Harcerski Eskulap - czerwiec 2017

Page 1

Numer 2/2017 (51) Czerwiec

Harcerski

Esku ap


Słowem wstępu Cześć! Lato zbliża się do nas wielkimi krokami, a to oznacza - słońce, plażę, góry, jeziora, obozy i - przede wszystkim - znacznie więcej czasu wolnego! To doskonały moment, żeby wprowadzić nieco aktywności do swojego planu dnia. Brzmi niezbyt zachęcająco? Przekonamy Was, że wcale tak nie jest. Z myślą o letniej aktywizacji (sami również podejmiemy wyzwanie!) przygotowaliśmy dla Was numer pełen inspiracji! Zastanawiacie się, co instruktorzy HSR robią w wolnym czasie? Okazuje się, że wielu z nich intensywnie ćwiczy! Co dokładnie? Bieganie, kolarstwo, karate, wspinaczkę czy… wędkarstwo. A żeby się zmotywować, co miesiąc porównują swoje wyniki. Jak? O tym możecie przeczytać na kolejnych stronach. W numerze znajdziecie też kilka porad dotyczących skutecznej promocji Waszej jednostki w internecie, a także relację z bohaterskiego udzielenia pierwszej pomocy i wspomnienia z XIII Zawodów Pierwszej Pomocy w Chorągwi Śląskiej. Mamy nadzieję, że taka porcja sportowej inspiracji zmotywuje Was do zadbania o własną formę! W końcu HSR to nie tylko pierwsza pomoc - to także dbałość o zdrowy styl życia. A kto, jeśli nie instruktorzy i ratownicy, powinien być przykładem w tym temacie? Życzymy więc intensywnego wysiłku i wielu spalonych kalorii. Miłej lektury!

Martyna Jałoszyńska

Marta Rybak

Redaktorka Naczelna

Redaktorka Naczelna

Lubisz pisać albo robić zdjęcia? Masz pojęcie o grafice komputerowej? Przyłącz się do nas - Eskulap potrzebuje właśnie Ciebie! „Harcerski Eskulap” to czasopismo toworzone z myślą o Was - o ratownikach ZHP i instruktorach, o wszystkich, którzy interesują się pierwszą pomocą. Jeśli chcesz zrobić coś więcej, czegoś się nauczyć, ale też przekazać coś innym przyłącz się do nas. Czekamy na Twoje teksty i zdjęcia z niecierpliwością!

Zespół redakcyjny Redaktorzy naczelni: Marta Rybak, Martyna Jałoszyńska Redakcja: Marta Rybak, Martyna Jałoszyńska, Anna Kałuska, Katarzyna Mikołajczyk

Napisz na adres e-mailowy: hsr.eskulap@gmail.com i dołącz do redakcji!

2


Spis treści 2 Słowem wstępu 3 Spis treści

4 Wyprawa rowerowa 6 Wspinaczka 7 Spadochroniarstwo 8 Żeglarstwo 10 Karate 12 Bieganie 14 O wędkarstwie słów kilka... 16 Jak się rozruszać?

17 Zabierz chustę! 18 XIII Zawody w Pierwszej Pomocy Chorągwi Śląskiej 20 NA KRAWĘDZI 21 Harcerski Klub Ratowniczy „GryfICE” 22 Marketing - jak promować harcerskie działania w internecie? 24 Spotkanie szefów inspektoratów 25 Kursy Instruktorskie HSR 26 Co w inspektoratach?

Współpraca: Justyna Rędzikowska , Maja Domaradzka, Jagoda Poszytek, Ola Solka, Magdalena Robakowska, Betina Füllbier, Dominika Jaksimm, Gosia Szwed, Klaudia i Maciej Kuczera, Maciej „Kosa” Kosecki, Bartosz Gliwa, Rafał Gajda, Krzysztof Osmański, Krzysztof Cogiel

Fotografia: Full Sport Karate Shotokan ORLEN WARSAW MARATHON Salomon Ultra Trail Hungary

3


Wyprawa rowerowa 1. Dobrze przygotuj sprzęt: a. sprawdź stan opon – przydadzą się takie z dobrym bieżnikiem (polecam firmę Schwalbe), b. jeśli czekają Cię górki i dołki – ogarnij klocki hamulcowe, c. zakup zapasową dętkę oraz łatki, a w związku z tym weź łyżki do opon, pompkę oraz klucz, by odkręcić koła, d. nasmaruj łańcuch odpowiednim smarem, WD40 – to zły wybór ;) e. weź zapięcie do roweru oraz pokrowiec na plecak, którym na noc przykryjesz górę roweru, coby biedny nie zmókł aż tak, f. zainwestuj w sakwy – plecak nie sprawdza się w trasie. A jeśli już sakwy, to polecam Crosso – wygodne, nieprzemakalne, pojemne – samo dobro, a do tego polska firma, g. pamiętaj, że obowiązkowym wyposażeniem roweru są lampki, dzwonek i odblaski, ale kamizelka odblaskowa to bardzo dobry pomysł o zmroku!

Drogi czytelniku! Być może następnym razem, gdy będziesz czytał mój tekst, będę mogła zacząć od słów „drogi rowerzysto”? Sprawa jest prosta – wsiadasz i jedziesz. Właśnie wróciłam ze swojej pierwszej rowerowej eskapady. Skąd w ogóle pomysł? Od zawsze marzyła mi się rowerowa wyprawa, od zawsze ciągnie mnie na wschód, a do tego niedawno oddano do użytku szlak rowerowy „GreenVelo” poprowadzony przez 5 województw wschodniej Polski. Wszystko to złożyło się w jeden jasny plan – jedziemy do Łańcuta i ciśniemy. Przez 7 dób pokonaliśmy 517 km, zaczynając od nocy bliskich zeru, a kończąc na dniu spędzonym w krótkich spodenkach, przeczekując burze i deszcze, śmigając w porannej i wieczornej mgle, uśmiechając się do nielicznych promieni słońca. Były lasy, pola, wzgórza, ogrom przyrody, trzepot dwudziestu par bocianich skrzydeł, piękna drewniana architektura – wszystko, czego dusza potrzebuje do wypoczynku i czego ciało potrzebuje, by się zmęczyć. Było cudownie. Zakochałam się w zwiedzaniu Polski z perspektywy dwóch kółek i chętnie podzielę się kilkoma uwagami – co zrobić, by ten pierwszy raz przysporzył nam wiele radości i jak najmniej problemów.

4


2. Dobrze przygotuj się do pogody: a. weź kurtkę przeciwdeszczową, ale używaj jej podczas mżawki, silne deszcze przeczekaj pod dachem, b. jeśli jest ciepło – w deszczu używaj sandałów, mniej suszenia niż z adidasami, możesz też nabyć przeciwdeszczowe spodnie i ochraniacze na buty. A jeśli o buty do rowerowania chodzi – to wybierz takie przed kostkę, c. zaopatrz się w spodnie z pampersem i wygodne siodełko lub miękką nakładkę na nie – dbaj o swój komfort jazdy, d. rękawiczki rowerowe również są na propsie.

3. Inne przydatne: a. weź 2-3 termoaktywne bluzki zamiast 15 t-shirtów – po jednym na każdy dzień, lepiej prać niż dźwigać, b. menażka, palnik, butla, kuskus, kiełbasa, termos – na chłodne majówki bardzo przydatne i szybkie w działaniu, c. elastyczna linka – dobrze przytrzyma namiot na bagażniku i inne niespodziewane rzeczy, d. gotówka – jeżdżąc po wioskach, polach, lasach, nie zapłacisz kartą, e. rozmawiaj z miejscowymi – oni wiedzą najlepiej, gdzie kryją się piękne miejsca, nie bój się zbaczać z trasy, by zobaczyć więcej :), f. miejscowi są bardzo w porządku – zawsze możesz spytać, czy udostępnią kawałek trawnika pod namiot – masz podwójną korzyść – poznajesz ludzi i bezpieczniej pozostawiasz sprzęt, a rano nie masz kontroli straży granicznej ;) no i czasem masz szansę się umyć ;) Do mojej pierwszej wyprawy pomogła mi się przygotować łódzka para rowerzystów oraz ich artykuł na blogu – http:// nagniatamy.pl/jak-przygotowac-rower-na-dluga-podroz-praktyczny-poradnik/ Pamiętaj – nie ma co przesadzać, jeśli jedziesz kilka dni, to nie ciśnij na kilometry, bo można się zniszczyć po pierwszym dniu. Dobrze jest przed, jak i po jeździe porozciągać mięśnie. A reszta sama się już dzieje – trzeba tylko wyjść z domu :) Serdecznie polecam :)

Justyna Rędzikowska

5


Wspinanie kojarzy się głównie z ekstremalną i niebezpieczną zabawą. Jednak, tak jak inne sporty, może to być aktywność całkowicie bezpieczna i rozwijająca. W samej Warszawie jest około kilkunastu ścianek wspinaczkowych, które oferują nam zarówno wspinanie na boulderach (niskich ściankach bez liny), jak i tradycyjnych drogach z asekuracją. Na początku warto zaopatrzyć się w wygodne buty na cienkiej podeszwie i strój sportowy. Uprząż, kask i sprzęt do asekuracji można wypożyczyć na miejscu. Na niektórych ściankach dostępne są także taśmy trublue, dzięki którym nie musimy uczyć się asekuracji i możemy wspinać się indywidualnie, bez partnera. Przed rozpoczęciem wspinania warto pamiętać o rozgrzewce całego ciała, po rozgrzaniu zaczynamy od łatwych dróg (o wyceny dróg można zapytać instruktora, przeczytać na tablicach lub bezpośrednio pod drogami). Z czasem warto do swoich treningów włączyć takie ćwiczenia jak: pompki, brzuszki, podciąganie, „deska” – co pomoże nam wzmocnić kluczowe dla wspinaczki partie ciała. Wspinanie jest sportem ogólnorozwojowym, dlatego wbrew powszechnemu przekonaniu rozwijamy nie tylko ręce, ale także brzuch, plecy czy nogi. Należy jednak pamiętać, że aby zostać dobrym wspinaczem nie wystarczy być silnym (choć to oczywiście pomaga). Wspinanie jest także pracą umysłową – zapamiętywanie sekwencji ruchów i położenia chwytów bardzo ułatwia nam pokonywanie drogi. Osobom początkującym z reguły wszystko wychodzi jeszcze nie najlepiej, więc pamiętajmy, że tak naprawdę każdy trening przynosi korzyści i jest małym, indywidualnym sukcesem.

