Issuu on Google+

Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć

1 - Co sprawia, że ludzie nie traktują się poważnie? - Może ich ciągła rotacja i pewne upośledzenia. - Jakie na przykład? - Hmmmm... - zadumała się przez chwilę. - Strach przed przywiązaniem? - Zaliczyłbym to prędzej jako fobię. - Ciągle byś tylko zaliczał - zaśmiała się drwiąco. - Nic tylko zaliczenia ci w głowie. - Przecież ciebie nie zaliczyłem. - Jesteś na to za głupi. Może to i prawda, ale niespecjalnie mnie to interesowało. Zbyt fajnie było na nią patrzeć ubraną, niż potem bruździć sobie swój aktualny światopogląd jej - zapewne - bajecznym ciałem. - Może to i lepiej. Nieświadomość jest pewnego rodzaju błogosławieństwem, które przyjmuję co niedzielę i ulatniam każdego dnia tygodnia. Siedzieliśmy tam gdzie zawsze, popijając nasze ulubione, schłodzone wino i ogarnialiśmy co jest z nami nie tak, a czym powinniśmy obdarzyć resztę ludzkości. Przyjaciółka to dziwne, a zarazem bardzo piękne zjawisko - jest również bardzo odpowiedzialną funkcją, więc nie powinna być nią związana byle jaka kobieta z szeregu, do tego trzeba mieć jaja, a niewątpliwie Carrie ich nie brakowało. - Za wątpliwości - wzniosła kieliszek w geście toastu. - Za wszystkie sytuacje, których nie wykorzystaliśmy i dzięki którym możemy sobie tu spokojnie siedzieć brzydząc się swoim towarzystwem! - Dobrze prawisz, moja droga - stuknęliśmy się szkłem z taką siłą, że o mało nie pękło. Ciężko byłoby pić alkohol z resztkami ślubnych kieliszków jej rodziców. Uwielbiałem przesiadywać od wiosny do łagodnej jesieni w jej przydomowym ogrodzie, dawało mi to pewną namiastkę czegoś, czego nigdy nie miałem a czego skrycie pragnąłem odkąd zorientowałem się do czego służy penis i co może łączyć mężczyzn z kobietami poza formalnym uściskiem ręki. - Myślałeś kiedyś... - Eee, tak, kiedyś mi się zdarzało. - Oj, zamknij się. Myślałeś kiedyś o tym, jak wiele masz do stracenia, jeśli kiedyś nawinie się jakaś panna i będzie próbowała posprzątać twój pokój, umyć wannę w łazience, wyrzucać niezdrowe produkty z lodówki... - Ach, to... Nie, nie brałem nigdy pod uwagę takiej opcji. Może dlatego, że kobiety odwiedzające moje mieszkanie kochały się ze mną z litości, kiedy dotarło do nich, że syf w sypialni nie jest wymysłem artystycznym. - A ja z tego powodu nigdy z niego nic nie wyniosłam... No, może poza tym. Wyciągnęła z kieszeni prezerwatywę, ale nie była to byle jaka prezerwatywa dostałem ją w czasach szkoły podstawowej, kiedy starsi koledzy dali je mnie i moim dwóm kolegom śmiejąc się do rozpuku. Wtedy nie wiedziałem czym one są i do czego służą, nigdy też nie odważyłem się otworzyć opakowania. Koledzy zrobili to od razu zastanawiając się dlaczego ktoś produkuje lepkie balony. Do tego o tak obrzydliwym smaku, który skutecznie zniechęcał do ich nadmuchiwania. W tamtych czasach nie istniało pojęcie walorów smakowych antykoncepcji. Swojej nie Gaweł Jakubiak

