Issuu on Google+


01. Raport z Londynu Kikdreem >>> Pierwszy dotyk Londynu w moim życiu. Industrialne metro, przejścia podziemne i centra handlowe. Budynki dotykają chmur. Stalowe konstrukcje ze szkła walczą z kamiennymi budowlami. Jeden dzień w tym mieście to jeden dzień z mojego życia.


Kilka pytań do: Tali one

>>>Rozmawiamy z Talim. Bardzo ciekawym graczem młodego pokolenia. Swój styl budował latami kreśląc tagi i wrzuty podczas buforowania się filmów na YouTube. Dzisiaj jest bliżej abstraktów niż alfabetu z elementarza.

INFLUX: Street art czy graffiti ? Co wnosi więcej do przestrzeni miejskiej ? Tali: Wszystko zależy jak na to spojrzeć, to takie trochę porównywanie alko i narko, kwestia gustu. Bombing widujemy w większych ilościach, bo zasady są prostsze. Street artu nie spotykamy z każdym krokiem, ponieważ samo miejsce czy sytuacja ma często kluczowe znaczenie w odbiorze. Według mnie symbioza jednego i drugiego daje najlepsze efekty dla przestrzeni miejskiej.


INFLUX: Na początku podobno był chaos... w Twoim przypadku chyba było odwrotnie. Pierwsze Twoje litery były dość czytelne, później nastąpił ten pozytywny nieład. Co miało największy wpływ na kształt Twoich obecnych liter? Tali: "Lubię dobry burdel mieć na kartkach, kiedy wbijam" jak to nawijali na Ortedze. Nie chcę szukać form wśród tego, co już znane, dlatego czasem mijam się z ogólnie panującymi zasadami. Pamiętajmy, że nie tylko kształt jest ważny, ale też to, co na ten szkielet położymy. Inspiracje są wszędzie, trzeba się tylko dobrze rozglądać. Nie bądzmy monotematyczni. INFLUX: Stawiasz na jakość czy ilość ? Tali: Na jakość i ilość. INFLUX: Co nowego w 2014 ? Tali: Chciałbym bardziej turystycznie podejść do graffiti. INFLUX: Jakieś pozdrówki? Tali: Pozdrawiam Ciebie i całą resztę szaleńców, których nie byłoby mi dane poznać, gdybym nie wsiąknął w tą zabawę. Daria, wyjdziesz za mnie wierzę. Siostrę, mamę, kota. Peace.


Ilustracje Gosia Herba

>>> Gosia Herba mieszka i tworzy we Wrocławiu. Jest absolwentką UW. Jej ilustracje mogliście zobaczyć już m.in. w Charakterach, Kikimorze, Przekroju, Twoim Stylu czy Zwierciadle. Gosia ma również na swoim koncie projekt okładki zespołu Muchy do albumu “Chcę Ci coś powiedzieć”.

INFLUX: Kim jest i co robi Gosia Herba ?

Gosia: Gosia Herba rysuje. INFLUX: Co daje i co zabiera młodym twórcom pop kultura ?

Gosia: Może dawać poczucie swobody oraz radość tworzenia a zabierać pamięć o jakości. Nie wiem, nie znam chyba na popkulturze. INFLUX: Czy szukasz inspiracji w zachowaniach, rozmowach ludzi, których spotykasz przypadkiem np. na ulicy?

Gosia: Czasem znajduję, ale rzadko wychodzę z domu. INFLUX: Chętniej współpracujesz z kartką papieru czy pikselami w monitorze komputera ?

Gosia: Kartkę stawiam na pierwszym miejscu - od niej zawsze się zaczyna. Tablet/ monitor/komputer - lubię, lecz psują mi wzrok i płyną mi łzy podczas rysowania. INFLUX: Polska szkoła ilustracji trzyma poziom ? Czy jest się od kogo uczyć i jest kogo nauczać ?

Gosia: Trzyma. Oczywiście. Nie wiem natomiast jak to jest z tą nauką. INFLUX: Co Gosia Herba poleca czytelnikom ?

Gosia: To może polecę ostatnie odkrycia: komiks - Nicolas Presl, a dla zdrowia i urody - takie ćwiczenie WF - plank.