Maja Domaradzka 6


Spadochroniarstwo relacja z samego kursu i które zapoczątkowało cykl spotkań z doświadczonymi już skoczkami mającymi na koncie kilkaset skoków i minut wylatanych w tunelu aerodynamicznym. I, co najważniejsze, kolejne skoki. Bo kto chociaż raz poczuł pęd powietrza, lecąc 180km/h, koniecznie chce to powtórzyć. Sam organizator kursu dh Szatek po swoim pierwszym skoku powiedział do mnie: „Kosa, znalazłem swoją pasję. Teraz będę skakał non stop”. I słowa dotrzymał. Wciąż lata albo między chmurami, albo w tunelu. Jeden z uczestników kursu, a dokładnie dh Waldek (nie mylić z dh Waldemarem), przyboczny w gromadzie zuchowej, również mnie nie zaskoczył, twierdząc, że przeżycie, jakie towarzyszy lataniu jest nie do opisania komuś, kto nigdy nie skakał. I oczywiście zapowiedział, że będzie skakał dalej. Nie dziwi mnie to. Sam kiedyś wyskakiwałem z samolotu, by później oddać się przyjemności latania, dlatego teraz kibicuje Szatkowi w jego zmaganiach z pędem powietrza oraz w organizowaniu społeczności spadochronowej przy hufcu czy chorągwi.

Bezchmurne niebo, tylko gdzieniegdzie przemieszczają się szybko małe chmurki popychane przez wiatr. Siódemka młodych ludzi stoi na skraju lotniska w Przasnyszu, wpatrując się w niebo i tylko oni wiedzą, jakie myśli kołaczą się im w głowie. Czekają! Czekają na swoją kolej, by wbrew instynktowi opuścić samolot w powietrzu i przez chwilę poczuć się jak mityczny Dedal, szybując w powietrzu, by już po chwili podziwiać świat, a przynajmniej okolice Przasnysza spod rozpostartej nad głową czaszy spadochronu szkoleniowego. Tą siódemką młodych adeptów spadochroniarstwa są harcerze Chorągwi Stołecznej: dh Waldemar Radziszewski z Hufca Warszawa-Wola, dh Paweł Sokalski z Hufca Warszawa-Wola, dh Grzegorz Dachniewski z Hufca Warszawa-Wola, dh. Marta Rybińska z Hufca Warszawa-Mokotów, dh Jakub Ochremiak z Hufca Warszawa-Mokotów oraz z Chorągwi Mazowieckiej: dh. Kinga Rokicka i dh Rafał Jurek z Hufca w Mińsku Mazowieckim. Wzięli oni udział w I Kursie Spadochronowym „Czasza” organizowanym przy Hufcu ZHP Warszawa-Wola przez phm. Daniela Szatkowskiego HR, który postanowił swoje hobbystyczne życie związać właśnie ze spadochroniarstwem i teraz chce zarazić swoją pasją innych.

Spadochroniarstwo harcerskie ma długą historię. Pierwsze drużyny lotnicze powstały już w 1928 roku w Poznaniu oraz w 1929 roku w Bydgoszczy, a pierwsi harcerscy skoczkowie zostali przeszkoleni w 1937 roku, pokazali oni później swoje umiejętności na zlocie Jamborre w Holandii jeszcze tego samego roku, gdzie ich skoki oglądała trzydziestotysięczna publiczność (źródło: Harcerscy Spadochroniarze, Marek Jedynak i Katarzyna Tylipska, Łódź-Warszawa 2008)

Wspomniany wyżej kurs odbył się na lotnisku w Przasnyszu i był prowadzony przez Szkołę Spadochroniarską „Skoczek” (instruktor prowadzący Paweł Łęgowski). Młodzi adepci skoków najpierw przeszli część teoretyczną kursu, podczas której m.in. uczyli się meteorologii, budowy spadochronu i przede wszystkim technik spadochronowych oraz tego, jakie sytuacje awaryjne mogą wystąpić w powietrzu. Później odbyła się część praktyczna, czyli ćwiczenia dotyczące techniki opuszczania statku powietrznego i wreszcie same skoki. Kurs realizowany był metodą BASIC, czyli opuszczania samolotu z samoczynnym otwarciem spadochronu przez linkę przyczepioną do paczki ze spadochronem oraz do pokładu samolotu, która po naciągnięciu otwiera spadochron. Innymi słowy skoczek samodzielnie nie otwiera spadochronu, a jego zadaniem jest poprawne opuszczenie statku powietrznego oraz lot na otwartej czasy oraz poprawne lądowanie w strefie lądowań. Skoczkowie oddali w sumie 3 samodzielne skoki. Dwa pierwszego dnia i trzeci ostatniego.

To piękna pasja, która uczy wytrwałości, dokładności, pokonywania lęków oraz cierpliwości i daje wiele szczęścia oraz satysfakcji. Nic tak nie podnosi adrenaliny jak wyczekiwanie zielonego światła, by później odliczyć: 3, 2, 1, SKOK!

Ale jeśli ktoś myśli, że skończony kurs to koniec przygody, to jest w wielkim błędzie. Wszak to dopiero początek. Teraz przed kursantami stoją kolejne zadania, tj. zdobycie Harcerskiego Znaku Spadochronowego, który z dumą można nosić nad krzyżem. W tym celu 14 czerwca zostało zorganizowane w siedzibie Chorągwi Stołecznej spotkanie na temat spadochroniarstwa, podczas którego została przedstawiona foto-

Maciej „Kosa” Kosecki Artykuł opublikowany w miesięczniku „Instruktor” nr 27 - Wakacje 2016 7


Żeglarstwo Ponadto co kilka lat organizujemy szkolenie na stopień jachtowego sternika morskiego. Kursanci uczą się wykonywania trudnych manewrów łodziami śródlądowymi, a całość kończą kilkudniowe manewry w wybranym porcie morskim, a później egzamin. Warto zwrócić uwagę na to, że podczas kursów stosujemy metodę harcerską, starając się w najlepszy sposób połączyć wychowanie harcerskie z wychowaniem wodnym.

Program wychowania żeglarskiego jest stosowany w naszej drużynie od wielu lat i sprawuje się całkiem nieźle – co oczywiście nie zmienia faktu, że z roku na rok staramy się go doskonalić. Osoby rozpoczynające przygodę z żeglarstwem – najczęściej w wieku trzynastu/czternastu lat (pierwsza klasa gimnazjum) – idą na kurs midszypmena. Szkolenie to obejmuje okrojony kurs żeglarza, podczas którego jego uczestnicy dowiadują się, jak być dobrym załogantem na łodzi żaglowej, oraz poznają podstawy dowodzenia łodzią. Pływają głównie na jednostkach wiosłowo-żaglowych typu wydra – są to łodzie mieczowe, czyli zazwyczaj stosunkowo lekkie. Ich zaletą jest to, że po wyciągnięciu miecza – są wtedy np. bardziej dryfowane – mogą przypływać bardzo blisko brzegu lub nawet na niego wpłynąć (tzw. sztrandowanie).

Co roku – zazwyczaj po obozie, czyli na przełomie lipca i sierpnia lub pod koniec sierpnia – organizujemy (najczęściej dwutygodniowe) rejsy morskie dla członków naszej drużyny. Nie są one obowiązkiem, to bardziej nagroda dla instruktorów oraz wędrowników za ich całoroczny wkład w pracę drużyny. Na początku, we wrześniu roku poprzedzającego rejs, orientacyjnie określamy liczbę uczestników i wybieramy kapitana/kapitanów, następnie szukamy jachtów i rekrutujemy załogę. Zazwyczaj mamy komplet już zimą. Mając wybrane jachty (tutaj wybieramy jachty morskie, czyli balastowe – są one niewywracalne), możemy określić orientacyjną trasę. Najbardziej doświadczeni załoganci zostają oficerami. Program rejsu – oprócz tradycyjnego zatwierdzania dokumentów w Komendach Chorągwi oraz Hufca – musi być również zaakceptowany przez Pilota Chorągwi. Ze względu na to, że rejsy należą do tych droższych wyjazdów, zazwyczaj ubiegamy się o dofinansowania w różnych urzędach i firmach.

Natomiast starsi harcerze (druga klasa gimnazjum i wyżej) uczestniczą w kursie żeglarza, podczas którego nabywają wszystkie potrzebne umiejętności, by samemu móc dowodzić łodzią i zdać egzamin na patent żeglarski. Uczą się żeglować na łodziach kabinowych, czyli omegach, oraz naszej największej jednostce – łodzi typu DZ. Wszystkie wymienione wyżej łódki to również jachty mieczowe. Oba kursy trwają niemalże przez cały rok. Zaczynają się jesienią, kiedy to podczas zbiórek odbywają się pierwsze pływania. Zima to czas zbiórek teoretycznych, podczas których omawiane są najważniejsze zagadnienia dotyczące budowy jachtu, teorii manewrowania i żeglowania, prac bosmańskich, przepisów itd., a także prac szkutniczych, by być w stanie przygotować łodzie do kolejnego sezonu. Wiosną następuje dalszy ciąg pływań oraz zbiórek teoretycznych. Cały kurs zwieńcza obóz podczas Harcerskiej Akcji Letniej, w trakcie którego powtarzamy wszystkie zbiórki teoretyczne, a jeśli wieje, pływamy na żaglach, jeśli zaś jest flauta – wyciągamy wiosła i pływamy, wiosłując tzw. rozmachami. Kurs zawsze zamyka egzamin – teoretyczny i praktyczny.

