane linki i jak tylko zauważy, że jakaś strona linkuje w sposób nienaturalny, to zaraz takie linki są nic nie warte. Bardzo łatwo jest wyłapać linki z tradycyjnych systemów wymiany linków. Najczęściej są one jeden obok

drugiego i nie mają żadnego powiązania kontekstowego z treścią strony. Najlepiej, aby link był w treści konkretnego artykułu, bo w takim przypadku Google potraktuje go jako naturalny i będzie on miął większą wartość. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się jakiś czas temu na stworzenie giełdy linków w treści. Według nas to naprawdę mocne narzędzie pozycjonerskie. Czy zatem Wasz system Linkolo.pl jest takim SWL-em linków o wyższej wartości? Nie chciałbym mówić, że jesteśmy SWL-em. Jedyne co nas łączy to fakt, że SWL-e i Linkolo.pl służą do wyświetlania linków. Jednak zasady działania są zupełnie różne. Tak jak wcześniej wspomniałem, my podmieniamy już istniejące treści na linki, SWL-e te treści muszą dokleić gdzieś z boku właściwej treści strony. Inna kwestia to rozliczenia. Chcąc link w SWL, musisz najpierw sam opublikować linki na swoich stronach lub kupić punkty na różnych giełdach, co czasem jest kłopotliwe. W Linkolo.pl punkty kupujesz bezpośrednio u nas pomijając pośredników. Ale wprowadzacie również ofertę typowo SWL. Dlaczego? To jakaś fragmentaryzacja rynku? Niestety nie każda fraza, którą chcemy wypozycjonować znajdzie się w tre-

Źródło: e-profit.tv

Panowie, mam świetny pomysł na biznes, stworzyłem serwis, „Usability” na przysłowiowego maxa, i… no właśnie, nikt nie wchodzi na moją stronę. To częsty scenariusz, dlaczego tak jest?


Artur Pleskot Prezes Zarządu SEO Power Sp. z o. o. będący właścicielem serwisu Linkolo.pl

ściach artykułów. Np. fraza „fotograf ślubny Warszawa” jest niepoprawna gramatycznie, a dość często zadawana w wyszukiwarkach. Rozszerzając ofertę o linki w boksach, czyli doklejane tak jak w typowym SWL, dajemy szansę osobom chcącym się pozycjonować na takie właśnie frazy. Czyli nadal waszym core biznesem pozostają linki w treści? Oczywiście, linki w boksach to tylko dodatek. Podstawą są wciąż linki w treści i na nich będziemy się skupiać przede wszystkim, rozwijąc nasz serwis. Może będziecie tu trochę subiektywni, ale czy sądzicie, że systemy takie jak Linkolo będą alternatywą dla typowych SWL, czy raczej ich uzupełnieniem? Chcielibyśmy powiedzieć, że linki w treści oferowane przez Linkolo.pl będą podstawą w pozycjonowaniu, ale wie-

my, że SWL-e jeszcze dają radę. Dziś systemy te uzupełniają się nawzajem. Jak będzie w przyszłości, czas pokaże. Chyba zgadzamy się z tym, że każdy system trafi do zupełnie innych grup klientów. Do kogo zatem kierujecie ofertę Linkolo, a do kogo zwykłe generowane linki? No tak niekoniecznie. Naszym głównymi klientami są pozycjonerzy. U nas na pewno łatwiej jest potencjalnym wydawcom. Żaden SWL nie daje szans bezpośredniego zarobku realnej gotówki. U nas wydawcy mogą bezpośrednio otrzymać pieniądze. Ale zapewne twoje pytanie dotyczy pozycjonerów. W naszym systemie na pewno nie znajdą się strony generowane automatami bez logicznych treści. Przede wszystkim stawiamy na jakość i chcemy mieć poważnych klientów, których nie interesują linki na typowym

Spamie, co niestety często zdarza się w przypadku SWL-i. Jasna jest strategia tych, którzy chcą zarabiać, ale Ci, którzy chcą się wypozycjonować mają już trudniej. Dostajecie do wypozycjonowania serwis. Powiedzmy, że ten, od którego zaczęliśmy rozmowę. Macie wybrać strategię, która sprawi, że w możliwie najkrótszym czasie znajdę się na topie. Jak to robicie? Jaka jest proporcja, rola Linkolo i typowego SWL-a? Myślę, że zrozumiesz, jeśli odpowiemy Ci wymijająco, w końcu strategia pozycjonowania nie może zostać całkowicie ujawniona. Dostając do wypozycjonowania serwis, przede wszystkim dobieramy odpowiednie słowa kluczowe. Po dobraniu odpowiednich fraz optymalizujemy serwis i zaczynamy zdobywanie linków. Jeśli nie mamy odpowiednich fraz u siebie, to tworzymy je na tzw. zapleczu. SWL-i używamy przede wszystkim do tzw. „dopalenia” linków, które pozyskamy na zapleczu lub w Linkolo. Nigdy nie opieramy pozycjonowania strony docelowej wyłącznie na SWLach. Dzięki za rozmowę

Potrzeba pasji i zaangażowania, żeby naprawdę dogłębnie coś zrozumieć, przeżuć, a nie tylko szybko przełknąć. Większość ludzi nie poświęca na to czasu. Steve Jobs Opis: fragment przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda. Źródło: Szukaj tego, co kochasz, Stanford Report, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011.

19


E-SPÓŁKA MIESIĄCA

Langloo.com – sztuka inwestowania w naukę Aby radio zdobyło 50 mln słuchaczy potrzeba było niemal 40 lat, telewizji zajęło to nieco mniej – niespełna 13 lat, a internet – 50 mln użytkowników miał po zaledwie 4 latach istnienia. Te liczby mówią jedno – internet bezsprzecznie jest obecnie medium, które rozwija się najprężniej. To również wokół niego kręci się coraz więcej rodzimych firm.

S

półka Langloo.com S.A. poszła nieco dalej. Połączyła internet z e-learningiem – procesem nauczania i uczenia się za pomocą technologii elektronicznych. Jednak i tu potrzebny był doskonały pomysł, by nie utonąć w mnogości form nauki, którą internet nam oferuje. Trzeba więc było stworzyć produkt e-learningowy, jakiego dotychczas w polskim internecie brakowało. Ambicją Langloo.com stało się przede wszystkim wykorzystanie potencjału, jaki tkwi w internecie i zaoferowanie jego użytkownikom produktów i usług, które okażą się im potrzebne. Nie bazowano jednak na statycznych serwisach czysto informacyjnych przeznaczonych jedynie do czytania i prostego wykonywania zadań. Firma Langloo.com chciało czegoś więcej. Znając wszelkie dotychczasowe trendy, takie jak m.in. m-learning, social-learning, blended learning czy gamifikacja, postanowiła zaczerpnąć ze wszystkiego i połączyć je w jedną platformę e-learningową, którą dodatkowo obudowano w atrakcyjne multimedialne opakowanie.

20

Doświadczenie zespołu Langloo.com w przygotowywaniu multimedialnych, zarówno edukacyjnych, jak i hobbystycznych kursów, dla wydawnictw takich jak Presspublica czy Axel Springer, pozwoliło na zbudowanie wszechstronnej i innowacyjnej platformy do nauki języków obcych. Na pierwszy ogień poszedł język angielski. Nowa odsłona serwisu www.langloo. com, która zostanie udostępniona na przełomie roku zawiera zarówno bogate menu opcji dotyczących wyboru poziomu nauki języka, sporego zasobu czytanek i zadań do wykonania, jak i moduł społecznościowy. Dzięki niemu użytkownicy platformy mogą komunikować się ze sobą (do wyboru jest Forum, Chat lub VideoChat) i wspólnie uczyć, wymieniać spostrzeżeniami albo po prostu rozmawiać. Doświadczenia Facebooka wyznaczyły trend, któremu nie sposób się dziś przeciwstawić, dlatego też i Langloo.com postawiło na platformę, która nie tylko uczy, lecz także pozwala nawiązywać nowe znajomości. Forma podania lekka, łatwa i przyjemna. A do tego efektywna, dzię-

ki możliwości stałego monitorowania wyników nauki na platformie! Specjaliści z Langloo.com posunęli się jednak jeszcze dalej. Stałe śledzenie trendów sprawiło, że już wkrótce nauka języka angielskiego, kompatybilna z internetową platformą językową Langloo.com, będzie możliwa dla użytkowników smartfonów, tabletów i telefonów komórkowych. Badanie internautów Na poparcie racji o słuszności konieczności zajęcia się tematem e-learningu Langloo.com opublikowało raport dotyczący rynku e-learningowego w Polsce. Wspólnie z firmą Gemius przeprowadzono badanie, którego celem było sprawdzenie m.in.: • jak dużym powodzeniem cieszy się e-learning w Polsce? • kto z niego korzysta? • czy użytkownicy są zadowoleni z tej formy nauczania? Wyniki okazały się zaskakujące. Z e-learningu korzysta niemal 2 mln ludzi,


a kolejnych 13 % wszystkich użytkowników internetu powyżej 15 lat (czyli kolejnych ponad 2 mln użytkowników) planuje skorzystać z e-learningu w najbliższym czasie. Warto więc nad tym segmentem rynku się pochylić i stworzyć nie tylko w sieci, lecz także wykorzystując urządzenia mobilne, miejsce, do którego będą zaglądać. Zwłaszcza, że nauka języków obcych, to druga odpowiedź na liście, tych, które internauci wskazywali jako cel korzystania z e-learningu. Kolejnym argumentem jest również fakt, że najczęściej korzystają z niego w domu (niemal 75% internautów!) co jasno wskazuje, iż wynika to głównie z ich chęci, a nie konieczności przeprowadzenia szkolenia w miejscu pracy. I wreszcie koronnym argumentem jest fakt, że dotychczasowe doświadczenia internautów związane z e-learningiem są pozytywne (aż 80% respondentów tak uważa) i niewątpliwie daje nadzieje, że nadal poszukiwać będą właściwych dla nich form korzystania z e-learningu.