O szablonach i wędkarstwie opowiada: Kfiatek

>>> Spotkaliśmy się z Kfiatkiem, by dowiedzieć się co u niego słychać. Jakie ma plany na nadchodzący rok i kiedy planuje następną wystawę. Porozmawialiśmy również z nim o jego innej pasji- wędkarstwie.

INFLUX: Podobno kiedyś byłeś zapalonym wędkarzem? Dlaczego przerzuciłeś się na szablony? Kfiatek: Faktycznie! Jeszcze parę lat temu bez względu na pogodę, poświęcałem każdą wolną chwilę wędkarstwu. Teraz wspominam tamte czasy z rozrzewnieniem. Niestety to jedno z wielu moich hobby, które ukróciła szkoła i 24 godzinna doba, a więc zbyt szybki obrót ziemi wokół własnej osi 1667 km/h to bardzo szybko! Wskutek tego odroczyłem stanie się znanym w świecie wędkarzem na czas nieokreślony, ale ostrzegam starych wyjadaczy czyhających się na rzeczne okazy, że jeden kij wciąż czeka w lamusie, aż przejdę na emeryturę, a młode teraz szczupaki, sandacze i okonie urosną na tyle by ich wyłowienie przysporzyło mi chwały a ich łby udekorowały ściany mojego domu.


INFLUX: Kiedy będzie następna wystawa kfiatka ? Trochę czasu minęło od poprzedniej ? Co robiłeś w tym czasie? Kfiatek: Ostatnia wystawa miała miejsce prawie dwa lata temu. Od tamtego czasu zdążyłem nie raz zapłakać nad tym, jaki ze mnie „cienias” i opluć się wykrzykując, jaki to jestem świetny jako plastyk/szablonirz. Prawda jednak okazała się taka, że brakowało mi umiejętności, by przekazać za pomocą grafiki to, co przekazać chciałem, dlatego po pamiętnej lekcji, którą dostałem od grupy Monstfur zamknąłem się w swojej pracowni i eksperymentowałem z szablonami. Najbliższa wystawa będzie miała miejsce w Galerii Sztuki im. Jana Tarasina w Kaliszu 9 lipca 2014r. Postaram się zaprezentować na niej efekty tych wciąż jeszcze niezakończonych eksperymentów.


INFLUX: Obserwując Twój rozwój, można odnieść wrażenie, że coraz większą uwagę przykładasz do techniki. dlaczego wycinasz coraz bardziej szczegółowe obrazki? Starasz się się udowodnić, że nie ma żadnych granic możliwości ? Kfiatek: We współczesnej sztuce coraz wyraźniej widać przerost treści nad formą. Staram się, by nie dopuścić do tego w moich robótkach. Sądzę, że obraz powinien przemawiać do widza nade wszystko swoim pięknem – techniką, a nie dobudowaną do niego ideologią. Dlatego też staram się osiągnąć pewien pułap możliwości, dzięki któremu nie będę musiał się martwic czy to, co zrobiłem jest dobre technicznie, czy słabe. Wtedy natomiast będę mógł zająć się wyłącznie warstwą semantyczną, która będzie ukoronowaniem moich wysiłków.


INFLUX: Wyjazdą na jamy towarzyszy zawsze wiele anegdot. Jedni graffiti czy inną formę sztuki traktują jako pretekst do wyjazdów na toury. Jak jest z Tobą ? Kfiatek: Jeśli chodzi o jamy i festiwale związane ze street-artem to uczestnictwo w nich nie jest moim głównym calem, ale z tym, co robię są one rzecz jasna mocno powiązane! To świetna okazja, by wyrwać się ze słoika, w którym kiszę się na co dzień i odetchnąć nieco powietrzem wydychanym przez sztukmistrzów z różnych zakątków Polski czy reszty świata. Czasem któryś z nich może próbować ukraść ci skarpetki w nocy albo poszerzyć horyzonty swoim sposobem myślenia, albo techniką, co by to nie było, takie akcje to czysty zysk. Możliwość poznania ludzi, o których wcześniej tylko czytało się w albumach. Jednak traktowanie swojego życia jako jeden wielki jam z ciągłym malowaniem, muzyką imprezami i dziewczynami rzecz jasna! To dla mnie czysta przesada. Aczkolwiek ludzi owładniętych taką niekończącą się podróżą obserwuję z pomieszaniem zazdrości i politowania. INFLUX: Co polecasz naszym czytelikom? Kfiatek: Skoro mogę to polecam książkę i to grubą co najmniej jak postkomunistyczny brzuch komunistycznego posła Ryszarda Kalisz i porządną jak wąs młodego elektryka Lecha Wałęsy.