Dla mnie rejs to wspaniała forma Harcerskiej Akcji Letniej. Może się wydawać, że to bardzo męczący sposób spędzania wakacji – jednak nic bardziej mylnego! Podczas rejsu jesteśmy podzieleni na wachty, które zmieniają się co cztery godziny. Przez większość czasu (oprócz posiłków, ważniejszych manewrów i sytuacji awaryjnych) można robić to, na co ma się ochotę: spać, czytać, integrować się z innymi załogantami, grać na gitarze czy wspólnie w gry oraz – co całkiem ważne – podziwiać widoki. Nigdzie nie widziałem tak pięknych wschodów i zachodów słońca jak właśnie na

8


Bartosz Gliwa morzu! Samo morze i słońce to oczywiście nie wszystko – na wodzie widać potężne (kilkusetmetrowe) statki, platformy wiertnicze, klify, ronda, latarnie morskie, konstrukcje wyglądające jak drzewa oraz wiele, wiele różnych dziwnych miejsc. Oczywiście technologia to nie wszystko, na morzu można spotkać także zwierzęta: meduzy, foki, delfiny, wieloryby, mewy, albatrosy, a także ciekawe zjawiska, np. zorzę polarną – i to wszystko na Morzu Bałtyckim i Północnym.

i mu się nie spodoba – wiadomo, może się zdarzyć. Ale kto nie spróbuje, niewątpliwie straci szansę na odkrycie w sobie pasji. A ja taką, właśnie dzięki harcerstwu, odkryłem.

Poza samym żeglowaniem mniej więcej połowę czasu rejsu stanowi pobyt w portach. Zawsze odpowiednio wcześniej wybieramy miejsca, które chcemy odwiedzić, żeby móc zwiedzić jak najwięcej ciekawych miast i terenów. Jednakże czasem może się zdarzyć, że – np. ze względu na pogodę lub awarię – musimy wpłynąć do innego, nieplanowanego portu. Dlatego właśnie nie ustala się portu docelowego – nigdy nie wiadomo dokładnie, co nas spotka na morzu. Jako że rejs jest akcją przeznaczoną głównie dla instruktorów i wędrowników, zazwyczaj, płynąc, wyznaczamy kolejne cele i planujemy akcje na kolejny rok harcerski, co znacznie ułatwia nam późniejsze tworzenie planu pracy drużyny.

Uprawnienia Patent żeglarza jachtowego wystarcza, by poruszać się jachtem żaglowym bez lub z pomocniczym napędem mechanicznym po wodach śródlądowych oraz o długości kadłuba do 12 m po morskich wodach wewnętrznych oraz pozostałych wodach morskich w strefie 2 Mm (mil morskich) od brzegu, w porze dziennej. Oznacza to, że możemy (zgodnie z przepisami) prowadzić jachty np. na Mazurach oraz popływać jachtem morskim gdzieś w pobliżu brzegu (2 Mm od brzegu nie wystarczą do swobodnego poprowadzenia rejsu). By takowy stopień otrzymać, potrzebne jest zdanie egzaminu teoretycznego i praktycznego oraz ukończenie 14. roku życia. Drugie uprawnienie, czyli patent jachtowego sternika morskiego, uprawnia na wodach śródlądowych do tego samego, co patent żeglarza, natomiast jeśli chodzi o wody morskie, umożliwia on prowadzenie jachtów żaglowych bez lub z pomocniczym napędem mechanicznym o długości kadłuba do 18 m. By zdobyć taki stopień, trzeba zdać egzamin, mieć ukończone 18 lat oraz odbyć co najmniej dwa rejsy po wodach morskich w łącznym czasie co najmniej 200 godzin żeglugi. Taki patent umożliwia samodzielne poprowadzenie rejsu, natomiast – moim zdaniem – jest absolutnie niewystarczający, by od razu po zdobyciu jsm-a samodzielnie poprowadzić rejs. By prowadzić rejsy, trzeba przede wszystkim pływać, pływać i pływać, aż do zdobycia stopnia kapitana jachtowego, oraz doszkalać się samodzielnie (np. na kursach SRC, STCW, dodatkowych z trudnych manewrów lub z meteorologii).

Poza tym rejs to świetny sposób na sprawdzenie samego siebie. I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o chorobę morską, która dotyka wielu członków załogi, w tym również mnie. Chodzi o umiejętność działania w trudnych warunkach, w sporym zafalowaniu i przechyle, na małej przestrzeni, z tymi samymi twarzami pokazującymi się dzień po dniu przez dwa tygodnie, a także o wykonywanie rozkazów i obdarzenie zaufaniem kapitana, nawet gdy jego polecenia wydają nam się dziwne, a przy tym wszystkim o zachowanie optymistycznego nastawienia. Jest też próbą odpowiedzialności nie tylko za swoje czyny, ale także – jako oficera i kapitana – za życie innych ludzi znajdujących się na jachcie i w jego pobliżu. Polecam każdemu spróbowania swoich sił w żeglarstwie – zarówno w formie lądowej, jak i morskiej. Ktoś spróbuje

9


Karate

Stylów karate jest za wiele, by rozpisać je wszystkie. Najbardziej rozpoznawane to: kyokushin, shotokan, enshin, oyama.

Karate jest jedną ze sztuk walki. Podobnie jak wiele innych stylów walki, wywodzi się z Azji. Swoje korzenie ma na Okinawie - największej wyspie archipelagu Okinawa w Japonii.

Tyle z formalnych treści. Jednak co tak naprawdę karate może dać osobie, która trenuje? Po pierwsze, jest to świetny sposób na poprawienie kondycji fizycznej i ogólnej sprawności. Można wówczas ćwiczyć także refleks, spostrzegawczość oraz odporność na ból. Dzięki treningom karate można zajrzeć w głąb siebie. Pomagają w tym wspomniane wcześniej techniki oddechowe oraz kata. Dodatkowym bonusem wynikającym z trenowania karate są nabyte umiejętności związane z samoobroną. Sport ten może być przydatny osobom, które chcę czuć się pewniej same ze sobą. Często jest tak, że powodem rozpoczęcia treningów jest chęć nauczenia się walki lub chęć poprawienia wyglądu ciała. W większości tych przypadków z czasem przeradza się to w pasję. Tak też było w moim przypadku.

Znaczenie słowa „karate” określa najważniejszą cechę walki w tym sporcie. Nazwę tłumaczy się jako „pusta, naga (bez broni) ręka”. W karate jedyną bronią są ludzkie ręce. Podstawowy, tradycyjny styl karate okinawskiego ewoluował wraz z czasem i potrzebami współczesności. Obecnie można wyróżnić trzy drogi w tej sztuce walki: • Karate okinawskie („na śmierć i życie”) – twarde pozycje, techniki kończące, czyli takie, które mogą zabić, bardzo techniczne podejście; • Karate sportowe - walki na punkty, kumite (sparringi), mniej techniczne podejście; • Karate jako rozwój duchowy i fizyczny - techniki oddechowe, kata (ustalone sekwencje ruchów), dbałość o szczegóły, poznawanie siebie. Treningi karate odbywają się na trzech płaszczyznach: kihon, kata, kumite. Kihon (podstawy) jest częścią treningu, podczas której wykonuje się serie powtórzeń jednej techniki, zazwyczaj w powietrze i przy zachowaniu jak największej dbałości o detale. Z kolei kata jest sformalizowanym układem ruchów. Pozwala on na maksymalne skupienie. Dodatkowo stanowi bazę do technik obrony, np. przed bronią. Kumite to nazwa walki w karate. Jest to po prostu sparring dwóch przeciwników. Mimo tak prostej definicji, jest to najtrudniejszy styl treningów. Nie dopuszcza się najmłodszych do tego rodzaju ćwiczeń.

10


Zdjęcia udostępione dzięki uprzejmośći Full Sport Karate Shotokan http://klubfsk.com/

Ola Solka

Zaczęłam trenować karate shotokan, aby zrzucić zbędne kilogramy. Na początku było ciężko, miałam chwile słabości. Jednak mimo moich wątpliwości zostałam na treningach. Niedługo później miałam wypadek samochodowy, który wyłączył mnie z treningów na ponad rok. Dopiero podczas tej przerwy zrozumiałam, że karate stało się moją pasją. Zaraz po zdjęciu gipsu, mimo zakazów lekarza, wróciłam do dojo (sala do treningów karate) na treningi. Była to doskonała rehabilitacja. Od tamtej pory zawzięcie pracuję nad tym, aby stawać się coraz lepszą. Obecnie trenuję już od 6 lat i posiadam stopień 2 kyu. Dzięki treningom „nauczyłam się swojego ciała”. To znaczy, że znam swoje możliwości i wiem, jak przekraczać swoje granice. Dodatkowo zyskałam na pewności siebie oraz ogólnej sprawności fizycznej.

Trudno jest się oprzeć tej sztuce walki. Ma ona w sobie pewną moc, którą odkrywa się w miarę upływu czasu. Im dłużej się trenuje, tym więcej niedostępnych wcześniej przeżyć można doświadczyć. Ważna w tym sporcie jest determinacja, bo to ona pozwala na przekraczanie pewnych progów. O jakości treningów decyduje również odpowiedni sensei (osoba prowadząca treningi, mistrz). Jeśli wszystko się zgadza, to można poczuć spełnienie w tej sztuce walki. Karate jest wyjątkowe z jeszcze jednego powodu. Łączy w sobie sprawność fizyczną i przeżycia emocjonalne, duchowe. Jest to dość unikatowe połączenie w dzisiejszych czasach - nic więc dziwnego, że społeczność karateków stale rośnie.