Więcej o raporcie na stronie http://elearningtrends.pl. Pytania do Prezesa Zarządu Langlo. com S.A. – Michała Wróblewskiego Spółka działa na rynku już ponad półtora roku, pokuszę się więc o małe podsumowanie: ponad 30 kursów językowych i hobbystycznych, platforma e-learningowa, dwie znaczące dla polskiego e-learningu Konferencje „E-learning Trends 2011”, badanie internautów dotyczące e-learningu i giełdowy debiut na rynku NewConnect. To sporo, jak na tak krótki czas… Tak, jednak to wciąż niewiele w porównaniu z tym, co planujemy w najbliższej przyszłości. Do końca roku na naszej platformie językowej udostępnimy kilkadziesiąt kursów do nauki języka angielskiego, dostosowanych do różnych poziomów wiedzy naszych użytkowników. Tworzymy również dedykowane językowe kursy tematyczne na potrzeby firm i instytucji oraz posze-

rzamy ofertę dostępnych już na rynku naszych kursów językowych. Nie zapominamy także o użytkownikach narzędzi mobilnych – smartfonów, tabletów i telefonów komórkowych. Wszelkie technologiczne nowinki są naszym konikiem, łączymy je z e-learningiem i powstają interesujące produkty. Stąd pomysł na hit i produkcja kursu języka chińskiego? Wspólnie z Jojo Mobile stworzyliśmy kurs języka chińskiego na rynki anglojęzyczne. Postanowiliśmy wykorzystać naszą wiedzę z zakresu języka angielskiego i wypuścić produkt przeznaczony dla tych, którzy angielskim posługują się na co dzień. Język chiński początkowo był dla nas abstrakcją, jednak okazało się, że Aplikacja Nihao! zyskała bardzo pozytywne recenzje i weszła do TOP FIVE najczęściej ściąganych programów edukacyjnych na komórki w USA, Hong Kongu i Rosji oraz do TOP TEN w kilku innych krajach

Michał Wróblewski Prezes Zarządu Langloo.com S.A.

21


OKIEM INWESTORA

Startupy na giełdzie

IQ Partners jest dziś niekwestionowanym liderem inwestycji w projekty technologiczne na wczesnym etapie rozwoju. Historia spółki sięga 2005 r., a jej dzisiejszy kształt to wynik konsekwentnych i przemyślanych działań. Na przestrzeni zaledwie kilku lat IQ Partners zdążył zadebiutować na NewConnect (2007), uruchomić trzy wehikuły inwestycyjne w ramach swojej grupy kapitałowej (InQbe, Ventures Hub, IQ Venture Capital), pozyskać finansowanie ze środków unijnych na blisko 40 mln zł, zainwestować w ponad 50 projektów technologicznych, wyjść z sześciu z nich, a innych sześć wprowadzić na NewConnect, aż wreszcie – 11 października 2011 – oficjalnie przenieść swoje notowania z rynku NewConnect na parkiet główny GPW. Na przyszłość – Prezes Zarządu, Maciej Hazubski i Partner w spółce, Wojciech Przyłęcki – mają jeszcze sporo planów.


Foto: materiały prasowe

ROZMOWA MIESIĄCA


Maćku, człowiek, który mówi kilkoma językami to poliglota, a jak nazwać człowieka, który zarządza spółką mającą w swoim portfelu prawie 50 podmiotów? MH: Trudno powiedzieć, ale wydaje mi się, że musimy mieć coś z poliglotów, mając mniejszy lub większy wpływ na rozwój 48 spółek. Nie jest jednak do końca tak, że zarządzamy nimi wszystkimi operacyjnie. Oczywiście, w każdej są osoby odpowiedzialne za koordynację współpracy z nami – osoby, z którymi jesteśmy w stałym kontakcie i którym zawsze jesteśmy gotowi pomóc. Nasza filozofia działania nie opiera się jednak na tym, że chcemy szczegółowo wszystko kontrolować. Wręcz przeciwnie. Dajemy podstawowe wsparcie w formie kapitału, wierząc, że z czasem ten kapitał zamieni się w biznes. O ile poliglota miałby problem z władaniem 48 różnymi językami, o tyle nas ta liczba w żaden sposób nie przeraża ani nie demotywuje. Cały Dajemy podstawowe wsparcie w formie ka- czas liczymy na pitału, wierząc, że z czasem ten kapitał za- więcej i chyba mieni się w biznes. tu tkwi podstaMaciej Hazubski wowa różnica. Jesteście w stanie wymienić wszystkie spółki należące do IQP, gdyby ktoś Was zbudził i poprosił o to o 4 nad ranem? MH: Może nie w porządku alfabetycznym, ale zdecydowanie jestem w stanie wymienić każdą z nich, opowiadając w skrócie, czym się zajmuje. WP: Pewnie potrzebna byłaby kartka, żeby zapisywać i liczyć, czy to już wszystkie, ale tak, o każdym biznesie wiemy wszystko. Tych firm jest więcej niż klubów piłkarskich w ekstraklasie i I lidze razem wziętych. To w sumie może być ciekawa zabawa. Robicie sobie podsumowanie tygodnia i mówicie dziś na szczycie jest Screen Network, ale tylko o 2 punkty wyprzedza Power Price’a, Antyweb spada z ekstraklasy, a nowym beniaminkiem

24

jest, dajmy na to, Nonoobs.pl. Albo porównujecie sobie spółki do zawodników i rozmawiacie kodem w stylu: miałem telefon i podobno naszym graczem X zainteresowała się Barcelona… MH: Nasz ranking, jeśli chcesz użyć tego słowa, mierzony jest w bardzo prosty sposób, a mianowicie odpowiedzią na pytanie, na ile te spółki są samodzielne. To trochę taki negatywny ranking. WP: Takie przysłowiowe gaszenie pożarów. MH: Nas interesują spółki, które są samodzielne, które sobie świetnie same radzą, które nie potrzebują konsultacji z nami w celu podjęcia najprostszych decyzji. Takie są wysoko w naszym rankingu. Drugi parametr to pozytywny Cash flow i tym samym brak stresu z finansowaniem dalszej działalności. Ale oczywiście wszystkie spółki są nam bardzo bliskie. WP: Wszystkie tak samo cenimy. Na myśl przychodzi mi porównanie do rodzicielstwa… MH: Taka spółka to trochę jak dziecko w domu, które się rozwija, usamodzielnia, dorasta. WP: Idzie najpierw do żłobka, przedszkola potem szkoły, aż w końcu na studia i mówi: do widzenia. MH: Trzeba jednak zaznaczyć, że miejsce, gdzie trafiają nasze spółki nie jest przypadkowe. To jest przykładowo Enterprise Investors, a więc najwyższa półka. Trudno trafić lepiej. WP: Wymieniając dalej, to jest Empik. MH: Tak, czyli przykład E-muzyki. Wasz biznes polega na inwestycji w coś, co jest w formie zalążkowej, jest tym seedem, a potem kiedy rośnie, dojrzewa sprzedajecie go dalej. Taka winnica produkująca wytrawne wina. Nie macie czasem sentymentu, patrząc na spółki, z których się już wycofaliście? Takie myślenie rodzicielskie: pamiętam, jak byłeś malutki, a teraz już chłop na schwał. Zdarza się czasem? MH: Czasem trudno jest uciec od takich myśli… Rozmawiamy tuż po debiucie na głównym parkiecie. To ciekawy debiut, spółka, która skupia się na startupach. Przyznacie, branża z natury związana z ryzykiem? MH: Ale i stopy zwrotu są nieporównywalnie wyższe. Mieliśmy wyjścia na poziomie 140% IRR w skali roku. To o czymś świadczy, to jest rzeczywisty pieniądz, który wypracowaliśmy. Przeważnie w branży inwestycyjnej mówi się


o poziomie zwrotu rzędu 30%. U nas jest to co najmniej 140%, czyli duże ryzyko, ale i duży zysk. Skupiliśmy się na najtrudniejszym obszarze rynku. Nowe spółki, kwota finansowania do 1mln zł, ale jak już zarabiamy, to zarabiamy konkretnie.

liczą się z większym ryzykiem. Nie mówimy o spółkach, które już na rynku są od dłuższego czasu, ale o tych, które na ten rynek dopiero wchodzą. Inwestorzy zdaja sobie sprawę, że tutaj skala ryzyka jest zupełnie inna. Nie ma żadnych nerwowych ruchów z ich strony.

Okej, zgadza się, wy możecie pochwalić się już kilkoma udanymi exitami, chociażby przykład e-muzyki, ale ciągle jeszcze nie jest to regułą. Wiele startupów, które zapowiadają się znakomicie, gdy przychodzi do rynkowej praktyki po prostu zawodzi. Gdzie leży źródło tego problemu? WP: Doświadczamy tego problemu na co dzień. W każdych spółkach raz jest lepiej, raz jest gorzej. Sztuka polega na tym, by pomóc tym spółkom, których model się nie sprawdził. To jest ta niesamowita wartość dodana, którą jesteśmy w stanie – obok oczywiście samego kapitału – dostarczyć. W sytuacji kryzysowej, w której inny biznes by po prostu nie wypalił, my pomagamy wejść na nowe tory, zbudować nową strategię

Nie pomylę się chyba jeśli powiem, że dzisiaj spełnia się jedno z Waszych marzeń. WP: No pewnie. Przynajmniej moje. MH: Nigdy nie stawialiśmy sobie wejścia na giełdę jako jakiegoś celu. Nie było u nas takiego myślenia. To, co dzieje się dzisiaj, Ostatnio obserwowaliśmy coś na wzór mody jest po prostu na startupy. Pojawiły się pieniądze, ale jak się konsekwencją okazało nie wszyscy wiedzą, jak je sensownie przemyślanych zagospodarować. Wojtek Przyłęcki działań i zdarzeń. Po to weszliśmy na NewConnect, aby wejść na główny rynek. Trwało to cztery lata, ale z pewnością nie był to czas zmarnowany. Zbudowaliśmy duży portfel, pozyskaliśmy nowe środki na inwestycje. Nie próżnowaliśmy.

Ostatnio obserwowaliśmy coś na wzór mody na startupy. Pojawiły się pieniądze, ale jak się okazało nie wszyscy wiedzą, jak je sensownie zagospodarować. Czasem kończyło się na wielkich planach albo na inwestycjach w pomysły, w których próżno doszukiwać się specjalnej innowacyjności. Czy rynek już dojrzał, czy startupowy dziki zachód jeszcze trwa?

A jak już cichną notowania, o czym marzycie? WP: Rozumiem, że pytasz w sensie zawodowym? Ja marzę o tym, że któryś z naszych startupów osiągnie globalny sukces. To byłoby dopełnienie tego wszystkiego, co robimy. Liczymy, że wcześniej czy później nam się to uda.