Strona 1


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć otworzyłem do dzisiaj, również z obawy - była wielokrotnie przeterminowana i bałem się, że po otwarciu mogłaby dostać nóżek i sama wskoczyć na mojego fiuta. - Oddawaj to, to suwenir, pamiątka z dawnych lat. - No faktycznie, data mówi sama za siebie. - Nic nie rozumiesz... Jakiś czas po tym wydarzeniu zapytałem się ojca o przeznaczenie owego przedmiotu. Pamiętam tylko jego zakłopotanie. Bardzo się jąkał i powiedział, że to nieodpowiednie dla mnie. Położył ją na szafce nocnej w swojej sypialni. Stłukł mnie potem, bo ją zabrałem, o czym wiedzieć nie mógł, ale jakim innym trafem mogła tak szybko stamtąd zniknąć? - Wartościowa guma, nie ma co. O takie retro cię nie podejrzewałam. - Wiem, że lubisz lata siedemdziesiąte, ale chyba nie ukrywasz afro pod majtkami? - Oj, głupi... Aż tak staroświecka nie jestem. Nie lubię się potem całować z facetem, gdy dumnie szczerzy zęby, spomiędzy których wystają mu moje włosy. - Ja tam się nie golę. - Dobrze wiedzieć. Dopiła resztkę wina i wyciągnęła się na ogrodowej huśtawce kładąc głowę na moich udach. - Dobrze cię mieć przy sobie. Przynajmniej nie zwariuję sama. - Wiesz, że to ja tu wariuję przez ciebie? - Ktoś musiał się poświęcić. Na szczęście padło na impotenta. - Hah, gdybym położył ci go na plecy to zawyłabyś "Zdejmij tę nogę!". - To dlaczego nic teraz nie czuję co? - zakołysała niecierpliwie cyckami - Odpowiedź A: wypiliśmy odrobinę za dużo wina lub odpowiedź B: mam lepszy gust. - Patrzyłeś kiedyś na swoje "koleżanki"? - Owszem, używały kosmetyków. - Ty dupku! Powstała z udawaną złością z ławki, zsunęła mnie z niej jednym susem za nogi na trawnik, usiadła na mnie okrakiem i zaczęła okładać jedną z huśtawkowych poduszek, wywrzaskując w rytm bliżej niezidentyfikowane dźwięki, dekorując jednocześnie swą jasną buzię szalonym acz radosnym uśmiechem. Dasz kiedyś pewnemu facetowi sporo radości, pomyślałem. Nie miałem serca się przed nią bronić. Obudziłem się po mniej więcej godzinie. Carrie zasnęła obok mnie, jednak nawet w przypływie radości nie mieliśmy choćby najmniejszego odruchu romantyzmu. Była dla mnie jak Bern. No dobra, trochę ładniejsza, blond, z lepszym biustem i pośladkami, ale była moim kumplem. Nie budząc jej wyjąłem z torby przy huśtawce kajecik, napisałem wiadomość, zwinąłem w rulonik i włożyłem do kieszeni jej dżinsowych szortów, przy których tak często majstruje - miałem pewność, że od razu ją odczyta. Spakowałem wszystkie drobiazgi, opuściłem ogród i wyszedłem z działki. Był wczesny wieczór, słońce rozkosznie przygrzewało dając możliwość przejaśnienia myśli tuż przed pójściem spać. Poszedłem wzdłuż chodnika chłonąc powietrze jak najlepszą whisky. Lubiłem swoje miasto – tak spokojne, że można tu umrzeć i tak głośne, że można w nim oszaleć. Bezlitośnie upubliczniało wszystkie, Gaweł Jakubiak