11


Bieganie

Salomon Ultra Trail Hungary Mój organizm, a szczególnie część od pasa w dół, zdecydowanie poprosił mnie o zaprzestanie biegania po twardym i przerzucenie się na leśne dukty. Na szczęście to jest to co w bieganiu kocham najbardziej: wystające korzenie, góry i doły, powalone drzewa, kałuże i strumyki na drodze - a ponieważ mieszkam w Trójmieście, nie brakuje mi żadnej z tych rzeczy. Bieganie po lesie jest także bardziej wymagające kondycyjnie i mięśniowo, ale w nagrodę dostajemy świeże powietrze, wspaniałe widoki i nierzadko przygody w postaci zagubienia się w leśnych odstępach.

Tekst o bieganiu pisze instruktorka HSR, która na swoim SAS-ie chowała się w krzakach z koleżanką (pozdrowienia!) i czekała, aż reszta będzie przebiegała tą drogą z powrotem, aby cichcem dołączyć na tyły, jak gdyby nigdy nic… Ale to było 6 lat temu. Teraz mogę powiedzieć, że od 4 lat biegam regularnie i że nie wyobrażam sobie życia bez biegania. Jednak moje bieganie wciąż jest na poziomie amatorskim, więc ten tekst będzie jedynie próbą zainspirowania Was do rozpoczęcia swojej przygody z bieganiem, przepleciony kilkoma wskazówkami. Po naukowe teksy sięgnijcie do książek i Internetu – szczególnie polecam magazyny biegowe, takie jak magazynbieganie.pl czy ultratrailrunner.pl

Co z mieszkańcami betonowych dżungli, którzy na co dzień nie mają tyle szczęścia i zadowalać ich muszą parkowe alejki? Biegajcie śmiało! Ale jeśli dopiero stawiacie pierwsze biegowe kroki, sięgnijcie po plan treningowy, skontaktujcie się z trenerem, albo po prostu trzymajcie umiar i słuchajcie swojego organizmu. Jeśli poczujecie, że Wasze kości i stawy dostają wycisk, spróbujcie przy pierwszym wolnym weekendzie wybrać się na małą przebieżkę do lasu. Pierwsze kroki w nowym terenie na pewno będą trudne, ale nie chodzi przecież o nie wiadomo jakie tempo – gdy się zmęczycie, przejdźcie w marsz, weźcie łyka wody i ruszcie znowu, gdy poczujecie siłę. Szczerze mówiąc, podczas mojego codziennego biegania raczej nie wbiegam na górki, których w Trójmieście nie brakuje, tylko przechodzę do marszu. Nie patrzę też na tempo w zegarku. Po prostu cieszę się chwilą, a nogi same niosą mnie przed siebie. Z biegania wolę wracać szczęśliwa, niż zmęczona do nieprzytomności. Pomaga też odpowiednie nawodnienie – już jakiś czas temu odkryłam, że dobre nawodnienie przed, w trakcie i po bieganiu, niweluje uczucie „padnięcia” w trakcie i po biegu. Właśnie zaczął się sezon na piękną pogodę, dlatego oprócz odpowiedniego nawodnienia, pamiętajcie też o nakryciu głowy, aby uniknąć przegrzania. Gdy biegacie sami po lesie, miejcie przy sobie telefon, a przynajmniej zegarek z GSP, aby uniknąć wielogodzinnego błądzenia w poszukiwaniu drogi.

Może dlatego, że harcerka, a może dlatego, że miejska dżungla otacza mnie na co dzień i w lesie szukam oddechu, ale chyba głównie dlatego, że uważam asfalt za nudny i mniej zdrowy, ten krótki tekst będzie właśnie o bieganiu w terenie, czyli trailu. Ludzie zaczynają biegać z różnych powodów: bo lekarz kazał, bo oponka urosła, bo plotkować można nie tylko w domu… Ja biegam, ponieważ sprawia mi to niesamowitą frajdę, pozwala się wyciszyć i pobyć ze sobą, zebrać myśli. Nie trenuję, biegam dla przyjemności. Moje jedyne treningi to starty w różnych biegach, głównie górskich i terenowych, staram się ograniczać klepanie kilometrów na asfalcie. Bieganie jest zdrowe i aby Was przekonać, tysiące ludzi napisało tysiące mądrych artykułów, powołując się na badania naukowe. Przekonali również mnie - jednak jak zawsze jest kilka “ale”. Bieganie jest zdrowe, kiedy biegamy z głową - nawet po asfalcie, jeśli nie macie wyboru. Dlatego należy pamiętać o paru ważnych kwestiach, takich jak: • kilometraż tygodniowy - aby nie przesadzać i stopniowo zwiększać dystanse (zasada małych kroków, która podczas biegania sprawdza się doskonale), • odpowiednio zbilansowana dieta (jeśli biegasz, powinieneś przyjmować odpowiednią dawkę składników odżywczych) • słuchanie swojego organizmu i reagowanie na sygnały ostrzegawcze. 12


Jagoda Poszytek

ORLEN WARSAW MARATHON Na koniec ciekawostka, której prawdziwość udaje się potwierdzić każdemu biegaczowi ultra (czyli bieg na dystansie powyżej 42km): biega się głównie głową, dopiero później nogami. Większość ograniczeń wypływa z naszego mózgu, który dostaje sygnały, że organizm jest zmęczony i poddaje się temu uczuciu, wywołując różne stany, przez które stajemy podczas biegu przeświadczeni o skrajnym zmęczeniu. Jednak jeśli znamy już podstępy naszej głowy, wiemy, że pomimo poczucia braku sił możemy biec dalej jeszcze wiele godzin, dzięki wewnętrznej motywacji z gatunku prostych tekstów: „dasz radę”, „przecież wcale nie jesteś taka zmęczona”, „bez przesady, biegniesz dopiero 2 godziny”, „ pomyśl, że to tylko 40 kilometrów, ludzie biegają po 100 i dają radę”…

Skoro już Was przekonałam, że bieganie ogólnie jest fajne, to wypada napisać od czego zacząć - a wiadomo, że najbardziej wiarygodne porady pochodzą z własnego doświadczenia. Na początek dobre będą marszobiegi, podczas których nie przejmujcie się tempem ani techniką. Po prostu spróbujecie się poruszać w wygodnych ciuchach. Gdy już Wasze marsze przerodzą się bardziej w biegi, postarajcie się skupić na oddechu i na tym, aby był dostosowany do Waszego tempa. Wciągajcie powietrze nosem, wydychajcie ustami, aby zachować jak najlepszą wydolność oddechową. Jeśli łapie Was kolka, mówi się, aby przejść do marszu, jednak moim zdaniem lepiej zwolnić tempo i spróbować zignorować ból, niż zupełnie się zatrzymać (często kolki robią się przez zmianę tempa). Obierajcie sobie cele swoich biegowych wypadów (na przykład „dziś biegnę do fontanny w Parku Skaryszewskim”) - łatwiej wtedy się zmobilizować do kontynuowania pomimo zmęczenia. Mi dodatkowo pomaga bieganie za każdym razem po nowych trasach, ale to już bardzo indywidualna kwestia. Gdy biegam po ulicach (zdarza mi się wieczorami, gdy nie zdążę wbiec za dnia do lasu) największą radość mam w odkrywaniu miasta, w docieraniu na własnych nogach w miejsca, które wydawały się tak odległe i niedostępne. Zdarzyło mi się w ten sposób zwiedzić Tiranę, stolicę Albanii, Bergen w Norwegii czy malownicze miasteczko Varese we Włoszech. Jeśli chodzi o samą motywację, to temat jest bardzo ciężki, jednak ja nie mam z nią problemu, traktując jako największą przyjemność zmobilizowanie się do wyjścia do lasu, gdy najbardziej mi się nie chce. Oczywiście raz na jakiś czas ulegnę podszeptom w głowie, że „dziś jest za zimno”, „dziś zaczął mi się okres”, „przecież jutro pobiegam”, „tak dużo dziś pracowałam”, ale wyrzuty sumienia do końca dnia skutecznie zmniejszają statystykę lenistwa. Spróbujecie kiedyś, mówię Wam! A satysfakcja i nagroda, na przykład w postaci pięknego zachodu słońca, na który dzięki tej decyzji traficie, będzie niesamowita!

Powoli szykuję się do październikowego biegu na 70 kilometrów (Łemkowyna Ultra Trail), co dla wielu z nas brzmi jak spartański dystans, ale dla doświadczonych ultrasów jest lekką przebieżką. Już nie mogę się doczekać startu o świcie wśród setki biegaczy z pozytywnym szaleństwem w oczach, zachodu słońca na tle gór, potoków, które będę przekraczać, brodząc w lodowatej wodzie po kolana, błota do pasa, śladów saren, śpiewu ptaków, szumu jesiennych liści i przekraczania własnych możliwości przez kilkanaście godzin. Spróbujcie, a może odkryjecie las na nowo, zmieniając mundury na krótkie spodenki i termoaktywne koszulki.

13


O wędkarstwie słów kilka…. kondycję, zdarzało się że po zacięciu prawdziwego okazu hol ryby trwał 30 min, godzinę, a nawet dwie. Sukces czasami wymaga też wędrówki za płynącą rybą wzdłuż brzegu rzeki czy jeziora.

Kiedy zadaje sobie pytanie, jakie widoki urzekają mnie najbardziej, to mam przed sobą wschody i zachody słońca nad wodą – stąd pewnie zamiłowanie do wędkarstwa. Można je traktować jak sport, a można też jako typową rekreację – choć od rekreacji do sportu jeden krok. Ale o tym trochę później.

Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych ulubionym sportem są szachy, a dla niektórych maratony, natomiast wędkarstwo jest sportem dla każdego, kto lubi przebywać nad wodą. Osoby lubiące aktywnie spędzać czas, które nie potrafią usiedzieć w miejscu, z pewnością odnajdą się w metodzie spinningowej, która polega na aktywnym poszukiwaniu drapieżników oraz próby odpowiedniego dobrania i podania przynęty, aby skłonić rybę do ataku. W ten sposób łowimy np. okonie, szczupaki, bolenie, sandacze i sumy. Z kolei osoby lubiące spędzać czas stacjonarnie odnajdą się świetnie w wędkarstwie spławikowym i gruntowym. Są to metody wymagające od nas znalezienia i przygotowania stanowiska, odpowiedniego dobrania przynęty i zanęty, aby zwabić ryby w łowisko, później zostaje już cierpliwie czekać na brania. Z powodzeniem łowi się w ten sposób: płocie, leszcze, liny, karpie, ale też okonie i sumy, które możemy też złowić na spinning.

Wędkarstwo wymaga od nas szeregu umiejętności i cech, jakie kształtuje harcerstwo. Ba! Mówi o tym nawet prawo harcerskie! Przecież powszechnie wiadomo, że „harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać” – w wędkarstwie bez tego ani rusz! Po pierwsze, obcujemy z naturą – często niezależnie od warunków atmosferycznych. Zdarza się, że siedzi się przy wędkach w największej ulewie bądź cały dzień w 35 stopniowym upale. Pewnie zadacie sobie pytanie, po co? Ryby to mądre stworzenia, które ciężko jest przechytrzyć, dlatego musimy się nauczyć czytać wodę jak otwartą księgę. Wymaga to od nas cierpliwości i wytrwałości, przyswojenia sporej dawki wiedzy oraz wyciągania wniosków z każdej wyprawy nad wodę. Jest to też jedna wielka rywalizacja – rywalizujemy nie tylko z innymi kolegami „po kiju”, ale też z samymi rybami, bo przecież nie każdy hol wiąże się z lądowaniem ryby w podbieraku. Czasami trzeba mieć też dobrą

Wędkarstwo podlodowe - Okoń

Wędkarstwo spławikowe - Karaś 14


Rafał Gajda

Od czego zacząć?

może skusić drapieżnika do ataku. Mogą to być gumowe imitacje ryb i owadów (rippery i twistery), woblery, czyli twarde drewniane imitacje ryb, ale też przynęty wykonane z metalu, tzw. blachy i obrotówki. Ostatnio furorę robią imitację kaczek i szczurów, które z powodzeniem kuszą szczupaki. Dlaczego od rekreacji do sportu jest tylko jeden krok?

W wędkarstwie chyba każdy zaczynał od spławika. Jest to najtańsza, ale i najprostsza metoda połowu. Montuje się zestaw ze spławika, ołowiu i haczyka, dobiera się przynętę, którą może być kukurydza, ddżownice, czy ciasto (podejrzewam, że to, którego używamy do tworzenia ran podczas pozoracji też mogłoby się sprawdzić). Zarzucamy zestaw i czekamy, aż spławik zatonie – jest to sygnał, że ryba skusiła się na naszą przynętę. Chcąc rozpocząć przygodę z wędkarstwem musimy zaopatrzyć się w wędzisko odpowiednie do preferowanej przez nas metody połowu i ryb, na które mamy zamiar się nastawić, kołowrotek i żyłkę o odpowiednio dobranej grubości i wytrzymałości. Łowiąc płocie wystarczy nam taka o wytrzymałości 3 kg, a polując na sumy – przynajmniej 30kg. Źle dobrana żyłka albo zmniejszy liczbę brań, albo pozbawi nas możliwości wyciągnięcia dużej ryby z wody. Wreszcie nie wolno zapominać o przynętach – różnych, niezależnie od metody połowu. Łowiąc na spławik czy z gruntu (podając przynętę na dnie łowiska) warto mieć ze sobą pszenicę, kukurydzę, dżdżownice, białe robaki (larwy much), czasami używa się też wątroby czy filetów z ryb. Chcąc wędkować metodą spinningową, należy zaopatrzyć się we wszystko, co

Chyba każdy, kto zaczyna osiągać w wędkarstwie sukcesy, chce sprawdzić się z innymi wędkarzami. Dlatego powstały zawody wędkarskie. Oddzielne dla każdej z metod, a czasami selektywne (łowi się tylko określone gatunki ryb – np. karpie czy sumy). Podczas zawodów staramy się nie tylko przechytrzyć ryby, ale też innych wędkarzy, stosując sprawdzone przynęty, ich prowadzenie czy właśnie umiejętność czytania wody, dzięki której wiemy, gdzie może być podwodna górka, gdzie dół, a gdzie płaski blat. Każda nierówność dna jest atrakcyjna dla ryb. Podczas połowów sportowych z reguły obowiązuje zasada „Catch and relase” (złów i wypuść), dlatego mimo połowów rzędu 30 kg ryby na osobę takie zawody nie wpływają na równowagę ekosystemu. Generalnie wszystko w tej chwil robi się tak, żeby połowy odbywały się z jak najmniejszą szkodą dla ryb. Do zobaczenia nad wodą!

Wędkarstwo gruntowe - wschód słonća

Wędkarstwo spiningowe - Szczupak 15


Jak się rozruszać?

Krzysztof Cogiel

Kiedy 1 listopada, w szary i ponury jesienny wieczór pisałem swój pierwszy wpis w facebookowej grupie „Instruktorzy HSR” nie miałem pojęcia, że rozpęta się burza… porównywać się z nimi, komentować wzajemne osiągnięcia. Kiedy 1 listopada, w szary i ponury jesienny wieczór pisałem swój pierwszy wpis w facebookowej grupie „Instruktorzy HSR” nie miałem pojęcia, że rozpęta się burza… Chyba inaczej nie da się nazwać fali aprobaty, która wtedy wylała się pod moim dość prozaicznym postem.

Nie jestem osobą, która jest nadaktywna ruchowo. Ale powodowany głównie pracą, siedzący tryb życia zaczął się wreszcie dawać się we znaki mojemu kręgosłupowi i kolanom. Do stwierdzenia, że coś jest nie tak, nie była potrzebna wizyta u żadnego specjalisty. Dodatkowo jesienna, deszczowa pora nigdy nie zachęcała mnie do biegania czy jazdy na rowerze. Potrzebowałem motywacji. A najprościej jest ją znaleźć, widząc, że ktoś również (pomimo deszczu, zimna, zmęczenia po studiach czy pracy) coś robi, męczy się, uprawia jakiś sport. Kilka razy wybrałem się na basen, pojawiłem się również na najintensywniej użytkowanej trasie biegowej w Żorach – ale to nie było to. Co mnie obchodzą nieznajomi biegający wokół?

Pierwszą edycję rywalizacji, w której sprawdzaliśmy, kto podczas dwóch zimowych miesięcy (listopada i grudnia) spali najwięcej kcal, wygrał Michał Paprotny, kolejna była Ania Karasińska i trzecia w kolejności Natalia Nowacka. W drugiej edycji, również na największą ilość spalonych kcal, nastąpiły drobne zmiany w klasyfikacji, bo drugie miejsce zajęła Agnieszka Rutkowska, która odpaliła kolejną edycję rywalizacji. Trzecią serię wspólnego wyzwania postanowiliśmy już podzielić na więcej kategorii. Chcemy sprawdzić, kto przebędzie najwięcej kilometrów biegając lub wędrując, kto przejedzie najwięcej kilometrów na rowerze oraz standardowo - kto spali najwięcej kalorii.

Wtedy, podczas biegu, w mojej głowie niczym w bajkach zaświeciła się lampka – rywalizacja na Endomondo. Nie dosyć, że będzie można zobaczyć, co robią, jak i kiedy ćwiczą pozostali uczestnicy rywalizacji, to będzie można się przy tym jeszcze trochę „pościgać”. Zobaczyć, kto ćwiczy najwięcej i w jaki sposób.

Instruktorze HSR – jeśli ciągle się zastanawiasz, jak ‘zmusić się’ do uprawiania sportu – zapraszamy do wspólnej rywalizacji. Rywalizacje są prywatne, więc jeśli chcesz dołączyć – informacji szukaj na fb grupie Instruktorów HSR lub odezwij się do Agnieszki Rutkowskiej podając swój login.* Patrzenie, jak wiele kilometrów wspólnie przebiegamy jako instruktorzy HSR i ile kcal razem spalamy, naprawdę motywuje do tego, żeby dołożyć tam coś od siebie!

O co w ogóle chodzi z tym Endomondo? Jest to aplikacja, dostępna na telefony z systemem Android oraz na iPhone’a, która załącza się podczas treningu – rejestruje ona jego przebieg, podaje informacje audio w jego trakcie i podaje wskazówki, jak osiągnąć zakładany cel treningowy. Na koniec można przejrzeć cały trening – ile spaliliśmy kcal, czy w którym momencie biegliśmy najszybciej, a kiedy najwolniej, ile km udało się nam przebyć. Jest to taki darmowy, osobisty trener w telefonie zsynchronizowany ze stroną internetową, dzięki której można przeglądać treningi swoje i znajomych,

* Nieważne, że znowu wygra ją Paprot, odpalając Endomondo w samochodzie! :P

16


Zabierz chustę! Instruktorze HSR, zabierz ze sobą chustę! Wybierasz się w jakieś ciekawe miejsce? Masz jakieś odległe plany na wakacje? A może będziesz w jakimś charakterystycznym miejscu w Polsce lub na świecie? Zabierz ze sobą HSR-ową chustę! Chusta harcerska jest elementem wyróżniającym środowisko, jednocześnie jest czymś co te środowiska łączy – nikt poza instruktorami HSR takiej chusty nie posiada. Wiemy, że wśród nas są ludzie robiący przeróżne ciekawe rzeczy i podróżujący po całym świecie. Jeśli akurat wybieracie się gdzieś – zabierzcie ze sobą chustę! Pokażmy na zdjęciach gdzie bywamy i jakie ciekawe rzeczy robimy w tym naszym różnorodnym, instruktorskim środowisku. Ale niech łączy je jedno – HSRowa chusta! Wszystkie zdjęcia będziemy publikować w Harcerskim Eskulapie, więc wysyłajcie je do nas i dołączcie krótki komentarz gdzie i w jakich okolicznościach zdjęcia zostały wykonane. Na zachętę kilka pierwszych zdjęć!