WP: Mówimy o sytuacji, w której mamy dużą podaż pieniądza, tzn. jest go więcej niż naprawdę dobrych i wartościowych projektów. Oczywiście nie jest tak, że nie można ich znaleźć. Przynajmniej raz na kwartał pojawia się projekt, w który byśmy chętnie zainwestowali. Mówimy o pewnej bańce inwestycyjnej, bo firmy w miarę łatwo mogą sięgnąć po pieniądze. Mają dotacje, jest NewConnect, czy wreszcie są pieniądze w podmiotach podobnych do nas. To czasem sprawia, że niektóre projekty są trochę źle wyceniane lub po prostu gorsze. Teraz, gdy jesteście na głównym parkiecie to nabiera znacznie większej wartości. Co z tego, że Wasze spółki radzą sobie bardzo dobrze, jeśli nagle jest jakieś tąpnięcie na tym rynku? Inwestorzy mogą myśleć ogólnikowo i spanikować. Racjonalizm kontra emocje. To trudna gra. Czujecie się teraz bardziej odpowiedzialni za wizerunek całej branży niż dotychczas?

A w ujęciu prywatnym? Wojtku, ty jesteś żeglarzem, może jakiś rejs dookoła świata? WP: Katamaranem, o tak koniecznie (śmiech). A Ty Maciej? MH: Dla mnie marzenia są po to, by je spełniać. Warto zatem marzyć o mniejszych rzeczach i potem je realizować niż o tych, wielkich, które na zawsze pozostaną tylko marzeniami. Ale chyba jesteśmy jeszcze za młodzi, by spinać te nasze marzenia klamrą. WP: Tak, jeśli chodzi o marzenia to jesteśmy takim startupem. Jeszcze raz gratulacje i dzięki za rozmowę. WP MH: Dzięki.

WP: Nie. Startupy to branża, w której wszyscy

25


DOSSIER

Branża gier wczoraj, dziś i jutro Kamil Świtalski z serwisu Niezgrani.pl należącego do grupy any7.com

P

omiędzy jednymi z pierwszych gier wideo a znanymi z współczesnych systemów, istnieje kolosalna przepaść. Na przestrzeni ostatnich 60 lat mamy szansę obserwować zmiany, jakie zachodzą w technologiach, mechanikach i co widoczne jest na pierwszy rzut oka – ich wizualnych aspektach. Wraz z rozwojem techniki, rosły także wymagania i oczekiwania graczy. Elektroniczna rozrywka wraz z upływem czasu staje się coraz poważniejszym graczem na rynku, dlatego też twórcy z każdą generacją chcą zaproponować innowacyjne, coraz bardziej immersyjne i wygodne rozwiązania. Należą do nich zarówno te, których zadaniem jest pomóc nam wsiąknąć możliwie najgłębiej w świat gry, jak i skupiające się na jak najwygodniejszej formie podawczej.

26

Już w latach 80. poprzedniego stulecia gracze mieli szansę wcielać się w postać myśliwego i celować do latających po ekranie kaczek. Kilkanaście lat później broń palną zamienili na własne pięści, którymi ujarzmiali m.in. pojawiające się losowo na ekranie fruwające roboty. Przełomem była premiera Wii – konsoli Nintendo, która zrobiła furorę wśród ludzi na co dzień ignorujących gałąź przemysłu rozrywkowego, jaką są gry wideo. Za pomocą dedykowanych sprzętowi kontrolerów można precyzyjnie celować pistoletem w strzelaninach, czy trzymać skalpel lub inne narzędzia chirurgiczne w grach z serii Trauma Center. Niedługo później zaproponowano też tzw. rzeczywistość rozszerzoną (ang. Augumented reality) oraz usprawnione kamery służące jako czujnik ruchu, pozwalające wcielać

się w przykładnego opiekuna zwierząt – zabawiającego swoich pupilów w Kinectimals, czy zbijającego kręgle zawodnika w Kinect Sports. Przez lata kilkaset dyskietek zamieniono na kilkadziesiąt płyt CD, kompresując je później do nośników o większej pojemności takich jak DVD i BluRay – jednocześnie powiększając swobodę twórczą producentów. Ostatecznie, w trosce o zwiększenie dochodów ze sprzedaży gier i wygodę kupujących, otrzymali oni możliwość nabycia różnych produkcji poprzez dystrybucję cyfrową. Początkowo były to niewielkie tytuły, lecz w dobie coraz pojemniejszych dysków twardych oraz przyspieszających z każdym miesiącem połączeń internetowych, twórcy mogli sobie pozwolić na udostępnianie co rusz to większych plików na serwerach


www. Wynikiem tego jest powstanie bardzo popularnych teraz serwisów specjalizujących się w świadczeniu usług z zakresu dystrybucji sieciowej gier. We wrześniu 2003 r. powstał Steam, który do dziś jest największym serwisem posiadającym w ofercie gry na komputery z systemami Windows oraz MacOS. Początkowo miał on jedynie wspierać produkty powstające pod okiem Valve Software (np. Half Life, Portal czy Counter Strike). Szybko jednak zaczęto poszerzać bibliotekę gier. Dziś w internetowym sklepie możemy zakupić ponad 1800 tytułów zróżnicowanych zarówno cenowo, jak i gatunkowo. Szacuje się, że to właśnie za pośrednictwem usługi oferowanej przez Steam sprzedawanych jest od 50 do nawet 70% gier na komputery stacjonarne. Obecna generacja konsol stacjonarnych, oprócz implementowania coraz bardziej immersyjnych technik kontroli nad tym, co dzieje się na ekranie, wyposażona jest również w dyski twarde służące m.in. do przechowywania gier czy dodatków. Otworzyło to drogę dla dystrybucji cyfrowej, w ramach której, podobnie jak na PC, można nabyć interesujący nas produkt w kilka minut, bez konieczności wychodzenia z domu – w zależności od jego wielkości i szybkości łącza internetowego. Trzej giganci królujący dziś na rynku konsol, tj. Microsoft, Nintendo i Sony, na potrzeby dzisiejszej generacji stworzyli usługi, w których oferują kilkaset gier: od niepozornych małych pozycji, przez starsze tytuły, na cyfrowej wersji hitów dostępnych teraz również na fizycznych nośnikach kończąc. Microsoft swój Xbox Live Marketplace podzielił na trzy sekcje: Arcade, Indie oraz

Games on Demand. W pierwszej z nich znaleźć można gry tworzone z myślą o cyfrowej dystrybucji. Druga obfituje w pozycje stworzone przez fanów lub niezależne studia. Games on Demand zawiera zaś wybrane gry dostępne również na półkach sklepowych. Ich lista powiększa się z każdym tygodniem. Można tam również znaleźć tzw. Xbox Originals, który zawiera gry wydane na pierwszą konsolę giganta z Redmond. W Wii Shopie dostępnym na konsoli Nintendo królują głównie tytuły z sekcji Virtual Console, w której można znaleźć pozycje ze starszych platform tj. np.: Super Nintendo Entertainment System, PC-Engline, Sega Mega Drive czy Nintendo 64; ale nie są one jedynym asortymentem sklepu. Oprócz nich od 2008 r. działa również WiiWare, wypełniony po brzegi grami stworzonymi z myślą o stacjonarnej konsoli japońskiego koncernu. Rok później wystartowało DSiWare, w którym można nabyć pozycje kompatybilne z konsolami Nintendo DSi, DSi XL oraz 3DS. Sony zaś, w przeciwieństwie do giganta z Kioto, w PlayStation Store oferuje gry dla wszystkich swoich konsol – zarówno stacjonarnych, jak i przenośnych. W sklepie można nabyć zarówno tytuły dostępne na półkach sklepowych, jak i te przeznaczone jedynie do cyfrowej dystrybucji. Podobnie jak w WiiShopie, znajdziemy tam również starsze pozycje – z poprzednich generacji konsol Sony i innych platform.

Rozwiązaniem rodem z futurystycznych filmów sci-fi można określić usługę cloud gaming. Dzięki niej nawet na leciwym komputerze zagramy w najnowsze hity ze sklepowych półek. Cloud gaming rozumiany jako usługa oferowany przez OnLive, można określić mianem interaktywnego VOD. Polecenia, które wydaje gracz za pomocą przycisków, przesyłane są bezpośrednio do serwera, który przekazuje je grze. Do ich poprawnego wyświetlenia potrzebny jest jedynie sprzęt obsługujący zakodowane pliki wideo w wybranej przez nas rozdzielczości. Inaczej temat cloud gamingu podejmują firma GAIKAI oraz platforma The Happy Cloud. Ta pierwsza trudni się w konwersjach dem współczesnych gier, które dzięki temu, że wymagają do poprawnego działania jedynie Javy lub Adobe Flasha, można obsługiwać z poziomu przeglądarki internetowej. The Happy Cloud zaś jest sklepem internetowym, gdzie z zakupionych dóbr możemy się cieszyć już po kilku minutach. W przeciwieństwie do Steama i innych serwisów zajmujących się dystrybucją cyfrową, kupując produkt u nich, możemy go włączyć już po ściągnięciu niewielkiej jego części. Podczas kiedy my cieszymy się zakupioną właśnie grą, pozostałe pliki pobierane są w tle. Branża gier chętnie sięga do wszelkich dostępnych na rynku technicznych nowinek. Od połowy lat 90. ubiegłego stulecia eksperymentuje z coraz popularniejszym obrazem w trzech wymiarach. Pierwszą konsolą wykorzystującą tę możliwość był debiutujący w 1995 r. Virtual Boy, który w Japonii i Stanach Zjednoczonych został przyjęty na tyle chłodno, że nigdy oficjalnie go nie zaprezentowano europejskim graczom. Po długiej przerwie, wsparci

27


Marzenia wielu nastolatków o zespole rockowym odeszły w zapomnienie – wystarcza im wirtualny splendor

28

realny świat gry. Przez zastosowanie technik takich jak rzeczywistość rozszerzona czy StreetPass nie można zaprzeczyć, że dąży się do zmieszania światów wirtualnych z prawdziwym. Ta pierwsza funkcja polega na nakładaniu znajdujących się wyłącznie na ekra-

tywnie chłodno przyjmowana przez rynek, wciąż jest silnie promowana przez producentów. Pod koniec 2011 r. ukaże się specjalny telewizor Sony pod marką PlayStation, dedykowany do wspólnego grania. Dzięki zastosowaniu nowej technologii przy produkcji matrycy, dwóch graczy, założywszy odpowiednie okulary, może oglądać na tym samym telewizorze odmienny obraz. Jest to przydatne w grach wieloosobowych, w których dzielenie ekranu na pół znacznie ogranicza pole widzenia. Obserwując rynek konsol i gier, nie można oprzeć się wrażeniu, że z każdą generacją sprzętów programiści starają się stworzyć coraz staranniejsze, dokładniejsze i lepiej odwzorowujące

nie obiektów na całkowicie realne tło. Niezbędne do tego są urządzenia wyposażone w aparat fotograficzny lub kamerę, dzięki którym możliwe jest ukazanie na ekranie prawdziwego otoczenia. StreetPass wykorzystywany jest przez Nintendo 3DS i jak inne, podobne tego typu usługi, pozwala na interakcję z graczami znajdującymi się w pobliżu. Wystarczy posiadać będącą w stanie czuwania konsolę mobilną, a mijając innego jej posiadacza zostaniemy nagrodzeni np.