Strona 2


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć nawet najbardziej prywatne chwile z życia zwykłego, szarego człowieka czyniąc go obiektem drwin i szykan, mimo to ludzie nauczyli się w jakiś sposób żyć z ogromem tych wszystkich złośliwości i powoli zaczynali wieść życie w swoistych towarzyskich komunach – każdy o tym wiedział, każdy to tolerował i nikt o tym nie mówił, po prostu tak było. Mnie, Carrie, Berna i Megan niespecjalnie to wszystko obchodziło, mieliśmy swoje radości i zmartwienia, wzloty i upadki. Każde z nas uparcie chciało kochać, lecz dane to było tylko nielicznym – im bardziej tego pragniesz tym bardziej się to od Ciebie oddala, gdyż zbyt ci zależy. Prawo przyciągania nie działało na naszej płaszczyźnie, nic tu nie było normalne. Ja i Megan też nie byliśmy normalni, traktowaliśmy się zbyt lekko, jakbyśmy mieli przeżyć tu całe swoje życie biorąc to za pewnik, ale żadne z nas tak naprawdę nie chciało tu zostać. Chcieliśmy w końcu być anonimowymi zjadaczami chleba, jak inni ludzie w innych miastach. Pomyślałem sobie jakby to miało wyglądać, gdybym zapragnął wyjechać w jedną część kraju, a ona a w drugą, rozdzieleni przez tysiące kilometrów i nowe znajomości. Pierwszy raz miałem okazję spotkać kobietę, z którą chcę się kochać, a jednocześnie taką, którą chcę kochać. Przeczyło to jakoby mojej postawie życiowej, ale lekceważyłem to, gdyż nic nie jest w życiu pewne. Palę, więc jest szansa na raka. Piję, więc wątroba kiedyś będzie musiała odmówić mi posłuszeństwa. Dymam, więc kiedyś mój fiut zamieni się w sterczącą grządkę pieczarek. Chuj to tak naprawdę wszystko wie. Żyć, by żyć, czy żyć dla siebie? Doszedłem do mojej kamienicy. Oparłem się o drzwi wejściowe i spojrzałem w górę – ściemniło się, ale wytworzyło to taką atmosferę, że coraz więcej osób zapełniało chodniki, ławki w parkach, okoliczne ogródki wiedeńskie i schody. Młodzi i starzy, zdrowi i chorzy. Siedzieli w swoich grupach, ale nie ze strachu czy niepewności – po prostu wszyscy oni znali się od lat i nie znali niczego innego. Nie naprawia się działających mechanizmów, a ulepszanie zwykle daje odwrotny skutek. Można poszerzyć obszar działania, ale samej istoty nie jesteśmy w stanie zmienić – zmysł konstruktora jest ostatnią mocą sprawczą. Otworzyłem drzwi i skierowałem swe kroki do jedynego, odpowiedniego dla mnie właśnie miejsca. Znalazłszy się w kuchni odkręciłem kran i schyliwszy się ku niemu łyknąłem wody wprost z niego. Zimna woda była moim ulubionym napojem od czasu, który spędziłem u babci. Idealnie gasiła pragnienie i nie pozwalała utyć, jak te współczesne wynalazki, a była wliczona w cenę mieszkania. Przeniosłem się do dużego pokoju, rozłożyłem wygodnie na kanapie i chwyciłem za telefon. Wybrałem numer Berna i czekałem. - Abonent chwilowo niedostępny. Proszę zadzwonić później. - Wybrany numer jest chwilowo zajęty… - „Cześć, tu Bernard Uffeck. Nie mogę w tej chwili odebrać. Marl, serial się zaczął…” bip… Jeśli już Bern był zajęty to moja sytuacja musiała być naprawdę fatalna. Zasnąłem po 5 minutach.