Krzysiek Cogiel pod operą w Sydney podczas swojej świątecznej podróży do Australii oraz pod wieżą ratowników na plaży Bondi w Sydney (tej samej na której kręcono powszechny w HSR filmik o resuscytacji poszkodowanego wyciągniętego z oceanu).

Mariola Korus w Dolinie Chochołowskiej wśród krokusów

Redaktorki Naczelne Harcerskiego Eskulapa, Marta i Martyna, podczas Pyrkonu. Marta w górach... jest numer więc przeżyła :P 17


XIII Zawody w Pierwszej Pomocy Chorągwi Śląskiej - okiem komendantki 8 kwietnia 2017 Dąbrowa Górnicza została opanowana przez ratowników ZHP i entuzjastów pierwszej pomocy. XIII Zawody w Pierwszej Pomocy Chorągwi Śląskiej ściągnęły na Zagłębie 8 patroli: Hufiec Ziemi Cieszyńskiej reprezentowały HKR Wstrząs, HKR 2 Wstrząs oraz Jeden ze Wstrząsów, Hufiec Ziemi Będzińskiej wystawił patrole Dłuższe życie każdej pralki to Calgon oraz Samarytanie, a z Częstochowy przybyli Włóczykije. Pojawili się także HKR „Finezja” Kędzierzyn-Koźle i Nie mam weny na nazwę patrolu, stworzony z różnych hufców. Przez całą sobotę patrole współzawodniczyły w najlepszym udzieleniu pierwszej pomocy przy najrozmaitszych wypadkach. Upadek z wysokości młodego strażaka, nieuważny kierowca osobówki, który potrącił rowerzystę, nieszczęśliwa nastolatka z dostępem do środków czyszczących, zdenerwowany cywil z chorobą wieńcową... To tylko niektóre z pozoracji, którym młodzi adepci ratownictwa musieli sprostać. Po zakończonej trasie uczestnicy zostali zaproszeni na warsztaty do Centrum Symulacji Medycznej przy Wyższej Szkole Planowania Strategicznego, a także na zajęcia z łączności, zorganizowane przez Stowarzyszenie „Razem Głośniej”. Organizatorzy tej edycji, Harcerski Klub Ratowniczy „Auxilium”, oraz instruktorzy Harcerskiej Szkoły Ratownictwa nie mogli nie docenić patrolu, który udzielał najlepszej informacji dyspozytorowi CPR i uhonorowali HKR „Finezja” Kędzierzyn-Koźle nagrodą specjalną za najwyższej jakości wezwanie pomocy. Najskuteczniejszymi patrolami okazały się: • Miejsce I - HKR Wstrząs • Miejsce II - Jeden ze Wstrząsów • Miejsce III - HKR „Finezja” Kędzierzyn - Koźle. HKR „Auxilium” serdecznie dziękuje partnerom Zawodów: Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej, Milo of Climbing, Fundacji „Nasze Dzieci”, Wyższej Szkole Planowania Strategicznego, Centrum Aktywności Obywatelskiej w Dąbrowie Górniczej, a także wszystkim, którzy przyczynili się do sukcesu XIII edycji. Do zobaczenia za rok, po drugiej stronie!

Magdalena Robakowska komendantka zawodów, szefowa HKR Auxilium 18


XIII Zawody w Pierwszej Pomocy Chorągwi Śląskiej - okiem szefowej IR sków stworzyli swój zarys sytemu, który następnie przedstawili na spotkaniu szefów inspektoratów.

Zawody w pierwszej pomocy, które odbywają się u nas co roku, są wydarzeniem niezwykle ważnym. To miejsce, gdzie zarówno organizatorzy, jak i uczestnicy mogą sprawdzić swoje siły w przeróżnych zadaniach, rozwijając swoje umiejętności.

To był kolejny pracowity weekend dla wielu z nas. Ze swojej strony serdecznie dziękuję Komendzie Chorągwi Śląskiej za wsparcie, a HKR Auxilium za zorganizowanie zawodów. Dziękuję również sponsorom i partnerom, dzięki którym mogliśmy zorganizować zawody właśnie w Dąbrowie, instruktorom HSR i pozorantom za poświęcony czas oraz wszystkim zaangażowanym, bez których zawody nie mogłyby się odbyć.

Patrole startujące w zawodach już po raz XIII walczą o puchar Komendantki Chorągwi i oczywiście tytuł najlepszych ratowników na Śląsku. Podczas zawodów oceniane są nie tylko umiejętności ratownicze, choć są to kluczowe umiejętności podlegające ocenie. Jednak staramy się również zwracać uwagę na takie umiejętności jak działania w grupie, zdolność komunikacji, podejmowania decyzji, zarządzania zespołem, czy też podział ról i zadań. Zawody to doskonały czas, aby sprawdzić swoją wiedzę teoretyczną i przeistoczyć ją w praktykę. Podjęcie wyzwania i przyjazd na zawody w roli uczestników to również podnoszenie swoich umiejętności, na przykład po przez dodatkowe bloki warsztatowe, w których uczestnicy mogli wziąć udział.

Do zobaczenia na XIX Ogólnopolskich Zawodach ZHP w Ratownictwie .

Dodatkowo należy wspomnieć, że całe wydarzenie jest zaplanowane i zorganizowane przez grupę ludzi, którzy również intensywnie pracują nad poszerzaniem swoich umiejętności. Każdy kto kiedy organizował takie wydarzenie wie, że pracy jest niemało. Niepisanym zwyczajem w naszym inspektoracie jest to, że zwycięski patrol ma zaszczyt zorganizować kolejną edycję zawodów na swoich ziemiach ;) W ubiegłym roku widzieliśmy się w Bytomiu, gdzie tegoroczni organizatorzy zajęli miejsce drugie, jednak wyrazili chęć zorganizowania zawodów właśnie w Dąbrowie Górniczej. W tym roku wyzwanie podjął HKR Auxilium, który doskonale odnalazł się w roli organizatora. Śmiało mogę przyznać, że zawody były zorganizowane na wysokim poziomie, a to wszystko zasługa dobrego zespołu. Warto wspomnieć również, że dla organizatorów to chwila sprawdzenia swoich zdolności organizacyjno-logistycznych, zarządzania czasem i zespołem oraz wielu innych umiejętności. Kolejnym ważnym aspektem zawodów była atmosfera oraz wspólna integracja. Gdy w jednym miejscu spotyka się ludzi z całego Śląska, mających wspólne zainteresowanie, nie może być inaczej. Każdy z nas wrócił z zawodów z kolejnym bagażem doświadczeń, ale przede wszystkim motywacją do działania. Na zawodach również członkowie inspektoratu mieli chwilę dla siebie, aby porozmawiać o istotnych rzeczach związanych z pracą inspektoratu oraz Harcerskiej Szkoły Ratownictwa. Instruktorzy HSR pochylili się przede wszystkim nad systemem IP i dochodząc do wspólny wnio-

Betina Füllbier szefowa Inspektoratu Ratowniczego Chorągwi Śląskiej 19


NA KRAWĘDZI W życiu zdarzają się sytuacje nagłe, nieprzewidziane, wymagające od człowieka błyskawicznego działania. Jedni ludzie są do nich przygotowani i traktują je jak „chleb powszedni”, dla innych stanowią one nie lada wyzwanie. Nie co dzień jednak przeciętny człowiek podejmuje wyzwania wysokiej rangi, których efektem ma być uratowanie życia innego człowieka.

rezultatu. Dopiero po około 2-3 minutach na skutek ucisków i wstrząsów, poszkodowana zaczerpnęła głeboki oddech. Ja również odetchnąłem, bo zdawałem sobie sprawę, że dzieliły nas minuty od tragedii. Utrzymujący się brak oddechu powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu człowieka i liczy się tutaj każda sekunda. Skóra na dłoniach i twarzy poszkodowanej odzyskała naturalny wygląd, ale stan nieprzytomności utrzymywał się. Gdy oddech powrócił i puls był już wyraźnie wyczuwalny, przekazałem poszkodowaną wezwanej wcześniej przez Jana Nowocińskiego karetce pogotowia, która w międzyczasie nadjechała i zespół kontynuował dalej reanimację. Bez skutku. Nieprzytomna została natychmiast przetransportowana karetką do szpitala, gdzie otrzymała niezbędną pomoc. Rokowanie jednak było złe. Zdiagnozowano prawostronny wylew krwi do mózgu. Pogarszający się stan zdrowia trwał przez całą noc.

Dzień 20 lutego 2017 roku zapowiadał się jak każdy inny, choć przeplatany był przygotowaniami do corocznego harcerskiego święta - Dnia Myśli Braterskiej. Tego dnia wraz z moim przyjacielem hm. Janem Nowocińskim, z którym tworzyliśmy zespół kontrolny Komisji Rewizyjnej udaliśmy się do jednego z hufców celem przeprowadzenia planowej kontroli tej jednostki. Kiedy przybyliśmy na miejsce, ku naszemu zdziwieniu zastaliśmy swobodne wejście do pomieszczeń hufca, nie było w nich jednak nikogo. Nie przeczuwając wtedy grozy sytuacji odwiedzaliśmy kolejne pomieszczenia, a to co zastaliśmy w biurze, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Zobaczyliśmy w nim bowiem ułożoną w fotelu w nietypowej pozycji ciała nieprzytomną druhnę komendantkę, która nie wykazywała żadnych oznak życia, nie oddychała. Jej głowa zwisała bezwładnie poniżej poziomu ciała. Zabarwienie skóry na dłoniach i twarzy wskazywało na brak krążenia krwi. Nie wiedzieliśmy, ile czasu znajdowała się w takim stanie. Szok i stres, jakiego doznaliśmy na skutek tego widoku, sparaliżował nas. Nie są to sytuacje, z jakimi człowiek spotyka się na co dzień. Podszedłem do nieprzytomnej i, będąc przekonanym, że nie wyczuję już u niej tętna, zacząłem szukać go mimo wszystko na tętnicy szyjnej. Moje przeczucie było mylne. Wyczułem bardzo słaby, ale jednak wyczuwalny puls. To, co działo się potem, nastąpiło błyskawicznie na skutek iskry, impulsu. Nie było czasu myśleć i analizować sytuacji, rozpoczęła się walka o życie naszej koleżanki. Nastąpił samoistny podział ról. Ja błyskawicznie walczyłem o oddech poszkodowanej, a mój kolega Jan natychmiast alarmował pogotowie ratunkowe, rodzinę oraz członków komendy hufca. Nerwy dawały mi o sobie znać, sam byłem w szoku, ale miałem w głowie tylko jedno: przywrócić nieprzytomnej oddech, który powrócić nie chciał. Zawsze uczono mnie na kursach samarytanki obozowej, jak postępować w takich sytuacjach, doświadczenie gruntowałem pracując w służbie zdrowia, gdzie nie jedną akcję ratującą życie widziałem, choć nie jestem zawodowym medykiem. Zawsze jednak zajęcia, choć profesjonalne, nie oddają powagi sytuacji w rzeczywistości, gdzie następuje realna walka o życie ludzkie.