Podróż od graffiti do szablonu Tankpetrol

>>> Jeden z najbardziej rozpoznawalnych szabloniarzy na Wyspach Brytyjskich. Po jego pierwszym solo exhibition w Luksemburgu, przyszedł czas na wystawę w Londynie. Tankpetrol, bo o nim mowa, opowiada o swoich początkach i planach na nowy rok.

INFLUX: Siemanko ! Co u Ciebie słychać, jakie wrażenia po wernisażu w Londynie ? Tankpetrol: Witaj Kamil. U mnie wszystko gra, budzę się powoli z zimowego letargu w pełni sił i pomysłów na nowy sezon muralowy . Wystawa w Londynie wypadła pomyślnie. Ciekawi artyści i duża rozpiętość stylowa od oczów Mydoga aż po odlewy Schoony'ego.


INFLUX: Wybrałeś szablon jako swoje główne medium. Zaczynałeś od tradycyjnego malarstwa? Jakie były początki Tankpetrola? Tankpetrol: Zaczynałem w Polsce od graffiti, później zagłębiałem się w tajniki oleju na płótnie co trwało około dwóch lat. W roku 2005 wyjechałem do UK gdzie zacząłem napotykać na ulicach prace wykonane techniką szablonu. Mówię tu o złożonych, precyzyjnych i kilku warstwowych numerach, nad którymi autor spędził kilka dobrych dni, a czasem tygodni wycinania. Strasznie się zajarałem tą techniką i metodą prób i błędów zacząłem robić swoje pierwsze bardzo proste szablony. Z czasem pogłębiałem wiedzę i warsztat techniczny. Po kilku dobrych latach doszedłem do momentu, w którym jestem ''spełniony szablonowo''. Jednak to nie znaczy, że na zawsze porzuciłem tradycyjne techniki malowania. Większość moich płócien to technika mieszana, w której staram się łączyć akryl, pędzle i szablon.


INFLUX: Tankpetrol dlaczego taka ksywka? Zdradzisz nam genezę jej powstania ? Tankpetrol: Dokładnej genezy nie zdradzę, ale po części wzięła się z tego, że byłem czołgistą w wojsku w 2001 roku. Bardzo stare czasy ... INFLUX: Jakieś plany na 2014 ? Gdzie będzie można Cię zobaczyć ? Niestety Upfest w tym roku odwołany. Planujesz gdzieś w zamian uderzyć ? Tankpetrol: 2014 zapowiada się obiecująco. W marcu biorę udział w berlińskim ProjektM3, kwiecień jest pod znakiem współpracy ze Subism plus 2 murale w Manchesterze. Maj znowu Niemcy, po czym grupowa wystawa w Miami. Na dokładkę kilka street artowych festivali tu na miejscu w UK więc na brak wycinania i projektów nie mogę narzekać. INFLUX: Kogo pozdrawiasz ? Tankpetrol: Wszystkich ze skalpelami w dłoniach, Agę za pomocną dłoń, zdjęcia i inspiracje, dystrybutora montany w Uk za pudełka. Gekona za extra ręce przy dużych formatach oraz mnóstwo ludzi, którzy w taki czy inny sposób mi pomogli. Dzięki wielkie za możliwość publikacji! Let Jah be your guide!


35mm film: Anna Gawlak

>>> “Patrzę szczególnie na to, co świat ma w sobie ujmującego: zarówno na bliską osobę, jak i na to, co bawi, zadziwia czy przejmuje zachwytem: na górę, mech, zupę, łokieć.”

INFLUX: O czym myślisz wkładając nowy film do swojego aparatu? Anna Gawlak: Myślę chyba o tym, żeby się dobrze zahaczył i naciągnął. INFLUX: Dlaczego fotografia Analogowa ? Czy daje dużo więcej niż digital ? Anna Gawlak: Nie wiem, czy fotografia analogowa daje więcej niż cyfrowa. Ale dla mnie osobiście ma specjalne znaczenie z kilku względów. Trzy z nich to: 1. Historia. Lubię myśleć o tym, co widział mój 'nowy' aparat. Może był w Indiach albo na Alasce, a może przebywał w jednym domu z jedną rodziną przez 40 lat i rejestrował rozwój dzieci. Ilu miał właścicieli? Ile klisz zrobił? Jakie były najcięższe warunki, w których dał radę? Cieszą mnie te pytania, których nikomu nie zadaję i myśl, że w jakiś sposób jestem połączona ze starszymi ode mnie pokoleniami.


