Page 1

Mariusz Chyżyński Chłopiec który znalazł latarkę. Agnieszce Być w harmonii z Niebem nazywa się Niebiańska Radością… Ta Niebiańska Radość kształtuje umysł mędrca, którym on karmi wszystko, co jest pod sklepieniem niebieskim… Chuang Tsy Prawdziwa księga południowego kwiatu, XIII, 2 Chłopiec budził się co jakiś czas i przenosił swoje posłanie wzdłuż ścian, tak, aby uniknąć lodowatej wody kapiącej z otworów w podrdzewiałym, metalowym suficie. Stalowe, lekko wypukłe sklepienie nakrywało jego idealnie okrągłą, betonowa piwnicę, z której koncentrycznie rozchodziło się siedem korytarzy. Jak szprychy wielkiego koła. Chłopiec pamiętał, że te kilkadziesiąt ton stali jest tak naprawdę podstawą głównej kopuły Obserwatorium. Wiedział też, że pełny obrót zatacza dwa razy w ciągu dnia. Powiedziała mu o tym Mama. Starał się jednak, aby myśl o tym, że gdzieś tam, w górze istnieje inny świat nie przebijała się zbyt często do świadomości. Tak było łatwiej znieść samotność w piwnicach starego gmachu. Pokolenia Magistrów badały tu mechanizmy obrotu Sfer Nieba śledząc drogi planet i gwiazd, ich układy, koniunkcje i wzajemne zależności. Aż przyszedł czas kiedy życie ludzkie przyspieszyło i straciło swoją wartość. Wojna, choroby i nienawiść spustoszyły Świat, tak, że nie znalazłby się pośród milionów choćby jeden człowiek, który by nie utracił kogoś z bliskich. Później, kiedy nastał już czas pokoju, czas Wielkiego Handlu, nikt nie zaprzątał już sobie głowy patrzeniem w Gwiazdy. Nauka stała się kolejnym towarem i jeśli ktoś potrzebował unieść głowę i spojrzeć w Niebo to po to jedynie, aby wytyczyć drogę dla potężnych rakiet, mających z dalekich, międzygwiezdnych przestrzeni przynieść zysk. Ludzie nowej ery wytyczali cele, myślenie pozostawiając potężnym liczącym maszynom. Te zaś pozbawione wrażliwości nie kontemplowały piękna Wszechświata który ujarzmiały. Szybko, coraz szybciej słano nowe rakiety. Dalej, coraz to dalej przywożąc więcej i jeszcze więcej. Maksymalizując zyski udziałowców i podnosząc swoją mozolną, cierpliwą, nieustanną pracą coraz wyżej i wyżej słupki ekonomicznych wskaźników. Maszyny myślące z taką samą mechaniczną obojętnością z jaką szeregowały w swoich przepastnych pamięciach gwiazdy i planety mogłyby katalogować ziarnka piasku. Każde według przyrodzonych mu właściwości. Mogłyby liczyć i poznawać ogórki. Co zresztą niektóre z nich czyniły w sklepach ze zdrową żywnością. Dla cudem ocalałego po masowych bombardowaniach miasta Obserwatorium przyszły złe czasy. Ostatni pozostali przy życiu Magistrowie porzucili Sztukę i pojęli mężów i żony. Każdy wedle swoich upodobań. Dozór nad rdzewiejącymi resztkami dającymi świadectwo dawnej mądrości na zlecenie Bezimiennego Konsorcjum - nowego właściciela nieruchomości - powierzono firmie ochroniarskiej. Jej pracownicy oliwili raz w tygodniu główny mechanizm i patrzyli bez należytego podziwu jak wielka konstrukcja porusza się sama, magicznym zdawałoby się sposobem. Precyzyjnie dostrojona do Obrotów Sfer maszyneria wymagała bowiem siedmiokrotnego zakręcenia Kołem Sterowym, tak, aby dzięki magnetycznemu rezonansowi z jądrem Świata i jego Satelitą i Układem gwiezdnym powoli i majestatycznie obracać się w kierunku wstecznym do obrotu planety. Ochroniarze i technicy nie zaglądali jednak nigdy do rozległego systemu piwnic i podziemi rozciągających się pod Obserwatorium. Dopóki wszystko działało nikt nie kwapił się do wyłamania zaspawanych drzwi, zwłaszcza, że plotki głosiły, ze w ostatnich dniach Wojny, siedem lat wcześniej, uwięziono tam żywcem grupkę uchodźców. Kobiety, dzieci i starców. Szeptem powtarzane legendy mówiły o wielkich jak wyżeł szczurach, wykarmionych na ciałach niewinnych ofiar, rozmnażających się kazirodczo i żywiących przedstawicielami własnego gatunku. Tak właśnie wyglądało Obserwatorium. I nikt nie domyślał się, że poniżej poziomu gruntu żyje, walczy i marzy Chłopiec.