To co działo się później, nazajutrz, przeszło najśmielsze oczekiwania. Stan zdrowia chorej druhny niespodziewanie zaczął poprawiać się w błyskawicznym tempie. Z radością przyjmowałem kolejne telefony informujące mnie z dnia na dzień o coraz lepszym jej samopoczuciu. Czyżby zadziałał tutaj Dzień Myśli Braterskiej? W efekcie po około dwóch tygodniach opuściła szpital i mam nadzieję, że niebawem spotkamy się... Chcę jasno powiedzieć, że nie wierzę w przypadki. Kontrola tego właśnie hufca planowana była pół roku wcześniej i z różnych przyczyn przesuwana była na inne terminy. W mojej ocenie to nie był przypadek, że musieliśmy tak układać termin kontroli, aby spotkać się akurat w tym miejscu, czasie i aby znaleźć się w tak dramatycznej sytuacji, z której wyszliśmy jednak zwycięsko. A od nieszczęścia dzieliły nas jedynie minuty - i to one decydowały o ludzkim życiu.

Wiedziałem, że u nieprzytomnego człowieka krew spływa do najniżej położonych części ciała. W tym przypadku była to głowa. Podejrzewałem, że mogło dojść do niedrożności dróg oddechowych spowodowanej zapadnięciem języka. Natychmiast podniosłem poszkodowaną i zacząłem napierać na jej plecy, jednocześnie stanowczo je opukując. Nerwy dawały mi się coraz bardziej we znaki, udzielana pomoc nie przynosiła

Krzysztof Osmański 20


Harcerski Klub Ratowniczy „GryfICE” Harcerski Klub Ratowniczy „GryfICE” powstał w 2012 roku. Jego głównym zamierzeniem było zrzeszanie wszystkich zainteresowanych pierwszą pomocą harcerzy z jednostek należących do Związku Drużyn ZHP „Rega”. Początkowo zajęcia miały formę otwartych wykładów, na których mógł zjawić się każdy chętny. Bardzo szybko ta forma przerodziła się w silną grupę wędrowników, którzy wyjeżdżali na kursy WKPP oraz zdobywali tytuł „Ratownika ZHP”. W 2015 roku klub wyszedł z lekkiego uśpienia i zaczął ponownie pokazywać się w innych miejscach niż festyny gminne i szkolne pokazy (choć zapewniam, że nadal można nas tam spotkać). Podczas naszej pracy organizujemy zajęcia z pierwszej pomocy dla każdej z metodyk harcerskich, szkół oraz jesteśmy bardzo otwarci na zapraszanie nawet niezrzeszonych osób na nasze zbiórki. Na zbiórkach poruszamy nie tylko tematy związane ściśle z pierwszą pomocą, ale także uczymy się charakteryzacji i pozoracji. Nasze umiejętności prezentujemy podczas symulacji organizowanych w ramach kursów, wyjeżdżając na nie jako kadra pomocnicza, a także organizując symulacje we własnym zakresie. Momentem przełomowym naszej pracy był pierwszy w historii klubu wyjazd na Ogólnopolskie Zawody w Ratownictwie ZHP. Po powrocie z zawodów zespół naszego klubu zaraził innych bardzo pozytywną energią, co przełożyło się na pracę klubu - jak mawia klasyk, teraz „chce się chcieć”. W przyszłym roku na pewno znów zjawimy się na zawodach, walcząc o wyższe miejsce niż poprzednio. Tymczasem chcielibyśmy się pochwalić, że udało nam się uzyskać sponsora dla Klubu i będziemy mieli własny znak rozpoznawczy, czyli koszulki - gdy tylko je odbierzemy, na pewno przyślemy do redakcji nasze zdjęcie :)

Dominika Jaksim 21


Marketing - jak promować harcerskie działania w internecie? Z perspektywy tych kilku lat, które dały mi doświadczenie nie tylko w działaniu harcersko-ratowniczo-szkoleniowym, ale przede wszystkim doświadczeniu budowania marki, wizerunku i utrzymywania kontaktów, jestem w stanie przeanalizować jeszcze raz to, co się działo. Zrobiłam z przypadku własnego HKR-u niewielkie case study, żeby rozwiązać stawiane przede mną i resztą kadry klubu problemy – a może raczej wyzwania, którym nie stawiliśmy czoła tak, jakby należało. Brakowało nam pomysłów, które byśmy realnie zrealizowali, zapału czy może kogoś kto spojrzałby na wszystko z zewnątrz? Nie wiem. Jednak kto nie popełnia błędów, ten się nie rozwija.

Decyzja o cyklu artykułów w Eskulapie była jedna z trudniejszych, ponieważ stawia przede mną wyzwanie. Napisanie tekstu będącego przyjemną do czytania historią wcale nie jest łatwe. Szczególnie, gdy przez ostatnie 2 lata większość materiałów o tematyce marketingowej powstawała jedynie w konwencji naukowej. Bardzo długo zastanawiałam się, jak pisać i postanowiłam, że opowiem Wam kilka historii z mojego życia. Kilka lat temu prowadziłam jeden z warszawskich klubów ratowniczych. Tak jak wszyscy, my także zmagaliśmy się z kilkoma problemami, które, jak się wydawało wtedy, są ogromnymi trudnościami nie do przeskoczenia. Brakowało nam ludzi do działania, pieniędzy na nowy sprzęt czy szkolenia oraz sponsorów czy partnerów. Leżała też komunikacja zewnętrzna i wewnętrzna. Informacje przekazywane do osób już działających były rzadkie, nieregularne i płynęły wieloma różnymi kanałami, nie zawsze tymi samymi. Informacje pojawiające się oficjalnie na stronie czy fanpage’u również zazwyczaj były krótkie, nieatrakcyjne wizualnie oraz sporadyczne.

Powyższy przypadek dostarczył za to wielu myśli, późniejszych rozwiązań i pozwolił nie popełniać kolejnych błędów. Komunikacja, o której dziś, to część marketingu. W skrócie mówiąc o samym marketingu, jego celem jest rozpoznawanie i zaspokajanie potrzeb konsumentów. Czy ktokolwiek może obejść się bez jasnej komunikacji czy otrzymywania informacji, jeśli chce gdzieś działać? Jestem pewna, że odpowiedź brzmi NIE.

22


Gosia Szwed

Osobiście w prostej komunikacji HKR-ów, HGR-ów czy Inspektoratów, która przede wszystkim powinna stawiać na skuteczny kontakt z członkami, jak i komunikowanie podejmowanych działań, postawiłabym przede wszystkim na stronę na FB (głównie w celu pokazywania tego, co się dzieje) oraz darmową stronę internetową wraz z galerią zdjęć. Tworzenie grup na Facebooku w celu komunikacji jest coraz mniej skuteczne. Wraz z rozwojem tego portalu, każdy z nas ma już miliony grup, które z biegiem czasu przestaje śledzić. Jednak zamiast grupy, można pokusić się o grupy mailingowe, ewentualnie stałe konwersacje grupowe na FB czy za pomocą WhatsApp (dają możliwość zorientowania się, kto informacje już odczytał).

Błędem, który popełniliśmy te kilka lat temu była marna komunikacja, brak pomysłu i planu na nią. Niech nikogo nie zdziwi, że komunikację też się planuje. Jest to krok, który pomaga systematyzować działania i sprawić, aby całościowy przekaz był spójny. Planujemy nie tylko to, co będziemy komunikować na zewnątrz czy do wewnątrz, ale również jakimi kanałami chcemy dotrzeć do odbiorców oraz jaki przekaz wizualny – jak spójny wizerunek chcemy pokazać. Planując komunikację pamiętajmy o tym, że nieodłącznym kanałem w dzisiejszych czasach, który dociera do większości ludzi, są social media, na czele z Facebookiem. Wszyscy lubią być na bieżąco, co chwilę sprawdzają swoje tablice, nowe powiadomienia czy wysłane przez znajomych snapy. Mogłoby się wydawać, że strony internetowe to jakiś relikt. Tutaj również nic bardziej mylnego. Pogląd o braku funkcjonalności stron internetowych, który miałam jeszcze kilka lat temu, został naprostowany. Poza social mediami, tradycyjne strony internetowe są fantastyczne, ale tylko wtedy, gdy nie pomijamy ich przy wszelkich aktualizacjach czy komunikatach. Możliwości, jakie dają nam strony - budowanie stałych kwestionariuszy, duża ilość informacji w jednym miejscu czy ładna szata graficzna - wpływają na postrzeganie marki klubu. Żeby wszystkie wybrane przez nas kanały komunikacji dobrze funkcjonowały i spełniały przypisane im zadania muszą być spójne pod względem stylu, w którym się komunikujemy, jak i również treści czy grafiki.