2

Gaweł Jakubiak

Strona 3


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć Obudziłem się rano następnego dnia. Była godzina 7:34. Poza godziną telefon obwieścił mi również inną wiadomość: „Cześć, zboku. Zjemy razem śniadanie?”. Megan, 7:21. „Bardzo chętnie. Jestem w domu, wpadniesz?”. Po chwili oddzwoniła - Co robiłeś przez cały wczorajszy dzień? - Marnowałem go z… jedną z moich najlepszych przyjaciółek. - Zawahałeś się przed nazwaniem! - Wcale, że nie. Po prostu jestem jeszcze rozespany. - Niech będzie… Będę za trzy kwadranse. - Okej, czekam. Rozejrzałem się po pokoju – syf. Miałem dwa pokoje, kuchnie, łazienkę i korytarz. Nic szczególnego, ale było to miejsce, które mogłem nazwać domem. Wstałem z łóżka, pościeliłem je w miarę należycie, zacząłem zbierać puszki ze stolika do kawy, powrzucałem je do worka razem z kilkudniowymi niedopałkami papierosów i paczkami po nich. Zostawiłem worek w kuchni. Wilgotną szmatką przetarłem stolik, szafkę i komodę pod telewizor, którego nie miałem. Na szczęście nie posiadałem również dywanu, więc odpuściłem sobie zakup odkurzacza i wszelkie prace podłogowe wykonywałem staroświecką miotłą i mopem. Gdy pokój był w miarę ogarnięty spojrzałem na telefon – 7:50. O ile pamiętałem łazienka nie wyglądała za dobrze i tak też było. Posiadałem natomiast mleczko do czyszczenia, odkamieniacz i gąbkę z szorstką powierzchnią. Po uporaniu się z wanną i umywalką przyszedł czas na sedes. Wylądowały w nim niezliczone litry bełtów, kilogramy kału i co najmniej dziesięć worków na śmieci wypełnionych Bóg wie czym, ale skoro żyję sam dla siebie to i z tym się uporam, zważywszy na to, że większość z tych rzeczy umieściłem w nim właśnie ja. Sedes okazał się godnym przeciwnikiem. Odkamieniacz nie spełniał swojej funkcji, więc przypomniałem sobie stary – podobno – sprawdzony sposób, a mianowicie ocet. Oblewając nim wnętrze muszli pięć razy zdołałem uzyskać stan bliski zadowalającemu. Po ostatnich szlifach usłyszałem szczęk klamki. W drzwiach zobaczyłem Carrie – jej biały szeroki top, spod którego i tak można było ogarnąć jej kształtne piersi, dżinsowe szorty cudownie opinające jej apetyczne uda i smakowitą pupę… Cały ten przepiękny, fizyczny bajzel plus jej głowa stały w moich drzwiach przyglądając mi się uważnie – byłem ubrany w krótkie spodenki, starą, białą, poplamioną koszulkę, a wszystko to okraszone niemal rzeźnickim fartuchem, na którym zamiast krwi ostały się kawałki kupy i strużki moczu. „Cóż za przepiękne powitanie, debilu” pomyślałem. - Pozwolisz, że cię nie przytulę. Cześć. - Co ty tu robisz? - Wyszedłeś bez pożegnania, więc pomyślałam, że widocznie mogliśmy czegoś nie skończyć. Stała tu tak idealnie i ledwo powstrzymywała śmiech. - Wybacz, wino się skończyło, spaliśmy, obudziłem się, ty dalej spałaś, nie chciałem cię budzić, twoi rodzice, wieczór… Po prostu poszedłem do domu. - No dobra, co do wina to mam jeszcze trochę. Wyjęła z torby flaszkę mojego ulubionego, czerwonego trunku, postawiła na blacie w kuchni i podeszła znowu. - Masz zamiar coś dziś robić? Gaweł Jakubiak

Strona 4


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć - Właściwie to… Drzwi wejściowe znowu się otworzyły i aż zamknąłem oczy z przerażenia – stała w nich Megan. Jedyną widoczną jej wadą był jej suczy charakter, nie była suką, ale rzadko tolerowała inne samice, szczególnie te, które w czasie naszych bliskich relacji odwiedzały moje mieszkanie. Byłem przygotowany na najgorsze. - Nie obrazisz się, jeśli cię nie przytulę? – zapytała - To samo mu oznajmiłam. – odparła Carrie - Kim w ogóle, kurwa, jesteś? – zapytała prawie ze spokojem Stanąłem obok Megan - Poznajcie się, Megan – to jest Carrie, Carrie – Meg… - Może jaśniej – kim jesteś dla niego? - Ja… Jestem jego przyjaciółką. - To zabawne, że oboje określacie się tak samo. – odwróciła się do mnie – Ja też jestem twoją przyjaciółką? - Megan, nie przeginaj… - Pytam serio! Carrie cofnęła się do drzwi - Eee, to może ja wpadnę później… - Poczekaj! – stanęła jej na drodze Megan – Chcę wiedzieć o co tu chodzi. Żadna cipa nie przychodzi od tak do gościa brodzącego w gównie. Co tu nie gra? - Naprawdę jestem jego… - No jakoś w to, kurwa, nie wierzę! Otworzyła drzwi z rozmachem godnym filmu o Tytanicu - Wypierdalaj stąd. JUŻ! Carrie dosłownie wybiegła z mieszkania, zdążyła mi jedynie przed startem posłać rozżalone spojrzenie, oczy jej się zeszkliły. Zamknęła za sobą drzwi, było za nich słychać podciąganie nosem i nierówny bieg. - Dzięki, Meg, wiesz jak odstraszać moich znajomych. - Szczęście, że wybierasz tylko te ładne dziwki. - To nie jest żadna moja dziwka. To prawdziwa przyjaciółka, znałem ją wcześniej niż ciebie. - Ciekawe, jakoś nigdy o niej nie wspomniałeś. Dobry argument. Co może powiedzieć człowiek, który chciał mieć po prostu jedno, doskonale go rozumiejące istnienie tylko dla siebie? A to, że jest atrakcyjna to już nie mój problem. - Czyżbyś była zazdrosna? Wybuchnęła gromkim śmiechem. Rozpięła bluzkę i podciągnęła koszulkę, ukazując mi swój biust - Widzisz to? Widzisz?! Wiesz ilu kolesi pociera sobie kutasy na samą myśl o nich? - No to idź do nich! Nie interesuje mnie to. Wróć, jak będziesz mogła rozmawiać po ludzku, bo na razie to musiałbym zamówić tresera jako tłumacza. - Ty bezczelny gnoju! Rzuciła się na mnie z mordem w oczach. Wczorajszego dnia okładała mnie poduszką radosna kobieta, a dziś agresywna suka chce mnie uszkodzić. Okładała mnie pięściami jak kucharka schabowe tłuczkiem, nie miała sobie nic z dawnej Megan – teraz była tylko odrzuconą, zazdrosną kobietą zdolną do wszystkiego. Cios Gaweł Jakubiak