specjalnymi punktami. Mobilna rozrywka staje się generalnie kołem zamachowym branży. Poza dedykowanymi urządzeniami, popularnością cieszą się smartfony, pierwotnie telefony komórkowe o rozbudowanych funkcjach. Dotychczas dostępne wyłącznie na konsolach gry można nabyć dzięki cyfrowej dystrybucji także na nowoczesnych telefonach. Autorzy zmuszeni są w tym przypadku na dostosowanie interfejsu do najczęściej bezprzyciskowych urządzeń wyposażonych wyłącznie w ekrany dotykowe, ale poniesiony koszt jest niewielki w

zestawieniu z potencjalnymi zyskami. Angry Birds, najlepiej sprzedający się tytuł obecny już na większości systemów mobilnych, znalazł przeszło 300 mln nabywców, generując przynajmniej tyle samo przychodu liczonego w dolarach amerykańskich (gra sprzedawana jest w cenie 99 centów). Warto zastanowić się, co będzie dalej,

Źródło: materiały prasowe Microsoft, Sony

nowoczesną stereoskopową techniką wyświetlania obrazu trójwymiarowego, projektanci gier powrócili do pomysłu wykorzystania tego efektu w ich pracach. W 2009 r. pokazano wybrane tytuły na PlayStation 3 w 3D. Dwa lata później zaś miała premierę przenośna konsola Nintendo 3DS, która dzięki wykorzystaniu metody autostereoskopii wyświetla trójwymiarowy obraz tak, że można dostrzec go bez specjalnych okularów. Technologia ta, chociaż rela-


Okiem eksperta Jacek Jankowski – Doradca Prezesa ds. Social Media Redefine skoro już teraz postacie na ekranach są w stanie w niemal idealny sposób odwzorować nasze ruchy bez wyraźnych opóźnień. Zabawy w barach karaoke można zamienić na śpiewanie w domowym zaciszu dzięki specjalnym mikrofonom i grze SingStar. Poranny jogging zastąpić sprintem i inne ćwiczeniami przed telewizorem, potrzebnych jest do tego jedynie kilku czujników kontrolujących nasze ruchy i tętno. Przyspieszony kurs tańca nowoczesnego możemy odbyć, skacząc zaprogramowane układy taneczne w grach z serii Dance Dance Revolution czy Dance Central. Marzenia wielu nastolatków o zespole rockowym odeszły w zapomnienie wraz z pojawieniem się na rynku serii takich jak Guitar Hero czy Rock Band, wystarcza im wirtualny splendor nagradzany pucharkami czy osiągnięciami. Pozwolę sobie nie zagłębiać się w kwestie związanymi z coraz popularniejszymi symulatorami randek i ślubami udzielanymi ludziom z wirtualnym postaciom. Właściwie to możemy już powoli zapominać o bożym świecie, po co nam on, skoro twórcy gier wideo są w stanie zaprojektować uniwersa idealnie dostosowane do ludzkich potrzeb?

Dzisiaj internet huczy od haseł „social media”, „Facebook”, „media społecznościowe” i całym biznesem związanym z tymi tematami. Wolę jednak zwrócić Waszą uwagę na rewolucję, jaką social media rozpoczęły w zaczynającej dominować formie rozrywki, czyli w grach. Wcześniej utożsamiane z rozrywką dla dzieciaków, pryszczatych nastolatków, którzy wolą zamknąć się w pokoju z kolejnym dodatkiem do ostatnio wydanej superprodukcji, stają się prawdziwą rozrywką dla mas. Zaczynając od statystyk w grach społecznościowych, szokiem dla niektórych osób w Polsce może być fakt, że w gry typu FarmVille, CityVille czy The Sims Social nie grają wcale dzieciaki, nastolatki, ale głównie osoby 40–60+ lat, a największą grupę stanowią 50–59-latkowie[1], w Wielkiej Brytanii 30–39-latkowie. To zmienia zupełnie sposób, w jakim powinniśmy myśleć o grach przy ich produkcji. Dla obecnie starzejącej się grupy docelowej (w Polsce 27–28 lat) o wiele ważniejsze niż technologia, efekty specjalne, wykorzystanie każdego procentu możliwości procesora i karty graficznej jest bowiem grywalność i miło spędzony czas. Gry nie mogą bowiem wymagać od graczy Casual, grających wyłącznie dla przyjemności, spędzania godzin na czytaniu instrukcji, poznawaniu klawiszologii, ustawiania wydajności karty graficznej – dla nich ważna jest grywalność, miodność gry. Dla większości starszych graczy barierą nie do przejścia może stać

się wymóg zainstalowania wtyczki do obsługi np. Unity3D czy nowej przeglądarki wspierającej poprawnie HTML5. Jest to ważne szczególnie dla tych graczy, którzy zaczynają swoją przygodę z grami, a co ważne, w USA takie osoby stanowią 35% wszystkich graczy w serwisach społecznościowych. Dlatego też przy planowaniu swojego biznesu, poza opracowaniem modelu biznesowego, ważny jest wybór technologii na tyle prostej, aby mogła być ona obsłużona przez większość graczy. Jak już o pieniądzach – na grach w social media można zarabiać na kilka sposobów. Najprostszym, dającym pieniądze od razu, jest produkcja gier reklamowych. Kolejne źródła dochodu wiążą się z wymogiem dużego zasięgu gry. Bez niego zarobimy, ale mało, nawet bardzo mało. Takimi formami są reklamy pre-roll w grach flash, product placement w grach, mikropłatności oraz oferty afiliacji dla graczy. Dziś największe zyski czerpie się ze sprzedaży dóbr w grach poprzez mikropłatności, mocny spadek odczuwają afiliacje, a największy wzrost wykorzystanie gier w reklamie, a szczególnie product placement. Co w tym biznesie najfajniejsze i dające najwięcej możliwości? To szansa produkowania na cały świat – co stanowi zarówno szansę zarobku, jak i wielkie wyzwanie ze względu na olbrzymią konkurencję na globalnym rynku.

Niestety, ludzie nie buntują się przeciwko Microsoftowi. Nie znają niczego lepszego. Steve Jobs Opis: fragment przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda. Źródło: Szukaj tego, co kochasz, Stanford Report, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011.

29


G-Force „Nazywam się Rajat Paharia i to ja wynalazłem gamifikację” – tak swoją wypowiedź zaczął założyciel Bunchballa, producenta Nitro, jednego z najważniejszych silników gamifikacyjnych (partycypacyjnych) w USA, podczas drugiej edycji Gsummit w Nowym Jorku. Nikt nie zaprotestował, ale chyba nie miał powodu, ponieważ firma została założona już w 2005 r. w Silicon Valley! O gamifikacji (grywalizacji, gryfikacji) robi się głośno dopiero od niedawna, więc Rajat, absolwent Stanforda, rzeczywiście mocno wyprzedził nadchodzące trendy. Dariusz Sokołowski współzałorzyciel NoNoobs

Czym jest gamifikacja? Najprościej definiując, to wykorzystywanie mechaniki i dynamiki gier do zwiększania zaangażowania w różnych dziedzinach naszego życia. Brzmi skomplikowanie? Implamentowanie mechaniki znanej dotąd z gier do pozagrowych aktywności to szybko rozwijający się trend marketingowy zwiększający zaangażowanie ludzi za pomocą zaawansowanego systemu motywacji jednostek i grup. Coraz więcej grup biznesowych zauważa zyski ze zwiększenie zaangażowania klientów, budowania lojalności czy zwiększania motywacji pracowników lub partnerów do pracy z większym zaangażowaniem. Znakomitym przykładem jest tu nagrodzona aplikacja SalesForce.com z nałożona nakładką Nitro. System wspierający sprzedaż stał się w jednej chwili grą RPG, w której dążymy do zostania li-

30

derami sprzedaży, możemy sprawdzić, kto jest aktualnym liderem sprzedaży, ile brakuje nam do premii, kto sprzedał najwięcej konkretnych produktów lub ile musimy sprzedaż, żeby palma pierwszeństwa była nasza. Wszystko w aplikacji wyglądającej raczej na sprawdzanie osiągnięć w World of Warcraft niż na oprogramowanie służące do wspierania sprzedaży. Ludzie grają praktycznie od czasów, kiedy żyliśmy w jaskiniach, a współzawodnictwo jest głęboko zakorzenione w ludzkim umyśle. Ponieważ mamy coraz więcej czasu wolnego, gry stały się ogromnym biznesem z przychodami powyżej 60 mld dol. rocznie. Szeroka akceptacja grania, ich potężny zasięg oraz wykorzystanie mechanizmów społecznościowych spowodowało otwarcie na mechanikę znaną z gier w innych obszarach życia. W rezultacie powstała gamifikacja, która

staje się potężnym narzędziem nauki, perswazji oraz motywacji ludzi. Co było ważne na pierwszych grach elektronicznych (automatach, flipperach), które jeszcze podczas głębokiego socjalizmu dotarły na nasz rynek? Ważny był rekord – wpisanie się na liderboard automatu, jako osoba, która posiada rekord lub znajduje się na wysokim miejscu w rankingu. Ta chęć bycia najlepszym i wizualizacji tego w postali wpisu na liderboardzie jest znakomitym przykładem jednego z najsilniejszych motywatorów zwiększających nasze zaangażowanie. Na pewno wielu Czytelników używa aplikacji Foursquare. To znakomity przykład mobilnej gamifikacji, gdzie zdobywamy badge za checkiny w konkretnych miejscach (dzięki GPS) przy okazji rywalizując o status majora. Czym są badge? Stosujemy je od dawna – kiedyś zdobywaliśmy sprawności


w harcerstwie, wielu zdobywało badge w wojsku za realizacje konkretnych misji lub udział w działaniach na określonym terenie. Badge pokazują od razu nasz status w grupie. Widzimy, kto jest noobem, a kto majorem na pierwszy rzut oka i to oznaczenie statusu jest kluczowe dla zrozumienia wciąż rosnącej popularności serwisu. Badge są wykorzystywane w praktycznie każdym innym systemie gamifkacyjnym, są wizualną emanacją naszej pozycji w społeczności. Dobre połączenie z innymi serwisami społecznościowymi, np. z Facebookiem, daje nam dodatkowo wirusowy marketing. Badgeville, duży gracz z branży, posiada rozwiązania dla sprzedaży on-line i off-line dla mediów i wydawców, dla sektora rozrywkowego, edukacji, biznesu wreszcie dla sektora medycznego. Okazuje się, że mechanikę znaną nam z gier (zwłaszcza RPG czy MMORPG) można przełożyć praktycznie na wszystko. Nawet to, co pozornie nudne może stać się pasjonujące i angażować nas na długie godziny. Miliony ludzi na świecie codziennie sadzą drzewka w Farmville, stawiają domy w Cityville czy, przepraszam za wyrażenie, strzelają ptakami w Angry Birds. Dlaczego mogą robić to całymi godzinami? Stoi za tym mechanika i dynamika gier. Sam jestem graczem – od kilku lat gram w World of Warcraft – to znakomity system achevementów i ciągły upgrade systemu powoduje, że mogę grać bez znudzenia.