Chcę jednak podkreślić, że samo posiadanie strony czy innych kanałów do publikowania treści na niewiele się zda, jeśli wraz z szefostwem, kadrą czy osobami odpowiedzialnymi za administrowanie kanałami nie stworzycie jasnych założeń i planu rozpowszechniania informacji, zdjęć czy filmów. Obecnie w internecie można znaleźć wiele poradników o tym, jak pisać, kiedy i co publikować, by dotrzeć do jak największej liczby odbiorców, otrzymać tysiące like’ów i komentarzy. Zachęcam do wyszukania zagadnienia w Google i porównania. Niestety, nie ma jednego najlepszego przepisu. Wszystko zależy od tego, kto tak naprawdę jest zainteresowany treściami i do kogo chcemy dotrzeć (jaki jest nasz docelowy target). Podsumowując powyższe: warto mieć więcej niż jeden kanał komunikacji oraz stworzony plan na pracę z nimi. Wszystkie posiadane media muszą komunikować spójne treści. I co interesujące, warto pokazywać je wzajemnie (na stronie dodać info o fanpage’u i odwrotnie). Komunikacja musi być regularna – w przypadku strony aktualna, na fanpage’u nie za rzadka! Tak rozwiązałabym dawny problem komunikacyjny mojego Klubu. Teraz też się trzymam takiego podejścia w działaniach komunikacyjnych za pomocą różnych mediów w tym, co robię. W kolejnym numerze postaram się napisać szerzej o treści, która działa i zachęca do aktywności.

23


Spotkanie szefów inspektoratów W dniach 21-23 kwietnia w Warszawie odbyło się Spotkanie Szefów Inspektoratów. Co to oznacza? Raz w roku szefowie spotykają się, aby podsumować miniony rok pracy, pochwalić się swoimi dotychczasowymi działaniami, zaprezentować plany na przyszłość oraz wymienić doświadczeniami. Spotkania Szefów IR są też wyjątkową okazją do poruszenia ważnych spraw Szkoły. To w tym gronie najłatwiej zebrać wnioski i propozycje zmian ze wszystkich środowisk instruktorskich. Na przestrzeni lat, to właśnie te spotkania zmieniały kierunek rozwoju HSR. W tegorocznym spotkaniu brali udział Szefowie Inspektoratów Chorągwi: Krakowskiej, Śląskiej, Wielkopolskiej, Łódzkiej, Zachodniopomorskiej, Stołecznej, Mazowieckiej, Opolskiej oraz Ziemi Lubuskiej. Główne tematy poruszone na spotkaniu dotyczyły Strategii HSR, systemu IP oraz zmian w nieaktualnej dotychczas dokumentacji HSR. 3 lata temu, podczas Ogólnopolskich Warsztatów, instruktorzy przyjęli Strategię HSR na lata 2014-2017. Tegoroczne wybory szefa HSR są okazją do powtórnej analizy potrzeb, ustalenia celów i w konsekwencji przyjęcia Strategii na kolejne lata. Podczas spotkania przeprowadziliśmy krótki warsztat, będący pierwszym krokiem do stworzenia nowego dokumentu. Kolejny etap prac odbywać się będzie w Inspektoratach, tak aby każdy instruktor mógł wziąć czynny udział w pracy nad nową Strategią. Drugi temat dotyczył systemu IP. Na początku tego roku do inspektoratów została wysłana prośba o zebranie ze swoich środowisk wniosków dotyczących obecnej ścieżki zostania instruktorem HSR, a w szczególności systemu zdobywania statusu instruktora potencjalnego. Podczas spotkania mogliśmy wymienić się spostrzeżeniami z różnych miejsc Polski oraz dać materiał do dalszej pracy zespołowi ds. instruktorskich. Dyskusje na spotkaniu Szefów to mocny początek zmian, które nastąpią niebawem. Jest to dobra wiadomość dla wszystkich, którzy planują zostać Instruktorem HSR. Co się dokładnie, zmieni dowiecie się już niebawem. Będzie się działo! Pochyliliśmy się również nad dokumentami, które zostały zaktualizowane. W szczególności rozważaliśmy zapisy w Zasadach Działania HSR rozróżniające inspektoraty na samodzielne i niesamodzielne. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że od kilku lat zapisy te były wyłącznie fikcją i w obecnym czasie jest to już niepotrzebne. Pozostałe zmiany dotyczyły dostosowania dokumentów do obecnych programów kursów, przegłosowanych zmian w ostatnich latach oraz aktualizacji niespójnych zapisów. Spotkanie było bardzo owocne. Odbyły się ważne dyskusje, które niewątpliwie przyniosą nieco dobrych zmian w Szkole. Mamy nadzieję, że również dla szefów był to dobrze spędzony czas, dający zastrzyk energii na kolejny rok działania.

24

Klaudia Kuczera

Maciej Kuczera


25


Co w inspektoratach? Klasa B

Śląsk nie próżnuje! W ostatnim czasie dwie instruktorki z Inspektoratu Ratowniczego Chorągwi Śląskiej zdobyły klasę B! Serdecznie gratulujemy Dominice Orzeszynie i Betinie Füllbier, króte w ostatnim czasie podniosły swoją klasę do B. Dominika prywatnie jest studentką biotechnologii, zakochaną w Norwegii i Stanach Zjednoczonych. Swój Kurs Instruktorski odbyła w Gdynii w 2013 roku. Obecnie pełni w Inspektoracie Ratowniczym Chorągwi Śląskiej funkcję zastępcy Szefa ds. jednostek ratowniczych. Z kolei w Hufcu Bytom odpowiada za kapitułę naramiennika wędrowniczego oraz stopni wędrowniczych. Prywatnie studiuje biotechnologię, fascynuje się Norwegią i Stanami Zjednoczonymi. Betina obecnie pełni funkcję Szefowej Inspektoratu Ratowniczego Chorągwi Śląskiej oraz drużynowej. Instruktorką HSR została w 2014 r. podczas letniego Kursu Instruktorskiego w Kościelcu, aktywnie działała na rzecz Harcerskiej Szkoły Ratownictwa w kilku zespołach: ds. programu, ds. promocji oraz ds. zdrowego stylu życia. Jej osoba wniosła wiele w życie Szkoły, a to dopiero początek jej drogi :)

Dominika Orzeszyna

Prywatnie studentka III roku pielęgniarstwa, wolontariuszka w hospicjum, pasjonatka gry na gitarze i amatorka gry na perkusji. W wolnych chwilach uwielbia spędzać czas z przyjaciółmi oraz spacerować po górach. Dziewczyny dzięki podniesieniu klasy do B, mogą pełnić funkcję Szefowej Szkolenia Kursów Pierwszej Pomocy Harcerskiej Szkoły Ratownictwa, nadzorować przebieg kursu oraz odpowiadać za wiedzę merytoryczną przekazywaną uczestnikom. Jeszcze raz gratulujemy i życzymy mnóstwo radości i satysfakcji z bycia szefowymi szkoleń na kursach!

Betina Füllbier

26


Inspektorat Ratowniczy Chorągwi Stołecznej ZHP 9 lutego został wybrany nowy szef Inspektoratu Ratowniczego Chorągwi Stołecznej ZHP. Został nim Mikołaj Kazimierski, a wraz z nim w szefostwie jest Dorota Jaśkiewicz z Hufca Żoliborz i Helena Gil z Hufca Ochota. Gratulujemy! Ustepującemu szefostwu dziękujemy za 3 lata służby.

Inspektorat Ratowniczy Chorągwi Mazowieckiej ZHP Mamy nową szefową! Przewodnik Agata Łukaszuk z hufca Podlasie przejeła właśnie stery nad Inspektoratem! W sklad jej szefostwa w tej chwili weszli Bartek Nowicki i Michal Pietruszewski :) Można gratulować!

Inspektorat Ratowniczy Chorągwi Łódzkiej ZHP Tegoroczne Warsztaty Instruktorskie organizowane będą przez Inspektorat Ratowniczy Chorągwi Łódzkiej z szefem Mateuszem Grodzickim na czele! Warsztaty te będą wyjątkowe, ponieważ po raz kolejny będziemy wybierać Szefa HSR. Powoli dobiega końca kadencja Macieja Rutkowskiego, kogo wybiorą Instruktorzy HSR w tym roku? Odpowiedź na to pytanie już pod koniec roku na warszatatch w Łodzi.

Inspektorat Ratowniczy Chorągwi Śląskiej ZHP Możemy się pochwalić, że nasza instruktorka pwd. Weronika Maciak otrzymała List Pochwalny Naczelnika ZHP za wzorowe pełnienie funkcji drużynowej. List Pochwalny Naczelnika ZHP jest wyróżnieniem, przyznawanym corocznie w Dniu Myśli Braterskiej instruktorom pełniącym funkcję drużynowego, których postawa jest godnym naśladowania przykładem zaangażowania w pracę na rzecz zuchów i harcerzy. Serdecznie gratulujemy! Ogólnopolskie Zawody ZHP w Ratownictwie Tegoroczne zawody w pierwszej pomocy odbędą sie na Śląsku, w Pszczynie. Termin zawodów: 29.09-01.10.2017 r Rezerwujcie zatem już teraz ten termin, bo szykują się super zawody z mnóstwem ciekawych symulacji na trasach!

Inspektorat Ratowniczy Chorągwi Krakowskiej ZHP Już 15-17 września 2017r. zapraszamy do Krakowa na V Chorągwiane Zawody w Pierwszej Pomocy organizowane przez Inspektorat Ratowniczy ZHP Chorągwi Krakowskiej. Wszystkie informacje będą pojawiać się na stronie internetowej www.ir.krakowska.zhp.pl Do zobaczenia:) P.S. Zapraszamy patrole z wszystkich chorągwi :) 27



Millions discover their favorite reads on issuu every month.

Give your content the digital home it deserves. Get it to any device in seconds.