Kopnięciem przetrącił szczurowi lewy z karków. Prawą głowę skręcił potężnym szarpnięciem ramion. Pił jeszcze ciepłą krew i zastanawiał się, dlaczego niektóre Zwierzątka mają dwie głowy, a inne, jak jego oswojony towarzysz Burek, tylko jedną… Rozmyślając liczył krople spadające ze ścian. Nucił cicho w takt tej jedynej muzyki jaką znał. Wydobytym z cholewy buta nożem odciął duży kawałek mięsa i rzucił Burkowi. Czerwone oczy zalśniły radością kiedy olbrzymi szczur albinos rzucił się na posiłek. Chłopiec wstał i ostrożnie stawiając kroki począł iść ciemnym korytarzem w stronę swojej okrągłej piwnicy. Burek podążył jego śladem.

„Trzeba opowiedzieć Mamie o udanym polowaniu”, myślał Chłopiec i znowu

zrobiło mu się smutno, bo Mama od dawna przestała się do niego odzywać i nie chce otworzyć drzwi do ciasnej klitki, do której poszła po tym jak pogryzło ją wyjątkowo duże Zwierzątko. Kochał swoją Mamę i czuł się coraz bardziej samotny. Nagle, z otworu w suficie błysnęło światło i dziwnie wirując w powietrzu zaczęło opadać w kierunku zafascynowanego nieznanym widokiem Chłopca. Podłużny przedmiot upadł tuż pod jego stopami. Nadal świecił z jednego końca. To było piękne, to było wspaniałe i magiczne. Pamiętał światło słońca, ale ten snop jasności który omiatał oddaloną o kilkadziesiąt kroków ścianę wydał mi się po stokroć piękniejszy. Burek nie podzielał chyba jego fascynacji, bo kiedy dostał się w zasięg światła z urażonym piskiem uciekł w stronę najciemniejszej części pomieszczenia. Chłopiec policzył tymczasem wszystkie cegły okrągłych murów i ucieszony nowym znaleziskiem udał się, aby obejrzeć dokładnie resztę podziemia. Kilkaset metrów wyżej jeden z Techników klął swojego pecha. Nowa latarka, z gatunku tych niezniszczalnych, atomowych, co to mogą świecić przez siedemdziesiąt siedem lat bez przerwy. Przepadła przez nieuwagę. Trzeba połatać te dziury, bo dziś latarka, a jutro ktoś z obsługi wpadnie do piwnic i zostanie pożarty przez szczury. Dreszcz przeszedł go na wspomnienie przerażającego, piskliwego skowytu, jaki coś, chciał wierzyć że wyjątkowo duży szczur, wydało najwyraźniej trafione latarką. Pierwszą Księgę Chłopiec odnalazł tuż po tym jak nauczył się rozwiązywać łamigłówki strzegące drzwi do niektórych pomieszczeń. Trzeba było tylko przesunąć kolorowe kulki na właściwe tory. Nie wiedział dlaczego, ale zawsze znał prawidłową odpowiedź. Dzięki Latarce dowiedział się o istnieniu owych zagadek. Litery w Księdze były nieco inne od tych które znał, ale szybko przyzwyczaił się do nich i już po pierwszej godzinie był w stanie odczytać tytuł głęboko wytłoczony w skórzanej okładce. MACHINA MUNDI. Kolejnym problemem z jakim się musiał się zmierzyć było to, że nie znał ani słowa z języka w którym zapisana była Księga. Postanowił przeczytać ją i tak. Zaciekawiły go bowiem dziwne obrazki składające się z zakrzywionych linii, kółek i kropek które w niej znalazł. Na początek policzył słowa. Potem