Źródło: zrzut z forsquare.com

Dobrze zastosowane elementy gamifikacji dają znakomite wyniki. Każdy zapewne już zna przykład butów Nike, w których możemy rywalizować z innymi biegaczami o najlepsze wyniki. Podobna aplikacja trafiła do samochodów i tam rywalizujemy o jak najbardziej ekologiczne spalanie. Czy rzeczywiście mechanika gier może zmienić nasze zachowania? Weźmy przykład z San Francisco – zamontowano tam testowo nowy typ antyradaru. Robi

zdjęcia nie tym, którzy prędkość przekraczają, a tym, którzy jadą... poniżej ograniczenia w tym miejscu. Co w zamian? Każdy z samochodów jadących z odpowiednia prędkością ma szanse wygrać w lotto! Prawda, że proste? Według informacji pomysłodawców średnia prędkość w tym miejscu spadła o 25%. Inny przykład również zza oceanu. Park i pozornie typowy śmietnik. Różni go jednak od innych śmietników dziwny dźwięk po wrzuceniu śmiecia sugerujący, że śmietnik ma z 10 m głębokości. Kamera filmuje ludzkie zachowania, ludzie z ciekawości wrzucają kolejne śmieci. Efekt? W promieniu kilkunastu metrów wszystkie śmieci wyzbierane i o to właśnie chodziło w projekcie. Dobrze zastosowane elementy gamifikacji dają znakomite wyniki. Za oceanem rynek oprogramowania gamifikacyjengo rozwija się bardzo dynamicznie. Według CEO M2 Research Wandy Meloni, która przeprowadziła pierwsze badanie dotyczące gamifikacji wśród dostawców rozwiązań, ponad 50% amerykańskich firm do 2015 r. powinno używać gamifikacji do wspierania innowacji w swoim biznesie. Rynek oprogramowania gamifikacyjengo (silniki partycypacyjne i gamifikacyjne) oraz firm zajmujących się gamifikacją (agencje reklamowe, firmy mobilne, twórcy scenariuszy, firmy growe) wzrośnie z 200 mln dol. w 2011 r. do 1,6 mld w 2015 r. Rynek za oceanem rozwija się bardzo dynamicznie, w ubiegłym miesiącu powstała pierwsza branżowa organizacja – Engagement Alliance, która będzie wdrażała dobre praktyki biznesowe i promowała gamifikację wśród firm czy

organizacji. Pomysłodawcą jest Gabe Zicherman, organizator Gsummit oraz autor Game Based Marketingu i współautor Gamification by Design, jednych z najważniejszych książek dotyczących wykorzystania mechaniki i dynamiki gier. Jak to wygląda na naszym rynku? Ewangelistą gamifikacji (grywalizacji) jest Paweł Tkaczyk, który szykuje również książkę Grywalizacja. Mamy kilka blogów, media od czasu do czasu zaczynają dostrzegać ten segment rynku. Biznes internetowy zaczyna odczuwać potrzebę używania mechaniki, która z założenia ma zwiększyć zaangażowanie i lojalność użytkowników witryn. Mocno o gamifikacji mówią dostawcy rozwiązań e-learningowych, producenci aplikacji mobilnych czy operatorzy programów lojalnościowych. Na pewno w ciągu najbliższych miesięcy powinniśmy spodziewać się pierwszych projektów wspartych zaawansowanym użyciem mechaniki i dynamiki gier, a masowa adaptacja w firmach to perspektywa najbliższych lat. To wspaniała wiadomość dla firm i konsumentów technologii!

31


' ' specjalny Gosc

Zapraszamy już 28-29 listopada do Centralnego Basenu Artystycznego w Warszawie

Christopher Cunningham autor “Gamification by Design”

Na konferencji wystapia m. in. ‘ ‘

Adam Badowski CD Projekt RED

Wiktor Cegła Gram.pl

Mariusz Klamra Gry-OnLine

Paweł Marchewka

Techland

Wojciech Ozimek Marcin Przasnyski

one2tribe

StockWatch.pl

Marek Tymiński City Interactive

Tematy GIT 2011 • rynek gier w Polsce i najnowsze trendy światowe • rynek konsol vs rynek gier PC

• produkcja gier, usługi gamifikacyjne, game design i development

• sprzedaż gier, marketing, płatności, serwisy

• implementacje gier online, strategie wydawców

e-commerce

• nowe formy marketingu - advergaming, sieci

• gry mmo, gry przeglądarkowe, social gaming, gry mobilne, alternate reality games

advergamingowe

Zarejestruj sie‘ ' juz• dzis na

www.git2011.pl!

• najważniejsze kanały przychodowe, finansowanie

• modele biznesowe na rynku growym, finansowanie

Liczba miejsc ograniczona!

projektów

venture capitals

Organizator

32

Partner konferencji

Patronat branżowy

Patronat

Patronat medialny


WARTO WIEDZIEĆ

Be everywhere, be amazing, be real,

czyli jak budować swoją markę dzięki PR Anna Sobolewska Account Manager w Personal PR

Dobry startup to nie tylko dobry pomysł i niezła realizacja. Istotna jest niezachwiana wiara w prowadzony projekt. Jak ją rozpoznać? W rozbłyskujących oczach rozmówcy, któremu zdradzamy idee swojego startupu i przekazujemy energię, zaangażowanie i ekscytację w stosunku do tego, co robimy na co dzień. Dzięki takiej postawie skuteczna komunikacja będzie znacznie łatwiejsza. Dużo prościej będzie przekonać do pomysłu media, blogerów, potencjalnych klientów, a nawet i inwestorów.

Be everywhere Osoby tworzące i zarządzające startupami powinny być szczególnie aktywne. Be everywhere – w mediach, serwisach społecznościowych, na blogach, konferencjach, wydarzeniach branżowych. Mediów zajmujących się wyłącznie lub częściowo tematyką startupową jest tak wiele, że trudno jest w tym miejscu wymienić je wszystkie: MamStartup, Wystartowali, Antyweb czy Wyborcza.biz. Podobnie z wydarzeniami branżowymi: Startup Weekend, Startup Fest, Infoshare, Campy w różnych miastach – Olcamp, 3camp, KielceCom, WebWro i inne. Czy jesteś tym, który kilka miesięcy po uruchomieniu swojego projektu zdał sobie sprawę z tego, że zapomniał o

tym powiedzieć? Wierzę, że nie! Chciałabym chwilę przystanąć przy elemencie be in media. Media Relations jest bardzo ważnym elementem budowania wizerunku. Obecność w prasie, na antenie lub na wizji daje każdemu przedsiębiorcy możliwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców, w tym do grup docelowych. To doskonały sposób na budowanie znajomości marki. Warto więc prowadzić regularne działania zmierza-

jące do zainteresowania dziennikarzy unikalnymi cechami biznesu, w który wierzy się bezgranicznie. Istotne jest również komunikowanie każdego wydarzenia, zmiany czy sukcesu. Dlaczego? Po pierwsze pokazujemy swoją fir-

33


Jak to zrobić? Prostym i najpopularniejszym narzędziem komunikacji z mediami jest informacja prasowa, która powinna posiadać kilka cech: być newsem, czyli przedstawiać aktualne oraz istotne dla odbiorcy wydarzenie, być zwięzła i dostosowana do odbiorcy, do którego jest kierowana.

nym rynku są bardzo istotne. Kwestią, na którą należy zwrócić przy tym uwagę jest zachowanie w tym połączeniu prawdziwego „ja” marki. Co to oznacza? Konieczne jest dopilnowanie, aby to nie marka była dostosowywana do kreatywnego pomysłu, ale pomysł był tworzony specjalnie dla marki.

Be amazing Tytułowe stwierdzenie be amazing można odnieść do tworzenia notatki prasowej. Kreatywne podejście do komunikacji z mediami zawsze stawia adresata w dobrym (pożądanym) świetle oraz dodatkowo, a może i przede wszystkim, wpływa na skuteczność. Przykładem może być komunikat prasowy w formie komiksu, stworzony przez platformę internetową Adloyal. pl, którym media zainteresowały się ze względu na nietypową formę przekazu. Formą i grafiką komis był spójny np. ze stroną internetową platformy. Komunikat prasowy nie musi zawsze wyglądać tak samo Kolejnym przykładem niestandardowego podejścia do komunikacji z mediami jest infografika, stworzona przez twórców startupu Klikr.pl, którzy w ten sposób chcieli przygotować odbiorców do zbliżającego się uruchomienia serwisu. Be real Umiejętność wywołania uczucia zaskoczenia u odbiorców, znalezienie sposobów wyróżnienia się na konkurencyj-

Anna Sobolewska Account Manager w Personal PR. Prowadzi szerokie działania komunikacyjne dla firm z różnych branż. Odpowiada za projekt Fast PR, skierowany w szczególności do startupów.

źródło: fastpr.pl

mę jako rozwijającą się, w której wiele się dzieje – więc warto z nią współpracować, prowadzić biznes bądź wzmacniać jej szeregi. Po drugie – komunikujemy się w sposób dla siebie najlepszy, uzgodniony w strategii komunikacji, z użyciem haseł oraz słów, z którymi chcemy być kojarzeni. Poprzez to konsekwentnie budujemy pożądany wizerunek marki oraz oczekiwane skojarzenia klientów związane z proponowanym produktem lub usługą. Potwierdza to Robert Borowczyk, Członek Zarządu Mergeto. pl, który już od momentu startu serwisu stale prowadzi działania komunikacyjne: Aby wyróżnić swoją markę na rynku konieczne jest przemyślane oraz regularne mówienie o niej – w formie komunikatów prasowych, wywiadów czy obecności lub prelekcji podczas wydarzeń branżowych. Przy takiej liczbie startupów, które na co dzień powstają na europejskim rynku, inwestycja w PR i marketing jest dla mnie czymś koniecznym i oczywistym. W Mergeto.pl nie boimy się eksperymentów, dlatego próbujemy różnych metod komunikacji oraz promocji, aby sprawdzić, które w kontekście naszej platformy są najbardziej skuteczne. Najwyraźniej to się opłaca, gdyż już po pół roku od pojawienia się na rynku platforma Mergeto.pl została doceniona przez Microsoft i otrzymała wsparcie technologiczne tej firmy.