Strona 5


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć w twarz, w nos, oko, rozcięta warga, biła tylko w okolice głowy, zero litości, nie mogłem jej na to pozwolić. Odepchnąłem ją nogami na komodę w korytarzu. Jej ręka zahaczyła o wazon tłukąc go na miejscu, drugą bezwładnie zsunęła ramkę ze zdjęciem matki. Fotografia upadła na podłogę tracąc szklaną osłonę. Zaczęła płakać. - Megan… Meg? Podchodziłem do niej powoli - N-nic ci nie jest? Wszystko w porządku? ŁUP! W pewnej chwili poczułem na policzku odcisk młota. Z głuchym łoskotem upadłem na podłogę nie mogąc wstać, usłyszałem tylko dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, w międzyczasie czując strużkę śliny na policzku. Niezły cios, suko.

3 Ocknąłem się. Odruchowo spojrzałem na telefon, była 11:40. Ładnie mnie załatwiłaś, skarbie. Poszedłem do łazienki i spojrzałem w lustro. Lekko mnie zmasakrowała – miałem zasinione prawe oko, rozciętą wargę, z nosa spływała strużka krwi, a lewe ucho było fioletowe. Zaskakujące, jak silne potrafią być odtrącone kobiety. Słaba płeć, akurat… Otworzyłem drzwi wejściowe, by sprawdzić czy nie zdemolowała czegoś po drodze. Po zewnętrznej ich stronie zauważyłem przyklejoną na gumę do żucia kartkę. „Mogłeś uprzedzić, że chowasz Cerbera. Carrie”. Uwielbiałem nasz staroświecki stosunek do krótkich wiadomości. Wróciłem do łazienki i spróbowałem doprowadzić się do porządku – nie usunę opuchlizny z żadnej części twarzy, ale przynajmniej oswobodzę się z płynów ustrojowych. Zmyłem z siebie zeschnięte strużki krwi, potu i śliny po czym skierowałem się do lodówki, wziąłem dwie butelki piwa, podszedłem do łóżka i ułożyłem się wygodnie jak nigdy. Otworzyłem jedną i zacząłem sączyć, rozważając całą tę katastrofę. Kochała mnie, nie wiem jak jest teraz, okaże się za parę dni, ale Carrie… Nie zawiniła niczemu, a oberwała gorzej ode mnie – jest kobietą zdecydowanie delikatniejszą w sprawach sercowych od Megan, a cały ładunek frustracji poszedł właśnie na nią. Ton głosu, wyraz twarzy, wkurwienie Meg skumulowało się i wystrzeliło prosto w drobną blondynkę. Życie nie jest sprawiedliwe, szczególnie dla moich przyjaciółek, kiedy jestem z Megan.