2. Proces. Fotografia analogowa jest związana z czekaniem. Najpierw z czekaniem na koniec kliszy, potem na wywołanie jej. Trzeba być cierpliwym i trzeba chcieć czekać. Poza tym: zapach filmu, zakładanie go, patrzenie na przesuwające się numerki, zwijanie - to wszystko ma niezwykły urok. 3. Atmosfera. Jestem sentymentalna, a fotografia analogowa zdaje się, że pozwala na zatrzymanie czegoś bardzo ulotnego - atmosfery panującej w danym momencie, albo może nawet nadać sytuacji specjalny klimat. Nie wiem czy sprawia to 'dawna optyka' czy po prostu 'klisza', z którą związana jest pewna niedoskonałość i 'tekstura' zdjęcia, ale rzeczywiście owa 'atmosfera' mnie ujmuje. INFLUX: Ulubiona tematyka? Co najchętniej poszukujesz w przestrzeni ? Anna Gawlak: Spokój. Szukam spokoju i miłości. Zarówno w naturze, w byciu ludzi ze sobą, jak i w tym, co domowe, bezpieczne. Szukam dobrych uczuć i więzi.


Patrzę szczególnie na to, co świat ma w sobie ujmującego: patrzę zarówno na bliską osobę, jak i na to, co bawi, zadziwia czy przejmuje zachwytem: na górę, mech, zupę, łokieć. Patrzę na to, co lekko staroświeckie i co wydaję się mieć atmosferę z czasów, których już nie ma albo wrażenie świata, o którym czytam w książkach. Ale patrzę i na to, co ciągle dla mnie nowe. Na to, co zwyczajnie jest dla mnie ładne. Nawet nie wiem czy "szukanie" to dobre słowo. "Spotykam" - tak, tak - spotykam te wszystkie przejawy piękna, a gdy je zobaczę, zachwycam się i zdarza mi się chcieć je zatrzymać. Dla mojej pamięci, która jest raczej słaba. Żeby nie zapomnieć i być wdzięcznym człowiekiem. INFLUX: Masz jakiś ulubiony aparat, z którym się nie rozstajesz? Anna Gawlak: Chyba nie znalazłam jeszcze takiego, ale lubię te starsze lustrzanki z lat 50. czy 60., odpowiednio ciężkie. INFLUX: Kogo pozdrawiasz ? Anna Gawlak: Pozdrawiam moich rodziców.


Konstrukcja odzieży Cuckoo

>>> Cuckoo to 19-latka z milionem pomysłów w głowie i z brakiem czasu na realizację wszystkich. Ostatnio płótno i farby chwilowo porzuciła dla maszyny do szycia. Śmieszy ją, gdy ktoś z rozbiegu nazwie ją projektantką mody. Uwielbia haute couture, czyli tzw. wysokie krawiectwo, gdzie np. nad uszyciem jednej sukienki spędza się miesiące. Stroje te są dopracowane w każdym szczególe, a właścicielki tych ubrań mówią, że czują się w nich jak w drugiej skórze. Chciałaby, żeby w przyszłości jej produkty były kojarzone nie tylko z dobrym designem, ale też z najlepszą jakością. Od przyziemnych projektów woli te niekonwencjonalne, gdzie godzinami trzeba zastanawiać się nad ich konstrukcją. Chciałaby móc szyć kostiumy, które byłyby wykorzystywane w sesjach zdjęciowych, spektaklach teatralnych czy teledyskach. Mimo że jest strasznie niecierpliwa to potrafi przyszyć 2000 piór do sukienki lub haftować godzinami. Kilka jej projektów brało udział w profesjonalnych pokazach mody. Głównie dzięki konkursom w których była laureatką "Zaprojektuj torbę na Ultrabooka ASUS") lub finalistką ("Młodopolskie kroje").



Influx magazine numer#1