Okiem eksperta Karolina Janik, Managing Director w agencji Personal PR spodni jeansowych z najnowszej kolekcji. Przesyłka była zapakowana w złożoną na płasko kartonową szafkę. Po rozpakowaniu paczki i rozłożeniu kartonu, osoba mogła otworzyć kartonową szufladę i znaleźć w niej parę dżinsów. Koszt dla firmy Levi’s – praktycznie zerowy. Efekt: szerokie echo w mediach i w grupie docelowej.

Kreatywność w każdym elemencie prowadzonych działań PR jest ceniona. Dlaczego? O tym opowie Karolina Janik, Managing Director w agencji Personal PR www.personal-pr.pl: Z reguły za każdą dobrą kampanią PR stoi strategiczny, interesujący, a co za tym idzie kreatywny i dobrze przemyślany pomysł. Przypadek w działaniu PR-owca rzadko sprzyja dobrym efektom. Działanie PR będzie dodatkowo efektywne, jeżeli wspomniane wcześniej dobre, kreatywne pomysły będą współgrały ze strategią i celami komunikacyjnymi danej marki. Budżet postrzegany przez wiele osób, jako wyznacznik możliwości przygotowania dobrego kreatywnego działania, jest w PR o wiele mniej istotny. A potwierdzeń tego jest bardzo wiele.

Jednym z moich ulubionych przykładów kreatywnego działania PR dla marki jest akcja przeprowadzona przez agencję Mortierbrigade dla marki Levi’s w Belgii w 2010 r. Do wybranej grupy dziennikarzy, producent wysłał egzemplarze

Kreatywność w PR jest według mnie działaniem zintegrowanym, umożliwiającym marce skuteczne przebicie się z komunikatem do grupy celowej w nasyconym wprost do granic możliwości informacją i obrazem świecie. Powinno być wypadkową współpracy PR-owców ze specjalistami ds. sprzedaży i marketingu – podkreśla Karolina Janik

Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia. Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec ciebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci. Tylko życie jest naprawdę ważne. Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce. Steve Jobs Opis: fragment przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda. Źródło: Szukaj tego, co kochasz, Stanford Report, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011.

35


Nie stać nas na nierobienie PR „Większość startupów nienawidzi firm PR-owych, nie rozumie wszystkiego, co wiąże się z PR-em i komunikacją. Niestety tylko niektórzy rozumieją istotę tworzenia potężnej marki, budowanej poprzez PR, śledzenie i motywowanie inwestorów do większych starań i wyciągania ręki po potencjalnego klienta. Co tak naprawdę jest niepoprawnego w startupach i w jaki sposób naprawić ich złą komunikację. Powiedzmy szczerze – jest to zadanie czasochłonne, ale z całą pewnością warte zachodu.” – Właśnie w taki sposób organizatorzy konferencji e-nnovation zapowiadali wykład Alexa Barrera, założyciela i CEO Press42.com – portalu, który skupia się na wsparciu startupów w dotarciu do właściwych bloggerów. Innymi słowy można zaryzykować przedstawienie go jako PR-owca z doświadczeniem, choć z pewnością nie jest to wyczerpujące przedstawienie. Barrera jest także założycielem Inkzee.com, współzałożycielem i opiekunem Tetuan Valley (międzynarodowy inkubator startupów z siedzibą w Madrycie), mentorem startupowym w Gamma Rebels, Startupbootcamp Europe, Springboard or Ideas Inc (Singapur), a także partnerem w Okuri Ventures, sieci Sandbox Madrid Ambassador i opiekunem Startup Digest Madrid. Ufff, tyle jeśli chodzi o tytuologię i prezentację doświadczenia Alexa. Jednym słowem – człowiek, którego wypowiedzi w kwestiach komunikacji warto wziąć sobie do serca. Dzięki uprzejmości organizatorów e-nnovation udało się nam dotrzeć do Alexa i zadać mu kilka pytań. Zresztą przeczytajcie i oceńcie sami. Rozmawiał Marek Dornowski

Czy bycie hakerem też się liczy? Z IT związany jestem od 6 roku życia, więc to jakieś 24 lata. A praca? Z pewnością już więcej niż 10. A zatem, czy nie jest to już wystarczające doświadczenie by kontynuować karierę w jakiejś topowej firmie, na wysokim stanowisku w myśl zasady: czy się stoi czy sie leży…? Pewnie, bezpieczna praca, dużo doświadczenia i wspaniałe zawodowe perspektywy, w sumie przecież o to chodzi, nieprawdaż? Pytanie retoryczne, co? A zatem co ciągnie Cię do startupów?

36

Tak jak zawsze powtarzam, bycie przedsiębiorcą nie jest wyborem, to sposób na życie. Dla mnie to po prostu mój sposób na siebie. Taki jestem. Ja nie wybieram startupów, po prostu nie potrafię wyobrazić sobie czegoś, co tym startupem nie jest. Myślę, że tu chodzi o wybory, bycie zdolnym do tego, by zmieniać świat, brak limitów, totalna wolność… Trochę to retoryczne… Nie ma dwóch takich samych dni, rozumiem, ale z drugiej strony startupy są okropne w tak wielu kwestiach. Takich jak...? Takich jak komunikacja… sam o tym wspominałeś na ostatniej konferencji e-nnowavation.

Jasne, startupy powiedzmy, że dają ciała w wielu kwestiach, ale szczerze powiem, że to jest jedna z tych rzeczy, które czynią je pięknymi. Samo to, że stale się uczysz. Naprawisz jedną rzecz, a tu coś innego już się psuje i już musisz działać. To ekscytujące! Gdybym musiał jakiś dzień przeżywać po raz drugi… chyba wolałbym się zabić. Jaki jest Twój ulubiony numer? Pytam, bo jestem ciekawy źródeł marki Press42.com. Dlaczego akurat 42? Czy w tej liczbie jest coś specjalnego? Hahaha…, zawsze byłem bardzo… numeryczny. Liczba 42 ma dla mnie bardzo specjalne znaczenie z kilku powodów. Część odnosi się do mojej zwa-

Źródło e-nnovation

Alex, jak długo pracujesz w branży IT?


riowanej osobowości, część do sfery intelektualnej. Pierwszy to odpowiedź na ostateczne pytanie o życie, kosmos, wszechświat i to wszystko (wskazówka ukryta jest w przewodniku Hitchhickera do galaktyki), a inny jest taki, że jest to liczba linijek w pierwszej wydrukowanej książce, czyli Bilbii Gutenberga. Jestem książkowym molem. A więc co tam robisz w tym Press42.com i to, co jest jeszcze ważniejsze, jak to robisz? Pracujemy, starając się budować kontakty pomiędzy startupami a dziennikarzami, chociażby takimi jak Ty. Tak jak ktoś mi ostatnio powiedział to taki Match.com tyle, że nie dla zakochanych, a dla startupów i dziennikarzy. Pozwala dziennikarzom sprecyzować to, o czym piszą (rodzaj, język, rynki etc.) a startupowcom pozwala dotrzeć do właściwej osoby we właściwym rynku. Całe piękno tego systemu polega na tym, że pracuje on (a przynajmniej staramy się aby pracował) automatycznie, bez ludzkiej interwencji (taką przynajmniej mamy nadzieję. Chociaż Twoja główna baza jest w Hiszpanii, miałeś już kilka spotkań z polskimi startupami. Jakich wskazówek, znając ich nastawienie i postawę, udzieliłbyś im, żeby ulepszyli swój PR? Ohh, szczerze mówiąc polskie startupy są doskonałe jeśli chodzi o stronę techniczną, ale totalnie zawalają sprawę jeśli chodzi o PR. My Hiszpanie nie jesteśmy z kolei aż tak dobrzy od strony

technicznej, ale z całą pewnością potrafimy mówić, i to dużo. Myślę, że najlepszą radę, jaką mogę im dać jest to, by przestali kodować, a zaczęli rozmawiać, współpracować z ludźmi, którzy są spoza tej „bezpiecznej strefy”, która zawsze będzie na tak. Niech wyjaśnią to, co robią i niech obserwują reakcję. Jeśli będzie to typowe: acha, wiesz, że musisz to poprawić, ale jeśli usłyszysz: kiedy mogę zacząć tego używać, to już wiesz, że trafiłeś w samo sedno. Zdecydowanie bardzo ważne jest, by zacząć budować relacje z dziennikarzami. Im szybciej tym lepiej. Sam z pewnością chętnie wysłuchałbyś dobrej historii przy kubku gorącej, dobrej kawy. Ale to, co mówisz, to bieg długodystansowy. Nie możesz oczekiwać, że zobaczysz rezultaty w tydzień. To może zniechęcać ludzi, bo pracują nad czymś, czego nie mogą od razu dostrzec. Jasne, z pewnością, ale kto powiedział, że będzie łatwo? To tak jak ze wszystkim w życiu, długoterminowa wersja jest najbardziej potężna. Ludzie nie doceniają długoterminowego planowania, a kiedy pewne rzeczy się zdarzają nazywają to po prostu szczęściem. Tymczasem budowanie marki to długodystansowy wyścig. Im więcej nad tym pracujesz, tym więcej dostaniesz. Czasem, jeśli masz szczęście, możesz dostrzec rezultaty w bardzo krótkim czasie, ale nawet wtedy nie zapominaj, że w tej grze chodzi przede wszystkim o przyszłość. Mamy mocno napięty budżet, nie mamy jeszcze przychodów, nie ma sprzedaży, nie mówiąc już o przekroczeniu progu rentowności. Tysiące rzeczy do przemyślenia, a Ty wchodzisz i mówisz: skupcie się na PR, to jeden z kluczowych czynników sukcesu. Jasne, zawsze słyszę: żeby rozpocząć działalność firmy potrzebuję pieniędzy. I zawsze pytam: na co? Powiedz, na co chcesz je wydać. I wiesz, jaką odpowiedź otrzymuję? Żadnej. Większość ludzi nie ma pojęcia, dlaczego potrze-

buje pieniędzy. Prawdę powiedziawszy bardzo rzadko potrzebujemy dużych pieniędzy, by coś naprawdę stworzyć. PR? No cóż, szczerze mówiąc, jeśli pracujesz nad tym codziennie choćby trochę to wcale nie musi być takie drogie. Ale jeśli faktycznie próbujesz robić to, co ja nazywam podwójnym domniemaniem, czyli prasa nie ma bladego pojęcia, kim jestem, a ja chciałbym, żeby wiedziała i od razu pisała, natychmiast, no to wtedy faktycznie będzie to bardzo, bardzo drogie. Na tym polega cały trik. Jeśli budujesz relacje i komunikujesz swój pomysł w sposób jasny i prosty, robienie PR nie jest drogie. Wracając do Press42 staramy się obniżyć barierę jeszcze bardziej, pobierając zamiast stałej opłaty miesięcznej po prostu opłatę za konkretną informację prasową. W takim modelu płacisz tylko za to, z czego korzystasz, chociaż szczerze mówiąc bardzo chciałbym widzieć aktywne startupy. Nie chodzi tu nawet o pieniądze, ale o to, że jest to najlepszy sposób na budowanie liczby zwolenników. Startupy nie stać na to, by nie prowadzić działań PR. Podpisałbyś się pod tym? Z pewnością. 10 lat temu mieliśmy garstkę startupów. Teraz przedsiębiorcy dosłownie wyrastają z ziemi i zalewają każdy kraj startupami. To oznacza, że jeśli chcesz zebrać pieniądze albo dostać się do już poobijanego umysłu użytkownika, to z pewnością musisz robić PR. Możesz nazwać to nowym PR-em ale w pewnym sensie musisz być w zasięgu. Alex wielkie dzięki, mam nadzieję do pogadania wkrótce. Dzięki za rozmowę. Jeśli ktoś chciałby szerzej pogadać w temacie, może mnie znaleźć na @abarrera lub @42press.