4 - Co ci się, do kurwy nędzy stało z twarzą?! Nie raz widziałem zaskoczonego Berna, ale nigdy jeszcze szczęka nie opadła mu jak zombie, który nie dał rady zginąć przez sześć sezonów w straszącym serialu - Spokojnie, nikomu laski nie odbiłem. - Więc co… kto to był? - Megan, mój drogi przyjacielu. - Co ty pieprzysz? Co jej zrobiłeś?! Zabiłeś jej matkę? Gaweł Jakubiak

Strona 6


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć - I wydymałem ojca. Nie, poznała się z Carrie. - A kto to jest Carrie? - No tak, zapomniałem… Nieważne. Usiadł na łóżku, dzień po całej tej aferze wyglądałem jeszcze gorzej – twarz mi spuchła jak żaba, której ktoś przez słomkę dmuchnął w tyłek - Nie, serio, kto to jest? Od dawna ją posuwasz? - Nie posuwam jej, debilu. Czy wszystko kojarzy ci się z dupczeniem? - No komu jak komu, ale tobie na pewno. - Ale nie kojarzę seksu z Carrie, tego możesz być pewien. To – starałem się, żeby nie zabrzmiało to co najmniej pedalsko – moja dobra znajoma z liceum. - Z liceum… I bez seksu? - Bez. - No dobra, jakoś ci wierzę. Więc o co Meg się tak wkurwiła? - No o nią, myśli, że ja i ona coś teges… - No to powiedz jej to. - Spójrz – już mi zrobiła z mordy tatar, więc nie proś mnie, żebym poszedł tam sam i dał się skroić na półtuszę, zapomnij. - No to idź do Carrie. - Nie mogę… - Dlaczego? - Wiesz jak ją zjebała? Mnie nie obsmarowała tak żadna laska, z którą się przespałem i usunąłem jej numer telefonu. Zniósłbym chama, gnoja, ciula, pedała i tym podobne, ale ona przechodzi samą siebie. - To co robimy? - Masz drobne? - Mam. - To chodź. Wiedziałem gdzie pójść, gdy czułem się źle, tak samo jak nie wiedziałem co zrobić, kiedy było mi naprawdę dobrze. Poszliśmy do mojego ulubionego monopolowego. Była sobota, więc ludzie zaopatrywali się w rozmaite rzeczy. Sprzedawca znał mnie dobrze, więc nawet jakbym stanął tu ubrany w sukienkę, trzymając Berniego za rękę i poprosił o prezerwatywy zapytałby nas na jak szalone panny trafiliśmy, że kazała mi się ubrać jak wokalista Tokio Hotel. - Panie szanowny, poprosimy najczystszą, jaką posiadasz, colę i paczkę marlboro – białych, bo płuca mi powoli niedomagają – zaanonsowałem - Ja płacę. Sprzedawcą był wąsaty facet przy kości. Nosił hawajskie koszule i okulary przeciwsłoneczne nonszalancko osadzone na czole. - 45.30, mości książęta. - Dziękujemy, jaśnie panie za twe hojne dary. Wrócimy z kolejną porcją gotówki po twe dobra już niebawem. - Tak, tak, jasne. Zmykaj, młody i nie pokazuj mi się tu dzisiaj – zaśmiał się rubasznie Niosłem papierową torbę, paląc papierosa, gdy Bern zażenowany studiował paragon - Ładne jaja, Marlene mnie zabije… - Jeszcze ze sobą jesteście? Stary, przy niej nie jesteś pantoflem, jesteś jak Gaweł Jakubiak