policzył litery. Jeszcze później policzył ile razy występuje w tekście każda z liter. Tym sposobem, wiele obrotów sufitu później, był w stanie zrozumieć pierwsze słowa Księgi. W rzeczywistości nasz Świat krąży dookoła Dziennej Gwiazdy po orbicie w kształcie elipsy. My, Magistrowie, dokonujemy jednak obliczeń wedle Starszej Szkoły, która mówi nam, że to Świat nieruchomo spoczywa w centrum Wszystkiego. Godzi się albowiem abyśmy próbując usłyszeć Muzykę Sfer czynili to podle Sztuki, tak jak czynili to ludzie uczeni przez niezliczone pokolenia przed nami. Chłopiec nie rozumiał zbyt wiele z tego, o czym czytał. Odkrył jednak tysiące tomów i przeczytał je wszystkie. Ograniczył sen i polowania, zaniedbał swojego przyjaciela Burka, aż ten zdziczał i przestał mu towarzyszyć. Czasami płakał , na przykład wtedy, kiedy natrafił na jakieś szczególnie trudne i fascynujące zagadnienie. Pewnego dnia odkrył na przykład pokój pełen Ksiąg zapisanych szlaczkami i kropkami oraz inne, pełne znaków wyglądających jak kostki młodych Zwierzątek wysypane na ziemię. Kulił się wtedy u drzwi, za którymi uparcie milczała Mama i łkał. Potem podniósł się i odgarniając z piersi włosy, które w międzyczasie wyrosły mu również na policzkach wracał do Ksiąg. Tak długo liczył znaki, aż do jego świadomości, po trosze również dzięki rysunkom i planszom, przebiło się ich znaczenie. W ten sposób poznał kolejne języki i przyswoił kolejną wiedzę. Tak to, starzejąc się w świetle Latarki powoli stawał się Adeptem. Własnymi siłami zgromadził mądrość którą poszczycić się nie mógł żaden z Magistrów przed nim. Chłopiec bowiem stał się Magistrem. Choć nie dane było mu spotykać się ze Szkolarzami, aby ich nauczać w sali za barwionym szkłem witraży, wiedział, że chce być i że jest jednym z Adeptów – Magistrem Sztuki. Nabrał zwyczaju mruczeć sam do siebie podczas polowań, tak aby słowa o planetach i gwiazdach zawsze były przy nim. „Słońce toczy swoje świetliste Ciało po mimośrodowym kole które zwie się ekliptyką…” Cios. Unik. Odskok. „…Planety tańczą wokół nieruchomego Świata zawieszone na przepięknych epicyklach co krążą wokół jego środka po ekscentrykach…”. Wymach metalowym prętem. Zwód. Odskok. „Ruch epicyklu po ekscentryku winien być jednostajny, a takim zdaje się nie być. Dlatego potrzebujesz, Człeku, punktu równania po przeciwnej stronie środka ekliptyki niż ta gdzie trwa Świat…”. Ostateczny cios. Chrzęst kręgosłupa. Przecięcie gardła. Świeża krew. „…wokół punktu tego zakreślisz koło – ekwans. Ruch epicyklu jaki widziałbyś z ekwansu jest owym błogosławionym jednostajnością boskim ruchem.” Surowe mięso trzeba pokroić na niewielkie kawałki. Zęby ostatnio jakby nie tak mocne jak kiedyś… Tego nie można zrobić tutaj. Trzeba będzie mięso przenieść do Pokoju Ksiąg i tam przeżuć nad którymś z foliałów. „Mała planeta, której nie sposób dostrzec nieuzbrojonym okiem kiedy przechodzi przez tarczę Słońca, a


której imię znasz, Człeku, bo jest imię Posłańca Bogów zatacza dodatkowy okrąg między punktem równania, a środkiem Świata.” Tak żył pośród Ksiąg Magister który kiedyś był Chłopcem, i z każdą chwilą cierpiało jego serce bo wiedział, że nigdy nie ujrzy tego piękna, o którym czytał i wiedział tak wiele. Nie zobaczy ani jednej gwiazdy. Ani jednego zaćmienia Satelity. Nie ujrzy nic. Jakże usłyszeć Muzykę Sfer nie dokonując Obserwacji? Aż przyszedł dzień, kiedy Magister poznał na pamięć ostatnią Księgę. Usiadł wtedy pod ścianą i zapłakał. I w tej samej chwili stał się znowu małym, samotnym Chłopcem w pustym podziemiu. Zacisnął dłonie na Latarce i poprze łzy zauważył, że jej światło gaśnie. Świeci na pomarańczowo, potem na czerwono. Aż wreszcie mruga i niknie. Jak umierająca gwiazda. Czuł się zmęczony, powoli rozluźnił dłonie i zamknął oczy. Gdzieś w oddali usłyszał echo najpiękniejszej melodii. Przypomniał sobie ciepło dłoni Mamy, ptaki, chmury, trawę i psa Burka. Po chwili Muzyka Sfer wypełniła go całego. 25 września 2011


Chłopiec który znalazł latarkę  

Takie tam wypociny

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you