37


Czy inkubatory poprawią pozycję Polski na europejskiej mapie przedsiębiorczości? Jerzy Kawa ekspert InQbe

W Polsce mamy ok. 100 inkubatorów przedsiębiorczości. Pod względem innowacyjności dziś nasz kraj jest klasyfikowany na 22 miejscu wśród krajów UE-27, w grupie tzw. umiarkowanych innowatorów. Kiedy zastanawiamy się nad rolą inkubatorów przedsiębiorczości i ich wpływie na miejsce w rankingu, nie jest łątwo sformułować odpowiedź. Po pierwsze dlatego, że pytanie sugeruje odpowiedź, którą można porównać z aksjomatem, czyli z oczywistą prawdą: przecież inkubatory przedsiębiorczości po to właśnie się powołuje, aby przedsiębiorczość kreować. Oznacza to, że powstanie i jakiekolwiek – chociażby niemrawe – działanie inkubatora sprzyja przedsiębiorczości. Czy jednak ostatecznie mają one wpływ na poprawę pozycji Polski na europejskiej mapie przedsiębiorczości, to jest daleko trudniejsze pytanie. Trzeba bowiem znaleźć

wskaźniki mierzące przedsiębiorczość, a to wymaga w ogóle zrozumienia samego pojęcia oraz wyjaśnienia, dlaczego miałoby nam wszystkim zależeć na „poprawie pozycji” i ostatecznie, czy nam się opłaci powoływać inkubatory po to, aby poprawiać „pozycję” na mapie przedsiębiorczości? I na koniec – a co to jest przedsiębiorczość i czy w ogóle warto się nad tym pojęciem zastanawiać? Pojęcie przedsiębiorczości spopularyzował Peter F. Drucker, największy chyba doradca biznesowy XX w. Drucker zdecydowanie określił się „po stronie” przedsiębiorczości jako cennym zasobie całego społeczeństwa i opisał ją jako umiejętność dostrzegania obszarów o wysokiej efektywności (szans rynkowych) i przesuwania posiadanych zasobów z obszarów o niskiej efektywności do obszarów o wysokiej

efektywności. Działalność taka wiąże się oczywiście z pewnym ryzykiem, bo skąd pewność, że trafnie zidentyfikowaliśmy „obszar o wysokiej efektywności” oraz że umiemy sprawnie „przesunąć zasoby” do tych obszarów? Mówiąc o przedsiębiorczości Drucker zauważa, że nie zawsze chodzi tylko o przedsiębiorców w sensie właścicieli przedsiębiorstw – nie wszyscy spośród nich są przedsiębiorczy w rozumieniu definicji. Weźmy na przykład tablet zaproponowany przez Steve’a Jobsa. Tablety na rynku pojawiły się już wcześniej i od razu zostały zauważone, ale produkowano je wg drogiej technologii i musiały korzystać z oprogramowania laptopa. W rezultacie okazały się wynalazkiem drogim i nie podnosiły zanadto użyteczności komputerów. IPad, po zaproponowanych zmianach, stał się urządzeniem samodzielnym, korzystającym z bezprzewodowej sieci internetu i umożliwiającym z korzystania programów i urządzeń w sposób niezależny od ciężkich komputerów i nieco lżejszych laptopów. I to była główna korzyść z IPadów – okazały się mobilne, lekkie, bez potrzeby częstego ładowania z niezwykle wyrazistym obrazem. Mobilność nowego tabletu umożliwiło zaproponowanie fanom informatyki korzystanie z Appstora (kolejny nowy pomysł) i jego bogatej oferty produktowej i usługowej, co doprowadziło do zmiany jakości życia całego społeczeń-

Źródło: Pro Inno Europe, Inno-Metrics, Innovation Union Scoreboard 2009. Comparative analysis of innovation performance, Fabruary 2011, s. 4. http://www.proinno-europe.eu/inno-metrics/page/innovation-union-scoreboard-2010

38

Źródło: Inqbe.pl

Wykres 1. Wartości Sumarycznego Wskaźnika Innowacyjności (Summary Innovation Index - SII) dla poszczególnych państw członkowskich Unii Europejskiej


stwa. Masowy zakup nowego rozwiązania przyniósł firmie Apple ponad przeciętne zyski, stawiając ją w czołówce największych firm świata. Oczywiście zaraz potem powstało tabletowe szaleństwo, umacniając jej rynkową i finansową pozycję. Decyzje produkcyjne innych firm komputerowych spowodowały, że obecnie wiele przedsiębiorstw dostarcza swoje konstrukcje tabletów, doprowadzając do nasycenia rynku po różnych cenach i nieomal dla każdego klienta. Jednak zgodnie z podaną definicją – przedsiębiorcy podejmujący ryzyko pójścia w ślady firmy Apple są już tylko naśladowcami, a ich decyzje nie gwarantują tak dużych dochodów jak w przypadku lidera innowacji. Oznacza to, że innowacja nie tylko zmienia jakość życia społeczeństwa, lecz także jest ważnym źródłem pomnażania jego bogactwa. Warto zatem być innowacyjnym i przedsiębiorczym – a dla wielu obydwa pojęcia są wręcz synonimem. Tak wielkie wynalazki zdarzają się rzadko. Dlatego zadano sobie pytanie, co przyczyniło się do tego, że ponownie – po IBM i Microsofcie – amerykańska firma nadała impet całej branży? Dlaczego nie był to któryś z konkurentów w Azji? A w końcu i w Polsce były (kiedyś) dwie duże firmy komputerowe, dopóki urzędnicy nie zniszczyli ich błędnymi decyzjami. Odpowiedzi pośrednio dostarczają wyniki badań z końca XX w., opublikowanych przez amerykańskiego (ponownie!) ekonomistę i stratega M. Portera: przedsiębiorstwa osiągają przewagę konkurencyjną poprzez akty innowacji. Porter zauważa, że rozmiar innowacji (inaczej: doniosłość wynalazku) pozostaje bez znaczenia. Wręcz odwrotnie – to niewielkie innowacje mają decydujący wpływ na rozwój społeczeństw. Wiele innowacji ma charakter wręcz przyziemny, przyrostowy, polega na drobnych odkryciach i udoskonaleniach dokonywanych przez zwykłych przedsiębiorczych ludzi: pracowników przedsiębiorstw i instytucji, a nawet

Tabela 1. Czynniki wpływające na poziom innowacyjności Lista czynników

Miejsce Polski w UE-27

Human Resorces

13

Open, Exellent and Attractive Research Systems

23

Finance and Support

19

Firm Investments

15

Linkages and Entrepreneurship

24

Intellectual Assets

20

Innovators

26

Economic effects

24 Źródło:Pro ProInno Inno s. 13. 13. Źródło: …,…,str.

przez przysłowiowe gospodynie domowe. Jednak łącznie tworzą one atmosferę innowacyjności i przedsiębiorczości, a ich często drobne usprawnienia i innowacje mają razem większy wpływ na rozwój społeczeństwa niż innowacja pojedyncza, określana jako poważny przełom techniczny. Bez małych aktów innowacji wielkie odkrycia nie są możliwe. Wielkie innowacje powstają w innowacyjnym otoczeniu: innowacje zawsze wiążą się z inwestowaniem w umiejętności i wiedzę oraz w zasoby i reputację marki. Z pewnymi wyjątkami innowacja jest rezultatem wielkiego wysiłku, determinacji, często pomimo dużych przeciwności, a więc stanowi rezultat nastawienia, kultury całego społeczeństwa (lub dużych jego grup). Wyniki badań Portera pokazują, że by się powiodła, niezbędne są zazwyczaj naciski, konieczność, a nawet trudna sytuacja: „lęk przed stratą często okazuje się silniejszy w budowaniu atmosfery innowacyjności i poszukiwania, niż nadzieja na zysk”. Czy inkubatory przedsiębiorczości mogą poprawić pozycję Polski na europejskiej mapie przedsiębiorczości? Oczywiście tak, ale z kilkoma zastrzeżenia-

mi: musi być ich wiele, muszą zapewnić inwestowanie w umiejętności i wiedzę, umożliwić inwestycje w zasoby i reputację marki i… mobilizować do wysiłku, determinacji oraz walki z przeciwnościami, zbliżając wnioskodawców i autorów projektów do realiów rynkowych. W Polsce mamy ok. 100 inkubatorów przedsiębiorczości, z czego 35% określa swoją specjalizację jako IT, usługi 25%, oraz handel i usługi – po 20%. Można powiedzieć, że jest to ok. 1 inkubator na 380 tys. Polaków oraz na ok. 15–20 tys. aktywnych przedsiębiorstw, więc chyba niewiele. Nie są zatem w stanie stworzyć innowacyjnego otoczenia. Potwierdzają to dane europejskie: pod względem innowacyjności Polska obecnie jest klasyfikowana na 22 miejscu wśród sklasyfikowanych krajów UE-27, w grupie tzw. „umiarkowanych innowatorów” (ang. moderate innovators – kolor niebieski). Ich przeciętny poziom innowacyjności jest o ok. 50% niższy niż przeciętnie w Unii Europejskiej i o ok. 70% niższy niż poziom reprezentowany przez liderów innowacji (kolor granatowy).