Strona 7


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć zużyty mokasyn! - Zamknij japę, jest cudowna. - Cudowny to był mój kibel, jak dałem sobie z nim radę za trzecim razem. Mogłeś się kiedyś przejrzeć w oczach Marl? Spróbuj z moją muszlą. Miasto po południ zawsze dawało mi choć odrobinę radości. Doszliśmy do domu bez zbędnych doświadczeń. Wyłożyłem dobytek na jeszcze czysty stolik w sypialni, przyniosłem dwie pufy i usiedliśmy. - Przydałoby się z czegoś wypić – podpowiedział Bern - No fakt, już niosę. Podbiegłem do kuchni po nieodzowne akcesoria i wróciłem do pokoju. Bern jako dobry samarytanin rozlał napój i trunek właściwy do szklanek - Więc – wychylił pierwszy kieliszek nie czekając na toast – jaka jest ta Carrie? Osuszyłem swoje szkło, otarłem usta zastanawiając się co mam mu powiedzieć - Skrócona wersja czy pełna treść? - Poproszę szybki transfer informacji. - Blondynka, 1.70 wzrostu, fajne cycki, krągły tyłek, pełna zrozumienia, niewinności – ogólnie kobieta idealna, ale takie kobiety to zło. - Dlaczego? - Patrzyłeś w lustro? - Spójrz sam, odejmij opuchliznę, trzy lata skrytego picia i palenia, dwie choroby weneryczne i co najmniej trzydzieści kobiet. - Więc dobrze myślą – jesteś pedałem. - To nie ja boję się słabych kobiet, Ian. - Co nie zmienia faktu, że jesteś pantoflem. - Niech ci będzie. Polej. Rozlewałem kolejny kieliszek i rozległo się pukanie do drzwi. Bernard spojrzał na mnie podejrzliwie. - No kurwa, nikogo nie zapraszałem, czego chcesz? - Otwórz. - Nikogo nie ma w domu! – zawołałem Pukanie nie ustało. Zerwałem się do przedpokoju - No dobrze, kurwa, dobrze, już idę, o co cho… Otworzyłem drzwi. Stała w nich Carrie. Była zapłakana. - Carrie…? Rzuciła mi się na szyję i rozkleiła się zupełnie. Poczułem się fatalnie – wkurwiona kobieta to jedno, ale płacząca z mojego powodu do stanowczo za dużo jak na mnie. Bern chyba wiedział o co chodzi, dlatego pił w milczeniu nawet się nie przyglądając. Płakała w moich ramionach chyba dobre pięć minut po czym spojrzała na mnie jak na ojca, który powiedział dziecku, że Święty Mikołaj nie istnieje. - Po tym wszystkim, co wtedy zaszło… Wiedz, że… Nie twoja wina… Ona… - Spokojnie, Carr, spokojnie. Odetchnij, może się napijesz? - Nie, n-nie… Nie wypiję. Całe wino… Za dużo… - Kurwa mać… Bern, Bern, chodź tu. Bern podszedł chwiejnym krokiem - Ooo, ty musisz być Carrie! Miło mi cię poznać, jestem, B… - Słuchaj, przełóżmy to na inny dzień, dobra? Zresztą – spojrzałem na pokój, Gaweł Jakubiak

Strona 8


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć flaszka była pusta – zresztą nie ma już czego przekładać, co? - No faktycznie, chyba się zagalopowałem. Do to jutra, chłopcy… - Nie pij po drodze, stary. Trzymaj się, idź prosto do domu. Wyszedł przez otwarte drzwi. Zamknąłem je powoli wciąż trzymając Carrie w ramionach. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji, zwykle kobiety nie ufały delikatnemu mężczyźnie, który tkwił we mnie chyba za głęboko. Poszedłem z nią do sypialni, położyłem na łóżku i zacząłem sprzątać wszystkie pamiątki po posiadówie z Berniem - Nie musisz sprzątać, Ian. - Wiem, ale nie chcę, żebyś budziła się w takim bałaganie. - Mam tu spać? – zapytała niepewnie - No jasne, przecież nie oddam cię rodzicom w takim stanie, zabiliby najpierw mnie, a potem ciebie. Dziś zostajesz tutaj. - Ale ty, ale my… - Spokojnie, będę spał w drugim pokoju, nawet nie ujrzysz skrawka moich bokserek. - Jesteś kochany… wiesz? - No tego jeszcze nie słyszałem, dzięki. Słuchaj, pogadamy jutro, wyśpij się dobrze, coś czuję, że nie prześpisz dziś tylko tych przepisowych ośmiu godzin. - Zwykle śpię sześć. - To dzisiaj prześpisz co najmniej dwa razy tyle. No to – zbliżała się 19. – dobry wieczór. - Dobry wieczór, cichy chłopcze. Zasnęła bardzo szybko. Wyglądała tak niewinnie… Daleko mi do jej świetności. Urocza, sympatyczna, nawet jej sarkastyczne podejście do mnie sprawia, że chciałem go częściej. A to okładanie poduszką w jej ogrodzie… Czyżbym stawał się Bernem?

Gaweł Jakubiak

Strona 9


Ian Quiet. Dzierżawca Uczuć