39


Prawo z głową w chmurach. Regulacje gonią technologię Dlaczego warto kupować u polskich dostawców? Jak prawo musi dostosować się do nowych technologii? I skąd wiedzieć, co nam wolno w „chmurze”? To tylko część pytań, które stawiamy, od kiedy cloud computing pojawił się w centrum zainteresowania. W tym materiale postaraliśmy się na nie odpowiedzieć. Lidia Skrzyniecka

Skąd ta pewność? Ponieważ produkcja oprogramowań SaaS (Software as a Service) jest opłacalna zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Stosunkowo niskie koszty produkcji, jak i niskie koszty użytkowania połączone z maksymalną mobilnością aplikacji sprawiają, że stają się one bezkonkurencyjne wobec tradycyjnych „pudełkowych” wersji. Cloud computing wygrywa w statystykach. Według wrześniowego badania przeprowadzonego przez firmę IBM w 71 krajach (również w Polsce), można wy-

wnioskować, że coraz więcej dyrektorów działów IT wprowadziło, bądź chce wprowadzić w ciągu najbliższych 3–5 lat, model cloud computingu do swoich firm – komentuje Marcin Sznyra ze spółki Exnui, która dostarcza rozwiązania oparte o chmurę. – W Polsce jest to blisko połowa z nich. A co jest najistotniejsze, z takim zamysłem zgadzają się także szefowie tych firm. Czy zatem w ciągu najbliższych kilku lat możemy spodziewać się cloud computingowego boomu? Cytując brytyjski dziennik „The Guardian”: w roku 2020 znaczna większość użytkowników sieci będzie użytkowała oprogramowania on-line oraz dzieliła się informacjami za pośrednictwem chmury. – Według mnie przewidywania te mają dużą szansę spełnić się również w Polsce – dodaje Sznyra. – W

porównaniu z 2010 rokim zauważyliśmy znaczący wzrost zainteresowania usługami udostępnianymi w chmurze. Według mnie to jedyny możliwy kierunek, w którym możemy się rozwijać. W związku z widocznym ukierunkowaniem na cloud computing na całym świecie zaczęto wnikliwie przyglądać się „chmurze” i temu, co ona ze sobą niesie. Szybko okazało się, że regulacji wymaga miedzy innymi jej prawna strona. – Prawo zawsze pozostawało w tyle za rzeczywistością gospodarczą – mówi Jakub Jan Kubalski z kancelarii DZP. – To twierdzenie staje się szczególnie oczywiste w świecie IT, w którym nowe rodzaje usług pojawiają się niezwykle prędko, zastępując poprzednio istniejące. Niemniej jednak, nawet, gdy w biznesie pojawiały się nowe rozwiązania, dotychczasowe for-

Foto: Karolina Woźniakowska

Cloud computing jest obecnie dominującym trendem na rynku aplikacji dla firm. Wszystko również wskazuje na to, że jest on kierunkiem przyszłości dla wszystkich producentów oprogramowania, a tym samym dla użytkowników.


muły prawne pozostawały nadal aktualne. Kodeks cywilny, przykładowo, nie musiał doznać wielkich zmian, by dostosować zawarte w nim normy do umów zawieranych przez internet. Zmiany te jednak nie dotknęły istoty oraz zasad prawa cywilnego. Sądzę, że podobnie będzie w stosunku do usług przetwarzania w chmurze. Nie potrzebna jest rewolucja, lecz dostosowanie prawa. Jak dostosować prawo do naszych potrzeb? Nie jest to jednak prosta kwestia, ponieważ przepisy prawne dotyczące cloud computingu obejmują swym zasięgiem zarówno kwestie praw autorskich, licencji, ochrony danych osobowych, jak i prawa podatkowego. Wykracza to daleko poza prawne granice związane do tej pory z informatyką. Dodatkowo należy pamiętać, że na całym świecie istnieją zróżnicowane systemy prawne oraz różne przepisy, a firmy, z których usług korzystamy, nie zawsze mają swoje siedziby w Polsce. Trudność sprawia jeszcze kwestia precedensów prawnych. Historia orzecznictwa w sprawach dotyczących „chmury” jest bardzo krótka i trudno polegać wyłącznie na niej. – Niektóre reżimy prawne czeka bardziej gruntowna przebudowa – zaznacza Kubalski. – Dotyczy to przede wszystkim regulacji ochrony danych osobowych. Reforma w tym zakresie czeka zarówno państwa członkowskie Unii Europejskiej, gdzie ochrona danych osobowych jest ujed-

nolicona na podstawie dyrektywy 95/46/WE, jak i Stany Zjednoczone, gdzie prawo to, co do zasady, nie jest ujednolicone i funkcjonują odmienne rozwiązania dotyczące różnych branż i terytoriów. W ramach struktur UE działa tzw. Grupa robocza art. 29 ochrony danych osobowych. Istnieje silne przekonanie w branży, iż w wyniku jej prac, wkrótce pojawi się projekt zmian dyrektywy 95/46/WE. Nasze dane a reguły bezpiecznej przystani. Często słyszy się opinie, że w przypadku „chmury” można skorzystać częściowo z bazy prawnej umów outsourcingowych. Jest to jednak błędne skojarzenie, ponieważ jedyne, co łączy oba modele to angażowanie w nasze sprawy firmy zewnętrznej. Jednak odbywa się to na zupełnie innych zasadach. My skupimy się na tym, co nam pomoże zrozumieć funkcjonowanie „chmury”. Najważniejszym zagadnieniem prawnym związanym z rozwiązaniami opartymi o „chmurę” wydają się być dane osobowe oraz ich ochrona. – Dane osobowe to takie, które pozwalają lub umożliwiają identyfikację osoby fizycznej – tłumaczy Jakub Kubalski. – Przykładowo, sklep internetowy będzie przetwarzał dane osobowe swoich klientów dla celów realizacji zamówień, wysyłki towarów. Oznacza to, że taki sklep będzie podlegał obowiązkom

i ograniczeniom wynikającym z polskiej ustawy o ochronie danych osobowych jest implementacją dyrektywy 95/46/ WE. Ograniczenia takie dotyczą przede wszystkim przekazywania danych osobowych przez administratora danych osobowych (właściciel sklepu internetowego) innemu podmiotowi (firma IT świadcząca usługi przetwarzania danych). Problemy narastają, jeżeli takie przekazanie ma się odbyć poza terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Ustawa wymaga, aby państwo docelowe dawało gwarancje ochrony danych osobowych na swoim terytorium przynajmniej takie, jakie obowiązują na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Komisja Europejska wydaje decyzje, które stanowią, iż dane państwo spełnia takie wymaganie. Jak dotąd decyzje zostały wydane w stosunku do następujących państw: Argentyna, Kanada, Szwajcaria, wyspy Guernsey, wyspy Owcze, wyspa Man, częściowo Izrael i Australia. Powierzenie przetwarzania danych osobowych przedsiębiorstwom w Stanach Zjednoczonych, które wdrożyły tzw. reguły bezpiecznej przystani (Safe Harbour pivacy principles), również będzie zgodne z prawem europejskim i polskim.

Jakub Jan Kubalski, prawnik z Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka Problem ochrony naszych danych narasta w sytuacji, w której narzędzia, aplikacje i wszystkie funkcjonalności naszego przykładowego sklepu internetowego funkcjonują w chmurze. Usługi cloud computing są z zasady zdecentralizowane i globalne. Zatem, na chwilę obecną, dopóki nie nastąpią zmiany w prawie, warto zweryfikować czy serwery, które mają przetwarzać dane osobowe klientów, były umiejscowione w państwie, które spełnia wymagania prawa dotyczące minimalnego poziomu ochrony danych osobowych.


PO GODZINACH

Rafał Janik | Z BIBLIOTEKI STARTUPOWCA

Nie sposób przeczytać wszystkie pozycje dotyczące prowadzenia biznesu w sieci. Nie czytać niczego też nie jest dobrym rozwiązaniem. W tym numerze rozpoczynamy cykl rekomendacji wartościowych lektur, które powinny stać na półce każdej bibiloteki startupu. Przeglądu lektur i rekomendacji dokonuje Rafał Janik.

Paweł Tkaczyk to chyba jedna z najaktywniejszych osób w polskim internecie. Właściciel firmy Midea, aktywny bloger Paweltkaczyk.midea.pl, twórca podcasta „Mała wielka firma”, prelegent i szkoleniowiec z zakresu marketingu i budowania marki. Do tego szerokiego wachlarza Paweł dopisał książkę Zakamarki Marki.

Tytuł: Zakamarki Marki Autor: Paweł Tkaczyk Wydawnictwo: One Press Rok wydania: 2011

To książka o budowaniu silnej marki. Jednak nie jest to zwykła książka. Autor prowadzi czytelnika przez wszystkie aspekty marki. To historia, która pozwal czytelnikowi zrozumieć, że na markę składa się coś więcej niż nazwa i kolorowy logotyp. Według Pawła marka to spójna historia, na którą składa się wiele elementów i każdy z nich jest tak samo ważny. Paweł pokazuje: - czym jest marka, - jak zbudować dla niej strategię, - jak ją komunikować, - jak ją pokazać graficznie, - jak wykorzystać nowe media w budowaniu relacji z marką. Istotne w książce jest to, że napisał ją praktyk, który pomagał budować zarówno duże, jak i małe marki. Sposób prowadzenia narracji pozwoli laikom i ekspertom znaleźć w niej coś dla siebie. Każdemu po przeczytaniu tej książki na pewno da do myślenia. PS Pożyczyłem tę książkę znajomemu, który otwiera właśnie swój biznes. Nazwałbym go startupem mechanicznym – który opiera się na wyspecjalizowanej wiedzy na temat budowy silników i pomp okrętowych. Po przeczytaniu tej książki znajomy jest zachwycony, ponieważ po kilku godzinach poświęconych na lekturę, zdobył silne podstawy do budowania marki, gdyż biznes już ma.

42


Steve Jobs 1955-2011 Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów, żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I najważniejsze – miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją. Steve Jobs Opis: fragment przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda. Źródło: Szukaj tego, co kochasz, Stanford Report, tłum. „Forum”, 29 sierpnia 2011.


e-profit - listopad  

Magazyn poswiecony rynkowi nowych technologii. Wywiady ciekawostki analizy - wszystko co chcielibyscie wiedziec o e-biznesie.

e-profit - listopad  

Magazyn poswiecony rynkowi nowych technologii. Wywiady ciekawostki analizy - wszystko co chcielibyscie wiedziec o e-biznesie.

Advertisement